Autor Wątek: Katastrofa Challengera (STS-51-L)  (Przeczytany 15163 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #30 dnia: Styczeń 29, 2016, 16:10 »
Sama konstrukcja  systemu STS nie była zbyt bezpieczna. Cud techniki o dużej zawodności.
Pamiętam informacje o wypowiedzi Sally Ride, który  wchodziła w skład komisji Rogersa. Miała ona powiedzieć, że nie zamierza latać pojazdem do tego się nie nadającym. Przyszłość przyznała jej rację.

Offline MarekFloryda

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 1433
  • docent
    • Mój blog rakietowo-samochodowy
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #31 dnia: Styczeń 29, 2016, 22:01 »
Sama konstrukcja  systemu STS nie była zbyt bezpieczna.

Problemem były różne dziwne założenia przy jego budowie, z których się potem nie mieli jak wycofać. Dlatego do katastrofy Challengera kłamano że promy kosmiczne są równie bezpieczne jak samoloty. Po katastrofie się okazało że ich bezpieczeństwo było niewiele większe od rosyjskiej ruletki a to że udało się wykonać tyle lotów bez katastrofy było raczej szczęśliwą passą. Co gorsza Challenger niewiele nauczył NASA i dopiero katastrofa Columbii spowodowała że zrozumiano jak bardzo niebezpieczne są promy i że lepiej je jak najprędzej wycofać z użycia. Niestety NASA poszła z jednej skrajności w drugą i obecnie projektowany Orion jest budowany z olbrzymimi zapasami bezpieczeństwa. Wiele osób twierdzi że z za dużymi.
Zapraszam na mój blog :)

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #32 dnia: Styczeń 31, 2016, 14:33 »

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #33 dnia: Luty 04, 2016, 18:49 »
I jeszcze wypowiedź psychologa m.in o związku między przywództwem a katastrofą Challengera :

Naukowiec menadżerem, czyli czego nas uczy historia Challengera
04.02.2016

Naukowcy zazwyczaj nie lubią słowa "przywództwo", odżegnując się od niego i postrzegając je w kategoriach biznesowych. Tymczasem sposób zarządzania może mieć kluczowe znaczenie dla powodzenia lub porażki projektu naukowego. Najlepszym, choć i tragicznym tego przykładem może być katastrofa promu Challenger.

Amerykański prom Challenger, który opuścił platformę startową 28 stycznia 1986 r. z pakietem eksperymentów naukowych na pokładzie, rozpadł się w 73. sekundzie lotu z katastrofalnymi skutkami. W wypadku zginęła cała siedmioosobowa załoga, a program lotów wahadłowców wstrzymano na 32 miesiące. Prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan powołał specjalną komisję, która miała wyjaśnić przyczyny tragedii.
 
Komisja orzekła, że choć bezpośrednią przyczyną katastrofy było uszkodzenie jednej z uszczelek promu, to kluczową rolę w doprowadzeniu do tragedii miały: wadliwy przebieg procesów decyzyjnych i zła organizacja pracy w NASA. Kadra zarządzająca zignorowała np. obawy inżynierów dotyczące negatywnego wpływu niskich temperatur na uszczelki promu. Mimo ostrzeżeń, nie postrzegała więc rekordowych mrozów zapowiadanych na dzień startu jako poważnego zagrożenia. W efekcie, to nie umiejętności inżynierów zadecydowały o losach Challengera, ale brak odpowiedniego przywództwa, niski poziom zaufania i komunikacji w zespole.
 
"To były miliardy włożone w projekt naukowy, którego nie udało się zrealizować przez błędy ludzkie. Wydaje się, że każdy potrafi planować czas i porozumiewać się z innymi osobami w swojej grupie. Jednak czasami nie odbywa się to na takim poziomie, jaki wymagany jest przy dużym stresie, dużych pieniądzach i dużej odpowiedzialności" - mówi PAP Małgorzata Bochińska, psycholog i trener, członek grupy Junior Researcher Programme, niezależnego programu badawczego działającego przy Uniwersytecie w Cambridge.
 
Kilka miesięcy temu na Uniwersytecie SWPS w Warszawie prowadziła badania na temat inteligencji emocjonalnej i praktyk przywódczych stosowanych przez naukowców. W swojej pracy badawczej porównywała setkę aktywnych naukowo doktorantów, doktorów i profesorów. "Chciałam przekonać się, jak wysoki jest poziom ich inteligencji emocjonalnej, która jest niezbędnym elementem przywództwa. Ciekawiło mnie, czy naukowcy są świadomi swojej pozycji jako przywódcy w katedrze, grupie badawczej i swojej społeczności. Czy stosują zachowania naukowo określone jako przywódcze. Do takich należy przede wszystkim: umożliwianie innym pracy, inspirowanie ich, kreowanie wspólnej wizji przyszłości, rzucanie wyzwania" - opisuje rozmówczyni PAP.
 
Przywództwo naukowe jeszcze nie jest dobrze udokumentowane i zbadane. "W literaturze nie ma jednej definicji lidera naukowego, natomiast ja definiuję go jako osobę, którą cechuje pasja, która potrafi zaangażować innych ludzi i sprawić, że są oni dumni ze swojej pracy" - wyjaśnia Bochińska.
 
Okazało się np., że wśród naukowców na stażach podoktorskich, osoby pracujące w naukach humanistycznych lepiej wykorzystują praktyki przywódcze niż w naukach ścisłych oraz charakteryzują się marginalnie wyższym poziomem inteligencji emocjonalnej. "Wydaje się, że tutaj powodem jest czas poświęcany na omawianie zagadnień związanych z przywództwem w naukach społecznych i humanistycznych. Prowadzi to do zwiększenia samoświadomości w tej dziedzinie" - mówi.
 
Efekt ten odwraca się na poziomie pracowników z wysokim stażem naukowym, gdzie to naukowcy w dziedzinach ścisłych przejmują rolę najlepszych przywódców. Co ciekawe, to właśnie ta grupa charakteryzuje się najwyższymi wynikami ze wszystkich badanych, zarówno pod względem poziomu inteligencji emocjonalnej, jak i wykorzystywania technik przywódczych.
 
