Że co??? Gdyby nie Starlink i IPO to SpaceX nie miałoby już pieniędzy na dalsze sfinansowanie rozwoju Starshipa i program byłby zamknięty. Przypomnę co było ze SpaceX przy Falconie 1. Pierwsze 3 loty zakończyły się niepowodzeniem (brak orbity), czwarty w 2008 r. był pierwszym sukcesem orbitalnym prywatnej firmy. SpaceX było wtedy na skraju bankructwa, jeszcze jedna awaria i prawdopodobnie byłby to koniec SpaceX. Inne firmy również upadły przy awariach np. Virgin Galactic, Astra Space itd.
Starship ma obecnie 6 lotów zakończone sukcesami, a 5 to awarie i wszystkie to loty suborbitalne. Z wersji V3 będzie prawdopodobnie maksymalnie sześć lotów, a w przyszłym roku w nowym GigaBay zaczną budować V4. Starship nadal nie zarabia i generuje tylko koszty
Ciekawe co będziesz mógł więcej powiedzieć po kolejnym subrbitalnym locie?
Nie rozumiem czemu porównujesz pozycję SpaceX z początku ich istnienia albo inne nałe startupy do obecnej SX czy do innych większych programów, np. państwowych. To zupełnie inny poziom zamożności.
SpaceX ma dwa gigantyczne źródła przychodów, tj loty Falcona i Starlink, przy czym Starlink dopiero zaczyna przynosić dochody, wcześniej też generował głównie koszty. Nie wiem więc czy zauważyłeś, ale SpaceX realizowało w ostatnich latach nie jeden a dwa ogromne projekty inwestycyjne jednocześnie. Ma więc też ogromne zdolności do generowania gotówki.
Co będzie można powiedzieć po pierwszej próbie z V3? Przede wszystkim czy na trwałe usunięto dwa największe problemy V2: nieszczelności w sekcji silnikowej i drgania. Reszta to didaskalia.
Zauważ jedną rzecz. Los starshipa nie zależy od programu HLS. Tu, owszem, pozostaję sceptyczny. I mimo porażki BO w ostatnim locie pewnie oni doprowadzą swój system do ładu i zbudują lądownik szybciej. Tym razem to SpaceX jest w głębokiej dziurze. Tyle że nie będzie to miało decydującego znaczenia przy rozwoju programu. Starship czy NG to nie Artemis. Mają wykonywać dziesiątki różnych zadań i utrata jednego kontraktu księżycowego nie zmieni aż tak dużo.
Dla trwałości programu nie trzeba tankowania ani nawet od razu prłnej odzyskiwalności. Wystarczy działanie na zasadzie New Glenna - wynosimy jakiś ładunek na orbitę i na tym zarabiamy, tymczasowo nie siląc się na pełną odzyskiwalność drugiego stopnia, którą dopiero testujemy podczas misji na LEO. Dokładnie tak jak SX testowało lądowanie 1 stopni Falcona - niejako "przy okazji", realizując różne misje.
I jeśli coś może zgubić ten program, to tylko to, że Musk sam za bardzo uwierzył w swoje bajki i zamiast kontynuować ten ekonomiczny, samofinansujący się proces zaczął się od razu angażować w HLSy, tankowanie na orbicie i cokolwiek jeszcze. A wystarczyło skupić się na początku na infrastrukturze naziemnej, boosterze i silnikach. Może nie mielibyśmy efektownych makiet HLSa w Boca Chica, ale za to Starship już by coś wynosił na orbitę i na siebie zaczął zarabiać.
Ten pierwszy lot V3 powinien dać właśnie odpowiedź czy SX jest blisko stabilnego osiągnięcia orbity i zdolności do wynoszenia użytecznych ładunków na orbitę. Jeśli tak, to program zacznie się sam finansować, przynajmniej w większej części i o jego dalszy rozwój będzie można być raczej spokojnym. Jeśli znowu statek rozpadnie się na skutek elementarnych wad konstrukcyjnych.... No cóż wtedy rzeczywiście trzeba będzie stwierdzić, że kilka lat poszło prawie na marne.
Jeszcze raz porównaj ile lat i pieniędzy włożyła NASA w Artemis, ile czasu i pieniędzy włożył Bezos w New Glenna, ile europejczycy w Ariane. A są to programy, które nawet się nie próbowały mierzyć z najtrudniejszym wyzwaniem starshipa, czyli odzyskiwaniem górnego stopnia