Autor Wątek: Artykuły z innego świata  (Przeczytany 1336 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Artykuły z innego świata
« dnia: Kwiecień 13, 2020, 12:32 »
Filozof z UAM o pandemii koronawirusa: Nie wiemy czy płyniemy na Titanicu, czy lecimy Tupolewem
11.04.2020  Błażej Dąbkowski

- Od miesiąca istnieje w zasadzie tylko jedna choroba, ta wywołana koronawirusem. Liczą się tylko ci, którzy z jego powodu umierają, a jeśli ktoś ma udar, czy zawał, śmierć staje się nieważna i nie ma ona żadnego znaczenia politycznego - tłumaczy w rozmowie z "Głosem" prof. Roman Kubicki, filozof i etyk z UAM.

Podziela pan opinię, że świat, który znamy kończy się lub już się skończył?

Prof. Roman Kubicki: To zależy, jakie byłyby wyróżniki świata, które miałby się skończyć. Musimy bowiem patrzeć na niego z różnych perspektyw. Jeśli na przykład miałoby chodzić o dużą mobilność społeczeństwa, powinniśmy zastanowić się czy ulegnie ona stałemu zmniejszeniu. Jest chyba jeszcze za wcześnie, by pokusić się o tego rodzaju prognozowanie, dlatego, że cały czas znajdujemy się w czasie pandemii, nie wiedząc, jaka pojawi się sytuacja finalna i kiedy koronawirus odpuści. Rzeczywiście istnieje jednak obiegowe przeświadczenie, że choroba, która sparaliżowała świat, musi na niego wpłynąć. Zapewne pojawi się recesja gospodarcza, ale nie wiemy czy będzie ona trwała pół roku, rok, a może dziesięć lat.

W historii ludzkości epidemie stanowiły już punkt zwrotny.

Przypomina mi się "czarna śmierć" z połowy XIV wieku, która sparaliżowała całą ówczesną Europę, uśmiercając około 50 procent populacji. Historycy kultury coraz częściej wyrażają przekonanie, że tamta pandemia i zbiorowa śmierć, przygotowała nasz kontynent na zmianę kulturowego paradygmatu, czyli zakończenie średniowiecza i otwarcie się na kulturę antyczną – renesans. Trzeba pamiętać, że średniowiecze cechowała kultura śmierci, a główną zasadą funkcjonującą w tamtych czasach było "memento mori". Kiedy giną miliony ludzi, stała się ona wręcz śmieszna, więc w trakcie epidemii nikt na nią nie zwracał już uwagi. Kilkadziesiąt lat po jej zakończeniu mieliśmy już do czynienia z epoką odrodzenia.

Czy zatem koronawirus w podobny sposób "przemieli" ludzkość i zmieni świat?

Świat tworzą różne społeczeństwa o różnych tradycjach. To w pełni zsekularyzowana Francja, czy Niemcy, to bardzo katolicka Polska i Włochy. Jak na pandemię zareagują tak różne grupy? To mogą być zupełnie inne reakcje.

Olga Tokarczuk podsumowała nasz świat dość zwięźle: Za dużo, za szybko, za głośno.

Tu trzeba wrócić do różnych perspektyw, o których wspomniałem. Z tej naszej, polskiej, najbardziej widoczny jest kryzys Unii Europejskiej, ponieważ wraca myślenie o państwie narodowym. Jeśli pandemia się skończy eurosceptycy podniosą głowy, zmobilizują się. Ale to nie jedyny możliwy scenariusz – sam liczę na to, że jako społeczeństwo zachowamy się odwrotnie i "przeprosimy się" z ideami europejskimi. Trudno dziś jednak przewidzieć, która opcja zdominuje polską wyobraźnię. Niedawno Donald Tusk stwierdził, że Europy musi być teraz więcej, ale odnoszę wrażenie, że te słowa pojawiły się trochę za późno. Najpewniej nasza noblistka ma rację, my tylko nadal nie wiemy co to oznacza.

Dlaczego dziś wszyscy tak bardzo boją się koronawirusa? W dwudziestoleciu międzywojennym "hiszpanka" uśmierciła około 200 tysięcy Polaków. W tym czasie życie toczyło się w zasadzie normalnie, szkoły funkcjonowały, podobnie, jak kina czy kawiarnie.

W trakcie dziesięcioleci zmieniło się nasze myślenie o życiu i śmierci. Ta ostatnia stała się bardziej nieobecna w naszym życiu, pojawiła się zarazem także chęć ucieczki przed nią. Nasza kultura zaczęła się charakteryzować większą niezgodą na śmierć, aniżeli ta z międzywojnia. Musimy też pamiętać, że śmierć wtedy mniej kosztowała, nie kryły się za nią świadczenia społeczne, a dziś otoczona jest ona wianuszkiem zobowiązań. Nieco później, podczas II wojny światowej, kiedy ginął żołnierz amerykański wiązało się to z kosztami, natomiast śmierć żołnierza radzieckiego – nie. Dziś z kolei nie ma przyzwolenia na sytuacje tragiczne, które kiedyś były naturalną częścią społecznego krajobrazu. Obecnie dzieciom "nie wolno" umierać, przed laty było "wolno". Warto też zauważyć, że obecna epidemia wspierana jest przez media, które przez 24 godziny na dobę eksploatują ten temat, a w latach 20. XX wieku funkcjonowała jedynie prasa i radio. Media te w polskim realu bardzo ograniczony zasięg. Teraz to obrazy zmieniają nasze postrzeganie rzeczywistości.

Współczesnemu człowiekowi w ostatnich latach względnej stabilizacji mogło się wydawać, że jest wręcz nieśmiertelny, że będzie wiecznie młody i zdrowy.

Pojawiło się w nas przeświadczenie o mocy, o tym, że być człowiekiem to znaczy "coś". Warto jednak zauważyć, że w filozofii i kulturze współczesnej od kilkunastu lat rozwija się nurt posthumanistyczny, który ostrzega przed zadufaniem człowieka i podkreśla, że jest on tylko częścią świata, który wcześniej czy później mu o tym przypomni. Doczekaliśmy w XXI wieku takiej sytuacji, w której mamy samochody hybrydowe, pociągi pędzące z zawrotną prędkością, no i nagle pojawia się koronawirus, wobec którego jesteśmy bezradni.

Czy wyciągniemy z tego, co w tej chwili przechodzimy jakąś lekcję? Kiedy spotyka nas coś złego, a po jakimś czasie wracamy do stanu wyjściowego, zaczyna działać w nas mechanizm wyparcia.

Pamięć rzeczywiście lubi działać w nas bardzo selektywnie. Pamiętamy to, co nam się opłaca, co możemy wykorzystać. Obecna sytuacja dla osób starszych stanie się częścią ważnego doświadczenia, natomiast młodsi potraktują to jako epizod, który szybko zostanie zawłaszczony przez niepamięć.

Włoski filozof Giorgio Agambeni stwierdził, że obecny stan służy w dużej mierze politykom, którzy poprzez wprowadzenie zakazów i nakazów mogą wykorzystać go – intensyfikując naszą panikę i stan wzmożenia – do zdobycia jeszcze większej władzy w przyszłości.

Czasy pandemii sprzyjają silnej władzy, bo uderzają w kulturę demokratyczną, która lubuje się w dyskusjach, sporach, wahaniach. Społeczeństwo daje się wtedy "zagonić" do pewnych rozwiązań, jak spędzanie całych dni w domach. Nie sądzę jednak, by jakakolwiek władza była zachwycona epidemią, gdyż sama jest ona częścią społeczeństwa. W Polsce mamy już jednego zakażonego ministra, a w Anglii — premiera. Z kolei prezydent Duda na początku epidemii w Polsce umiłował sobie robienie gospodarskich wizyt, ale dość szybko się one skończyły, bo nagle się okazało się, że jest to niebezpieczne. Koronawirus kąsa więc ostro wszystkich, także polityków. Oczywiście może pojawić się pytanie, czy po ustaniu epidemii wprowadzone środki dyscyplinujące zostaną utrzymane. Stara maksyma mówi bowiem, że władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje w sposób absolutny.

Nie boi się pan, że w końcu dojdzie do sytuacji, w której wszystko wymknie się spod kontroli, a w społeczeństwie uruchomią się najgorsze atawizmy?

Człowiek jest ludzki tylko w ludzkich warunkach, jak mówił Gustaw Herling-Grudziński. To, do czego jesteśmy zdolni, już wiemy. Jeśli więc słyszę, że z powodu epidemii został zamknięty posterunek policji w mieście powiatowym, nikt mi nie powie, że to nie wpłynie na bezpieczeństwo mieszkańców. Kiedy miliony ludzi stracą pracę, skończą im się oszczędności i głód zajrzy im w oczy, mogą przypomnieć o sobie najgorsze instynkty. Jest się czego bać, dlatego mam nadzieję, że państwo nad tym zapanuje. Jeśli tak się nie stanie, możliwa jest totalna destrukcja.

Nawet jeśli tak się nie stanie, mogą nas czekać czasy hiperkapitalizmu, gdzie pracownik stanie się niewolnikiem pracodawcy. Obawia się tego między innymi znana kanadyjska dziennikarka i pisarka Naomi Klein, autorka książki "Doktryna szoku: jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne".

Od lat mamy już do czynienia z hiperkapitalizmem. Czy może on być jeszcze bardziej liberalny? Jeszcze bardziej zimny i bezwzględny? Oczywiście, zawsze może być gorzej, ale wróciłbym tutaj do przykładu z dżumą. Teoretycznie epidemia z XIV w. powinna się była przysłużyć ureligijnieniu Europejczyków, a w rzeczywistości stało się zupełnie odwrotnie.

Coraz więcej osób snuje apokaliptyczne wizje naszej przyszłości. Widzi pan gdzieś światełko w tunelu?

Póki funkcjonuje handel i półki sklepowe nie są puste, póki jest energia elektryczna, gaz, nie jest jeszcze tak źle, by pytać o światełko w tunelu. Nadal nie możemy mieć pewność, w jakim kierunku to wszystko pójdzie i jakie rozmiary przyjmie ta katastrofa. Nie wiemy czy płyniemy na Titanicu, czy też może lecimy Tupolewem, a może się przecież równie dobrze okazać, że wyjdziemy z tego poobijani, ale w miarę cali. Wierzę, że właśnie tak będzie. Życie zawsze okazywało się mocniejsze od śmierci. Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Proszę zauważyć, że od miesiąca istnieje w zasadzie tylko jedna choroba, ta wywołana koronawirusem. Liczą się tylko ci, którzy z jego powodu umierają, a jeśli ktoś ma udar, czy zawał, śmierć staje się nieważna i nie ma ona żadnego znaczenia politycznego. A przecież to nie jest prawda, że jeśli zagościł u nas wirus, inne choroby przestały być aktywne. Koronawirus odwrócił nam cały system wartości, bo przecież niedawno mówiło się nam, że mamy jak najczęściej wychodzić z domu, korzystać z transportu publicznego, a teraz nie mamy chodzić, biegać i powinniśmy przeprosić się z naszymi samochodami. To co było czarne stało się białe, a to co było białe, stało się czarne.

https://plus.gloswielkopolski.pl/filozof-z-uam-o-pandemii-koronawirusa-nie-wiemy-czy-plyniemy-na-titanicu-czy-lecimy-tupolewem/ar/c1-14908008

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #1 dnia: Kwiecień 15, 2020, 12:29 »
Rząd z innej planety
12 KWIETNIA 2020 [Polityka] Misiowie puszyści MARCINA CELIŃSKIEGO BLOG O WARTOŚCIACH, PRZESZŁOŚCI I PRZYSZŁOŚCI

Na kryzys gospodarczy mądrze można reagować dwojako: pokrywać straty z wypracowanych oszczędności (jak Niemcy, którzy właśnie wydają nadwyżki budżetowe z lat ubiegłych) lub zaciskając pasa, korygując wydatki, przekierowując strumień finansowy na cele antykryzysowe.

Trzecim sposobem jest udawanie, że nic się nie dzieje. Czyli działania skromne i finansowane z pompowania długu – emisji obligacji, które via banki komercyjne skupi bank narodowy, stając się dumnym właścicielem tracących z czasem na wartości papierów dłużnych. Taką ścieżkę wybrał rząd Morawieckiego.

Zrozumiałe, chyba już nawet dla największych fanów PiS, że ścieżka niemiecka w Polsce jest niemożliwa z tego prostego powodu, że nadwyżek okresu prosperity nie ma. Tak za sprawą programów socjalnych, jak – o czym często zapominamy – za sprawą lekkiej ręki w wydawaniu środków publicznych na większe i mniejsze zachcianki rządzących.

Już 10 lat temu (czyli za poprzedniej ekipy) poziom wydatków „sztywnych” czy regulowanych prawem ponadbudżetowym sięgnął bardzo wysokiego poziomu 70 proc. – oznaczało to, że państwo mogło dysponować swobodnie (np. proinwestycyjnie, prorozwojowo lub – w razie kryzysu – na walkę z nim) maksymalnie 30 proc. budżetu. Za rządów PiS ten wskaźnik przekroczył 80 proc.! Z jednej strony brak więc środków, które można przekierować na walkę z kryzysem, z drugiej – 80 proc. budżetu czasu prosperity szybko może okazać się 100 czy 120 proc. budżetu czasu kryzysu. To prosta matematyka.

Rząd działa tak, jakby zasady matematyczne nas nie dotyczyły. Podobnie jak z samą epidemią, która miała jeszcze na początku marca nas nie dotyczyć, uwierzy w zagrożenie kryzysem, gdy wszyscy już go odczujemy i nie da się na antenie TVP dalej twierdzić, że go nie ma.

Rządzący zapewne liczą na cud, podtrzymując wszystkie programy socjalne w niezmienionej formie, finansując telewizję zamiast służby zdrowia, wycofując się z zakupu nowych limuzyn dopiero pod presją medialną, chyba tylko dlatego, że nawet prorządowe (notabene hojnie) media zaczęły zwracać uwagę, że coś tu jest nie tak. Kryzys nie przeszkadza ministrowi Dworczykowi projektować podwyżek dla urzędników administracji rządowej, ministrowi Sasinowi organizować pocztowych „wyborów”. Jakby żyli na innej planecie.

W tym czasie Polacy szyją maseczki dla lekarzy, zrzucają się na respiratory, kupują przedpłatowo usługi w branżach wyłączonych z działalności, organizują samopomoc sąsiedzką.

Wiara, że trzymiesięcznym zwolnieniem z ZUS czy zasiłkami postojowymi przejdziemy przez kryzys, jest złudna. Zamknięcie sieci handlowych, punktów usługowych przekłada się wprost na stopniowe zamykanie produkcji. To powoduje spadek dochodów i samoograniczanie konsumpcji. Koło się zamyka: nie produkujemy, nie sprzedajemy, nie zarabiamy, nie wydajemy. Tego się nie da zmienić nocną legislacją jak zasad wyborów.

Ten rząd czy następny musi mieć strategię walki z kryzysem gospodarczym i środki niezbędne do tej walki. Nie ucieknie od cięć wydatków stałych. Począwszy od najprostszych i minimalnych – typu wprowadzenie kryterium dochodowego w programach socjalnych (500 plus czy 13. emerytura), rezygnacja z nieustannego dotowania górnictwa, zamrożenie mrzonkowych programów inwestycyjnych (CPK, przekop Mierzei) – sama likwidacja kosztów zarządów tych nieistniejących w praktyce tworów pozwoli kupić wiele respiratorów.

Konieczna jest zmiana filozofii na pomocową. Repatriacja nie powinna polegać na dojeniu Polaków przez LOT, produkcja płynu odkażającego nie powinna być hitem komercyjnym Orlenu, a maseczki sposobem na poprawę kondycji finansowej Poczty Polskiej. To także konieczność ograniczenia rozbudowanej ponad wszelką miarę administracji – z rekordową liczbą ministrów, wiceministrów i „pełnomocników ds. dziwnych i ciekawych”. Trudno, niech „szwagry” i „córki leśniczego” się obrażają. Sprawne i racjonalnie zbudowane centrum rządowe to niezbędny warunek skutecznej walki z kryzysem.

Opisane wyżej działania są dosyć oczywiste – choć jak się wydaje, nie dla tego rządu, który brnie w tanią propagandę, uznając, że to jedyny sposób na przetrwanie. Być może jest to sposób na przetrwanie tego rządu (raczej na krótką, nie na długą metę), lecz nie jest to pomysł na przetrwanie przez Polaków epidemii, kryzysu i nieuchronnej dekoniunktury.


https://marcincelinski.blog.polityka.pl/2020/04/12/rzad-z-innej-planety/?nocheck=1

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 16, 2020, 00:39 »
Covid-19, wirus chorej wyobraźni
Edwin Bendyk  11.04.2020

Koronawirus działa w chytry sposób. Bezpośrednio jest śmiertelnie niebezpieczny dla zakażonych. Przez swoich sojuszników – użytecznych idiotów pozbawionych wyobraźni – rozkłada całe społeczeństwa.

Spektakularnym pokazem tej drugiej strategii stały się obchody smoleńskiej rocznicy, kiedy Jarosław Kaczyński ze świtą, nie przestrzegając nałożonych przez własny rząd reguł, pognał pod pomnik na pl. Piłsudskiego. Uczestnikom tej budzącej zgrozę ceremonii życzę zdrowia, na rozum i wyobraźnię już byt późno.

Arcypolskie warcholstwo

Tak głośne niegdyś hasło solidarnego państwa ustąpiło przed rzeczywistością – arcypolską figurą warcholstwa, nihilizmu i pogardy. W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii minister Robert Jenrick musi się tłumaczyć, że wbrew zakazom pojechał przed świętami odwiedzić rodziców. Bo niezależnie od powodów jego decyzji władza ma świecić przykładem.

Więc świeci, również w Polsce, stając się największym sojusznikiem patogenu. Działania zarówno oficjalnych przedstawicieli władzy (w świcie Kaczyńskiego był i premier, i wicepremier), jak i sprawującego władzę bez konstytucyjnego mandatu (mowa o Prezesie) – niszczą substancję podczas epidemii najważniejszą: zaufanie i solidarność polegające na przekonaniu, że wobec powszechnego zagrożenia dźwigamy ten sam los.

Erozja zaufania

Tylko w oparciu o takie przekonanie można oczekiwać społecznej dyscypliny niezbędnej, by przetrwać czas kryzysu. Z badań Krystyny Skarżyńskiej i Konrada Maja przeprowadzonych jeszcze przed 10 kwietnia wynikało, że 82,4 proc. Polaków akceptowało reguły reżimu epidemicznego, 82,3 proc. deklarowało, że się do nich stosuje.

Ciekawe jednak, że 63,7 proc. badanych twierdziło, że rząd „nie podaje społeczeństwu pełnych informacji o skali zagrożeń koronawirusem”. Brak zaufania w tej sprawie żywi aż 43,5 proc. wyborców PiS. To kluczowa informacja, bo pokazuje, jak cienka więź łączy obecną władzę ze społeczeństwem. Ciekaw jestem wyników podobnych badań przeprowadzonych po 10 kwietnia.

