Autor Wątek: Artykuły z innego świata  (Przeczytany 18511 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #210 dnia: Maj 10, 2021, 23:34 »
Afryka pali szczepionki na COVID-19. Dlaczego tak się dzieje?
ADRIAN BĄK 19-05-2021 20:57

Podczas gdy wiele krajów afrykańskich boryka się z niewystarczającą liczbą szczepionek przeciwko COVID-19, inne są zmuszone niszczyć tysiące przeterminowanych dawek preparatów. W Malawi, jednym z najbiedniejszych krajów świata, spalono właśnie prawie 20 tysięcy szczepionek firmy AstraZeneca. Dlaczego tak się dzieje?

Malawi to pierwszy afrykański kraj, który publicznie poinformował o spaleniu przeterminowanych szczepionek przeciwko COVID-19. Władze uzasadniają, że zdecydowały się o tym powiedzieć publicznie, żeby przywrócić zaufanie społeczne i zapewnić mieszkańców, że szczepionki są bezpieczne i skuteczne. - Gdy rozeszła się wiadomość, że mamy przeterminowane szczepionki, zauważyliśmy, że ludzie nie przychodzą do naszych klinik, aby się zaszczepić - powiedział BBC dr Charles Mwansambo.

Malawi otrzymało 26 marca ponad 100 tysięcy dawek szczepionki firmy AstraZeneca od Unii Afrykańskiej. Wykorzystano prawie 80 proc. z nich. Data ważności na etykietach upływała jednak 13 kwietnia, więc fiolki zostały wyjęte ze sprzętu chłodniczego potrzebnego do ich przechowywania.

Malawi nie jest jednak odosobnione w niszczeniu przeterminowanych dawek szczepionek. Czynią to także inne kraje, i to nie tylko na kontynencie afrykańskim, choć ze względu na kampanie szczepionkowe zwykle się z tym nie afiszują. Coraz częściej pojawiają się jednak doniesienia, że w krajach afrykańskich proceder ten jest częstszy i na większą skalę niż w innych regionach świata. Dlaczego?

Dwa tygodnie na zaszczepienie

Część winy nie spoczywa wcale na poszczególnych krajach afrykańskich. Sudan Południowy planuje zniszczyć aż 59 tysięcy dawek szczepionki przeciwko COVID-19. Jak argumentują służby medyczne z tego kraju, preparaty dostarczone Sudanowi przez Specjalny Zespół ds. Pozyskiwania Szczepionek AVATT trafiły do tego państwa ledwie na dwa tygodnie przed końcem terminu ważności. Te same szczepionki, z identyczną datą ważności, otrzymało łącznie 13 krajów afrykańskich. Za przydziały odpowiedzialna była Unia Afrykańska.

Kraje afrykańskie mają też problemy z dystrybucją szczepionek. Demokratyczna Republika Konga poinformowała, że nie może wykorzystać większości z 1,7 miliona dawek szczepionki firmy AstraZeneca, które otrzymała w ramach globalnego programu Covax dla biedniejszych krajów. Do końca kwietnia podano tylko około tysiąca dawek. Większość z tej partii preparatów - z datą ważności 24 czerwca - jest obecnie rozsyłana do innych krajów, m.in. do Ghany i na Madagaskar.

Wcześniej podobny problem zgłosiła Nigeria, która także przyznała, że ​​nie będzie w stanie wykorzystać wszystkich dawek na czas. Tysiące dawek rozdysponowano więc już do położonych niedaleko krajów - Togo i Ghany. Niewykorzystane szczepionki zostały też wysłane na Jamajkę.

Afryka wątpi w szczepienia, ale to tylko jeden z powodów

Skąd te problemy z dystrybucją szczepionek? Powodów jest kilka. - Wiele krajów nie przygotowało się wystarczająco do przyjęcia szczepionek - mówi dla BBC Phionah Atuhebwe ze Światowej Organizacji Zdrowia. Ma być to jednym z głównych powodów powolnego tempa szczepień w krajach afrykańskich.

Ale problemów jest więcej. Niektóre kraje mają duże problemy z personelem medycznym, a do tego dochodzą jeszcze wyzwania finansowe. Jak zauważa BBC, dla Demokratycznej Republiki Konga, problemem jest nie tylko słaba i niewydajna służba medyczna, ale także nierozwinięta sieć transportowa. Dostawy szczepionek w odległe obszary są często dużym problemem, a nierzadko bywa to wręcz niemożliwe.

Na kontynencie afrykańskim, podobnie jak i w innych regionach świata, jest także wiele osób, które nie są przekonane co do zasadności szczepienia na COVID-19. W biedniejszych i mniej rozwiniętych państwach kontynentu ważny jest także czynnik edukacyjny. Na terenach wiejskich jest mała świadomość nie tylko co do skuteczności szczepień, ale i skutków COVID-19.

Z tego powodu Ministerstwo Zdrowia Malawi ogłosiło właśnie kolejną kampanię. Ma ona poszerzać wiedzę na temat zagrożeń związanych z COVID-19 i mówić o korzyściach ze szczepienia. Przedstawiciele służby zdrowia i aktywiści chcą docierać szczególnie na tereny wiejskie, gdzie jest najwięcej sceptyków, jeśli chodzi o szczepienia.

Ghana – szczepionki dostarczają drony

Problemy z dostarczaniem szczepionek kraje afrykańskie próbują obchodzić na różne sposoby. Przedstawiciele ghańskiej służby zdrowia rozpoczęły wykorzystywanie do tego celu dronów, które dostarczają partie szczepionek w trudno dostępne obszary tego kraju. Ghana otrzymała dodatkowe 360 tysięcy szczepionek, które zostały zwrócone przez Demokratyczną Republikę Konga, gdzie proces ich dystrybucji był zbyt wolny. Testy z dronami odbywają się w 43 okręgach, a do szczepionek kwalifikują się tylko osoby, które otrzymały już pierwszą dawkę.


https://wiadomosci.wp.pl/afryka-pali-szczepionki-na-covid-19-dlaczego-tak-sie-dzieje-6641414458612608a
« Ostatnia zmiana: Maj 19, 2021, 23:14 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #211 dnia: Maj 14, 2021, 23:12 »
Narodowy Polski Ład dla wyborców Kaczyńskiego i Spółki
17 MAJA 2021 ADAM SZOSTKIEWICZ

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Polski Ład został odpalony pod wybory. Może jesienią tego roku, może wiosną przyszłego, tego nikt w PiS nie powie otwartym tekstem, ale prawie na pewno przedterminowo. Bo nie wiadomo, na jak długo wystarczy nowej amunicji do strzelania w opozycję i robienia propagandy sukcesu 24/7. Amunicję dowiozła Lewica. To Czarzastego mógł mieć na myśli Kaczyński, gdy bąknął, że może wkrótce do podpisów pod Polskim Ładem dojdzie jeszcze jakiś nowy.

Show pod tym tytułem oglądało się mozolnie. Słowotoki wicepremiera i premiera, znerwicowany monolog w próżnię ministra sprawiedliwości, zatroskane kazanie ministra rozwoju. Słowa, słowa, słowa, obietnice, obietnice, obietnice. I marszałkini na puentę: będzie dobrze, damy radę! Tylko konfetti i baloników brakowało.

Ten pokaz rekonsolidacji trzech generałów, w tym dwóch bez dywizji, w poszukiwaniu wyborców mógł imponować wiernej widowni TVP Info. Inna publiczność nie dawała rady słuchać, jak Kaczyński, Morawiecki i Ziobro zmagają się z zasadami poprawnej wymowy – „dugo”, „susznie”, „łat” – i składni języka ojczystego.

Ale co tam. Ważne, że Polska znów rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej. Nowe podatki, inflacja, wzrost cen, rachityczne inwestycje, miliony wydane bez sensu z budżetu państwa, afery korupcyjne – to detale. Lud wyborczy ma krótką pamięć. Gospodarka się odbije dzięki unijnym funduszom, których rolę skrzętnie ukrywa rządowa propaganda.

Przez „deklarację programową”, która liczy dobrze ponad sto stron, przebrną zawodowcy: ekonomiści, biznesmeni mali, średni i wielcy, pisowska nomenklatura, działacze polityczni i piarowcy wszystkich partii i partyjek. Mimo że to na razie gruszki na wierzbie, festiwal życzeń. Dopiero po projektach ustaw mających je wcielić w życie, po sposobie i stopniu ich realizacji poznamy, co są warte i jakie przyniosły skutki dla gospodarki i społeczeństwa.

Krótko mówiąc: niewiarygodni liderzy odbierają wiarygodność swoim deklaracjom. Nawet we własnych politycznych fanklubach. Premierzy Kaczyński i Morawiecki wraz z ministrem Ziobrą przodują w rankingach braku zaufania do polityków. Tylko fankluby biją brawo podczas ich wieców, reszta obywateli milczy lub przewraca oczami.

Zza Polskiego Ładu wyziera państwo uzależniające od siebie klasę ludową, pracowników najemnych, klasę średnią, przedsiębiorców i samozatrudnionych. W domyśle: coś za coś, damy wam żyć, ale oczekujemy posłuszeństwa i wzajemności przy urnach wyborczych. Niepokorni w tym państwie nie mają na co liczyć. Szczególnie nieposłuszne samorządy i NGO’s. Chcecie skorzystać, urosnąć, dorobić się, głosujcie na „zjednoczoną prawicę”. Tymczasem Europa stawia nie na „łady narodowe”, tylko na wspólny Ład Zielony. W Unii szykuje się zasadnicza redefinicja celów i priorytetów integracji europejskiej.

Ta zmiana paradygmatu ma dalekosiężne skutki, także dla Polski, twierdzi Piotr Buras, dyrektor warszawskiego biura think tanku European Council of Foreign Affairs. „Polska może być pionierem transformacji energetycznej, gospodarczej i społecznej”, ale warunkiem jest wyciągnięcie wniosków ze zmiany paradygmatu. Jest on w sprzeczności z wizją „Polskiego Ładu”.

Chodzi w nim o decentralizację zarządzania, włączenie obywateli do szerokich konsultacji, poszanowanie reguł demokratycznych i zasad praworządności, gdy projekt ZP sprowadza się do centralizacji, ograniczania roli samorządów, chciejstwa elit rządzących w polityce i gospodarce. Nie ma więc wcale zbyt wielu powodów do zachwytów nad „Polskim Ładem”. To zbiór potwierdzeń i zapowiedzi, że obecna władza nie widzi lub ignoruje wielkie zmiany zachodzące w Europie i świecie.

https://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2021/05/17/narodowy-polski-lad-dla-wyborcow-kaczynskiego-i-spolki/?nocheck=1

Kwestia wiary
16 MAJA 2021 MARCIN CELIŃSKI

Prezentowany wczoraj „Nowy Ład” to kolejna odsłona sprawności politycznej i marketingowej rządzącej ekipy, tym razem przy wykorzystaniu konwencji sitcomowej, pomagającej głosami z „offu” zauważyć widzom momenty, w których należy się śmiać, płakać lub – co w tym konkretnym przypadku pojawiało się najczęściej – popaść w głęboki zachwyt.

Kaczyński ewidentnie wygrał tę prezentację na poziomie politycznym – wysłał bardzo silny sygnał o przełamaniu kryzysu w obozie władzy. Podpisy zarówno Gowina (niedawno mieliśmy rocznicę konfliktu ocierającego się kilkakrotnie o rozstanie), jak i Ziobry (któremu Lewica pomogła przejść suchą stopą przez nieposłuszeństwo w sprawie Funduszu Odbudowy) to jasny komunikat – trwamy i trwać będziemy.

Niewątpliwym sukcesem jest także to, że do chóru oklaskującego pomysły dołączyła otwarcie duża część lewicowego komentariatu, szczerze ciesząc się z podwyżek obciążeń dla „bogaczy” (czyli osób zarabiających powyżej circa 7 tys. zł) i zapowiedzi kolejnych transferów bezpośrednich.

Sam program nie jest zaskakujący ani szczególnie oryginalny. Oparty na ideach, które już znamy – centralizacji państwa (szczególnie jego finansów i inwestycji) podlanej sosem patriotyczno-godnościowym (może ze zmianą proporcji na korzyść drugiego czynnika – to zapewne kolejny ukłon w stronę Lewicy). Korzyści bezpośrednie z ulg i transferów skierowane są przede wszystkim do tradycyjnego wyborcy PiS – osób gorzej zarabiających, z mniejszych ośrodków i emerytów. Elementem wrogim i do osłabienia jest tradycyjnie nielubiana przez Kaczyńskiego klasa średnia, która traci najwięcej choćby na powiązaniu składki na fundusz zdrowia z dochodem czy zapowiedzianej likwidacji alternatywnych dla umowy o pracę form zarobkowania.

Tradycją ogłaszanych przez PiS programów (ktoś jeszcze pamięta o planach zrównoważonego rozwoju itp.?) jest brak harmonogramu wprowadzania projektów, skutków dla finansów publicznych i podania konkretnych źródeł finansowania zadań. Ogólne odniesienie do Funduszu Odbudowy to mało.

Program stanowi miks drobnych pomysłów odgrzanych („odbudowany” na 100-lecie niepodległości Pałac Saski znowu będziemy odbudowywać, zapomniano jakoś o zapowiedzianej bodaj w 2017 r. odbudowie zamków kazimierzowskich) czy kolejnej próby poprawy sytuacji mieszkaniowej (można spytać, jak obietnice pokrywania wkładu własnego mają się do programu Mieszkanie Plus, który zakładał setki tysięcy mieszkań na najem, czy ostatniego sukcesu Lewicy i kolejnych 75 tys. takich mieszkań). Są też pomysły groźne, jak kosztowna i nonsesowna gazyfikacja terenów słabo zurbanizowanych, czyli perspektywiczne brnięcie w energię z paliwa kopalnego – oczywiście w większości rosyjskiego – zamiast zwrotu ku alternatywnym źródłom budującym niepodległość energetyczną.

Kompletną bzdurą jest powrót do peerelowskiej praktyki rozdzielenia kursu historii powszechnej i polskiej – które buduje trudne do zwalczenia w wieku dorosłym poczucie, że Polska jest na innej planecie niż jej najbliżsi sąsiedzi.

Co z tego programu może być zrealizowane? Wierzę, że powstaną nowe agencje, które siłami tysięcy urzędników będą „zajmowały” się służbą zdrowia. Wierzę w transfery bezpośrednie promujące wielorództwo i szybkorództwo. Wierzę także, że w zależności od kalendarza wyborczego emeryci będą otrzymywali obiecane profity. Wierzę też w zmiany w podstawach programowych, minister Czarnek zadba, by polski uczeń dostawał jak najmniej wiedzy przydatnej w XXI w. To wszystko jest w zasięgu możliwości wykonawczych obecnej władzy. Kompletnie nie wierzę w żaden projekt infrastrukturalny – to możliwości tej władzy przekracza, choć z pewnością powstaną nowe agencje czy spółki skarbu państwa, które w nazwie i celach będą miały realizację tych projektów.

Centralizacja nie poprawi służby zdrowia, nie będzie też służyła inwestycjom. Kolejna faza osłabiania samorządów (nieobecnych w „Nowym Ładzie” poza konferansjerką prezydenta Chełma) obniży jeszcze bardziej poziom usług publicznych i pogłębi nieformalną ich prywatyzację.

„Nowy Ład” mimo częściowo trafnych diagnoz ze względu na recepty jest złym programem, osadzonym mentalnie w ubiegłym wieku, pomijającym kwestie infrastrukturalne kluczowe dla przyszłości – takie jak konieczna rewolucja energetyczna, stepowienie związane ze zmianami klimatycznymi, pogłębiający się deficyt wodny. W warstwie realizacyjnej – skupiony na transferach bezpośrednich z pominięciem pomysłów na budowanie zasobu, który mógłby je unieść w perspektywie dłuższej niż najbliższe kilka lat.

Głównym (może jedynym) celem „Nowego Ładu” jest powrót do poparcia dla władzy na poziom zbliżony do 40 proc. Czy to się uda?

Społeczny odbiór tego programu to kwestia wiary. Czy pamięć poprzednich hucznie ogłaszanych programów PiS jest na tyle w nas obecna, że będziemy potrafili podejść z rezerwą do wczorajszego? Czy pamiętamy polskie samochody elektryczne, promy, milion mieszkań, dentystę w każdej szkole? Bo jeśli nie pamiętamy, to możemy uwierzyć w „Nowy Ład”.

https://marcincelinski.blog.polityka.pl/2021/05/16/kwestia-wiary/?nocheck=1
« Ostatnia zmiana: Maj 20, 2021, 23:05 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #212 dnia: Maj 17, 2021, 23:28 »
Wirusowy apartheid. Świat gra o stawkę większą niż szczepionki
MARTA ALICJA TRZECIAK  21-05-2021 16:56

Bogate kraje mają więcej szczepionek, niż mieszkańców. W najbiedniejszych krajach masowe szczepienia mogą dojść do skutku dopiero w 2024 r. Do puli globalnych nierówności może dojść podział na enklawy zdrowia i te, do których lepiej nie jeździć. Czy przepustką stanie się paszport szczepionkowy?



FILTR BOGATEGO ZACHODU

Stan na 15 maja: słupki wyszczepialności na Our World In Data rosną, a krzywe wspinają się szybciutko po stromiźnie: w Wielkiej Brytanii ponad 50 proc. obywateli przyjęło przynajmniej jedną dawkę szczepienia przeciw COVID-19, w Stanach Zjednoczonych – ponad 40 proc. Średnia w krajach UE jest trochę gorsza - poniżej 30 procent, ale liczby szybko rosną [1].

Problem pojawia się, gdy usunę filtr "bogatego Zachodu".

W skali świata słupki nie rosną, a krzywe są bardzo leniwe: w Indiach przynajmniej jedną dawkę przyjęło około 9 procent obywateli, w całej Azji 4 procent. W Afryce jedną dawką zaszczepiło się mniej niż 1 – jeden! - procent populacji liczącej 1,2 miliarda ludzi [1].

