Autor Wątek: Wiadomości naukowe  (Przeczytany 13448 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #30 dnia: Grudzień 25, 2020, 23:09 »
Jak potoczy się epidemia koronawirusa? Prognoza na 2021 rok
Edyta Brzozowska data publikacji: 30.12.2020, 12:27

Czy efekt szczepień będzie wkrótce wyraźnie widoczny? Czy pojawią się kolejne mutacje wirusa? Kiedy znów będzie można swobodnie podróżować po całym świecie? Jak długo będą obowiązywać restrykcje? Przewidywania na 2021 rok przedstawił prof. Adam Kleczkowski, matematyk z University of Strathclyde w Wielkiej Brytanii.

Szczepionki przeciwko COVID-19 są już dostępne i stosowane, ale cały optymizm i entuzjazm z tego powodu nieco przysłoniła informacja o pojawieniu się nowej, potencjalnie bardziej zakaźnej mutacji wirusa. Dlatego trudno określić, jak w najbliższym czasie pandemia będzie przebiegała.

Najbliższe miesiące będą z pewnością trudne i życie w przestrzeni wolnej od wirusów jest kwestią odległej przeszłości. Niektóre dziedziny życia zmienią się na stałe. Co możemy zatem przewidzieć i czego - względnie pewnego - spodziewać się w nadchodzącym roku? W artykule opublikowanym w The Conversation statystyk i matematyk prognozuje, czego możemy się spodziewać w nadchodzącym roku.

Czy pojawią się kolejne mutacje koronawirusa?

Z pewnością pojawi się więcej informacji o nowej mutacji koronawirusa. Te, którymi eksperci dysponują obecnie, są bowiem dość skąpe. Choć nie zostało to jeszcze potwierdzone i udowodnione, wydaje się, że jest on bardziej zakaźny. Pocieszającym może być jednak fakt, iż infekcja spowodowana nową odmianą nie prowadzi do cięższego przebiegu choroby, a właśnie wprowadzona do obiegu szczepionka będzie w jego zwalczeniu skuteczna.

Niepokoić może natomiast prawdopodobieństwo, że wirus jest w stanie wytworzyć kolejne mutacje, a one w konsekwencji zmienią przebieg epidemii. Dlatego właśnie szybkie stłumienie pandemii stanowi najpilniejsze zadanie.

Nie zmienia to jednak faktu, że restrykcje sanitarne będą prawdopodobnie trwać jeszcze przez cały rok. Czy w obliczu nowej mutacji potrzebne będą dalsze ograniczenia, czas pokaże.

Ile czasu minie, zanim efekty szczepionki na COVID-19 będą widoczne?

Wytworzenie wystarczającej ilości dawek szczepionek to potężne wyzwanie, a produkcja preparatu może okazać się niewydolnym, wąskim gardłem. Założywszy nawet, że producenci leku staną na wysokości zadania, to i tak uodpornienie populacji zajmie wiele miesięcy - przewiduje prof. Kleczkowski.

W Wielkiej Brytanii swoich pacjentów szczepią między innymi lekarze pierwszego kontaktu. Przeciętny lekarz lekarz rodzinny opiekuje się prawie 9 tys. osób. Zakładając, że każdy z nich pracuje osiem godzin dziennie, na podanie szczepionki potrzebuje 10 minut, a każdy człowiek wymaga dwóch zastrzyków, to zajmie im ponad rok, aby przyjąć wszystkich pacjentów. Oczywiście mogą liczyć na wsparcie, ale cyfry pokazują rozmiar przedsięwzięcia. "Opóźnienia będą nieuniknione" - czytamy w artykule.

Sprawę komplikuje fakt, że obie dawki szczepionki firmy Pfizer należy podać w odstępie 21 dni, a pełna odporność pojawia się tydzień po pierwszej dawce. Inne szczepionki, takie jak AstraZeneca, wymagają jeszcze dłuższego odstępu między dawkami. Pełny efekt u każdej zaszczepionej osoby zajmie co najmniej miesiąc, a być może jeszcze dłużej.

Jak rozwinie się pandemia koronawirusa?

Po przechorowaniu COVID-19 lub podaniu szczepionki ludzie staną się uodpornieni, przynajmniej na jakiś czas. W związku z tym transmisja wirusa spadnie, bo COVID-19 ostatecznie przestanie się rozprzestrzeniać, a populacja nabędzie odporności stadnej.

Jednak poziom odporności populacyjnej potrzebny do zahamowania rozprzestrzeniania się wirusa nie jest dokładnie znany. Uważa się, że wynosi od 60 do do 80 procent. Obecnie jesteśmy daleko od takiego poziomu. A to oznacza, że na całym świecie musiałoby zostać zaszczepionych miliardy osób.

Gdyby tak się stało, spadek liczby zachorowań na COVID-19 byłby realny być może już wiosną 2021 roku. Przy czym obostrzenia, lockdowny i inne środki ostrożności nadal byłyby potrzebne, gdyż w przeciwnym wypadku szczepionka zapobiegnie jedynie poważnemu przebiegowi choroby. W tym scenariuszu szczepienie osób narażonych zmniejszyłoby śmiertelność, ale ciężkie i długie przechorowanie, dotykające także osoby młodsze, prawdopodobnie nadal będzie trwało.

Epidemia koronawirusa - co się zmieni?

- Szczepionka nie jest czarodziejską różdżką, więc pewien poziom środków ostrożności będzie musiał obowiązywać jeszcze przez wiele miesięcy - pisze w artykule prof. Adam Kleczkowski.

Zdaniem naukowca, w obszarach, gdzie szerzy się zmutowany szczep wirusa, restrykcje na wysokim poziomie mogą obowiązywać aż do zakończenia szczepień. Wszelkie zmiany będą następować powoli, przede wszystkim w zakresie towarzyskich i rodzinnych odwiedzin w domach oraz ponownego otwierania się szpitali na regularne leczenie pacjentów.

- Miejmy nadzieję, że także podróżowanie z czasem stanie się prostsze, choć linie lotnicze mogą wymagać od pasażerów zaświadczeń o przebytym szczepieniu. Z kolei stałym nawykiem społecznym może okazać się noszenie masek ochronnych - przewiduje ekspert.

Epidemia COVID-19. Patrząc w przyszłość

Czy szczepienie może doprowadzić do całkowitej likwidacji wirusa? Póki co nie wiemy, na jak długo nas uodporni. Dlatego kluczową kwestią według Kleczkowskiego jest długoterminowa odporność, gdyż pełna eliminacja wirusa to trudne wyzwanie, wymagające globalnego wysiłku.

Chociaż jako ludzkość jesteśmy blisko eliminacji zachorowań na polio, to tylko ospa jest jedyną chorobą, którą udało się w pełni opanować. Zajęło to prawie 200 lat. A odra, choć w wielu krajach prawie całkowicie niewystępująca, wciąż wraca - przypomina matematyk.

Niektóre szczepionki, na przykład ta na odrę, zapewniają niemal dożywotnią ochronę, podczas gdy inne - jak tężec - wymagają powtórzenia. Jeśli COVID-19 mutuje regularnie i znacząco - a jego potencjał na to wskazuje to może oznaczać, że okresowo będziemy musieli przyjmować nowe szczepionki, tak jak robimy to w przypadku grypy.

Według profesora, w dłuższej perspektywie musielibyśmy szczepić również dzieci. Po to, by utrzymać odporność stadną. Społeczne i gospodarcze skutki pandemii również będą prawdopodobnie długotrwałe.

- Być może życie nigdy nie wróci do takiego, jakie znaliśmy wcześniej. Ale to od nas zależy, czy będziemy lepiej przygotowani na przyszłe pandemie - podsumowuje ekspert.

https://www.medonet.pl/koronawirus/to-musisz-wiedziec,jak-potoczy-sie-epidemia-koronawirusa--prognoza-na-2021-rok,artykul,35869913.html

Starsza para zmarła na Covid-19. Zdaniem syna zachorowali przez jedno spotkanie
Opracowanie: Adam Zygiel 30 grudnia (16:25)

Mike i Carol Bruno z Chicago, którzy byli małżeństwem przez 59 lat, zmarli na Covid-19 w odstępie 10 dni. Jak mówi ich syn Joseph, życie odebrało im jedno strzyżenie włosów w domu. Ma nadzieję, że ich historia posłuży jako ostrzeżenie dla innych - podało CNN.

Carol Bruno w czasie pandemii prawie w ogóle nie wychodziła z domu. Pod koniec listopada wybrała się jednak do mieszkania syna razem z córką, która miała go ostrzyc. Siostra Josepha pracuje w salonie fryzjerskim; przed wizytą wykonała test na Covid-19, który okazał się negatywny, poddała się też kwarantannie trwającej trzy-cztery dni. Rodzina uznała więc, że może z nią bezpiecznie przebywać.

Podczas wizyty, która trwała około 40 minut, wszyscy nosili maski i unikali uścisków, a Carol siedziała przy oknie, które było otwarte - jako dodatkowe zabezpieczenie.

Dzień po spotkaniu siostra Josepha zaczęła mieć objawy Covid-19. Wkrótce potem matka i syn także zaczęli źle się czuć.

Carol została przyjęta do szpitala w Święto Dziękczynienia (26 listopada), ale wypisano ją w tym samym tygodniu, gdy jej stan się poprawił. Dwa dni później wróciła do szpitala, gdzie została podłączona do respiratora.

Mike Bruno, który nie towarzyszył żonie i córce podczas wizyty u Josepha, także zaczął odczuwać objawy i został przyjęty do szpitala dwa tygodnie po Święcie Dziękczynienia. Dzień po tym, jak jej mąż został podłączony do respiratora, Carol zmarła. Dwa dni przed Bożym Narodzeniem zmarł Mike.

Myślę, że to, co daje nam spokój, to świadomość, że tata nie wiedział, że mama zmarła - powiedział Bruno w rozmowie z ABC7. Gdybym się poświęcił i nie spędził 30-40 minut z mamą, nadal by tu byli - stwierdził.
Ten wirus jest naprawdę bezlitosny i atakuje w naprawdę okrutny sposób - dodał syn pary.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-starsza-para-zmarla-na-covid-19-zdaniem-syna-zachorowali-prz,nId,4957544

Szczepionka na COVID. Pielęgniarz zakaził się po zaszczepieniu. "To nie jest zaskakujące"
OPRAC. RADOSŁAW OPAS 30 XII

Pielęgniarz z San Diego w Kalifornii (USA) zaszczepił się na COVID-19, po czym zaledwie osiem dni później zdiagnozowano u niego koronawirusa. Ekspert wyjaśnia jak to jest możliwe - i uspokaja.

Amerykański pielęgniarz otrzymał szczepionkę firmy Pfizer 18 grudnia. Przyjęciem preparatu pochwalił się na Instagramie. "Mam swoją szczepionkę na COVID! Piętnaście minut później siedzieliśmy z grupą innych, w czasie gdy pracownicy systemu ochrony zdrowia pytali nas, jak się czujemy. Jeśli wyrośnie mi trzecia ręka, dam znać"- napisał ironicznie na swoim profilu Matthew W.

W wigilię Bożego Narodzenia medyk pracujący w szpitalu w San Diego zaczął się jednak gorzej czuć. Najpierw dostał dreszczy, a następnie wystąpiły u niego bóle mięśni i osłabienie.

26 grudnia zdecydował się wykonać test na obecność koronawirusa. Wynik badania okazał się być pozytywny - podaje "Daily Mail".

Szczepionka na COVID. Zakażenie możliwe po przyjęciu preparatu? Ekspert uspokaja

Do sprawy pielęgniarza z Kalifornii odniósł się specjalista od chorób zakaźnych z Family Health Centers dr Christian Ramers. Jego zdaniem zakażenie się koronawirusem po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki wciąż jest możliwe, mimo że prawdopodobieństwo jest o wiele mniejsze.

- To nie jest zaskakujące. Jeśli przeanalizujemy liczby, to jest dokładnie to, czego spodziewaliśmy się w przypadku osoby narażonej na zakażenie - stwierdził Ramers, dodając, że prawdopodobne jest również, iż pielęgniarz zachorował jeszcze przed zaszczepieniem.

Ekspert uspokaja, podkreślając, że "pierwsza dawka daje około 50 proc. ochrony, a druga dawka jest potrzebna, aby osiągnąć 95 proc.".

- Z badań klinicznych wiemy, że rozwinięcie ochrony przed zakażeniem zajmuje od 10 do 14 dni - uspokaja specjalista od chorób zakaźnych dr Christian Ramers.

https://wiadomosci.wp.pl/szczepionka-na-covid-pielegniarz-zakazil-sie-po-zaszczepieniu-to-nie-jest-zaskakujace-6591736984501024a

W poniedziałek 29 zgonów na Covid-19, dzisiaj: 565. Ekspert: "Jest jakiś problem z raportowaniem"
Edyta Bieńczak 30 grudnia (13:49)

Najnowszy wysoki bilans zgonów z powodu Covid-19 wskazuje, że najprawdopodobniej chorzy zbyt późno zgłaszają się do lekarza - ocenia wirusolog prof. Włodzimierz Gut. Z kolei zdaniem dra Michała Sutkowskiego, podana dzisiaj przez resort zdrowia liczba 565 nowych przypadków śmiertelnych "jest kumulacją z przynajmniej kilku dni". "Jest jakiś problem z raportowaniem" - ocenił lekarz, dodając, że "jeżeli istnieje pewne przesunięcie w raportach, lepiej byłoby podawać - obok tej liczby dziennej - średnią z tygodnia".

Prof. Gut o dużej liczbie zgonów z powodu Covid-19: Chorzy zbyt późno zgłaszają się do lekarza

Komentując dzisiejsze statystyki dot. liczby zgonów z powodu Covid-19, wirusolog prof. Włodzimierz Gut ocenił, że najprawdopodobniej chorzy zbyt późno zgłaszają się do lekarza.

"Wszystko wskazuje, że mamy opóźnienia w zgłoszeniach do lekarza. W związku z tym, jak (chorzy do lekarza) przychodzą, to stan jest dość ciężki. W tym momencie pojawia się kłopot" - stwierdził prof. Gut, apelując równocześnie o jak najwcześniejsze zgłaszanie się do lekarza - nawet gdy mamy wątpliwości, czy faktycznie zaatakował nas koronawirus.

Z kolei zdaniem dra Michała Sutkowskiego, istnieje "jakiś problem" z raportowaniem zgonów ludzi zakażonych koronawirusem, a podana dzisiaj przez ministerstwo liczba nowych przypadków śmiertelnych nie jest bilansem jednej doby.

Lekarz zwrócił uwagę, że 30 zgonów jednego dnia i 565 zgonów dwa dni później to bilanse zbyt od siebie odległe.

Przypomnijmy, w niedzielę tuż po świętach resort zdrowia poinformował o 57 kolejnych ofiarach Covid-19, a w poniedziałek: o 29.

"Jest jakiś problem z raportowaniem i dzisiejszy wynik zgonów jest kumulacją z przynajmniej kilku dni. Dlatego analizowanie go w oderwaniu od poprzednich dni nic nam nie powie, bo nie wiemy dokładnie, jakiego okresu dotyczą podane przypadki śmierci na Covid-19" - skomentował dr Sutkowski.

"Moim zdaniem, jeżeli istnieje pewne przesunięcie w raportach, lepiej byłoby podawać - obok tej liczby dziennej - średnią z tygodnia, dodatkowo z liczbą zgonów w danym tygodniu na inne choroby. Wówczas mielibyśmy pełen obraz sytuacji" - stwierdził ekspert.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-w-poniedzialek-29-zgonow-na-covid-19-dzisiaj-565-ekspert-jes,nId,4957437

Szwecja: 85-latek zmarł dzień po zaszczepieniu na Covid-19
30 grudnia (18:40)

Władze regionu Kalmar na południu Szwecji poinformowały o pierwszym w tym kraju przypadku zgonu osoby, która została zaszczepiona przeciw Covid-19. 85-letni mężczyzna, cierpiący na liczne choroby, zmarł dzień po przyjęciu szczepionki.

Jak podkreślono w komunikacie, osoba w podeszłym wieku, która mieszkała w domu opieki w Kalmarze i miała wiele chorób, zmarła prawdopodobnie w wyniku zatrzymania krążenia.

Region Kalmar przekazał Szwedzkiej Agencji ds. Produktów Medycznych, że mogła zajść "możliwość wystąpienia skutków ubocznych szczepionki". Tego typu zgłoszenie jest rutynowym działaniem. Biorąc pod uwagę obawy, jakie mogą wystąpić w odniesieniu do szczepień przeciw Covid-19, ważne jest, abyśmy postępowali w sposób otwarty i zgodnie z prawem - podkreślił Mattias Alvunger z regionu Kalmar.

Według Alvungera skutków ubocznych szczepionki Pfizer i Biontech nie zaobserwowano u innych osób w regionie. Jak dodał, szczepienia pensjonariuszy domów opieki, którzy są w Szwecji grupą priorytetową, będą przebiegały zgodnie z planem.

W Szwecji szczepienia na Covid-19 rozpoczęły się w niedzielę, a pierwszą zaszczepioną osobą była 91-letnia mieszkanka domu opieki w Mjoelby. W pierwszych dniach szczepionkę przyjęło ok. 5 tys. osób.
Źródło: RMF FM/PAP

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/europa/news-szwecja-85-latek-zmarl-dzien-po-zaszczepieniu-na-covid-19,nId,4957790

Zmiana w użytkowaniu szczepionki. Więcej dawek z jednej fiolki
Opracowanie: Sara Bounaoui 30 grudnia (20:30)

Pozyskanie i podanie sześciu dawek szczepionki przeciwko Covid-19 z jednej fiolki Comirnaty jest optymalne, dopuszczalne i bezpieczne – poinformowało w środę Ministerstwo Zdrowia.

Komunikat udostępniony PAP został wydany w związku z wątpliwościami środowiska medycznego dotyczącymi informacji zamieszczonych w Charakterystyce Produktu Leczniczego (ChPL) Comirnaty, zgodnie z którymi po rozcieńczeniu jedna fiolka produktu leczniczego Comirnaty zawiera 5 dawek szczepionki, pomimo iż w praktyce z jednej fiolki można uzyskać nawet do 7 dawek szczepionki.

Producent określił w ChPL, że po rozcieńczeniu jedna fiolka zawiera 5 dawek po 0,3 ml.

Istotne jest to, że nie można łączyć ewentualnych pozostałości leku z różnych fiolek.

W opinii Ministra Zdrowia oraz Konsultanta Krajowego do spraw farmacji szpitalnej pozyskanie i podanie sześciu dawek z jednej fiolki produktu jest optymalne, dopuszczalne i bezpieczne. przekazał resort.

W opinii Ministra Zdrowia oraz Konsultanta Krajowego do spraw farmacji szpitalnej pozyskanie i podanie sześciu dawek z jednej fiolki produktu jest optymalne, dopuszczalne i bezpieczne - poinformowało ministerstwo.

Resort zaznaczył, że w Stanach Zjednoczonych Ameryki i w Wielkiej Brytanii dopuszcza się podanie sześciu dawek z jednej fiolki. MZ przekazało ponadto, że Europejska Agencja Leków pracuje już nad oficjalną zmianą w tym zakresie.

Reasumując należy wskazać, że w Polsce również za dopuszczalne uznać należy i rekomenduje się podanie 6 dawek z jednej fiolki, przy zastrzeżeniu, że każdorazowo pacjent musi otrzymać pełną dawkę leku Comirnaty, czyli 0,3 ml - podało ministerstwo.

Prezes krakowskiego szpitala: Szkoda, że nie wykorzystujemy całej zawartości fiolki

Z jednej fiolki mogłoby być sześć, a nie pięć dawek szczepionki - przekonywał  prezes Szpitala Specjalistycznego im. Ludwika Rydygiera w Krakowie Artur Asztabski. Po dotychczasowych szczepieniach widzimy, że w fiolce pozostaje zawartość jeszcze ok. 0,5 ml preparatu, który mógłby stanowić jeszcze jedną, czyli szóstą dawkę. Zaleca się jednak, aby zawartość fiolki była rozłożona na pięć dawek. Przyznam szczerze, że szkoda, że nie wykorzystujemy całej zawartości fiolki - powiedział.

Do końca stycznia do Polski powinno trafić 1,5 mln dawek.

Zgodnie z środowymi zapowiedziami prezesa Agencji Rezerw Materiałowych Michała Kuczmierowskiego, tygodniowo Polska będzie otrzymywać ok. 300 tys. szczepionek. Dystrybuowanych będzie połowa z nich. Druga połowa trafi do lodówek jako druga dawka dla już zaszczepionych.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/szczepienia-przeciw-covid19/news-zmiana-w-uzytkowaniu-szczepionki-wiecej-dawek-z-jednej-fiolk,nId,4957841
« Ostatnia zmiana: Grudzień 31, 2020, 01:39 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #31 dnia: Grudzień 26, 2020, 23:19 »
Odkryto gen chroniący przed ciężkim przebiegiem Covid-19
Opracowanie: Sara Bounaoui 29 grudnia (15:06)

Białko kodowane przez gen odziedziczony po neandertalczykach może chronić przed ciężkim przebiegiem choroby COVID-19 – wykazały badania kanadyjskich specjalistów. Dzięki temu odkryciu jest szansa na opracowanie leku skutecznego w leczeniu zakażenia wywołanego przez koronawirusa SARS-CoV-2 - informuje medyczna strona internetowa medRxiv.

Specjaliści McGill University w Montrealu twierdzą, że przed ciężkim przebiegiem choroby i zgonem chroni białko o nazwie OASI. Uczestniczy ono w reakcji odpornościowej organizmu uruchamianej w odpowiedzi na zakażenie. Gdy jest wytwarzane w większych ilościach, pozwala skutecznie zwalczyć wirusa SARS-CoV-2.

Gen kodujący białko OASI pochodzi od neandertalczyków. Brent Richards z Jews General Hospital oraz McGill University twierdzi, że wcześniej występował on u naszych przodków zamieszkujących Afrykę Subsaharyjską. Zatracił go jednak homo sapiens, który wyemigrował na kontynent europejski. Gen ten przez część populacji został jednak odzyskany po zmieszaniu się z neandertalczykiem, który zamieszkiwał na terenie Europy przed ponad 40 tys. lat.

Okryto także gen, który wpływa na cięższy przebieg Covid-19

 Nie jest to jedyny gen, który odziedziczyliśmy po neandertalczykach, jaki wpływa na reakcję odpornościową w razie zetknięcia z koronawirusem SARS-CoV-2. Na początku października "Nature" informowało o odkryciu fragmentów DNA, które z kolei zwiększają podatność na ciężki przebieg Covid-19. Wykazano, że pochodzą od neandertalczyków, z którymi homo sapiens skrzyżował się przed 60 tys. lat.

Sugerują to badania, jakie przeprowadził słynny szwedzki genetyk ewolucyjny prof. Svante Paabo, który tym razem kierował zespołem Uniwersytetu Technicznego na Okinawie w Japonii. Zbadano ponad 3 tys. pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiego przebiegu Covid-19. U niektórych z nich w jednym z fragmentów chromosomu 3 odkryto - jak to określono - "wariant genetyczny", który trzykrotnie zwiększa ryzyko użycia wentylacji mechanicznej.

Zbadano, że zidentyfikowany wariant genetyczny niejednolicie występuje w populacji azjatyckiej. W Południowej Azji odziedziczyła go aż połowa ludności, natomiast w Azji Wschodniej prawie nie występuje.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-odkryto-gen-chroniacy-przed-ciezkim-przebiegiem-covid-19,nId,4955463

Nowe powikłania po COVID-19. Czy parkinsonizm może świadczyć o tym, że przeszliśmy zakażenie koronawirusem?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 28 XII

Problemy z mówieniem i pisaniem, drżenie rąk - u chorych po przejściu COVID-19 zaobserwowano kolejne nietypowe objawy przypominające zespół Parkinsona. Czy zakażenie koronawirusem może doprowadzić do rozwoju parkinsonizmu wyjaśnia neurolog prof. Konrad Rejdak, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

1. Czy koronawirus może wywoływać chorobę Parkinsona?

Czasopismo naukowe "The Lancet" opisuje nowe powikłania, które pojawiają się u chorujących na COVID-19. Przypominają one zespół Parkinsona. Zaobserwowano je m.in. u 35-latki z Brazylii, która niedługo po przejściu zakażenia koronawirusem zaczęła zauważać u siebie zaburzenia mowy i spowolnienie ruchów. Podobne objawy stwierdzono również u 45-letniego mężczyzny z Izraela, który z powodu duszności i bólu w klatce piersiowej w przebiegu COVID-19 był leczony w szpitalu. Po trzech tygodniach od przejścia choroby pojawiły się u niego zupełnie nowe, niepokojące dolegliwości. Zaczęły mu drżeć ręce, miał problemy z mówieniem i pisaniem, nie był w stanie wysłać nawet krótkiej wiadomości SMS. Z kolei w Meksyku opisano przypadek 58-latka, u którego wystąpiło drżenie i zaburzenie ruchu gałek ocznych. To nie jedyne przypadki, w których pacjenci zgłaszają tego typu powikłania, które pojawiają się kilka tygodni po przejściu COVID-19. Wszystkie z wymienionych dolegliwości przypominają objawy choroby Parkinsona.

- Objawy zespołu parkinsonowskiego mogą być wywoływane różnego typu uszkodzeniami, m.in. przez zatrucia, niektóre leki, urazy mózgu albo niedokrwienie mózgu. Chodzi o uszkodzenie konkretnych struktur mózgowia, bez względu na przyczynę tego uszkodzenia. Jeśli chodzi o wirusy, to wiemy, że mało z nich może wywoływać takie objawy, ale skoro w przypadku SARS-CoV-2 mamy do czynienia z wirusem neurotropowym, który rzeczywiście trafia do struktur układu nerwowego, w tym pnia mózgu, to tam może dojść do uszkodzenia komórek nerwowych i wywołania wtórnie objawów parkinsonowskich, ale należy to nazywać poinfekcyjnym zespołem parkinsonowskim - tłumaczy prof. Konrad Rejdak, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, szef kliniki neurologii SPSK4 w Lublinie.

