Jasne, że nie jest to wielki sukces ani totalna porażka, lecz coś pośredniego, gdzieś pomiędzy tymi dwiema odległymi skrajnościami. Ja się cieszę, że doczekałem czasów, gdy rywalizują ze sobą SLS i Starship, i nie widzę powodu by sobie zatruwać przyjemność ze śledzenia tych wydarzeń kibicując jednej ze stron - gorąco kibicuję obu.
Te złe emocje chyba jednak trochę wywołał sam Musk zapowiadając w połowie 2019 r. lot orbitalny za 6 miesięcy, co teraz widzimy, że było kompletną fantasmagorią. Przykryło to jego ogromne późniejsze, rzeczywiste osiągnięcia.