Tak łatwo sobie ręki nie dam odciąć, a wiec po kolei

:
Jeśli chodzi o ten „nie kapitalistyczny program w kapitalistycznym państwie” – rozumiem, że uważasz NASA jako twór bardziej zbliżony do socjalizmu niż kapitalizmu, jako, że jest Państwowy i przedsięwzięcia, które wykonuje, np.: rzeczone loty na księżyc, są wykonywane, można powiedzieć dla dobra kraju – idealistycznie. Jest to chyba jednak błędne założenie ... to, że w kraju kapitalistycznym znajduje się coś państwowego nie czyni tego tworem socjalistycznym, szczególnie, że NASA w założeniu jest agencją w zasadzie naukową, a dotowanie nauki leży w interesie każdego rozwijającego się kraju. Ale może na tym poprzestańmy, bo wchodzimy tu już na grząski grunt nie dotyczący astronautyki, a może nie dotyczący w ten sposób, ażebyśmy musieli go poruszać na tym forum, więc może obaj odpuśćmy ...

Przyznam ci rację, że niestety NASA jest zbiurokratyzowana i duża część wydatków to po prostu marnotrawstwo, ale dalej będę podtrzymywał zdanie, że niestety taka agencja jest potrzebna i , że to właśnie ona będzie „nakręcać” rozwój astronautyki, co chyba po części przyznałeś.
Przyznam ci również rację w tym, że taka agencja nie musi sama wszystkiego konstruować i budować, może korzystać z prywatnych kontrahentów, może dotować rozwój prywatnych firm w celu tworzenia nowych technologii i tutaj sektor prywatny jest jak najbardziej pozytywnym zjawiskiem i wręcz niezbędnym. Też uważam, że to znacznie obniżyłoby koszty. Kwestia tylko tego na jakich miałoby to wyglądać zasadach (częściowo tutaj poruszę temat, który zacząłeś w wątku Mars Direct), a w zasadzie jak podpisywać umowy i nie dać się złapać w pułapkę finansowania „koszty plus”. Z jednej strony wydaję się być czymś oczywistym, że takie finansowanie naraża NASA na straty, ale agencja ta, nie zapominajmy tak naprawdę ma trochę inny cel istnienia, aniżeli firmy prywatne i tak naprawdę, tak łatwo z tej pułapki wydostać się nie będzie w stanie, o co mi chodzi :
Z jednej strony zrozumiałą rzeczą byłoby podpisywanie kontraktów na zasadzie „daje wam 10 miliardów, i chce w zamian np. ERV, który przywiezie ludzi z Marsa na ziemię”, ale niestety nikt takiego kontraktu nie podpisze, bo tak naprawdę nikt dokładnie nie wie ile coś takiego będzie kosztować. Przypomina to trochę sytuację z LMem, na którego dano zakładom
Grummana 500 mln. , a kosztował jakiś miliard więcej. Tak już jest po prostu z nie sprawdzoną technologią i z zabieraniem się za coś czego jeszcze nikt nie robił – nie jesteś w stanie przewidzieć dokładnych kosztów, a te z kolei z powodu jakiejś jednej przeszkody natury technicznej, której nikt nie wziął pod uwagę mogą urosnąć do znacznych rozmiarów. Innym scenariuszem jest np. opcja, że NASA daje jakiejś firmie na ten projekt rzeczone 10 mld. i po jakimś czasie okazuje się, że to jednak za mało, że do ukończenia niezbędne jest kolejne 10 mld, co wtedy?? Zarzucić cały projekt, spisać na stratę 10 mld.– tez nie jest to chyba rozwiązanie (chociaż okazuje się, że jednak jest, bo mniej więcej tak uczyniono z Constelation).
Powiesz tutaj zapewne, niech rynek prywatny sam to wszystko zrobi – też uważam, że najprawdopodobniej firmy prywatne kontrolujące same siebie zrobiłyby to najtaniej, jest jednak pewne małe „Ale”. Mianowicie żadna firma prywatna za taki projekt bez zlecenia się nie weźmie, bo i po co (opłacalność lotu np. na Marsa dla prywatnej firmy jest zerowa, nawet jeśli ufundowano by nagrodę za to osiągnięcie w wysokości 400 mld, czego zresztą nikt nie uczyni ) ... tutaj właśnie wychodzi dobitna konieczność istnienia takiej agencji jak NASA, ma ona być inicjatorem tego typu programów, ma patrzeć dalej niż inni i dążyć do rozwoju i eksploracji miejsc o których inni nawet nie myślą. Taka rola niestety niesie ze sobą także pewne ograniczenia, tzn. tak jak wytłumaczyłem musi to być agencja dotowana przez rząd, a kontrakty niestety musi zawierać tak jak zawiera, wszystko przez charakterystykę przedsięwzięć, których się podejmuje. Jedyne co można tutaj zarzucić i zmienić to sposób nadzorowania prywatnych kontrahentów przez NASA, agencja jest chyba po prostu zbyt liberalna i za wiele wybacza.
Zapewne oburzysz się, że nie doceniam rynku prywatnego, ale prawda jest taka, a nie inna i sam to powiedziałeś, podbój kosmosu jeszcze długo będzie wymagał finansowania przez państwo. Przez podbój rozumiem ciągły rozwój, a nie stanie w miejscu, mówię tutaj np. o dmuchanych stacjach Begalowa ... fajnie, że taka inicjatywa jest, na pewno rozwinie to wiele nowych technologii w tej konkretnej dziedzinie, ale z punktu widzenia szerszego rozwoju to stanie w miejscu. Idźmy już dalej, po za naszą orbitę ... Księżyc, ... Mars, to są prawdziwe wyzwania, wyzwania z punktu widzenia sektora prywatnego nie rentowne.
Powiesz tutaj Stop, że zaprzeczam sam sobie, bo przecież właśnie o prywatnym locie wokół księżyca rozmawiamy cały czas ... tylko, że to nie jest rozwój, wręcz prawdziwy rozwój to zatrzyma, dlaczego ?
Po pierwsze nie jest to rozwój, bo tak naprawdę nie wnosi nic nowego, odgrzebany rosyjski projekt, trochę odświeżony i przypudrowany. Jedyne co będzie nowe to stopień, który zostanie wykorzystany przy TLI ... a to można ściągnąć z planów jakiejkolwiek misji międzyplanetarnej, np. Galileo). Według planu, który znalazłem
http://www.thespacereview.com/gallery/7Soyuz najpierw poleci na ISS, a dopiero stamtąd połączy się ze stopniem, który go „popcha” w kierunku księżyca. Nasuwa mi się tutaj mała dygresja ... gdzieś wcześniej zarzuciłeś mi, że czepiam się „krwiopijców”, a oni przecież płacą za podróż i rozumiesz, że jakby korzystali z rzeczy za które płaciły agencje rządowe ... jakoś to przeoczyłem i tylko tutaj zadam pytanie retoryczne, a nie jest tak, że i w tym planie i wszyscy poprzedni turyści korzystali z ISS ?!
Po drugie dlaczego uważam, że nie dość, że nic nie przyniesie nowego (o wartości naukowej takiej misji nawet nie mówię, dlatego tez np. pomysł kupowania biletów przez NASA dla naukowców w takiej misji, jest raczej ... kiepski) to jeszcze zahamuje rozwój ( to też po części będzie odpowiedź na pytanie dlaczego nie chciałbym tam wysyłać Abramovica – wiem uczepiłem się chłopa ) ... A dlatego, że tak jak już wcześniej wspomniałem to agencje rządowe, jako jedyne są w stanie pchnąć nas dalej niż nasza orbita (w sensie eksploracyjnym). Niestety, albo i „stety” agencje rządowe są dotowane przez państwo, państwo to rząd (czyt. Politycy), który dotuje to co musi i jak mu starczy to co chce, a chce dotować to co przyniesie mu kolejną kadencję, czyli de facto dotuje to co ma poparcie społeczne. Jeśli podróże kosmiczne mają mieć poparcie społeczne nie mogą się ludziom kojarzyć tylko i wyłącznie z takimi wycieczkami. Przeciętny Kowalski, Smith, czy tez Yang, po obejrzeniu uśmiechniętej twarzy krezusa, na tle księżyca dojdzie do wniosku, że jedyne do czego doprowadził rozwój techniki kosmicznej to do tworzenia nowych miejsc wakacyjnych dla bogaczy, a nie sądzę, żeby taki obraz pozytywnie wpłynął na odbiór społeczny. To jest chyba kwintesencja tego czemu taki lot to kiepski pomysł, no, ale każdy ma prawo do własnej opinii.
Na koniec o tych nieszczęsnych astronautach i mojej ręce