Kurs na katastrofę

W każdym razie sygnał z pl. Piłsudskiego potwierdza inne komunikaty, jakie od ponad tygodnia płyną z ośrodka władzy majstrującej przy terminie wyborów prezydenckich: bierzemy kurs na katastrofę, społeczna wyobraźnia rządzących zablokowała się niczym zepsute steru samolotu. Czy lądowanie może ułatwić tarcza 2.0?

Wiele jest zachwytów nad tym programem, bo w końcu, jak pisze z uznaniem ekonomista Marcin Piątkowski, skala interwencji odpowiada działaniom, jakie podejmują inne rozwinięte kraje. Piątkowski to dobry ekonomista, więc pewno wie, co mówi, ale należy zwrócić uwagę na dwa zasadnicze problemy.

Ryzyko etatyzacji

Pierwszy wykłada Alert Gospodarczy zespołu ekspertów OEES pod kierownictwem Jerzego Hausnera. Obszerna analiza zwraca szczególną uwagę na rolę Polskiego Funduszu Rozwoju w Tarczy, który staje się superagendą państwa, wyłączoną jednak spod mechanizmów kontroli, jakie istnieją nad konstytucyjnymi instytucjami (resort finansów) i bankami poddanymi odpowiednim regulacjom. Konsekwencje mogą być bardzo groźne:


Finansowaniem takiej płynności powinien jednak zajmować się BGK, bank państwowy. Emisja długu z gwarancjami SP na pokrycie kosztów programu płynnościowego powinna być oparta na przejrzystych rynkowych zasadach. Wejście firm do programu, jak też wyjście z niego z wykorzystaniem subwencji, nie może następować w oparciu o niejasne, dyskrecjonalne kryteria.

Inwestycyjne zaangażowanie się PFR w średnie i duże firmy pociąga za sobą ryzyko trwałego wzrostu etatyzacji gospodarki.


Autorzy raportu neutralnym, choć stanowczym językiem wysyłają jasny komunikat polityczny: pod osłoną tarczy antykryzysowej szykowany jest instrument skoku na kontrolę nad przedsiębiorstwami prywatnymi. Oczywiście, nie musi być wykorzystany. Niejasność jednak wspomnianych reguł umożliwi nawet jeśli nie jawną, to pośrednią kontrolę.

Twórcza destrukcja

Pozostaje drugi problem, o wymiarze strategicznym. Tarcza koncentruje się na wsparciu przedsiębiorstw i pośrednio miejsc pracy. To dobra filozofia na czasy kryzysu koniunkturalnego, kiedy stawką jest utrzymanie firm „przy życiu” do czasu powrotu koniunktury.

Rzecz w tym, że doświadczamy głębokiego kryzysu strukturalnego. Powrotu do takiej struktury gospodarki jak przed kryzysem nie będzie z wielu względów. W takim czasie kluczowe zadanie to wspieranie płynności w obiegu finansowym, utrzymanie sektora publicznego, usług i inwestycji publicznych oraz siły nabywczej konsumentów/obywateli, tak by ochronić ich przed konsekwencjami kreatywnej destrukcji, jaka czeka w nadchodzącym czasie gospodarkę.

Marnowanie zasobów

Pisząc prościej: w takiej sytuacji trzeba ratować ludzi, a nie firmy, bo podtrzymywanie przedsiębiorstw sektorów schyłkowych to marnowanie bezcennych zasobów. Dlatego tak wiele mówi się o rozwiązaniach odwołujących się do powszechnego dochodu gwarantowanego – wdraża taki mechanizm w ograniczonym zakresie Hiszpania, podobne instrumenty zastosowały Hongkong i Korea Południowa.

Obecny kryzys wymaga instrumentów wspomagających jak najbezpieczniejsze przejście do świata, którego jeszcze nie znamy, a nie trwonienia środków na przeczekanie, aż powróci iluzoryczna normalność.


https://antymatrix.blog.polityka.pl/2020/04/11/covid-19-wirus-chorej-wyobrazni/?nocheck=1

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 18, 2020, 06:33 »
Niesłychane działania PiS mogą podsycać epidemię: głupota czy dywersja?
Stefan Karczmarewicz 10.04.2020 piątek

Kolejne działania i zaniechania obozu rządzącego dotyczące epidemii są potencjalnie bardzo groźne w skutkach. Tytułowe pytanie: co naszymi władcami kieruje, nie wydaje się pozbawione sensu.

Możemy ową lawinę błędów i wypaczeń podzielić na dwie mniejsze: dotyczącą bezpośrednio personelu medycznego oraz ogółu społeczeństwa. Podstawowa wiadomość dotycząca personelu medycznego jest dwojaka:

461 osób zakażonych SARS-CoV-2 to personel medyczny, co stanowi 17 proc. wszystkich zakażonych. Jak się wydaje, Polska dzierży pod tym względem palmę pierwszeństwa – co najmniej w Europie.

na kwarantannach przebywa ponad 4,5 tys. profesjonalistów medycznych – taki komunikat rzecznika Głównego Inspektoratu Sanitarnego przekazała 2 kwietnia stacja TVN24.

Warto sobie uświadomić, jak bardzo ta wiadomość jest katastrofalna. Oznacza, że w wojnie z wirusem, nie bacząc na straty, a dbając przede wszystkim o spełnienie celów propagandowych, Pycha i Szmal naraża zdrowie i życie ogromnej liczby ludzi, pozostawiając ich bez osłony zapewnianej przez fachowców.

Ktoś może w tym momencie uznać, że takie stwierdzenie to wyraz histerii, a co najmniej egzaltacji. Wszakże case fatality z powodu Covid-19 to według niedawno opublikowanej, bardzo ciekawej analizy Rafała Mostowego z Uniwersytetu Jagiellońskiego jedynie 1,25 proc. Tylko i aż, ale naród od tego nie wyginie.

Racja, ale następstwem eliminacji dużej części personelu medycznego z aktywności zawodowej będzie wzrost zgonów spowodowanych wszystkimi chorobami, nie tylko Covid-19. Jak to napisał uczestnik jednego z czatów podczas niedawnej audycji radiowej: umrzemy wszyscy nie na wirusa, tylko na wyrostki robaczkowe. To oczywiste uproszczenie świetnie oddaje istotę sprawy. Oczywiście – wzrośnie liczba zgonów nie tylko na ostre choroby chirurgiczne, ale również na zawały serca, udary mózgu, „zwykłe” zapalenia płuc i wiele innych chorób. Bo w obecnej sytuacji coraz gorszy jest dostęp do rutynowej opieki medycznej. Bo nie ma załóg ambulansów, więc nie ma komu pojechać do chorego. Itd.

W Warszawie i okolicach, z powodu braku personelu, przebywającego na kwarantannach lub chorego, zamkniętych jest kilka oddziałów szpitalnych, ale także kilka stacji pogotowia. To musi się przełożyć na większe zagrożenie dla zdrowia i życia w ogólnej populacji.

Jest jeszcze jeden aspekt skutków postępującego niedoboru fachowego personelu. Rzec można – wstydliwy. Nie tylko dla satrapy i jego gromadki, ale dla nas wszystkich, bo skłonni jesteśmy wypierać takie tematy z naszej świadomości. To Domy Opieki Społecznej. Jak jasno wynika z dramatycznego tekstu opublikowanego przez OKO.press, w niektórych DPS-ach zachowanie podstawowych standardów pielęgnacyjnych staje się problemem, a można się spodziewać zwiększenia liczby zgonów wśród pensjonariuszy. Nie mamy bezpośrednich danych na ten temat z Polski, ale doniesienia o losie podopiecznych tego rodzaju placówek w bogatszych od naszego krajach są jednoznacznie przygnębiające.

Że powyższy wywód nie jest jedynie teorią, dowodzą dane z północnych Włoch. Tam przyrost ogólnej śmiertelności (czyli ze wszystkich przyczyn łącznie), jaki nastąpił w pierwszym kwartale 2020 r., wielokrotnie przekracza ten, który wynika wprost z Covid-19. Rachunek jest prosty. Można by się spodziewać, że całkowita liczba zgonów w marcu będzie odpowiadała tej ze stycznia (przed eksplozją epidemii), powiększonej o liczbę zgonów na Covid-19. Niestety, rzeczywistość jest znacznie bardziej okrutna. Faktyczna liczba zgonów w marcu wielokrotnie przekracza tę, która wynikałaby z szacunkowych obliczeń. Co z kolei pokazuje dobitnie, że porażając system opieki medycznej, Covid-19 trafia naprawdę we wszystkich, niezależnie od tego, czy zostali zakażeni, czy też nie.

Mamy dość przerażającą perspektywę, że sytuacja z północnych Włoch powtórzy się i u nas. Wskazuje na to wiele poszlak. Czterema najważniejszymi – szczególnie w ostatnim czasie – wydają się:

brak środków ochrony dla personelu medycznego

ograniczanie dostępu do testów

zbrodnicza niefrasobliwość albo żałosne cwaniactwo wielu pacjentów i ich rodzin

dramatycznie złe zarządzanie na praktycznie każdym poziomie systemu medycznego państwa (a czasem również poza nim)

Brak środków ochrony

Środków ochrony dla personelu medycznego jest o wiele za mało. Minister zdrowia może opowiadać różne anegdotki o niewłaściwym obchodzeniu się ze sprzętem albo o zawyżonym zużyciu czy przeszacowanych zapotrzebowaniach. Może nawet będą prawdziwe, ale pozostaną anegdotkami. Wniosek z napływających, wiarygodnych doniesień medialnych, postów na zamkniętych grupach medycznych, wreszcie ze zwykłej korespondencji i normalnych rozmów – jest oczywisty: środków ochrony jest przerażająco mało, a poza tym nie spełniają standardów jakościowych. To jeden z dwóch najważniejszych punktów, które mogą sprawić, że – jak napisano w popularnym memie – „zagramy z Włochami w finale”.

Żeby było jeszcze pikantniej, ostatnio wojewoda mazowiecki, zwany popularnie – z racji nazwiska i stosunku do swoich oponentów – księciuniem, teoretycznie lekarz (ale nie przywiązywałbym się do tej myśli), zaczął kierować lekarzy z przychodni i pielęgniarki z różnych miejsc do DPS-ów, w których sytuacja rzeczywiście jest dramatyczna, do czego jeszcze wrócimy. Jak wynika z forów internetowych – nie zapewnia przy tym środków ochrony osobistej dla personelu. Bardzo magnackie, zaiste. I wraca tytułowe pytanie: głupota czy dywersja?

Ograniczanie dostępu do testów

To drugi punkt niezawodnego przepisu na klęskę. Testów jest za mało, ale najgorsze, że nie są im poddawani ci, którzy niewątpliwie powinni być zbadani: osoby po kontakcie z Covid-19 i te, które mają niepokojące objawy. A przede wszystkim – personel medyczny.

Niedawne kuriozalne zarządzenie, że test na SARS-CoV-2 można wykonać tylko za zgodą sanepidu albo specjalisty chorób zakaźnych, jest tylko typowym dla PiS przyodzianiem niemocy w szaty cnoty. Do sanepidu nie można się dodzwonić, a jak się ktoś dodzwoni, to zachowania i decyzje niektórych pracowniczek i pracowników tej instytucji świadczą o nieoptymalnym poziomie ich wyszkolenia. A kiedy już stwierdzą: „odezwiemy się w sprawie testu”, to nie należy zbyt żarliwie w taką obietnicę wierzyć. Specjalistów chorób zakaźnych jest bardzo mało. Nie mają też obowiązku być w całodobowej, permanentnej gotowości. Dostęp do nich, zwłaszcza w sprawach pilnych, jest niesłychanie trudny.

Poza tym testów naprawdę nie ma. Pan minister i jego wiceministrowie opowiadają, jakie sukcesy odnoszą na tej niwie. Przedstawiają jednak liczby wykonanych testów, a nie stopień zaspokojenia zapotrzebowania. Oczywiście – zapotrzebowanie, rzecz względna. Wystarczyłoby jednak, żeby strażnicy naszej pomyślności podali liczbę wykonanych testów w przeliczeniu na milion mieszkańców, a następnie wartości tego samego wskaźnika dla innych krajów europejskich. Oj, nie byłoby powodów do mruczenia…

Ostatnio zadeklarowano pełny, nieograniczony dostęp do testów dla personelu medycznego. Słuszne to wielce. Hura. Tyle że równie dobrze można by zadekretować natychmiastowy powrót do równowagi ekologicznej w przyrodzie albo ustąpienie zaburzeń osobowości u myśliwych. Nie da się, prawda? Premier i jego minister mają nadzieję, że ciemny lud to kupi (nie jest powiedziane, że nie), a słynne paski informacyjne skutecznie przykryją stan faktyczny.

Zbrodnicza bezmyślność tolerowana przez państwo

Dwie historie, bardzo krótkie. Dziecko przyprowadzone przez dziadka do szpitala dziecięcego z powodu wysokiej gorączki i kaszlu. Dziadek nie powiedział, że w domu została mama dziecka, która właśnie niedawno powróciła z Hiszpanii, a teraz czeka na wymaz, bo gorączkuje i kaszle, chociaż bez dramatycznych objawów. Dlaczego nie powiedział? Żeby nie odesłali do innego szpitala. Rezultat: kilkanaście osób spośród personelu szpitala wyeliminowanych z pracy. Zamknięty jeden oddział, SOR praktycznie też.

Wezwanie do duszności. Kaszel? Nie. Na miejscu okazało się, że i kaszel, i gorączka, i kontakt z osobą chorą na Covid-19… Dlaczego zatajono te informacje, wzywając pomoc? Z obawy, że ambulans nie przyjedzie. Po dwóch dniach przychodzi dodatni wynik testu. A potem dodatnie wyniki w zespole ratowniczym. Zamknięta cała stacja pogotowia, kilkanaście osób, kilka zespołów.

Nie rozumiem, dlaczego rząd, słusznie wprowadzając represje za nieprzestrzeganie kwarantanny (nie mylić z „socjalnym dystansem”), jednocześnie nie wprowadził równie dotkliwych kar za świadome wprowadzanie w błąd personelu medycznego. Jak już napisałem, ale powtórzę – jeżeli skutkiem takiego zatajenia prawdy jest czasowa eliminacja personelu z wykonywania obowiązków i/lub zamknięcie jednostek opieki medycznej, to ostateczny rezultat przekłada się na zmniejszenie bezpieczeństwa (czy też zwiększenie zagrożenia) ludzi na danym terenie.

Bo wyeliminowany ambulans nie pojedzie nie tylko do kolejnego chorego z dusznością, ale również do ofiary wypadku drogowego. Po prostu go nie będzie tam, gdzie być powinien.

Dlatego 30 tys. zł nie jest zbyt surową karą ani za złamanie kwarantanny, ani za okłamywanie służb medycznych. Że ktoś nie ma tyle? Ależ jest rozwiązanie – można by to odpracować w DPS-ach lub szpitalach, stosując prosty przelicznik: każda przepracowana godzina zmniejszyłaby należność na poczet kary o stawkę godzinową pracownika, którego pracę się wykonuje. A za każdą nieobecną lub pozornie tylko przepracowaną godzinę powinno się dokładać kolejną. Myślę, że po pierwszych kilku wyrokach poszanowanie dla reguł wzajemnego bezpieczeństwa bardzo wzrośnie.

Tak przy okazji – nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego fryzjerka nieprzestrzegająca zarządzeń o izolacji dostaje karę, a dwóch reżyserów gromadzi ludzi na swoich planach zdjęciowych, kontynuuje zdjęcia i nie ląduje w pace. Albo jeszcze lepiej – w DPS-ach, jako pomoce salowych lub sanitariuszy.

Zarządzanie modo PiS – czas rozpanoszonych miernot

Na koniec najsmakowitsze. Zarządzanie w czasach zarazy. Dotyczące zarówno profesjonalistów medycznych, jak i tych, którzy są lub mogą zostać pacjentami. Jego jakość na wszystkich szczeblach waha się między wątpliwą a skandaliczną. Wynika to zarówno z deficytów mentalnych, jak i moralnych, które jasno widać u decydentów. Przykłady? Proszę bardzo.

Zakaz wypowiedzi dla personelu medycznego o rzeczywistym stanie zaopatrzenia w środki ochrony – utrudnia organizowanie obywatelskiej pomocy.

Wyrzucanie z pracy tych, którzy dyrekcjom nie pasują. Przykłady: Nowy Targ, warszawski Meditrans, szpital uniwersytecki w Krakowie. Wyrzucenie dobrego, chociaż pyskatego pracownika podczas wielkiej akcji ratowniczej powinno skończyć się natychmiastowym wywaleniem dyrektora jednostki medycznej na zbitą twarz. Tymczasem dyrektorzy o mentalności wykidajłów czują się najwyraźniej bezkarnie. Jasne, bo są swoi. Minister ich nie ruszy.

Stosowanie nielegalnej kwarantanny, czyli zmuszanie personelu do wielodniowej pracy. Pod pozorem kwarantanny właśnie. Bez godziwych warunków do odpoczynku przez siedem dni, bez środków ochrony, bez testów. Na przykład w Bytomiu, chociaż tamtejszy dyrektor teraz wypiera się swojej decyzji, jak może.

Uprawnienia ministra do ręcznego sterowania zarządzaniem szpitalami. Zgodnie z najnowszą specustawą minister będzie mógł (podaję za portalem Zarządzanie w ochronie zdrowia) zawiesić w pełnieniu obowiązków dyrektora szpitala i wyznaczyć na jego miejsce wskazanego przez siebie pełnomocnika. Nie sądzę, żeby pierwszą decyzją było usunięcie paru zadufanych miernot, szkodzących i podległemu im personelowi, i pacjentom. Raczej zaczną odchodzić ci, którzy mówią, jak jest.

Brak wprowadzenia powszechnego obowiązku pracy zmianowej we wszystkich szpitalach. Model pracy w dwóch-trzech zespołach, zmieniających się co tydzień i niekontaktujących się ze sobą, zaczyna być stosowany w niektórych szpitalach. A powinien być po prostu normą. W ten sposób chroni się personel tak, aby w razie zakażenia części zespołu pozostała mogła pracować, zapewniając funkcjonowanie oddziału.

Opóźnianie przez rząd dostawy sprzętu zakupionego przez WOŚP.  To powinniśmy wszystkim kacykom Pychy i Szmalu zapamiętać na długo. Obrzydliwa polityczna gierka rządu i prezydenta, mająca jeden oczywisty cel – zdyskontować politycznie dla siebie wysiłek, jaki wykonała Wielka Orkiestra, czyli ogromna większość z nas. Trzeba być naprawdę żałosnym nieudacznikiem, żeby uciekać się do takich chwytów w takich chwilach.

Rozmyślna dezorganizacja systemu testowania. Wojewoda małopolski w ramach „optymalizacji systemu” wypowiedział umowy trzem instytucjom zajmującym się pobieraniem wymazów na terenie województwa. Z zamiarem przekazania tego zadania wojsku i terytorialsom. Powiało Bareją. I grozą.