"Osoby, które zaczynają pracę z własną grupą badawczą w naukach ścisłych, stwarzają wiele możliwości współpracownikom, ale w niewielkim stopniu ich inspirują, koncentrując się na własnej pracy badawczej. Ta tendencja bardzo zmienia się u profesorów, którzy mają już ustaloną pozycję naukową i mogą pozwolić sobie na myślenie bardziej strategiczne, opierając swoje badania na zespołowej pracy kierowanych przez nich grup. Są oni również bardziej świadomi swojej roli jako przywódcy w nauce" - opisuje psycholog.
 
Naukowcy zazwyczaj nie lubią słowa "przywództwo", trochę się od niego odżegnują i postrzegają w kategoriach biznesowych. "W świecie nauki celem lidera jest rozwiązanie problemu, a celem nadrzędnym - wiedza. Podłożem działania jest więc ciekawość, a nie chęć zysku" - zauważa rozmówczyni PAP.
 
Główna różnica między liderami w zespołach badawczych, i tych w biznesowych, polega na sile autorytetu menadżera. "W środowisku naukowym niezwykle ważny jest autorytet naukowy. W naturalny sposób przywódcami grup stają się badacze, którzy mają znaczące osiągnięcia naukowe. Takie osoby - skupiające się dotychczas przede wszystkim na badaniach - są najczęściej zaskoczone nową funkcją menadżera. Tego jednak można się nauczyć" - zaznacza Bochińska.
 
Natomiast w biznesie często jest odwrotnie. Osoba, która jest menadżerem musi świetnie znać się przede wszystkim na delegowaniu zadań i zarządzaniu zespołem. Czasami w koncernach z oddziałami badawczo-rozwojowymi jest dwóch liderów. Jeden jest wykwalifikowanym menadżerem, a drugi osobą z przygotowaniem naukowym w danej dziedzinie. "Oni się uzupełniają, choć jest to trudny układ, ze względu na potrzebę wspomnianego wcześniej autorytetu naukowego" - zaznacza Bochińska.
 
Programy szkolące liderów grup naukowych pojawiły się dopiero w ostatnich latach. W Europie takich kursów na uczelniach jest około 15. Wywodzą się one z formuły SLAM: Science Leadership and Management zapoczątkowanej na UC Berkley. W Polsce jak dotąd funkcjonują jedynie programy pozauczelniane, w tym między innymi inicjatywy rządowe wspierane przez Unię Europejską, jak np. Top 500 Innovators. Rosnące znaczenie mają też inicjatywy oddolne, wspierane m. in. przez firmy komercyjne oferujące szkolenia ze zdolności przywódczych. Jedną z nich jest projekt wspierania młodych ekspertów Diamenty, zainicjowany przez firmę szkoleniową Piasecka & Żylewicz.
 
"W ramach projektu pracujemy z zespołem studentów z Politechniki Warszawskiej, którzy budują własnego satelitę PW-Sat2. Zaczęliśmy od rzeczy podstawowych takich jak: napisanie maila w taki sposób, aby uzyskać odpowiedzi od członków zespołu. Potem przyszła kolej na zastanowienie się nad wartościami i poczuciem dumy z uczestniczenia w projekcie. Chcieliśmy sprowokować młodych inżynierów, aby zastanowili się: po co tutaj jestem, dlaczego spędzam na tym tyle godzin, zarywając noce. Niektórzy odpowiadając na te pytania mieli łzy w oczach, bo przypomnieli sobie własne cele i usłyszeli pytania, których dawno nikt im nie zadawał" - opisuje psycholog.
 
Choć na co dzień pracuje m.in. nad rozwijaniem umiejętności miękkich u naukowców, uważa, że nie należy oddzielać umiejętności miękkich od twardych. "Trzeba pamiętać, że umiejętności miękkie to tylko paliwo, którego naukowcy potrzebują, aby dobrze działać, budować to co chcą budować. Samo paliwo jednak nie wystarcza, trzeba mieć też fach w ręku" - zaznacza.
 
PAP - Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,408281,naukowiec-menadzerem-czyli-czego-nas-uczy-historia-challengera.html

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #33 dnia: Luty 04, 2016, 18:49 »

Offline jsc

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 1905
  • LOXem i ropą! ;)
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #34 dnia: Luty 05, 2016, 20:20 »
Jak jesteśmy przy zarządzaniu i jego patologiach to jest tu ciekawy tekst tego dotyczący:
https://pecuniaolet.wordpress.com/przyszlosc/

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #35 dnia: Styczeń 28, 2017, 16:37 »
Świat stanął w miejscu. 30 lat od katastrofy Challengera


Jim Pawelczyk obecnie Penn State University

Naukowiec i astronauta prof. James Pawelczyk w 1986 roku, kiedy doszło do katastrofy Challengera, był studentem. Tragedia nie powstrzymała go od przyjęcia propozycji wylotu w Kosmos, gdzie w 1998 r. spędził 381 godzin.

Andrzej Kazimierczak: Katastrofa promu kosmicznego Challenger to jedno z takich wydarzeń, które się pamięta przez całe życie. Z dużą dokładnością przywołuje się okoliczności, jakie towarzyszyły temu wydarzeniu. Gdzie Pana zastała ta tragedia?

Prof. James Pawelczyk: Kończyłem wtedy studia doktoranckie na University of North Texas. W owej chwili siedziałem w sali wykładowej i słuchałem odczytu, nie zdając sobie sprawy, że nad Florydą giną nasi najlepsi astronauci.

Jak Pan zareagował na wiadomość o tragicznej śmierci siedmiorga amerykańskich astronautów?

