Polskie Forum Astronautyczne

Artykuły o tematyce astronautycznej => Artykuły astronautyczne => Wątek zaczęty przez: Orionid w Marzec 01, 2020, 17:58

Tytuł: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 01, 2020, 17:58
Spis treści https://www.forum.kosmonauta.net/index.php?topic=4037.msg144683#msg144683

EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
MAREK RABIJ 03.02.2020

Naukowcy mają nadzieję, że wirus z Wuhan nie wywoła pandemii na skalę grypy, która przed stu laty zabiła kilkadziesiąt milionów osób. Ale podobne kryzysy będą się powtarzać coraz częściej.

(https://www.tygodnikpowszechny.pl/files/styles/660x420/public/article/9fa07a25-0fc5-43f0-8c43-76f5a937bf97.jpg?itok=I5_wp5VM)
Pekin, 26 stycznia 2020 r. KEVIN FRAYER / GETTY IMAGES

Kamery na sąsiednich budynkach w czasie rzeczywistym pokazują postępy prac na budowie dwóch szpitali, które w zaledwie 10 dni chińskie władze zamierzają postawić w Wuhan. Codziennie przeszło 40 mln internautów obserwuje ten pokaz siły państwa, które przenosi – dosłownie – góry, by zrobić miejsce kolejnym miastom-fabrykom, bez trudu może więc także usypać teraz nową. Oddany już do użytku szpital nazwano Huosheshan, co można przetłumaczyć właśnie jako „góra ognistego boga” – zapewne dla podkreślenia skuteczności kwarantanny, jaką Pekin zaordynował Wuhan i kilku innym miastom zamieszkiwanym łącznie przez blisko 60 mln osób, gdzie wykryto koronawirusa 2019-nCoV.

Niemal 15 tysięcy chorych i ponad trzystu zmarłych – epidemiolodzy uspokajają, że pod względem tempa rozprzestrzeniania ani tym bardziej śmiertelności nowy patogen nie wydaje się groźniejszy choćby od wirusa SARS. Światowa Organizacja Zdrowia również nie widzi podstaw do ogłaszania stanu pandemii i ogranicza się do ostrzeżenia, że dopiero rozwleczenie 2019-nCoV po krajach o gorszych od Chin standardach opieki medycznej może doprowadzić do stanu zagrożenia zdrowia o zasięgu między­narodowym.

Ale jeśli to prawda, to jaki sens mają bezprecedensowe środki ostrożności, na jakie zdecydował się Pekin? Czy British Airways i Lufthansa, które właśnie wstrzymały wszystkie loty rejsowe do Chin, sprytnie ograniczają straty, na jakie naraziłoby je utrzymanie tych połączeń w sytuacji, gdy liczba chętnych na podróż w tym kierunku gwałtownie topnieje? A może wiedzą coś więcej? W końcu Rosja także do odwołania zamknęła granicę lądową z Państwem Środka. Tylko dlaczego inni przewoźnicy wciąż do Chin latają?


„Szczur przyniósł zarazę”

Wuhański kryzys oglądany z kamer skierowanych na plac budowy tamtejszych szpitali może się wydać wzorowym przykładem skutecznej walki z epidemią. W europejskich i amerykańskich mediach można już znaleźć analizy, z których przebija wręcz ulga, że epidemia zaczęła się właśnie w Chinach – państwie o gigantycznych rezerwach finansowych i nowoczesnym zapleczu technologiczno-badawczym, a jednocześnie rządzonym autorytarnie i zamieszkiwanym przez społeczeństwo wychowane w duchu podporządkowania jednostki dla dobra ogółu. Ponad 8 mln mieszkańców Wuhan przyjmuje wszak przymusową izolację bez cienia protestów. Do walki z wirusem państwo rzuca środki, jakich w wojnie epidemiologicznej świat dotąd nie widział, i identyfikuje jego kod genetyczny już kilka dni po wykryciu. Jednocześnie wszystko odbywa się wciąż bez drakońskich ograniczeń praw obywatelskich i w duchu międzynarodowej współpracy.

Obrazy z kamer rządowej agencji Xinhua, która 24 godziny na dobę pokazuje światu plac budowy w Wuhan oraz pełne troski deklaracje przedstawicieli najwyższych władz, w rzeczywistości służą jednak zamaskowaniu faktu, że w pierwszej fazie tego kryzysu chińskie państwo wykazało się inercją typową dla większości dyktatur. O pojawieniu się nowego wirusa lekarze w Wuhan powiadomili przełożonych już w grudniu, ostrzeżenia jednak zignorowano, a informacje objęto embargiem. Pekin sięgnął w tym celu po uchwaloną dwa lata temu ustawę o niewinnej z pozoru nazwie „przepisy dotyczące administracji internetowych serwisów informacyjnych”, która obliguje podmioty zajmujące się ­działalnością ­informacyjną do podawania wiadomości publikowanych przez oficjalne rządowe ­źródła – i to bez reinterpretacji. O tym, co nią jest, a co nie, decyduje ­oczywiście partia, dlatego media wolą nie ryzykować polemiki z informacjami Xinhua i rządowych kanałów telewizyjnych. Na mocy tej samej ustawy ośmiu lekarzy-sygnalistów z Wuhan zatrzymano pod zarzutem rozsiewania fałszywych plotek o zagrożeniu epidemiologicznym. Dziś trudno odpowiedzieć na pytanie, czy za tą reakcją stał po prostu oportunizm lokalnych urzędników obawiających się roli herolda złych wiadomości, czy raczej cyniczna kalkulacja Pekinu, który liczył na to, że zagrożenie uda się cichaczem zażegnać lub przynajmniej ukryć do 25 stycznia, kiedy cały kraj miał obchodzić początek chińskiego nowego roku księżycowego. Roku Szczura.

W połowie stycznia partia musiała już przyznać się do błędu. „Szczur przyniósł zarazę” – ta fraza, inteligentne nawiązanie do patrona nowego roku i średniowiecznej epidemii dżumy, błyskawicznie zrobiła karierę w chińskim internecie. Istotnie, kilkanaście dni zwłoki dało wirusowi czas na rozprzestrzenienie się po całym kraju w związku z gorączką noworocznych wyjazdów. Kolejne kroki władz mogły już tylko minimalizować szkody. W aż 14 z 22 prowincji odwołano wszystkie publiczne wydarzenia, ograniczono mieszkańcom swobodę przemieszczania, a pracownikom fabryk, urzędnikom i uczniom zaordynowano przedłużoną przerwę noworoczną. Okręgi autonomiczne Hongkong i Makau praktycznie zamroziły ruch ludności z resztą kraju.

Władze centralne bez wątpienia chciały urządzić obywatelom pokaz siły i przy okazji przekonać inne państwa, że nie popełniły z premedytacją tego samego grzechu zaniechania, z którego musiały się tłumaczyć po epidemii SARS. Znamienne jednak, że odbywa się to przy akompaniamencie dobrze znanego mieszkańcom byłego bloku wschodniego zrzucania odpowiedzialności na urzędników niższego szczebla. Pekin zapowiada rewizję wyroków wuhańskich lekarzy, zarządził też audyt innych decyzji podjętych na szczeblu prowincji Hubei. Burmistrz Wuhan Zhou Xianwang i szef lokalnych struktur partyjnych Ma Guoqiang złożyli tradycyjną samokrytykę na antenie telewizji publicznej CCTV, przyznając, że informacje o zagrożeniu nie zostały przekazane obywatelom dostatecznie szybko. Dlatego obaj gotowi są złożyć dymisję, by „uspokoić uzasadnione oburzenie”.

To musi wyglądać na błąd ludzi, nie systemu.


Zamożność za posłuszeństwo

Kryzys z Wuhan uderza bowiem także w fundamenty umowy społecznej, którą partia zawarła – a raczej wymusiła – po 1989 r. na społeczeństwie. W zamian za bezwzględne posłuszeństwo i rezygnację z aspiracji politycznych obywatele nowych postkomunistycznych Chin mogą oczekiwać od państwa poczucia bezpieczeństwa, dobrobytu i stabilizacji. W tej nowej koncepcji państwo nie jest już silne przeciwko obywatelom, jak za czasów Mao. Przeciwnie: cała jego moc ma służyć podporządkowanym mu jednostkom – a raczej społeczeństwu, bo od czasów Konfucjusza jednostka w Chinach oznacza nie tyle pojedynczą osobę, ile pojedynczego człowieka pozostającego w polu działania rozmaitych społecznych sił: rodu, lokalnej społeczności, grupy etnicznej i wreszcie władzy centralnej.

Zatuszowanie informacji o rozwoju epidemii w Wuhan falsyfikuje jednak tę teorię właściwie na każdej z płaszczyzn. Dostarcza też dowodów na to, co nawet najbardziej prawowici obywatele podejrzewają od dawna: że we współczesnych Chinach klasę nowych mandarynów tworzą elity partyjne i zblatowani z nimi oligarchowie biznesu, a partia widzi w tym problem tylko w wymiarze propagandowym. Plotki o ewakuacji z Wuhan rodzin partyjnych bonzów i właścicieli tutejszych firm tuż przed ogłoszeniem kwarantanny pomimo wysiłków cenzorów nadal krążą po chińskim internecie (sporo młodych Chińczyków sprawnie omija rządowe zabezpieczenia i mechanizmy cenzurujące).

Epidemia koronawirusa 2019-nCoV poza zagrożeniem dla zdrowia i życia niesie więc ze sobą także ryzyka polityczne. Dla nielicznej, ale wpływowej części chińskiego społeczeństwa, tej, która z racji pełnionych obowiązków lub dzięki statusowi majątkowemu utrzymuje stałe kontakty ze światem zachodniej demokracji, wydarzenia w Wuhan mogą stać się argumentem za ostatecznym porzuceniem i tak dawno nadwątlonej wiary, że demokracja i wolny rynek po chińsku to optymalne modele ustrojowe i gospodarcze. Jak zgrabnie ujął to jeden z chińskich internautów: „fajnie jest czuć dumę z kraju, który jest w stanie zbudować dwa szpitale w jeden tydzień, ale jeszcze fajniej żyć w kraju, w którym szpitali nie trzeba budować w ciągu tygodnia”.

Legitymacja partii oparta wyłącznie na cudzie gospodarczym może nie wystarczyć na długo. Od 1979 r. Pekinowi faktycznie udało się wydobyć poza próg skrajnego ubóstwa aż 700 mln mieszkańców – czyli niemal 50 proc. populacji. Efektem ubocznym pośpiesznej industrializacji i urbanizacji jest jednak gigantyczne zanieczyszczenie środowiska. Do miast przemysłowego pasa wschodniego ściągnęły za chlebem setki milionów mieszkańców ubogich prowincji centralnych i zachodnich. Na miejscu nie zapewniono im nawet minimów bytowych, koszarując w hotelach robotniczych w nierzadko kilkunastoosobowych pokojach. Shenzen, pierwsza specjalna strefa przemysłowa w Chinach, w latach 70. była osadą rybacką liczącą 30 tys. mieszkańców. Obecnie mieszka tu ponad 10 mln ludzi. Szanghaj z 10-milionowej metropolii zmienił się w ponad 24-milionowego molocha. Położone pośrodku pasa przemysłowego Wuhan w latach 1979–2018 zwiększyło liczbę mieszkańców z 2,46 do 8,3 mln osób. Za 15 lat, jeśli trendy demograficzne nie ulegną odwróceniu, będzie tam mieszkać już ponad 10 mln osób. W tych warunkach coraz łatwiej będzie o mutacje jak ta, którą przeszedł ­2019-nCoV. I to na całym świecie.


Wirus w wielkim mieście

W 2018 r., jak wynika z danych ONZ, 33 miasta miały powyżej 10 mln mieszkańców. Do 2030 r. przybędzie ich aż 10. Przyczyni się do tego nie tylko rosnąca populacja globu, ale także postępująca koncentracja ludności w ośrodkach miejskich. Jeszcze w 1950 r. na całym świecie w miastach żyło tylko 751 mln ludzi. W 2018 r. ich liczba wzrosła do 4,2 mld (co stanowiło już 55 proc. światowej populacji) – a do 2030 r. przekroczy 5,2 mld.

W samej Azji awans do rangi megamiast (od 10 mln mieszkańców) spotka tylko Bagdad i indyjski Chennai, ale te, które już dziś mają ten status, będą wciąż rosnąć w niezdrowym tempie. Pakistańskie Karaczi do 2030 r. powiększy liczbę mieszkańców o 28 proc. do ponad 31 mln, co da mu wówczas drugie – po afrykańskim Lagos – miejsce na liście największych ośrodków miejskich globu. Dhace, stolicy Bangladeszu liczącej aktualnie ok. 16 mln mieszkańców, przybędzie 20 proc. Chińskiemu Tianjin – 21 proc., co oznacza skok w okolice 16 mln mieszkańców. Z zachodnich metropolii próg 10 mln przekroczy jedynie Chicago.

W większości miast rozwój ten będzie się nadal odbywać chaotycznie, a ludności napływowej, przywykłej do wiejskich warunków, trudno będzie porzucać stare nawyki, np. wylewania nieczystości wprost do rzeki.

Jak pisze David Heymann, profesor London School of Hygiene and Tropical Medicine, warunki sanitarne w przeludnionych, biednych dzielnicach azjatyckich czy afrykańskich metropolii przerastają zdolności adaptacyjne większości Europejczyków i Amerykanów, a sytuację epidemiologiczną często zaostrza ciepły i wilgotny klimat. Obywatele Paryża, Nowego Jorku i innych wymuskanych metropolii świata zachodniego mają też skłonność do przeceniania bezpieczeństwa, jakie zapewnia dobrze rozwinięta infrastruktura sanitarna i medyczna w miejscu zamieszkania. „W rzeczywistości – pisze Heymann – nie ma to większego znaczenia w sytuacji, gdy każdą luksusową dzielnicę w USA i w Europie od azjatyckich slumsów i targowisk czy południowoamerykańskich faweli dzieli kilkanaście godzin lotu”.

Zaledwie 14 godzin, z krótką przesiadką w Dubaju, potrzeba, by z centrum Warszawy przenieść się np. do slumsów Tejgaon w pobliżu głównego dworca kolejowego Dhaki. Jeśli wierzyć niepewnym statystykom, które muszą uwzględniać fakt, że do stolicy Bangladeszu co roku przenosi się ok. 430 tys. mieszkańców z biedniejszych terenów wiejskich, w ciągnących się wzdłuż torów kolejowych slumsach Tejgaon gęstość zaludnienia sięga sześciu tysięcy osób na kilometr kwadratowy. Prowizoryczne chaty, zbudowane z desek i plastikowych odpadków, a czasem nawet z czegoś w rodzaju cegieł skleconych ze śmieci wepchanych do drucianych koszyków, stoją dosłownie przy torach, którymi co kilka minut mkną pociągi. Kanalizacji rzecz jasna brak, a do kilku studni ustawiają się długie kolejki. Między torami grasują spasione szczury, a obok bawią się dzieci, miejscami grzęznąc po kostki w śmieciach i gnijących odpadach organicznych.

Napotkani w Tejgaon pracownicy Czerwonego Półksiężyca, którzy zaglądają tu niechętnie (bo lokalne gangi uzależniają mieszkańców od taniej metamfetaminy przemycanej z Tajlandii), recytują długą listę chorób, które nękają nędzarzy skazanych z braku pieniędzy na osiedlenie się na wąskim pasie urbanistycznie bezużytecznej ziemi wzdłuż torów: cholera, gruźlica, AIDS plus cała paleta znanych medycynie schorzeń układu pokarmowego. Śmiertelność wśród noworodków, jak wyjaśniał mi w 2014 r. jeden z lekarzy pracujących dla Czerwonego Półksiężyca, sięga 70 dzieci na każde tysiąc urodzeń.

Jaki wpływ gęstość zaludnienia ma na sytuację epidemiologiczną? Dr Mercedes Pascual, biolożka z Uniwersytetu Chicagowskiego specjalizująca się w tworzeniu modeli rozwoju epidemii, w 2016 r. opublikowała w piśmie „Proceedings of the National Academy of Science of the United States of America” wyniki badań, które przeprowadziła w stolicy Bangladeszu, pierwotnie z zamiarem zbadania związku pomiędzy porą roku a zachorowalnością dzieci na biegunki wywoływane przez rotawirusy. W trakcie analizy danych z lat 1990–2012 zauważyła jednak, że w rzadziej zaludnionych peryferyjnych dzielnicach Dhaki w sezonie deszczowym wzrost liczby zachorowań był w zasadzie niezauważalny. Znaczący skok występowania schorzeń wywoływanych rotawirusami notowano natomiast w centralnych dzielnicach stolicy, gdzie warunki sanitarne były lepsze niż na obrzeżach, ale na każdy kilometr kwadratowy przypadało cztery razy więcej mieszkańców.


Kto za to zapłaci?

Najprostszym środkiem do zażegnania pełzającej pandemii jest oczywiście ograniczenie swobody podróżowania. Na skalę miasta, prowincji czy nawet kraju jest to dość proste w realizacji, zwłaszcza dla władzy niepoddającej się cyklicznym testom wyborczym. Na poziomie międzynarodowym rzecz komplikuje się o wiele bardziej, zwłaszcza gdy pojawi się pytanie, kto i ile miałby za to zapłacić.

W wielu krajach, zwłaszcza rozwijających się, turystyka stanowi na tyle ważną gałąź gospodarki, by funkcjonować na uprzywilejowanych warunkach. Hongkong i Tajlandia zawdzięczają jej obecnie 11,5 proc. produktu krajowego brutto. Kambodża – blisko 18 proc. W Tajlandii armii zdarza się nawet brutalnie gasić protesty autochtonów przeciwko budowie kolejnych resortów ­wypoczynkowych. Decyzja o ewentualnym ograniczeniu swobody przemieszczania spotka się tam więc z ostrym sprzeciwem lobby turystycznego, dla którego kwarantanna oznacza milionowe straty. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi zamrożenie ruchu turystycznego z Państwa Środka. W Korei Południowej, jak podaje agencja ratingowa Fitch, na każdych stu turystów aż 37 pochodzi z Chin. W Kambodży – 33 proc., a w Tajlandii – blisko 28 proc. Poza Sri Lanką, gdzie Chińczycy to niespełna 8 proc. gości, właściwie we wszystkich krajach Azji Południowo-Wschodniej turystyka, jako kluczowa branża tamtejszych gospodarek, żyje przede wszystkim z klientów z Chin. To, że pierwszą śmiertelną ofiarę 2019-nCoV poza Chinami odnotowano na Filipinach, nie jest więc pewnie dziełem przypadku; aż 18 proc. turystów odwiedzających ten kraj przylatuje właśnie z Państwa Środka.

Szkopuł w tym, że dylematy branży turystycznej można powielić na właściwie każdy sektor gospodarki. Kiedy w 2003 r. świat po raz pierwszy usłyszał o wirusie SARS, Chiny eksportowały rocznie towary za 438 mld dolarów. W 2018 r. Państwo Środka sprzedało do innych krajów produkty już za 2,5 biliona dolarów – czyli za niewiele mniej od rocznego produktu krajowego brutto całych Niemiec. Znaczenie tamtejszej gospodarki, drugiej największej po USA, jest nieporównywalnie większe niż przed 17 laty: chińskie PKB urosło z 1,6 do 13,6 biliona dolarów rocznie.

Kiedy więc epidemiolodzy modelują możliwe scenariusze rozwoju nowej pandemii, w zaciszach gabinetów największych banków i korporacji trwa gorączkowe przeliczanie kosztów ewentualnego zatrzymania lub poważnego zwolnienia maszyny światowego handlu, dla którego Chiny stanowią dziś faktycznie Państwo Środka. O ile poleci cena ropy? Co się stanie z dolarem i euro? O ile podrożeje żywność? No i co z giełdami? Według wstępnych obliczeń Banku Światowego rozlanie się chińskiej epidemii (w obecnym stadium zaostrzenia) na cały świat może kosztować ok. 2,5 proc. globalnego PKB. Lekko licząc – około trzech bilionów dolarów.

W gruncie rzeczy byłaby to jednak stosunkowo niska cena. Jak mówi prof. Włodzimierz Gut, wirusolog z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, niewielka jak dotąd śmiertelność wśród zakażonych 2019-nCoV przemawia za tym, że wirus już od pewnego czasu krążył w tamtejszej populacji. Gut podkreśla jednak, że w tej chwili siłę rażenia patogenu można szacować wyłącznie na podstawie danych o zachorowaniach w Chinach, które są jego naturalnym środowiskiem. Niestety, nie ma pewności, że poza Azją dynamika zachorowań i śmiertelność utrzymają się na dotychczasowym poziomie. ©℗


Konsultacja językowa: Gillian Wang, Tajwan.

KTO PIERWSZY POINFORMOWAŁ O WIRUSIE
©(P) PATRYK STANIK

6 stycznia komunikat o koronawirusie z Wuhan wydało amerykańskie Centrum Kontroli i Profilaktyki Zakażeń, 9 stycznia o szerzącej się chorobie poinformowała także Światowa Organizacja Zdrowia. Obie instytucje wyprzedziła jednak BlueDot, nieduża firma z Toronto, która komunikat z sugestią unikania Wuhanu wysłała swoim klientom już 31 grudnia.

BlueDot założył lekarz epidemiolog Kamran Khan ze Szpitala św. Michała w Toronto, wykładowca medycyny na tamtejszym uniwersytecie. Podczas wybuchu epidemii SARS w 2003 r. (w Toronto zmarły z jej powodu 44 osoby) uznał, że lekarze zbyt mało wiedzą o tym, skąd mogą nadejść zagrożenia epidemiologiczne. Założył więc firmę, której algorytm szuka w internecie danych (co ciekawe: z zasady omija media społecznościowe) pozwalających przewidzieć, gdzie rośnie zagrożenie powstania epidemii. Algorytm jest m.in. karmiony informacjami o sprzedaży biletów lotniczych na całym świecie, co pozwala także analizować drogi rozprzestrzeniania się wirusa. Informacje o prawdopodobieństwach, które podaje algorytm, są oceniane przez epidemiologów, a później rozsyłane klientom Blue­Dot – instytucjom zdrowia publicznego, liniom lotniczym i szpitalom na całym świecie.

Wcześniej algorytm poprawnie przewidział miejsca, w których pojawi się na Florydzie wirus zika i jak będzie się rozprzestrzeniał wirus ebola w zachodniej Afryce – oba przypadki Khan opisał w prestiżowym czasopiśmie naukowym „The Lancet”.


Źródło: https://www.tygodnikpowszechny.pl/epidemii-bedzie-wiecej-161955
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 04, 2020, 12:32
Coronavirus epidemic having limited effect so far on space industry
by Jeff Foust — March 3, 2020 Updated 6:45 p.m. Eastern with additional LPI comment about LPSC plans. [SN]

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2019/04/Sunday-35SS-kj040719-491_1-879x485.jpg)
The Space Foundation said Feb. 28 it was proceeding with plans to hold the annual Space Symposium in Colorado Springs in late March, with local and state health officials concluding the risk posed by the coronavirus outbreak was currently low. Credit: Keith Johnson/SpaceNews

BROOMFIELD, Colo. — The ongoing coronavirus epidemic has so far has only a limited effect on the space industry, with few cancellations or other major interruptions.

In a brief interview here March 2 after a speech at the Next-Generation Suborbital Researchers Conference, NASA Administration Jim Bridenstine said the agency was taking a “day-by-day” approach to addressing the disease, and that any responses may vary from one field center to another depending on the locations of outbreaks.

“We’re taking it at this point day by day. We have ten centers across the nation and every single one of them, as this continues to develop, is going to be affected differently,” he said.

He said NASA was following a “tiered approach” to the coronavirus, starting with guidance and direction from government officials, tailoring that as needed for various centers. “More than everything, we need people to understand that we care about them individually and that there’s a lot of guidance out there as far as what needs to be done” to minimize the risk of infection, he said.

NASA employees have been told that international travel should be restricted to “essential” activities only, but there has not yet been any restrictions on domestic travel. The agency hasn’t announced any other restrictions on upcoming meetings or other activities.

The European Space Agency has published its restrictions on access to its centers (http://www.esa.int/About_Us/Corporate_news/Information_for_all_visitors_to_ESA_sites_coronavirus_measures_for_travel_missions_and_meetings). People who have been in areas with major coronavirus outbreaks, including China, Japan, South Korea, Singapore, Japan, Iran and northern Italy need to have been out of those regions for at least two weeks before they can enter an ESA facility. Agency leaders “are currently assessing” whether upcoming meetings ESA is organizing will take place as scheduled.

“As soon as the virus reached Europe we defined clear measures for ESA to minimize its spread,” Jan Woerner, director general of ESA, wrote in a Feb. 28 blog post. “Due to the necessity for us to continue operating satellites, there are some limits to what we can do. Each and every one of us, though, must act responsibly to help counteract the coronavirus.”

The coronavirus disease, known formally as COVID-19, started in China in late 2019 and there are now more than 92,000 cases reported worldwide, according to data from Johns Hopkins University (https://www.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6). More than 100 cases have been reported in the United States, with six deaths. Worldwide the disease has claimed more than 3,100 lives, mostly in China.

Concerns about the spread of coronavirus have led organizations in the United States, Europe and elsewhere to postpone or cancel major conferences, such as Mobile World Congress in Barcelona in late February and the Game Developers Conference in San Francisco scheduled for mid-March.

Several upcoming major space conferences, though, say they are still planning to hold their events in the coming weeks. Organizers of the Satellite 2020 conference, scheduled to begin March 9 in Washington, said March 3 that they are going ahead with the event, one of the largest in the commercial satellite industry.

“The majority of Satellite’s exhibitors and attendees are based in the U.S. and there are currently no travel restrictions within the U.S., or to and from most international destinations. We don’t expect that to change prior to the show dates,” Lindsey Fuller, vice president of Access Intelligence, said in the emailed announcement. Fuller said a “select few” international participants will not be able to attend, but that it will not have “a material impact” on the event.

The Lunar and Planetary Institute (LPI), which holds the annual Lunar and Planetary Science Conference in the Houston suburb of The Woodlands, Texas, said Feb. 28 it still planned to hold the conference starting March 16. The event is the largest planetary science conference of the year, with several thousand participants from around the world.

LPI said it was working with the convention center hosting the conference “to take all feasible precautionary measures that might reduce potential health risks at the conference,” such as increased availability of hand sanitizer. LPI added in a March 3 update that it will make a final decision about proceeding with the conference no later than March 6.

The Space Foundation also said Feb. 28 it was moving ahead with the Space Symposium, scheduled to begin March 30 in Colorado Springs. The foundation said that state and local health officials have determined the risk of exposure to coronavirus is low in the area at this time.

However, events can change quickly. The American Physical Society (APS) announced Feb. 29 it was cancelling its annual March conference that was scheduled to begin March 2 in Denver. The notice of the cancellation came less than 36 hours before the first sessions of the event, the largest physics conference of the year, were scheduled to start, and some of the more than 10,000 attendees were either already in Denver or en route when APS announced its cancellation.

Kate Kirby, chief executive of APS, said in a statement that the organization made the last-minute decision to cancel the event “to avoid any transmission at our meeting.” Although there have yet to be any recorded coronavirus cases in Colorado, the conference attracts an audience from around the world, including with regions with higher incidences of the disease.


Source: https://spacenews.com/coronavirus-epidemic-having-limited-effect-so-far-on-space-industry/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 13, 2020, 07:41
How canceled events and self-quarantines save lives, in one chart
This is how we all help slow the spread of coronavirus. [Vox]
By Eliza Barclay and Dylan Scott  Mar 10, 2020, 9:50am EDT

(https://cdn.vox-cdn.com/thumbor/FodUCkm65xpyhGtcsv8ZwV4QrXg=/0x0:2946x1964/920x613/filters:focal(1208x432:1678x902):format(webp)/cdn.vox-cdn.com/uploads/chorus_image/image/66474860/GettyImages_1210310477.0.jpg)
Michael Wang, 49, works from his home in Beijing, China, on March 4, 2020. Andrea Verdelli/Getty Images
Part of The Vox guide to Covid-19 coronavirus


The main uncertainty in the coronavirus outbreak in the United States now is how big it will get, and how fast. The Centers for Disease Control and Prevention’s Nancy Messonnier told (https://www.statnews.com/2020/03/09/coronavirus-spread-could-last-into-next-year-but-impact-could-be-blunted-cdc-official-says/) reporters on March 9, “many people in the US will at some point, either this year or next, get exposed to this virus.”

According to infectious disease epidemiologist Marc Lipsitch (https://ccdd.hsph.harvard.edu/people/marc-lipsitch/) at Harvard, it’s “plausible” that 20 to 60 percent of adults (https://twitter.com/mlipsitch/status/1234879949946814464) will be infected with Covid-19 disease (https://www.vox.com/2020/3/5/21162138/vox-guide-to-covid-19-coronavirus). So far, 80 percent of cases globally have been mild, but if the case fatality rate is around 1 percent (which several experts say it may be (https://www.vox.com/2020/3/5/21165973/coronavirus-death-rate-explained)), a scenario is possible of tens or hundreds of thousands of deaths in the US alone.

Yet the speed at which the outbreak plays out matters hugely for its consequences. What epidemiologists fear most is the health care system becoming overwhelmed by a sudden explosion of illness that requires more people to be hospitalized than it can handle. In that scenario, more people will die because there won’t be enough hospital beds or ventilators to keep them alive.

A disastrous inundation of hospitals can likely be averted with protective measures we’re now seeing more of — closing schools, canceling mass gatherings (https://twitter.com/TaylorBisackyTV/status/1237199082893897728), working from home, self-quarantine (https://www.cdc.gov/coronavirus/2019-ncov/php/risk-assessment.html), self-isolation (https://www.vox.com/2020/3/11/21174726/coronavirus-social-distancing-self-isolation-how), avoiding crowds — to keep the virus from spreading fast.

Epidemiologists call this strategy of preventing a huge spike in cases “flattening the curve,” and it looks like this:


(https://cdn.vox-cdn.com/thumbor/DW7Ef4vGboMTtawP1iO4DxAeudk=/0x0:1497x841/920x0/filters:focal(0x0:1497x841):format(webp):no_upscale()/cdn.vox-cdn.com/uploads/chorus_asset/file/19780273/flattening_the_curve_final.jpg)
An infographic that shows the goals of mitigation during an outbreak with two curves. The X-axis represents the number of daily cases and they Y-axis represents the amount of time since the first case. The first curve represents the number of cases when no protective measures during an outbreak are implemented and displays a large peak. The second curve is much lower, representing a much smaller rise in the number of cases if protective measures are implemented. Christina Animashaun/Vox

“Even if you don’t reduce total cases, slowing down the rate of an epidemic can be critical,” wrote Carl Bergstrom, a biologist at the University of Washington in a Twitter thread (https://twitter.com/CT_Bergstrom/status/1235865328074153986) praising the graphic, which was first created by the CDC, adapted by consultant Drew Harris (https://twitter.com/drewaharris), and popularized by the Economist. The chart has since gone viral with the help of the hashtag #FlattenTheCurve (https://twitter.com/search?q=%23flattenthecurve&src=typed_query).

