Dzięki za linki! Wydaje mi się, że Astropl ma w tej kwestii najbardziej "konserwatywne" poglądy, tj. w klasyfikacji jako astronauta. Ale może rzeczywiście warto używać określenia mezonauty, względnie lotnika (bardzo) wysokościowego? 
Dlaczego najbardziej konserwatywne? Przecież (moim zdaniem):
"[...] pojęcie załogowych lotów kosmicznych powinno zostać ograniczone do tych przypadków, w których doszło do satelizacji obiektu na orbicie trwałej (takiej, na której możliwe jest wykonanie przynajmniej jednego okrążenia Ziemi bez wykorzystania silników bądź płaszczyzn aerodynamicznych), a sam obiekt przystosowany jest do powrotu na Ziemię z prędkością początkową równą pierwszej prędkości kosmicznej (~7,9 km/s). Jeżeli z jakichś przyczyn (test statku kosmicznego bądź awaria nosiciela) nie doszło do satelizacji obiektu, uważamy że wówczas należy mówić o balistycznym locie kosmicznym. W pozostałych przypadkach (X-15, SSO itp.) nie należy raczej używać pojęcia "lot kosmiczny".
To jest tak bardzo konserwatywne? Jak zaczniemy ograniczać warunki brzegowe, to dojdzie do tego, że podskakując, będziemy nazywać siebie astronautami (tak, wiem, że sprowadzam to ad absurdum) 
Twoje warunki chyba rzeczywiście są zbyt "konserwatywne"

Sprowadzając je ad absurdum, tylko w drugim kierunku :
Człowiek startujący pojazdem który leci bezpośrednio na marsa (nie okrąża ziemi, a statek nie jest przystosowany do lądowania na ziemi) nie jest kosmonautą

Również moim zdaniem loty balistyczne, nawet znacznie powyżej linii Karmana nie są prawdziwymi lotami kosmicznymi, natomiast Twoja definicja wyklucza najważniejszych ewentualnych kosmonautów, tych którzy opuszczają ziemię na zawsze(na długo)
Czy to na inną planetę czy na stację kosmiczną (myślę tu o prawdziwej stacji, co najmniej kilkusetosobowej - wiem, to nie za naszego życia

ale dlaczego definicja ma ich wykluczać)
Nawet astronauci z Zubrinowej wizji Mars Direct się nie łapią w Twojej definicji
(start po trajektorii bezpośredniej, i w dodatku pojazd nie przystosowany do lądowania - powrotnik w tej wizji czeka na nich na marsie)
Zeby nie wybiegać w XXII wiek to można też sobie wyobrazić np. taki hipotetyczny lot wycieczkowy FH/Dragon2
start trajektorią bezpośrednią w kierunku księżyca, lot dookoła i zwiedzanie "ciemniej" strony, powrót, i wlot bezpośredni w atmosferę. Twoja definicja jest inwalidą

Więc ja bym to widział tak:
...pojęcie załogowych lotów kosmicznych powinno zostać ograniczone do tych przypadków, w których doszło do satelizacji obiektu na orbicie trwałej (takiej, na której możliwe jest wykonanie przynajmniej jednego okrążenia Ziemi bez wykorzystania silników bądź płaszczyzn aerodynamicznych),
lub osiągnięcia drugiej prędkości kosmicznej (opuszczenia pola grawitacyjnego ziemi)....lub przekroczenia pierwszej prędkości kosmicznej...
Po namyśle

doszedłem do wniosku że lot dookoła księżyca nie wymaga drugiej prędkości kosmicznej;D
Wymóg lądowania, czy zdolność do tego pojazdu którym opuszcza się ziemię jest całkowicie zbędny.