– To była jedna z takich chwil w życiu, kiedy świat się zatrzymał. Chyba niemal każdy wtedy stanął w miejscu, by dokładnie zdać sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. Przedstawiciele uczelni odbyli wtedy ze studentami krótki briefing na temat tego, co się wydarzyło, a ja, podobnie jak wielu moich rówieśników, zatrzymałem się na chwilę refleksji nad tym, co badania Kosmosu znaczą dla naszego kraju i dla nas Amerykanów. Refleksji nad tym, jak wielkich poświęceń wymagają loty na orbitę okołoziemską i prowadzenie tam tak bardzo potrzebnych nam wszystkim badań.

Czy nie nasunęła się Panu wtedy myśl, że Stany Zjednoczone powinny całkowicie zaniechać latania w Kosmos?

– Nie, absolutnie nie. Tragedia Challengera boleśnie nam przypomniała, że wprawdzie loty w Kosmos odbywają się regularnie, to wciąż są obciążone ogromnym ryzykiem i przypuszczalnie nigdy nie staną się rutyną. Dała nam jeszcze raz do zrozumienia, że badania Kosmosu odbywają się w nieprzyjaznym człowiekowi środowisku, a co się z tym wiąże – są niezwykle niebezpieczne. Wypadki zdarzają się we wszystkich dziedzinach życia, więc dlaczego miałoby ich nie być w kosmonautyce. Trzeba się z nimi liczyć, ale jednocześnie robić wszystko, by możliwie jak najskuteczniej im zapobiegać. Wizją ludzkości są badania przestrzeni poza naszą planetą i nie wolno ich zaprzestać bez względu na to, jaką cenę musimy za to zapłacić. Musimy eksplorować Kosmos dla dobra przyszłych pokoleń.

Czy jako społeczeństwo wyciągnęliśmy wnioski z tragedii Challengera?

– Z całą pewnością wyciągnęliśmy bardzo praktyczne wnioski. Świat nauki przekonał się, że wahadłowców nie można traktować jak samoloty. Nauczyliśmy się, że wobec astronautów trzeba podejmować znacznie bardziej rygorystyczne środki bezpieczeństwa niż wobec pilotów czy załóg zwykłych samolotów. Po tym wydarzeniu nastąpiła ogromna zmiana w procedurach przygotowań do lotu, prowadzenia startu i samego lotu. Z drugiej strony jako społeczeństwo uświadomiliśmy sobie, że rzeczywiście mamy wielkie cele i duże aspiracje, które chcemy i potrafimy realizować, choć wiąże się to często z wielkimi ofiarami. Start na Przylądku Canaveral obserwowały miliony uczniów i nauczycieli, bo po raz pierwszy miała polecieć w Kosmos nauczycielka Christina McAuliffe. Wcześniej obserwowali podczas przygotowań ich współpracę, która mogła być wzorem dla wszystkich.


Ekipa Challengera. Z przodu, od lewej: Michael J. Smith, Dick Scobee, Ronald McNair; z tyłu – od lewej: Ellison Onizuka, Christa McAuliffe, Gregory Jarvis, Judith Resnik

Obecność nauczycielki na pokładzie wahadłowca była symbolem przyszłości badań Kosmosu?

– McAuliffe była pierwszą zwykłą obywatelką, która miała się znaleźć na orbicie okołoziemskiej. Jednak katastrofa wahadłowca spowodowała, iż NASA zrezygnowała z programu wysyłania „zwykłych” ludzi w Kosmos. W skład załóg wahadłowców znów wchodzili wyłącznie profesjonalni astronauci. Musiało minąć trochę czasu, by NASA zdecydowała o wysłaniu w Kosmos specjalistów z różnych dziedzin, którzy mieli uzupełniać pracę astronautów. W ten sposób ja zostałem wyznaczony do wykonania zadania towarzyszenia ładunkowi, który został przewieziony na orbitę i wykonania eksperymentów z nim związanych. Po tamtej tragedii trening stał się z pewnością intensywniejszy, a w misjach uczestniczą specjaliści, którzy mają określone zadania do wykonania.

Czy pamięć o tragedii nie była powodem Pana wahań przed przyjęciem propozycji udziału w misji STS-90 Neurolab na pokładzie wahadłowca Columbia?

– Gdybyśmy żyli owładnięci naszymi lękami, to pewnie nigdy nie wstalibyśmy z łóżka. A przecież za każdym razem, gdy wsiadamy do samochodu czy zwyczajnie przechodzimy przez ulicę wystawiamy nasze życie na niebezpieczeństwo. Nad przyjęciem propozycji udziału w misji STS-90 nie wahałem się ani chwili. Tej wyjątkowej w moim życiu propozycji nie mogłem odrzucić.

Czy w procesie przygotowań uświadamiano Panu i załodze niebezpieczeństwa, które mogą czyhać podczas lotu?

– Oczywiście. Przerabialiśmy wszelkie możliwe scenariusze, według których wydarzenia mogłyby się potoczyć. Byliśmy przygotowywani na każdą możliwą ewentualność. Wiedzieliśmy, że zawsze może wydarzyć się coś nieoczekiwanego, a naszym najważniejszym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim członkom załogi. Często jestem pytany, czy bałem się wylecieć w Kosmos. Chyba nie nazwałbym tego strachem. Było to pewne podenerwowanie czekającą mnie przygodą, ale jednocześnie świadomość, że jestem pod każdym względem dobrze przygotowany do wypełniania nowych obowiązków astronauty i wykonania zadań, z których większość trzeba wykonać w stanie nieważkości.

Czy misja SMS-90 Neurolab okazała się pomocna w Pana karierze zawodowej?


– Myślałem sobie kiedyś, że gdy po zakończeniu misji wrócę na swoją uczelnię, to ludzie będą zainteresowani mną i tym, co robiłem może przez kilka tygodni i szybko wrócę do swoich codziennych zajęć. Tymczasem dzisiaj po 17 latach wciąż rozmawiam z Panem o tamtym locie z 1998 r., podczas którego spędziłem 381 godzin, czyli 16 wspaniałych dni, na orbicie okołoziemskiej. Zajmowałem się wtedy głównie eksperymentami dotyczącymi wpływu mikrograwitacji na ludzki mózg i układ nerwowy.