Brak zabezpieczeń dla pracowników ośrodków pomocy społecznej. Wspomniany już w tym tekście wojewoda mazowiecki wyraził rozczarowanie postawą pracowników socjalnych, którzy odmówili pracy bez zabezpieczeń (po szczegóły pozwalam sobie odesłać Państwa do materiału w OKO.press). Podał w wątpliwość ich kwalifikacje zawodowe i etyczne. Uważa, że brak zabezpieczeń nie powinien być przeszkodą. Zaprezentował typową dla swojej formacji postawę lorda Farquada: „Wielu z was zginie, ale jestem gotowy na to poświęcenie”. Przodka księcia wojewody Sienkiewicz opisał jako gardzącego ludźmi zdrajcę. Ja miałem zaszczyt poznać kogoś o tym samym nazwisku, ale będącego dżentelmenem i świetnym lekarzem. Czyli to nie klątwa rodu. Dar obrażania, kogo się da, to szczególna łaska zesłana księciu przez los.

Tygodniowe vacatio legis wobec obowiązku zasłaniania twarzy w miejscach publicznych, czyli komitywa Mateuszka i długopisu z wirusem. Tak, to najśmieszniejsze zarządzenie Mateuszka. Mateuszek uważa, że przez tydzień wirus weźmie sobie wolne. Bo niby dlaczego nie? Argument, że ludzie muszą mieć czas zaopatrzyć się w maski, jest chybiony, bo zarządzenie nie wymaga profesjonalnych osłon. A nieprofesjonalnych – jak chociażby chustki czy szaliki – jest w społeczeństwie dużo. Musimy się zdecydować – albo osłony na twarz to humbug (tłumaczenie dla młodzieży: bullshit) i należy o nich zapomnieć, albo działają – i wtedy należy zacząć je stosować natychmiast, a nie po tygodniu. W ogóle,władza sprawia wrażenie, że ma z wirusem sekretną umowę. Do kościoła bydlę nie wejdzie – zwłaszcza podczas dawania na tacę. Uprzejmie weźmie tydzień wolnego, żeby obowiązek noszenia osłon na twarz mógł się uprawomocnić. Podczas smoleńskiej uroczystości poczeka skromnie z boczku, żeby nikogo na nieprzyjemność nie narazić. Pierwsza Dama prowadzi lekcję online, ale z klasą, w której jest jednocześnie 30 uczniów? Spokojnie, wirus obiecał, że podopiecznych kapłanki kaganka oświaty nie tknie.

Listonosze niekoniecznie dożyją do wyborów. Emeryci też nie muszą. Martwimy się wyborami korespondencyjnymi, co jest bezcelowe, bo nienawidzący ludzi starzec już zdefiniował, kto je wygra. Powinniśmy natomiast – zupełnie niezależnie od wyborów – martwić się listonoszami. Pracują bez żadnej ochrony, większość z nich nie ma ani maseczek, ani rękawiczek. Ludzie, z którymi się stykają, mogą być dla nich źródłem zakażenia. Tak samo jak listy i pieniądze, które wożą. Oni z kolei mogą zakażać emerytów. W połowie kwietnia może się okazać, że kart do głosowania nie ma komu ani do kogo wozić. Co zlikwiduje problem czekających nas, nieanonimowych, niekontrolowanych, specyficznie obliczanych wyborów.

Podsumowanie: odpowiedź na tytułowe pytanie pozostaje nierozstrzygnięta. W pokłady morderczej niekiedy głupoty możemy łatwo uwierzyć. W tej drużynie liczy się lojalność wobec wodza. Nic poza tym. No, może jeszcze poparcie Tadeo Borgii i Ordo Iuris. Teraz to już naprawdę wszystkie istotne punkty.

Z drugiej strony można sobie wyobrazić taki tok myślenia: przeprowadźmy te parawybory, a potem natychmiast wprowadźmy stan wyjątkowy, uzasadniając go epidemią, która naprawdę się rozszaleje, bo bardzo się o to staramy. W ten sposób zdusimy protesty, które niewątpliwie po wyborach nastąpią. Po to zrobiliśmy właśnie potężne zakupy sprzętu dla policji, mającego służyć do rozganiania protestów. Wszak system medyczny nie musi być dofinansowany, ale ochrona jedynie słusznej władzy jest warta każdych pieniędzy.


https://lekarski.blog.polityka.pl/2020/04/10/covid-19-w-polsce-nie-tylko-wybory-nieslychane-dzialania-pis-moga-podsycac-epidemie-glupota-czy-dywersja/?nocheck=1

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 18, 2020, 06:33 »

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 19, 2020, 06:29 »
Horror z Drzewicy może się powtórzyć. Domy pomocy wołają o pomoc
MATYLDA WITKOWSKA, BEATA DOBRZYŃSKA, DAMIAN CIEŚLAK, JP 18 kwietnia

Kilkudziesięciu ciężko chorych zarażonych koronawirusem i jedna lub dwie pielęgniarki do ich obsługi. Tak przez ponad tydzień wyglądała sytuacja Domu Pomocy Społecznej w Drzewicy. Personel wysyłany na pomoc odmawiał lub uciekał na L4. Podobnie było w innych DPS-ach na świecie i w Polsce. I może się zdarzyć w kolejnych.

Dramat w Domu Pomocy Społecznej w Drzewicy w powiecie opoczyńskim zaczął się dokładnie dwa tygodnie temu. W piątek, 3 kwietnia, władze DPS-u zaniepokoiły się objawami wykazywanymi przez niektórych pacjentów. Wyglądały dokładnie jak objawy choroby COVID-19, czyli ataku koronawirusa.

Okazało się to prawdą. Przez weekend przebadano 131 próbek, u 64 osób stwierdzono koronawirusa. Zaraziło się 37 mieszkańców domu i 25 osób z personelu. To około połowy podopiecznych i pracowników DPS-u. Do niedzieli dwóch podopiecznych zakażonych wirusem zmarło. Później, w Wielkanoc, zmarła kolejna ofiara.

Ponad 20 zakażonych członków personelu zgodnie z decyzją sanepidu opuściło placówkę, przechodząc na zwolnienia lekarskie i kwarantanny domowe. Potem dołączyli do nich kolejni. W ten sposób z 80 pacjentami zostało pięć pracownic, w tym jedna pielęgniarka. Normalnie samych pielęgniarek jest sześć.

Informacja o przeciążeniu jedynej pielęgniarki pozostałej w drzewickim DPS-ie dotarła nawet do dr Grażyny Wójcik, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego. W wielu wywiadach zwracała uwagę na stan przepracowanej kobiety. - Przykładem może być pielęgniarka z DPS Drzewica, która po 55 godzinach zamknięcia w ośrodku i nieprzerwanej pracy, w stanie skrajnego wyczerpania, po konsultacji lekarskiej otrzymała L4 i została decyzją lekarza skierowana do miejsca kwarantanny - mówiła w wywiadzie dla portalu Ofeminin, podkreślając, że po takich przeżyciach kobieta będzie potrzebować wsparcia psychologa lub terapii.

Trudne poszukiwania

Starostwo powiatowe w Opocznie szybko zaczęło poszukiwania pielęgniarek, które mogłyby wesprzeć drzewicki Dom Pomocy Społecznej. Ale nie było to proste. Najbliższy szpital w Opocznie sam był mocno dotknięty ko-ronawirusem. Wiele oddziałów było wyłączonych, pielęgniarki były na zwolnieniach lekarskich lub na kwarantannie.

Starostwo wytypowało jednak pięć pielęgniarek i wystąpiło do wojewody Tobiasza Bocheńskiego o wydanie im nakazu pracy w drzewickim DPS-ie. Takie nakazy można wydać w celu skutecznego zwalczania epidemii, ale nie można ich wydać każdemu. Wyłączone są np. osoby po 60. roku życia, matki opiekujące się dziećmi, kobiety w ciąży czy niepełnosprawni.

- Dostaliśmy informację, że żadna z pielęgniarek nie zakwalifikowała się do nakazu - mówi Maria Chomicz, wicestarosta opoczyńska.

Urzędnicy wybrali sześć kolejnych pań. Trzy z nich natychmiast poszły na zwolnienie lekarskie. Na podjęcie pracy w drzewickim DPS-ie zgodziły się jedynie trzy. Ale jedna musiała jeszcze dokończyć kwarantannę. W ten sposób z 11 wytypowanych pań w połowie ubiegłego tygodnia do pracy w DPS-ie stawiły się... dwie.

Ukarane za odpowiedzialność

Pielęgniarki, które zgodziły się pójść tam, gdzie były potrzebne, nie wiedziały, na co się decydują. Tymczasem za swoją odpowiedzialność zapłaciły wysoką cenę. Według początkowych założeń podopiecznymi w DPS-ie miało opiekować się sześć pielęgniarek, pracujących w 12 godzinnych dyżurach.

Pielęgniarki zakładały, że mogą nie wracać po nich do domu, żeby nie narażać na zakażenie rodzin. Ale nie myślały, że będą pracować non-stop, opiekując się we dwie prawie 70 pensjonariuszy z których dwie trzecie było zakażonych koronawirusem. Gdy z kwarantanny powróciła trzecia pielęgniarka, sytuacja poprawiła się, ale tylko trochę.

Po sześciu dniach takiej harówki ich mężowie napisali list, który wysłali m.in. do premiera, prezydenta, wojewody, starostwa, burmistrza i Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. Błagali w nim o pomoc dla swoich żon.

W rozmowach telefonicznych kobiety skarżyły się mężom, że nie mają nawet czasu skorzystać z toalety czy napić się wody. Płakały do słuchawek. „Podstawowe potrzeby fizjologiczne takie jak jedzenie czy toaleta są dla nich niezwykle utrudnione, a chwila przerwy to raptem kilka minut w ciągu całej doby.(...) Nasze żony są na skraju wytrzymałości” - napisali mężowie.

Wicestarosta Maria Chomicz odniosła się do problemów pielęgniarek ze zrozumieniem. Ale nie potrafiła pomóc.

- Kobietom jest bardzo ciężko, tym bardziej, że nie znały wcześniej ani pacjentów, ani specyfiki pracy w DPS-ie. - mówiła. - Rozumiemy ich lęk, strach, niezgodę wewnętrzną i niezrozumienie, dlaczego właśnie je to spotkało. Ale co z tego, skoro nie stworzymy sobie pielęgniarki, która jeszcze chce pracować z zakażonymi. - mówi. Jak podkreślała nie da się zmusić kogoś do pracy, a dodatkowa zapłata nie pomaga.

Poseł poszedł do chorych

Ale byli i tacy, którzy ruszyli na pomoc. Już po kilku dniach epidemii Sanepid wyraził zgodę na powrót do pracy personelu. Podobne rozwiązania stosowano już z sukcesem w innych DPS-ach. Dyrektor domu w Drzewicy Agnieszka Brola obdzwoniła wiec swój personel prosząc o dobrowolny powrót do pracy tych, którzy czują się na siłach. Zdecydowało się 10 osób, w tym dyrekcja i księgowe. Sześć osób było zdrowych, cztery zakażone opiekunki za zgodą sanepidu skierowano do pracy z chorymi.

W wielkanocny poniedziałek do ekipy DPS-u dołączył jako wolontariusz opoczyński poseł Robert Telus (PiS). Przez trzy dni karmił podopiecznych, zaprowadzał do łazienki, przebierał i pocieszał. Okazywał cierpliwość i serce. - Niech pan mi powie, kiedy to wszystko się skończy? - pytała go za każdym razem jedna z leżących staruszek. Nie potrafił odpowiedzieć, ale starał się pocieszyć.

Poseł Telus przyznaje, że bał się zakażenia. Obawy miała też jego rodzina. 13-letnia córka płakała, gdy wchodził do DPS-u. Ale później przysłała SMS-a z informacją, że rozumie jego decyzję. Sam poseł chciał pomóc potrzebującym, ale chciał też zachęcić innych do pomocy. - U wielu ludzi jest iskra w sercu i chcą pomagać - mówi. Swój pobyt nazwał najlepszymi rekolekcjami w życiu. Za kilka dni będzie wiedzieć, czy uniknął zakażenia.

Nie był jedyny. Razem z nim najgorsze dni w Drzewicy spędziło dziesięciu pracowników DPS-u, w tym kierownictwo i dwie księgowe. Dobrowolnie zostały też cztery zakażone pracownice, które nie miały objawów i zdecydowały się zająć zakażonymi. Jako wolontariusze pracowało też dwóch terytorialsów ( wykonywali czynności porządkowe) i wicedyrektor Centrum Edukacji i Rozwoju w Opocznie Sebastian Katana. Gotowi byli kolejni kandydaci, w tym dwie zakonnice i pielęgniarka.

Nocna ewakuacja DPS-u

Nie zdążyli jednak dotrzeć. W środę wieczorem zapadła decyzja o ewakuacji DPS-u. Do rozwiezienia było 60 osób, w z tego 38 zakażonych. Ewakuacja trwała całą noc i zakończyła się w czwartek o 6 rano. 22 zdrowych pacjentów zostało zabranych do szpitala w Bełchatowie, 18 pacjentów zakażonych trafiło na oddział zakaźny szpitala w Tomaszowie Maz., a kolejnych 20 zakażonych do szpitala do Radomska. Wcześniej 17 pacjentów z Drzewicy, których stan się pogarszał trafiło do szpitala w Zgierzu.

W czwartek rozpoczęła się dekontaminacja placówki w Drzewicy. Dokładną dezynfekcją zajmują się żołnierze 5. Tarnogórskiego Pułku Chemicznego. Po odkażeniu w placówce rozpoczną się porządki, tak aby mogli do niego wrócić zdrowi podopieczni i personel.

Domy pomocy padają

Horror w Drzewicy nie był ani pierwszym ani ostatnim w czasie pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. O tym, że pensjonariusze domów pomocy społecznej najbardziej cierpią z powodu koronawirusa donosiły już media z Hiszpanii. Dziennik „El Pais” już w drugiej połowie marca apelował, że część personelu zwolniła się z powodu zakażenia koronawi-rusem, a pozostali są przepracowani. Chorych nie chciano przyjmować do szpitali, wielu zmarło bez wykonania testów.

W kilku domach hiszpańskie wojsko wydelegowane do dezynfekcji budynków znalazło zmarłych pensjonariuszy nadal leżących w łóżkach. Sprawą zajęła się prokuratura.

Podobnie było w innych krajach. Według szacunków naukowców związanych z London School of Economics w krajach takich jak Włochy, Francja, Hiszpania czy Belgia około połowy zgonów miało miejsce w różnych domach opieki.

Identycznie dzieje się w polskich domach pomocy. Dramatyczna sytuacja jest na Mazowszu przy granicy z regionem łódzkim. Koronawirus spustoszył tam już kilka DPS-ów, m.in. w Niedabylu, Starym Goździe i w Tomczycach. W tym ostatnim DPS-ie na początku kwietnia sanepid nałożył kwarantannę na 88 pensjonariuszy i 30 pracowników, po tym jak okazało się, że koronawirusem zakażona jest jedna pielęgniarka. Testy potwierdziły wirusa u 69 osób - pracowników i podopiecznych placówki. Od tej pory personel placówki błagał o pomoc - przede wszystkim o ewakuację chorych, pomoc kadrową i dostarczenie środków ochrony osobistej. Część osób poddanych kwarantannie gorączkowała. W końcu do placówki dotarła lekarka, która stwierdziła, że dyrektor DPS Marek Beresiński wymaga hospitalizacji. Przysłano po niego karetkę z Warszawy.

Mazowsze również zmaga się z brakiem personelu. Od nakazów pracy wydanych przez wojewodę Konstantego Radziwiłła lekarze i pielęgniarki masowo się odwołują.

Czy sytuacja się nie powtórzy w innych miejscach regionu? To możliwe, bo wirus pustoszy często domy opieki leżące w pobliżu. W regionie łódzkim jest 66 DPS-ów wraz z filiami mieszczą się w 71 miejscowościach. Jest w nich 6,2 tys. miejsc. Na razie sygnałów o kolejnych ogniskach choroby nie ma. Prewencyjnie przebadano cały DPS w Niemojowicach w powiecie opoczyńskim. Koronawirusa nie stwierdzono.

Ale wiele domów, zwłaszcza prywatnych, już teraz zmaga się z brakiem personelu. Tak jest m.in. w Centrum Opieki „Nasz dom” w Łodzi, gdzie w ostatnich dniach kilka osób poinformowało już kierownictwo, że rezygnują z pracy w ośrodku. Zgodnie z wytycznymi służb sanitarnych aby powstrzymać rozwój epidemii personel nie powinien pracować w kilku miejscach na raz.

Dzielne zakonnice

Ale z kraju płyną też dobre wieści. W DPS-ie w Bochni w Małopolsce sytuacja była podobna jak w Drzewicy. Gdy koronawirusem zaraziło się 30 podopiecznych i 15 pracowników, chorymi nie miał się kto zaopiekować. Starosta bocheński też zaczął szukać pomocy. Ale nie był w stanie zapewnić pielęgniarek i opiekunek. Telefon od płaczącego starosty bocheńskiego Adama Korty odebrały w Wielki Piątek siostry dominikanki z Broniszewic w Wielkopolsce, które na co dzień opiekują się niepełnosprawnymi chłopcami. Skrzyknęły się z siostrami z innych klasztorów i w siódemkę ruszyły na ratunek do Bochni. To zachęciło innych do działania. Dołączył ksiądz kapelan, a internauci poruszeni odwagą zakonnic zebrali dla DPS-u kilkadziesiąt tysięcy złotych.


https://dzienniklodzki.pl/horror-z-drzewicy-moze-sie-powtorzyc-domy-pomocy-wolaja-o-pomoc/ar/c1-14924588

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 21, 2020, 20:58 »
Grzegorz W. Kołodko: Potem, czyli świat po pandemii (1)
Grzegorz Kołodko  Aktualizacja: 13.04.2020, 17:32 Publikacja: 13.04.2020



Trzeba uważać na skok na kasę populistów, którzy zechcą wyrwać jak najwięcej pod hasłem ochrony tych w potrzebie. Jeszcze bardziej trzeba uważać na zachłanność zamożnych.

Jak będzie wyglądał świat po pandemii? Najłatwiej nie zadawać sobie takich pytań, bo obecnie nie sposób satysfakcjonująco na nie odpowiedzieć. Niebywała od wieków pandemia w najlepsze, a raczej w najgorsze, trwa, zaś zakres, głębia i długotrwałość wynikających z niej nieuniknionych kryzysów gospodarczego, społecznego i politycznego są ex ante nie do oszacowania. To, co dziś wydawać się może wizjonerstwem, jutro okazać się może brakiem wyobraźni.

