...a taka sytuacja będzie mieć miejsce po prostu tylko wtedy, gdy turystyka orbitalna nie będzie przypominać pojedycznych wyskoków za 20 mln zielonych tylko lotów po 4,5 osób na raz. Przy wstępnej, niedużej na pewno kubaturze stacji typu Bigelow przychody ze sprzedaży "biletów" będą się równoważyć z kosztami startów rakiet typu Falcon, nadal jednak Bigelow będzie pod kreską z uwagi na konieczność utrzymania i zaopatrywania stacji, nie wspominając o stałym wynagrodzeniu dla zawodowych astronautów i rzeszy ekipy naziemnej. Jednakże przy sukcesywnych nakładach inwestycyjnych i zwiększanej stopniowo kubaturze modułów powiększającej się stacji, powoli koszty utrzymania stacji wyrównają się z przychodami z tytułu jeszcze większej ilości turystów oraz zwiększającej się bazy rezerwacji na przyszłe loty, w ten sposób być może te przychody pozwolą w krótszym czasie na serio poraz pierwszy nieźle zarobić na takim przedsięwzięciu. Bez źródła dochodu jakim będą przede wszystkim albo wręcz tylko turyści nie ma w ogóle co mówić o jakiejś zyskowności i tym samym marzeniach latania dalej i zarabiania jeszcze większych pieniędzy. Nie ma też na obecnym etapie co przykładać powagi do bajek typu Planetary Resources czy wszelkich "kopalni" na asteroidach, bo i nie ma na to kasy i nie ma pomysłu na zarobek. Zaś turystyka to teoretycznie łatwy pieniądz, nawet jak na standardy kosmiczne. Jeżeli Bigelow wykaże rentowność, nawet po 10 latach, to będzie to wtedy prawdziwy przełom, który jest w stanie otworzyć nowe horyzonty, przynajmniej na razie na orbicie.
Reasumując - byłbym niezmiernie ciekaw poznać biznesplan Bigelow'a, bo taki na pewno musiał powstać zanim zaczęto bawić się w badania nad nadmuchiwanymi modułami.