Polskie Forum Astronautyczne
Astronautyka => Pozostałe i Badania Kosmosu => Wątek zaczęty przez: Matias w Lutego 23, 2011, 21:47
-
Najnowsze oszacowania naukowców wskazują właśnie na taką "astronomiczną" wartość. Przynajmniej 500 milionów spośród nich może orbitować w odległości od swoich gwiazd, która pozwala na utrzymanie wody w stanie płynnym. Te niesamowite wartości zostały wyciągnięte na podstawie dotychczasowych rezultatów z obserwacji teleskopu Kepler.
Kepler do tej pory wyszukał 1235 kandydatów na egzoplanety, z 54 światami leżącymi w strefie Goldilock'a (ekosfera). Zespół naukowców pracujących przy programie kosmicznego obserwatorium Kepler wyliczył, iż średnio 1 na 2 gwiazdy posiada własne planety, a średnio 1 gwiazda na 200 posiada planety w ekosferach. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że to oszacowania na podstawie zebranych danych w czasie pierwszego roku działalności teleskopu. Wartości mogą ulec zmianie.
Informacje zostały ogłoszone podczas corocznej konferencji American Association for the Advancement of Science w Waszyngtonie.
Przez wiele lat naukowcy przypuszczali, że w Drodze Mlecznej może istnieć około 100 miliardów gwiazd, jednak w zeszłym roku naukowcy z Yale zaczęli przekonywać, iż w rzeczywistości może ich być nawet 300 miliardów! Warto dodać, że we Wszechświecie może istnieć nawet 100 miliardów galaktyk.
W świetle tych wiadomości realne się stają słowa Carla Sagana, który mówił, że we Wszechświecie mogą istnieć miliardy miliardów światów zdolnych podtrzymać życie.
Źródło. (http://www.msnbc.msn.com/id/41686017/ns/technology_and_science-space/)
Komentarz: Cóż.. w ciekawych czasach żyjemy ;)
-
http://www.kosmonauta.net/index.php/Astronomia/Egzoplanety/2010-10-29-exo-46.html
:P
Wtedy to było 46 miliardów, hehehe.
-
http://www.kosmonauta.net/index.php/Astronomia/Egzoplanety/2010-10-29-exo-46.html
:P
Wtedy to było 46 miliardów, hehehe.
Szkoda, że autor wtedy nie wrzucił na forum artykułu, pewnie bym zapamiętał :P
W każdym razie jest tendencja wzrostowa, przybyło nam w oszacowaniach 4 mld egoplanet ;D
-
I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że życie jest tylko na Ziemi... (nie koniecznie mowie tu o zielonych ludzikach, ale według mnie, nawet to nie jest wcale takie nieprawdopodobne) :)
A... jeszcze parę lat temu miałem poważne wątpliwości co do tego czy coś żywego tam jest, ale teraz wydaje mi się to wręcz nie możliwe, że tylko u nas narodziło się życie.
Tyle układów planetarnych... tyle galaktyk, a co więcej trzeba na to patrzeć wielowymiarowo... Bo przecież czas cały czas płynie, a "życia" pewnie pojawiają się i znikają :)
-
zadam fajne pytanie:) ciekawe jaką pierwszą forme życia odryjemy?mówi się dużo o bakteriach na Marsie no ale zawsze mogą nawiązać kontakt w SETI z zaawansowaną formą życia:)
-
Moim zdaniem jeśli jakieś życie wykryjemy to raczej na spektrum jakiejś egzoplanety, gdzie dopatrzymy się sygnatury tlenu, wody i np metanu. Wydaje mi się bardzo wątpliwy kontakt za pomocą SETI, ale chciałbym się tutaj mylić. :)
-
Jak to było kiedyś, gdzieś powiedziane? Gdyby nie było tam życia, "byłoby to wielkie marnotrawstwo przestrzeni" ;)
-
Między "życiem" a "cywilizacją techniczną" jest spora różnica. O ile tego pierwszego może być od cholery (niewykluczone, że nawet w naszym US coś znajdziemy), to tego drugiego może nie być wcale.