DEFICYT WYOBRAŹNI

Najtrudniej dostrzec to, czego nie widać. Aby rozglądać się w miarę sensownie, potrzebna jest nam nie tylko wiedza, lecz także wyobraźnia. Nie ta oderwana od realiów życia, nie fantazjowanie czy uleganie iluzjom, ale wyobraźnia rodząca się wskutek krytycznej obserwacji faktów oraz wnikliwej interpretacji zachodzących zjawisk i procesów. A dzieje się dużo. Niestety, do innych nierównowag, które targają stosunkami społecznymi we wszystkich możliwych przekrojach, dochodzi jeszcze deficyt wyobraźni. Tym bardziej warto ją ćwiczyć.

Troszcząc się o zabicie koronawirusa, zanim on nas pozabija, nie można zapominać o ryzyku, jakie towarzyszy nam na innych polach. Czasami jest ono daleko stąd, ale w epoce globalizacji już prawie nic nie jest daleko, a na pewno już nie tak daleko, aby się tym nie przejmować.

Kreśląc wizje postpandemicznej przyszłości, trzeba przeto brać pod uwagę wiele okoliczności z nią niezwiązanych, ale ważnych z innych powodów. Szczególnie interesujące w odniesieniu do przyszłości jest to, co nie jest oczywiste, co zdarzyć się może, ale nie musi.

I tak, niebagatelne implikacje może mieć wciąż niezażegnany konflikt w Hongkongu. Gdy jego mieszkańcy uwierzą, że zarazy tam już nie ma, znowu nasilą się uliczne demonstracje. Jeśli będą eskalować, mogą doprowadzić do stanu, którego Pekin nie będzie tolerować, i zechce użyć siły w celu przywrócenia porządku. Następstwa takiej kolei rzeczy dla relacji Chiny–Zachód byłyby fatalne. Politycznie motywowane sankcje ekonomiczne spowodowałyby w światowej gospodarce większe perturbacje niż dotychczasowa wojna handlowa.

Jeśli Izrael – obojętnie, z amerykańskim przyzwoleniem czy bez – zbombarduje irańskie instalacje nuklearne, na co ochotę mają nie od dziś jastrzębie z Tel Awiwu, to Iran odpowie zablokowaniem cieśniny Ormuz. Wtedy ropa naftowa będzie nie po 25 dolarów za baryłkę, do której to niskiej ceny doprowadziły gospodarcze frykcje wywołane pandemią, ale być może po 125 dolarów. I tak źle, i tak niedobrze, bo to dla kogoś za tanio, dla kogoś innego zbyt drogo.

Jeśli nie tylko Turcja – nie radząc sobie z blisko 4 mln uchodźców, głównie z Syrii – szeroko otworzy dla nich granice z Unią Europejską, ale uczynią to też oba reżimy w Libii – i ten w Trypolisie, i ten generała Haftara – i nie będą powstrzymywać wzmagającej się fali migrantów z subsaharyjskiej Afryki, to w Europie nie da się utrzymać spokoju społecznego. Jeśli zaś przeciwdziałając tej fali, użyto by siły, to będzie pora zaprzestać mówienia o europejskich wartościach. Tym bardziej trzeba z jednej strony szukać pragmatycznego rozwiązania konfliktów na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce, a z drugiej pomóc jej w rozwoju, również finansowym, aby osłabiać presję na emigrację.

Jeśli nie zapanuje się nad ponowną eskalacją napięć między Indiami i Pakistanem w sprawie Kaszmiru i dojdzie do użycia broni atomowej, którą oba kraje posiadają, to zdestabilizowana zostanie cała światowa scena polityczna z silnymi, niekorzystnymi konsekwencjami dla gospodarek również daleko poza subkontynentem indyjskim.

Jeśli trwał będzie niekontrolowany wyrąb lasów tropikalnych – od Borneo po Kongo, od Rwandy do Ekwadoru – a prezydent Bolsonaro nie przeciwstawi się wypalaniu tysięcy hektarów Amazonii, to każdy kolejny rok będzie jeszcze bardziej gorący, niż to i tak już przesądzają inne czynniki. Nasilać to będzie ocieplanie klimatu, co ani chybi odbije się negatywnie na politycznym klimacie, z jego zwrotnym ujemnym wpływem na gospodarowanie.

RECESJA I WZROST CZY DEPRESJA?

Prawie nigdy nie jest tak, że wszystkie dobre albo wszystkie złe okoliczności zbiegają się w czasie. Wykluczając przeto koincydencję chociażby tylko tych regionalnych kryzysów, abstrahować od ryzyka ich wybuchu nie można. Więcej: skoro są wyobrażalne i możliwe, trzeba ich zaistnieniu zapobiec. Od tego właśnie jest polityka, która w każdym z tych przypadków, pomimo że odnosi się do spraw regionalnych, musi być koordynowana w skali ponadnarodowej, wręcz globalnej, bo wywiera wpływ na to, co dzieje się w skali globalnej.

Sytuacja jest dynamiczna jak rzadko kiedy. Przede wszystkim nie wiemy, jakie będą rezultaty pandemii dla ludzi. Zachorują tylko miliony czy dziesiątki milionów? Odejdą z tego padołu ziemskiego tylko setki tysięcy czy miliony? W sprawach bardziej przyziemnych: nie wiemy, jak mocno pozrywane już są łańcuchy zaopatrzeniowo-produkcyjne. Nie wiemy, jak dalece i na jak długo zahamowane zostało świadczenie rozmaitych usług. Nie wiemy, jak duże, gdzie skierowane i w jakiej sekwencji czasowej oraz jak skuteczne z punktu widzenia podtrzymywania aktywności gospodarczej będą pakiety interwencyjne uruchamiane przez coraz to więcej rządów i organizacji międzynarodowych.

Wiemy już natomiast, że będzie recesja. Bynajmniej nie wszędzie, ale z pewnością w największych wysoko rozwiniętych gospodarkach – w USA i Japonii, w Korei Południowej, Unii Europejskiej, w Kanadzie i Australii. W Polsce też.

Jest wciąż nadzieja, że recesja nie dotknie wielu spośród krajów uboższych, bo szczęśliwie koronawirus dociera do nich, przynajmniej do niektórych, zwłaszcza w biednej Afryce, na mniejszą skalę. Są one jednak w warunkach globalizacji zintegrowane poprzez handel i kooperację oraz transfery kapitału z krajami bogatymi i teraz te ostatnie będą je ciągnąć w dół.

Jeśli jednak zaraza i tam się rozpanoszy, to ich gospodarki ucierpią relatywnie mniej niż w wyrafinowanych krajach bogatych, natomiast od strony ludzkiej byłby to kataklizm ze względu na niedorozwój systemu ochrony zdrowia. Wystarczy wspomnieć, że w liczącym ponad 230 mln mieszkańców Pakistanie wydatki zdrowotne na osobę są 200-krotnie mniejsze niż w USA.

Chiny i Indie wytwarzają około 26 proc. światowego produktu brutto (licząc według parytetu siły nabywczej). Od tych dwóch najludniejszych krajów świata zależy ponad jedna trzecia zmian globalnej dynamiki gospodarczej i dlatego bieg spraw tamże ma ogromne znaczenie.

Wydaje się, że Chiny w 2020 roku mogą uciec przed spadkiem produkcji, ale i to stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nic dziwnego zatem, że podczas gdy jedni zapowiadają recesję, inni przewidują w tym samym czasie wzrost. Indie, miast do niedawna oczekiwanego wzrostu PKB o ponad 6 proc., odnotują spadek produkcji, nie uda się im bowiem wyjść obronną ręką z totalnej blokady 1,3-miliardowej ludności na kilka tygodni i – w ślad za tym – zamrożenia gospodarki opierającej się głównie na małych firmach i usługach, które tworzą aż 62 proc. PKB.

Nie wiemy, jakimi koleinami potoczy się sytuacja w Afryce i Ameryce Łacińskiej wraz z Karaibami, przy czym ich gospodarcza kondycja odciska nieco mniejsze piętno na losach świata, ponieważ wytwarzają odpowiednio tylko 4 i 7,5 proc. produkcji globu.

Nie wiemy, czy światowa recesja wyniesie 2, 12 czy 20 proc., czy produkcja spadać będzie przez pół roku, a potem gospodarki odbiją i powróci wzrost, czy może spadki odnotowywane będą przez rok albo półtora. Recesja może nie trwać długo, ale długo może potrwać depresja, czyli przeciągający się okres produkcji na dokuczliwie obniżonym poziomie z towarzyszącym mu masowym bezrobociem. Nie wiemy, o ile dziesiątków milionów – bo dziesiątki ich będą – ono się zwiększy.

GDZIE ZNALEŹĆ WOREK Z PIENIĘDZMI

Nie wiemy, jak wzrośnie dług publiczny wskutek dodatkowych wydatków państwowych i obniżonych wpływów podatkowych wywołanych spowolnieniem gospodarczym i jakie następstwa przyniesie to dla rynków finansowych. Zanim się one uspokoją – a tylko podczas pierwszych 25 dni marca Dow Jones zanotował pięć największych dziennych spadków i pięć największych wzrostów w swojej 135-letniej historii – będą jeszcze nieraz ciskać się w jedną albo drugą stronę, denerwując spekulantów rynkowych, ale też – co gorsza – destabilizując oczekiwania podmiotów gospodarczych, z negatywnym tego wpływem na realną sferę gospodarki.

Nerwowo także zachowywać będą się kursy wymienne walut. Nie ulega wątpliwości, że skala niezrównoważenia finansów publicznych wielu państw zasadniczo się pogłębi. Nikt rozsądny nie protestuje już przeciwko śmiałym, niekiedy radykalnym, deficytom budżetowym; poza ekstremistami zamilkli nawet monetarystyczni doktrynerzy i neoliberalni dogmatycy.

To będzie miało konsekwencje również dla ekonomicznej doktryny i politycznej praktyki. W ekonomii postpandemicznego świata wyciszy się dogmat o imperatywie równoważenia budżetu państwa. Upadnie dogmat o uniwersalnej niedopuszczalności finansowania deficytu budżetowego przez niezależny od państwa bank centralny. Rewidowane będą poglądy co do możliwości i w określonych warunkach zasadności monetyzacji deficytu poprzez ekspansję monetarną, w istocie poprzez tzw. drukowanie pieniądza. Do tej pory sięgały do tego niektóre banki centralne, w tym amerykański Fed, teraz przestaje to być tabu na całym świecie.

Nieco może przyspieszyć inflacja, acz nie musi. W ostatnich latach nie była wielką bolączką, ale będzie to akceptowalny koszt, który warto ponieść w celu obrony zatrudnienia i produkcji, czyli, koniec końców, poziomu konsumpcji i standardu życia ludności.

Relatywnie wyższa inflacja będzie akceptowana jako jeden ze sposobów finansowania kosztów obsługi długu publicznego. Ujemne realnie stopy procentowe banków centralnych – ta anatema monetarnej ortodoksji – przez kilka lat będą normą, podobnie jak normą mogą być ujemne rentowności obligacji skarbowych niektórych państw.

Najtrudniejsze będzie odzwyczajanie się od nagminnego zadłużania. Tym, aby proceder ten trwał – a sprzyja mu rozpętana w ostatnich dekadach finansyzacja gospodarki, której podstawą jest handel rozmaitymi formami długów – szczególnie zainteresowana jest międzynarodowa finansjera i powiązane z nią sfery polityki i mediów.

Wielka zaraza w XIV wieku nie wywołała takiego spustoszenia gospodarczego (ludzkie było dużo większe) jak obecna, bo kredyt odgrywał marginesową rolę, a życie zamierało bardziej niż gospodarka. Współcześnie, kto nie ma długów, wychodzi z pandemii w miarę obronną ręką, kto długi ma, temu załamuje się funkcjonowanie firmy i gospodarstwa domowego. Bez instytucji kredytu żyć nie sposób, a o działalności gospodarczej mowy być nie może, ale można i trzeba w przyszłości ograniczyć jego skalę. To się przyda nawet w zdrowych czasach.

W praktyce Unii Europejskiej zawieszone zostanie obowiązywanie limitu 60 proc. długu publicznego i 3 proc. deficytu budżetowego w stosunku do PKB. Przez kilka następnych lat nie będzie miała zastosowania klauzula o tzw. nadmiernym deficycie budżetowym. Z biegiem czasu rządy sięgać też będą po podwyższanie podatków, tym razem także bezpośrednich, obciążających lepiej uposażone warstwy ludności. Zwiększyć będzie się musiała skala ich progresji.

Oczywiście trzeba uważać, aby uchronić się przed skokiem na kasę lewicowych i prawicowych populistów, którzy będą chcieli z kasy państwowej wyrwać – już chcą – jak najwięcej pod hasłem ochrony tych w potrzebie, nawet jeśli oni potrafią sami dać sobie radę. Jeszcze bardziej trzeba uważać na zachłanność zamożniejszych warstw i na ich wpływowe lobby, zorganizowane dużo lepiej niż pracownicy i konsumenci. Już widać, jakie naciski wywierają na władze organizacje określające się ładnie jako pracodawcy (nie zyskobiorcy), jakby zatrudnianie najemnej siły roboczej było z ich strony działalnością charytatywną, a nie opłacalnym interesem.

W USA Izba Reprezentantów przejściowo blokowała prawie 2-bilionowy, licząc w dolarach, największy w dziejach pakiet interwencyjny, gdyż według pierwotnych propozycji Białego Domu gros publicznych środków trafiłoby do firm zupełnie nieźle sobie radzących.

Z drugiej strony, zanim pakiet został definitywnie uchwalony i wszedł w życie, pojawiły się głosy, że powinien być co najmniej pięciokrotnie większy. To nonsens, gdyż wówczas sięgałby połowy amerykańskiego PKB.

EKONOMIA I POLITYKA

Niewątpliwie hojność prezydenta Trumpa, który kilka tygodni wcześniej mówił o zagrożeniu pandemią jako o „manipulacji demokratów", sprzyjać ma jego reelekcji. Logika polityczna jest taka, że skoro w każdym kolejnym miesiącu do czasu wyborów sytuacja gospodarcza będzie się pogarszała, to wynikające stąd straty polityczne trzeba kompensować na wszystkie możliwe sposoby, transferów publicznych pieniędzy bynajmniej nie wyłączając. Oczywiście na powierzchni zjawisk zawsze i wszędzie deklarowana będzie troska o ludzkie losy, nawet jeśli tak naprawdę są one na dalszym planie.

Podobną szczodrość okaże w Polsce rząd Prawa i Sprawiedliwości, aby zapewnić ponowny wybór prezydenta Dudy po nieodzownym z oczywistych względów przesunięciu terminu wyborów. Jego kontrkandydatom wydaje się – słusznie – że podczas następnych kilku miesięcy sytuacja gospodarcza będzie się pogarszać. Pogarszać się zatem będą i polityczne nastroje skutkujące narastającym niezadowoleniem ze sprawujących władzę, w tym ubiegającego się o reelekcję prezydenta. Wspomagać to będzie relatywne notowania opozycji, w tym kontrkandydatów na prezydenta. Relatywne, bo w wielkościach absolutnych i oni będą tracić, gdyż zainteresowanie udziałem w wyborach będzie topnieć w obliczu nijakości programowej wszystkich w zasadzie partii i kandydatów.

Odpowiedzią władzy będzie wydawanie publicznych środków lżejszą ręką, a naciski na to zarówno licznych aktywistów głoszących zatroskanie o ludzkie losy, jak i nielicznych bogaczy zatroskanych o losy swoje, będą ogromne. Władza będzie im ulegać. Warto sobie uświadomić, jak kosztowne są okresy przedwyborcze: i te wcześniej ustalone, i te w wielu krajach wydłużane w związku z kwarantannami i radykalnym ograniczaniem poruszania się ludności.

Im później wybory się odbędą, tym kosztowniejsze to będzie dla finansów publicznych. Trochę pieniędzy zostanie przy tej okazji roztrwonionych pod pięknymi, oczywiście, hasłami – i tymi humanistycznymi, i tymi probiznesowymi. Jak dużo, tego nikt nie umie oszacować, ale pokłócić się o to potrafi wielu. Już się kłócą.

Z kreowanego przez fiskusa i banki centralne worka pieniędzy wyleją się cztery ich strumienie, których dokładnie nie potrafimy rozróżnić. Po pierwsze, uzasadniony humanitarnie i społecznie strumień środków chroniących ludzkie zdrowie i życie oraz osłaniających standard życia osób najmocniej dotkniętych kryzysem i nieradzących sobie z nim bez pomocy państwa.

Po drugie, uzasadnione ekonomicznie nakłady ratujące finansową płynność w gospodarce i stymulujące aktywność produkcyjno-usługową i inwestycyjną oraz zatrudnienie poprzez rozmaite ulgi i dotacje podtrzymujące podaż i popyt.

Po trzecie, środki wydarte przez populistów oderwanych od twardych realiów gospodarczych i transferowane do uboższych grup ludności w większej mierze, niż jest to obiektywnie konieczne.

I po czwarte, strumienie wymuszone na władzy przez silne lobby tej części biznesu, dla której każda okazja – bez skrupułów – jest dobra, aby zarobić cudzym kosztem.

Wzajemne relacje tych strumieni są dynamiczne i elastyczne, różne w różnych krajach. O ile warto wspierać politykę dotyczącą kreowania strumienia pierwszego i drugiego, o tyle trzeba się przeciwstawiać wyciekaniu trzeciego i czwartego. Tocząca się wokół tego walka polityczna będzie niezwykle brutalna.

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #6 dnia: Kwiecień 21, 2020, 20:58 »
Grzegorz W. Kołodko: Potem, czyli świat po pandemii (2)

ZANIM BĘDZIE LEPIEJ

Fundamentalne pytania, które i tak trzeba byłoby stawiać, a które kryzys sprowokowany pandemią koronawirusa jedynie uwypukla, dotyczą kształtowania się relacji państwa i rynku, demokracji i centralizmu, multilateralizmu i unilateralizmu, roli organizacji międzynarodowych, a nade wszystko dylematu: sterowana polityka światowa i globalizacja inkluzywna czy nieszczęsne zderzenie cywilizacji.

Coraz częściej słychać, że świat po pandemii już nigdy nie będzie taki, jaki był jeszcze niedawno, gdy żegnaliśmy rok 2019. Otóż nieprawda, może on się ostać dość podobny, gdyż grupy interesu w sferze polityki i gospodarki, które na dotychczasowej rzeczywistości najwięcej korzystały, niekiedy wręcz na niej żerując – a to w systemie neoliberalizmu, a to w skorumpowanym kapitalizmie państwowym – czynić będą wszystko, aby wrócić do status quo ante. Łatwe to nie będzie, więc miejmy nadzieję, że im się nie uda, a już na pewno nie w pełni, bo szkoda byłoby wracać do konfliktującego nieładu, jaki zapanował na świecie. Co wtedy?

Wpierw przedłużał się będzie, jak to określam, Jeszcze Większy Kryzys, JWK – okres konfliktów i sprzeczności, chaosu i anarchizacji globalizacji, wynikający z nakładania się megatrendów charakterystycznych dla współczesnego świata, zwłaszcza narastających nierówności dochodowych i majątkowych, nierównowagi demograficznej i niekontrolowanej wędrówki ludów, dewastacji środowiska naturalnego i przegrzewania klimatu oraz napięć politycznych związanych z ewolucją światowego układu sił.

