Autor Wątek: Mir - 25 lat  (Przeczytany 1916 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline astropl

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 3961
  • Zmieściłem się w Sojuzie :)
    • Loty Kosmiczne
Mir - 25 lat
« dnia: Luty 19, 2011, 17:59 »
Jakoś bez echa mija dzisiejsze ćwierćwiecze od startu pierwszego modułu kompleksu orbitalnego Mir. A przecież Mir zasłużył sobie na dobrą pamięć, to była pierwsza stacja kosmiczna "z prawdziwego zdarzenia", protoplasta ISS. Dla przypomnienia link do Wikipedii.
Waldemar Zwierzchlejski
http://lk.astronautilus.pl

Offline JSz

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 5287
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #1 dnia: Luty 19, 2011, 18:26 »
Słusznie! Dla uczczenia tej rocznice pozwalam sobie dołączyć filmik z YouTube pokazujący niesamowite zagracenie Mira! Film nakręcił David Wolf:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=vBONpY3TxN8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=vBONpY3TxN8</a>

Offline byko

  • Pełny
  • ***
  • Wiadomości: 394
  • LOXem i ropą! ;)
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 25, 2011, 09:37 »
Pojawiło się wspomnienie na Kosmo - dla mnie zaskoczeniem jest informacja że już w 1994 Mir zaliczył zderzenie: Sojuz TM-17 - Kristałł, to prawda ? ktoś może zna szczegóły ?

Mocne pewnie nie było bo nie doszło do rozszczelnienia?

Offline astropl

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 3961
  • Zmieściłem się w Sojuzie :)
    • Loty Kosmiczne
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 25, 2011, 09:41 »
Pojawiło się wspomnienie na Kosmo - dla mnie zaskoczeniem jest informacja że już w 1994 Mir zaliczył zderzenie: Sojuz TM-17 - Kristałł, to prawda ? ktoś może zna szczegóły ?

Mocne pewnie nie było bo nie doszło do rozszczelnienia?

Zderzenie to duże słowo, po prostu dwukrotny kontakt podczas odlotu i częściowego oblotu stacji. Oczywiście nic istotnego, róznica prędkości była rzędu poniżej 5 cm/s.
Waldemar Zwierzchlejski
http://lk.astronautilus.pl

Offline Orland

  • Junior
  • **
  • Wiadomości: 57
    • Z historii astronautyki
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 08, 2011, 17:45 »
Za to była konkretna kolizja z Progresem w 1997 :) http://www.youtube.com/watch?v=tM7fTLLmgbk

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 6453
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 13, 2017, 00:56 »
Stacja kosmiczna Mir. Przetrwała pożar, kolizję oraz upadek komunizmu  (część 1)
Bartosz T. Wieliński 25 maja 2015 | 01:00

Umieszczony w 1986 r. na orbicie okołoziemskiej Mir miał ponownie dać Związkowi Radzieckiemu prowadzenie w wyścigu kosmicznym z Ameryką i dostarczyć bezcennych doświadczeń dla przyszłych wypraw na Marsa.

Gdy rozległ się dźwięk alarmu, dr Jerry Linenger ledwie drgnął. Ten sam dźwięk co ranek budził ich ze snu i zdążył się już do niego przyzwyczaić. W ustach czuł jeszcze smak barszczu i kawioru, którymi jakieś pół godziny wcześniej raczył się podczas kolacji. Amerykanin szybko się pożegnał i ruszył do modułu Spektr kontynuować swoje eksperymenty medyczne. Natomiast Aleksandr Łazutkin udał się do modułu Kwant, by wymienić pojemnik z nadchloranem litu w generatorze tlenu wykorzystywanym wtedy, gdy w stacji znajdowało się więcej niż trzech ludzi i Electron, wielki generator uwalniający tlen w procesie elektrolizy wody, nie wystarczał. Po podgrzaniu do kilkuset stopni nadchloran litu także uwalniał tlen, a litrowy kanister wystarczał, by przez dobę zapewnić tlen dodatkowej osobie. Wymiana stanowiła czynność rutynową.

Pali się!

