Porównywanie, moim zdaniem, zachowań ludzi lecących w prawdziwym statku kosmicznym, miliony km od Ziemi, do mieszkających w domku przy ulicy "Mars 500" jest nieporozumieniem. Zupełnie inne zagrożenia, inne ryzyko, ale i inna "nagroda", sława, doznania...
To, że tu na Ziemi morale spadało akurat wtedy gdy spadało, nic nie oznacza dla prawdziwej misji.
Tak samo pytania o korzyści, o to jakież to dane można zebrać, co można sprawdzić, jakie korzyści naukowe odnieść są - moim zdaniem - w tym przypadku nie na miejscu. Mówienie o tym co misja może "zademonstrować" też. No sorry.
Przecież zupełnie nie o to chodzi. Pojawia się niespotykana szansa zrobienia wyprawy ryzykownej, takiej, co do powodzenia której nie ma pewności, bo tylko na taką nas stać (i bardzo bardzo długo na inną stać nas nie będzie), ale się pojawia! I de facto tylko taka w kosmosie jest możliwa. Można ogromnym kosztem i dziesięcioletnimi badaniami minimalizować ryzyko, ale ono zawsze będzie.
Pionierzy zawsze ryzykowali, niektórym się udawało innym nie.
Zapytam - a po co himalaiści wchodzą na K2? Przecież mogą zginąć, przecież to niebezpieczne... i co demonstrują, jakie dane naukowe zbierają?
Czy nie za bardzo idziemy w kierunku podawania tępych noży w restauracji, bo tak bezpieczniej?