Cytuj
Dr Siouxsie Wiles@SiouxsieW 8:12 AM - Mar 10, 2020
Our #FlattenTheCurve graphic is now up on @Wikipedia with proper attribution & a CC-BY-SA licence.  Please share far & wide and translate it into any language you can! Details in the thread below. #Covid_19 #COVID2019 #COVID19 #coronavirus  Thanks to @XTOTL & @TheSpinoffTV
Twitter (https://twitter.com/SiouxsieW/status/1237275231783284736?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1237275231783284736&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.vox.com%2F2020%2F3%2F10%2F21171481%2Fcoronavirus-us-cases-quarantine-cancellation)

Flattening the curve means that all the social distancing measures now being deployed in places like Italy and South Korea, and on a smaller scale in places like Seattle (https://eu.usatoday.com/story/news/health/2020/03/08/coronavirus-seattle-king-county-practicing-social-distancing/4971187002/) and Santa Clara County, California, aren’t so much about preventing illness but rather slowing down the rate at which people get sick.

The CDC advises (https://www.cdc.gov/coronavirus/2019-ncov/specific-groups/high-risk-complications.html) that people over age 60 and people with chronic medical conditions — the two groups considered most vulnerable to severe pneumonia from Covid-19 — to “avoid crowds as much as possible.”

“If more of us do that, we will slow the spread of the disease,” Emily Landon (https://www.uchicagomedicine.org/find-a-physician/physician/emily-landon), an infectious disease specialist and hospital epidemiologist at the University of Chicago Medicine, told Vox. “That means my mom and your mom will have a hospital bed if they need it.”

So even if you’re young and healthy, it’s your job to follow social distancing measures to avoid spreading it to others, and keep the epidemic in slow motion. “The more young and healthy people are sick at the same time, the more old people will be sick, and the more pressure there will be on the health care system,” Landon explained.

Hospitals filled with Covid-19 patients won’t just strain to care for those patients — doctors may also have to prioritize them over others. “Right now there’s always a doctor available when you need one, but that may not be the case if we’re not careful,” Landon said.


Staying home helps prevent the US health system from being overloaded

At this point, with the virus spreading in America, the top priority is making sure the health care system avoids being flooded with very sick patients who need ventilators and intensive care.

“From a US standpoint, you want to prevent any place from becoming the next Wuhan,” said Tom Frieden, who led the CDC under President Barack Obama. “What that means is even if we’re not able to prevent widespread transmission, we want to prevent explosive transmission and anything that overwhelms the health care system.”

Remember, America’s hospitals and doctors are already dealing with their usual caseloads during a pretty bad flu season (https://www.advisory.com/daily-briefing/2020/02/11/flu-season). Now they have to be ready to handle any Covid-19 patients who come their way.

There are serious concerns about the US system’s capacity to handle a severe outbreak. Covid-19 is a respiratory illness and in its most serious stages can require patients with pneumonia to be put on a ventilator. But there might not be enough ventilators to meet that need if the outbreak becomes too widespread.

The Johns Hopkins Center for Health Security reported in 2018 (http://www.centerforhealthsecurity.org/our-work/events/2018_clade_x_exercise/pdfs/Clade-X-ventilator-availability-fact-sheet.pdf) that, according to US government estimates, about 65,000 people in the United States would require ventilation in an outbreak similar to the flu pandemics of 1957-1958 (which killed 116,000 people in the US) and 1968 (which killed 100,000 Americans).

The maximum number of ventilators that could be put in the field in the United States is about 160,000. So under those scenarios, there would theoretically be enough capacity to meet the need.

But if the coronavirus outbreak gets worse, we could quickly run out. In a situation more similar to the Spanish flu pandemic (675,000 dead in the US), about 742,500 people in the United States would require ventilation, according to government estimates. We don’t have that many.

The health system is much more than ventilators, of course, and the concerns about capacity apply to the rest of it, too. As HuffPost’s Jonathan Cohn reported (https://consent.yahoo.com/collectConsent?sessionId=3_cc-session_2773061f-2d0e-41f6-bae8-8580dbfc0192&lang=en-us&inline=false), US hospitals have about 45,000 beds in their intensive care units. In a moderate outbreak, about 200,000 patients may need to be put in the ICU, but under a more severe outbreak, it could be nearly 3 million.

And while all 3 million of them would likely not need treatment at the same time, we again need to account for the ICU patients hospitals already had before coronavirus arrived, as Cohn noted:

On the one hand, those are total numbers, for the duration of the epidemic. Even under the most dire scenario, it’s unlikely that 2.9 million people would need ICU beds all at once. On the other hand, ICU beds in the U.S. are already pretty full, thanks to the normal crush of patients with influenza and other major medical problems.

As a result, hospitals are routinely at capacity, forcing backups of patients “boarding” in emergency departments for hours or even days, waiting on the beds there until inpatient slots become available. And that’s before any influx from COVID-19.


Hospitals are already doing what they can — rationing surgical masks, preparing to stand up temporary facilities, etc. — and they will take more extreme measures if they can’t handle all the people with Covid-19 plus their more routine patients.

But one thing people can do to help is stay home if they are feeling unwell and especially if they received a formal Covid-19 diagnosis and advice to self-isolate (https://www.vox.com/2020/3/11/21174726/coronavirus-social-distancing-self-isolation-how). That way, the US health care system can focus on the patients who really need it during this outbreak.


Source: https://www.vox.com/2020/3/10/21171481/coronavirus-us-cases-quarantine-cancellation
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 14, 2020, 01:09
NASA boosts existing astronaut health protection measures in light of coronavirus
Darrell Etherington@etherington / 6:18 pm CET • March 13, 2020 [techcrunch.com]

(https://techcrunch.com/wp-content/uploads/2020/03/spacex-commercial-crew-astronauts.jpg?w=1390&crop=1)
spacex-commercial-crew-astronauts

NASA is supplementing its standard protocols and processes for ensuring the health of the astronauts meant to take part in the initial commercial crew spaceflight program with added measures designed to protect them against the possibility of contracting COVID-19, Business Insider reports. It’s standard practice for the U.S. space agency to institute practices designed to reduce the chances any crew flying to space will contract any illnesses on the ground prior to their trip, but extra steps are now in place to specifically address coronavirus risks.

BI’s report notes the added measures in place in addition to the standard two-week quarantine leading up to the commercial crew mission, which is currently set to take place sometime in either April, May or June aboard a SpaceX Crew Dragon spacecraft (https://techcrunch.com/2020/02/10/spacexs-first-astronaut-mission-could-take-off-in-may/). These include an improved emphasis on surface cleaning and disinfection, social distancing and hand cleaning, all of which is in keeping with the CDC’s recommendations when it comes to prevention among the general population.

NASA has also suspended tours at the facilities where the astronauts, Doug Hurley and Bob Behnken, undergo training ahead of their flight, and to further limit potential exposure, it’s asking its own staff to say home if they have any feeling that they might potentially be sick.

The health of anyone tasked with traveling to and working while in space is obviously paramount. NASA’s existing procedures, which include extensive testing and monitoring leading up to the actual flights, have a great track record of preventing anyone from taking any unwanted viral guests on their trips to space. Coronavirus may present a new challenge to the agency’s precautionary measures, but it shouldn’t functionally differ all that much from the other viral illnesses that astronauts typically seek to avoid before a mission.


Source: https://techcrunch.com/2020/03/13/nasa-boosts-existing-astronaut-health-protection-measures-in-light-of-coronavirus/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 14, 2020, 06:29
Space in the time of the coronavirus
by Jeff Foust — March 13, 2020 This column will appear in the March 16 issue of SpaceNews magazine.,

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2020/03/CDC-Coronavirus-879x485.png)
A Center forDC illustration of the novel coronavirus responsible for the COVID-19 pandemic. Credit: CDC

“We can’t build Orion from home."

The annual Satellite conference in Washington is one of the industry’s biggest events of the year. Thousands come to the Washington Convention Center to hear from industry executives, show off their wares in the exhibit hall and make deals.

This year was different. While organizers said immediately before the conference started March 9 that “roughly 10%” of registrants had canceled their plans, anecdotal evidence, like lightly attended sessions, suggested a much higher no-show rate. Many companies had dropped out entirely, turning the show floor into something of a ghost town.

This was not a sign of an unhealthy industry but rather an industry worried about conditions that could be unhealthy. Satellite 2020 had the unfortunate timing of taking place as the coronavirus outbreak had become a global pandemic, with people skittish about travel and large gatherings. The conference ended a day early when the convention center, acting on a local government recommendation against gatherings of more than 1,000 people, announced plans to close.

At least the conference took place. During and immediately before the show, many other events announced they were either postponed or canceled entirely. By the end of the week, the industry’s biggest event, the Space Symposium in Colorado Springs scheduled for the end of March, bowed to the inevitable and announced it would be postponed to a date yet to be determined.

The scrubbing of the conference schedule for the foreseeable future is probably the most certain outcome of the growing pandemic. With sports leagues, schools and theaters shutting down for at least several weeks, holding a large gathering of any kind seems unwise.

The broader repercussions of the pandemic remain unclear, in part because no one knows how long or how severe it will be. “We have a lot of ambiguity at this moment,” Thomas Zurbuchen, NASA associate administrator of science, said at a March 12 meeting of the NASA Advisory Council’s science committee (a meeting that was to take place at NASA Headquarters but became a teleconference because of the outbreak.)

“The way we’re dealing with that is to look at all options,” he said. “How do we prioritize the work that needs to be done? What are the things that are absolutely urgent that need to go forward?” That prioritization, he said, would give top billing to missions with narrow launch windows, like the Mars 2020 mission scheduled for launch in July.

Virtual meetings and telework is one way to cope with the pandemic, but it has its limitations. “We can’t build Orion from home,” said Jules Schneider, director of assembly, test and launch operations for Orion at Lockheed Martin. The Orion spacecraft for the Artemis 1 mission will return to the Kennedy Space Center from testing in Ohio later this month for final launch preparations, and Schneider said KSC leadership had agreed to treat that work as essential even if center access is restricted.

The effects of the pandemic on space businesses remain unclear. At the beginning of Satellite 2020, some executives and analysts played down its impact, saying it would only have a “transitory effect” on the industry. Others are more pessimistic, particularly for startups that are looking to raise money.

“Every business needs to be prepared for a worst-case scenario, and this is a worst-case scenario,” said one industry executive during a conversation at the conference, who added that the challenges for some companies could be opportunities for others, from increased demand for satellite communications to acquisition of struggling competitors.

At this point, no one knows how severe this pandemic will be, and thus what its impact will be on space, from business plans to NASA budget projections. In a conversation during Satellite 2020, one person speculated that postponed events might be rescheduled for after the summer. “But they all can’t take place in September!” another protested. We can only hope an overcrowded calendar is the most we have to worry about.


Source: https://spacenews.com/space-in-the-time-of-the-coronavirus/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: ekoplaneta w Marzec 14, 2020, 08:59
Myślałem że przynajmniej na kosmonaucie odpocznę od koronawirusa ale to paskustwo i tu doszło  ;) :P
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 14, 2020, 09:31
Myślałem że przynajmniej na kosmonaucie odpocznę od koronawirusa ale to paskustwo i tu doszło  ;) :P
Gwoli ścisłości paskudztwo
Tak. Zaraza rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie na różne wątki , ale co ważniejsze dotknęła też  w pewnym stopniu jedną z planowanych misji marsjańskich, i kto wie czy na tym się to skończy.
Już potrafię wyobrazić sobie np. protesty przed sprowadzeniem z Marsa próbek gruntu w obawie przed potencjalną możliwością zawleczenia stamtąd na Ziemię niebezpiecznych mikrobów.
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Borys w Marzec 14, 2020, 09:49
Opóźnienie JUICE też jest coraz bardziej prawdopodobne.
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 14, 2020, 10:10
Coronavirus: Employee at NASA’s Ames Research Center tests positive; workers told to stay home
Workers at center put on “telework status”
By RICK HURD PUBLISHED: March 9, 2020 at 10:22 a.m. | UPDATED: March 12, 2020 at 1:54 p.m.

MOUNTAIN VIEW — Employees at the NASA Ames Research Center at Moffett Federal Air Field have been asked to stay away from their offices indefinitely after an employee tested positive for coronavirus, officials said.

The research center was operating Monday morning, but employees were told to work from home.

“Out of an abundance of caution, Ames will temporarily go to a mandatory telework status until further notice,” spokesman Darryl E. Waller said in a statement. “Limiting personnel at the center will allow Ames medical personnel and public health officials to determine potential contacts and assess areas that may require additional cleaning and mitigate potential exposure to center personnel.”

The employee tested positive for COVID-19 on Sunday, officials said.

“The safety of our employees is our top priority,” Waller said. “Any decisions we have made, or will make, is with the safety of our workforce in mind.”

Ames is a NASA leader in aeronautics development and exploration technology and has been in existence since 1939. It employees thousands of federal workers.


Source: https://www.mercurynews.com/2020/03/09/coronavirus-employee-at-nasas-ames-research-center-tests-positive-employees-work-from-home/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 14, 2020, 10:54
Statement on NASA Goddard’s Coronavirus Prep Actions
March 13, 2020 [NASA]

The health and safety of NASA’s workforce is the agency’s top priority. As coronavirus (COVID-19) concerns continue to evolve, NASA is taking steps to ensure its workforce is protected and informed. NASA’s Goddard Space Flight Center remains open. Employees who can telework are being encouraged to do so. No employees at any of Goddard’s six campuses have tested positive for coronavirus at this time.

Out of an abundance of caution, Goddard has canceled all non-mission-essential visits to its facilities. Goddard also is closing its Visitor Centers at Greenbelt and at Wallops Flight Facility, Virginia, beginning Friday, March 13, as a means to be protective and encourage social distancing.

In coordination with NASA Headquarters, Goddard will continue to monitor the situation and implement additional measures, as necessary, to protect its workforce and mission operations.


Source: https://www.nasa.gov/press-release/goddard/2020/statement-on-nasa-goddard-s-coronavirus-prep-actions
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 15, 2020, 02:19
Covid-19 w Polsce: azjatycki sukces czy włoska hekatomba? Który scenariusz sobie szykujemy?
Stefan Karczmarewicz 14.03.2020 [Polityka blog]

Wnioskując z doświadczeń innych krajów, można zaryzykować twierdzenie, że epidemia Covid-19 weszła u nas w fazę decydującą: czy rozwój wypadków będzie bliższy optymistycznemu wariantowi azjatyckiemu, czy raczej niewyobrażalnie tragicznemu, który obserwujemy właśnie we Włoszech.

We Włoszech katastrofa: przerażająca liczba zgonów, zakres epidemii przekroczył możliwości służb ratowniczych. Najlepszy dowód: służby przeszły na odwrócony („militarny”) triaż. W normalnych warunkach najpierw pomaga się „czerwonym”, najbardziej zagrożonym pacjentom. Potem są „pomarańczowi” – chorzy poważnie, ale nie dramatycznie. „Zieloni”,czyli najlżej chorzy, mogą czekać najdłużej. We Włoszech najpierw pomaga się „zielonym”, potem „pomarańczowym”, a „czerwoni” mogą umrzeć, nie otrzymawszy pomocy w ogóle. Nie są to zjawiska jednostkowe.

Na dalekim krańcu globu jest Japonia: dużo większa populacja, przy tym dużo starsza, miejscami ogromna gęstość zaludnienia. Znacznie mniej zachorowań, obecnie z tendencją malejącą. Biorąc pod uwagę charakterystykę populacji – zgonów wręcz niewiele. Podobnie w Korei Południowej. W chińskim Wuhanie po początkowym dramacie liczba nowych przypadków bardzo niska. Na tyle, że właśnie zamykają ostatni z 14 (!) polowych szpitali zakaźnych rozwiniętych dla celów epidemii. Zaczynają ruszać fabryki. Chińscy lekarze wraz ze sprzętem podążają z pomocą do Europy, głównie do Włoch.

Warto przyjrzeć się czynnikom, które sprawiły, że historia epidemii w tych dwóch rejonach świata toczy się tak odmiennie. A także – a może wręcz przede wszystkim – przeanalizować, jak w odniesieniu do tych czynników zachowali się, zachowują i mogą zachować nasi władcy i władczynie. Żeby wiedzieć, czy powinniśmy mieć cierpliwość i nadzieję, czy raczej się bać.

Wspomniane trzy czynniki to:

- testy

- ograniczanie kontaktów i kwarantanna

- leczenie umiarkowanie/ciężko chorych


Testy. Wiemy jedno – im mniej przeprowadza się testów i im później są robione, tym trudniej wychwycić nie tylko bezobjawowych nosicieli wirusa, ale również tych łagodnie objawowych. Przypominam, że jesteśmy w szczycie corocznego sezonu grypy i infekcji grypopodobnych. Ich objawów nie da się odróżnić od początkowych objawów infekcji Cor-SARS-2, zwłaszcza gdy cały jej przebieg jest łagodny lub wręcz zaniedbywalny. Kto z Państwa ostatnio nie kaszlnął, nie kichnął? No właśnie, prawie takich nie ma. Tymczasem brak przesłanek zakażenia tym wirusem oznacza brak wskazań do izolacji, a w efekcie – ogromne ryzyko zarażenia bardzo wielu osób. Liczba chorych narasta wtedy lawinowo, przekraczając szybko barierę wydolności systemu opieki zdrowotnej.

Polska:

- początkowo poddawano testom tylko pacjentów spełniających dwa warunki: istotnie objawowych i w dodatku albo po kontakcie z osobami z udowodnionym zakażeniem, albo przybywających z rejonów ognisk epidemii.

- testy przeprowadzały początkowo tylko dwa ośrodki w Warszawie, co oznaczało istotne opóźnienia między pobraniem materiału a otrzymaniem wyniku, wynikające z prostej logistyki.

- minister Szumowski, pytany wtedy o potrzebę intensyfikacji stosowania testów, odpowiedział, że takie podejście „zaciemniłoby tylko obraz”. Ta wypowiedź jest do zweryfikowania w internecie. Warto o niej pamiętać.

Podejście władzy do testów niewątpliwie przyczyniło się się do bardziej stromego narastania krzywej zakażeń w naszym kraju.


Ograniczenie kontaktów i kwarantanna. Czyli kluczowe elementy postępowania podczas epidemii. Kwarantanna dotyczy osób o udokumentowanym zakażeniu oraz o bardzo wysokim ryzyku zakażenia, a jej miejsce zależy od przebiegu choroby i lokalnych regulacji. Ograniczenie kontaktów dotyczy wszystkich pozostałych i sprowadza się do maksymalnego ograniczenia przebywania poza miejscem zamieszkania. Zamyka się lokale użyteczności publicznej, odwołuje imprezy i spotkania.

We Włoszech, jak wiadomo, w pierwszym okresie epidemii nie respektowano tych zasad praktycznie w ogóle. W Chinach i Korei zastosowano zasady bezpieczeństwa, o których jeden z komentatorów powiedział, że byłyby niemożliwe w jakimkolwiek demokratycznym państwie. Ciągła kontrola przemieszczania się, ścisłe egzekwowanie zakazów. Efekt jest jednak, jak wspomniałem, pozytywny. Nie sprawdziła się przepowiednia, że odizolowani mieszkańcy umrą z głodu w domach, bo działali dostawcy żywności. Niestety osoby, które zabierano na kwarantannę, zostawiały w mieszkaniach zwierzęta, skazując je na śmierć głodową. To ciemna strona chińskiego sukcesu.


Polska:

- Decyzja o wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemiologicznego jest niewątpliwie słuszna, jakkolwiek wydaje się nieco spóźniona. Ale że (cytując klasyka) „odrobina działania jest lepsza niż tony abstrakcji” – niewątpliwy plus dla rządu. Nie spodziewajmy się natychmiastowego efektu, ale jeśli w ciągu tygodnia-dwóch nastąpi wyraźne wypłaszczenie krzywej przyrostu nowych przypadków, to będzie można mówić o sukcesie. Krzywej zakażeń nie jesteśmy w stanie ocenić, bo jej nie znamy – z powodu niewątpliwie zbyt oszczędnego stosowania testów.

- Fantastyczna aktywność obywatelska. Wielka akcja, a raczej akcje, typu #zostańwdomu. Czasami w mniej eleganckiej formie (co jest importem zachodnioeuropejskiej akcji #staythefuckathome), mogącej za to łatwiej trafić do młodzieży, jak wszystko, co jest mniej poprawne politycznie. Znakomita postawa niektórych firm gastronomicznych, które nie tylko przestawiają się na dostawy żywności do domu, ale przede wszystkim wspierają osoby, które same sobie nie poradzą, bo wymagają pomocy z racji wieku i/lub stanu zdrowia. Szacun! Coraz więcej aktywności edukacyjnych/kulturalnych online skierowanych do różnych grup wiekowych. To wspaniałe!

- Wielki plus dla społeczności medycznej: intensywna wymiana informacji w internecie, na zamkniętych grupach, żeby nie zrobił się z tego magiel trolli Antoniego i Wołodi. Dzięki temu wiemy nie tylko o tym, co nie działa w systemie (a jest o czym opowiadać). Również – a może przede wszystkim – wymiana i analiza wiedzy dotyczącej diagnostyki i leczenia chorych z Covid-19, bo nowe dane pojawiają się codziennie, prawie lawinowo. Wspólna, nawet wirtualna, dyskusja ułatwia ich analizę i przyswojenie tego, co najważniejsze.

- Największy negatyw to postawa hierarchów katolickich i polityków związanych z tym wyznaniem, a zwłaszcza z Ordo Iuris. Apel hierarchów, by podczas epidemii zwiększać liczbę mszy, minister Gowin skomentował tak, że człowiek ma ciało i duszę, a kościół jest rodzajem szpitala dla duszy. Jeszcze bardziej wstrząsający był komentarz ministra Szumowskiego, że zwiększenie liczby mszy jest zasadne i sensowne. Porażające w ustach lekarza, nawet jeżeli nie do końca uważał jako student na zajęciach z chorób zakaźnych. Być może jednak ktoś doszedł do wniosku, że w ten sposób wygubi istotną część swojego elektoratu, a inny ktoś – że jeżeli owieczki wymrą, to nie będzie komu dawać na tacę. W efekcie hierarchowie zaczęli łagodzić apele, ograniczając liczbę wiernych na jednej mszy do 50 osób, co epidemiologicznie niczego nie zmienia w obecnej sytuacji.

- Niemoc państwa w kwestiach izolacji to kolejny negatyw. Pilnowanie osób poddawanych kwarantannie domowej to iluzja. Zapewnienie wsparcia w opiece nad dziećmi pracowniczek opieki zdrowotnej po zamknięciu przedszkoli i szkół – też. Ktoś nie pomyślał, więc w niektórych oddziałach nastąpiło istotne uszczuplenie zespołów.

- Niezawiniony przez państwo brak rozsądku części społeczeństwa jest porażający: na zdjęciach wykonanych dzisiaj rano widać tłumy przed marketami. W sytuacji narastającej epidemii to niebezpieczny idiotyzm. Dużo ludzi starszych. Jedyne, co ich usprawiedliwia, to znaczna utrata wiarygodności przekazu informacyjnego przez rząd – o czym poniżej.


Leczenie. Trudne przypadki wymagają zastosowania respiratorów albo nawet zewnętrznych oksygenatorów (ECMO). Tu paradoks: dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy wydaje się, że zaopatrzenie w taki sprzęt mamy całkiem niezłe. No właśnie: nie wiadomo, co by było, gdyby nie ta wstrętna Orkiestra… Mateuszek-kłamczuszek nie ma żadnego problemu z chwaleniem się na konferencji prasowej tym, że kraj jest dobrze zaopatrzony w sprzęt, jakby to była jego zasługa. W przypisywaniu sobie zasług jest zresztą mistrzem galaktyki i tego nikt mu nie odbierze. Upojony sukcesem zapomina tylko,  że ów sprzęt został zakupiony przez instytucję, o której likwidację lub przynajmniej marginalizację nieustępliwie walczy i on, i jego wesoła gromadka. Jakby jednak nie patrzeć – sprzęt jest, chociaż oczywiście zawsze chciałoby się mieć go więcej.

Mamy inny problem, który może zdecydować o klęsce. Brak lekarzy. Co gorsza, znaczna ich część, w tym kluczowych dla całej akcji anestezjologów, jest w wieku kwalifikującym do grupy podwyższonego lub wręcz wysokiego ryzyka. Te same problemy 0 liczebności i wieku – dotyczą pielęgniarek. Ratownicy są młodsi, ale też ich brakuje.

Czyli – skomplikowany sprzęt jest, ale nie ma ludzi. A że lekarze pracują na kontraktach w kilku miejscach (bo tak było dla władców wygodniej), to w istocie zwiększają ryzyko epidemiologiczne – jeden zakażony doktor jest w stanie rozsiać wirusa na kilka placówek.

Tu dochodzi kolejny element – dramatycznie niska troska władz o bezpieczeństwo indywidualne personelu medycznego, będącego przecież pierwszą i decydującą linią obrony (potem są już tylko służby mundurowe i sprawne kremacje). W relacjach wspomnianych internetowych grupach lekarskich widać wyraźnie, że jest fatalnie. Maseczkę jednorazową powinno się wyrzucić najpóźniej po godzinie. Nie ma na to szans, jeżeli są trzy na dyżur… Brakuje przyłbic, okularów ochronnych, kombinezonów etc. Rząd o tym dyskretnie nie mówi.

W Polsce przypadki zakażeń personelu medycznego są na razie nieliczne, ale zdecydowanie ich przybywa. Zgonów na razie u nas nie było, ale dane z Włoch przerażająco jasno pokazują, co się może zdarzyć. A jakoś nie mogę sobie wyobrazić dr. Karczewskiego czy wiceministra dr. Kraski na pierwszej linii walki z epidemią… Oczywiście mogę się mylić, wszak może to tylko niedostatek mojej wyobraźni.


Nadzieje. Decyzje związane ze stanem zagrożenia epidemiologicznego podjęte przez rząd stwarzają istotną szansę na uniknięcie katastrofy na miarę tej, która dzieje się we Włoszech.

Co może pójść źle? Główne obawy są trzy i dotyczą: sprzętu, personelu oraz umotywowanych politycznie poczynań rządu.

- Brakuje sprzętu ochrony osobistej dla personelu medycznego. Środki są, ale trzeba by je zabrać Kur-Wizji, a do tego Jego Miłomściwość może nie dopuścić. Bez nich zacznie ubywać personelu medycznego, a to prosta droga do klęski.

- Trzeba znaleźć metodę, żeby rodzice będący personelem medycznym otrzymali jak najlepsze wsparcie w opiece nad swoimi dziećmi, które przecież zostają w domach. Inaczej deficyt sił fachowych będzie niepotrzebnie zwiększony.

- Ręczne sterowanie alokacją lekarzy. Wiceminister Kraska wspomniał w wywiadzie, że możliwe jest „przesuwanie lekarzy do innych zadań”. Zapomniał, biedactwo, że ogromna większość lekarzy pracuje w kilku miejscach, a ich „przesunięcie” będzie oznaczało pozostawienie bez opieki pacjentów bez wirusa. Z listów kolegów z Włoch wiemy, że z powodu epidemii Covid-19 chorzy z zawałami i udarami umierają w domach, bez pomocy. Nikt ich na razie nie włącza do bilansu ofiar epidemii, bo analiza danych nie jest w tym przypadku taka prosta. Niewątpliwie jednak w nieodległej przyszłości okaże się, na ile ów bilans po uwzględnieniu “niewirusowych” ofiar wzrośnie. Co więcej, można lekarza gdzieś „przesunąć”, ale takie zarządzenie nie przysporzy mu ani wiedzy anestezjologicznej, ani tej w zakresie chorób zakaźnych. Będzie „słupem” służącym do tego, żeby jakiś  funkcjonariusz Prezessimusa mógł pokazać w telewizji, jak bardzo władza się stara.

- Zmiana stanu zagrożenia epidemicznego na stan wyjątkowy zamiast na stan klęski żywiołowej. Oznaczałoby to możliwość wprowadzenia cenzury prewencyjnej. Zahamowanie przepływu informacji podczas epidemii może być zabójcze. Dosłownie.

Dodatkowym problemem jest podsycany przez sam rząd brak zaufania do rządzących, prowadzący w efekcie do osłabienia prospołecznych postaw, a nasilenia anarchii. Trzeba przyznać, że zdarzenia układają się w logiczną całość.

Zalecenia WHO – z rojeń zboczonych lewaków stają się podstawowymi zasadami działania naszego państwa. Dziwna szmata w gwiazdki należąca do niepotrzebnej nikomu grupy państw – staje się nagle na powrót flagą Unii Europejskiej towarzyszącą komunikatowi premiera o pomocy, którą mamy otrzymać od wspólnoty, do której należymy.

Minister zdrowia – negujący potrzebę szerszego stosowania testów, a następnie rozszerzający wskazania do ich stosowania. Ten sam minister mówiący w obliczu narastającej epidemii, że zwiększenie liczby mszy jest zasadne i sensowne, a chwilę potem zamykający wszystkie lokale spotkań publicznych. Oprócz kościołów.

Do tego trzeba dodać owe 2 mld zł mające służyć utrzymaniu się Prezessimusa i Spółki przy władzy, a o których coraz więcej ludzi myśli, że przydałyby się na walkę z epidemią. No i heroiczną walkę dr. Karczewskiego z prof. Grodzkim w obronie Profitów i Statusu. Sama wiarygodność, jednym słowem.

Nie dziwota więc, że gdy ogłoszono z dużym naciskiem, że sklepy nie będą zamykane, a transport wewnętrzny zostanie zachowany, to nastąpiło natychmiastowe oblężenie sklepów i bankomatów, a kto tylko może – wraca jak najszybciej do domu.

Podsumowując:

- scenariusz włoski jest u nas możliwy, ale nie jesteśmy na niego skazani

- w zachowaniach społecznych znajdujemy piękne elementy, które mogą pomóc

- jeżeli na najbliższych decyzjach władzy i hierarchów kościelnych (czyli też władzy) względy polityczne oraz ideologiczne zaważą mocniej niż te merytoryczne, to czekają nas dramaty, które dotkną ludzi bez względu na ich polityczne przekonania oraz ewentualnie wyznawaną wiarę.


Źródło: https://lekarski.blog.polityka.pl/2020/03/14/covid-19-w-polsce-azjatycki-sukces-czy-wloska-hekatomba-ktory-scenariusz-sobie-szykujemy/?nocheck=1
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 16, 2020, 17:35
The $400 billion space industry is bracing for coronavirus, as two NASA employees test positive
PUBLISHED SUN, MAR 15 2020 8:39 PM EDT Michael Sheetz (CNBC]

KEY POINTS

- NASA, Boeing, Lockheed Martin and Blue Origin are just a few of the organizations that have begun to limit business travel and reschedule events.

- The potential slowdown would hit more than development of hardware, such as spacecraft, with software engineers possibly impacted by a limited ability to work from home if required.

- NASA’s Marshall center in Huntsville, Alabama reported on Friday that an employee tested posted for coronavirus, the second agency center to do so.

- SpaceX appears to be largely moving forward with normal operations, although CEO Elon Musk reportedly wrote in an email to employees that if they’re “feeling ill” that “it’s always better to stay home and take care of yourself.”


(https://image.cnbcfm.com/api/v1/image/105706254-154876841174131605487601_06279f1be4_k.jpg?v=1548768551&w=740&h=416)
The Atlas V 431 rocket rolled out to the SLC-41 pad December 17 in preparation for the EchoStar XIX satellite launch December 18. Lockheed Martin and United Launch Alliance

While schedule delays are nothing new in the business of space, companies in the estimated $400 billion industry (https://www.cnbc.com/2019/11/09/how-to-invest-in-space-companies-complete-guide-to-rockets-satellites-and-more.html) are largely bracing for widespread work from home policies that could grind production and development to a halt.