Tymczasem alarm nie milkł, więc Linenger ruszył w kierunku głównego modułu - zdawał sobie sprawę, co się dzieje. Na widok ciągnących się nad podłogą smug dymu włosy stanęły mu dęba: w stacji Mir pędzącej z prędkością 27 tys. km/godz. 390 km nad Ziemią wybuchł pożar. Gdy Amerykanin dotarł do Kwantu, kanister przypominał pudełko fajerwerków - wysoki na 60 cm płomień topił metalowy stelaż generatora, a kawałki stopionego metalu unosiły się w powietrzu. O wiele gorszy był dym, który w stanie nieważkości powinien stać w miejscu, ale na Mirze powietrze mieliły wentylatory i dym rozprzestrzeniał się błyskawicznie.

Walerij Korzun, dowódca stacji, chwycił za gaśnicę, lecz w stanie nieważkości piana, zamiast przylepić się do płonącego kanistra i zdusić ogień, spływała z jego krawędzi. - Przygotować statki do ewakuacji! - krzyknął. Tyle tylko, że w stacji było czterech Rosjan, Amerykanin i Niemiec, a do dyspozycji mieli trzyosobowego Sojuza, statek kosmiczny, którym dowożono na Mir załogę i zaopatrzenie. Dostęp do śluzy, do której zacumował drugi Sojuz, blokował ogień.

Amerykańscy eksperci w centrum kontroli lotów NASA nie mieli pojęcia, co się dzieje na Mirze, bo ich rosyjscy koledzy z Gwiezdnego Miasteczka pod Moskwą nie przekazali im informacji. Widzieli już kosmiczny pożar, który dwukrotnie wybuchał w stacji Salut, ale został ugaszony, natomiast na Mirze buchał ogień, który topił stal. Ważąca 130 t stacja, od dziesięciu lat największy sztuczny satelita Ziemi, była szczytowym osiągnięciem radzieckiej myśli technicznej. 24 lutego 1997 r. wydawało się, że jej żywot zbliża się ku końcowi.

Czerwona gwiazda kosmiczna

- Teraz mi chyba wierzycie, że jestem w kosmosie? - spytał Leonid Kizim, 45-letni kosmonauta, po wykonaniu salta i zawiśnięciu w powietrzu. Radzieccy telewidzowie nie mieli wątpliwości, że Kizim unosi się w stanie nieważkości. 15 lutego 1986 r. razem z Władimirem Sołowjowem jako pierwsza załoga przycumowali do Mira, ósmej i najnowocześniejszej radzieckiej stacji orbitalnej. Start rakiety Proton, która wyniosła ich na orbitę, był ostatnią misją trzymaną w tajemnicy przed społeczeństwem - agencja TASS poinformowała o niej dopiero wtedy, gdy statek Sojuz-TM bez problemów znalazł się w kosmosie. A potem kosmonauci wystąpili w telewizji.

Wiosną 1986 r. zachodnie media donosiły, że na niebie pojawiła się czerwona gwiazda - Mir na Zachodzie nie miał konkurencji. Do stacji, będącej długim na 13 m cylindrem, podczepiono dwa wielkie panele baterii słonecznych. Wewnątrz Kizim i Sołowjow mieli własne kabiny z rozkładanym biurkiem, śpiworem i iluminatorem oraz zamykaną łazienką. W porównaniu z poprzednimi stacjami przebywali w luksusie. Ich pierwsze zadanie polegało na rozładowaniu dwóch bezzałogowych statków Progress, które przywiozły zaopatrzenie. Półtora miesiąca później załoga wsiadła do Sojuza, którym przybyła z Ziemi, i ruszyła do odległej o 2,5 tys. km stacji kosmicznej Salut 7 umieszczonej na orbicie cztery lata wcześniej. Przewinęło się przez nią pięć załóg. Kizim i Sołowjow mieli zabrać wszystko, co mogłoby się przydać na Mirze, w tym specjalistyczny spektrometr. Mieli też dokończyć rozpoczęte na Salucie eksperymenty, a wyniki i próbki zabrać na Mir. Po kolejnych sześciu tygodniach zapakowali do Sojuza prawie 0,5 t materiałów. Opuszczony Salut spłonął w atmosferze