Po powrocie na Ziemię Pana życie zawodowe uległo zmianie…

– I to ogromnej. Większości swoich badań zacząłem poświęcać kwestiom wpływu stanu nieważkości na ludzki organizm. Od dawna wiemy, że przebywanie na orbicie wpływa na utratę masy kostnej i mięśniowej. Człowiek doświadcza utraty kości i mięśni także na Ziemi, ale w stanie nieważkości proces tren przebiega 10 do 15 razy szybciej. Obserwacja, jak ludzkie ciało adaptuje się do warunków nieważkości oraz terapia po powrocie na Ziemię i wszelkie eksperymenty z tym związane są niezwykle pasjonujące i stanowią lwią część moich „ziemskich” badań.

Jak po powrocie zmieniło się Pana spojrzenie na naszą planetę i nasze ziemskie problemy?

– Wydaje mi się, że każdy astronauta, choć może w innym języku, powie to samo co ja. Jeśli masz okazję spojrzeć na ludzkość z góry, to stajesz się lepszym strażnikiem Ziemi i naszej cywilizacji.

Co astronauta robi, gdy nie przebywa w Kosmosie?

– W moim przypadku są to badania naukowe, które prowadzę, często na zlecenie NASA. Badania te w dużej części – pośrednio lub bezpośrednio – są związane z Kosmosem. Jako astronauta swoim doświadczeniem i wiedzą w razie potrzeby wspieram misje kosmiczne, obecne i te, które się odbędą w przyszłości.

Czy także te, które będą się zajmowały poszukiwaniem pozaziemskiego życia?

– Te również. Osobiście uważam, że nie ma kwestii, czy istnieje życie poza naszą planetą, tylko kiedy zostanie odkryte. Pragnąłbym, by ofiara ludzkiego życia sprzed 30 laty nie poszła na marne i była choć małym kroczkiem na drodze do odnalezienia innego życia, tego jeszcze nam nieznanego, gdzieś w dalekiej przestrzeni kosmicznej.

Dziękuję za rozmowę.

Andrzej Kazimierczak


James Pawelczyk urodził się w Buffalo w stanie Nowy Jork. W 1985 r. ukończył studia w dziedzinie fizjologii na Stanowym Uniwersytecie Pensylwanii, a następnie uzyskał stopień doktora biologii na Uniwersytecie Północnego Teksasu. Od tego czasu zajmuje się pracą naukową i akademicką, uczestnicząc w eksperymentach prowadzonych przez agencję kosmiczną NASA.

W 1998 r. jako pierwszy astronauta amerykański polskiego pochodzenia odbył 16-dniowy lot kosmiczny na pokładzie promu kosmicznego Columbia w charakterze specjalisty ładunku misji STS-90Neurolab. Podczas misji przeprowadzał eksperymenty dotyczące wpływu mikrograwitacji na ludzki mózg i układ nerwowy. Na wyprawę zabrał polską flagę, którą następnie przekazał na ręce prezydenta RP podczas swojej wizyty w Polsce.

http://dziennikzwiazkowy.com/c17-wyw/swiat-stanal-w-miejscu-30-lat-od-katastrofy-challengera/

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #36 dnia: Styczeń 28, 2017, 21:28 »
Wspomnienia korespondenta CBS News Bruce'a Halla z tamtego czasu. Polityka informacyjna NASA  spotkała się wówczas z krytyczną oceną .

Reporters remember Challenger coverage
January 27, 2016 William Harwood


Media representatives converge on memorial service for Challenger’s crew at the Johnson Space Center in Houston on Jan. 31, 1986. Credit: NASA

(...) But Rossiter and other big-league science writers had opted to skip Challenger’s launch in favor of the Voyager 2 probe’s flyby of Uranus four days earlier. That Tuesday morning, they were still in Pasadena, at the Jet Propulsion Laboratory, for a final wrap-up news briefing on the Uranus encounter.(...)


Barbara Morgan and Christa McAuliffe, the backup and prime crew members for NASA’s “Teacher in Space” program, view a shuttle launch in October 1985 from the Kennedy Space Center press site. Credit: NASA


(...)NASA had a pre-approved plan for dealing with a disaster, covering everything from setting up an investigation board to making information available to the media. But in the immediate aftermath, NASA management opted to ignore those plans, instead imposing a strict “no comment” policy, refusing to answer even basic questions about the disaster pending the completion of an official investigation. (...)

(...) During a now-infamous briefing on Feb. 1 when NASA unveiled the first tracking camera footage showing an indisputable jet of flame spewing from a joint between two fuel segments in Challenger’s right-side booster, the briefer was not allowed to use the words “fire” or “flame.” Instead, he repeatedly called it an “anomalous plume.” (...)

(...)“I think they did a lot of damage to themselves and the agency with the way they handled the entire Challenger event,” Hall said. “They were seen as almost like a god-like agency prior to this, and everybody came down on them, whether it was congressmen, reporters, or others. We lost trust in NASA after Challenger.” (...)

http://spaceflightnow.com/2016/01/27/reporters-remember-challenger-coverage/

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #37 dnia: Styczeń 28, 2017, 21:51 »
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=nmAbcDud2L8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=nmAbcDud2L8</a>
Link do materiału: https://www.youtube.com/watch?v=nmAbcDud2L8
1986: CNN's coverage of the Challenger explosion

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=bt4wDBoZtEY" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=bt4wDBoZtEY</a>

http://spaceflightnow.com/2017/01/28/video-31-years-since-challenger-tragedy/

Cytuj
Donald J. Trump ‏@realDonaldTrump  5 godzin temu

 Today, we remember the crew of the Space Shuttle Challenger, 31 years later. #NeverForget

http://thehill.com/homenews/news/316668-trump-marks-anniversary-of-challenger-explosion
« Ostatnia zmiana: Styczeń 28, 2017, 21:55 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #38 dnia: Styczeń 28, 2017, 23:24 »
Zapis przemówienia  prezydenta Ronalda Reagana z 28 stycznia 1986, które było wtedy transmitowane na żywo.