The National Aeronautics and Space Administration (NASA), Boeing (https://www.cnbc.com/quotes/?symbol=BA), Lockheed Martin (https://www.cnbc.com/quotes/?symbol=LMT) and Blue Origin are just a few of the organizations that have begun to limit business travel, reschedule events and move some workers to remote set-ups. But building complex spacecraft, developing software with high-powered computers and working in research teams will likely be out of the question if the conronavirus pandemic continues to worsen. Johns Hopkins University reported (https://www.cnbc.com/2020/03/14/coronavirus-live-updates-florida-cases-increase-apple-shuts-stores-outside-china.html) the U.S. has at least 3,244 confirmed cases and the CDC on Sunday urged organizers to cancel in-person events with 50 people or more in attendance throughout the country.

“We have a lot of ambiguity at this moment,” Dr. Thomas Zurbuchen, the leader of NASA’s science division, said at a meeting on Thursday.


Two NASA employees test positive so far

The agency’s Marshall center in Huntsville, Alabama reported on Friday that a NASA employee tested posted for coronavirus. Marshall is now in a “Stage 3” response status, meaning that it is requiring employees telework and saying that “access to the center will be restricted to mission-essential personnel only.”

“More guidance will follow for those who do not have equipment to work from home or who work in labs or other facilities requiring similar technical equipment that is a fixed asset,” Marshall director Jody Singer said in a statement.

Marshall joins NASA’s Ames center in Silicon Valley in a “Stage 3” status. Ames had an employee test positive for coronavirus a week ago, although NASA said at the time it believed “exposure at the center has been limited.”


(https://image.cnbcfm.com/api/v1/image/106443957-1584210592208nasamarshallcenter.jpg?v=1584210741&w=740&h=416)
NASA’s Marshall Space Flight Center in Huntsville, Alabama.  NASA

Additionally, the privately-run visitor complex at NASA’s Kennedy Space Center in Florida said it will be closed Mar. 16 until further notice, with no visitors allowed.

Two of the space industry’s biggest conferences were affected by preventive measures taken in response to coronavirus. The Satellite 2020 conference in Washington, D.C. was cut short early last week and had lighter than expected attendance, while the 36th Space Symposium in Colorado Springs, Colorado at the end of the month was postponed indefinitely. Both conferences typically draw tens of thousands of attendees.

The months ahead have a full roster of planned launches, many of which require NASA or U.S. military personnel to move forward. The Department of Defense halted even domestic travel (https://www.defense.gov/Newsroom/Releases/Release/Article/2112213/statement-by-the-department-of-defense-on-domestic-travel-restrictions/source/GovDelivery/) for personnel through May 11, although exceptions may be granted for “mission-essential” travel. NASA spokesperson Bettina Inclán told CNBC on Friday that the agency is “proactively monitoring” the situation and has “plans in place to address issues as they arise.”

“Currently, the coronavirus has not significantly affected NASA’s operations and work continues on track, such as preparations for the upcoming launches of the Mars Perseverance rover mission and NASA’s Commercial Crew flight test (SpaceX’s Demo2) to the International Space Station, and construction of our James Webb Space Telescope targeted for launch next year,” Inclán said in a statement.


SpaceX’s first astronaut flight coming up

The SpaceX Demo-2 mission is just a few weeks away, with the company’s president saying earlier this week that it aims to launch in May. It would be the first time the company flies astronauts, with two NASA astronauts visiting ISS for at least a few days.

(https://image.cnbcfm.com/api/v1/image/106403112-1582301256075spacexcrewdragonlaunch.jpg?v=1582301356&w=740&h=416)
A SpaceX Falcon 9 rocket launches a test of the company’s Crew Dragon capsule. SpaceX

“As the coronavirus situation continues, we’ll make adjustment as appropriate,” Inclán said.

SpaceX appears to be moving forward with its operations largely unchanged so far. CEO Elon Musk (https://www.cnbc.com/elon-musk/) wrote in a tweet last week that “the coronavirus panic is dumb” and reportedly told employees in an email (https://www.buzzfeednews.com/article/ryanmac/elon-musk-spacex-employees-car-crash-coronavirus) on Friday that “the risk of death from C19 is *vastly* less than the risk of death from driving your car home.”


Cytuj
Elon Musk@elonmusk 9:42 PM - Mar 6, 2020
The coronavirus panic is dumb
Twitter (https://twitter.com/elonmusk/status/1236029449042198528?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.cnbc.com%2F2020%2F03%2F15%2Fthe-400-billion-space-industry-and-nasa-brace-for-coronavirus.html)

However, Musk reportedly did tell employees that if they’re “feeling ill” that “it’s always better to stay home and take care of yourself.”

SpaceX employees in the company’s headquarters in Hawthorne, California are continuing to work in the meantime. It is unclear how the company’s satellite production facility in Redmond, Washington — just outside of Seattle, one of the worst coronavirus hot spots in the U.S. — has been affected. SpaceX did not respond to CNBC’s request for comment on measures it is taking in response to the pandemic.

Blue Origin, the space venture of Jeff Bezos (https://www.cnbc.com/jeff-bezos/), is based in Kent, Washington — another city just outside of Seattle. The company told CNBC it has yet to see an impact to its core operations as a result of coronavirus but that it was prepared if more extensive changes to its business are necessary.

“We are being accommodating to our workforce, financially supporting self-quarantine actions, and enabling those who can work from home to be able to do so. We are also implementing measures to social distance our workforce and keep our facilities clean and safe,” Blue Origin vice president of communications Linda Mills said in a statement.


(https://image.cnbcfm.com/api/v1/image/103584283-SLS.jpg?v=1529471381&w=740&h=416)
Handout: SLS NASA Space Launch System rocket Boeing  Source: Boeing

Work on some of the nation’s most expensive space programs is continuing for the time being, with NASA and Boeing continuing to work in Louisiana on the Space Launch System (SLS). In a statement, NASA said work on SLS is considered “mission critical operations” but that the agency is continuing to closely monitor the coronavirus situation.

Boeing said in a statement that it “not made any changes to our operational engineering support for the International Space Station,” with engineers on-site. But the company’s Houston facility “is operating in accordance with Boeing’s Covid-19 policies,” with telecommuting encouraged and reduced face-to-face meetings.


Source: https://www.cnbc.com/2020/03/15/the-400-billion-space-industry-and-nasa-brace-for-coronavirus.html
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 17, 2020, 01:27
Wirus zdezorganizowanego kapitalizmu
Edwin Bendyk 15.03.2020 niedziela [blog Polityki Antymatrix II]

Walka z pandemią koronawirusa trwa i oby jak najszybciej zaczęła przynosić efekty. Już jednak teraz należy wysilać wyobraźnię na czas po zarazie, bo widać wyraźnie, że epoka zdezorganizowanego kapitalizmu dobiegła końca.

Zacznę od usprawiedliwienia za długie milczenie. Do komunikacyjnej kwarantanny zmusiła mnie prosta okoliczność – kończyłem pilnie książkę. Deadline to rzecz gorsza od wirusa, a nawet gender, więc nie było zmiłuj. Książka będzie o końcu świata, jaki znaliśmy, zdradzę motto, bo zaczerpnąłem je od Olgi Tokarczuk: „świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy”.

Książka pewno by nie powstała, gdyby nie ubiegłoroczny festiwal Góry Literatury w Nowej Rudzie, gdzie na zaproszenie Pisarki zorganizowałem małe seminarium pt. „Czterej jeźdźcy apokalipsy”. Nie wszystko udało się przegadać, stąd pomysł, by zebrać wątki w całość.

Jak dobrze pójdzie, książka ukaże się w maju, miejmy nadzieję, że już po pandemii. W sam raz, bo oczywiście o samej pandemii nic tam jeszcze nie ma (pewno trzeba będzie dołożyć interwencyjny rozdział), jest natomiast dużo o świecie, który i tak dobiegł końca. Koronawirus okazał się jedynie katalizatorem zmian, które czekały nas nieuchronnie.


Jak trwoga…

Nie będę tu opisywał książki, wykorzystam niektóre z wątków, bo odnoszą się do aktualnych reakcji na kryzys. Znamienne jest narzekanie na bezczynność Unii Europejskiej przez suwerenistów, którzy jedności UE szkodzili, jak mogli.

Zajmijmy się na razie przedsiębiorcami, bo chciałbym odpowiedzieć na komentarz, jaki pojawił się na Twitterze w związku z sobotnią rozmową z Tomaszem Stawiszyńskim w TOK FM (https://audycje.tokfm.pl/podcast/87633,Czy-pandemia-wirusa-zresetuje-system-w-ktorym-zyjemy). Rozmawialiśmy o długofalowych konsekwencjach pandemii. Użyłem zwrotu, że pandemia wystawiła na próbę cywilizację, która w latach 70. weszła w fazę „wiązania sznurkiem”.


Ewolucja kapitalizmu

W bardziej fachowym języku, jaki wprowadzili do analizy współczesnego kapitalizmu John Urry, Scott Lasch, Richard Sennett, mowa o „zdezorganizowanym kapitalizmie”, który zastąpił „kapitalizm zorganizowany” utrzymujący się do końca lat 60. Kapitalizm zdezorganizowany to taki, w którym w tzw. dominującym dyskursie interpretacyjnym obowiązują dwie narracje.

Autorką pierwszej była Margaret Thatcher ze słynnym stwierdzeniem, że „taka rzecz jak społeczeństwo nie istnieje”. Drugi klasyk to Ronald Reagan, który z lubością powtarzał najstraszniejsze słowa, jakie można usłyszeć: „jestem z rządu i przyszedłem, żeby ci pomóc”.


Państwo i społeczeństwo

Przychodzi pandemia i okazuje się, że potrzebujemy zarówno społeczeństwa, jak i państwa, żeby uruchomić rezerwy niezbędne do przetrwania. Społeczeństwo na szczęście jakoś się trzyma, mimo że siły neoliberalnego kapitalizmu starały się za wszelką cenę wdrażać doktrynę Margaret Thatcher. I choć rzeczywiście takie społeczeństwo, jakie było podstawą kapitalizmu zorganizowanego, już nie istnieje, to ciągle istnieje zdolność do samoorganizacji i koordynacji działań zbiorowych w  oparciu o inne relacje niż wymiana rynkowa.

Z państwem gorzej, bo choć pręży muskuły i ciągle dysponuje prerogatywami do zarządzania kryzysem, przez lata obowiązywania doktryny deregulacji i obniżania podatków pozbawione jest wielu instrumentów skutecznej interwencji. Prywatna służba zdrowia łatająca niedostatki niedoinwestowanej służby publicznej nie jest w istocie żadną służbą zdrowia, tylko jedną z form generowania zysku metodą „cherry picking”.

Oczywiście, wobec wielu dni, a nawet tygodni przestoju tysiące przedsiębiorców stanęło wobec groźby bankructwa. Setki tysięcy pracowników na umowach śmieciowych z dnia na dzień znalazło się w jeszcze trudniejszym położeniu. Jedni i drudzy są zakładnikami tego samego problemu.


Zysk z porządku

No właśnie – problemu kapitalizmu zdezorganizowanego, odpowiadającego na reżim akumulacji kapitalizmu późnoprzemysłowego, który przyniósł najlepszy w dziejach okres rozwoju „wspaniałych lat 30.” po II wojnie światowej, z państwem dobrobytu, ideą pełnego zatrudnienia, umowy społecznej między kapitałem, pracą i państwem w roli moderatora konfliktu społecznego.

Taki model musiał kosztować, ale opłacał się – do początku lat 70. mimo wysokich podatków to czas największych wzrostów produktywności. Przemiany strukturalne, malejąca rola przemysłu i zorganizowanej klasy robotniczej, koszty środowiskowe, kryzys energetyczny nadwerężyły ten model – z punktu widzenia kapitału reżim akumulacji zatkał się, przynosił zbyt małe stopy wzrostu.


Zysk z chaosu

Nowy reżim akumulacji polegał niestety nie na skoku produktywności dzięki zastosowaniu nowych „technologii prometejskich”, czyli nowego sposobu wykorzystania energii, tylko poprzez oszczędności polegające na demontażu systemu kapitalizmu zorganizowanego. Erozja praw pracowniczych, deregulacja, prywatyzacja i komercjalizacja plus finansjalizacja okazały się nie tyle motorem rozwoju, ile grabieżą rezerw zgromadzonych przez system oraz zadłużaniem się wobec przyszłości.

Koronawirus zaatakował w momencie, gdy te rezerwy praktycznie się wyczerpały, bo zupełnie zmarnowaliśmy lekcję kryzysu 2007-08. Wtedy trzeba było reorganizować kapitalizm, zamiast tego publiczne transfery w ramach luzowania ilościowego trafiły głównie do przysłowiowego 1 proc. dysponentów kapitału, a nierówności dochodowe i majątkowe wzrosły do bezprecedensowych poziomów.


Lament suwerenistów

To oni dziś mają zasoby kapitału, to państwo ma jednak pomagać tym wszystkim, którzy tak długo powtarzali za Reaganem (w Polsce z lubością Reagana cytował Leszek Balcerowicz) najstraszniejsze słowa o państwie chcącym pomóc. Tylko że tak jak nie ma już zorganizowanego kapitalizmu lat 50. i 60., tak nie ma państwa działającego w podobny sposób.

Trudno o lepszą ilustrację niż lamenty suwerenistów na bezczynność Unii Europejskiej. To nieprawda. UE, owszem, nie może działać w obszarze zarządzania zdrowotnego, bo państwa członkowskie nie dały jej takich kompetencji. Władze UE, świadome jednak gospodarczych konsekwencji kryzysu, uruchamiają pakiety pomocowe. Pamiętajmy, że UE ma i może tylko tyle, na ile zgodzą się tworzące ją państwa. Chcemy więcej, zgódźmy się na federalizację.


Konieczność alternatywy

Powtórzmy: dziś nie ma powrotu ani do kapitalizmu zorganizowanego i państwa dobrobytu w wariancie „wspaniałego 30-lecia”. Nie da się też wrócić do dzikich czasów kapitalizmu zdezorganizowanego, w którym zyski podlegały prywatyzacji, a koszty uspołecznieniu. Warto wykorzystać czas kwarantanny na obmyślanie alternatywy.

Margaret Thatcher myliła się bowiem nie tylko w swej diagnozie stanu społeczeństwa. Nie miała także racji, mówiąc: there is no alternative. Cdn.


Źródło: https://antymatrix.blog.polityka.pl/2020/03/15/wirus-zdezorganizowanego-kapitalizmu/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 19, 2020, 03:56
NASA institutes mandatory agency-wide telework policy
March 17, 2020 Stephen Clark [SFN]

(https://mk0spaceflightnoa02a.kinstacdn.com/wp-content/uploads/2020/03/45568021464_47f119ab72_k.jpg)
The Vehicle Assembly Building at NASA’s Kennedy Space Center in Florida. Credit: NASA/Glenn Benson

All NASA centers and facilities will begin a mandatory telework policy for agency and contractor employees effective immediately, except for “mission-essential” personnel, to combat the threat from the coronavirus pandemic, officials announced Tuesday.

NASA Administrator Jim Bridenstine said in a statement Tuesday that the agency’s leadership decided to elevate all NASA centers to Stage 3 of NASA’s Response Framework (https://nasapeople.nasa.gov/coronavirus/nasa_response_framework.pdf).

“Effective immediately, all employees and contractors will move to mandatory telework until further notice,” Bridenstine said in a written statement. “Mission-essential personnel will continue to be granted access onsite. Please contact your supervisor as soon as possible if you have any questions.”

Some NASA facilities, such as Ames Research Center in California and Marshall Space Flight Center in Alabama, transitioned to Stage 3 operations and instituted mandatory telework orders for non-essential personnel after employees there tested positive for the COVID-19 coronavirus.

Earlier this week, the director of NASA’s Michoud Assembly Facility in New Orleans introduced mandatory telework for non-essential workers. Robert Champion, Michoud’s director, said in a statement Monday that no workers at Michoud have tested positive for the viral disease, but he ordered the change because more than 100 cases of COVID-19 were confirmed in the local area.

“Access to the facility will be restricted to mission-essential personnel only, as defined in the response framework and by your company leadership,” Champion said in a statement.

Michoud is home to production of core stages for NASA’s Space Launch System heavy-lift rocket. Some work on NASA’s Orion crew capsule and Northrop Grumman’s planned OmegA launch vehicle is also based at Michoud.

Officials at NASA’s Jet Propulsion Laboratory in Pasadena, California, where many of the agency’s interplanetary robotic missions are built and controlled, announced Monday that only non-essential workers there would be allowed access to the facility.

NASA Headquarters expanded the Stage 3 status agency-wide Tuesday.

“Although a limited amount of (NASA) employees have tested positive for COVID-19, it is imperative that we take this pre-emptive step to thwart further spreading of the virus among the workforce and our communities,” Bridenstine said.

According to NASA’s Response Framework, the agency defines mission-essential activities as:

- Work that must be performed to maintain mission/project operations or schedules AND cannot be performed remotely/virtually;

- OR work that has a justifiable impact on the safety of human life or the protection of property, AND there is a reasonable likelihood that the safety of human life or the protection of property would be compromised by a delay in the performance of the work.

It’s unclear how the coronavirus pandemic will impact launch activities at U.S. spaceports. SpaceX was proceeding with a planned Falcon 9 rocket launch from the Kennedy Space Center in Florida on Wednesday morning carrying 60 of the company’s Starlink Internet satellites into orbit.

NASA officials have said they are prioritizing work to prepare missions for launch that have tight planetary windows, such as the Perseverance Mars rover scheduled for liftoff from Cape Canaveral in July. The Mars rover is at the Kennedy Space Center undergoing final testing and launch preparations.

NASA astronauts Doug Hurley and Bob Behnken continue training for launch as soon as May on the first piloted test flight of SpaceX’s Crew Dragon spaceship to the International Space Station.

In Stage 3 of NASA’s Response Framework, only mission-essential travel is permitted.

In the event NASA leadership elevates agency facilities to Stage 4, centers would be closed to all personnel except workers required to “protect life and critical infrastructure,” and all travel would be suspended.

“Agency leadership will continue to monitor the rapidly-evolving risks COVID-19 poses to our workforce,” Bridenstine said in a statement to NASA employees. You should anticipate continued frequent communication from your center director, myself and others. Up-to-date agency announcements and guidelines are available on the NASA People website, please check it often (https://nasapeople.nasa.gov/coronavirus/nasa_response_framework.pdf).

“NASA’s early and thoughtful actions in coordination with our country’s unified response to this health emergency is an incredible display of national solidarity,” Bridenstine said. “Thank you for your vigilance and flexibility. I am confident your diligence and commitment will ensure our mission will continue. Please make certain you are giving the appropriate attention to your health and that of your family.”


Source: https://spaceflightnow.com/2020/03/17/nasa-institutes-mandatory-agency-wide-telework-policy/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 19, 2020, 23:28
Op-ed | The need to dream in darkness
by Rick Tumlinson — March 19, 2020 [SN]

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2020/03/Homepage-banner-879x485.jpg)
Spaceship Earth has a deadly infection, and it has already spread to all decks and levels.

Not to be overly dramatic, as only a small percentage of people will lose their lives in this pandemic, but the specter is there, and may come as close as a colleague, neighbor, family member or even our own home. We are all at risk. Rich or poor, famous or humble, East or West — it does not matter. Just as we have seen from space, there are no borders when one goes big and looks back. Nor are there any borders when one goes small, as this tiny little virus is teaching us. They simply melt away, revealed as the figments of political imagination they have always been.

Yet, at such times as these, philosophical exercises may mean little. So, too, our greater aspiration to expand the life of this little world out into the cosmos may seem misplaced. Our aspirations shrink from grand to small. How do I keep myself and my family safe? How can I pay the bills? How long will it last? After all, if I am worried about daily essentials and future economic prospects, how can I possibly worry about building cities in space?

Such a moment as this is the direct, in-our-face illustration of a phrase we have all heard so often: “Why are we going out there when we have so many problems down here?”

My first answer, as it always has been, remains the same: “Exactly.” We go out there exactly because we do have so many problems down here. Not to escape them. Not to run away from them. But to help solve them. To learn and grow, as one only can by shifting one’s perspective, expanding one’s field of view and trying something new.

 And although there are a thousand ways we can use space to help transform life on Earth, I am not just speaking about technology spinoffs and applied science. Sure, most SpaceNews readers can rattle them off easily. Our list is impressive and convincing. We can wave our hands and point at a thousand things that came from space exploration, from your phone, your TV, the satellites feeding your binge cravings, or more immediately, even the equipment and systems used to manage massive viral testing, or the ability to isolate victims and produce massive amounts of vaccines. Yes, you can legitimately argue that at the heart of much of these technologies lies an application created in the name of exploring space.

But there is more. So much more. And in the end these reasons dwarf those physical products and technologies to which we geeks are so attached.

This is why my second answer is: “Because we can, because we must, because it is what makes us human.”

In other words, forget the rationalizations and left brain arguments. Step back and go higher. Drop the checklist, step away from the spreadsheet and release your mind and imagination. Let the part of you that knows speak. In so doing you will be able to point at what really matters — your heart, your mind, your humanity itself, and yes, even some things you have in common with that tiny virus which is ruining your life — even as all it wants to do is live.

Our rationales for going to space in the past were for science, for military and political power, for prestige, and for glory. Nowadays, we add profits and products to the list. While all of these are true, we go out there for so much more, and our need to explain using these goals is like the first human to paint on the wall of a cave and justifying their passion to paint in terms of increasing the quality of the hunt. Relevant, perhaps, but not core. And, again, in the end it was about so much more.

We have this dream because to be human is to have this dream. And the ability to dream, even as we struggle to feed and defend our bodies, is the reason we bother to try and stay alive. Similarly, we go to space because that is where hope lives, and where the possibility exists for us to become more than we are down here — no matter what happens to us, no matter who we have been or who we are — because that place out there is about what we can become. It is a blank canvas on which we can create the future, it is the cave wall on which we can express things far beyond and above the mean realities of our day to day survival. And the fact we even try to make something beautiful out of that nothing is exactly why we exist; it’s a drive wired deeply within us.

Tonight, go out and look at the stars. You’ve been sheltering in place too long. You need to let your soul out. Just look. Escape the now for a moment and be what is possible. It will strengthen you in that now.

As you look out at the stars, and feel that wonder and connection, you may also notice that tiny light crossing your field of view from southwest to northeast every 90 minutes.

 As a member of the space tribe you know what that speck is. You know it is a space station, and you know that in that place, there are a few men and women from different nations and cultures living and working together in the name of all of the good things we are and can become.

Then let yourself know that they are you, and you are them. Know that by them being there, you are asserting yourself as one who will not be cowed by fear. And know that by its very existence, beyond the politics and games, beyond our arguments and debates about how it got there, what it should do, what should be done with it, and what comes next, know that it is there. And we put it there. You put it there.

Our job in human society is important. Each day, with each breakthrough, each flight, each failure, each time we get back up, put the pieces together and try again, each time we of different languages and beliefs speak to one another in the common tongue of our shared dream and build this new stairway to heaven with all of our hands, we answer the question “Why space?”

Looking up at that tiny sparkling bubble flying overhead destroys the lines of borders, just as much as it does for those members of our family up there looking down at us. In times of selfishness, we can know that people who care about each other are locked in that tiny tin can who are thriving, defiantly and boldly asserting that we will triumph together. In times of fear,  you can see that tiny light in the sky and know we can take on anything, including the deepest darkness at the edge of the world, and that we will survive and thrive by working together.

Today we must survive. And just like that tiny virus that has spread around the world, it is our paramount job to live. We have this in common. We need and are driven to go to new places, find new homes and to seed ourselves so that our genes will continue to exist. But as humans, we transcend the simple need to reproduce. To live alone is not enough for us. We need meaning. We need context. We need love and life and laughter and hope and happiness and joy and significance. We need each other. Just as all of those in that little bubble up there depend on one another, so too do we. And just as the reason they are there is as the result of our highest dreams, so too can we apply those dreams down here. And also, just as they work together in the seamless unity of assuring each other’s life and safety, so too must we down here on this slightly larger bubble do the same. They are in it together out in space. We are in it together down here — and also in space.

While we must focus tightly on the needs of today, never let us drop our vision of tomorrow, for it is the call of those stars that gives the battle of life today its meaning, and offers us the true reward of our triumph. Along the way our quest will teach us how to work and live together as never before. Just as those few out there — no matter the flags on their shoulders — must live and work as one family, we will learn that even as we treasure our differences, to take on the challenge of anything larger than we are, we must become one united human family. And when you and your family are locked in a battle with the forces of death you cannot be alone, and must work as one — the same as down here.

As pioneers, you know that we cannot be cowed by the immediate challenge of today, that the test of disaster is how we pick up the pieces, how we learn, and how we work together to make sure it does not happen again — even as we reach higher than before. Today’s crisis may reveal failures of leadership, and how a lack of unity in our response to the challenge can allow the darkness to win far more than it should have. But it can also teach us a well-needed lesson on working together to prepare for and achieve things that might not seem so immediate as today’s needs, as it forces us to rise up above the borders of our differences and the smallness of our everyday lives and see beyond our current horizons, and to plan for what we cannot yet see. By rising above the Mother World, we have learned what new challenges lay ahead for us — and created the context for us to begin now to work together so that we might survive the next threats to our survival.

At a time of fear, anyone on this tiny planet can look up right now and be inspired by the universe that calls us to our higher being and, as the space station flies by, be touched by the fact that we in this human family can do great things. This is what you in this field do. You are engaged in creating the future of hope. You help draw the possible on the wall of disbelief. Thanks to you, everyone on this planet can know that whatever the threat of today is, be it a tiny virus, or not knowing where our next meal will come from, or if we will have a home tomorrow, for a moment, even in the middle of the fight for survival, even in the middle of the darkness, we can look up at the stars and have hope. Thanks to you, we have permission to dream.


Rick Tumlinson is a founding board member of the X Prize who led the commercial takeover of the Russian MIR space station. He has testified before the U.S. Congress six times, and won the World Technology Award in 2015. His company Spacefund is a VC firm investing in space startups. Follow him on Twitter: @rocketrick

Source: https://spacenews.com/op-ed-the-need-to-dream-in-darkness/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 21, 2020, 21:29
Space should fare better against coronavirus than other industries, report says
by Caleb Henry — March 19, 2020 [SN]

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2020/03/Homepage-banner-879x485.jpg)
Strong customer demand may protect, but not inoculate, the space industry against the coronavirus. Credit: SpaceNews/Robin McDowall

WASHINGTON —  The global space industry stands to fare better than other industries buffeted by the coronavirus pandemic because demand for its services are largely undiminished by the outbreak, according to a report released March 18.

Government customers in defense and emergency response have robust needs for satellite connectivity and geospatial data in times of crisis, and commercial demand for connectivity remains strong, Quilty Analytics wrote in its “Sizing COVID-19’s Impact on the Space Industry” report.

“While by no means immune from the broader economic downdraft, we nonetheless expect the Satellite & Space industry to fare somewhat better from a demand perspective than the economy-at-large,” the report said.

Space companies are already reporting varied impacts from the coronavirus pandemic.

European launch provider Arianespace paused missions from Europe’s South American spaceport following the French government’s call for limiting non-essential activities to curb the coronavirus pandemic.

OneWeb, which launched its first large batch of broadband internet satellites in February, still plans to conduct its next launch March 21 before taking a pre-planned April break. While the February launch lifted off from Europe’s now-idled Guiana Space Center, the upcoming launch will lift off from Russia’s Baikonur Cosmodrome in Kazakhstan, which had only 44 confirmed cases of COVID-19 as of March 19, according to the Johns Hopkins Coronavirus Resource Center (https://coronavirus.jhu.edu/map.html).

A United Launch Alliance Atlas 5 launch remains scheduled for March 26 from Cape Canaveral Air Force Station, Florida, because the U.S. Space Force considers the mission’s payload — the Advanced Extremely High Frequency AEHF-6 satellite — essential since it provides highly secure, nuclear-hardened communications to military forces.

German satellite and rocket hardware builder OHB said March 18 it is not revising its 2020 revenue forecast despite the outbreak thanks in part to its backlog of largely government contracts. However, in-flight connectivity provider Gogo, which uses capacity on 34 satellites, avoided issuing financial guidance this month and said it was seeking price concessions on satellite capacity leases as airlines ground flights amid travel bands.

In an interview, Chris Quilty, president of Quilty Analytics, said space firms with substantial government business are likely to fare the best during the COVID-19 pandemic, while service providers focused on aviation and maritime will be hardest hit.

Marco Caceres, a space industry analyst at Teal Group, agreed.

“This industry in my view would be not totally isolated from the crisis, but not one of the most highly affected ones, like the airlines,” Caceres told SpaceNews. “If this turns out to be a long-term crisis, then all the more demand there will be for telecommunications services.”

Quilty Analytics, in its report, wrote that the COVID-19 crisis could drive demand for residential broadband — benefiting companies like EchoStar and Viasat — and stem cord-cutting that has winnowed subscriber numbers for traditional satellite television.

Quilty Analytics expects investors may hold back on putting capital into new companies, which could cause poorly funded startups to struggle. But venture capitalists are “sitting on record levels of dry powder” that they can still use once markets stabilize, the report said.


Government support?

Quilty said the space industry may not benefit from federal stimulus packages Congress and the White House are rushing to finalize to mitigate the economic impact of the coronavirus, which has battered stocks in the space industry and at large.

U.S. Treasury Secretary Steven Mnuchin said March 19 that the government is working on a $1 trillion stimulus package that includes $200 billion in loans “to airlines and for other critical industries” impacted by the COVID-19 outbreak.

“This is an unprecedented situation where at the government’s direction, we shut down parts of the economy, and now is the time that we provide government support,” Mnuchin said in an interview on Fox Business.

Though some parts of the space industry are being affected, Quilty said it is “unlikely that the space industry would rise to that level” to receive newfound federal support.

One area the space industry is watching is any stimulus funding focused on expanding broadband connectivity.

FCC Commissioner Geoffrey Starks advocated for a “connectivity stimulus (https://www.nytimes.com/2020/03/19/opinion/internet-broadband-coronavirus.html)” in a March 19 New York Times Op-Ed. Starks also called on U.S. broadband providers to keep Americans connected, including those needing low-cost options, while people telework and spend more time at home to limit their risk of catching and spreading the coronavirus.

Three members of the Satellite Industry Association — AT&T, EchoStar and Hughes — agreed to participate in the FCC’s Keep Americans Connected initiative. Under the pledge announced March 13, U.S. telecommunications providers agreed to waive late fees and defer service terminations for financially challenged customers through May 12.

Tom Stroup, president of the Satellite Industry Association, said that the trade organization is not lobbying for a part of the stimulus package Mnuchin described, but is watching for other coronavirus-related programs that may be related to connectivity.

“If there’s going to be an infrastructure package, we have recommended that it include broadband and that it be technology neutral,” Stroup said.


Source: https://spacenews.com/space-may-fare-better-against-coronavirus-than-other-industries-report-says/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 22, 2020, 13:06
Q&A: A Harvard Expert on Environment and Health Discusses Possible Ties Between COVID and Climate [Inside Climate News]
BY NEELA BANERJEE  MAR 12, 2020

Air pollution makes people more vulnerable to respiratory infections; climate change brings people in closer contact with animals that can spread disease.

(https://insideclimatenews.org/sites/default/files/styles/icn_full_wrap_wide/public/article_images/aaron-bernstein-1000_kris-snibbe-harvard-university.jpg?itok=xmIQR83e)
Dr. Aaron Bernstein has witnessed firsthand how climate change and public health are intertwined. Credit: Kris Snibbe/Harvard University

Doctors and public health researchers are getting an increasingly accurate and nuanced picture (https://www.lancetcountdown.org/2019-report/) of the many ways climate change damages human health.