Moduły Mira

- Do tej pory prowadziliśmy działalność eksperymentalną, teraz rozpoczynamy produkcję seryjną - mówił rosyjski kosmonauta oprowadzający zachodnich dziennikarzy po Gwiezdnym Miasteczku. Mir miał był wielkim i rozbudowywanym laboratorium - do rdzenia z kabinami załogi mogło przycumować sześć wystrzelonych osobno modułów. W 1987 r. w kierunku stacji poleciał moduł Kwant-1 wyposażony w teleskopy do obserwacji kosmosu w ultrafiolecie i detektory promieniowania rentgenowskiego i gamma. Pięciometrowy moduł kierowany przez komputer i radar przycumował do rufy stacji. Ale choć porty dokujące Kwanta i stacji przylgnęły do siebie, wskaźniki pokazywały, że manewr nie skończył się pomyślnie, więc kosmonauci wyszli na zewnątrz, by zbadać, co się stało. Między portami dokującymi odkryli jedną z toreb z fekaliami, które po wypełnieniu wyrzucano z toalety w próżnię. Po wyjęciu torby dokowanie zakończyło się pomyślnie.

Kolejny, 12-metrowy moduł Kwant-2 przycumował do dziobu stacji jesienią 1989 r. Rok później Mir powiększył się o 20-tonowy moduł Kristal, a później o moduły naukowe Spektr i Priroda. Stacja przybrała kształt wielkiego hydrantu upstrzonego panelami baterii słonecznej, w jej laboratoriach można było badać kosmos i Ziemię, hodować rośliny, tworzyć stopy. Oprócz modułów w stacji dokowały Sojuzy dowożące załogi i Progressy z zaopatrzeniem. W Moskwie planowano, że komunikację z Mirem będą też utrzymywać Burany, radzieckie promy kosmiczne podobne do amerykańskich wahadłowców.

Inne zadanie polegało na testowaniu możliwości ludzkich, bo planując podróże międzyplanetarne, naukowcy musieli wiedzieć, jak człowiek znosi stan nieważkości w długim czasie. Roczny pobyt na Mirze miał dać wyobrażenie o zachowaniu się kosmonauty podczas lotu na Marsa. Woda, tak jak podczas długiego lotu, krążyła w obiegu zamkniętym. Wydzielaną przez kosmonautów parę wodną skraplały specjalne urządzenia, a uzyskaną w ten sposób wodę wykorzystywano później do picia. Wodę prysznicową po zużyciu filtrowano i używano ponownie, oczyszczano nawet mocz, którym potem napełniano zbiorniki w generatorach tlenu.

Stacja miała jeden poważny feler - powstała za późno. Gdy w połowie lat 70. zapadła decyzja o budowie Mira, ZSRR był supermocarstwem, ale kiedy udało się w końcu stację umieścić na orbicie, kraj trząsł się w posadach, a dla ostatniego radzieckiego przywódcy Michaiła Gorbaczowa program kosmiczny nie stanowił priorytetu.

Księżycowa porażka

3 lipca 1969 r. na kosmodromie Bajkonur zapaliły się silniki rakiety N-1. Mierzące ponad 100 m i ważące 2,7 tys. t monstrum miało zawieźć bezzałogowy statek kosmiczny Zond na orbitę Księżyca, by rozpoznać miejsca do lądowania. Gdyby ta misja się powiodła, następna N-1 miała zawieźć dwuosobową załogę i jednoosobowy lądownik księżycowy. Gdy osiem lat wcześniej na orbitę wszedł statek kosmiczny z Jurijem Gagarinem na pokładzie, wydawało się, że Amerykanie nie zdołają dotrzymać ZSRR kroku w podboju kosmosu, tymczasem w 1969 r. mieli już Księżyc w zasięgu ręki i Sowieci podjęli desperacką próbę, by nie dać się wyprzedzić. N-1 po raz pierwszy wystartowała 21 lutego 1969 r. i eksplodowała po 3 min lotu. 3 lipca kolejna N-1 zwaliła się na wyrzutnię, a eksplozja znajdujących się w zbiornikach tysięcy ton paliwa miała moc odpowiadającą mniej więcej połowie mocy bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę. Dwa tygodnie później dwaj Amerykanie stanęli na Księżycu.