Dlaczego to miałoby nas obchodzić? Dlatego, że koronawirus traktuje Ziemię jak globalną wioskę. I ta wioska nie może sobie pozwolić na to, żeby w domach przy głównej ulicy wyszczepialność była wysoka, a w gospodarstwach na rogatkach covid zbierał żniwo. Po pierwsze dlatego, że wszyscy w tej wiosce jesteśmy ludźmi. A jeśli kogoś to nie przekonuje, to podam argumenty gospodarcze i społeczne. Jeśli w bogatych krajach osiągniemy odporność zbiorową, a w ubogich wirus będzie hulał i mutował – prędzej czy później obróci się to przeciwko wszystkim mieszkańcom kuli ziemskiej.

Najpierw sprawdzimy, jak bogaty świat może pomóc biednemu. Potem spróbujemy pokazać, co może się stać, jeśli tej pomocy nie będzie albo jeśli będzie ona niewystarczająca.

PATENT KONTRA POMOC

Indie: 300 tysięcy zachorowań dziennie, 10 proc. zaszczepionych; Brazylia: 60 tysięcy zachorowań dziennie, 17 proc. zaszczepionych; Argentyna: 20 tysięcy zachorowań dziennie, 18 proc. zaszczepionych; Iran: 20 tysięcy zachorowań dziennie, 2 proc. zaszczepionych [1]. Organizacje międzynarodowe jak WHO, politycy i działacze praw człowieka apelują: dość siedzenia z założonymi rękami, trzeba podnieść wyszczepialność na całym świecie – a nie tylko w krajach bogatego Zachodu [2, 3, 4]. Czyli uwolnić patenty na szczepionki tak, aby można było je produkować wszędzie.



Assam, Indie, 21.05.2021 r., szczepienie przeciw Covid-19. W Indiach wyszczepiony jest niewielki procent populacji, brakuje szczepionek  Źródło: Getty Images, Fot: Anuwar Hazarika/NurPhoto

Indie i RPA są oczywiście za. Szef WHO, etiopski biolog Tedros Adhanom Ghebreyesus, również. [2]. Sprawę wstępnie popierają przedstawiciele Unii Europejskiej [5], a administracja Joe Bidena [6] wyraziła zamiar negocjowania ze Światową Organizacją Handlu (WTO), która nadzoruje porozumienie TRIPS, regulujące handel własnością intelektualną. Czyli także patentami.

Pomysł ma plusy i minusy.

MINUSY, CO PRZESŁANIAJĄ PLUSY

Wynalezienie szczepionki wymaga ogromnych pieniędzy: na stworzenie właściwych warunków do badań (absolutna sterylność, zabezpieczenia itp.), na opłacenie najlepszych specjalistów, na wyposażenie laboratoriów, stworzenie linii produkcyjnych. Ale tym, co pożera najwięcej funduszy, jest czas. Niestety ten najdroższy zasób był też w wyścigu o szczepionkę najważniejszy.

Porządne inwestycje w proces tworzenia leku umożliwiają np. przeprowadzanie faz testów „na zakładkę” – z rozpoczynaniem jednej fazy równolegle z drugą – bez przeprowadzania procesów minimalizujących ryzyko strat dla danej organizacji. Ponad rok temu bogate kraje - USA, Wielka Brytania, Japonia czy Kanada - zainwestowały ogromne pieniądze w firmy biotechnologiczne, które prowadziły równolegle testy. W ten sposób kupiły im czas i przyspieszyły stworzenie skutecznych preparatów.

Państwowi inwestorzy rok temu nie wiedzieli, które z procesów badawczych zakończą się sukcesem. Minimalizowali ryzyko, inwestując w wiele firm na raz. Takie porozumienie – państwo dofinansowuje w badania w zamian za określoną liczbę dawek – nazywa się umową obustronną.

Ceną wsparcia było pierwszeństwo w kolejce po gotowe szczepionki. Bogate kraje zabezpieczyły w ten sposób dla siebie dawki w liczbie przekraczającej kilkukrotnie liczbę ich obywateli [3, 7, 8] – na wypadek, gdyby któremuś zespołowi badaczy się nie udało.

Gdyby nie wpompowane w firmy bio-tech pieniądze, szczepionki być może do dziś by nie powstały. Problem zaczyna się dopiero teraz: gdy przyszło do rozdysponowania miliardów dawek.

Nawet jeśli wszystkie linie produkcyjne pracują całą dobę, a wszyscy pracownicy zakładów tyrają na trzy zmiany, istnieje pewien limit produkcji, którego nie da się przekroczyć. W kolejkach po szczepionki stoją teraz całe państwa. Na początku ogonka są te, które dofinansowały badania, a te rejony świata, w których brakowało pieniędzy na zabezpieczenie dawek, nie mogą się dopchać nawet na koniec kolejki [3, 7, 8]. COVAX, czyli globalny sojusz na rzecz szczepień utworzony przez WHO, UNICEF oraz dwie inicjatywy działające na rzecz szczepień i immunizacji: CEPI oraz GAVI [9], też nie działa skutecznie. Miał pomóc biedniejszym państwom w negocjacjach z firmami farmaceutycznymi i zabezpieczać dla nich dawki szczepień, aby je równo i sprawiedliwie rozdysponowywać. Tak miało być. Jak jest?

Jest tak, że w uboższych krajach nadal nie zaszczepiono nawet personelu medycznego działającego na pierwszym froncie epidemii [7, 8]. I w tym miejscu wracamy do uwalniania patentów.

80 procent wyprodukowanych szczepionek trafiło do krajów o wysokim lub średnim statusie ekonomicznym [1, 7, 8]. Z raportu The Economist Intelligence Unit wynika, że w większości ubogich krajów nie dojdzie do programów masowych szczepień do 2024 roku [10]. A zatem równanie wydaje się być bardzo proste.

Po jednej stronie są bogate państwa, które mają dużo dawek szczepionek, zakłady produkcyjne, które nie wyrabiają z produkcją oraz patenty, które zawierają przepis na produkcję szczepień. Po drugiej stronie mamy rzesze ludzi potrzebujących szczepienia, moce przerobowe - i brak patentu. Rozwiązanie: uwolnić patent i pozwolić na produkcję szczepionek tam, gdzie jest na nie zapotrzebowanie.

A teraz wyobraźcie sobie, że inżynier z NASA przychodzi do warsztatu samochodowego i daje właścicielowi w prezencie patent na marsjańskiego łazika Perseverance. Warsztat może i jest dobry, ale czy jest w stanie stworzyć sterylne warunki, opracować precyzyjne mechanizmy i pozyskać rzadkie oraz kosztowne materiały, potrzebne do wyprodukowania tak zaawansowanej konstrukcji jak łazik?

W przypadku szczepień jest jeszcze gorzej. Bo jeśli warsztat nie spełni standardów NASA, ryzykuje jedynie tym, że łazik nie podoła marsjańskiej misji. Jeśli coś nie wyjdzie na którymkolwiek etapie tworzenia szczepionek, ryzykujemy zdrowiem i życiem milionów ludzi. Mimo, że w krajach takich jak Indie wytwarza się obecnie ogromne ilości leków, tradycyjnych technologii farmaceutycznych nie da się porównać do nowoczesnych szczepionek mRNA czy szczepionek wektorowych, które są podstawą profilaktyki przeciw COVID-19.

Kontrargument brzmi: w pandemii nie ma miejsca na istnienie jakichkolwiek barier w procesie tworzenia i dystrybuowania szczepień. Własność intelektualna jest ważna, ale czy ważniejsza niż ratowanie ludzkości i globalnej gospodarki?

KOMU OPŁACA SIĘ PATENT?

Problem polega jednak na tym, że gdyby nie istniała własność intelektualna, możliwe, że nie powstałaby żadna szczepionka przeciw COVID-19. Dlaczego? Wyobraźcie sobie, że macie firmę, która produkuje świetne lody. Przychodzi do was burmistrz miasta i mówi, żebyście stworzyli jeszcze pyszniejsze lody. Rzucacie na ten front waszego najlepszego pracownika, dajecie mu dwóch do pomocy i podwyższacie im pensje. Ryzyko? Na koniec może się okazać, że nowe lody są niedobre i nikt ich nie kupi. Ale decydujecie się na ten krok. Dlaczego? Ponieważ, jeśli latem na miejskim rynku lody okażą się hitem wśród turystów – to przepis na nie będzie należał do was.

I tak się dzieje. Lody się sprzedają jak świeże szczepionki. I nagle burmistrz przychodzi i mówi, że musicie za darmo opublikować przepis, żeby inne lodziarnie też mogły kręcić takie lody. Jaki wyciągacie wniosek? Już nigdy więcej nie zgodzicie się na propozycję rzucenia wszystkiego i tworzenia nowego przepisu.

Dokładnie tego samego część ekspertów obawia się w odniesieniu do szczepionek [5, 11]. Ta pandemia może nie być ostatnią, z którą będziemy musieli się uporać, a koronawirus może mutować w różnych kierunkach. Niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości firmy biotechnologiczne będą musiały znowu rozpocząć prace nad nowymi szczepionkami. Czy zrobią to, jeśli będą wiedziały, że pod koniec procesu własność intelektualna, którą pozyskały, nie będzie należała do nich?

Tak, wiem – to oczywiste, że firmy farmaceutyczne nie są właścicielami lodziarni, a ratowanie ludzkiego życia to nie sprzedawanie lodów. Ale prawa rynku działają niezależnie od tego, czy sprzedajesz lody, czy szczepionki.

A może zamiast uwalniać patenty powinniśmy postawić na dobrowolne licencje, w ramach których pierwotny twórca szczepionki dostarcza producentom know-how? Na takie rozwiązanie zdecydowała się już brytyjska AstraZeneca [13]. Inne pomysły polegają na stworzeniu platform umożliwiających dzielenie się informacjami, technologiami, umiejętnościami i know-how w zakresie produkcji szczepionek. Jedną z inicjatyw skupiających się wokół tej idei jest stworzona przez Światową Organizację Zdrowia C-TAP, czyli Pula Dostępu do Technologii w zakresie COVID-19 ( COVID-19 Technology Access Pool) [14]. Ostatni pomysł na rozwiązanie problemu nierównej dystrybucji dawek to stworzenie prostszych preparatów o niższej skuteczności – bo lepsze takie niż żadne. Na chwilę obecną nie wiadomo, czy okażą się skuteczne i bezpieczne, ale trwają już – m.in. w Meksyku - pierwsze fazy testów na wolontariuszach, więc w ciągu miesiąca-dwóch należy się spodziewać pierwszych odpowiedzi [14].

Mamy więc dwa wyjścia – albo wyszczepimy się wszyscy razem – jak globalna wioska, albo zignorujemy ostrzeżenia i skupimy się jedynie na szczepieniu bogatego Zachodu, a ubogie kraje pozostawimy samym sobie. Co nas czeka przy każdej z tych opcji?

SCENARIUSZ: CAŁY ŚWIAT SIĘ SZCZEPI

Gdybyśmy zdołali przyspieszyć globalny program szczepień – poprzez transfer technologii produkcji szczepionek, stworzenie prostszych alternatyw dla obecnych wakcynacji lub poprzez odblokowanie systemu COVAX i/lub darowizny szczepionek [15], to koronawirusa udałoby się pokonać. Celowo napisałam – pokonać, a nie wyeliminować.

Nie oszukujmy się. Obecny stan wiedzy pozwala już ekspertom stwierdzić jednoznacznie: SARS-CoV-2 ma tak wysoki odsetek zakażeń i tak wysoki współczynnik transmisji, że zapewne pozostanie z nami na długo – być może nawet na zawsze. Ale to nie oznacza, że na zawsze musi z nami pozostać również pandemia. Wirusy, które są nowe w danej populacji, cechują się zwykle dużą zjadliwością. Po pewnym czasie im to przechodzi i zamiast wywoływać poważne choroby (a nawet doprowadzać do śmierci) – pozostają endemicznymi patogenami, które atakują nas sezonowo, wywołując łagodne objawy [16]. Problem polega na tym, że ta redukcja zjadliwości może wirusowi zająć kilka dekad, może nawet kilka stuleci [16]. A my nie mamy tyle czasu.

Jeśli globalny program szczepień się powiedzie, będziemy mogli w spokojniejszych warunkach czekać, aż koronawirus zmniejszy swoją zjadliwość i stanie się patogenem endemicznym. Nasz świat nie wróci do dawnego stanu z dnia na dzień, ale – dzięki odpowiednim działaniom usprawniającym – zacznie się stopniowo „rozmrażać”.

Niestety, ponura wizja, w której świat dzieli się na bogate enklawy o wysokiej wyszczepialności i biedne jądra ciemności, w jakich wirus namnaża się i mutuje staje się tym bardziej realna, im bardziej nieudolny jest nasz globalny program szczepień.



Qingdao, Chiny, 14.02.2021 r. Pasażerowie podczas kontroli na lotnisku Źródło: Getty Images, Fot: Xie Hao/VCG

SCENARIUSZ TRIUMFU EGOIZMU

To, co jest największą przeszkodą w gaszeniu pandemii, to liczba transmisji wirusa.

Po pierwsze i najprostsze – im więcej transmisji, tym więcej ludzi umiera. W ostatnim czasie w Indiach notowano dziennie ponad 4 tysiące zgonów spowodowanych ciężkim przebiegiem COVID-19 [18], w Brazylii: 3-4 tysiące zgonów [19]. Jeszcze gorzej może być w wielu krajach Afryki, ale trudno to nawet ustalić, bo wykonuje się tu bardzo mało testów [20].

Po drugie – częste transmisje sprzyjają mutacjom wirusów. Kiedy my, w Europie, będziemy stopniowo zwiększać wyszczepialność, w miejscach takich jak Indie czy Brazylia wirus będzie szalał i mutował. Każda kolejna transmisja zwiększa szansę na nową mutację. Co więcej – każdy wirus dąży do jak największej liczby transmisji, więc te mutacje też będą dążyły do zwiększenia u nowych typów zakaźności. Taką sytuację już zresztą mieliśmy – z tak zwanym wariantem brytyjskim, czyli B.1.1.7, który wykazuje zdolność do szybszego przeskakiwania z jednego gospodarza na drugiego.

Nie jesteśmy jednak w stanie przewidzieć, w jakim kierunku pójdą kolejne mutacje. Część z tych wariantów, które już teraz znamy, potrafi na przykład znacznie sprawniej uciekać przeciwciałom wytwarzanym przez nasz układ odpornościowy.

Po trzecie – więcej transmisji to mniej czasu. Im częściej transmisje zachodzą, tym bardziej wzrasta ryzyko, że nasze dotychczasowe szczepienia przestaną działać na dany wariant. A wtedy trzeba będzie tworzyć nowy preparat. Gdyby więc faktycznie okazało się, że niektóre ubogie kraje mogą rozpocząć masowe szczepienia dopiero za 2-3 lata, to mogłoby się okazać, że do tego czasu powstało już tyle nowych wariantów, że tych starych szczepionek nie ma już sensu nawet wysyłać. Ścigamy się z czasem. Jęśli będziemy przegrywać, istniejący już w tym momencie podział świata na biedny i bogaty tylko się pogłębi. Naprawdę łatwo wyobrazić sobie USA, Kanadę, Australię, Chiny czy Unię Europejską jako zaszczepione enklawy odcięte od krajów rozwijających się, które przypomną sobie, że nie tak dawno była na nie inna nazwa: "trzeci świat".

A do tego "trzeciego świata" będzie trzeba mieć paszport.



18 maja 2021 r., Włoch mieszkający w Rosji pokazuje paszport i zaświadczenie o otrzymaniu rosyjskiej szczepionki Sputnik V Źródło: Getty Images

O CO CHODZI Z "PASZPORTAMI SZCZEPIONKOWYMI"?

Idea jest dobra. Europejskie Certyfikaty COVID-19 (EU COVID-19 Certificate), nazywane potocznie paszportami szczepionkowymi [21], w zamyśle mają nie tyle umożliwiać przemieszczanie się pomiędzy krajami, ile usprawniać podróże tym osobom, które są już immunokompetentne (zostały zaszczepione lub są ozdrowieńcami). Innymi słowy, certyfikaty w założeniu nie będą miały charakteru wykluczającego (jeśli nie masz dokumentu, nigdzie nie wyjedziesz), lecz ułatwiający (jeśli jesteś zaszczepiony, nie musisz przechodzić kwarantanny tak, jak inni podróżnicy).

Póki co takie rozwiązanie ma zostać wprowadzone w Unii Europejskiej, ale być może niedługo mogłoby rozszerzyć swój zasięg na cały świat. Stosowanie certyfikatów nie tylko usprawniłoby przemieszczanie się. Mogłoby minimalizować działania o charakterze dyskryminującym, które zarzucano ostatnio na przykład Australii [17]. Osobom powracającym do Australii z Indii groziła kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Ale wcześniej Australia nie groziła tak mieszkańcom wracającym z USA czy Wielkiej Brytanii, chociaż odsetek zachorowań w tych państwach również był w pewnym okresie bardzo wysoki [17]. Złe jest samo to, że takie "paszporty" być może trzeba będzie wprowadzić.

Scenaraiusz "enklawy zdrowia i getto wirusa" jest do uniknięcia. Tylko trzeba zapomnieć o podziale na plemiona i potraktować świat dokładnie tak samo, jak traktuje go koronawirus, czyli jak globalną wioskę, która razem w tym wszystkim siedzi i razem szuka rozwiązań.


Bibliografia:

1.     Our World in Data (2021). Share of people who received at least one dose of COVID-19 vaccine.

2.     Ghebreyesus, T.A. (2021). Waive Covid vaccine patents to put world on war footing. WHO

3.     OXFAM International (2021). Campaigners warn that 9 out of 10 people in poor countries are set to miss out on COVID-19 vaccine next year

4.     Nature (2021). It’s time to consider a patent reprieve for COVID vaccines.

5.     Blenkinsop, P., O'donnel, C. (2021). EU supports COVID vaccine patent waiver talks, but critics say won’t solve scarcity. Reuters.

6.     BBC (2021). Covid: US backs waiver on vaccine patents to boost supply. BBC NEws.

7.     Launch & Scale Speedometer (2021). TRACKING COVID-19 VACCINE PURCHASES ACROSS THE GLOBE

8.     UNICEF (2021). Covid-19 Vaccine Market Dashboard.

9.     WHO (2021). COVAX.

10. The Economist. Inteligence Unit (2021). Q1 global forecast 2021 Coronavirus vaccines: expect delays.

11. Garde, D., Branswell, H., Herper, M. (2021). Waiver of patent rights on Covid-19 vaccines, in near term, may be more symbolic than substantive. STAT News.

