Autor Wątek: Wiadomości naukowe  (Przeczytany 42744 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #15 dnia: Grudzień 20, 2020, 23:49 »
Nowy szczep koronawirusa - co musisz wiedzieć
Opracowanie: Nicole Makarewicz 21 grudnia (06:55)

Nowa szczep koronawirusa, która rozprzestrzenia się w południowo-wschodniej Anglii, spowodowała, że brytyjski rząd znacząco ograniczył plany poluzowania restrykcji na Boże Narodzenie, a kolejne państwa europejskie wstrzymują ruch pasażerski z Wielką Brytanią.

Nowy szczep koronawirusa. Co wiemy o nowej mutacji

To, że wirusy, w tym koronawirusy, nieustannie mutują, jest normalną rzeczą, więc sam fakt, że w wyniku tych mutacji powstała nowa odmiana nie jest niczym niespodziewanym. Zdarzyło się to już w przeszłości. Wirus, który obecnie dominuje na świecie, nie jest już tym samym, co ten, którego po raz pierwszy wykryto w chińskim mieście Wuhan. Mutacja D614G pojawiła się w Europie w lutym i stała się globalnie dominującą formą wirusa. Rozprzestrzenienie się innej, A222V, wiązane jest z letnimi wakacjami w Hiszpanii.

Tym, co powoduje, że VUI-202012/01 budzi zaniepokojenie, są trzy występujące czynniki: szybko zastępuje inne wersje wirusa, ma mutacje, które prawdopodobnie wpływają na ważną część wirusa, niektóre z tych mutacji, jak już wykazano w badaniach laboratoryjnych, zwiększają zdolność wirusa do zakażania komórek. To razem składa się na hipotezę, że nowa wersja wirusa łatwiej się rozprzestrzenia.

Wariant ten jest niezwykle silnie zmutowany. W opublikowanej wstępnej analizie nowego wariantu określono 17 potencjalnie istotnych zmian. Najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem jest to, że wariant ten pojawił się u pacjenta z osłabionym układem odpornościowym, który nie był w stanie pokonać wirusa. Zamiast tego jego organizm stał się pożywką dla mutacji wirusa.

Według naukowców, nie ma dowodów na to, że nowy wariant powoduje większą śmiertelność niż dotychczasowy, choć nadal trzeba będzie to monitorować. Jednak samo zwiększenie rozprzestrzeniania się wystarczy, aby spowodować problemy dla szpitali. Jeśli nowy wariant oznacza szybsze zarażenie większej liczby osób, doprowadzi to do tego, że więcej osób będzie potrzebowało leczenia szpitalnego.

Nowy szczep koronawirusa - restrykcje w Londynie

W sobotę premier Boris Johnson, uzasadniając ograniczenie planowanego poluzowania restrykcji na okres Bożego Narodzenia, mówił, że nowy wariant przenosi się o 70 proc. szybciej niż dotychczasowy i może zwiększać wartość R - współczynnika oznaczającego tempo transmisji wirusa - o 0,4. Jednak według opublikowanych zapisów z posiedzenia rządowej rady doradczej ds. wirusów NERVTAG, ten przyrost wartości R może wynosić nawet 0,93. Zwrócono uwagę, że VUI-202012/01 wykazał zdolność do gwałtownego wzrostu mimo trwającego ogólnokrajowego lockdownu, kiedy kontakty międzyludzkie były ograniczone.

Nowy szczep koronawirusa - czy szczepionka będzie na niego działała?

Nowy wariant po raz pierwszy stwierdzono w październiku w próbce pobranej we wrześniu. Uważa się, że wariant ten albo pojawił się u pacjenta w Wielkiej Brytanii, albo został sprowadzony z kraju o niższej zdolności do monitorowania mutacji koronawirusa. Do 13 grudnia w Wielkiej Brytanii wykryto 1108 przypadków nowego wariantu w prawie 60 różnych jednostkach administracyjnych. Wariant ten potwierdzono w całym kraju, z wyjątkiem Irlandii Północnej, ale jest on silnie skoncentrowany w Londynie, południowo-wschodniej i wschodniej Anglii. Jak się wydaje, w innych częściach nie zdominował poprzedniej wersji. W listopadzie nowy wariant stanowił około jednej czwartej przypadków w Londynie. W połowie grudnia było to już prawie dwie trzecie.

Przypadki tego wariantu, wywodzące się z Wielkiej Brytanii, stwierdzono już w Danii, Holandii i Australii.

Według naukowców, opracowane szczepionki przeciwko koronawirusowi niemal na pewno będą skuteczne także w przypadku nowej odmiany. Szczepionki trenują układ odpornościowy tak, aby atakował kilka różnych części wirusa, więc nawet jeśli część z nich zmutowała, szczepionki powinny nadal działać. Ale naukowcy zarazem wskazują, że wirus zrobił już mutacjami pierwszy krok w kierunku ucieczki przed efektem szczepionki. Jeśli tak się stanie, będzie to przypominać sytuację tę, która jest z grypą, gdzie szczepionki muszą być regularnie aktualizowane. Jednak te szczepionki, które opracowano przeciw koronawirusowi, są łatwe do udoskonalenia.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/europa/news-nowy-szczep-koronawirusa-co-musisz-wiedziec,nId,4940291

Szczepienia i skutki uboczne. EMA o szczepionce Comirnaty
OPRAC. ARKADIUSZ JASTRZĘBSKI 21 XII

Szczepienia na COVID-19 i skutki uboczne. Szczepionka na COVID firm Pfizer i BioNTech otrzymała rekomendacją Europejskiej Agencji Leków. Unijni eksperci poinformowali o wynikach badań - także na temat skutków ubocznych.

- Szczepionka spełnia rygorystyczne standardy Unii Europejskiej - przekazała Emer Cooke, dyrektor wykonawcza EMA, informując w poniedziałek o warunkowej autoryzacji preparatu Pfizer i BioNTec.

- Chcemy, aby obywatele decydowali o szczepieniach na podstawie faktów - wyjaśniła szefowa agencji i zapowiedziała publikację informacji na temat oceny, w tym wszystkie danych klinicznych, co ma umożliwić dalszą niezależną kontrolę naukowców.

Eksperci EMA przekazali, że szczepionka firm BioNTech i Pfizer nosi nazwę Comirnaty. - Wykazała skuteczność na poziomie 95 proc. w badaniu klinicznym - wyjaśniono.

Z danych przekazanych przez agencję wynika, że 95-proc. skuteczność preparatu została potwierdzona również u osób zagrożonych ciężkim przebiegiem COVID-19 - w tym u osób z astmą, przewlekłą chorobą płuc, cukrzycą i wysokim ciśnieniem krwi.

Szczepienia i skutki uboczne. EMA o preparacie

Według EMA najczęstsze działania niepożądane związane ze stosowaniem szczepionki Comirnaty były zwykle łagodne lub umiarkowane i ustępowały w ciągu kilku dni po szczepieniu.

Wyjaśniono, że działania niepożądane związane ze stosowaniem szczepionki obejmowały ból i obrzęk w miejscu zastrzyku, zmęczenie, ból głowy, bóle mięśni i stawów, dreszcze i gorączkę.

Szczepionka na COVID. Monitoring podczas szczepień

Zastrzeżono również, że do rekomendacji szczepionki dla kobiet w ciąży potrzebna jest większa liczba badań. Dopuszczenie szczepionki do obrotu dotyczy osób od 16. roku życia - podała EMA.

Unijni eksperci zastrzegli, że bezpieczeństwo i skuteczność szczepionki będą nadal monitorowane w miarę jej stosowania w państwach członkowskich.

Szczepionka na COVID. Rekomendacja dla KE

EMA zajmuje się wydawaniem zaleceń dotyczących leków, jednak ostateczna decyzja w sprawie zatwierdzenia danej substancji należy do Komisji Europejskiej. Zazwyczaj postępuje ona zgodnie z zaleceniami agencji.

Szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała, że Komisja Europejska wyda w poniedziałek decyzję dot. dopuszczenie do obrotu szczepionki firm Pfizer i BioNTech w UE.

https://wiadomosci.wp.pl/szczepienia-i-skutki-uboczne-ema-o-szczepionce-comirnaty-6588675399740224a

Szczepienia na COVID a alkohol. Dlaczego nie należy pić przed szczepieniem?
Ewa Rycerz 21 XII

- Alkohol ma silny wpływ na organizm. Wywołuje skoki ciśnienia tętniczego, prowadzi do zaburzeń oddychania, jego spożycie daje objawy hipoglikemii (np. osłabienie). To wszystko są symptomy, które wykluczają zaszczepienie - mówi dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych i ostrzega, by zrezygnować z alkoholu na czas szczepienia.

1. Rosjanie przestrzegają przed piciem i podaniem szczepionki

"Wszystkie osoby, które planują poddać się szczepieniu przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2, powinny zaprzestać spożywania alkoholu. Abstynencja powinna potrwać 42 dni" - powiedziała Anna Popowa, dyrektor koordynującego walkę z epidemią w Rosji nadzoru sanitarnego Rosportebnadzor. Według jej zaleceń, Rosjanie powinni powstrzymać się przed piciem alkoholu na prawie 1,5 miesiąca. Sprawę zdementował Aleksander Gintsburg, który pracował nad szczepionką Sputnik V. Jego zdaniem nie ma potrzeby wprowadzania całkowitej abstynencji, ale picie alkoholu należy zredukować.

Sprawa wywołała w sieci lawinę komentarzy. O zdanie na ten temat postanowiliśmy zapytać specjalisty.

2. "Szczepimy tylko trzeźwe osoby"

- Przede wszystkim szczepimy tylko osoby zdrowe. To znaczy takie, których organizm funkcjonuje prawidłowo. Pacjent pod wpływem alkoholu traktowany jest prawie tak, jak osoba chora. Alkohol ma silny wpływ na organizm. Wywołuje skoki ciśnienia tętniczego, prowadzi do zaburzeń oddychania, jego spożycie daje objawy hipoglikemii (np. osłabienie). To wszystko są symptomy, które wykluczają zaszczepienie. Właśnie dlatego osoby, które planują przyjąć szczepionkę, powinny być bezwzględnie trzeźwe - zaznacza dr Michał Sutkowski.

To jednak nie są jedyne negatywne skutki picia alkoholu dla organizmu. Centers for Disease Control and Prevention (CDC) stwierdziło, że spożywanie alkoholu może mieć szereg szkodliwych skutków dla jelit. Alkohol, uszkadzając mikrobiom jelitowy, może doprowadzić do destrukcji komórek odpornościowych znajdujących się w jelitach. Komórki te są pierwszą linią obrony przed patogenami.

Eksperci zwrócili też uwagę na to, że nadmierne picie alkoholu zmniejsza zdolność niektórych białych krwinek do walki z infekcjami. A to jest niezwykle ważne szczególnie w czasie epidemii.

3. Picie alkoholu a COVID-19

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzega, że nadmierne picie alkoholu może zwiększać ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19.

- Spożywanie alkoholu zdecydowanie osłabia odporność. Jeśli dodatkowo nałoży się na to zakażenie koronawirusem, to przebiega ono dramatycznie gorzej. 1/6 pacjentów z COVID-19, którzy najgorzej przechodzą zakażenie, to pacjenci otyli z cukrzycą. 30 proc. zakażonych, których umarło, to pacjenci, którzy mieli cukrzycę w wywiadzie. A wiele spośród tych przypadków z cukrzycą, to też wynik uszkodzenia trzustki przez nadużywanie alkoholu. Wpływ mają też procesy degradacyjne i starzenie się. Alkohol jest jednym z czynników, które dynamicznie uszkadzają trzustkę - wyjaśnia prof. Krzysztof Simon.

Co więcej, alkohol ma działanie depresyjne na poziomie ośrodkowego układu nerwowego. Oznacza to, że zaburza oddychanie, wywołuje tachykardię, osłabienie, odwodnienie. - Te symptomy w połączeniu z zakażeniem koronawirusem potęgują objawy COVID-19 i sprawiają, że przebieg choroby może być dużo poważniejszy - podsumowuje dr Sutkowski.

Eksperci zalecają, by nie pić 2-3 dni przed przyjęciem szczepionki oraz tyle samo po jej otrzymaniu.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepienia-na-covid-a-alkohol-dlaczego-nie-nalezy-pic-przed-szczepieniem
« Ostatnia zmiana: Grudzień 22, 2020, 23:39 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #16 dnia: Grudzień 20, 2020, 23:50 »
Koronawirus w Polsce. Mamy szczepionkę na koronawirusa, ale nie wiemy, jak długo będzie działać. A co z lekiem? W Stanach zarejestrowano innowacyjną terapię
Katarzyna Grzęda-Łozicka 19 XII

Mamy szczepionkę na COVID, ale jej największą wadą jest to, że nie wiemy, na jak długo nas uodporni - mówi dr Dzieciątkowski. Z kolei lek na COVID-19 to wciąż Święty Graal dla wszystkich ośrodków naukowych na świecie. Od początku pandemii równolegle z pracami nad szczepionką trwają prace nad skutecznym środkiem leczącym chorych na COVID-19. Niestety na razie bez większych sukcesów. Amerykańscy lekarze mówią o nowej nadziei związanej z eksperymentalną terapią przeciwciałami monoklonalnymi. Czy okaże się skuteczna?

1. Nowy lek przeciwko koronawirusowi? W USA dopuszczono bamlaniwimab i Regeneron
(...)
Dobowe przyrosty zakażeń od kilku tygodni utrzymują się na zbliżonym poziomie. Coraz częściej słychać głosy o trzeciej fali wirusa, która może uderzyć w w pierwszej połowie przyszłego roku.

Do tej pory nie udało się opracować leku na koronawirusa SARS-CoV-2, który byłby ukierunkowany na ten konkretny patogen. Prace nad preparatami trwają od momentu wybuchu epidemii w grudniu 2019 r. Nowe nadzieje płyną wraz z informacją o zarejestrowaniu w Stanach eksperymentalnej terapii przeciwciałami monoklonalnymi. FDA wydała zezwolenie na zastosowanie leków bamlaniwimab i Regeneron w sytuacjach wyjątkowych w leczeniu łagodnego i umiarkowanego COVID-19 u pacjentów dorosłych i dzieci powyżej 12. roku życia i masie ciała co najmniej 40 kg.

- W obu przypadkach to są przeciwciała monoklonalne. W przypadku Regeneronu to jest mieszanina dwóch przeciwciał skierowana przeciwko białku kolca koronawirusa. Są rekomendacje do zastosowania tych środków u osób w lekkim i średnim stadium choroby, dlatego że one mają zatrzymać zakażenie w tej fazie u osób, których stan teoretycznie mógłby się pogorszyć. Wyniki badań klinicznych w obu przypadkach są obiecujące - wyjaśnia dr Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Preparaty są dopuszczone do zastosowania na razie tylko w Stanach.

2. Nowy wariant SARS-CoV-2

Brytyjczycy badają nowy wariant koronawirusa z mutacją oznaczoną jako N501Y, który wykryto m.in. w Londynie.

- Czy jest to coś nowego? Tak. Czy jest to coś niezwykłego? Nie. Koronawirus mutował, mutuje i będzie mutować - taka jest jego natura i biologia - mówi dr Tomasz Dzieciątkowski.

- To jest ósmy poznany główny wariant genetyczny koronawirusa, przy czym, co wyraźnie należy podkreślić, jak do tej pory żadna z wersji genetycznych nie wpłynęła na fenotyp wirusa, czyli jak można powiedzieć jego "opakowanie", w tym przede wszystkim na białko kolca, które jest podstawowym induktorem odpowiedzi immunologicznej i przeciwko któremu są produkowane przeciwciała i konstruowane szczepionki - dodaje ekspert.

Na razie nie ma dowodów na to, że nowy wariant będzie miał jakikolwiek wpływ na ciężkość przebiegu choroby lub że zmniejszy skuteczność szczepionek. Dr Dzieciątkowski wyjaśnia, że jego pojawienie się nie powinno budzić obaw w kontekście procesu szczepień. Twórcy szczepionki są przygotowani na to, że mogą się pojawiać kolejne warianty wirusa SARS-CoV-2.

- Jeżeli nawet byłaby taka sytuacja, że teoretycznie koronawirus zmutuje tak bardzo, że determinanty antygenowe tego białka S się pozmieniają, to w przypadku szczepionek mRNA można powiedzieć w uproszczeniu, że wymagałoby to przestawienia mRNA w kilku miejscach i przygotowania nowego wariantu szczepionki. Z punktu widzenia produkcyjnego jest to kosmetyczna zmiana. Najtrudniejsze w przypadku szczepionek mRNA było spowodowanie, żeby to mRNA docelowe dostało się bezpiecznie do komórek – wyjaśnia wirusolog.

3. "Jednym z najpoważniejszych deficytów skrócenia badań jest to, że nie wiemy, ile dokładnie będzie trwał czas odporności po szczepionce"

Dr Dzieciątkowski odniósł się też do kwestii szczepień i wyzwań organizacyjnych, które mogą utrudnić terminową realizację narodowego programu. Zdaniem eksperta podstawową bazą wykorzystywaną jako punkty szczepień powinny być szpitale kliniczne oraz stacje krwiodawstwa i krwiolecznictwa, którą są wyposażone w zamrażarki niskotemperaturowe. Kluczowa może się okazać odpowiedź na pytanie, jak długo potrwa proces szczepień i kiedy trzeba będzie go powtórzyć.

- O ile było możliwe skrócenie faz badań klinicznych, to jednym z najpoważniejszych deficytów skrócenia tych badań jest to, że nie wiemy, ile dokładnie będzie trwał czas odporności po szczepionce. Na podstawie modelowania matematycznego ocenia się, że jest to co najmniej kilkanaście miesięcy do dwóch lat, ale jak to będzie wyglądało w rzeczywistości, tego nie wiemy - podkreśla wirusolog.

Ekspert przyznaje, że to może być dużym utrudnieniem w koordynacji całego procesu, ale jednocześnie przypomina, że naturalna odporność po zakażeniu wywołanym przez koronawirusy trwa 10 do 14 miesięcy, a w przypadku koronawirsów o dużym potencjale epidemiologicznym (jak SARS czy MERS) - maksymalnie 2 do 3 lat.

- W związku z tym, jeżeli by się komuś wydawało, że ta szczepionka da nam dożywotnią odporność, to trzeba powiedzieć wyraźnie – nie. Nie ma takiej możliwości - podsumowuje.

Dr Dzieciątkowski przypomina, że mamy obiecujące szczepionki, ale to nie oznacza, że mamy panaceum na koronawirusa. Nawet gdybyśmy wyszczepili jednego dnia sto procent społeczeństwa, następnego dnia pandemia automatycznie nie zniknie.

- Pandemia będzie powoli maleć, przy czym to tempo zmniejszania liczby zachorowań będzie tym wolniejsze, im niższy odsetek populacji się wyszczepi. Jeżeli będzie tak, jak w Polsce, gdzie chęć wyszczepienia deklaruje ok. 30-40 proc. społeczeństwa, to ta pandemia może z nami pozostać na znacznie dłużej - ostrzega ekspert.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-ile-bedzie-trwala-odpornosc-po-szczepionce-kilkanascie-miesiecy-do-dwoch-lat-ale-jak-to-bedzie-wygladalo-w-rzeczywistosci-tego-nie-wiemy

Fakty na temat zastosowania komórek ludzkich zarodków w szczepionkach
OPRAC. MACIEJ DRZAŻDŻEWSKI 21 XII

W związku z pojawieniem się informacji o decyzji Europejskiej Agencji Leków o dopuszczeniu do użycia szczepionki Pfizer, w przestrzeni publicznej pojawiły się pytania na temat zawartości preparatu. Jednym nich jest pytanie o zastosowanie w substancji komórek ludzkich zarodków.

W związku z rozpoczynającymi się w wielu krajach świata procesami masowych szczepień przeciwko koronawirusowi, głos w tej sprawie zabrała Kongregacja Nauki Wiary Kościoła Katolickiego. W oficjalnym komunikacie kongregacja ustosunkowała się do poddawania się szczepieniom, w produkcji których użyto komórek ludzkich zarodków.

"Jest moralnie dopuszczalne stosowanie szczepionek przeciwko Covid-19, które wykorzystały linie komórkowe z abortowanych płodów w procesie badawczym i produkcyjnym" - czytamy w komunikacie.

Do twierdzeń, że w składzie szczepionek znajdują się komórki ludzkich zarodków odniósł se w rozmowie z Wirtualną Polską wirusolog dr Tomasz Dzieciątkowski - To powielane od dawna przekonanie antyszczepionkowców, że do produkcji szczepionek wykorzystuje się linie komórkowe płodów po aborcji. W przypadku szczepionek na koronawirusa nie jest to prawda. Większość badań omija etap linii komórkowych - powiedział ekspert.

Szczepionka na COVID a ludzkie linie komórkowe

Należy podkreślić, że nie wszystkie szczepionki wykorzystują komórki ludzkich zarodków. Nie stosuje się ich np. szczepionkach przeciwko COVID-19 opracowanych w laboratoriach koncernów Pfizer i Moderna. Preparaty tych dostawców to szczepionki typu mRNA, w produkcji których nie używa się ludzkich linii komórkowych. Oznacza to, że substancje te nie zawierają osłabionego wirusa, a jedynie jego materiał genetyczny, dzięki któremu organizm wykształca sobie odporność przeciwko wirusowi.

Innym typem szczepionki jest np. substancja opracowana przez koncern AstraZeneca przy współpracy z Uniwersytetem Oksfordzkim. W jej składzie znajduje się osłabiony wirus, który nie jest zdolny do zakażenia, ale mobilizuje organizm do wytwarzania przeciwciał chroniących organizm przed zarażeniem nieosłabionym wirusem. Do jego produkcji wykorzystuje się kolonie namnażanych komórek pobranych z nerki żeńskiego zarodka usuniętego w 1972 roku w Holandii. Nie są to jednak komórki poronionego płodu, a jedynie ich klony.

Co bardzo ważne, nie wszystkie szczepionki, które mają w swoim składzie osłabione wirusy, wykorzystują sklonowane komórki ludzkich zarodków. Dla przykładu w stosowanej w Polsce szczepionce przeciwko odrze i śwince, do namnażania wirusów używa się zarodków zwierzęcych, pochodzących z drobiu.

Produkcja szczepionek nigdy nie była przyczyną aborcji

Wśród argumentów przeciwko szczepionkom często pojawia się również ten o wykonywaniu aborcji dla celów wytworzenia szczepionki. Nie jest to prawdą.

- Pochodzą one sprzed co najmniej 50 lat i rzeczywiście zostały pobrane od płodów po aborcji. Zabiegu przerwania ciąży nie dokonano jednak z tego powodu, a jedynie pobrano niewielką liczbę komórek. Od tego są one namnażane i laboratoria całego świata mogą je kupić w specjalnych bankach komórkowych w USA czy Europie - tłumaczył w rozmowie z WP dr Tomasz Dzieciątkowski.

W stosowanej w Polsce szczepionce przeciwko różyczce wykorzystuje się sklonowane linie komórkowe płodu usuniętego decyzją amerykańskiego sądu w 1963 roku. Decyzja podjęta została po wysłuchaniu argumentów kobiety, która chciała usunąć ciążę ze względu na sytuację społeczną. Po dziś dzień wszystkie ludzkie komórki wykorzystywane w namnażaniu osłabionych wirusów różyczki, wchodzących w skład szczepionki przeciwko różyczce, są komórkami powstałymi w wyniku sklonowania komórek tego właśnie płodu.

Każda szczepionka w produkcji której wykorzystywana jest ludzka linia komórkowa poddawana jest procesowi oczyszczania. W procesie tym usuwa się ze składu substancji jakikolwiek materiał ludzki. Nie ma więc żadnego ryzyka, by u osoby, która przyjęła taką szczepionkę doszło do jakichkolwiek zmian w DNA.

Źródło: WP, konkret24.pl
https://wiadomosci.wp.pl/fakty-na-temat-zastosowania-komorek-ludzkich-zarodkow-w-szczepionkach-6588749714996000a

https://www.o2.pl/informacje/mutacja-koronawirusa-nowe-informacje-who-o-nowym-szczepie-covid-19-6588745658350368a


Szczepionka na COVID. Niemiecki CureVac zaczyna testy
Deutsche Welle OPRAC. WOJCIECH SZYMAŃSKI, DEUTSCHE WELLE 21 XII

Niemiecka firma CureVac z Tybingi rozpoczyna testy swojej szczepionki przeciwko COVID-19. Zacznie od personelu kliniki. To decydująca faza badań preparatu CVnCoV.

Niemiecka firma CureVac rozpoczyna testy swojej szczepionki przeciwko koronawirusowi. Przeprowadzi je na pracownikach Kliniki Uniwersyteckiej w Moguncji. W testach będzie uczestniczyć 2,5 tys. osób zatrudnionych w tej klinice.

Testy mają wskazać na ewentualną przewagę, jaką wyprodukowany przez CureVac preparat CVnCoV może mieć dla osób szczególnie narażonych na infekcje koronawirusem, czyli dla personelu szpitali - poinformowała Lidia Oostvogels, kierująca działem chorób zakaźnych w CureVac.

Testy w Moguncji ruszają 22 grudnia.

Tydzień temu CureVac z Tybingi poinformowała o rozpoczęciu ważnej dla dopuszczenia szczepionki na rynek trzeciej fazy klinicznej testów. Obejmą one łącznie ponad 35 tys. uczestników. Pierwszych wyników niemiecka firma spodziewa się pod koniec pierwszego kwartału 2021 r.

W ostatniej fazie chodzi o zbadanie bezpieczeństwa i skuteczności preparatu CVnCoV u dorosłych osób w Europie i Ameryce Łacińskiej.

Szczepionka na COVID. Kolejna szczepionka mRNA
Podobnie jak dopuszczona już na rynek szczepionka Comirnaty firm Pfizer i BioNtech, CureVac bazuje na mRNA - przekaźnikowym kwasie rybonukleinowym, który pobudza w organizmie tworzenie się białka wirusa. Wywołuje to odpowiedź immunologiczną, która ma chronić przed wirusem.

CureVac podpisał z Komisją Europejską umowę na zakup do 405 milionów dawek szczepionki.

(DPA/dom)
https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus?abtest=application%7C__notest%7C&abtest=application%7C__notest%7C

Naukowiec: W województwach bardziej zanieczyszczonych jest więcej zakażeń
21 grudnia (09:29)

"W województwach, w których powietrze jest bardziej zanieczyszczone, jest więcej zakażeń koronawirusem" – wynika ze wstępnych badań prof. Piotra Kleczkowskiego z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

W obecnej fazie pandemii w Polsce wyraźnie widać, że jest związek pomiędzy średnim poziomem zanieczyszczenia powietrza, a liczbą zachorowań na COVID-19. Mniejszą korelację widać pomiędzy jakością powietrza a liczbą zgonów z powodu COVID-19, choć tych zgonów jest mniej tam, gdzie powietrze jest lepszej jakości - mówi prof. Piotr Kleczkowski z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Jak podkreślił, jego badania mają tylko wstępny charakter, pokazują możliwe korelacje i wymagają jeszcze dalszych prac.

Przywołując też wyniki międzynarodowych prac, zaznaczył, że wirus może się przenosić za pośrednictwem pyłów. Ponad tysiąc różnych drobnoustrojów i również RNA wirusa SARS-CoV-2 znaleziono na drobinach pyłu, ale nie ma jeszcze stuprocentowych dowodów, że tą drogą można się zakazić - dodał naukowiec.

Po pierwszej fali pandemii profesor przeprowadził dokładniejsze badania, które również wykazały powyższy związek, pokazały też związek pomiędzy liczbą zakażeń a zamożnością w różnych województwach. Przeważnie jest tak na całym świecie i w Polsce, że niska zamożność wiąże się z większą zachorowalnością. Z Covid-19 w Polsce było wtedy odwrotnie - zauważył prof. Kleczkowski.

Zgodnie z wynikami jego analiz, w województwach, gdzie mieszkańcy osiągają wyższe dochody, było więcej przypadków Covid-19. Może to wynikać, jak przypuszcza naukowiec, z większej mobilności, zwłaszcza częstszych wyjazdów za granicę ludzi zamożnych.

Amerykańskie badania, opublikowane jesienią, pokazały, że długotrwała ekspozycja na zawieszone w powietrzu szkodliwe substancje wyraźnie sprzyja ciężkiemu przebiegowi infekcji SARS-CoV2. Najsilniejszy negatywny wpływ ma dwutlenek azotu. Wzrost jego stężenia o 4,6 ppm (cząsteczek związku na miliard cząsteczek powietrza) oznaczał wzrost śmiertelności wśród chorych o 11,3 proc., a ogólnie w populacji - o 16,2 proc.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/nauka/news-naukowiec-w-wojewodztwach-bardziej-zanieczyszczonych-jest-wi,nId,4940381

Zaskakujące wyniki badań: U kobiet w ciąży Covid-19 nie ma cięższego przebiegu
Opracowanie: Katarzyna Wójcik 21 grudnia (09:57)

Choroba Covid-19 na ogół nie ma cięższego przebiegu u kobiet w ciąży w porównaniu do całej populacji – twierdzą specjaliści z Singapuru. Wykryli też, że dzieci zakażonych kobiet mają przeciwciała przeciwko koronawirusowi.

Chińscy specjaliści przekazali te optymistyczne wyniki badań na stronie Singapure Obstetrics and Gynaecology Research Network. Uczeni twierdzą, że obserwowali 19 kobiet w ciąży, które zachorowały na Covid-19. Nie zauważyli jednak, by choroba ta miała u nich cięższy przebieg. Obawiano się tego, ponieważ niektóre zakażenia układu oddechowego są bardziej nasilone u kobiet oczekujących dziecka.

Najnowsze obserwacje sugerują jednak, że przebieg choroby u kobiet w ciąży jest podobny, jak w całej populacji. Jest ona poważniejsza jedynie u tych w starszym wieku oraz z nadwagą. Według Reutersa żadna z kobiet z badanej grupy nie zmarła, wszystkie wyzdrowiały. Pięć kobiet miało poród w oczekiwanym terminie. Dwie straciły dziecko, ale w jednym przypadku mogło być to związane z powikłaniami zakażenia.

Płód może się zarazić?

Sprawdzano, czy w czasie ciąży lub porodu dochodzi do zakażenia płodu. Podczas tych obserwacji to się jednak nie zdarzyło. U dzieci zakażonych matek wykryto natomiast przeciwciała, które przeniknęły z organizmu kobiet. Poziom przeciwciał różnił się u badanych maluchów. Większy był u dzieci, których matki zakaziły się koronawiorusem SARS-CoV-2 bliżej porodu.

Nie wiadomo, jak długo przeciwciała u dzieci urodzonych przez zakażone kobiety mogą się utrzymywać w ich organizmie. Chińscy specjaliści w październiku 2020 r. opublikowali na łamach "Emerging Infectious Diseases" badania, z których wynika, że ich poziom upływem czasu spada.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-zaskakujace-wyniki-badan-u-kobiet-w-ciazy-covid-19-nie-ma-ci,nId,4940391

Naukowiec: Nowy szczep koronawirusa dużym powodem do niepokoju
Opracowanie: Katarzyna Wójcik 21 grudnia (11:03)

"Wszyscy powinniśmy być bardzo zaniepokojeni nowym szczepem koronawirusa i musimy jeszcze bardziej ograniczyć kontakty, jeśli mamy zamiar zapobiec bardzo wielu zgonom" - powiedział profesor Andrew Hayward, członek doradzającej brytyjskiemu rządowi grupy naukowej ds. wirusów NERVTAG

W Wielkiej Brytanii pojawił się nowy szczep koronawirusa. Na razie kwestii VUI-202012/01, bo takie oznaczenie nadano nowej odmianie, więcej jest niewiadomych niż wiadomych. Wysoce prawdopodobne jednak, że ten rodzaj wirusa rozprzestrzenia się szybciej.

Przykro mi to mówić, ale wszyscy powinniśmy być bardzo zaniepokojeni (nowym szczepem). To naprawdę straszna wiadomość, jeśli chodzi o pandemię. Jeśli szczepionka jest najlepszą wiadomością, tak to jest najgorszą wiadomością, a my naprawdę, naprawdę musimy docisnąć luki, aby powstrzymać przedostawanie się tego szczepu w czasie, gdy będziemy szczepić tak wiele osób jak to możliwe - mówił w rozmowie ze stacją Sky News profesor Andrew Hayward.

Naukowiec wyjaśnił, że "trudno jest zawyżyć" wpływ nowego szczepu, który jest o 70 proc. bardziej zakaźny, przypominając, że liczba zgonów z powodu Covid-19 jest związana z tym, jak bardzo wirus jest zakaźny i jak wiele jest kontaktów społecznych. Jeśli mamy zamiar zapobiec bardzo wielu zgonom, będziemy musieli jeszcze bardziej ograniczyć kontakty - powiedział.

Wskazując, że drugi lockdown nie zdołał zmniejszyć liczby przypadków na niektórych obszarach, Hayward powiedział: To pokazuje, że mimo iż mieliśmy stosunkowo silne środki, które wystarczyły do stłumienia poprzedniego wirusa, nie wystarczyły one do stłumienia tego.

Profesor zaznaczył, że obszary o niższym poziomie zakażeń są prawdopodobnie trzy tygodnie za tymi o najwyższym poziomie. Oznacza, że wkrótce więcej miejsc może stanąć w obliczu ostrzejszych ograniczeń.

Tłumacząc, jak NERVTAG odkrył nowy szczep, Hayward powiedział, że istnieją dowody na to, że w wymazach pobieranych u ludzi zakażonych nowym szczepem VUI-202012/01 jest wyższy poziom wirusa.

Źródło: RMF24-PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/europa/news-naukowiec-nowy-szczep-koronawirusa-duzym-powodem-do-niepokoj,nId,4940436
« Ostatnia zmiana: Grudzień 22, 2020, 23:41 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #17 dnia: Grudzień 21, 2020, 23:57 »
Lama przeciwko koronawirusowi
Grzegorz Jasiński 22 grudnia (11:51)

Neurolodzy z amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia przekonują, że przeciwciała wytwarzane przez układ odpornościowy lamy mogą pomóc w zapobieganiu i wykrywaniu infekcji koronawirusem. To kolejna już praca, która zwraca uwagę na możliwości wykorzystania zdolności tego sympatycznego zwierzęcia w walce z Covid-19. Tym razem publikacja na łamach czasopisma "Scientific Reports" opisuje działanie nanoprzeciwciała NIH-CoVnb-112, blokującego białko korony wirusa SARS-Cov-2 i uniemożliwiającego mu wnikanie do komórek.


Cormac/Triple J Farms, Bellingham, WA. /

Autorzy pracy, Thomas J. Esparza i dr David L. Brody z NIH National Institute of Neurological Disorders and Stroke (NINDS) od lat badali możliwość użycia przeciwciał do poprawy diagnostyki mózgu. W warunkach pandemii postanowili wykorzystać swoje doświadczenie do poszukiwań przeciwciał skutecznych w walce z koronawirusem. Na przeciwciała lam zwracało uwagę wiele zespołów, badacze NIH w swoich badaniach przyjęli jednak nieco inną strategię.