Now, questions have arisen about whether climate change contributed to the outbreak of COVID-19, whose spread the World Health Organization declared a pandemic on Wednesday. For example, did habitat loss, driven in part by climate change, make it easier for pathogens to spread among wildlife and for the virus to jump to humans? Does air pollution, mainly from the burning of fossil fuels, make some people more vulnerable to contracting the illness?

We spoke to Dr. Aaron Bernstein (https://www.hsph.harvard.edu/c-change/team/aaron-bernstein/), a pediatrician and Interim Director of The Center for Climate, Health, and the Global Environment at Harvard's T.H. Chan School of Public Health (Harvard C-CHANGE), who has seen firsthand how climate change can harm children, mostly through the burning of fossil fuels. We asked him about the ways that climate change might have played a role in the emergence of COVID-19, about any parallels between "virus denial" and climate denial and about how to prepare for the inevitable next pandemic. A lightly-edited version of our conversation follows.


A connection between COVID-19 and climate change doesn't seem obvious at first glance, at least to lay people, so could you explain the links that you see?

I think the strongest links I see are actually related, first of all, to air pollution, and fossil fuels as a source of air pollution, and fossil fuels, of course, are the major cause of climate change. The other connections I see are that the way we think about the environment as it pertains to health has gotten us into a rut with the emergence of infections like COVID and climate change.

Let me explain a little bit more of what I mean by that. You look at climate change, we have transformed the nature of the Earth. We have fundamentally changed the composition of the atmosphere, and as such, we shouldn't be surprised that that affects our health. We have, as a species, grown up in partnership with the planet and life we live with. So, when we change the rules of the game, we shouldn't expect that it wouldn't affect our health, for better or worse. That's true of the climate. And the same principle holds for the emergence of infections.

If you look at the emerging infectious diseases that have moved into people from animals or other sources over the last several decades, the vast majority of those are coming from animals. And the majority of those are coming from wild animals. We have transformed life on Earth. We are having a massive effect on how the relationships between all life on Earth operate and also with ourselves. We shouldn't be surprised that these emerging diseases pop up.

The principle is that we're really changing how we relate to other species on Earth and that matters to our risk for infections.


I'd like to drill down into the two points that you made. So let's start with species and climate change. There are a lot of things that lead to habitat loss for species and bring them into closer proximity to human communities. Bulldozing a jungle can do that. But how does climate change play a role in decreasing the distance between wildlife and people?

To be clear, we don't know with COVID, what role if any the climate effects that we're already seeing in species around the world may have had on the risk of this disease emerging. We know clearly that it had to do with a market in which animals were commingled, the bats and, potentially, pangolins. But it's not clear, for instance, whether bat migration patterns, which have been influenced by climate, have played a role.

But we have other examples. We see this extraordinary migration to the poles. We're watching all kinds of life forms run away from the heat, and that has led to the spread of pathogens, because animals that carry pathogens came in contact with other animals that didn't carry those pathogens and there was transmission. The constraints upon animal migration because of habitat loss may force animals into closer proximity. The bottom line here is that if you wanted to prevent the spread of pathogens, the emergence of pathogens, as we see not just with people and COVID, but as well with wildlife, you wouldn't transform the climate. Because that forces species to come into contact with other species that may be vulnerable to infections. There are lots of forces, and habitat loss is a major contributor to it.


I want to go back to the original thing you said when I asked you to tease out these links to climate, and that is about air pollution from fossil fuels, and how that affects human vulnerability to a respiratory ailment like COVID-19 (https://insideclimatenews.org/news/03032020/air-pollution-shortens-life-expectency-fossil-fuel). Could you talk a little about that?

I should be clear it's not just fossil fuels. Burning anything, so it could be indoor pollution from cook stoves. It could be burning agricultural waste. It could be burning wood. It could be wildfire. Air pollution is strongly associated with people's risk of getting pneumonia and getting sicker when they do get pneumonia. We don't really have much in the way of evidence to show that connection with the COVID epidemics.

Given what we know now, it would be very surprising to find that air pollution didn't affect the risk of people either getting the disease or getting sicker when they do get the disease.


Why is that?

We have lots of research that shows (https://insideclimatenews.org/news/27112019/fossil-fuel-air-pollution-hospital-increase-underlying-kidney-skin-blood-illness) that air pollution, particularly particulate matter air pollution, increases the risk of people getting sick with bacterial and viral pathogens that cause pneumonia, and that people who are exposed to more air pollution get sicker when they get exposed to those kinds of pathogens.

There seems to be a pushback in some quarters about the severity of the virus and its spread. And that reminds me of climate denial. I hear the echoes, and I was wondering if you hear those echoes, too, between that push back and climate denial? And what are those echoes, if you do hear them?

It's hard to know. I've certainly heard officials downplay the risks of infection in the face of people who, I'd argue, have stronger scientific credentials and are raising more concerns. It's hard to know where that lack of concern comes from. But it is certainly the case that the absence of science in discussing or trying to understand what's going on is really unhelpful. We have scientists who've made their lives trying to understand what happens when you have populations that are exposed to diseases like COVID, and it would seem to me that we as a society would greatly benefit from listening to them rather than politicians.

I'd encourage anyone to pick up on the Twitter feeds of the scientists who have spent decades researching these problems, and see what they're saying. Ask yourself, if you were really sick, would you go to a politician, or would you go see a doctor?


When there is this kind of push back or minimizing of the threat of this virus, what could the public health consequences be?

I don't know that, given the public discourse I've seen. that there are many people who are blowing this off. I don't get the impression that there is anyone in our society, with the exception of certain politicians, who is looking at this and saying this is not an "all systems go" situation.

I just saw an Op-Ed that said if we want science on demand, if we want a robust response to a pandemic, we have to have the systems in place to do that. As you look at this, what do we need in terms of research and preparation if we want a better response next time to a pandemic? Things that we don't have now, for example?

I think that at a very high level, the amount of funding that has gone into the public health infrastructure in the United States (https://www.washingtonpost.com/gdpr-consent/?next_url=https%3a%2f%2fwww.washingtonpost.com%2fnews%2fto-your-health%2fwp%2f2018%2f02%2f01%2fcdc-to-cut-by-80-percent-efforts-to-prevent-global-disease-outbreak%2f) in recent years has been wildly disproportionate to the need. And so we shouldn't expect to be ready for problems like this if we don't in fact support public health financially. We're in a position of playing catch up because we've underfunded the public health infrastructure that would be necessary to appropriately respond to this.

How certain are you that there could be a next time, a next pandemic, and that climate change could play a role in that, to bring it all full circle?

The likelihood is high that this will happen. This has happened through human history but the data we have shows that the pace is accelerating. That's not terribly surprising. We're living in highly dense urban places. Air travel is much more prevalent than it used to be. And climate is a part of what is fundamentally reshaping our relationship with the natural world.

We are concerned, for instance, that the trees of New England are changing, turning over rapidly, and the new forests taking over New England may in fact be more fire-prone.  Wildfires, which destroy forests and habitat, can lead to human-animal interfaces that wouldn't have happened. Because when animals lose their homes they're going to go somewhere else. Climate change is a destabilizing force when it comes to the spread of infection through several potential pathways.

If you wanted to do something to prevent disease emergence, first of all we need to seriously reconsider how we do business with the biosphere. We can't simply pretend that we can extract things and put species in assortments that they've never been in before, and hope that somehow doesn't lead to disease emergence. And another good thing to do would be to prevent climate change because it changes how we relate to other species.


Neela Banerjee is a Washington-based reporter for InsideClimate News. She led the investigation into Exxon's early climate research, which was a finalist for the 2016 Pulitzer Prize for Public Service reporting and the recipient of nearly a dozen other journalism awards. Before joining ICN, she spent four years as the energy and environmental reporter for the Los Angeles Times' Washington bureau. Banerjee covered global energy, the Iraq War and other issues with The New York Times. She also served as a Moscow correspondent with The Wall Street Journal. Banerjee grew up in southeast Louisiana and graduated from Yale University.

Source: https://insideclimatenews.org/news/11032020/coronavirus-harvard-doctor-climate-change-public-health
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 23, 2020, 17:42
Covid-19 w Polsce: co nam zagraża, a co sprzyja? Zwięzły raport z pola bitwy (i trochę rad praktycznych)
Stefan Karczmarewicz 21.03.2020 sobota [Polityka. Blog]

Dwie kwestie, raczej bezdyskusyjne, stanowią kontekst dla poniższych odpowiedzi na zawarte w tytule pytania. Po pierwsze, głównym problemem Covid-19 nie jest śmiertelność, lecz zakaźność. Po drugie, to właśnie ona prowadzi do załamania się systemu opieki zdrowotnej i wtórnego przyrostu zgonów, również z przyczyn pozainfekcyjnych.

Co nam zagraża?

1. Niedobór personelu medycznego. Jego trzy podstawowe przyczyny są bardzo proste. Po pierwsze: zakażenia. Wydają się na szczęście relatywnie rzadkie, ale nie musi to być prawdą. Specyficzna polityka testowania stosowana przez państwo może istotnie zaniżać rzeczywistą liczbę przypadków (niżej trochę więcej o tym). Poza tym niewątpliwie będą narastać wraz z rozprzestrzenianiem się epidemii.

Po drugie: niepotrzebne kwarantanny personelu, czyli takie, które najczęściej są wynikiem ludzkiej bezmyślności, a czasami złej organizacji pracy. Zazwyczaj mechanizm jest taki, że ktoś „zapomina” o jednoznacznych apelach, powtarzanych ze wszystkich stron, w różnych formach i we wszystkich mediach. Ich wymowa jest jednoznaczna. Jeżeli jesteś osobą z kontaktu epidemicznego, nie dzwoń po zwykłą karetkę ani nie przychodź do izby przyjęć czy SOR. Ani do poradni POZ. Skontaktuj się z sanepidem albo szpitalem zakaźnym.

Negatywny efekt ignorowania tych apeli jest podwójny. Znaczna liczba personelu medycznego, np. całe załogi ambulansów, całe obsady oddziałów czy przychodni, musi być poddana kwarantannie przez przynajmniej siedem dni. To uszczupla i tak już niedostateczne siły. A poza wyspecjalizowanymi ośrodkami bardzo odczuwalny jest brak środków ochrony indywidualnej. Ryzyko, że ktoś z personelu naprawdę się zakazi, jest w takich niewyspecjalizowanych placówkach znacznie wyższe niż na oddziałach zakaźnych. To z kolei oznacza, że wyszkolona, fachowa osoba (albo jeszcze gorzej: zespół) wypada z systemu na co najmniej miesiąc, jeżeli przebieg jest w miarę niepowikłany. Oczywiście znaczna część przypadków Covid-19 przebiega bezobjawowo, ale to nie jest żadne pocieszenie. Bezobjawowy personel po takim głupio niepotrzebnym kontakcie będzie zakażał. Współpracowników, pacjentów… Świetne przykłady mieliśmy ostatnio w kilku ważnych szpitalach.

Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że jesteśmy w szczycie zachorowań na grypę i infekcje grypopodobne. Jest niezwykle ważne, by telefonując po poradę lub pomoc, nie zapomnieć o drobnym szczególe, jak (potwierdzona albo podejrzewana) infekcja koronawirusem w najbliższym otoczeniu czy niedawny powrót z kraju, gdzie epidemia jest już bardzo zaawansowana.

Stąd prowadzona przez personel medyczny bardzo ważna internetowa akcja #NieKłamMedyka, mająca na celu uświadomienie jak najszerszym rzeszom społeczeństwa zasad prawidłowego postępowania podczas epidemii i skutków ich łamania.

Coraz więcej szpitali wprowadza systemy minimalizacji skutków zakażeń większych grup personelu poprzez wprowadzenie grupowej pracy zmianowej. Najbardziej podoba mi się rozwiązanie stosowane w szpitalu na Vinohradach w czeskiej Pradze. Podzielono obsadę oddziałów na trzy równoważne grupy, pracujące co trzeci dzień każda i niemające ze sobą fizycznego kontaktu. Nie wiem, czy któryś z polskich szpitali stosuje taki wariant. Słyszałem raczej o podziale na dwie podgrupy pracujące naprzemiennie – co drugi tydzień.

Po trzecie – konieczność opieki nad dziećmi. Bardzo ważny czynnik powodujący istotny spadek liczebności zespołów medycznych, a przy tym jedno z najbardziej jaskrawych niedopatrzeń władzy. Bo przecież było do przewidzenia: jeżeli zamyka się przedszkola i szkoły, to ktoś musi się tymi dziećmi zająć. W efekcie pielęgniarki, ratownicy, wysoce wyspecjalizowani lekarze siedzą w domach w pełni zdrowia i nie na kwarantannie. Dlatego, że osoby odpowiedzialne za rozwiązania systemowe podjęły decyzję, ale nie zechciały przewidzieć jej następstw, łatwych przecież do przewidzenia. Czy łatwych do zaradzenia? To już inna sprawa. Problem nie wydaje się wcale taki łatwy do rozwiązania. Tyle że nie mogę się oprzeć wrażeniu, że u nas nikt nie próbował.

Mamy więc paradoksalną sytuację: z jednej strony deleguje się ukazem wojewodów lekarzy do innych szpitali, żeby zapełnić braki kadrowe. Z drugiej – przystaje się na to, żeby pewną liczbę lekarzy, ratowników i pielęgniarek tak po prostu wyłączyć z systemu, gdy są bardzo potrzebni. Wiemy już bowiem doskonale na podstawie danych z innych krajów, że takie absencje nasilają straty „poboczne”, o których za chwilę.

B. Niedostateczna ochrona personelu medycznego przed zakażeniami. Problem ma dwa wymiary – ilościowy i jakościowy. Ilościowy jest prosty: nie ma środków ochrony indywidualnej dla personelu. Albo jest ich zbyt mało. Czyli nie ma. Relacja lekarki: kiedy wczoraj zaczynaliśmy dyżur, to maseczek było mniej niż dyżurujących.

Oczywiście, minister Szumowski na konferencjach prasowych powiewa sztandarami troski i sukcesu, ale jest w tym mała manipulacja. Jeżeli możecie Państwo odsłuchać jego wypowiedzi ponownie, to okaże się, że obfitość środków ochronnych dotyczy wyłącznie tzw. jednoimiennych szpitali zakaźnych, co też nie jest prawdą. Zdarzyło się bowiem, że jeden z takich szpitali został otwarty (czyli mógł przyjmować chorych z Covid-19), gdy środki ochronne były dopiero „w drodze”, co jest pojęciem niezwykle pojemnym. Jeszcze gorzej jest w placówkach niespecjalizujących się w chorobach zakaźnych. Stąd popularne na forach medycznych w internecie instrukcje samodzielnego wykonania maseczki i/lub przyłbicy. Sklepy z kombinezonami, przeznaczonymi np. dla lakierni, zostały ogołocone z towaru.

Zresztą kombinezony dla medycyny, wysyłane oficjalnie do placówek, wcale nie muszą być idealne. Można znaleźć w sieci fotografie naszych pielęgniarek ubranych w takie kombinezony, zdecydowanie niedopasowane. Pracować się w nich nie da. Ktoś wysunął hipotezę, że mają służyć promowaniu pracy zespołowej, bo do jednego można bez większego trudu zmieścić dwie pielęgniarki… „I straszno, i śmieszno”…

Z maseczkami wiąże się jeszcze jedna zabawna historyjka. Chińczycy, kiedy trochę się już pozbierali, przestawili różne fabryki na produkcję masek chirurgicznych. Zrobili to w rekordowo krótkim czasie, osiągając niesłychane moce produkcyjne. Wiedzą o tym wszyscy, którzy śledzą temat.  Zaproponowali te maseczki różnym krajom znajdującym się w epidemicznej potrzebie, również nam.

Tymczasem niejaki Adrian chwalił się na konferencji prasowej (obwieszczał też wtedy, że z epidemią radzimy sobie zupełnie sami), że załatwi maski w Chinach. Powoływał się na swoje kontakty z tamtejszym prezydentem czy premierem. A nie mógł po prostu poprosić kogoś, żeby wysłał zamówienie?

Zapomnijmy o specyficznym poczuciu humoru tego pana i jego świty. Adrian z nimi. Gorzej, że brak środków ochrony indywidualnej jest kolejnym czynnikiem istotnie przyczyniającym się do spadku liczebności czynnego personelu medycznego – z potencjalnie dramatycznymi następstwami tego zaniedbania.

Dodatkowym smaczkiem jest wiadomość, że miłosierny Caritas pospieszył z zaopatrzeniem w indywidualne środki ochrony. Dla szpitalnych kapelanów. Personelem medycznym nie zawracali sobie głowy.

Aha, i jeszcze jedno. Wiele wskazuje, że zaopatrzenie policji w maski jest dalece niedostateczne. Jeżeli to prawda – możemy mieć kolejny „poboczny”, ale dotkliwy kłopot.

C. Niedobór testów. Koncepcja WHO jest jednoznaczna: testy, testy testy (to dosłowne tłumaczenie wypowiedzi dyrektora WHO!). Przypomnę, że na czas epidemii WHO przestała być w oczach naszej władzy grupą podejrzanych zboczeńców, a stała się źródłem wiedzy. Należałoby zatem spodziewać się gorliwego zastosowania do jej opinii. Zwłaszcza że na podstawie różnych danych można stwierdzić, że zwiększenie agresywności testów pomaga opanować szerzenie się  epidemii. Logiczne: wychwytujemy i odizolowujemy więcej bezobjawowych nosicieli (którzy w tym aspekcie są o tyle niebezpieczni, że funkcjonują normalnie w społeczeństwie). W ten sposób przerywamy łańcuch potencjalnego dalszego zakażania.

Przykład wiceministra Wosia wskazuje jasno, że jeden taki bezobjawowy zakażony może mieć niezłą skuteczność w rozsiewaniu wirusa. Potrzebę intensywnego testowania podkreśla się w wielu publikacjach i zaleceniach, m.in. w chińskim opracowaniu powstałym na bazie tamtejszych dramatycznych doświadczeń.

Tymczasem ekipa pod wodzą Szumowskiego i Mateuszka-kłamczuszka najwyraźniej w tej kwestii przedkłada sukces wizerunkowy nad medycznym. Sprawa jest bowiem politycznie wrażliwa. Testy to temat delikatny i nawet zdeklarowany elektorat Pychy i Szmalu może przyjąć bez należytego zrozumienia fakt ich braku. Dlatego polityka informacyjna Szumowskiego i jego przybocznych jest prosta: testów jest tyle, ile trzeba, a nie ma ich więcej, bo nie trzeba. Coś takiego „ciemny lud” (jak określił obywateli jeden łachudra) może kupić i zapewne kupuje. Zwłaszcza że pan minister charyzmatyczny medialnie jest.

Druga część tej polityki oszczędnego testowania polega na braku wsparcia dla sanepidu, który stał się instytucją kluczową. Do jego oddziałów nie można się dodzwonić prawdopodobnie dlatego, że pracownicy są przeciążeni. To efekt ilościowy. Kiedy już ktoś się dodzwoni (a mam wyłącznie relacje telefonujących tam lekarzy), to uzyskuje odpowiedzi zdumiewająco niekompetentne. To efekt jakościowy – brak wsparcia merytorycznego dla pracowników, a być może również odpowiedniego przeszkolenia. W efekcie niepokojąco wiele osób, które powinny być poddane testom, pozostaje bez diagnostyki. Jak już w wspominałem – to epidemicznie niebezpieczna sytuacja.

Skutki praktyczne są bardzo proste. Robimy bardzo mało testów w porównaniu do innych krajów (dane można bez trudu znaleźć w internecie). Nie wychwytujemy bezobjawowych nosicieli ani osób, które mają typowe, łagodne objawy infekcji układu oddechowego, ale są nosicielami wirusa.

Skutki są dwojakie. Pierwszy – oczywisty. Lawinowo narastająca liczba zakażeń. Tym większa, im społeczeństwo jest mniej skłonne poddać się restrykcjom związanym z epidemią. Widać to świetnie we Włoszech i w Hiszpanii, ale my jesteśmy na prostej drodze do powtórki. Pokazują to opublikowane wczoraj wyniki analiz, których autorem jest pracujący dla „Financial Times” John Burn-Murdoch (https://twitter.com/jburnmurdoch). Podążamy śladem tej samej trajektorii rozwoju epidemii.

Drugi skutek to zakażenia i niepotrzebne kontakty (wymagające kwarantanny) personelu medycznego, uszczuplające i tak już niedostatecznie liczne fachowe zasoby ludzkie. Z oczywistymi następstwami. Bardzo podobają mi się internetowe akcje typu: „Jeżeli nie chcesz, żeby twoje zapalenie płuc leczył ortopeda, a twój respirator obsługiwał okulista – siedź na tyłku w domu!”. Może mało eleganckie, ale z pewnością prawdziwe i łatwo zrozumiałe.

Jest jeszcze jeden skutek niedostatecznego testowania – statystyczny. Pokazując mniejszą liczbę stwierdzonych zakażeń, władza prezentuje swoją skuteczność. Ale to proste działanie ma kłopotliwą stronę. Do określenia liczby zgonów podczas epidemii, a przez to sprawdzenia, jak groźna ona jest i na ile skutecznie leczymy chorych, stosujemy tzw. case fatality, czyli liczbę zmarłych na skutek badanej choroby podzieloną przez liczbę zakażonych. Jeżeli zmniejszamy znaną liczbę zakażonych (czyli mianownik ułamka), to case fatality rośnie. Niedobrze, myśli zapewne facecik z kotem, miał być sukces. W związku z tym zaczyna się kreatywna statystyka medyczna, czyli takie kodowanie przyczyn zgonów, żeby tam, gdzie można, nie określać Covid-19 jako głównej przyczyny. Czyli żeby zmalał również licznik ułamka. I znowu są powody do mruczenia.

D. Nierespektowanie zasad izolacji. Tu znowu mamy dwa aspekty – obywatelski i polityczny. Pierwszy jest bardzo prosty. Tłumy w hipermarketach. Składające się głównie z osób należących do grup statystycznie podwyższonego ryzyka. Pikniki „na łonie natury”, amatorskie mecze piłkarskie, grupowe piweńko nad Wisłą. Itd.

Oczywiście, brak wyobraźni można łatwiej usprawiedliwić, gdy uświadomimy sobie skalę zjawiska, którą wiele osób może uznać za zaniedbywalną. Pięć zgonów? Toż więcej ludzi ginie czasem w jednym wypadku samochodowym… O co ten krzyk? Mało jest przekazów uświadamiających proste, dosadne prawdy: że we Włoszech krematoria właśnie nie nadążają ze spopielaniem zwłok ofiar Covid-19, więc trzeba je wywozić wojskowymi ciężarówkami do innych miast. A my w przebiegu naszej epidemii jesteśmy tam, gdzie Włochy były trzy tygodnie temu. Takie informacje powinny być rozpowszechniane tak intensywnie, jak to tylko możliwe.

Na razie jednak nie jest pod względem dyscypliny społecznej najgorzej. Gorączka zakupów chyba trochę osłabła. Terenowe życie towarzyskie pokrzyżowała pogoda. Wszystko to nie zmienia faktu, że działania społeczno-edukacyjne powinny być prowadzone jak najszerzej i jak najintensywniej. Powinni prowadzić je nie tylko profesjonaliści medyczni, artyści i celebryci, ale również – a może przede wszystkim – politycy, szczególnie partii rządzącej.

No właśnie. W ten sposób dotarliśmy do bardzo kłopotliwego punktu. Jak uwierzyć facetowi, który mówi: „zostańcie w domu”, a potem jedzie z gospodarską wicie-rozumicie wizytą do szpitala albo gdziekolwiek indziej? Albo innemu, który mówi to samo, ale zachęca do tłumnego udziału w nabożeństwach? Albo jeszcze innemu, który nie widzi problemu w przeprowadzeniu wyborów podczas epidemii? Co to znaczy? Że ta epidemia to ściema jakaś jest! Że to tylko dla „miętkich frajerów” (jak mawiano w starej Warszawie). Więc chodźmy na piwo nad Wisłę – powie Elektorat.

Bo, szczerze mówiąc, nie martwi mnie specjalnie, jeżeli Jędruś Rozpylacz jeździ po Polsce i rozpyla wirusa wśród swoich. Albo robi to samo niejaki Woś. Takie są prawa tego towarzystwa: za Jego Miłomściwością do ostatniego tchu (nawet gdyby miał nadejść szybciej, niż się obawiamy)!  Martwią mnie natomiast losy niczemu niewinnych ludzi z kolejnych kaskad kontaktów. Ale one nikogo w ekipie Pychy i Szmalu zbytnio nie obchodzą.

E. Zgony „poboczne”. To skutek, a nie czynnik przyczynowy, ale zdecydowanie zbyt często pomijany w analizach i dyskusjach. Ubytek personelu medycznego prowadzi do wzrostu zgonów na inne niż Covid-19 choroby. Wiemy o tym z włoskich doświadczeń, ale systematycznego opracowania danych jeszcze oficjalnie nie mamy. Wiadomo tylko, że ludzie umierali w domach z powodu zawałów i udarów mózgu (i zapewne z różnych innych przyczyn), bo nie miał kto się nimi zająć.

Systematyczna analiza porównania śmiertelności i umieralności na choroby niezakaźne podczas epidemii w porównaniu do okresu przed jej wystąpieniem pokaże nam, na ile owe „poboczne” zgony przyczyniły się do bilansu ofiar. Niektórzy twierdzą, że będzie to komponenta bardzo zauważalna. Jednak zanim zaczniemy liczyć, warto uświadomić obywatelom, że nie przestrzegając zaleceń izolacji, zwiększają ryzyko, że nie przeżyją zapalenia wyrostka robaczkowego albo skutków wypadku drogowego. Bo ambulans będzie zajęty Covid-19, a chirurg – oddelegowany do szpitala zakaźnego.


Co nam sprzyja?

Tu lista jest, jak to w życiu, znacznie krótsza. Ale czynniki mniej liczne też mają swoją siłę.

1. Wspaniałe postawy społeczne. Są naszą największą nadzieją. Bardzo wiele osób zachowuje się odpowiedzialnie, co widać chociażby po opustoszałych ulicach. Ci, którzy mogą, pięknie wspierają przeciążony pracą i pozbawiony środków ochrony indywidualnej personel medyczny, jak mogą. Niektórzy kupują lub wręcz wytwarzają sami środki ochrony. Inni po prostu dokarmiają i dopajają medyków. Chociaż te ostatnie działania napotykają na opór funkcjonariuszy Pychy i Szmalu. Wicestarosta puławski Leszek Gorgol uznał dożywianie medyków pierogami za akt korupcji i „ruską prowokację” zarazem, a także zapowiedział kontrakcję. Panu wicestaroście należy życzyć tężyzny fizycznej, bo w myśleniu raczej szczęścia już chyba nie odzyska.

Wróćmy jednak do gestów wspaniałych. Ci, którzy mają większe możliwości finansowe, oferują pomoc skierowaną do całego systemu. Fundacja WOŚP kupiła specjalistyczne łóżka. Czyli Orkiestra jak zawsze niezawodna! Z wdzięcznością i szacunkiem powinniśmy myśleć także o tych,  którzy wsparli system żywym pieniądzem.

Pomoc obywatelska skierowana jest nie tylko do personelu medycznego, ale również do tych, którzy jej potrzebują z racji wieku lub stanu zdrowia. To fantastyczne inicjatywy dające osobom z grup najwyższego ryzyka szansę na bezpieczne przetrwanie.

2. Pogoda. Tak, chłodny marzec jest naszą szansą, a i chłodny kwiecień byłby nie najgorszy. Albo przynajmniej deszczowy. Taka pogoda zniechęca do grillowania, piknikowania i innych tego rodzaju aktywności, będących w obecnej sytuacji potencjalnie śmiercionośnymi idiotyzmami. We Włoszech trzy tygodnie temu było sporo cieplej niż u nas. Być może paskudna pogoda będzie bezpiecznikiem dla tych, którzy nie zechcą zrozumieć zagrożenia.


Podsumowanie

- Na tym etapie rządzący robią wiele, żeby za rok było nas o jakiś milion mniej. Wyraźnie przedkładają utrzymanie władzy nad bezpieczeństwo obywateli. W tym swoich wyborców.

- Niestety, pewna część społeczeństwa nie rozumie skali problemu, co również może przyczynić się do zwiększenia strat.

- Ciężka praca personelu medycznego, fantastyczna postawa obywatelska bardzo wielu osób oraz kiepska, wczesnowiosenna pogoda są naszymi szansami.

PS Żeby nie było tak minorowo: zalecenia medyczne ułatwiające przetrwanie epidemii. Część z nich pochodzi z Chin, a część z wywiadu, jaki dr Wojciech Glac, neurobiolog, udzielił redaktor Czupryn z „Polska The Times” (bardzo polecam przeczytanie całości).

Zalecenia chińskie:

- Testy

- Izolacja

- Odżywiaj się dobrze, pilnuj witamin

- Wysypiaj się

- Wietrz mieszkanie

- Spaceruj możliwie codziennie, ale unikaj skupisk ludzi – albo przynajmniej ćwicz w domu

Zalecenia dr. Glaca:

- działajmy tak, żeby czuć się bezpiecznie i komfortowo

- odżywiamy się zdrowo, ale i smacznie

- szukajmy zajęć, które sprawiają nam przyjemność

- wszystkie te działania poprzez stymulację wydzielania serotoniny zwiększą naszą „wydolność immunologiczną” w trudnej sytuacji.  Czyli sprawią, że nasze limfocyty spuszczą manto wirusowi (przepraszam wszystkich, którzy uznają takie ujęcie sprawy za nadmierne uproszczenie).


Źródło: https://lekarski.blog.polityka.pl/2020/03/21/covid-19-w-polsce-co-nam-zagraza-a-co-sprzyja-zwiezly-raport-z-pola-bitwy-i-troche-rad-praktycznych-na-koniec/?nocheck=1
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 23, 2020, 18:34
Prof. Barbara Piontek: kryzys związany z koronawirusem może przewartościować gospodarkę
21.03.2020  autor: Marek Błoński [PAP]

(http://naukawpolsce.pap.pl/sites/default/files/styles/strona_glowna_slider_750x420/public/202003/35655203_35620236.jpg?itok=mLfrLMVB)
Fot. Adobe Stock

Obecny kryzys związany z pandemią koronawirusa może przewartościować globalną gospodarkę i na nowo zdefiniować strategiczne priorytety, wpływając także na model konsumpcji i rynek pracy – ocenia profesor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej Barbara Piontek.

Wyspecjalizowana w dziedzinie zarządzania i doradztwa strategicznego profesor, która jest także analitykiem rynkowym i zastępcą prezesa Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, oceniła w piątkowej rozmowie z PAP, że spowodowane pandemią załamanie gospodarczego łańcucha dostaw, w przyszłości może skłonić rządy i korporacje do budowy „nowego ładu gospodarczego”, który lepiej zabezpieczy strategiczne interesy państw.

„Przez dłuższy czas po kryzysie świat nie będzie taki sam jak przedtem, ponieważ zostało zachwiane bezpieczeństwo strategiczne w wielkiej – w związku z globalizacją gospodarki – skali. Można spodziewać się, że kierunkiem działania państw po kryzysie będzie wyznaczanie nowych priorytetów i pól strategicznych, które zabezpieczą łańcuchy dostaw w przypadku kolejnego zachwiania, a także zagwarantują bezpieczeństwo strategiczne” – powiedziała prof. Piontek.