W tej sytuacji Kreml przestał przykładać wagę do lądowania człowieka na Księżycu. Amerykanie mieli zostać pobici na polu stacji orbitalnych prowadzących wielostronne badania. - Kosmos ma służyć dobru ludu, nauce i gospodarce narodowej - ogłosił w październiku 1969 r. radziecki przywódca Leonid Breżniew.

Salut Gagarinowi

Idea budowy miasteczka unoszącego się na orbicie okołoziemskiej narodziła się na długo, zanim pierwsze rakiety przekroczyły granice stratosfery, ale rzeczywistość okazała się mniej obiecująca. Pierwsza stacja orbitalna wystrzelona 19 kwietnia 1971 r. miała ledwo 20 m długości. Jeszcze na kilka dni przed startem nazywała się Zorja, nazwę zmieniono jednak na Salut, by oddać cześć Gagarinowi, który 27 marca 1968 r. zginął w katastrofie lotniczej.

Salut 1 przypominał cztery przylegające do siebie cylindry różnej wielkości. Główny przedział o średnicy 4 m służył jako jadalnia, miejsce do spania i pracy. Znajdowały się tam dwa teleskopy, kamery do obserwowania Ziemi, miniaturowa szklarnia służącą do eksperymentów na roślinach, bieżnia, lodówki oraz toaleta. Panował więc chaos, który wziął się stąd, że wnętrze stacji projektowali konstruktorzy, którzy pracowali nad misją księżycową i nie mieli wielkiego rozeznania, co może być potrzebne naukowcom. Kadłub stacji powstawał w ramach wojskowego programu "Ałmaz" (Diament) w latach 60. Sowieci zaczęli prace nad stacją załogową mającą za pomocą teleskopów szpiegować Zachód. Filmy ze zdjęciami wracałyby na pokładach statków kosmicznych cumujących do stacji albo w kontenerach zrzucanych z niej do atmosfery. Ale skoro Breżniew mówił teraz o programie pokojowym i naukowym, w kadłubie musiały się znaleźć inne urządzenia.

- Sowiecki program kosmiczny jest zawsze krok do przodu - irytował się Wernher von Braun, jeden dyrektorów NASA, twórca rakiety kosmicznej Saturn V, a w czasie wojny niemieckich rakiet V-2.

Salut 1 poleciał w kosmos bez załogi, kosmonauci mieli doń dotrzeć trzy dni później Sojuzem, ale cumowanie zakończyło się fiaskiem, misję przerwano i po dobie spędzonej w kosmosie wrócili na Ziemię. Kolejny Sojuz wystartował w czerwcu. Tym razem dokowanie zakończyło się sukcesem i Gieorgij Dobrowolski, Wiktor Pacajew oraz Władisław Wołkow zaczęli życie na orbicie. Okazało się wówczas, jak niepraktyczne jest wyposażenie stacji, gdzie w stanie nieważkości najprostsze czynności wymagają większego wysiłku i czasu. - Bierzesz do ręki jeden przedmiot, drugi odlatuje - mówili kosmonauci.

Eksperymentów astronomicznych nie można było prowadzić, bo z teleskopu nie dało się zdjąć osłony, bieżnia się psuła, więc kosmonautom pozostało głównie obserwowanie, jak słabo w stanie nieważkości rosną rośliny, oraz udział w transmitowanych konferencjach prasowych. Ale misja okazała się wielkim sukcesem propagandowym, zwłaszcza że spędzili na orbicie 23 dni, ustanawiając rekord długości lotu. Niestety, 29 czerwca 1971 r. podczas powrotu kapsuła Sojuza rozszczelniła się, zanim statek wszedł w atmosferę, a kosmonauci się udusili. - Bardzo tęsknimy za Ziemią - brzmiała ich ostatnia wiadomość nadana tuż przed odcumowaniem.

c.d.n.