2. Parkinsonizm - nowy zespół symptomów po COVID-19

Prof. Konrad Rejdak zwraca uwagę na to, że trzeba odróżnić objawy parkinsonizmu wtórnego od samej choroby Parkinsona, ze względu na różne typy uszkodzenia mózgu. Jego zdaniem w przypadku powikłań po COVID możemy mówić na razie wyłącznie o parkinsonizmie.

- Oczywiście ostra infekcja wirusowa może doprowadzić do uszkodzenia struktur mózgowych, tu chodzi o substancję czarną w śródmózgowiu, gdzie oczywiście możemy wywołać objawy przypominające chorobę Parkinsona, ale wtedy nazywamy to nie chorobą, tylko zespołem parkinsonowskim, jako wynik uszkodzenia mózgu - mówi prof. Rejdak.

- Jest możliwe, że ostra infekcja wyzwala objawy choroby Parkinsona u osoby, która tę chorobę już ma, a na przykład była jeszcze w fazie przedklinicznej. W tym momencie nie można powiedzieć, że przebycie COVID-19 wywołuje sensu stricto chorobę Parkinsona, która ma przebieg powolny, narastający, w związku z zamieraniem neuronów - dodaje ekspert.

3. COVID-19 a choroba Parkinsona

W październiku w "Journal of Parkinson's Disease" ukazała się praca neurobiologa Kevina Barnhama z Florey Institute of Neuroscience & Mental Health w Australii, który ostrzegał, że kolejna fala pandemii COVID-19, może doprowadzić do późniejszego wzrostu liczby przypadków choroby Parkinsona, opierając się na doświadczeniach z przeszłości.

"Możemy wyciągnąć wnioski z konsekwencji neurologicznych, które nastąpiły po pandemii grypy hiszpańskiej w 1918 r." – tłumaczył dr Barnham.

Występowanie zespołu parkinsonowskiego po przejściu COVID-19 potwierdza wcześniejsze przypuszczenia naukowców. Prof. Rejdak przypomina, że sama choroba Parkinsona jest chorobą neurozwyrodnieniową o nieznanej przyczynie. Ekspert zwraca uwagę na kilka zbieżności w obu schorzeniach, m.in. utratę węchu i smaku.

- Rzeczywiście jednym z charakterystycznych objawów choroby Parkinsona, szczególnie we wczesnej fazie, jest u wielu chorych utrata węchu i smaku, stąd pojawiły się skojarzenia do sytuacji pacjentów zakażonych SARS-CoV-2, u których też takie objawy występują. Niektórzy eksperci na świecie zaczęli postulować, że trzeba poszukiwać mechanizmów, które mogłyby doprowadzić do uszkodzenia komórek nerwowych i wywołania objawów różnych chorób w tym parkinsonizmu i zaburzeń poznawczych. Na tę chwilę żadnych takich dowodów nie mamy, ale od wieków w neurologii doszukujemy się udziału wirusów, bakterii, czy grzybów jako czynników sprawczych wielu chorób neurologicznych, a choroby neurozwyrodnieniowe pozostają tą niewyjaśnioną zagadką. Dochodzi w nich do nieprawidłowego odkładania się białek w mózgu, ale nie wiemy, co inicjuje ten proces. Jest taka teoria, że te białka nabierają właściwości "zakaźnych" i w ten sposób rozprzestrzeniają się w mózgu - tłumaczy neurolog.

Ekspert zapewnia, że konieczne są dalsze obserwacje osób, które przeszły COVID-19 zwłaszcza, że choroby neurozwyrodnieniowe rozwijają się bardzo wolno, więc teoretycznie powikłania mogą się pojawić nawet po wielu latach.

- Pamiętajmy, że w przypadku chorób neurozwyrodnieniowych jest taka faza przedkliniczna, gdzie już dochodzi do zamierania neuronów, a w ogóle pacjent tego nie odczuwa, nie można też tego wychwycić w badaniach np. obrazowania mózgu, a ta śmierć komórkowa już się zaczyna toczyć. W chorobie Parkinsona zaczynamy odczuwać objawy, gdy zostanie krytyczna ilość 10-20 proc. neuronów, co pokazuje dramatyzm sytuacji. Wtedy nie można już tej choroby zatrzymać, bo większość komórek zginęła bezpowrotnie. Wciąż trwają poszukiwania metod wczesnego wykrywania tychże chorób, jeszcze w tym okresie przedklinicznym - podsumowuje prof. Rejdak.

https://portal.abczdrowie.pl/nowe-powiklania-po-covid-19-czy-parkinsonizm-moze-swiadczyc-o-tym-ze-przeszlismy-zakazenie-koronawirusem

Czy mogę się zaszczepić na COVID planując ciążę?
Maria Krasicka 29 XII

Wiele kobiet planujących ciążę zastanawia się, czy może się zaszczepić na koronawirusa. Oficjalne stanowisko producenta szczepionki mówi jasno o przeciwskazaniach dla ciężarnych, ale nikt nie mówi, co mają zrobić kobiety, które dopiero się przygotowują do zajścia w ciążę. Zapytaliśmy ekspertów, co sądzą na ten temat.

1. Kobiety planujące ciążę mogą się zaszczepić na koronawirusa?

W rozmowie z WP Parenting dr Michał Domaszewski, specjalizujący się w medycynie rodzinnej, zalecił zapoznanie się z dokumentem opublikowanym przez Ministerstwo Zdrowia. Charakterystyka produktu leczniczego, jakim jest szczepionka na koronawirusa, mówi o wszystkich zaleceniach i przeciwwskazaniach, jakie do tej pory odnotowano. Czy dokument ten rozwiewa wątpliwości dotyczące szczepienia kobiet starających się o dziecko?

- W ciąży albo się jest, albo nie. W związku z tym kobieta, która dopiero planuje, to jeszcze nie jest w ciąży i nie ma żadnych przeciwwskazań do szczepienia - mówi dr Domaszewski.

Czy kobiety planujące ciążę powinny się zaszczepić? Czy szczepionka na koronawirusa nie koliduje z terapią hormonalną?

- Charakterystyka produktu leczniczego, tej szczepionki, mówi jasno, że wiele interakcji z lekami po prostu nie zostało sprawdzonych. Jednak nie można się opowiedzieć po żadnej ze stron. Szczepionka jest potrzebna, a każdy przypadek jest analizowany indywidualnie – dodaje.

Dr Michał Sutkowski w Q&A dotyczącym szczepionki na koronawirusa zaznaczył, że kobiety w ciąży nie mogą się szczepić. Kobiety, które planują ciążę w najbliższym czasie, też powinny się wstrzymać z decyzją o szczepieniu.

- Powodem nie jest niebezpieczeństwo, tylko brak badań w tym kierunku, a jak nie prowadzono badań, to nie można tego rozwiązania rekomendować – zaznacza specjalista.

Co zatem zrobić powinna kobieta, która obawia się szczepionki? Eksperci są zgodni: przed zaszczepieniem wykonać badania i upewnić się, czy już nie spodziewa się dziecka.

2. Koronawirus a ciąża

Naukowcy z WHO i Centre for Global Women's Health przy Uniwersytecie w Birmingham przeanalizowali wyniki 77 różnych badań na temat wpływu koronawirusa na ciążę. Z ich analizy wynika, że u ciężarnych kobiet zarażonych SARS-CoV-2 ciężkie objawy zakażenia występują rzadziej niż w przypadku kobiet niebędących w ciąży.

Jak zaznacza prof. Shakila Thangaratinam, może to wynikać z tego, że ciężarne udające się na kontrolne badania są testowane pod kątem zakażenia, podczas gdy kobiety niebędące w ciąży mają przeprowadzany test dopiero gdy wystąpią pierwsze objawy.

Naukowcy z Pregnancy Research Ethics for Vaccines, Epidemics and New Technologies (PREVENT) współpracujący z Johns Hopkins Univeristy również przeprowadzili badania na ten temat oraz ewentualnej szczepionki dla ciężarnych.

"Do początku 2021 r. będziemy mieć więcej danych na temat wpływu koronawirusa na ciążę. Jeśli wirus stanowi poważne zagrożenie dla kobiet w ciąży, możliwe jest, że ciężarnym zaproponowana zostanie wcześniejsza szczepionka" – powiedziała dr Ruth Faden.

https://parenting.pl/czy-moge-sie-zaszczepic-na-covid-planujac-ciaze

Long COVID. Dlaczego nie wszyscy zakażeni koronawirusem wracają do zdrowia?
Tatiana Kolesnychenko 29 XII

Większość pacjentów zdrowieje w ciągu dwóch tygodni. Nie wszyscy jednak mają tyle szczęścia. Dla części osób COVID-19 oznacza trwającą miesiącami walkę o powrót do zdrowia. Pacjenci doświadczają paraliżującego zmęczenia i uporczywego bólu. Lekarze nazywali to zjawisko long COVID.

1. Czym jest długi COVID?

Annette Shelford, instruktorka fitness z Cambridge, jest jedną z najdłużej chorujących na COVID osób na świecie. Do marca tego roku była okazem zdrowia, gdy nagle potwierdzono u niej COVID-19.

48-latka nie miała ciężkich objawów jak zapalenie płuc czy niewydolność oddechowa. Nie potrzebowała nawet hospitalizacji. Doświadczyła natomiast silnego bólu w całym ciele, problemów żołądkowo-jelitowych, refluksu, drżenia i pieczenia stóp oraz dłoni, migreny, zapalenia zatok, migotania w oczach. Minęło już ponad pół roku, a kobieta, która kiedyś uprawiała wspinaczkę górską, wciąż musi korzystać z wózka inwalidzkiego, ponieważ nie ma siły poruszać się na własnych nogach.

Annette Shelford zmaga się z long COVID od marcaAnnette Shelford zmaga się z long COVID od marca (Facebook)
Lekarze powiedzieli Annette Shelford, że jej objawy to zapewne post-COVID albo long COVID. Żadna z tych nazw nie jest obecnie jednostką kliniczną, ale naukowcy i lekarze używają ich, aby opisać historie pacjentów, którzy po zakażeniu koronawirusem potrzebowali wielu miesięcy, aby powrócić do pełnej sprawności.

W większości przypadków long COVID obserwuje się u osób, które doświadczyły ciężkiego przebiegu choroby i wymagały hospitalizacji, zwłaszcza na oddziałach intensywnej terapii. Często w takich przypadkach wypisanie ze szpitala oznacza dopiero początek długiego procesu rekonwalescencji.

Badania jednak pokazują, że long COVID może dotykać osoby, które przeszły zakażenie łagodnie. Naukowcy z King's College London przeanalizowali historie choroby ponad 4 tys. pacjentów z potwierdzonym COVID-19 ze Szwecji, Wielkiej Brytanii i USA. Okazuje się, że co piąty badany zgłaszał złe samopoczucie nawet po czterech tygodniach od przebytej infekcji. 190 pacjentów wciąż skarżyło się na uciążliwe objawy po upływie dwóch miesięcy, a po trzech miesiącach około 100 osób było w złej kondycji.

Najczęstszymi objawami, które zgłaszali pacjenci, było paraliżujące zmęczenie, ból głowy i ciała, duszności. W dodatku wielu pacjentów doświadcza problemów ze zdrowiem psychicznym, co tylko dodatkowo utrudnia powrót do sprawności fizycznej. U osób, które przeszły COVID-19, często występuje depresja, stany lękowe, a nawet zespół stresu pourazowego.

2. Long COVID a fibromialgia

Jak opowiada dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, w Polsce przypadki long COVID są dosyć rzadkie.

- Zdecydowana większość pacjentów przechodzi zakażenie koronawirusem w lekkiej formie i wraca do zdrowia już po kilku tygodniach - opowiada Michał Sutkowski. - Niestety, u części pacjentów uciążliwe objawy mogą utrzymywać się przez dłuższy czas - podkreśla.

Rekonwalescencja chorego na COVID-19Rekonwalescencja chorego na COVID-19 (Getty Images)
Lekarz zaznacza, że czasami objawy long COVID mogą przypominać fibromialgię, która powoduje przewlekły ból mięśni i stawów. Jest to też tajemnicza choroba, ponieważ do końca nie wiadomo, czy jej podłoże jest reumatologiczne, czy psychiczne i neurologiczne. Nie jest też pewne, czy jest formą depresji, czy raczej predysponuje do zachorowania na nią.

- Niektórzy pacjenci, którzy przeszli COVID-19, mają podobne objawy - ból w całym ciele, zmęczenie, osłabienie, senność - opowiada dr Sutkowski.

3. Co powoduje, że chorujemy tak długo?

Naukowcy wciąż nie wiedzą, jakie są przyczyny wystąpienia long COVID. W przypadku pacjentów po ciężkim przebiegu choroby można to wytłumaczyć wystąpieniem powikłań.

Niedawne badanie przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazało, że prawie połowa pacjentów skarżyła się na napady duszności nawet sześć tygodni po wypisaniu ze szpitala. Po 12 tygodniach na duszność narzekało 39 proc. pacjentów. Jedna trzecia hospitalizowanych doznała powikłań kardiologicznych.

Jednak zdecydowanie trudniej jest wytłumaczyć przyczyny long COVID u osób, które przeszły zakażenie w sposób łagodny. Obecnie na świecie trwają liczne badania nad długofalowym wpływem SARS-CoV-2 na ludzki organizm. Naukowcy mają najróżniejsze teorie. Jedne zakładają, że koronawirus bezpośrednio infekuje wiele różnych komórek i wywołuje nadaktywną odpowiedź immunologiczną, która może objawić się w postaci różnych schorzeń.

Istnieją dowody, że COVID-19 może powodować zmiany w mózgu, których następstwem mogą być objawy neurologiczne, w tym przewlekle zmęczenie i ból. Część naukowców uważa, że SARS-CoV-2 powoduje również "dziwne" zmiany we krwi, w tym nieprawidłowe krzepnięcie. Jeszcze inna teoria zakłada, że wirus może uszkadzać małe naczynia krwionośne, które dostarczając tlen i składniki odżywcze do tkanek, powodując ich przedwczesne starzenie się. Tina Peers, lekarka z Wielkiej Brytanii, która leczy kobiety z nietolerancją histaminy, uważa, że symptomy long COVID przypominają reakcję alergiczną.

- Te objawy są mi bardzo dobrze znane - powiedziała dr Peers w rozmowie z BBC. - Po wirusowym zakażeniu poziom histaminy może wzrosnąć, a u niektórych osób staje się toksyczny. Powoduje masywną reakcję alergiczną organizmu, która może objawiać się migreną, zespołem jelita drażliwego, chronicznym zmęczeniem, zapaleniem zatok i dusznością - wylicza ekspertka.

4. Czy long COVID można wyleczyć?

Obecnie nie ma lekarstwa na COVID-19, a tym bardziej na long COVID. W obu przypadkach stosuje się leczenie objawowe, a pacjent musi pozostawać pod ścisłą opieką lekarza, ponieważ często konieczne są dodatkowe badania.

- W takich przypadkach najpierw wykluczamy ewentualność wystąpienia innych chorób, które mogą dawać takie objawy. Są to choroby onkologiczne, niedoczynność tarczycy, anemia, cukrzyca oraz inne choroby metaboliczne - opowiada dr Sutkowski.

Jeśli żadna z tych diagnoz nie zostanie potwierdzona, pacjentom często pozostaje tylko wypoczynek i zdrowa dieta. W niektórych przypadkach konieczne są konsultacje psychologiczne, które mogą przyśpieszyć powrót do zdrowia.

Jak podkreślają lekarze, większości pacjentów wyleczenie long COVID zajmuje 3-4 miesięcy. W przypadku osób, które były podłączane pod respirator, rekonwalescencja może potrwać nawet rok i dłużej. Nie wiadomo jednak, czy wyleczenie przewlekłego zmęczenia i bólu jest trwałe. Istnieją obawy, że te objawy mogą nawracać przy okazji innych chorób, zwłaszcza infekcji wirusowych.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-czym-jest-long-covid
« Ostatnia zmiana: Grudzień 31, 2020, 21:44 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #32 dnia: Grudzień 27, 2020, 23:54 »
85-latek zmarł po szczepieniu na COVID. "To zbieg okoliczności"
Maria Krasicka 31 XII

Polskie media podały informację o śmierci 85-letniego mężczyzny, który zmarł dzień po szczepieniu na koronawirusa. Jednak ta wiadomość to jedynie pożywka dla antyszczepionkowców. Mężczyzna był w podeszłym wieku i miał wiele chorób współistniejących. "Naprawdę nie podejrzewamy, że ma to związek ze szczepionką" - mówi główny lekarz POZ (primarvard) Mattias Alvunger.

1. Szczepionka na koronawirusa

Władze szwedzkiego Kalmar opublikowały informację o śmierci 85-latka, która nastąpiła dzień po zaszczepieniu go przeciwko COVID-19. Mężczyzna miał wiele chorób współistniejących i zmarł z powodu zatrzymania krążenia. Specjaliści zaznaczają, że zgon nie był spowodowany szczepieniem. Mimo to lekarz prowadzący, był zobowiązany do poinformowania szwedzkiej Agencji Produktów Medycznych o tym przypadku.

"Zgłoszenie tego przypadku do Agencji Produktów Medycznych jest rutynowym działaniem. Biorąc pod uwagę obawy, które mogą istnieć w szczególności w odniesieniu do szczepień wirusowych, niezwykle ważne jest, abyśmy postępowali zgodnie ze wszystkimi procedurami" - mówi główny lekarz POZ dr Mattias Alvunger.

Jak dodaje, poza niewielkim odstępem czasu, nie ma dowodów na istnienie związku między szczepieniem a śmiercią tego mężczyzny. Seniorzy są grupą podwyższonego ryzyka, w której zdarzają się choroby i zgony, częściej niż w młodszych grupach

"Nie podejrzewamy, że ma to cokolwiek wspólnego ze szczepionką. To zbieg okoliczności. Jednak sam fakt, że wydarzyło się to w bliskim czasie, jest wystarczającym powodem, abyśmy o tym poinformowali" - mówi.

2. Szczegółowe badania

Prof. Matti Sällberg z Karolinska Institutet, który bada szczepionki, odwołał się do Agencji Produktów Medycznych w celu uzyskania szczegółowych informacji na temat tego konkretnego przypadku. Jednak, jak mówi to normalne, że może się zdarzyć, że ktoś, kto został zaszczepiony, zachoruje lub nawet umrze.

"Rzadko się zdarza, abyśmy mieli zupełnie nowe szczepionki, w których od razu szczepi się grupy największego ryzyka, takie jak osoby starsze i bardzo schorowane. To bardzo wrażliwe grupy, które niezależnie od szczepionki mają zwiększone ryzyko zachorowania lub śmierci" - mówi prof. Matti Sällberg.

Zaznacza również, że bardzo ważne jest, aby jak najszybciej dowiedzieć się, czy istnieje jakikolwiek związek ze szczepionką.

"Mimo że badania wykazały, że szczepionka jest bezpieczna, nigdy nie można wykluczyć działań niepożądanych dla danego przypadku" – dodaje.

Szczepienia na koronawirusa w Szwecji rozpoczęły się w niedzielę, 27 grudnia. Do tej pory zaszczepiono już ponad 5 tys. osób. U żadnej z nich nie zaobserwowano skutków ubocznych po podaniu szczepionki Pfizer i Biontech. Według Alvungera, szczepienia grupy priorytetowej, jaką są seniorzy, przebiegają zgodnie z planem.

https://portal.abczdrowie.pl/85-latek-zmarl-po-szczepieniu-to-zbieg-okolicznosci

Amantadyna skuteczna w leczeniu koronawirusa? Ruszają badania
LUIZA PASTUSZKA 31 XII

Amantadyna lekiem na COVID-19? Ruszają badania kliniczne. Gotowy jest już protokół badań, czyli sposób, w jaki lekarze będą testować skuteczność leku.

O sprawie informuje "Nasz Dziennik". Gazeta podkreśla jednocześnie, że w dalszym ciągu nie wiadomo, które ośrodki naukowe dołączą do badań klinicznych. Lista ma być nadal otwarta, a jako pierwszy zgodę na przeprowadzenie doświadczeń Agencji Badań Medycznych uzyskać miał ośrodek lubelski pod przewodnictwem prof. Konrada Rejdaka, kierownika Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie i prezesa elekta Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

- Nawiązaliśmy współpracę z prestiżowym ośrodkiem - z warszawskim szpitalem MSWiA. Chcemy podjąć współpracę z innymi ośrodkami w kraju, podjęliśmy już wstępne rozmowy - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prof. Konrad Rejdak, dodając, że obecnie finalizowana jest dokumentacja badań, aby możliwie jak najszybciej przeprowadzić badanie kliniczne i znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania.

Amantydyna. Burza ws. leku

Przypomnijmy, że burza w sprawie amantadyny i stosowania tego leku na COVID-19 trwa od października. Wywołały ją publikacje dr. Włodzimierza Bodnara z Przemyśla, który twierdzi, że wyleczył amantadyną samego siebie oraz ponad setkę pacjentów. W rozmowie z WP powiedział, że podobnie jak on postępują inni lekarze.

Skuteczność amantadyny w walce z koronawirusem nie została potwierdzona dotychczas badaniami klinicznymi. W związku z tym wielu ekspertów ostrzega przed użyciem leku, dla którego nadal nie ma oficjalnych wskazań do leczenia COVID-19.

https://wiadomosci.wp.pl/amantadyna-skuteczna-w-leczeniu-koronawirusa-ruszaja-badania-6592101427809088a

Szczepionka na raka. Przełom w walce z nowotworami
MDO 31.12.2020 8:47

Każdego roku mnóstwo osób umiera na raka. Niestety, wciąż nie ma recepty na skuteczne rozprawianie się z nowotworami. Pomóc mogłaby szczepionka, nad której wynalezieniem pracuje wielu naukowców.

"Spiegel" ocenia, że szczepionka na koronawirusa może przynieść szereg korzyści. Przede wszystkim jest szansa, że dzięki niej uda się zażegnać kryzys związany z koronawirusem. Z drugiej strony, wynalezienie szczepionki na COVID-19 może odmienić stosowanie szczepień.

Dlaczego? Jest to spowodowane tym, że szczepionka na COVID-19 jest nowatorskim preparatem wykorzystującym mRNA.

Naukowcy spoglądają na ten temat z dużym optymizmem. Norbert Pardi z University of Pensylvania w Filadelfii mówi w rozmowie ze "Spieglem", że "to fantastycznie, że szczepionka mRNA jest tak dobra". Później ocenia, że jeśli jej skuteczność się potwierdzi, to "w nadchodzących latach będzie prawdopodobnie coraz więcej dopuszczonych szczepionek mRNA przeciwko nowotworom i chorobom zakaźnym”.

Szczepionka na raka. Będzie przełom?

Naukowcy od lat zastanawiają się, jak skonstruować szczepionkę na raka. Preparat na COVID-19 może nakierować ich na właściwe tory.

Co więcej, już pojawiły się preparaty, które mogą przeciwstawiać się rakowi. Odpowiedzialna jest za nie firma Biontech. Oczywiście na razie nie ma mowy o stuprocentowej skuteczności, ale testy wykazały, że preparat może cofać rozwój np. czerniaka skóry.

https://www.o2.pl/zdrowie/szczepionka-na-raka-spiegel-przekazal-optymistyczne-informacje-6592097637002048a

Koronawirus w Polsce. Jak potoczy się epidemia w 2021 roku? Dwa scenariusze
JULIA THEUS 31 XII

Koronawirus w Polsce. Trzecia fala pandemii nadejdzie w 2021 roku? Połowa Polaków narazi kraj na kolejny lockdown? A może masowe szczepienia pozwolą nam go uniknąć? Przebieg pandemii w w rozmowie z Wirtualną Polską analizuje dr Rafał Mostowy, biolog chorób zakaźnych z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Mija 10 miesiąc epidemii koronawirusa w Polsce. Łączna liczba zakażeń na terenie całego kraju to już ponad 1, 2 miliona. Z powodu COVID-19 od początku pandemii zmarło ponad 28 tys. osób. Aktywnych przypadków zakażeń mamy ponad 230 tys. Liczba ozdrowieńców wynosi ponad milion.

Kraj cały czas objęty jest zaostrzonymi restrykcjami, które dotyczą m.in. nocy z 31 grudnia 2020 roku na 1 stycznia 2021 roku. Rząd apeluje, by Polacy od godziny 19 ostatniego dnia roku do 6 rano 1 stycznia się nie przemieszczali.Wycofał się z zakazu, ale nie zmienił rozporządzenia. O kontrowersjach związanych z wprowadzeniem "godziny policyjnej" w Polsce pisaliśmy tutaj.

Zamknięte w Polsce pozostają restauracje, hotele, siłownie oraz kluby fitness. Sklepy działają w zaostrzonym rygorze sanitarnym, a szkoły funkcjonują w trybie zdalnym.

Pod koniec grudnia rozpoczęły się szczepienia przeciwko COVID-19. Jako pierwsi przyjmują je pracownicy służby zdrowia w tzw. szpitalach węzłowych.

Jak pandemia koronawirusa będzie przebiegać w 2021 roku? Czy czeka nas trzecia fala koronawirusa? Czy szczepionki na COVID-19 pozwolą nam jej uniknąć? Zapytaliśmy o to dr Rafała Mostowego, biologa chorób zakaźnych z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Przebieg pandemii w 2021 roku będzie zależał tylko od nas samych. Mamy przynajmniej trzy skuteczne szczepionki na COVID-19 i będziemy mogli zacząć z nich korzystać. To, jak szybko się zaszczepimy, zdeterminuje przebieg pandemii, zadecyduje o tym, czy będzie trwać dalej, czy ją zredukujemy - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską dr Rafał Mostowy.