Explosion of the Space Shuttle Challenger
Address to the Nation, January 28, 1986
by President Ronald W. Reagan


(...) And I want to say something to the schoolchildren of America who were watching the live coverage of the shuttle's takeoff. I know it is hard to understand, but sometimes painful things like this happen. It's all part of the process of exploration and discovery. It's all part of taking a chance and expanding man's horizons. The future doesn't belong to the fainthearted; it belongs to the brave. The Challenger crew was pulling us into the future, and we'll continue to follow them.(...)

https://history.nasa.gov/reagan12886.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #39 dnia: Styczeń 28, 2017, 23:47 »
W 1998 r. jako pierwszy astronauta amerykański polskiego pochodzenia odbył 16-dniowy lot kosmiczny na pokładzie promu kosmicznego Columbia w charakterze specjalisty ładunku misji STS-90Neurolab.

http://dziennikzwiazkowy.com/c17-wyw/swiat-stanal-w-miejscu-30-lat-od-katastrofy-challengera/

Prostując , pierwszym amerykańskim astronautą polskiego pochodzenia jest Karol Bobko

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #40 dnia: Styczeń 30, 2017, 16:26 »

Lost Innocence: Remembering the Sacrifice of the Challenger Seven
By Ben Evans January 28th, 2017

(...) Late in July, it was Vice President George H.W. Bush who announced McAuliffe’s name as the prime candidate, backed up by Idaho elementary school teacher Barbara Morgan. NASA psychiatrist Terry McGuire told New Woman magazine that McAuliffe was the most “balanced” of the finalists, whilst other senior officials found that her endearing manner and infectious enthusiasm set her apart from the others. Training in Houston began in September, and by the time the 51L crew arrived at the Kennedy Space Center (KSC) in January 1986, their launch had already been postponed by delays in bringing Columbia home from Mission 61C and weather concerns at a Transoceanic Abort Landing (TAL) site in Senegal. More trouble was afoot. (...)




(...) On the night of Monday the 27th, temperatures at the launch site plummeted, precipitously, to an unseasonal -13 degrees Celsius (8.6 degrees Fahrenheit), forcing technicians to switch on safety showers and fire hoses at Pad 39B to prevent water pipes from freezing. This proved particularly worrisome for the ice inspection team, who began their final “sweep-down” of the pad area in the early hours of the 28th and they were obliged to knock a large number of 12-inch (30 cm) icicles away with broom handles as the countdown clock continued ticking toward launch.

Next morning, the Sun rose on the coldest weather conditions under which a shuttle launch had ever been attempted, a fact that would be investigated in depth during the subsequent presidential inquiry into the cause of the tragic events later that day. The copious amounts of ice on Pad 39B forced an additional two-hour delay to permit thawing.

Nonetheless, many of the astronauts’ families, including Scobee’s wife, June, doubted that NASA would fly in such conditions. Her husband insisted, over the phone that morning, that he felt it was safe to do so.

But on this occasion, Scobee was wrong.

część 1 http://www.americaspace.com/?p=97621



Commander Dick Scobee (right) and Pilot Mike Smith, pictured with Barbara Morgan and Christa McAuliffe during training. Photo Credit: NASA

(...) Years later, Morton Thiokol structural engineer Roger Boisjoly would express astonishment that the vehicle did not explode on the pad; by an incredible sequence of events, a chunk of solid fuel temporarily plugged the O-ring hole, and the first minute of ascent proceeded normally.

Several more puffs of increasingly denser, darker smoke—further indicative that the products under combustion were indeed the grease, insulation, and rubberized O-ring material from the joint seals—were recorded by other ground-level cameras between 0.836 and 2.5 seconds after liftoff, as the boosters’ hold-down posts were severed and the shuttle commenced its climb away from Pad 39B. As each puff was left behind by Challenger’s upward trajectory, the next fresh puff could be seen close to the level of the joint. The frequency of these emissions was directly related to flexure within the structure of the SRB as the gap in its joint cycled open and closed. The last incidence of smoke above the joint was timed at T+2.733 seconds. In the milliseconds that followed, a combination of atmospheric factors and exhaust from the boosters made it difficult to determine if any more smoke was emerging from the failure point. (...)

At this point, 51L was at an altitude of nine miles (15 km) over the Atlantic Ocean, traveling at almost twice the speed of sound, and Challenger was lost from view in the resultant explosive burn. Her Reaction Control System (RCS) ruptured during this period, setting off the hypergolic burning of its propellants, evidenced by a reddish-brown hue around the edge of the fireball. Meanwhile, the two boosters, now released of their loads, rapidly climbed away from the catastrophe, but were remotely destroyed by the Range Safety Officer at 11:39:50 a.m. EST, some 110 seconds after launch. “Obviously a major malfunction,” was all Steve Nesbitt, the stunned launch commentator, could remark.(...)


część 2 http://www.americaspace.com/?p=97625


“A Catastrophe of the Highest Order”: The Tragic Legacy of Roger Boisjoly

By Ben Evans February 7th, 2012

(...) The observed problem with the boosters first arose in November 1981, shortly after the STS-2 mission. Routine inspections revealed erosion of the right-hand SRB’s primary O-ring due to hot combustion gases, yet the secondary seal remained intact and the anomaly was not reported at the Flight Readiness Review for STS-3 in March of the following year. Morton Thiokol believed that the erosion had been caused by blow holes in the zinc chromate putty and began tests to alter the method of its application and the assembly of the booster segments. The manufacturer of the original putty, Fuller-O’Brien, discontinued its use and a new putty from the Randolph Products Company was selected in May 1982; however, after more changes, it was substituted for the original putty the following summer, shortly before the launch of STS-8.