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 6453
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 13, 2017, 00:56 »
Część 2

Skylab kontra Saluty

Po tej tragedii na Salut 1 nie poleciała już nowa załoga, stację kilka miesięcy później zrzucono z orbity. Tymczasem Amerykanie też nie próżnowali i 14 maja 1973 r. rakieta Saturn wyniosła na orbitę stację Skylab trzykrotnie pojemniejszą od Saluta 1. Pierwsza załoga dotarła do niej po dziesięciu dniach statkiem Apollo, takim samym jak wykorzystywane w lotach na Księżyc. W stacji pracowały trzy amerykańskie załogi, które przeprowadziły wiele doświadczeń, a ostatni astronauci opuścili stację na początku 1974 r. Skylab służyłby pewnie długie lata gdyby nie to, że niespodziewanie orbita stacji zaczęła się obniżać i Amerykanie nie byli w stanie uratować jej przed wejściem w atmosferę. 11 lipca 1979 r. szczątki stacji spadły na australijskie pustkowie.

W tym czasie ZSRR wysyłał w kosmos kolejne Saluty, w tym wojskowe z 23-milimetrowymi działkami, które testowano, strzelając do innych satelitów. Pierwsze misje kończyły się jednak niepowodzeniem - zawodziły stacje i porty dokujące, do których załogowe Sojuzy nie były w stanie zacumować. Breżniew zabronił wysyłać do stacji kosmonautów nie-uczestniczących wcześniej w misji kosmicznej. - Prowadzimy wielkie przedsięwzięcie naukowe i nieustannie ulepszamy Saluty - zapewniali kosmonauci podejmujący zachodnich dziennikarzy w Gwiezdnym Miasteczku.

Salut 6, wystrzelony 29 września 1977 r., utrzymał się na orbicie pięć lat, a przez stację przewinęło się 16 załóg, w tym kilka międzynarodowych. W jednej z nich, na przełomie czerwca i lipca 1978 r., był Mirosław Hermaszewski, pierwszy i jedyny dotąd Polak w kosmosie.

Dokowanie nie było jedynym problemem. Podczas misji pierwszej zmiany Saluta 6 z pojemnika uciekły muszki owocowe, których używano do eksperymentów. Gdy w trakcie lotu jednemu z kosmonautów zmarł ojciec, psychologowie postanowili mu o tym nie mówić, by nie obniżać jego morale. Kosmonaucie, którego rozbolał ząb, poradzono jedynie, by płukał usta gorącą wodą. W 1983 r. na Salucie 7 kosmonauci musieli wyjść w przestrzeń kosmiczną, by załatać nieszczelny zbiornik z paliwem. Rok później trzyosobowa załoga przeżyła zbiorową halucynację - wszyscy zobaczyli pomarańczową chmurę otaczającą stację. Tłumaczono to stresem i niedotlenieniem. Ostatnia załoga stacji musiała wracać na Ziemię w trybie awaryjnym, bo dowódca Władimir Wasjutin dostał wysokiej gorączki.

Ile zniesie Romanienko

- Proszę skończyć to bezsensowne gadanie. To nam przeszkadza - powiedział do pracującej w programie kosmicznym biolożki kosmonauta Jurij Romanienko, którego załoga zmieniła na Mirze Kizima i Sołowjowa. Był grudzień 1987 r. Romanienko spędził w kosmosie 11 miesięcy, ustanawiając nowy rekord, i właśnie przygotowywał się do powrotu, gdy biolożka dopytywała z Ziemi, czy zabrał próbki z eksperymentów. Kosmonauta nie wytrzymał, a jego zachowanie uzmysłowiło ekspertom, że długi pobyt w kosmosie bardziej obciąża umysł niż ciało. Po zbadaniu kości Romanienki stwierdzono utratę wapnia, ale nie były to poważne zmiany, natomiast jego zachowanie na orbicie budziło zastrzeżenia psychiatrów. Zbyt często wybuchał złością. - Nikt nie miał pojęcia, jak reaguje człowiek, który spędził w kosmosie 300 dni. Traktowaliśmy go jak dziecko - wspominali później uczestnicy programu pracujący na Ziemi. Ale nie zawsze to działało, ponieważ Romanienkę straszliwie męczyła rutyna, poczucie izolacji i nuda.