Jednym z kierunków budowania „nowego gospodarczego ładu” może być – szczególnie w krajach, które obecnie odstają w tym zakresie od światowej czołówki – wzmocnienie automatyzacji i robotyzacji gospodarki, co stopniowo zbuduje także nowy ład w strukturze zatrudnienia.

„Ten kierunek może przynieść gospodarce korzyści, jednak wśród kluczowych pytań jest to, jaki będzie sposób dystrybucji tych korzyści w społeczeństwie. Może to prowadzić np. do zmniejszenia wymiaru czasu pracy, w tym liczby dni roboczych w tygodniu, upowszechnienia pracy zdalnej. Ale wymaga to również takiego mechanizmu opodatkowania, który wprowadzi te korzyści w system zabezpieczeń społecznych w celu wsparcia obszarów, których nie możemy i nie chcemy automatyzować” – wyjaśniła profesor.

Jej zdaniem, dzisiejszy kryzys może też prowadzić do szerszych wniosków dotyczących modelu konsumpcji, w odniesieniu do stanu środowiska naturalnego. Obecne ograniczenie produkcji i konsumpcji zauważalnie poprawia bowiem stan środowiska, poprzez zmniejszenie emisji zanieczyszczeń.

„Warto uwzględnić ten element w budowaniu +zielonego ładu+, starając się zarówno ograniczać konsumpcję, jak i uczynić ją wysokojakościową. Powstaje pytanie, czy po kryzysie globalna konsumpcja powróci na dawne tory – będzie na dużą skalę, tania i marna jakościowo, czy w poszukiwaniu nowych rozwiązań jakościowych zmieni się model konsumpcji, wchodząc na znacznie wyższy poziom, gwarantując też bezpieczeństwo środowiskowe” – mówiła prof. Piontek.

To z kolei – jak tłumaczyła - będzie miało wpływ na kształtowanie podaży i popytu – niewiadomą jest obecnie poziom i struktura popytu, który w efekcie kryzysu może zmienić swój charakter. „W konsekwencji cała gospodarka może zmienić się jakościowo” – oceniła wiceprezes KSSE.

Nie ma obecnie pewności – zdaniem ekspertki – w jakim kierunku pójdzie sytuacja na rynku pracy. Zaostrzenie rygorów i dłuższe zamknięcie granic może np. wpłynąć na poziom zatrudnienia w Polsce obywateli Ukrainy, którzy są dziś ważnym uzupełnieniem krajowego rynku pracy. Wiele zależy od tego, jak długo potrwa globalny kryzys spowodowany pandemią koronawirusa.

Wiceszefowa Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej przyznała, że również działający w strefie inwestorzy mogą w efekcie kryzysu przewartościować swoje biznesy, czego symptomy widać np. w branży motoryzacyjnej, będącej filarem KSSE. Czasowe zawieszenie produkcji w większości europejskich fabryk produkujących samochody wymusza podobne decyzje u ich dostawców, z których część działa w katowickiej strefie.

„Jeżeli nastąpi poważne zahamowanie produkcji, niewątpliwie może się zdarzyć, że pewne punkty naszych dużych inwestorów zagranicznych będą wygaszane. Ale musimy też pamiętać, że to nie są decyzje wewnętrzne, krajowe, ale korporacyjne, podejmowane w macierzystych krajach inwestorów” – powiedziała wiceprezes.

Należy też – jak wskazała – brać pod uwagę ryzyko, że chcąc ratować swoje gospodarki, już po kryzysie, zagraniczni inwestorzy będą koncentrować produkcję w swoich krajach i w planach inwestycyjnych nie będą uwzględniali Polski, skupiając się na pobudzaniu rozwoju u siebie. „Jesteśmy uzależnieni od decyzji podejmowanych w krajach macierzystych inwestorów, niezależnie od tego, jak dobrze im się prowadzi biznes w Polsce” – powiedziała prof. Barbara Piontek.

Powodem do zmartwienia – jak oceniła – może być także przyszła sytuacja działających w strefie małych i średnich firm. „Może nastąpić mniejsza skłonność do ryzyka, co potęguje potrzebę stworzenia dla nich swoistej poduszki bezpieczeństwa” – podkreśliła wiceprezes, wskazując w tym kontekście m.in. na działania wspierające firmy i pracowników, ogłoszone w ostatnich dniach przez rząd.

„Następstwa pandemii koronawirusa dotkną wszystkich. Zarówno przedsiębiorstwa, jak i instytucje, będą musiały przewartościować swoje priorytety - postawić sobie nowe, poprawnie zdefiniowane cele i odpowiedzieć sobie na pytanie, jak działać, by zabezpieczyć strategiczne bezpieczeństwo, a jednocześnie służyć rozwojowi, wzrostowi i ludziom” – podsumowała prof. Barbara Piontek.(PAP)


Źródło: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81310%2Cprof-barbara-piontek-kryzys-zwiazany-z-koronawirusem-moze-przewartosciowac
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 25, 2020, 21:09
Nowy reżim pandemiczny
Edwin Bendyk 25.03.2020 środa [Polityka Blog]

Reżim epidemiczny zaostrza się, choć władza przekonuje że nie dzieje się nic takiego, co by nakazywało wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. Poza tym, że stan taki de facto obowiązuje na mocy nie do końca jasnej legitymacji prawnej. To niebezpieczny moment – zarówno dla zdrowia obywateli, jak i systemu politycznego.

W aktualnej „Polityce” opisuję Wielkie Pandemie, które zmieniły trwale bieg świata. Pierwsza to Plaga Justyniańska, która zwieńczyła proces upadku Imperium Rzymskiego i otworzyła drogę do średniowiecza. Druga to Czarna Śmierć, która otworzyła drogę do nowoczesności i współczesnego kapitalizmu.

Obie plagi były związane z pandemią dżumy, trwały dziesiątki lat i pociągnęły za sobą śmierć nawet połowy populacji na dotkniętych zarazą obszarach. Pandemie były konsekwencją złożonego oddziaływania wielu czynników: od zmian klimatu przez strukturę gospodarki i związane z nią praktyki mobilności po procesy ekologiczne.


Trzecia wielka pandemia?

Odsyłam do tekstu, który kończę pytaniem o charakter obecnej pandemii. Czy będzie kolejną Wielką Plagą, która otworzy drogę do nowej cywilizacji? Koronawirus jest łagodniejszy od pałeczek Yersinia pestis, nie zabija z taką zawziętością, strukturalnie jednak oddziałuje na społeczeństwo w podobny sposób.

Odkrywamy, że nasze sposoby ochrony niewiele różnią się od średniowiecznych: izolacja i social distancing. Owszem, mamy testy i nadzieję na szczepionkę, znacznie lepszą wiedzę epidemiologiczną, ale społeczeństwo reaguje w podobny sposób. Cień zarazy jest okazją, jak pisałem, do realizowania interesów politycznych, a także gospodarczych. Model ten dawno już opisała Naomi Klein pod hasłem „disaster capitalism”.


Produkt i symptom cywilizacji

Pandemia koronawirusa jest zarówno produktem współczesnej cywilizacji żyjącej kosztem olbrzymiego długu wobec przyszłości i środowiska, jak i jej symptomem. Jak mówił Bill Gates, nadejście epidemii takiej skali było spodziewane, pytaniem nie było, „czy”, tylko „kiedy”.

Pytanie doczekało się odpowiedzi. A ta odpowiedź prowadzi do pytania o to, co dalej. Poprawna odpowiedź powinna polegać na naprawieniu wszystkich słabości, jakie ujawnił obecny kryzys, a które wynikają z dysfunkcji systemu społeczno-gospodarczego opartego, w uproszczeniu, na idei wzrostu bez ograniczeń finansowanego długiem.


Powrót do rzeczywistości

Odpowiedź powinna więc polegać na urealnieniu zasad funkcjonowania gospodarki jako podstawy materialnej reprodukcji współczesnych społeczeństw. Czas skończyć z gnozą neoklasycznej ekonomii, która nie uwzględnia termodynamicznych ograniczeń dla rozwoju, i uznać materialność rzeczywistości.

Czytam właśnie niezwykłą książkę André Gorza „Capitalism, Socialism, Ecology” zawierającą teksty publikowane przez francuskiego socjologa na przełomie lat 80. i 90. Myśmy wtedy myśleli, że porzucamy nienormalność realnego socjalizmu i wkraczamy do „normalnego” socjalizmu. Socjalista Gorz mierzy się z kolei z faktem upadku realnego socjalizmu jako ważną historyczną lekcją i jednocześnie widzi, że tego „normalnego” kapitalizmu także już nie ma.


Iluzja dematerializacji

Rewersem upadku realnego socjalizmu był koniec socjaldemokratycznego kapitalizmu, narodził neoliberalny potworek oparty na iluzji „tercjaryzacji”, czyli postindustrialnego przejścia z gospodarki opartej na produkcji materialnej do gospodarki usług.

Gorz pokazuje, dlaczego wiara, że to przejście postindustrialne jest skokiem do cywilizacji „trzeciej fali”, była złudzeniem, które musi doprowadzić do pęknięcia społeczeństwa na dwie części: malejącej grupy dysponentów kapitału i realnych dochodów oraz rosnącej klasy usługowej ulegającej systematycznej pauperyzacji i prekaryzacji.


Społeczeństwo prekariatu

Jego prognozy spełniły się z niezwykłą dokładnością. W Wielkiej Brytanii, kraju kapitalistycznej awangardy, 37 proc. pracowników deklaruje, że jest tak biedna, że będą musieli pracować w przypadku choroby (badanie realizowało Royal Society for Encouragement of Arts, Manufactures and Commerce w drugiej połowie marca), 16 proc. obawia się bezdomności.

Rząd brytyjski dla zapewnienia stałości usług zrenacjonalizował de facto kolej, której prywatyzacja za czasów rządów Margaret Thatcher i Johna Majora miała być koronnym argumentem za wyższością sektora prywatnego nad publicznym. Ten sam konserwatywny rząd przejmuje także odpowiedzialność za pensje pracowników.


Business as usual

André Gorz pokazywał trzy dekady temu, że taka wiązana sznurkami cywilizacja nie może trwać inaczej niż kosztem zawłaszczania przez logikę rynku i akumulacji kolejnych sfer życia. Jedyną odpowiedzią jest uspołecznienie jako zasada nadrzędna i wyższa nad zasadę akumulacji.

Pandemia koronawirusa pokazuje, że Gorz miał rację. Problem w tym, że mimo ostrzeżenia nie wyciągniemy właściwych wniosków z tej wirtualnej na razie dżumy, wykorzystując ją do konsolidacji interesów i interesików w przekonaniu, że kryzys kiedyś minie, szkoda więc zmarnować okazji.


Permanentny kryzys

Tak, szkoda zmarnować tej okazji, bo można by ją wykorzystać do budowy nowej cywilizacji pozbawionej przynajmniej części wad dotychczasowego systemu. Pisałem o tym przy okazji konieczności zdalnego nauczania, widząc w kryzysie szansę na zmianę myślenia o szkole.

Problem w tym, że nawet jeśli minie kryzys pandemiczny, nie minie wraz z nim strukturalny kryzys kapitalizmu trwający w formie jawnej od 2008 r., a w formie utajonej od lat 70. – po prostu cały okres neoliberalnej restrukturyzacji był okresem permanentnego kryzysu, którego koszty system eksternalizował, przerzucając – jak już pisałem – na przyszłość i środowisko.


Ostrzeżenia z przyszłości

Bagatelizowaliśmy kolejnych „posłańców z przyszłości”: raport „Granice wzrostu z 1972 r., prace ludzi takich jak Gorz, Georgescu-Roegen, Odum, a potem już konkretne wezwania „proroków” – papieża Franciszka czy Grety Thunberg. Nie podziałało, niczym więc w biblijnej opowieści nadszedł czas plag.

Nie ma co za nie obciążać sił wyższych, obecny kryzys to jak najbardziej dająca się racjonalnie wyjaśnić cena za zinstytucjonalizowaną głupotę i nieodpowiedzialność. I jednocześnie jest on testem na zdolność do autorefleksji. Nie tylko polski przykład pokazuje, że niestety cechą systemu jest, obok zinstytucjonalizowanej głupoty i nieodpowiedzialności, niezdolność do autorefleksji.


Wielka transformacja

Skoro tak, to znaczy, że czeka nas długi okres wymuszonych dostosowań. Antonio Guterres, sekretarz generalny ONZ, mówił podczas Szczytu Ekonomicznego w Davos, jeszcze przed rozlaniem się epidemii poza Chiny, mając głównie na myśli kryzys klimatyczny: „ludzkość wypowiedziała wojnę naturze, natura odpowiada w bardzo gwałtowny sposób”.

Źródło: https://antymatrix.blog.polityka.pl/2020/03/25/nowy-rezim-pandemiczny/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 26, 2020, 02:31
Pandemia, potęga natury i państwo
Łukasz Fyderek Wczoraj, 25 marca (20:30) [RMF FM]

Pandemia koronawirusa COVID 19 jest wydarzeniem, które przebuduje porządek międzynarodowy i wpłynie na procesy globalizacji. Spodziewać się można, że jej długotrwałe efekty będą bardziej doniosłe, niż dwóch innych globalnych zakłóceń, które miały miejsce w XXI wieku: ataków z 11 września 2001 i kryzysu finansowego 2008 roku. I choć za wcześnie na prognozowanie, w jaki sposób zmieni się nasz świat, warto zwrócić uwagę na trzy czynniki które warunkować będą te zmiany: globalną współzależność, państwo narodowe i polityczne konsekwencje procesów zachodzących w naturze.

Pandemia i współzależności

Pandemia, jak uczy każdy słownik, to epidemia obejmująca swym zasięgiem bardzo duże obszary. Jednak zanim zaczęto odnosić to pojęcie do zdrowia publicznego, wywodzący się z greki rzeczownik oznaczający dosłownie cały (pan) lud (demos) miał jeszcze inne znaczenia. Najbardziej frapujące z nich to "idealny sojusz wszystkich narodów, żyjących w pokoju i wzajemnej zgodzie". To polityczne, zapomniane znaczenie pandemii, wyparte przez konwencję językową z naszego horyzontu myślowego, daje nam inną perspektywę oglądu spraw zwanych zwykle międzynarodowymi.

Pandemia, jak uczy każdy słownik, to epidemia obejmująca swym zasięgiem bardzo duże obszary. Jednak zanim zaczęto odnosić to pojęcie do zdrowia publicznego, wywodzący się z greki rzeczownik oznaczający dosłownie cały (pan) lud (demos) miał jeszcze inne znaczenia. Najbardziej frapujące z nich to "idealny sojusz wszystkich narodów, żyjących w pokoju i wzajemnej zgodzie". To polityczne, zapomniane znaczenie pandemii, wyparte przez konwencję językową z naszego horyzontu myślowego, daje nam inną perspektywę oglądu spraw zwanych zwykle międzynarodowymi.

Niepokój, który budzi w nas pandemiczne rozprzestrzenianie się koronawirusa nowego typu, nie powinien nam przesłaniać innych procesów, które stały się "pandemiczne" w ostatnich dekadach. Rozprzestrzenianie się technologii, informacji oraz niemal nieograniczony przepływ kapitału, towarów i ludzi spowodowały sytuację, którą przed laty Nye i Keohane określili mianem systemu złożonej współzależności. Wzrost współzależności pomiędzy społeczeństwami doprowadził do bezprecedensowego w dziejach rozkwitu dobrobytu i pokoju. W ostatnich dekadach niemal nie toczyły się wojny międzypaństwowe, a poziom życia poprawiał się w szybkim tempie: w 2016 roku toczyły się jedynie dwie wojny klasyczne i 39 wojen domowych, zazwyczaj o niskiej intensywności, w których łącznie zginęło mniej ludzi niż w wypadkach na drogach Europy. Średnia długość życia dla świata wzrosła w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat z 48 do 70 lat, podczas gdy współczynnik umieralności niemowląt spadł w tym okresie ze 150 do 20 na 1000 urodzeń. I choć dobrobyt i pokój nie rozkładały się równo, o czym przekonać można się spoglądając na Afganistan, Syrię czy Jemen, to jednak jako ludy tej planety żyliśmy i nadal żyjemy w czasach bliskich drugiemu znaczeniu pandemii - powszechnej zgody politycznej i prosperity ludów.

Skoro wysoka współzależność jest czynnikiem sprzyjającym pokojowej koegzystencji, nie sposób nie zadać pytania, jak obecne osłabienie wpłynie na pokój międzynarodowy. Nie wiemy jeszcze, na ile poważne będzie zerwanie ciągłości wymiany gospodarczej i kulturowej. Niektórzy, nauczeni doświadczeniami poprzednich dekad, skłonni są twierdzić, że załamaniom gospodarczym i osłabieniu współzależności między państwami towarzyszyć będzie rywalizacja o rzadkie zasoby i powrót wojen międzypaństwowych jako normalnego sposobu rozwiązywania sporów. Przedłużająca się pandemia sprawić może, że nastąpią wielkie przewartościowania, na skalę jaką przyniosła I wojna światowa i Wielka Recesja lat dwudziestych, kończące epokę "pierwszej globalizacji" przełomu XIX i XX wieków.

Bardziej prawdopodobne jednak wydają się scenariusze, w których współzależność zostanie raczej przemodelowana niż ograniczona. Ograniczenie przepływu ludzi i towarów nie wpłynie na zmniejszenie skali wymiany informacji. Kryzys wykaże, jak istotne w zglobalizowanym świecie są sprawne organizacje międzynarodowe, zdolne dzięki swoim zasobom i transparentnym procedurom skuteczniej reagować na zagrożenia - od epidemiologicznych, przez środowiskowe po gospodarcze i finansowe. Jednym z takich zagrożeń dla równowagi finansowej w nadchodzącym kryzysie będzie z pewnością kwestia ucieczki kapitału do rajów podatkowych. Innym, przywrócenie zerwanych łańcuchów dostaw. Kolejnym - organicznie ocieplania klimatu. Wyzwania te mają charakter pan-demiczny, w tym sensie, że dotyczą wszystkich ludów tej planety. Odpowiedź na nie, aby była skuteczna, będzie wymagała wielostronnych ustaleń, intensywnej dyplomacji multilateralnej i wzmacniania organizacji międzynarodowych. Koronawirus przekonuje nas  naocznie, że problemy tej planety są zbyt duże, by mogły być rozwiązywane przez pojedynczych aktorów.

Ta konstatacja prowadzi nas do pytania o rolę państwa. Jedną z cech globalizacji w postaci, jaką znamy z ostatnich trzech dekad, było ograniczanie jego roli. Zakończenie Zimnej wojny rozpoczęło okres niemal nieprzerwanego wzrostu przepływów dóbr, kapitału i ludności ponad granicami państw. Wzrost potęgi gospodarczej wielkiego kapitału sprawił, że państwo, będące jeszcze do końca XX wieku ramą instytucjonalną społeczeństw i kluczowym punktem odniesienia dla obywateli, stopniowo traciło na znaczeniu. Korporacje znacznie skuteczniej od państw i rządzących nimi elit były w stanie zawładnąć wyobraźnią rzesz ludzi, którzy niepostrzeżenie przekształcali się z obywateli w konsumentów. W dobie cudów kreatywności i wydajności w zakresie wymyślania i zaspokajania potrzeb ludzkich przez firmy, państwo - terytorialna organizacja dysponująca legalnie przymusem - wydawało się archaiczną skamieliną.


Państwo silne, czyli jakie?

Jednak ostatnie dni wykazały, że powyższe kategorie myślenia straciły na znaczeniu. Takoż spory, jakie wiedliśmy do niedawna: Problemy różnic w tempie bogacenia się zeszły na plan dalszy, podobnie jak kwestie tożsamości poszczególnych grup społecznych i sposobów układania sobie przez nie relacji. Od kilkunastu dni punktem odniesienia dla myślenia politycznego ludu i elit nie jest już współczynnik PKB, a raczej wskaźnik śmiertelności populacji. W mediach wykresy giełdowe zostały zastąpione wykresami umieralności z powodu COVID-19. Wybuch pandemii postawił ponownie państwo w centrum polityki. Od sprawności państwa zależy, jak w danym społeczeństwie będzie przebiegać rozwój zachorowań, jak wiele osób ulegnie zarażeniu i jak wiele z nich umrze. Poszczególne państwa, realizując strategię "społecznego dystansowania" nałożyły na swoich obywateli ograniczenia wolności, które nie byłyby do pomyślenia jeszcze kilka tygodni temu. W większości państw europejskich decydenci poświęcili też na ołtarzu zdrowia publicznego perspektywy rozwoju gospodarczego, przedkładając życie zagrożonej mniejszości obywateli nad dobrobyt ogółu.

Pandemia przywraca znaczenie silnemu państwu. Jednak, jak wskazuje Michaell Mann, państwo może być silne na dwa sposoby - siłą despotyczną lub siłą infrastrukturalną. Siła despotyczna to władza aparatu państwowego nad społeczeństwem, natomiast siła infrastrukturalna to władza, jaką państwo dysponuje działając poprzez społeczeństwo. Zwalczanie epidemii stało się w testem, obnażającym sprawność i siłę poszczególnych państw. Chiny wychodzą z epidemii z reputacją państwa autorytarnego dysponującego zarówno wysoką siłą despotyczną, ale też infrastrukturalną. Kraj jest jednak oskarżany o tuszowanie rozwoju epidemii we wczesnych jej stadiach - typowa cecha nietransparentnych systemów opierających się na sile despotycznej. Demokratyczne państwa azjatyckie: Korea, Japonia (http://pulsazji.pl/2020/03/19/koronawirus-japonii/) i Tajwan (http://pulsazji.pl/2020/03/23/tajwan-okielznal-wirusa/) skutecznie walczą z epidemią wykorzystując swoją potęgę infrastrukturalną, płynącą z współdziałania administracji i społeczeństwa obywatelskiego. Epidemia obnaża też niemal kompletną zapaść funkcji infrastrukturalnej Islamskiej Republiki Iranu (http://pulsazji.pl/2020/03/18/iran-w-czasach-zarazy/) - państwa dysponującego przecież znaczną siłą despotyczną.

Bezradność wobec koronawiursa pokazuje erozję siły infrastrukturalnej państw. Niestety, przykład Włoch i - w coraz większym stopniu - USA wskazuje, że dotyczy to jednak nie tylko reżimów autorytarnych. Elity państw demokratycznych zdominowane przez populistycznych, narcystycznych liderów ostatnimi laty zaniedbywały rozwój systemów zdrowotnych i innych elementów państwowej infrastruktury krytycznej.  Politycy zdobywali ostatnio władzę skutecznie walcząc o uwagę widza/internauty poprzez dostarczanie wyrazistych wypowiedzi, stanowiących rozrywkę dla mas. W dobie polityki czasu sytości, pokoju i dobrobytu, polityki - widowiska, biegłość w technikach marketingu politycznego była znacznie ważniejsza dla zdobycia i utrzymania władzy niż sprawne rządzenie, czy to państwem, czy partią polityczną. Sytuacja ulega zmianie w dobie kryzysu kiedy to kluczowe okazują się niepopulistyczne postawy i wartości: umiarkowanie, właściwy osąd, oparty na podstawach najlepszej dostępnej wiedzy a także zdolność do harmonijnego współistnienia pomimo różnic.


Natura - zapomniany czynnik polityczny

Pandemia koronawirusa sprawia, że sukces w zmaganiach z siłami natury, będzie odróżniał społeczeństwa wygrane od przegranych w kolejnych latach. Może nam się to wydać osobliwe, zważywszy, że wiek XX nauczył nas, że to raczej swoiście ludzka chęć dominacji jednych grup nad innymi przysparzać może bezbrzeżnych cierpień, a nawet zagrozić egzystencji całych narodów. Trzeba jednak dostrzec, że w szerszej perspektywie historycznej nasi przodkowie zmagali się w co najmniej równym stopniu z siłami natury jak i z przeciwnikami politycznymi: Epidemia z 430 r. p.n.e. była jedną z głównych przyczyn złamania potęgi Aten i porażki w wojnie peloponeskiej ze Spartą. Od czasu starożytności aż do I wojny światowej w trakcie wojen więcej żołnierzy ginęło z powodów medycznych niż wskutek działań nieprzyjaciela. Natomiast opanowanie epidemii cholery przez jednego z prekursorów zdrowia publicznego, Johna Snowa stworzyło w początkach XIX wieku warunki, w których Wielka Brytania mogła zbudować potęgę przemysłową i rozwinąć swoje imperium.

Współcześnie o tym, które społeczeństwa wyjdą obronną ręką z pandemii, zadecydują dwa czynniki. Pierwszym będzie wspominana już siła i sprawność państwa. Państwa silnego infrastrukturalnie, a więc działającego poprzez swoich obywateli. Zdolnego do sprawnego reagowania, stymulowania aktywności naukowej  w zakresie prac nad szczepionkami i lekarstwami, mobilizowania przemysłu, organizowania opieki zdrowotnej czy wspierania przedsiębiorców. Także państwa skutecznie współzależnego, dostrzegającego, że pomyślność obywateli jest zależna od szeregu czynników znajdujących się poza jego granicami i mającego zdolność współkształtować politykę międzynarodową. Otwarte pozostaje pytanie, czy w tych warunkach znaczenie będzie miała także siła despotyczna państwa.

Dodajmy jednak, że jest jeszcze czynnik drugi - łut szczęścia, zdeterminowany układem piętnastu genów zakodowanych w RNA wirusa SARS-CoV-2. Od informacji tam zawartych zależy, w jakich warunkach środowiskowych wirus będzie rozwijał się szybciej i które jednostki i społeczności zostaną przezeń bardziej dotknięte. Dostrzec w tym można ironię, że koronawirus, jedna z najprostszych cząstek organicznych, niezaliczana nawet do organizmów żywych, wpływa dziś na losy miliardów dumnych przedstawicieli Homo Sapiens. Nasz gatunek dopasowując się do warunków życia na tej planecie, wykształcił złożone instytucje społeczne, w rodzaju państw i organizacji międzynarodowych. Wirus testuje skuteczność tych naszych mechanizmów dostosowawczych, uzmysławiając nam, że zarówno my, jak i SARS-CoV-2 jesteśmy elementami tego samego ekosystemu. Ekosystemu, w którym - wedle naszej najlepszej wiedzy - przetrwają najlepiej dostosowani.


Źródło: https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/lukasz-fyderek/blogi/news-pandemia-potega-natury-i-panstwo,nId,4402331
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 30, 2020, 15:25
I Spent a Year in Space, and I Have Tips on Isolation to Share
Take it from someone who couldn’t: Go outside.
By Scott Kelly March 21, 2020 [NYT]

(https://static01.nyt.com/images/2020/03/21/opinion/21kellyWeb/merlin_93580205_15285d56-cb56-4091-939b-780b9a0f11f4-superJumbo.jpg?quality=90&auto=webp)
Scott Kelly inside a Soyuz simulator at the Gagarin Cosmonaut Training Center in Star City, Russia, in preparation for travel to the International Space Station.Credit...Bill Ingalls/NASA

Being stuck at home can be challenging. When I lived on the International Space Station for nearly a year, it wasn’t easy. When I went to sleep, I was at work. When I woke up, I was still at work. Flying in space is probably the only job you absolutely cannot quit.

But I learned some things during my time up there that I’d like to share — because they are about to come in handy again, as we all confine ourselves at home to help stop the spread of the coronavirus. Here are a few tips on living in isolation, from someone who has been there.


Follow a schedule

On the space station, my time was scheduled tightly, from the moment I woke up to when I went to sleep. Sometimes this involved a spacewalk that could last up to eight hours; other times, it involved a five-minute task, like checking on the experimental flowers I was growing in space. You will find maintaining a plan will help you and your family adjust to a different work and home life environment. When I returned to Earth, I missed the structure it provided and found it hard to live without.

But pace yourself

When you are living and working in the same place for days on end, work can have a way of taking over everything if you let it. Living in space, I deliberately paced myself because I knew I was in it for the long haul — just like we all are today. Take time for fun activities: I met up with crewmates for movie nights, complete with snacks, and binge-watched all of “Game of Thrones” — twice.

And don’t forget to include in your schedule a consistent bedtime. NASA scientists closely study astronauts’ sleep when we are in space, and they have found that quality of sleep relates to cognition, mood, and interpersonal relations — all essential to getting through a mission in space or a quarantine at home.


Go outside

One of the things I missed most while living in space was being able to go outside and experience nature. After being confined to a small space for months, I actually started to crave nature — the color green, the smell of fresh dirt, and the feel of warm sun on my face. That flower experiment became more important to me than I could have ever imagined. My colleagues liked to play a recording of Earth sounds, like birds and rustling trees, and even mosquitoes, over and over. It brought me back to earth. (Although occasionally I found myself swatting my ears at the mosquitoes. )

For an astronaut, going outside is a dangerous undertaking that requires days of preparation, so I appreciate that in our current predicament, I can step outside any time I want for a walk or a hike — no spacesuit needed. Research has shown that spending time in nature is beneficial for our mental and physical health, as is exercise. You don’t need to work out two and a half hours a day, as astronauts on the space station do, but getting moving once a day should be part of your quarantine schedule (just stay at least six feet away from others).


You need a hobby

When you are confined in a small space you need an outlet that isn’t work or maintaining your environment.

Some people are surprised to learn I brought books with me to space. The quiet and absorption you can find in a physical book — one that doesn’t ping you with notifications or tempt you to open a new tab — is priceless. Many small bookstores are currently offering curbside pickup or home delivery service, which means you can support a local business while also cultivating some much-needed unplugged time.

You can also practice an instrument (I just bought a digital guitar trainer online), try a craft, or make some art. Astronauts take time for all of these while in space. (Remember Canadian astronaut Chris Hadfield’s famous cover of David Bowie’s Space Oddity?)


Keep a journal

NASA has been studying the effects of isolation on humans for decades, and one surprising finding they have made is the value of keeping a journal. Throughout my yearlong mission, I took the time to write about my experiences almost every day. If you find yourself just chronicling the days’ events (which, under the circumstances, might get repetitive) instead try describing what you are experiencing through your five senses or write about memories. Even if you don’t wind up writing a book based on your journal like I did, writing about your days will help put your experiences in perspective and let you look back later on what this unique time in history has meant.

Take time to connect

Even with all the responsibilities of serving as commander of a space station, I never missed the chance to have a videoconference with family and friends. Scientists have found that isolation is damaging not only to our mental health, but to our physical health as well, especially our immune systems. Technology makes it easier than ever to keep in touch, so it’s worth making time to connect with someone every day — it might actually help you fight off viruses.

Listen to experts

I’ve found that most problems aren’t rocket science, but when they are rocket science, you should ask a rocket scientist. Living in space taught me a lot about the importance of trusting the advice of people who knew more than I did about their subjects, whether it was science, engineering, medicine, or the design of the incredibly complex space station that was keeping me alive.

Especially in a challenging moment like the one we are living through now, we have to seek out knowledge from those who know the most about it and listen to them. Social media and other poorly vetted sources can be transmitters of misinformation just as handshakes transmit viruses, so we have to make a point of seeking out reputable sources of facts, like the World Health Organization and the Johns Hopkins Coronavirus Resource Center.


We are all connected

Seen from space, the Earth has no borders. The spread of the coronavirus is showing us that what we share is much more powerful than what keeps us apart, for better or for worse. All people are inescapably interconnected, and the more we can come together to solve our problems, the better off we will all be.

One of the side effects of seeing Earth from the perspective of space, at least for me, is feeling more compassion for others. As helpless as we may feel stuck inside our homes, there are always things we can do — I’ve seen people reading to children via videoconference, donating their time and dollars to charities online, and running errands for elderly or immuno-compromised neighbors. The benefits for the volunteer are just as great as for those helped.