Since December 1982, the O-rings had been designated a ‘Criticality 1’ item by NASA, denoting a component without a backup, whose failure would result in the loss of the Shuttle and its crew. Prior to that, during the execution of the first five missions, they had been labelled by NASA as ‘Criticality 1R’, meaning that, although “total element failure…could cause loss of life or vehicle”, the presence of primary and secondary O-rings lent ‘redundancy’ to the design: in effect, the secondary seal would expand to fill the joint if its primary counterpart failed. However, in its Critical Items List of November 1980, NASA acquiesced that “redundancy of the secondary field joint seal cannot be verified after motor case pressure reaches approximately 40 percent of maximum expected operating pressure. It is known that joint rotation occurring at this pressure level…causes the secondary O-ring to lose compression as a seal”. (...)

(...)Shortly after the analysis of the 51B boosters, on 31 July 1985, Roger Boisjoly expressed his growing concerns over the O-rings in a memorandum to Morton Thiokol’s vice president of engineering, Bob Lund. “The mistakenly accepted position on the joint problem,” he wrote, “was to fly without fear of failure and to run a series of design evaluations which would ultimately lead to a solution or at least a significant reduction of the erosion problem. This position is now changed as a result of the [51B] nozzle joint erosion, which eroded a secondary O-ring with the primary O-ring never sealing. If the same scenario should occur in a field joint – and it could – then it is a jump ball whether as to the success or failure of the joint, because the secondary O-ring…may not be capable of pressurisation. The result would be a catastrophe of the highest order: loss of human life.” (...)


http://www.americaspace.com/?p=13357

Challenger Crew Recognized With Monument
July 28, 2016

(...)"Astral Challenger is conceived as a monumental landmark to both honor the legacy and ongoing achievements of the aerospace industry in Lancaster and the high desert around it, and to commemorate the 1986 Space Shuttle Challenger flight," she said. "The rocket-shaped sculpture has eight vibrant blue acrylic panels for the seven lives lost in the disaster, plus one more to collectively represent the family members and friends who still grieve."

Astral Challenger is 20-feet tall and is illuminated from dusk until dawn with LED lights. The permanent public art is the first that the City of Lancaster commissioned for its new Art in Public Places initiative.

"I consulted extensively with legendary Southern California-based fabricator Jack Brogan on initial design concepts and fabrication specifics," Mabari said. "The fabrication process and material selection was a poetic layering of engineering specifics to create the seamless curved silhouette of the sculpture from top to bottom. Incorporating light into the work allows the piece to have both a daytime and nighttime personality. It is as if I created two sculptures at once, and every decision along the way took each into consideration."(...)


https://www.nasa.gov/centers/armstrong/feature/challenger_crew_monument.html
http://spaceflightnow.com/2016/01/26/challenger-remembered/
« Ostatnia zmiana: Styczeń 30, 2017, 16:31 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #41 dnia: Styczeń 30, 2017, 16:31 »
Roger Boisjoly (1938-2012)
BY KRZYSZTOF KANAWKA ON 6 LUTEGO 2012



Szóstego stycznia 2012 roku, w wieku 73 lat, zmarł Roger Boisjoly. Ten amerykański inżynier jest znany z powodu głośnego sprzeciwu przed startem promu Challenger do misji STS-51-L, która zakończyła się katastrofą.

Roger Boisjoly urodził się 25 kwietnia 1938 roku. W latach 60. i 70. XX wieku Roger Boisjoly pracował przy systemach podtrzymywania życia w lądowniku księżycowym oraz przy konstrukcji łazika księżycowego. Następnie, w 1980 roku Roger Boisjoly dołączył do firmy Mortin Thiokol (dziś ATK Launch Systems Group), która produkowała rakiety na paliwo stałe (SRB) dla promu kosmicznego.

W 1985 roku, na około sześć miesięcy przed katastrofą promu Challenger, Roger Boisjoly napisał notkę dla swoich przełożonych odnośnie złego projektu pierścieni uszczelniających (O-Ring) rakiet SRB. Roger Boisjoly zauważył, że wówczas używane O-Ringi nie były wystarczającym zabezpieczeniem w trakcie pracy SRB i jednocześnie dodatkowo traciły swoje właściwości uszczelniające przy niskich temperaturach. Roger Boisjoly powoływał się tutaj na wyniki analiz z poprzednich startów, w szczególności STS-51-C ze stycznia 1985 roku. W trakcie startu do tej misji doszło do poważnego uszkodzenia zestawu O-Ringów obu rakiet SRB. Boisjoly zauważył, że jest możliwe rozszczelnienie zestawu O-Ringów, co może doprowadzić do katastrofy podczas startu i niemal pewnej śmierci astronautów.

Pierwsza notka od Rogera Boisjoly’ego została prawdopodobnie zignorowana przez managerów firmy Mortin Thiokol. Po kilku następnych ta firma zdecydowała się zorganizować specjalny zespół, którego zadaniem było rozwiązanie problemu O-Ringów. Niestety, nie zdecydowano się jednak na odwołania lotów wahadłowców – problem z O-Ringiem został uznany za poważny, ale nie krytyczny dla bezpieczeństwa załogi. Loty wahadłowców były kontynuowane.

Tuż przed startem misji STS-51-L Roger Boisjoly, wraz z kilkoma innymi pracownikami firmy Mortin Thiokol, próbował doprowadzić do odwołania tego lotu Challenger. Niestety, na poziomie managerów nie było przekonania co do niebezpieczeństwa związanego z O-Ringami i w konsekwencji NASA zadecydowała o przeprowadzeniu próby startu. 28 stycznia 1986 roku, w momencie zapłonu rakiet SRB, O-Ringi zawiodły. 73 sekundy po starcie promu Challenger do misji STS-51-L przepalona w miejscu O-Ringów prawa rakieta SRB uderzyła w zbiornik zewnętrzny (ET) paliwa, co w konsekwencji przyczyniło się do zniszczenia wahadłowca oraz śmierci załogi.