Na Mirze pobudkę oznajmiał sygnał dźwiękowy o ósmej rano czasu moskiewskiego. Załoga miała dwie godziny na toaletę i śniadanie, potem dwie godziny spędzała na bieżniach i w specjalnych skafandrach z obciążeniem równoważącym brak grawitacji. W ten sposób kosmonauci bronili się przed zanikiem mięśni. Sześć, potem pięć godzin poświęcali pracy, a przez resztę czasu mieli wolne. Romanienko pisał w kabinie wiersze, rozmawiał z kolegą, brał udział w telekonferencjach z Ziemią, ale jego stan się pogarszał. W kosmosie miał spędzić rok, lecz misję skrócono mu do 11 miesięcy - na Ziemi bali się, że zwariuje.

Kosmos nie jest najważniejszy

Potem radziecki, a następnie rosyjski program kosmiczny zaczął cierpieć na brak funduszy. Prom kosmiczny Buran w kosmos poleciał raz, 15 listopada 1988 r., i bez załogi. Kolejne loty, w tym z cumowaniem do Mira, zostały odwołane, a w epoce gorbaczowowskiej pierestrojki coraz głośniejsze stawały się postulaty, by program kosmiczny zamknąć. Ale w Moskwie zdali sobie sprawę, że na Mirze można zarabiać, i Sojuzy zaczęły wozić do stacji naukowców z Francji, Wielkiej Brytanii, Japonii; Rosjanie próbowali nawet sprzedać miejsce reklamowe na kombinezonach kosmonautów. Za pieniądze w kosmicznych laboratoriach przeprowadzali eksperymenty zlecone przez zachodnie uczelnie, w warunkach nieważkości tworzyli kryształy i stopy.

Stację uratowali przed likwidacją Amerykanie. Gdy pierwszy moduł Mira znalazł się na orbicie, w USA szykowano odpowiedź - amerykańska stacja kosmiczna Freedom (Wolność) miała być większa i bardziej zaawansowana technologicznie. Ale projekt nieustannie zmieniano, Kongres skąpił pieniędzy i w końcu NASA uznała, że lepiej skorzystać z istniejącej stacji, na co zresztą naciskał Biały Dom. Czyż jest lepszy dowód na koniec zimnej wojny niż pobyt amerykańskich astronautów na pokładzie rosyjskiej stacji orbitalnej?

Na Mir trzeba było tylko wysłać moduł z portem dokującym umożliwiającym cumowanie amerykańskiemu wahadłowcowi. Jako pierwszy w lutym 1995 r. do stacji zbliżył się wahadłowiec Discovery, by sprawdzić, czy wszystkie systemy działają. 22 marca 1995 r. do stacji przycumował Atlantis z dwoma rosyjskimi kosmonautami, którzy przejęli stację od kolegów wracających wahadłowcem na Ziemię. Czekał na nich pierwszy amerykański członek załogi stacji Norman Thagard, który przyleciał w marcu Sojuzem. Wcześniej przeszedł to samo szkolenie co rosyjscy kosmonauci.

Pachnie jak kosmos

Pierwsze, co zaskoczyło Jerry'ego Linengera, gdy na początku stycznia 1997 r. jako czwarty Amerykanin przeszedł z wahadłowca na Mir, to zapach. - Dziwny, ale nie całkiem nieprzyjemny - mówił. Stacja lekko śmierdziała spalenizną, Rosjanie mówili mu, że to zapach kosmosu. Dziwiło go też zachowanie Rosjan, którzy na Ziemi wydawali się mili i sympatyczni, a w kosmosie zamieniali się w lodowatych służbistów z zaciętym wyrazem twarzy. Podobne zdanie mieli amerykańscy kontrolerzy, którzy ścinali się z rosyjskimi kolegami o wszystko.

Po 12 latach na orbicie stacja była mocno zużyta: w rurkach systemu chłodzenia pojawiały się dziury, przez które sączyło się chłodziwo, a mikrobiolodzy przestrzegali, że w wielkim tempie mnożą się grzyby i inne mikroorganizmy - pod koniec lat 90. naliczono aż 140 gatunków, które nie tylko zagrażały mieszkańcom, ale także przyspieszały korozję stacji.