Koronawirus w Polsce w 2021 roku. Czeka nas jeden z dwóch scenariuszy

Ekspert uważa, że jeżeli w 2021 roku Polacy chcą wrócić do normalności, to muszą osiągnąć odporność populacyjną właśnie przy pomocy szczepionki. - Choroby zakaźne przemieszczają się łańcuchami, jedna osoba zakaża kolejną, a tamta przenosi wirusa na kilka kolejnych osób. Musimy dążyć do tego, aby zaszczepić na tyle dużo osób, żeby koronawirus przestał się rozprzestrzeniać - mówi biolog chorób zakaźnych. Jego zdaniem, do "normalności" będziemy mogli wrócić, jeżeli zaszczepi się około 60-70 proc. populacji.

Na początku - zdaniem dr Mostowego - zaszczepione powinny zostać osoby, które znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka, czyli osoby starsze oraz te, które cierpią na inne schorzenia. Bo po 70. roku życia ryzyko zgonu przy zakażeniu COVID-19 mocno rośnie.

- Osoby poniżej 18 roku życia na razie nie mogą się szczepić, dlatego stoimy przed dużym wyzwaniem, aby osiągnąć poziom odporności populacyjnej - mówi dr Mostowy. I zaznacza, że oznacza ona około 50-70 proc. społeczeństwa.

Według dr Mostowego, jeżeli w nadchodzącym roku uda się zaszczepić ponad 20 mln osób w Polsce, to trzecia fala pandemii nas ominie. - Mogą czekać nas wtedy jednak lokalne wybuchy epidemii koronawirusa - tłumaczy ekspert.

Koronawirus w Polsce w 2021 roku. Połowa Polaków narazi kraj na kolejną falę epidemii?
Dr Mostowy zwraca uwagę, że 50 proc. Polaków deklaruje niechęć do szczepienia, myśląc, że powikłania po szczepieniu mogą być większe niż po zakażeniu. Pokazuje to sondaż IBRiS przeprowadzony kilka dni temu dla "Rzeczpospolitej". Według niego, zwolenników szczepień w Polsce jest niemal tyle samo, co ich przeciwników. Pisaliśmy o tym tutaj.

Dr Mostowy podkreśla, że jeżeli połowa Polaków rzeczywiście się nie zaszczepi, to odporność społeczeństwa będzie trudna do osiągnięcia. A wtedy scenariusz na rok 2021 będzie zupełnie inny. - Epidemia koronawirusa nie wyhamuje i będzie nas czekała w przyszłym roku trzecia fala oraz dalsze lockdowny - przewiduje ekspert.

Szczepionka na koronawirusa - jak wyjaśnia WP dr Mostowy - to nowa technologia szczepień mRNA, która wykazuje najlepsze wyniki kliniczne. - Chodzi o to, aby podać pacjentowi materiał genetyczny, małe fragmenciki koronawirusa, które nie są w stanie się w niego zlepić. Nie jest to celowe wywołanie infekcji. To celowe oszukanie naszego organizmu, aby myślał, że ma do czynienia z infekcją, kiedy tak naprawdę nie walczy z prawdziwym patogenem - mówi biolog chorób zakaźnych. - Układ odpornościowy zaczyna produkować wtedy przeciwciała, bo myśli, że organizm jest chory. Dzięki temu, kiedy naprawdę zachorujemy na COVID-19, nasz organizm będzie potrafił się obronić - dodaje.

Koronawirus w Polsce. "Szczepionka jest nowa, ale ważna"

Ekspert tłumaczy, że tempo badań, które zostały przeprowadzone na szczepionce, nie świadczy o tym, że jest ona bardziej wadliwa. A krótki czas, w którym powstała szczepionka, wynika z tego, że nieustannie przybywa nowych zakażeń COVID-19, przez co badanie kliniczne można przeprowadzać szybciej.

Według wirusologów szczepionka na COVID-19 jest szczególnie ważna wśród personelu medycznego. - W szpitalach ma podwójną wagę. Z jednej strony zabezpiecza personel medyczny, a z drugiej osoby, które mają nieustannie kontakt z chorymi - tłumaczy w rozmowie z Wirtualną Polską wirusolog prof. Włodzimierz Gut. - Ubytek służby zdrowia może spowodować tragiczne skutki, dlatego tak ważne jest, aby jej pracownicy byli bezpieczni. Szczepionki ochronią przed zakażeniem również pacjentów, dla których koronawirus może oznaczać wyrok śmierci - dodaje.

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-w-polsce-jak-potoczy-sie-epidemia-w-2021-roku-ekspert-tlumaczy-6592176639527712a

Koronawirus w Polsce i na świecie. Prof. Szuster-Ciesielska podsumowuje 2020 r. i mówi czego się spodziewać w przyszłym roku
Tatiana Kolesnychenko 28 XII

Pandemia koronawirusa zaskoczyła cały świat, jednak niektóre państwa poradziły sobie z tym wyzwaniem "śpiewająco". Jak było w Polsce? - Za dużo polityki, chaosu i zamieszania. Rząd ciągle wprowadzał nowe rozporządzenia, za którymi ciężko było nadążyć - podsumuwuje rok prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska. Co nas czeka w 2021 r.? Zdaniem wirusolog jest szansa na powrót do normalności. Wszystko jednak będzie zależało od realizacji szczepień przeciw COVID-19.

1. Prof. Szuster-Ciesielskia podsumowuje 2020 rok

2020 rok był jednym z najcięższych w historii polskiej służby zdrowia, która dwukrotnie - najpierw w marcu, potem w listopadzie - otarła się o zapaść. Czy można było tego uniknąć? Czy polska strategia walki z epidemią koronawirusa była słuszna?

Zdaniem prof. Agnieszki Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, największym błędem było upolitycznienie epidemii.

- Początkowo w społeczeństwie panowała mobilizacja. Polacy podchodzili poważnie do obostrzeń. Potem zaczęło się lato, liczba przypadków zakażeń rosła łagodnie, więc pojawiła się pokusa, żeby zbagatelizować zagrożenie, przyjąć, że problem sam się rozwiąże, bez potrzeby podejmowania działań. Niestety, bardzo sprzyjały temu publiczne wypowiedzi o "epidemii w odwrocie" - mówi prof. Szuster-Ciesielskia. - Zdaję sobie sprawę, że Polska, tak jak inne kraje, po raz pierwszy stanęła przed takim wyzwaniem, jak epidemia koronawirusa. W naszym przypadku jednak razi brak spójnej polityki przekazu informacji - podkreśla.

Prof. Szuster-Ciesielskia zwraca uwagę, że obostrzenia związane z epidemią było to wprowadzane, to odwoływane. - Rząd ciągle coś zmieniał, ciężko było za tym nadążyć. To wszystko prowadziło do chaosu i zamieszania. Brak konsekwencji w podejmowanych decyzjach nie przekonuje społeczeństwa do podążania za zaleceniami. Przykładem są już słynne maseczki, które "nie każdy może, nie każdy lubi" nosić (cytat z wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy - przyp. red.) - opowiada ekspertka.

Kolejnym problemem był system kontroli nad epidemią. Zasady testowania i raportowania potwierdzonych przypadków zakażeń były wielokrotnie zmieniane. - Cały ten system okazał się mocno nieprzejrzysty. Pokazał to Michał Rogalski, odkrywając, że w danych nie odnotowano ponad 20 tys. zakażeń - opowiada prof. Szuster-Ciesielska.

Zdaniem wirusolog kluczem do sukcesu i zminimalizowania transmisji wirusa jest oferowanie solidnych i bezpłatnych testów stosownych powszechnie. - Tymczasem w naszym kraju odsetek dodatnich testów mieści się w granicach 30-50 proc. To wyraźnie wskazuje, że wykrywamy tylko czubek góry lodowej. Według wytycznych WHO odsetek pozytywnych wyników testów nie powinien przekraczać 5 proc. - wtedy mamy kontrolę nad epidemią. Obecnie epidemiolodzy ostrzegają przed trzecią falą koronawirusa. Mam nadzieję, że tym razem będziemy przygotowani lepiej, niż dotychczas - uważa prof. Szuster-Ciesielska.

2. Szwedzi zawiedzeni, a Azja poradziła sobie najlepiej

Jak podkreśla prof. Szuster-Ciesielska pandemia koronawirusa zaskoczyła wszystkich na świecie.

- Każde państwo po raz pierwszy mierzyło się z tym problemem i musiało wypracować własne mechanizmy - jakie wdrażać obostrzenia i czy w ogóle je wdrażać? Przykładowo Szwecja przyjęła strategię inną niż cały świat. Propagowała zalecenia, a nie nakazy. Była za to mocno krytykowana i faktem jest, że szwedzki sposób walki z epidemią, nie spełnił oczekiwań. W tym kraju odnotowano ponad 5 razy więcej ofiar śmiertelnych na jednego mieszkańca niż sąsiednia Dania i około 10 razy więcej niż Finlandia czy Norwegia. Wirusolodzy tego kraju uważają, że szwedzka strategia okazała się dramatyczną porażką. Rząd przeprosił obywateli za to, że ich zawiódł – mówi prof. Szuster-Ciesielska.

prof. Szuster-Ciesielskia z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinieprof. Szuster-Ciesielskia z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
Zadaniem wirusolog najlepiej z epidemią koronawirusa poradziła sobie Azja.

- Wynika to w dużej mierze z tego, że te kraje azjatyckie doświadczyły w 2003 roku epidemii SARS. Już wówczas noszenie maseczek stało się standardem. Chiny, Japonia, Korea czy Tajwan mogły zareagować znacznie szybciej, ponieważ istniały już wypracowane mechanizmy, jakich należy przestrzegać w takiej sytuacji. Do tego mieszkańcy Azji są bardziej zdyscyplinowani i posłusznie wykonują polecenia władz. Jednak takie rozwiązania, jak monitorowanie obywateli, a przez to skuteczniejsze wychwytywanie przypadków zakażonych, było nie do przyjęcia przez mieszkańców Zachodniej Europy, którym także trudniej było się przyzwyczaić do stałego noszenia maseczek. Azji pomogło też zamknięcie granic, podczas gdy Europa poszła inną drogą – starano się jak najszybciej znosić ograniczenia z obawy o stan branży turystycznej - wyjaśnia prof. Szuster-Ciesielska.

Profesor również dodaje, że według rankingu opracowanego przez agencję Bloomberga najlepiej, jak dotychczas, z epidemią koronawirusa poradziła sobie Nowa Zelandia, w której od września nie odnotowano żadnego przypadku śmiertelnego z powodu COVID-19.

3. Kiedy powrócimy do normalności?

Jak będzie wyglądał powrót do normalności w Polsce i Europie? Zdaniem prof. Szuster-Ciesielskiej istnieje szansa, że już w 2021 roku powoli zaczniemy wygaszać epidemię koronawirusa.



prof. Agnieszki Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
 
- Zakończenie epidemii koronawirusa w Polsce jest możliwe w trzech przypadkach. Pierwszy zakłada pojawienie się skutecznego leku na COVID-19, ale na to na razie się nie zanosi. Drugi - wytworzenie odporności stadnej poprzez przechorowanie większości społeczeństwa, ale tu pojawia się pytanie jakim kosztem? Już teraz mamy tragiczne liczby zmarłych. Trzecia możliwość, to są powszechne szczepienia i jest to jedyny w obecnych warunkach sposób na zakończenie epidemii. Mamy już skuteczną szczepionkę. Dla osiągnięcia odporności populacyjnej należy jednak zaszczepić przynajmniej 70 proc. społeczeństwa, w tym także ozdrowieńców, u których obecne już przeciwciała nie będą przecież trwały wiecznie – podkreśla prof. Szuster-Ciesielska.

Jak opowiada ekspertka, narodowy program szczepień będzie bardzo czasochłonny, ze względu na logistykę i ogromną liczbę osób, których trzeba poddać szczepieniom.

- Ze względu na wyzwanie logistyczne, konieczność przechowywania szczepionek w niskich temperaturach (-75°C - przyp. red.) i podania dwóch dawek preparatu, najprawdopodobniej szczepienia będą trwały przynajmniej do jesieni. Do tego czasu powinniśmy zadbać o nasze zdrowie i bezpieczeństwo stosując się do przyjętych zasad - nosić maseczki i utrzymywać dystans - podkreśla prof. Szuster-Ciesielska.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-i-na-swiecie-podsumowanie-roku-2020
« Ostatnia zmiana: Grudzień 31, 2020, 21:49 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #33 dnia: Grudzień 28, 2020, 23:44 »
Szef WHO przemówił. Świat w potrzebie. Sprawa jest pilna!
Jacek Dyrdak 31.12.2020 21:29

Szef WHO wygłosił oświadczenie na koniec 2020 roku. Mówił o trudnej walce z koronawirusem i przed nadejściem roku 2021 zaapelował do całego świata. Podkreślił, że w trybie pilnym potrzeba 4 miliardów dolarów.

Dr Tedros Adhanom Ghebreyesus zaznaczył, że pandemia koronawirusa spowodowała śmierć wielu ludzi na całym świecie. Jednocześnie dodał, że jeszcze nigdy w historii ludzkości reakcja świata nauki na taki kryzys nie była równie szybka, szeroka i skuteczna.

Dzięki mobilizacji naukowców w ciągu niespełna roku od wybuchu pandemii udało się opracować szczepionkę. Daje ona, jak stwierdził dr Tedros, nadzieję na to, że pandemię uda się zatrzymać.

Ale aby chronić świat, musimy się upewnić, że zaszczepieni zostaną wszyscy szczególnie zagrożeni ludzie – nie tylko w tych krajach, które stać na szczepionkę – oświadczył dr Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Żeby tak się stało, COVAX potrzebuje pilnie nieco ponad 4 miliardów dolarów na zakup szczepionek dla krajów o niskich i średnich budżetach – dodał.

COVAX to globalny program, który ma na celu zapewnienie szczepionek przeciw COVID-19 osobom najbardziej potrzebującym. Powstał m.in. z inicjatywy WHO. Do tej pory dzięki programowi udało się zapewnić dostęp do 2 milionów dawek szczepionki.

Zakup kolejnych szczepionek ma być "wyzwaniem, któremu musimy sprostać w nowym roku", mówił szef WHO.

Na końcu tunelu jest światło, dotrzemy tam razem. WHO jest z wami – jesteśmy rodziną i jesteśmy w tym razem. Życzę wam i waszym bliski spokojnego, bezpiecznego i zdrowego nowego roku – powiedział dr Tedros Adhanom Ghebreyesus.

https://www.o2.pl/informacje/szef-who-przemowil-swiat-w-potrzebie-sprawa-jest-pilna-6592293135715136a

Koronawirus w Polsce. Naukowcy z ICM UW: 2021 będzie rokiem powrotu do normalności
1 I

Po raz pierwszy od wielu miesięcy naukowcy mają dla nas optymistyczną prognozę. Istnieje szansa, że wakacje 2021 będą przypominać "normalne". Co więcej, już jesienią możliwe jest całkowite zakończenie epidemii koronawirusa w Polsce. Jest jednak pewne "ale". - Wszystko będzie zależeć od realizacji programu szczepień przeciwko COVID-19. Im więcej Polaków się zaszczepi, tym szybciej pożegnamy koronawirusa - opowiada dr Franciszek Rakowski z ICM przy UW.

1. Nie będzie wzrostu zakażeń?

W piątek 1 stycznia resort zdrowia opublikował nowy raport, z którego wynika, że w ciągu ostatniej doby 11 008 osób otrzymało pozytywny wynik testów laboratoryjnych w kierunku SARS-CoV-2. Najwięcej przypadków zakażenia odnotowano w województwach: mazowieckim (1453), wielkopolskim (1249), pomorskim (1027), kujawsko-pomorskim (967), zachodniopomorskim (951).

Z powodu COVID-19 zmarło 122 osoby, a 278 osób zmarło z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami.

Od wielu miesięcy Centrum Modelowania Matematycznego (ICM) i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego tworzy wiarygodne modele rozwoju sytuacji epidemiologicznej w Polsce. Naukowcy przewidzieli gwałtowny wzrost zakażeń w listopadzie, a potem obliczyli, że w grudniu dzienna liczba przypadków będzie oscylować na poziomie 12-13 tys. dziennie. Najnowsza prognoza naukowców zakłada bardzo optymistyczny scenariusz.

Koronawirus w Polsce. Prognoza na 2021 rKoronawirus w Polsce. Prognoza na 2021 r

Po pierwsze, ICM nie prognozuje wzrostu zakażeń po okresie świątecznym i sylwestrze.

- Z naszych analiz wynika, że jednodniowe wydarzenia nie mają potencjału zmiany trendu. Oznacza to, że owszem, po świętach możemy zaobserwować lekki wzrost dziennej liczby zakażeń, jednak nie spowoduje to trzeciej fali koronawirusa w Polsce. Zresztą po maturach, wyborach oraz Wszystkich Świętych obserwowaliśmy dokładanie takie zjawisko - lekki wzrost zakażeń, który jednak nie spowodował przyrostu wykładniczego - opowiada dr Franciszek Rakowski, kierownik projektu modelu epidemiologicznego ICM.

2. Nie będzie trzeciej fali koronawirusa?

Jak przewidywał w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Andrzej Horban, krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych oraz główny doradca premiera ds. COVID-19, w marcu 2021 roku może dojść do trzeciej fali koronawirusa w Polsce.

Według prognoz naukowców z ICM takie zjawisko może wystąpić jedynie w przypadku, jeśli zostaną szybko poluzowane restrykcje.

- Liczba zakażeń jest ściśle związana z naszymi zachowaniami. Jeśli w lutym rozluźnimy kontakty społeczne, w marcu będziemy mieć trzecią falę epidemii. Wystarczy, że przywrócimy pracę restauracji, a już wtedy możemy się spodziewać wzrostu zakażeń - tłumaczy ekspert.

Problem będą stanowić również szkoły. Dzieci wrócą do nauki 18 stycznia. Czy lekcje dalej powinny być prowadzone zdalnie?

- Z pewnością odradzamy otwierania wszystkich szkół naraz. Według naszych obliczeń na początek można przywrócić naukę stacjonarną w klasach 1-3 przy zachowaniu reżimu sanitarnego. Badania pokazują, że im mniejsze dzieci, tym mniejsza jest transmisyjność wirusa. Więc zakładamy, że powrót najmłodszych dzieci do szkół nie powinien sprowokować przyrostu epidemii, ale przyczyni się do spowolnienia tempa spadku zakażeń. - tłumaczy dr Rakowski.

3. Szczepionki szansą na powrót normalności

Jak opowiada dr Rakowski, naukowcy z ICM opracowali również model prognozy, w której tempo szczepień przeciwko COVID-19 jest ściśle związane ze stopniowym odmrażaniem gospodarki i społeczeństwa.

- Jeśli w Polsce miesięcznie będzie szczepić się około 1 mln osób, to już w maju będziemy mogli otworzyć wszystkie jednostki edukacyjne bez ryzyka wywołania trzeciej fali epidemii - opowiada dr Rakowski. - Jest dosyć duża szansa, że 2021 okaże się rokiem powrotu do normalności - dodaje ekspert.

Jak opowiada dr Rakowski, analizy ICM pokazują, że do osiągnięcia zjawiska odporności stadnej wystarczy, aby 52 proc. społeczeństwa miało przeciwciała koronawirusa we krwi.

- Będzie to wystarczający próg, aby zatrzymać epidemię. Szacujemy, że w tej chwili naturalną odporność po zakażeniu zyskało już pomiędzy 5 a 10 mln Polaków. Oznacza to, że musimy zaszczepić minimum 10-15 mln osób - uważa dr Rakowski.

Według szacunków naukowców, jeśli narodowy program szczepień przeciwko COVID-19 będzie realizowany z powodzeniem, to już tegoroczne wakacje będę przypominać normalne. Pełny powrót do normalności może nastąpić już na przełomie października i listopada 2021 r.

- Ważnym momentem będzie jesień przyszłego roku oraz, czy wystąpi kolejna fala zakażeń koronawirusem. Ostatnie dnie tygodnie pokazały, że powinniśmy być przygotowani na zjawisko mutacji koronawirusa. Tym razem mieliśmy szczęście, że nowy wariant wirusa nie warunkuje odporności na szczepionkę, co nie oznacza, że taka sytuacja nie może wystąpić w przyszłości. De facto oznaczałoby to nową pandemię - konkluduje dr Rakowski.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-naukowcy-z-icm-uw-2021-bedzie-rokiem-powrotu-do-normalnosci

Dietetyk: Polacy wstydzą się, że przytyli w czasie pandemii. Są stygmatyzowani w pracy
JUSTYNA PIĄSTA 31 XII

W czasie lockdownu to jedzenie rekompensowało nam towarzyskie spotkania, ruch i poprawiało nastrój. Z tego powodu po kilku miesiącach zamknięcia w domu u wielu Polaków pojawiło się kilka, a nawet kilkanaście nadprogramowych kilogramów. Wielu było wstyd, kiedy zobaczyli ich znajomi z pracy.

Nadwaga i otyłość prowadzą do wielu chorób i skracają życie o kilka lat. W czasie pandemii, gdy nastąpił lockdown i zamknięto siłownie oraz ośrodki rekreacji, wielu Polaków osiadło w domach i zaczęło... jeść. Z nowym rokiem postanawiają wziąć się za siebie i proszą o pomoc dietetyków. Okazuje się jednak, że chcą schudnąć nie 5 i nie 10 kilogramów, lecz o wiele, wiele więcej. Mówią, że wstydzą się przed kolegami z pracy. W rozmowie z WP Kobieta Anna Kowalczyk-Soszyńska, ekspertka żywieniowa i psychodietetyk, opowiada o swoim doświadczeniu w pracy z pacjentami.

WP Kobieta: Styczeń to miesiąc, kiedy dietetycy zakasują rękawy do pracy, prawda?

Anna Kowalczyk-Soszyńska: Tak, to prawda. Polacy masowo odchudzają się wraz z nowym rokiem. Od mniej więcej dwóch lat można zaobserwować też tendencję, że ludzie zaczynają się odchudzać już od grudnia, żeby zrzucić kilka kilogramów przed świętami. Natomiast od stycznia standardowo rośnie lawina pacjentów, którzy przychodzą z hasłem "nowy rok, nowa ja", chcą zmienić kształt sylwetki, nawyki żywieniowe i mają cel, aby zrobić tzw. formę na wakacje.

To są pacjenci, którzy chcą zrzucić kilka kilogramów czy więcej?

Zazwyczaj są to dłuższe współprace. Pacjenci nie przychodzą do mnie w momencie, kiedy chcieliby schudnąć, dajmy na to, pięć kilogramów, tylko dwadzieścia i więcej. W większości przypadków chcą zupełnie zmienić kształt swojego ciała, bo od dłuższego czasu, przewlekle mają problem z nadwagą i otyłością.

Jakie konsekwencje może mieć długotrwała nadwaga i otyłość?

Kilkadziesiąt nadprogramowych kilogramów wpływa przede wszystkim na układ kostny, a głównie cierpi nasz kręgosłup. Pojawiają się też problemy ze stawami, które uniemożliwiają wykonywanie aktywności fizycznej. Wtedy powstaje błędne koło – mamy nadwagę lub otyłość, które są ogromnym obciążeniem dla kośćca i powodują kontuzje, które wykluczają nas z ruchu, więc jeszcze bardziej przybieramy na wadze. Nadprogramowe kilogramy, które hodujemy latami, przyczyniają się do wielu jednostek chorobowych jak np. cukrzyca typu II, nadciśnienie tętnicze, choroba wieńcowa, zaburzenia oddychania, zwyrodnienia stawów czy dna moczanowa. To są najczęstsze schorzenia.

Jaki wpływ na nasze zdrowie ma częste spożywanie fast-foodów, chipsów, słodyczy?

Wysokoprzetworzona żywność zazwyczaj cechuje się dużą kalorycznością w małej objętości, zawiera też dużo nasyconych kwasów tłuszczowych typu trans i soli. Nie ma tam witamin, składników mineralnych i przede wszystkim błonnika pokarmowego. Wysoki indeks glikemiczny w tego rodzaju produktach powoduje wzrost stężenia glukozy we krwi, a potem jej szybki spadek. Odczuwamy to jako zmęczenie, apatia, senność, brak energii. Nasycone kwasy tłuszczowe predysponują do chorób sercowo-naczyniowych, bo zwiększa się poziom cholesterolu we krwi. Nadmiar soli w diecie może spowodować nadciśnienie tętnicze. Możemy też zachorować na insulinooporność - nadmierne spożywanie takiej żywności tworzy idealne warunki do rozwoju choroby. Regularne spożywanie tego typu produktów będzie miało wymierne konsekwencje zdrowotne.

Nadwaga i otyłość skracają nam życie?

Tak, jeśli przez wiele lat zmagamy się z dużą ilością nadprogramowych kilogramów, to choroby, które w konsekwencji mogą się pojawić, średnio skracają nam życie od pięciu do siedmiu lat.

A pandemia nie pomaga w utracie kilogramów…

Lockdown, zamknięcie siłowni i punktów rekreacji, a przede wszystkim przejście na zdalny tryb pracy, znacząco wpłynęło na obniżenie naszej tzw. spontanicznej aktywności fizycznej. Nie musimy już przemieszczać się do pracy, nie musimy nawet dojść na przystanek. Zdecydowanie rzadziej udaje nam się zrobić te profilaktyczne 10 tys. kroków w ciągu dnia, ponieważ głównie chodzimy z pokoju do kuchni albo łazienki. Badania wskazują, że ta wspomniana spontaniczna aktywność fizyczna ma ogromny wpływ na całokształt naszego wydatku energetycznego. Podkreśla się, że ma dużo większe znaczenie niż godzinne treningi 2-3 razy w tygodniu. Oczywiście, one również są ważne w procesie redukcji masy ciała, jednak przede wszystkim to ciągłe bycie w ruchu bardziej determinuje to, ile wydatkujemy energii. Kiedy mało się ruszamy i rzadko wychodzimy z domu, a jemy tak jak przed lockdownem, to nie dajemy naszemu organizmowi możliwości spalenia kalorii. Konsekwencje są proste do odgadnięcia i tragiczne zarazem. Jakiś czas temu np. zgłosiła się do mnie 17-letnia pacjentka, która od końca lutego do teraz, czyli w czasie trwania pandemii, przytyła 15 kilogramów. Z kolei raporty wskazują, że od marca do maja Polacy średnio przytyli 3 kilogramy.