-
Taka ilość planet wpływa na moje myślenie o wszechświecie. Jest to kolejny argument za tym że Ziemia jest tylko nic nieznaczącą drobiną. W obliczu takiej sytuacji cała nasza wymyślona ważność i duma przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Weźmy pod uwagę, że zapewne jakiś procent spośród tych wszystkich potencjalnych istniejących cywilizacji, ulegnie zagładzie np. przez uderzenie komety, wybuch gwiazdy. Jaki jest sens istnienia kiedy np. wybuch gwiazdy zdeterminowany przez prawa fizyczne, powoduje utworzenie cywilizacji a potem jej zagładę? Najprawdopodobniej to powtarza się cyklicznie i niewykluczone, że dzięki temu miały okazję zaistnieć i zginąć już miliony cywilizacji o poziomie znacznie przewyższającym nasz obecny. Niewykluczone, że takowa orbitowała nawet niegdyś na planecie wokół naszego Słońca, podczas którejś z faz życia gwiazdy.
Może nie do końca na co dzień zdajemy sobie z tego sprawę ale wszyscy jesteśmy zbudowani z materiału powstałego w gwiazdach. W "rzeczywistości" wygląda to tak, że wszystko jest kosmicznym pyłem zmieniającym tylko formy. Podobno energii/materii nie można ani stworzyć ani zniszczyć.
Rozpatrując sprawę z fizycznego punktu widzenia. Ilość atomów we wszechświecie szacuje się na 10^80. Ciekawi mnie czy można by wyciągnąć jakieś związki np. ze stosunku liczby planet do liczby atomów we wszechświecie i tak dalej. Czy byłoby to w stanie powiedzieć nam coś o naturze lub organizacji wszechświata? Może jakiś jeden fraktalny wzór powtarzający się w nieskończoność, wyrażony jednym prostym równaniem? Jak na razie coraz więcej zdaje się potwierdzać że żyjemy w swoistego rodzaju wielkiej "matrioszce" lub nawet "hodowli" na ogromną skalę. Tak jak ludzie długo błądzili co do kształtu i ruchu Ziemi, tak będą jeszcze długo błądzić co do działania reszty wszechświata.
Między "życiem" a "cywilizacją techniczną" jest spora różnica. O ile tego pierwszego może być od cholery (niewykluczone, że nawet w naszym US coś znajdziemy), to tego drugiego może nie być wcale.
Ciekawe jest także mówienie o "technice" odnośnie obcych cywilizacji. Czy np. taki nietoperz lub delfin zdaje sobie sprawę z tego, że używa echolokacji? Przecież on nigdy nie słyszał nic o "technice", która tłumaczy nam to zjawisko. Wystarczy wyobrazić sobie obce istoty np. z naturalnie wykształconymi laserami, chodzące naturalne reaktory jądrowe albo nawet istoty reagujące na neutrina. Wiem, to jest absurdalne ale np. na dnie oceanów żyją podobne stwory - świecące lub wytwarzające prąd elektryczny...
-
Aż tacy wyjątkowi to my nie jesteśmy, żeby być sami, tacy "mądrzy"
-
Aż tacy wyjątkowi to my nie jesteśmy, żeby być sami, tacy "mądrzy"
Tego nie wiemy.
-
Jaki jest sens istnienia kiedy np. wybuch gwiazdy zdeterminowany przez prawa fizyczne, powoduje utworzenie cywilizacji a potem jej zagładę?
Zastanawiam się zawsze dlaczego ta myśl tak często przeszkadza ludziom w pojmowaniu sensu życia.
-
Niestety muszę was rozczarować jestesmy jedną z najbardziej prymitywnych cywilizacji we wszechswiecie
-
Zastanawiam się zawsze dlaczego ta myśl tak często przeszkadza ludziom w pojmowaniu sensu życia.
Co masz dokładnie na myśli? Mi osobiście raczej nawet pomaga, niż przeszkadza. Bo moim zdaniem życie nie ma takiego czegoś jak "sens", ponieważ sens jest zjawiskiem czysto zmysłowym. To tak jakby zapytać o smak, zapach albo kolor życia.