12. Islam, F. (2021). Covid vaccine manufacturers should work with poorer countries, says WTO chief. BBC.

13. WHO (2021). How WHO C-TAP Works?

14. Garrison, C. (2021). Mexican-made COVID-19 vaccine could be ready this year. Reuters.

15. Bacon, J., Aspegren, E. (2021). US to share 80 million vaccine doses with the world; Biden says infections down in all 50 states: Latest COVID-19 updates. USA Today News.

16. Branswell, H. (2021). How the Covid pandemic ends: Scientists look to the past to see the future. STAT News.

17. BBC (2021). Australia's India ban criticised as 'racist' rights breach.

18. Worldometer (2021). COVID-19 India cases.

19. Worldometer (2021). COVID-19 Brazil cases.

20. Statista (2021). Coronavirus cases by country in Africa.

21. European Parliament (2021). Q&A on the EU COVID-19 certificate.

https://wiadomosci.wp.pl/wirusowy-apartheid-swiat-gra-o-stawke-wieksza-niz-szczepionki-6642102502926976a
« Ostatnia zmiana: Maj 21, 2021, 22:57 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #213 dnia: Maj 19, 2021, 23:21 »
Wyznanie dyrektora firmy AstraZeneca. Mówi o kasie
EKO 22.05.2021 17:22

Pascal Soriot udzielił wywiadu, w którym odniósł się do krytyki pod adresem szczepionki produkowanej przez firmę AstraZeneca. Dyrektor generalny podkreślił, że preparat wytwarzany przez jego koncern jest skuteczny w walce z różnymi mutacjami koronawirusa. Zapewnił też przy okazji, że jego firmie wcale nie zależy na wielkich zyskach ze szczepionki.


(Getty Images)

Pascal Soriot udzielił wywiadu portalowi Financial Times. Dyrektor generalny AstraZeneki odniósł się do zarzutów, że szczepionka produkowana przez reprezentowany przez niego koncern jest nieskuteczna wobec nowych mutacji. Soriot podkreślił, że ta krytyka jest nieuzasadniona.

Szczepionka na COVID-19. Dyrektor generalny AstraZeneki o preparacie

Jak dowodził Pascal Soriot, w porównaniu do innych preparatów przeciw COVID-19 szczepionka AstraZeneca wypadła tylko nieznacznie gorzej. Dotyczy to testów skuteczności przeciw szczepowi zidentyfikowanemu w Kent czy w Indiach. Były one przeprowadzane na zwierzętach.

Pascal Soriot odniósł się także do dostarczenia do Europy mniejszej liczby preparatów, niż początkowo zakładał. Polecił, aby spojrzeć na sytuację pod innym kątem – do mieszkańców całego świata trafiło ponad 400 milionów dawek szczepionki AstraZeneca, co uratowało tysiące istnień przed COVID-19.

Możesz spojrzeć na to, jak na w połowie pustą szklankę: dostarczyliśmy mniej, niż spodziewano się, że dostarczymy dla Europy. Możesz również spojrzeć na szklankę jako w połowie pełną: dostarczaliśmy ponad 400 milionów dawek i uratowaliśmy dziesiątki tysięcy istnień – podkreślił Pascal Soriot (Financial Times).

Dyrektor generalny AstraZeneki skrytykował także zarządy konkurencyjnych koncernów – Pfizer i Moderna. Odniósł się do prognozowanych przez nie zysków rzędu dziesiątków milionów dolarów, zarobionych na szczepionkach na COVID-19. Sam Pascal Soriot podkreślił, że jego koncern nie chce czerpać korzyści z pandemii.

Chcieliśmy zaoferować szczepionkę bez czerpania zysku, ponieważ uważaliśmy, że jako branża nie powinniśmy być postrzegani jako czerpiący zyski z tego typu pandemii – zaznaczył Pascal Soriot (Financial Times).

Jednocześnie Pascal Soriot przyznał, że plany, aby szczepionka AstraZeneka była dostarczana non-profit, spełzły na niczym. Dyrektor generalny koncernu tłumaczy, że próba naprawy wizerunku firmy nie powiodła się przez "pecha" oraz osoby, które nie rozumiały tej idei. Poskarżył się również na nieustanną krytykę ze strony wielu osób, w tym często posiadających wyłącznie teoretyczną wiedzę na temat realiów produkcji szczepionek.

Ludzie po prostu starają się dawać z siebie wszystko. Po prostu starają się produkować szczepionki, które ratują życia. To takie proste. A z drugiej strony bycie obiektem codziennej krytyki, nawet tej uzasadnionej, czasami ze strony kanapowych ekspertów, którzy mają swoje zdanie na każdy temat, jest naprawdę zniechęcające – podkreślał Pascal Soriot (Financial Times).

https://www.o2.pl/informacje/dyrektor-firmy-astrazeneca-mowi-co-go-boli-szczere-wyznanie-6642437381876384a

https://www.theguardian.com/business/2021/may/22/astrazeneca-chief-hits-back-at-armchair-generals-after-criticism
« Ostatnia zmiana: Maj 22, 2021, 23:11 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #213 dnia: Maj 19, 2021, 23:21 »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #214 dnia: Maj 20, 2021, 23:05 »
Szczepienia w Polsce. W systemie odszukaliśmy drugie dawki przed terminem
SYLWESTER RUSZKIEWICZ 27-05-2021 13:00

Jak wynika z zestawienia dziennej liczby szczepień, które Wirtualna Polska otrzymała z resortu zdrowia, niedługo po uruchomieniu Narodowego Programu Szczepień miało odbyć się blisko 300 szczepień drugą dawką. Dane na ten temat gromadziło Centrum e-Zdrowie. Ministerstwo twierdzi, że to przez błąd w raportowaniu przez punkty szczepień. Błąd, który w systemie był od stycznia.

Przypomnijmy, pierwsze szczepionki przeciwko COVID-19 dotarły do Polski 26 grudnia ubiegłego roku, w drugim dniu świąt Bożego Narodzenia. Następnego dnia trafiły one do 72 tzw. szpitali węzłowych w Polsce, w tym również w szpitalu CSK MSWiA, gdzie w błysku fleszy zaszczepiono pierwszą osobę – pielęgniarkę szpitala.

Wśród zaszczepionych wówczas osób były osoby z "grupy zero", czyli m.in. personel medyczny i pracownicy podmiotów leczniczych.

Rejestr dziennych szczepień. Co się działo przed 17 stycznia?

Jak wynika z zestawienia, obejmującego liczbę dziennych szczepień w Polsce, tuż po Świętach zabiegi ruszyły pełną parą. 27 grudnia zaszczepiono 2 291 osób. Dzień później już 4565. A 29 grudnia 10 386.

Z kolei 30 grudnia ponad dwa razy tyle - 21 044. Ale tego samego dnia, według danych pochodzących z platformy P1, obsługiwanej przez Centrum e-Zdrowia, a nadesłanych przez resort zdrowia, tego dnia ktoś miał zaszczepić się drugą dawką. W kolejnych dniach sytuacja jest podobna.

1 stycznia – trzy szczepienia drugą dawką; 3 stycznia – 1; 4 stycznia – 10; 5 stycznia – 7; 6 stycznia – 2; 8 stycznia -1; 9 stycznia – 1, 10 stycznia – 2.

Kumulacja nastąpiła w poniedziałek 11 stycznia. Jak informuje Centrum e-Zdrowie miało się zaszczepić wówczas drugą dawką 233 osoby. Tego samego dnia pierwszą dawkę przyjęło 48 939 pacjentów. Poniżej przedstawiamy zestawienie dziennych szczepień i zaznaczony na czerwono 11 stycznia.



W poniedziałek 11 stycznia drugą dawką zaszczepiło się 233 osoby Źródło: centrum e-zdrowie, Fot: centrum e-zdrowie

W pozostałych dniach między 13 a 16 stycznia w systemie odnotowano 26 szczepień drugą dawką.

Jeśli faktycznie przyjąć, że Narodowy Program Szczepień ruszył 27 grudnia, a pacjenci szczepili się jedyną dostępną wówczas szczepionką, czyli Pfizerem, to kolejne szczepienie powinno wypadać po minimum 21 dniach, czyli 17 stycznia 2021 roku.

Jak to więc możliwe, że w systemie widnieje ok. 280 osób zaszczepionych drugą dawką do 17 stycznia? Zapytaliśmy o to resort zdrowia. Według urzędników wina leży po stronie punktów szczepień i błędnych danych przekazywanych do Centrum e-Zdrowie.

"Z przeprowadzonej przez Centrum e-Zdrowia analizy wynika, iż pojawiły się błędy przy raportowaniu przez punkty szczepień – osoby wskazane przed 17 stycznia jako zaszczepione II dawką nie zostały wykazane jako zaszczepione I dawką" - informuje Wirtualną Polskę Jarosław Rybarczyk z ministerstwa zdrowia.

Dziwić może fakt, że zarówno Centrum e-Zdrowie, jak i ministerstwo już w styczniu nie zwróciły uwagi na zamieszanie z danymi na temat drugiego szczepienia. Według wyjaśnień resortu zdrowia, zaraportowano błędnie nie pojedyncze przypadki, ale blisko 300 osób.

Błędy systemu w kwietniu. Michał Dworczyk przeprasza

A to nie pierwsza kontrowersyjna sytuacja związana ze szczepieniami w ramach Narodowego Programu Szczepień.

Na początku kwietnia błąd w systemie rejestracji na szczepienia spowodował lawinę zapisów osób w wieku 40-59 lat, których terminy trzeba było przekładać na drugą połowę maja.

- Trzeba zwrócić uwagę na dwa potknięcia, które dzisiaj miały miejsce. Po pierwsze, to jest błąd systemu, w wyniku którego 40-latkowie byli zapisywani na kwiecień, a drugie potknięcie było związane z komunikacją, która zdecydowanie wczoraj powinna być bardziej efektywna, bo bez niej mieliśmy właśnie do czynienia z pewnym chaosem i zdezorientowaniem części osób. Za te dwa potknięcia przepraszamy - mówił wówczas Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera i pełnomocnik rządu do spraw programu szczepień.

https://wiadomosci.wp.pl/szczepienia-przeciw-covid-19-ktos-dostal-drugie-dawki-przed-terminem-6641729377471008a

https://wiadomosci.wp.pl/szczepienia-na-covid-dla-mlodszych-rocznikow-michal-dworczyk-zapowiada-wstrzymanie-rejestracji-6624317178870304a

Zamiast latać, jeżdżą pociągami. Pandemia zmusiła pilotów do zmiany pracy
MONIKA SIKORSKA 27-05-2021 14:21

Pandemia koronawirusa zmusiła rzesze osób do szukania pracy w innej branży. Z podobnym problemem mierzy się wielu pilotów samolotów, którzy z powodu częściowego uziemienia maszyn na całym świecie, stali się bezrobotni. Wzrosło za to zapotrzebowanie na maszynistów. Dlatego wielu z nich, zamiast latać, prowadzi pociągi.


Źródło: 123RF

Ze względu na liczne ograniczenia w podróżach, sytuacja pilotów w dobie pandemii koronawirusa nie wygląda najlepiej. Jak poinformowała linia lotnicza Lufthansa, firma 4 maja wykonała 81 proc. lotów mniej niż tego samego dnia dwa lata temu. Poza tym większość z nich była lotami cargo, a nie pasażerskimi.

Ok. 30 proc. pilotów jest bezrobotnych z powodu pandemii

Jak szacuje europejski związek pilotów EPA, pracę straciło nawet 18 tys. z 56 tys. pracowników kokpitu, którzy byli zatrudnieni w Europie przed wybuchem pandemii koronawirusa.

Z przeprowadzonej na początku 2021 r. ankiety wynikło, że zaledwie 43 proc. z nich nadal pracuje w zawodzie. 30 proc. z nich jest bezrobotnych, 17 proc. przebywa na urlopie, a 10 proc. podjęło się pracy w branży niezwiązanej z lotnictwem.

Piloci zatrudniają się jako maszyniści

Wielu pilotów znalazło ze swoimi umiejętnościami pracę w transporcie lądowym. Przewoźnicy kolejowi z Niemiec, Austrii i Szwajcarii jeszcze przed pandemią cierpieli z powodu braku maszynistów. Dziś zatrudniają pilotów. Coraz więcej pilotów zatrudnia się też w firmach transportowych z Hongkongu i Australii.

Jak podaje niemiecki portal Deutsche Welle, piloci samolotów postrzegani są jako dobrze wyszkoleni, odporni na stres i niezawodni. A tego właśnie oczekuje się od maszynistów. Do pracy w niemieckich kolejach DB zgłosiło się 1,5 tys. pilotów i innych pracowników lotniczych. Zatrudnienie znalazł tam ok. 280 z nich.

https://turystyka.wp.pl/zamiast-latac-jezdza-pociagami-pandemia-zmusila-pilotow-do-zmiany-pracy-6644180810087264a
« Ostatnia zmiana: Maj 27, 2021, 22:58 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #215 dnia: Maj 21, 2021, 23:00 »
Przełom w szczepieniach? W dwóch regionach zaszczepiono już połowę ludzi
TOMASZ MOLGA 05-06-2021 17:50

8 mln Polaków jest w pełni zaszczepionych - wynika z danych opublikowanych w sobotę na stronach rządowego "Raportu szczepień przeciwko COVID-19". Dwa regiony w Polsce stały się liderami, przebijając próg zaszczepienia ponad połowy mieszkańców jedną dawką.


Na fof. Szczepienia we Wrocławiu Źródło: East News, Fot: Krzysztof Kaniewski/REPORTER

Chodzi o województwo mazowieckie (3,3 mln wykonanych szczepień, a 1,12 mln osób jest w pełni zaszczepionych) oraz woj. pomorskie (1,4 mln szczepień, 492 tys. osób w pełni zaszczepionych).

- Pomorskie było pierwszym województwem, gdzie poziom zaszczepienia dorosłych I dawką przekroczył połowę mieszkańców. Mazowieckie jest drugim województwem, które przebiło próg 50 proc. zaszczepionych I dawką - poinformował Krzysztof Pstrągowski, nauczyciel informatyki z warszawskiego liceum, który analizuje przebieg akcji szczepień w Polsce. Powołał się na dane ECDC, które są publikowane na podstawie informacji przekazanych przez polskie instytucje.

Prawdopodobnie jeszcze w ten weekend do takiego poziomu wyszczepienia dołączy woj. dolnośląskie.

Przypomnijmy, że według danych rządowego Centrum e-Zdrowia jeszcze 19 maja osoby niezdecydowane i przeciwnicy szczepień stanowili w Polsce większość. Wynikało to z liczby osób, które skorzystały z elektronicznych skierowań na szczepienie. Po dwóch tygodniach do programu weszło o milion osób więcej.

Aktualnie 7,9 mln Polaków jest umówiona na szczepienie I lub II dawką.

Liderzy i maruderzy szczepień

Z zestawienia, jakie opracował Krzysztof Pstrągowski, wynika, że akcja szczepień przebiega najwolniej w województwach podkarpackim, świętokrzyskim i lubelskim. W tych regionach w stosunku do liczby ludności nie osiągnięto jeszcze progu 40 proc. podania pierwszych dawek.



Szczepienia na COVID-19 w Polsce. Dwa województwa są liderami Źródło: Pstragowski.edu.pl, Fot: Krzysztof Pstrągowski

Na taki wyniki ma wpływu powszechna jeszcze pod koniec marca "turystyka szczepionkowa". Chodzi o dalekie przejazdy po Polsce pacjentów, którzy poszukiwali wolnej dawki. Od tego czasu wykonano kilkanaście milionów szczepień. - Pacjenci od kilku tygodni mają już swobodę wybrania szczepienia blisko miejsca zamieszkania, a na pewno w obrębie województwa. Nie trzeba też jechać po druga dawkę do tego samego punktu - mówi WP jeden z organizatorów Narodowego Programu Szczepień.

Z czego mogą wynikać różnice pomiędzy regionami? To zjawisko chcą zbadać dokładniej naukowcy Polskiej Akademii Nauk z zespołu do spraw COVID-19. Prof. Andrzej Rychard zapowiedział w rozmowie z WP, że wkrótce zostaną przeprowadzone badania socjologiczne dotyczące postaw osób, które wahają się z decyzją o zaszczepieniu.

- Poznamy główne motywy takich postaw. Bez tego trudno będzie dotrzeć do kluczowych grup osób jeszcze nieprzekonanych - komentował prof. Andrzej Rychard.

- Wśród części Polaków zaczęła rosnąć pewność, że radzimy sobie z epidemią i dochodzimy do granicy odporności zbiorowej. Skoro jesteśmy prawie odporni, a rośnie liczba zaszczepionych, to część osób stwierdza, że poczeka. To jest właśnie chęć jazdy na gapę przez epidemię. Niech inni się zaszczepią, to ja może nie będę musiał - tłumaczył.

Podkarpacie w ogonie szczepień. Kościół pomoże

Według dr. Stanisława Mazura, jednego z organizatorów szczepień na Podkarpaciu różnice pomiędzy województwami mogą wynikać z liczby ośrodków, które szczepiły na masową skalę oraz dostępnych tam dawek.

- Z masowymi szczepieniami na Podkarpaciu wystartowaliśmy dość późno. Jednak teraz, kiedy szczepionek już nie brakuje, jestem dobrej myśli. Nadrobimy dystans - komentuje w rozmowie z WP dr Stanisław Mazur, prezes Centrum Medycznego Medyk w Rzeszowie.

Jak już informowaliśmy, na Pomorzu jednym z lokalnych liderów szczepień, który nie był objęty limitami dostaw dawek, był szpital Sanatorium Uzdrowiskowego MSWiA w Sopocie. To tam szczepili się mieszkańcy z całego województwa. Z kolei w Warszawie Szpital Narodowy już na początku masowych szczepień populacyjnych przeprowadzał nawet 3000 zabiegów dziennie.

- Martwiłem się też, kiedy episkopat opublikował stanowisko w sprawie nieetycznych szczepionek, bo u nas ludzie są religijni. To mogło wywołać pewne zamieszanie. Jednak nasi biskupi są zaangażowani w promocję szczepień. W parafiach były i będą publikowane komunikaty o nowych możliwościach zaszczepienia - dodał dr Mazur.