Białko korony wirusa SARS-Cov-2 działa jak klucz, otwiera drzwi do niektórych komórek przyłączając się do receptora ACE2, obecnego na ich powierzchni. Nasza metoda pozwoliła wyizolować nanoprzeciwciała, które blokują infekcję przyłączając się do ząbków tego białka, które normalnie wiąże się z receptorami ACE2 - tłumaczy Esparza.

Badacze zaszczepili lamę o imieniu Cormac wyizolowanymi białkami korony wirusa SARS-CoV-2 pięć razy w ciągu 28 dni. Organizm zwierzęcia wytworzył 13 rodzajów przeciwciał, z których NIH-CoVnb-112 działało najskuteczniej. Badania laboratoryjne pokazały, że wiąże się ono z białkiem korony od 2 do 10 razy silniej, niż inne i to idealnie w tym miejscu, które chce się połączyć z receptorem. Testy na genetycznie zmodyfikowanym pseudowirusie pokazały, że NIH-CoVnB-112 faktycznie może blokować infekcję przebiegającą z wykorzystaniem ludzkich receptorów ACE2.



Nanoprzeciwciało lamy/Brody lab NIH/NINDS /Materiały prasowe

Układy odpornościowe wielbłądów, lam i alpak wytwarzają między innymi tak zwane nanoprzeciwciała, mniej więcej 10 razy lżejsze, niż większość przeciwciał człowieka. To jakby końcówki dłuższych łańcuchów normalnych przeciwciał, o tyle jednak istotne, że to właśnie one rozpoznają i reagują na białka wirusów, czy bakterii, zwane antygenami.

Nanoprzeciwciała są przy tym bardziej stabilne, tańsze do wyizolowania i łatwiejsze do modyfikacji. NIH-CoVnb-112 jest właśnie takim nanoprzeciwciałem. W tym przypadku badacze potwierdzili, że białko jest w warunkach laboratoryjnych skuteczne także w postaci aerozolu. To daje potencjalną nadzieję na możliwość łatwego podawania ich do dróg oddechowych i płuc.

Mamy przed sobą jeszcze bardzo wiele pracy, ale dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące - deklaruje Esparza.

Przy wsparciu NIH staramy się jak najszybciej sprawdzić, czy te nanoprzeciwciała mogłyby być wykorzystane do bezpiecznego i skutecznego zapobiegania Covid-19. Równocześnie nasi współpracownicy próbują ustalić, czy te same nanoprzeciwciała można byłoby wykorzystać do stworzenia tanich i wiarygodnych testów na obecność koronawirusa
dodaje

Zespół złożył już wniosek o opatentowanie NIH-CoVnB-112.



Schemat działania nanoprzeciwciał/Brody lab, NIH/NINDS /Materiały prasowe
https://www.rmf24.pl/nauka/news-lama-przeciwko-koronawirusowi,nId,4942614

Koronawirus. Szczepionka przeciwko COVID-19. Analizujemy ulotkę
Tatiana Kolesnychenko 22 XII

W poniedziałek 21 grudnia Komisja Europejska zatwierdziła pierwszą szczepionkę przeciwko COVID-19 w UE. Opracowały ją firmy Pfizer oraz BioNTech. Oznacza to, że już za tydzień w całej Europie rozpocznie się program szczepień. Poprosiliśmy prof. Roberta Flisiaka oraz dr Ewę Augustynowicz o przeanalizowanie ulotki nowej szczepionki.

1. EMA bez zaskoczeń

Szczepionka zyskała nazwę COMIRNATY® (znana również jako BNT162b2). Wcześniej ją zatwierdzono i już zaczęto stosować w Wielkiej Brytanii. Jak tłumaczy dr Ewa Augustynowicz z Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru NIZP oraz przewodnicząca zespołu ds. Szczepień Ochronnych Ministerstwa Zdrowia, każdy kraj przed dopuszczeniem leku lub szczepionki na swój rynek, weryfikuje bezpieczeństwo preparatu i zatwierdza charakterystykę produktu leczniczego dla lekarza oraz ulotkę dla pacjenta, które są ostateczną instrukcją stosowania. W przypadku UE te informacje opracowuje i udostępnia Europejska Agencja Leków (EMA). W poniedziałek 21 grudnia EMA zatwierdziła ulotkę do szczepionki COMIRNATY®.

- Na razie znamy tylko wersję w języku angielskim, ale w krótkim czasie te dokumenty będą dostępne na stronie EMA również w językach poszczególnych krajów, również w języku polskim - opowiada dr Augustynowicz.

Jak mówi ekspertka - ulotka zatwierdzona w EMA jest podobna do przyjętej w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. - Zarówno ocena skuteczności jak i profil bezpieczeństwa są takie same, ponieważ wychodzą z tych samych danych klinicznych. Niewielkie różnice pojawiają się w zaleceniach dla lekarzy dotyczących kwalifikacji do szczepienia, np. kobiet w ciąży czy karmiących piersią - opowiada dr Augustynowicz.

Szczepionka COMIRNATY® jest przeznaczona dla osób od 16. roku życia, ponieważ dzieci i młodzież nie były ujęte w badaniach klinicznych. Jeśli chodzi o kobiety w ciąży oraz matki karmiące piersią, decyzja o szczepieniu powinna już być podejmowana na podstawie indywidualnej oceny korzyści i ryzyka. Innymi słowy, po konsultacji z lekarzem rodzinnym.

- Przeciwwskazań do stosowania COMIRNATY® jest bardzo mało i nie różnią się one istotnie od innych szczepionek - opowiada prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych oraz kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Jak podkreśla profesor, główne przeciwskazanie to uczulenie na składniki szczepionki. Kategorycznie szczepionki nie mogą przyjąć osoby, które kiedykolwiek doświadczyły szoku anafilaktycznego. Stąd też zalecenie producenta, aby punkt szczepień był przygotowany na wystąpienie reakcji anafilaktycznej, a pacjent, po przyjęciu wakcyny, pozostał w pobliżu punktu medycznego w przeciągu co najmniej 15 minut od przyjęcia dawki.

- To jest zasada obowiązująca w przypadku wszystkich szczepionek. Jeśli ktoś miał w przeszłości silne reakcje alergiczne, powinien unikać szczepień. Jeśli chodzi konkretnie o COMIRNATY®, to przeciwskazaniem jest reakcja anafilaktyczna. To też tłumaczy, dlaczego w pierwszy dzień stosowania szczepionki w Wielkiej Brytanii doszło do dwóch przypadków silnej reakcji alergicznej. Preparat podano osobom, które na co dzień noszą ze sobą strzykawki z adrenaliną na wypadek reakcji uczuleniowej. Dlatego one nie powinny być w ogóle zakwalifikowane do szczepienia - podkreśla prof. Flisiak.

2. Czym jest składnik PEG?

Zgodnie z informacjami zawartymi w ulotce w skład preparatu oprócz mRNA koronawirusa, wchodzą również:

ALC-0315 = (4-hydroksybutylo) azanodiylo) bis (heksano-6,1-diylo) bis (2-heksylodekanian)
ALC-0159 = 2 - [(glikol polietylenowy) -2000] -N, N-ditetradecyloacetamid
glikol polietylenowy / makrogol (PEG) jako część ALC-0159
1,2-distearoilo-sn-glicero-3-fosfocholina
cholesterol
chlorek potasu
dwuwodorofosforan potasu
chlorek sodu
dwuwodny wodorofosforan disodu
sacharoza
woda do wstrzykiwań

Zapytaliśmy ekspertów, które z tych składników mogą potencjalnie wywoływać reakcje alergiczne. Zarówno dr Augustynowicz jak i prof. Flisiak wymienili PEG czyli glikol polietylenowy.

- Od razu powiem, że nie jest czip - ironizuje prof. Flisiak. - To glikol polietylenowy. Jest składnikiem, który jest szeroko stosowany zarówno w preparatach kosmetycznych, jak i w leczniczych. Przykładowo - te cząsteczki są od wielu lat wykorzystywane w preparatach interferonu (preparaty wykorzystywane głównie w leczeniu stwardnienia rozsianego - przyp. red.), dzięki czemu lek aktywny jest bardziej skuteczny i stosowany w większych odstępach czasu. PEG może powodować reakcje uczuleniowe, jednak zdarza się to dosyć rzadko i nie powinno stanowić istotnego problemu - tłumaczy ekspert.

- W szczepionce COMIRNATY® PEG jest jednym składnikiem, który w bardzo rzadkich przypadkach może doprowadzić do wystąpienia reakcji alergicznej. Nie oznacza to jednak, że reakcja alergiczna będzie zaskoczeniem. PEG występuje jako składnik w wielu produktach leczniczych, stąd osoby z silną alergią na tę substancję powinny o tym wiedzieć i zgłosić to lekarzowi przed szczepieniem - opowiada dr Ewa Augustynowicz.

Prof. Flisiak podkreśla, że szczepionki RNA i tak można uznać za najmniej alergenne - w porównaniu do preparatów wytwarzanych tradycyjnymi metodami.

- Zdecydowanie większe ryzyko wystąpienia reakcji alergicznej jest w przypadku szczepionek opartych na żywych wirusach lub fragmentach drobnoustrojów. Zawierają one obce peptydy, na które najczęściej występuje właśnie reakcja alergiczna. Szczepionki RNA nie zawierają fragmentów białka, ponieważ wykorzystują aminokwasy własne organizmu do stworzenia antygenu, przeciwko któremu są generowane przeciwciała - tłumaczy prof. Flisiak.

3. Szczepionka przeciwko COVID-19 a choroby przewlekłe

Jak podkreśla prof. Robert Flisiak ulotka do szczepionki COMIRNATY® nie informuje o przeciwskazaniach w przypadku osób z chorobami przewlekłymi. Czy jest jednak ryzyko wystąpienia interakcji z innymi lekami?

- Takich badań nie prowadzono, ale jest to standardowa sytuacja. Jeśli lek nie zawiera składnika chemicznego, o którym wiadomo, że mógłby ingerować w metabolizm innych leków, to takie badania nie są prowadzone przed rejestracją, bo nie ma ryzyka interakcji. Szczepionka COMIRNATY® nie zawiera składników, o których wiadomo, że wchodzą w interakcję z innymi lekami. Nie mamy więc podstaw do obaw - tłumaczy prof. Flisiak.

Ekspert podkreśla, że w przypadku niektórych chorób odpowiedź immunologiczna na szczepionkę może być osłabiona. - Chodzi o choroby obniżające w znaczący sposób odporność lub, w których jest wskazana terapia immunosupresyjna, czyli hamująca reakcje odpornościowe. Takie leczenie jest przykładowo stosowane w przypadku osób po przeszczepach albo cierpiących na schorzenia autoimmunologiczne. Nie jest to jednak przeciwskazanie do podania szczepionki - opowiada prof. Flisiak.

- Nie ma obaw o bezpieczeństwo szczepień w tej grupie. Chodzi tylko o to, że skuteczność preparatu podczas silnego leczenia immunosupresyjnego może być znacznie zmniejszona, dlatego to lekarz powinien zdecydować i ewentualnie opóźnić szczepienia do czasu zakończenia terapii - wyjaśnia dr Augustynowicz.

4. Skuteczność szczepionki przeciwko COVID-19

EMA w komunikacie obwieszczającym zatwierdzenie pierwszej szczepionki przeciwko COVID-19 podkreśla, że wykonano "bardzo duże badanie kliniczne" nad skutecznością preparatu.

W badaniach wzięło udział 44 tys. uczestników. Połowa ochotników otrzymała szczepionkę, a druga - placebo. Uczestnicy badań nie wiedzieli, do której grupy zostali przydzieleni. Badanie wykazało, że szczepionka COMIRNATY® daje 95 proc. ochrony przed wystąpieniem objawów COVID-19.

W grupie prawie 19 tys. osób, które otrzymały szczepionkę, odnotowano tylko 8 przypadków COVID-19. Z kolei w grupie 18 325 osób, które otrzymały placebo, wystąpiły 162 przypadki COVID-19. Badanie wykazało również 95 proc. skuteczności ochrony w przypadku osób z grup ryzyka, w tym pacjentów z astmą, przewlekłymi chorobami płuc, cukrzycą, nadciśnieniem krwi oraz nadwagą. Wysoka skuteczność szczepionki została potwierdzona u wszystkich płci, grup rasowych i etnicznych. Wszyscy uczestnicy badania będą monitorowani przez kolejne dwa lata po podaniu drugiej dawki, aby możliwa była ocena okresu ochrony i bezpieczeństwa szczepionki.

Szczepionka COMIRNATY® jest podawana w dwóch dawkach (zastrzyk w ramię), w odstępie co najmniej 21 dni. Najczęstsze działania niepożądane określone jako "łagodne" lub "umiarkowane" oraz ustępujące w ciągu kilku dni po szczepieniu.

W badaniach klinicznych działania niepożądane u uczestników w wieku 16 lat i starszych obejmowały ból w miejscu wstrzyknięcia (84,1 proc.), zmęczenie (62,9 proc.), ból głowy (55,1 proc.), ból mięśni (38,3 proc.), dreszcze (31,9 proc.), bóle stawów (23,6 proc.), gorączkę (14,2 proc.), obrzęk w miejscu wstrzyknięcia (10,5 proc.), zaczerwienienie w miejscu wstrzyknięcia (9,5 proc.), nudności (1,1 proc.), złe samopoczucie (0,5 proc.) i powiększenie węzłów chłonnych (0,3 proc.).

COMIRNATY® powinna być trwale przechowywana oraz transportowana w temperaturze -70 °C. Wówczas maksymalny termin przydatności szczepionki wynosi 6 miesięcy. Po rozmrożeniu szczepionka może być przechowywana przez 5 dni w lodówce w temperaturze od 2 do 8°C.

Po wyjęciu z lodówki szczepionka może być przechowywana przez 2 godz. w temperaturze pokojowej. Jak tłumaczy prof. Robert Flisiak niewłaściwe przechowywanie szczepionki może spowodować utratę jej właściwości.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepionka-przeciwko-covid-19-analizujemy-sklad-ulotki-czym-jest-zagadkowy-skladnik-peg

Wirusolog ostrzega. Odkrycie koronawirusa na Antarktydzie ma ogromne znaczenie
ESO 23.12.2020 16:49

Koronawirus dotarł już na Antarktydę. Według chińskiego wirusologa ujemne temperatury na kontynencie sprawią, że koronawirus przetrwa tam przez wiele lat i powróci w przyszłości.

Koronawirus dotarł na ostatni kontynent na Ziemi. We wtorek media obiegła informacja o tym, że w chilijskiej bazie badawczej generała Bernardo O'Higgins Riquelme na Antarktydzie 36 osób w tym 26 członków armii chilijskiej i 10 cywilów, uzyskało pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa.

Jak donosi Global Times, chiński immunolog, który chce zachować anonimowość twierdzi, że fakt, iż zakażenie koronawirusem odkryto na Antarktydzie ma ogromne znaczenie, ponieważ temperatury są tam bardzo niskie i odpowiednie, by wirus przetrwał tam przez wiele lat. Istnieje również prawdopodobieństwo, że wirus zostanie zamrożony pod lodem, powróci w przyszłości i ponownie zaatakuje ludzkość.

Specjalista twierdzi także, że wirus może przedostać się z Antarktydy do innych części świata na górach lodowych.

Skoro nowa odmiana koronawirusa w Wielkiej Brytanii może zarażać myszy, które jak powiedział immunolog były uodpornione na takie infekcje, koronawirus na Antarktydzie może również zarażać pingwiny, które powinny otrzymać testy na kwas nukleinowy do dalszych badań.

Zdaniem chińskiego specjalisty Chile powinno przeprowadzić gruntowną dezynfekcję bazy i pobrać próbki środowiskowe, aby upewnić się, że dezynfekcja była skuteczna. Światło ultrafioletowe jest również opcją sterylizacji, podobnie jak spalenie każdego przedmiotu, który może być zainfekowany.

Inne anonimowe źródło twierdzi, że dezynfekcja bazy jest możliwa, ale jest mało prawdopodobne, aby była ona możliwa na zewnątrz.

https://www.o2.pl/informacje/wirusolog-ostrzega-odkrycie-koronawirusa-na-antarktydzie-ma-ogromne-znaczenie-6589350173801280a

Włochy: Psy będą szkolone, żeby wykrywać węchem zakażenie koronawirusem
Opracowanie: Sara Bounaoui 23 grudnia (06:21)

W Rzymie wyszkolona zostanie grupa psów, żeby węchem potrafiły zidentyfikować zakażenie koronawirusem - ogłosiło centrum tresury, gdzie rozpoczęto realizację tego nowatorskiego projektu. Badania wykazały, że psy są w stanie wyczuć zakażenie w pocie człowieka.

Czworonogi są w stanie szybko i skutecznie wykryć zakażenie, co potwierdziły wcześniej badania prowadzone na uniwersytecie w Hanowerze. Ich wyniki są podstawą projektu szkolenia, które w specjalistycznym centrum w Wiecznym Mieście będzie trwało około pięciu miesięcy.

Według naukowców skład chemiczny potu różni się w przypadku osób zakażonych SARS-CoV-2 i tych, które nie mają koronawirusa. Tę różnicę potrafią wyczuć psy. Wszystko dzięki temu, że mają 300 milionów receptorów węchowych oraz wysoką liczbę neuronów węchowych.

Pierwszy etap szkolenia, jak poinformował we wtorek rzymski ośrodek, polega na wykształceniu u psów zdolności stwierdzenia wirusa w przygotowanych próbkach, przypominających zapach potu. Dalszy etap to już kontakt z osobami zakażonymi i tymi bez infekcji.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/europa/news-wlochy-psy-beda-szkolone-zeby-wykrywac-wechem-zakazenie-koro,nId,4944616
« Ostatnia zmiana: Grudzień 24, 2020, 00:49 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #18 dnia: Grudzień 21, 2020, 23:57 »
Koronawirus. Problemy z zatokami mogą być jednym z najwcześniejszych objawów COVID-19
Katarzyna Grzęda-Łozicka 9 XII

Pulsujący ból głowy, zatkany nos, gęsta wydzielina i ucisk w okolicach oczu. To charakterystyczne objawy zapalenia zatok. Okazuje się, że tego typu dolegliwości mogą być pierwszymi oznakami zakażenia koronawirusem. Prof. Piotr Skarżyński szacuje, że mogą występować nawet u 70 proc. chorujących na COVID-19.

1. Objawy COVID-19. Chorzy opowiadają o problemach z zatokami

Beata zachorowała w połowie listopada. Oprócz typowych objawów infekcji, takich jak osłabienie, ból mięśni, stawów, pieczenie oczu, utrata węchu i smaku, już od pierwszego dnia odczuwała mocny ucisk w okolicach oczu.

- Towarzyszyło temu uczucie zatkanych zatok, potęgowane dodatkowo przez ciągły ból głowy. Jestem drugi tydzień po chorobie, ale objawy nadal się utrzymują. Nie rozróżniam zapachów i smaków, nie ustępuje też problem z zatokami - mówi Beata.

Na forum, gdzie osoby chorujące na COVID-19 wymieniają się swoimi doświadczeniami, można zaleźć wiele podobnych historii.

"Lepka wydzielina w zatokach czołowych, którą trudno usunąć. Do tego silny ból głowy, zwłaszcza rano. Od zarażenia minął ponad miesiąc" - opowiada Katarzyna.

"Walczę z tym już od 5 tygodni. Przyszło po paru dniach. Ból głowy (czoła), mam wydzielinę na tylnej ścianie gardle, która mi spływa z zatok i obrzęk śluzówki nosa. Brałam już antybiotyk, sterydy przez 14 dni doustnie i do nosa. Jak spływało, tak spływa. Obrzęk jest trochę mniejszy" - pisze o swoich dolegliwościach jedna z pacjentek.

2. Pierwsze objawy COVID-19 przypominają zapalenie zatok

Zapalenie zatok to jedno z najczęstszych schorzeń, które nas dotyka. Otolaryngolog prof. Piotr Skarżyński wyjaśnia, że ze względu na położenie geograficzne problemy z zatokami są w naszym kraju dużo częstsze w porównaniu do południa Europy i mogą dotyczyć nawet 30 proc. społeczeństwa. Przykre dolegliwości najczęściej dają o sobie znać jesienią i zimą, w okresie wzmożonych infekcji.

Ekspert potwierdza, że pierwsze objawy COVID-19 są łudząco podobne do zapalenia zatok.

- Jeśli mówimy o pacjentach objawowych, to 60-70 proc. z nich w przypadku infekcji COVID-19, może mieć objawy związane z zatokami. One mogą być krótkotrwałe i mogą występować tylko na początku choroby, ale dotykają zdecydowanej większości pacjentów. Z tego też względu chorujący na COVID-19 w naszym kraju statystycznie mają częściej problemy z węchem i smakiem, niż na przykład osoby rejonu śródziemnomorskiego lub z okolic równika - mówi prof. dr hab. Piotr Henryk Skarżyński,otorynolaryngolog, audiolog i foniatra, dyrektor ds. nauki i rozwoju w Instytucie Narządów Zmysłów, z-ca kierownika Zakładu Teleaudiologii i Badań Przesiewowych w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu.



Prof. Piotr Skarżyński (arch. prywatne)

Profesor przypomina, że wrotami dostępu do organizmu dla koronawirusa są przede wszystkim górne drogi oddechowe. Pierwsze objawy infekcji to wodnista wydzielina z nosa i bóle głowy mające związek z tym, że wirus SARS-CoV-2 gromadzi się właśnie w części nosowej gardła.

- Kiedy koronawirus wnika do naszego organizmu, może dawać objawy bardzo podobne do tych związanych z przewlekłym albo z ostrym zapaleniem zatok. Po pierwsze, w przypadku COVID-19 dochodzi do przyblokowania ujścia zatok - tam gromadzi się wydzielina. Drugi mechanizm jest związany z tym, że wirus właśnie tam wnika do komórek gospodarza powodując obrzęk - tłumaczy otolaryngolog.

3. Pacjenci cierpiący na problemy z zatokami bardziej narażeni na koronawirusa

Objawy COVID-19 w dużej mierze pokrywają się z ostrym zapaleniem błony śluzowej nosa i zatok przynosowych. Lekarz przyznaje, że osoby, które miały wcześniej problemy z zatokami [przec] są w stanie zróżnicować te dolegliwości.

- Te charakterystyczne dolegliwości to atypowe, nagłe, bardzo silne bóle głowy, które nie występowały wcześniej, pojawienie się wydzieliny, która jest wodnista, bezsmakowa, bezwonna, nie jest podbarwiona krwią lub ropą. Jeśli chodzi o ból głowy [przec] to jest to zupełnie inny ból niż w przypadku typowego zapalenia zatok, on występuje nagle, nie jest przewlekły. Pacjenci podczas konsultacji narzekają na dziwny ucisk, mówią, że to jest taki ból, którego nigdy wcześniej nie mieli - przynaje prof. Skarżyński.

- Podczas rozmów z pacjentami warto zróżnicować te objawy i pytać, czy kiedykolwiek wcześniej odczuwali coś podobnego. Te osoby często dopiero po szczegółowej analizie zdają sobie sprawę, że na przykład są alergikami i co roku w określonym sezonie wracają podobne problemy. Są też osoby, które mówią: Od 40 lat mam skrzywioną przegrodę, gorzej oddycham na jedną dziurkę, jak się zaczyna sezon grzewczy, to zawsze jest gorzej. I wtedy ja pytam, czy teraz jest inaczej niż kiedyś. Bardzo często taki wywiad jednoznacznie potrafi wskazać przyczyny dolegliwości - dodaje otoloaryngolog.

Prof. Piotr Skarżyński zwraca uwagę na to, że osoby, które mają problemy z zatokami są, bardziej narażone na rozwój COVID-19.

- Rzeczywiście to się potwierdza, że osoby, które mają problemy z zatokami są bardziej narażone na zakażenie. To dlatego, że mają bardziej osłabione górne drogi oddechowe. I druga kwestia: bardzo często drogi oddechowe u tych osób są przesuszone, a jeśli mamy barierę, która jest przesuszona wirus łatwiej wnika do naszego organizmu - przyznaje prof. Skarżyński.

Są też dobre wiadomości. U pacjentów cierpiących na przewlekłe zapalenie zatok po przejściu COVID-19, na razie nie zaobserwowano nasilenia choroby.

- U osób, które przeszły zakażenie koronawirusem, nie zaobserwowaliśmy zwiększenia intensywności polipów lub atypowych zmian rozrostowych. Natomiast jest to zdecydowanie za krótko, żeby wysnuć pewne wnioski. Myślę, że o pełnej ocenie powikłań, będziemy mogli mówić dopiero wiosną przyszłego roku - podsumowuje ekspert.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-problemy-z-zatokami-moga-byc-jednym-z-najwczesniejszych-objawow-covid-19

Koronawirus u czterolatka z Mediolanu wykryty już w listopadzie 2019 r.
Opracowanie: Malwina Zaborowska 9 grudnia (15:21)

4-letnie dziecko z Mediolanu było zakażone koronawirusem już w listopadzie zeszłego roku - ustalili włoscy naukowcy. To kolejne potwierdzenie, że Sars-CoV-2 krążył w Italii na kilka miesięcy przed oficjalnym potwierdzeniem pierwszego przypadku w lutym.

Wcześniej naukowcy z Mediolanu i Sieny przedstawili wyniki swoich badań, wskazujące na to, że koronawirus był we Włoszech już we wrześniu zeszłego roku.

W środę poinformowano o przypadku dziecka z Lombardii, u którego pod koniec listopada 2019 roku stwierdzono na pogotowiu objawy, uznane wówczas za odrę: katar i kaszel, plamy na skórze, wymioty.

Był to jednak Covid-19 - stwierdzili badacze z mediolańskiego uniwersytetu, a wyniki swych prac opublikowali na łamach pisma "Emerging Infectious Diseasese".

Chłopiec miał zrobiony wymaz z gardła pod kątem wirusa odry. Wynik był negatywny. Dopiero później wykonane badanie potwierdziło, że był to koronawirus.

Silvia Bianchi, która prowadziła najnowsze badania, wyjaśniła, że ich celem było przeanalizowanie wszystkich przypadków chorób z objawami wysypki, zarejestrowanych przez służbę zdrowia w Mediolanie między wrześniem 2019 a lutym 2020 roku i nieuznanych za odrę lub różyczkę.

Naukowcy przypomnieli, że koronawirus może wywołać objawy podobne do zespołu Kawasakiego, takie, jak zmiany skórne, zbliżone do tych znanych z odry. Potwierdzili to wcześniej dermatolodzy z Lombardii.

W konkluzji naukowcy podkreślili, że nierozpoznanym przez długi czas szerzeniem się koronawirusa można przynajmniej częściowo wytłumaczyć we Włoszech jego katastrofalne skutki podczas pierwszej fali pandemii.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/europa/news-koronawirus-u-czterolatka-z-mediolanu-wykryty-juz-w-listopad,nId,4908029

Osoby z alergiami nie powinny przyjmować szczepionki firmy Pfizer i BioNTech
9 grudnia (14:34)

Osoby, u których w przeszłości wystąpiły silne reakcje alergiczne, nie powinny przyjmować szczepionki przeciw Covid-19 stworzonej przez firmy Pfizer i BioNTech - ostrzegł brytyjski regulator leków.

Ostrzeżenie zostało wydane po tym, jak wczoraj u dwóch pracowników publicznej służby zdrowia wystąpiły reakcje alergiczne po przyjęciu szczepionki. Jak wyjaśniła agencja ds. regulacji leków i produktów zdrowotnych MHRA, dotyczy ono osób, które miały reakcje alergiczne na leki, żywność lub szczepionki.

Dwoje pracowników służby zdrowia, u których wystąpiła reakcja alergiczna, poddało się leczeniu i czuje się dobrze. Jak się podejrzewa, wystąpiła u nich reakcja anafilaktoidalna - znacznie łagodniejsza niż anafilaksja - która zwykle wiąże się z wysypką na skórze, dusznościami, a czasem spadkiem ciśnienia krwi. Takie reakcje są rzadko spotykane, ale zdarzają się w przypadku innych szczepionek, w tym corocznego szczepienia przeciwko grypie. Obie osoby miały w przeszłości poważne alergie i noszą przy sobie ampułkostrzykawki z adrenaliną.

Jak to często bywa w przypadku nowych szczepionek, po tym, jak dwie osoby mające w przeszłości znaczące reakcje alergiczne zareagowały negatywnie, MHRA zapobiegawczo zaleciła, żeby osoby, u których występują znaczące reakcje alergiczne nie przyjmowały tego szczepienia - powiedział prof. Stephen Powis, dyrektor medyczny NHS w Anglii, dodając, że obie osoby wracają do zdrowia.

June Raine, szefowa MHRA, agencji, która dopuściła szczepionkę Pfizera i BioNTech do użycia, powiedziała, że teraz, gdy "mamy już takie doświadczenie", był to jedyny słuszny krok.

Podobnych reakcji nie zaobserwowano w badaniach klinicznych, podczas których ponad 20 000 osób zostało zaszczepionych, chociaż osoby z historią reakcji alergicznych nie były rekrutowane do testów.

We wtorek Wielka Brytania jako pierwszy kraj na świecie rozpoczęła szczepienia przy użyciu szczepionki stworzonej przez Pfizera i BioNTech.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-osoby-z-alergiami-nie-powinny-przyjmowac-szczepionki-firmy-p,nId,4906551

Ekspert: Wejście szczepionek, to nie czas na ściąganie maseczek
Opracowanie: Sara Bounaoui 9 grudnia (07:24)

Dopuszczenie szczepionki do użytku to nie jest jeszcze ten moment na zrzucanie maseczek. To jest dopiero początek długiej drogi do kontroli tej pandemii – powiedział PAP dr hab. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

W zeszłym tygodniu Wielka Brytania jako pierwszy kraj na świecie dopuściła do użycia opracowaną przez firmy Pfizer i BioNTech szczepionkę przeciw koronawirusowi SARS-CoV-2; we wtorek zaszczepiono tam już pierwsze osoby.

Ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu dr hab. Piotr Rzymski podkreślił w rozmowie z PAP, że jest to ważny i znaczący moment, ale do opanowania pandemii jeszcze daleka droga.

Dopuszczenie szczepionki Pfizera do użytku na terenie Wielkiej Brytanii i Bahrajnu (o czym władze tego kraju poinformowały w piątek) to niewątpliwie bardzo znacząca i dobra wiadomość. Jeżeli chodzi o Unię Europejską to potrzebna jest decyzja Europejskiej Agencji Leków, ale wszystko wskazuje na to, że szczepionka Pfizera również trafi na teren UE i do Polski. Mamy jeszcze trochę czasu, żeby się przygotować na jej obecność; trwają przygotowania zaplecza logistycznego, bo przecież ta szczepionka wymaga m.in. szczególnych warunków przechowywania, czyli temperatury -70 st. C. W międzyczasie możemy spodziewać się także, że kolejne szczepionki, które niekoniecznie będą wymagać takich warunków przechowywania i transportu, również będą stawały się dostępne - powiedział.

Ekspert wskazał, że na tę chwilę trudno przewidzieć, w jakim czasie - mimo dopuszczenia szczepionki w pierwszych państwach - uda się opanować problem pandemii. Pytany, czy w jego opinii szczepienia przeciwko SARS-CoV-2 powinny być obowiązkowe powiedział, że obecnie to i tak niemożliwe z uwagi na niemożliwość produkcji wystarczającej liczby dawek, na które przecież jest globalne zapotrzebowanie. Podkreślił jednak, że równie ważne jest nastawienie społeczne do szczepień.

Im więcej osób podda się zaszczepieniu, tym lepiej. Na tę chwilę nie wiemy jednak, czy szczepionki pozwolą nam ten problem zupełnie wyeliminować, czy tylko go wygłuszyć i wciąż sezonowo będziemy obserwować wzrost zakażeń w różnych regionach świata. Tak czy owak, szczepionki przyniosą ulgę - dla systemu ochrony zdrowia i w różnych aspektach naszego życia codziennego - zaznaczył.

Dodał, że cały czas bez odpowiedzi pozostaje także pytanie o to, jak długo po zaszczepieniu będzie trwała ochrona przed COVID-19.

Tego na razie nikt dokładnie nie wie, a od tego jak długa będzie trwała tak ochrona zależy, czy będziemy musieli powtarzać szczepienie; jeżeli tak, to co jaki czas? Co roku, co dwa, czy co trzy lata? Taka ewentualność komplikować będzie możliwość kontrolowania wirusa z uwagi na to, że cały czas będzie występowała konieczność produkowania dużej liczby dawek - dodał.

Ekspert podkreślił, że informacja o dopuszczeniu szczepionki do użytku - przyjęta przez wielu bardzo entuzjastycznie i sugerująca w przestrzeni publicznej pewną "wygraną" z wirusem - nie powinna jednak powodować rozluźnienia w stosowaniu się do wytycznych sanitarnych.

Wejście szczepionki do użytku to nie jest jeszcze ten moment na zrzucanie maseczek, czy na zaprzestanie dbania o higienę rąk w taki sposób jak to teraz czynimy. To jest dopiero początek długiej drogi - i jeszcze sporo przed nami, żeby udało nam się ten problem opanować.
zaznaczył.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-ekspert-wejscie-szczepionek-to-nie-czas-na-sciaganie-masecze,nId,4904932

Wietrz mieszkanie co godzinę – radzą eksperci od koronawirusa
Opracowanie: Marlena Chudzio 9 grudnia (07:31)

Przez 5-10 minut co godzinę trzeba w czasie epidemii wietrzyć mieszkania, bo brak wymiany powietrza może mieć ogromny wpływ na szerzenie się koronawirusa w domach - taką rekomendację przedstawił ekspert Gaetano Settimo z włoskiego Instytutu Służby Zdrowia. Według włoskich statystyk do większości zakażeń dochodzi podczas rodzinnych spotkań.

Szef departamentu do spraw środowiska i zdrowia w krajowym Instytucie zauważył, że w domach ludzie przykładają niewielką uwagę do konieczności wymiany powietrza, co z kolei może przyczynić się do szerzenia się cząsteczek SARS-CoV-2 w zamkniętej przestrzeni.

Settimo dodał, że wszystkie domowe urządzenia, takie jak klimatyzatory - również te z funkcją grzania - nie wymieniają powietrza, ale poruszają jedynie to, które jest już w pomieszczeniu.

Dlatego ważne jest, by otwierać okna i balkony na co najmniej 5-10 minut co godzinę - zalecił ekspert wskazując prosty krok, który jego zdaniem może zapobiec zakażeniom koronawirusa. Jak się zauważa, pamiętać o tym należy zwłaszcza podczas zbliżających się Świąt, spędzanych w domu, nawet jeśli w mniejszym gronie niż zwykle.

Według niedawno ogłoszonych badań specjalistów z Lombardii, do ponad 90 procent zakażeń dochodzi obecnie w domach i podczas rodzinnych spotkań.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-wietrz-mieszkanie-co-godzine-radza-eksperci-od-koronawirusa,nId,4904935

Szczepionka przeciwko Covid-19 AstraZeneca skuteczna średnio w 70 proc.
Opracowanie: Katarzyna Wójcik 8 grudnia (23:24)

Brytyjskie czasopismo medyczne "The Lancet" opublikowało recenzowany artykuł naukowy potwierdzający wcześniejsze doniesienia o średnio 70-procentowej skuteczności szczepionki przeciwko Covid-19 opracowanej przez AstraZeneca i Uniwersytet Oksfordzki.

