- Już o tym wcześniej pisałem, po co nam kolejna stacja w pkt. L1 – nic nie ułatwia, a raczej utrudnia
Kolejna? To mamy jakieś stacje w L1? Stacja w tym punkcie ułatwia regularne wyprawianie misji na Księżyc.
Po co nam punkt postojowy na tak krótkiej trasie?! Żeby odpalać silnikwięcej razy niż to potrzebne ?!
Nie ma czegoś takiego jak "odpalanie więcej razy niż to potrzebne". Kto normalny by proponował takie rozwiązanie? Myślisz, że ludzie, którzy - jak przypuszczam - są inżynierami i zbili w całość tę koncepcję, mieliby tutaj stosować rozwiązanie polegające na marnowaniu cennego paliwa?
Jeśli ma być punktem przesiadkowym, ze statku macierzystego na lądownik, to nie dość, że lądownik będzie musiał mieć przez to większy zapas paliwa
Heh, no to z drugiej strony - ale za to na Nautilusie zostanie "ciężki" Orion, w zbiornikach którego będzie znajdowało się paliwo potrzebne do lotu na Ziemię. Po co go tachać na LLO? Ja tutaj widzę korzystny bilans energetyczny 
Przy locie z L1 na Księżyc nie trzeba robić przystanku na LLO. Tak wynika ze schematu, który zapodałem wyżej. Więc masz jedno "hamowanie" mniej.
Co do utrudnienia związanego z tankowaniem to technologia związana z przetaczaniem paliwa jest wg mnie obowiązkowa, jeśli mamy myśleć o jakichkolwiek harcach w deep space. Zresztą przytaczaliśmy tutaj już wcześniej przykłady rozpoczynających się projektów, które będą testowały takie przetaczanie. Dextre na Stacji ISS też będzie je wykonywał (jak ostatnio gdzieś przeczytałem).
Naprawy to bardziej odległy temat moim zdaniem. Przy kilku lotach jednym lądownikiem myślę, że nic się z nim nie stanie.
- Jaki cycler – też już to wcześniej pisałem – przy użyciu konwencjonalnych silników w tym momencie zbudowanie czegoś takiego jest bardzo ciężko wykonalne (jeśli w ogóle wręcz nie wykonalne, nie mówiąc już o kosztach) ...
Ja myślę, że w tym projekcie jest zastosowany inny niż chemiczny. Z grafiki można wnioskować, że to nuklearny NEP, ale w tekście jest napisane jonowy lub chemiczny. Mniejsza o to, skoro celem Nautilusa ma być lot na NEO lub stacjonowanie w L1.
Silników jądrowych i jonowych gotowych do użycia de facto nie posiadamy.
?? Silniki jonowe są w wykorzystaniu od kilkudziesięciu lat. Latają czy latały na nich takie sondy jak Dawn, Hayabusa czy inne.
Kurczę.. już się nauczyłem, że zubriniści nie dbają o komfort
Może więcej wyrozumiałości dla astronautów, którzy kilka miesięcy mieliby spędzić w jakiejś małej puszce? Taki statek musi mieć trochę przestrzeni...
- Statek Deep Space – najpierw ruszmy się chociaż na księżyc, a to nie nastąpi szybko jeśli będziemy sobie utrudniać życie takimi projektami (ale to też już wcześniej pisałem)
"Ruszenie" na Księżyc będzie więcej kosztowało niż na NEO, który je de facto bardziej wyrazistym celem w FlexiblePath.
- Przepraszam źle skonstruowałem zdanie, ale wiesz dobrze o co mi chodzi... po co mamy budować kolejną stację, gdziekolwiek by się nie znajdowała (nie ważne czy będzie to orbita ziemi, L1, L2, czy też nawet L1...1n), chodziło mi o to, że jeśli w drodze na księżyc (lub marsa) zaczniemy się bawić w budowanie kolejnych stacji ... to nigdy tam nie dotrzemy – nie twierdzę, żeby tych technologii nie rozwijać, jasne, że kiedyś się przydadzą, ale na miłość boską jeśli mamy tam wogóle polecieć to pierwsze misje jak najbardziej poradzą sobie bez takich cudactw, na takie rzeczy jak stacje przesiadkowe, jak promy wożące tam regularnie towary i ludzi też kiedyś w końcu nadejdzie czas, ale najpierw tam polećmy !!!