W połowie maja NFZ w Rzeszowie poinformował, że do punktów szczepień przeciwko COVID-19 dołączy przychodnia Caritas diecezji rzeszowskiej.

https://wiadomosci.wp.pl/przelom-w-szczepieniach-w-dwoch-regionach-zaszczepiono-juz-polowe-ludzi-6647392639736320a

https://wiadomosci.wp.pl/pasazerowie-na-gape-ta-grupa-polakow-omija-akcje-szczepien-na-covid-19-6642111405976192a
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 05, 2021, 23:11 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #216 dnia: Maj 22, 2021, 22:58 »
https://oko.press/rekord-szczepien-a-co-mowia-dane/

Szczepimy się przeciw COVID czy nie za bardzo? Średnia szczepień idzie do góry, ale czy to sukces?
MIŁADA JĘDRYSIK 4 CZERWCA 2021

2 czerwca wykonano w Polsce 638,5 tys. szczepień przeciwko COVID-19. Tego dnia był to nie tylko rekord Polski, ale i jeden z najlepszych wyników w Europie. Czy to jednak oznacza, że szczepienia ruszą z kopyta, bo wreszcie jest dużo szczepionek? Niekoniecznie

Odpowiedzialny za Narodowy Program Szczepień minister Michał Dworczyk na pytania dziennikarzy, dlaczego szczepienia idą powoli, albo wręcz zwalniają, za każdym razem odpowiadał, że szczepionek jest za mało i dlatego nie możemy zobaczyć prawdziwych możliwości programu. Sytuacja zmieni się w czerwcu, przekonywał szef Kancelarii Premiera. Wtedy będziemy mieć o wiele więcej dostaw i szczepienia już naprawdę ruszą.

Rzeczywiście początek czerwca można uznać za imponujący. Siedmiodniowa średnia dobowej liczby szczepień wystrzeliła do 307 tys. – w porównaniu do 274 tys. tydzień temu. To głównie zasługa tych 638,5 tys. szczepień wykonanych 2 czerwca, ale także 1 czerwca – 451 tys. i 3 czerwca ze 152 tys. – a to było Boże Ciało i początek długiego weekendu.

Czy jednak oznacza to, że sprawdziły się obietnice ministra Dworczyka? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zajrzeć głębiej w dane.

Ile mamy szczepionek? Kto wie…

Przede wszystkim odpowiedź na pytanie, ile do Polski trafia dawek w kolejnych tygodniach jest dziś trudna, jeśli nie pracuje się w Kancelarii Premiera albo w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Na rządowym dashboardzie widnieje liczba 24 478 260, ale polski rząd nie publikuje harmonogramu dostaw, tłumacząc się tym, że producentom zdarza się zmieniać liczbę dostarczonych dawek w ostatniej chwili. Zdaniem jego krytyków chodzi zaś o to, żeby ukryć niedociągnięcia w procesie dystrybucji szczepionek – bo jeśli nie wiemy, ile naprawdę ich przyjechało, trudno ocenić, jak szybko są dystrybuowane.

Szef RARS informuje o dostawach Polską Agencję Prasową, dane o przylocie poszczególnych preparatów są też przesyłane do Europejskiej Agencji ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC), które prowadzi własne statystyki. I zdarzało się, że o kilka milionów więcej dostarczonych dawek było w danych ECDC niż na gov.pl. Zdaniem części ekspertów śledzących realizację programu szczepień te opóźnienia również miały na celu to, by ukryć, iż RARS nie nadąża z dystrybucją szczepionek do punktów szczepień. Liczba wykonanych szczepień nie zgadza się również z danymi na temat dostaw:

jak wyliczył społeczny analityk szczepień Krzysztof Pstrągowski, liczba wykorzystanych dawek preparatu Johnson&Johnson przekracza liczbę dostaw o prawie 122 tysiące szczepionek.

Jednym słowem, panuje wielki bałagan, decyzja o niepublikowaniu harmonogramu dostaw jest co najmniej niezrozumiała.

Rośnie, ale która dawka?

Jeśli spojrzeć na dobową liczbę szczepień, czerwiec zapowiada się rzeczywiście bardzo dobrze:
[...]

Jednak diabeł, jak wiadomo, tkwi w szczegółach. A szczegóły przedstawił nieoceniony, wspomniany już tutaj Krzysztof Pstrągowski, który na bieżąco monitoruje postęp szczepień. I z tych szczegółów wynika, że już od drugiego tygodnia maja (W19) za postęp szczepień odpowiada druga dawka. Druga dawka rośnie od pięciu tygodni, kiedy szczepienia pierwszą dawką wyhamowały i potem zaczęły spadać, a w ostatnim tygodniu maja druga dawka wygrywa z pierwszą.



wykres szczepień 1. i 2. dawką

Czy można to tłumaczyć brakami dostaw? Być może do pewnego stopnia, bo w ostatnich tygodniach zamieszania z zamianą preparatów w punktach i przenoszeniem szczepień było dużo, ale jak nie ma harmonogramu i nie wiadomo, jakie były od niego odstępstwa, trudno spekulować.

Jednak ten wykres pokazuje trend, który widać również w szczepieniach poszczególnych grup wiekowych: w kolejnych grupach, które mogły się zarejestrować, spada zainteresowanie szczepieniami.

W najmłodszej grupie 18-25 lat, która ujęta jest w statystykach i która dostęp do rejestracji uzyskała 9 maja (16 i 17-latków na rządowym dashboardzie wciąż nie ma), liczba zaszczepionych 1. dawką spada już trzy tygodnie z rzędu.



szczepienia w grupie 18-25 lat

W pozostałych przedziałach wiekowych jest tak samo, tylko tygodniowe liczby zaszczepionych zaczęły spadać odpowiednio wcześniej – bo te grupy wcześniej otrzymały możliwość rejestracji. Szczególnie niepokoi to w przypadku największej grupy, czyli osób w wieku 29-45 lat, wśród których nie zostało zaszczepionych jeszcze 9,5 mln.


Zaszczepieni I i II dawką a wielkość populacji w podziale na grupy wiekowe

To wszystko prowadzi do hipotezy, którą zresztą potwierdza minister Dworczyk, powtarzając, że teraz szczepionek będzie w bród, trzeba tylko przekonać ludzi do szczepień – po uwolnieniu rejestracji 9 maja szybko nastąpiło „wysycenie” szczepionkami. Ci, którzy chcieli się zaszczepić, zarejestrowali się od razu – niekiedy wybierając nawet wyjazd do miejscowości odległej o kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania. Resztę trzeba przekonać do szczepień albo stworzyć im okazję do zaszczepienia się – takim ułatwieniem są np. akcje ze szczepieniem jednodawkowym preparatem Johnson&Johnson, a zachętą ma być ogólnopolska loteria, w której można wygrać m.in. samochód.

Jak będą wyglądały dane za pierwszy tydzień czerwca, czyli W22? OKO.press nie jest w stanie przedstawić takich wyliczeń, ponieważ z braku czasu i rąk do pracy nie zbiera codziennie tak szczegółowych statystyk jak nasi społeczni analitycy, których praca zasługuje na najwyższe uznanie.

Nic jednak nie wskazuje na to, żeby ten trend – rosnąca przewaga 2. dawki nad 1. – miał zostać odwrócony.

Dynamika 2. dawki wynika bowiem z tego, jak szczepiono 1. dawką pięć, sześć i 12 tygodni temu, w zależności od preparatu. A dynamika 1. dawki być może po części wynika z zawirowań w dostawach, ale najprawdopodobniej głównie z coraz bardziej wyraźnego trendu spadku zainteresowania we wszystkich grupach wiekowych.

O tym, czy mieszkanki i mieszkańców Polski da się jeszcze przekonać do szczepień, OKO.press rozmawiało z socjologiem Tomaszem Sobierajskim:
https://oko.press/jak-zachecac-do-szczepien-przeciw-covid-wywiad/
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 06, 2021, 22:47 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #217 dnia: Maj 27, 2021, 22:58 »
Kolejna akcja antyszczepionkowców. Prof. Simon oburzony: Skandal
BARTOSZ KOŁODZIEJCZYK 09-06-2021 11:20

Antyszczepionkowcy nie ustają w działaniach. W polskich miastach pojawiły się billboardy z hasłem #OD(SZ)CZEP SIĘ. Te fundowane są z dobrowolnych wpłat na jednym z serwisów internetowych. - Tego typu akcje są skandaliczne. To powinno być karane - podkreśla w rozmowie z WP prof. Krzysztof Simon.


Źródło: zrzutka.pl

W sieci trwa zbiórka na kampanię "#OD(SZ)CZEP SIĘ" Polskiej Akcji Banerowej - grupy, która swoją działalność opisuje na Facebooku jednym zdaniem: "będziemy w przestrzeni publicznej za pomocą banerów odkłamywać to, co zakłamane".

Polska Akcja Banerowa działa. Antyszczepionkowe billboardy w całej Polsce

Polska Akcja Banerowa (PAB) już wcześniej poruszała tematy powiązane ze szczepieniami na koronawirusa. Tym razem akcja dotyczy banerów, na których poza hasłem #OD(SZ)CZEP SIĘ widzimy także cytaty osób, które PAB określa jako "światowej sławy lekarzy i naukowców".

Co o szczepieniach "mówią" promowani przez Polską Akcję Banerową "eksperci"? Na banerach przywoływany jest m.in. cytat wykładowczyni na Uniwersytecie w Dublinie dr Dolores Cahill, która za swoje kontrowersyjne wypowiedzi musiała zrezygnować z funkcji wiceprzewodniczącej jednej z komisji naukowych Unii Europejskiej.

Przywoływany cytat dr Cahill mówi: "Człowiek staje się genetycznie modyfikowanym organizmem". Podobnych cytatów jest więcej, o czym informuje Polska Akcja Banerowa na Facebooku.

Jak tłumaczą organizatorzy kampanii antyszczepionkowej, "projekty graficzne zawierają wyłącznie cytaty naukowców i lekarzy, którzy przestrzegają przed tymi szczepieniami". Jak zaznaczają, akcja z billboardami to sprzeciw wobec "monopolu medialnego".

Polska Akcja Banerowa gromadzi środki. Kontrowersyjna zrzutka

Zbiórka na billboardy odbywa się przez serwis zrzutka.pl. Organizatorzy na koncie zgromadzili już blisko 10 tys. złotych. Celem akcji jest osiągnięcie dwukrotnie wyższej sumy.

Jak czytamy we wpisach Polskiej Akcji Banerowej, kampania antyszczepionkowa i zrzutka na jej organizację budzi wątpliwości. Chociaż PAB swoje działania określa jako "transparentne", na początku czerwca serwis zrzutka.pl zablokował organizatorom możliwość wypłacania zgromadzonych środków. Powodem okazały się zgłoszenia przesłane do serwisu.

Po kilku dniach sprawa jednak ucichła, a możliwość wpłaty środków na kolejne banery z hasłami #OD(SZ)CZEP SIĘ została odblokowana, o czym świadczy billboard, który w ostatnich dniach pojawił się w Zakopanem. Antyszczepionkowcy we wpisie na Facebooku opublikowali też fakturę za wykupione miejsce reklamowe.

Akcja antyszczepionkowców. Prof. Simon: To powinno być karane

O komentarz w sprawie kampanii antyszczepionkowej organizowanej przez Polską Akcję Banerową zwróciliśmy się do prof. Krzysztofa Simona z Rady Medycznej ds. COVID-19 przy premierze. - Jeśli chodzi o kwestie zdrowotne zawsze miałem i mam podejście propaństwowe i prospołeczne, niezależnie, kto aktualnie w kraju rządzi. Tego typu akcje są skandaliczne. Szkodzą państwu i społeczeństwu - podkreśla wirusolog w rozmowie z Wirtualną Polską.

Jak tłumaczy, w sytuacji braku jednoznacznie skutecznych leków jedyną możliwością wygrania z aktualną epidemią koronawirusa są określone obostrzenia, dbałość o higienę osobistą i właśnie szczepienia. - Nie ma innej możliwości walki. Restrykcje obowiązują mniejsze lub większe. Nie zawsze muszą funkcjonować. Dostępne leki przeciwwirusowe w przypadku tego wirusa wykazują ograniczoną skuteczność. Pozostaje nam wiec profilaktyka, której istotnym elementem są szczepienia. Jeżeli nie będziemy korzystać z tych narzędzi, nie opanujemy epidemii i będą kolejne zgony. Przecież w ubiegłym roku odnotowaliśmy największą roczną liczbę zgonów od 1945 roku - zaznacza prof. Krzysztof Simon.

Ekspert podkreśla przy tym, że przynajmniej połowa Polaków wciąż jest zagrożona zakażeniami koronawirusem. - Część z tych osób, szczególnie starszych lub obciążonych wielochorobowością, które nie zdążą się skutecznie zaszczepić, jako ciężko chore i umierające zjawią się na naszych oddziałach na jesieni i na wiosnę. Znowu pojawi się problem wszelakich restrykcji i problem z leczeniem pacjentów z innymi chorobami. Chciałbym wiedzieć, kto organizuje takie akcje antyszczepionkowe i za czyje pieniądze; czy nie jest to kolejna akcja z zewnątrz, mająca ośmieszyć po raz kolejny Polaków i Polskę. To powinno być karane. To już nie jest demokracja, to nie jest swoboda. To robienie krzywdy innym ludziom - tłumaczy wirusolog.

Zdaniem członka Rady Medycznej ds. COVID-19 skutki kampanii Polskiej Akcji Banerowej mogą być opłakane. - Część odbiorców tej akcji dezinformacyjnej, gorzej wykształconych, nieposiadających odpowiedniej wiedzy o drogach szerzenia się i profilaktyki chorób zakaźnych się nie zaszczepi i będziemy mieć jesień średniowiecza. Tak się nie da żyć. Nie wolno wciskać ludziom ciemnoty, że szczepionki szkodzą. Oczywiście nie ma szczepionki idealnej, nie ma szczepionek w 100 proc. skutecznych. Do tego każda wywołuje skutki uboczne, ale wiemy, że COVID jest śmiertelny, czasem też, chociaż rzadko, dla zupełnie zdrowych i młodych ludzi - mówi prof. Krzysztof Simon.

Ekspert jednoznacznie potępia kampanię Polskiej Akcji Banerowej. Prof. Simon dodaje też, że pieniądze wpłacane na zbiórkę powinny być także przeznaczane na rehabilitację osób po ciężkim przebiegu zakażenia koronawirusem, odszkodowania dla osób, które zostały świadomie zakażone, a także na opłaty pogrzebowe dla tych, którzy umrą w wyniku zakażenia. - Jeżeli tak funkcjonowałaby ta zbiórka, to w pełni ją akceptuję. Natomiast jeżeli ma ona zniechęcać do szczepień - i to nie tylko przeciw COVID-19 - to jednoznacznie ją potępiam - zaznacza wirusolog.

- Przy takiej akcji (antyszczepionkowej - red.) to Ludwik Pasteur czy Robert Koch w grobie się przewracają, no ale tu trzeba wiedzieć, kim byli ci wybitnie lekarze - dodaje prof. Krzysztof Simon w rozmowie z Wirtualną Polską.


https://wiadomosci.wp.pl/kolejna-akcja-antyszczepionkowcow-prof-simon-oburzony-mowi-o-skandalu-6648407944481472a
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 09, 2021, 22:29 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #218 dnia: Czerwiec 05, 2021, 23:11 »
Koronawirus. Indyjski wariant atakuje w Chinach. "Osiedla są zamykane, tylko mieszkańcy mogą wejść"
Katarzyna Grzęda-Łozicka 10 VI

Reakcja na nowe ognisko koronawirusa w Chinach była natychmiastowa. Zamknięto osiedle, rozpoczęto testowanie. - Tu wymazy są pobierane w inny sposób niż w Polsce, bo robi się je paczkami. Paczka ma osiem wymazów i jeżeli w tych ośmiu znajdzie się osoba zakażona, to wtedy całą ósemkę zaprasza się ponownie na badanie - mówi Paweł, który od 12 lat mieszka w Azji.

Koronawirus ponownie uaktywnił się w Chinach. Nowe ogniska wykryto w Guangdong, południowo-wschodniej prowincji Chin. Wiadomo, że źródłem zakażenia jest wariant indyjski. W Kantonie zamykane są kolejne dzielnice, które leżą najbliżej ognisk wirusa. Wiadomo, że pacjentem zero był 45-letni pracownik portu. Sytuację zaognia fakt, że to rejon "szczególnego ryzyka". Tu znajduje się światowa stolica elektroniki i główny port przeładunkowy, a w dodatku to najliczniej zaludniony rejon kraju. O napiętej sytuacji na miejscu opowiada Polak, który od czterech lat mieszka w 15-milionowym Kantonie, stolicy prowincji Guangdong.


Mieszkańcy Kantonu boją się kolejnego lockdownu (Getty Images)

Katarzyna Grzęda-Łozicka, WP abcZdrowie: Skąd tak radykalne działania? W Polsce mamy codziennie kilkaset zakażeń, a nikt nie robi masowych testów, obostrzenia są znoszone.

Paweł, który od czterech lat mieszka w Kantonie (ze względu na dobro swojej rodziny prosi o nieujawnianie nazwiska):

Musimy zacząć od tego, że Kanton i cała prowincja Guangdong, to jest serce przemysłowe Chin. Shenzhen to światowa stolica elektroniki i główny port przeładunkowy. Przez Shenzhen, a przede wszystkim przez Kanton, przewija się 90 proc. osób, które teraz wjeżdżają do Chin. Co najmniej połowa produkcji eksportowej wychodzi właśnie z naszej prowincji. W związku z tym, jeżeli tu się coś stanie, to cały świat będzie miał znowu straszne problemy z dostawami, z ciągłością produkcji. Jeżeli w Shenzhen czy Kantonie ponownie wprowadzą lockdown, wszyscy to odczują, dlatego jest taki silny nacisk na szybkie badania.



W Kantonie ruszyły masowe testy mieszkańcówW Kantonie ruszyły masowe testy mieszkańców (arch. prywatne)

To, że w końcu ktoś przywlecze w ten rejon wirusa było nieuniknione, chociaż każdy marzy o powrocie do normalności. Teraz rzeczywiście jest ostry alert, przede wszystkim dlatego, że jest to akurat wariant indyjski i to powoduje, że sytuacja jest bardzo napięta.