Jest to dla nich powód do wstydu?

Tak, zdecydowanie. Kiedy łączymy się w pracy zdalnie, to w kamerce widać nas od pasa czy ramion w górę. Głównie pokazujemy swoją twarz, a reszta ciała jest poza kadrem. Jeśli pacjenci w czasie pandemii przytyli sporo kilogramów, które są widoczne, to mówią, że wstydzą się teraz przed swoimi kolegami z pracy, którzy pamiętają ich wygląd sprzed kilku miesięcy. Pojawia się taka stygmatyzacja w środowisku zawodowym. Poza tym wielomiesięczna izolacja powoduje, że świat zewnętrzny jawi nam się jako jakieś zagrożenie, bo panuje wirus i kontakty międzyludzkie mogą być niebezpieczne. Jesteśmy bardziej antyspołeczni, bo przyzwyczailiśmy się do siedzenia w domu. W związku z tym dużo więcej jemy, bo jedzenie rekompensuje nam spotkania towarzyskie i ruch. Jedzenie nie pyta, ono smakuje, jest przyjemne, poprawia nastrój. Niestety, nie robi jednego: nie rozwiązuje problemów, wręcz przeciwnie…

https://kobieta.wp.pl/dietetyk-polacy-wstydza-sie-ze-przytyli-w-czasie-pandemii-sa-stygmatyzowani-w-pracy-6592208759855936a

Koronawirus a zaburzenia hormonalne. Czy chorujący na na tarczycę i Hashimoto mogą się szczepić?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 30 XII

Dotychczasowe badania potwierdzają, że koronawirus może uszkadzać nie tylko płuca, ale i wiele innych narządów, m.in. nerki, wątrobę, jelita, serce, jak również może prowadzić do poważnych zaburzeń neurologicznych. Czy może powodować także zaburzenia hormonalne i jak COVID-19 przechodzą osoby ze schorzeniami endokrynologicznymi - wyjaśnia dr Mariusz Witczak.

1. Czy koronawirus powoduje zaburzenia hormonalne?

Badania prowadzone m.in. we Włoszech wskazywały, że zakażenie koronawirusem może negatywnie oddziaływać m.in. na funkcjonowanie tarczycy. Grupa naukowców pod kierownictwem dr Ilarii Muller z Głównego Szpitala Poliklinicznego Ca’Granda w Mediolanie wykazała, że ok. 15 proc. z 85 pacjentów z COVID-19 przebywających na oddziale intensywnej terapii w marcu i kwietniu 2020 r., miało tyreotoksykozę, czyli nadmiar hormonów tarczycy we krwi.

Lekarze zestawili te dane z wynikami 78 osób przyjętych na ten sam oddział w trakcie trzech pierwszych miesięcy 2019 r., spośród których tylko 1 osoba miała objawy tyreotoksykozy. Na tej podstawie wysnuli wniosek, że COVID-19 może zwiększać ryzyko wystąpienia atypowej postaci zapalenia tarczycy, która może prowadzić do tyreotoksykozy.

Endokrynolog dr Mariusz Witczak podkreśla, że na razie nie ma dowodów wskazujących jednoznacznie, że zakażenie koronawirusem lub przejście COVID-19 może prowadzić do zaburzeń hormonalnych.

- Do tej pory nie pojawiły się na szczęście potwierdzone informacje, że koronawirus może powodować uszkodzenia trzustki, czy tarczycy po przebyciu infekcji - mówi dr n. med. Mariusz Witczak z Collegium Medicum Uniwersytetu Zielonogórskiego.

- Natomiast wiemy na podstawie wcześniejszych doświadczeń, że po przebytej infekcji wirusowej może dochodzić m.in. do zapaleń narządów dokrewnych i później do ich uszkodzeń, niedoczynności. Wiemy, że takie powikłania występowały w przebiegu innych chorób, w przypadku COVID-19 na razie nie były opisywane podobne zmiany - dodaje lekarz.

2. Koronawirus a choroby endokrynologiczne

Od początku epidemii eksperci ostrzegali, że cześć chorób współistniejących sprzyja zakażeniu koronawirusem i może powodować cięższy przebieg samej choroby. Najnowsze doniesienia wskazują, że ta zależność nie dotyczy większości schorzeń endokrynologicznych. Dr Witczak wskazuje trzy grupy chorych z problemami endokrynologicznymi, którzy mogą być w grupie ryzyka.

- Najbardziej obawiamy się o pacjentów z zaburzoną funkcją nadnerczy, takich jak choroba Addisona. Wszystkie choroby nadnerczy mogą bardzo silnie wpływać na obniżenie stanu odporności organizmu, w związku z tym ci pacjenci powinni się w szczególności chronić przed zakażeniem koronawirusem, bo rzeczywiście w ich przypadku ten przebieg może być bardzo ciężki. Również cukrzyca jest chorobą endokrynologiczną, u pacjentów z cukrzycą mogą być bardzo nasilone zaburzenia funkcji odporności i powodować dużo cięższe przebiegi choroby w przypadku zakażenia koronawirusem. A trzecią grupą są choroby przysadki mózgowej, które również upośledzają odporność, także ci pacjenci również są narażeni na gorsze rokowania w przebiegu COVID-19 - tłumaczy endokrynolog.

Wiadomo, że podczas epidemii SARS w 2003 r. u chorych zauważono obniżenie stężenia hormonów tarczycy, ale wiele wskazuje, że miało to związek z ogólnym ciężkim stanem pacjentów. Dr Witczak przyznaje, że dla samych lekarzy dość zaskakujące jest to, że zakażenie wirusem SARS-CoV-2 wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, nie przebiega ciężej u osób z chorobą Hashimoto. Endokrynolog podkreśla, że dotychczasowe obserwacje pacjentów nie potwierdziły żadnej korelacji między tymi dwiema chorobami.

- Lekarze rzeczywiście spodziewali się dużo cięższych przebiegów COVID-19 u osób z chorobami autoimmunologicznymi tarczycy. Wydawałoby się, że skoro w przypadku tych schorzeń mamy do czynienia z defektem układ odpornościowego, polegającym na autoagresji, to te osoby będą dużo bardziej narażone, a tymczasem to się nie potwierdza. Nie zauważono takiej korelacji. We wszystkich dostępnych publikacjach pisze się o tym, że nie zaobserwowano cięższych przebiegów infekcji koronawirusem u pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi tarczycy, z chorobą Hashimoto - wyjaśnia endokrynolog.

3. Przebieg COVID-19 a hormony płciowe

Wiele badań wskazuje na zależność między stężeniem hormonów płciowych a przebiegiem COVID-19. Naukowcy z University of Mersin i Mersin City Education and Research Hospital zauważyli, że mężczyźni z obniżonym poziomem testosteronu znacznie częściej trafiają na oddział intensywnej terapii. Inne badania prowadzone z kolei przez ekspertów z Uniwersytetu Illinois w Chicago dowodziły, że żeńskie hormony, takie jak estrogen, progesteron oraz allopregnenolon mogą w przypadku inwazji wirusa działać przeciwzapalnie. Stąd im wyższy poziom tych hormonów, tym lepsze rokowania w przypadku zakażenia koronawirusem.

Dr Witczak przyznaje, że zaburzenia hormonów w oczywisty sposób zwiększają ryzyko rozwoju wielu chorób. W przypadku COVID-19 można zauważyć różnice w przebiegu choroby u pacjentów w zależności od poziomu hormonów, ale tu znaczenie może mieć po prostu wiek chorych.

- Wiadomo, że systematycznie z wiekiem spadają stężenia hormonów płciowych, zarówno męskich, jak i żeńskich, jest to powiązane ze starzeniem się organizmu. Wiemy też, że niższe stężenia tych hormonów występują u osób w starszym wieku, które po prostu w sposób naturalny mają niższą odporność - tłumaczy lekarz.

4. Czy osoby z problemami endokrynologicznymi powinny się szczepić?

Dr Witczak twierdzi, że na razie nie ma żadnych przesłanek wskazujących na to, żeby osoby z problemami endokrynologicznymi unikały szczepień.

- Wprost przeciwnie, jeżeli obawiamy się o to, że pacjent może mieć niższą odporność w związku z problemami endokrynologicznymi, to tym bardziej zalecamy mu szczepienia - podkreśla lekarz.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-a-zaburzenia-hormonalne-czy-chorujacy-na-na-tarczyce-i-hashimoto-moga-sie-szczepic
« Ostatnia zmiana: Styczeń 02, 2021, 03:00 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #33 dnia: Grudzień 28, 2020, 23:44 »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #34 dnia: Grudzień 28, 2020, 23:45 »
Koronawirus. Naukowiec z WHO nie ma dobrych wieści. Przyszłość może przynieść gorszego wirusa niż COVID-19
HNM 02.01.2021 10:32

Koronawirus dzień w dzień zabija tysiące osób na całym świecie. Śmiertelność wirusa wynosi około 0,5%. Pandemia spowodowała wiele nieszczęść, jednak według WHO wirus ten to tak naprawdę nic wielkiego w porównaniu do tego, co może przynieść przyszłość.

Dr Mike Ryan, szef programu ratunkowego WHO, powiedział podczas rozmowy z dziennikarzami, że pandemia to "sygnał ostrzegawczy" dla całego świata. Okazało się właśnie bowiem, że jesteśmy bardzo "krusi".

Jak podaje Daily Mail, średnio 1 na 200 zakażonych koronawirusem umiera na COVID-19. To jedna niewiele, gdy statystyki te porówna się np. z hiszpańską grypą, która na początku XX w. mordowała miliony, głównie młodych ludzi, a współczynnik śmiertelności wynosił wtedy nawet... 2,5%.

Ten wirus to sygnał ostrzegawczy. Uczymy się teraz, jak robić wszystko lepiej, związane z: nauką logistyką, szkoleniami i zarządzaniem, jak lepiej się komunikować. Ale planeta jest krucha... - mówił dr Mike Ryan, cyt. przez Daily Mail.

Jeśli jest jedna rzecz, którą musimy wyciągnąć z tej pandemii, z całą tragedią i stratą, to musimy działać razem - podkreślił szef programu ratunkowego WHO.

Od samego początku istnienia człowieka zagrażały nam liczne choroby. Pojawiały się rozmaite pandemie, które z większym lub mniejszym powodzeniem uśmiercały nasz gatunek. Nie wiadomo więc, jakiego wirusa przyniesie przyszłość, jednak prawie pewne jest, że COVID-19 to nie ostatnia pandemia, jaka nas czeka. Być może nawet ta pandemia, w porównaniu, co może przynieść przyszłość, jest "łagodna".

https://www.o2.pl/informacje/koronawirus-naukowiec-z-who-nie-ma-dobrych-wiesci-przyszlosc-moze-przyniesc-gorszego-wirusa-niz-covid-19-6592830301141792a

Alternatywa dla szczepionki na koronawirusa. Powstał lek dla osób, które nie będą mogły się zaszczepić
Maria Krasicka,  około miesiąca temu

Informacje o nowych dokonaniach naukowców zostały bardzo pozytywnie odebrane przez ludzi na całym świecie. Wynalezienie skutecznej szczepionki na koronawirusa daje nadzieje na pokonanie pandemii. Jednak niektóre osoby nie będą mogły przyjąć zastrzyku ze względu na schorzenia lub aktualnie przyjmowane leki, które mogą wejść w niepożądaną reakcję i doprowadzić do bardzo poważnych powikłań. Na szczęście naukowcy wzięli to pod uwagę i właśnie powstał lek, który będzie chronił takie osoby przed zakażeniem.

1. Lek na koronawirusa

Pacjenci z obniżoną odpornością, schorzeniami wymagającymi specjalnego leczenia lub po przeszczepach, nie mogą przyjmować niektórych leków. Firma Regeneron opracowała lek, który będzie mógł być podany zamiast szczepionki na koronawirusa. Jest to produkt czasowo chroniący przed zakażeniem koronawirusem SARS-CoV-2.

Lek opracowany przez Regeneron będzie dopuszczony do stosowania u osób, które uzyskały pozytywny wynik testu na obecność wirusa i są zagrożone ciężką chorobą. Badania przeprowadzone przez firmę sugerują, że terapia jest skuteczna, gdy jest podawana wcześnie po rozpoznaniu.

"Ewentualna alternatywa szczepionki, dla osób bez funkcjonującego układu immunologicznego, wkracza w ostatnią fazę prób" – donoszą twórcy.

Zezwolenie na stosowanie leku wydane przez Food and Drug Administration (FDA) pozwala na zastosowanie leczenia. Oznacza to, że lek został przebadany w celu określenia bezpieczeństwa i skuteczności.

Alternatywny lek to połączenie dwóch przeciwciał monoklonalnych (silnych przeciwciał wytworzonych w laboratorium), które naśladują odpowiedź immunologiczną ludzkiego organizmu. Przeciwciała przyklejają się do cząsteczek koronawirusa, uniemożliwiając mu, dostanie się do komórek i rozwinięcie choroby.

Firma spodziewa się, że do końca listopada wyprodukuje wystarczającą ilość dawek leku dla około 80 tys. pacjentów, a do końca stycznia 300 tys. Lek będzie bezpłatny, ale pacjenci będą musieli zapłacić za jego podanie.

2. Szczepionka na koronawirusa

Na całym świecie opracowywanych jest wiele szczepionek przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2. W ostatnich tygodniach odnotowano kilka przełomowych odkryć.

Firma Pfizer twierdzi, że ich szczepionka jest skuteczna w 90 proc. Będzie podawana osobom z objawami COVID-19 w dwóch dawkach w odstępie trzech tygodni. Z kolei Moderna twierdzi, że jej szczepionka jest skuteczna 94,5 proc. I podaje się ją w dwóch dawkach w odstępie czterech tygodni.

W wyścigu o najbardziej skuteczną szczepionkę walczy również Oxford University i AstraZeneca. Według naukowców dwa tygodnie po drugiej dawce ponad 99 proc. uczestników badania wydaje się chronionych.

W nadchodzących tygodniach spodziewane są kolejne wyniki badań. Dane dotyczące rosyjskiej szczepionki Sputnik V sugerują, że jest ona skuteczna w 92 proc.

https://portal.abczdrowie.pl/alternatywa-dla-szczepionki-na-koronawirusa-powstal-lek-dla-osob-ktore-nie-beda-mogly-sie-zaszczepic

Badania genetyczne mogą być kluczem do walki z pandemią koronawirusa i kolejnymi. Szukają odpowiedzi w DNA
Katarzyna Krupka 1 I

Walka z globalną pandemią koronawirusa trwa, choć i do Polski dotarły pierwsze partie szczepionki. - Obawiam się, że niestety nie możemy spać spokojnie. Nie ma żadnych przesłanek, by wierzyć w to, że sytuacja się nie powtórzy - mówi w rozmowie z WP abcZdrowie polski genetyk. Dr hab. Mirosław Kwaśniewski wyjaśnia też, dlaczego wiedza na temat naszego DNA jest kluczowa do zwalczania kolejnych epidemii.

Katarzyna Krupka, WP abcZdrowie: Czy geny mają dominujący wpływ na nasze zdrowie? Czego możemy dowiedzieć się o sobie, badając nasze DNA?

Dr hab. Mirosław Kwaśniewski, genetyk, biolog molekularny, bioinformatyk, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku: Geny są kluczowym zestawem instrukcji dla prawidłowego funkcjonowania naszych komórek, tkanek, narządów, a w związku z tym wpływają na funkcjonowanie naszego organizmu. W genomie człowieka wyróżniamy ok. 22 000 genów. Każdy z nas ma te same geny, jednak wszyscy różnimy się pod względem pewnych drobnych szczegółów w sekwencjach genów – tzw. wariantów genetycznych. W idealnym układzie wszystkie geny przenoszą prawidłową informację genetyczną i optymalnie zarządzają stanem organizmu.

Jednak ze względu na bardzo dużą liczbę genów w naszym genomie oraz na dużą przestrzeń genomową zajmowaną przez geny, często w sekwencjach genów dochodzi do zmian, które powodują, że pewne mechanizmy nie działają optymalnie. W niektórych przypadkach, niezbyt częstych, w sekwencjach genów dochodzi do zmian określanych jako mutacje.

Za co mogą odpowiadać mutacje?

Takie zmiany mogą być przyczyną chorób genetycznych, powodować wady rozwojowe, odpowiadać za większą podatność na występowanie chorób nowotworowych. Częste różnice w sekwencjach genów, występujące pomiędzy ludźmi, określamy mianem polimorfizmów - czyli wariantów występujących w populacji z większą częstotliwością.

Warianty takie mogą, choć nie muszą, wpływać na funkcjonowanie organizmu. Jeżeli występowanie określonych wariantów istotnie wpływa na prawdopodobieństwo wystąpienia cechy - czyli np. choroby - mówimy o predyspozycjach genetycznych do wystąpienia cechy. Predyspozycje genetyczne niekoniecznie muszą decydować jednak o tym, czy dana choroba wystąpi w naszym życiu, czy nie. Pojawienie się cech zależy również od stylu życia, diety, aktywności fizycznej, nałogów, środowiska, w jakim żyjemy.

Przykładem mogą być warianty w genach GPX2 i FMO3, które zwiększają ryzyko wystąpienia raka płuc u palaczy. Poprzez odpowiednie działania - w tym przypadku poprzez unikanie dymu tytoniowego - możemy zmniejszać ryzyko i zapobiegać pojawieniu się określonych niekorzystnych cech, ważne jednak, aby mieć świadomość, że takie predyspozycje posiadamy i że są one zakodowane w naszym DNA.

Badając więc DNA, analizując sekwencje wszystkich naszych genów, możemy dowiedzieć się, do wystąpienia jakich cech - zarówno niepożądanych, jak i pozytywnych - mamy predyspozycje. Uzyskując taką wiedzę, możemy bardziej świadomie podejść do swojego życia i postępować tak, aby zminimalizować ryzyko pojawienia się cech niepożądanych.

Jeszcze kilka lat temu taka wiedza była niedostępna...

Dopiero pojawienie się nowych technologii sekwencjonowania DNA, tzw. Next Generation Sequencing (NGS), umożliwiło nam poznanie sekwencji wszystkich swoich genów i uzyskanie informacji o swoich predyspozycjach genetycznych.

Co istotne, w związku z tym, że DNA w naszych komórkach jest niezmienne od urodzenia aż do śmierci, wystarczy jedno badanie na całe życie, by uzyskać informację o swoich predyspozycjach.

Wiemy już, że nasz wiek czy choroby współistniejące mogą mieć wpływ na ciężki przebieg COVID-19, a co z tym mają wspólnego nasze geny?

Tak jak znane są już zależności genetyczne związane z występowaniem i przebiegiem określonych chorób, z którymi mamy do czynienia od wielu dziesiątek czy setek lat, jest niemal pewne, że podobne będą mogły zostać odkryte w przypadku COVID-19. Najistotniejszą cechą wirusa SARS-CoV-2 jest to, że jest to patogen nowy, który nie jest jeszcze dobrze znany naszemu układowi immunologicznemu oraz współczesnej medycynie.

Szczególna uwaga naukowców z całego świata skupiła się na takich genach jak ACE2 czy HLA. W ramach prac międzynarodowego konsorcjum COVID-19 Host Genetics Initiative (HGI) rozpoczęliśmy pionierskie badania mające na celu zdefiniowanie genów mogących wpływać na przebieg choroby COVID-19.

Uzyskane dotychczas wyniki wskazują na ważną rolę genów zlokalizowanych w 3 chromosomie, którego część koduje białka zaangażowane w złożony proces infekcji wirusem SARS-CoV-2. Określone warianty genetyczne osoby zakażonej mogą więc sprawiać, że wirus będzie szybciej i "wydajniej" zarażał kolejne komórki, doprowadzając do pojawienia się objawów mogących zagrażać życiu.

Jesteśmy na początku tej drogi, jednak poznając lepiej wirusa SARS-CoV-2 oraz profil genetyczny pacjentów z różnym przebiegiem choroby - w najbliższym czasie będziemy w stanie wskazać kolejne zależności, które będą mogły odegrać ważną rolę w skuteczniejszym zwalczaniu pandemii.

Czy to właśnie geny mogą mieć wpływ na różnice we wskaźnikach śmiertelności COVID-19, które występują między pacjentami europejskimi i azjatyckimi czy między poszczególnymi krajami europejskimi?

To trudne pytanie i w tej chwili odpowiedź nie może być jednoznaczna. Wiemy, że różne warianty genetyczne występują z różną częstotliwością w różnych populacjach. Jeżeli komponent genetyczny odgrywa istotną rolę w predyspozycjach do łatwego zakażenia i rozwoju choroby, można spodziewać się, że różne wskaźniki śmiertelności między populacjami mogą zależeć od różnic w zmienności genetycznej.

Co interesujące, badania sprzed kilku tygodni wykazały, że omawiany wcześniej segment genomowy chromosomu 3, związany z ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19, pochodzi od Neandertalczyka i jest pozostałością po krzyżowaniu się Homo sapiens z Neandertalczykami.

Do takich krzyżowań dochodziło stosunkowo powszechnie kilkadziesiąt tysięcy lat temu na terenach Europy i Azji. Ta wersja opisywanego regionu w genomie człowieka występuje obecnie u 8 proc. Europejczyków i 30 proc. Azjatów, a z kolei jest bardzo rzadka wśród populacji afrykańskich. Analogiczna sytuacja może dotyczyć również innych wariantów genetycznych wpływających czy to na podatność na zakażenie, czy na przebieg COVID-19.



Dr hab. Mirosław Kwaśniewski - genetyk, biolog molekularny, bioinformatyk, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w BiałymstokuDr hab. Mirosław Kwaśniewski - genetyk, biolog molekularny, bioinformatyk, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku
 
Badania genetyczne mogą pełnić kluczową rolę w walce z koronawirusem?

Genetycy w Polsce i na całym świecie mają nadzieję, że uda się zidentyfikować warianty genetyczne wpływające na łatwość zakażenia koronawirusem oraz na ciężkość przebiegu COVID-19. Jeżeli takie warianty uda się zidentyfikować, będziemy o krok od stworzenia testu umożliwiającego sprawdzenie, jakie predyspozycje genetyczne związane z problemem pandemii SARS-CoV-2 ma każdy z nas.

To pozwoli na podjęcie odpowiednich, spersonalizowanych działań zaradczych ograniczających skalę zachorowań, ale też ograniczy częstotliwość powikłań i śmiertelność z powodu COVID-19.

Wraz z innymi naukowcami z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, firmy IMAGENE.ME (zajmującej się badaniami genetycznymi), Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie oraz szpitalami zajmującymi się leczeniem pacjentów ze zdiagnozowaną chorobą COVID-19, zaprojektowane zostało badanie, które pomoże odkryć te zależności. Na czym polega?

Dzięki bardzo dobrej współpracy z polskimi szpitalami leczącymi chorych na COVID-19 prowadzimy obecnie badania na grupie 1200 osób, u których zdiagnozowano chorobę i u których COVID-19 ma różny przebieg. Nasze badania polegają na sekwencjonowaniu wszystkich 22 000 genów każdego chorego i analizach dodatkowych cech, określanych jako cechy fenotypowe i behawioralne, które mogą wpływać na przebieg choroby. Wśród nich możemy wyróżnić wiek, płeć, choroby współistniejące, styl życia czy nawet region kraju.

Dzięki naszym badaniom możliwe będzie zidentyfikowanie markerów genetycznych, które mogą charakteryzować osoby narażone na ciężki przebieg COVID-19. Jednocześnie, współpracując z międzynarodowym konsorcjum HGI, mamy bieżący dostęp do najnowszych wyników analogicznych badań prowadzonych na całym świecie w innych populacjach. Dzięki temu możemy porównywać nasze wyniki z wynikami innych grup i poprzez metaanalizę danych zwiększać skuteczność naszego wnioskowania.

Jak raport z badań będzie mógł być wykorzystany w praktyce?

Raport będzie formą opisu kluczowych cech - markerów - umożliwiających określenie predyspozycji do ciężkiego przebiegu COVID-19 wraz z algorytmem opisującym znaczenie poszczególnych cech w szacowaniu ryzyka. Następnie będzie on wykorzystany do przygotowania aplikacji - wygodnego testu do oceny takich predyspozycji. W ramach testu przeprowadzane będzie badanie genetyczne, umożliwiające analizę kluczowych wariantów genetycznych.

Osoba badana dopytywana będzie również o istotne cechy związane ze zdrowiem i stylem życia. Na podstawie tych danych system analityczny biorący pod uwagę wagę informacji genetycznych i fenotypowych, wyliczy ryzyko wystąpienia ciężkiego przebiegu COVID-19.

Przygotowany test do szybkiej identyfikacji osób narażonych na ciężki przebieg COVID-19 może umożliwić podjęcie dodatkowych działań prewencyjnych wobec osób obarczonych ryzykiem ciężkiego przebiegu choroby m.in. poprzez skierowanie szczepionek do tych osób w pierwszej kolejności lub objęcie takich osób szczególną opieką i nadzorem w przypadku wystąpienia wczesnych objawów choroby. Spodziewamy się, że test powstanie do końca bieżącego roku.

Mówi się, że projekt jest szansą na uniknięcie drastycznych skutków podobnych epidemii w przyszłości. To znaczy, że kolejne, nowe epidemie będą powracać...

Obawiam się, że niestety nie możemy spać spokojnie. Nie ma żadnych przesłanek, by wierzyć w to, że sytuacja się nie powtórzy. Epidemie na świecie były, są i będą się pojawiały. Jednak możemy być znacznie lepiej przygotowani i zorganizowani, a dzięki prowadzonym na międzynarodową skalę badaniom możemy uzyskać unikalną wiedzę i doświadczenie w radzeniu sobie z tym i podobnymi kryzysami.