Mimo to globalizacja jest nieodwracalna, przede wszystkim ze względu na atrakcyjność handlu i pożytek z łańcuchów dostaw, a także wpływ obecnej fazy rewolucji technologicznej na coraz to głębsze umiędzynarodowienie produkcji i usług. Nie można też nie dostrzegać tu olbrzymiego znaczenia podlegającej globalizacji kultury, która bynajmniej nie musi być jej amerykanizacją.

Pytanie zatem, w którą to wszystko pójdzie stronę. Otóż może się pogłębiać syndrom niekompletności globalizacji, co przejawia się w niespójności zaawansowanej globalizacji ekonomicznej i nienadążającej za nią globalizacji politycznej. Już od kilku lat, kiedy to uwyraźnia się nowy nacjonalizm, dają o sobie znać tendencje do protekcjonizmu i chęć do rozluźniania zewnętrznych powiązań gospodarczych. Teraz przez czas jakiś mogą one bardziej się wzmacniać i przeradzać wręcz w zapędy izolacjonistyczne i autarkiczne. To wszystko z jednej strony popychać może wiele krajów do orientacji nie tyle na globalizację, ile na regionalizację, z drugiej natomiast może osłabiać procesy regionalnych integracji.

Zasadniczo w przyszłości gra toczyć się będzie o ułożenie na nowo – tak w układach narodowych, jak i ponadnarodowych, gdzie coraz większe znaczenie powinny mieć mechanizmy koordynacji polityki w ramach G20 – relacji państwa i sektora prywatnego, polityki i rynku, regulacji i nadzoru, wolności i spontaniczności. W tym znaczeniu zaiste świat już nie będzie taki, jak był. Już nie jest.

Wskutek wielkiego kryzysu lat 1929–1933 rozwinęły się nie tylko faszyzm i nazizm, militaryzm i stalinizm, ale wyłonił się też twórczy Nowy Ład, co pokazuje, że z katastrofalnej zapaści gospodarczej mogą wyłonić się tak rzeczy złe, jak i dobre. Późniejsza druga wojna światowa skutkowała podziałem świata na dwa wielkie przeciwstawne bloki ideowopolityczno-gospodarcze. W cieniu ich konfrontacji tkwiła masa biednej ludności w krajach tzw. Trzeciego Świata.

Dziś sytuacja jest inna, bo ten onegdajszy Trzeci Świat to już ponad 85 proc. ludzkości, które wytwarza ponad 60 proc. światowej produkcji. Nie da się dalej wpychać ich w wykreowaną przez neoliberalizm kategorię „wschodzących rynków", bo stają się one w coraz większej mierze emancypującymi się gospodarkami. Tym razem – w odróżnieniu od sytuacji sprzed kilkudziesięciu lat – będą one miały dużo więcej do powiedzenia, współkształtując postpandemiczny nowy ład.

Geoekonomia nieustannie splatać się będzie z geopolityką, a pojawiające się na tych obszarach współzależności i sprzężenia zwrotne muszą być wnikliwie obserwowane. Tkwić tam bowiem będą wielkie niebezpieczeństwa, gdyż w obliczu braku jednoznacznego, klarownego globalnego przywództwa o prymat w takim niestabilnym świecie rywalizować będą rosnące w siłę Chiny i relatywnie słabnące Stany Zjednoczone.

KRĘTE ŚCIEŻKI PRZYSZŁOŚCI

W przyszłości błądzić będziemy niejedną drogą. Poza mało prawdopodobnym powrotem do przeszłości druga ścieżka to kapitalizm ograniczonej demokracji. W takim przypadku trzeba bardzo uważać, aby pozornie przejściowe ograniczenia w ruchu ludzi i informacji, towarów i kapitału – także intelektualnego – nie stawały się permanentne.

Trzecia ścieżka to rozprzestrzenianie się chinizmu – monopartyjnego systemu, w którym wszak rządzi merytokracja, z pluralizmem własnościowym w gospodarce i elastycznym systemem synergii potęgi niewidzialnej ręki rynku i bynajmniej niesłabej widzialnej ręki państwa. To nie jest oferta dla krajów wysoko rozwiniętych, ale stawać się może coraz bardziej nęcąca dla krajów na dorobku.

Czwarta ścieżka – najlepsza – to inkluzywna globalizacja opierająca się na współpracy społecznych gospodarek rynkowych, ku którym w postpandemicznym świecie powinno ewoluować jak najwięcej krajów. Funkcjonowanie gospodarek opierać się musi w rosnącej mierze na nowym pragmatyzmie, zważając przy tym na imperatyw umiaru oraz dbając o potrójnie – ekonomicznie, społecznie i ekologicznie – dynamicznie zrównoważony rozwój.

Wtedy też więcej będzie harmonii, empatii i tolerancji, mniej zaś wyzysku, niesprawiedliwości i wrogości. Przyszłość wędrować będzie kombinacją tych czterech ścieżek; żadna z nich nie weźmie góry i żadna nie stanie się uniwersalna. Ich heterogeniczny układ będzie płynny i konfliktogenny.

W postpandemicznym świecie relatywna siła poszczególnych państw i regionów zmieni się na korzyść gospodarek emancypujących się. I to jest dobra wiadomość, zmniejszyć się bowiem mogą konfliktogenne nierówności dochodowe.

Wzrosnąć musi rola niektórych organizacji międzynarodowych, zwłaszcza Światowej Organizacji Handlu (WTO), Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO) oraz Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Gruntownie przeformułowana zostanie ONZ i jej agendy w kierunku poszerzania ich prerogatyw oraz rosnącej roli emancypujących się gospodarek.

Dobra wiadomość to też ta, że w tym wędrującym świecie cały czas dzieje się wiele korzystnego, choćby w sferze stałej poprawy jakości kapitału ludzkiego i postępu naukowo-technologicznego. Zaraza przejściowo zamknęła miliardy ludzi w domach, ale dzięki dynamicznemu rozwojowi platform internetowych miliony nie muszą dojeżdżać „do pracy", bo okazuje się, że mogą wykonywać swe zadania zdalnie.

To z jednej strony może fundamentalnie zmienić sposób pracy, z drugiej zaś radykalnie skrócić dzienny, kilkunastogodzinny czas zajęć, na który składają się też dojazdy. Mniejsze korki, mniejszy tłok w środkach komunikacji publicznej, więcej godzin każdego dnia na cieszenie się życiem.

To wszystko nie niweluje niedostatków kapitału politycznego, ale stwarza szanse na poprawę sytuacji nawet wtedy, gdy wciąż szaleje zgubna pandemia. Tym bardziej trzeba uważać, aby na innych frontach nie popełniać błędów. Cała sztuka w tym, aby zawczasu wiedzieć, co jest błędem.

Zamknięty w Nowej Iwicznej, 29 marca 2020 r.


Grzegorz W. Kołodko, profesor ekonomii, wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego, najczęściej na świecie cytowany polski ekonomista, członek Europejskiej Akademii Nauki, Sztuki i Literatury, czterokrotnie wicepremier i minister finansów w latach 1994–1997 i 2002–2003.[/size]

https://www.rp.pl/Koronawirus-SARS-CoV-2/304059955-Grzegorz-W-Kolodko-Potem-czyli-swiat-po-pandemii.html

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #7 dnia: Kwiecień 26, 2020, 19:19 »
Chomsky: We're facing another massive and colossal failure of neoliberal capitalism
April 26 2020 EFE/Cristina Magdaleno

Interview with the philosopher and linguist, who says that governments are being "the problem and not the solution" in the face of the coronavirus crisis


AFP/HEULER ANDREY  -   American linguist and political activist Noam Chomsky

For the philosopher and linguist Noam Chosky, the first great lesson of the current pandemic is that we are facing "another massive and colossal failure of the neoliberal version of capitalism", which in the case of the United States is aggravated by the nature of the "sociopathic buffoons who manage the government" led by Donald Trump. From his home in Tucson, Arizona, and far from his office at the Massachusetts Institute of Technology (MIT), from where he changed the field of linguistics forever, Chomsky reviews in an interview with Efe the consequences of a virus that makes it clear that governments are being "the problem and not the solution".


AFP/MANDEL NGAN - U.S. President Donald Trump answers reporters' questions during the daily coronavirus briefing

What positive lessons can we learn from the pandemic?

The first lesson is that we are facing another massive and colossal failure of the neoliberal version of capitalism. If we don't learn that, the next time something like this happens it's going to be worse. This is obvious after what happened after the SARS epidemic in 2003. Scientists knew there would be other pandemics coming, probably of the coronavirus variety. It would have been possible to prepare at that point and deal with it as we do with the flu. But it hasn't been done.

The pharmaceutical companies had resources and are superrich, but they don't do it because the markets say there is no profit in preparing for a catastrophe around the corner. And then comes the neoliberal hammer. Governments can't do anything. They are being the problem and not the solution.

The United States is a catastrophe because of the game they're playing in Washington. They know how to blame everyone except themselves, even though they are responsible. We are now the epicenter, in a country that is so dysfunctional that it cannot even provide information about the infection to the World Health Organization (WHO).

What do you think about the management of the Trump Administration?

The way this has developed is surreal. By February the pandemic was already causing damage, everyone in the United States recognized it. Just in February, Trump presents a budget that is worth looking at. Cuts at the Center for Disease Control and Prevention and other health-related places. He made cuts in the midst of a pandemic and increased funding for the fossil energy industries, military spending, the famous wall...

All this tells you something about the nature of the sociopathic buffoons who run the government and that the country is suffering. Now they're desperately looking for someone to blame. They blame China, the WHO... and what they've done to the WHO is really criminal. Stop funding it? What does that mean? The WHO works all over the world, mainly in poor countries, on issues of diarrhea, motherhood... So, what are they saying? "Okay, let's kill a lot of people in the south because maybe that will help us with our electoral perspectives." That's a world of sociopaths.

Trump began by denying the crisis, even saying it was a Democratic hoax... Can this be the first time Trump has been beaten by the facts?

Trump is probably the most confident man who ever existed. He is capable of holding a poster that says "I love you, I am your savior, trust me because I work day and night for you" and with the other hand stabbing you in the back. This is how he relates to his voters, who love him no matter what he does. And he gets help from a media phenomenon made up of Fox News, Rush Limbaugh, Breitbart... who are the only media that Republicans watch.

If Trump says one day "it's just a flu, forget about it," they'll say yes, it's a flu and it should be forgotten. If the next day he says it's a terrible pandemic and that he was the first one to notice it, they'll shout it in unison and say he's the best person ever.

At the same time, he watches Fox News himself in the mornings and decides what he's supposed to say. It's an amazing phenomenon. Rupert Murdoch, Limbaugh and the sociopaths in the White House are leading the country to destruction.



AP/SPENCER PLATT - Airport John F. Kennedy (JFK)

Can this pandemic change the way we relate to nature?

That depends on the young people. It depends on how the world's population reacts. This could lead us to highly authoritarian and repressive states that expand the neoliberal handbook even more than now. Remember: the capitalist class doesn't give in. They are asking for more funding for fossil fuels, they are destroying regulations that offer some protection... In the midst of the pandemic in the U.S., regulations that restricted the emission of mercury and other pollutants have been removed... That means killing more American children, destroying the environment. They don't stop. And if there's no counterforce, it's the world we'll have left.

How does the map of power look in geopolitical terms after the pandemic?

What is happening internationally is quite shocking. There is this thing they call the European Union. We hear the word "union". Okay, look at Germany, which is managing the crisis very well... In Italy the crisis is severe... Are they getting help from Germany? Fortunately, they are receiving help, but from a "superpower" like Cuba, which is sending doctors. Or China, which is sending material and aid. But they don't receive assistance from the rich countries of the European Union. That says something...

The only country that has demonstrated genuine internationalism has been Cuba, which has always been under economic strangulation by the United States and by some miracle has survived to continue showing the world what internationalism is. But you can't say this in the US because what you have to do is blame them for human rights violations. In fact, the worst violations of human rights take place in the southeast of Cuba, in a place called Guantánamo which the United States took at gunpoint and refuses to give back.

An educated and obedient person is supposed to blame China, invoke the "yellow danger" and say that the Chinese are coming to destroy us, we are wonderful.

There is a call for progressive internationalism with the coalition started by Bernie Sanders in the United States or Varoufakis in Europe. They bring progressive elements to counter the reactionary movement that has been forged from the White House (...) by the hand of brutal states in the Middle East, Israel (...) or with people like Orban or Salvini, whose enjoyment in life is to make sure that people who desperately flee Africa drown in the Mediterranean.

You put all that international "reactionism" on one side and the question is... will it be countered? And I only see hope in what Bernie Sanders has built.

Who has lost...

It's commonly said that Sanders' campaign was a failure. But that's a total mistake. It was a huge success. Sanders has managed to change the scope of discussion and politics and very important things that couldn't be mentioned a couple of years ago are now at the center of discussion, like the Green New Deal, which is essential for survival.

He hasn't been financed by the rich, he hasn't had media support... The party machine has had to manipulate to prevent him from winning the nomination. Just as in the UK the right wing of the Labour Party has destroyed Corbyn, who was democratizing the party in a way they couldn't support.

They were even prepared to lose the election. We've seen a lot of that in America, but the movement remains. It is popular. It's growing, they're new... There are comparable movements in Europe, they can really make a difference.



REUTERS/MIKE SEGAR - Bernie Sanders

What do you think will happen with the globalization as we know it?

There is nothing wrong with globalization. It's good to go to Spain for a trip, for example. The question is what form of globalization. The one that has developed has been under neoliberalism. It' s the one they have designed. It has enriched the richest people and there is an enormous power in the hands of corporations and monopolies. It has also led to a very fragile form of economy, based on a business model of efficiency, doing things at the lowest possible cost. That reasoning causes hospitals to not have certain things because they are not efficient, for example.

Now the fragile system built is collapsing because it cannot deal with something that has gone wrong. When you design a fragile system and centralize manufacturing and production only in a place like China... Look at Apple. It makes huge profits, few of which stay in China or Taiwan. Most of its business goes to where they've probably put an office of the size of my studio, in Ireland, to pay little tax in a tax heaven.

How can they hide money in tax heavens? Is that part of the natural law? No. In fact, in the United States, until Reagan, it was illegal. So was stock trading. (...) Were they necessary? Reagan legalized it.

Everything has been designed, they are decisions... that have consequences that we have seen over the years and one of the reasons why you find what has been misnamed "populism". A lot of people were angry, resentful and hated the government in a justified way. That was fertile ground for demagogues who could say: I am your savior and immigrants this and that.

Do you think that, after the pandemic, the United States will be closer to a free and universal health care?

It's very interesting to see that discussion. Sanders' programs, for example, universal health care, free university fees... They criticize him on the whole spectrum -ideologically-. The most interesting criticisms come from the left. The more liberal columnists of the New York Times, CNN and all of them... They say they're good ideas, but not for Americans.

Universal health care is everywhere. All over Europe in one form or another. In poor countries like Brazil, Mexico... What about free university education? Everywhere... Finland, Germany, Mexico... everywhere. So, what the critics on the left are saying is that America is a society so backward that it can't catch up with the rest of the world. And it tells you a lot about nature and culture and society.


https://atalayar.com/en/content/chomsky-were-facing-another-massive-and-colossal-failure-neoliberal-capitalism

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #8 dnia: Kwiecień 27, 2020, 13:12 »
Global coronavirus death toll could be 60% higher than reported
John Burn-Murdoch, Valentina Romei and Chris Giles in London 26 04. 2020

Mortality statistics show 122,000 deaths in excess of normal levels across 14 countries analysed by the FT

The death toll from coronavirus may be almost 60 per cent higher than reported in official counts, according to an FT analysis of overall fatalities during the pandemic in 14 countries.

Mortality statistics show 122,000 deaths in excess of normal levels across these locations, considerably higher than the 77,000 official Covid-19 deaths reported for the same places and time periods.

If the same level of under-reporting observed in these countries was happening worldwide, the global Covid-19 death toll would rise from the current official total of 201,000 to as high as 318,000.

To calculate excess deaths, the FT has compared deaths from all causes in the weeks of a location’s outbreak in March and April 2020 to the average for the same period between 2015 and 2019. The total of 122,000 amounts to a 50 per cent rise in overall mortality relative to the historical average for the locations studied.

In all the countries analysed except Denmark, excess deaths far outnumbered the official coronavirus death tolls. The accuracy of official death statistics from the virus is limited by how effectively a country is testing people to confirm cases. Some countries, including China, have retrospectively revised up their death tolls from the disease.




According to the FT analysis, overall deaths rose 60 per cent in Belgium, 51 per cent in Spain, 42 per cent in the Netherlands and 34 per cent in France during the pandemic compared with the same period in previous years.

Some of these deaths may be the result of causes other than Covid-19, as people avoid hospitals for other ailments. But excess mortality has risen most steeply in places suffering the worst Covid-19 outbreaks, suggesting most of these deaths are directly related to the virus rather than simply side-effects of lockdowns.

David Spiegelhalter, professor of the public understanding of risk at Cambridge university, said the daily counts in the UK, for instance, were “far too low” because they only accounted for hospital deaths.

“The only unbiased comparison you can make between different countries is by looking at all cause mortality . . . There are so many questions about the rise we’ve seen in death that have not got Covid on the death certificate, yet you feel are inevitably linked in some way to this epidemic.”

The extra deaths are most pronounced in urban areas with the worst virus outbreaks, and have completely overwhelmed reporting mechanisms in some. This is especially worrying for many emerging economies, where total excess mortality is orders of magnitude higher than official coronavirus fatalities.

In Ecuador’s Guayas province, just 245 official Covid-related deaths were reported between March 1 and April 15, but data on total deaths show that about 10,200 more people died during this period than in a typical year — an increase of 350 per cent.




In the northern Italian region of Lombardy, the heart of Europe’s worst outbreak, there are more than 13,000 excess deaths in the official statistics for the nearly 1,700 municipalities for which data is available. This is an uptick of 155 per cent on the historical average and far higher than the 4,348 reported Covid deaths in the region.

The region surrounding the Italian city of Bergamo registered the worst increase internationally with a 464 per cent rise in deaths above normal levels, followed by New York City with a 200 per cent increase, and Madrid, Spain, with a 161 per cent increase.

In the Indonesian capital Jakarta, data on burials shows an increase of 1,400 relative to the historical average during the same period — 15 times the official figure of 90 Covid deaths for the same period.



A funeral worker watches as the body of an unidentified person who died of unknown causes is placed into a niche at the Girona Cemetery, Spain © Felipe Dana/AP

The challenge is not confined to the developing world. In England and Wales, the number of fatalities in the week ending April 10 was the highest this century. The figure was 76 per cent higher than the average for the same week in the past five years, and the number of excess deaths was 58 per cent higher than the total number of reported Covid-deaths for the same period.

“If we want to . . . [understand] the ways different countries have responded to the surging pandemic and how [it] has affected the health of the population, the best way is to count excess deaths,” said David Leon, professor of epidemiology at the London School of Hygiene & Tropical Medicine.