Po katastrofie promu Challenger Roger Boisjoly był jednym ze świadków w trakcie obrad komisji badającej okoliczności wydarzenia. Roger Boisjoly przedstawił wtedy swoje wcześniejsze analizy problemu szczelności O-Ringów oraz zauważył, że management firmy (oraz NASA) zignorował zagrożenie. Zeznania Rogera Boisjoly’ego były jednym z dowodów na złą komunikację i styl zarządzania w NASA, co samo w sobie było pośrednią przyczyną katastrofy promu Challenger.

W następnych latach Roger Boisjoly stał się głośnym mówcą kwestii etyki oraz zasad bezpieczeństwa w projektach inżynieryjnych. Był wykładowcą w wielu miejscach, między innymi prestiżowej uczelni Massachusetts Institute of Technology.

Zaawansowane programy kosmiczne najczęściej są wspólnym dziełem tysięcy pracowników. Im wyższa złożoność programu, tym z reguły większe ryzyko błędów w założeniach, projektach lub produkcji. Te błędy mogą doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji, a nawet katastrof. Powodzenie takich projektów – także w przyszłości – będzie zależeć od inżynierów takich jak Roger Boisjoly.

http://kosmonauta.net/2012/02/2012-02-06-boisjoly/#prettyPhoto

23 rocznica katastrofy promu Challenger
BY ADAM PIECH ON 28 STYCZNIA 2009

Dziś mija 23 rocznica katastrofy promu Challenger, w której zginęła cała, siedmioosobowa załoga. Był to drugi wypadek w amerykańskim programie kosmicznym, który miał tak tragiczne skutki. 28 stycznia 1986 roku, prom ruszał do misji STS-51L – misji, która miała być jednym z najambitniejszych programów edukacyjnych w całej historii NASA. W misji po raz pierwszy miał wziąć udział jeden z tysięcy nauczycieli, którzy w owym czasie uczyli w amerykańskich szkołach i poprowadzić swego rodzaju ‘lekcje’ na orbicie okołoziemskiej.

Start odbył się po bardzo zimnej i bezchmurnej nocy. W 73 sekundzie misji, na wysokości 18 mil, zespół wahadłowca eksplodował. Oderwana sekcja załogowa wahadłowca wpadła do Atlantyku dwie minuty później. Zginęło siedmiu członków załogi – Francis “Dick” Scobee – dowódca lotu, Michael J. Smith – pilot, Judith Resnik – specjalista misji, Ellison Onizuka – specjalista misji, Ronald McNair – specjalista misji, Gregory Jarvis – specjalista ładunku oraz Christa McAuliffe – nauczycielka fizyki, która miała poprowadzić wspomnianą, pierwszą lekcję z kosmosu.

Co gorsza – główny problem, który doprowadził do katastrofy przewidziano wcześniej. Niestety, zachowanie się uszczelek w rakietach na paliwo stałe zostało potraktowane jako nie stanowiące zagrożenia i w związku z tym zignorowane. To właśnie owe uszczelki, które w niskiej temperaturze straciły swoją elastyczność spowodowały tak tragiczny w skutkach wybuch, wypuszczając przez nieszczelny segment część płomieni.

Po katastrofie Challengera loty promów wstrzymano – według niektórych analityków, NASA znalazła się wtedy w najgorszym położeniu w całej swojej historii.

Źródło: NASA, Astronomia Amatorska
http://kosmonauta.net/2009/01/23-challenger/
« Ostatnia zmiana: Styczeń 31, 2017, 14:15 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #42 dnia: Styczeń 30, 2017, 16:32 »

S85-46205 (December 1985) --- Sharon Christa McAuliffe (left), from Concord, New Hampshire, and Barbara R. Morgan of McCall, Idaho, have been named NASA Teacher-in-Space Project prime and backup payload specialists, respectively, for the first citizen observer position of the STS program, scheduled for a Challenger flight in January 1986. Photo credit: NASA


51L-S-157 (28 Jan. 1986) --- The space shuttle Challenger lifted off from Pad 39B Jan. 28, 1986 at 11:38 a.m. (EST) with a crew of seven astronauts and the Tracking and Data Relay Satellite (TDRS). An accident 73 seconds after liftoff claimed both crew and vehicle. Photo credit: NASA


51L-10179 (28 Jan. 1986) --- This photograph of the space shuttle Challenger accident Jan. 28, 1986 was taken by a 70mm tracking camera at UCS 15 south of Pad 39B, at 11:39:19.261 EST. Photo credit: NASA


S86-25192 (January 1986) --- Two payload specialists in training for the STS-51L mission, and a payload specialist from STS-61C share a "zero-gravity" flight aboard a KC-135 aircraft over the Gulf of Mexico. Left to right are United States Representative Bill Nelson (Democrat, Florida), Sharon Christa McAuliffe, and Barbara R. Morgan. The congressman is a payload specialist for the STS-61C mission.


S86-25279 (November 1985) --- Sharon Christa McAuliffe, STS-51L payload specialist, has homework of her own to do as she prepares for a January 1986 flight.


51L-10187 (18 April 1986) --- A 9'7" x 16' segment of Challenger's right wing is unloaded at the Logistics Facility after being off-loaded from the rescue and salvage ship USS Opportune. It was located and recovered by Navy divers from the Opportune about 12 nautical miles northeast of Cape Canaveral in 70 feet of water. Photo credit: NASA


51L-10149 (27 Feb. 1986) --- Large portion of the three main engines of the space shuttle Challenger have been recovered from the floor of the Atlantic Ocean to the east of the Kennedy Space Center. They have been moved to a large storage building to the east of the Logistics Facility at Complex 39. Photo credit: NASA


S86-28889 (14 Feb. 1986) --- Kennedy Space Center Director Richard Smith points out a portion of a solid rocket booster segment to astronaut Sally Ride and to the chairman of the Presidential Commission on the Space Shuttle Challenger Accident, William P. Rogers. The commission was taken to various booster storage and handling facilities at KSC on Feb. 14, 1986 as part of the failure investigation. Photo credit: NASA