Artykuł dokładnie omawia częściowe wyniki badań klinicznych szczepionki zaprojektowanej przez brytyjski koncern AstraZeneca we współpracy z Uniwersytetem Oksfordzkim, znanej jako AZD1222.

Tak jak informowano wcześniej, podawana w dwóch dawkach w odstępie miesiąca szczepionka okazała się mieć średnio ponad 70-proc. skuteczność. Wśród uczestników, którzy otrzymali dwie normalne dawki wynosiła ona 62,1 proc., wśród ochotników, którym najpierw podano połowę normalnej dawki, a później pełną porcję - 90 proc.

Do tej drugiej grupy należało jednak tylko 2 741 z kilkudziesięciu tysięcy badanych, nie znalazła się też w niej żadna osoba powyżej 55 lat. Cytowani przez agencję Reutera naukowcy mówią, że wytłumaczenie lepszej skuteczności tego modelu dawkowania substancji wymaga więc jeszcze dalszych badań.

Jak informują agencje, grupa ochotników otrzymała połowę, zamiast całości pierwszej dawki najprawdopodobniej przez pomyłkę. Szef przygotowującego szczepionkę zespołu Uniwersytetu Oksfordzkiego, prof. Andrew Pollard powiedział, że było to "nieplanowane".

Są problemy

Problematyczne pozostaje również realne określenie tego, jak dobrze szczepionka chroni osoby powyżej 55. roku życia, które pozostają najbardziej narażone na ciężki przebieg choroby - pisze agencja AP. Osoby w tym wieku stanowiły zaledwie 12 proc. wszystkich uczestników prób klinicznych.

W artykule, pod kątem skuteczności substancji przeanalizowano wyniki 11 636 uczestników testów z Wielkiej Brytanii i Brazylii, pod kątem jej bezpieczeństwa - 23 745. 10 osób musiało zostać hospitalizowanych z powodu Covid-19, z których jedna zmarła, wszystkie z nich były jednak w grupie kontrolnej i nie otrzymały badanej szczepionki, a placebo. U trzech osób wykryto poważne efekty uboczne, które mogły mieć związek z testowaną szczepionką lub ze standardową szczepionką przeciwko meningokokom podawaną grupie kontrolnej.

Agencje podkreślają, że szczepionka przygotowywana przez AstraZenecę jest postrzegana jako substancja, która może bardzo pomóc w walce z pandemią koronawirusa w krajach rozwijających się. Jest tańsza niż szczepionki opracowane przez koncerny Pfizer i Moderna, w przeciwieństwie do nich jej przechowywanie i transport nie wymaga też bardzo niskich temperatur. Preparat może być przechowywany w normalnej lodówce.

W Wielkiej Brytanii rozpoczęła się już procedura dopuszczenia szczepionki AstraZeneca do użytku. Wiele rządów i organizacji międzynarodowych podpisało też umowy na dostawy setek milionów dawek substancji.

W artykule podkreślono, że jest to pierwszy niezależnie recenzowany artykuł naukowy, który potwierdza skuteczność szczepionek przeciwko Covid-19.

Te zrecenzowane wyniki badań są dostępne nie tylko dla badaczy, by mogli zobaczyć dokładnie, jak zostały zaprojektowane badania kliniczne i co się podczas nich działo, ale także dla szerokiej opinii publicznej - powiedział Reutersowi Andrew Pollard.

Źródło: RMF/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-szczepionka-przeciwko-covid-19-astrazeneca-skuteczna-srednio,nId,4903563
« Ostatnia zmiana: Grudzień 24, 2020, 00:00 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #18 dnia: Grudzień 21, 2020, 23:57 »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #19 dnia: Grudzień 21, 2020, 23:57 »
Rosja szczepi przeciw Covid-19, ale preparat budzi wiele wątpliwości
9 grudnia (06:59)

Lekarze i nauczyciele są w grupie osób, które w Rosji mają prawo do szczepienia w pierwszej kolejności. Prezydent Putin zarządził, że szczepienia w kraju mają się rozpocząć już w tym tygodniu, choć wg nieoficjalnych przekazów informacje o gotowości szczepionki były "nieco przedwczesne". Rosyjska szczepionka nie przeszła jeszcze trzeciego, finalnego etapu testów klinicznych, dlatego nie jest udostępniona w ramach szerokich szczepień powszechnych.

W Moskwie szczepienia Sputnikiem V, opracowanym przez centrum im. Gamalei, rozpoczęły się już 5 grudnia. Wbrew zapowiedziom, że szczepione będą tylko osoby szczególnie narażone, jak m.in. lekarze, nauczyciele czy pracownicy służb komunalnych, to zaszczepić się mogli również inni chętni - pisze portal Meduza. Pod koniec listopada rozpoczęły się szczepienia w rosyjskiej armii.

Wicepremier Tatiana Golikowa zapowiadała kilka dni temu, że w różnych regionach Rosji szczepienia rozpoczną się pod koniec tego tygodnia.

Rosyjska szczepionka nie przeszła jeszcze trzeciego, finalnego etapu testów klinicznych, dlatego nie jest udostępniona w ramach szerokich szczepień powszechnych - podał portal Meduza.io, cytując jednego z autorów szczepionki Sputnik V - Denisa Łogunowa.

Jak wyjaśnił Łogunow, obecnie Sputnik V został zarejestrowany na "ograniczonych warunkach", co umożliwia m.in. szczepienia osób z grup ryzyka. Oficjalnie podano, że po częściowych badaniach skuteczność szczepionki wynosi 95 proc., jednak preparat wzbudza sporo sceptycyzmu, przede wszystkim ze względu na pośpiech, z jakim był opracowywany i dopuszczany do użytku.

Sputnik V, opracowany przez podlegający ministerstwu zdrowia Rosji ośrodek im. Nikołaja Gamalei we współpracy z rosyjskim ministerstwem obrony został zarejestrowany oficjalnie w sierpniu, jeszcze przed ukończeniem wszystkich badań klinicznych. Badacze z innych krajów krytycznie ocenili ten pośpiech. Wielu rosyjskich lekarzy w ankiecie przeprowadzonej w specjalistycznym serwisie internetowym dla medyków wyraziło brak zaufania do preparatu.

Trzecia faza badań klinicznych z udziałem kilkudziesięciu tysięcy ochotników nadal trwa.

Na dzisiaj mamy dane tylko pierwszej i drugiej fazy badań. Oba komponenty szczepionki w tym badaniu otrzymało tylko 20 osób. Nie mamy danych, jak ta szczepionka będzie wpływać na organizm w - nazwijmy to - długiej perspektywie - powiedziała w rozmowie z portalem Meduza dyrektor Stowarzyszenia AOKI, zrzeszającego struktury zajmujące się badaniami klinicznymi.

2 grudnia w rozmowie z wicepremier Tatianą Golikową Władimir Putin zalecił, by masowe szczepienia rozpoczęły się "w następnym tygodniu". Wcześniej, mówiąc o szerokich szczepieniach, wskazywano jako możliwe różne terminy, jednak mowa była raczej o styczniu - lutym 2021 r.

Rosyjska szczepionka wymaga dwutygodniej rezygnacji z alkoholu

Rosyjska szczepionka wymaga podania jej w dwóch dawkach w odstępie ok. dwóch tygodni, a odporność daje po 42 dniach. Media, nie bez ironii, wybijają, że jednym z zaleceń przy jej wykonywaniu, jest co najmniej dwutygodniowa abstynencja alkoholowa, co może być niełatwe w okresie świąt na przełomie grudnia i stycznia. Istnieje również szereg chorób, które są przeciwskazaniem do stosowania szczepionki.

Rosyjska redakcja BBC wskazuje, że najpoważniejszym problemem dotyczącym Sputnika V jest jego masowa produkcja. Mówił o tym m.in. prezydent Rosji. Jak pisze BBC, w kraju nie ma gotowej infrastruktury, odpowiednio przygotowanych i wyposażonych zakładów produkcji leków, a ich stworzenie wymaga czasu.

Problemem, oprócz produkcji, jest również transport szczepionki, która musi być przechowywana w temperaturze -18 st. C. Do jej przewożenia potrzebne są specjalne lodówki.

Według ministerstwa zdrowia do końca grudnia do obrotu trafić ma 2,2 mln doz szczepionki.

Źródło:PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-rosja-szczepi-przeciw-covid-19-ale-preparat-budzi-wiele-watp,nId,4904928

Czy szczepionki przeciwko COVID-19 są bezpieczne?
Katarzyna Nowosielska  09 Grudnia 2020, 15:01

Obywatele nie chcą się szczepić przeciwko COVID-19, gdyż mają wątpliwości co do bezpieczeństwa szczepionki testowanej kilka miesięcy a nie kilka lat. Lekarze i farmakolodzy uspokajają jednak, że preparat powstał szybko, bo na badania kliniczne wyłożono duże pieniądze i zgłosiło się do nich wielu ochotników.

W ubiegłym tygodniu Wielka Brytania jako pierwszy kraj na świecie dopuściła do użycia opracowaną przez firmy Pfizer i BioNTech szczepionkę przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2. We wtorek zaszczepiono tam już pierwsze osoby.

W Polsce zaś rząd ogłosił Narodowy Program Szczepień przeciwko COVID-19. Masowe szczepienia Polaków mają się zacząć od stycznia 2021 r. Z kolei w społeczeństwie, na portalach społecznościowych, wybuchła dyskusja o tym, czy szczepić się, czy nie. Obywatele mają wątpliwości czy szczepionka nie wywoła niepożądanych odczynów, skoro była testowana przed wprowadzeniem do obrotu nie kilka lat, jak to ma miejsce w przypadku wielu innych preparatów, a kilka miesięcy.

Więcej pieniędzy niż budżet Polski

Farmakolodzy i lekarze-zakaźnicy rozwiewają te wątpliwości. - Na  wyprodukowanie szczepionki przeciwko COVID-19 został przekierowany ogromny strumień pieniędzy. Większy niż budżet Polski. Dlatego można było ją stworzyć w tak szybkim czasie- zauważa dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny. Podkreśla, że biotechnologia jest teraz znacznie bardziej rozwinięta niż kilkanaście lat temu i można szybciej stworzyć preparat, niż miało to miejsce 20 lat temu

Podobnego zdania jest prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Chorób Zakaźnych. - Szczepionka została wyprodukowana szybko, bo zgłosiło się szybko bardzo wielu chętnych pacjentów do udziału w eksperymentach medycznych. W ciągu kilku tygodniu do badań można było zrekrutować kilkadziesiąt tysięcy chętnych. To się nie zdarza normalnie. Poza tym szczepionka powstała na bazie technologii, która już działa od kilkunastu lat - zauważa prof. R.Flisiak.

Bezpieczeństwo produkcji szczepionek

Jedną ze szczepionek, którą kupuje Polska jest preparat typu mRNA. Szczepionki te zawierają informację genetyczną w postaci mRNA pozwalającą na produkcję w komórce wybranych białek patogenu, które następnie są prezentowane na powierzchni komórek ludzkiemu układowi immunologicznemu. mRNA nie wnika do jądra komórkowego, gdzie znajduje się DNA (materiał genetyczny) i nie może wpływać na genom osoby zaszczepionej. Cząsteczka RNA po wytworzeniu białka ulega szybkiej degradacji. W odpowiedzi na szczepionkę, układ immunologiczny wytwarza odpowiedź, która uniemożliwia namnażanie się wirusa i chroni przed chorobą. Szczepionka nie zawiera

- To bezpieczna i znana od lat technologia - wskazuje prof. R.Flisiak

Także autorzy rządowego dokumentu Narodowy Program Szczepień, podkreślają w nim, że Szczepionki przeciwko COVID-19 były  opracowywane zgodnie z tymi samymi wymogami dotyczącymi jakości, bezpieczeństwa i skuteczności, jak w przypadku innych produktów leczniczych. Skrócone zostały za to do do minimum procedury rejestracyjne, ale badania  naukowcy wykonywali według najwyższych standardów bezpieczeństwa jak w przypadku innych szczepionek.

Skrócona procedura rejestracji

Po wyprodukowaniu szczepionki w laboratorium badawczym naukowcy prowadzili badania in vitro oraz w modelach zwierzęcych, które miały wykazać czy szczepionka ma działanie ochronne przed wywoływaną przez niego chorobą zakaźną. Badali również właściwości toksykologiczne i farmakologiczne. Dopiero po udowodnieniu bezpieczeństwa oraz analizie bezpieczeństwa, naukowcy przeszli do badań na uczestnikach I i II fazy badań.

Jednak Szwajcaria na razie nie zamierza szczepić swoich obywateli. Nie zaaprobowała szczepionek, które zakupiła Polska. Z tym, że alpejski kraj odnotował zaledwie 5 tys. zgonów z powodu COVID-19.

- To jest bardzo ciekawe, że Polacy tak chętnie przyjmują suplementy diety, w żaden sposób nie kontrolowane, wchodzące w reakcje z innymi lekami, a boją się szczepionki - podsumowuje dr L.Borkowski.

W czasie II wojny światowej bardzo szybko np. powstawały antybiotyki jak penicylina, gdy okazało się, że pomaga żołnierzom.

https://www.politykazdrowotna.com/67923,czy-szczepionki-przeciwko-covid-19-sa-bezpieczne

Koronawirus. Zagadka cichej hipoksji. Pacjenci czują się dobrze, tymczasem saturacja spada do krytycznego poziomu
Katarzyna Grzęda-Łozicka 10 XII

Happy hypoxia czyli szczęśliwa lub cicha hipoksja - to jeden z fenomenów COVID-19, który zaprzecza zasadom fizjologii. Amerykańcy lekarze opisywali to zjawisko już w marcu, kiedy zauważyli wyraźną rozbieżność między tym, jak zachowuje się i wygląda pacjent, a parametrami jego stanu, które są widoczne na monitorze. Teraz również polscy lekarze widzą coraz więcej takich przypadków.

1. Szczęśliwa hipoksja - na czym polega zjawisko?

Zjawisko szczęśliwej albo cichej hipoksji zauważyli po raz pierwszy lekarze w USA. Podobne przypadki obserwują też nasi medycy. Osoby zakażone koronawirusem wydają się być w dobrej kondycji, chodzą, rozmawiają, dopiero badanie pokazuje, że natlenowanie krwi jest u nich na poziomie, który stanowi zagrożenia dla życia. Sami lekarze mają problem, żeby wyjaśnić, jak do tego dochodzi.

Niedotlenienie organizmu zwykle prowadzi do zwiększenia częstości oddechów i uczucia duszności. Jednak w przypadku cichej hipoksji w przebiegu COVID-19, chorzy nie zgłaszają niepokojących dolegliwości.

- Cicha hipoksja to dosyć duże spadki saturacji, przy absolutnym braku objawów. Pacjent nie wie, że ma hipoksję, która sama z siebie jest bardzo poważnym stanem, mogącym wpływać na funkcje wielu narządów wewnętrznych. Co więcej, jest bardzo istotnym czynnikiem predykcyjnym w ocenie ciężkości przebiegu COVID-19 i ryzyka progresji do kolejnych stadiów wymagających na przykład przeniesienia na oddział intensywnej terapii - tłumaczy prof. Andrzej Fal, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych Szpitala MSWiA w Warszawie, Dziekan Wydziału Medycznego UKSW.

Prawidłowe nasycenie krwi tlenem wynosi od 95 do 98 proc. Lekarze w Stanach w skrajnych przypadkach szczęśliwej hipoksji zgłaszali spadek saturacji u pacjentów do 60 proc.

- To jest o tyle niebezpiecznie, że dotyczy ludzi, którzy absolutnie nie zdają sobie z tego sprawy. Większość naszych pacjentów chorujących na choroby obturacyjne płuc zgłasza krótkość oddechu, duszność, subiektywne uczucie braku tchu, czy ucisk w klatce piersiowej. Oni czują, że coś się dzieje, kiedy są zaburzenia gazometryczne, w tym hipoksja spadająca poniżej 90 proc., a to już jest bardzo poważny spadek. Natomiast obserwowaliśmy młodych pacjentów chorujących na COVID-19, u których saturacja spadała jeszcze bardziej - do 85-86 proc., a oni byli tego absolutnie nieświadomi. Byli jedynie zmęczeni, osłabieni, natomiast nie mieli żadnych symptomów mówiących, że coś nagle u nich się pogorszyło, a już na pewno żadnych symptomów, które są typowe dla chorób obturacyjnych, czyli krótkość oddechu, ucisk w klatce piersiowej, niemożność wzięcia głębokiego oddechu - zaznacza prof. Fal.

Dokładana skala zjawiska jest bardzo trudna do oszacowania. Naukowcy z Boston University szacują, że cicha hipoksja w Stanach może dotyczyć nawet jednej na pięć osób, które muszą być hospitalizowane z powodu COVID-19. W Polsce na razie nie ma dokładnych danych na ten temat, ale prof. Andrzej Fal, który leczył takich pacjentów zauważa pewną prawidłowość. Im młodsi pacjenci, tym większe ryzyko wystąpienia syndromu "happy hypoxia".

2. Przyczyny szczęśliwej hipoksji

Naukowcy nie są pewni, jakie są dokładne przyczyny zjawiska szczęśliwej hipoksji. Autorzy badania opublikowanego w Nature Communications zwrócili uwagę na związek z zaburzeniami krzepnięcia krwi, które są obserwowane u wielu chorujących. Mówi się również o tym, że przyczyną może być wykrzepianie krwi we włośniczkach pęcherzyków płucnych, które prowadzi do zaburzeń w wymianie tlenu i dwutlenku węgla.

- Fizjologiczne wytłumaczenie tego zjawiska jest bardzo trudne. Koncepcji skąd się to może brać jest co najmniej trzy, natomiast żadna z nich nie wytrzymuje próby wiedzy patofizjologicznej. Mówi się m.in. o innym wykorzystaniu tkankowym tlenu, w związku z tym innym współczynniku wiązania tlenu. W drugiej koncepcji spróbowano nawet podzielenia tych zaburzeń na dwa rodzaje. Pierwszy związany z małym rozmiarem i wysoką podatnością płuc, drugi z wysoką elastancją. To wszystko jest teoretycznie możliwe, tylko tak czy inaczej, powinien pozostawać jakiś ślad tego, tzn. powinny się pojawiać jakieś związane z tym objawy, a tych objawów nie ma. Podobnie jeśli chodzi o zaburzenia krzepnięcia, które mogą prowadzić do zatorowości płucnej, która oczywiście powoduje spadek saturacji, takim zaburzeniom zazwyczaj towarzyszą duszności - zauważa prof. Andrzej Fal.

Z kolei prof. Konrad Rejdak zwraca uwagę na to, że zjawisko cichej hipoksji może mieć podłoże neurologiczne, tak jak wiele innych dolegliwości obserwowanych w przebiegu COVID-19, np. utrata węchu i smaku.

- W grę może wchodzić również przesuniecie krzywej dysocjacyjnej hemoglobiny, ale pojawia się coraz więcej argumentów przemawiających za tym, że może to być mechanizm ośrodkowy właśnie z dysfunkcją układu nerwowego. Pamiętajmy, że chemoreceptory odbierają wzrost hiperkapnii, czyli dwutlenku węgla we krwi, a to jest bodźcem do wyrównawczej hiperwentylacji - tłumaczy prof. Konrad Rejdak, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, szef kliniki neurologii SPSK4 w Lublinie.

- Jest konkretna struktura w centrum uwagi: jądro pasma samotnego - czyli jądro w pniu mózgu, które reguluje funkcje układu autonomicznego i prace układu oddechowego oraz krążenia, ale też co ciekawe, zbiera sygnały dotyczące smaku oraz innych fizjologicznych bodźców z chemoreceptorów, baroreceptorów i mechanoreceptorów zlokalizowanych w strukturach klatki piersiowej i jamy brzusznej, więc tu mamy wspólne ogniwo. Wiemy, że bardzo często w tej chorobie dochodzi do ubytku i węchu, i smaku, a więc okolica jest bardzo zbliżona. Wirus atakuje układ nerwowy, drogę nerwów obwodowych, w szczególności nerwu błędnego, który bogato unerwia organy klatki piersiowej, więc stamtąd wirus może wstecznie docierać do pnia mózgu i zaburzać funkcje narządów obwodowych. Tak więc mechanizm receptorowy odbiorczy jest zaburzony i przekłada się na poczucie braku objawów niedotlenienia, chociaż są one głębokie - dodaje neurolog.

Zdaniem prof. Rejdaka to może być właśnie mechanizm, który stoi za tym tajemniczym zjawiskiem.

3. Konsekwencje cichej hipoksji. "Tych neuronów nie da się później odzyskać"

Prof. Rejdak zwraca uwagę na rolę pulsoksymetrów również w kontekście zagrożenia cichą hipoksją. Saturacja to istotny element pozwalający monitorować stan pacjenta. To ważne, zwłaszcza kiedy coraz więcej osób odwleka badania i próbuje przechorować COVID-19 w domu. Często, żeby uniknąć testu, unikają również konsultacji z lekarzem.

- Spadek saturacji poniżej normy to jest pułapka, której nie wolno zbagatelizować, szczególnie u osób starszych. Oni będą wpadać szybko w zaburzenia stanu świadomości, przytomności, a to już jest bardzo niebezpieczny etap, gdzie życie może być zagrożone - ostrzega prof. Rejdak.

Niedotlenienie może prowadzić do nieodwracalnych zmian w mózgu.

- Pamiętajmy, że to jest wstępna faza infekcji, a potem choroba zaczyna przebiegać dramatycznie i oczywiście pojawiają się i objawy duszności, i cechy niewydolności oddechowej, czyli zasinienie powłok i przyspieszona akcja serca, a to jest taki etap, gdzie nie dostrzegamy zagrożenia. Następnym krokiem są już poważne powikłania COVIDu, które często ciężko odwrócić - wyjaśnia ekspert.

- Hipoksja jest oczywiście bardzo szkodliwa dla mózgu i niedotlenienie w pierwszej linii uszkadza te najbardziej wrażliwe okolice mózgu, czyli okolice płatów skroniowych, w szczególności strukturę hipokampa, a tam są neurony ważne dla funkcji pamięci. Bardzo łatwo je uszkodzić i to wywołuje bardzo dużo opóźnionych konsekwencji. Nie da się tych neuronów później odzyskać - ostrzega prof. Rejdak.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-cicha-hipoksja-pacjenci-czuja-sie-dobrze-rozmawiaja-tymczasem-saturacja-spada-do-krytycznego-poziomiu
« Ostatnia zmiana: Grudzień 24, 2020, 01:06 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #20 dnia: Grudzień 22, 2020, 23:51 »
Ekspert o szczepionkach przeciwko Covid-19: Wykorzystują nowoczesną technologię i nie powinniśmy się ich bać
Opracowanie: Sara Bounaoui 10 grudnia

Szczepionki RNA przeciw SARS-CoV-2, opracowane przez koncerny Pfizer i Moderna, wykorzystują nowoczesną technologię i nie powinniśmy się ich bać – mówił PAP dr hab. Piotr Rzymski z UM w Poznaniu. "Ważne, by wiedzę o nich przekazywać w sposób dostępny" – dodał.

Nauka zajmuje się identyfikowaniem problemów i poszukiwaniem skutecznych rozwiązań. Dopuszczenie do użytku pierwszej szczepionki przeciw SARS-CoV-2 - na razie na terenie Wielkiej Brytanii i Bahrajnu - jest jaskrawym tego przykładem. Z nauką jest jednak tak, że czasem pewne zagadnienia nie są w odpowiedni sposób komunikowane. Jeżeli przyjrzymy się wynikom badań szczepionek opracowanych przez koncerny Pfizer czy Moderna, a jednocześnie rozumiemy, jaki jest mechanizm działania tych preparatów, czyli szczepionek wykorzystujących technologię RNA, to nie powinniśmy się ich bać - mówił PAP ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu dr hab. Piotr Rzymski.

Jednocześnie wiemy też, że te zagadnienia stricte naukowe są trudno dostępne dla ogółu społeczeństwa, dlatego tak ważne jest komunikowanie pewnych kwestii w sposób merytoryczny, ale jedocześnie dostępny dla każdego. Myślę, że szczególnie teraz jest to niezwykle potrzebne. Szczepionki RNA wykorzystują nowoczesną technologię - a często właśnie to co nowe, nieznane, budzi w nas niepokój - to jest powszechne zjawisko - dodał.

Merytoryczne przekazywanie wiedzy, musi być zrozumiałe

Ekspert podkreślał, że przekazywanie naukowych informacji o szczepionkach przeciw SARS-CoV-2 w sposób merytoryczny, ale przystępny - z jednej strony może pomóc ograniczyć fake newsy, a z drugiej odpowiedzieć na wątpliwości osobom, które obawiają się lub wręcz negują konieczność szczepień.

Społeczeństwo powinno zrozumieć, na czym ta nowość, ta technologia szczepionek polega - wskazał.

Rzymski tłumaczył, że innowacja technologii w postaci mRNA w produkcji szczepionek jest m.in. właśnie tym, co spowodowało, że prace nad nią mogły rozpocząć się niemal natychmiast po wybuchu pandemii i przebiegać szybko.

Technologię szczepionek RNA rozwijano od 3 dekad. Ich produkcja nie wymaga pracy z czynnikiem zakaźnym, czyli z samym wirusem. Wystarczy tylko dostęp do informacji o jego materiale genetycznym, o sekwencji kwasów azotowych jego genomu. Jeśli zrozumiemy, jakie sekwencje kodują jakie białka i wiemy które z tych białek będzie najważniejszym antygenem, wtedy wytwarza się odpowiedni odcinek tego matrycowego RNA. Odcinek ten po wprowadzeniu do komórki, przy wykorzystaniu jej maszynerii molekularnej, ma wytworzyć właśnie to białko koronawirusowe, które jest antygenem i wobec którego wywoływana jest odpowiedź immunologiczna. Warto też dodać, że nieprawdą jest, że szczepionki RNA mogą modyfikować ludzkie DNA, bo one takich właściwości po prostu nie posiadają - zaznaczył.

W związku z tym wyprodukowanie samego preparatu to jest w gruncie rzeczy sprawa niezwykle łatwa - jeśli chodzi o syntezę samego takiego odcinka mRNA. Pokazała to np. amerykańska Moderna, która pierwszą partię szczepionki, wykorzystującą właśnie technologię mRNA, była w stanie wyprodukować już 7 lutego. To wszystko spowodowało, że szczepionki oparte na RNA bardzo szybko mogły wejść do kolejnych faz badań - mówił.

Rzymski zaznaczył również, że w tym procesie niewątpliwie pomogły też same instytucje, które zajmują się oceną wyników poszczególnych części badań klinicznych.

Powołane w tym celu zespoły oceniały wnioski o przeprowadzenie badań i otrzymywane wyniki w tempie ekspresowym, ale zarazem opierając się na tych samych wytycznych co zawsze - dodał.

Ostateczne wyniki końcowej fazy badań szczepionki Pfizera, przygotowywanej z firmą BioNTech, o których koncern poinformował pod koniec listopada, wykazały 95 proc. skuteczności. Amerykańska firma Moderna skuteczność swojego preparatu wskazała na poziomie 94,5 proc.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-ekspert-o-szczepionkach-przeciwko-covid-19-wykorzystuja-nowo,nId,4918254

"Stan pogarsza się dynamicznie". Coraz więcej dzieci trafia do szpitali z powodu PIMS
Opracowanie: Magdalena Partyła 10 grudnia (06:24)

Tylko w ciągu 10 dni przyjęliśmy do szpitala 20 pacjentów z PIMS - to zupełnie nowa jednostka chorobowa, której musimy się nauczyć - mówi prof. Krzysztof Zeman, szef Kliniki Pediatrii, Immunologii i Nefrologii w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. PIMS-TS (paediatric inflammatory multisystem syndrome – temporally associated with SARS-CoV-2) to wieloukładowy zespół zapalny występujący u dzieci w następstwie zakażenia koronawirusem. U niektórych pacjentów może doprowadzić do bardzo ciężkich powikłań.

W ostatnim czasie do specjalistycznych ośrodków pediatrycznych w kraju zaczęły trafiać dzieci z PIMS i nie są to już pojedyncze przypadki, m.in. do naszego szpitala tylko w ciągu 10 dni przyjęliśmy 20 takich pacjentów. W przyspieszonym trybie poznajemy jednostkę chorobową, której do tej pory nie było i której musimy się nauczyć; robimy to na już stworzonych wytycznych postępowania z chorymi dziećmi, ale też na naszych pacjentach - podkreślił prof. Zeman.

Jak wyjaśnił, w momencie przyjęcia do placówki dzieci są już zwykle w stanie średniociężkim lub ciężkim. Najczęściej mają wysoką gorączkę, utrzymującą się przez kilka dni; bardzo częstym objawem na początku rozwijającego się zespołu PIMS są silne bóle brzucha. Były nawet przypadki operowania wyrostka u takich pacjentów - dodał pediatra.

Jakie są objawy PIMS?

Jest to choroba wieloukładowa, a więc mogą towarzyszyć jej objawy ze strony różnych narządów. Gdy zaatakuje ośrodkowy układ nerwowy, mogą to być drgawki i silne bóle głowy, ze strony nerek - bezmocz czy skąpomocz. Częste są objawy skórne i śluzówkowe - zapalenie spojówek, które towarzyszy prawie wszystkim przypadkom oraz wysypki - nierzadko niecharakterystyczne i zmienne. O szczególnie groźnym przebiegu PIMS mówi się, gdy choroba dotyka układu krążenia, powodując spadek ciśnienia, siły skurczowej mięśnia sercowego i zapalenie mięśnia sercowego.

PIMS dotyka także dzieci, które przeszły koronawirusa bezobjawowo

Zdaniem prof. Zemana, najistotniejsze jest, by w odpowiednim momencie wyłapać rozwijający się niepohamowany stan zapalny, związany z przebytym zakażeniem SARS-COv-2. Bardzo często PIMS dotyka dzieci, które przeszły je bezobjawowo. Bywa, że rodzice nie zdają sobie sprawy, że ktoś z otoczenia dziecka miał infekcję koronawirusową i że również ono zostało zakażone.

Te zespoły najczęściej występują dwa do czterech tygodni po zakażeniu SARS-COv-2, niektórzy twierdzą też, że nawet do ośmiu tygodni. To coś niespotykanego do tej pory, choć sam fakt, że objawy pojawiają się u dzieci, które do tej pory przechodziły zakażenia w sposób bezobjawowy lub skąpoobjawowy, nie jest dla nas całkowitym zaskoczeniem, bo mieliśmy na ten temat doniesienia z opracowań amerykańskich, gdzie takich przypadków jest więcej - zaznaczył pediatra.

"Czujność jest najważniejsza"

W jego opinii pierwsze informacje o zespole PIMS, które pojawiły się w mediach, sprawiły, że do szpitalnych izb przyjęć i SOR-ów zaczęło zgłaszać się więcej rodziców zaniepokojonych nietypowymi objawami u dzieci.

Nie przypuszczaliśmy, że nagle w ciągu 10 dni pojawi się w naszym szpitalu, w różnych klinikach, aż 20 pacjentów z zespołem PIMS. To nas przekonało, że czujność jest w tym przypadku najważniejsza - nie tylko nasza, ale też rodziców i lekarzy pierwszego kontaktu - podkreślił prof. Zeman.

Wszyscy pacjenci z PIMS, którzy trafili do ICZMP bezwzględnie wymagali leczenia szpitalnego. Według eksperta, stan chorych dzieci zmienia się niezwykle dynamicznie; niezbędne jest stałe monitorowanie uszkadzających się układów organizmu.

W czasie leczenia staramy się zatrzymać rozwijający się nadmiernie proces zapalny. To forma dysregulacji naszego układu odpornościowego; do końca nie znamy jeszcze tych mechanizmów, nie wiemy, dlaczego u niektórych dzieci dochodzi do nadmiernej reakcji. Takie analizy pewnie kiedyś się pojawią, bo już teraz w ośrodkach pediatrycznych tworzone są bazy danych - gdy będą obejmowały 100-200 pacjentów, będzie można sformułować pierwsze wnioski dotyczące tej choroby w naszej populacji - zaznaczył pediatra.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-stan-pogarsza-sie-dynamicznie-coraz-wiecej-dzieci-trafia-do-,nId,4918247

Ekspert zaniepokojony liczbą skutków ubocznych szczepionki Pfizera
10 XII

Profesor Eric Caumes, jeden z głównych ekspertów chorób zakaźnych we Francji powiedział, że jest zaniepokojony dużą liczbą skutków ubocznych szczepionki Pfizera. - Nigdy nie widziałem większej częstotliwości niepożądanych reakcji na szczepionkę - komentuje.

Najpierw sukces, później badania

Profesor znany we Francji ze swojej szczerości i mówienia tego, co naprawdę myśli na temat epidemii i podejmowanych działań mających na celu zapobieganie rozprzestrzeniania się koronawirusa, w leparisien.pl tłumaczył, że zaniepokojony jest pośpiechem związanym z podaniem szczepionki na koronawirusa. Podkreślił, że zarówno Pfizer i Moderna nim przedstawili jakiekolwiek prace naukowe na temat szczepionki, ogłosili swój sukces w prasie, a nie tak powinna wyglądać ta droga.

Za dużo niepożądanych reakcji

Eric Caumes zapoznał się z opublikowanym we wtorek raportem amerykańskiej agencji farmaceutycznej na podstawie danych firmy Pfizer. Jednak zwraca uwagę, że uderzyła go jedna rzecz. - Nigdy nie widziałem większej częstotliwości niepożądanych reakcji na szczepionkę. Oprócz minimalnych reakcji po wstrzyknięciu, takich jak miejscowe zaczerwienienie i ból pojawiają się także inne działania niepożądane zwłaszcza wśród młodych ludzi, którzy przyjęli drugą dawkę szczepionki.

Ekspert podkreśla, że tak jak przy szczepionce może pojawić się przejściowo gorączka, to w przypadku szczepionki Pfizera mowa jest, że u ponad 15 procent osób w wieku od 18 do 55 lat gorączka na poziomie 38 stopni utrzymywała się przez siedem dni od daty zaszczepienia.

45 procent z nich musiało przyjmować leki przeciwgorączkowe lub przeciwbólowe. W raporcie podane jest, że skutkiem ubocznym szczepionki może być ból głowy (55 proc.) i zmęczenie (62 proc.) - To zdecydowanie za dużo - komentuje profesor.

Szczepieni powinni być seniorzy

Zdaniem Caumes zaczepieni powinny zostać seniorzy będący w grupie ryzyka, natomiast ekspert uważa, że szczepionka nie powinna być podawana najmłodszym oraz tym, którzy nie mają chorób współistniejących.

Podkreśla, że lekarzom cały czas brakuje informacji. - Ogłasza się, że szczepionka jest rewolucyjna, ale ja chcę naukowych dowodów jej niezawodności, w przeciwnym razie oznacza to ślepe zaufanie do producentów. Dziś świat pędzi, w rezultacie jesteśmy w komercyjnym dryfie.