Z mojego punktu widzenia, działania prowadzone zarówno w Polsce, jak i na całym świecie dają nam jeszcze jedno bardzo istotne doświadczenie - pokazują jak naukowcy, ale też przedsiębiorcy działający w obszarze nowoczesnych technologii, potrafią się zorganizować i połączyć siły. W transparentny sposób i z dużym zaufaniem prowadzić prace dla wspólnego, wyższego dobra. Co więcej, jest to czas, kiedy nauki biologiczne przy wsparciu nowoczesnych technologii dostarczają rozwiązania wyczekiwane przez społeczeństwo, a ludzie podchodzą do nowych informacji z zainteresowaniem i zaangażowaniem. Moim zdaniem może być to przełomowy okres w budowaniu świadomości znaczenia nauki w codziennym życiu i rozwoju nowoczesnych społeczeństw.


Dr hab. Mirosław Kwaśniewski - genetyk, biolog molekularny, bioinformatyk, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Założyciel IMAGENE.ME, firmy bioinformatycznej zajmującej się m.in. badaniami genetycznymi i medycyną spersonalizowaną. Koordynator prac grup badawczych w projektach z zakresu Medycyny Spersonalizowanej i genomiki wielkoskalowej, skupionych głównie wokół problemów chorób cywilizacyjnych, w szczególności nowotworów, cukrzycy typu II i chorób układu krążenia. W ramach tych projektów współpracuje z wiodącymi ośrodkami naukowymi w Polsce i na świecie. W swojej pracy wykorzystuje najnowsze metody analityczne z zakresu genomiki i biologii systemowej. Pełni rolę doradcy organizacji międzynarodowych i firm biotechnologicznych w dziedzinie nowych technologii genomiki i analizy danych biomedycznych. Laureat nagrody Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za osiągnięcia naukowe.
https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-badania-genetyczne-moga-byc-kluczem-do-walki-z-pandemia
« Ostatnia zmiana: Styczeń 03, 2021, 00:29 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #35 dnia: Grudzień 29, 2020, 23:50 »
Koronawirus. Jeśli pobierać osocze ozdrowieńców, to szybko
Grzegorz Jasiński 1 października (17:29)

Jeśli chcemy pobrać osocze krwi od ozdrowieńców z Covid-19, powinniśmy to zrobić w ciągu trzech miesięcy od pojawienia się pierwszych objawów choroby - przekonują na łamach czasopisma "Blood" naukowcy z centrum krwiodawstwa Héma-Québec w Kanadzie. Ich badania pokazały, że po tym czasie liczba przeciwciał w osoczu osób, które przeszły objawowe zakażenie koronawirusem, znacząco spada. Wyniki ich badań mogą mieć znaczenie także dla prac nad szczepionką i serologicznej oceny liczby osób, które w danej populacji mogły mieć kontakt z SARS-CoV-2.

Badacze pod kierunkiem dr Renée Bazin z centrum Héma-Québec i Université Laval przyznają, że medycyna wciąż nie ma pewności, czy i na ile osocze ozdrowieńców rzeczywiście może pomóc osobom cieżko przechodzącym zakażenie koronawirusem. Wyniki ich badań sugerują jednak, by pobierać je od osób, które pokonały chorobę dość szybko, ponieważ przeciwciała Covid-19 po upływie trzech miesięcy zaczynają zanikać. 

Ostrzejsze kryteria, nowe obostrzenia. Więcej powiatów w strefach żółtych i czerwonych

Mechanizm jest znany. Jeśli ktoś zostaje zakażony wirusem, jego organizm zaczyna wytwarzać odpowiednie przeciwciała, które zwalczają infekcję. Po wyzdrowieniu przeciwciała utrzymują się w organiźmie nawet latami. Podanie osocza krwi z tymi przeciwciałąmi kolejnym osobom zakażonym tym samym wirusem powinno pomóc mu lżej przejść chorobę.

Wiele grup prowadzących na świecie badania kliniczne próbuje zrozumieć, na ile osocze ozdrowieńców może faktycznie pomóc kolejnym chorym na Covid-19. I tu pojawia się pytanie, kiedy najlepiej to osocze pobrać, by liczba tych przeciwciał była jak największa - mówi dr Bazin. Wyniki naszych badań wskazują, że one nie są wieczne - dodaje.

Niewielkie badania objęły 15 osób: 4 kobiety i 11 mężczyzn, którzy wyzdrowieli z Covid-19 i uczestniczyli potem w programie pobrania osocza krwi. Obserwowane u nich objawy były określane jako łagodne do poważnych, ale nikt z nich nie musiał być hospitalizowany.

Uczestnicy eksperymentu oddwali osocze od 4 do 9 razy. Pierwszy raz następowało to w ciągu 33 do 77 dni od pojawienia się pierwszych objawów, a ostatni między 66 a 114 dniem od zachorowania. 

Eksperyment jest jednym z pierwszych, który przekonująco wykazał, że osoby seropozytywne, które mają w organizmie przeciwciała Covid-19, mogą stać się w pewnym momencie seronegatywne, kiedy przeciwciał już wykryć się nie da. Spadek poziomu przeciwciał nie miał przy tym związku z częstością oddawania osocza, ale z czasem, który upłynął od zakażenia.

W przypadku wszystkich 15 osób, zauważalny spadek liczby przeciwciał zaczął się około 88 dnia i połowa z nich zanikała w ciągu 21 dni. Przeciwciała zanikają szybko, dlatego osoby, które wyzdrowiały z Covid-19 i chcą ofiarować osocze, nie powinny czekać zbyt długo - podkreśla dr Bazin.

W tym eksperymencie naukowcy koncentrowali się na przeciwciałach do jednego z białek powierzchniowych koronawirusa, tak zwanego białka domeny wiążącej receptor (RBD). To ono przyłącza się do receptora ACE-2 komórek organizmu, otwierając drzwi dla infekcji. Układ immunologiczny, tworząc przeciwciała RBD, blokuje ten mechanizm. Świadomość, że liczba tych przeciwciał szybko spada, może nie tylko pomóc w próbach użycia osocza w celach terapeutycznych, ale i zasygnalizować kolejny problem przy próbach oceny liczby osób, które w danej populacji mogły mieć kontakt z wirusem. Fakt, że testy serologiczne wykazują niewielką ich liczbę nie oznacza, że w rzeczywistości nie mogło być ich więcej.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-koronawirus-jesli-pobierac-osocze-ozdrowiencow-to-szybko,nId,4767033

Czujesz utratę węchu? Izoluj się i testuj na koronawirusa
Grzegorz Jasiński 1 października

Utrata węchu powinna być na całym świecie identyfikowana jako istotny objaw Covid-19 - postulują na łamach czasopisma "PLOS Medicine" naukowcy z University College London. Ich badania pokazały, że u czterech z pięciu osób skarżących się na utratę węchu lub smaku, testy wykazują obecność przeciwciał SARS-CoV-2, a równocześnie aż 40 procent z nich nie kaszle i nie ma podwyższonej temperatury.

Fakt, że infekcja koronawirusem może prowadzić do utraty węchu lub smaku jest znany od wczesnej fazy pandemii. Do tej pory jednak nie było jasne, u jakiej części osób, które się na to skarżą, można faktycznie wykryć przeciwciałą SARS-CoV-2. W związku z tym nie wiadomo było, na ile kłopoty z węchem i smakiem można uważać za istotny objaw Covid-19. Grupa pod kierunkiem prof. Rachel Batterham z UCL postanowiła się tej sprawie przyjrzeć bliżej.

Koronawirus. Jeśli pobierać osocze ozdrowieńców, to szybko

Do udziału w eksperymencie zaproszono 590 osób, które w ciągu ostatniego miesiąca skarżyły się na utratę węchu lub smaku. Po telekonsultacji 567 z nich skierowano na test przeciwciał Covid-19. Okazało się, że 78 proc. z nich miało przeciwciała SARS-CoV-2, przy czym u osób cierpiących na utratę węchu prawdopodobieństwo wykrycia przeciwciał było trzykrotnie większe, niż u tych, które odczuwały tylko utratę smaku. Równocześnie 40 procent osób, które miały przeciwciała nie kaszlało i nie miało podwyższonej temperatury.

Autorzy pracy przyznają, że badania miały pewne słabości, choćby fakt, że ochotnicy sami opisywali objawy utraty węchu lub smaku. Nie było też grupy kontrolnej. Uczeni postulują jednak, by uznać utratę węchu za objaw o większym znaczeniu, niż to się do tej pory wydawało. Uważają, że może on się w większym stopniu pomóc zarówno przy wykrywaniu nowych przypadków, jak i wyborze strategii postępowania u potwierdzonych zakażonych.

Większość krajów nie sugeruje izolacji osób, które zdradzają objawy utraty węchu i smaku. Opisane dziś badania wskazują jednak, że koncentracja tylko na kaszlu i podwyższonej temperaturze może zwiększać ryzyko, że istotna część przypadków nie zostanie dostatecznie wcześnie wykryta.

Wczesne rozpoznanie objawów przez potencjalnych zakażonych, w powiązaniu z ich izolacją i szybkim przeprowadzeniem testów PCR ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia tempa rozprzestrzeniania się choroby - podkreśla prof. Batterham.

Naszym zdaniem osoby, które zauważą, że nagle przestały odczuwać charakterystyczne zapachy, choćby czosnku, perfum, czy kawy powinny się natychmiast izolować, skontaktować z lekarzem i wykonać test na obecność koronawirusa - dodaje.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-czujesz-utrate-wechu-izoluj-sie-i-testuj-na-koronawirusa,nId,4767350

Ekspert: Możliwe, że około 6 mln Włochów miało już koronawirusa
Opracowanie: Malwina Zaborowska 2 października (11:23)

Możliwe, że około 6 milionów Włochów, czyli jedna dziesiąta ludności kraju, zostało już zakażonych koronawirusem - taką hipotezę postawił wykładowca genetyki na uniwersytecie w Trieście Paolo Gasparini. Zauważył, że nie sposób ustalić dokładnej liczby zainfekowanych.

Włochów zakażonych tym nowym koronawirusem jest znacznie więcej, niż podaje się to w oficjalnych danych, a testy serologiczne mogą nam nie pomóc w zidentyfikowaniu wszystkich - ocenił Gasparini w wywiadzie dla dziennika "Il Messaggero" w piątek. Powołał się na wyniki badań w miejscowym szpitalu, wskazujące na to, że przeciwciała, jakie wytwarzają się po zakażeniu koronawirusem, dość szybko przestają być wykrywalne we krwi.

To tak, jakby zniknęły - dodał Gasparini, który jest też ordynatorem oddziału diagnostyki w szpitalu w Trieście.

A zatem naszymi obecnymi narzędziami nie jesteśmy w stanie wykryć wszystkich osób dotkniętych przez wirusa - zaznaczył włoski lekarz.

Włochy: Rekordowa od zakończenia restrykcji liczba nowych zakażeń

Przypomniał, że w lipcu na podstawie danych statystycznych ogłoszono, że koronawirusem zakaziło się około 1,5 miliona mieszkańców Włoch.

Ale kiedy prowadzono te badania, przeciwciała u wielu osób prawdopodobnie już zaczęły znikać. My szacujemy, że zakaziło się około 6 milionów osób. To oczywiście szacunki w przybliżeniu, ale zbliżone do realnej liczby tego zjawiska - oświadczył Gasparini.

Położył nacisk na to, że większość osób przechodzi zakażenie bezobjawowo lub ma tylko nieznaczne symptomy.

Ilość przeciwciał redukuje się drastycznie z upływem czasu, a zatem nie są do wykrycia przy pomocy testów, jakie mamy obecnie do dyspozycji - dodał.

Ekspert nie wykluczył, że system odpornościowy człowieka zachowuje na swój sposób "pamięć wirusa" i uruchomi przeciwciała tylko w momencie, gdy będzie to konieczne, to znaczy, gdy dojdzie ponownie do zakażenia.

Oficjalne dane ministerstwa zdrowia wskazują na podstawie ponad 11 milionów przeprowadzonych testów, że od początku epidemii zakaziło się prawie 320 tysięcy osób.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-ekspert-mozliwe-ze-okolo-6-mln-wlochow-mialo-juz-koronawirus,nId,4769041

Kiedy szczepionka na Covid-19? Eksperci: Nie wcześniej niż jesienią 2021 roku
Opracowanie: Adam Zygiel 3 października (08:42)

Światowi eksperci zajmujący się opracowywaniem szczepionek przeciwko Covid-19 są zdania, że skuteczny preparat nie będzie dostępny dla ogółu społeczeństwa przed jesienią 2021 roku - wynika z ankiety, której wyniki opublikowano właśnie na łamach "Journal of General Internal Medicine".

Badanie, o którym mowa, zostało przeprowadzone pod koniec czerwca 2020 roku wśród 28 ekspertów w dziedzinie wakcynologii. Większość ankietowanych stanowili kanadyjscy lub amerykańscy naukowcy ze średnio 25-letnim doświadczeniem w swojej branży.

Biorący udział w naszej ankiecie eksperci przedstawili swoje prognozy dotyczące rozwoju prac nad szczepionką. Wynikło z nich, że sytuacja jest mniej optymistyczna, niż ta, o której mówią amerykańscy urzędnicy państwowi, czyli że szczepionka pojawi się na rynku na początku 2021 roku - mówi prof. Jonathan Kimmelman z McGill University w Kanadzie, główny autor badania. Nasi eksperci uważają, że szanse na nią są między latem 2021 - a rokiem 2022 - dodaje.

Wielu ankietowanych specjalistów wyraziło też opinię, że wprowadzenie do obrotu skutecznej szczepionki poprzedzone będzie kilkoma "falstartami". Eksperci uważają, że z dużym prawdopodobieństwem niektóre szczepionki już po zatwierdzeniu zostaną wstrzymane ze względów bezpieczeństwa (prawdopodobieństwo 1 do 3) oraz, że pierwsze duże badania populacyjne nie wykażą skuteczności testowanych preparatów (prawdopodobieństwo 4 do 10) - dodaje dr Patrick Kane, kolejny uczestnik omawianego badania.

W ankiecie proszono ekspertów o sporządzenie prognoz czasowych dla trzech sytuacji związanych z pracami nad szczepionką. Sytuacjami tymi były: wprowadzenie szczepionki do ogólnego obrotu w USA i/lub Kanadzie, zakończenie badania populacyjnego z udziałem co najmniej 5000 uczestników dotyczącego skuteczności szczepionki i podsumowanie jego wyników, wprowadzenie szczepionki w USA i/lub Kanadzie dla osób najbardziej zagrożonych.

Okazało się, że średnio na pytanie pierwsze (o dostępność szczepionki dla wszystkich obywateli) eksperci odpowiedzieli: najwcześniej w czerwcu 2021 roku, najpóźniej w lipcu 2022 roku, najprawdopodobniej w okresie wrzesień-październik 2021.

Jeśli chodzi o uzyskanie wyników z pierwszego dużego badania populacyjnego, to ich zdaniem najwcześniej będzie to grudzień 2020, choć bardziej prawdopodobne, że czerwiec 2021 roku.

W pytaniu o wprowadzenie preparatu dla osób najbardziej potrzebujących specjaliści odpowiedzieli, że najwcześniej stanie się to w lutym 2021 roku, najpóźniej w grudniu 2021 roku, a największe szanse na to są na przełomie marca i kwietnia przyszłego roku.

Optymalna metoda

Autorzy badania są zdania, że ten sposób przedstawiania opinii ekspertów - czyli z uśrednieniem wyników ankiet - jest najoptymalniejszy i daje pełniejszy obraz poglądów specjalistów niż ten, który często prezentują media.

Badanie skupiło się również na ocenie prawdopodobieństwa niepowodzeń. Tutaj okazało się około jednej trzeciej ankietowanych uważa, iż opracowanie szczepionki może napotkać na dwie główne komplikacje: zostanie one wycofana już po wprowadzeniu na rynek ze względu na poważne lub zagrażające życiu reakcje niepożądane albo/oraz w pierwszym dużym badaniu populacyjnym uzyska o wynik zerowy lub negatywny, jeśli chodzi o skuteczność.

Wykazaliśmy, że eksperci są w dużej mierze zgodni co do harmonogramu prac nad szczepionką przeciwko chorobie wywoływanej przez SARS-CoV-2 - podsumowuje uczestniczący w badaniu prof. Stephen Broomell. I chociaż nie zgadza się to z wieloma zbyt optymistycznymi prognozami rządowymi, to nadal pokazuje, że naukowcy w wyjątkowo szybkim tempie - szybszym, niż kiedykolwiek wcześniej - pracują nad rozwijaniem tej szczepionki - dodaje.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-kiedy-szczepionka-na-covid-19-eksperci-nie-wczesniej-niz-jes,nId,4770970

Koronawirus znieczula? Czy to jest tajemnica SARS-CoV-2?
Grzegorz Jasiński 3 października (18:20)

Naukowcy z University of Arizona Health Sciences mają hipotezę dotyczącą możliwych przyczyn "sukcesu" koronawirusa, który rozprzestrzenia się w dużym stopniu za pośrednictwem osób, które nie odczuwają żadnych objawów. Wyniki ich badań, opublikowane na łamach czasopisma "Pain" wskazują na to, że wirus może blokować jeden z istotnych receptorów bólu i w ten sposób znieczulać zakażone osoby. To sprawia, że nie zdają sobie sprawy z infekcji.

Odkrycie może wyjaśnić, dlaczego blisko połowa osób zakażonych koronawirusem ma łagodne objawy lub przechodzi zakażenie zupełnie bezobjawowo, równocześnie w niekontrolowany sposób rozsiewając wirusa.

To wydaje się dość logiczne, że przyczyną niesłabnącego rozprzestrzeniania się Covid-19 jest fakt, że we wczesnej fazie infekcji chorzy nie czują żadnego dyskomfortu, bo ból jest stłumiony - mówi współautor pracy, dr Rajesh Khanna.

Masz wirusa, ale nie czujesz się źle, bo nie czujesz żadnego bólu. Jeśli uda nam się potwierdzić, że to uśmierzające ból działanie SARS-Cov-2 sprawia, że może się tak szybko rozprzestrzeniać, to będzie miało kluczowe znaczenie - przyznaje naukowiec.

Autorzy pracy stawiają tezę, że białka powierzchniowe koronawirusa wiążą się z jednym z istotnych receptorów, który odpowiada za odczuwanie bólu i blokują go, uniemożliwiając przekazywanie sygnału. Dość szybko po nastaniu pandemii naukowcy przekonali się, że koronawirus wykorzystuje do ataku na komórki receptor ACE2, czyli enzym konwertazy angiotensyny 2. W lipcu jednak ukazały się dwie prace wskazujące na to, że białko powierzchniowe SARS-Cov-2 wiąże się też z innym receptorem, neuropiliną-1. 

Te prace zwróciły naszą uwagę, ponieważ od 15 lat w naszym laboratorium badamy dotyczące odczuwania bólu mechanizmy, związane z neuropiliną. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy białko powierzchniowe SARS-CoV-2 nie ma wpływu na bodźce bólowe - tłumaczy dr Khanna
 
Nasze ciało odczuwa ból na różne sposoby. Jeden z nich wiąże się z aktywnością białka VEGF-A, czyli czynnika wzrostu śródbłonka naczyniowego. Białko to ma kluczowe znaczenie dla procesu tworzenia się naczyń krwionośnych. Znane jest też jego znaczenie np. w chorobach nowotworowych i reumatoidalnym zapaleniu stawów. Gdy VEGF-A wiąże się z neuropiliną, uruchamia proces prowadzący do nadpobudliwości neuronów i bólu. Grupa dr Khanny odkryła, że białko koronawirusa przyłącza się do neuropiliny dokładnie w tym samym miejscu co VEGF-A.

Seria eksperymentów na szczurach pokazała, że faktycznie białko otoczki wirusa SARS-CoV-2 może całkowicie zablokować mechanizm wywoływany przez połączenie VEGF-A z neuropiliną.

Niezależnie od tego, czy zastosowaliśmy białko otoczki koronawirusa w dużej, czy bardzo małej dawce, ból ustępował całkowicie - dodaje dr Khanna. To może potwierdzać, że koronawirus ma działanie uśmierzające. Grupa dr Khanny wraz zespołem immunologów i wirusologów z University Arizona Health Sciences będzie teraz kontynuować badania znaczenia neuropiliny dla rozprzestrzeniania Covid-19.

https://www.rmf24.pl/nauka/news-koronawirus-znieczula-czy-to-jest-tajemnica-sars-cov-2,nId,4769584

Maseczki nie zabijają. Nie ma mowy o przytruciu nadmiarem CO2
Grzegorz Jasiński 2 października (06:20)

Noszenie maseczki nie naraża na wdychanie nadmiaru dwutlenku węgla, nawet osób, które cierpią na chorobę płuc - piszą na łamach czasopisma "Annals of the American Thoracic Society" naukowcy z Miami. Ich badania pokazały, że owszem oddychanie przez maseczkę może być trudniejsze i prowadzić do szybszego zmęczenia, jednak nie zagraża zdrowiu. (...)
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-maseczki-nie-zabijaja-nie-ma-mowy-o-przytruciu-nadmiarem-co2,nId,4767405

Co się dzieje z maseczką noszoną przez kilka dni?
29 Września 2020, 10:37

Niemiecki magazyn konsumencki K-Tipp przebadał jednorazowe maseczki i sprawił co osiada na nich po jeździe do pracy komunikacją miejską.

Badaniom laboratoryjnym poddano 20 zużytych masek jednorazowych uzyskanych od osób, które dojeżdżają środkami masowej komunikacji publicznej do pracy.

Jednocześnie okazało się również, że większość osób nosi te same jednorazowe maski przez kilka dni lub tygodni. Pytani dlaczego, odpowiedzieli, że nie chcą produkować niepotrzebnych odpadów.

Wyniki testów wykazały, że zużyte maseczki są pełne bakterii i pleśni, które w wilgotnym i ciepłym środowisku namnażają się dość szybko.

11 z 20 testowanych maseczek zawierało ponad 100 tys. kolonii bakterii. Na trzech było ich ponad milion. Z kolei na 14 z 20 sprawdzonych masek mikrobiolodzy odnaleźli gronkowce, które odpowiadają m.in. za sepsę. Z kolei na 15 maseczkach znajdowały się pleśnie i drożdże.

Eksperci ostrzegają, że jednorazowe maski powinny być wymienione na świeże, gdy pod wpływem oddechu staną się wyraźnie wilgotne.

https://www.politykazdrowotna.com/64763,co-sie-dzieje-z-maseczka-noszona-przez-kilka-dni

https://tech.wp.pl/koronawirus-wyleczenie-covid-19-to-nie-koniec-problemow-choroba-moze-miec-wplyw-na-zycie-donosza-naukowcy-6559668631501664a

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-badanie-przebyte-przeziebienia-moga-nas-chronic-przed-korona,nId,4772612
« Ostatnia zmiana: Styczeń 04, 2021, 00:47 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #36 dnia: Grudzień 29, 2020, 23:50 »
Tlenek azotu lekiem przeciwko COVID-19?
Opracowanie: Malwina Zaborowska 6 października (06:22)

Specjaliści ze Szwecji twierdzą, że tlenek azotu może zwalczać chorobę, podobnie jak pomagał w przypadku SARS w 2003 roku. Substancja, która naturalnie powstaje także w organizmie, działa przeciwwirusowo i w przypadku COVID osłabia groźne stany zapalne w płucach.

Naukowcy z Uniwersytetu w Uppsali na łamach pisma "Redox Biology" donoszą, że zakażenie SARS-Cov2 można prawdopodobnie leczyć łatwo dostępnym, prostym związkiem - tlenkiem azotu (NO). To substancja, która naturalnie powstaje w organizmie. Działa jak hormon kontrolujący pracę różnych organów - m.in. oddziałuje na ciśnienie i przepływ krwi.

Według naszej wiedzy tlenek azotu to jedyna substancja, która jak dotąd wykazała działanie przeciwko SARS-Cov2 - mówi główny autor publikacji prof. Åke Lundkvist.

Jak wyjaśniają badacze, ze względu na brak skutecznego leku, terapia choroby opiera się obecnie głównie na łagodzeniu objawów. Tlenek azotu ma jednak działać dwojako.

Po pierwsze podawany w niskich dawkach do płuc może poprawić nasycenie krwi tlenem. Taka terapia skutecznie działała w przypadku SARS. To wynik zmniejszenia stanów zapalnych w płucach. Po drugie NO działa przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo.

Nowe badanie pokazało, że związek niszczy także wirusa SARS-Cov2.

Zanim nie będziemy dysponowali działającą szczepionką, mamy nadzieję, że inhalacje z NO będą skuteczną formą leczenia. Duże znaczenie dla rezultatów może mieć przy tym dawka oraz czas rozpoczęcia terapii. Trzeba to sprawdzić najszybciej, jak się tylko da - podkreśla prof. Lundkvist.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-tlenek-azotu-lekiem-przeciwko-covid-19,nId,4776388

8-latek z niewydolnością serca. Kolejny nietypowy objaw koronawirusa
Tatiana Kolesnychenko,  8 miesięcy temu

8-letni Jayden nie miał chorób współistniejących. Początkowo też nie zdradzał typowych objawów zakażenia się koronawirusem. Kiedy trafił do szpitala, lekarze stwierdzili u niego niewydolność serca. To kolejny taki przypadek u dzieci z COVID-19.

1. Koronawirus objawił się biegunką

Jak relacjonuje matka Navita Hardowar, chłopiec początkowo nie zdradzał żadnych typowych objawów zarażenia się koronawisen. Miał biegunkę i lekką gorączkę. Po kilku dniach rodzice zauważyli, że chłopiec zaczyna słabnąć, zabrali więc go pediatry. Lekarz doszedł do wniosku, że taki stan był spowodowany tym, że chłopiec mało jadł w ostatnich dniach.

Stan zdrowia Jaydena zaczął jednak gwałtownie się pogorszać. "Usłyszałam, jak mnie woła. Jayden ma silny głos, ale tym razem był bardzo cichy. To mnie zaniepokoiło" – powiedziała Navita w rozmowie z New York Post.