Father Bruno Lefèvre Pontalis walks behind pall bearers carrying a coffin past empty pews in the nave of Saint-François-Xavier church during the funeral service of a coronavirus victim during lockdown in Paris, France © Nathan Laine/Bloomberg

Experts have warned of serious under-reporting of Covid-19 cases in residential facilities for the elderly, who are particularly vulnerable to the virus. “Very few countries appear to be testing people in care homes, staff and residents, systematically,” said Adelina Comas-Herrera, research fellow at the Care Policy and Evaluation Centre of the London School of Economics.

Even the much higher numbers of deaths in the pandemic suggested by excess mortality statistics are likely to be conservative, as lockdowns mean that “mortality from numerous conditions such as traffic accidents and occupational injuries possibly went down”, said Markéta Pechholdová, assistant professor of demography at the University of Economics, Prague.


https://www.ft.com/content/6bd88b7d-3386-4543-b2e9-0d5c6fac846c

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #9 dnia: Kwiecień 27, 2020, 15:03 »
Jak wykorzystać dane w walce z koronawirusem?
07 Kwietnia 2020, 11:36 Polityka Zdrowotna kontakt@politykazdrowotna.com

Koronawirus dla wielu osób stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo, ale duża część zarażonych przechodzi go bezobjawowo. Dostępne dane na temat śmiertelności pokazują, że choroba stanowi największe ryzyko dla osób starszych i chorych na inne choroby. Jak wykorzystać dane dotyczące koronawirusa piszą eksperci Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Różny wiek osób zarażonych koronawirusem jest jednym ze źródeł dużej różnicy w śmiertelności między krajami. Z tego powodu duże znaczenie dla śmiertelności może mieć częstość kontaktów osób młodszych i starszych. Jednak w każdym kraju sposób rozprzestrzeniania się wirusa jest zapewne inny, dlatego konieczne jest możliwie szybkie zbieranie i analizowanie danych dla Polski. Bez szczegółowych danych trudno będzie wskazać najbardziej zagrożonych oraz najefektywniejsze środki zaradcze. Skala pandemii i jej społeczne konsekwencje wymagają wieloobszarowych badań – nie tylko epidemiologów, lecz także m.in. ekonomistów, socjologów i specjalistów od big data. Szeroki dostęp do danych pozwoli na lepsze poznanie mechanizmów przenoszenia wirusa i dokonanie postępów w walce z epidemią, także w obszarze gospodarczym.
 
Obecnie testy na koronawirusa wykonywane są przede wszystkim u osób z objawami, co zniekształca informacje na temat tego, w których grupach ryzyko zarażenia jest najwyższe. Jest to dobrze widoczne przy porównaniu danych z Korei i Włoch. W ciężko dotkniętych pandemią Włoszech testy wykonywane są przede wszystkim na osobach, które mają objawy. W efekcie powstaje złudne wrażenie, że najwięcej zachorowań jest wśród osób w wieku 70-79 lat. W Korei program testów jest znacznie szerszy i pokazuje zupełnie inny obraz – najwięcej osób z wynikiem pozytywnym jest wśród osób w wieku 20-29 lat, przy czym należy mieć na uwadze, że może to być wynik nielosowego doboru próby (wynikająca z testowania przede wszystkim tych osób, dla których spełnione są przesłanki takie jak objawy lub kontakt z osobą zarażoną).

 

Wykres. Zakażeni koronawirusem w podziale na grupy wiekowe
Źródło: Andreas Backhaus, Coronavirus: Why it’s so deadly in Italy,
http://medium.com/@andreasbackhausab/coronavirus-why-its-so-deadly-in-italy-c4200a15a7bf

 
Zidentyfikowanie osób szczególnie podatnych na zakażenie jest istotne, ponieważ wiele z nich przechodzi chorobę bezobjawowo, a jednocześnie zaraża osoby szczególnie zagrożone, przede wszystkim te w podeszłym wieku. Już teraz pojawiają się hipotezy, że większa śmiertelność we Włoszech wynika ze znacznie częstszych kontaktów osób młodych, ze starszymi, w wyniku czego wirus dotarł do osób najbardziej zagrożonych.* Jednak w każdym kraju sposób rozprzestrzeniania się wirusa może być inny, dlatego konieczne jest możliwie szybkie zbierania i analizowanie danych dla Polski. Bez szczegółowych danych trudno będzie wskazać najbardziej zagrożonych oraz najefektywniejsze środki zaradcze.

Analizy nie należy ograniczać do samego problemu zarażania, ponieważ równie ważny jest cały kontekst ekonomiczno-społeczny. Wiedząc więcej o rozprzestrzenianiu się wirusa, można myśleć o innowacjach organizacyjnych, które ułatwią funkcjonowanie służby zdrowia, edukacji, administracji i firm, przy jednoczesnym minimalizowaniu ryzyka zakażeń. Wymaga to badań nie tylko epidemiologów, lecz także m.in. ekonomistów, socjologów czy specjalistów od big data. Nie wiemy, jak długo potrwa pandemia i czy nie będzie nawrotów, dlatego też istotne jest jak najwcześniejsze umożliwienie publicznym i prywatnym ośrodkom analitycznym rozpoczęcia prac nad rozwiązaniami organizacyjnymi mogącymi skuteczniej chronić przed wirusem nie tylko w okresie blokady (lockdownu), lecz także po nim.
 
Punktem wyjścia może być upublicznienie i codzienne aktualizowanie przez Ministerstwo Zdrowia zanonimizowanych indywidualnych danych o testowanych osobach (zarówno wyników pozytywnych, jak i negatywnych). Dane te powinny być uzupełnione o podstawowe, łatwo dostępne dane socjoekonomiczne, na przykład:
 
- wiek

- zawód

- praca w systemie ochrony zdrowia

- powód robienia testu

- kontakt z osobą zarażoną

- powiat, w którym dana osoba mieszka
 
Niestety obecnie dane udostępniane przez Ministerstwo Zdrowia są – w porównaniu z tymi upublicznianymi przez rządy wielu innych krajów UE – mocno ograniczone, a kiedy liczba zachorowań zaczęła rosnąć, zaprzestano nawet raportowania przypadków w rozbiciu na powiaty, ograniczając się do szczebla wojewódzkiego. Tymczasem rząd nie powinien zmierzać w kierunku ograniczania ogólnodostępnych danych dotyczących testów i zachorowań, lecz dążyć do poszerzania ich zakresu (po odpowiedniej anonimizacji). Przykład Korei Południowej pokazuje, że zastosowanie podejścia opartego o dane mogłoby pozwolić na odejście od modelu ogólnokrajowej blokady ograniczającej swobodę mieszkańców. Udostępnienie szerszych danych potencjalnie otworzyłoby drogę do odkryć, których w tej chwili nie da się przewidzieć (serendypność).
 
Wraz z budowaniem mocy przerobowej laboratoriów warto rozważyć przeprowadzanie odpowiednio dopracowanych testów serologicznych (na obecność przeciwciał) na losowych, reprezentatywnych grupach mieszkańców. Choć w tej chwili liczba zarażonych najpewniej jest na tyle mała, że w losowej grupie nie będzie takich osób, warto przygotować się na taką ewentualność w sytuacji przedłużającej się pandemii. Punktem wyjścia mogłyby być już istniejące regularne badania GUS (np. BAEL), które łatwo też skalować na całą UE.
 
Takie podejście miałoby kilka zalet:

- już istniejące schematy losowania dające reprezentatywne próbki;

- kompatybilność z wcześniejszymi badaniami, ułatwiająca wnioskowanie o zachowaniu poszczególnych grup społecznych;

- badanie to jest robione także w innych krajach UE, więc możliwe byłoby jego

- skalowanie

Podobne kroki mogłyby też podjąć inne kraje członkowskie, co pozwoliłoby na przeprowadzanie analiz w oparciu o porównywalne bazy danych w skali całej Unii Europejskiej.

 
Autorzy:
dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR, Marcin Zieliński, ekonomista FOR
 
* https://voxeu.org/article/intergenerational-ties-and-case-fatality-rates

https://www.politykazdrowotna.com/56979,jak-wykorzystac-dane-w-walce-z-koronawirusem

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #10 dnia: Kwiecień 28, 2020, 13:58 »
Schäuble will dem Schutz des Lebens nicht alles unterordnen
26.04.2020, 06:47 Uhr


Wolfgang Schäuble (CDU), BundestagspräsidentFOTO: DPA/KAY NIETFELD

Im Interview spricht Wolfgang Schäuble über die Suche nach dem richtigen Maß in der Corona-Krise und über das, was nach der Pandemie anders sein wird. ROBERT BIRNBAUM GEORG ISMAR

Herr Schäuble, in der Corona-Politik gibt es Vorsichtige und Lockermacher – zu welcher Gruppe würden Sie sich zählen?

Ich glaube nicht, dass es unter den Verantwortlichen diese zwei strikt gegensätzlichen Fraktionen wirklich gibt. Wir wissen schließlich alle nicht so genau, wie es mit der Pandemie weitergeht. Auch die Wissenschaftler haben in Diskussionen über die letzten Wochen ihre Meinung weiterentwickelt. Ich teile deshalb die Meinung der Allermeisten: Wir müssen die verschiedenen Gesichtspunkte klug abwägen.

Die meisten Virologen plädieren allerdings klar für einen weiteren strikten Lockdown!

Wir dürfen nicht allein den Virologen die Entscheidungen überlassen, sondern müssen auch die gewaltigen ökonomischen, sozialen, psychologischen und sonstigen Auswirkungen abwägen. Zwei Jahre lang einfach alles stillzulegen, auch das hätte fürchterliche Folgen.

Sie sagen mit Recht: „auch“. Die Kanzlerin findet manche Lockerungen „zu forsch“?

Man muss vorsichtig Schritt für Schritt vorgehen und bereit sein, zu lernen. Manche sagen, wenn's zu viel war, muss man Lockerungen wieder zurücknehmen. Das Zurücknehmen würde aber viel schwieriger.

Weil Hoffnungen enttäuscht würden und die Leute nicht mehr mitmachen?

Der Philosoph Alexis de Tocqueville hat das Problem in seiner Schrift über die Demokratie in Amerika schon erkannt: Die kritische Phase kommt immer dann, wenn man den Druck ein bisschen lockert. Der Weg hinaus wird viel schwieriger als der schnelle Weg am Anfang der Krise, als noch alle dafür waren, kräftig durchzugreifen. Aber jetzt kommt es auf das richtige Maß für den Weg hinaus an. Das zu finden, ist irrsinnig schwierig. Diese Kunst müssen die Verantwortlichen jetzt schaffen. Und daran muss sich der Bundestag in öffentlicher Debatte beteiligen.

Sie hätten also keine Sorgen vor „Öffnungsdiskussionsorgien“?

Da muss ich die Kanzlerin in Schutz nehmen. Dieser Begriff ist aus einer internen CDU-Beratung nach draußen getragen worden. Sie hat das anders gemeint, als es ihr manche jetzt unterstellen.

Dass Angela Merkel die Demokratie abschaffen wolle, ist nun wirklich unsinnig. Sie sagt: Wir müssen den ersten Schritt sehr vorsichtig gehen. Das befürworten im Grunde alle, die Virologen genauso wie Armin Laschet und Markus Söder. Aber wir können eben auch nicht sagen: Wir machen alles zu und lassen es dabei. Diesen Abwägungsprozess müssen wir deutlicher machen.

Lässt eine Naturkatastrophe wie dieses Virus denn überhaupt so eine klassische politische Abwägung zu, oder tappen nicht in Wahrheit alle im Dunkeln?

Die Virologen wissen noch nicht genug darüber, wie sich das Virus verhält. Wie es sich ausbreitet, ob Menschen nach einer Infektion immun sind – es gibt noch viele offene Fragen. Wir alle wissen nicht, was unser Handeln für Auswirkungen hat, aber die Politik muss trotzdem handeln.

Auch die Wissenschaftler sagen: Die Politik muss entscheiden, wir können nur fachlichen Rat geben. Und es gibt eben nie eine absolut richtige Entscheidung. Es gibt nur die vernünftige Erörterung aller Gesichtspunkte, eingeschlossen die wissenschaftlichen Erkenntnisse, und dann muss entschieden werden.

Woher kommen die Kriterien dafür?

Man tastet sich da ran. Lieber vorsichtig - denn der Weg zurück würde fürchterlich. Aber wenn ich höre, alles andere habe vor dem Schutz von Leben zurückzutreten, dann muss ich sagen: Das ist in dieser Absolutheit nicht richtig. Grundrechte beschränken sich gegenseitig. Wenn es überhaupt einen absoluten Wert in unserem Grundgesetz gibt, dann ist das die Würde des Menschen. Die ist unantastbar. Aber sie schließt nicht aus, dass wir sterben müssen.

Man muss in Kauf nehmen, dass Menschen an Corona sterben?

Der Staat muss für alle die bestmögliche gesundheitliche Versorgung gewährleisten. Aber Menschen werden weiter auch an Corona sterben. Sehen Sie: Mit allen Vorbelastungen und bei meinem Alter bin ich Hochrisikogruppe. Meine Angst ist aber begrenzt. Wir sterben alle. Und ich finde, Jüngere haben eigentlich ein viel größeres Risiko als ich. Mein natürliches Lebensende ist nämlich ein bisschen näher.

Also entscheiden – auf das Risiko hin, das Falsche zu tun?

Mir gefallen gerade die Erklärungen derjenigen sehr gut, die wie Jens Spahn vorige Woche in der Regierungsbefragung sagen: Wir werden alle miteinander noch viel zu lernen haben, und wir werden vielleicht in einigen Wochen feststellen, dass wir manches besser anders gemacht hätten.

Und trotzdem: Wenn wir monatelang beraten und nichts tun, das wäre das Allerschlechteste. Wenn man das klar macht und diesen Prozess auch öffentlich deutlicher kommuniziert, dann haben wir eine Chance, dass die Bürger ihn selbst auf längere Zeit hin akzeptieren.

Fürchten Sie nicht einen Kipppunkt, an dem die Leute sagen: Jetzt reicht‘s?

Es wird schwieriger, je länger es dauert. Die Regierung hat zu Recht gesagt: Wir können den Kampf alleine nicht gewinnen. Ihr müsst schon alle mitmachen. Alle machen nie mit, ein paar muss man kontrollieren. Aber wenn sich die Menschen weiterhin verstanden fühlen und nachvollziehen können, warum das alles notwendig ist, dann habe ich die Hoffnung, dass wir das bewältigen. Vielleicht gibt es sogar ein neues Vertrauen in Politik. Krisen haben immer auch Chancen.

Hätten wir nicht vieles von vornherein verhindern können, wenn die Regierung den eigenen Pandemieplan von 2012 ernst genommen hätte?

Die korrekte Antwort ist: Nach dem Grundgesetz ist Katastrophenschutz Sache der Länder. Der Bund ist nur für Zivilschutz zuständig, also im Krieg. Wenn Sie früher mal Innenminister waren, dann wissen Sie, was Sie damals für einen Höllenärger mit den Ländern bekommen hätten, wenn bloß das Technische Hilfswerk ein paar zusätzliche Zuständigkeiten hätte haben wollen. Aber die wirkliche Antwort ist: Wir haben doch alle miteinander gehofft, dass es schon nicht so schlimm kommen wird.

Ist diese Zuständigkeitsverteilung nicht gerade jetzt ein großes Problem? Jedes Land schreibt vor, was ihm passt.

Bisher haben es die Regierungschefs von Bund und Ländern gemeinsam gut geregelt. Natürlich spielt immer das Menschliche mit. Jeder will sich profilieren, und jeder steht unter dem Druck seiner Bürger. Aber jedes Land hat eben auch seine eigenen Gegebenheiten. Die ersten Kontaktbegrenzungen hat der Oberbürgermeister von Freiburg verordnet.

Einen Tag vorher hatte Frankreich alle Geschäfte geschlossen und gleich sind die Leute zum Einkaufen über den Rhein gekommen. Die Kanzlerin wollte keine Grenzkontrollen, zu Recht. Ich habe auch großen Respekt für NRW-Ministerpräsident Laschet, der die Grenzen zu den Niederlanden und zu Belgien nie zu gemacht hat. Aber bei uns im Südwesten blieb in der konkreten Lage nichts anderes übrig.

Der Flickenteppich stört Sie gar nicht?

Es gibt schon mal Übertreibungen. Dass Sie mit einem Berliner Kennzeichen in Mecklenburg-Vorpommern Probleme kriegen oder die Polizei von Schleswig-Holstein Hamburger Radfahrer abweist – ja wo sind wir denn! Die Kultusministerkonferenz ist ja stets ein besonders innovativer Teil unseres föderalen Systems.

Ich musste lernen, dass die Ferien heilig sind und dass es vollkommen ausgeschlossen ist, Abiturprüfungen ein Vierteljahr später abzulegen. Aber in den zentralen Fragen waren die Lösungen bisher immer einmütig.

Einmütig hat bisher auch der Bundestag Riesensummen zur Stützung der Wirtschaft gebilligt. Wie lange geht das überhaupt?

Ich bin nicht mehr Finanzminister und erteile meinem Nachfolger keine Ratschläge. Man spürt jedoch im Moment ein verbreitetes Gefühl, wir könnten jedes Problem mit unbegrenzten staatlichen Mitteln lösen, und die Wirtschaft kriegen wir hinterher wieder mit einem Konjunkturprogramm in Gang.

Der Staat kann aber nicht auf Dauer den Umsatz ersetzen. Wir werden mit den klassischen Mitteln umso weniger anfangen können, je länger die Krise dauert. Wir werden strukturelle Veränderungen von Wirtschaft, Gesellschaft und Politik erleben. Ich hoffe, dass wir das als Chance nutzen, um manche Übertreibungen besser zu bekämpfen.

Woran denken Sie?

Noch immer ist nicht nur die Pandemie das größte Problem, sondern der Klimawandel, der Verlust an Artenvielfalt, all die Schäden, die wir Menschen und vor allem wir Europäer durch Übermaß der Natur antun. Hoffentlich werden uns nicht wieder nur Abwrackprämien einfallen, die es der Industrie ermöglichen, weiter zu machen wie bisher.



Gelichtete Reihen: Das Plenum des Bundestages in Zeiten der Corona-Krise.FOTO: SONJA WURTSCHEID/DPA

Bisher galt VW als systemrelevant – plötzlich entdecken wir, dass es Alten- und Krankenpfleger sind, Verkäuferinnen und Erntehelfer ...

Das ist ja auch gut so. Über die letzten Jahrzehnte ist der Abstand zwischen den gut Verdienenden und den Menschen mit kleinen Löhnen größer geworden. Warum sollte das bei steigendem Wohlstand eigentlich unvermeidlich sein? Warum kann man das nicht anders machen? Es würden wohl viele Preise für Verbraucher höher werden müssen, aber das muss man dann in Kauf nehmen.

Aber liefe das nicht auf Staatsinterventionismus hinaus?