Zaczęło się od jednej dzielnicy. Pechowo osoba, która jest potwierdzonym przypadkiem zero, odwiedziła kilka barów, restauracji, sklepów i dość aktywnie chodziła po mieście, a dzielnica Liwan, od której się zaczęło jest tzw. starym miastem i centrum Kantonu. Tam krzyżuje się większość linii komunikacji miejskiej i są największe stacje przesiadkowe metra, więc nie mogło być gorzej. Tę dzielnicę odizolowano bardzo szybko, odcięto też część przylegających do niej ulic, ale niestety potem zaczęło się to rozlewać po mieście. Ten cyrkiel kreśli coraz większe kółka i de facto w tej chwili całe miasto jest testowane. Ma być docelowo zrobione 15 mln testów w tydzień.



Trwają przesiewowe testy mieszkańców (arch. prywatne)

Przebadanie w krótkim czasie takiej liczby osób jest realne? Jak to wygląda?

Większość badań już została wykonana, czyli w zasadzie całe miasto jest przebadane. Również miasta w pobliżu Kantonu zaczynają testy mieszkańców, prawdopodobnie rozszerzy się to na całą prowincję, a to oznacza wykonanie testów dla 120-150 milionów mieszkańców. W związku z akcją testowania postawiono mobilne laboratoria do badania wymazów.



W 10 godzin postawiono laboratoria o wydajności 1,5 mln testów na dobę (Getty Images)

W zasadzie każde osiedle mieszkalne w Chinach jest samowystarczalną wspólnotą, która liczy ok. 30-50 tys. mieszkańców. Wejścia projektowane są najczęściej zgodnie z kierunkami świata, dzięki czemu łatwo jest taką wspólnotę odizolować i na przykład wpuszczać ludzi tylko przez jedną bramkę. To jest w Chinach najpopularniejszy sposób na szybką izolację: osiedla są zamykane, tylko mieszkańcy mogą wejść. Tak samo wygląda to z pobieraniem próbek. Na osiedlach organizowane są mobilne punkty poboru wymazów, a ulice jedna po drugiej idą do testów.


Trwa masowe testowanie kolejnych dzielnic miasta (FB)

Kiedy to się zaczęło kilka dni temu w naszej dzielnicy, o godzinie 14 przyjechał pierwszy namiot, a o 17 zaczęto przyjmować już ludzi do wymazów. Dodatkowo tu wymazy są pobierane w inny sposób niż w Polsce, bo robi się je paczkami. To są badania przesiewowe. Paczka ma osiem wymazów i jeżeli w tych ośmiu znajdzie się osoba zakażona, to wtedy całą ósemkę zaprasza się ponownie na badanie. To niesamowicie przyspiesza sprawdzenie tak ogromnej liczby osób.


(arch. prywatne)

Mówi się o pełnym lockdownie? Dzielnica, w której pan mieszka jest zamknięta? Jak to wygląda w praktyce?

Jest zalecenie pozostania w domu, a ludzie się tego trzymają. Centralne dzielnice powiązane ściśle z nowym ogniskiem zakażeń są ogrodzone i pilnowane, żeby ludzie nie wychodzili z nich na zewnątrz. Żywność jest dostarczana, a wszystko jest kompletnie wygaszone: nie działają sklepy, transport publiczny, a restauracje przygotowują tylko jedzenie na wynos, ale dostawcy nie są wpuszczani na osiedle, tylko zostawiają dostawy przed wejściem.



Jedzenie na wynos dostarczane jest przed bramę wejściową do osiedla (arch. prywatne)

Dodatkowo sytuację skomplikowało to, że mamy teraz matury. Dla uczniów z zamkniętych dzielnic zorganizowano konwój tysiąca taksówek, które przewoziły ich do szkół, dzięki czemu mogli odbyć egzaminy normalnie.


Do transportu maturzystów z zamkniętych dzielnic wyznaczono taksówki (Getty Images)

My mieszkamy ok. 35 km od tego ogniska i był moment, kiedy i u nas wyłączono autobusy oraz metro, żeby ludzie się nie gromadzili, dopóki cała dzielnica nie zostanie zbadana. Staramy się nigdzie nie wychodzić. Kiedy ogłoszono decyzję o zamknięciu, ludzie ruszyli, żeby zrobić zapasy.


Mieszkańcy robią zapasy na wypadek pełnego lockdownu (arch. prywatne)

Wszystko zniknęło z półek?

Nie, nie było tak, że został tylko ocet i musztarda (śmiech). W Chinach jest taki paradoks, że pierwszą rzeczą, która przy każdym kryzysie znika ze sklepów, są warzywa do ostatniej natki pietruszki. W sklepach została masa wieprzowiny i ryżu, ale zieleniny brakowało. My też mamy zapasy, ale warzyw nie widzieliśmy od kilku dni.



Wolontariusz pomagają w dostarczaniu zakupów (arch. prywatne)

8 czerwca zapadła decyzja o zamknięciu kin, karaoke, gastronomii i kawiarni w całym Kantonie. Być może powoli zbliżamy się do twardego lockdownu.


Do pomocy w przeprowadzaniu badań ściągnięto 100 tys. wolontariuszy (FB)

Wiele osób się zastanawia, w jaki sposób Chinom udawało się unikać kolejnych fal koronawirusa?

To przede wszystkim zasługa prewencji. To jest jedyny skuteczny, znany od setek lat sposób walki z epidemią: izolować ogniska, izolować osoby roznoszące i śledzić kontakty. Do tego dochodzą szczepienia i testowanie.

Szczepienia trwają w Chinach od dawna, natomiast nie wiemy, jaka jest skuteczność tej chińskiej szczepionki w przypadku wirusa indyjskiego. W Kantonie prawie 60 mln osób dostało już pierwszą dawkę, niecałe 20 mln jest po dwóch dawkach. Teraz dostarczana jest nowa szczepionka tzw. "one shoot", która ma mieć większą skuteczność w przypadku wariantu indyjskiego. Być może w tych dzielnicach, które są izolowane, zacznie się szybka akcja szczepień.



Kontenery dla wolontariuszy i pracowników medycznych przy zamkniętych osiedlach (FB)

To prawda, że dane o miejscu zamieszkania osób zakażonych są powszechnie dostępne?

Tak. Mogę sprawdzić online, czy w miejscu, do którego się wybieram jest osoba zarażona, gdzie są przypadki potwierdzone i gdzie nie zaleca się chodzić, jeśli nie ma potrzeby. Trzeba być szalonym, żeby się pchać do środka ogniska zakażeń.



Każdy może przejrzeć historię kontaktów osoby zakażonej, bez jej danych osobowych (arch. prywatne)

W prasie ostatnio były publikowane szczegółowe diagramy pokazujące, gdzie przebywał ten pacjent zero, przy jakich stolikach siedział, z iloma osobami ze spedycji i z obsługi portu się zetknął, z kim tamte osoby miały kontakt. W ten sposób możemy skonfrontować swoje ostatnie kroki, sprawdzić, czy przypadkiem mogliśmy się z nimi skrzyżować.


Diagramy pokazujące z kim mógł mieć kontakt pacjent zero (arch. prywatne)

Dodatkowo w tej chwili w większości miejsc prosi się o zeskanowanie kodu kreskowego z telefonu, żeby było wiadomo, że dana osoba była np. w tej restauracji. Wcześniej były one używane głównie przy wejściu do supermarketów, budynków publicznych i na dużych imprezach. Dzięki nim, jeśli się okaże, że w danym miejscu był ktoś zarażony, łatwo jest odnaleźć osoby, które mogły mieć z nim styczność.

Były taka historia w poprzednim roku, kiedy okazało się, że chłopak pracujący w Starbucksie był zakażony. Dzięki temu, że większość klientów płaciła elektronicznie, bardzo szybko ustalono kim byli i wszystkich wezwano na badania.



Przy wejściu do budynków publicznych jest skanowanych tzw. kod zdrowotny (arch. prywatne)

To w takim razie, w jaki sposób udało się przez to sito przedostać pacjentowi zero? Mówi się, że miał wykonywane testy w kierunku koronawirusa 12 razy i dopiero ostatni był pozytywny.

Na pewno to jest wyjątkowy przypadek, bo żeby wjechać do Chin, nawet rodowity Chińczyk musi przejść dość ścisłe badania już na lotnisku. Oni się nie patyczkują: przylatuje samolot, wszyscy pasażerowie są badani, potem pod eskortą policji autobusem są odwożeni do wybranego hotelu, w którym odbywają kwarantannę. Następnie, żeby wyjść z kwarantanny muszą mieć trzy, a nawet cztery razy negatywne wyniki testów, więc jak to się stało w tym przypadku? Nie wiadomo, jak ten pan "przemycił" tego wirusa i dlaczego testy tego nie wykazały.

Media chińskie non stop o tym mówią. Chińczycy są zaskoczeni, nawet władze przyznają, że są zdumione i zaniepokojone. Istnieje teoria, że ten mężczyzna zaraził się dopiero przed wejściem do samolotu i infekcja długo się u niego rozwijała.

Myślał pan o powrocie do Polski, kiedy wybuchła pandemia?

Mieszkam w Azji od 12 lat, od ponad czterech w Kantonie. Kiedy wybuchła epidemia, mieliśmy propozycję lotu powrotnego do kraju. Potrzebowaliśmy dosłownie trzech sekund, żeby powiedzieć: "nie, dziękujemy - zostajemy". Było dla nas od pierwszych dni jasne, jak walka z epidemią będzie wyglądać jeśli zawędruje do Europy. Pomimo obecnej napiętej sytuacji i tak tu czuję się o niebo bezpieczniej niż wtedy, gdy oglądamy przekazy z Europy i obrazy z Polski.

Chiny mają wcześniejsze doświadczenia, m.in. związane z SARS i każdy tu wie, co to jest epidemia, jak się zachowywać. Wtedy bardzo głośna była historia osoby z Hongkongu, która przez zasmarkanie guzików w windzie zaraziła 800 osób ze swojego osiedla, wirus rozniósł się w porażającym tempie.

Tutaj nikt nie lekceważy zaleceń. Kiedy podano informacje o nowych zakażeniach, od razu pojawiły się osłony na guziki w windzie, wróciły stacje do dezynfekcji. Cały czas mierzy się temperaturę przy wejściu do komunikacji miejskiej i metra, w wielu miejscach publicznych są automaty przy wejściach mierzące temperaturę ciała.



Testy w kierunku koronawirusa są przeprowadzane w rekordowym tempie (FB)

Tego samego dnia, kiedy ukazała się oficjalna wiadomość o wykryciu nowych zakażeń, wszyscy karnie zaczęli nosić maseczki, nawet wychodząc wyrzucić śmieci. Wcześniej było już pewne rozluźnienie, maseczki były obowiązkowe tylko w zamkniętych pomieszczeniach, w metrze, galeriach handlowych, w komunikacji. To nie jest tak, że na każdym rogu stoi jakiś policjant, czy wojskowy i tego pilnuje. Ludzie sami tak działają. Mają świadomość, że nosząc maseczkę chronią nie siebie, ale innych. I co chyba najważniejsze: rozumieją po co to robią i po co muszą znosić różne ograniczenia. Sytuacja w tej chwili jest pod kontrolą, ale to nie znaczy, że jest bezpiecznie.


Powstają całe tymczasowe osiedla dla wolontariuszy i pracowników medycznych (arch. prywatne)

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-indyjski-wariant-atakuje-w-chinach-osiedla-sa-zamykane-moga-na-nie-wejsc-tylko-mieszkancy
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 10, 2021, 21:13 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #219 dnia: Czerwiec 06, 2021, 23:03 »
"Wiecie, że zmarła cała rodzina?". Poszedłem tropem najstraszliwszej historii antyszczepionkowców
TOMASZ MOLGA  11-06-2021 14:24

We wsi w Bieszczadach po szczepieniu miała umrzeć cała 4-osobowa rodzina, a także pan Eugeniusz z sąsiedniej miejscowości. Jak to się rozeszło wśród mieszkańców, już nikt nie chciał szczepionki. Powiedziałem: sprawdzam. Z przekonaniem mogę napisać - to bzdury.

- Nie opublikuję tu zdjęcia z potwierdzeniem szczepienia - ogłosił na Facebooku Radek, historyk z Mazowsza.

Było to w chwili, kiedy dziesiątki jego znajomych szczerzyło w social mediach zęby, pokazując nakłute ramię albo papierek z datą podania dawki szczepionki. On tego nie zrobi, bo przecież "ludzie umierają po szczepionkach".

Trop wiedzie do kamieniarza

Skąd wie? Ojciec znajomego napisał na grupie facebookowej, że w ich rodzinnej miejscowości zmarły 4 osoby na 350 mieszkańców. Gdy to się rozeszło, nikt już nie chciał się szczepić.

Taka tragedia i cisza w mediach? Koronasceptyk łatwo to wyjaśni - dziennikarze głównych mediów mają nałożoną cenzurę, nie zadają właściwych pytań ekspertom, a tu trzeba bić na alarm.

- Nie pozwolą ci opublikować - nie dowierza mi pan Radek, gdy pytam o wieś, w której ludzie podobno umierali po szczepionkach. - To opowiedział mi znajomy aktor, pochodzi stamtąd - wyjaśnia i podaje numer jego telefonu.

Aktor to znana twarz z filmów sensacyjnych. Jest przejęty: - Tak, informacja jest pewna. Zmarł jeden starszy pan i cała rodzina w drugiej wsi. Trzeba to opisać. Rodziny tych zmarłych pewnie uda się namówić na wypowiedź.

Oferuje, że zadzwoni do szwagierki, bo ta zna tych ludzi i więcej szczegółów.



Lekarka i ratownik medyczny w drodze do jednej z bieszczadzkich wiosek, w której mają dokonywać szczepień
Źródło: Archiwum prywatne


Telefon milczał przez kilka dni. Sięgnąłem do oficjalnego raportu o niepożądanych odczynach poszczepiennych. Historia po raz pierwszy przestaje się "potwierdzać". Raport wymienia trzy zgony po szczepieniach na terenie Podkarpacia. Każdy w innym powiecie. A tu miało być pięć, z czego aż cztery w jednej wsi.

Dla antyszczepionkowców taki raport to żaden dowód. Twierdzą, że w rzekomym spisku producentów szczepionek biorą udział lekarze i inni medycy. Ci, którzy kwalifikują pacjentów do szczepień to przecież "akwizytorzy bigpharmy". A przecież tacy nie wpiszą do oficjalnych raportów, że pacjent umarł tuż po "szczypawce". Bo to tak, jakby donieśli na samych siebie, że popełnili błąd podczas badania przed szczepieniem.

Wreszcie aktor oddzwania, przepraszając, że z rodzinami nie da się skontaktować. Zarzeka się, że szwagierka wszystko potwierdziła. Podaje szczegóły z nazwiskami. Rodzina, która zmarła po szczepieniu mieszkała w miejscowości P. Z kolei pan Eugeniusz, który zmarł tuż po drugiej dawce szczepienia, pochodził z D.

Rodziny więc rozmawiać nie będą. Pozostaje mi kontakt z lokalną władzą.

Pani sołtys wsi P. łapie się za głowę.

- Umarli po szczepieniach? A w życiu! U nas kilka tragedii było, ale to w czasie epidemii, zanim jeszcze ogłoszono szczepienia - zapewnia mnie pani Franciszka. Roztrzęsiona pytaniem wyjaśnia, że wieś liczy 900 mieszkańców, ale domy są rozrzucone wzdłuż jednej ulicy. Taka wiadomość nie przeszłaby bez echa. "Na pewno nieprawda" - powtarza kilka razy.

Z kolei pan Dariusz, sołtys wsi D. zapewnia, że wie, o kogo chodzi.

- Tyle że Eugeniusz miał zaawansowanego raka. Owszem zmarł jakoś w maju, ale wykończył go nowotwór. Od drugiej dawki minął chyba z miesiąc – wyjaśnia i prosi: – Niech pan nie podaje nazwy miejscowości. Cała Polska będzie się z nas śmiać. U nas ludzie się szczepią, nie trzeba mieszać im w głowach.

- To bzdura. Zaszczepiliśmy 10 tys. osób w okolicy. Młodych, rodziców, dziadków. Wszyscy żyją. Najgroźniejsze, co się wydarzyło, to omdlenie na widok igły - mówi WP Beata Motyka, koordynatorka z punktu szczepień w Jarosławiu. To największa placówka w pobliżu wspomnianych wsi.

Kto puścił plotkę w obieg? Ostatnim ogniwem łańcuszka - "znajomy powiedział znajomemu" - miał być lokalny kamieniarz.

- Robił mi blat kuchenny i tak przy okazji opowiadał, że osobiście stawiał nagrobki dla ofiar szczepionek - mówi kolejna mieszkanka wsi. Nazwiska i telefonu do kamieniarza nie chciała podać.

Antyszczepionkowcy dopadli go nawet w Bieszczadach

- Za takie gadanie powinien być konkretny paragraf i kara - wzdycha Aleksander Nurek, ratownik medyczny z Rzeszowa. Ze szczepieniami jeździ po małych miejscowościach Podkarpacia. On też słyszał historię o "pięciu zmarłych". Niestety, w dość dramatycznych okolicznościach.


Aleksander Nurek, ratownik z Rzeszowa, był pierwszym, który dotarł ze szczepieniami do miejscowości przy granicy z Ukrainą. Odwiedził kolonie wiejskie w gminach Nisko, Kolbuszowej. Był w okolicach Jasła i gminie Czarna
Źródło: Archiwum prywatne


Właśnie był w jednej ze wsi, a do szczepienia ustawił się ogonek chętnych - ampułka szczepionki otwarta, sprzęt rozłożony, papiery na stole rozłożone. Lekarka, która kwalifikowała do szczepień, chuchała już na stetoskop. I wtedy z kolejki wyszedł starszy pan z komunikatem: "Ludzie, opamiętajcie się! Znam pięć osób, które zmarły po tych szczepieniach".

- No i czterech pacjentów z kolejki obróciło się na pięcie i tyle ich widziałem – relacjonuje wzburzony ratownik. - To zadziwiające, że w takich historiach pytając o szczegóły, zawsze słyszy się, że "znajomy mojego brata opowiadał" albo "sąsiadka siostry znała kogoś, kto słyszał, że umierali od szczepionek".