I’ve seen humans work together to prevail over some of the toughest challenges imaginable, and I know we can prevail over this one if we all do our part and work together as a team.

Oh, and wash your hands — often.


Scott Kelly is a retired NASA astronaut who spent nearly a year on the International Space Station.

Source: https://www.nytimes.com/2020/03/21/opinion/scott-kelly-coronavirus-isolation.html
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 30, 2020, 20:47
Thomas Piketty: Confronting Our Long History of Massive Inequality (1)

We talked to the French economist about his new book Capital and Ideology, his thoughts on COVID-19, and more.
By Daniel Steinmetz-Jenkins MARCH 26, 2020 ]thenation.com]

(https://www.thenation.com/wp-content/uploads/2020/03/PIKETTY-AUTHOR-PHOTO.jpg?scale=896&compress=80)
French economist Thomas Piketty poses during a photo session in Paris on September 10, 2019. (Photo by Joel Saget / AFP / via Getty Images / Courtesy of Harvard University Press)

Thomas Piketty’s voluminous 2013 book, Capital in the Twenty-First Century, created a rare academic frenzy in this country and beyond. It did so by playing a major role in offering a specific explanation for growing inequality, supported by an incredible amount of historical and statistical evidence going back to the 18th century in France, the United States, Britain, and Germany. The rate of return on inherited wealth in an economy, he argued, will always grow faster than the income one earns through compensated labor. Increasing inequality is thus part of the very nature of capitalism, Piketty observed, and can only be checked through various kinds of state intervention. Critics of Piketty’s book abound in all parts of the political spectrum, but it cannot be denied that Capital in the Twenty-First Century symbolized an emerging ethos in the wake of the 2008 financial crisis.

Seven years later, Piketty has returned with an even bigger and more ambitious book: Capital and Ideology. He sees this book as a follow-up to Capital in the Twenty-First Century but advances his findings in two ways: First, the previous book’s claim that inequality tends to rise when the average rate of return on capital exceeds the economy’s growth rate gave the impression that there was a kind of law-like necessity to capital, an impression that little can be done to change the institutions that produce inequality aside from taxing them. Instead, the new book boldly proclaims that inequality is ultimately rooted in ideology. “Every human society must justify its inequalities; unless reasons for them are found, the whole political and social edifice stands in danger of collapse.” Societies justify inequalities, he argues, through “the realm of ideas” or what he describes as “the political-ideological sphere,” which “is truly autonomous.” Such a claim is sure to be debated. But the reason Piketty defends it is clear: to show that inequality is not natural and that it can be confronted and reshaped through sociopolitical mobilization.

And second, Piketty moves beyond the narrow geographical focus of Capital in the Twenty-First Century, to offer a global history of how different political systems have justified inequality, and how these systems have been transformed over time. These inequality regimes, as Piketty describes them, include: ternary societies—composed of clergy, nobility, and common people—like the feudal system in pre-modern Europe or the Indian caste system; 19th and early 20th century ownership societies, like the bourgeois property-rights systems in France and Britain; 20th-century social democracies, which emerged in Europe after World War II; and what he describes as the “hypercapitalism” of the postcommunist world order.

By focusing on the transformation of the underlying ideologies of these inequality regimes, Piketty shows that “sociopolitical mobilizations can reshape the organization of societies and inequality structures much faster than what most contemporary observers tend to imagine.” It is in this spirit that Piketty offers his own policy proposals, such as power sharing in firms, a progressive wealth tax, a temporary ownership plan (the idea that the wealthiest private owners must return part of what they own to the community every year to facilitate the circulation of wealth), and various solutions for making Western societies more democratic.

Piketty spoke with The Nation about how his new book differs from the first, his thoughts about ideology, his progressive policy suggestions for curbing inequality, and COVID-19.


                                                                                      —Daniel Steinmetz-Jenkins

Daniel Steinmetz-Jenkins: The blockbuster success of Capital in the Twenty-First Century clearly caught you off guard. Now, six years later, you have written Capital and Ideology, which is nearly twice the length and unusually ambitious in its attempt to provide a long ranging historical explanation for modern inequality on a global scale. Do you feel a certain pressure to make this book live up to the expectations set by the previous work?

Thomas Piketty: I believe this book is much richer and much more interesting than the previous one. Capital in the Twenty-First Century has many limitations. In particular, it is far too Western-centered. In addition, it tends to treat ideology and political attitudes toward equality and inequality as a kind of “black box.” In Capital and Ideology, I try to address these two limitations by taking a more global perspective on the evolution of inequality structures—in India, Brazil, South Africa, China, Russia, etc.—and devoting substantial attention to colonial societies and the modern legacies of slavery and colonialism. I also focus my attention on the transformation of the ideology of equality and inequality, that is, at the history of the different systems of justification of inequality. By looking at a broader range of historical experiences and trajectories, a strong conclusion emerges: the determinants of inequality are primarily political and ideological, rather than merely economic, technological, or cultural. Throughout history, I find, sociopolitical mobilizations can reshape the organization of societies and inequality structures much faster than what most contemporary observers tend to imagine. In particular, elites often tend to naturalize inequality, i.e., to present the currently existing structure and level of inequality as “natural” and permanent. But this is not at all what we observe in history.

DSJ: In Capital in the Twentieth Century you argued that there are “Fundamental Laws of Capitalism,” and in particular claimed that inequality tends to rise when the average rate of return on capital exceeds the economy’s growth rate. By imputing a kind of law-like necessity to capital you gave the impression to some that there is little that can be done to change the institutions that produce inequality aside from taxing them. But the new book, it seems to me, tries to resist such a reading by insisting that “inequality is neither economic nor technological; it is ideological and political.” What do you mean by this?

TP: In my previous book, I indeed stressed the role played by the rate of return on capital, but I did not intend to take a deterministic approach to this. In particular, I emphasized the fact that the rate of return obtained by large wealth portfolios in global financial markets has been far greater than the world economy growth’s rate in recent decades, and the need for policy actions—including progressive wealth taxes—in order to curb these inequality trends. This theme also plays a role in my new book, and indeed top billionaire wealth has kept increasing at a very high rate over the past ten years, which probably contributes to explaining why democratic candidates like Bernie Sanders and Elizabeth Warren now advocate sharply progressive wealth taxes, which was not the case a couple of years ago.

I now take a much broader look at how the ideological transformations of the legal, fiscal, and educational systems have defined and redefined inequality regimes across space and time. Take the case of Sweden. Today, many people look at Sweden as intrinsically egalitarian and sometime attribute this to some kind of permanent Swedish “culture.” But that’s not so: Until the beginning of the 20th century, Sweden was a highly unequal country, and in many ways much more unequal than other European societies, particularly in its way of organizing the political domination of the nobility and the property owners over the rest of society. Between 1865 and 1911, the Swedish constitution applies a very imaginative system, whereby only the top 20% property owners can vote. Members of this group have between one and one hundred votes, depending on the amount of their property and taxes. In municipal elections, there was no upper limit (and corporations have the right to vote), so that in several dozen Swedish municipalities more than 50 percent of the votes were held by a single vote. Following an intense (but relatively peaceful) mobilization by trade unions and the Swedish social-democratic party (SAP), things changed at a speed that nobody could have imagined at the time. Universal suffrage was imposed, the SAP took power in 1932, and Sweden’s administrative and state capacity was put to the service of a completely different political project. The careful registration of property and income was used to make people pay progressive taxes in order to finance education and health for all (rather than to distribute voting rights in relation to wealth). Throughout my book, whether I talk about Sweden, India, the US, France or China, I try to show that the level of equality or inequality is shaped by sociopolitical mobilization and ideological changes, rather than by permanent and deterministic factors.


DSJ: The global scale of your book can be daunting for the reader. A case in point is your analysis of different ideological regimes of the 19th century, such as bourgeois “ownership societies” in France and Britain, “slave societies” in the United States and Brazil, and “colonial societies,” such as India and the countries of Africa. All these regimes, you show, provided different justifications for inequality, and yet there does seem to be a common thread that holds the various types of regimes together, namely that they are beholden to what you describe as the ideology of proprietarianism. Can you elaborate on this ideology?

TP: In premodern societies, inequality regimes were structured around trifunctional ideologies. The nobility and the clergy were property-owning classes, but at the same time they were endowed with specific privileges and missions (law and order for the nobility, spiritual guidance and education for the clergy). Following the French and US revolutions, a new ideal emerged: everybody should have the same formal legal rights, and in particular the right to hold property. In practice, however, effective access to property was largely restricted to a very small part of the population. Throughout the 19th century and pretty much until World War I, the concentration of wealth and economic power remained extremely high. The global accumulation of assets reached unprecedented levels in the context of Atlantic slavery and post-slavery colonial societies.

Things could have turned out differently. At the end of the 18th century, a number of thinkers—for example, Thomas Paine and the Marquis de Condorcet—did propose to put in place ambitious systems of progressive income and inheritance taxation in order to finance access to education and property (e.g., via a universal capital endowment in the case of Paine) and to abolish slavery with no financial compensation to slaveowners (or even with a compensation to former slaves in the case of Condorcet). Unfortunately, the balance of power between groups, which is always at the same time material and ideological, did not allow this trajectory to be taken.

During the 19th century and until 1914, the dominant discourse largely relies on the sacralization of property: progressive taxation is impeached (in accordance with the view that the opening of the Pandora’s box of property rights will eventually destabilize the whole social order, an argument we still find in Hayek’s writings in the 1980s), and slaveowners are to be fully compensated for their loss of property (under the same argument: if you expropriate a slaveowner with no compensation, what will you do with someone who rebalanced his portfolio and sold his slaves a few years ago?). This is how “liberal” intellectuals like Tocqueville defend the absolute moral necessity of a full financial compensation to slaveowners. This is also how Haiti ended up repaying an enormous public debt to the former French slaveowners over more than a century, between 1825 and 1950.

Things finally changed over the course of the 20th century. The rights of property owners were counterbalanced with the rights of workers, consumers, and local governments; the concentration of income and property was curbed by steeply progressive taxation; and a more equal access to education and health was developed. This led to a sustained decline in inequality, a rise in mobility, and an increase in economic prosperity and growth. We now know (or should know) that the key to prosperity is education and (relative) equality, rather than the sacralization of inequality and property. But it took major shocks for these new solutions to be experimented with, and unfortunately human societies sometimes have short memories.
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Marzec 30, 2020, 20:47
Thomas Piketty: Confronting Our Long History of Massive Inequality (2)

DSJ: Let’s turn to the present political moment, one that given Donald Trump’s presidency, Brexit, and the global turn to nationalism, is typically described as being a populist reaction to the undoing of the social-democratic regime by neoliberalism. You don’t like the term “populism.” Why is that?

TP: The problem is that the term “populism” is used to refer to completely different things. Some people would like to use it to refer to both Trump and Sanders in the US, or to Bolsonaro and Lula in Brazil, or to Le Pen and Mélenchon in France. Very often, it is used as a convenient rhetorical device by people who claim to be in the center (but in practice are often extremist neoliberals!) who wish to disqualify anyone who disagrees with them and who manages to attract lower-class socioeconomic voters a bit more than they do (which is not setting the bar very high). When I talk about Trump and Sanders, Bolsonaro and Lula, Le Pen and Mélenchon, I prefer to talk about nationalism vs. socialism. Of course, there are enormous variations within these two ideological families, just as there are within the liberal and neoliberal ideologies (by the way, I prefer to refer to a “neoproprietarian” ideology rather than to “neoliberalism,” so as to stress the key role of property relations and to avoid the ambiguities associated with the idea of liberalism). The purpose of my historical inquiry is to try to give more precise content to these ideas and to analyze how they evolve over time and around us. But the point is that “nationalism” and “socialism” appear to be more useful terms than that of “populism.”

DSJ: You suggest in the book that the left around the globe has now become dominated by what you describe as the emergence of a Brahmin educational elite that defends cultural diversity. Its main rival, you state, has been a commercially minded merchant right that defends the free market. Having experienced neither the elite education of the Brahmin left nor the prosperity of the merchant right, those excluded, you argue, now turn to nativist parties. To what extent do you think the Brahmin left and the merchant right might form a coalition or even a party to confront the new nationalist movements?

TP: The Brahmin left may not offer much in terms of redistribution and social policies, but this is still better than the merchant right, especially given that the latter has become more and more xenophobic over time (as exemplified by Trump). The possibility of a coalition between the most affluent and the most internationalist segments of the Brahmin left and the merchant right corresponds to the strategy followed by Macron in France. The problem is that this coalition of the elites has very limited appeal for lower-class and lower-middle-class voters and may finally lose the battle against the social-nativist coalition.

Le Pen might still be far from winning a national election in France, but it is not entirely impossible that her party could take control of a couple of regions in the regional elections of 2021. In the longer run, the Macron coalition of the Brahmin left and the merchant right opens the way for a sort of French Salvini—the recent former deputy prime minister and interior minister of Italy. The general problem that we are facing is the following: If we do not open up new perspectives in terms of social progress and economic justice, and if the “neoliberal centrists” keep pretending that there is only one possible economic policy (basically to the benefit of the most affluent), then we run the risk that the political discussion is going to be more and more about identity, which will provide a winning ground for the nationalists and the nativists.


DSJ: You have a lot of ideas for how to overcome the growing appeal of nativism, such as sharing power in firms, a progressive wealth tax, a temporary ownership plan—the idea that the wealthiest private owners must return part of what they own to the community every year to facilitate the circulation of wealth—and making the EU more democratic. What, though, is the place of grassroots politics and social movements in your vision of social change, both past and future?

TP: Real change always has to come from grassroots politics and social movements. All I am doing in this book is attempting to put into a broad historical and comparative perspective a number of evolutions that have already started to happen. The progressive wealth tax is now being proposed by a number of Democratic candidates in the US, and the German Social-Democrats also propose to reintroduce it. Things were very different just five or ten years ago. Ideas about co-management and increasing workers’ rights on corporate boards are now being discussed in Britain, France, and in the US, while historically they have been limited to countries like Germany and Sweden. With citizens from all across Europe, we have also developed a manifesto to transform European institutions in a social-federalist direction (http://tdem.eu/). All across the world, we see social movements demanding more economic justice, and we also see the need to rethink the organization of economic globalization in order to address social and environmental changes.

Of course, it is always possible to go further and faster. In my book, I propose the concepts of participatory socialism and social-federalism to describe these transformations and to offer a perspective on them. Participatory socialism rests on two main pillars: educational justice and the permanent circulation of property. Educational justice must be effective and verifiable, which is not at all the case today: in many countries, including France, socially disadvantaged children actually receive smaller educational investments than socially advantaged kids do. The permanent circulation of property requires the “inheritance for all” scheme (so as to rebalance bargaining power in society), more voting rights for workers, and a limitation of the concentration of voting rights for single shareholders in large companies. The basic idea of “social-federalism” is that socioeconomic relations between countries should be subject to binding objectives regarding social, fiscal, and environmental justice. In other words, you cannot have free capital flows and free exchange of goods and services if you do not have a common and verifiable system of social objectives (a minimum wage, labor rights, etc.), fiscal justice (minimal common taxation of the largest transnational economic actors), and environmental protection (such as verifiable targets of carbon emissions).

It will take time, but I think that in the long run we’ll be moving in this sort of direction. For a simple reason: the nationalist and nativist road map that we see today with Trump, Johnson, Le Pen, or Modi might be easier to follow in order to gain immediate popularity; but in the long run. it will not solve the social and environmental problems that we need to solve, and that are not going to go away.


DSJ: COVID-19 has caught the world off guard, and the coming economic consequences of the pandemic appears to be a global crisis the scale of which is difficult to predict. What must be done to adequately address the situation, and to what extent is the ability of political and economic actors limited by the institutional arrangements that have exacerbated growing inequality in recent years?

TP: Times of crisis are times when existing conceptions about the economy are being challenged and when new political-ideological trajectories can arise. COVID-19 illustrates the fact that public authorities can choose to regulate economic forces if they so wish. The question is whether we’ll be able to act strongly in order to address global warming or rising inequality. Together with the 2008-2012 bank bailout and money creation, the 2020 health crisis will challenge long-standing discourses about laissez-faire and will feed social demand for other intervention. For now, however, the only issue is survival: we need to do everything we can to avoid a dreadful rise in the number of casualties.

Source: https://www.thenation.com/article/culture/thomas-piketty-interview-inequality-book-covid/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Kwiecień 01, 2020, 08:39
Chińska kwarantanna pod okiem satelitów. Inne oblicze zdrowotnego kryzysu [ANALIZA]
24 marca 2020, 16:14 Marcin Kamassa [S24]

(https://www.space24.pl/cache/img/840_472_matched__q7p9kc_NO2overChinapillars.jpg)
Zobrazowanie ukazujące nagromadzenie dwutlenku azotu w atmosferze nad Chinami - na krótko przed wprowadzeniem blokady państwowej w obliczu epidemii choroby koronawirusowej COVID-19. Ilustracja: ESA/Copernicus [esa.int]

Bieżący monitoring ziemskiej atmosfery i przemysłowej emisji zanieczyszczeń, jaki stał się możliwy dzięki systemom podglądu satelitarnego, dostarczył na przestrzeni ostatnich miesięcy zaskakującej wiedzy o skutkach światowego kryzysu epidemiologicznego i jego wpływie na gospodarki państw. Największą uwagę skupiono w naturalny sposób na tych szczególnie dotkniętych rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-CoV-2: Chinach i Włoszech. Bacznej analizie poddano zwłaszcza sytuację w Państwie Środka, gdzie wytyczono pierwszy front światowej walki z patogenem – sygnalizując już od pewnego czasu wygaszanie ognisk epidemii w rezultacie wprowadzonej tam ścisłej kwarantanny.

Rozpoczęta na początku 2020 roku w Chinach batalia o zatrzymanie epidemii wirusa SARS-CoV-2 szybko dała o sobie znać na zobrazowaniach satelitarnych – tych przedstawiających bieżący stan atmosfery Ziemi. Wśród licznych satelitów, które swoje orbitalne obiektywy miały skierowane w stronę Chin były systemy obserwacyjne amerykańskiej agencji NASA (Orbiting Carbon Observatory-2 oraz Aura CH-1), japońskiej JAXA (GCOM-C1, czyli Global Change Observation Mission-Climate "Shikisai"), a także Unii Europejskiej-ESA. Szczególną użyteczność na tym polu potwierdził satelita Sentinel 5P, będący składnikiem unijnego systemu obrazowania Ziemi, Copernicus.

Z poziomu orbity okołoziemskiej dały się z powodzeniem obserwować pośrednie konsekwencje wybuchu epidemii – skutki nie tyle samego zagrożenia, co podejmowanego względem niego przeciwdziałania, zamanifestowanego wprowadzoną 23 stycznia ścisłą blokadą epicentrum zarazy w aglomeracji i okolicach miasta Wuhan w prowincji Hubei. Poskutkowało to niemal całkowitym wstrzymaniem tamtejszej produkcji przemysłowej – i tak już wyraźnie hamującej w miarę rosnącego zagrożenia epidemią. W kolejnych dniach wykluczenie to objęło też inne pobliskie ośrodki miejskie, z podobnymi lub ograniczonymi restrykcjami.

Radykalne ograniczenie aktywności sektora przemysłowego, a także migracji w dotkniętych kwarantanną regionach (w szczytowym momencie jej zasięg objął populację ponad 59 mln osób) poskutkowało drastyczną redukcją emisji zanieczyszczeń atmosferycznych. Najbardziej rozległą analizę zmian ich sygnatury nad Chinami przedstawiła Europejska Agencja Kosmiczna w porozumieniu z ośrodkami NASA (zespoły naukowe programów Aura oraz SPoRT, czyli Short-term Prediction Research and Transition Center). Dane do tych badań dostarczył satelita Sentinel 5P, prowadząc regularne obserwacje na przestrzeni trzech kolejnych miesięcy trwania zmagań z wirusem.

To właśnie dzięki jego pracy – a konkretniej, wielozakresowego spektrometru TROPOMI (TROPOspheric Monitoring Instrument), jakim dysponuje Sentinel 5P – dokładniej przeanalizowano związek między zaistniałą kwarantanną a poważnym ograniczeniem ogólnej emisji zanieczyszczeń. Dysponując zdolnością do obserwacji w pasmach promieniowania ultrafioletowego (UV), widzialnego oraz bliskiej podczerwieni (zarówno NIR, jak i SWIR – ang. Short Wave Infrared: fale o długości do 3 μm), TROPOMI okazał szerokie możliwości monitorowania nagromadzenia wielu rodzajów pierwiastków i związków chemicznych: ozonu, metanu, formaldehydu, tlenku węgla, dwutlenku azotu i dwutlenku siarki, a także aerozoli. Stworzony w kooperacji ESA z niderlandzką agencją kosmiczną NSO i tamtejszym państwowym instytutem meteorologicznym KNMI (Royal Netherlands Meteorological Institute) instrument dysponuje tutaj szerszymi możliwościami, niż podobny pod względem przeznaczenia OMI (Ozone Monitoring Instrument) z pokładu satelity NASA Aura.


(https://www.space24.pl/upload/2020-03-24/q7pbqk_CREOChiny.jpg)
Zestawienie różnych okresów pomiarowych satelity Sentinel 5P, dokonanych na przestrzeni 3 miesięcy obserwacji chińskich emisji dwutlenku azotu - podczas trwania kryzysu koronawirusowego w prowincji Hubei. Ilustracja: Copernicus/CREODIAS [creodias.eu]
 
Co dokładnie stwierdzono dzięki danym przesłanym przez Copernicus Sentinel 5P i jaka była charakterystyka zmian? Tym, co w pierwszej kolejności przykuło uwagę specjalistów były drastyczne zmiany stężenia dwutlenku azotu w powietrzu nad Chinami – związku wskaźnikowego dla emisji gazów przemysłowych i spalania paliw kopalnianych. W okresie od grudnia 2019 roku do marca 2020 zaobserwowano tutaj wyjątkowo wyraźny spadek emisji, w relacji do stopniowego wstrzymywania aktywności elektrowni, obiektów przemysłowych i transportu.

Zjawisko odnotowano we wszystkich głównych (najbardziej uprzemysłowionych) miastach środkowych i północnych Chin w okresie od końca stycznia do końca lutego. Wyraźniejszy spadek koncentracji zbiegał się w pierwszym epizodzie z obchodami Nowego Roku Księżycowego, który zwykle jest naturalnym powodem zmniejszenia koncentracji zanieczyszczeń rok do roku. Tendencja jednak nie tylko się utrzymała, ale i pogłębiła w kolejnych tygodniach po tej dacie. Służba Monitorowania Atmosfery programu Copernicus (Copernicus Atmosphere Monitoring Service, CAMS) zaobserwowała dalszy spadek zanieczyszczenia chińskiego powietrza w lutym 2020 roku – zwłaszcza obecności drobnych cząstek stałych (PM 2,5 i PM10).

Skalę tego zaniku CAMS porównał z analogicznymi okresami na przestrzeni poprzednich trzech lat. Łącząc obserwacje satelitarne ze szczegółowymi komputerowymi modelami numerycznymi atmosfery, badania wykazały zmniejszenie emisji powierzchniowych cząstek stałych na przeważającym obszarze Chin o 20-30 procent wcześniejszego poziomu.

W tym samym czasie narzucona kwarantanna zaczęła przynosić oczekiwany efekt, gdy w drugiej połowie lutego oficjalne rządowe statystyki z dnia na dzień uwzględniły wyraźne zmniejszenie liczby nowo zarażonych – krótko po rekordowym dziennym przyroście o ponad 14 tys. zakażeń w okolicach 12 lutego. W dalszych dniach postęp ten się utrwalił. W końcu też raportowana ogólna liczba aktywnych zachorowań spadła na przełomie lutego i marca na tyle, że zaczęto łagodzić restrykcje. W wielu prowincjach obniżono poziomy reagowania kryzysowego – szkoły, fabryki i inne przestrzenie publiczne stopniowo zaczęły powracać do funkcjonowania, a pracownicy do swoich zakładów.


http://www.youtube.com/watch?v=6DWBhp-oKOI
https://www.youtube.com/watch?time_continue=31&v=6DWBhp-oKOI&feature=emb_title

To przyniosło wyraźne sygnały odwrócenia obserwowanej jeszcze na początku marca spadkowej tendencji emisyjnej w Chinach i sygnały powrotu do poziomu wysokiej emisji. Aby zobrazować „jak bardzo” zmieniała się w tym czasie sytuacja, ESA opublikowała animację złożoną z przetworzonych zobrazowań ukazujących skalę zanieczyszczenia powietrza znad Państwa Środka dwutlenkiem azotu, zebranych z satelity Copernicus Sentinel-5P na przestrzeni kryzysowych 3 miesięcy – od 20 grudnia 2019 do 16 marca 2020 roku. Za punkt odniesienia do wyliczenia średniej ruchomej przyjęto 10-dniową skalę bazową kolejnych pomiarów.

W efekcie określono punkt najwyraźniejszego spadku stężenia zanieczyszczeń, który przypadł pod koniec stycznia 2020 roku. Wyraźne odwrócenie tendencji nastąpiło z kolei na początku marca – poziomy dwutlenku azotu zaczęły wracać do pierwotnego, wysokiego poziomu. Zjawisko skomentował dyrektor ESA ds. programów obserwacji Ziemi, Josef Aschbacher. „Satelity oferują wyjątkowy punkt odniesienia do monitorowania stanu zdrowia naszej planety” – stwierdził. „Sentinel-5P jest obecnie jednym z siedmiu satelitów Copernicus na orbicie – zapewnia najdokładniejsze pomiary dwutlenku azotu i innych gazów śladowych, jakie można uzyskać z kosmosu” – zadeklarował dalej.

Ponieważ dwutlenek azotu jest wytwarzany głównie przez ruch drogowy i fabryki, jest to pierwszorzędny wskaźnik działalności przemysłowej na całym świecie. To, co wyraźnie widać, to znaczne obniżenie poziomu dwutlenku azotu w Chinach, spowodowane zmniejszoną aktywnością z powodu ograniczeń [związanych z kwarantanną – przyp. red.] COVID-19, a także chińskim Nowym Rokiem w styczniu.


                             Josef Aschbacher, dyrektor ESA ds. programów obserwacji Ziemi

Mówiąc jednak o dokładnej skali zaobserwowanej redukcji zanieczyszczeń i wnioskach z niej płynących, eksperci ESA pozostali wstrzemięźliwi w swoich ocenach, wskazując na nadal wczesny etap prowadzonych analiz i potrzebę dalszego kompletowania danych porównawczych. „Z pewnością możemy przypisać część redukcji stężenia dwutlenku azotu wpływowi koronawirusa - obecnie wyliczyliśmy około 40-procentową redukcję w obrębie chińskich miast, ale są to tylko przybliżone szacunki, ponieważ pogoda ma również wpływ na emisje” – podkreślił Claus Zehner, kierownik misji Copernicus Sentinel-5P. Jednocześnie zadeklarował, że jego zespół prowadzi szczegółową analizę naukową, która „ma zapewnić więcej wyników ilościowych w kolejnych tygodniach i miesiącach”.

Osobny punkt odniesienia mogą stanowić też dane zbierane z użyciem amerykańskiego satelity Aura CH-1 – a konkretniej, wspomnianego już instrumentu OMI (Ozone Monitoring Instrument), który pomimo swojej nazwy, znakomicie sprawdza się również w rozpoznawaniu nagromadzenia dwutlenków azotu i siarki, a także ogólnie pojętych aerozoli. Dzięki niemu w tydzień po chińskim święcie Nowego Roku, obchodzonym 25 stycznia 2020, NASA stwierdziła spadek średniej emisji NO2 w relacji do poprzedniego takiego okresu o 36 procent.


(https://www.space24.pl/upload/2020-03-24/q7pbcg_NO2changesOMI.jpg)
Dane dot. emisji dwutlenku azotu zebrane nad Chinami na przestrzeni lat 2019-2020 przez satelitę NASA, Aura-CH1. Ilustracja: NASA Aura [aura.gsfc.nasa.gov]
 
Prawdą jest również, że same dane na temat dwutlenku azotu są dalekie od dopełnienia całokształtu redukcji zanieczyszczeń podczas ścisłej kwarantanny na rozległym, zurbanizowanym obszarze. Wskazuje się też zresztą, że satelity rejestrują równolegle wiele innych parametrów zanieczyszczeń i związanych z nimi wskaźników. Są to przede wszystkim dane dotyczące uwalnianego do atmosfery dwutlenku węgla, jakkolwiek do użytecznych można zaliczyć również klasyczne zobrazowania satelitarne w paśmie widzialnym – także te dokonywane z komercyjnych konstelacji satelitarnych, ukazujących choćby skalę ograniczenia transportu i komunikacji samochodowej bądź nagromadzenia smogu i zadymienia pod wpływem aktywnych zakładów przemysłowych.

Jak wynika tymczasem zarówno z wyliczeń na bazie analiz spektrograficznych atmosfery, jak i matematycznych oszacowań na bazie zredukowanych parametrów gospodarczo-przemysłowych, emisja CO2 pod koniec lutego (a więc w zaawansowanym toku kwarantanny – przeszło miesiąc po ustanowieniu blokady) spadła o około 25 procent. Dane te zbiera w dalszym ciągu szereg satelitów, w tym NASA Orbiting Carbon Observatory-2.


Koniec końców, równie interesującym i miarodajnym zestawieniem w długoterminowym okresie okażą się najbliższe cykliczne analizy amerykańskiej agencji NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration), która dokonuje sezonowych i rocznych podsumowań emisji dwutlenku węgla, jaką rejestrują jej satelity, a także stacje naziemne. Dane te zbiera przede wszystkim obserwatorium Manua Loa na Hawajach, mierząc sprzężone z porami roku wahania nagromadzenia CO2 w atmosferze. Dokonane już tutaj bardzo wczesne pomiary cząstkowe dla roku bieżącego przejawiają oznaki niespotykanego od dłuższego czasu obniżenia standardowego tempa wzrostu poziomu dwutlenku węgla (następującego w chłodnych porach roku ze względu na obniżoną wegetację). To natomiast - jeśli utrzyma się dostatecznie wyraźnie i proporcjonalnie do pomiarów nad Chinami - będzie wskazywać na przejaw przymusowego ograniczenia chińskiej emisji. W tej chwili jednak jest to nadal założenie czysto hipotetyczne.

W miarę rozlewania się kryzysu koronawirusowego na cały świat, podobna redukcja ludzkiego oddziaływania na atmosferę jest obserwowana w kolejnych państwach i regionach. Choć jest to sytuacja wymuszona, ze wszech miar niepożądana społecznie i gospodarczo, daje wyjątkowy punkt odniesienia do oceny, jak znaczny jest ludzki wpływ na jakość powietrza, potencjał samooczyszczania środowiska, a także – co od wielu już lat jest burzliwie dyskutowane – na postępujące obecnie zmiany klimatyczne. Stąd, bieżące monitorowanie bezprecedensowych zaburzeń, jakie notujemy pod postacią kryzysu pandemicznego w ładzie ogólnoświatowym, ma fundamentalne znaczenie dla dalszych badań wpływu człowieka na kondycję środowiska naturalnego oraz wypracowania nowych środków zaradczych w polityce środowiskowej. Sprzęt satelitarny już niejednokrotnie okazywał się tutaj ogromnie pomocnym źródłem krytycznych informacji – a jego znaczenie w takich wyjątkowych sytuacjach jeszcze dodatkowo wzrasta.