Profesor zaznacza, że dla niego najważniejsze jest utrzymanie zaufania do lekarzy, dlatego mówi głośno o swoich wątpliwościach, jednocześnie martwiąc się, że jeśli ślepo wszyscy uwierzą w niezawodność szczepionki niepopartą wystarczającymi dowodami naukowymi, może przynieść to więcej strat niż korzyści. - Dziś wydaje się, że musisz opowiedzieć się za albo przeciw szczepionce. Jednak nie wszystko jest czarne lub białe, może być też szare i trzeba o tym mówić.

https://www.onet.pl/styl-zycia/onetkobieta/ekspert-zaniepokojony-liczba-skutkow-ubocznych-szczepionki-pfizera/lq1es31,2b83378a
« Ostatnia zmiana: Grudzień 24, 2020, 23:28 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #21 dnia: Grudzień 22, 2020, 23:51 »
Pacjentka z long COVID: "Czuję się, jakby ktoś obrabował mnie z poprzedniego życia"
Paulina Banaśkiewicz-Surma 10 XII

Od ponad 3 miesięcy zmaga się z uporczywym bólem głowy, który w najostrzejszej fazie choroby COVID-19 prowadził do wymiotów, był oporny na leki i towarzyszyły mu "covidowe skurcze", powtarzające się co 10 minut. O tym i innych powikłaniach po zakażeniu koronawirusem opowiada Milena, pacjentka z long COVID. "Zatrzymywałam się z obawy, że zemdleję z bólu" - przyznaje w rozmowie z WP parenting.

Pani Milena, pacjentka z long COVID, która na stałe mieszka w Wielkiej Brytanii, zakaziła się koronawirusem w sierpniu. Jednak jak przyznaje, nie wie od kogo i gdzie doszło do zakażenia. Wśród domowników i współpracowników była tzw. "pacjentem zero". Zachorowała mimo stosowania wszystkich środków ostrożności, takich jak: noszenie maseczki, dezynfekcja oraz zachowanie dystansu społecznego.

Paulina Banaśkiewicz-Surma, WP parenting: Po jakim czasie od wystąpienia pierwszych dolegliwości dowiedziała się pani, że wywołał je koronawirus?

Jestem bardzo niestandardowym przypadkiem. Na początku objawy nie wskazywały jednoznacznie na COVID-19. Zaczęło się od bólu głowy, który trwał nieprzerwanie, dzień w dzień, przez dwa tygodnie. Z czasem stał się na tyle uciążliwy, że nie pozwalał mi na normalne funkcjonowanie ani w pracy, ani w społeczeństwie.

Pewnego dnia ból głowy był już na tyle mocny, że musiałam zwolnić się z pracy i udać do szpitala. To był najmocniejszy ból, z którym przyszło mi się zmierzyć. Szpital znajduje się 10 minut spacerem od miejsca, w którym pracuję, dlatego postanowiłam, że pójdę tam bez asysty współpracownika. To był błąd. Droga zajęła mi 30 minut, co chwilę zatrzymywałam się z obawy, że zemdleję z bólu.

W szpitalu personel wykonał mi badania krwi, wstępnie wykluczył ryzyko udaru. Nie zrobiono mi wymazu, ponieważ nie miałam żadnych dodatkowych objawów koronawirusowych.

Po badaniach lekarz stwierdził, że to migrena lub klasterowy ból głowy i odesłał mnie do domu z paracetamolem. Kazał wrócić, jeśli dolegliwości nie miną. Ból nie przechodził przez kolejny tydzień. Wtedy postanowiłam ponownie pojechać do szpitala.

Tam personel zmierzył mi temperaturę i okazało się, że mam gorączkę (38,5 stopnia Celsjusza), następnie sprawdził puls i saturację. Puls 135, saturacja na poziomie 98 proc. Potem wszystko potoczyło się bardzo sprawnie. Zrobiono mi również badania krwi. Wyszły w normie, jednak CRP było nieznacznie podwyższone. Po ok. 20 minutach od przyjęcia na ostry dyżur zobaczyłam lekarza, który stwierdził, że to najprawdopodobniej infekcja zatok. Przepisał antybiotyk.

Infekcja zatok zdarza mi się dość często i nigdy wcześniej nie towarzyszył jej tego typu ból głowy. Był inny, nie typowo zatokowy. Dodatkowo nie występowała wówczas żadna wydzielina z nosa, a zawsze przy chorych zatokach się pojawiała.

Po diagnozie poprosiłam o test, aby wykluczyć zakażenie koronawirusem, mimo że sama nie do końca wierzyłam, że mogę być zakażona. W końcu nie miałam żadnych typowych objawów, o których mówiło się w mediach.

Lekarz zgodził się na wymaz dla mojego spokoju. Stwierdził, że nie wyglądam jak osoba zakażona, więc najpewniej test wyjdzie negatywny. Po pobraniu wróciłam z antybiotykiem do domu. Na drugi dzień otrzymałam wiadomość, że test wyszedł pozytywny. Nie chciałam w to uwierzyć, bo przecież poza bólem głowy i gorączką czułam się całkiem nieźle.

Zamówiłam test do domu (w Anglii są one darmowe, wystarczy zarejestrować się na stronie rządowej i kurier dostarcza je domownikom). Musiałam samodzielnie pobrać wymaz i odesłać go do laboratorium z zachowaniem wszystkich zasad bezpieczeństwa. Ten test również wyszedł pozytywny. Nie miałam już wątpliwości.

Czy po potwierdzeniu zakażenia wystąpiły u pani objawy typowe dla koronawirusa?

Po ok. tygodniu od wykonanego testu rozwinął się u mnie pełnoobjawowy COVID-19. Każdego dnia dochodziły nowe symptomy. Poza towarzyszącym stale bólem głowy opornym na leki oraz gorączką nieprzekraczającą 38,5 stopni Celsjusza zaczęły mnie boleć oczy, straciłam węch i smak, pojawił się wodnisty katar, biegunka, wymioty, zaburzenia snu, wysypka (podobna do ospy) i ból gardła. Miałam powiększony węzeł chłonny na szyi, bardzo wysokie tętno (145 u/m). Byłam bardzo zmęczona. Bolały mnie mięśnie i kości. Wstanie z łóżka było dla mnie jak wyprawa na Kilimandżaro. Co ciekawe, w moim przypadku kaszel trwał tylko dwa dni i nie był uporczywy.

Najbardziej dotkliwym objawem był ból głowy, który doprowadzał do wymiotów. Pewnie wszyscy znamy to uczucie, kiedy uderzymy się w łokieć i przechodzi nas tzw. "prąd". Proszę sobie wyobrazić, że właśnie takie uczucie pojawiało się u mnie przy bólu głowy. Nazywam to "covidowymi skurczami". W najostrzejszej fazie choroby występowały mniej więcej co 10 minut.

W wywiadzie dla American Medical Association ekspert ds. chorób zakaźnych, dr A. Fauci, przestrzega przed długotrwałymi skutkami COVID-19. Ból mięśni, problemy z sercem i zmęczenie to tylko kilka z nich. Z jakimi powikłaniami po zakażeniu pani się zmaga?

Mijają już ponad 3 miesiące od zakażenia i oficjalnie jestem ozdrowieńcem, chociaż nie mogę do końca identyfikować się z tym stanem. Niestety nadal towarzyszy mi ból głowy. Co prawda, nie jest on tak intensywny, jak w najostrzejszej fazie choroby, niemniej jednak codziennie przyjmuję leki przeciwbólowe, ponieważ uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie.

Zmagam się też z tachykardią, spłyconym oddechem, bólami mięśni, przewlekłym zmęczeniem oraz zmniejszoną tolerancją aktywności fizycznej. Straciłam bardzo dużo włosów, co jest częstym powikłaniem po przebytym zakażeniu koronawirusem.

Na świecie są setki tysięcy osób zmagających się z powikłaniami. Medycy nazywają nas "long-haulers" (ang. "długodystansowiec"). Mamy negatywny wynik testu, jednak nadal towarzyszą nam objawy. Jak czytałam, z analizy danych z COVID Symptom Study (aplikacji mobilnej do badań epidemiologicznych COVID-19, która skupia informacje od 4,2 mln chorych ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Szwecji - red.) wynika, że 10 do 15 proc. ludzi z koronawirusem choruje dłużej niż 4 tygodnie. Jak dotąd badacze nie ustalili, jak długo powikłania będą się utrzymywać i czy COVID-19 może spowodować wystąpienie chorób przewlekłych.

Jaki jest plan leczenia, który pomoże pani wrócić do formy sprzed zakażenia koronawirusem?

Trafiłam na wspaniałego lekarza prowadzącego, który jest bardzo zaangażowany w proces mojej rekonwalescencji. W listopadzie zostałam zdiagnozowana jako pacjent z tzw. long COVID. Czekam na wizytę w Long Covid Clinic w St. Barts Hospital w Londynie. Tam zostaną wykonane dodatkowe badania, które pomogą znaleźć przyczynę moich objawów i dobrać odpowiedni sposób leczenia powikłań po przebytym zakażeniu.

Obecnie suplementuję cynk, witaminę D, magnez, kompleks witamin z grupy B oraz olej CBD w stężeniu 6 proc. Codziennie przyjmuję też leki przeciwbólowe na receptę oraz inhibitory pompy protonowej. Stosuję również akupresurę. Negatywny wynik testu PCR wyszedł dopiero po dwóch miesiącach od zakażenia. Mam za sobą badania, takie jak rezonans magnetyczny, echo serca, liczne badania krwi. Wciąż czekam na prześwietlenie płuc oraz badanie EKG metodą Holtera.

Co ciekawe, poziom witaminy D w moim organizmie w trakcie przechodzenia koronawirusa był na bardzo wysokim poziomie (110 nmol/L). Lekarz prowadzący stwierdził, że najprawdopodobniej to uchroniło mnie przed covidowym zapaleniem płuc.

Jakie aktualnie jest pani ogólne samopoczucie i kondycja fizyczna? Czy jest coś, co kiedyś przychodziło z łatwością, a teraz stanowi wyzwanie?

Prowadziłam bardzo aktywny tryb życia. Żyłam na wysokich obrotach i nie było dla mnie rzeczy niemożliwych. Moja praca wymaga bardzo dobrych zdolności analityczno-poznawczych i często muszę podejmować szybkie decyzje, które mogą zaważyć na pracy całego zespołu. Nadal jestem na zwolnieniu lekarskim, ponieważ jeszcze nie wróciłam do pełnej sprawności sprzed zakażenia.

W trakcie wykonywania codziennych czynności, takich jak np. odkurzanie, puls rośnie do 145 uderzeń na minutę, pojawiają się bóle i zawroty głowy oraz ogromne zmęczenie. Czuję się, jakby ktoś obrabował mnie z poprzedniego życia. Codziennie rano otwieram oczy i zastanawiam się, czy dziś jest ten dzień, kiedy dolegliwości w końcu znikną i będę tą samą osobą sprzed sierpnia 2020.

https://portal.abczdrowie.pl/pacjentka-z-long-covid-czuje-sie-jakby-ktos-obrabowal-mnie-z-poprzedniego-zycia

Szczepienia przeciwko koronawirusowi. Kto nie powinien się szczepić? Kiedy zaczynają działać? Jakie jest ryzyko powikłań?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 10 XII

Czy osoby obciążone innych chorobami nie powinny się szczepić? Czy szczepionkę trzeba przyjmować co roku? Czy ozdrowieńcy też muszą się zaszczepić? Wspólnie z prof. Jarosławem Drobnikiem, naczelnym epidemiologiem Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu wyjaśniamy wątpliwości związane ze szczepionkami przeciwko wirusowi SARS-CoV-2.

1. Szczepionki na koronawirusa. Jak będą wyglądać szczepienia? Kto nie powinien się szczepić?

Szczepienia przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 mają być dobrowolne i bezpłatne - tak wynika z założeń Narodowego Programu Szczepień przeciw COVID-19, który ogłosił rząd. Tygodniowo mogłoby je przyjąć nawet 180 tys. osób. Szczepienia teoretycznie mają się rozpocząć pod koniec stycznia, ale dokładny termin jest uzależniony od tego, kiedy szczepionka uzyska dopuszczenie do obrotu w Unii Europejskiej.

2. Gdzie będzie można się zaszczepić?

Osoby, które zdecydują się na przyjęcie szczepionki, mogą się umówić on line za pośrednictwem strony pacjent.gov.pl, przez infolinię lub bezpośrednio w przychodni POZ. Przed wizytą dostaną SMS z informacją o terminie i miejscu podania szczepionki. Pacjent od razu będzie umawiany na dwie wizyty, bo dla pełnej ochrony konieczne jest przyjęcie dwóch dawek szczepionki.

- Szczepienia będą przeprowadzane w punktach szczepień, które mają być do tego przygotowane: ma być zespół złożony z lekarza, pielęgniarki i oczywiście odpowiednie warunki do przeprowadzenia szczepienia, żeby zachować reżim sanitarny. Musi być przygotowane także pomieszczenie, gdzie pacjenci po zaszczepieniu będą czekać przez pół godziny, żeby upewnić się, że nie dochodzi do jakieś nieprawidłowej reakcji - tłumaczy prof. Jarosław Drobnik, specjalista chorób wewnętrznych i naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Osoby zainteresowane zaszczepieniem będą mogły to zrobić:
stacjonarnie w placówkach POZ,
stacjonarnie w innych placówkach medycznych,
przez mobilne zespoły szczepiące,
w centrach szczepiennych szpitali rezerwowych.

Szczepionki na koronawirusa będą podawane domięśniowo. Do uzyskania odporności konieczne jest przyjęcie dwóch dawek preparatu. Druga dawka ma być podana w odstępie 3-4 tygodni.

3. Kto nie może przyjąć szczepionki przeciwko koronawirusowi?

Szczepionka nie jest przeznaczona dla dzieci poniżej 16. roku życia i kobiet w ciąży. Jak napisano w ulotce dla pacjentów, przeciwwskazaniem do podania preparatu jest również uczulenie na któryś ze składników, problemy z krwawieniem i stosowanie leków hamujących krzepnięcie krwi.

- Przeciwskazaniem jest oczywiście ostra infekcja z wysoką gorączką lub dusznością, ale nie sam kaszel i katar. W takich przypadkach trzeba z reguły odłożyć szczepienie o ok. 2 tygodnie od chwili wyzdrowienia - mówi prof. Drobnik.

- Poza kobietami w ciąży i dziećmi poniżej 16. roku życia, może się zaszczepić każda osoba, która w danym momencie nie manifestuje ostrych objawów choroby infekcyjnej lub nie jest tuż po przejściu takiej choroby. Uważam, że należałoby również przełożyć termin szczepienia u osób, u których choroby przewlekłe są aktualnie niestabilne, czyli doszło do ich rozchwiania. Mam na myśli rozregulowanie poziomu glukozy u osób chorujących na cukrzycę albo uaktywnienie zaburzeń hormonalnych np. u osób cierpiących na nadczynność tarczycy. Chodzi tu bardziej o aspekt społeczny, bo zaostrzenie choroby pierwotnej po podaniu szczepionki, mogłoby być utożsamiane z powikłaniami - dodaje ekspert.

4. Co z osobami, które mogą przechodzić COVID-19 bezobjawowo?

- Wszystkie doniesienia światowe mówią, że nie ma przeciwwskazań do szczepień u osób, które przechodzą bezobjawowo COVID-19. Jeżeli są objawy, choroba jest potwierdzona testem, takie osoby przebywają na izolacji, więc naturalnie wtedy nie mogą się zaszczepić. Przy braku ostrych objawów nie ma przeciwwskazań do podania szczepionki – tłumaczy epidemiolog.

5. Kiedy uzyskuje się odporność na zakażenie koronawirusem po zaszczepieniu?

Prof. Drobnik przyznaje, że pełną odporność uzyskujemy dopiero po ok. 2-3 tygodniach po przyjęciu drugiej dawki szczepionki.

- Pierwszy element takiej rodzącej się odporności zwykle buduje się już po ok. dwóch tygodniach od przyjęcia pierwszej dawki. Jest taka zasada, że jeżeli wprowadzamy nową szczepionkę, to zazwyczaj jest ona dwufazowa, bo wtedy mamy większą pewność, że ta odporność będzie na wysokim poziomie, natomiast później najczęściej jest to redukowane do jednej dawki, kiedy okazuje się, że ta odpowiedź organizmu już po pierwszej dawce jest wystarczająca. Pamiętajmy, że szczepionka przeciwko grypie na początku też była podawana w dwóch dawkach - przypomina epidemiolog.

6. Czy osoby otyłe powinny przyjmować dodatkowe dawki szczepionki?

Badania dotyczące innych szczepionek potwierdziły, że część z nich może być mniej skuteczna u osób z otyłością. Zależność odkryto po raz pierwszy w latach 70. XX w. podczas badań nad szczepionką przeciwko WZW typu B. Podobne reakcje obserwowano w przypadku szczepionek na wściekliznę, tężec i grypę A/H1N1.

- Jeżeli chodzi o szczepienia przeciwko koronawirusowi, na razie nie ma takich założeń, ale musimy pamiętać, że zarówno u osób starszych, jak i otyłych, buduje się taki uogólniony stan zapalny na poziomie pewnych parametrów zapalnych. Ta korelacja sprawia, że efektywność układu immunologicznego u tych osób jest trochę gorsza, np. u osób otyłych trudniej goją się rany, te osoby są bardziej podatne na infekcje, a same choroby trwają u nich dłużej. Dzisiaj nie wiemy, czy będzie konieczność doszczepienia tych osób. W przypadku grypy takiej potrzeby nie ma, czy w przypadku koronawirusa jak będzie - na razie trudno powiedzieć - wyjaśnia prof. Drobnik.

7. Czy szczepienia na koronawirusa trzeba będzie powtarzać?

Wiele wskazuje na to, że szczepienia przeciwko koronawirusowi trzeba będzie powtarzać, najprawdopodobniej po upływie roku lub dwóch lat. Na tym etapie naukowcy nie są w stanie udzielić na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi.

- Jest to uzależnione od kilku czynników, jednym z nich jest stabilność wirusa. Wiemy, że koronawirusy mutują, ale wolniej niż np. wirusy grypy. Teraz pozostaje pytanie, czy ten punkt krytyczny, przeciwko któremu stworzyliśmy szczepionkę, będzie stabilny. Jeżeli tak, to prawdopodobieństwo, że będziemy musieli się częściej szczepić, jest dużo mniejsze, ale dzisiaj tego jeszcze nie wiemy. Obserwacje z tych kilku miesięcy potwierdzają, że zdecydowana większość osób, która przeszła zakażenie, nadal ma odporność - zapewnia ekspert.

8. Czy ozdrowieńcy muszą się szczepić?

Prof. Drobnik uważa, że w przypadku ozdrowieńców nie ma przeciwwskazań do szczepień. W trzeciej fazie badań nas szczepionką firmy Pfizer/BioNTech brały udział również osoby, które wcześniej były zakażone koronawirusem. Samo przechorowanie COVID-19 pozostawia tylko czasową odporność, zdarzają się przypadki powtórnych zakażeń.

- Naturalne przechorowanie COVID-19 nie zawsze daje stałą odporność. Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, czy taka osoba ma się zaszczepić w pierwszej kolejności, to powiedziałby - raczej nie, ale czy powinna zaplanować takie szczepienie za kilka miesięcy - w tym wypadku uważam, że tak. Jeżeli ten koronawirus nadal będzie w ekosystemie, będzie dla nas groźny, to im dalej od zakażenia, tym większe prawdopodobieństwo, że może dojść do kolejnej infekcji – wyjaśnia profesor.

9. Kto powinien się zaszczepić przeciwko koronawirusowi?

Zdaniem eksperta w pierwszej kolejności powinni być zaszczepieni pracownicy służby zdrowia, jako osoby, które są stale narażone na potencjalne ryzyko zakażenia. Drugą grupą są osoby starsze i obciążone chorobami współistniejącymi, jako ludzie najbardziej narażeni na ryzyko zgonu w przypadku zakażenia.

- Trzecią grupą, która powinna być zaszczepiona w pierwszym rzucie, są nauczyciele, również akademiccy. Jeżeli chcemy, żeby ten system zaczął normalnie funkcjonować, to będzie jedna z najbardziej narażonych grup. Oni codziennie mają po kilkadziesiąt interakcji z innymi ludźmi, więcej niż przeciętny pracownik ochrony zdrowia. A pamiętajmy, że dzieci nie będą szczepione, więc to jest potencjalny wektor przenoszenia wirusa – przypomina ekspert.

10. Czy szczepionka na koronawirusa jest bezpieczna?

W sieci można znaleźć coraz więcej informacji o potencjalnych powikłaniach poszczepiennych. Prof. Drobnik uspokaja i zapewnia, że nie mają one potwierdzenia w badaniach naukowych.

- Dawniej szczepionki wywoływały więcej odczynów poszczepiennych, ale zmieniła się filozofia tworzenia tych preparatów, to już nie jest ten czas, gdzie podawaliśmy osłabiany lub inaktywowany patogen, gdzie nośnikiem elementu podawanego w szczepionce było białko, które może wywoływać alergię – tłumaczy.

Ekspert wyjaśnia, że nie ma dowodów na występowanie odległych powikłań, mogą one wystąpić jedynie w kilka dni po podaniu szczepionki i do tej pory zgłaszano przede wszystkim występowanie odczynów miejscowych.

- Pamiętajmy, że podanie szczepionki wzbudza reakcję immunologiczną, w związku z czym czasami organizm może na to zareagować kilkoma dniami gorszego samopoczucia, podwyższoną temperaturą, ale nie jest to szczególnie ryzykowne. Nie ma żadnych odległych powikłań. Ten element, który my podajemy, ma pobudzić reakcję układu immunologicznego, który z kolei ma zbudować miano przeciwciał i na tym kończy się działanie szczepionki. To trwa mniej więcej 3-4 tygodnie, więc nie ma mowy o żadnych odległych powikłaniach - zapewnia naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

11. Czy osoby, które nie będą się szczepić, powinny być karane?

Badania przeprowadzone przez CBOS pokazują, że chęć zaszczepienia deklaruje ponad 36 proc., a blisko połowa nie zamierza się szczepić. Co zrobić z osobami, które będą unikały szczepień? Zdaniem prof. Drobnika można zastosować dwie metody. Pierwsza to uświadomienie ryzyka związanego z zachorowaniem i zaapelowanie do społecznej odpowiedzialności.

- Jeżeli się nie szczepię, to nie tylko narażam siebie, ale poprzez swoje zachowania narażam wszystkim moich bliskich: żonę, dzieci, rodziców. Pytanie, co jeśli ktoś z nich w przebiegu zakażenia koronawirusem umrze? Nieważne, jak często występuje dane zjawisko, czy raz na tysiąc, czy na milion przypadków, jeżeli dotknie mnie osobiście, to dla mnie jest to 100 proc. Pytanie, czy w związku z tym chcę podjąć takie ryzyko i narażać nie tylko siebie, ale też moich najbliższych.

- Jest też druga metoda przemawiania do wyobraźni społecznej, czyli zaoferowanie pewnych korzyści. Dopóki epidemia będzie trwała, będą pewnie utrzymane obostrzenia, więc proponujmy korzyści: "jak się zaszczepisz, możesz jechać na ferie, możesz jechać na narty i nie musisz udawać, że jesteś na służbowym wyjeździe". Łagodna przemoc prowadzi do radosnego entuzjazmu - puentuje epidemiolog.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepienia-przeciwko-koronawirusowi-kto-nie-powinien-sie-szczepic-kiedy-zaczynaja-dzialac-jakie-jest-ryzyko-powiklan
« Ostatnia zmiana: Grudzień 25, 2020, 23:06 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #22 dnia: Grudzień 22, 2020, 23:51 »
Jak koronawirus wpływa na wzrok? Niepokojące wyniki badań
ESO
11.12.2020 9:07

Jak wynika z najnowszych badań naukowców z Anglia Ruskin University ból oczu to najważniejszy objaw COVID-19, jeśli chodzi o narząd wzroku. Aż 81 proc. badanych zgłosiło problemy ze wzrokiem w ciągu dwóch tygodni od wystąpienia innych objawów koronawirusa.

Według nowych badań opublikowanych w czasopiśmie BMJ Open Ophthalmology ból oczu to najważniejszy objaw COVID-19, jeśli chodzi o narząd wzroku. Naukowcy z Anglia Ruskin University (ARU) przebadali 83 osoby zakażone koronawirusem. Aż 81 proc. zgłosiło problemy ze wzrokiem w ciągu dwóch tygodni od wystąpienia innych symptomów COVID-19.

Wyniki badań brytyjskich naukowców pokazały, że ból oczu był znacznie częstszy u osób zakażonych koronawirusem. 16 proc. chorych zgłosiło ten problem jako jeden z objawów COVID-19. Tylko 5 proc. zgłosiło, że ból oczu towarzyszył im już przed infekcją.

Podczas gdy 18 proc. osób zakażonych COVID-19 cierpiało na światłowstręt (wrażliwość na światło) wzrost liczby przypadków w porównaniu do stanu sprzed choroby był niewielki (5 proc.).

Jednocześnie badanie na 83 chorych wykazało, że aż 81 proc. zgłosiło problemy ze wzrokiem w ciągu dwóch tygodni od wystąpienia innych objawów COVID-19. Spośród nich 80 proc. osób zgłosiło, że ich kłopoty ze wzrokiem trwały krócej niż dwa tygodnie.

Najczęściej zgłaszanymi objawami były zmęczenie (90 proc. badanych), gorączka (76 proc.) i suchy kaszel (66 proc.).

Jest to pierwsze badanie dotyczące różnych objawów związanych z oczami, wskazujące na zapalenie spojówek w związku z COVID-19 - mówi naczelna autorka badań prof. Shahina Pardhan, dyrektor Instytutu Badań nad Wzrokiem w ARU.

Prof. Shahina Pardhan podkreśla, że ważne jest, by objawy związane ze wzrokiem znalazły się na liście możliwych objawów COVID-19.

Uważamy, że ból oczu powinien zastąpić "zapalenie spojówek", ponieważ ważne jest, aby odróżnić je od objawów innych rodzajów infekcji, takich jak infekcje bakteryjne, które objawia się wydzieliną śluzową lub zapiaszczeniem oczu - tłumaczy prof. Shahina Pardhan.

To badanie jest ważne, ponieważ pomaga nam lepiej zrozumieć, w jaki sposób COVID-19 może zakażać spojówkę i jak umożliwia to wirusowi rozprzestrzenianie się w organizmie - dodaje prof. Pardhan.

https://www.o2.pl/informacje/jak-koronawirus-wplywa-na-wzrok-niepokojace-wyniki-badan-6585013544716992a

Szczepionka na koronawirusa. Australia nagle wstrzymała prace
Anna Piątkowska-Borek 11.12.2020 7:54

Australia wstrzymała prace nad szczepionką przeciw COVID-19. Opracowywano ją na Uniwersytecie Queenslandu. Niestety, podczas badań doszło do niepokojącego odkrycia. Władze postanowiły więc przerwać program w obawie przed utratą zaufania mieszkańców.

Szczepionka przeciw COVID-19. Australia zawiesza program

W czasie prac nad szczepionką przeciw COVID-19 na Uniwersytecie Queenslandu doszło do powstania antyciał AIDS. Podczas opracowywania szczepionki wykorzystano bowiem śladowe ilości białek, które znajdują się w genomie wirusa HIV. Jak podał Polsat News, naukowcy nie znaleźli jednak potwierdzenia na to, że antyciała mogłyby mieć wpływ na późniejsze zakażenie pacjentów wirusem HIV.

Rząd nie mógł jednak ryzykować. W obawie przed utratą zaufania ze strony mieszkańców wobec krajowego programu szczepień przerwano prace nad szczepionką przeciw COVID-19.

Premier Australii ogłosił, że rząd nie zakupi szczepionek przeciw COVID-19 opracowanych na Uniwersytecie Queenslandu. Zapowiadany narodowy program szczepień rozpocznie się jednak tak, jak było ustalone - w marcu 2021 roku. Zakupione zostaną jednak inne szczepionki - opracowane przez koncerny AstraZeneca i Novax.

Szczepionka opracowana na Uniwersytecie Queenslandu nie będzie mieć kontynuacji zgodnie z zaleceniami naukowców i nie stanowi od chwili obecnej elementu kampanii szczepień ochronnych w Australii - powiedzał cytowany przez Polsat News premier Australii, Scott Morrison.

https://www.o2.pl/informacje/szczepionka-przeciw-covid-19-w-australii-doszlo-do-niepokojacego-odkrycia-6585013435693792a

Szczepionka na COVID. Możliwe skutki uboczne. "Eksplozja układu odpornościowego”
Deutsche Welle OPRAC. KATARZYNA BOGDAŃSKA 11 XII

W UE niedługo zostanie dopuszczona szczepionka na koronawirusa. Są jednak duże obawy o możliwe skutki uboczne, zwłaszcza dla alergików.

Po ostrzeżeniach przed reakcjami alergicznymi na szczepionkę Biontech-Pfizer przeciwko koronawirusowi, założyciel firmy farmaceutycznej Curevac z Tybingi, która pracuje nad podobnymi szczepionkami, ostrzegł przed popadaniem w panikę. Szczepienia zazwyczaj mają skutki uboczne, takie jak te, które występują przy szczepieniu przeciw grypie, powiedział Ingmar Hoerr w wywiadzie dla ntv. Silniejsze reakcje alergiczne, jak obecnie w indywidualnych przypadkach w Wielkiej Brytanii, zawsze są możliwe - zaznaczył.

"Jest to zupełnie oczywiste w przypadku układu odpornościowego, który może też eksplodować” - powiedział Hoerr. "Ale to nic strasznego, nad tym można zapanować. Można przyjąć leki, które przytłumią układ odpornościowy”.

Zwykle jednak skutki uboczne szczepień na koronawirusa są całkowicie nieszkodliwe: "Na ramieniu może wystąpić lekkie spuchniecie. W nocy można dostać gorączki. Ale to są wszystko skutki uboczne, które zwykle ustępują” - powiedział Hoerr.

Zupełnie nowa technologia

Szczepionki opracowane przez Biontech i Curevac wykorzystują nową technologię mRNA. Część informacji genetycznej koronawirusa jest wstrzykiwana do organizmu ludzkiego, gdzie jest ona przyswajana przez komórki i stymuluje układ odpornościowy. Komórki wytwarzają pewną ilość typowych białek wirusowych, po czym organizm ludzki wytwarza przeciwciała. W przypadku późniejszego kontaktu z prawdziwymi koronawirusami układ odpornościowy rozpoznaje struktury i reaguje.

Krótko po rozpoczęciu kampanii szczepień w Wielkiej Brytanii brytyjski urząd nadzoru farmaceutycznego odradzał w środę 9. grudnia podawanie szczepionki Biontech-Pfizer osobom ze "znaczącą” podatnością na alergie. Dwóch pracowników państwowej służby zdrowia NHS z odpowiednią dyspozycją miało po szczepieniu we wtorek reakcje alergiczne i musiało poddać się leczeniu.

Jednak oboje są tak podatni na alergie, że zawsze mają przy sobie zestaw ratunkowy z adrenaliną. Władze brytyjskie podkreśliły, że ostrzeżenie to ma charakter czysto zapobiegawczy.

https://wiadomosci.wp.pl/szczepionka-na-covid-mozliwe-skutki-uboczne-eksplozja-ukladu-odpornosciowego-6585104649034464a

Prof. Czarnobilska: Nie można mówić, że alergicy nie mogą się szczepić
Opracowanie: Magdalena Partyła 11 grudnia (06:58)

Nie ma powodów do paniki i nie można mówić, że alergicy nie mogą się szczepić - mówi w rozmowie z PAP prof. Ewa Czarnobilska, kierownik Zakładu Alergologii Klinicznej i Środowiskowej Collegium Medicum UJ w Krakowie. Jak dodaje, jeśli ktoś w przeszłości nie miał anafilaksji, to nie powinien obawiać się szczepienia.

Brytyjska agencja ds. regulacji leków (MHRA) poinformowała, że od rozpoczęcia we wtorek szczepień w Wielkiej Brytanii dwie osoby doznały wstrząsu anafilaktycznego (nagła reakcja alergiczna, która może doprowadzić nawet do zgonu - PAP), a jedna prawdopodobnie zareagowała alergicznie po przyjęciu szczepionki. Jednocześnie agencja ostrzegła, że osoby, które miały anafilaksję w reakcji na lekarstwa lub jedzenie, nie powinny przyjmować szczepionki przeciw Covid-19, stworzonej przez firmy Pfizer i BioNTech.

Prof. Ewa Czarnobilska, kierownik Zakładu Alergologii Klinicznej i Środowiskowej Collegium Medicum UJ w Krakowie, podkreśliła w rozmowie z PAP, że nie ma powodów do paniki i nie można mówić, że alergicy nie mogą się szczepić.

40 proc. Polaków ma stwierdzone alergie i są to głównie alergie na pyłki, roztocze i pokarmy. Rzadko notuje się wstrząs anafilaktyczny. Jeśli ktoś w przeszłości nie miał anafilaksji, to nie powinien obawiać się szczepienia - powiedziała.

Uczulają nie antygeny, ale dodatkowe składniki w szczepionce

Podkreśliła, że rzadkie reakcje alergiczne są charakterystyczne dla różnych szczepionek, a uczulają nie antygeny wirusa czy bakterii, ale składniki dodatkowe w szczepionce - są to najczęściej znikome ilości białka jaja kurzego, mleka krowiego, żelatyna. Dodatki te mogą się zdarzać np. w szczepionkach przeciwko grypie, żółtej gorączce czy wściekliźnie.

Jeśli ktoś po zjedzeniu jajka miał reakcję anafilaktyczną, to kwalifikujemy go do szczepionki bez dodatku białek jaja kurzego - wyjaśniła alergolog. Dodała, że szczepionki z uczulającymi składnikami mogą być podawane, ale w odpowiednim zabezpieczeniu, również osobom z przebytymi wstrząsami anafilaktycznymi i niekoniecznie muszą po raz kolejny wywołać taki wstrząs.

Alergolog musi znać dokładnie skład szczepionki

Zdaniem prof. Czarnobilskiej każdy pacjent z alergią, który ma przepisaną adrenalinę do samoiniekcji, powinien być kwalifikowany do szczepienia przez alergologa, a ten musi znać dokładnie skład szczepionki.

Gdybym teraz miała zakwalifikować pacjenta, który miał wstrząs anafilaktyczny lub anafilaktoidalny, to nie mogę - bo nie znam składu szczepionki - powiedziała prof. Czarnobilska.

Uczuleń nie zaobserwowano w badaniach klinicznych, podczas których ponad 20 tys. osób zostało zaszczepionych. Osoby rekrutowane do testów nie miały historii reakcji alergicznych.

Reakcja anafilaktyczna pojawia się u alergika natychmiast po ekspozycji na alergen. Może to być np. wysypka z bąblami pokrzywkowymi, świąd skóry, duszność, obrzęk wargi, języka czy krtani, spadek ciśnienia. Reakcja anafilaktoidalna jest podobna do anafilaktycznej, ale łagodniejsza i nie musi być wywołana przez alergie.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-prof-czarnobilska-nie-mozna-mowic-ze-alergicy-nie-moga-sie-s,nId,4920453

Moderna zaczyna testy szczepionki na koronawirusa wśród nastolatków
Opracowanie: Magdalena Partyła 11 grudnia (12:23)

Amerykańska firma Moderna zapowiedziała, że rozpocznie badania klinicznej drugiej i trzeciej fazy własnej szczepionki przeciwko koronawirusowi wśród nastolatków. Wkrótce ma być ona zarejestrowana w USA i Europie wśród osób dorosłych.

