Zacznę może od małego sprostowania ... przepraszając, za użycie słów „do bani” i „bez sensu” nie robiłem tego ironicznie, a naprawdę szczerz, tak więc przykro mi, że tak to odebrałeś ... zresztą przejrzyj moje wszystkie dotychczasowe posty, jestem człowiekiem, który nie tylko potrafi przyznać komuś rację, jeśli tylko ten ktoś przedstawi sensowne kontrargumenty, ale również potrafi przyznać się do popełnienia błędu, tudzież niezrozumienia zagadnienia, pisząc wprost, że takowa gafę popełnił. Nie ukrywajmy, że w większości jesteśmy tylko pasjonatami, którzy w wielu kwestiach mogą snuć tylko i wyłącznie przypuszczenia. I tu może poprzestanę na sprostowaniu, bo nie chciałbym tego zamieniać w jakąś „pyskówkę” (tu przepraszam za to słowo oczywiście i nie robię tego ironicznie) na tematy zupełnie poboczne ...
Zarzucasz mi tak naprawdę brak argumentowania tego, że uważam, że taki statek jest „do bani” ( tak przepraszam, że użyłem tego sformułowania, ale tym razem czynię to celowo), ale chyba tym samym nie czytałeś w następnych postach mojego uzasadnienia tego stwierdzenia, więc może po krótce je teraz przybliżę. Podzielę może moje uzasadnienie na trzy wątki, by było je łatwiej zrozumieć, gdyż jak mniema poprzednio pisałem chyba nazbyt chaotycznie i pod wpływem chwili, co uniemożliwiło prawidłowy odbiór tego co chciałem przekazać.
Tak więc część pierwsza :
„Dlaczego uważam, że statek Nautillus jest do bani, jeśli chodzi o loty księżycowe”
- po pierwsze, w tym momencie, nie jest nam potrzebny taki statek, jako, że tak jak już pisałem nie ma za bardzo czego transportować w tamtym kierunku. Tworzenie już dzisiaj koncepcji takiego statku zakończy się tak samo jak tworzono koncepcję promu kosmicznego ... statek, który jest bez zastosowania, niby do wszystkiego, a tak naprawdę do niczego. Podstawową niestety rzeczą w czasie budowy tak skomplikowanych urządzeń jest przeznaczenie. Innymi wymogami będzie obarczony statek, który ma działać tylko na orbicie, innymi taki, który ma latać na księżyc, a jeszcze innymi taki, który ma latać na Marsa. Te inne założenia wynikają z tego, że cele te (orbita, księżyc, mars) się od siebie zupełnie różnią, wymagane są zupełnie inne prędkości do osiągnięcia takich celów, inne są założenia ogólne misji, aby te cele osiągnąć.
- Jeśli chodzi o księżyc to konstruowanie tak dużego statku, stwarza pewne zasadnicze trudności, a mianowicie ... prędkości konieczna do lotu w tamta stronę zasadniczo nie jest jakaś ogromna (Apollo latały tam ze średnią prędkością 1,5 km/s, chociaż mogły latać nawet ze średnią 4,5 km/s, ale wtedy ciężko je byłoby wyhamować), ale czym większy statek, tym większa konieczna moc silników, by tą prędkość osiągnąć, a potem wyhamować. To niesie ze sobą nie tylko większe obciążenia takiego silnika, ale również więcej niezbędnych materiałów pędnych ... w tym momencie łatwiej i taniej w tamtą stronę posłać statek załogowy, lub transportowy konwencjonalną metodą (start z ziemi za pomocą dużej HLV i użycie jej trzeciego, czy czwartego, czy n-tego członu do osiągnięcia prędkości ucieczki)
- Kolejna rzecz to rzecz, którą poprzedni ująłem jako optymizm, czyli twierdzenie, że silniki takiego statku nie będą musiały podlegać stałej kontroli, itd. Abstrahując od bezpieczeństwa, nie uważam, żeby wynoszenie na orbitę naprawdę dużych silników ( w związku z tym, ze Nautillus sam w sobie będzie duży), i wymienianie ich tam, albo renowacja orbitalna, albo jakakolwiek inna forma dozoru po pierwsze, była tańsza od lotu bezpośredniego, a po drugie, żeby nie wymagała do tego celu osobnych instalacji orbitalnych. Samo wyniesienie na orbitę modułu silnikowego w celu wymiany wymagać zapewne będzie HLV, która to rakieta sama w sobie będzie zapewne wystarczająca do lotu statku w tamtą stronę (księżyc), więc po co tak komplikować całą misję ?!