- I pytam tego pana, po co w takim razie przychodził na szczepienia? Są przecież dobrowolne i nikt nikogo nie zmusza. Odparł, że chciał ratować innych - wzdycha Nurek.

Podkreśla, że żadnych wolnych dawek nie zmarnował. Jak ktoś się nie stawił, to zazwyczaj prosił, aby zaszczepiona osoba zadzwoniła po kogoś z rodziny. W najgorszym wypadku chodził od drzwi do drzwi z pytaniem, kto chce się zaszczepić.

Po co Aleksander Nurek jeździ po wsiach? Na początku maja minister zdrowia Adam Niedzielski prosił o lekarzy mobilizację medyków w dotarciu do grupy Polaków, która waha się w sprawie szczepień. Chodziło mu głównie o osoby, w wieku powyżej 60 lat, które mając od dawna wystawione skierowanie, nie wiedzieć czemu, przez wiele tygodni nie skorzystały z rejestracji na szczepienie. 

Organizatorzy szczepień na Podkarpaciu już wiele tygodni wcześniej spodziewali się, że na pewnym etapie zderzą się ze ścianą ludzkich wątpliwości. Szefowie Aleksandra Nurka uznali, że ze szczepionkami trzeba dotrzeć do każdej małej miejscowości.

Ratownik codziennie dostaje listę osób, które zadzwoniły na infolinię punktu szczepień w Rzeszowie, prosząc o szczepienie. Ze względu na wiek, chorobę, opiekę nad bliskimi osobami, brak samochodu i dużą odległość do cywilizacji nie mogą samodzielnie pojechać do miasta. Na trasie zazwyczaj jest 12-18 domostw. Tyle da się obejść w ciągu dnia.

Ratownik z Rzeszowa był pierwszym, który dotarł ze szczepieniami do miejscowości przy granicy z Ukrainą. Odwiedził kolonie wiejskie w gminach Nisko, Kolbuszowej. Był w okolicach Jasła i gminie Czarna. Nurek pokazuje zdjęcia. Mówi, że niektóre zakątki, które odwiedzał to "podkarpackie czeluści piekielne".

Do samotników ze wsi Borówki 30 minut szedł na piechotę w dół górskiego stoku. Ścieżka do tych domostw jest ledwie widoczna na łąkach i w lesie. W gminie Czarna utknął na drodze podczas śnieżycy.

- Praca w terenie to także przekonywanie i uświadamianie ludziom, że szczepienia są bezpieczne. Nie są "eksperymentem medycznym", jak mówią ich przeciwnicy. Niektóre osoby, by podjąć decyzję, potrzebują spojrzeć w oczy człowiekowi. Ulotki, plakaty nie mają znaczenia – uważa ratownik.

Nie cofną się przed niczym

- Szczepieniom nie sprzyja mający duży autorytet Kościół, a jego nieszczęsne stanowisko w sprawie etyczności szczepień pogłębiło tylko wątpliwości. W mediach społecznościowych szaleje ruch antyszczepionkowy. Przyznaję ze wstydem, że jest on podsycany kuriozalnymi, idącymi pod prąd wiedzy i nauki wypowiedziami pojedynczych lekarzy - alarmował w rozmowie WP prof. Krzysztof Filipiak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.



Minister Zdrowia, Adam Niedzielski: "Żadne z prowadzonych postępowań nie wskazało na bezpośrednie powiązanie szczepienia ze zgonem" Źródło: East News, Fot: Zbyszek Kaczmarek/Reporter

Do jakiego stopnia ruch antyszczepionkowy szaleje, przekonaliśmy się kilka dni temu (https://wiadomosci.wp.pl/antyszczepionkowcy-zabrali-glos-w-sprawie-koronawirusa-nie-ma-szans-na-bezpieczna-szczepionke-6493488525932673a ) . Justyna Socha z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP ogłosiła w mediach społecznościowych, że Krzysztof, młody mężczyzna z Pomorza, zmarł na skutek przyjęcia szczepionki.

"Chłopak 18 lat, 4 dni po zastrzyku. Wczoraj był pogrzeb. Zmarł we śnie... Czy kolejne będzie Twoje dziecko?" - pyta we wpisie na Facebooku liderka stowarzyszenia STOP NOP.

Do zilustrowania wpisu użyła nekrologu, jaki zamieściła szkoła zmarłego. Wezwała do wpłat na konto zbiórki na pomoc prawną dla rodzin osób, które doświadczyły niepożądanych odczynów poszczepiennych. Antyszczepionkowcom wpadło przy tej okazji 14,5 tys. zł.

Najgorsze stało się, kiedy pod wpisem Sochy ukazał się komentarz matki zmarłego mężczyzny. Poprosiła o usunięcie posta. Antyszczepionkowcy nie odpuszczali. Chcieli dowiedzieć się od pogrążonej w żałobie kobiety czy zmarły był szczepiony oraz jaka to była szczepionka.

"Przecież moje dzieci też mają wziąć udział w eksperymencie medycznym" - argumentowało kilkadziesiąt osób.

Po tym, gdy skandal opisały liczne media, Justyna Socha usunęła wpis. ( https://www.o2.pl/informacje/skandaliczny-wpis-justyny-sochy-o-zmarlym-18-latku-mama-chlopaka-reaguje-6647367357258656a )

"Przepraszam rodzinę Krzysztofa (...), jeśli uraziłam ich uczucia w tym trudnym dla nich czasie po śmierci bliskiej osoby". Dodała, że informację o śmierci chłopaka uzyskała "jako dziennikarka". Skoro do śmierci doszło kilka dni po szczepieniu to jest to Niepożądany Odczyn Szczepienny.

Prokuratura Rejonowa w Wejherowie nie potwierdza, że na obecnym etapie śledztwa istnieje związek pomiędzy śmiercią Krzysztofa, a szczepieniem. Odbyła się sekcja zwłok, o opinię na temat wyników i dodatkowe analizy zlecono biegłym z zakresu medycyny sądowej i toksykologii, poinformowała WP prokurator Iwona Wojciechowska-Kazub, prokurator rejonowa w Wejherowie.

Dotychczas około połowa z uprawnionych 34,9 mln Polaków skorzystała ze szczepień przeciwko COVID-19. Ci najbardziej zmotywowani już się zaszczepili albo czekają na termin szczepienia. Według sondażu OBOP z początku maja 25 proc. Polaków nie chce się jednak szczepić. To oznacza, że sceptyków szczepień może być prawie 9 milionów.

Nie wszyscy to antyszczepionkowcy. Znaczącą grupę socjolodzy opisują jako "pasażerów na gapę". ( https://wiadomosci.wp.pl/pasazerowie-na-gape-ta-grupa-polakow-omija-akcje-szczepien-na-covid-19-6642111405976192a )  To ci, którzy wolą poczekać, co stanie się z tymi już zaszczepionymi. Nie boją się już wirusa, bo na razie epidemia jest w odwrocie.

- "Pasażer na gapę" liczy, że jak zaszczepią się wszyscy wkoło, to on sam nie będzie już musiał – tłumaczy prof. Andrzej Rychard i naukowcy Polskiej Akademii Nauk z zespołu do spraw COVID-19.

To tylko "koincydencja czasowa"

- Jako eksperci popełniliśmy duży błąd, zakładając, że jakość informacji o śmiertelnej chorobie COVID-19 i korzyściach ze szczepień wystarczy, aby przekonać osoby wahające się. Tymczasem postawy antyszczepionkowe są silnie związane z emocjami i brakiem zaufania do instytucji. Postawa antyszczepionkowa jest atrakcyjna dla grupy osób, ponieważ pozwala sprzeciwić się systemowi, rzekomemu opresyjnemu państwu, którego nakazy trzeba łamać. Nie ma tu znaczenia poziom wykształcenia czy poglądy polityczne danej osoby - komentuje dr Karolina Zioło-Pużuk, ekspert w dziedzinie komunikacji o zdrowiu z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Według niej należy zaakceptować istnienie ruchów antyszczepionkowych, a Polska na tle innych krajów europejskich nie jest ani bardziej, ani mniej antyszczepionkowa. Im bardziej koronasceptycy będą przekonywani do szczepień, tym większy będzie ich bunt. Zadziała bowiem "efekt akwizytora".

- Skoro szczepienia są dobre, to dlaczego muszą tak do nich przekonywać? To podejrzane - zaprze się typowy antyszczepionkowiec.

- Nikt nie lubi się mylić, dlatego zazwyczaj chętniej uwierzymy w twierdzenia potwierdzające nasze przekonania niż im zaprzeczające. Gdy przeciwnicy szczepień szukają informacji w Internecie, najczęściej znajdują rzeczy, które potwierdzają ich tezy. Algorytmy serwisów internetowych i tak podsuwają im informacje, których wcześniej już poszukiwali. Tak powstaje wrażenie, że jest wiele stron, które potwierdzają poglądy antyszczepionkowe - tłumaczy dr Karolina Zioło-Pużuk.

Ekspertka dodaje, że rządowi nie można zarzucać, że ukrywa prawdę o powikłaniach po szczepionkach. Na poziomie europejskim oraz w Polsce są publikowane raporty o niepożądanych reakcjach na szczepienia.

Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że do tej pory nie mamy w Polsce potwierdzonego zgonu po szczepieniu. Raport NOP wymienia 91 zdarzeń.

- Podkreślam: nie są to zgony wywołane szczepieniami, tylko pewną koincydencją czasową. Część z tych zgonów, gdy jest podejrzenie bezpośredniej przyczynowości, jest weryfikowana, poprzez postępowania prokuratorskie i sekcje zwłok. Żadne z prowadzonych postępowań nie wskazało na bezpośrednie powiązanie szczepienia ze zgonem - powiedział ostatnio minister zdrowia Adam Niedzielski.

Warto wyjaśnić jak rejestrowane są NOP-y.

Według przepisów NOP jest rozpoznawany i definiowany jako każde zdarzenie medyczne, które pojawiło się w ciągu 4 tygodni od zaszczepienia, które można powiązać ze szczepieniem. Każde zdarzenie medyczne.

Dlatego w oficjalnym raporcie są wymieniane zdarzenia, gdy pacjent umiera w przeciągu kwadransa po szczepieniu – co budzi niepokój lekarzy. Zarazem tę samą kategorię mają zdarzenia, gdy ktoś umiera nagle 2 tygodnie po szczepieniu.

- Te odległe czasowo zdarzenia, będzie bardzo trudno powiązać przyczynowo- skutkowo ze szczepieniem. Wbrew antyszczepionkowcom nie wyobrażam sobie, żeby lekarze nie chcieli poznać przyczyn takiej śmierci. Mimo to podejrzewam, że część tych przypadków pozostanie niewyjaśnionych. W karierze miałem przypadki, gdy nagle umierała młoda osoba, a wszystkie dane z sekcji, toksykologii mówiły, że powinna żyć- komentuje emerytowany patolog.

Wiadomo, że jeden przypadek uznawany początkowo za śmierć po szczepieniu został zakwalifikowany jako niezwiązany ze szczepieniem. Chodzi o kobietę z powiatu zgierskiego, która zmarła w lutym.

Po sekcji zwłok i dwóch miesiącach śledztwa ustalono, że przyczyną śmierci stała się "niewydolność krążeniowa u osoby starszej z przewlekłymi zmianami chorobowymi w obrębie mięśnia sercowego”.

"Nie poczyniono żadnych ustaleń, które wskazywałyby na związek zgonu ze szczepieniem przeciwko COVID-19" - czytamy w wyjaśnieniu tego przypadku.

Z kolei "wszystkim antyszczepionkowcom i denialistom pandemii, celebrytom COVID-owym z kręgu prawników, a nawet lekarzom - którzy zagubili się w swojej wiedzy", profesor Krzysztof Filipiak z WUM zadedykował ostatni raport brytyjskiego ministerstwa zdrowia.

Okazuje się, że mutacja koronawirusa nazywana indyjskim wariantem "delta" bardzo "lubi" niezaszczepionych.

- Z 12 383 przypadków zakażenia deltą, 464 osoby trafiły na pogotowie ratunkowe, a 126 osób zostało hospitalizowanych. Wśród tych, którzy trafili do szpitala, niezaszczepionych było 83 osoby, 28 otrzymało jedną dawkę, a tylko trzy otrzymały obie dawki szczepionki - poinformował Matt Hancock, brytyjski minister zdrowia.


https://wiadomosci.wp.pl/wiecie-ze-zmarla-cala-rodzina-poszedlem-tropem-najstraszliwszej-historii-antyszczepionkowcow-6649501275655072a
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 12, 2021, 22:52 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #220 dnia: Czerwiec 09, 2021, 23:52 »
Koronawirus w Polsce. Poruszające wyznania ratowników. Pokazali, jak jest na pierwszej linii frontu
Karolina Rozmus 16 VI

Wstrząsający film, którego autorem jest rzecznik prasowy warszawskiego pogotowia ratunkowego, porusza serca także tych, którzy nie zdawali sobie sprawy ze skali zjawiska pandemii. Sugestywny tytuł "Dzień w piekle na Ziemi" pokazuje walkę pracowników ochrony zdrowia z chorobą zbierającą śmiertelne żniwo.

1. Wstrząsająca produkcja pracowników pogotowia

Trwający niespełna 13 minut film Piotra Owczarskiego, rzecznika prasowego warszawskiego pogotowia, jest dramatyczną relacją z jednego dnia walki z pandemią w stołecznym mieście. Pokazuje kulisy walki z wirusem SARS-CoV-2 z perspektywy nie tylko pacjentów, ale przede wszystkim tych, którzy zawodowo muszą walczyć ze skutkami pandemii – ratownikami medycznymi, lekarzami, a także… pracownikami zakładów pogrzebowych.

"Nowa Pandemia. Covid-19. Dzień z piekła na Ziemi" wyprodukowany przez WSPRiTS "Meditrans" SPZOZ w Warszawie, który można obejrzeć na fanpage’u stołecznego pogotowia, wyświetlony został już przez ponad 6 tysięcy użytkowników Facebooka.

2. Relacja z pierwszej linii frontu i dramatyczne wyznania

Produkcja to zbiór zatrważających danych obrazujących, jakie pokłosie zebrała pandemia, i dramatycznych relacji.

- Przed pandemią myślałem, że jak saturacja spada poniżej 60 procent, to pacjent już nie żyje. A pacjentów nam przywozili z saturacją wyjściową 30-40 procent. Najczęściej to jest drugi tydzień choroby i widać wtedy, że pacjenci mają ciężką niewydolność oddechową. My, jako lekarze, nie mamy wtedy im nic do zaproponowania do leczenia poza leczeniem objawowym – głównie to jest pomoc, by pacjenci się nie udusili – powiedział w filmie lek. Paweł Uliczny, kierownik Izby Przyjęć Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie.

- Jesteśmy bezradni, bo wiemy, że ci ludzie umierają - mówi Wiesława Higersberger, pielęgniarka koordynująca Wojewódzki Szpital Zakaźny w Warszawie.

Swoimi odczuciami, doświadczeniami i lękiem oraz bólem podzielili się także inni pracownicy szpitala, mówiąc o łzach i poczuciu niemocy, ale też strachu przed tym, że COVID-19 dotknie także ich oraz ich bliskich.

Relacja z pierwszego frontu to jednak nie tylko relacja medyków – lekarzy czy pielęgniarek – ale także tych, którzy ze śmiercią mają do czynienia na co dzień.

- ¾ pogrzebów, które obsługujemy, są pogrzebami osób zmarłych w wyniku COVID-19 – powiedziała w produkcji Owczarskiego Magdalena Czerwińska, właścicielka zakładu pogrzebowego "Skrzydlate Anioły" w Warszawie.

3. Sukces produkcji – relacja z frontu na polskich festiwalach filmowych

Film trafił na preselekcje najważniejszych festiwalów filmowych: Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage, Warszawski Festiwal Filmowy, Festiwal NURT, Festiwal Opolskie Lamy.

Dla twórców filmu oznacza to nie tylko spektakularny sukces już w tym momencie i możliwość zdobycia prestiżowych wyróżnień w przyszłości, ale przede wszystkim gwarantuje, że "Nowa Pandemia. Covid-19. Dzień z piekła na Ziemi" obejrzą kolejne dziesiątki tysięcy widzów na całym świecie, w tym także i ci, którzy pandemię uważają za spisek lub bagatelizują chorobę, jaką jest COVID-19.


https://www.facebook.com/watch/pogotowie.waw/
https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-poruszajace-wyznania-ratownikow-pokazali-jak-jest-na-pierwszej-linii-frontu


Pfizer zmniejsza dostawy szczepionki do Polski. "Może być za mało dla chętnych"
Opracowanie: Magdalena Partyła 16 czerwca (13:04)

Od lipca do Polski trafiać będzie tygodniowo o ok. 1 mln mniej szczepionek Pfizer/BioNTech. Oznacza to, że przy tym tempie szczepień od lipca szczepionki tej firmy będą przeznaczone tylko na drugie dawki - poinformował PAP prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS) Michał Kuczmierowski.

Obecnie tygodniowo do Polski trafia ok. 2,5-2,2 mln dawek preparatu Pfizer/BioNTech, 100 tys. Johnson & Johnson i po ok. 250 tys. preparatów firm Moderna i AstraZeneca. Z informacji przekazanych PAP przez szefa RARS Michała Kuczmierowskiego wynika, że od pierwszej połowy lipca dostawy szczepionek Pfizer/BioNTech zmniejszą się niemal o połowę.

Obecnie tygodniowo ok. 1,4 mln szczepionek przeznaczamy na pierwsze dawki. W związku z tym za trzy tygodnie właśnie ok. 1,4 mln szczepionek będziemy musieli zabezpieczyć na drugie dawki - podkreślił Kuczmierowski.

Preparaty innych firm mają docierać do Polski w takiej samej liczbie, jak do tej pory.

Martwi nas, że w lipcu może być za mało szczepionek dla chętnych osób, a zależy nam, żeby proces szczepień przebiegał płynnie, tym bardziej, że są obawy przed kolejną, jesienną falą pandemii - powiedział Kuczmierowski.

Lepiej nie czekać z rejestracją na szczepienie

Prezes RARS powiedział, że do końca czerwca proces szczepień realizowany jest bez zmian. W lipcu punkty szczepień będą musiały dostosować go do zmniejszonej liczby dostaw.