Niestety muszę was rozczarować jestesmy jedną z najbardziej prymitywnych cywilizacji we wszechswiecie
Skąd takie mniemanie? Nie możemy tego stwierdzić dopóki nie poznamy wszystkich istniejących. Zależy również co uznamy za kryteria "prymitywności".
-
Widzę, że ciekawa filozoficzna dyskusja nam się tu pojawiła (jakby na obrzeżach tematu), axion napisał bardzo ciekawy post - może warto by pomyśleć o osobnym wątku na te dyskusje, bo potencjał jest.
Ja tylko dodam, że w zasadzie zgadzam się z tym co napisał axion.
Zastanawiam się zawsze dlaczego ta myśl tak często przeszkadza ludziom w pojmowaniu sensu życia.
Bo sens życia musimy sami sobie stworzyć, a zadanie to wcale nie jest proste.
Mówiąc inaczej - życie nie ma sensu. Życie jest. I nie zastanawia się nad sensem. Dopiero człowiek zaczął poszukiwać sensu i jak na razie bez większych rezultatów...
-
Zastanawiam się zawsze dlaczego ta myśl tak często przeszkadza ludziom w pojmowaniu sensu życia.
Co masz dokładnie na myśli? Mi osobiście raczej nawet pomaga, niż przeszkadza. Bo moim zdaniem życie nie ma takiego czegoś jak "sens", ponieważ sens jest zjawiskiem czysto zmysłowym. To tak jakby zapytać o smak, zapach albo kolor życia.
Wybacz. To samo miałem na myśli. Widocznie źle Cię zrozumiałem. Chociaż....
Można by powiedzieć, że wyewoluowaliśmy do tego stopnia by sami sobie ustalać sens życia. Choć może bardziej pasowałoby tutaj słowo 'cel'. Z drugiej strony można też założyć, że sensem życia są właśnie jego cele ^^.
Do tematu:
Kepler wyliczył, iż średnio 1 na 2 gwiazdy posiada własne planety
Jak wygląda ewolucja gwiazdy, która okazuje się bezowocna jeśli chodzi o planety? Jakoś nie mogę sobie tego zobrazować moim małym móżdżkiem. Co z tym całym ogromem gazu i pyłu? I żeby aż 50% gwiazd? Czy może to tylko takie 'bezpieczne' wyliczenia?
-
Wybacz. To samo miałem na myśli. Widocznie źle Cię zrozumiałem. [...] Można by powiedzieć, że wyewoluowaliśmy do tego stopnia by sami sobie ustalać sens życia. Choć może bardziej pasowałoby tutaj słowo 'cel'. Z drugiej strony można też założyć, że sensem życia są właśnie jego cele ^^.
Miałeś prawo to tak zrozumieć, ponieważ samo zdanie sugeruje lub zakłada istnienie jakiegoś sensu. Trochę niefortunna ale była to celowa dygresja z mojej strony. Postawiłem tylko pytanie, mające na celu ukazanie naszej "marności" w stosunku do determinizmu praw fizyki. Jeśli chodzi o cele, to rzeczywiście można by to interpretować w Twój sposób ale to skąd się takie cele biorą to zagadnienie naprawdę ciekawe. Ja uważam, że cele w życiu biorą się z niczego innego jak z instynktu samozachowawczego. Możemy zejść na bardziej fundamentalny poziom - atomowy i uzyskamy, że cele biorą się oddziaływań między atomami i tak dalej. Tylko nie jestem do końca przekonany czy ludzką psychikę można opisywać takim aparatem, czy potrzebne są do tego jakieś "wyższe" pojęcia? Choć nie sądzę. Oczywiście dochodzimy do zagadnienia determinizm vs. indeterminizm i tak dalej ale to już zbytni off-top.
Jak wygląda ewolucja gwiazdy, która okazuje się bezowocna jeśli chodzi o planety
Chyba takie paradoksy rodzi użycie pojęcia średniej - średnio z psem mamy trzy nogi - ale jeszcze nie możemy wywnioskować, że któraś z gwiazd nie posiada planet.