Według Reutersa badania kliniczne planowane są w USA i obejmą 3 tys. zdrowych ochotników w wieku 12-18 lat. Mają one ocenić bezpieczeństwo i skuteczność preparatu oznaczonego symbolem mRNA-1273. Wyniki testów mają być znane wiosną przyszłego roku. Jeśli będą pozytywne, szczepienia nastolatków przeciwko koronawirusowi mogłoby się rozpocząć jeszcze przed kolejnym rokiem szkolnym 2021/2022.

Nazwa tego preparatu pochodzi stąd, że zawiera on fragment materiału genetycznego koronawirusa SARS-CoV-2 w postaci mRNA. To kwas rybonukleinowy, kodujący w tym przypadku białko, znajdujące się na zewnątrz otoczki tego drobnoustroju. Po podaniu szczepionki komórki wytwarzają to białko, a pod jego wpływem uruchamiana jest reakcja odpornościowa organizmu.

Z dotychczasowych badań klinicznych wynika, że preparat firmy Moderna wywołuje odporność na koronawirusa u 94,1 proc. osób dorosłych, nie powodując poważnych działań niepożądanych.

Podobne badania kliniczne wśród nastolatków w wieku 12 lat prowadzi amerykański koncern farmaceutyczny Pfizer. Szczepionka tej firmy została zatwierdzono do użycia w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Bahrajnie. Amerykański Agencja Żywności i Leków (FDA) zapowiedziała, że też zaaprobuje preparat w USA. Z kolei Europejska Agencja Leków (EMA) poinformuje o swej decyzji do końca tego roku.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-moderna-zaczyna-testy-szczepionki-na-koronawirusa-wsrod-nast,nId,4920760

Syndrom PIMS-TS jako powikłanie po COVID-19 u dzieci. Przypomina chorobę Kawasakiego
Tatiana Kolesnychenko 12 XII

Naukowcy z Wielkiej Brytanii przeprowadzili badanie kliniczne dotyczące zagadkowego syndromu PIMS-TS, który przypomina chorobę Kawasakiego i powoduje wieloukładowy stan zapalny u dzieci. Potwierdzono dotychczasowe podejrzenia, że syndrom jest powikłaniem po COVID-19. W Polsce zdiagnozowano do tej pory kilkadziesiąt takich przypadków, ale ich liczba rośnie w szybkim tempie z tygodnia na tydzień. Choroba może prowadzić m.in. do uszkodzenia serca.

1. Syndrom PIMS-TS u zakażonych koronawirusem dzieci

Lekarze opisując nową chorobę, posługują się skrótem PIMS-TS, czyli Paediatric Inflammatory Multisystem Syndrome – Temporally Associated with SARS-CoV-2. Można to przetłumaczyć jako dziecięcy wieloukładowy zespół zapalny związany z SARS-CoV-2. Ponieważ objawy bardzo przypominają chorobę Kawasakiego, w USA syndrom zyskał nazwę COVID-19-Kawasaki.

- Amerykanie nazwali to COVID-19-Kawasaki. Ten zespół jest dużo groźniejszy niż normalny przebieg Kawasakiego, ponieważ w czasie tej choroby wytwarzane są przeciwciała, które są skierowane przeciwko naczyniom krwionośnym, głównie naczyniom mózgowym. Tak wynika z doniesień amerykańskich lekarzy - tłumaczy prof. prof. dr hab. n. med. Alicja Chybicka, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu. - Dzieci, u których występuje ten zespół, mogą stracić życie, a nawet jeśli uda się je uratować, jeśli dojdzie do uszkodzenia naczyń mózgowych, to dziecko później nie jest sprawne albo psychicznie, albo fizycznie, albo jedno i drugie - dodaje lekarka.

Pierwsze przypadki PMIS-TS u dzieci odnotowano w marcu tego roku w USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii oraz we Włoszech. Choroba początkowo objawiała się wysoką gorączką i wysypką, a następnie zaczynała przypominać wstrząs toksyczny. Większość dzieci, u których zdiagnozowano PIMS, otarło się o śmierć.

Zespół naukowców ze Szpitala Dziecięcego Evelina London i King's College London przeanalizował próbki krwi 25 dzieci, które były zakażone koronawirusem i u których zdiagnozowano PIMS-TS i porównał je z próbkami zdrowych dzieci. Badanie opublikowane na łamach "Nature Medicine" wykazało, że u dzieci w ostrym stadium PIMS-TS był podniesiony poziom cząsteczek zwanych cytokinami, a poziom białych krwinek zwanych limfocytami był obniżony.

Zauważono również, że poprawę stanu dzieci poprzedzało unormowanie się zmian w układzie odpornościowym. Zdaniem naukowców dowodzi to tego, że choroba może mieć autoimmunologiczne podłoże. To z kolei może spowodować przełom w leczeniu PIMS-TS.

2. Syndrom PIMS-TS powoduje reakcja immunologiczna

Badania pozwoliły zrozumieć zmiany układu odpornościowego leżące u podstaw tego nowego schorzenia.

- Zespołem PIMS określa się nowy wieloukładowy zespół zapalny związany z COVID-19 u dzieci. Wkrótce po przybyciu zakażenia koronawirusem u niewielkiego odsetka dzieci zaobserwowano uogólnione zapalenie przebiegające z gorączką i zajęciem jednego lub wielu układów przypominające z grubsza chorobę Kawasaki. Przypomnę, że choroba Kawasakiego jest ogólnie zapaleniem naczyń o nieznanej etiologii, która stała się najczęstszą przyczyną nabytego uszkodzenia serca u dzieci. Obawiamy się, że nowy koronawirus również może uszkadzać mięsień sercowy u dzieci - wyjaśnia dr hab. n. med. Ernest Kuchar, Kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym WUM.

Syndrom bardzo przypomina chorobę Kawasakiego oraz wstrząs toksyczny, jednak kliniczne i immunologiczne zmiany, które zaobserwowano u dzieci, sugerują, że PIMS-TS jest odrębną chorobą związaną z koronawirusem SARS-Co-V-2.

3. Objawy COVID-19-Kawasaki

Badanie, które przeprowadzili naukowcy z Imperial College w Londynie, potwierdziło, że PMIS-TS jest nową patologią zapalną związaną z SARS-CoV-2. Dotyka głównie dzieci powyżej 9 lat i wydaje się spowodowana ich odpowiedzią immunologiczną na COVID-19.

Objawy mogą przypominać te występujące w wypadku wstrząsu toksycznego. Występuje wtedy:
wysoka gorączka,
obrzęk dłoni i stóp,
wysypka,
niskie ciśnienie krwi,
ogólne złe samopoczucie,
oszołomienie,
brak reakcji na wczesne objawy może doprowadzić do śpiączki i niewydolności wielu narządów.

W Polsce PIMS wciąż należy do bardzo rzadkich powikłań. Jak mówi dr Lidia Stopyra, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. S. Żeromskiego w Krakowie, w ich placówce było leczonych kilkoro pacjentów z rozpoznanym zespołem PIMS. Choroba miała ciężki przebieg, ale dzieci udało się wyleczyć. Pacjenci mieli od 10 do 15 lat.

Pisaliśmy o kilku przypadkach tej choroby. Jako pierwszy w Polsce zachorował 14-letni Staszek, później był 6-letni Kazimir.

https://parenting.pl/koronawirus-badanie-to-covid-19-powoduje-u-dzieci-grozny-syndrom-pims-ts-choroba-ma-autoimmunologiczne-podloze
« Ostatnia zmiana: Grudzień 26, 2020, 23:54 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #23 dnia: Grudzień 22, 2020, 23:51 »
Koronawirus. Dr Derkacz: Obrzęk jąder może być objawem zakażenia, a problemy z płodnością jego skutkiem
Katarzyna Gałązkiewicz 20 XII

Naukowcy wciąż nie są pewni, czy koronawirus może rozprzestrzeniać się przez nasienie, ale przeprowadzone ostatnio badania sugerują, że nie można tego całkowicie wykluczyć. - W nowych publikacjach autorzy stwierdzili obecność wirusa w nasieniu u od 4 do 16 proc. badanych z COVID-19 - mówi dr Marek Derkacz, który ostrzega: - Zakażenie SARS-CoV-2 może mieć niekorzystny wpływ na męską płodność co najmniej w okresie jednego cyklu spermatogenezy, który trwa zazwyczaj około 72-74 dni. Dlatego w tym okresie najlepiej wstrzymać się od planowania potomstwa.

1. Koronawirus w spermie

Już w kwietniu dr Richard Viney, chirurg-konsultant urologiczny w Birmingham, przypuszczał, że koronawirus SARS-CoV-2 może przedostawać się do jąder.

"Wiadomo, że jądra wykazują ekspresję receptora ACE2, którego wirus używa do dostępu do komórek, więc może to wyjaśniać, dlaczego jądra mogą być celem COVID-19" - wyjaśniał ekspert.

Podobnego zdania byli urolodzy z Suzhou Affiliated Hospital na Uniwersytecie Nanjing w Chinach, którzy stwierdzili, że ekspresja ACE2 jest silnie wyrażana w jądrach i może być skoncentrowana w kilku komórkach, które są bezpośrednio związane z męskim układem rozrodczym.

"Dlatego koronawirus może bezpośrednio wiązać się z takimi dodatnimi komórkami ACE2 i uszkadzać nerki oraz tkankę jąder pacjentów" - mówił urolog.

Niedawno w "American Journal of Emergency Medicine" został opisany przypadek 37-latka, których oprócz typowych objawów koronawirusa, zgłosił się do lekarza także z obrzękiem i bólem jąder.

- Już w marcu prof. Li Yufeng i jego współpracownicy ze szpitalnego Centrum Medycyny Rozrodu w Wuhan opublikowali raport, w którym przypominali, że wirus SARS-CoV-1, który wywołał epidemię w 2002-2003 roku, powodował u mężczyzn zapalenie jąder prowadzące do poważnych uszkodzeń. Chińscy badacze byli zdania, że SARS-CoV-2 może powodować podobne powikłania. Jednak wówczas były to tylko założenia niepoparte dowodami naukowymi. Dzisiaj dzięki badaniom i opisanym przypadkom wiemy znacznie więcej na ten temat - opowiada dr Derkacz.

Jedno z badań opisuje sekcję zwłok pacjentów zmarłych z powodu COVID-19.

- Stwierdzono znaczne uszkodzenie miąższu jąder, zwłaszcza kanalików nasiennych odpowiedzialnych za proces spermatogenezy, czyli wytwarzania plemników. Zaobserwowano też zmniejszoną liczbę komórek Leydiga, odpowiedzialnych za produkcję testosteronu. W badanym materiale potwierdzono również cechy zapalenia limfocytarnego - tłumaczy dr Derkacz.

Endokrynolog i specjalista chorób wewnętrznych podkreśla, że choć w różnych badaniach znaleziono koronawirusa u pacjentów z COVID-19, to największym minusem tych analiz jest mała liczba przebadanych.

- Pojawiły się pojedyncze publikacje, w których autorom badań udało się wyizolować materiał genetyczny wirusa SARS CoV-2 w męskim nasieniu. O ile wcześniej na podstawie istniejących dowodów wykluczano taką możliwość, o tyle w kolejnych publikacjach autorzy stwierdzili obecność wirusa w nasieniu u od 4 proc. do 16 proc. badanych z COVID-19. Niestety wadą większości tych publikacji jest zwykle niewielka kilkunastoosobowa grupa osób badanych - twierdzi dr Derkacz i dodaje:

- Warto podkreślić, iż do tej pory prowadzone badania pozwoliły wykazać obecność w nasieniu ponad 25 różnych wirusów, a przenoszenie drogą płciową obserwowano również w przypadku kilku wirusów powszechnie wcześniej uznawanych za nieprzenoszone drogą płciową - wyjaśnia endokrynolog.

Jak zaznacza lekarz, koronawirus jest pośrednią przyczyną zmian w komórkach układu rozrodczego.

- Wirus działając m.in. za pośrednictwem odpowiedzi zapalnej organizmu, którą wywoływał w komórkach i tkankach, jak i trwającej zwykle przynajmniej kilka dni gorączki, która może prowadzić najczęściej do przejściowych zmian w układzie reprodukcyjnym, skutkuje pogorszeniem jakości nasienia. Może to mieć niekorzystny wpływ na męską płodność co najmniej w okresie jednego cyklu spermatogenezy, który trwa zazwyczaj około 72-74 dni - tłumaczy ekspert.

2. Jak koronawirus wpływa na płodność?

Zdaniem dr Derkacza ryzyko przeniesienia wirusa SARS-CoV-2 drogą płciową jest jednak bardzo małe, ale nie niemożliwe.

- Powinniśmy zastanowić się, czy stwierdzona w omawianym doniesieniu obecność wirusa SARS- CoV-2 w nasieniu u niewielkiego odsetka mężczyzn nie wynikała z innych czynników. Przy okazji kolejnych badań z pewnością warto przy użyciu dobrze przygotowanego formularza zapytać chorych, zapewniając im przy tym pełną anonimowość (i przy okazji licząc na ich współpracę i prawdomówność), dokładnie o rodzaj uprawianych praktyk seksualnych oraz przestrzeganie przez obie strony zasad higieny - wyjaśnia lekarz.

Jak podkreśla dr Derkacz, koronawirus występuje w dużych ilościach w ślinie, ale może występować także w kale. Tak więc ryzyko zarażenia drogą płciową może teoretycznie zależeć od rodzaju praktyk seksualnych i być większe wśród osób uprawiających seks analny i/lub oralny, czy u osób niedostatecznie przestrzegających zasad higieny okolic intymnych.

Dr Marek Derkacz nawiązał także do badań, z których wynika, że koronawirus może wpływać na zaburzenia płodności.

- Wiadomo również, iż u zakażonych wirusem SARS-CoV-2 dochodzi do uszkodzenia parametrów nasienia. W jednym z badań zastosowano mikroskopię elektronową do oceny pośmiertnych tkanek z jąder dwunastu pacjentów z COVID-19. Wykazano obrzęk, wakuolację i rozcieńczenie cytoplazmatyczne w komórkach Sertoliego, a także zmniejszenie liczby komórek Leydiga w porównaniu do zdrowych mężczyzn. Tak więc infekcja koronawirusem u pewnego odsetka mężczyzn (najprawdopodobniej tych o cięższym przebiegu choroby) może prowadzić do zaburzeń hormonalnych, takich jak np. obniżenie stężenia produkowanego przez komórki Leydiga stężenia testosteronu - powiedział ekspert

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-dr-derkacz-sars-cov-2-moze-miec-niekorzystny-wplyw-na-meska-plodnosc

Powikłania po COVID-19. Koronawirus może powodować problemy naczyniowe. Coraz więcej pacjentów z niewydolnością żylną, zakrzepicą i zapaleniem żył
Katarzyna Grzęda-Łozicka 15 XII

- Od kilkunastu dni otrzymuję telefony od moich pacjentów w związku z nasilającymi się objawami niewydolności żylnej oraz z przypadkami zakrzepic lub zapaleń żył układu powierzchownego - mówi flebolog, prof. Łukasz Paluch. Okazuje się, że koronawirus atakuje nie tylko płuca, ale również inne tkanki i narządy. Kolejnymi na długiej liście powikłań związanych z przejściem infekcji są problemy naczyniowe.

1. Ból i drętwienie nóg jednymi z powikłań po COVID-19

- Czułam takie napięcie w nogach, trochę przypominało to zespół niespokojnych nóg. Najgorzej było, kiedy kładłam się spać, miałam wrażenie, jakby coś rozsadzało mnie od środka. Kilka dni później okazało się, że jestem zakażona koronawirusem. Dopiero z perspektywy czasu widzę, że to były pierwsze objawy infekcji - mówi Anna, która przeszła zakażenie koronawirusem.

"Dramatyczny ból, zwłaszcza jednej z nóg, był u mnie pierwszym objawem COVID-19. Potem dopiero pojawiły się objawy standardowe, ale do dziś mam wrażenie jakbym nogi wlokła za sobą" - pisze na Instagramie kolejna z pacjentek, która przeszła zakażenie koronawirusem.

O bolesnych dolegliwościach opowiada też inna chora, która samą infekcję przechodziła dość łagodnie. Powikłania pojawiły się później. "Kiedy wydawało się, że wracam całkiem do zdrowia, nastąpił ból prawej nogi, od góry do dołu, ból w klatce piersiowej i ciężki oddech. Badania dopplera wykazały zakrzepicę i zapalenie żył głębokich."

2. Naczyniowe powikłania po COVID-19

Ból nóg, uczucie ciężkości, obrzęki, opuchnięcia - to kolejne z dolegliwości zgłaszanych przez pacjentów, którzy przeszli COVID-19. Prof. Łukasz Paluch opowiada, że nie ma dnia, żeby nie zgłosił się do niego pacjent z problemami naczyniowymi po przejściu zakażenia koronawirusem.

- Wirus SARS-CoV-2 atakuje śródbłonek naczyń, który jest zarówno w naczyniach żylnych, jak i tętniczych. Już w sierpniu zauważyłem, że zaczęli do mnie coraz częściej dzwonić pacjenci narzekający na ból nóg. Wielu z nich to były osoby, które wcześniej prowadziłem i ich stan przez lata był stabilny. Później okazało się, że większość z nich przeszła zakażenie koronawirusem albo była w trakcie infekcji. Teraz mamy dużo więcej takich przypadków - mówi prof. nadzw. dr hab. n. med. Łukasz Paluch, flebolog.

- Najczęściej obserwujemy u tych chorych nowe zmiany zakrzepowe w naczyniach, czyli powstanie zakrzepicy. Zauważyliśmy też bardzo duże przyspieszenie zmian powstających w naczyniach, przyspieszony rozwój niewydolności żylnej. Jest też trzecia grupa pacjentów, którzy mieli już zdiagnozowane znaczne zmiany naczyniowe, byli leczeni doustnymi lekami przeciwzakrzepowymi i mimo to wystąpiła u nich zakrzepica - wyjaśnia ekspert.



Prof. Łukasz Paluch (Instagram)

Profesor przyznaje, że dolegliwości naczyniowe spowodowane przez koronawirusa mogą pojawić się w zasadzie na każdym z etapów choroby. Zdarzają się pacjenci, u których są one pierwszymi objawami infekcji.

- W zależności od tego, jakie ten wirus ma powinowactwo do naszego śródbłonka naczyń żylnych i w jakim stanie wyjściowym były nasze naczynia, tak te objawy mogą występować.

3. Pacjenci z COVID-19 narażeni na niewydolność i zakrzepicę

Lekarz przypomina, żeby nie bagatelizować tych dolegliwości, nawet jeśli już minęły. Wyjaśnia, że może to być objaw zakrzepicy żylnej, która uległa rekanalizacji, może to zostawić trwałe ślady i powodować problemy zdrowotne w przyszłości. Osoby, które w przebiegu infekcji lub po przejściu zakażenia obserwują nietypowe dolegliwości, zawsze powinny skonsultować je ze specjalistą.

- Samo pobolewanie nóg z reguły nie wiąże się z poważnymi problemami, ale już wystąpienie zakrzepicy po przebyciu COVID-19 jest sytuacją bardzo poważną. Zakrzepica może być przyczyną zatorowości płucnej, która jest potencjalnie śmiertelna - ostrzega prof. Paluch.

Lekarz widząc skalę dolegliwości, postanowił opisać i nagłośnić problem również w mediach społecznościowych. - Po tym poście piszą do mnie setki ludzi, którzy opisują swoje objawy - opowiada flebolog..

Profesor ma nadzieję, że w ten sposób uświadomi wielu pacjentów, którzy mogą bagatelizować część dolegliwości.

- Tych czynników, które w przebiegu COVID-19 mogą sprzyjać zakrzepicy jest bardzo dużo. Z jednej strony wiemy, że sam wirus atakuje śródbłonek naczyń. Oprócz tego u części pacjentów dochodzi do niedotlenienia czyli hipoksji, spada im saturacja. Taki stan również predestynuje do wystąpienia zakrzepicy. Sprzyja temu również uogólniony stan zapalny, czyli te burze: cytokinowa i bradykiniowa, podobnie, jak unieruchomienie pacjentów, którzy z powodu infekcji narzekają na osłabienie, brak sił - tłumaczy specjalista flebolog.

Jakie dolegliwości mogą świadczyć o problemach naczyniowych?

- Zaczynając od najbardziej błahych, może to być zespół niespokojnych nóg, czyli konieczność poruszania nogami, ociężałość, pobolewanie nóg, następnie obrzęki, na przykład nagła widoczność odciśnięcia skarpetek, opuchnięcie w okolicy kostek albo całych stóp. I poważniejsze objawy, czyli znaczne opuchnięcie, zaczerwienienie czy niesymetryczność kończyn, ale też duszność połączona z obrzękiem nóg. To już jest objaw zatorowości płuc - tłumaczy ekspert.

Lekarz przyznaje, że w każdym przypadku kluczowe jest ustalenie stopnia niewydolności i aktualnego stanu naczyń żylnych.

- Niestety, badania laboratoryjne nie są wystarczające, aby ocenić, czy doszło do takich zaburzeń. Jeżeli utrzymują się objawy, pacjenci koniecznie powinni wykonać badanie USG doppler, czyli sprawdzić stan żył, czy była lub jest zakrzepica, czy doszło do niewydolności, czyli uszkodzenia funkcji zastawek żylnych. Zakrzepica to powstanie skrzepu, a niewydolność to cofanie się krwi w naczyniach - stan predestynujący do zakrzepicy, który może wywoływać również inne powikłania, jak na przykład uszkodzenie mikrokrążenia - wyjaśnia profesor.

4. Czy osoby przyjmujące antykoncepcję są w grupie ryzyka?

Lekarz przyznaje, że osoby przyjmujące antykoncepje dwuskładnikową czyli estrogenowo-progesteronową są bardziej narażone na potencjalne powikłania naczyniowe.

- Antykoncepcja dwuskładnikowa powoduje zwiększenie ryzyka choroby zakrzepowo-zatorowej, podobnie jak sam COVID-19, więc koincydencja, czyli wspólne wystąpienie tych dwóch czynników, logicznie może spowodować większe ryzyko choroby zakrzepowo-zatorowej. Takie osoby z założenia są bardziej narażone na wystąpienie zakrzepicy żylnej czy zatorowości płucnej – podsumowuje lekarz.

https://portal.abczdrowie.pl/powiklania-po-covid-19-coraz-wiecej-pacjenctow-z-niewydolnoscia-zylna-zakrzepica-i-zapaleniem-zyl
« Ostatnia zmiana: Grudzień 27, 2020, 23:51 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #24 dnia: Grudzień 22, 2020, 23:52 »
Nowy szczep koronawirusa rozprzestrzenia się po świecie. Jest już w co najmniej 13 krajach
Opracowanie: Katarzyna Wójcik 28 grudnia (16:41)

Kolejne państwa informują o zdiagnozowaniu przypadków zarażenia nową mutacji koronawirusa. Zakażenia szczepem, który odkryto w Wielkiej Brytanii, odnotowano już w m.in. Japonii, Hiszpanii, i Holandii, a dziś także w Finlandii.

Coraz więcej przyjęć do szpitali w Wielkiej Brytanii z powodu nowej odmiany koronawirusa - informuje dziennikarz RMF FM Bogdan Frymorgen. Szczep rozprzestrzenił się już po całym kraju, choć w różnych regionach wygląda to inaczej.

W połowie grudnia odsetek osób w Wielkiej Brytanii, u których wykryto nową odmianę koronawirusa w stosunku do wszystkich stwierdzonych zakażeń, wahał się od 68 proc. w Londynie do 7 proc. w północno-zachodniej Anglii - wynika natomiast z danych urzędu statystycznego ONS (Office for National Statistics).

Jeśli chodzi o poszczególne części składowe Zjednoczonego Królestwa, to najwyższy odsetek nowej odmiany zanotowano w Irlandii Północnej - 50 proc., a następnie w Anglii - 49 proc., w Szkocji - 38 proc. i w Walii - 11 proc. W Irlandii Północnej jest jednak najniższa liczba łączna przypadków - w omawianym okresie wykrywano ich ok. 500 dziennie, podczas gdy w Anglii - od 16,5 tys. do prawie 24,5 tys.

ONS podał też dane dla wszystkich dziewięciu regionów Anglii, które wyraźnie pokazują, że nowy wariant rozprzestrzeniał się głównie w południowej części kraju. Najwyższy odsetek zanotowano w Londynie - 68 proc., następnie w Anglii Wschodniej (East of England) i Południowo-Wschodniej (South-East) - po 65 proc. Na przeciwnym biegunie znalazły się Północny Zachód (North-West) - 11 proc., East Midlands - 13 proc. i West Midlands - 16 proc.

Dane dotyczą okresu od 14 do 18 grudnia, czyli tuż po tym, jak minister zdrowia Matt Hancock poinformował o wykryciu nowej odmiany koronawirusa, i nie obejmują zakażeń wykrytych w szpitalach, w domach opieki i podobnych miejscach.

Jak zaznacza ONS, statystyki należy traktować z dużą dozą ostrożności, szczególnie te ze Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.

W związku z rozprzestrzenianiem się nowej wersji koronawirusa w Londynie oraz w znaczącej części południowo-wschodniej i wschodniej Anglii wprowadzony został nowy, czwarty poziom restrykcji epidemicznych, nakazujący m.in. pozostawanie w domach, o ile wyjście nie jest uzasadnione ważnymi przyczynami.

Nie tylko w Wielkiej Brytanii

Oprócz Wielkiej Brytanii przypadki zakażenia nową odmianą koronawirusa pojawiły się już także w:

Hiszpanii,
Portugalii,
Holandii,
Danii,
Niemczech,
Francji,
Japonii,
Republice Południowej Afryki,
Irlandii,
Szwecji,
Norwegii.

Mutacja koronawirusa w kolejnym państwie

Dziś do powyższej listy dołączyła także Finlandia. Tamtejsze ministerstwo zdrowia poinformowało o wykryciu pierwszego w kraju przypadku zarażenia nowym, bardziej zaraźliwym wariantem koronawirusa, wykrytym wcześniej w Wielkiej Brytanii. Zakażony to obywatel fiński, który przybył z Wysp po Bożym Narodzeniu.

Jak doprecyzowały władze, zarażona osoba to mieszkaniec regionu Kymenlaakso na południowym wschodzie kraju, zaś diagnozy dokonano w miniony weekend. Wszystkie osoby, z którymi kontaktował się zakażony, zostały zbadane i objęte izolacją.

Władze Finlandii zaleciły, by wszyscy, którzy przebywali w Wielkiej Brytanii od 7 grudnia, poddali się testom. Do stycznia zawieszone zostały również wszystkie loty z Wysp Brytyjskich. (...)

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-nowy-szczep-koronawirusa-rozprzestrzenia-sie-po-swiecie-jest,nId,4953403

Koronawirus w Polsce. Czy mając przeciwciała po COVID-19 trzeba się szczepić? Dr Dzieciątkowki odpowiada
Maria Krasicka 27 XII

W niedzielę 27 grudnia w szpitalu MSWiA w Warszawie miało miejsce pierwsze w Polsce szczepienie przeciwko koronawirusowi. Jednak w dalszym ciągu wiele osób ma wątpliwości i szuka wymówek, żeby się nie szczepić. W rozmowie z WP abcZdrowie dr Tomasz Dzieciątkowski, wytłumaczył, na czym polega działanie szczepionki i że jest to jedyny sposób zwalczenia koronawirusa.

1. Szczepionka na koronawirusa

Dr Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w rozmowie z WP abcZdrowie, przyznał że im więcej ludzi się zaszczepi, tym szybciej uda się zwalczyć pandemię. Jednak, jak podkreślił, mimo szczepień, nadal powinny być stosowane metody niefarmakologiczne, takie jak dystans, dezynfekcja i noszenie maseczki.

Czy w związku z tym osoba zaszczepiona może przenosić koronawirusa?

- Jest to bardzo mało prawdopodobne - mówi dr Dzieciątkowski. - Dlatego, że szczepionka będzie indukowała odpowiedź komórkową, ale także humoralną zależną od przeciwciał.

Ekspert wytłumaczył, na czym będzie polegała ochrona szczepionki i przeciwciał przy ewentualnej infekcji spowodowanej zakażeniem koronawirusem SARS-CoV-2.

- Przeciwciała, które będą krążyły w naszej surowicy, będą atakowały i inaktywowały wirusa, który znajdzie się u nas w drogach oddechowych. Po naturalnym przejściu COVID-19, w zależności czy ktoś miał przebieg skąpoobjawowy, bezobjawowy, czy taki "na wypasie", to przeciwciała będą się utrzymywały w organizmie odpowiednio długo - mówi.

2. Jak długo utrzymują się przeciwciała po COVID-19?

Według dr. Dzieciątkowskiego po ciężkim przebiegu COVID-19 przeciwciała mogą się utrzymywać stosunkowo długo, nawet powyżej 6 miesięcy. Im słabsze objawy wystąpiły przy zakażeniu SARS-CoV-2, tym czas trwania przeciwciał jest krótszy.

Pytamy, czy osoby, które przeszły koronawirusa w sezonie jesiennym powinny się zaszczepić, czy mają tyle przeciwciał, że nie muszą?

- Wszystko zależy od tego, jaki przebieg miała choroba. Jednak u większości osób zakażenie koronawirusem i sam COVID-19 jest skąpoobjawowy, więc ta naturalna odporność nie jest wysoka. Te osoby również powinny się zaszczepić - mówi dr Dzieciątkowski.

Dodaje też, że może wystąpić ryzyko, że szczepienie nie odniesie pożądanych efektów, a odpowiedź poszczepienna nie zostanie wytworzona i osoba zaszczepiona nie będzie chroniona przed zakażeniem.

Dr Dzieciątkowski zapytany o to, jaki procent społeczeństwa musi się skutecznie zaszczepić, aby można było mówić o sukcesie w walce z koronawirusem, przyznał, że takich informacji nie ma. Można jedynie spekulować. Jednak jasno podkreśla, że im więcej zaszczepionych osób, tym szybciej pandemia się skończy.

- Proszę pamiętać o jednej rzeczy. Im większy będzie odsetek ludzi wyszczepionych, tym ta pandemia zacznie szybciej się cofać, ale nadal w trakcie szczepień powinny być stosowane te metody niefarmakologiczne. To nie jest tak, że możemy sobie odpuścić – mówi dr Dzieciątkowski.

3. Pierwsze szczepienia na COVID-19

W niedzielę 27 grudnia resort zdrowia opublikował nowy raport, z którego wynika, że w ciągu ostatniej doby 3 678 osób otrzymało pozytywny wynik testów laboratoryjnych w kierunku SARS-CoV-2. Z powodu COVID-19 zmarło 6 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 51 osób.

27 grudnia odbyły się również pierwsze szczepienia na koronawirusa w Polsce. Jako pierwsza zaszczepiona została Naczelna Pielęgniarka CSK MSWiA w Warszawie, pani Alicja Jakubowska. Kobieta została wytypowana przez dyrekcję szpitala, ponieważ ma stały kontakt z chorymi na COVID-19.

Następnie szczepienie przyjął dyrektor szpitala MSWiA prof. Waldemar Wierzba, ratowniczka medyczna, Agnieszka Szarowska oraz laborantka Angelica Aplas.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-czy-majac-przeciwciala-po-covid-19-trzeba-sie-szczepic-dr-dzieciatkowki-odpowiada

Starszym łatwiej znieść zamkniecie, młodzi mogą stać się bardziej zaradni. Psychoanalitycy o skutkach pandemii
Opracowanie: Sara Bounaoui 26 grudnia (15:02)

Jakie konsekwencje wywoła pandemia koronawirusa? Didier Lauru wskazuje, że szczególnie brak możliwości pożegnania się z umierającymi może wywołać dłuższą traumę. Jean-Jacques Moscovit przewiduje zaś, że pandemia zwiększy "zaradność" młodego pokolenia. O tym, jakie ślady może pozostawić pandemia w psychice ludzi mówią dwaj francuscy psychoanalitycy, autorzy licznych publikacji, Didier Lauru i Jean-Jacques Moscovitz .

Brak szkoły dla dzieci, tak samo, jak ceremonii religijnych - od chrztu, poprzez komunię i ślub, do pogrzebu - to brak, symboliczna luka, nieobecność. Myślę jednak, że młodzi dają sobie radę z brakiem rytuałów przejścia, takich jak osiemnaste urodziny czy matura. Natomiast żałoba, pożegnanie, ostatnia posługa to sprawa o wiele mocniej i na długo odciskająca się na psychice - mówi PAP dr Didier Lauru.

Na pytanie czy lockdown, brak kontaktu z bliskimi, jak i z kolegami z pracy czy szkoły, nie spowoduje trwałych urazów psychicznych, Dr Lauru odpowiada, że "potrzeba kontaktu z innymi zależna jest od pokolenia. Młodzi poszukują tych kontaktów i w ten sposób konstruują swą osobowość, dlatego tak widoczna i normalna jest ich potrzeba wymiany myśli i uczuć, potrzeba rozrywki. Dlatego to młodzież łamie zasady izolacji sanitarnej urządzając nielegalne zabawy, o których dowiadujemy się z komunikatów policji. Ludzie starsi często są domatorami, więc im chyba łatwiej znosić zamknięcie".

Moscovitz: W wyniku pandemii nie dojdzie do trwałych powikłań mentalnych

Większym optymistą jest dr Jean-Jacques Moscovitz. Choć przyznaje, że "trudno powiedzieć, co będzie" to nie uważa, że w wyniku pandemii dojdzie do trwałych powikłań mentalnych.

Może będzie więcej rozwodów, a może więcej ślubów... W 10 osób można doskonale urządzić uroczystość taką jak urodziny, a nawet chrzciny. Prawdą jest jednak, że pozbawienie uczestnictwa w pogrzebach bliskich osób wywołuje głęboki żal, ale nie wiem czy to odbić się musi na psychice - przekonuje.

Młodzi ludzie mogą stać się bardziej zaradni

Dr Moscovitz zwraca też uwagę, na to, że nieoczekiwane trudności związane z lockdownem mogą wywołać większą zaradność młodych ludzi. Opowiada, że mieszka w Paryżu naprzeciw stołówki uniwersyteckiej, która jest obecnie zamknięta. Można w niej było zjeść za 2 euro, więc oczywiście dla studentów żywienie się jest teraz bardzo skomplikowane, ale może kiedyś przyniesie to pomysły na to jak walczyć z przeciwnościami - ocenia.

Dr Moscovitz zdradza, że jako psychoanalityk przyjmuje obecnie przez telefon. Oczywiście mówienie przez telefon to nie jest to samo. Ale wielu ludzi przez telefon mówi rzeczy, których inaczej by nie powiedziało.

Komunikacja zdalna stała się obecnie czymś nadzwyczaj codziennym. Jest bardzo wiele seminariów i konferencji, a ludzie zadowoleni są, że mogą mówić o tym co robią, w sposób, w jaki nigdy przedtem nie mówili. Często zadaję sobie pytanie, dlaczego konieczny był koronawirus żeby do tego doszło? - rozwija temat dr Moscovitz.