Kuczmierowski pytany o to, z czego wynikają zmniejszone dostawy Pfizera podkreślił, że nie jest to zaskoczenie dla strony rządowej.

Na początku roku były negocjowane dodatkowe umowy dotyczące preparatów Pfizer/BioNTech i zostały one zrealizowane w czerwcu. Podstawowa umowa opiewała na ok. 1,2-1,5 mln dawek, a dodatkowe porozumienia zwiększały tygodniowe transporty o 1 mln - wyjaśnił. Dodał, że producent informuje o liczbie dawek z miesięcznym wyprzedzeniem. Liczyliśmy jednak, że jeszcze w lipcu dostawy będą większe, ale tak nie będzie - dodał.

Kuczmierowski zaznaczył, że Pfizer wywiązuje się z umów - w sumie do Polski ma dotrzeć ok. 50 mln dawek tego preparatu. Jednak będą one wynosić - jak zawarto w podstawowej umowie - właśnie 1,2-1,5 mln tygodniowo.

Prezes RARS mówi, że nie ma co liczyć na to, że w wakacje szczepienie będzie można wykonać bez kolejki. Zachęca do tego, by nie czekać z rejestracją na szczepienia, tylko wykonać je jeszcze w czerwcu, kiedy szczepionek jest więcej. Później dostęp może być utrudniony - przewiduje.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-program-szczepien-przeciw-covid/news-pfizer-zmniejsza-dostawy-szczepionki-do-polski-moze-byc-za-m,nId,5300613#crp_state=1

Wuhan 18 miesięcy od wybuchu pandemii. Zdjęcia obiegły świat
ABA 16.06.2021 12:01

Ponad 11 tys. studentów z Wuhan - miasta, gdzie miała się rozpocząć pandemia koronawirusa - świętowało na stadionie ukończenie szkoły. Nie mieli maseczek i nie przestrzegali dystansu społecznego. W chińskiej metropolii życie wraca do normy.


Na uroczystości zgromadziło się 11 tys. uczniów (Getty Images)

13 czerwca w Wuhan odbyła się ceremonia zakończenia roku szkolnego. Uczestniczyło w niej ponad 11 tys. studentów z Central China Normal University (CCNU).

14 tys. osób na stadionie

Według lokalnego serwisu informacyjnego Hubei News na uniwersyteckim stadionie pojawiło się także 3 tys. rodziców, którzy przyjechali zobaczyć ceremonię. To oznacza, że łącznie w imprezie wzięło udział 14 tys. osób.

W uroczystości brali udział studenci, którzy skończyli naukę w 2020 roku. Ze względu na pandemię koronawirusa uroczystość nie mogła odbyć się w ubiegłym roku, dlatego uniwersytet postanowił ją przenieść.

Wróciłem do szkoły żałując, że nie mogłem ukończyć szkoły w zeszłym roku - skomentował wydarzenie jeden z uczniów. Dziękuję mojej szkole za zorganizowanie nam, klasie roku 2020, ceremonii ukończenia szkoły - dodał inny.



Studenci podczas uroczystości w Wuhan (Getty Images)

Obecnie w Chinach sytuacja została ustabilizowana, a rząd zapewnia, że koronawirus jest pod kontrolą. W ostatnich dniach wykrywano po kilkanaście przypadków - większość u osób, które przyjechały zza granicy. Ograniczenia są nakładane tylko lokalnie. Żeby maksymalnie ograniczyć rozprzestrzenianie wirusa, władze zdecydowały się na przedłużenie kwarantanny. Obecnie jest to 14 dni plus 7 dni w domowej izolacji.


Obecnych było ok. 14 tys. osób (Getty Images)
https://www.o2.pl/informacje/wuhan-18-miesiecy-od-wybuchu-pandemii-zdjecia-obiegly-swiat-6651229345405856a
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 16, 2021, 23:24 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #221 dnia: Czerwiec 10, 2021, 23:56 »
Britain’s longest-known coronavirus patient dies aged 49
Miranda Bryant Sat 19 Jun 2021 15.49 BST

Jason Kelk’s wife paid tribute to her ‘brave’ husband, who died peacefully after withdrawing from treatment


Leeds man Jason Kelk died on Friday after spending more than a year in intensive care with lung and kidney damage caused by Covid-19. Photograph: LeedsLive/MEN

A man believed to be Britain’s longest-known coronavirus patient has died after deciding to withdraw from treatment.

Jason Kelk, 49, was admitted to St James’s University Hospital in Leeds after contracting Covid-19 in March last year. He died on Friday morning, surrounded by his family, after being transferred to a hospice.

His wife, Sue Kelk, 63, shared news of his death on Friday and said Kelk, who was a primary school IT worker, “passed away peacefully”.

“It is with a very heavy heart that I have to share the sad news that Jason passed away peacefully at St Gemma’s at 12.40pm,” she wrote on Facebook.

Paying tribute to her husband of more than 20 years and “soulmate”, she said his death was “so peaceful”.

“It was definitely important for him to do it on his terms. But he is leaving an awful lot of people absolutely bereft,” she told the Yorkshire Evening Post.

“People might not think he has been brave but my God, he has been brave. I really think he has. And I just think that this is the bravest thing that you could ever do – to actually say: ‘I don’t want to live like this any more.’”

Last month she told Sky News that she feared her husband had “given up” after his condition worsened and he started experiencing “fainting attacks”.

Before then, she had been preparing for him to return home, launching a crowdfunding appeal to help pay for it to be converted for him.

Kelk, who had Type 2 diabetes and asthma, was transferred to intensive care in April last year and remained on the same ward until he went to the hospice.

The virus damaged his lungs and kidneys, and he developed severe stomach problems that meant he had to be fed intravenously.

Earlier this year he appeared to be recovering – starting to walk and coming off a ventilator and 24-hour kidney filter.

Before his condition worsened, Kelk said her husband was drinking tea and soup and sending text messages.

He told the Yorkshire Evening Post in March that he hoped to return home to “sit on our sofa and eat takeaway fish and chips with Sue while we watch telly. Something normal like that.”

He said: “My family is what kept me fighting. It would have been a very different year without them there.”

But his condition worsened in May. He had to be put back on a ventilator and then developed two infections.

Jason Kelk died surrounded by his wife, mother, father and sister and leaves behind five stepchildren and eight grandchildren – two of whom he had never met because they were born in the past year.



Sue and James Kelk at St James’s University Hospital in Leeds. Sue said her husband ‘did not want to live like this any more’. Photograph: LeedsLive/MEN

https://www.theguardian.com/world/2021/jun/19/britains-longest-known-coronavirus-patient-dies-aged-49
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 21, 2021, 01:51 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #222 dnia: Czerwiec 12, 2021, 23:37 »
Koronawirus. Ministerstwo Zdrowia "zgubiło" ponad 100 tys. ozdrowieńców?
TOMASZ MOLGA  22-06-2021 19:25

Jak dowiaduje się Wirtualna Polska, urzędnicy resortu zdrowia głowią się nad problemem skorygowania danych o epidemii w Polsce. Trzeba będzie wykasować około 130-140 tys. przypadków zakażeń koronawirusem, które w statystykach figurują jako niewyleczone.


Źródło: East News, Fot: Zbyszek Kaczmarek

Przez ten gruby błąd w statystykach Polska zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby osób, które rzekomo nadal chorują na COVID-19? Z raportów Ministerstwa Zdrowia wynika, że jest ich 153 tysiące. W rzeczywistości może być dziesięciokrotnie mniej.

Liczba "aktywnych przypadków COVID-19" to różnica pomiędzy potwierdzonymi dotychczas zakażeniami a sumą osób wyleczonych oraz zgonów.

- Błąd w codziennych raportach przekazywanych przez ministerstwo prawdopodobnie narastał od kilku miesięcy. Teraz, kiedy trzecia fala zachorowań opadła, z podawanych liczb wynika, że nadal mamy 153 tys. chorych. Przy obecnym stanie epidemii jest to nieprawdopodobne, ponieważ w czerwcu było już tylko 7000 zakażeń, w szpitalach przebywa około 1300 osób - mówi WP Piotr Tarnowski, jeden z niezależnych analityków danych o epidemii.

Dodaje, że próbował zainteresować sprawą Ministerstwo Zdrowia. Nie otrzymał jednak odpowiedzi ani wyjaśnień w sprawie rozbieżności danych.


https://twitter.com/PiotrekT/status/1406934699478589445

https://twitter.com/PiotrekT/status/1406934703190548480

Koronawirus. Ilu mamy aktualnie zakażonych koronawirusem?

Jaka jest poprawna liczba osób aktualnie zakażonych koronawirusem? Nie wiadomo. Ministerstwo Zdrowia nie udzieliło WP odpowiedzi na tak postawione pytanie. Uzyskaliśmy jedynie potwierdzenie, że w danych "mogą się pojawić rozbieżności".

Urzędnicy tłumaczą to tym, że dane o ozdrowieńcach pochodzą z kilku źródeł. Są to raporty sanepidów o zakończeniu izolacji domowej osób zakażonych, dane ze szpitali oraz teleinformatycznego systemu EWP stworzonego na potrzeby zarządzania epidemią.

"Jako że liczba zakończonych izolacji na dany dzień zmienia się w czasie w wyniku zmian, korekt, przedłużenia izolacji itp. (a dane, które prezentuje MZ, nie są korygowane wstecz) oraz nie są gromadzone informacje o hospitalizacjach w systemie EWP, ta informacja jest niepełna i dlatego mogą się pojawić rozbieżności" - odpowiada WP biuro komunikacji Ministerstwa Zdrowia.

Nowa luka w danych o epidemii

To jak dotychczas największa ujawniona luka w danych o epidemii publikowanych przez Ministerstwo Zdrowia. Przypomnijmy, że jesienią 2020 roku Michał Rogalski, twórca bazy danych o epidemii koronawirusa w Polsce wychwycił błąd dotyczący zaniżania liczby zakażeń w województwach: mazowieckim i śląskim. W komunikacji pomiędzy resortem zdrowia a sanepidami "zgubiło się" około 20 tys. przypadków. W efekcie wprowadzono nowy system raportowania o zakażeniach.

- W kwestii danych epidemicznych przeszliśmy na obiektywne narzędzia, na system informatyczny. Nie ma ręcznego zbierania danych, nie ma tabelek, które są łączone. Zarzut, że próbujemy iść w kierunku ukrywania informacji, jest nietrafiony. Idziemy w zupełnie innym kierunku, czyli automatyzacji i jawności - komentował wówczas minister Adam Niedzielski.

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-ministerstwo-zdrowia-zgubilo-ponad-100-tys-ozdrowiencow-6653452082813888a

Poznań. Brak tlenu w szpitalu tymczasowym. Śledztwo trwa. "Śmierci można było uniknąć"
OPRAC. MRM  22-06-2021 21:56

Trwa prokuratorskie śledztwo po marcowym deficycie tlenu w poznańskim szpitalu covidowym. - Było powiedziane, żebyśmy zamykali dostęp do tlenu tym, którzy nie wymagali intensywnej tlenoterapii. Pacjenci pytali: dlaczego mi to zakręcasz? Ja się duszę - relacjonowała pracowniczka szpitala w reportażu TVN24.

Pod koniec marca media obiegła informacja o ewakuacji części pacjentów ze szpitala tymczasowego w Poznaniu. Oficjalnym powodem miały być "problemy techniczne z instalacją tlenową".

Po kilkunastu godzinach okazało się jednak, że faktycznym powodem był brak odpowiedniej ilości tlenu. - Doszło do niedoszacowania ilości zamawianego tlenu w kontekście rozszerzającej się w szybkim tempie działalności szpitala tymczasowego - tłumaczył dr hab. Szczepan Cofta, dyrektor Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego.

Tlenu w tymczasowym szpitalu covidowym miał zabraknąć 30 marca przez dwie godziny, od 8.30 do 10.30. W hali Międzynarodowych Targów Poznańskich znajdowało się wówczas 230 pacjentów.

Według oficjalnych danych zmarło łącznie osiem osób. Sześć w szpitalu tymczasowym, a dwie po ewakuacji. Śmierć pacjentów z kolejnych dni nie było wliczana w tę statystykę.

Reportaż ze szpitala MTP. "Dlaczego mi zakręcasz? Ja się duszę"

- Około godz. 8.30 jedna z pielęgniarek podeszła, powiedziała, że będziemy mieli przekazywanych pacjentów z pulmonologii, dlatego, że są problemy z tlenem. Spada poziom tlenu - mówi anonimowo w wtorkowym reportażu "Czarno na białym" TVN24 jeden z pracowników szpitala.

- Ci, którzy nie wymagali intensywnej tlenoterapii, było od razu powiedziane, żebyśmy zamykali im dostęp do tlenu. (...) Pacjenci pytali: dlaczego mi to zakręcasz? Ja się duszę. Były wołania, krzyki pacjentów - relacjonuje inna pracowniczka.

Podobnie tamte wydarzenia wspominają chorzy. - Tam już w sieci nie było tlenu i wtedy podłączali nam tlen z butli. Ktoś inny potrzebował, to mi odłączyli i dawali drugiemu. I tak wkoło to szło. Obok mnie ludzie leżeli, robili się sini i umierali na moich oczach - mówi Dariusz Haremza, pacjent poznańskiego szpitala tymczasowego.

- Nagle widzę: zaczynają jeździć ratownicy z łóżkami, przemieszczają te łóżka. Zaczynają mi migać, jedno za drugim. Zaczęły się wędrówki z butlami. Zaczęto robić jakieś zestawy łóżek, gdzie na środku pojawiał się ratownik, który podawał tlen każdemu po kolei, rozdzielając to, co miał - mówi w rozmowie z TVN24 Zbyszek Nawrot, który przebywał w szpitalu MTP.

Brak tlenu w szpitalu covidowym. Prokuratorskie śledztwo trwa

Śledztwo w sprawie zgonu ośmiu osób prowadzi poznańska prokuratura. Śledczy mają ustalić, czy brak tlenu mógł się przyczynić do śmierci pacjentów.

Pracę stracił dyrektor szpitala ds. technicznych, odpowiedzialny za zakup tlenu.

- Nie było paniki. (...) Pacjenci, którzy zmarli, byli w stanie krytycznym. Rodziny na te informacje byli przygotowani wcześniej. Zgony nie trafiły na osoby w dobrym stanie - tłumaczy prof. Maciej Cymerys, lekarz - jak sam mówi - oddelegowany do kontaktu z mediami.

- Nie jesteśmy powiązać zgonów z kolejnych dni z incydentem braku tlenu. Takiej analizy szpital nie przeprowadzał - podkreśla kardiolog.

Dyrektor szpitala tymczasowego dr hab. n. med. Szczepan Cofta odmówił stacji TVN24 rozmowy przed kamerą.

- Widziałam wiele śmierci, ale żadna nie uderzyła we mnie tak mocno. Tych śmierci można było uniknąć - podsumowuje jedna z pielęgniarek poznańskiego szpitala.

Źródło: "Czarno na białym"/TVN24
https://wiadomosci.wp.pl/poznan-brak-tlenu-w-szpitalu-tymczasowym-sledztwo-trwa-smierci-mozna-bylo-uniknac-6653508816792544a
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 22, 2021, 23:59 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #223 dnia: Czerwiec 16, 2021, 23:25 »
Wrocław. Zbadaj swoją odporność. Bezpłatne badania poziomu przeciwciał
wroclaw.wp.pl ŁUKASZ KUCZERA 24-06-2021 17:20

Łukasiewicz-PORT uruchamia we Wrocławiu program badawczy, którego celem jest monitorowanie odporności na wirusa SARS-CoV-2 u pacjentów zaszczepionych różnego typu preparatami. Jego uczestnicy otrzymają bezpłatne badania poziomu przeciwciał w okresie do 6 miesięcy od przyjęcia szczepionki.


Źródło: Materiały prasowe

Celem programu jest zbadanie i porównanie poziomu przeciwciał oraz komórkowej odpowiedzi odpornościowej (reaktywności limfocytów) u mieszkańców Dolnego Śląska, którzy otrzymali preparaty szczepionkowe różnego rodzaju. Oba parametry są odpowiedzialne za wykształcenie odporności krótko- i długotrwałej na wirusa SARS-CoV-2.

Wrocław. Zbadaj swoją odporność. Bezpłatne badania poziomu przeciwciał

Badanie przeprowadzane będzie trzykrotnie: przed podaniem szczepienia, w okresie od 3 do 5 tygodni po szczepieniu, a następnie pół roku po zaszczepieniu (podaniu pierwszej dawki w przypadku preparatu dwudawkowego).

Udział w projekcie jest całkowicie bezpłatny, a każdy uczestnik otrzyma wyniki swoich badań. Projekt jest realizowany przez Centrum Diagnostyki Populacyjnej powstałe w Łukasiewicz-PORT, którego celem jest szybkie reagowanie w sytuacji zagrożenia epidemicznego.

- Program przyniesie korzyści nam wszystkim. Jego uczestnicy dowiedzą się, czy uzyskali odporność, jak ona się kształtuje i jak długo utrzymuje. W perspektywie długofalowej projekt pozwoli na poszerzenie naukowej wiedzy na temat szczepień przeciw COVID-19. Wyniki badań dostarczą cennych informacji, które posłużą do opracowania bardziej optymalnych i skutecznych modeli szczepień - mówi dr Andrzej Dybczyński, dyrektor Łukasiewicz-PORT Polskiego Ośrodka Rozwoju Technologii, który odpowiada za realizację programu.

W projekcie mogą uczestniczyć wszystkie pełnoletnie osoby, które nie zostały jeszcze zaszczepione przeciwko COVID-19. Przystąpienie do programu wymaga wcześniejszej rejestracji. Zgłoszenia przyjmowane są pod numerem telefonu 71 734 74 00, od pon. do pt. w godz. od 13.00 do 16.00.

Pobór materiału odbywa się w Centrum Diagnostyki Populacyjnej w Łukasiewicz-PORT na Kampusie Pracze. Na potrzeby każdego badania od uczestników pobrana zostanie niewielka ilość krwi (15 ml). Wyniki oznaczenia poziomu przeciwciał pacjenci otrzymają bezpłatnie po każdej wizycie.