- Jeśli chodzi o odpalanie więcej razy niż potrzeba - Czym bardziej misję komplikujesz, tym więcej razy musisz korygować tor lotu, zmieniać orbitę i w ogóle wykonywać jakiekolwiek zbędne (czytaj zwiększające ryzyko) manewry – dlatego misję (szczególnie te, które latają dalej niż tylko na LEO) planuje się tak, by takich rzeczy było jak najmniej, a nie jak najwięcej. (są to tak zwane etapy krytyczne misji – nazwa mówi sama za siebie)
- Jeśli chodzi o to bezpośrednie lądowanie bez wejścia na orbitę, myślę, że jest to nazbyt optymistyczne podejście i żadna agencja ze względów bezpieczeństwa się na takie rozwiązanie nigdy nie zdecyduje ... procedury tworzone są tak by wszystko wielokrotnie sprawdzać przed każdym newralgicznym etapem misji (polecam książkę Kranza – trochę miejscami nudna, ale dużo mówi o planowaniu lotów).Lądowanie na księżycu na pewno takim jest i nie sądzę, żeby nie skorzystano z okazji jakim jest jedna orbita przed lądowaniem (wokół jakiegokolwiek ciała niebieskiego) na sprawdzenie wszystkiego jeszcze raz ... ale to już jest bardzo odległe gdybanie ...
- Uważasz, że po lądowaniu i starcie z księżyca lądownik nie powinien być sprawdzony ... myślę, że tego żadna agencja też nie puści jeśli chodzi o bezpieczeństwo ... może kiedyś w przyszłości, ale nie przy dzisiejszej technice i przy pierwszych lotach tam ...
Sedno jest jednak inne, a mianowicie, że to wszystko jest zbędnym komplikowaniem planów misji, w imię czego ?! ... nie mówię, że w przyszłości tak nie będzie, ale nasz powrót na księżyc tego nie wymaga, możemy się bez tego w tej chwili obejść
- „bardziej wyrazistym celem FP” – podziwiam, że w ogóle dopatrzyłeś się tam jakiegoś celu (tak polecimy na NEO w przyszłej dekadzie o ile wiatr polityczny znowu nie powieje inaczej

)... a teraz znowu na logikę, czy lot do ciała niebieskiego, którego dokładną orbitę znamy w zasadzie od zawsze, na którym już raz byliśmy, które jest duże, na orbitę którego można wejść, itd. jest trudniejszy od lotu np. na asteroidę, kometę, lub jakiekolwiek inne ciało niebieskie, które w pobliżu ziemi znajduje się na krótko, które, albo nie ma, albo ma bardzo słaba grawitację, a prze de wszystkim, które jest bardzo małe .... Nie mówię misja z naukowego punktu widzenia ciekawa i sam jestem zwolennikiem, żeby na coś takiego ludzi wysłać, ale po pierwsze FP tak naprawdę nie mówi nic jak tego dokonać, ani w zasadzie kiedy , a Nautillus i owszem – zresztą pisałem to wcześniej – do czegoś takiego się może nadać, ale podejrzewam, że są prostsze i tańsze możliwości wykonania takiej misji ...
- Silników jądrowych nie mamy, a co do jonowych, to pozwolę sobie na cytat prof. dr. hab. inż. Piotra Wolańskiego (cytat z „Wiedza i Życie”) : ” Zaletą takiego napędu jest duży impuls, to znaczy, że do zmian manewrowych są wymagane małe ilości czynnika napędowego. Za to mamy dwie poważne wady: bardzo mały ciąg, rzędu niutonów, oraz duże zapotrzebowanie na energię elektryczną - a wszak w kosmosie elektrowni nie ma. Silniki te mogą być stosowane w kosmosie i były wykorzystywane w misjach automatycznych, jednak przy realizacji załogowych wypraw na Marsa będą nieprzydatne” ... czyli tak jak pisałem nie mamy takiego napędu (w odniesieniu do lotów załogowych, a cały czas o takich rozmawiamy)
- jeśli chodzi o tych naukowców i ich obliczenia, to podejrzewam sądząc po „oszałamiającej” ilości materiałów przedstawionych w prezentacji, że – i też to już wcześniej pisałem - jest to nic innego jak marketingowy chwyt, lobbing, PR, czy jakkolwiek to inaczej nazwiesz prezentujący ewentualne cudowne zastosowania „dmuchawców” (tak jak i np. pokazana w którymś innym wątku „dmuchana „ stacja księżycowa)
- Co do tego braku wyrozumiałości ... to gdyby np. Kolumb czekał na statek spełniający „standardy” wygody, albo gdyby bracia Wrigth zaczęli konstruować swój pierwszy samolot z uwzględnieniem ilości „przestrzeni” dla pilota to do tej pory siedzielibyśmy na przysłowiowych czterech literach. Nie potrzebujemy statku wielkości transatlantyka, żeby dolecieć na marsa, a tymbardziej na księżyc .... myślę, że gdybyś dał wybór dzisiejszym astronautom czy mają lecieć na Marsa dziś, ale w lekkiej ciasnocie, czy może w bliżej nieokreślonym czasie (za 30 lat najwcześniej) w luksusowym statku, to myślę, że odpowiedź byłaby jednoznaczna. (ale na dyskusję o rozmiarach kapsuł statku w planie MD zapraszam na wątek Mars Direct)