Das kann keine Regierung verordnen, sonst landen wir bei Nordkorea oder in einer Erziehungsdiktatur. Aber man muss es bedenken. Wir haben vor Jahren alle mitgemacht, Finanzmärkte zu deregulieren. Es kam die Finanzkrise, und wir stellten fest: Wir haben es übertrieben. Solche Entwicklungen zu korrigieren, ist doch kein Fehler.

Genauso müssen wir jetzt das Verhältnis von Staat, Wirtschaft und Gesellschaft neu justieren. Ich bin überhaupt nicht dafür, das marktwirtschaftliche Prinzip des Wettbewerbs abzuschaffen. Aber zur sozialen Marktwirtschaft gehört auch, dass wir in dieser Lage über stärkere Ausgleichs- und Begrenzungsmechanismen sprechen müssen.

Auch, wenn es um die Globalisierung geht und unsere Abhängigkeit von Billig-Lieferketten?

Wir haben wahrscheinlich diese Art der Globalisierung übertrieben. Sie ist ja auch unfair. Erntehelfer aus Osteuropa waren bisher Leute, die Arbeiten machten, die wir nicht machen wollten, zu Löhnen, die wir nie akzeptiert hätten. Jetzt müssen sie uns zeigen, wie man Spargel überhaupt sticht. Die Corona-Krise zeigt uns zugleich, wie wichtig es ist, nicht nur auf uns selbst zu starren. Wir sind weltweit alle so vernetzt, dass wir gar nicht anders können als zusammenarbeiten.

Würden Sie eine Prognose wagen, was nach der Pandemie anders sein wird?

Ein Großteil der Menschen wird wieder etwas mehr Vorratshaltung betreiben. Die Wirtschaft wird etwas Abstand nehmen von zu eng getakteten Lieferketten. Aber das sind kleinteilige Fragen. Das Größere ist: Wie kommen wir jetzt zu einem nachhaltigeren und, um mit Ludwig Erhard zu sprechen, maßvolleren Leben in Wirtschaft und Gesellschaft? Wie können wir die Unterschiede in der Welt so abbauen, dass sie erträglich sind?

Zuletzt: Was fehlt Ihnen selbst im Moment am meisten?

Ich hab's unendlich viel besser als viele Landsleute. Ich halte mich natürlich an alle Regeln, fahre zum Beispiel nur mit einer anderen Person Handbike. Nicht mehr mit anderen Menschen zusammenzukommen - das ist schwer. Sogar die Bundestagsabgeordneten haben plötzlich fast Sehnsucht nach Plenarsitzungen. Im Saal sind sie so präsent wie selten, natürlich mit dem gebotenen Abstand. Und daheim: Meine Frau muss es jetzt dauernd mit mir allein aushalten. Wir haben über Ostern eine Videokonferenz mit allen Kindern und Enkeln gemacht. Das ersetzt das persönliche Treffen natürlich nicht. Deshalb bin ich durchaus für behutsame Lockerungen - aber nicht so, dass die Situation außer Kontrolle gerät. Ob es dazu kommt, wissen wir erst hinterher. Deshalb ist Vorsicht weiter richtig und wichtig.


https://www.tagesspiegel.de/politik/bundestagspraesident-zur-corona-krise-schaeuble-will-dem-schutz-des-lebens-nicht-alles-unterordnen/25770466.html

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #11 dnia: Maj 04, 2020, 06:17 »
Naukowcy z Wrocławia: Tak koronawirusa nie pokonamy
MARCIN KRUK 26 kwietnia


Wojciech Wojtkielewicz

Zwalczanie epidemii w obecny sposób to za mało. Tak zarazy się nie zahamuje - przestrzegają wrocławscy naukowcy, którzy założyli międzynarodowy projekt badawczy. Zniesienie ograniczeń w kontaktach osobistych, zbyt mała liczba badań osób łagodnie przechodzących zakażenie koronawirusem i zbyt wolne sprawdzanie kontaktów osób chorych sprawiają, że epidemia może trwać jeszcze długo. Koronawirus na Dolnym Śląsku nie nasili się gwałtownie, ale też nie wyhamuje.

Koronawirus zmniejszył kontakty niezwiązane z pracą pomiędzy Dolnoślązakami aż o 60 – 80 procent. To jednak za mało, żeby pokonać wirusa. Grupa MOCOS, złożona z wrocławskich naukowców, stworzyła model matematyczny, który symuluje ludzkie zachowania. Dzięki temu obliczyła, w jakim miejscu epidemii jesteśmy.

Okazuje się, że wciąż jest wiele do zrobienia. Epidemie kończą się, gdy przez dwa tygodnie nie ma nowych zachorowań. Z opracowania naukowców wynika, że nadal kluczowe jest ograniczenie kontaktów. Równie ważne są badania jak największej liczby osób łagodnie przechodzących COVID-19. Tylko sprawne wykrywanie pozwoli szybko reagować i zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Zdaniem naukowców, obecnie wykrywalność ta jest niższa niż 50 procent, co sprawia, że epidemii nie uda się prędko opanować. Czynnikiem pozwalającym na wygaszanie pandemii będzie też szybsza weryfikacja historii kontaktów zakażonych osób.

Z opracowania grupy MOCOS wynika, że na Dolnym Śląsku rozwój epidemii teraz wyhamował, ale naukowcy przestrzegają, że zniesienie ograniczenia kontaktów spowoduje wzrost liczby zakażonych.

Model matematyczny wrocławskich naukowców „karmi się” danymi dotyczącymi mobilności od Apple’a i Google'a, z danych z urzędu statystycznego, z Państwowego Zakładu Higieny i naukowych analiz dotyczących postępu choroby. - Jeżeli poziom redukcji kontaktów i wykrywalność łagodnych przypadków nie zmienią się, to epidemia pozostanie w stanie wzrostu – przekonują naukowcy w swoim reporcie.

Wpływ na szybsze zakończenie epidemii będzie miało zwiększenie liczby wykrywanych chorych z lekkimi objawami do 50 procent. Za tym musi pójść sprawne weryfikowanie kontaktów zakażonych ludzi i testowanie także tych osób.

Naukowcy z grupy MOCOS wzywają administrację do usprawnienia procedur, dzięki czemu możliwe będzie właśnie szybkie wyszukiwanie kontaktów osób zakażonych oraz testowanie ludzi z łagodnymi objawami, niezależnie od ich historii kontaktów z chorymi.

– Epidemię uznaje się za skończoną, gdy przez co najmniej dwa tygodnie będzie dokładnie zero nowych przypadków zachorowań. Jak długo to potrwa, zależy od nas. Przy silnych ograniczeniach kontaktów, szerzej dostępnych testach i skutecznym śledzeniu kontaktów zajmie to kilka miesięcy i będzie dużo kosztować. Im mniej środków z trzech wymienionych powyżej zastosujemy, tym dłużej będzie to trwało i kosztowało dużo więcej. Jeśli nie zrobimy nic lub tylko trochę, to nigdy się nie skończy, a koszt będzie astronomiczny – podsumowuje założyciel grupy MOCOS, profesor Tyll Krüger.


https://gazetawroclawska.pl/naukowcy-z-wroclawia-tak-koronawirusa-nie-pokonamy/ar/c1-14938488

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #12 dnia: Maj 04, 2020, 07:15 »
Genetyk dr Michał Kaszuba: Koronawirus może towarzyszyć ludzkości już zawsze
Błażej Dąbkowski 3 maja



- W przyszłości, dzięki technologii cyfrowej, być może będziemy wykorzystywać nasze telefony, by badać przyczyny infekcji. Nie trzeba będzie wtedy zapychać tysiącami próbek laboratoriów o ograniczonej przepustowości - mówi dr Michał Kaszuba, genetyk i prezes poznańskiej firmy GenXone. Waldemar Wylegalski

https://gloswielkopolski.pl/genetyk-dr-michal-kaszuba-koronawirus-moze-towarzyszyc-ludzkosci-juz-zawsze/ar/c1-14944122

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #13 dnia: Maj 05, 2020, 19:26 »
Koronawirus. Czy pandemia zakończy świat, jaki znaliśmy do tej pory. Prof. Marcin Król: Pojawi się olbrzymia liczba ludzi zbędnych
Anita Czupryn 22 marca


Prof. Marcin Król: Śmierć dziś wydaje się czymś na granicy wstydu Piotr Smolinski

To będą ludzie, którzy nie będą mieli pracy. Ci ludzie zbędni są niesłychanie podatni na niewiadome zdarzenia. Nie umiemy przewidzieć ich zachowań. Mogą być bunty o takim charakterze, że zbiją szybę w sklepie. Ale mogą być też bunty o charakterze politycznym – mówi prof. Marcin Król.

Jak Pan patrzy na to wszystko, co się dzieje w Polsce, na świecie? Można porównać pandemię koronawirusa do czegoś, co już się zdarzyło, czy to raczej rzecz bez precedensu?

Historia zna wiele tego rodzaju zdarzeń, które były być może nieporównanie bardziej dramatyczne. Nie mówię o hiszpance, bo o niej mówią wszyscy, ale były przecież kolejne fale dżumy i cholery. Cholera z 1831 roku; w Berlinie umiera około 100 tysięcy ludzi. W jednym mieście! Między innymi Georg Wilhelm Friedrich Hegel. Tyle, że nie jest pewne, czy umarł na cholerę, czy umarł po prostu, bo był stary. A wcześniej zdarzały się przecież epidemie, których skali nie umiemy historycznie ocenić, bo nie mamy aż takich danych, ale w czasie ich trwania wymierało 40 procent ludności. Na razie pandemia koronawirusa tej skali nie sięga i chyba nie sięgnie przy dzisiejszych postępach. Wtedy było to wynikiem sposobu leczenia i straszliwie złego odżywiania. Ludzie biedni, którzy umierali masowo, odżywiali się strasznie i byli zwyczajnie mniej odporni.

Zapowiedzi Angeli Merkel, która ostrzegała niedawno, że 70 procent ludności Niemiec zarazi się koronawirusem jak więc należy traktować?

To jest oczywiście tragedia i nie ma co w kółko tego powtarzać; wszyscy to wiemy. Ale może warto uczynić kilka uwag nietypowych. Po pierwsze mamy sytuację – nie chcę tego łączyć z pandemią; wolałbym nawet mówić mniej o samej pandemii, co więcej o tym, co wokół niej – że jakiś rodzaj kryzysu wisiał nad nami. Nie chcę mówić, że to pandemia, że znak Boży, czy coś takiego, bo tego rodzaju rozważania to są głupstwa. Pan Bóg nie jest taki, żeby nas karał w ten sposób, jeżeli ktoś wierzy w Pana Boga. Natomiast oznaki kryzysu były. Ten zupełnie horrendalny wzrost i związany z tym utylitaryzm, czyli dążenie do przyjemności, jakie sobie zafundowaliśmy, jako filozofię - od co najmniej II wojny światowej. Ze zrozumiałych powodów oczywiście i można je wytłumaczyć, a jednocześnie to było szaleńcze. I teraz taki przykład. Rok temu kupowałem samochód. Nic wielkiego, chciałem wydać 80 tysięcy złotych, może ciut więcej, może ciut mniej. Jak mam wybierać między Peugeotem a Kią? Skąd mam wiedzieć, który z samochodów jest lepszy? Pokierowałem się najbardziej idiotyczną zasadą – wybrałem auto, którego serwis jest najbliżej mnie.

Peugeota?

Kię, bo to jej serwis jest dwadzieścia parę kilometrów ode mnie. Ale generalnie chodzi mi o to, że doszliśmy do momentu, który można nazwać konsumpcyjnym rozpasaniem, choć ja wolę to nazywać utylitarnym dążeniem do przyjemności. I tu odwołuję się i w czasach trudnych polecam wszystkim lekturę – można ją znaleźć w formacie pdf w internecie – wspaniały esej Freuda pt. „Kultura jako źródło cierpień”. Freud w tym eseju pokazuje, że rzeczywiście wszyscy dążymy do przyjemności. Taka jest nasza natura. A ponieważ wszyscy tak bardzo dążymy do przyjemności, to najpierw musimy uniknąć cierpienia. W związku z tym autor wymienia dziesięć strategii, w jaki sposób unikamy cierpienia, nigdy nie dochodząc tak naprawdę, jego zdaniem, do przyjemności. Tylko całe życie spędzamy na unikaniu cierpienia. To jest, moim zdaniem, niesłychanie mądre, bo pokazuje, że w istocie zaczęliśmy unikać tego cierpienia. Śmierć dziś wydaje się czymś na granicy wstydu; nie mówi się o niej w ogóle. Nawet o chorobach specjalnie nie chcemy mówić. Nie rozmawiamy o nich. To oczywiście nie jest konieczne i nawet może jest rozsądne, że o nich nie rozmawiamy, ale w ogóle nie mówimy o swoich cierpieniach. Wszystko oczywiście zależy jeszcze od kultury – bardziej na południu Europy na przykład mówi się jeszcze o miłosnych cierpieniach. Pamiętam mój przyjaciel, Serb płakał kiedyś, jak go żona rzuciła. W Polsce nigdy mi się nie zdarzyło, żeby mi mężczyzna płakał na ramieniu.

Ale to nie znaczy, że mężczyźni nie przeżywają tego, gdy rozpada im się małżeństwo. Niektórzy płaczą wewnętrznie.

No tak. Ale dążymy do uniknięcia cierpienia. Czyli uniknięcia kłopotów wszelkiego rodzaju.

Interesuje mnie, jak zmieni nas sytuacja, w której teraz jesteśmy? W jaki sposób ta pandemia zmieni świat?

Na sto procent zmieni świat i to w sposób zasadniczy. I co najmniej z dwóch podstawowych powodów.

Jakich?

Pierwszy – jeszcze chwilę to potrwa, bo na razie ludzie szaleją, kupują i ten mechanizm jest dla mnie całkowicie zrozumiały. Sam poczułem się jak idiota, gdy kupiłem papier toaletowy, bo pomyślałem, że jak inni wykupią, to ja nie będę miał, rozumie pani.

Rozumiem.

Tak się napędza tę idiotyczną zabawę. Ale wracając do meritum, to koronawirus nas zmieni pod względem stosunku do idei wzrostu w gospodarce i miary PKB jako głównego wskaźnika potęgi gospodarki i jeszcze w bardzo wielu innych rzeczach. Gospodarcze załamanie będzie i dziś to już jest pewne. Już w tej chwili się żartuje, że będzie 2 procent a nie 3,8 wzrost PKB. Nie jestem ekonomistą, ale kryzys jest oczywisty. Wiedzą też o tym Amerykanie. Wczoraj znowu Dov Jones spadł poniżej 7 procent, kiedy zamykała się giełda.

O tym, że kryzys jest nieunikniony też mówią wszyscy. Ale co w związku z tym? Można się spodziewać fali niepokojów społecznych?

Można. Oczywiście.

Czy koronawirus zacznie wywracać rządy?

Naturalnie, że tak. Tak będzie. Okaże się, kiedy, okaże się jak i okaże się, w jakim stopniu. Podobno rząd włoski deklaruje, ja nie umiem tego sprawdzić, ale przy całym nieszczęściu Włoch od strony choroby, rząd szalenie zajmuje się tym, jak stanąć na nogi gospodarczo. Tak twierdzi premier, choć, jak mówię, nie mam jak tego sprawdzić. Natomiast to jest myślenie prawidłowe. Z kolei w Polsce, w moim przekonaniu, wszystko skupiło się w tej chwili (może powoli to się zmieni) na walce z koronawirusem. Bez liczenia się z konsekwencjami gospodarczymi, które za tydzień będą widoczne, bo ludzie zostaną bez pieniędzy.

Już zostali. Nie zarabiają ci, co są na śmieciówkach, umowach zleceniach, którzy mają jednoosobowe firmy, prowadzą eventy i tak dalej. Bez pracy zostali artyści.

No tak. Moja córka, która redaguje magazyn literacki dwutygodnik.com opowiedziała mi o ludziach, którzy żyli z tego, że organizowali festiwale. Dostawali 30-40 tysięcy złotych za zorganizowanie jednego festiwalu i na jakiś czas starczało im na życie. Koleżanka córki miała na wiosnę przygotować trzy festiwale i wszystko zostało odwołane. Nie zarobi ani złotówki. Takich ludzi z różnych powodów będzie coraz więcej. Ci już są. Za chwilę kolejni będą zwalniani.

Puby, restauracje – wszyscy pracujący w tych miejscach już liczą straty.

Nawiasem mówiąc, za tydzień chcieliśmy pojechać do Kazimierza. Pobyt zarezerwowany, na szczęście nie zapłacony, ale bardzo się wahamy. Jeśli będą zamknięte wszystkie restauracje i nawet na wynos nie będzie, to jechać tam byłoby absurdem.

Popatrzmy na to, co robi rząd Wielkiej Brytanii. Z jednej strony jest krytykowanej, za to właśnie, że niewiele robi, ale z drugiej – ekonomicznie Wielka Brytania wygra. Nic nie zamknięto, wszystko funkcjonuje. Chociaż ostatnio mowa o jakichś decyzjach tego typu. Ale największą obawą jest, aby ludzie na kanwie paniki, nie poszli w anarchię.

To jest bardzo prawdopodobne. Być może nie w ciągu najbliższych dwóch-trzech tygodni, ale jak to rozsądnie wszyscy przewidują, ile można wysiedzieć w domu, prawda? Ja mogę siedzieć. Mam spory dom na wsi, 10 hektarów, las, psy; mogę siedzieć i 6 miesięcy. Dzisiaj to jest luksus. Ale nie każdy ma taki luksus. Gdybym mieszkał w bloku, to bym oszalał. I to bardzo szybko, przy moim charakterze. Wie pani, Florian Znaniecki, wielki polski socjolog, wprowadził kategorię ludzi zbędnych. To się odnosiło do czegoś innego wtedy, ale jest to kategoria, której warto dziś używać. To bardzo ważne. Pojawi się olbrzymia liczba ludzi zbędnych. To znaczy takich ludzi, którzy nie będą mieli pracy; nie będą wiedzieli, co ze sobą zrobić. Nie każdy przecież czyta przez cały dzień. Telewizję też można oglądać przez jakiś czas, no i trzeba mieć Netflix czy inną platformę, bo cały czas oglądać informacje o wirusie, to…

… też można zwariować.

Właśnie. Ci ludzie zbędni są niesłychanie podatni na niewiadome zdarzenia. To znaczy nie umiemy przewidzieć ich zachowań. Powtarzam po Znanieckim; to był wielki socjolog. Najpierw mogą być bunty o takim charakterze, że zbiją szybę w sklepie. Ale mogą być też bunty o charakterze politycznym. Nie mówię o sytuacji w Polsce, bo tym razem nie warto marudzić o PiS-ie. Taka sytuacja może się pojawić na przykład we Włoszech – Włosi są bardzo skłonni do takich akcji. A już na pewno we Francji. Francuzi, jak pani wie, ubóstwiają révolution. Tam jest bez przerwy coś – ostatnio żółte kamizelki. Oni są gotowi zrobić awanturę przy najbliższej możliwej okazji i zrobią. Na sto procent. To będzie dopiero pierwszy krok do przemian politycznych i gospodarczych, o których w tej chwili nie umiemy nic powiedzieć. To będzie katastrofa polityczna.