51L-S-071 (31 Jan. 1986) --- JSC employees and former employees, including many veteran and current astronauts, are pictured at the conclusion of memorial services for the seven Challenger crew members who lost their lives in a launch accident three days ago in Florida. Among those pictured are former astronauts Donald K. Slayton, John H. Glenn Jr. and current astronauts Don H. Lind, S. David Griggs, Williams K. Fisher, Vance D. Brand and U.S. Senator Jake Garn (R., Utah). President Reagan, out of frame at left, spoke at the services. Photo credit: NASA


51L-S-081 (31 Jan. 1986) --- This high angle photo of thousands of Johnson Space Center (JSC) employees, family and friends of the STS-51L crew members was taken from the top of the JSC's project management building prior to memorial services. Note the bleachers that were erected overnight to accommodate the hundreds of news media here to cover the event. Photo credit: NASA


S86-30460 (9 Jan. 1986) --- NASA's STS-51L crew members pose for photographs during a break in countdown training at the White Room, Launch Complex 39, Pad B. Left to right are Teacher-in-Space payload specialist Sharon Christa McAuliffe; payload specialist Gregory Jarvis; and astronauts Judith A. Resnik, mission specialist; Francis R. (Dick) Scobee, mission commander; Ronald E. McNair, mission specialist; Mike J. Smith, pilot; and Ellison S. Onizuka, mission specialist. EDITOR'S NOTE: The STS-51L crew lost their lives in an explosion, onboard the space shuttle Challenger, following launch Jan. 28, 1986. Photo credit: NASA

https://spaceflight.nasa.gov/gallery/images/shuttle/sts-51l/ndxpage5.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #43 dnia: Luty 12, 2017, 14:55 »
Szczątki Challengera zosłały złożone w 2. silosach po rakietach Minuteman w Kompleksie 31 i 32 w Cape Canaveral Air Force Station.

Udało się wyłowić z Atlantyku około 120 ton  wraku Challengera co stanowiło ok. 30 procent całego promu , w tym około 75 procent  kabiny załogi i otaczającego kadłuba.

W przypadku Columbii skatalogowano 84 000 szczątków pochodzących z promu ,  które są dostępne dla naukowców na 16 piętrze  Vehicle Assembly Building.

Wiele pamiątek po załogach, które zginęły w tych katastrofach jest eksponowanych w muzeach. Niektórych pamiątek nie udaje sie zlokalizować po 31 latach od katastrofy Challengera.

Na pokładzie Challengera znalazła się też piłka nożna przekazana Ellisonowi Onizuce przez jego 16-letnią wówczas córkę.
Piłka została podpisana przez członków drużyny piłkarskiej, do której należała. Później została wyłowiona z wody podczas wydobywania części wraku wahadłowca.
Obecnie znajduje sie ona na ISS zabrana tam przez dowódcę 50 Expedycji Shane'a Kimbrough.

Cytuj
Shane Kimbrough ‏@astro_kimbrough  3.02

This ball was on Challenger that fateful day. Flown by Ellison Onizuka for his daughter, a soccer player


A section of the fuselage recovered from NASA's space shuttle Challenger displayed in "Forever Remembered." (collectSPACE)

http://www.collectspace.com/news/news-062715a-challenger-columbia-nasa-exhibit.html
http://www.collectspace.com/news/news-012816a-challenger-flags-patches-30years.html
http://www.collectspace.com/news/news-020617a-challenger-soccer-ball-space-station.html
« Ostatnia zmiana: Luty 13, 2017, 23:32 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 14800
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #44 dnia: Styczeń 28, 2018, 23:31 »
'Moderately Complex': The Mission That 51L Should Have Been
By Ben Evans January 31st, 2014


The flight deck members of Mission 51L’s crew at their stations for ascent. In the foreground are Commander Dick Scobee (right) and Pilot Mike Smith, with Mission Specialist Judy Resnik behind and between them and Mission Specialist Ellison Onizuka at her right side. The other crew members sat on the middeck for ascent. Photo Credit: NASA

(...) The launch of Challenger was intrinsically tied to the 75-yearly visitation of Halley’s Comet, which in the winter of 1985/86 was making its closest approach to Earth since 1910. Two weeks earlier, the crew of Columbia’s Mission 61C had been unsuccessful in observing the celestial wanderer, using a camera known as the Comet Halley Active Monitoring Program (CHAMP). The device failed due to a battery problem, and not a single image of the comet was acquired, but it was already manifested aboard Mission 51L and an expansive payload of ultraviolet telescopes (ASTRO-1) was scheduled for launch aboard Mission 61E on 6 March to conduct further observations.

CHAMP would have been the primary responsibility for 51L Mission Specialist Ellison Onizuka, who would have buried himself under a black shroud on Challenger’s aft flight deck, early on 29 January 1986, to ensure maximum darkness for his observations. “I will have about two minutes on four different orbits to photograph Halley’s Comet in both the visible and ultraviolet spectrum,” he told an interviewer. “The objective is to try to get this data as the comet approaches perihelion, which is just as it goes around behind the Sun and starts to head back out. It’s a regime where we do not have any data at the present time, so I’ve been told we’ll probably be the only human beings to see it at that time.”

With the destruction of Challenger and the suspension of the shuttle program, NASA lost its chance to capitalize on viewing the comet from space. As well as carrying CHAMP, Mission 51L also flew a small satellite, known as the “Shuttle-Pointed Autonomous Research Tool for Astronomy,” which NASA’s finest acronym-makers had somehow carved into the name “SPARTAN.” Designated “SPARTAN-203,” it would have been deployed on the second day of Challenger’s mission and retrieved two days later. During its 48 hours in free flight, SPARTAN-203 would have performed extensive observations of the tail and gaseous “coma” of the fabled comet. (...)

http://www.americaspace.com/2014/01/31/moderately-complex-the-mission-that-51l-should-have-been/
https://history.nasa.gov/sts51l.html

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Katastrofa Challengera (STS-51-L)
« Odpowiedź #44 dnia: Styczeń 28, 2018, 23:31 »