Łukasiewicz-PORT, jak pozostałe Instytuty Sieci Badawczej Łukasiewicz, od początku angażuje się w walkę z pandemią COVID-19. Prowadzi laboratorium diagnostyczne wpisane na listę Ministerstwa Zdrowia oraz trzy punkty pobrań. Na terenie Kampusu Pracze działa również punkt szczepień.

Zdrowie jest jednym z kluczowych kierunków badawczych instytutów Łukasiewicza. Obszar ten obejmuje badania i rozwój nowych technologii, diagnostyki i terapii, wytwarzania produktów leczniczych oraz aparatury i techniki medycznej. Instytuty działające w Grupie Badawczej Łukasiewicza Zdrowie wytwarzają produkty lecznicze dla technologii leków odtwórczych, jak i oryginalnych oraz realizują wszystkie etapy powstawania wyrobów medycznych i aparatury. Innowacyjność Łukasiewicza w zdrowiu to badania nowych materiałów do zastosowań w medycynie, nowoczesna i spersonalizowana diagnostyka i terapie medyczne oparte na inżynierii białek oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji i biosensorów.

Wrocław. Co zyskają uczestnicy projektu?

Bezpłatny monitoring nabytej odporności na SARS-CoV-2 w okresie do 6 miesięcy od szczepienia.
Informację o ilości przeciwciał zapewniających odporność krótko- i długotrwałą.
Ocenę reakcji organizmu na przyjęte szczepienie.
Udział w projekcie badawczym, który przyczyni się do poszerzenia wiedzy na temat szczepień przeciw COVID-19 i uzyskiwanej po nich odporności, a także opracowania optymalnych modeli ich podawania pacjentom.

Wrocław. Jak zgłosić się do programu?

telefonicznie, pod numerem 71 734 74 00 (pon.-pt. w godz. od 13.00 do 16.00
mailowo: punkt.szczepien@port.lukasiewicz.gov.pl

Wrocław. Punkt pobierania próbek
Łukasiewicz-PORT Polski Ośrodek Rozwoju Technologii

Centrum Diagnostyki Populacyjnej

Wrocław, ul. Stabłowicka 147

https://wroclaw.wp.pl/wroclaw-zbadaj-swoja-odpornosc-bezplatne-badania-poziomu-przeciwcial-6654148607572512a

Pandemic probably caused biggest drop in US life expectancy since 1945 – study
Jessica Glenza Wed 23 Jun 2021 23.30 BST

Worse declines for Black and Hispanic Americans
Decline to exacerbate gap between US and developed nations



Between 2018 and 2020, life expectancy for Americans declined 1.87 years, 8.5 times worse than the average decline in life expectancy in 16 peer nations. Photograph: Seth Wenig/AP

The coronavirus pandemic probably caused the worst decline in life expectancy in the US since the second world war, with disproportionately worse declines for Black and Hispanic Americans, new research published in the British Medical Journal has found.

Between 2018 and 2020, life expectancy for Americans declined 1.87 years, 8.5 times worse than the average decline in life expectancy in 16 peer nations, and the most precipitous decline since the second world war.

The decline is expected to exacerbate the gap in life expectancy between the US and other developed nations, some of which have seen increases in life expectancy even amid the pandemic.

“When the pandemic came, my naive assumption was that it would not have a big impact on the pre-existing gap between the US and peer countries,” said Dr Steven Woolf, the study’s lead author and director emeritus of Virginia Commonwealth University’s Center on Society and Health.

“It was a global pandemic, and I assumed that every country would take a hit. What I did not anticipate was how badly the US would fare in the pandemic, and the enormous death toll that the US would experience,” he said.

More than 600,000 people have died in the Covid-19 pandemic in the US since 2020, a toll that continues to grow even as vaccination efforts have substantially decreased new cases and deaths. Racial and ethnic minorities and low-income people have suffered disproportionately, with higher rates of infection and death.

The research, authors said, “draws attention to the root causes of racial inequities in health, wealth and wellbeing. Foremost among these root causes is systemic racism”, the authors wrote. They added that, “extensive research has shown that systems of power in the US structure opportunity and assign value in ways that unfairly disadvantage Black, Hispanic, Asian, and Indigenous populations, and unfairly advantage White people.”

The research published by BMJ found Hispanic and Black individuals were substantially more affected by the pandemic, losing 3.88 and 3.25 years of life expectancy respectively, compared with a decline of 1.36 years for white individuals.

The research is a collaboration between Woolf and researchers at the University of Colorado and the Urban Institute in Washington DC. The findings largely agree with peer-reviewed research published in other journals, which have cited the potential for large declines in US life expectancy compared with peer nations as a result of the disjointed American response to the pandemic.

Researchers compared life expectancy data from 2010-2018 to simulated life expectancy data from 2020, using a tool developed for the pandemic by researchers with the Human Mortality Database, an internationally focused life expectancy research project based out of the demography department of the University of California Berkeley and the Max Planck Institute for Demographic Research in Germany.

They found the US fared substantially worse than peer nations. Between 2010 and 2018, the gap in life expectancy between the US and peer nations grew from 1.88 years to 3.05 years. In 2020, that gap grew again by 1.87 years, an enormous decline that widened the gap between the US and peer nations to 4.69 years.

The dramatic declines in life expectancy among Black and Hispanic individuals erased more than a decade of progress in eliminating the racial gap in life expectancy. Black men in America can now expect to live 67.73 years, on par with life expectancy for this group in 1998.

Researchers could not estimate the impacts on life expectancy for Native Americans, Pacific Islanders or Asian people – though they too were substantially affected – because the National Center for Health Statistics does not collect data for these racial groups.

Over the last year, researchers and experts have linked the US’s extraordinary death toll to issues as longstanding and complex as unequal opportunities for people of color and underinvestment in public health. Authors also noted that a substantial but unknown proportion of people infected with Covid-19 may have “long-haul” symptoms.

“The pandemic will have short and long term effects on the social determinants of health, changing living conditions in many communities, and altering life course trajectories across age groups,” authors wrote. “Fully understanding the health consequences of these changes poses a daunting but important challenge for future research”.

The US government response to the pandemic under former president Donald Trump was also widely seen as botched with a too slow realization of the pandemic’s seriousness and the promotion of unfounded conspiracy theories.

https://www.theguardian.com/us-news/2021/jun/23/covid-pandemic-us-life-expectancy-decline-study
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 24, 2021, 22:49 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21724
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #224 dnia: Czerwiec 21, 2021, 23:55 »
Koronawirus. "Groźniejsza niż zimą". Rosyjscy lekarze obawiają się trzeciej fali
OPRAC. PIOTR BIAŁCZYK  26-06-2021 11:08

Liczne wakacyjne wyjazdy, luzowanie środków przeciw pandemii i nieudana kampania szczepień. Rosyjscy lekarze wyjaśniają DW czym różni się trzecia fala pandemii od dwóch poprzednich.

W rosyjskich metropoliach - Moskwie i Petersburgu - lekarze i urzędnicy otwarcie mówią o trzeciej fali koronawirusa. W kilku regionach kraju wprowadzane są nowe, zaostrzone restrykcje, obowiązkowe szczepienia, a niektóre szpitale znów są przeznaczane wyłącznie dla pacjentów z COVID-19.

Od czasu pierwszej fali pandemii, DW regularnie rozmawia z lekarzami w całej Rosji o tym, jak radzą sobie z sytuacją i jakie napotykają trudności. Według lekarzy, obecna fala różni się zasadniczo od poprzednich. Podają też, dlaczego nie można było temu zapobiec.

"Za bardzo odpuściliśmy"

Denis Protsenko, lekarz z jednego z moskiewskich szpitali, jest przekonany, że trzecia fala, która obecnie dotknęła stolicę Rosji i Petersburg, do lipca dotrze do innych regionów kraju. Jak mówi, na oddziale intensywnej terapii jego szpitala przebywa obecnie ponad 400 pacjentów, a do kliniki trafia codziennie ponad 200.

"To więcej niż w szczytowych dniach podczas dwóch pierwszych fal pandemii. Naprawdę za bardzo odpuściliśmy, jeśli chodzi o stosunek do masek, dystans społeczny, wszystko to, co robiliśmy przez cały rok" - powiedział Prozenko w wywiadzie dla rosyjskiego nadawcy państwowego. Przypuszczał, że ludzie są zmęczeni tymi środkami ostrożności. Wszystko to razem doprowadziło do eksplozji w postaci trzeciej fali, uważa lekarz.

Według niego, w porównaniu z poprzednimi falami, obraz choroby u pacjentów z COVID-19 nie zmienił się znacząco. Lekarze obserwują jednak krótszy okres inkubacji. Pierwsze objawy pojawiają się średnio po czterech, pięciu dniach od zakażenia, a nie jak wcześniej po siedmiu do dziewięciu. Ponadto, coraz więcej pacjentów nie reaguje na terapię, która w dwóch poprzednich falach była jeszcze skuteczna. - Lekarze z moskiewskiego szpitala nie znaleźli jeszcze konkretnej przyczyny tego stanu rzeczy - powiedział Protsenko.

Koronawirus. Doświadczenia z wariantem Delta

Również lekarze z Petersburga potwierdzają trzecią falę koronawirusa. - Spodziewamy się, że w lipcu, podobnie jak w zimie, osiągniemy szczytowe wartości liczby zachorowań, a nawet je przekroczymy. Już teraz są one wyższe niż wiosną 2020 roku - powiedział DW Michaił Czerkaszyn, zastępca głównego lekarza w Instytucie Medycznym Siergieja Berezina w Petersburgu.

- Mieliśmy czas na przygotowanie się. Teraz ponownie przygotowujemy szpitale, które już wiosną powróciły do normalnego funkcjonowania. Trudno przewidzieć, co się stanie - podkreśla lekarz. Według niego jest jednak nadzieja, że do jesieni liczba zakażeń się zmniejszy. Nie można tego jednak powiedzieć z całą pewnością.

Czerkaszyn uważa jednak, że emocje wywołane wariantem Delta z Indii są przesadzone. Jest on wyraźnie bardziej zaraźliwy, ale nie prowadzi do cięższego przebiegu choroby. Dlatego lekarz zaleca szczepienia i krytykuje brak gotowości u ludzi.

- Najważniejsze, co zalecam, jest zaszczepienie się. Niestety, kampania szczepień w Rosji nadal przebiega zbyt wolno i słabo, dlatego w wielu regionach wprowadza się obowiązkowe szczepienia. Ponadto, oczywiście, należy nosić maseczki ochronne, myć ręce i unikać tłumów - mówi Czerkaszyn.

Koronawirus w Rosji. "To piekło"

Także lekarze w innych częściach kraju spodziewają się w lipcu znacznego wzrostu liczby zakażeń. W niektórych szpitalach już brakuje łóżek. - Już od dwóch dni mamy piekło. Ta trzecia fala właśnie mnie dopadła. Pracuję po 12 godzin, jestem wykończona i ledwo mam siłę rozmawiać. I to pomimo tego, że nasza klinika jest w pełni obsadzona lekarzami - mówi DW Jelena Kołczina. Kieruje polikliniką w Krasnojarsku na Syberii. - Tylko wczoraj 62 osoby przyszły do nas z gorączką, a 52 zadzwoniły do swojego lekarza rodzinnego, wcześniej nie mieliśmy tylu przypadków - opowiada lekarka.

Zdaniem Kołcziny szpitale stopniowo osiągają granice swoich możliwości. Kilka tygodni temu polikliniki otrzymały instrukcje, aby przywozić do szpitala wszystkich pacjentów w wieku powyżej 70 lat. Teraz trudno jest znaleźć wolne łóżka. - Myślę, że to dlatego, że szczepienia ludności przebiegają zbyt wolno. U nas zaszczepionych zostało zaledwie 3000 osób, co jest niczym. Moja znajoma donosi ze szpitala, że wszyscy pacjenci, którzy są przyjmowani, nie są szczepieni - mówi lekarka.

COVID-19. Krytyka zarządzania sytuacją

W szpitalach w Briańsku pozostało już tylko kilka łóżek. Władimir Perluchin jest lekarzem w klinice na obrzeżach tego miasta. - W naszym szpitalu jest jeszcze kilka wolnych łóżek, ale w Briańsku, gdzie wysyłamy pacjentów, są problemy. Pacjenci z innymi schorzeniami są odsyłani, ponieważ łóżka są już zajęte przez pacjentów z koronawirusem - tłumaczy lekarz.

Przypisuje on gwałtowny wzrost liczby zachorowań licznym wyjazdom wakacyjnym. - Ludzie są nieostrożni w obliczu tej sytuacji. Chodzą w grupach liczących od pięciu do dziesięciu osób. Obecnie pracuję w dziale przyjmowania pacjentów. W ciągu zaledwie pięciu godzin przyjąłem 30 osób. W porównaniu z pierwszą i drugą falą, widzę coraz więcej młodych ludzi - dodaje.

Ratownik medyczny z miejscowości Orioł, Dmitrij Seregin, również obawia się trzeciej fali w swoim mieście. Jest on zaniepokojony rosnącą liczbą pacjentów z COVID-19 w sąsiednich regionach. A przecież jego miasto dopiero niedawno otrząsnęło się z drugiej fali. Po spadku zachorowań na wiosnę, zespoły medyczne dla pacjentów z koronawirusem zostały nawet zredukowane. - Szpitale już wcześniej zaczęły przygotowywać łóżka przeznaczone dla pacjentów z COVID-19 dla innych pacjentów. Obawiam się, że to było za wcześnie - podkreśla Seregin.

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-grozniejsza-niz-zima-rosyjscy-lekarze-obawiaja-sie-trzeciej-fali-6654760088476224a

NFZ zamyka przychodnie za teleporady. Tysiące pacjentów muszą szukać nowego lekarza
TOMASZ MOLGA  26-06-2021 07:33

Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował listę przychodni i lekarzy, z którymi nie przedłuży kontraktów, bo nadużywały teleporad podczas epidemii koronawirusa. W małych miejscowościach może to wywołać jeszcze większe problemy niż krytykowane "leczenie przez telefon". Nie będzie ani lekarza, ani teleporady.

Jedyny w liczącej 6500 mieszkańców gminie Kobylnica (woj. pomorskie) ośrodek zdrowia straci kontakt z NFZ za nadużywanie teleporad. Narodowy Fundusz Zdrowia radzi mieszkańcom, że znajdą opiekę lekarską 13 kilometrów dalej u lekarki z Sycewic. Tyle że tamtejsza pani doktor jest od 5 lat na emeryturze i żadnych nowych pacjentów nie da rady przyjąć. Chorzy będą musieli jeździć do szpitali w Słupsku.

- To dla mnie szok. Jeszcze dziś podejmę interwencję w NFZ. Nie po to wybudowaliśmy ośrodek zdrowia, żeby teraz leczyć się w Słupsku - denerwuje się Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica.

Podkreśla, że skarg mieszkańców o nadużywanie teleporad nie było dużo. - W naszym ośrodku pracowało kilku lekarzy i tylko jeden praktykował częste teleporady, bo obawiał się zakażenia. Rozwiązanie, w którym nasza przychodnia traci kontakt, jest najgorsze - dodaje.

Burza o teleporady. Oto czarna lista NFZ

Podobnych przypadków jest więcej. W województwie kujawsko-pomorskim kontakty stracą m.in. Gminny Ośrodek Zdrowia w Wąpielsku oraz jedyny lekarz w gminie Koneck (kujawsko-pomorskie). W woj. dolnośląskim bez przychodni pozostanie miasteczko Wiązów. Mieszkańcy mają znaleźć pomoc medyczną w sąsiednich miejscowościach. NFZ często odsyła pacjentów do najbliższych szpitali powiatowych.

Na czarnej liście Narodowego Funduszu Zdrowia (tutaj można ją przejrzeć) znalazło się 59 podmiotów z 10 województw. Najsurowiej działalność lekarzy oceniał NFZ w Wielkopolsce, gdzie kontrakty straci 15 przychodni. Prawdopodobnie to tylko część danych. Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział nieprzedłużenie kontraktów wobec 70 podmiotom.

"Poradnia POZ, do której jesteś zapisany, udzielała ponad 90 proc. teleporad. Ten poziom nie mógł zagwarantować bezpieczeństwa i właściwej opieki nad pacjentem. Umowa tej placówki z NFZ wygasa 30 czerwca, ale Fundusz nie zamierza jej przedłużyć" - informują w komunikatach wojewódzkie oddziały NFZ.

Obok lekarzy i podmiotów, które stracą kontrakty, znajduje się lista konkurencyjnych lub najbliższych placówek ochrony zdrowia.

Teleporady. Lekarze nie zgadzają się z zarzutami

Lekarze, z którymi rozmawialiśmy, nie zgadzają się z zarzutami o nadużywanie teleporad. - W trakcie pandemii miałem 50 pacjentów z COVID-19. Od stycznia w mojej firmie zaszczepiliśmy 2500 osób. Tu nikt nie zamykał się przed ludźmi. Wysłałem NFZ odpowiedź i czekam na reakcję - mówi WP Wojciech Lewenstam, znany lekarz rodzinny ze Słupska i radny Prawa i Sprawiedliwości.

- Nie wiem, kogo chce zastraszyć NFZ, czy bardziej lekarzy, czy pacjentów. Nie zamierzam porzucić 7000 osób, którymi się opiekujemy. Będę ich nadal przyjmował, jeździł do domów i wystawiał recepty. Chyba że odetną mi dostęp do systemu - oburza się. Dodaje, że kontrakt kończy mu się 30 czerwca, a pacjentów ma zapisanych na wizyty w lipcu.

Wprowadzenie od 1 lipca kar za teleporady to realizacja zapowiedzi ministra zdrowia Adama Niedzielskiego ze środy, 23 czerwca. Ich powodem, jak mówił minister, jest nadużywanie teleporad w placówkach. NFZ ogłosił również wielkość premii dla lekarzy, którzy będą przyjmować pacjentów osobiście i w gabinetach. "W przypadku lekarza POZ, który udziela mniej niż 25 proc. świadczeń zdalnie, podstawowa stawka kapitacyjna wzrośnie ze 171 do 179,55 zł" - podał NFZ.

https://wiadomosci.wp.pl/nfz-zamyka-przychodnie-za-teleporady-tysiace-pacjentow-musza-szukac-nowego-lekarza-6654472706390592a
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 26, 2021, 23:13 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Artykuły z innego świata
« Odpowiedź #224 dnia: Czerwiec 21, 2021, 23:55 »