Kiedy matka weszła do pokoju chłopca, zauważyła, że jego głowa i ręce były skręcone w niewygodnych pozycjach, a usta były sine. Tata Jaydena oraz jego starszy brat zaczęli reanimować chłopca, a matka wezwała karetkę.

2. Koronawirus wywołał niewydolność serca u dziecka

Jyaden trafił na OIOM i od razu został podłączony pod respirator. Lekarze stwierdzili, że chłopiec doznał zatrzymania akcji serca i niewydolności serca. Przeprowadzano też test na koronawirusa, który wykazał pozytywny wynik.

Rodzice wciąż zachodzą w głowę jak mogło dojść do zakażenia. "Żadne z naszej szóstki - dwoje dorosłych i czworo dzieci - nie było chore. Wszyscy byliśmy bardzo silni i pilnowaliśmy utrzymania dystansu społecznego… Myśleliśmy, że jesteśmy bezpieczni" - powiedział.

Wciąż nie wiadomo, czy ktoś jeszcze z rodziny miał kontakt z koronawirusem, wyniki testów jeszcze nie są dostępne. Sam Jayden jest już w lepszej formie. Po trzech dniach w szpitalu został odłączony od respiratora. Jego rodzice mają nadzieję, że wkrótce będą mogli zabrać syna do domu.

3. Choroba Kawasakiego. Nietypowe objawy koronawirusa u dzieci

Dr James Schneider ze szpitala dziecięcego Cohen powiedział, że w ostatnim czasie do szpitali trafiło sześciu małych pacjentów z podobnymi objawami. Analogiczne doniesienia dochodzą też z Wielkiej Brytanii i Francji.

Międzynarodowi eksperci uważają, że to nowy zespół objawów u dzieci zakażonych koronawirusem. Niektóre objawy są podobne do zespołu wstrząsu toksycznego i atypowej choroby Kawasakiego.

Wcześniej brytyjska publiczna służba zdrowia NHS wydała ostrzeżenie, w którym apeluje do lekarzy, by zwracali uwagę na przypadki pacjentów dziecięcych z cechami zespołu wstrząsu toksycznego i atypowej choroby Kawasakiego. Ich zdaniem może to być powiązane z zarażeniami koronawirsuem. Podobne spostrzeżenia mają Francuzi - tamtejsza Agencji Zdrowia Publicznego informuje o 25 przypadkach ciężkich schorzeń u dzieci, które przypominają zespół Kawasakiego.

Francuscy lekarze są przerażeni - każdego roku leczyli 2-3 dzieci z takimi objawami. Podczas ostatnich 3 tygodni na oddziałach intensywnej terapii ta liczba zwiększyła się kilkanaście razy. Francuski minister zdrowia, Olivier Veran, oświadczył, że traktuje tę sprawę bardzo poważnie, ponieważ może mieć związek z koronawirusem.

https://parenting.pl/8-latek-z-niewydolnoscia-serca-kolejny-nietypowy-objaw-koronawirusa

Przerażający skutek COVID-19. Mają to tysiące ludzi
12.10.2020 10:13

Pacjenci, który pokonali koronawirusa, nawet kilka miesięcy od wyzdrowienia zgłaszają trudności w normalnym funkcjonowaniu. Ozdrowieńcy skarżą się m.in. na utratę pamięci, dezorientację, trudności z koncentracją i zawroty głowy. Ich relacje opublikował "New York Times".

Coraz więcej pacjentów, którzy pokonali koronawirusa, skarży na problemy, które przeszkadzają im normalnie funkcjonować. Ozdrowieńcy zgłaszają dolegliwości takie jak: utrata pamięci, dezorientacja, trudności z koncentracją i zawroty głowy.

Lekarze, którzy badają ozdrowieńców, mówią o tzw. mgle mózgowej.

Są tysiące ludzi, którzy to mają - mówi w rozmowie z "New York Timesem" dr Igor Koralnik, szef oddziału chorób neurozakaźnych w Northwestern Medicine w Chicago.

Naukowcy nie są pewni, co powoduje mgłę mózgową, która różnie się objawia i dotyka nawet tych, którzy podczas walki z koronawirusem nie mieli chorób współistniejących. Przyczyny tej dolegliwości są na razie tajemnicą, częściowo również dlatego, że objawy są tak różnorodne.

Badania przyczyn mgły mózgowej dopiero niedawno się rozpoczęły. W sierpniu Francuzi przebadali 120 ozdrowieńców. Według raportu 34 proc. zmagało się z utratą pamięci, a 27 proc. miało problemy z koncentracją nawet kilka miesięcy po zwalczeniu koronawirusa.

Wśród 3930 członków Survivor Corps - grupy osób, która nawiązała kontakt, aby omówić życie po COVID-19, przeprowadzono ankietę.

Ponad połowa zgłosiła trudności z koncentracją lub skupieniem - powiedziała Natalie Lambert, profesor ds. Badań w Indiana University, która pomagała przy badaniach.

Był to czwarty najczęstszy objaw ze 101 długotrwałych i krótkotrwałych schorzeń fizycznych, neurologicznych i psychologicznych, które zgłosili ozdrowieńcy. Problemy z pamięcią i zawroty głowy zgłosiła co najmniej jedna trzecia respondentów.

Lisa Mizelle, doświadczona pielęgniarka, zachorowała na COVID-19 w lipcu. Teraz kiedy wróciła do pracy, często zapomina o rutynowych zabiegach i testach laboratoryjnych, które wcześniej wykonywała automatycznie.

Wychodzę z sali i nie pamiętam, co właśnie powiedziała pacjentka. Czuję się, jakbym miał demencję - powiedziała 53-letnia Mizelle, cytowana przez "New York Times".

Po zakażeniu się koronawirusem w marcu Michael Reagan, inny rozmówca dziennika, nie pamięta nic ze swojej 12-dniowej wycieczki do Paryża, mimo że podróż odbyła się zaledwie kilka tygodni przed zakażeniem.

Patrzę na wszystkie zdjęcia z Paryża, próbując sobie coś przypomnieć - stwierdził 50-latek.

Badania nad mgłą mózgową, na którą cierpią pacjenci po koronawirusie, trwają.

https://www.o2.pl/informacje/mgla-mozgowa-przerazajacy-skutek-covid-19-6563770369276448a

CDC uznała ryzyko związane powietrzną transmisją koronawirusa. Są nowe wytyczne
Monika Mikołajska 12.10.2020, 13:15

(...) Sytuacja komplikuje się, kiedy mówimy o maleńkich cząsteczkach, które powstają, gdy mówimy, śpiewamy, a nawet po prostu oddychamy. Jak zwraca uwagę prof. Clarkson University, Suresh Dhaniyala, często są one mniejsze niż 5 mikrometrów (mikrometr to jedna milionowa metra), mogą utrzymywać się w powietrzu do około 12 godzin.

Prof. Dhaniyala zwraca uwagę, że wprawdzie mniejsze cząsteczki są w stanie przenieść mniej wirusów niż większe aerozole emitowane podczas kaszlu lub kichania, mimo to są one bardzo istotne w procesie przenoszenia choroby. (...)
https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-na-swiecie,jak-rozprzestrzenia-sie-sars-cov-2--nowe-wytyczne-cdc,artykul,12331393.html

https://www.o2.pl/informacje/lekarze-przebadali-ozdrowiencow-wybrali-tych-ktorzy-mieli-bardzo-powazne-objawy-6563831953025568a

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-koronawirus-moze-przetrwac-na-powierzchni-banknotow-znacznie,nId,4788070
« Ostatnia zmiana: Styczeń 04, 2021, 00:55 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #37 dnia: Grudzień 30, 2020, 23:44 »
Naukowcy: Powtórne zakażenie koronawirusem jest możliwe. Może być jeszcze groźniejsze
13 października (11:29)

Zaniepokojenie lekarzy wywołał przypadek powtórnego zakażenia koronawirusem, do jakiego doszło u 25-letniego mężczyzny w USA. Było ono jeszcze groźniejsze niż poprzednie i wymagało leczenia szpitalnego. O sprawie pisze w najnowszym wydaniu "Lancet Infectious Diseases".

Specjaliści podkreślają, że wiele jeszcze nie wiemy o koronawirusie SARS-CoV-na 2 i chorobie COVID-19. Młody mężczyzna z Nevady nie miał żadnych chorób współistniejących, ani zaburzeń odpornościowych, nic przynajmniej o tym nie wiadomo.

Pierwsze objawy pojawiły się u 25-latka 25 marca tego roku. Były to bóle gardła, kaszel, bóle głowy nudności i biegunki. 18 kwietnia test wykazał, że jest zakażony koronawirusem, a 27 kwietnia dolegliwości ustąpiły. Testy przeprowadzone między 9 i 26 wypadły negatywnie.

Wydawało się, że 25-latek ma chorobę za sobą, gdy 28 maja pojawiła się u niego gorączka, bóle i zawroty głowy, kaszel nudności oraz biegunka. 5 czerwca po raz kolejny przeprowadzono u niego testy, które wykazały, że jest zakażony koronawirusem. Tym razem jego stan się pogorszył na tyle, że miał zaburzenia oddychania, trafił do szpitala i wymagał podawania tlenu.

Specjaliści wykluczają, że u Amerykanina była to ta sama choroba w kolejnych fazach. Była to raczej powtórna infekcja. Wskazują na to badania genetyczne koronawirusów, którymi się zakaził. Występowały między nimi różnice w materiale genetycznym, że trudno mówić o tym samym drobnoustroju.

Z naszych badań wynika, że pierwotne zakażenie niekoniecznie chroni przed kolejną infekcją, do której może dojść w przyszłości - twierdzi dr Mark Pandori z University of Nevada. To z kolei - uważa - ma poważne konsekwencji dla zrozumienia tego, jak może się kształtować nasza odporność przeciwko COVID-19. (...)

https://www.o2.pl/informacje/lekarze-przebadali-ozdrowiencow-wybrali-tych-ktorzy-mieli-bardzo-powazne-objawy-6563831953025568a

Wstrzymano badania nad kolejną szczepionką na koronawirusa
Opracowanie: Magdalena Partyła 13 października

W USA wstrzymano testy nad kolejną szczepionką przeciwko Covid-19, znajdujące się w najbardziej zaawansowanej trzeciej fazie badań. Tym razem zawieszono prace nad preparatem amerykańskiego koncernu Johnson&Johnson.

Nie wiadomo jeszcze, co było powodem wstrzymania badań nad szczepionką. Amerykański koncern odmawia na razie podania bliższych szczegółów. Wiadomo tylko, że u jednego z ochotników doszło do powstania niepożądanych działań ubocznych. (...)
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-wstrzymano-badania-nad-kolejna-szczepionka-na-koronawirusa,nId,4790395

Zbadali zwłoki pacjentów zmarłych na COVID-19. Niezwykłe odkrycie
Jan Manicki 14.10.2020 11:21

Naukowcy przeprowadzili sekcję zwłok pacjentów, którzy zmarli z powodu koronawirusa. Okazało się, że patogen zdołał przetrwać w ich gałkach ocznych. Już wcześniej koronawirusa znaleziono w oku u pacjentki z Wuhan.

Naukowcy z Centrum Widzenia i Banku Tkanek Ocznych w Eversight w stanie Ohio przeprowadzili sekcję zwłok 10 osób, które zmarły na koronawirusa. Odkryto, że po śmierci pacjentów, białka wirusa przetrwały w ich oczach.

Koronawirus w gałce ocznej. Przeprowadzono sekcję zwłok

Według badania koronawirus znajdował się głównie na rogówce, zewnętrznej warstwie gałki ocznej. Patogen znaleziono również w spojówce, czyli tkance wyścielającej wnętrze powiek, oraz w ciele szklistym, podobnym do żelu płynie wypełniającym oko.

Główny autor badania Onkar Sawant podkreślił, że to przełomowe opracowanie. Ma ono bowiem pomóc oszacować ryzyko zakażenia koronawirusem wśród okulistów. Wyniki badania mogą być także pomocne przy zapobieganiu zakażeniu koronawirusem w przypadku przeszczepów rogówki czy dawstwa tkanek oka.

Naszym głównym motywatorem było zapewnienie bezpieczeństwa naszym chirurgom i ich pacjentom – powiedział Sawant, cytowany przez "Newsweek".

Koronawirus w oku. Potrzebne dalsze badania

Ekspert okulistyki Denize Atan z Uniwersytetu Bristolskiego stwierdził, że potrzebne są dalsze badania. Podkreślił, że konieczne jest sprawdzenie, w jaki sposób wirus może przedostawać się z oczu do reszty organizmu. Atan ocenił jednak, że amerykańskie badanie jest niezwykle cenne, bo potwierdza obecność wirusa w tkance ocznej.

Oczy i łzy są możliwą drogą rozprzestrzeniania się wirusa – powiedział.

Koronawirus w oczach. Potwierdzony przypadek u pacjentki z Wuhan

Wcześniej w tym roku naukowcy znaleźli koronawirusa u zdrowej, wydawało się, kobiety. 64-letnia mieszkanka Wuhan wyzdrowiała z COVID-19 dwa miesiące wcześniej. Białka wirusa zdołały jednak przetrwać w jej oczach.

Po wypisaniu ze szpitala 64-latka skarżyła się na pieczenie i ból oczu. Zbierały się w nich duże ilości ropy. W marcu kobieta przeszła operację, podczas której lekarze potwierdzili, że białka koronawirusa przetrwały w jej tkance ocznej.

https://www.o2.pl/informacje/zbadali-zwloki-pacjentow-zmarlych-na-covid-19-niezwykle-odkrycie-6564478171552416a

Dwa rekordy w jedną dobę. Niemcy i Wielka Brytania mają już mniej zgonów niż Polska
MATEUSZ RATAJCZAK 14 X

(...) I znów jeden dzień przyniósł worek rekordów. To rekord wykrytych infekcji, rekord tygodniowej liczby zakażeń i to niestety również rekord zgonów. Jak informuje Ministerstwo Zdrowia, w ciągu ostatniej doby wirus spowodował śmierć 116 osób. To suma osób, które pokonał COVID-19 i choroby współistniejące. Ich jest najwięcej, choć niestety umierają też ci, którzy do tej pory żadnych problemów zdrowotnych nie mieli.

To niestety oznacza jednocześnie, że wskaźnik zgonów w Polsce jest w tej chwili wyższy niż w innych, o wiele liczniejszych krajach.

Oczywiście mowa o ostatnim czasie, a nie o okresie od marca tego roku, gdy epidemia do Europy dopiero dotarła. Do poziomów ogólnej śmiertelności z Włoch i Hiszpanii wciąż nam daleko. Nie można być jednak ślepym na wyniki z ostatniego czasu. To najlepsze podsumowanie jak dziś sobie radzimy z epidemią. (...)
https://www.money.pl/gospodarka/dwa-rekordy-w-jedna-dobe-niemcy-i-wielka-brytania-maja-juz-mniej-zgonow-niz-polska-6564537854081664a.html

Koronawirus nie zaatakuje części populacji. Ekspert wyjaśnia
MICHAŁ SKORUPKA 14 X

Koronawirus nie zaatakuje nawet jednej trzeciej światowej populacji - twierdzi genetyk i biolog prof. Marek Sanak. Ekspert dodaje, że wraz ze wzrostem zakażeń wzrośnie również odporność zbiorowa na COVID-19.

- Szacuje się, że nawet jedna trzecia populacji nie zachoruje na COVID-19, tak zresztą jak we wszystkich dotychczasowych epidemiach - mówi w rozmowie z PAP genetyk i biolog prof. Marek Sanak.

Ekspert przywołał wyniki badań z Nowego Jorku, gdzie jest duża gęstość zaludnienia i rozbudowany transport zbiorowy. Wraz ze wzrostem liczby zakażeń, odporność zbiorowa przekroczyła tam 20 procent. Profesor wyjaśnia, że taki odsetek populacji Nowego Jorku stał się odporny na koronawirusa SARS-CoV-2. - Wtedy też zakażenia zaczęły zwalniać - komentuje kierownik Zakładu Biologii Molekularnej i Genetyki Klinicznej Collegium Medicum UJ.

Zdaniem eksperta, w dobie przyrostu zakażeń koronawirusem optymizmem mogą napawać szacunki, że nawet jedna trzecia populacji nie zachoruje na COVID-19. - Część z nas nie zakazi się podczas ekspozycji na koronawirusa, część przejdzie chorobę bez żadnych objawów. Problem polega na tym, że nie wiemy dokładnie kto - tłumaczy prof. Marek Sanak.

Ekspert wyjaśnia, że jeśli ktoś chorował w dzieciństwie lub młodości z powodu innych koronawirusów i ma sprawną odporność, to maleje jego ryzyko na zarażenie się wirusem SARS-CoV-2 lub ciężki przebieg infekcji.

- Dane naukowe pokazują, że po przechorowaniach w wieku dziecięcym i młodzieńczym innych koronawirusów, a takich sezonowo krąży kilka w populacji, nasze komórki odpornościowe zapamiętują wzorzec antygenowy koronawirusa, dzięki czemu osoby te mają już limfocyty, które bardzo ładnie niszczą koronawirusa SARS-CoV-2, nie dopuszczając do zachorowania. I to już zostało wykazane - mówi prof. Sanak w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

https://tech.wp.pl/koronawirus-nie-zaatakuje-czesci-populacji-ekspert-wyjasnia-6564531741895328a
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-czesc-populacji-nie-zachoruje-na-covid-19-odpornosc-zbiorowa,nId,4792212

Pierwszy taki przypadek COVID-19 na świecie. Fatalne wieści z Holandii
14 X

W Holandii odnotowano pierwszy na świecie przypadek śmierci osoby, która ponownie zakaziła się koronawirusem. Bezprecedensowe zdarzenie jest teraz tematem rozmów ekspertów.

Przykre doniesienia docierają z Holandii. W kraju tym zmarła 89-latka, która ponownie zakaziła się koronawirusem. Jest to pierwszy znany na świecie przypadek śmierci osoby z reinfekcją - donosi CNN. Rodzi to poważne pytania o to, jak długo może trwać odporność na koronawirusa osoby, która była już nim zakażona.

Kobieta w podeszłym wieku cierpiała na bardzo rzadki typ raka. Lekarze leczyli ją na makroglobulinemię Waldenströma. To spowodowało, że jej układ odpornościowy został mocno osłabiony z powodu terapii, którą otrzymała.

Kobieta trafiła do szpitala z podejrzeniem zakażenia 59 dni od pierwszego pozytywnego wyniku testu. Po niespełna dwóch miesiącach w jej organizmie nie było przeciwciał. Dwa tygodnie później 89-latka zmarła. Opis jej przypadku ma się pojawić w czaopiśmie "Clinical Infectious Diseases".

W ostatnim czasie głośno było też o przypadku reinfekcji w USA. Tam ponownie koronawirusem zakaził się 25-latek. Mężczyzna żyje, ale w jego przypadku drugie zakażenia również miało cięższy przebieg niż pierwsze.

Koronawirus w Holandii

Epidemia koronawirusa w Holandii również tam przybrała na sile. 13 października odnotowano tam rekordową liczbę 7 tysięcy 400 zakażeń. W kraju ponownie wprowadzono obostrzenia. Od początku pandemii niecałe 190 tysięcy osób zakaziło się tam koronawirusem, z czego 6 631 zmarło.

https://www.o2.pl/informacje/pierwszy-taki-przypadek-covid-19-na-swiecie-fatalne-wiesci-z-holandii-6564464563726976a

Mówi, że wyzdrowiał z COVID-19, ale... Naukowcy alarmują
Natalia Bogucka 15.10.2020 7:59

Donald Trump ogłosił, że po przejściu COVID-19 jest odporny na koronawirusa. Naukowcy ostrzegają jednak, że eksperymentalne leczenie mogło osłabić produkcję przeciwciał w jego organizmie.

Donald Trump twierdzi, że wyzdrowiał z koronawirusa i jest teraz na niego odporny. Ale nawet gdyby prezydent byłby teraz odporny na COVID-19, to może się to zmienić - ostrzegają naukowcy. Eksperymentalne leczenie mogło uniemożliwić jego organizmowi wytwarzanie przeciwciał niezbędnych do długotrwałej ochrony przed ponownym zakażeniem - podaje "The New York Times".

Donald Trump może być jeszcze bardziej podatny na koronawirusa

Otrzymane przez Trumpa przeciwciała monoklonalne zostały wyprodukowane przez firmę farmaceutyczną Regeneron i znikną z organizmu w ciągu kilku tygodni. Eksperci ostrzegają, że bez uzupełnienia ten spadek przeciwciał może uczynić Trumpa jeszcze bardziej podatnym na wirusa niż większość pacjentów, którzy wyleczyli się z COVID-19.

Co więcej, sterydy, które prezydent otrzymał na początku choroby, hamują naturalną odpowiedź immunologiczną organizmu, w tym jego skłonność do wytwarzania własnych przeciwciał.

Za drugim razem może nie być chroniony, zwłaszcza że nie wytworzył własnych przeciwciał - powiedziała Akiko Iwasaki, immunolog z Yale University.

Większość osób zakażonych koronawirusem wytwarza przeciwciała przeciwko wirusowi, które powinny chronić je przed drugą infekcją. Nie jest jednak jasne, jak długo trwa ta odporność.

Jeśli dostaniesz przeciwciała wcześnie i zapobiegniesz infekcjom lub szybko je leczysz, prawdopodobnie zahamujesz wytwarzanie przeciwciał własnego organizmu - powiedział dr Dan Barouch, wirusolog z Beth Israel Deaconess Medical Center w Bostonie.

Biały Dom nie odpowiedział na pytania, czy Trump zamierza przyjmować comiesięczne dawki koktajlu przeciwciał. Firma Regeneron przekazała, że posiada 50 tys. dawek koktajlu.

https://www.o2.pl/informacje/mowi-ze-wyzdrowial-z-covid-19-ale-naukowcy-alarmuja-6564827280153248a

Przerażający efekt uboczny COVID-19. Pierwszy taki przypadek
Angelika Karpińska 15.10.2020 12:06

W mediach pojawiają się nowe informacje na temat potencjalnych skutków ubocznych koronawirusa. Przykładem jest "sprawny i zdrowy" mężczyzna z Wielkiej Brytanii, u którego po zakażeniu doszło do trwałej utraty słuchu. Naukowcy podkreślają, że niepokojący efekt uboczny wymaga dokładnych badań.

W czasopiśmie "British Medical Journal" opisano przypadek 45-letniego Brytyjczyka, który zaraził się koronawirusem. Przed uzyskaniem pozytywnego testu na COVID-19 był w dobrej formie i chorował jedynie na astmę.

Dziesięć dni po uzyskaniu diagnozy mężczyzna został przyjęty do szpitala. W wyniku problemów z oddychaniem podłączono go do respiratora.

Zakażenie doprowadziło do kilku powikłań, w tym zapalenia płuc i zakrzepicy. Lekarze podawali mu sterydy, osocze ozdrowieńców i lek remdesivir, którym leczono m.in. Donalda Trumpa.

Utrata słuchu skutkiem ubocznym koronawirusa?

Pacjent wyzdrowiał i został odłączony od respiratora, po czym odkrył, że nie słyszy przez lewe ucho. Testy potwierdziły, że trwale ogłuchł na lewe ucho, mimo że wcześniej nie miał problemów ze słuchem, a lekarze potwierdzili, że nie było to wynikiem żadnego zapalenia. W opisie przypadku stwierdzono, że prawdopodobnie utrata słuchu była spowodowana przez COVID-19 i zaleca się przeprowadzenie dalszych badań nad tym potencjalnym efektem ubocznym.

Pomimo małej liczby badań istotne jest rozważenie możliwości związku między COVID-19 a SSNHL (nagłą zmysłowo-nerwową utratą słuchu). Utrata słuchu i szum w uszach to objawy, które obserwowano u pacjentów zarówno z COVID-19, jak i wirusem grypy, ale nie zostały one uwydatnione - czytamy w raporcie.

https://www.o2.pl/informacje/przerazajacy-efekt-uboczny-koronawirusa-6564862993955456a
« Ostatnia zmiana: Styczeń 04, 2021, 23:49 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #38 dnia: Grudzień 30, 2020, 23:44 »
Koronawirus w Polsce. Rośnie liczba zakażonych. Dr Paweł Rajewski wyjaśnia, kiedy zrobić test na COVID-19
Katarzyna Krupka,  7 miesięcy temu

Czy profilaktyczne wykonywanie testów na koronawirusa ma sens? A może lepiej we własnym zakresie sprawdzić, czy w naszym organizmie wytworzyły się przeciwciała mogące świadczyć o przebytej infekcji? Jak uzyskać wiarygodną odpowiedź na pytanie, czy nie jesteśmy chorzy na COVID-19? Wyjaśnia dr n. med. Paweł Rajewski.

1. Koronawirus w Polsce

Od początku wybuchu epidemii w Polsce stwierdzono 24 271 przypadków zakażenia koronawirusem. Zmarło 1081 chorych. Z koronawirusem wygrało też 11 726 osób, ale wciąż w szpitalach pozostaje blisko 2200 pacjentów (stan na 2 czerwca).

1 czerwca Polska znalazła się na czwartym miejscu pod względem liczby nowych przypadków zakażenia koronawirusem. Wyprzedzają nas tylko Rosja, Wielka Brytania i Białoruś. To jednak nie koniec złych wiadomości. Do końca kwietnia Polska wykonała niemal tyle samo testów, co Wielka Brytania, ale od maja Brytyjczycy postawili na masowe testowanie. To sprawiło, że w Polsce (stan na 1 czerwca) wykonano 931 520 testów, a w Wielkiej Brytanii - 10 923 108. Różnica robi wrażenie.

W związku z rosnąca liczbą zakażonych, kolejnym etapem luzowaniem obostrzeń i stosunkowo małą liczbą wykonywanych testów, coraz więcej osób chce sprawdzić, czy nie są chorzy na COVID-19. Jak uzyskać wiarygodną informację?