... wymieniłeś trzech turystów i stwierdziłeś, że mają tytuły naukowe i przez to ich pobyt w kosmosie jest równoważny jakiejkolwiek misji z udziałem wojskowych karków. Ale o czym to świadczy, tylko o tym, że ci ludzie zapewne zasłużyli swoją inteligencją na swoje bogactwo i chwała im za to !!! Dalej pozostaną tylko i wyłącznie T U R Y S T A M I , którzy lot traktują jako formę rozrywki, zabawy, wakacji, dawki adrenaliny, czy jakkolwiek to ujmiesz. Pisałeś nawet, że jeden z nich przeprowadzał eksperyment naukowy ... fajnie tylko, że to dalej jest dla nich zabawa, nie ma tam pola golfowego, a patrzenie przez tydzień na ziemię może się znudzić, to zrobił sobie eksperyment i tez chwała mu za to, że mu się chciało , ale
nikt mi nie wmówi, że załoga, która do konkretnej misji trenuje przez rok, dwa, czasem dłużej, spisze się podczas wykonywania tej misji gorzej, aniżeli osoba, która tam leci na wakacje !!! Inną rzeczą jest fakt, że wśród 24 astronautów, którzy polecieli w kierunku księżyca, nie ma ani jednego – przejrzyj, sprawdź :
http://www.spacefacts.de/english/bio_ast.htm, który nie ma stopnia naukowego – zazwyczaj dziedziny związane z lotnictwem, uczelnie różne od zwykłych stanowych poprzez Prienston, na MIT kończąc !!! Jest jeszcze jeden aspekt często pomijany, a równie ważny, te osiłki jak ich nazwałeś są lepsi ... właśnie przez to, że są tymi osiłkami, że ich zdrowie na to pozwala, że nie ma możliwości, żeby nie wykorzystali do końca swoich sił, by wykonać zadanie, a sił na pewno mają znacznie więcej, niż ci anorektyczni turyści ... najlepszy przykład Apollo 15, zdarte do krwi ręce, krytyczne wycieńczenie organizmu (za które Irwin, wg niektórych źródeł zapłacił bardzo wysoką cenę ... ), a mimo wszystko misja wykonana do końca, którego kosmicznego turystę byłoby stać na takie poświęcenie ...
Może na tym skończę i nie będę się już rozpisywał na temat Apollo, tego co NASA chciała, a czego nie zdążyła zrobić, bo to wszyscy wiedzą ...