Zamknięcie ujawnia choroby psychiczne

Francuskie media donoszą o zwiększającej się liczbie samobójstw, o coraz liczniejszych wypadkach depresji. Dr Lauru przypomina, że już na wiosnę odnotowano zwiększoną konsumpcję leków psychotropowych i powtarza się to teraz podczas drugiego lockdownu.

Uwaga skupia się na Covidzie, bo to sprawa najpilniejsza, ale sytuacja zamknięcia sprawia, że ujawniają się, utajone wcześniej choroby psychiczne. Ta sytuacja zamknięcia może być powodem stanów depresyjnych, a nawet psychozy.
przekonuje.

Ludzie nie czują się chronieni przez władze, nawet naukowcy są podzieleni i mają przeciwstawne poglądy na to jak walczyć z pandemią, a teraz na pojawiające się szczepionki. To bardzo destabilizujące. Dlatego bardzo wygodne jest, jeśli można powiedzieć, że to wina tego albo tamtego, albo że to wręcz spisek - analizuje dr Lauru.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-starszym-latwiej-zniesc-zamkniecie-mlodzi-moga-stac-sie-bard,nId,4949930

Epidemiolog z WHO stawia sprawę jasno. Cały świat powinien to usłyszeć
MMC 26.12.2020 19:54

Obok słów dr. Mike'a Ryana z WHO nie sposób przejść obojętnie. Epidemiolog zaapelował o poważne zmiany na całym świecie. - Nie tylko COVID-19 zabija - mówi.

Apel dr. Mike'a Ryana, dyrektora wykonawczego WHO, chwyta za serce i zmusza do refleksji. Uczony w poruszających słowach przypomniał, że nie tylko koronawirus zbiera śmiertelne żniwo. Zauważył, że ogromny problem na świecie stanowią nierówności społeczne, które skutkują m.in. nierównym dostępem do opieki medycznej.

Nie tylko COVID-19 zabija. Zabija również życie w złych warunkach, zabija brak dostępu [do opieki medycznej], zabijają lata życia z problemami zdrowotnymi, którymi się nie zajęto w odpowiedni sposób ze względu na kolor skóry danej osoby, jej pochodzenie lub przynależność do grupy społecznej - powiedział dr Mike Ryan.

Epidemiolog twierdzi, że koronawirus to tragedia, która w pełnym świetle ukazała przykrą prawdę. Dopiero pandemia namacalnie dowiodła, że wszyscy jesteśmy tak samo zagrożeni śmiercią, różnymi schorzeniami czy uszczerbkami na zdrowiu. Nie wszyscy jednak mamy szansę na leczenie.

Znam ludzi, którzy muszą odmawiać sobie opieki medycznej, by w razie czego móc zapewnić ją swoim dzieciom. Jeśli wydadzą pieniądze na siebie, ich rodzina zubożeje. To bardzo niesprawiedliwe. To ogromna niesprawiedliwość świata - zauważa dr Mike Ryan.

Choć są potrzebne zmiany, nie da wprowadzić się ich natychmiast. Dr Ryan twierdzi jednak, że wprowadzenie tych zmian jest możliwe, jeśli tylko zabierzemy się za nie odpowiednio szybko i z głową. Celem jest zapewnienie wszystkim odpowiedniej opieki medycznej i edukacji w tej kwestii.

Dostęp do opieki zdrowotnej wynika z podstawowych praw człowieka, a staje się przywilejem, który jest zależny od tego, ile masz pieniędzy. Chcemy to zmienić - mówi dr Mike Ryan.

https://www.o2.pl/informacje/epidemiolog-z-who-stawia-sprawe-jasno-caly-swiat-powinien-to-uslyszec-6590494146755392a

Szef WHO ostrzega. Światu grozi kolejna pandemia
ABA 27.12.2020 13:39

Szef Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus ostrzegł, że światu może grozić kolejna pandemia, a powstrzymać ją można tylko walcząc z innymi kryzysami m.in. z globalnym ociepleniem


Tedros Adhanom Ghebreyesus (Getty Images)

Pandemia koronawirusa nie jest ostatnią. Zdaniem dyrektora generalnego WHO czekają nas kolejne kryzysy, chyba że ludzkość naprawi szkody, które wyrządziła na Ziemi. -

Pojawi się kolejna pandemia

Tedros Adhanom Ghebreyesus przemawiał z okazji pierwszego w historii Międzynarodowego Dnia Gotowości na Epidemię zatwierdzonego przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Ostrzegał, że ludzkość musi się zmobilizować i walczyć z kryzysem ekologicznym.

Historia mówi nam, że nie będzie to ostatnia pandemia, epidemie są faktem. [...]. Wszelkie wysiłki na rzecz poprawy zdrowia są skazane na niepowodzenie, chyba że ludzie zajmą się zależnością między ludźmi i zwierzętami oraz zmianami klimatycznymi, które sprawiają, że nasza Ziemia nie nadaje się do zamieszkiwania - powiedział szef WHO.

Ghebreyesus dodał, że świat jest krótkowzroczny i już zbyt długo obraca się tylko w zamkniętym kręgu "paniki oraz niedbalstwa". Pandemia koronawirusa pokazała, jak wiele problemów ma ludzkość, z którymi sobie nie radzi.

Szef WHO powiedział, że należy walczyć z globalnym ociepleniem, zainwestować w ochronę zdrowia i społeczeństwa. Te zmiany mogłyby sprawić, że "nasze dzieci oraz ich dzieci odziedziczą bezpieczniejszy, odporniejszy oraz bardziej długotrwały świat".

https://www.o2.pl/informacje/szef-who-nie-ma-dobrych-wiesci-swiatu-grozi-kolejna-pandemia-6590761133611840a

W Wuhan wrze. Jako jedna z pierwszych ostrzegała świat. Ma nową teorię
JKM 27.12.2020 18:25

Lekarka z Wuhan, która pod koniec 2019 r. jako jedna z pierwszych informowała o koronawirusie, snuje przypuszczenia na temat źródeł pandemii. Twierdzi, że jej wybuch może mieć związek z łańcuchem chłodniczym żywności.

Do tej pory sądzono, że koronawirus "przeskoczył" ze zwierzęcia na człowieka na tzw. mokrym targu w Wuhan. Po ostatnich wydarzeniach w Chinach pojawiła się jednak nowa teoria.

W okresie od 14 do 26 grudnia potwierdzono w Pekinie 18 nowych przypadków koronawirusa. Cztery z nich są bezpośrednio powiązane z branżą mrożonych produktów. Chińscy naukowcy podkreślają, że epidemia koronawirusa może mieć ścisły związek z mrożonkami.

Wybuch epidemii w Wuhan prawdopodobnie ma wiele wspólnego z łańcuchem chłodniczym żywności. Musi istnieć jakaś korelacja – powiedziała na łamach chińskiego rządowego dziennika Global Times lekarka Zhang Jixian.

Nowe ogniska koronawirusa w Chinach. Są powiązane z mrożonymi produktami

Jak donosi "Global Times", nowe ogniska COVID-19 odnotowano jakiś czas temu także w chińskich miastach Qingdao i Dalian. Tam również infekcje wirusem SARS-CoV-2 powiązane były z mrożoną żywnością. Koronawirusa potwierdzono u pracowników branży chłodniczej, sprzedawców mrożonek i konsumentów.

Patrząc na wybuch epidemii w Wuhan, większość zarażonych na początku osób to pracownicy i bywalcy targu dzikich zwierząt Huanan, gdzie sprzedawano mrożone produkty. Myślę więc, że epidemia musi mieć wiele wspólnego z branżą mrożonek – stwierdziła Zhang, lecząca pacjentów w szpitalu w chińskiej prowincji Hubei.

Chiny krytykują zachodnie media. Odpierają zarzuty ukrywania COVID-19

Lekarka potępiła także zachodnie media. Stwierdziła, że niesłusznie krytykują one chiński rząd i zarzucają mu opieszałość w informowaniu o rozprzestrzenianiu się koronawirusa pod koniec 2019 roku. Zdaniem Zhang władze wykazały się błyskawiczną reakcją.

Nie mogliśmy być szybsi. Nikt nie mógł przewidzieć, ze choroba będzie tak poważna. Cieszę się, że byłam bardzo czujna – powiedziała Zhang Jixian, która jako jedna z pierwszych podniosła alarm w sprawie rozprzestrzeniającej się w Chinach choroby.

Pierwsze przypadki COVID-19, wtedy określanego jeszcze jako "zapalenie płuc o nieznanym pochodzeniu", Zhang zgłosiła już 27 grudnia 2019 roku. Zaledwie dwa dni później szpital miał podjąć działania mające na celu zatrzymanie rozprzestrzeniania się choroby. W sprawę od razu miały zaangażować się chińskie władze.

Targ dzikich zwierząt w Wuhan został zamknięty 1 stycznia. Wskazuje to na bardzo szybką reakcję – podsumowała lekarka.

https://www.o2.pl/informacje/w-wuhan-wrze-jako-jedna-z-pierwszych-ostrzegala-swiat-ma-nowa-teorie-6590817324411680a
« Ostatnia zmiana: Grudzień 29, 2020, 00:23 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #25 dnia: Grudzień 23, 2020, 23:49 »
Naukowcy PAN o szczepieniach przeciw COVID-19
28 Grudnia 2020, 16:04 Beata Pieniążek-Osińska

„Szczepienie jest jedynym racjonalnym wyborem, dzięki któremu będziemy mogli szybciej wyjść z pandemii” – piszą członkowie Zespołu doradczego ds. COVID-19 przy Prezesie Polskiej Akademii Nauk.

Zespół doradczy ds. COVID-19 przy Prezesie PAN składa się ze specjalistów z zakresu biochemii, geografii, medycyny, fizyki, wirusologii i socjologii. Został powołany 30 czerwca 2020 roku. Jego sekretarzem jest dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW.

„COVID-19 od miesięcy rujnuje nie tylko zdrowie milionów osób, ale też gospodarki krajów na całym świecie. Od początku pandemii badaczki i badacze z wielu krajów pracują nad szczepionką przeciw COVID-19. Jesteśmy coraz bliżej przełomu. Spora część naszego społeczeństwa ma jednak obawy przed zaszczepieniem się. W tym stanowisku omawiamy ryzyka i wyjaśniamy dlaczego szczepienie jest jedynym racjonalnym wyborem, dzięki któremu będziemy mogli szybciej wyjść z pandemii, ochronić życie i zdrowie milionów osób oraz ograniczyć kryzys ekonomiczny i społeczny” - piszą naukowcy w swoim stanowisku.

Znajdują się w nim oparte na wiedzy naukowej informacje i wskazówki, w tym:

Co wiemy?

 Szczepienia są najbardziej efektywnymi działaniami profilaktycznymi, które chronią nas przed wieloma groźnymi chorobami zakaźnymi.

W przypadku najbardziej niebezpiecznej ze znanych nam szczepionek – przeciw ospie prawdziwej – po zaszczepieniu umierała średnio jedna osoba na milion zaszczepionych. Takie ryzyko jest mniejsze niż np. ryzyko rażenia osoby piorunem w ciągu roku.

Ryzyko wystąpienia zagrażającej życiu reakcji poszczepiennej (anafilaktycznej), wynosi ok. 1,3 na milion podań. Jednak nawet w przypadku wystąpienia takiej reakcji osoba szczepiona od razu otrzymuje skuteczną pomoc medyczną w punkcie szczepień, odpowiednio przygotowanym i wyposażonym do tego, aby taką pomoc świadczyć.

Zgony po szczepieniach w praktyce nie występują. Jak wynika z dostępnych dotąd danych, podobnego profilu bezpieczeństwa spodziewamy się również po szczepionce przeciwko COVID-19.

Dbałość o bezpieczeństwo jest filarem samego procesu tworzenia szczepionek. W procesie tym uczestniczą wybitni specjaliści z całego świata. Niezaprzeczalnie nauka styka się tu z wielkim biznesem, gdyż tylko międzynarodowe koncerny dysponują tak wielkimi zasobami finansowymi i logistycznymi, aby opracować i wdrożyć nową szczepionkę. Kwestie bezpieczeństwa są jednak kluczowe także dla koncernów farmaceutycznych, dla których konieczność wycofania z rynku kosztownego produktu z powodu poważnych działań niepożądanych wiązałaby się ze znacznymi stratami i utratą reputacji.

W procesie weryfikacji bezpieczeństwa szczepień szczególną rolę odgrywają niezależne agencje dopuszczające produkty lecznicze, w tym szczepionki, do obrotu. Najbardziej znane to: Europejska Agencja Leków (EMA) z siedzibą w Amsterdamie, Federalna Agencja Leków (FDA) w USA czy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Z perspektywy Polski, będącej krajem UE, najważniejsza jest EMA, która decyduje o dopuszczeniu danej szczepionki lub leku do obrotu na terenie Unii Europejskiej.

W celu przyspieszenia pracy nad szczepionką przeciw COVID-19, EMA zastosowała specjalną procedurę etapowego przeglądu wyników badań (rolling review), polegającą na ocenie napływającej dokumentacji na bieżąco. EMA realizuje również szczegółowe badania obserwacyjne stanu zaszczepienia, bezpieczeństwa i skuteczności szczepień. Stanowisko tej agencji w sprawie dopuszczenia szczepionki przeciw COVID-19 do obrotu jest więc dla nas kluczowe.

Dostępność szczepionki mamy w Polsce zapewnioną dzięki członkostwu w Unii Europejskiej. Obecnie newralgicznym punktem jest opracowanie wydolnego programu szczepień. Warto pamiętać, że brak szczepień oznacza, że przynajmniej 75% społeczeństwa się zarazi i większość z tych osób zachoruje. Będzie to związane z setkami tysięcy zgonów oraz realnymi skutkami ubocznymi zachorowania, które u części z zakażonych zostawiają trwały ślad.

Niewielkie indywidualne ryzyko szczepienia dotyczy przede wszystkim braku 100% gwarancji wytworzenia odporności. Ale jeśli wszyscy wokół są zaszczepieni, to ryzyko zakażenia się nawet dla osoby, która nie wytworzy odporności lub ma przeciwwskazania do szczepienia, również jest znikome.

Przy założeniu, że osoba zaszczepiona nie choruje i nie zaraża, aby wygasić epidemię wystarczy zaszczepić 60%-70% społeczeństwa. Jeśli jednak, co mało prawdopodobne, szczepieni będą łagodnie chorować i będą mogli zakazić innych, to odsetek zaszczepionych w społeczeństwie musiałby być wyższy.

Jak podkreślają naukowcy, nie wiemy jeszcze, jak długo utrzyma się silna odpowiedź odpornościowa i czy dwie dawki szczepionki wystarczą na następny rok czy kilka lat. Jeżeli bowiem uzyskana odporność okaże się krótkotrwała, konieczna będzie modyfikacja strategii i podawanie dawek przypominających. "Pomimo tych niewiadomych nie ma wątpliwości, że jeżeli tylko szczepionka przeciw COVID-19 zostanie dopuszczona na rynek, to korzyści wynikające z jej przyjęcia przewyższają ryzyko z nią związane"- uważają eksperci.

Pełne stanowisko, zawierające m.in. odpowiedzi na pytania o to, kto powinien się zaszczepić i jak rozmawiać o szczepieniach, znajduje się na stronie PAN.

Źródło: PAN
https://www.politykazdrowotna.com/68576,naukowcy-pan-o-szczepieniach-przeciw-covid-19

Koronawirus w Polsce. Jak będzie wyglądać procedura szczepień przeciw COVID-19?
Tatiana Kolesnychenko 27 XII

W niedzielę 27 grudnia w całej UE, w tym w Polsce, ruszyły szczepienia przeciw COVID-19. Kto otrzyma szczepionkę w pierwszej kolejności, a kto na razie nie powinien się szczepić? Jak zarezerować wizytę na szczepienie? Oto szczegółowa procedura.

1. Ruszył program szczepień

W poniedziałek 21 grudnia Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła szczepionkę przeciw COVID-19, którą opracowały razem firmy Pfizer oraz BioNTech. Szczepionka zyskała nazwę COMIRNATY® (znana również jako BNT162b2). Wcześniej ją zatwierdzono i już zaczęto stosować w Wielkiej Brytanii.

W ten weekend do Polski trafiła pierwsza partia 10 tys. dawek szczepionki.

W pierwszej kolejności szczepione zostaną osoby z grup priorytetowych, czyli pracownicy sektora ochrony zdrowia, pracownicy domów i ośrodków pomocy społecznej, a także personel pomocniczy i administracyjny w placówkach medycznych, w tym stacjach sanitarno-epidemiologicznych.

Następnie do szczepień przystąpią pensjonariusze domów pomocy społecznej, zakładów opiekuńczo-leczniczych, pielęgnacyjno-opiekuńczych i innych miejsc stacjonarnego pobytu, osoby powyżej 60 r.ż. w kolejności od najstarszych, służby mundurowe, w tym Wojsko Polskie oraz nauczyciele.

Dopiero później szczepionki będą mogli otrzymać wszyscy chętni. Od 15 stycznia można umawiać się na konkretny termin poprzez m.in. infolinię 989.

2. Kto kieruje na szczepienia przeciw COVID-19?

Procedura będzie prosta i bezpieczna. Szczepienie jest darmowe i obejmie dwie dawki.

- Do szczepienia przeciw COVID-19 kwalifikować będzie lekarz na postawie badania i wywiadu z pacjentem. Lekarz wystawi e-skierowanie, które będzie ważne przez 60 dni.

- Rejestracja na szczepienie odbywać się będzie za pomocą bezpłatnej infolinii 989, poprzez swoje Internetowe Konto Pacjenta (na stronie pacjent.gov.pl) lub poprzez elektroniczny formularz, który ma być dostępny na stronach związanych z resortem zdrowia lub u lekarza POZ, który prowadzi szczepienia.

- Po rejestracji pacjent otrzyma SMS z wiadomością o miejscu i terminie szczepienia. Od razu będzie umawiany na dwie wizyty, a przed drugą otrzyma przypomnienie SMS.

- Zgłoszenie do punktu szczepień.

- Wykonanie szczepienia i obserwacja pacjenta po zaszczepieniu.

- Powtórzenie procesu po upływie 21 dni. Wtedy już nie musimy się rejestrować.

Termin szczepienia będzie wyznaczany przez centralny system rejestracji. Będzie on uwzględniał grafik punktów, które przystąpiły do programu szczepień.

3. Gdzie będą się odbywać szczepienia?

Szczepienia przeciwko COVID-19 dostępne będą w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) i ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS), u lekarzy, którzy mają prywatną praktykę i zgłosili się do programu oraz w innych placówkach medycznych, jak również w centrach wszczepiennych w szpitalach rezerwowych.

Dla osób, które samodzielnie nie będą mogły dotrzeć do punktu szczepień dostępny będzie mobilny zespół szczepiący. Narodowy Program Zdrowia zakłada, że w każdej gminie dostępny będzie punkt szczepień.

Producent szczepionki nie ma specjalnych zaleceń dotyczących przygotowania do szczepień. Zaznacza jednak, że osoby zaszczepione, zanim opuszczą punkt, powinny odczekać 15-30 min. Jest to konieczne, aby upewnić się, że nie wystąpiła żadna gwałtowna reakcja organizmu, jak przykładowo wstrząs anafilaktyczny.

Przed samym szczepieniem pacjent zostanie zbadany przez lekarza i będzie poproszony o wypełnienie ankiety. Informacje te są niezbędne do kwalifikacji do szczepień. Jak w rozmowie z WP zaznaczał dr Michał Sutkowski, szef Warszawskich Lekarzy Rodzinnych osoby, u których choroby przewlekle występują w zaostrzonej formie, powinny zachować ostrożność.

- Szczepionka przeciwko COVID-19 została stworzona głównie z myślą o pacjentach z chorobami przewlekłymi, takimi jak cukrzyca, choroby tarczycy, przewlekła niewydolność nerek oraz krążenia – tłumaczy dr Michał Sutkowski, dodając, że istnieje jednak pewne "ale". - Jeśli pacjent przykładowo ma mocno podwyższony poziom cukru, jest w kwasicy cukrzycowej, powinien najpierw wyrównać glikemię, a dopiero później poddawać się szczepieniom. To samo dotyczy innych chorób.

4. Kto nie powinien się szczepić?

Szczepionka COMIRNATY® jest przeznaczona dla osób od 16. roku życia, ponieważ dzieci i młodzież nie były ujęte w badaniach klinicznych. Jeśli chodzi o kobiety w ciąży oraz matki karmiące piersią, decyzja o szczepieniu powinna już być podejmowana na podstawie indywidualnej oceny korzyści i ryzyka. Innymi słowy - po konsultacji z lekarzem rodzinnym.

- Przeciwwskazań do stosowania COMIRNATY® jest bardzo mało i nie różnią się one istotnie od innych szczepionek - opowiada prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych oraz kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Jak podkreśla profesor, główne przeciwskazanie to uczulenie na składniki szczepionki. Kategorycznie szczepionki nie mogą przyjąć osoby, które kiedykolwiek doświadczyły szoku anafilaktycznego.

Jak podkreśla prof. Robert Flisiak ulotka do szczepionki COMIRNATY® nie informuje o przeciwskazaniach w przypadku osób z chorobami przewlekłymi. Szczepionka również nie zawiera składników, o których wiadomo, że wchodzą w interakcję z innymi lekami.

Ekspert podkreśla, że w przypadku niektórych chorób odpowiedź immunologiczna na szczepionkę może być osłabiona.

- Chodzi o choroby obniżające w znaczący sposób odporność lub, w których jest wskazana terapia immunosupresyjna, czyli hamująca reakcje odpornościowe. Takie leczenie jest przykładowo stosowane w przypadku osób po przeszczepach albo cierpiących na schorzenia autoimmunologiczne. Nie jest to jednak przeciwskazanie do podania szczepionki - wyjaśnia prof. Flisiak.

5. Skuteczność szczepionki przeciwko COVID-19

EMA w komunikacie obwieszczającym zatwierdzenie pierwszej szczepionki przeciwko COVID-19 podkreśla, że wykonano "bardzo duże badanie kliniczne" nad skutecznością preparatu.

W badaniach wzięło udział 44 tys. uczestników. Połowa ochotników otrzymała szczepionkę, a druga - placebo. Uczestnicy badań nie wiedzieli, do której grupy zostali przydzieleni. Badanie wykazało, że szczepionka COMIRNATY® daje 95 proc. ochrony przed wystąpieniem objawów COVID-19.

W grupie prawie 19 tys. osób, które otrzymały szczepionkę, odnotowano tylko 8 przypadków COVID-19. Z kolei w grupie 18 325 osób, które otrzymały placebo, wystąpiły 162 przypadki COVID-19. Badanie wykazało również 95 proc. skuteczności ochrony w przypadku osób z grup ryzyka, w tym pacjentów z astmą, przewlekłymi chorobami płuc, cukrzycą, nadciśnieniem krwi oraz nadwagą.

Wysoka skuteczność szczepionki została potwierdzona u wszystkich płci, grup rasowych i etnicznych. Wszyscy uczestnicy badania będą monitorowani przez kolejne dwa lata po podaniu drugiej dawki, aby możliwa była ocena okresu ochrony i bezpieczeństwa szczepionki.

Szczepionka COMIRNATY® jest podawana w dwóch dawkach (zastrzyk w ramię), w odstępie co najmniej 21 dni. Najczęstsze działania niepożądane określone jako "łagodne" lub "umiarkowane" oraz ustępujące w ciągu kilku dni po szczepieniu.

W badaniach klinicznych działania niepożądane u uczestników w wieku 16 lat i starszych obejmowały ból w miejscu wstrzyknięcia (84,1 proc.), zmęczenie (62,9 proc.), ból głowy (55,1 proc.), ból mięśni (38,3 proc.), dreszcze (31,9 proc.), bóle stawów (23,6 proc.), gorączkę (14,2 proc.), obrzęk w miejscu wstrzyknięcia (10,5 proc.), zaczerwienienie w miejscu wstrzyknięcia (9,5 proc.), nudności (1,1 proc.), złe samopoczucie (0,5 proc.) i powiększenie węzłów chłonnych (0,3 proc.).

COMIRNATY® powinna być trwale przechowywana oraz transportowana w temperaturze -70 °C. Wówczas maksymalny termin przydatności szczepionki wynosi 6 miesięcy. Po rozmrożeniu szczepionka może być przechowywana przez 5 dni w lodówce w temperaturze od 2 do 8°C.

Po wyjęciu z lodówki szczepionka może być przechowywana przez 2 godz. w temperaturze pokojowej. Jak tłumaczy prof. Robert Flisiak - niewłaściwe przechowywanie szczepionki może spowodować utratę jej właściwości.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-jak-bedzie-wygladac-procedura-szczepien-przeciw-covid-19
« Ostatnia zmiana: Grudzień 28, 2020, 23:43 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #26 dnia: Grudzień 23, 2020, 23:49 »
Fenofibrat - kolejny obiecujący lek w walce z koronawirusem
Grzegorz Jasiński 23 grudnia (13:44)

Naukowcy z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie prezentują obiecujące wyniki badań klinicznych wskazujących na to, że popularny i znany od dawna lek, fenofibrat (Tricor) może pomóc osobom najciężej przechodzącym zakażenie koronawirusem. Ogłoszone podczas konferencji naukowej SPARK wyniki badań wskazują na to, że lek obniżający poziom cholesterolu i trójglicerydów we krwi ogranicza uszkodzenia płuc u chorych na Covid-19.

Prof. Yaakov Nahmias, szef Centrum Bioinżynierii Uniwersytetu Hebrajskiego poinformował o wynikach badań swojego zespołu podczas konferencji poświęconej właśnie istniejącym lekom, które można wykorzystać w terapii Covid-19. Fenofibrat to lek obecny na rynku od 1975 roku, który stosuje się u osób z podniesionym poziomem substancji tłuszczowych we krwi. Pomysł jego wykorzystania wiązał się z obserwacją uszkodzeń płuc osób ciężko przechodzących zakażenie koronawirusem. Dochodzi w nich między innymi do odkładania się złogów tłuszczowych.

Autorzy pracy wykazali najpierw, że wirus SARS-CoV-2 zaburza w płucach naturalny mechanizm rozkładania tłuszczu. Potem w badaniach laboratoryjnych udowodnili się, że fenofibrat może ten efekt zrównoważyć. Wstępne testy kliniczne przeprowadzone na grupie 1500 chorych na Covid-19 pacjentów w Ichilov Medical Center w Tel Aviwie i Hadassah Medical Center w Jerozolimie przyniosły bardzo dobre wyniki. Pacjenci, którym podawano ten lek wychodzili z infekcji płuc w ciągu kilku dni. Nikt z nich nie zmarł.

Pokazaliśmy, że płuca człowieka reagują na wirusa SARS-CoV-2 całkowicie zmieniając swój metabolizm. To prowadzi do odkładania się w nich tłuszczu. Nasze badania wskazują, że pojawianie się tych złogów może mieć kluczowe znaczenie dla pogorszenia się stanu pacjentów. Okazało się, że pacjenci, którym podaje się rozkładające tłuszcze fibraty szybciej wracają do zdrowia. Natomiast podawanie przeciwcukrzycowych leków typu tiazolidynedionów przyczynia się do pogorszenia uszkodzeń płuc i zwiększa śmiertelność - mówi prof. Nahmias

Autorzy zapowiadają, że już w tym tygodniu rozpoczynają kolejną fazę testów klinicznych wśród pacjentów Barzilai Hospital w Ashkelonie w Izraelu i innych placówkach medycznych w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Południowej i Europie. Ich zdaniem, wykorzystanie znanego, taniego i dobrze sprawdzonego leku mogłoby przynieść prawdziwy przełom ograniczając najcięższe skutki Covid-19 do poziomu co najwyżej poważnego przeziębienia.

Niezależnie od tego, że pojawiają się już szczepionki, które mają ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa i ochronić najbardziej zagrożone osoby, proponowany przez nas lek mógłby pomóc w łagodzeniu skutków zakażeń i zmniejszeniu śmiertelności chorych - dodaje prof. Shlomo Maayan, szef Instytutu Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Hebrajskiego.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-fenofibrat-kolejny-obiecujacy-lek-w-walce-z-koronawirusem,nId,4944829

Koronawirus w Polsce. Co po przebytym COVID-19? Tłumaczą prof. Katarzyna Życińska oraz dr Michał Sutkowski
Tatiana Kolesnychenko 24 XII

Wyjście ze szpitala nie oznacza zamknięcia "covidowego rozdziału". W przypadku niektórych pacjentów przebyte zakażenie koronawirusem jest dopiero początkiem długiej rekonwalescencji. Prof. Katarzyna Życińska oraz dr Michał Sutkowski wyjaśniają, co muszą wiedzieć pacjenci, którzy przeszli COVID-19.

1. Co po COVID-19?

W zdecydowanej większości zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 przebiega bezobjawowo bądź skąpoobjawowo. Najczęściej u pacjentów z objawami rozwijają się symptomy przypominające grypę - gorączka, kaszel, bol gardła i mięśni.

Po łagodnych objawach pacjenci zazwyczaj wracają do zdrowia już w ciągu tygodnia. Przeciętnie proces zdrowienia trwa dwa tygodnie. Najwięcej czasu zajmuje powrót do zdrowia pacjentów, który doświadczyli ciężkiego przebiegu COVID-19 i byli hospitalizowani na oddziałach intensywnej terapii i anestezjologii. U nich często dochodzi do rozmaitych powikłań, których leczenie może trwać miesiącami.

Jednak wyleczenie COVID-19 nie oznacza, że łatwo możemy zapomnieć o tej chorobie.

- Wydaje się, że większość osób wychodzi z tej choroby bez szwanku. Jednak wciąż nie są nam znane długotrwałe skutki COVID-19. Nie wiemy, czy osoby, które przeszły zakażenie, w przyszłości nie będą miały jakichś kłopotów ze zdrowiem - opowiada dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych. - Dlatego osoby, które przeszły zakażenie koronawirusem powinny być pod opieką lekarza, który zadecyduje, czy jest konieczność przeprowadzenia dodatkowych badań, na przykład pulmonologicznych - opowiada lekarz.

Niepokojące są doniesienia naukowców z Scripps Translational Research Institute w Kalifornii. Ich badania pokazują, że powikłania po zakażeniu koronawirusem mogą wystąpić nawet u osób, które nie wykazywały żadnych objawów choroby. Na zdjęciach płuc tych pacjentów zaobserwowano "zmętnienia", które mogą świadczyć o procesie zapalnym.

2. Spacery i konsultacja psychologiczna

Co powinni wiedzieć pacjenci, którzy przeszli COVID-19? Zdaniem dr Sutkowskiego każdy przypadek jest indywidualny i zależy od ciężkości przebytej choroby oraz ewentualnych powikłań.

- Miałem pacjentów w wieku 80-90 lat, którzy przeszli COVID-19 fruwająco i 30, 40-latków, którzy przez długi czas nie mogli do siebie dojść po chorobie. Każda z tych osób powinna pozostawać pod czujną opieką lekarza, który zdecyduje czy potrzebne są jakieś dodatkowe badania - opowiada dr Sutkowski. - Zdarzają się również przypadki, że pomimo prawidłowych wyników badań wydolnościowych pacjenci mogą odczuwać przewlekłe zmęczenie - opowiada dr Sutkowski.

Badanie przeprowadzone przez naukowców z irlandzkiego Trinity College dowodzi, że ponad połowa pacjentów, którzy wyzdrowieli z COVID-19, cierpi na chroniczne zmęczenie. Dotyka ono zarówno pacjentów po ciężkim przebiegu tej choroby, jak i osób zainfekowanych, u których przebiegała ona w sposób łagodny. Nie wiadomo, co dokładnie powoduje wystąpienie tych objawów, ale zdaniem dr Sutkowskiego najprościej można to wytłumaczyć ogólnym wyczerpaniem organizmu po chorobie.

Dlatego zdaniem ekspertów ozdrowieńcy powinni szczególnie dbać o zdrowy sposób życia - zbilansowaną dietę, nawodnienie organizmu oraz ruch na świeżym powietrzu. W części przypadków konieczne są konsultacje psychologiczne.

- Duża część pacjentów po przebytym COVID-19 walczy z depresją i lękami. Jest to konsekwencja przeżycia olbrzymiego stresu, jakim jest zakażenie koronawirusem, zderzenie się strachem przed śmiercią - opowiada dr Sutkowski.

3. Czym jest opieka post COVID-19?

Najdłużej powrót do zdrowia zajmuje pacjentom, którzy doświadczyli średniego bądź ciężkiego przebiegu choroby. Borykają się oni z wieloma powikłaniami po COVID-19. Najczęściej dotyczy to uszkodzenia płuc. Dają one o sobie znać nawracającym uczuciem duszności, które może wywołać atak paniki. Do tego dochodzą utrata sił i spadek kondycji.

- Pacjenci, którzy wypisywani ze szpitala po przebytym COVID-19, wymagają przede wszystkim opieki pulmonologa - opowiada prof. Katarzyna Życińska, kierowniczka Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej z Oddziałem Klinicznym Chorób Wewnętrznych i Metabolicznych przy WUM, która prowadzi leczenie zakażonych koronawirusem w warszawskim szpitalu MSWiA. - Po zapaleniu płuc zawsze pozostają blizny, ważne jest jednak, aby regularnie kontrolować, czy nie dochodzi do większych zmian w tkance płucnej. Oprócz tego konieczne są regularne badania pulsoksymetrii, czyli poziomu nasycenia krwi tlenem - dodaje profesor.

COVID-19 również może wywołać powikłania kardiologiczne, które mogą być odwleczone w czasie. - Dlatego osobom, które wychodzą ze szpitala zalecamy również pełne badania kardiologiczne, ponieważ po infekcji może dojść do zapalenia mięśnia sercowego - podkreśla Życińska.

W czerwcu tego roku WHO opublikowało broszurę, w której są zawarte informacje i rady mają wspomóc samodzielny powrót do pełnej sprawności, a także uczulić na niepokojące, nawracające objawy. W języku polskim można ją znaleźć na stronie Krajowej Izby Fizjoterapeutów (KIF).

W przypadku nawrotu duszności można wyprobować jedną z techniki oddychania, która pomoże się zrelaksować oraz odzyskać kontrolę nad oddechem:

- Usiądź w wygodnej pozycji z podparciem.
- Połóż jedną dłoń na klatce piersiowej, drugą na brzuchu.
- Zamknij oczy, jeśli dzięki temu łatwiej się zrelaksujesz (lub pozostaw otwarte) i skoncentruj się na swoim oddechu.
- Powoli wykonuj wdech przez nos (lub usta, jeśli nie możesz oddychać przez nos) i wydychaj powietrze ustami.
- Podczas wykonywania oddechów poczujesz, że dłoń na brzuchu unosi się wyżej niż dłoń na klatce piersiowej.
- Postaraj się wkładać w oddychanie minimalną ilość wysiłku i dbaj o to, aby wykonywane przez Ciebie oddechy były powolne, spokojne i płynne.