- Jedyną rzetelną odpowiedź może dać badanie wymazu w kierunku koronawirusa SARS-CoV-2 metodą PCR. Oczywiście jeśli jest w prawidłowy sposób pobrany i minęło przynajmniej 24, a najlepiej 48 godzin od początku objawów klinicznych lub 7 dni po zetknięciu się z osobą chorą na COVID-19 - mówi dr n. med. Paweł Rajewski z Wojewódzkiego Szpitala Obserwacyjno-Zakaźnego w Bydgoszczy; specjalista chorób wewnętrznych, chorób zakaźnych, hepatolog, prof. WSG, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych.

Lekarz dodaje również, że przede wszystkim powinniśmy uważnie obserwować swój organizm i szybko reagować na niepokojące objawy mogące świadczyć o zakażeniu koronawirusem.

- Zacznijmy od typowej triady objawów - gorączka, suchy kaszel, duszność. Należy zwracać uwagę na podwyższoną temperaturę ciała, zwłaszcza gorączkę, co może być jednym z objawów zakażenia SARS-CoV-2, który występuje w największym odsetku przypadków. Następnie pojawienie się kaszlu o charakterze suchym, od sporadycznego, łagodnego czy miernie nasilonego do uporczywego, męczącego. Zazwyczaj nie występuje kaszel mokry. Jedynym z klasycznych objawów może być również uczucie duszności, trudności w oddychaniu, trudności w nabraniu pełnego, głębokiego wdechu, głównie u pacjentów z silnym, napadowym suchym kaszlem, może być także objawem rozwijającego się śródmiąższowego zapalenia płuc w przebiegu choroby. U pacjentów z COVID-19 raportowane były także bóle mięśniowo-stawowe, utarta węchu i smaku, zapalenie spojówek czy krótkotrwała biegunka - wyjaśnia.

Należy pamiętać, że objawy te zwykle pojawiają się nagle, z dnia na dzień i nie są poprzedzone kilkudniowym nieżytem nosa czy objawami typowego przeziębienia.

2. Bezobjawowy przebieg koronawirusa

Coraz częściej mówi się jednak o bezobjawowych przypadkach - tzw. "cichych nosicielach" oraz osobach, które przechodzą COVID-19 skąpoobjawowo. Mogą one nie wiedzieć, że są zakażone lub zbagatelizować objawy. Tym samym stwarzają ogromne zagrożenie dla osób znajdujących się w ich otoczeniu i mogą przyczyniać się do powstawania kolejnych ognisk COVID-19. Czy zatem powinniśmy profilaktycznie wykonać testy na obecność koronawirusa?

- Jeśli mieliśmy kontakt z osobą z COVID-19 i nie mamy się żadnych objawów to po 7 dniach należałoby wykonać wymaz w kierunku koronawirusa SARS-CoV-2, a do tego czasu pozostawać w izolacji domowej. Jeśli podejrzewamy, że możemy mieć przebieg bezobjawowy COVID-19, a opiekujemy się chorymi rodzicami, dziadkami czy mamy kontakt z osobami starszymi, z chorobami nowotworowymi czy obniżoną odpornością, rozważmy wykonanie wymazu w kierunku SARS-CoV-2 dla bezpieczeństwa podopiecznych - tłumaczy dr Rajewski.

- Odradzam jednak w tym przypadku wykonywanie dostępnych komercyjnie tzw. szybkich testów kasetkowych określających przeciwciała antySARS-CoV-2 w klasie IgM celem potwierdzenia czy wykluczenia zakażenia. Przeciwciała w tej klasie pojawiają się zazwyczaj po około 7-14 dniach od momentu zakażenia - jest to tzw. okienko serologiczne. Wykonuąc test wcześniej lub bez odpowiedniej interpretacji możemy nie wykryć aktywnego zakażenia i być nieświadomym źródłem infekcji dla innych. Natomiast jeśli jesteśmy przekonani, że przechorowaliśmy COVID-19 - jest również możliwość sprawdzenia tego, wykonując badanie przeciwciał anty-SARS-CoV-2 w klasie IgG np. metodą Elisa z krwi żylnej - dodaje dr Rajewski.

Pamiętajmy jednak, że nawet gdy nie przeprowadziliśmy testu na obecność koronawirusa czy przeciwciał anty-SARS-CoV-2, to jeśli wystąpi u nas jeden lub więcej z wymienionych wyżej objawów, które mogą sugerować zakażenie, powinniśmy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem lub pracownikiem infolinii z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w celu określenia ryzyka zakażenia i podjęcia kolejnych kroków diagnostycznych.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-rosnie-liczba-zakazonych-dr-pawel-rajewski-wyjasnia-kiedy-zrobic-test-na-covid-19

Powikłania po COVID-19. Koronawirus może powodować problemy naczyniowe. Coraz więcej pacjentów z niewydolnością żylną, zakrzepicą i zapaleniem żył
2 I

- Od kilkunastu dni otrzymuję telefony od moich pacjentów w związku z nasilającymi się objawami niewydolności żylnej oraz z przypadkami zakrzepic lub zapaleń żył układu powierzchownego - mówi flebolog, prof. Łukasz Paluch. Okazuje się, że koronawirus atakuje nie tylko płuca, ale również inne tkanki i narządy. Kolejnymi na długiej liście powikłań związanych z przejściem infekcji są problemy naczyniowe.

1. Ból i drętwienie nóg jednymi z powikłań po COVID-19

- Czułam takie napięcie w nogach, trochę przypominało to zespół niespokojnych nóg. Najgorzej było, kiedy kładłam się spać, miałam wrażenie, jakby coś rozsadzało mnie od środka. Kilka dni później okazało się, że jestem zakażona koronawirusem. Dopiero z perspektywy czasu widzę, że to były pierwsze objawy infekcji - mówi Anna, która przeszła zakażenie koronawirusem.

"Dramatyczny ból, zwłaszcza jednej z nóg, był u mnie pierwszym objawem COVID-19. Potem dopiero pojawiły się objawy standardowe, ale do dziś mam wrażenie jakbym nogi wlokła za sobą" - pisze na Instagramie kolejna z pacjentek, która przeszła zakażenie koronawirusem.

O bolesnych dolegliwościach opowiada też inna chora, która samą infekcję przechodziła dość łagodnie. Powikłania pojawiły się później. "Kiedy wydawało się, że wracam całkiem do zdrowia, nastąpił ból prawej nogi, od góry do dołu, ból w klatce piersiowej i ciężki oddech. Badania dopplera wykazały zakrzepicę i zapalenie żył głębokich."

2. Naczyniowe powikłania po COVID-19

Ból nóg, uczucie ciężkości, obrzęki, opuchnięcia - to kolejne z dolegliwości zgłaszanych przez pacjentów, którzy przeszli COVID-19. Prof. Łukasz Paluch opowiada, że nie ma dnia, żeby nie zgłosił się do niego pacjent z problemami naczyniowymi po przejściu zakażenia koronawirusem.

- Wirus SARS-CoV-2 atakuje śródbłonek naczyń, który jest zarówno w naczyniach żylnych, jak i tętniczych. Już w sierpniu zauważyłem, że zaczęli do mnie coraz częściej dzwonić pacjenci narzekający na ból nóg. Wielu z nich to były osoby, które wcześniej prowadziłem i ich stan przez lata był stabilny. Później okazało się, że większość z nich przeszła zakażenie koronawirusem albo była w trakcie infekcji. Teraz mamy dużo więcej takich przypadków - mówi prof. nadzw. dr hab. n. med. Łukasz Paluch, flebolog.

- Najczęściej obserwujemy u tych chorych nowe zmiany zakrzepowe w naczyniach, czyli powstanie zakrzepicy. Zauważyliśmy też bardzo duże przyspieszenie zmian powstających w naczyniach, przyspieszony rozwój niewydolności żylnej. Jest też trzecia grupa pacjentów, którzy mieli już zdiagnozowane znaczne zmiany naczyniowe, byli leczeni doustnymi lekami przeciwzakrzepowymi i mimo to wystąpiła u nich zakrzepica - wyjaśnia ekspert.



Prof. Łukasz Paluch (Instagram)

Profesor przyznaje, że dolegliwości naczyniowe spowodowane przez koronawirusa mogą pojawić się w zasadzie na każdym z etapów choroby. Zdarzają się pacjenci, u których są one pierwszymi objawami infekcji.

- W zależności od tego, jakie ten wirus ma powinowactwo do naszego śródbłonka naczyń żylnych i w jakim stanie wyjściowym były nasze naczynia, tak te objawy mogą występować.

3. Pacjenci z COVID-19 narażeni na niewydolność i zakrzepicę

Lekarz przypomina, żeby nie bagatelizować tych dolegliwości, nawet jeśli już minęły. Wyjaśnia, że może to być objaw zakrzepicy żylnej, która uległa rekanalizacji, może to zostawić trwałe ślady i powodować problemy zdrowotne w przyszłości. Osoby, które w przebiegu infekcji lub po przejściu zakażenia obserwują nietypowe dolegliwości, zawsze powinny skonsultować je ze specjalistą.

- Samo pobolewanie nóg z reguły nie wiąże się z poważnymi problemami, ale już wystąpienie zakrzepicy po przebyciu COVID-19 jest sytuacją bardzo poważną. Zakrzepica może być przyczyną zatorowości płucnej, która jest potencjalnie śmiertelna - ostrzega prof. Paluch.

Lekarz widząc skalę dolegliwości, postanowił opisać i nagłośnić problem również w mediach społecznościowych. - Po tym poście piszą do mnie setki ludzi, którzy opisują swoje objawy - opowiada flebolog.

Profesor ma nadzieję, że w ten sposób uświadomi wielu pacjentów, którzy mogą bagatelizować część dolegliwości.

- Tych czynników, które w przebiegu COVID-19 mogą sprzyjać zakrzepicy jest bardzo dużo. Z jednej strony wiemy, że sam wirus atakuje śródbłonek naczyń. Oprócz tego u części pacjentów dochodzi do niedotlenienia czyli hipoksji, spada im saturacja. Taki stan również predestynuje do wystąpienia zakrzepicy. Sprzyja temu również uogólniony stan zapalny, czyli te burze: cytokinowa i bradykiniowa, podobnie, jak unieruchomienie pacjentów, którzy z powodu infekcji narzekają na osłabienie, brak sił - tłumaczy specjalista flebolog.

Jakie dolegliwości mogą świadczyć o problemach naczyniowych?

- Zaczynając od najbardziej błahych, może to być zespół niespokojnych nóg, czyli konieczność poruszania nogami, ociężałość, pobolewanie nóg, następnie obrzęki, na przykład nagła widoczność odciśnięcia skarpetek, opuchnięcie w okolicy kostek albo całych stóp. I poważniejsze objawy, czyli znaczne opuchnięcie, zaczerwienienie czy niesymetryczność kończyn, ale też duszność połączona z obrzękiem nóg. To już jest objaw zatorowości płuc - tłumaczy ekspert.

Lekarz przyznaje, że w każdym przypadku kluczowe jest ustalenie stopnia niewydolności i aktualnego stanu naczyń żylnych.

- Niestety, badania laboratoryjne nie są wystarczające, aby ocenić, czy doszło do takich zaburzeń. Jeżeli utrzymują się objawy, pacjenci koniecznie powinni wykonać badanie USG doppler, czyli sprawdzić stan żył, czy była lub jest zakrzepica, czy doszło do niewydolności, czyli uszkodzenia funkcji zastawek żylnych. Zakrzepica to powstanie skrzepu, a niewydolność to cofanie się krwi w naczyniach - stan predestynujący do zakrzepicy, który może wywoływać również inne powikłania, jak na przykład uszkodzenie mikrokrążenia - wyjaśnia profesor.

4. Czy osoby przyjmujące antykoncepcję są w grupie ryzyka?

Lekarz przyznaje, że osoby przyjmujące antykoncepje dwuskładnikową czyli estrogenowo-progesteronową są bardziej narażone na potencjalne powikłania naczyniowe.

- Antykoncepcja dwuskładnikowa powoduje zwiększenie ryzyka choroby zakrzepowo-zatorowej, podobnie jak sam COVID-19, więc koincydencja, czyli wspólne wystąpienie tych dwóch czynników, logicznie może spowodować większe ryzyko choroby zakrzepowo-zatorowej. Takie osoby z założenia są bardziej narażone na wystąpienie zakrzepicy żylnej czy zatorowości płucnej – podsumowuje lekarz.

https://portal.abczdrowie.pl/powiklania-po-covid-19-coraz-wiecej-pacjenctow-z-niewydolnoscia-zylna-zakrzepica-i-zapaleniem-zyl

Koronawirus w Polsce. Prof. Szuster-Ciesielska dementuje 6 mitów o szczepionkach
Maria Krasicka 3 I

Szczepienia na koronawirusa rozpoczęły się 27 grudnia. Do tej pory podano już ponad 47,6 tys. dawek. Jednak cały czas wiele osób ma wątpliwości i wierzy w krążące po internecie mity. By je obalić, postanowiliśmy skonsultować się ze specjalistką, prof. Agnieszką Szuster-Ciesielską z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS.

1. "Szczepionka nie jest przebadana, nie wiadomo co w niej jest"

- Szczepionki przeciwko koronawirusowi zostały bardzo dobrze przebadane - mówi w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska. - Prace nad technologią wykorzystującą mRNA do szczepień trwały ponad 30 lat, a ostatnie lata poświęcono badaniu sposobu dostarczenia tego fragmentu materiału genetycznego do organizmu. Fragment wirusowego mRNA jest dostarczany albo za pośrednictwem wirusa (tak zmodyfikowanego adenowirusa małpiego, który nie namnaża się w ludzkich komórkach), albo w nanocząsteczkach lipidowych - wyjaśnia.

Ekspertka zaznacza, że nie został pominięty żaden z etapów badań klinicznych i tłumaczy, że zwykle każda faza badania klinicznego rozpoczynana jest po zakończeniu poprzedniej. - Tutaj etapy te nakładały się na siebie. Jeszcze w trakcie badań klinicznych jednej fazy już rozpoczynano kolejną, co pozwoliło na istotne skrócenie czasu trwania badań - mówi wirusolog.

- Ponadto nie było problemu z rekrutacją ochotników. W krótkim czasie zgłosiła się wystarczająca liczba osób. Dlaczego tak szybko mogły pojawić się szczepionki na rynku? Otóż zaczęto je produkować jeszcze w trakcie trzeciej fazy badań. Firmy poniosły znaczne ryzyko, ale ostatecznie preparaty zostały ocenione przez właściwe agencje – FDA i EMA – i dopuszczone do wykorzystania - mówi prof. Szuster-Ciesielska.

Jak zaznacza, jest to jedna z najbezpieczniejszych i najczystszych szczepionek, jakie kiedykolwiek powstały. Zawiera bardzo mało składników. Jej podstawowym elementem jest fragment kwasu nukleinowego wirusa, który steruje w komórce powstaniem rozpoznawanej przez układ odpornościowy części białka wirusowego. Ponadto składnikami szczepionki są sole i lipidy.

- Nie ma tu żadnych związków chemicznych, które wpływałyby na metabolizm leków. Szczepionki te są bardzo czyste, ponieważ powstały bez wykorzystania hodowli komórkowych czy zarodków kurzych. Zwykle naturalnie pojawiający się w komórce mRNA (służący do syntezy własnych białek) jest degradowany po upływie kilku godzin. W przypadku szczepionkowego mRNA został on tak zmodyfikowany, aby przetrwał dłużej (do 72 godzin) i aby komórka zdążyła wyprodukować odpowiednią ilość wirusowego białka służącego do zbudowania odporności. Po tym czasie i ten mRNA jest w komórce degradowany. A zatem już do trzech dni po szczepionce nie ma śladu w organizmie - podkreśla prof. Szuster-Ciesielska.

2. Będąc zaszczepionym nie trzeba nosić maseczki?

Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska przyznaje, że domięśniowe podanie szczepionki powoduje, że zyskujemy odporność ogólnoustrojową. Szczepionka zabezpiecza nas przed chorobą objawową, ciężkim przebiegiem COVID-19 i jego długofalowymi konsekwencjami oraz przed hospitalizacją.

- Natomiast pamiętajmy, że wirus wnika drogą oddechową i na obszarze błon górnych dróg oddechowych po podaniu szczepionki możemy nie mieć wystarczającej ochrony. Zatem istnieje prawdopodobieństwo, że zaszczepiona osoba może zostać zakażona wirusem, który będzie replikował się w górnych drogach oddechowych i mimo że sama nie zachoruje, to może zakażać innych. Dlatego w dalszym ciągu osoby zaszczepione powinny nosić maseczkę głównie po to, aby chronić innych - ostrzega wirusolog.

3. "Skutki szczepionki poznamy za 10 lat"

Wiele osób uważa, że szczepionka nie została przebadana pod kątem długofalowych efektów działania. Jednak trzeba pamiętać, że naukowcy i specjaliści nie dopuściliby leku, nie mając pewności, jak będzie reagował. W tym celu badania były prowadzone już od pierwszych miesięcy pandemii.

- U uczestników badań klinicznych, którzy już od kwietnia dostają ten preparat, jak do tej pory nie zaobserwowano żadnych długofalowych efektów działania szczepionki, pominąwszy oczywiście trwającą do tej pory odporność przeciwko SARS-CoV-2 - mówi prof. Szuster-Ciesielska.

Jak zaznacza, osoby te będę przez kolejne dwa lata szczegółowo monitorowane, głównie pod kątem stanu ich zdrowia i czasu trwania odporności poszczepiennej.

- Nie ma żadnych podstaw naukowych, aby przewidywać jakiekolwiek niekorzystne skutki podania szczepionki mRNA, w tym zaburzeń odporności czy reakcji autoimmunologicznych, które miałyby pojawić się z dłuższej perspektywie - dodaje prof. Szuster-Ciesielska.

4. "Szczepionka na koronawirusa powoduje bezpłodność"

Na różnych forach internetowych można się natknąć na głosy antyszczepionkowców, którzy grzmią, że szczepionka na koronawirusa powoduje bezpłodność. Jednak ta hipoteza nie ma żadnych wiarygodnych podstaw naukowych.

- Badania przeprowadzone w trakcie opracowywania preparatu uwzględniały także standardowy etap badań na zwierzętach. Tutaj absolutnie wykazano, że szczepionka nie wpływa na płodność, przebieg ciąży i tego, jak się płód kształtuje - mówi prof. Szuster-Ciesielska.

5. "Szczepionka ma w sobie koronawirusa"

- Szczepionka nie ma w sobie koronawirusa. Zawarty jest w niej jedynie fragment wirusowego materiału genetycznego, z którego nie ma możliwości, żeby wirus się odbudował - przypomina wirusolog.

6. "Szczepionka ma w sobie chip"

Królem mitów jest niewątpliwie chip zawarty w szczepionce na koronawirusa. Według teorii spiskowych miałby zostać wszczepiony razem z preparatem, by dało się sterować społeczeństwem. Jednak zwolennicy tej teorii zapominają, że nawet w relacji Warszawa-Łódź są miejscowości, w których nie ma zasięgu, nie mówiąc już o kosztownym przedsięwzięciu, jakim jest sama produkcja takiej ilości chipów, by wystarczyło dla całej populacji.

- Nie wiem przez kogo i w jakim celu rozsiewane są takie absurdalne informacje. To jest oczywiście absolutna nieprawda. Słowa krytyki w stosunku do szczepionki są bardzo szeroko powielane w mediach społecznościowych. Osoby, które głoszą i powielają takie teorie, nie mają wiedzy biologicznej na ten temat - mówi prof. Szuster-Ciesielska.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-prof-szuster-ciesielska-dementuje-5-mitow-o-szczepionkach
« Ostatnia zmiana: Styczeń 04, 2021, 23:52 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #39 dnia: Grudzień 30, 2020, 23:45 »
Więcej dawek z jednej fiolki szczepionki przeciwko Covid-19. Sprawa trafiła do EMA
Katarzyna Szymańska-Borginon 4 stycznia (20:59)

Europejska Agencja Leków (EMA) zajmie się sprawą użycia sześciu dawek z jednej fiolki szczepionki przeciwko Covid-19 produkcji Pfizer/BioNTech - dowiedziała się korespondentka RMF FM w Brukseli Katarzyna Szymańska – Borginon. Obecnie z jednego opakowania wykorzystać można jedynie pięć dawek. EMA po przeanalizowaniu danych ma zmienić tę procedurę. Decyzja ma być ogłoszona w ciągu najbliższych dni.

Szczepienia przeciwko Covid-19 trwają w całej Unii Europejskiej. Obecnie z jednej fiolki preparatu produkcji Pfizer/BioNTech użyć można tylko pięciu dawek. Na wniosek firmy Europejska Agencja Leków wkrótce zajmie się tą sprawą. EMA przeanalizuje dane pod kątem zmiany procedury. Jedną fiolkę preparatu można by wykorzystać wtedy na sześć, a nie pięć dawek. Takie rozwiązanie zaakceptowało już kilka krajów europejskiej wspólnoty. Decyzja Agencji, jak dowiedziała się nasza korespondentka, ma zapaść w najbliższych dniach.

42 dni odstępu

Europejska Agencja Leków (EMA) oświadczyła również, że w celu uzyskania pełnej ochrony przed Covid-19 należy przestrzegać maksymalnego odstępu 42 dni między pierwszą, a drugą dawką szczepionki Pfizer/BioNTech.

Do tej pory prawnie zarejestrowano jedynie wskazanie, że drugą dawkę należy podać w ciągu 21 dni. Rozszerzenie widełek czasowych będzie wymagało jeszcze formalnego zgłoszenia przez firmę i zatwierdzenia tych nowych wskazań przez EMA i Komisję Europejską.

W ostatnich dniach pojawiały się informacje w europejskich mediach, że władze w niektórych krajach zastanawiają się nad podawaniem obywatelom tylko jednej dawki szczepionki Pfizer/BioNTech, zamiast zalecanych przez producenta dwóch. W ten sposób chciałyby zaszczepić większą liczbę osób. EMA podała jednak, że dowody na skuteczność szczepionki są oparte na badaniach, w których dawki podawane były w odstępie od 19 do 42 dni.

"Jakakolwiek zmiana w tym zakresie wymagałaby zmiany pozwolenia na dopuszczenie do obrotu, a także większej liczby danych klinicznych na poparcie takiej zmiany, w przeciwnym razie byłoby to uważane za stosowanie poza wskazaniem" - przekazała agencja, cytowana przez Reuters.

Firmy Pfizer i BioNTech ostrzegły w poniedziałek, że nie mają dowodów na to, że ich wspólnie opracowana szczepionka będzie nadal chronić przed Covid-19, jeśli drugi zastrzyk zostanie podany później niż zgodnie ze wskazaniami wynikającymi z badań.

"Bezpieczeństwo i skuteczność szczepionki nie były oceniane przy różnych schematach dawkowania, ponieważ większość uczestników badania otrzymała drugą dawkę w ramach okna określonego w projekcie badania" - poinformowały firmy we wspólnym oświadczeniu, przytoczonym przez Reuters.

Jak działa szczepionka przeciwko Covid-19?

Szczepionka Pfizer/BioNTech jest oparta na technologii informacyjnego RNA (mRNA). Pozwala to komórkom wytwarzać nieszkodliwe fragmenty białek wirusowych, które organizm ludzki wykorzystuje do budowania odpowiedzi immunologicznej w celu zapobiegania lub zwalczania kolejnych, naturalnych infekcji.

Szczepionka przeciw Covid-19 firm Pfizer i BioNTech nosi nazwę Comirnaty. Wykazała skuteczność na poziomie 95 proc. w badaniach klinicznych.

Jak dotąd szczepionka Pfizer/BioNTech jest jedyną dopuszczoną do obrotu w UE.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/szczepienia-przeciw-covid19/news-wiecej-dawek-z-jednej-fiolki-szczepionki-przeciwko-covid-19-,nId,4966645

Do Polski może trafić nawet pięć szczepionek przeciw COVID-19. Czym się będą różnić? Którą wybrać?
Tatiana Kolesnychenko 3 I

Już pod koniec stycznia Europejska Agencja Leków (EMA) może dopuścić do obrotu kolejne szczepionki przeciw COVID-19. Łącznie do Polski trafi nawet pięć różnych preparatów, z czego cztery prawdopodobnie będą dostępne już w styczniu. Część szczepionek jest oparta na supernowoczesnej technologii, a część na już dobrze znanej metodzie wektorowej. Eksperci wyjaśniają, na czym polega zasadnicza różnica między szczepionkami.

1. Jakie szczepionki przeciw COVID-19 trafią do Polski?

W niedzielę 27 grudnia w całej Unii Europejskiej rozpoczął się program szczepień przeciwko COVID-19. Najpierw do Polski dostarczono 10 tys. dawek szczepionek, a kilka dni później kolejne - 300 tys. Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu do kraju trafi jeszcze 300 tys. dawek.

Łącznie Ministerstwo Zdrowia złożyło zamówienie na 62 mln dawek szczepionek przeciw COVID-19, których powinno wystarczyć na zaszczepienie 31 mln Polaków.

Szczepionki będą się różnić nie tylko producentem, ale i sposobem działania. Wśród szczepionki znajdą się prepaty oparte na supernowoczesnej technologii mRNA oraz na bardziej tradycyjnej metodzie wektorowej.

Co dzisiaj wiemy o szczepionkach przeciw COVID-19, które będą stosowane w Polsce?

Pfizer, USA / BioNTech, Niemcy - szczepionka mRNA ze skutecznością 95 proc. Badanie objęło 43,5 tys osób. Szczepionka przeszła trzy fazy badań i jako jedyna otrzymała już rejestrację w UE. Do Polski trafi 16,74 mln dawek.

Moderna, USA - szczepionka mRNA ze skutecznością 94,4. proc. Badanie objęło 30,4 tys. osób. Szczepionka przeszła trzy fazy badań i otrzymała rejestrację w USA. Do Polski trafi 6,69 mln dawek.

CureVac, Niemcy - szczepionka mRNA. Producent rozpoczął drugą fazę badań, w której weźmie udział 35 tys. osób. Wyniki są spodziewane w marcu. KE zawarła z CureVac kontrakt na zakup do 405 milionów dawek, z czego do Polski trafi 5,65 mln dawek.