Źródło: https://www.space24.pl/wiadomosci/chinska-kwarantanna-pod-okiem-satelitow-inne-oblicze-zdrowotnego-kryzysu
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Kwiecień 07, 2020, 03:36
Szwecja nie zamknęła się w obliczu koronawirusa. Zapłaci wysoką cenę?
SŁAWOMIR ZAGÓRSKI 3 KWIETNIA 2020

Szwecja w odróżnieniu od wielu innych krajów na świecie nie stosuje radykalnych metod w walce z epidemią. Wprowadzono wiele ograniczeń, ale wciąż działają tam przedszkola i szkoły podstawowe, otwarte są kina, restauracje i bary. Decyzje Szwedów będzie można jednak ocenić nie wcześniej niż za ok. 2-3 tygodnie, bo kraj jest dopiero w pierwszej fazie epidemii.

Szwecja wyraźnie idzie pod prąd w walce z epidemią koronawirusa. Rządy w wielu krajach na świecie nakazały swoim obywatelom zamknąć się w domach, jeśli to tylko możliwe pracować zdalnie, pozamykały szkoły, restauracje. Ale Szwedzi zachowują się w tej kwestii inaczej.

Dlaczego tak się stało i jak Szwedzi na tym wyjdą?


„W odróżnieniu od wielu innych państw, w Szwecji to nie politycy decydują o postępowaniu wobec epidemii, lecz eksperci” – tłumaczy Joanna Rose, publicystka naukowa, autorka m.in. niezwykle popularnych radiowych programów o filozofii, mieszkająca w Szwecji od 1971 roku.

„Kwestia epidemii jest tu całkowicie apolityczna” – podkreśla.

„Oczywiście nasz premier Stefan Lofven miał przemowę do narodu (pięciominutową), w której powiedział, że odpowiedzialność spada na każdego z nas. Dlatego też rząd nie wprowadza specjalnych zakazów, lecz wyłącznie apeluje o bezpieczne zachowanie i stosowanie się do zaleceń państwowych instytucji zajmujących się zdrowiem, edukacją czy polityką społeczną. Premier zaznaczył też, że ma pełne zaufanie do tych instytucji i dlatego to eksperci będą decydowali o tym, co się będzie dalej działo w kraju, a nie rząd”.


„Nie mamy więc w Szwecji takiej sytuacji, że premier wbija w ciebie oczy z ekranu telewizora i mówi, że jako ojciec narodu obiecuje, że wyjdziemy z tego obronną ręką.

A to, że cała sprawa jest apolityczna, wynika z bardzo starej tradycji szwedzkich instytucji państwowych, które są naprawdę niezależne od polityki. W Szwecji po zmianie rządu nie wymienia się ekip w tych instytucjach” – podkreśla Joanna Rose.

Ta „apolityczność” nie oznacza, że decyzje władz szwedzkch nie budzą poważnych kontrowersji.


Starsi daleko od młodszych

Co zatem mówią szwedzcy epidemiolodzy? Przede wszystkim nie podzielają pesymistycznych prognoz Imperial College z Londynu, które skłoniły m.in. premiera Borisa Johnsona do całkowitej zmiany podejścia wobec zagrożenia koronawirusem w Wielkiej Brytanii.

Anders Tegnell, szef zespołu epidemiologów w Agencji ds. Zdrowia Publicznego (Folkhälsomyndigheten), ma konferencje prasowe codziennie o godz. 14:00 i tłumaczy, że w oparciu o dostępną literaturę, a także o liczne rozmowy w gronie ekspertów jego agencja doszła do wniosku, że restrykcje w postaci zamknięcia granic czy szkół nie przyniosą żadnej realnej korzyści w tym stadium rozwoju epidemii.


(https://oko.press/images/2020/04/tegnell-1024x570.jpg)
Anders Tegnell podczas konferencji prasowej

Tegnell zapewnia też, że jego celem nie jest bynajmniej ratowanie szwedzkiej gospodarki, o co podejrzewają go niektórzy oponenci.

Eksperci zalecili więc przede wszystkim ochronę osób po 70. roku życia. To do nich apeluje się w pierwszym rzędzie o niewychodzenie z domu, niekontaktowanie się z dziećmi i wnuczkami. I Szwedzi to w dużej mierze respektują.


„Nastąpił kompletny podział generacji” – mówi Joanna Rose. „Starsi mają absolutnie nie spotykać się z młodszymi. Moje dzieci [zarówno syn i córka Joanny są lekarzami] pilnują mnie w tej kwestii jak sępy”.

Przedszkola i szkoły podstawowe pozostają otwarte i to z dwóch względów. Po pierwsze dzieci przechodzą tę infekcję na ogół bardzo łagodnie. Po drugie zamknięcie tych placówek ograniczyłoby liczbę personelu medycznego – liczni lekarze i pielęgniarki musieliby zostać z własnymi pociechami w domach.

Zdecydowano natomiast o zamknięciu gimnazjów i wyższych uczelni. Trwają lekcje online, na podobnej zasadzie odbywają się wykłady akademickie. Wiele szkół już od dawna wyposażyło uczniów w komputery albo tablety.


Bary nadal otwarte

Otwarte są bary i restauracje, wprowadzono natomiast zasadę, że klienci obsługiwani są wyłącznie przy stolikach. Chodzi o to, by nie stali stłoczeni przy barze, ale akurat w tym wypadku zdaniem Joanny Szwedzi nie bardzo stosują się do zaleceń.

(https://oko.press/images/2020/04/szwecja3-1024x538.jpg)
Początkowo zakazano oficjalnych skupisk (jak np. koncerty czy przedstawienia teatralne) większych niż 500 osób, parę dni temu liczbę tę zmniejszono do 50.

Od 1 kwietnia eksperci radzą, by unikać przyjęć, wesel i tego typu imprez. Namawiają też, by ludzie trzymali się z dala od siebie w halach sportowych, na siłowniach, w centrach handlowych w środkach komunikacji. Nie zamknięto decyzją administacyjną kin i teatrów – sprzedaje się mniej biletów, by ludzie nie siedzieli zbyt blisko siebie – ale w praktyce ogromna część i tak przestała działać. Wiele bibliotek ogranicza godziny otwarcia bądź się zamknęło.

„Większość moich znajomych do sprawy podchodzi spokojnie” – opowiada Joanna.


„Mamy też nową metodę na piknik. Każdy bierze swoją kawę i kanapkę i idziemy na długi spacer próbując trzymać się w odległości mniej więcej metra. No i każdy przyjeżdża oczywiście własnym samochodem”.

„Wiadomo jednak, że ludzie bardzo różnie znoszą chaos i ryzyko. Mam więc też znajomych, którzy już od 2 miesięcy siedzą zamknięci z dziećmi w domu i są w lekkiej panice”.

Nie wyjeżdżajcie na Wielkanoc!

Mimo że rząd nie wprowadza specjalnych ograniczeń, gospodarka kraju cierpi. „Sporo małych biznesów padnie” – mówi Joanna. „Volvo, bardzo duży pracodawca, zamknął się zupełnie, na czym cierpią także liczni jego dostawcy. Ludzie bardzo się martwią o ekonomię kraju i o swoje własne finanse”.

„W Szwecji odbyła się wielka dyskusja na temat zamykania centrum narciarskiego – Åre, szwedzkiego odpowiednika Zakopanego. Na wzór austriackiego Apres Ski w Ischgl (https://wiadomosci.onet.pl/politico/koronawirus-austria-narciarze-w-ischgl-balowali-i-wrocili-z-choroba/vehqedz), gdzie niedawno doszło do licznych zakażeń koronawirusem, Åre podawano jako przykład ogniska pandemii. Właściciel wyciągów narciarskich właśnie zdecydował o ich zamknięciu od 6 kwietnia”.

Tradycją w Szwecji są wyjazdy wielkanocne, szczególnie że w poniedziałek, 6 kwietnia zaczynają się ferie szkolne. Teraz Agencja apeluje do wszystkich, a szczególnie do mieszkańców Sztokholmu, gdzie notuje się największy wzrost zachorowań, żeby nigdzie na Wielkanoc nie jechali.

Joanna Rose: „Mamy dom na Gotlandii [duża wyspa blisko wschodniego wybrzeża Szwecji]. Wielu z naszych znajomych udało się tam już wcześniej promem. My też mieliśmy bilet, mieliśmy spędzić święta wspólnie z dziećmi i wnukami. Dziś już wiadomo, że nie pojedziemy. Prom wprawdzie nadal pływa, wozi towary, ale zabiera na pokład tylko połowę pasażerów, żeby zapewnić dystans. Okazuje się też, że armator nie tylko zwraca za bilet tym, co się zdecydowali zostać w domu, ale dopłaca do tego jeszcze 500 koron”.


„Jako Gotlandka brałam udział w dyskusji na temat wyjazdów na wyspę. Jej mieszkańcy z jednej strony prosili: Nie przyjeżdżajcie, boimy się, bo mamy za mało szpitali i personelu medycznego. Z drugiej słychać było jednak głosy: Czekamy na Was. Potrzebujemy dopływu turystów i gotówki”.

To nie jest eksperyment?

Czy strategia przyjęta przez szwedzkich epidemiologów się sprawdza?

Do 3 kwietnia w tym 10-milionowym kraju odnotowano (https://www.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html?fbclid=IwAR3aZgXqGihqP3ufYKUDeasr4DwOs-A9hEyvqxOzURuBHNph6iur0cCqoBA#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6) 5568 zakażeń i 308 zgonów.

W Danii, która liczy 5,6 mln obywateli i która wprowadziła ostre restrykcje, zakażone są 3573 osoby, zmarły 123.

W Norwegii, która także prowadzi restrykcyjną politykę, odnotowano 5218 zakażeń i 50 zgonów (na 5,3 mln mieszkańców).

Szczególnie ciekawie wygląda porównanie liczby zgonów/mln mieszkańców w Danii i Szwecji (dane do 31 marca).


(https://oko.press/images/2020/04/Zrzut-ekranu-2020-04-02-o-15.27.46-1024x727.png)

„Duński rząd wprowadził restrykcje (m.in. w postaci zamknięcia granic) stosunkowo wcześnie, nie zważając na obiekcje własnych ekspertów ds. zdrowia publicznego” – zauważa prof. Erik Angner z Uniwersytetu Sztokholmskiego. „Tymczasem obie krzywe praktycznie są nie do rozróżnienia”.

Pomimo tego dotychczasowe stanowisko szwedzkich epidemiologów nie u wszystkich znajduje poklask. „Dostrzegam wiele krytycyzmu wobec działań Andersa Tegnella” – pisze prof. Angner (https://www.facebook.com/erik.angner). „[Niektórzy twierdzą], że Tegnell ma zbyt dużo władzy, że udaje króla, a premier abdykował. Te słowa krytyki świadczą o niezrozumieniu szwedzkiej konstytucji: ci ludzie po prostu wykonują swoją pracę”.

Prof. Erik Angner nie zgadza się też, by podejście Tegnella i jego współpracowników uznać za eksperyment. „W rzeczywistości nie ma żadnych przesłanek, by szwedzkie podejście uznać za bardziej eksperymentalne niż kogokolwiek innego. Wszyscy w obliczu tej epidemii poruszają się w ciemności” – pisze naukowiec.

„Są [tylko] 2 rzeczy, które chciałbym, żeby szwedzki rząd robił inaczej. Po pierwsze, żeby regularnie pokazywał nam nad czym pracuje. A po drugie, żeby w kraju robiono więcej testów ” – pisze Angner.

[Rzeczywiście liczba testów w kierunku koronawirusa wykonywana w Szwecji porównaniu z innymi krajami jest niska – do 31 marca przeprowadzono ich tylko ok. 36 tys. Rząd ostatnio postanowił zwiększyć dostępność do testów.]


„Ale mimo wszystko jestem szczęśliwy, że mieszkam w kraju, gdzie najwięcej do powiedzenia [w aktualnej sytuacji] mają epidemiolodzy. Nie dlatego, że są nieomylni, ale dlatego, że alternatywy jakże często okazują się znacznie gorsze” – konkluduje prof. Erik Angner.

To samozadowolenie części Szwedów może jednak rozwiać się w wykładniczym tempie. Po pierwsze, decyzje w innych krajach też są podejmowane na podstawie opinii epidemiologów – i to w sposób bardziej zgodny z konsensusem naukowym. Po drugie, Szwecja jest jeszcze wciąż w początkowej fazie rozwoju epidemii. Widać to wyraźnie na wykresach z „Financial Times” obrazujących przyrosty zgonów z powodu koronawirusa w kolejnych dniach trwania epidemii (od zanotowania pierwszych trzech zgonów w danym kraju).

(https://oko.press/images/2020/04/szwecja-1024x738.png)

Jeśli w Szwecji doszłoby do nagłego wzrostu zgonów (przez ostatnie 3 dni liczba zgonów rośnie szybciej niż w Danii czy Norwegii), dotychczasowa strategia będzie najprawdopodobniej modyfikowana. A o tym, czy Szwedzi w pierwszej fazie epidemii podjęli słuszne decyzje, będzie można powiedzieć tak naprawdę dopiero za ok. 2-3 tygodnie.

Akademicy produkują spirytus

Joanna Rose: „Syn pracuje na pogotowiu. Podzielono je na pogotowie dla tych z wirusem i bez. On uważa, że oddanie decyzji jak się zachować w ręce obywatela jest bardzo rozsądnym posunięciem. Wśród personelu nie ma paniki, ale wszyscy są przeświadczeni, że dużo ludzi zachoruje i dużo umrze, a ponadto, że potrwa to jeszcze długo”.

„Ze względu na dosyć dużą powierzchnię Szwecja nastawia się na różne okresy wzrostu zachorowań w różnych regionach, co umożliwi przesuwanie zasobów do najbardziej dotkniętych części kraju” – pisze (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2020-03-25/szwecja-mniej-restrykcyjna-strategia-walki-z-pandemia) Justyna Gostowska z Ośrodka Studiów Wschodnich. I dalej: „Szpitale zwiększają liczbę respiratorów i miejsc na oddziałach intensywnej terapii, których do tej pory w Szwecji było tylko 526. W największych aglomeracjach – Sztokholmie i Göteborgu – służbie zdrowia pomaga wojsko, które buduje szpitale polowe na kilkaset miejsc, w tym kilkadziesiąt intensywnej terapii”.

Joanna Rose: „W kraju toczą się dyskusje, czy starczy nam materiałów ochronnych. Syn twierdzi, że na razie starcza. Pewien szwedzki milioner sprowadził 200 tys. masek z Chin, niebawem ma przyjechać 100 tys. kolejnych.


Fabryka wódki Absolut zaczęła produkować spirytus do dezynfekcji. Również chemicy na Uniwersytecie Sztokholmskim zabrali się do hurtowej produkcji takiego spirytusu.

Rzecz, która mi bardzo zaimponowała, to to, że rząd wyasygnował od razu sporo pieniędzy, by przebranżawiać ludzi, którzy nie mają pracy, na personel pomocniczy w ochronie zdrowia. I tak ok. 600 stewardess wysłano na 3-dniowe kursy, by mogły stać się pomocnikami pielęgniarek. Słyszałam wywiad z jedną z nich, była dość entuzjastyczna.

Szkoli się nie tylko stewardessy, ale także personel hotelowy, restauracji, bo tam też ludzie potracili pracę”.


Wcale nie jesteśmy samotnikami

„I jeszcze jedna, zupełnie inna uwaga – mówi Rose. – Znajoma z Włoch przysłała mi artykuł, że Szwecja znana jest z tego, że ludzie i tak są tam osamotnieni, nie mają przyjaciół, więc de facto w ogóle nie odczuwają zmian wywołanych epidemią. To naturalnie mit, a uprawianie takich mitów okropnie mnie denerwuje”.

Wysłała jej więc wyniki badania Eurostatu, z którego wnika, że Szwedzi wcale nie są najbardziej samotnymi ludźmi na świecie, wręcz przeciwnie. Według miejscowych badań społecznie izolowanych jest ok. 4 proc. Szwedów, a więc mniej niż w większości krajów europejskich.

„To, czym Szwecja rzeczywiście się wyróżnia jest to, że jest tu bardzo dużo mieszkań, w których mieszkają pojedyncze osoby. Moim zdaniem to wynika m.in. z tego, że w miastach aż 87 proc. kobiet w wieku produkcyjnym pracuje. I dlatego stać je na własne mieszkania. Nie muszą wychodzić za mąż i przeprowadzać się do teściów jak we Włoszech. Również młodzi ludzie biorą ślub później niż kiedyś i dlatego też dłużej mieszkają sami”.

„Mitem jest także to, że Szwedzi trzymają się na odległość. Według moich obserwacji od co najmniej 15 lat, wszyscy tu całują się na powitanie w policzki zupełnie jak we Francji. Teraz musimy sobie stale przypominać, że tak nie należy robić” – mówi Joanna Rose.


Sławomir Zagórski
 
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”, założył tam dział nauki i napisał ok. 1000 tekstów. Niedawno przepracował 3,5 roku w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press redaguje i pisze.

Źródło: https://oko.press/szwecja-nie-zamknela-sie-w-obliczu-koronawirusa/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Kwiecień 09, 2020, 05:33
Pandemic pushes SpaceX GPS 3 launch to late June
by Sandra Erwin — April 7, 2020 [SN]

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2020/04/49548795401_6a68db5ef8_k-879x485.jpg)
A SpaceX Falcon 9 rocket launches Starlink satellites from Cape Canaveral Air Force Station. Credit: SpaceX

The launch was scheduled for late April and is now projected for no earlier than June 30

WASHINGTON — The U.S. Space Force’s Space and Missile Systems Center has decided to reschedule the launch of the third GPS 3 satellite from Cape Canaveral Air Force Station to minimize the potential of COVID-19 exposure to the launch crew and operators, a spokesperson said April 7.

The launch was scheduled for late April and is now projected for June 30 at the earliest.

The GPS 3 satellite made by Lockheed Martin will be launched on a SpaceX Falcon 9 rocket. This will be the second National Security Space Launch mission for the Falcon 9 rocket and the first NSSL mission where SpaceX will attempt to recover the booster.

The Space and Missile Systems Center decided that the current GPS constellation with 31 satellites in orbit is providing adequate services, so taking a pause in launches would not affect operations and allows the range to focus on the health of the workforce, SMC said.

The 45th Space Wing that operates the launch range at Cape Canaveral at Patrick Air Force Base, Florida, was able to carry out a national security launch on March 26 (https://spacenews.com/ulas-atlas-5-launches-aehf-6-communications-satellite-in-its-first-mission-for-u-s-space-force/) during the pandemic. On March 30, the wing commander Brig. Gen. Doug Schiess declared a public health emergency for Patrick Air Force Base and Cape Canaveral Air Force Station due to the increased number of positive cases in the local area.

SMC said it still plans to complete the next three GPS launches in 2020.


Source: https://spacenews.com/spacex-launch-of-gps-satellite-delayed-due-to-pandemic/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Kwiecień 10, 2020, 20:57
Russia suspends Soyuz rocket production amid coronavirus
by Caleb Henry — April 10, 2020

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2020/04/Soyuz-Roscosmos-photo-879x485.jpeg)
Some 52 Soyuz rockets are already built, 12 of which are already at launch sites. Credit: NASA/GCTC/Andrey Shelepin

WASHINGTON — The manufacturer of Russia’s workhorse Soyuz-2 rocket said it has paused production to keep factory workers safe during the coronavirus pandemic.

In a transcript released by the Kremlin April 10, Dmitry Baranov, general director of the Samara Space Center, said the company has 52 Soyuz rockets already built — 40 in storage and 12 at spaceports awaiting missions.

Russia uses Soyuz-2 rockets to launch crews and cargo to the International Space Station and to put up government satellites. European launch provider Arianespace also uses the Russian-built Soyuz-2 for satellite launches.

Baranov did not mention any impact from the bankruptcy of megaconstellation startup OneWeb, for which Arianespace had completed three of a planned 21 Soyuz launches under a $1.1 billion contract. Arianespace had stressed for the past two years that it had Soyuz rockets ready for OneWeb whenever the startup had satellites available to launch, and had anticipated conducting 10 Soyuz launches for OneWeb this year.

Baranov said Samara continues to test and maintain already built Soyuz-2 rockets because it views those as critical activities. Work related to Russian defense ministry programs and development of the next-generation Soyuz-5 rocket is also ongoing, he said.

Samara has a state contract to build and launch the first Soyuz-5, whose design leans heavily on the existing Zenit-3 and Soyuz-2 rockets, by the end of 2022, he said.

Baranov said Samara is considering restoring its full workforce after April 20, while observing safety measures to prevent spreading the coronavirus.

Russia builds an average of 15 to 20 Soyuz rockets per year, according to Arianespace.

The most recent Soyuz launch occurred April 9, carrying Russian cosmonauts Anatoly Ivanishin and Ivan Vagner and American astronaut Chris Cassidy to the ISS.

A Soyuz launch of a Progress cargo ship is still planned for late April from the Baikonur Cosmodrome in Kazakhstan, Baranov said.

Soyuz-2 rockets launch from four spaceports — Baikonur plus Russia’s domestic Plesetsk and Vostochny Cosmodromes, and Europe’s Guiana Space Center in South America.


Source: https://spacenews.com/russia-suspends-soyuz-rocket-production-amid-coronavirus/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Kwiecień 11, 2020, 01:12
Here's how NASA protects astronauts and the International Space Station from coronavirus
By Ashley Strickland, CNN Updated 1421 GMT (2221 HKT) March 20, 2020

(CNN)When NASA astronauts Jessica Meir and Andrew Morgan return from their stay on the International Space Station on April 17, they will be coming back to a very different Earth.

When Meir and Morgan set off for their six- and nine-month stays, respectively, novel coronavirus wasn't a threat. Now, it's a pandemic.

NASA already has a protocol in place for returning astronauts that includes a post-landing medical check by flight doctors. The doctors and other NASA teams help the astronauts re-acclimate to Earth's gravity, getting them up and walking soon after landing. In the weeks after, they're monitored to make sure they're healthy.

This time, the protocols will be more extensive.

"NASA will closely adhere to the CDC's recommendations on infection control for the coronavirus as Andrew Morgan and Jessica Meir return to Earth and begin their post-flight medical testing and re-adaptation period," said Courtney Beasley, communications specialist at NASA's Johnson Space Center.

"This includes cleaning of surfaces, social distancing, emphasizing hand hygiene, encouraging NASA team members who are sick to stay home and limiting contact with the crew members."

During the NASA Twins Study, researchers discovered the NASA astronaut Scott Kelly's immune system responded appropriately in space during his yearlong stay on the space station. He gave himself a flu shot on the statio,n and the vaccine and his immune system reacted the same way it would on Earth.

Astronauts haven't experienced colds in space, but they do experience space motion sickness happens in the first 48 hours of being in zero gravity, which creates a loss of appetite, dizziness and vomiting.


Upcoming launches

A new crew of astronauts will also launch to the space station on April 9, joining Meir, Morgan and Russian cosmonaut Oleg Skripochka. The crew includes NASA astronaut Chris Cassidy and cosmonauts Anatoly Ivanishin and Ivan Vagner.

NASA has a long history of quarantining astronauts before they go to space to prevent illnesses, like cold and flu, from happening off planet. It was a concern even in the early days of the agency's astronaut program.

"The health and welfare of the crew is always paramount," Beasley said. "All of our crew must stay in quarantine for two weeks before they launch. This ensures that they aren't sick or incubating an illness when they get to the space station and is called 'health stabilization.' "

Ahead of quarantine, the astronauts are following The Centers for Disease Control and Prevention (CDC) recommendations regarding coronavirus.

NASA and the Russian Space Agency, Roscosmos, are currently planning to maintain the standard quarantine period of two weeks for the crew, Beasley said.

"During quarantine, the astronauts live in their crew quarters -- NASA has crew quarters for this purpose at Kennedy and Johnson Space Centers, and Roscosmos has them in Baikonur," she said. "They don't have direct contact with anyone who has not been pre-cleared by NASA flight surgeons. The time is spent preparing for flight, studying and resting, as well as working out and making video calls to friends and family members."

NASA is also eyeing a May launch date for the manned SpaceX Demo-2 flight test from Kennedy Space Center in Florida. This will be the first launch of American astronauts aboard an American rocket and spacecraft, rather than the Russian Soyuz they use now, since the final space shuttle mission in July 2011, according to the agency.

NASA astronauts Doug Hurley and Bob Behnken are expected to be on the flight test in SpaceX's Crew Dragon spacecraft. It is the final flight test of the system before SpaceX is certified to carry out operational crew flights to and from the space station for NASA, the agency said.

The agency is monitoring CDC guidance with regards to mission planning, they said. The launch date could be postponed.

On Friday, NASA administrator Jim Bridenstine announced that the agency's Michoud Assembly Facility in Louisiana and Stennis Space Center in Mississippi are moving to mandatory telework after a case was confirmed on the Stennis team and rising numbers of cases in the community around Michoud.

"NASA will temporarily suspend production and testing of Space Launch System and Orion hardware," Bridenstine said. "We realize there will be impacts to NASA missions, but as our teams work to analyze the full picture and reduce risks we understand that our top priority is the health and safety of the NASA workforce."

Those impacts are not yet clear. The Space Launch System and Orion capsule are the agency's next generation of rocket and spacecraft capable of delivering astronauts to the moon.


Science on the space station

And as for science experiments and other items on SpaceX resupply missions to and from the space station, no launches have been rescheduled or canceled tyet, according to Patrick O'Neill, senior manager of marketing and communications for the International Space Station US National Laboratory.

Hundreds of science experiments are currently unfolding on the station, with more planned for the rest of the year.

Payloads typically go through safety certification processes to prevent any harmful microorganisms from finding their way to the space station, O'Neill said.

It's the same when payloads are returned to Earth.

"This has proven to be an extremely effective process, and we have every confidence that it will continue to be so into the future," he said.


Impacts to NASA

Many at NASA bureaus across the country are working from home, especially after an employee at the Ames Research Center in California tested positive for the virus.

Bridenstine acknowledged that coronavirus "will continue to test our agency's ability to bend but not break under stress," he said in a statement on Wednesday.

"We have accomplished so many incredible feats as an agency," Bridenstine said.

"We put Americans on the Moon, landed on Mars (seven times!), launched hundreds of crewed and robotic missions into space, created life-changing technologies, transformed aviation and sustained human presence on a laboratory that flies 250 miles above Earth for nearly 20 years -- just to name a few things that once were thought to be impossible.

"I am convinced that we are uniquely equipped for this time of heightened need to collaborate and communicate," he said. Teams across the agency are well-practiced in responding to mission contingencies and reacting to unforeseen challenges."


Source: https://edition.cnn.com/2020/03/20/world/nasa-space-station-astronaut-safety-coronavirus-wellness-scn-trnd/index.html
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Kwiecień 11, 2020, 01:12
Being an astronaut during a pandemic: 'I think I will feel more isolated on Earth'
By Ashley Strickland, CNN Updated 2154 GMT (0554 HKT) April 10, 2020

http://www.youtube.com/watch?v=1txC0Z503Iw
https://www.youtube.com/watch?v=1txC0Z503Iw

(CNN)NASA astronauts Jessica Meir and Andrew Morgan have watched the coronavirus pandemic unfold just like the rest of us, but from a very different vantage point aboard the International Space Station.

And when they return to Earth on April 17 after being gone for seven and nine months, respectively, they will find it a very different place than when they left.
On Friday, Morgan, Meir and Christopher Cassidy, who just arrived on the space station Thursday, held a press conference from the space station on Friday. Coronavirus dominated the questions they received.


(https://cdn.cnn.com/cnnnext/dam/assets/200410104626-nasa-astronaut-presser-exlarge-169.jpg)
NASA astronauts (left to right) Andrew Morgan, Jessica Meir and Christopher Cassidy are currently on the International Space Station together.

"It's quite surreal to see it unfolding on Earth below," Meir said. "From here, Earth looks just as stunning as usual, so it's hard to believe all of the changes that have taken place since we left."

Astronauts on long-term spaceflight missions to the space station always expect that Earth will change, Morgan said.
"We can watch news up here, and we've been talking to friends and families to try to paint a picture," Morgan said.

"But from up here, it's hard to understand what has transpired and how life will be different when we return."

Morgan, selected by NASA as an astronaut in 2013, also serves as an emergency physician with the US Army.

"As an emergency physician, I know what it's like to be in a hospital or on the front lines of a field hospital," Morgan said. "I'm very proud to be part of that profession, but at the same time, I feel guilt that I am as separated from it as I could be right now."

The astronauts shared their gratitude for everyone responding to the global crisis and spoke to the sense of pride they feel regarding first responders and medical professionals across the world who have risen to the occasion and risked their own lives.

"We'd like to give our thanks to the doctors, nurses, all medical personnel, firefighters, officers, first responders and everyone on the front lines putting their lives on the line for all of the human race down there," Meir said. "Your efforts are appreciated."

Meir and Morgan also spoke to aspects of living in isolation -- "something we're very good at, but people on Earth are experiencing in a new way," Morgan said.

His advice for people under quarantine is to stick with a routine or schedule and "be a good crewmate, thinking about how your actions affect others."

The two astronauts are looking forward to returning to Earth, even if it's going to be a very different reality than the one they were used to ahead of spaceflight.

"It will be difficult to not give hugs to family and friends after being up here for seven months," Meir said. "I think I will feel more isolated on Earth than here because it's expected up here. We're busy with amazing pursuits and tasks and don't feel the isolation. But it will be wonderful to see family and friends virtually and at a distance."

As for space, Meir said she would miss the view of Earth from the space station. "The feeling that gives you as a human is quite difficult to put into words," she said.

On Earth, NASA ground teams such as flight and mission control have been affected by the pandemic. Handovers between teams across shifts have been occurring in two different rooms to minimize contact, Morgan said.

Cassidy, the space station's new arrival, experienced how different things were on Earth before arriving on the space station Thursday.

It's Cassidy's third spaceflight and he said the launch was perfect and that "it never gets old." But his family, and many others, couldn't attend the launch.

As usual for astronauts before a launch, he spent two weeks in quarantine.

"We knew we would be in quarantine, but we didn't know the rest of the world would join us," he said. "Leaving that behind, my heart goes out to everyone. This mission feels different."

The astronauts were asked about hope in the midst of the global crisis.

"We can try to find the silver linings and positive elements," Meir said. "One of those things my family and friends are talking about is connections they've been able to foster with loved ones. It's bringing that innate human element out, reminding us of our priorities."


Source: https://edition.cnn.com/2020/04/10/us/astronauts-space-station-interview-scn/index.html
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Kwiecień 15, 2020, 03:56
Na świecie jest tylko jeden Antonow An-225 Mrija. We wtorek wyląduje w Warszawie
Marcin Walków 13 kwi, 14:25 [businessinsider.com.pl]

(https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/0dck9kpTURBXy8wZjc4MjQyZjRkZTY1YTUyYTc2NTE2ZmNiMzkyODBkNS5qcGeSlQMAWM0LAs0GMZUCzQHgAMLDgqEwBaExAQ)
Foto: Bychykhin Olexandr / Shutterstock

Antonow An-225 Mrija to największy i najcięższy na świecie samolot transportowy. We wtorek, 14 kwietnia 2020 r., około godz. 9.30 wyląduje na Lotnisku Chopina z ładunkiem środków ochrony osobistej i sprzętu medycznego z Chin. Po drodze z Tianjin czeka go międzylądowanie na lotnisku Ałmaty w Kazachstanie.