4. Rehabilitacja po COVID-19

Wielu ekspertów już prognozuje, że rehabilitacja osób, które przeszły COVID-19 może niebawem się stać nowym nurtem w medycynie. Brakuje jeszcze spójnych wytycznych światowych organizacji i badań wyraźnie opisujących długotrwałe następstwa choroby, jednak już w niektórych krajach pojawiają się pierwsze takie ośrodki.

W Polsce pierwszy pilotażowy ośrodek, który zajmuje się rehabilitacją osób po COVID-19 powstał w szpital MSWiA w Głuchołazach. Równolegle naukowcy prowadzą badania nad długotrwałymi skutkami choroby.

Chorych będzie czekał w ośrodku cykl zabiegów obejmujący pięć procedur. Są one skierowane na poprawienie wydolności wysiłkowej i krążeniowej oraz psychicznej, ponieważ duża część ozdrowieńców, ma problemy z koncentracją, odczuwa spowolnienie czy ma poczucie zagubienia.

Z rehabilitacji korzystają osoby, które przebyły COVID-19 i uzyskały skierowanie od lekarza ubezpieczenia zdrowotnego. Czas trwania rehabilitacji leczniczej wynosi maksymalnie 21 dni.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-co-po-przebytym-covid-19-tlumacza-prof-katarzyna-zycinska-oraz-dr-sutkowski

Niewielkie Puurs w Belgii - to tu powstanie 1,3 mld dawek szczepionki przeciwko Covid-19
Opracowanie:
Magdalena Partyła 24 grudnia (09:33)

Belgijska fabryka amerykańskiej grupy farmaceutycznej Pfizer w Puurs w rejonie Antwerpii została wybrana do produkcji szczepionki przeciwko Covid-19. Pierwsze partie preparatu pojawią się we wszystkich krajach UE 26 grudnia. Zakład w 2021 roku ma wyprodukować 1,3 miliarda dawek.

Liczące niespełna 18 tysięcy mieszkańców Puurs w Belgii słynie głównie z produkcji piwa Duvel o zwartości alkoholu wynoszącej 8,5 proc. W języku holenderskim "duvel" oznacza "diabeł".

Teraz Puurs jest na ustach świata z powodu produkcji szczepionki przeciwko Covid-19. Zakład będzie miał kluczowe znaczenie dla dystrybucji specyfiku w Europie. Ma być też wykorzystywany jako zapasowe źródło zaopatrzenia dla innej fabryki szczepionek - zakładu Kalamazoo w stanie Michigan na rynek amerykański.

Pfizer we współpracy z niemiecką firmą BioNtech planuje wyprodukować 1,3 miliarda dawek szczepionki w 2021 roku. To wyzwanie doprowadziło już do zatrudnienia około 150 dodatkowych osób w Puurs (łącznie pracuje teraz w fabryce ponad 2600 ludzi).

Problemy na linii produkcyjnej

W zakładzie leżącym przy autostradzie A12 wytwarzane były do tej pory nie tylko szczepionki, ale też wiele innowacyjnych leków. Fabryka realizuje zamówienia takich organizacji jak WHO i UNICEF.

Pfizer po tym, jak otrzymał autoryzację szczepionki ze strony Europejskiej Agencji Leków i Komisji Europejskiej, poinformował, że ma dobrze rozwiniętą infrastrukturę dostarczania takich produktów na całym świecie i dysponuje centrami dystrybucji. Wcześniej "Brussels Times" i "Financial Times" informowały, że pojawiły się problemy na linii produkcyjnej.

Według gazet na rynku występował niedobór cząsteczek lipidów, które są niezbędne do produkcji prawidłowo działającej szczepionki (lipidowa otoczka zabezpiecza materiał RNA, który stanowi aktywną zawartość szczepionki). Według zapewnień firmy problemy zostały już rozwiązane.

Specjalne izolowane pojemniki transportowe

Aby zapewnić trwałość i utrzymującą się jakość szczepionki, firmy Pfizer i BioNTech opracowały izolowane pojemniki transportowe o kontrolowanej temperaturze, dzięki którym utrzymywane są zalecane warunki przechowywania (od -90 st. C do -60 st. C) z wykorzystaniem suchego lodu. Izolowany kontener transportowy może utrzymywać temperaturę przez 10 dni bez jego otwierania, umożliwiając transport na rynki całego świata.

Każdy pojemnik zawiera czujnik termiczny GPS, który śledzi lokalizację i temperaturę każdej przesyłki szczepionki 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Po otwarciu kontenera ośrodek szczepień (np. szpital), do którego trafiły szczepionki, może je przechowywać w zamrażarce o bardzo niskiej temperaturze przez okres do sześciu miesięcy lub użyć pojemników transportowych (tych, w których wyruszyła szczepionka z fabryki) jako tymczasowego rozwiązania.

Po rozmrożeniu fiolkę ze szczepionką można bezpiecznie przechowywać przez maksymalnie 5 dni w warunkach chłodniczych (w temperaturze 2-8 st. C).

95-procentowa skuteczność

Szczepionka BioNTech/Pfizer jest oparta na technologii informacyjnego RNA (mRNA). Pozwala to komórkom wytwarzać nieszkodliwe fragmenty białek wirusowych, które organizm ludzki wykorzystuje do budowania odpowiedzi immunologicznej w celu zapobiegania lub zwalczania kolejnych, naturalnych infekcji.

Europejska Agencja Leków podała, że szczepionka przeciw Covid-19 firm BioNTech i Pfizer, która nosi nazwę Comirnaty, wykazała skuteczność na poziomie 95 proc. w badaniach klinicznych. EMA zaleciła pozwolenie na dopuszczenie jej obrotu dla osób od 16. roku życia. Ma być podawana w formie dwóch zastrzyków w ramię, wykonanych w odstępie co najmniej 21 dni.

Agencja podała, że badanie wykazało też skuteczność szczepionki na poziomie ok. 95 proc. u osób zagrożonych ciężkim przebiegiem Covid-19, w tym u osób z astmą, przewlekłą chorobą płuc, cukrzycą, wysokim ciśnieniem krwi i nadwagą.

Najczęstsze działania niepożądane związane z jej stosowaniem - jak poinformowali eksperci - były zwykle łagodne lub umiarkowane i ustępowały w ciągu kilku dni po szczepieniu. Obejmowały ból i obrzęk w miejscu zastrzyku, zmęczenie, ból głowy, bóle mięśni i stawów, dreszcze i gorączkę.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/europa/news-niewielkie-puurs-w-belgii-to-tu-powstanie-1-3-mld-dawek-szcz,nId,4946847
« Ostatnia zmiana: Grudzień 30, 2020, 01:47 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #27 dnia: Grudzień 23, 2020, 23:52 »
COVID-19 atakuje serce. 8 znaków ostrzegawczych, które mogą świadczyć o powikłaniach kardiologicznych
Katarzyna Grzęda-Łozicka 24 XII

Serce na celowniku koronawirusa. Poza płucami i układem nerwowym to jeden z narządów narażonych na powikłania po przejściu zakażenia. COVID-19 może doprowadzić do niewydolności, zapalenia mięśnia sercowego, a nawet zawału. W grupie ryzyka są chorzy, którzy wcześniej mieli problemy kardiologiczne i ciężko przechodzili COVID-19.

1. Powikłania kardiologiczne po przejściu COVID-19

Najnowsze badania opublikowane w "The American Journal of Emergency Medicine" potwierdziły, że u pacjentów po przejściu COVID-19 może dojść do:

zapalenia mięśnia sercowego,

ostrego zawału mięśnia sercowego,

niewydolności serca,

zaburzeń rytmu serca,

uszkodzenia serca,

powikłań zakrzepowo-zatorowych.

Potwierdzają to również polscy specjaliści, do których trafia coraz więcej chorych z niepokojącymi dolegliwościami po przejściu infekcji koronawirusem.

- Prowadzimy teraz dużo badań pacjentów po COVID-19, wykonujemy im echo serca, rezonans magnetyczny. Te badania wykazują, że mają oni często słabszą kurczliwość i zmiany zwłóknieniowe w mięśniu sercowym. Szacujemy, że te poważne powikłania kardiologiczne występują u kilku procent pacjentów. Wydaje się, że ten główny mechanizm uszkodzenia wynika z reakcji autoimmunologicznej - tłumaczy prof. dr hab. n. med. Marcin Grabowski, kardiolog, rzecznik zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

W przypadku COVID-19 może dochodzić do podobnego mechanizmu uszkodzenia serca, jaki jest obserwowany po przejściu innych infekcji wywołanych wirusami, które mają powinowactwo do serca. Tak jak w przypadku grypy, w której jednym z najcięższych powikłań jest zapalenie mięśnia sercowego.

- W przypadku COVID to zapalenie mięśnia sercowego może mieć ostry przebieg, czyli dochodzi do ostrej niewydolności serca. Należy się spodziewać, że w najbliższym czasie będziemy obserwować u pacjentów pewne ślady po przebyciu zapalenia mięśnia sercowego nawet skąpoobjawowym albo objawy niewydolności serca, która może się pojawić po tygodniach, a nawet po kilkunastu miesiącach od przejścia COVID-19. Mogą to być w konsekwencji ciężkie uszkodzenia serca. W przebiegu infekcji ogólnoustrojowej przy gorączce, ogólnym procesie zapalnym, może dochodzić do nasilenia zaburzeń rytmu, nasilenia arytmii, przyspieszenia rytmu serca - wyjaśnia prof. Grabowski.

- U pacjentów, którzy mają pewne podłoże, np. mieli wcześniej zwężenia tętnic wieńcowych albo arytmię, dochodzi do nasilenia tych objawów. Mamy przypadki pacjentów, u których doszło do zawału serca w trakcie COVID. Podejrzewamy, że przy wcześniejszym podłożu miażdżycowym, COVID spowodował, że u tych chorych doszło do ujawnienia objawów niedokrwienia mięśnia sercowego - dodaje lekarz.

2. Jakie objawy mogą świadczyć o powikłaniach kardiologicznych po przejściu COVID-19?

Dr Łukasz Małek z Narodowego Instytut Kardiologii wymienia 8 objawów, które mogą świadczyć o problemach kardiologicznych po przejściu zakażenia koronawirusem:

- duży spadek wydolności,
- podwyższone ciśnienie,
- podwyższone tętno,
- wrażenie duszności,
- zaburzenia rytmu serca,
- ból w klatce piersiowej,
- obrzęki obwodowe kończyn,
- powiększenie wątroby.

- Spotykam u pacjentów, którzy byli zakażeni koronawirusem, wiele różnego rodzaju powikłań ze strony kardiologicznej. Najczęstszy jest spadek wydolności, który czasami utrzymuje się przez wiele tygodni. Oczywiście nie zawsze musi to świadczyć o zajęciu serca. Po COVID dość często dochodzi też do zmian dotyczących śródbłonka naczyń, układu autonomicznego i obserwuje się, że pacjenci mają przejściowo wyższe ciśnienie, wyższe tętno, co z reguły ustępuje w ciągu kilku tygodni - tumaczy dr hab. med. Łukasz Małek z Zakładu Epidemiologii, Prewencji Chorób Układu Krążenia i Promocji Zdrowia Narodowego Instytut Kardiologii.

- Natomiast takie objawy, które są rzeczywiście niepokojące i wymagają szerszej diagnostyki, to są utrzymujące się bóle w klatce piersiowej, szczególnie zamostkowe, zaburzenia rytmu serca, które mogą mieć różny charakter, od pojedynczych dodatkowych pobudzeń dodatkowych do salw częstoskurczu oraz omdlenia czy utrata przytomności. To zawsze wymaga diagnostyki kardiologicznej i sprawdzenia, czy nie doszło do zajęcia serca. Zapalenia mięśnia sercowego występuję w ok. 10-15 proc. przypadków pacjentów hospitalizowanych, w przebiegach łagodnych, bezobjawowych praktycznie się tego nie obserwuje - podkreśla kardiolog.

Powikłania kardiologiczne mogą się pojawić na różnych etapach choroby, większość z nich jest odwracalna i ustępuje po kilku tygodniach.

- Czasami jest tak, że pierwsza faza choroby jest z gorączką, kaszlem, zajęciem zatok przynosowych, bólem głowy, a te objawy dodatkowe pojawiają się po tygodniu, czy po dwóch. A potem utrzymuje się takie osłabienie, że wejście na trzecie piętro jest problemem. Jaka jest etiologia tego wszystkiego, to wciąż jest badane. Prawdopodobnie wynika to z zajęcia wielu komórek i wielu organów w organizmie przez tę chorobę i to sumarycznie prowadzi do spadku wydolności. Takie osłabienie, niespecyficzne bóle, spadek wydolności utrzymują się czasem tygodniami, nawet do 3 miesięcy. To budzi duży niepokój wśród pacjentów, ale jeżeli badania nie wykazują żadnych problemów, to po prostu trzeba się uzbroić w cierpliwości i zrozumieć, że to jest inna infekcja niż te, z którymi mieliśmy do tej pory do czynienia - wyjaśnia dr Małek.

3. Kto jest najbardziej narażony na powikłania kardiologiczne po COVID-19?

Eksperci tłumaczą, że na powikłania po przejściu zakażenia koronawirusem narażone są przede wszystkim osoby, które ciężko przechodziły samą infekcję oraz pacjenci, którzy mają dodatkowo współistniejące choroby serca, takie jak: nadciśnienie tętnicze, chorobę wieńcową, czy wcześniej przeszli zawał serca.

- W ich wypadku może dojść do mechanizmu tzw. błędnego koła, czyli wyjściowo choroba jest stabilna, COVID zaostrza przebieg tej stabilnej choroby, ta zaostrzona choroba kardiologiczna zaostrza COVID, COVID jest jeszcze cięższy, cięższy COVID powoduje cięższe powikłania sercowe i może w tym mechanizmie dojść nawet do śmierci pacjenta wywołanej przez niewydolność wielonarządową - ostrzega prof. Marcin Grabowski.

https://portal.abczdrowie.pl/covid-19-atakuje-serce

Ekspert: Koronawirus zmienia się. Mierzymy się z wrogiem, który ma potężne siły
Opracowanie: Maciej Nycz 25 grudnia (10:42)

"Zidentyfikowanie nowego wariantu koronawirusa na Wyspach Brytyjskich powinna być dla nas przypomnieniem, że mierzymy się z wrogiem, który posiada potężne siły adaptacyjne" – stwierdził w rozmowie z PAP dr hab. Piotr Rzymski ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. "Koronawirus zmienia się, mutuje, bo taka jest też natura wirusów i nie można jej lekceważyć" – zaznaczył.

Rozwój jakiegokolwiek innego wirusa nie był pod taką lupą, pod jaką jest obecnie SARS-CoV-2. Oczywiście wynika to z sytuacji, jaką ten wirus stworzył na całym świecie, ale też z upowszechnienia się metod badawczych z zakresu biologii molekularnej i wirusologii - stwierdził w rozmowie z PAP dr hab. Piotr Rzymski. Jak podkreślił, "najskuteczniejszą odpowiedzią, pewnego rodzaju kontratakiem na te siły adaptacyjne wirusa, jest po prostu jak najszybsze zaszczepienie się dużego odsetka osób".

To będzie prowadzić do przerywania się łańcuchów zakażeń, a w rezultacie utrudni wirusowi cyrkulację w populacji i dalsze zmiany zachodzące na poziomie jego materiału genetycznego - tłumaczył.

Tempo mutowania SARS-CoV-2 oceniano dotychczas na ok. 1-2 mutacje na miesiąc. W przypadku brytyjskiego wariantu wirusa nie mówimy o pojedynczej mutacji, ale o kumulacji łącznie 17 z nich - i to ta liczba właśnie go wyróżnia - podkreślił Rzymski. Spośród tych skumulowanych mutacji aż osiem dotyczy sekwencji kodującej białko szczytowe - czyli to najważniejsze białko dla wirusa w mechanizmie zakażania komórek - zauważył.

Rzymski wskazał, że spośród mutacji koronawirusa, skumulowanych w brytyjskim wariancie SARS-CoV-2, największy niepokój wśród badaczy budzą dwie z nich: pierwsza o nazwie N501Y, i druga nazwana 69-70del.

Mutację N501Y zaobserwowano po raz pierwszy już w kwietniu na terenie Brazylii. Mutacja ta umożliwia bardziej ścisłe wiązanie się białka szczytowego z receptorem AC2 na powierzchni ludzkich komórek, czyli z tym receptorem, który jest punktem wejścia wirusa do komórki. Ta druga mutacja, czyli 69-70del prowadzi natomiast do utraty dwóch aminokwasów w strukturze białka szczytowego - wyjaśnił.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-ekspert-koronawirus-zmienia-sie-mierzymy-sie-z-wrogiem-ktory,nId,4948355

Powikłania po COVID-19. Lekarze mówią wprost o udarach covidowych
Katarzyna Grzęda-Łozicka 25 XII

- Udar mózgu jest najcięższym i najczęstszym powikłaniem neurologicznym u pacjentów z COVID-19 - ostrzega neurolog prof. Adam Kobayashi. Może wystąpić również u osób bardzo młodych i nieobciążonych dodatkowymi chorobami. Lekarze mówią już wprost o udarach covidowych, bo w badaniach porównawczych pacjentów widać wyraźnie różnicę w przebiegu choroby u zakażonych koronawirusem.

1. Udar covidowy

Lekarze nie mają wątpliwości, że zakażenie koronawirusem zwiększa ryzyko udaru mózgu, zwłaszcza u młodych pacjentów. Co więcej, neurolodzy z różnych państw coraz częściej alarmują o przypadkach pacjentów z udarem, którzy nie mieli typowych objawów zakażenia koronawirusem ze strony układu oddechowego, dopiero wynik testu wykazał, że są "dodatni".

Naukowcy z Western University i Lawson Health Research Institute w Kanadzie podczas badań wykazali, że niemal co drugi hospitalizowany pacjent w wieku poniżej 50 lat, nie miał innych objawów COVID-19 w momencie wystąpienia udaru.

- Udar mózgu jest najcięższym i najczęstszym powikłaniem neurologicznym u pacjentów z COVID-19. Zawsze jest traktowany jako stan zagrożenia życia, a w przypadku zakażonych koronawirusem w szczególności, bo dotyka pacjentów, którzy są jeszcze dodatkowo obciążeni - mówi prof. dr hab. n. med. Adam Kobayashi, neurolog, przewodniczący Sekcji Chorób Naczyniowych PTN.

Badania wykazały, że pacjenci z udarem zakażeni koronawirusem, ciężej przechodzą chorobę, w tej grupie są też gorsze rokowania.

- Zazwyczaj udary rzadko dotykają młodych ludzi, tymczasem teraz widzimy coraz częściej udary mózgu właśnie u młodych osób z COVID. Wiemy, że spośród pacjentów z koronawirusem, którzy są hospitalizowani w ciężkim stanie, 5 proc. doznaje udarów mózgu, a spośród pacjentów w lżejszym stanie - 1 proc., co też jest wysokim wskaźnikiem - podkreśla lekarz.

2. Udary u pacjentów z COVID-19 są częściej śmiertelne

Obserwacje lekarzy wskazują na to, że udary u pacjentów z COVID-19, różnią się od typowych udarów, z którymi do tej pory się spotykali. Badanie przeprowadzone przez ekspertów z NYU Grossman School of Medicine wykazało, że blisko 56 proc. udarów u pacjentów zakażonych koronawirusem, miało bezpośredni związek ze zwiększonym krzepnięciem krwi w organizmie chorych.

- Między sobą mówimy już o udarach covidowych. Koledzy radiolodzy, którzy oglądają obrazy głowy pacjentów po udarach z COVID, mówią, że obraz jest zupełnie nietypowy, te ogniska są rozsiane, co wskazuje na rozsianą angiopatię (choroba małych naczyń mózgowych - przyp. red.). U pacjentów zakażonych koronawirusem na pewno dochodzi do uszkodzenia śródbłonka. Z badań autopsyjnych u zmarłych zakażonych koronawirusem wiemy, że stwierdzono u nich nadkrzepliwość i uszkodzenie tętnic. To mogą być jedne z czynników, które przyczyniają się do rozwoju udarów u tych pacjentów - tłumaczy dr Kobayashi.

Oznaki zaburzeń krzepliwości i nadmiernego zagęszczania się krwi u zakażonych koronawirusem zauważają lekarze wielu specjalizacji.

"Zauważyliśmy, że wirus ma tendencję do tworzenia skrzepów, które mogą blokować przepływ krwi do mózgu. Udar wydaje się być również opóźnionym efektem COVID. Silna tendencja do krzepnięcia krwi może utrzymywać się przez kilka tygodni po ustąpieniu COVID" - wyjaśniał w rozmowie z ETHealthworld dr Pramod Krishnan, konsultant ds. neurologii z Manipal’s Hospital.

3. "Część z tych pacjentów, gdyby nie była zakażona koronawirusem, nie miałaby prawa umrzeć z powodu udaru"

Opisywaliśmy historię 31-letniego Omara Taylora, który jest prawdopodobnie najmłodszym pacjentem, który przeszedł udar z powodu COVID-19. Mężczyzna spędził sześć tygodni w szpitalu, 20 dni był podłączony do respiratora. Badania wykazały, że nie był wcześniej w grupie podwyższonego ryzyka. Lekarze uważają, że mężczyzna doznał mikrokrwotoku, a COVID-19 wywołał u niego burzę cytokinową.

"Miał najpoważniejszy udar, jaki można mieć, a jego mózg był atakowany z obu stron" - mówił konsultant udarowy dr Joseph Ngeh, współautor raportu dla British Journal of Hospital Medicine, który opiekował się Taylorem.

Prof. Kobayashi zwraca uwagę na niepokojącą tendencję. Neurolog przyznaje, że udary u zakażonych koronawirusem dotykają również osób, które bez zakażenia prawdopodobnie nie byłyby narażone na tę chorobę - nie są w podeszłym wieku, nie mają typowych czynników ryzyka, a mimo to przechodzą udar.

- Śmiertelność u pacjentów z udarami z COVID jest bardzo wysoka. U mnie na oddziale to było ok. 40 proc., a nie wszyscy pacjenci byli w bardzo ciężkim stanie. Często odwołujemy się do tych chorób współistniejących, ale udar nie zawsze jest śmiertelny. Część z tych pacjentów, gdyby nie była zakażona koronawirusem, nie miałaby prawa umrzeć z powodu udaru - podkreśla neurolog.

Lekarz upomina chorych, żeby nie lekceważyli niepokojących objawów. Na oddziale często widzi pacjentów, którzy trafiają do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Przyznaje, że nie zawsze pomoc przychodzi na czas, ale często też sami pacjenci za wszelką cenę próbują uniknąć hospitalizacji.

- Połowiczy niedowład, opadniecie kącika ust, jakaś bełkotliwa mowa - to są rzeczy, które powinny nas zaalarmować. To są klasyczne objawy udaru mózgu, również u pacjentów, którzy nie mają COVID - ostrzega dr Kobayashi.

https://portal.abczdrowie.pl/powiklania-po-covid-19-lekarze-mowia-juz-wprost-o-udarach-covidowych

Koronawirus może powodować udar mózgu u młodych osób
Mateusz Gołębiewski,  8 miesięcy temu

Zakażenie koronawirusuem może przyniać się do wystąpienia udaru u 20- i 30-latków. U pacjentów trafiających do szpitali w Nowym Jorku lekarze zauważyli niepokojące objawy – ich krew gęstniała, a także miała większą krzepliwość.

1. Koronawirus a udar mózgu

"Wirus może powodować krzepnięcie krwi w tętnicach, co prowadzi do poważnych udarów" - powiedział dla CNN neurochirurg Thomas Oxley. Nowojorski szpital przyjął na swój oddział 5 pacjentów z udarem poniżej 50. roku życia. Ekspert przyznaje, że to zbyt mała próbka, by wyciągać ostateczne wnioski.

Podobne informacje płyną jednak także z badań innych lekarzy w USA. Oznaki zaburzeń krzepliwości i nadmiernego zagęszczania się krwi zauważyli dotychczas lekarze wielu specjalizacji. Jest to jeden ze sposobów, w jaki koronawirus wyniszcza ciało.

W szpitalu Mount Sinai Health System w Nowym Jorku nefrolodzy potwierdzają, że osoby zarażone koronawirusem, które wymagają dializ, coraz częściej mają problemy z prawidłowym przeprowadzeniem procedury. Wszystko przez skrzepy krwi pojawiające się w dializowanym płynie.

Podobne spostrzeżenia mają tamtejsi pulmonolodzy. Zauważyli oni, że postępujące zwłóknienie płuc sprawia, że w pęcherzykach znajduje się coraz mniej krwi. Lekarze uważają, że zwiększona ilość skrzepów powstających w organizmie może powodować niebezpieczne dla zdrowia objawy, takie jak udar czy zator. Dr J Mocco, neurochirurg ze szpitala w Nowym Jorku, cytowany przez agencję Reuters mówi, że zdarzyło mu się operować pacjenta, u którego jedynym objawem koronawirusa był udar mózgu.

Właśnie dlatego w tamtejszym szpitalu powstał nowy protokół leczenia osób z koronawirusem. Prócz leków, które mają zablokować replikację wirusa, pacjenci otrzymują również leki przeciwzakrzepowe. Stosuje się je nawet w przypadkach, w których nie wystąpiły jeszcze widoczne zatory.

Po przeanalizowaniu danych nowojorskiego szpitala lekarze zauważyli, że liczba pacjentów trafiających do szpitala z udarem mózgu podwoiła się w stosunku do analogicznego okresu w zeszłym roku. Lekarze podkreślają, że zaczyna ich martwić fakt zwiększenia przypadków udaru mózgu u osób poniżej 50. roku życia. Najmłodsza osoba leczona przez neurochirurgów miała zaledwie 31 lat.

Lekarze podzielili się swoim odkryciem z kolegami w całym kraju, a także z medykami z Chin. W Beth Israel Deaconess Medical Center w Bostonie rozpoczęły się nawet testy kliniczne nowego leku przeciwzakrzepowego. Specjaliści mają nadzieję, że pozwoli on skuteczniej leczyć pacjentów zakażonych koronawirusem, u których objawy bezpośrednio zagrażają życiu.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-usa-amerykanscy-lekarze-probuja-nowej-terapii

Natychmiastowa odporność na COVID-19? Naukowcy testują nowy lek
Natalia Bogucka 26.12.2020 10:20

Brytyjscy naukowcy testują nowy lek, który ma zapewniać natychmiastową odporność na COVID-19. Wierzą, że może on uratować życie wielu ludzi.

Eksperci z University College London Hospitals NHS Trust (UCLH) testują nowy lek zawierający przeciwciała przeciwko COVID-19. Został on opracowany we współpracy z firmą farmaceutyczną AstraZenca.

Lek ma chronić przed COVID-19 przez wiele miesięcy

Zespół twierdzi, że lek mógłby zapewnić natychmiastową odporność na koronawirusa. Naukowcy mają nadzieję, że badanie wykaże, iż "koktajl przeciwciał" chroni przed COVID-19 przez okres od 6 do 12 miesięcy.

Jeśli uda nam się udowodnić, że to leczenie działa i zapobiegnie rozwojowi COVID-19 u osób narażonych na wirusa, byłby to ekscytujący dodatek do arsenału broni opracowywanej do walki z tym strasznym wirusem - powiedziała "Guardianowi" dr Catherine Houlihan, wirusolog z University College London Hospitals NHS Trust.

Wiemy, że ta kombinacja przeciwciał może zneutralizować wirusa. Mamy więc nadzieję, że podanie tego leku poprzez zastrzyk może prowadzić do natychmiastowej ochrony przed rozwojem COVID-19 u osób, które zostały narażone - kiedy byłoby za późno na zaoferowanie szczepionki. Zaletą tego leku jest to, że daje natychmiastowe przeciwciała - dodała.

Trzecia faza badań nad lekiem rozpoczęła się 2 grudnia. Jak dotąd preparat podano 10 osobom. Uczestnicy testów otrzymują lek w formie zastrzyku w dwóch dawkach. Docelowo w badaniu ma wziąć udział 1125 osób z różnych części świata.

Jeśli preparat zostanie zatwierdzony, będzie oferowany osobom, które miały kontakt z zakażoną osobą w ciągu ostatnich 8 dni. Przewiduje się, że lek może być dostępny już w marcu lub kwietniu. Ma pomóc powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa, dopóki wszyscy nie zostaną zaszczepieni.

https://www.o2.pl/informacje/natychmiastowa-odpornosc-na-covid-19-naukowcy-testuja-nowy-lek-6590354898017088a
« Ostatnia zmiana: Grudzień 29, 2020, 23:48 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #28 dnia: Grudzień 23, 2020, 23:53 »
Prof. Szuster-Ciesielska o efektach ubocznych szczepionki na COVID-19: "Zdarzały się w III fazie badań klinicznych u nielicznej części badanych" (WIDEO)
Katarzyna Domagała 24 XII

W programie "Newsroom" prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, specjalistka w dziedzinie wirusologii, odpowiadała na pytania internautów na temat szczepionek przeciwko COVID-19, które zostały dopuszczone do użycia. Tłumaczyła m.in., czy typ szczepionki mRNA może spowodować zmiany w ludzkim genomie, a także jakie efekty uboczne stosowania preparatu zaobserwowano w badaniach klinicznych.

Jeden z internautów zapytał, czy po szczepionce można oddawać osocze i czy ma to sens.

- Jak najbardziej. Jeśli te przeciwciała zostaną wytworzone, a w dalszym ciągu będzie mała ilość populacji, która przechoruje COVID-19, każda pomoc jest wskazana – również od osób, które wyprodukują przeciwciała pod wpływem szczepionki – tłumaczyła prof. Szuster-Ciesielska.

Zdaniem ekspertki oznacza to, że po szczepieniach zwiększy się grupa osób mogących oddawać osocze, a w efekcie wspomagać leczenie chorych. Specjalistka podkreślała, że przeciwciała działają tak samo – niezależnie od tego, czy organizm wytworzył je na skutek przebytej choroby czy otrzymaliśmy je ze szczepionką.

- Te przeciwciała mają dokładnie taką samą budowę i są równie zdolne do neutralizacji wirusa – wyjaśniła prof. Szuster-Ciesielska.

Specjalistka odniosła się również do pytania: czy szczepionki mRNA (np. Pfitzera) mogą wpłynąć na DNA człowieka; zmienić genom ludzki?

- Muszę to zdementować. RNA i DNA to dwa różne kwasy, które nie mieszają się ze sobą dowolnie. Nie ma możliwości, aby mRNA w jakikolwiek sposób ingerował w DNA naszej komórki. Mało tego miejsce pobytu obu kwasów jest rozdzielone. DNA przebywa w jądrze, natomiast RNA trafia do cytoplazmy – tłumaczyła prof. Szuster-Ciesielska.

Wirusolożka była pytana również o udowodnione przypadki poważnych skutków ubocznych i powikłań po szczepionce przeciwko COVID-19. Czy możliwe jest, że preparat może wywołać wylew, zawał lub wstrząs.

- W tej chwili zaobserwowano tylko ogólne efekty działania szczepionki, co nie jest żadną nowością, dlatego że przy większości szczepionek obserwujemy pewne efekty. To jest wyraz działania naszego układu odpornościowego, kiedy zostanie mu przedstawione nowe białko – mówiła specjalistka.

- Poważniejsze efekty uboczne zdarzały się, ale u nielicznej części badanych, w III fazie badań klinicznych - dodała wirusolożka.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-prof-szuster-ciesielska-o-efektach-ubocznych-szczepionki-przeciwko-covid-19-zdarzaly-sie-w-iii-fazie-badan-klinicznych-wideo

Koniec COVID-19? Dyrektor BioNTechu nie ma dobrych wieści
MMC 25.12.2020 16:43

Szczepionka przeciwko COVID-19 dała światu nadzieję na powrót do normalnego życia. Jednak jeden z twórców szczepionki, Ugur Sahin, studzi emocje.

Szczepionka na COVID-19 nieco poprawiła nastroje i dała nadzieję na szybki powrót do życia sprzed pandemii. Jednak z entuzjazmem warto się chwilę wstrzymać. Koronawirus będzie z nami jeszcze przez lata, a poinformował o tym Ugur Sahin - jeden z głównych twórców szczepionki.

Na koronawirusa, jak na wiele innych groźnych niegdyś wirusów, musimy nabyć odporność populacyjną. Buissnes Today, cytując prof. Ugur Sahina, zaznacza, że to nowy szczep, który wciąż dostosowuje się do nas samych i do naszego środowiska poprzez mutację. Oznacza to, że jeszcze przez lata będzie siał postrach.

Prof. Ugur Sahin mówi, że to kwestia mniej więcej dekady. Przez te lata będą mogły pojawiać się nowe ogniska zarazy, z czym musimy się niestety pogodzić. Jak podaje Businnes Today, profesor apeluje o to, by poddawać się szczepieniom i mimo wszystko wciąż przestrzegać obowiązujących restrykcji.

Kiedy wrócimy do normalności? Dyrektor BioNTechu ostrzega, że "normalność" będziemy musieli zdefiniować na nowo. Jeśli jednak programy szczepień się powiodą, a my sami zachowamy się odpowiedzialnie, następna zima powinna być o wiele spokojniejsza niż obecna.

https://www.o2.pl/informacje/koniec-covid-19-dyrektor-biontechu-nie-ma-dobrych-wiesci-6590066215623456a

Zakażony 3-latek przestał używać prawej ręki. "Pierwszy taki przypadek"
ESO 26.12.2020 12:03

3-letni chłopiec z amerykańskiego stanu Missouri miał udar mózgu po zdiagnozowaniu u niego koronawirusa. Na szczęście jest szansa, że chłopczyk całkowicie wyzdrowieje.

W zeszłym tygodniu 3-letni Colt Parris stracił apetyt. Zaniepokojona matka chłopca zabrała go do szpitala w Columbii w amerykańskim stanie Missouri. Jak się okazało Colt uzyskał pozytywny wynik na koronawirusa.

Kilka godzin później dziecko doznało udaru. Chłopiec został częściowo sparaliżowany, nie mógł ruszać prawą ręką i nogą. Jego matka zorientowała się, że coś jest nie tak, kiedy praworęczny Colt sięgnął lewą ręką po swoją ulubioną pluszową zabawkę. 3-latek przeszedł operację.

Nie ma innego takiego przypadku

Neurolog dziecięcy dr Paul Carney nie ma wątpliwości, że dziecko dostało udaru. Specjalista zaznaczył, że w swojej 20-letniej pracy nigdy nie widział takiego przypadku.

Przyjrzałem się temu i był to wyraźny udar. Tak naprawdę nie ma innego takiego przypadku - powiedział neurolog dziecięcy dr Paul Carney.

Diagnoza Covid jest ważna, ponieważ uważamy, że powodem, dla którego pacjenci z Covid, w tym dzieci, mają udary i wiele innych problemów, jest to, że mają skłonność do tworzenia skrzepów krwi - tłumaczy neurolog dr Camilo Gomez.
3-latek powinien w pełni wyzdrowieć

Lekarze z Szpitala Kobiet i Dzieci Uniwersytetu Missouri w Columbia informują, że chłopiec wraca do zdrowia po operacji usunięcia zakrzepu - poinformowała KSN-TV. Jak mówią specjaliści 3 latek powinien w pełni wyzdrowieć i być może w przyszłym tygodniu będzie mógł już wrócić do domu.