Co do ewolucji gwiazd - intryguje mnie, że podobno swój wkład w wyjaśnienie tego procesu miały prace nad bombą atomową, dzięki którym uzyskano np. przekroje czynne na pochłanianie neutronów. Może proces ewolucji gwiazd nie jest jeszcze do końca poznany w niektórych aspektach?
-
Ja osobiście wątpię, żeby tylko co druga gwiazda miała planety. Sądząc po tym, co wiemy, trzeba wyjątkowych sytuacji, by nie powstał układ słoneczny z prawdziwego zdarzenia, np. w okolicach ogromnych, bardzo masywnych, krótko żyjących gwiazd, których promieniowanie i wiatr słoneczny bardzo szybko rozproszy własny dysk protoplanetarny i poważnie zagrozi dyskom sąsiadów.
Mój strzał w ciemno to średnio 4 planety razy liczba gwiazd w galaktyce. Planeta zdefiniowana w sposób zbliżony do aktualnej oficjalnej definicji. Wychodziłoby minimum 400 miliardów, a prędzej ponad bilion.
-
Ja osobiście wątpię, żeby tylko co druga gwiazda miała planety.
Bodajże co druga gwiazda jest układem wielokrotnym (zwykle podwójnym), a w takim układzie małe ciała (mniejsze od tworzących układ gwiazd) mają ciężko (trudno o stabilną orbitę).
-
Bodajże co druga gwiazda jest układem wielokrotnym (zwykle podwójnym), a w takim układzie małe ciała (mniejsze od tworzących układ gwiazd) mają ciężko (trudno o stabilną orbitę).
Tylko jeśli nie są ani za daleko, ani za blisko siebie. Jeśli są blisko, będzie jeden układ słoneczny z dwoma słońcami w środku. Jeśli są daleko, możliwe jest istnienie dwóch niezależnych układów słonecznych, choć zapewne nie tak dużych.
-
Tylko jeśli nie są ani za daleko, ani za blisko siebie. Jeśli są blisko, będzie jeden układ słoneczny z dwoma słońcami w środku. Jeśli są daleko, możliwe jest istnienie dwóch niezależnych układów słonecznych, choć zapewne nie tak dużych.
Owszem, jednak szanse są niższe. Nie znam obecnych statystyk (a ostatnio rozwiązał się worek z planetami), ale jeszcze niedawno odkryte planety wokół układów wielokrotnych stanowiły jakieś 10% ogółu.
-
Mam takie pytanie, wyprowadźcie mnie z błędu, bo jestem zupełnym laikiem.
Czy pod uwagę, jeśli chodzi o egzoplanety można brać gazowe olbrzymy ?
Bo tak sobie pomyślałem, przez analogie do naszego kochanego US, przy każdej większej
planecie, krążą stosunkowo duże satelity, nawet kilka sztuk.
Skoro nasz układ nie jest wyjątkiem, to chyba też takie satelity krążące wokół
innych planet - olbrzymów nie powinny być wyjątkiem.
Może trzeba też szukać egzo-księżyców ?
-
Gazowe olbrzymy są jak najbardziej wliczane do egzoplanet. W końcu duża ich część spośród ponad 1000 to właśnie one - w większości gorące Jowisze. Występowanie wśród nich planet posiadających księżyce jest niemal pewne - póki co jednak trudne to zaobserwowania, choć istnieje bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, że Kepler taki układ znajdzie, pod warunkiem, że przejścia planety będą częste, a księżyc relatywnie duży.
Natomiast detekcji egzoksiężyców w większej liczbie spodziewałbym się w ciągu 10-20 lat.
-
Dzięki Maquis za wyjaśnienie.
Jak jest tam jakaś cywilizacja to ma widoki godne pozazdroszczenia, jak miałbym wybierać, wybrał bym olbrzyma z pierścieniami :)
Natomiast detekcji egzoksiężyców w większej liczbie spodziewałbym się w ciągu 10-20 lat.
Może szybciej się uda, jak Webb będzie na orbicie, może coś wypatrzy.