Wygląda na to, że po pierwszym "przykomeceniu" Philae oderwał się na ... 53 minuty (SIC!) i bąbnął drugi raz 1 km od pierwotnego miejsca lądowania, następnie znowu się uniósł, tym razem na 7 minut, po czym pacnął trzeci raz do stanu, w którym go poznaliśmy. Słabiutkie jeśli nie beznadziejne położenie może wynikać z tego, że lądownik znalazł się pod jakimś klifem, nawisem itp. formacją i to przyczpuszczalnie w rejonie tzw. "kaczej szyji". A jest to miejsce wyjątkowo słabo oświetlane przez Słońce przez co priorytetem jest teraz oszczędzanie energii.
Pełna panorama - jeśli tak to można określić - będzie dostępna dla ogółu za mniej niż godzinę