Linengerowi nie podobało się też, że był traktowany jak gość. Dwóch Rosjan zajmowało się utrzymaniem stacji, wykonując ciężką pracę fizyczną, a on w spokoju prowadził eksperymenty. W końcu wyjednał w NASA zgodę, by mógł pomagać kolegom. Amerykańscy kontrolerzy bacznie śledzili każdy jego krok, natomiast Rosjanie dawali swoim wolną rękę.

Pożar kanistra z nadchloranem litu, który wybuchł w 24 lutego 1997 r., wygasł sam po kwadransie, nikt też nie zatruł się dymem. Ale szczęście zaczęło opuszczać stację. W marcu zepsuły się generatory tlenu, nawaliło chłodzenie, system stabilizowania położenia stacji na orbicie i Mir przez kilka minut dryfował w kosmosie. Później o mały włos nie doszło do kolizji z transportowym Progressem, który w trakcie dokowania wymknął się spod kontroli.

W czerwcu 1997 r., gdy w stacji był już następca Linengera - John Foale, dokowanie Progressa znowu się nie udało - tym razem uderzył w stację, powodując, że ta zaczęła się w niekontrolowany sposób obracać. W kadłubie modułu Spektr, który przyjął na siebie uderzenie, powstała wielka dziura, przez którą uciekało powietrze. Załoga zdołała odciąć moduł i opanować stację, ale Amerykanie mieli już dość psującego się Mira. Do stacji wahadłowce cumowały jeszcze trzykrotnie po to, by pomóc Rosjanom ją opróżnić przed zrzuceniem z orbity.

Moskwa jeszcze przez kilkanaście miesięcy próbowała znaleźć sponsora, który pomoże utrzymać Mir przy życiu. Były plany sprzedaży stacji albo założenia na jej pokładzie orbitalnego studia telewizyjnego. Bezskutecznie. 21 marca 2001 r. po północy czasu londyńskiego, gdy na Mirze nie było już nikogo, kontrola naziemna włączyła silnik przycumowanego do stacji Progressu. Czynność tę w ciągu kilku godzin powtórzono dwukrotnie. O 6 resztki stacji wpadły do Pacyfiku w pobliżu wysp Fidżi.

Korzystałem z książki Roberta Zimmermana "Leaving Earth: Space Stations, Rival Superpowers, and the Quest for Interplanetary Travel"

Źródło: http://wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,17963669,Stacja_kosmiczna_Mir__Przetrwala_pozar__kolizje_oraz.html?disableRedirects=true

Offline ekoplaneta

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 5205
  • One planet Once chance
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #7 dnia: Luty 20, 2018, 12:26 »
Wczoraj minęło 32 lat od startu pierwszego modułu stacji kosmicznej Mir:

https://www.space.com/39251-on-this-day-in-space.html
« Ostatnia zmiana: Luty 20, 2018, 20:23 wysłana przez ekoplaneta »

Offline kanarkusmaximus

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 17010
  • Ja z tym nie mam nic wspólnego!
    • Kosmonauta.net
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 20, 2018, 13:02 »
Wczoraj minęło 21 lat od startu pierwszego modułu stacji kosmicznej Mir:

https://www.space.com/39251-on-this-day-in-space.html

Czy aby napewno 21 lat? :)

Offline ekoplaneta

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 5205
  • One planet Once chance
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #9 dnia: Luty 20, 2018, 13:27 »
Wczoraj minęło 21 lat od startu pierwszego modułu stacji kosmicznej Mir:

https://www.space.com/39251-on-this-day-in-space.html

Czy aby napewno 21 lat? :)

Znowu popełniłem literówkę  :-[ Już poprawione na 31 lat  ;)

Offline JSz

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 5287
Odp: Mir - 25 lat
« Odpowiedź #10 dnia: Luty 20, 2018, 15:47 »
Skoro już się czepiamy cyferek, to DOS-7 poleciał na orbitę w lutym 1986 roku.
No dobra, podpowiem: 32 lata temu ;)