Rodzice chłopca wiadomość o powrocie do zdrowia ich synka nazywają najlepszym prezentem bożonarodzeniowym w historii.

https://www.o2.pl/informacje/zakazony-3-latek-przestal-uzywac-prawej-reki-pierwszy-taki-przypadek-6590373083843360a

Psychoanalitycy o pandemii koronawirusa. "Na długo odciśnie się na psychice"
Natalia Bogucka 26.12.2020 12:50

Pandemia koronawirusa i wprowadzone w związku z nią obostrzenia bez wątpienia wpłynęły na nasze codzienne życie. Dwaj francuscy psychoanalitycy w rozmowie z PAP ujawniają, jakie ślady w psychice ludzi może pozostawić pandemia.

Didier Lauru i Jean-Jacques Moscovitz to dwaj francuscy psychoanalitycy i autorzy licznych publikacji. W rozmowie z PAP odpowiadają na pytania o to, jaki wpływ na psychikę ludzi może mieć pandemia koronawirusa.

Brak szkoły dla dzieci, tak samo, jak ceremonii religijnych - od chrztu, poprzez komunię i ślub, do pogrzebu - to brak, symboliczna luka, nieobecność. Myślę jednak, że młodzi dają sobie radę z brakiem rytuałów przejścia, takich jak osiemnaste urodziny czy matura. Natomiast żałoba, pożegnanie, ostatnia posługa to sprawa o wiele mocniej i na długo odciskająca się na psychice - twierdzi dr Didier Lauru.

Potrzeba kontaktu z innymi zależna jest od pokolenia. Młodzi poszukują tych kontaktów i w ten sposób konstruują swą osobowość, dlatego tak widoczna i normalna jest ich potrzeba wymiany myśli i uczuć, potrzeba rozrywki. Dlatego to młodzież łamie zasady izolacji sanitarnej, urządzając nielegalne zabawy, o których dowiadujemy się z komunikatów policji. Ludzie starsi często są domatorami, więc im chyba łatwiej znosić zamknięcie - dodaje.

We francuskich mediach pojawiają się informacje o zwiększonej liczbie samobójstw i zachorowań na depresję. Dr Lauru przypomina, że już na wiosnę odnotowano zwiększoną konsumpcję leków psychotropowych i teraz, podczas drugiego lockdownu, sytuacja się powtarza.

Uwaga skupia się na Covidzie, bo to sprawa najpilniejsza, ale sytuacja zamknięcia sprawia, że ujawniają się, utajone wcześniej choroby psychiczne. Ta sytuacja zamknięcia może być powodem stanów depresyjnych, a nawet psychozy - wyjaśnia.

Dr Jean-Jacques Moscovitz jest większym optymistą, jeśli chodzi o wpływ pandemii na psychikę ludzi. Choć przyznaje, że "trudno powiedzieć, co będzie" to sądzi, że w wyniku pandemii nie dojdzie do trwałych powikłań mentalnych.

Może będzie więcej rozwodów, a może więcej ślubów... W 10 osób można doskonale urządzić uroczystość taką jak urodziny, a nawet chrzciny. Prawdą jest jednak, że pozbawienie uczestnictwa w pogrzebach bliskich osób wywołuje głęboki żal, ale nie wiem, czy to odbić się musi na psychice - mówi psychoanalityk.

Dr Moscovitz twierdzi nawet, że pandemia koronawirusa może mieć pewne pozytywne skutki. Nieoczekiwane trudności związane z lockdownem mogą bowiem zwiększyć zaradność młodych ludzi.

https://www.o2.pl/informacje/psychoanalitycy-o-pandemii-koronawirusa-na-dlugo-odcisnie-sie-na-psychice-6590394553625376a

Koronawirus. Ból brzucha po przejściu COVID-19. Pacjenci opowiadają o dolegliwościach
Katarzyna Grzęda-Łozicka 26 XII

Coraz więcej pacjentów walczących z COVID-19 opowiada o problemach pokarmowych w przebiegu choroby. Narzekają na bóle, biegunkę i wymioty. Co więcej, u części z nich dolegliwości utrzymują się przez wiele tygodni już po pokonaniu koronawirusa. Przyczynę zjawiska wyjaśnia gastroenterolog prof. Piotr Eder.

1. Objawy ze strony układu pokarmowego przy COVID-19

36-letnia Elżbieta Wojnar zachorowała na COVID-19 miesiąc temu. Oprócz wszystkich typowych dolegliwości, takich jak gorączka czy kaszel, poczas choroby zmagała się również z okropnym bólem brzucha.

- Ból był taki jak przy rotawirusie, dosłownie skręty jelit - opowiada Elżbieta.

Kobieta przyznaje, że bardzo ciężko przechodziła infekcję. Teoretycznie jest już zdrowa, ale zdrowa się nie czuje. Nadal walczy ze skutkami choroby. - Prawie przez 2 tygodnie utrzymywała się gorączka 39-40.5°C. Do tego odczuwałam okropny ból ciała i pleców. Wróciłam już do pracy, ale niestety ból się utrzymuje, do tego są biegunki. Lekarz powiedział mi, że przy tak silnej chorobie, jest to jedno z możliwych powikłań po zakażeniu koronawirusem. Zostały też bóle głowy i bezsenność - opowiada.

Dolegliwości żołądkowo-jelitowe męczyły podczas choroby również Joannę Mus.

- Choruję od 27 października - opowiada Joanna. - Zaczęło się od zatok, a kolejno dochodziły: ból głowy, ból gardla, duże osłabienie, biegunka, wymioty. Ciężko mi było mi wziąć głębszy oddech, bo od razu mnie zatykało.

Joanna nie straciła ani węchu, ani smaku, ale kompletnie nie miała apetytu.

- Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo ta choroba człowieka osłabia. Nawet młodą osobę może doprowadzić do śmierci. Niestety, duży strach przed tą chorobą dodatkowo obciąża człowieka psychicznie. A jak już się zachoruje, to w głowie ciągle kotłują się myśli, czy to są już duszności, czy jeszcze nie, czy wzywać pogotowie, czy dam radę - wspomina dziś Joanna, która nie wróciła do pełni zdrowia. Nadal dokuczają jej m.in. niestrawność i nudności.

Marzena Dobrowolska miesiąc temu wyszła ze szpitala, w którym przez dwa tygodnie walczyła z koronawirusem. Mimo młodego wieku bardzo ciężko przechodziła chorobę. Poza książkowymi objawami zakażenia, w piątym dniu zaczęły ją męczyć bóle brzucha, nudności, biegunka, pojawił się też jadłowstręt.

- Po tygodniu to minęło, ale teraz problem pojawił się znowu. Po około tygodniu od ozdrowienia i negatywnego wyniku testu, zaczęłam odczuwać bóle brzucha, takie głodowe bóle. 6 lat temu miałam zapalenie żołądka i to wróciło pod wpływem COVID-19 - opowiada Marzena.

2. Dolegliwości żołądkowo-jelitowe w przebiegu COVID-19

Z analizy 36 badań opubikowanych do 15 lipca wynika, że dolegliwości pokarmowe mogą być częstszym objawem COVID-19 niż wcześniej przypuszczano. Autorzy opracowania opublikowanego w czasopiśmie "Abdominal Radiology" wskazują, że blisko 18 proc. chorych zgłaszało w przebiegu choroby dolegliwści żołądkowo-jelitowe, a u 16 proc. zakażonych były to jedyne objawy COVID-19.

"Coraz więcej literatury wskazuje, że symptomatologia brzuszna jest częstym objawem COVID-19" - zaznacza Mitch Wilson, radiolog z Uniwersytetu Alberty. Kanadyjscy naukowcy wskazali również, że objawy infekcji COVID-19 można zaobserwować w badaniu obrazowym jamy brzusznej.

Z kolei naukowcy z Uniwersytetu Humanitas na łamach "Clinical Gastroenterology and Hepatology" na podstawie analizy dotychczasowych badań wskazują, że odsetek pacjentów cierpiących na biegunkę w przebiegu COVID-19 waha się od 2 do nawet 50 proc. zakażonych.

- Te objawy rzeczywiście występują u kilku do kilkudziesięciu procent pacjentów. Najczęściej są to takie symptomy jak nudności, biegunka, wymioty, ból brzucha, a rzadziej jadłowstręt. Większość analiz pokazuje, że te dolegliwości ze strony układu pokarmowego pojawiają się na samym początku całej infekcji, niejako poprzedzając rozwój tych bardziej typowych objawów, jak gorączka, duszność, kaszel - mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Eder z Kliniki Gastroenterologii, Dietetyki i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

3. Koronawirus wywołuje stan zapalny w przewodzie pokarmowym

Po ponad pół roku walki z pandemią eksperci nie mają wątpliwości, że koronawirus może atakować również wątrobę i jelita. Prof. Piotr Eder wyjaśnia mechanizm dolegliwości pokarmowych towarzyszących pacjentom chorującym na COVID-19.

- Wiemy na pewno, że wirus, żeby zainfekować komórkę potrzebuje specjalnych białek na tejże komórce. Takim wytrychem do tego, żeby ten wirus dostał się do komórki i zaczął ją uszkadzać jest białko ACE2. Liczba tego białka jest bardzo duża w komórkach nabłonka jelita, czyli w tych komórkach, które od środka wyścielają przewód pokarmowy. W związku z tym, u niektórych pacjentów pojawiają się objawy ze strony przewodu pokarmowego, właśnie dlatego, że wirus dokonuje pewnej inwazji na komórki nabłonka i wywołuje stan zapalny w przewodzie pokarmowym - tłumaczy prof. Piotr Eder.

- Aczkolwiek nie jest to rozległy stan zapalny przypominający ten, który jest wywoływany przez wirusa w płucach. W przypadku przewodu pokarmowego zmiany są mniejsze. Podobne zjawisko obserwowano w przypadku zakażeń poprzednimi koronawirusami, czyli wirusem SARS-CoV i wirusem MERS - dodaje specjalista gastroenterologii.

Co więcej, pacjenci zgłaszają dolegliwości pokarmowe nie tylko w przebiegu samej choroby, ale również później, kiedy inne dolegliwości ustąpiły. Prof. Eder przyznaje, że na razie pojawiły się pojedyncze doniesienia o stanie zapalnym w przewodzie pokarmowym wywołanym przez koronawirusa SARS-CoV, jednak u większości pacjentów dolegliwości pokarmowe ustępują po maksymalnie kilku tygodniach od przejścia zakażenia.

- Okazuje się, że po przechorowaniu całej choroby, kiedy już wymazy z nosogardzieli w kierunku koronawirusa są ujemne, u części pacjentów nadal można wykrywać obecność cząstek materiału genetycznego wirusa w kale. Nawet przez miesiąc. Prawdopodobnie to tłumaczy pozostałość pewnych niespecyficznych objawów ze strony przewodu pokarmowego dłużej niż trwa sama choroba - wyjaśnia lekarz.

Jego zdaniem dolegliwości po przejściu COVID-19 mogą być też efektem ubocznym leków, które były stosowane dla łagodzenia objawów podczas infekcji. Hipotez na temat dolegliwości pokarmowych zgłaszanych przez pacjentów po przejściu choroby jest kilka.

- Inne doniesienia wskazują na ważną rolę mikroorganizmów zasiedlających nasz przewód pokarmowy, tzw. mikrobioty jelitowej, czyli bakterii, wirusów, grzybów, których w przewodzie pokarmowym mamy miliardy. Każda infekcja powoduje zaburzenia równowagi tej mikrobioty jelitowej. Również infekcja koronawirusem zmienia jej skład i taka może być przyczyna tych różnych niespecyficznych manifestacji ze strony przewodu pokarmowego - dodaje prof. Eder.

4. Czy koronawirus może przyczynić się do rozwoju zespołu jelita drażliwego?

Długofalowe skutki COVID-19 dla organizmu dopiero będziemy obserwować. Wiele powikłań może ujawnić się dopiero po jakimś czasie od przejścia infekcji. Prof. Eder zwraca uwagę na to, że różnego rodzaju niespecyficzne objawy ze strony przewodu pokarmowego często są inicjowane przez jakąś chorobę infekcyjną. Tak jest na przykład w przypadku zespołu jelita drażliwego.

- U ok. 10 proc. pacjentów ta przewlekła choroba zaczyna się jakąś chorobą wirusową, jakąś infekcją bakteryjną. Sama infekcja mija, a pozostaje trwały ślad w postaci pewnej nadwrażliwości na różne bodźce przewodu pokarmowego. Być może takie zjawisko będzie dotyczyło również tej infekcji - mówi ekspert w dziedzinie gastroenterologii.

Lekarz przypomina, że osoby cierpiące na niektóre schorzenia przewodu pokarmowego mogą być narażone na cięższy przebieg COVID-19. Przede wszystkim ze względu na oddziaływanie leków, które przyjmują.

- W obszarze naszych obaw są pacjenci, którzy cierpią na przewlekłe schorzenia, w których stosujemy leczenie obniżające odporność. Dotychczasowe obserwacje nie wskazują, żeby ci chorzy bezpośrednio byli w grupie ryzyka, natomiast stosowanie niektórych dawek sterydów, leków immunosupresyjnych, może negatywnie wpływać na przebieg COVID-19. I z tego powodu choroba może u tych osób mieć cięższy przebieg - podsumowuje ekspert.

https://portal.abczdrowie.pl/bol-brzucha-po-covid
« Ostatnia zmiana: Grudzień 31, 2020, 01:35 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #29 dnia: Grudzień 24, 2020, 23:32 »
Koronawirus atakuje też mięśnie. Coraz więcej ozdrowieńców wymaga długiej rehabilitacji ruchowej
Katarzyna Domagała 27 XII

Liczba powikłań pocovidowych u ozdrowieńców rośnie wraz z kolejnymi obserwacjami ekspertów. Jedne z najnowszych dotyczą zmian w tkance mięśniowej, o czym wcześniej mówiono niewiele. - Ozdrowieńcy często mają wzmożone napięcie mięśniowe i dlatego potrzebują nie tylko rehabilitacji oddechowej, ale i ruchowej – mówi fizjoterapeutka.

1. Powikłania po zakażeniu SARS-CoV-2 i long COVID-19

U coraz większej liczby ozdrowieńców z COVID-19 medycy obserwują tzw. powikłania poinfekcyjne. Co prawda, nie są one jeszcze dokładnie zbadane, ale na podstawie dotychczasowych informacji można mówić o kilku rodzajach objawów, które towarzyszą im bez względu na to, czy przechodzili infekcję ciężko czy bezobjawowo.

Niektórzy eksperci nazywają zespół tych objawów tzw. long COVID-19 (długi COVID-19) i tłumaczą zaburzeniami w układzie odpornościowym po zakażeniu. Zazwyczaj objawia się on chronicznym zmęczeniem, bólem głowy, osłabioną koncentracją, dusznościami, a nawet stanami lękowymi. Lista ta ciągle się wydłuża, a jedno powikłanie może pociągać za sobą drugie.

Na podstawie dotychczasowych badań specjaliści wyodrębnili 3 grupy najczęstszych powikłań po COVID-19 u dorosłych:

- uszkodzenie mózgu i powikłania neurologiczne i psychiatryczne (udary, stany lękowe, depresja, mgła mózgowa, zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego, obniżenie zdolności poznawczych),

- uszkodzenie serca i powikłania kardiologiczne (uszkodzenie lub zapalenie mięśnia sercowego, zatory i zakrzepy żylne, zawał),

- uszkodzenie płuc i powikłania pulmunologiczne (zwłóknienie płuc, trudności w oddychaniu, duszność, zadyszki).

Z kolei u dzieci zespół objawów pocovidowych nazywany jest PIMS (Paediatric Inflammatory Multisystem Syndrome) lub MIS-C (Multisystem Inflammatory Syndrome in Children). Mowa o pediatrycznym wieloukładowym zespole zapalnym, który objawia się zwykle:

• wysoką gorączką,

• różnego rodzaju zmianami skórne, najczęściej są to wysypki,

• nieuzasadnionymi bólami brzucha, pojawieniem się biegunki, wymiotów,

• opuchniętymi dłoniami i stopami.

Jedno z najnowszych badań informuje, że u dzieci, które były zakażone koronawirusem SARS-CoV-2, często może dochodzić do zaburzeń krzepliwości krwi.

2. Zaburzenia w układzie mięśniowym kolejnym z powikłań po COVID-19

Dr Agnieszka Wnuk-Scardaccione, fizjoterapeutka, twierdzi, że zauważyła u ozdrowieńców z COVID-19, których terapię prowadzi, jeszcze inny problem. Chodzi o długo utrzymujące się napięcie mięśniowe, jak ich również chroniczne osłabienie mięśni. Jej zdaniem może być to kolejny rodzaj powikłania pocovidowego.

"Ci pacjenci potrzebują nie tylko rehabilitacji oddechowej, o której się sporo mówi, ale i ruchowej – o czym już mówi się znacznie mniej. Obserwujemy duże zmiany napięciowe u ozdrowieńców" – powiedziała w rozmowie z PAP.

Specjalistka zauważyła, że do ośrodka, którym kieruje, w okresie drugiej fali pandemii zgłaszało się znacznie więcej osób, które potrzebowały i wymagały rehabilitacji ruchowej – ćwiczeń aktywizujących i zmniejszających napięcie. Dr Wnuk-Scardaccione zaznacza, że dotyczy to pacjentów młodych, jak i tych w starszym wieku. Z jej obserwacji wynika, że nawet młodzi pacjenci po powrocie do zdrowia i pozornym powrocie do formy, skarżą się na zmęczenie i bóle mięśni. Te obserwacje skłoniły ją do tego, by twierdzić, że COVID-19 osłabia układ mięśniowy podobnie jak grypa.

Fizjoterapeutka odniosła się również do kwestii skuteczności teleporad rehabilitacyjnych w dobie pandemii, gdy coraz więcej ozdrowieńców potrzebuje wsparcia właśnie w tym obszarze.

"Rehabilitacje online są możliwe tylko w niektórych przypadkach. Jeśli chodzi o teleporady rehabilitacyjne, mogą się sprawdzić np. w rehabilitacji oddechowej" – mówi ekspert.

3. Specjaliści stworzyli program rehabilitacyjny dla ozdrowieńców

Występowanie dolegliwości mięśni po COVID-19 oraz konieczność długiej rehabilitacji ruchowej u ozdrowieńców zauwyżyli również specjaliści ze szpitala MSWiA w Głuchołazach, którzy postanowili stworzyć specjalny program rehabilitacyjny przeznaczony specjalnie dla osób zmagających się z powikłaniami po infekcji wywołanej koronawirusem. Placówka przyjmuje pacjentów od września.

- Tworzyliśmy ten program z myślą o wszystkich osobach, które przeszły COVID-19 i wymagałyby rehabilitacji stacjonarnej. Są to zazwyczaj pacjenci po ciężkim przebiegu choroby, zwłaszcza ci, którzy byli hospitalizowani na oddziałach intensywnej terapii. U takich pacjentów często stwierdza się obniżoną tolerancję wysiłku, zaburzenia czynności wentylacyjnej, występującą duszność, a także objawy lęku i depresji. Również braliśmy pod uwagę osoby, które przeszły zakażenie skąpoobjawowo, ale wystąpiły u nich objawy związane z przewlekłymi bólami mięśni, głowy i stawów, ogólne osłabienie, zaburzenie koncentracji i pamięci - wyjaśnia w rozmowie z abcZdrowie prof. Jan Szczegielniak, autor programu rehabilitacyjnego.

Specjalista podziela też inne obserwacje dr Wnuk-Scardaccione - twierdzi, że rehabilitacji wymagały nie tylko osoby w podeszłym wieku lub zmagające się z innymi chorobami, ale również ludzie młodzi i na ogół zdrowi.

- Mamy pacjentów w sile wieku. Są to 30-40-latkowie, których życie COVID-19 wywrócił do góry nogami. Niestety, dla części osób wyleczenie zakażenia, to dopiero początek dramatu. Wracają ze szpitali do domu, ale nie są w stanie podjąć pracy, są zależni od swoich rodzin - twierdzi.

Prof. Szczegielniak jest przekonany, że rehabilitacja osób po COVID-19 szybko stanie się osobnym nurtem we współczesnej medycynie.

- Ciężko określić, jaka jest skala problemu, ponieważ brakuje pełnych danych opartych na wiarygodnych badaniach. Nadal nie wiemy, jak wiele osób cierpi na powikłania po COVID-19 – mówi prof. Szczegielniak. - Można jednak założyć, że nie u wszystkich wymagana będzie rehabilitacja stacjonarna. Część pacjentów wraca do zdrowia samodzielnie, innym wystarczą regularne wizyty u fizjoterapeuty. Jednak pewna grupa będzie wymagała rehabilitacji specjalistycznej na oddziałach stacjonarnych – tłumaczy prof. Jan Szczegielniak.  

4. Podwójne cierpienie pacjentów wymagających rehabilitacji

Dr Wnuk-Scardaccione zwraca uwagę na jeszcze jeden problem, który dotyczy pacjentów wymagających rehabilitacji jeszcze przed wybuchem pandemii. Na wiosnę nie mogli z niej korzystać, ponieważ wszelkie tego typu zabiegi zostały odwołane.

Jej zdaniem, jeśli ci pacjenci zarazili się koronawirusem i dzisiaj zmagają się z dodatkowymi problemami układu mięśniowego, doświadczają podwójnego cierpienia. Z jednej strony z powodu zaniedbanych problemów sprzed kilku miesięcy, z drugiej przez nowe komplikacje – pozostałości po zakażeniu SARS-CoV-2.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-atakuje-tez-miesnie-fizjoterapeutka-apeluje-ze-coraz-wiecej-ozdrowiencow-z-covid-19-wymaga-dlugiej-rehabilitacji-ruchowej

Nowa mutacja koronawirusa. Zaskakujące doniesienia z Włoch
OPRAC. KATARZYNA BOGDAŃSKA 29 XII

W Brescii w Lombardii odkryto "włoską odmianę" koronawirusa, która mogła powstać wcześniej niż ta angielska. Sensacyjną wiadomość ogłosił prezes krajowego Stowarzyszenia Wirusologii Arnaldo Caruso.

Okazuje się, że włoska odmiana Sars-CoV-2 jest bardzo podobna do angielskiej, ale postała wcześniej. Według profesora Caruso, dziekana wydziału mikrobiologii i mikrobiologii klinicznej na uniwersytecie w Brescii oraz dyrektora laboratorium w tamtejszym szpitalu, szerzy się już od lata.

Jego zdaniem nowa mutacja koronawirusa powstała na początku lipca.

Wirusolog zaznaczył, że włoska odmiana została wykryta przypadkowo podczas obserwacji utrzymującej się nietypowej infekcji u pacjenta, który chorował na COVID-19 w kwietniu. Dodał, że po tym, gdy wyzdrowiał, testy robione mu począwszy od sierpnia zawsze dawały wynik pozytywny wskazujący na dużą ilość wirusa.

"W listopadzie postanowiliśmy przeprowadzić sekwencjonowanie wirusa, by ustalić, dlaczego się utrzymuje i ku naszemu zdumieniu zdaliśmy sobie sprawę z tego, że zidentyfikowaliśmy nową odmianę, podobną , ale nie identyczną jak angielska, która zaczynała też krążyć we Włoszech" - powiedział włoski wirusolog. "Wtedy przeprowadziliśmy sekwencjonowanie także próbki od tego pacjenta uzyskanej w sierpniu odkrywając, że już wtedy odmiana była obecna ze wszystkimi swoimi mutacjami" - zaznaczył.

Badania były przeprowadzone na uczelni medycznej Campus Biomedico w Rzymie. Profesor Arnaldo Caruso zapytany o skuteczność szczepionki na włoską odmianę koronawirusa stwierdził, że jest optymistą, gdyż preparat wywołuje "kompleksową reakcję" na różne obszary białka Spike koronawirusa. Dodał, że niedługo dzięki badaniom osób zaszczepionych będziemy pewni odpowiedzi.

https://wiadomosci.wp.pl/nowy-szczep-koronawirusa-zaskakujace-doniesienia-z-wloch-6591346066697024a

Koronawirus w Polsce. Uprawianie sportu w maseczce może być niebezpieczne. Kto powinien szczególnie uważać?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 29 XII

Uwaga na maseczki podczas uprawiania sportu. Mogą być niebezpieczne dla zdrowia, zwłaszcza w przypadku osób cierpiących na problemy o podłożu kardiologicznym. Lekarze nie mają wątpliwości - nie powinniśmy ćwiczyć w maseczkach, o ile nie mamy kontaktu z innym osobami.

1. Bieganie w maseczkach groźne dla osób z problemami kardiologicznymi

Brak ruchu może mieć katastrofalne konsekwencje dla całego organizmu, a skutki mogą się odbijać latami. Dlatego lekarze zachęcają do ruchu.

Wraz ze wzrostem liczby zakażonych rząd wprowadził rygorystyczne obostrzenia. W przestrzeni publicznej wszyscy z niewielkimi wyjątkami muszą chodzić w maskach lub w inny sposób osłaniać usta i nos. Jednak zdaniem wielu lekarzy noszenie masek na przykład podczas biegania, może przynieść więcej szkody niż korzyści.

- Taka osoba ma utrudniony dostęp powietrza, tlenu do organizmu i fakt, że ma też utrudnione wydzielanie dwutlenku węgla na zewnątrz stwarza dosyć duże zagrożenie, więc wszelkie uprawianie sportu w maseczce według mnie jest kompletnym nonsensem - zaznacza dr Maria Lipka, diabetolog.

Dr hab. med. Łukasz Małek kardiolog konsultujący sportowców, kierownik Poradni Kardiologii Sportowej przyznaje, że uprawianie sportu w maseczce spowoduje, że będziemy szybciej się męczyć, możemy mieć problem z prawidłowym oddychaniem, a nawet odczuwać duszność.

- W czasie aktywności fizycznej nasz organizm potrzebuje dostarczyć tlen do mięśni, on jest pobierany przez płuca, ale rozprowadza go po całym organizmie krew, która jest pompowana przez serce - wyjaśnia lekarz. - Nawet jeśli ktoś ma zdrowe płuca, a ograniczymy mu dopływ powietrza, to serce zaczyna reagować, bijąc szybciej, przepompowując krew szybciej, aby nadrobić ten niedobór powietrza szybszą cyrkulacją krwi - dodaje.

W związku z tym uprawianie sportu w maskach dla osób z problemami kardiologicznymi może być niebezpieczne. Lekarz sam też biega i wyjaśnia, z czego wynika to zagrożenie.

- Takie osoby wykonując ćwiczenia, które wcześniej robiły będą się bardziej męczyć, będzie to powodowało większe obciążenie dla ich serca, większy wzrost tętna i co za tym idzie ciśnienia tętniczego. Jeśli te osoby mają ustalony jakiś zakres ćwiczeń w ramach swojej rehabilitacji, to wykonując te same ćwiczenia w masce, będą przekraczali te zalecenia i mogą sobie zaszkodzić - dodaje kardiolog

Dodatkowe utrudnienie, uczucie duszności może zniechęcić wiele osób do podjęcia jakiejkolwiek aktywności fizycznej na świeżym powietrzu. Kardiolog zwraca uwagę na jeszcze jedno niebezpieczeństwo. W czasie intensywnego wysiłku maska w dość krótkim czasie stanie się mokra od naszego oddechu i potu, a co za tym idzie przestanie spełniać swoje zadanie. Mokra maseczka zmniejsza barierę ochronną.

- Na takich mokrych przestrzeniach łatwiej osadza się wirus, czyli kiedy z taką mokrą maską wejdziemy w otoczenie innych osób, np. wejdziemy do sklepu, czy będziemy wracać komunikacją miejską, to jesteśmy bardziej narażeni. Mokre, wilgotne powierzchnie sprzyjają osadzaniu tych drobin aerozolu z wirusem. Przez taką mokrą powierzchnię łatwiej też rozprowadzić zarazki po twarzy, np. zdejmując maskę - mówi dr Łukasz Małek.

2. Noszenie maseczek przez osoby z cukrzycą

Co z osobami chorymi na cukrzycę? Eksperci szacują, że w Polsce już ponad 3 mln osób choruje na cukrzycę, co stanowi około 8-9 proc. społeczeństwa. Diabetolog dr Maria Lipka uważa, że maseczka nie jest wskazana przy aktywności fizycznej nawet u osób zdrowych.

- Praca mięśni wymaga dodatkowego napływu tlenu i jeżeli my ten dopływ tlenu w minimalny sposób ograniczamy, to narażamy się i na zakwasy i na duszności i na konekwencje niedotlenienia, które są najbardziej groźne dla naszego mózgu i serca - ostrzega diabetolog.

- Natomiast sama cukrzyca niepowikłana dodatkowymi schorzeniami nie jest przeciwskazaniem do noszenia maseczek na co dzień. Cukrzyca o ile jest dobrze wyrównana i pacjent prawidłowo stosuje zasady leczenia, w bardzo niewielkim stopniu zwiększa ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 u takich chorych w stosunku do reszty populacji - tłumaczy dr Maria Lipka.

3. Sport a maseczki. Co powinny zrobić osoby, które chcą ćwiczyć na zewnątrz?

Maseczki powinny być stosowane w miejscach, w których zachodzi ryzyko kontaktu z innymi osobami. Jeśli kaszlemy, a nawet mówimy głośno wirus może przedostać się drogą kropelkową od nas do drugiej osoby. W związku z tym dr Łukasz Małek, specjalista kardiolog, sugeruje, by do biegania czy innej aktywności sportowej poszukać miejsc odosobnionych. To w tym momencie najlepsze rozwiązanie.

- Jeśli uprawiamy sport w lesie, gdzie nie dochodzi do kontaktu z innymi ludźmi, to ta maska jest po prostu niepotrzebna, bo sami siebie nie zarażamy.

Zastępowanie szczelnie przylegających masek np. chustką powoduje, że zmniejszamy skuteczność zabezpieczenia przez koronawirusem.

- Oczywiście możemy zamiast maski użyć chustkę, ale wtedy skuteczność takiego zabezpieczenia spada do rzędu 10 proc. - mówi lekarz. - Najważniejszy jest zdrowy rozsądek i zrozumienie istoty tego, jak ta choroba się przenosi, kiedy istnieje sens stosowania maseczek, kiedy to może pomóc, a kiedy zaszkodzić – podsumowuje dr Małek.

https://portal.abczdrowie.pl/uprawianie-sportu-w-maseczce-moze-byc-niebezpieczne-kto-powinien-szczegolnie-uwazac

Ekspert: Nowe warianty koronawirusa to nie powód, by wpadać w histerię
Opracowanie: Magdalena Partyła 29 grudnia (06:44)

"Jeszcze nie okrzepliśmy po wieściach o brytyjskim wariancie SARS-CoV-2 znanym jako B.1.1.7, a już słyszymy o kolejnym - tym razem w RPA. To jednak nie powód, by wpadać w histerię" - zapewnia dr hab. Piotr Rzymski z UM w Poznaniu.

Gdyby na całym świecie postępować tak jak na Wyspach, gdzie regularnie przeprowadza się sekwencjonowanie genomu wirusa w 5-10 proc. przypadków Covid-19, to prawdopodobnie wykrywalibyśmy jeszcze więcej jego wariantów, z różnymi układami mutacji. Ale to jednak nie powód, by wpadać w histerię - zaznaczył ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu dr hab. Piotr Rzymski.

Ekspert tłumaczył, że na pojawiające się obawy przed nowymi wariantami koronawirusa wpływ ma bardzo często mylenie pojęć. Jak wskazał: szczep, wariant, czy mutacja wirusa - to zupełnie inne pojęcia.

Napotykamy kompletne pomieszanie pojęć. Czytamy bowiem o "nowym koronawirusie", "nowym szczepie", wariantach i mutacjach. Warto to wyjaśnić. Nie ma żadnego nowego koronawirusa - jest wciąż SARS-CoV-2 - podkreślił.

Dodał, że nie ma również żadnych dowodów, by mówić o tym, że istnieją szczepy tego wirusa.

SARS-CoV-2 należy do tego samego gatunku betakoronawirusa, co SARS-CoV, który powodował chorobę SARS w latach 2002-2004. Gatunek ten nazywa się Severe acute respiratory syndrome-related coronavirus, a SARS-CoV i SARS-CoV-2 są jego szczepami. Z kolei warianty SARS-CoV-2 to po prostu te formy wirusa, które kumulują poszczególne mutacje. I wreszcie mutacje, czyli nagłe skokowe zmiany w materiale genetycznym. Niektóre nie mają żadnego wpływu na wirusa, niektóre bywają dla niego niekorzystne, a te, które przynoszą mu korzyść oczywiście się upowszechniają - mówił.

Ważne, jak warianty mogą wpływać na skuteczność szczepionki

Rzymski zaznaczył, że na tę chwilę powinno nas interesować w zasadzie tylko jedno, czy mutacje mogą wpływać na skuteczność szczepionki na Covid-19.

Jeżeli proponowane preparaty oparte byłyby o inaktywowanego wirusa, czyli o jedno z klasycznych rozwiązań szczepionkowych, to możliwe, że niekoniecznie zabezpieczałyby przed wszystkimi izolatami SARS-CoV-2. Ale szczepionki Pfizera, Moderny czy AstraZeneca mają na celu wymuszenie produkcji tylko i wyłącznie białka S wirusa, czyli tzw. kolca, dzięki któremu wirus ten może wnikać do komórek - mówił.

Takie szczepionki powinny więc być skuteczne wobec wielu wariantów. Produkowane w odpowiedzi przeciwciała mogą wiązać wiele regionów tego białka, a nie tylko jeden - drobne zmiany w tym białku, którego łańcuch liczy ponad 1270 aminokwasów, nie powinny mieć żadnego znaczenia dla unieszkodliwiania wirusa - dodał.

Wielka Brytania, RPA i Włochy - tam wykryto nowe warianty koronawirusa

O wykryciu w Wielkiej Brytanii nowego wariantu wirusa SARS-CoV-2 poinformowano 14 grudnia. Według władz brytyjskich, nowy wariant wirusa rozprzestrzenia się o ok. 70 proc. szybciej, ale nie wydaje się, by powodował on poważniejszy przebieg choroby. Eksperci wskazują także, że nie ma przesłanek, by brytyjski wariant wirusa wpływał na skuteczność szczepionek. Zakażenia tym wariantem zdiagnozowano również m.in. w Danii, Holandii, Australii, czy we Włoszech.

O odkryciu nowego wariantu SARS-CoV-2 poinformowały w ostatnich dniach także władze RPA. Według południowoafrykańskich ekspertów nowy wariant jest pod niektórymi względami podobny do wariantu brytyjskiego; dzieli z nim kilka mutacji.

Z kolei prezes włoskiego Stowarzyszenia Wirusologii prof. Arnaldo Caruso ogłosił, że w Brescii w Lombardii odkryto "włoską odmianę" koronawirusa, która być może jest prekursorem tej angielskiej. W rozmowie z agencją Adnkronos wyjaśnił, że wariant ten krążył w Italii już w sierpniu.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/europa/news-ekspert-nowe-warianty-koronawirusa-to-nie-powod-by-wpadac-w-,nId,4955156
« Ostatnia zmiana: Grudzień 30, 2020, 23:41 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #29 dnia: Grudzień 24, 2020, 23:32 »