Czy jako społeczeństwo, wyjdziemy z pandemii z jakąś traumą? I na czym ona może polegać? Dziś widać, że na ulicy człowiek unika człowieka, zachowujemy dystans, niemalże odskakujemy od siebie. Każdy na każdego patrzy jak na potencjalnego zarażonego.

To jest i niedobre, i dobre. Ten kij ma dwa końce, to oczywiste. Natomiast taka sytuacja nie może potrwać bardzo długo. To jest po prostu niemożliwe. Ludzie nie wytrzymają tej relacji; mówiliśmy o tym; psychologicznie. Coś będą chcieć ze sobą zrobić. Przy dzisiejszych możliwościach porozumiewania się internetowego, jest to bardzo łatwe. Nie daj Boże, nie chcę namawiać, wręcz przeciwnie, uważam, że powinniśmy się bardziej powstrzymywać przed takimi reakcjami, ale one są nieuchronne. Po prostu. Nieuchronne psychologicznie i społecznie. Nie umiemy dokładnie przewidzieć dalszego ciągu. Czy na tym będą upadały współczesne rządy? Moim zdaniem, tak będzie. W konsekwencji rządy będą upadały. To, co zrobił Emmanuel Macron we Francji, wymuszając wybory samorządowe w ostatnią niedzielę, w których parę procent poszło, świadczyło o pewnego rodzaju głupocie. Głupota polega na tym, że można jeszcze zachowywać się tak, jak kiedyś.

A co z wyborami prezydenckimi w Polsce?

Przecież każdy rozsądny człowiek uważa, że trzeba je odłożyć. Niech sobie Duda rządzi nawet jeszcze rok, ale wybory w tej chwili nie mają żadnego sensu. Rządzący mają w ręku doskonałe konstytucyjne narzędzia. Nie muszą nic zmieniać – wystarczy ogłoszenie stanu klęski żywiołowej, a jak pandemia nie minie, to ogłoszenie stanu wyjątkowego. Myślę, że to rozsądne rozwiązanie. Stan klęski żywiołowej zawiera w sobie – sprawdziłem to – słowo pandemia, wśród przyczyn, dla których się ten stan ogłasza. Więc wystarczy po prostu jeden ruch.

Dlaczego nie chcą go wykonać?

Przypuszczam, że to zrobią. Jeszcze zwlekają. Tylko lepiej by było, żeby najpierw ogłosili stan klęski żywiołowej, a dopiero potem stan wyjątkowy, jeżeli będzie trzeba. Stan klęski żywiołowej można ogłosić na 6 miesięcy. A w połączeniu ze stanem wyjątkowym – w sumie można na rok odłożyć wybory.

Chciałam tu jeszcze zwrócić uwagę na to, że sytuacja, jaka panuje w tej chwili, pokazuje coś jeszcze. Pamięta Pan, Panie Profesorze wysyp tych różnych dziwnych grup jak tak zwani antyszczepionkowcy czy - zupełne kuriozum - płaskoziemcy. Teraz o antyszczepionkowcach mówi się, że dostali chorobę w wersji demo, ponieważ na Covid-19 nie ma szczepionki. Na własne oczy więc mogą, możemy wszyscy zobaczyć dziś, jak wygląda świat bez szczepionki.

No tak, to jest bardzo ważna nauka. My czasami w swoim zadufaniu myślimy, że niedługo wszystko będziemy umieli wyleczyć. To teraz mamy pokaz, że nie umiemy. Na razie. Oczywiście, prędzej czy później znajdzie się jakaś szczepionka, ale to raczej później niż prędzej. Ale jest drugi aspekt tego, z czego też mało zdajemy sobie sprawę. To znaczy – mówi się ciągle o inflacji. Sądzę, że nam nie grozi inflacja. Grozi nam galopująca inflacja. To jeszcze chwilę potrwa, ale zapewniam, że inflacja będzie galopująca. Nieuchronnie. Dlatego, że przy takich wstrząsach społecznych, to jest zawsze wynik działania części podmiotów gospodarczych. Ja już nie mówię o hiperinflacji, jaka była po I wojnie światowej; w Niemczech zwłaszcza, ale w Polsce też. Trwała przez kilka lat; nosiło się w worku pieniądze, żeby kupić chleb. To są rzeczy, które zmieniają społeczeństwa. To znaczy, radykalnie zmieniają strukturę społeczną – jedni ludzie straszliwie tracą, jak na przykład przedsiębiorcy w niektórych branżach. I mówię tu o średnich, nawet małych przedsiębiorstwach. A inni ludzie, którzy sprytnie wymyślili jakiś produkt, który akurat teraz będzie przydatny…

… na przykład papierowa maseczka antypyłowa za, bagatela, 25 złotych. Sprzedawał je dwa dni temu mój sklepik osiedlowy. I poszły na pniu.

No i widzi pani – ten, kto je produkuje i jeśli one jeszcze się sprzedają - jest już co najmniej półmilionerem. W ten sposób następuje wymiana elit gospodarczych. Takie sytuacje powodują wymianę elit społecznych. I to ma konsekwencje szalone. Przecież inflacja po I wojnie światowej – mimo że, jak mówię, jeszcze nam do takiej daleko na razie, choć też prawdę mówiąc, nikt tego nie wie, jak szybko to może pójść – zmieniła świat. I była jedną z przyczyn narodzin nazizmu. Nie sądzę, że historia miałaby się powtórzyć.

A mówi się, że historia lubi się powtarzać.

Ja uważam, że nie bardzo. To mechanizmy – one się powtarzają. Hiperinflacja jest rzeczą horrendalną. Zawsze opowiadam studentom historię obrazującą, na czym ona polega. Jej autorem jest Tomasz Mann. Był rok 1919. Tok po wojnie. Mann wyszedł z domu, żeby kupić sobie cygara. Na rogu była trafika – sklep tytoniowy. Cygara były po dwa miliony czterysta. Uznał, że to trochę drogo, więc przeszedł przez ulicę, do drugiej trafiki. Tam cygara były po dwa sześćset. Wobec tego wrócił do pierwszego sklepu, żeby kupić te po dwa czterysta. Ale wtedy w nim cygara były już po dwa siedemset.

(Śmiech).

Na tym polega hiperinflacja. Ludzie dawnej zamożności wyprzedają pierścionki, mieszkania, domy. Nawiasem mówiąc, dostaję już teraz na swój komórkowy telefon ogłoszenia – to jest klasyczne nowe zachowanie dzisiaj – które brzmi: „Każde mieszkanie w siedem dni kupimy”. To są ci nowi ludzie, którzy dziś inwestują w mieszkania. Każde kupią, bo warto. W tej chwili, jak ktoś ma pieniądze, to tylko kupować ziemię, mieszkania, nie trzymać pieniędzy w banku, bo to nic nie da, a będzie nawet odwrotnie. Zmierzam do konkluzji – to jest kolosalna przemiana społeczna. Ledwieśmy przeżyli przemiany społeczne po 1989 roku, a tu nadchodzi kolejna, olbrzymia przemiana społeczna, w której jedni zostaną finansowo zmarginalizowani, a drudzy – tym razem nie ludzie zbędni, ale ludzie nowi – przejmą kontrolę nad gospodarką. Żadne zabiegi państwa tego nie pohamują całkowicie. Może trochę, ale nie ma cudów.

A co z ludźmi zbędnymi? Przy okazji, rozmawiałam wczoraj z przyjacielem na temat kwarantanny i tego, że tak wiele ludzi z rekomendacji rządzących nie poszło do pracy. Powiedział, trochę sarkastycznie, a trochę żartobliwie, że w gruncie rzeczy ten moment, kiedy wszyscy siedzą w domach, na kwarantannie, pokazuje, jak bardzo ich praca jest niepotrzebna. No, bo mogą nie pracować i widzimy, że świat się nie wali. Więc może to lepiej, że siedzą w domu, bo może mogą być tam bardziej pożyteczni? Za to najbardziej pożyteczni teraz prócz służby zdrowia są panie w Biedronce, czy innych spożywczakach.

Oczywiście, że jest w tym trochę racji! W szczególności, kiedy dotyczy administracji, która jest rozbudowana w sposób monstrualny. Zresztą raz Donald Tusk, w rozmowie ze mną, przyznawał się już do tego, że jedną porażkę poniósł, to znaczy nie dał rady biurokracji. Administracja za jego premierowania tylko się zwiększyła. Ale teraz zwiększyła się jeszcze znaczniej. Oczywiście, że zmniejszenie administracji do jednej czwartej na pewno jest zdrowe. Ale z drugiej strony, słyszę rozpacz ludzi z moich okolic. To rozpacz pań z jednym, czy dwójką dzieci, które pracowały w lokalnej szwalni. Albo drukarni. Zarówno szwalnia, jak i drukarnia teraz stanęły. A jak można się domyślić, wiele z tych pań pracowało na czarno. No, bo to jest normalne w mniejszych okolicach; w małych miastach nie ma specjalnego nadzoru, wszyscy machają ręką. I te kobiety nie mają nic. Żadnego ZUS-u, nic. No, chyba, że na dziecko. A zatem nie tylko artyści są biedni. Zgoda, artyści są biedni. Ale biedne są także miliony ludzi, ci zatrudnieni w miejscach, które są teraz zbędne. To potrwa jakiś czas.

To wszystko, o czym Pan mówi, pokazuje, że świat, jaki znamy, na naszych oczach pęka i się rozpada. Parę miesięcy wcześniej rozmawialiśmy o problemach klimatycznych. O tym, że nie uchronimy Ziemi przed katastrofą. A teraz okazuje się, że koniec świata przynosi wirus.

Dlatego nie można nigdy przewidywać, kiedy co się zdarzy. Zachodzą okoliczności, które przyspieszają pewne procesy. Te procesy już się zaczęły i o nich już mówiliśmy. Natomiast faktem jest, że one ulegają teraz radykalnemu przyspieszeniu. Na to nie ma, moim zdaniem, żadnego wyjścia i żadnej rozsądnej odpowiedzi. Można oczywiście na bieżąco trochę o ludzi zadbać. Pilnować, żeby zatrudnienie minimalne było, skasować przedsiębiorcom ZUS na parę miesięcy – wprowadzić różne kroki, które chwilowo będą nieco pomagały ludziom, którzy są bez środków materialnych. Ale tylko tyle. Nikt w tej chwili nie zmieni gospodarki, bo nie jest to niczyim celem i nikt do tego nie ma głowy.

Ma Pan pomysł na to, jak żyć w czasach koronawirusa?

Trzeba więcej myśleć o sprawach duchowych. Wiem, że to jest nie takie proste, ale to jest jednak ważne. Nikt nie mówił w XIV czy XV wieku, że człowiek ma dążyć do szczęścia. Mówiło się, że pobyt na ziemi to jest padół łez.

I jeszcze trzeba było się umartwiać.

Właśnie. No, więc może dziś nie aż tak, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że żyjemy w świecie, który nie jest koniecznie nam przyjazny. I w tym świecie będziemy musieli żyć. Warto z tego wyciągnąć wnioski; pomyśleć o sensie życia a wierzący – o sensie Boga. Może to trochę głupie rady, aby bardziej zająć się życiem duchowym, ale tak jest. Warto też zająć się stosunkami wzajemnymi, między ludźmi. Nawet miłość wymaga, żeby się o nią troszczyć i starać. Teraz ludzie siedzą z dziećmi w blokach, w małych mieszkaniach. Potrzebują ze sobą utrzymywać dobre stosunki. I odnaleźć w nich radość. Innymi słowy, trzeba skupić się na swojej postawie wobec świata i zastanowić się, co my robimy na tej ziemi. Nie bać się, nie roznosić fałszywych wiadomości, nie pisać, że psy i koty roznoszą koronawirusa – co mnie doprowadza do szału, bo to jest nieprawda. Zamiast zajmować się sensacjami, lepiej zająć się trochę sobą. Na ogół nie mamy na to czasu, a teraz – jest na to czas. Pomyślmy o sobie.


https://polskatimes.pl/koronawirus-czy-pandemia-zakonczy-swiat-jaki-znalismy-do-tej-pory-prof-marcin-krol-pojawi-sie-olbrzymia-liczba-ludzi-zbednych/ar/c1-14865479

Online Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 14365
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #14 dnia: Maj 10, 2020, 03:48 »
Wirus i mit silnego państwa
8 MAJA 2020 EDWIN BENDYK

Wraz z pandemią wróciły państwowe granice, na ulicach pojawiły się patrole kontrolujące respektowanie reżimu epidemicznego. Jesteśmy na wojnie – zawołał dziarsko prezydent Francji Emmanuel Macron. Nie, to nie wojna.

Rządy państw dotkniętych pandemią z równą gorliwością „zamrażały” swoje społeczeństwa, jak wcześniej bagatelizowały ostrzeżenia epidemiologów. Zanim Macron ogłosił, że Francja jest na wojnie, beztrosko przesunął ministrę zdrowia Agnés Buzyn na inny odcinek – miała ratować partię rządzącą w walce o stanowisko mera Paryża.

Centralizacja zaniedbań

Podczas wojny nie zmienia się dowódców, zwłaszcza odpowiedzialnych za najważniejszy odcinek frontu, ale logika polityki wygrała z niejasną jeszcze logiką epidemii. Gdy ta już pokazała swoje zęby, za wcześniejsze błędy i zaniedbania rachunek musieli zapłacić zwykli ludzie.

Podobnie stało się w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych – najbogatsze i najsprawniejsze państwa świata pokazały, że coś w nich szwankuje. Zaskoczyły Niemcy, które po powolnym rozruchu ze względu na konieczność uzgodnień w ramach systemu federalnego potem już pojechały jak mercedes.

Powrót państwa

Od razu pojawiły się komentarze, że pandemia oznacza koniec globalizacji w dotychczasowym wydaniu i powrót państwa narodowego, z narodowymi egoizmami włącznie. I to państwa o silnej centralnej władzy zdolnej przesuwać bataliony lekarzy na najbardziej zagrożone odcinki, zamawiać antonowy pełne maseczek z Chin i zamykać lasy przed obywatelami.

Słabość mitu silnego państwa w kontekście pandemii jeszcze w marcu obnażył prof. Jan Zielonka. Pokazał, że epidemia to nie wojna wymagająca odpowiedzi w postaci koncentracji przemocy, tylko zagrożenie, na które najlepszą odpowiedzią jest mobilizacja wszystkich zasobów na różnych poziomach organizacji.

Siła lokalności

Potrzebna jest więc współpraca międzynarodowa, by przyspieszyć pracę nad szczepionką i lepiej rozpoznać charakter samego zagrożenia w oparciu o zgromadzoną lokalnie wiedzę. Potrzebne jest zarządzanie na poziomie rządów, prawdziwa codzienna walka odbywa się jednak na poziomie lokalnym: w miastach, gminach i regionach.

States have indeed closed national borders, but this was a rather symbolic step as the most vital borders are around cities or regions where we observe concentrated outbreaks. I doubt whether before the epidemic any Italian minister had ever visited places such as Codogno or Vo, which are the epicentres of infections. Yet within these small communities, not in Rome, the real battle against the virus is being fought.

Uwagi Zielonki nabierają szczególnej mocy teraz, gdy próbujemy wychodzić ze stanu zamrożenia. Okazuje się, że o wiele łatwiej wprowadzać z pozycji rządu centralnego reżim nadzwyczajny, niż z niego bezpiecznie wychodzić. Bez zaangażowania władz lokalnych zrobić tego nie sposób.

Bunt miast i gmin

We Francji Emmanuel Macron zmienił więc wojenną retorykę i intensywnie rozmawia z merami, by powierzyć im znaczną część odpowiedzialności nie tylko za wdrażanie rządowych decyzji, ale i wypracowywanie lokalnych rozwiązań.

W Ukrainie, która od rewolucji w 2014 r. decentralizuje się, prasa pisze wręcz o „otamańszczyźnie” i buncie miast przeciwko nieudolnemu rządowi. Mer Czerkas nie respektuje decyzji władzy centralnej, a w tej niesubordynacji poparł go mer Lwowa.

W Polsce także widać wyraźnie, że samorządowcy muszą walczyć na dwóch frontach: z pandemią i decyzjami władz centralnych, jak choćby rzuconym z fantazją zezwoleniem na otwieranie żłobków i przedszkoli oraz chaosem politycznym kreowanym przez Jarosława Kaczyńskiego w związku z wyborami prezydenckimi.

Wielkie skalowanie

Jakie wnioski z tych różnych obserwacji? Pandemia ujawniła, że mit silnego państwa rozumianego jako hierarchiczna, scentralizowana struktura – nie ma podstaw. Rzeczywistość jest zbyt złożona i odpowiedzią na nią musi być równie złożony, policentryczny system koordynacji społecznych działań.

Neil Brenner, współczesny badacz miast, pokazuje w swych pracach, że dziś koordynacja ta i efektywne rządzenie nie ma nic wspólnego z kierowaniem z pozycji hierarchicznych. Władza rozumiana jako zdolność rozwiązywania realnych problemów polega na zdolności posługiwania się różnymi skalami procesów, jakie oddziałują na rzeczywistość w konkretnym miejscu.

Tak więc na to, co dzieje się w Warszawie lub Ostrowie Wielkopolskim, wpływ ma prezydent miasta, sam wirus, ale także dysponenci kapitału, który pracuje w lokalnych przedsięwzięciach, decyzje rządu centralnego i agend międzynarodowych, w końcu autonomiczne decyzje mieszkańców także funkcjonujących w sieciach o różnych skalach, w zależności od tego, czy występują w roli pracownika, konsumenta, czy obywatela.

Gdy rządzić się nie da

Jak piszę w książce „W Polsce, czyli wszędzie”, to świat, w którym rządzić już się nie da, można jedynie współrządzić, jeśli chce się rzeczywiście efektywnie sprawować władzę. Nie rozumie tego nie tylko Jarosław Kaczyński. Jan Zielonka nie ma wątpliwości, że wyzwolona przez epidemię pokusa restauracji silnego scentralizowanego państwa szybko nie minie – wbrew jej anachronizmowi:

States may be tempted to retain hard borders after the end of this pandemic scare, but it is hard to see any good in such a move.

Burmistrzowie, łączcie się!

Burmistrzowie jednak nie próżnują. Włodarze miast zrzeszonych w globalnej sieci C40 ogłosili zasady pokryzysowej rekonstrukcji swoich ośrodków. Zdają sobie sprawę, że powrót do starej „normalności” jest już niemożliwy. Odpowiedzią na kryzys musi być budowa sprawiedliwszych, odpornych i zrównoważonych miast w zgodzie z celami polityki klimatycznej.

To silny głos rozsądku i nadziei w czasach, kiedy bardzo brakuje dobrych wiadomości.

https://antymatrix.blog.polityka.pl/2020/05/08/wirus-i-mit-silnego-panstwa/?nocheck=1

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #14 dnia: Maj 10, 2020, 03:48 »