- Taki statek wcale nie pomoże w budowie ewentualnej stacji księżycowej (najpierw w ogóle tam polećmy), bo do tego celu tańsze będą jednorazowe rakiety HVL, a jeśli zaczniemy od wymyślania i konstruowania ogromnego statku transportowego to zablokujemy taki projekt (stacji księżycowej) już na starcie
To jeśli chodzi o księżyc, teraz lot marsjański :
- Po pierwsze ten sam argument co w przypadku lotu księżycowego, liczy się w tym momencie tak naprawdę rozmiar, czym mniejsze i lżejsze, ty lepsze i pod względem logistycznym (nic nie musimy składać na orbicie) i finansowym
- Po drugie, po co utrudniać misję, po co rozwijać koncepcję, która tylko utrudnia całość. Chcemy lecieć na Marsa lećmy na Marsa, chcemy na nim lądować, zbudujmy statek, który do takiego lądowania będzie zdolny.
Po trzecie ogólna koncepcja
- Nie ma rzeczy dobrych do wszystkiego, szczególnie w takiej dziedzinie jak loty kosmiczne, każda poszczególna misja rządzi się swoimi prawami i wymogami (mam na myśli misje w poszczególnych kierunkach : orbita, księżyc, mars). Jeśli zaczniemy konstruować statki na zasadzie uniwersalności, stworzymy kolejny prom kosmiczny – piękna maszyna, ale co z tego !!!
- Sami projektanci, chyba doskonale zdawali sobie sprawę z tego co wymyślają, jako, że w prezentacji dołączonej na stronie, nie ma tak naprawdę konkretnego zastosowania tego statku, o czym zresztą pisałem wcześniej
- Statek taki będzie drogi i ciężki w utrzymaniu wbrew temu co piszesz, bo wszelkie działania na orbicie, takie jak najpierw składanie go tam, potem doglądanie, potem ewentualne tankowania, wymiana zużytych części i silników będą znacząco podnosić, a nie obniżać koszty
Na koniec dodam tylko, że uważam iż takie statki będą potrzebne i będą kiedyś latać na trasie ziemia-księżyc, ziemia-mars, a może nawet i dalej, ale jest to na tyle odległe, że planowanie takich statków już dziś mija się z celem, bo gdy dojdzie do ich budowy, technika kosmiczna będzie zapewne wyglądać zupełnie inaczej (stąd moje porównanie z braćmi Wright, owszem mogli oni snuć przypuszczenia, że kiedyś w odległej przyszłości będą latać samoloty o rozpiętości skrzydeł większej aniżeli ich cały pierwszy lot, ale nie oznacza to, że brali się od razu do projektowania chociażby nawet tylko w zarysie takiego kolosa) zapewne będą wykorzystywane już silniki jądrowe i bóg wie co jeszcze ...
Jeśli chodzi o lobbing na rzecz „dmuchawców”, to jest to jak najbardziej przypuszczenie i myślę ( i wcale nie mówię tego w wydźwięku negatywnym, bo jest to naturalne zjawisko przy takich inwestycjach), że trafne, bo pamiętaj, że po pierwsze ich producent liczy na dotacje państwowe, które ma mu dać NASA ze swojego budżetu przeznaczonego na rozwój takich koncepcji, więc tylko kompletny idiota (przepraszam za to słowo) nie starałby się swojego planu reklamować, a najlepszą reklamą w agencjach rządowych jest lobbing, w tym przypadku poprzez ukazanie uniwersalności swojej koncepcji, ze może ona być wykorzystana nie tylko przez producenta, ale również przez NASA ... ten projekt to właśnie piękny (choć trochę nietrafiony) tego przykład
PS: A tak na przyszłość jeśli zarzucasz komuś nie argumentowanie swoich wypowiedzi, postaraj się chociaż w małej mierze sam argumentować swoje