- Antonow An-225 Mrija ma 84 m długości. W jego wnętrzu zmieszczą się ładunki , których inne samoloty nie byłyby w stanie przetransportować

- Do Polski przyleci we wtorek 14 kwietnia 2020 r. z ładunkiem maseczek ochronnych, przyłbic i kombinezonów kupionych przez KGHM i Grupę Lotos

- To jedyny tego typu samolot na świecie

Co An-225 Mrija będzie miał na pokładzie?

Antonow An-225 Mrija do Warszawy przywiezie ładunek sprzętu ochronnego dla personelu medycznego zakupiony przez KGHM i Lotos. Będzie to m.in. 7 mln maseczek i kilka milionów kombinezonów ochronnych.


Twitter (https://twitter.com/MAPGOVPL/status/1249648355988443137?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1249648355988443137&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2Fy-kLwmh_4%2F)

Antonow An-225 Mrija. Marzenie o radzieckim programie promów kosmicznych

(https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/PsCk9kpTURBXy81M2RiMTVmMjJkMjA3MzVmOTQzYTkxYjkyZjFmZTE4MS5qcGeSlQLNAyAAw8OVAgDNAyDDw4KhMAWhMQE)
Antonow An-225 Mrija z zamontowanym promem kosmicznym. Zdjęcie wykonane w 1991 r. na kosmodromie Bajkonur w Kazachstanie.

Świat ujrzał Antonowa An-225 „Mrija” po raz pierwszy na światowym salonie lotniczym Paris Air Show w 1989 roku, choć jego oblot odbył się w grudniu 1988 roku. Antonow An-225 „Mrija” jest jedynym tego typu samolotem na świecie. Prowadzone były prace nad drugim egzemplarzem, który nigdy nie został ukończony - powstał jedynie kadłub.

Antonowa An-225 Mrija skonstruowano na Ukrainie pierwotnie z myślą o przenoszeniu promu kosmicznego Buran, wraz z rozpadem ZSRR upadł jednak radziecki program promów kosmicznych. Dopiero od 2002 r. „Mrija” wykorzystywana jest w lotach komercyjnych jako samolot transportowy ukraińskich linii lotniczych Antonov Airlines. W samolot zainwestowano 20 mln dol., przystosowując go do nowej roli.


(https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/cDek9kpTURBXy81Y2JmNWUyYWEyZTBjNGEzNTA1NDJhZTIxZWQzYjI3Yy5qcGeSlQLNAyAAw8OVAgDNAyDDw4KhMAWhMQE)
Foto: kamilpetran / Shutterstock

Antonow An-225 Mrija w malowaniu ukraińskich linii lotniczych Antonov Airlines, specjalizujących się w przewozach cargo. Korzystają one też z mniejszego An-124 Rusłan.

An-225 Mrija. Największy samolot transportowy na świecie. Wymiary i osiągi


(https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/kJ1k9kpTURBXy83MWM1ODgyODc4YTM3ODhlOTE1YjY4MzkyNTZiY2JjNy5wbmeRlQLNAyAAw8OCoTAFoTEB)
Foto: Adam Ziemienowicz / PAP/zdjęcia

Antonow An-225 Mrija. Fakty i liczby

„Mrija” mierzy 84 m długości, rozpiętość skrzydeł to 88,4 m. Samolot ma łączną wysokość 18,1 m, czyli więcej niż mierzy pięciopiętrowy blok mieszkalny. Gdyby znalazł się na murawie stadionu piłkarskiego, końcówki jego skrzydeł sięgałyby poza linie boczne, a dziób i ogon dotykałyby obu pól karnych.

Ładownia An-225 Mrija ma długość 43,35 m, szerokość 6,4 m i wysokość 4,4. Zmieści się w niej nawet 100 samochodów osobowych. Jej ładowność to 250 ton.


(https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/U4-k9kpTURBXy9lOWM3OTE0N2M2YTFiMWRjZWFkNzE1M2QwYjI1NTJjZS5qcGeSlQLNAyAAw8OVAgDNAyDDw4KhMAWhMQE)
Wnętrze ładowni Antonowa An-225 Mrija. W przeciwieństwie do mniejszego An-124 Rusłan, załadunek możliwy jest tylko przez unoszony dziób.

Załadunek dużych i nietypowych towarów jest ułatwiony za sprawą unoszonego nosa samolotu i rampy. „Mrija” jest dłuższa od mniejszego Antonowa An-124 Rusłan o 14,9 m. (https://businessinsider.com.pl/technologie/nowe-technologie/antonow-an-124-ruslan-transport-sprzetu-medycznego-z-chin-most-powietrzny/d34zynk)

(https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/kh6k9kpTURBXy9hY2YxYjg0NDUxZTQzZmZjMWVmOTg0MzAyNzg1YjIzOC5qcGeSlQLNAyAAw8OVAgDNAyDDw4KhMAWhMQE)
Antonow An-225 Mrija przewozi m.in. generatory, samochody i śmigłowce. W jego ładowni zmieściłby się też kadłub Boeinga 737.  Foto: Tmic / Shutterstock

Prędkość przelotowa samolotu to 800 km/h. Maksymalny zasięg to 15,4 tys. km, a z pełnym ładunkiem - 4,5 tys. km. Obsługiwany jest przez 6-osobową załogę. Podczas godziny lotu Antonov An-225 spala 15 ton paliwa lotniczego (https://businessinsider.com.pl/finanse/ile-kosztuje-tankowanie-samolotu-ceny-paliwa-lotniczego/y9vc2z1).

(https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/mR8k9kpTURBXy8yNDU4OTEzYWJkNGQ1MDgyNjI4ZGRlMWVkOTZkODhjOC5qcGeSlQLNAyAAw8OVAgDNAyDDw4KhMAWhMQE)
Foto: Arsgera / Shutterstock

Podwozie Antonowa An-225 Mrija składa się z 32 kół.

Charakterystyczne elementy Antonowa An-225 „Mrija” to sześć silników odrzutowych umieszczonych pod skrzydłami, podwójne usterzenie ogona i 32 koła w podwoziu.

Antonow An-225 Mrija. Kiedy i gdzie będzie można oglądać lądowanie w Warszawie?

An-225 tyko dwukrotnie gościł w Polsce - w 2003 i 2005 r. Tym razem samolot spodziewany jest na Lotnisku Chopina w Warszawie 14 kwietnia 2020 r. około godz. 9.30.


Cytuj
⚠️ #Ważne | #AN225wWAW | #CargoDlaPolski | #LIVE

✈️📦🇵🇱 Szanowni Fani, Miłośnicy Lotnictwa i wszyscy zainteresowani przylotem samolotu transportowego #An225 #Mrija na Lotnisko Chopina w ramach operacji Cargo dla Polski, przygotowujemy dla Was możliwość śledzenia jego wizyty na Lotnisku Chopina podczas relacji na żywo (zarówno przylot jak i odlot). 🎦

⚠️ Rozumiemy w pełni chęć zobaczenia tego, jedynego na świecie giganta na własne oczy, ale prosimy pamiętajcie o naszym wspólnym bezpieczeństwie i zdrowiu – nie przyjeżdżajcie w rejon lotniska, zostańcie w domu.‼️

🎬 Ponadto szykujemy dla Was film z jego przylotu i obsługi (rozładunku).

⛔️ Niestety warunki epidemiczne nie pozwalają nam również na organizację szerszego wydarzenia dla miłośników lotnictwa.
📸 Na lotnisku będzie zespół foto, który przygotuje dla Was zdjęcia z tego wydarzenia.

ℹ️➡️ Prosimy śledzić nasz profil, będziemy podawali sukcesywnie komunikaty.

#flyWAW | #ŁączymyPolskę

Antonow An-225 Mrija gdziekolwiek się pojawi, wzbudza olbrzymie zainteresowanie i przyciąga tłumy spotterów. Zarządca Lotniska Chopina w Warszawie już kilka dni temu zaapelował, aby tym razem nie przyjeżdżać pod płot portu lotniczego, ze względu na obostrzenia wprowadzone z powodu epidemii koronawirusa w Polsce. Przylot samolotu An-225 Mrija ma być transmitowany w internecie. W sieci można również śledzić trasę przelotu Antonowa, wpisując numer lotu: ADB 3354 w serwisie FligthRadar24.

[Artykuł zaktualizowany]

Źródło: https://businessinsider.com.pl/technologie/nowe-technologie/antonow-an-225-mrija-antonov-ladowanie-w-warszawie-14-kwietnia-2020/s5my5fx
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Maj 03, 2020, 18:30
Second Russian doctor in mystery fall: Physician with coronavirus 'blamed for outbreak at training facility' plunges to her death at hospital after medic who reported PPE shortages fell from a window
PUBLISHED: 08:02 BST, 27 April 2020 | UPDATED: 16:37 BST, 27 April 2020 By WILL STEWART [dailymail]

(https://i.dailymail.co.uk/1s/2020/04/27/09/27693810-8260147-image-a-14_1587975005518.jpg)
A doctor who contracted coronavirus in Russia's Star City (file photo) where cosmonauts are trained has died after falling from a hospital window

Natalya Lebedeva was accused of failing to stop an outbreak, colleagues claim
She was involved in treating the city's 'patient zero', a top cosmonaut trainer
Her death comes after a doctor fell from a hospital window after PPE complaints


A doctor who contracted coronavirus in Russia's Star City where cosmonauts are trained has died after falling from a hospital window.

Natalya Lebedeva had been accused of failing to stop an outbreak of Covid-19 inside the restricted city, colleagues claimed.

Her death comes after Dr Yelena Nepomnyashchaya fell from a window at a hospital in Krasnoyarsk after allegedly complaining about medical shortages. She is now fighting for life.

Lebedeva had been directly involved in the treatment of Star City's 'patient zero' - a top trainer who had been in direct contact with cosmonauts, it is believed.

Lebedeva was being treated in Moscow and fell from the sixth floor of the Federal Biomedical Agency in an apparent suicide. 

A doctor who contracted coronavirus in Russia's Star City (file photo) where cosmonauts are trained has died after falling from a hospital window

Star City's 'patient zero' was one of the heads of the Yuri Gagarin Cosmonaut Training Centre, according to Moskovsky Komsomolets (MK) newspaper.

All cosmonauts and astronauts are based in the city before flying to the International Space Station. 

Lebedeva had been head of the emergency department at the Medical-Sanitary Unit No 2 in Star City and was involved in treating the first patient, reports say.   

After the initial infection, coronavirus is believed to have spread among health workers linked to Lebedeva.

By early last week, six people had developed the virus in Star City, although unofficial accounts say the number was 22.

Colleagues say Lebedeva had faced 'accusations from her superiors that she had not taken sufficient measures to ensure the safety of her employees which resulted in the infecting of several health workers', according to Russian media.

Among those infected was Olga Minina, head of the Star City hospital where Lebedev worked.

It is unclear whether the initial 'patient zero' had any contact with cosmonauts who have since flown to the space station.

The latest crew to travel to the space station - NASA astronaut Chris Cassidy plus Russian cosmonauts Anatoly Ivanishin and Ivan Vagner - left Star City on March 24 before travelling to Baikonur cosmodrome in Kazakhstan.


(https://i.dailymail.co.uk/1s/2020/04/26/16/27672414-8258591-image-a-61_1587914349356.jpg)
In a separate case, another doctor - Yelena Nepomnyashchaya, pictured - fell from a hospital window in Krasnoyarsk. She survived but is fighting for her life in a different hospital   

Lebedeva's death comes after different doctor fell from a window at a hospital in Krasnoyarsk after allegedly complaining about medical shortages.   

Dr Yelena Nepomnyashchaya survived the fall but is fighting for her life in a different Krasnoyarsk hospital.

Aleksey Podkorytov, the deputy head of Krasnoyarsk's regional government, played down claims that her fall was linked to medical shortages. 

'So many things could have happened,' he speculated. 'It could have been because it was spring, the overall stress, something in her family.

'It's difficult to say what could have happened.

'There was nothing extraordinary happening at the time, just a routine conference call with doctors' reports.

'If we were to fail after each routine conference call this would have not led to anything good.'


Source: https://www.dailymail.co.uk/news/article-8260147/Doctor-coronavirus-falls-death-hospital-Russia.html
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Maj 05, 2020, 12:41
Два работника Роскосмоса с подтвержденным коронавирусом умерли в больнице
ПАНДЕМИЯ КОРОНАВИРУСА НОВОГО ТИПА17 АПР, 16:37 Обновлено 17:26 [TACC]

Число заразившихся сотрудников госкорпорации возросло до 42

МОСКВА, 17 апреля. /ТАСС/. Трое специалистов ракетно-космической отрасли умерли в больницах, у двоих из них подтвердили коронавирус, еще у одного было подозрение на него. Об этом сообщил в пятницу руководитель оперативного штаба, заместитель генерального директора госкорпорации "Роскосмос" Олег Фролов.

"Два специалиста - 62 и 68 лет - скончались в больницах, сотрудник еще одного предприятия, находившийся в списке с подозрением на заболевание коронавирусом, умер из-за двусторонней пневмонии в возрасте 58 лет", - отметил Фролов.

Все трое работали в Москве и Подмосковье. Их семьям будет оказана необходимая поддержка, сказал Фролов.

Как сообщили ТАСС в пресс-службе госкорпорации, число заразившихся коронавирусом в Роскосмосе за несколько дней выросло с 30 до 42.

"По состоянию на 17 апреля 2020 г. общее число работников предприятий космической промышленности, зараженных новой коронавирусной инфекцией 2019-NCOV, достигло 42 человек", - сказали в Роскосмосе, подчеркнув, что четыре человека выздоровели.

По словам руководителя оперативного штаба, Роскосмос предпринимает все возможные меры для нераспространения инфекции на сотрудников предприятий ракетно-космической промышленности вне зависимости от географического расположения места работы.

Коронавирус в Роскосмосе

15 апреля генеральный директор госкорпорации Дмитрий Рогозин сообщил, что число работников российской ракетно-космической отрасли, у которых обнаружили коронавирус, возросло до 30. На тот момент вылечились четыре человека.

Источник в отрасли сообщил ТАСС, что коронавирусной инфекцией заразился в том числе заместитель гендиректора - генеральный конструктор Ракетно-космической корпорации "Энергия" Евгений Микрин, он сейчас находится на самоизоляции дома, так как клинических симптомов заболевания у него нет.


Источник: https://tass.ru/kosmos/8273935
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Maj 05, 2020, 12:41
Competition and Coronavirus Batter Russia’s Space Program
Publication: Eurasia Daily Monitor Volume: 17 Issue: 59 By: John C. K. Daly April 29, 2020 06:17 PM Age: 5 days [jamestown.org]

(https://jamestown.org/wp-content/uploads/2020/04/Soyuz-MS-16-launch-April-9-640x413.jpg)
Launch of cosmonauts to ISS on Russian Soyuz rocket, Baikonur Cosmodrome, April 9 (Source: Roscosmos)

Among the Russian Federation’s most important industrial enterprises with Soviet antecedents, its space program evokes both national pride and the aura of profitability. A series of recent setbacks however, among them COVID-19 infections of key personnel and growing international competition, threaten the future of Roscosmos, Russia’s state-run space agency. As a result, on April 10, a day after a successful Roscosmos launch from Kazakhstan’s Baikonur Cosmodrome to the International Space Station (ISS), Russian President Vladimir Putin convened the leadership of Russia’s space program for a video conference progress report. After labeling the space sector one of “the most vital sectors of the national economy,” Putin asked his subordinates to detail their “planning to arrange the work of the entire industry in the medium and longer term, bearing in mind the need to revive it to full capacity” (Kremlin.ru, April 10).

While Roscosmos Director Dmitri Rogozin emphasized his organization’s accomplishments, the previous day’s launch underlined a future competitive shortcoming: namely, the Roscosmos Soyuz-2.1a used for the launch was a Russian single-use space rocket. Imminently threatening Roscosmos’ transport monopoly to the ISS is the United States aerospace company Space Exploration Technologies Corp. (SpaceX), which has developed reusable booster rockets. As such, Rogozin told Putin, “In order to expand our presence on international markets, we are currently working on cutting our launch service rates by over 30 percent by reducing our non-operating expenses and increasing the company’s operating efficiency. The pricing schedule we proposed is essentially our response to the dumping by the American companies that are funded by the US budget. If a launch by, for example, SpaceX has a market price of around $60 million, NASA [the National Aeronautics and Space Administration] pays 50 to 300 percent more for the same service” (Roscosmos.ru (https://www.roscosmos.ru/28349/), April 10).

As with many large organizations the world over, COVID-19 has also claimed its first victims at Roscosmos. On April 17, Deputy General Director Oleg Frolov announced the state corporation’s first few casualties, telling reporters, “Two specialists—62 and 68 years old—died in hospitals; another company employee, who was on the list with suspected coronavirus, died due to bilateral pneumonia, at the age of 58.” The trio all worked in the Moscow region. Potentially worse news was yet to come: Frolov added, “As of April 17, 2020, the total number of space industry workers infected with the new COVID-19 coronavirus infection reached 42” (TASS, April 17).

A public relations coronavirus disaster may be waiting in the wings for Roscosmos. On April 9, Evgenii Mikrin, the general designer of Roscosmos subsidiary RSC Energia, which built the Soyuz spacecraft launched that day, shared a three-hour flight to Baikonur as a member of the State Commission to prepare the crew for the flight. Also aboard the same government plane was Roscosmos Director Rogozin, who subsequently spoke directly with the cosmonauts prior to their launch, with pictures showing him neither wearing a viral mask nor observing social distancing (Moskovsky Komsomolets (https://www.mk.ru/social/2020/04/16/koronavirusom-zarazilsya-genkonstruktor-rkk-energiya-provozhavshiy-s-rogozinym-kosmonavtov.html), April 17).

After subsequently twice testing positive for COVID-19, Mikrin was put in self-isolation at home in Moscow. When asked about the incident, RSC Energia media representative Irina Gomenyuk replied brusquely, “Our comment is solely that we do not remark upon the personal data of employees, as this is confidential medical information. Furthermore, we are doing everything that is necessary to halt the proliferation of the virus in our corporation” (RBK, April 15).

A coronavirus case has also now been confirmed at Star City, near Moscow, where the Russian Cosmonaut Training Center is located and where this month’s ISS crew had prepared for their launch (RIA Novosti (https://ria.ru/20200416/1570141863.html), April 16).

Another issue undermining Roscosmos’ public image that its management eventually will have to address is quality control. On April 10, the Russian media carried reports that three Proton-M rockets had to be returned from Baikonur to their manufacturer, Khrunichev State Research and Production Space Center, in Moscow, for partial disassembly to replace bolts manufactured in 2015–2016 that were overheated and damaged during production (RIA Novosti, April 10). The defective components were identified in March by a new Roscosmos quality control system. Speaking on condition of confidentiality, a source told a Gazeta.ru journalist that the faults were detected during the testing of a rocket’s second stage and were determined to affect more than a thousand bolts in the rocket’s fuel system (Gazeta.ru (https://www.gazeta.ru/science/2020/04/10_a_13043617.shtml), April 10).

Even as the Russian space program still relies upon Baikonur as its primary launch site, Roscosmos is determined to lessen its dependence upon the resources of other post-Soviet states. Russia has been developing a domestic cosmodrome in Vostochny, in the Far East (see EDM, November 18, 2019). And the April 9 flight was notably the first cosmonaut orbital mission of the Soyuz-2-1a rocket variant, following years of preparations and flight tests. It marked the transition of Russia’s piloted space program from the earlier Soyuz-FG variant, which utilized a flight control system developed at NT SKB Polisvit and manufactured at GNPP Kommunar Association, both located in Kharkiv, Ukraine (Krasnaia Vesna (https://rossaprimavera.ru/news/76d469fe), February 28, 2020; Korrespondent.net (https://ua.korrespondent.net/tech/space/4071972-rf-zapustyt-ostannui-raketu-souiz-z-ukrainskoui-systemoui-upravlinnia-zmi), April 5).

Rogozin’s day of reckoning will occur on May 27, when a SpaceX Falcon 9 rocket launches from the Kennedy Space Center, in Cape Canaveral, carrying NASA astronauts Doug Hurley and Bob Behnken aboard a SpaceX Crew Dragon capsule to the ISS (Nasa.gov (https://www.nasa.gov/specials/dm2/), accessed April 28). Whether Roscosmos can regain its ISS transit monopoly via improved hygiene, better quality control measures and heavy discounts against a brash private-sector US upstart remains to be seen.


Source: https://jamestown.org/program/competition-and-coronavirus-batter-russias-space-program/
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Maj 05, 2020, 13:08
Умер генконструктор РКК "Энергия" Евгений Микрин
10:22 05.05.2020 (обновлено: 13:34 05.05.2020)

(https://cdn25.img.ria.ru/images/07e4/04/13/1570272095_0:0:2852:1605_600x0_80_0_0_d4e2c8470d4db34652f2df4086057b03.jpg.webp)
© РИА Новости / Сергей Мамонтов Перейти в фотобанк   Генеральный конструктор по пилотируемым космическим системами комплексам, академик РАН Евгений Микрин. Архивное фото

МОСКВА, 5 мая - РИА Новости. Генконструктор пилотируемых программ России, член президиума РАН Евгений Микрин скончался в больнице после длительной болезни, сообщили РИА Новости в пресс-службе Роскосмоса (https://ria.ru/organization_Roskosmos/).

"Врачи сделали максимально возможное, чтобы спасти его. Роскосмос приносит соболезнования всем его родным и близким", — сказали в пресс-службе.

Сведения о кончине от коронавируса генконструктора пилотируемых программ России Микрина в госпитале в Коммунарке не соответствуют действительности, он умер в Центральной клинической больнице управделами президента, сообщил РИА Новости источник в ракетно-космической отрасли.

"Микрин скончался в ЦКБ управделами президента на улице Маршала Тимошенко", — пояснил собеседник.

Ранее ряд СМИ сообщил, что Микрин умер в госпитале в Коммунарке.

Глава Роскосмоса Дмитрий Рогозин (https://ria.ru/person_Dmitrijj_Rogozin/) сообщил, что генконструктор пилотируемых программ России, генконструктор Ракетно-космической корпорации "Энергия" Евгений Микрин заразился коронавирусной инфекцией и находится дома, ему оказывается вся необходимая медицинская помощь.

В должности генконструктора пилотируемых программ, на которую Микрин утвержден указом президента, он руководил всеми перспективными тематиками в области пилотируемой космонавтики.

Сам Микрин 9 апреля присутствовал на пилотируемом запуске с космодрома Байконур, во время которого на МКС (https://ria.ru/product_Mezhdunarodnaja_kosmicheskaja_stancija_2/) отправился новый экипаж. На фотографиях, опубликованных Роскосмосом, он сидел на Байконуре во время общения с космонавтами по правую руку от Рогозина. Сами космонавты находятся в изолированной комнате — за стеклом.


Источник: https://ria.ru/20200505/1570977437.html
Tytuł: Odp: [TP] EPIDEMII BĘDZIE WIĘCEJ
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Maj 11, 2020, 13:10
Coronavirus could shrink European space industry by 1 billion euros, politicians warn
by Caleb Henry — May 7, 2020 [SN]

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2020/05/10709940216_1ac493fc5a_k-879x485.jpg)
Europe's space industry needs to be protected from revenue losses caused by the coronavirus, according to some members of the European Parliament. Credit: ESA

WASHINGTON — Seven members of the European Parliament, the legislative branch of the European Union, are pushing for a recovery plan for space companies hurt by the coronavirus pandemic.

The parliamentarians wrote to Thierry Breton, a commissioner overseeing space in the EU’s executive branch, the European Commission, estimating that the European space sector could contract by 1 billion euros ($1.08 billion) in 2020, equivalent to 12.5% of the industry’s collective revenue.

“The Covid-19 pandemic is leading to a sharp economic slowdown and to a dramatic reduction of international trade,” the parliamentarians wrote in an April 30 letter obtained by SpaceNews. “This situation will have a heavy toll on the European space sector, and may lead to rapid capability and capacity loss, including highly specialised technical and managerial skills, that will take years to rebuild if they are not promptly mitigated.”

Two of the parliamentarians who wrote to Breton are from France (Manual Bompard and Christophe Grudler), and another two are from Italy (Massimiliano Salini and Andrea Caroppo). The other three are from Germany (Damian Boeselager), Portugal (Carlos Zorrinho) and the Czech Republic (Evžen Tošenovský).

The parliamentarians said the coronavirus pandemic makes it more important for the European Union to at a minimum commit to the roughly 16 billion-euro funding level sought for its space programs from 2021 to 2027. That funding is part of the EU’s Multiannual Financial Framework, a seven-year budget still under debate, with recent discussions focused on including a coronavirus recovery plan for Europe.

The European space industry needs a recovery plan that would “aim at developing new enabling space-based services contributing to the general European economic recovery,” the parliamentarians wrote.

The 27-nation European Union should not let the coronavirus delay the procurement process for its Galileo and Copernicus satellite programs, they wrote.

Sonya Gospodinova, a European Commission spokesperson, told SpaceNews May 6 that the commission received Breton’s letter, and that it would provide a response, but gave no timeline for when that would occur.

Eurospace, a European space industry trade group, released a paper April 30 detailing steps European companies want the EU to take to support them during the pandemic. Those steps include the EU being an early customer for space-based products, incorporating space into EU defense and security initiatives, and increasing funding for research and development of space technology.


Source: https://spacenews.com/coronavirus-could-shrink-european-space-industry-by-1-billion-euros-politicians-warn/
Tytuł: Odp: [SN] Pandemic to cost NASA up to $3 billion
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Kwiecień 02, 2021, 02:09
Pandemic to cost NASA up to $3 billion
by Jeff Foust — March 31, 2021

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2019/11/wfirst-2019.jpg)
The Nancy Grace Roman Space Telescope will suffer about $400 million in additional costs because of the pandemic, which hit just as the program reached the peak of its development spending. Credit: NASA

WASHINGTON — A NASA audit concluded that costs imposed by the COVID-19 pandemic on the agency could reach $3 billion, with several major science and exploration programs accounting for much of that cost.

A March 31 report (https://oig.nasa.gov/docs/IG-21-016.pdf) by the NASA Office of Inspector General (OIG) stated that the agency expects that the pandemic’s effects on the agency, ranging from closed facilities to disrupted supply chains, to be nearly $3 billion. Of that, about $1.6 billion came from 30 major programs and projects, defined by NASA as those with a total cost of at least $250 million.

“Although NASA managers include schedule margin in program and project plans to address unforeseen circumstances, in many instances the margins were not sufficient to absorb the impact of the pandemic,” the OIG report stated. It added the full cost accounting of the pandemic won’t be possible “until after the COVID-19 emergency has subsided.”

The project with the largest cost increase in the report is the Nancy Grace Roman Space Telescope, formerly known as the Wide-Field Infrared Survey Telescope (WFIRST). It reported $3 million in costs because of the pandemic in fiscal year 2020, but estimates nearly $400 million in additional impacts in future years. The mission has a lifecycle cost of $3.9 billion.

“Subcontractors working on the Roman Space Telescope have been significantly impacted, resulting in fewer bids on proposed work, longer delivery times, and parts delays to complete assemblies,” the report stated. “This, in turn, has impacted contractors and affected the schedule for higher assembly and testing.”

NASA officials previously said Roman was particularly hard hit because the pandemic came at the peak of its projected spending, just as it passed its Key Decision Point C review in early March 2020 (https://spacenews.com/wfirst-proposed-for-cancellation-is-approved-for-development/). That review approved plans to move into full-scale development of the space telescope.

“COVID has had a measurable impact on the Roman Space Telescope,” said Paul Hertz, director of NASA’s astrophysics division, said at a March 25 meeting of the Committee on Astronomy and Astrophysics of the National Academies’ Space Studies Board. “COVID hit at exactly the worst possible time for a mission.”

Hertz didn’t quantify the cost and schedule effects of the pandemic on Roman, although he previously said the launch would likely slip six months, a delay also noted in the OIG report. Once those impacts were independently verified, “we will be going through a process of resetting the Roman schedule and the cost that goes with that reset.”

The OIG report stated that, given the known effects of the pandemic, “officials already anticipate needing additional funding for [fiscal year] 2022” for Roman.

The Space Launch System had the second-highest cost increase in terms of overall dollars, at $363 million, of which $8 million was in fiscal year 2020 and $355 million in fiscal years 2021 through 2023. A three-month delay in the first SLS mission, Artemis 1, along with “rephrasing production” each accounted for about one-third of the costs. The rest came from “surge costs” to compress schedules as well as the costs of facility shutdowns.

The Orion spacecraft suffered $146 million in costs, including $5 million in fiscal year 2020 and $66 million in fiscal year 2021. Because the Orion spacecraft for the Artemis 1 mission was nearly complete at the time the pandemic hit, the largest effects were on the Orion spacecraft for the Artemis 2 and 3 missions, both still in production. Those problems extended to Europe, with delays in the production of the European Service Module for the Artemis 2 Orion.

The James Webb Space Telescope will see its cost increase by $100 million because of the delay in its launch from March to October of this year. That increase, though, will be contained within the $8.8 billion cost cap for the mission using existing budget reserves.

Two other science missions in development, Europa Clipper and the Plankton, Aerosol, Cloud and ocean Ecosystem (PACE), reported cost increases of $97 million and $89.2 million, respectively. PACE, whose cost increases account for about 10% of its estimated total cost, will also see its launch slip by nine months.

Many other major projects and programs, though, saw far lower cost increases. The commercial crew program experienced $2.2 million in cost increases in 2020 and $2.3 million projected for future years. The 2020 increase came from the use of NASA aircraft for mission-essential travel during the pandemic and “socially distanced lodging” for astronauts and other personnel ahead of the Demo-2 and Crew-1 launches in May and November of 2020, respectively.

How NASA will cover those costs is not certain. The agency received just $60 million in the Coronavirus Aid, Relief, and Economic Security (CARES) Act in March 2020, which the agency is using for pandemic-related costs ranging from enhanced information technology infrastructure to personal protective equipment. Hertz, in recent presentations, noted that overruns in one part of NASA’s astrophysics portfolio, such as the flagship missions JWST and Roman, would not be paid out money in other parts of the portfolio, like smaller missions or research funding.

The costs estimates included in the report, OIG added, are unlikely to be final figures. “Due to the continued uncertainties around the COVID-19 pandemic, NASA will likely continue to experience impacts to its major programs and projects.”


Source: https://spacenews.com/pandemic-to-cost-nasa-up-to-3-billion/
Tytuł: Odp: Artykuły o wpływie pandemii na świat
Wiadomość wysłana przez: Orionid w Maj 25, 2021, 03:35
Cost and schedule overruns continue to grow for NASA programs
by Jeff Foust — May 24, 2021 [SN]

(https://spacenews.com/wp-content/uploads/2021/04/slscorestage-ksc-879x485.jpg)
The Space Launch System core stage arriving at the Kennedy Space Center in April. The SLS program is a major driver of the cost and schedule increases in major NASA programs identified in a new GAO report. Credit: NASA/Jamie Peer

WASHINGTON — NASA suffered increasing cost overruns on its major programs again in 2020, a problem a new report says will be exacerbated by the pandemic.

The annual report by the Government Accountability Office (GAO) on major NASA programs, published May 20, found that costs of those programs grew by more than $1 billion in 2020, the fifth year in a row overall costs increased.

The cumulative cost overrun of 20 major programs in development, defined as those with total costs of at least $250 million, grew to more than $9.6 billion in the report. Three programs — the James Webb Space Telescope, Orion spacecraft and Space Launch System — account for $8 billion of that total, including $4.4 billion for JWST alone.

Source: https://spacenews.com/cost-and-schedule-overruns-continue-to-grow-for-nasa-programs/