A druga jakkolwiek brzmi fajnie to w praktyce mówimy o wprowadzaniu na odpowiednią orbitę, tego się raczej nie robi joystickiem i pedałami jak w kombajnie 
No własnie wychodzi na to, że gdyby na pokładzie byli astronauci to mogliby przejąć stery w odpowiednim momencie i bez problemu dolecieliby do ISS. Kapsuła jako tako działa sprawnie, w złym momencie odpaliły silniki i teraz brakuje paliwa żeby dolecieć do ISS, wystarczyło żeby ktoś zatrzymał to odpalenie.
Tu dalej jest sporo niejasności. Skoro ludzie na pokładzie byliby zdolni skorygować błąd to dlaczego nie mogli tego zrobić kontrolerzy z ziemi? Niby mówi się o czasowej "utracie komunikacji" (?) po odłączeniu się Starlinera od Atlasa, ale przecież manewr wejścia na odpowiedni kurs był w pełni zautomatyzowany (tzn. nie zależał od żadnego czynnika zmiennego który pojawiałby się dopiero po wypuszczeniu Stalinera z Atlasa*). A skoro był w pełni zautomatyzowany to telemetria musiała pokazywać zarówno to co Starliner robi w aktualnej chwili, jak i to co zamierza zrobić za 1, 3 czy 10 minut. A więc kontrolerzy na ziemi musieli z wyprzedzeniem dostać informację że Starliner poleci nieprawidłowym kursem lub włączy silnik w nieprawidłowym momencie.
*Przynajmniej w przypadku gdy odłączenie się Starlinera od Atlasa było prawidłowe (a tak było teraz), bo algorytmy działania w sytuacjach awaryjnych (gdy separacja nastąpiła w innym miejscu niż planowano) zapewne taki czynnik zmienny zawierały i się do niego na bieżąco dostosowywały. Wtedy oczywiście kurs był nieprzewidywalny zanim anomalia przy separacji nie nastąpiła.