Astra Zeneca Uniwersytet Oksfordzki, Wielka Brytania - szczepionka wektorowa ze skutecznością 90 proc. Badanie objęło 20 tys. osób. Szczepionka przeszła trzecią fazę badań i niebawem dostanie rejestrację w Wielkiej Brytanii. Polska zmówiła 16 mln dawek preparatu.

Johnson&Johnson, USA - szczepionka wektorowa. Producent rozpoczął drugą fazę badań, w której weźmie udział 45 tys. osób. Wyniki są spodziewane pod koniec stycznia. Polska zamówiła 16,98 mln dawek szczepionki.

2. Czym jest szczepionka RNA?

Obecnie jedyną szczepionką przeciw COVID-19 dopuszczoną do obrotu w Unii Europejskiej pozostaje szczepionka Pfizer/BioNTec, która dostała nazwę COMIRNATY®. Oczekuje się, że już w pierwszym tygodniu stycznia rejestrację otrzyma preparat firmy Moderna. Jak szacuje prof. Andrzej Horban, krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych oraz główny doradca premiera ds. COVID-19, już pod koniec stycznia aprobatę dostaną kolejne dwie szczepionki.

Im więcej dawek szczepionki będzie dostępnych, tym szybciej szczepienia staną się ogólnodostępne. Na tym etapie jednak nie wiadomo, czy Polacy będą mogli sami zadecydować, którą szczepionkę przyjąć.

Jak przyznaje dr Henryk Szymański, pediatra oraz członek zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, gdyby osobiście dostał możliwość wyboru, zdecydowałby się na szczepionkę mRNA.

- Wynika to z prostego powodu - do tej pory szczepionki mRNA wykazują największą skuteczność. 95 proc. ochrony to naprawdę dużo. Dla przykładu skuteczność szczepień przeciw grypie wynosi 50 proc. - opowiada dr Szymański.

Szczepionki mRNA budzą najwięcej pytań, ponieważ ta nowoczesna technologia będzie stosowana po raz pierwszy na świecie. Nie oznacza to jednak, że jest to zupełna nowość. Pracę nad stworzeniem technologii mRNA trwały przez ostatnie dwie dekady i tylko dlatego szczepionki przeciw COVID-19 mogły powstać w tak rekordowo szybkim tempie.

- Te szczepionki zawierają fragment mRNA (rodzaj kwasu rybonukleinowego – red.), zsyntetyzowany metodami inżynierii genetycznej i zbliżony do materiału genetycznego wirusa. Komórki organizmu ludzkiego wykorzystują ten mRNA jako matrycę do produkcji białka "wirusowego" i wytwarzają odpowiedź immunologiczną w postaci swoistych przeciwciał – tłumaczy prof. Edyta Paradowska z Instytutu Biologii Medycznej PAN.

Ujmując to jeszcze prościej: szczepionka mRNA w odróżnieniu od preparatów wyprodukowanych tradycyjną metodą, nie zawiera cząsteczek wirusa, na które występuje reakcja układu immunologicznego. Szczepionka mRNA jest syntetyczna i tylko dostarcza "instrukcję", a organizm sam zaczyna produkować białko S koronawirusa, a następnie wytwarzać przeciw niemu przeciwciała.

3. Szczepionki Moderny i Pfizera. Która lepsza?

21 grudnia Komisja Europejska zatwierdziła szczepionkę opracowaną przez firmę Pfizer, a do publicznej wiadomości została podana charakterystyka produktu, czyli ulotka do preparatu, będąca ostateczną instrukcją obsługi.

Wynika z niej, że szczepionka COMIRNATY® jest przeznaczona dla osób od 16. roku życia, ponieważ dzieci i młodzież nie były ujęte w badaniach klinicznych. Jeśli chodzi o kobiety w ciąży oraz matki karmiące piersią, decyzja o szczepieniu powinna już być podejmowana na podstawie indywidualnej oceny korzyści i ryzyka. Innymi słowy, po konsultacji z lekarzem rodzinnym. Szczepionka jest podawana domięśniowo w dwóch dawkach (zastrzyk w ramię), w odstępie co najmniej 21 dni.

Jednym przeciwskazaniem do podania szczepionki jest alergia na którykolwiek składników preparatu. Kategorycznie nie mogą jej przyjmować osoby, które w historii choroby miały wstrząs anafilaktyczny.

Wśród słabych punktów COMIRNATY® eksperci wymieniają fakt, że szczepionka musi być przechowywana przy bardzo niskich temperaturach, nawet - 75 °C. Wynika to tego, że szczepionka nie zawiera stabilizatorów. Z kolei preparat firmy Moderna wymaga przechowywania w temperaturze - 20 °C, a po rozmrożeniu może być przechowywana w temperaturze 2-8°C przez 30 dni, co może znacznie ułatwiać logistykę.

Obecnie szczepionka Moderny jeszcze nie została dopuszczona do obrotu w UE, ale jest już stosowana w USA. Dysponujemy więc tylko ulotką zatwierdzoną i opublikowaną na stronie FDA, amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków.

Wynika z niej, że szczepionka jest przeznaczona dla osób od 18. roku życia i jest podawana domięśniowo w dwóch dawkach w odstępie jednego miesiąca. Podobnie, jak w przypadku szczepionki Pfizera, jednym przeciwskazaniem są reakcje alergiczne.

Analogicznie jak COMIRNATY®, preparat Moderny może wywoływać osłabioną odpowiedź immunologiczną w przypadku osób z obniżoną odpornością, w tym osób otrzymujących terapię immunosupresyjną. Skuteczność szczepionek oraz skutki uboczne, które mogą powodować, są niemal identyczne.

- Ciężko jest porównywać szczepionki Pfizera i Moderny, ponieważ obie są oparte na tej samej technologii, a więc działają w identyczny sposób. W badaniach klinicznych wykazano podobną i - co należy podkreślić - wysoką, skuteczność. Jeśli chodzi o utrzymywanie się odporności poszczepiennej, jej ocena będzie możliwa dopiero po upływie czasu – mówi dr n. med. Ewa Talarek, z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak podkreśla dr Talarek, w wyborze szczepionki przeciw COVID-19 najlepiej się kierować dostępnością. - Jeśli szczepionka zostaje dopuszczona na rynek, znaczy, że jest bezpieczna i skuteczna. Im szybciej się zaszczepimy, tym większe jest prawdopodobieństwo, że powstrzymamy epidemię koronawirusa - podkreśla.

4. Szczepionki wektorowe. Jak działają?

Wszystko wskazuje na to, że szczepionki wektorowe będą tak samo szeroko stosowane w Polsce, jak preparaty na bazie mRNA. Łącznie zamówiono około 33 mln dawek szczepionek opartych na tej metodzie.

Czym szczepionki wektorowe różnią się od mRNA?

- Mechanizm działania szczepionek mRNA oraz wektorowych jest identyczny i polega na treningu układu immunologicznego oraz stymulacji organizmu do produkcji przeciwciał. Różni się tylko sposób, w jaki jest dostarczane białko S koronawirusa. W przypadku szczepionek wektorowych mamy nieszkodliwego wirusa, które występuje w roli nośnika rozprowadzającego antygen w organizmie - tłumaczy dr Szymański.

Dr Ewa Talarek oraz dr Henryk Szymański jednym głosem podkreślają, że cząstka wirusa, którą zawiera szczepionka wektorowa, nie może spowodować zakażenia.

- Metoda wektorowa jest znana od dawna i stosowana choćby w przypadku niektórych szczepionek na grypę - podkreśla dr Szymański. Ta metoda była też bezpieczną i znacznie tańszą, dlatego wiele firm postanowiło wyprodukować właśnie szczepionki wektorowe. Na wektorze jest oparty rosyjski "Sputnik V" oraz chińska CoronaVac. W Europie będą dostępne wektorowe szczepionki Astra Zeneca oraz Johnson&Johnson.

Jako wektor w szczepionkach jest stosowany adenowirus, ponieważ łatwo wiąże się z nabłonkiem układu oddechowego. W przypadku szczepionki firmy Johnson&Johnson wykorzystano ludzki adenowirus, a koncern Astra Zeneca bazował na szympansim. Wciąż nie wiadomo, jaka będzie skuteczność szczepionki Johnson&Johnson. Natomiast pierwsze badania preparatu Astra Zeneca wykazały, że skuteczność wynosi 70 proc., ale po optymalizacji dawki szczepionki poziom ochrony podniesiono do 90 proc.

- Jest to mniej, niż w przypadku szczepionek mRNA, ale i tak warto pamiętać, że nawet 50 proc. ochrony już byłoby poziomem "zadowalającym" - podkreśla dr Szymański.

5. Etapy szczepień w Polsce

Rząd przewiduje cztery etapy szczepień w Polsce, które będą realizowane w miarę dostępności szczepionki.

Jako pierwszy już zaczął być realizowany "Etap 0", podczas którego będą szczepieni pracownicy służby zdrowia, pracownicy Domów Pomocy Społecznej i Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej oraz personel pomocniczy i administracyjny w placówkach medycznych, w tym stacjach sanitarno-epidemiologicznych.

W ramach "Etapu I" szczepienie będą mogli otrzymać pensjonariusze Domów Pomocy Społecznej oraz Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, osoby powyżej 60. roku życia (w kolejności od najstarszych) oraz służby mundurowe, w tym Wojsko Polskie, a także nauczyciele.

"Etap II" zakłada, że szczepione będą osoby poniżej 60. roku życia z tzw. grup ryzyka, czyli obciążeni chorobami przewlekłymi. Chodzi o choroby płuc, cukrzycę, nowotwory, otyłość. Na tym etapie również szczepienia otrzymają osoby, bezpośrednio zapewniające funkcjonowanie podstawowej działalności państwa i narażone na zakażenie ze względu na częste kontakty społeczne. Chodzi więc o pracowników sektora infrastruktury krytycznej, dostaw wody, gazu, prądu, transportu publicznego, urzędników odpowiedzialnych za zwalczanie pandemii, pracowników wymiaru sprawiedliwości i funkcjonariuszy służb celno-skarbowych.

W "Etapie III" szczepienie otrzymają przedsiębiorcy i pracownicy sektorów zamkniętych na mocy rozporządzeń w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W tym etapie szczepione będą również pozostałe grupy osób dorosłych.

https://portal.abczdrowie.pl/do-polski-moze-trafic-nawet-5-szczepionek-przeciw-covid-19-czym-sie-beda-roznic

Zapalenie mózgu. Czy aby na pewno po szczepionce?
BOB 04.01.2021 14:41

Trwa wyjaśnianie, co doprowadziło do tak poważnych powikłań u 32-letniej lekarki po przyjęciu szczepionki przeciw koronawirusowi. Wiadomo, że w przeszłości miała reakcje alergiczne na antybiotyki.

Meksyk jest pierwszym krajem Ameryki Łacińskiej, który rozpoczął szczepienia przeciw koronawirusowi. Pierwszeństwo mieli pracownicy służby zdrowia. Na razie stosowany jest produkt opracowany przez Pfizer/BioNTech.

Koronawirus. Lekarka w szpitalu po szczepionce

Wielki niepokój jednak wywołały informacje ze stanu Nuevo Leon. Jak informuje Reuters, do szpitala trafiła 32-letnia lekarka, która zdecydowała się na przyjęcie szczepionki.

Kobieta miała konwulsje, problemy z oddychaniem, a na jej ciele pojawiła się wysypka. W tej chwili wiadomo, że jej stan jest stabilny, ale pierwsze diagnozy nie brzmią optymistycznie.

Lekarze stwierdzili zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego. Trwa wyjaśnianie, co było przyczyną tak silnych skutków ubocznych. Światowa agencja informacyjna ustaliła, że lekarka w przeszłości miała reakcje alergiczne na antybiotyki.

Reuters próbował skontaktować się z przedstawicielami Pfizer/BioNTech, ale na razie bezskutecznie. Trzeba czekać na wyniki kolejnych badań, które być może dadzą więcej odpowiedzi na liczne pytania.

https://www.o2.pl/informacje/zapalenie-mozgu-czy-aby-na-pewno-po-szczepionce-6593561774127936a
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2021, 00:05 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #40 dnia: Grudzień 31, 2020, 21:56 »
Koronawirus w Polsce. Prof. Simon o wolnym tempie szczepień: "W Polsce problem z organizacją czegokolwiek jest genetyczny"
Maria Krasicka 5 I

27 grudnia rozpoczęto pierwsze szczepienia na koronawirusa w Polsce. Według pierwotnych zapewnień rządu miesięcznie mieliśmy szczepić ponad 3 mln osób. Jednak w ciągu pierwszego tygodnia zaszczepiono jedynie 92 tys., a to aż o osiem razy mniej niż zakładano. Czy w związku z tym zdołamy zaszczepić się w tym roku? W rozmowie z WP abcZdrowie prof. Krzysztof Simon powiedział, jakie są szanse, by do tego doszło.

1. Koronawirus w Polsce. Raport Ministerstwa Zdrowia
(...)

2. Wolne tempo szczepień

Pod koniec grudnia do Polski sprowadzono ponad 300 tys. szczepionek. Już 27 grudnia odbyły się pierwsze szczepienia. Jednak od tamtej pory zaszczepiono dopiero nieco ponad 92 tys. osób. W porównaniu z zapewnieniami rządu, że będziemy miesięcznie szczepić 3 miliony osób, jest to dość wolne tempo. W rozmowie z WP abcZdrowie prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, przyznał, że jest to bardzo mało prawdopodobne, żeby zbliżyć się do pierwotnych założeń.

- To nie ulega wątpliwości. Plan zorganizowania jest prawidłowy, wykonawstwo leży już w rękach ośrodków, które wykonują te szczepienia. Wydolność i sposób organizacji zależy tylko od regionalnych centrów – mówi prof. Krzysztof Simon. - Myślę, że ministerstwo nie jest specjalnie winne i ma na to stosunkowo niewielki wpływ, bo po prostu rozdzieliło szczepionki, a to ośrodki mają zorganizować odpowiedni, bezpieczny i uczciwy stopień szczepień, żeby nie było przewałek pt. "szczepimy krewnych i znajomych królika". Służba zdrowia, ciężko chorzy i seniorzy to jest priorytet i za wszelką cenę trzeba ich zaszczepić.

Szczepienia są po to, by uzyskać tzw. odporność stadną i jak najszybciej ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Jaki procent społeczeństwa powinien się zaszczepić, by móc mówić o sukcesie?

- Ten wirus jest wyjątkowo zaraźliwy. Teoretycznie, żeby w ogóle przerwać zarażenia, odporność stadna musi być na poziomie 90-95 proc. Jednak oczywiście są małe szanse, by osiągnąć ten poziom. Jeśli będziemy mieć ok. 60 proc. społeczeństwa, które przechorowało (bo na pewno wiele osób przechorowało i prawdopodobnie 4-5 razy więcej niż to, co jest w publikowanych wynikach) i do tego zaszczepimy ileś milionów osób, to powstaną bariery ograniczające szerzenie się wirusa, a ochrona zdrowia będzie mogła zacząć funkcjonować – mówi prof. Simon.

Jak zaznacza prof. Simon, nie znaczy to, że koronawirus zniknie i nie będzie zakażeń. Według eksperta 60 proc. wystarczy do odblokowania ochrony zdrowia i ocalenia najbardziej zagrożonych ciężkim przebiegiem i śmiercią z powodu zakażenia SARS-CoV-2. Czy zatem jest szansa, żeby w tym roku zaszczepić tyle osób, by osiągnąć to wymagane minimum?

- Jest to kwestia organizacji. W Polsce problem z organizacją czegokolwiek jest genetyczny. No ale te szczepienia idą i są masowo robione w całych tych utyskiwaniach, nieprawidłowościach, podpuszczaniu jednych na drugich, ale idą i nie można powiedzieć, żeby nie szły – zaznacza prof. Simon.

Jednak nie jest to tempo, które narzucił np. Izrael, gdzie jest szczepionych około 150 tys. osób dziennie. Dane z 3 stycznia pokazują, że zaszczepionych jest tam już ponad 1,2 miliona osób. Z kolei w Stanach Zjednoczonych zaszczepiono ponad 4,5 mln Amerykanów. Mimo to władze uważają to za bardzo słaby wynik, ponieważ ich rząd zapowiadał, że do końca 2020 roku ta liczba będzie pięciokrotnie wyższa.

Według oficjalnych danych WHO w statystykach szczepień na COVID prowadzą Chiny, Wielka Brytania, Rosja i Niemcy.

3. Szczepienia "grupy I"

15 stycznia rozpoczną się w Polsce zapisy na szczepienia osób z "grupy I". Są w niej m.in. seniorzy, wojsko i nauczyciele. Według ministra edukacji Przemysława Czarnka, od tego, czy nauczyciele się zaszczepią, zależy powrót dzieci do szkół. Jednak podczas konferencji prasowej, która odbyła się 4 stycznia, Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera przyznał, że ta grupa będzie musiała jeszcze poczekać, ponieważ przy obecnej liczbie szczepionek, które są dostępne w Polsce, najpierw należy zadbać o seniorów. Czy nauczyciele zdążą się zaszczepić przed zakończeniem roku szkolnego?

- Byłem osobą, która optowała za tym, żeby umieścić nauczycieli w grupie osób do pilnego zaszczepienia. Miałem wątpliwości co do wojsk, ponieważ nie ma ich umieszczonych w żadnym programie szczepień poza wojskami liniowymi – zauważa prof. Simon. - Proszę pamiętać, że nauczyciele opiekują się dziećmi. Dzieci kaszlą, kichają, nauczyciele później przenoszą te wirusy na swoje rodziny, sami chorują, nie mogą prowadzić zajęć, wielu nauczycieli jest wiekowych. Uważam, że to jest bardzo ważne, żeby zaszczepić tę grupę. Z jednej strony jest bardzo narażona na zakażenie, a z drugiej jak się rozchoruje, skutki odczuwa większość społeczeństwa - mówi prof. Simon.

- Najlepiej to by było wszystkich wszędzie zaszczepić. Niestety to jest niemożliwe. Po pierwsze: ochrona zdrowia, żeby miał kto pracować i leczyć, następnie seniorzy (zaczynając od wieku powyżej 80 lat i idąc stopniowo niżej). Mamy bardzo stare społeczeństwo i ci ludzie nie zasłużyli na taki los, mając swoje dziesiątki chorób i problemy zdrowotne, żeby z powodu zakażenia wirusowego zmarli. Całą resztę trzeba namawiać, propagować te szczepienia i szczepić kogo się da – kwituje prof. Simon.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-prof-simon-o-wolnym-tempie-szczepien-w-polsce-problem-z-organizacja-czegokolwiek-jest-genetyczny

Dr Szarowska: Szczepionka na Covid-19 jest cenna, nie może lądować w koszu
Robert Mazurek 5 stycznia (08:02)

"Wszystko jest w porządku. Jest to bezpieczna szczepionka, dobra, dająca gwarancję tego, że możemy przystąpić do walki z wirusem" - mówi o swoim samopoczuciu dr Agnieszka Szarowska, jedna z pierwszych osób w Polsce, które 27 grudnia przyjęły szczepionkę na Covid-19. Według ostatnich danych do tej pory w Polsce zaszczepionych zostało 80 tysięcy osób. "Żadna szczepionka nie powinna być zmarnowana" – podkreśla gość Porannej rozmowy w RMF FM. Szpital MSWiA w Warszawie, w którym pracuje, dostał w poniedziałek 2000 dawek. Na ich wykorzystanie ma czas do soboty. "Domyślamy się, że w sobotę możemy mieć nadmiar szczepionki i wtedy będziemy starali się znaleźć osoby, które będą chciały się zaszczepić. Będziemy dzwonić i prosić, żeby ktoś natychmiast przyjechał, bo mamy szczepionkę. Nie możemy doprowadzić do tego, że szczepionka ląduje w koszu" - podkreśla rozmówczyni Roberta Mazurka.

Według ostatnich danych, w Polsce szczepionkę na Covid-19 przyjęło do tej pory ponad 80 tysięcy osób.

Dr Szarowska o powrocie dzieci do szkół 18 stycznia: Jest za wcześnie. Dzieci nie będą szczepione

"Jest za wcześnie" - tak dr Agnieszka Szarowska odpowiedziała na pytanie o możliwy powrót dzieci do szkół 18 stycznia.

"Jeszcze nie nabyliśmy odporności poszczepiennej i nauczyciele jeszcze nie zostali zaszczepieni. Poczekajmy do tego momentu, kiedy wyszczepimy pracowników szkół. Dajmy im dwa tygodnie od drugiej dawki. Wtedy można pomyśleć o otwarciu szkół" - tłumaczyła pełnomocnik CSK MSWiA ds. Covid-19. "Pamiętajmy, że dzieci noszą tego wirusa i dzieci nie będą szczepione " - dodała.

Lekarka chorób zakaźnych podkreślała, że "mamy nadal epidemię". Jak oceniła, tempo szczepień w Polsce jest "słabe". "Jeżeli zaszczepiliśmy 85 tysięcy osób przez tydzień, to (...) potrzebujemy 5 lat na wyszczepienie Polski" - wyliczał gość RMF FM.
   (...)

Robert Mazurek: Przebrałem się na tę poważną w sumie rozmowę wyjątkowo niepoważnie. Całkowicie celowo. Mam jakąś absurdalną koszulę w choinki i inne takie. I to mnie nastraja do takiego pytania: a jak tam święta wyglądały u pani doktor? Święta, Sylwester?

Agnieszka Szarowska: W tym roku święta Bożego Narodzenia nie bardzo wyszły, jeżeli chodzi o rodzinną atmosferę ze względu na to, że w Wigilię miałam nieplanowany wyjazd.

Dokąd pani się udała?

Dover. I tam badania kierowców w kierunku zakażenia koronawirusem tak, żeby oni mogli wrócić w tym roku jeszcze do domu. Po powrocie z Dover w pierwszy dzień świąt dyżur, w drugi dzień świąt dyżur, skończyłam dyżur w niedzielę rano...

I została pani spakowana przez rodzinę, tak że w takim razie wyprowadzaj się z domu. To rzeczywiście urocze święta. Czyli jak nie Dover i tiry, to dyżur i koronawirus. Dobrze. A porozmawiamy o szczepieniach. Pani była zaszczepiona pierwszego dnia, czyli dzień po świętach 27 grudnia, prawda?

Tak.

Jak pani się czuje jako zaczipowana i właśnie... Skutki uboczne. Tak przyglądam się pani, co prawda zdalnie, ale przyglądam. Nie widzę jakichś zmian na twarzy, ale może są gdzieś ukryte?

Uszy mi nie urosły, uszy w porządku. Żadnych innych kończyn dodatkowych nadal nie obserwuję (śmiech). Wszystko jest w porządku. Jest to bezpieczna szczepionka mimo tego, co na różnych forach internetowych jest pisane. To są bzdury, jest szczepionka bezpieczna, dobra, dająca gwarancję tego, że możemy bezpiecznie przystąpić do walki z wirusem.

Ale pani doktor, ale ludzie nie bez pewnej racji mówią tak: wszystkie inne leki wprowadzane przeciw również ważnym i groźnym chorobom są bardzo długo testowane, a tutaj trach! Wirus się pojawia w zasadzie w styczniu, a my już w grudniu mamy dostępne szczepionki. A gdzie te wszystkie lata oczekiwań, badań klinicznych?

Przede wszystkim zwróćmy uwagę na to, że badania nad szczepionkami są od 200 lat. To nie są badania, które nagle dzisiaj ktoś miał wymyślić, szczepionkę. To jest 200 lat pracy naukowców. A jeżeli chodzi o to, co się dzieje teraz ze szczepionką przeciwko koronawirusowi, to po pierwsze, laboratoria i naukowcy, którzy zajęli się tylko i wyłącznie tym i ich ciężka praca całymi dniami po to, żeby opracować odpowiedni materiał i wykonać prawidłową szczepionkę, a pozostałą drugą część stanowi grupa badana. To nie jest tak, że mamy ograniczoną ilość osób, na której moglibyśmy przetestować szczepionkę.

Pani zapewnia, że szczepionka jest bezpieczna. Tak zresztą zapewniają wszyscy inni, nie tylko twórcy tej szczepionki, ale również ci, którzy się testują. To porozmawiamy może o tym, jak w takim krótkim poradniku. Już wkrótce, bo pod koniec stycznia mamy być szczepieni my wszyscy, prawie wszyscy. Znaczy najpierw seniorzy, nauczyciele, itd. Ale będziemy szczepieni wszyscy. Mam kilka pytań takich, które ludzie zgłaszają, np. czy kobiety w ciąży będą mogły być szczepione na koronawirusa?

Jeżeli chodzi o kobiety w ciąży, nadal w polskiej charakterystyce produktu leczniczego nie jest to wskazane. Trwają badania na temat szczepienia kobiet w ciąży w wyjątkowych sytuacjach, ze względu na duże ryzyko, możemy dopuścić kobietę w ciąży do zaszczepienia. Ale uważam, że lepszym rozwiązaniem dla kobiet w ciąży jest to, gdzie całe środowisko, które będzie się z nią stykało, najbliższe osoby, mieszkańcy z danego mieszkania, osoby, które chcą ją odwiedzić świeżo po porodzie czy w trakcie ciąży, one powinny się zaszczepić, stanowiąc tzw. kokon ochronny dla osoby, która tej szczepionki przyjąć nie może.

A przewlekle chorzy? Ludzie chorzy np. na cukrzycę, nadciśnienie? Bardzo wielu Polaków cierpi na te schorzenia. Czy oni będą mogli się zaszczepić?

Żadna z chorób przewlekłych, jeżeli nie jest po okresie zaostrzenia, nie stanowi przeciwwskazania do szczepienia. Ważne jest to, żeby już teraz zastanawiać się nad przyjmowaniem szczepionki i można swojego lekarza prowadzącego, lekarza w POZ czy lekarza specjalistę, który się zajmuje naszymi chorobami, zapytać, co on o tym sądzi. Czy jeżeli choruje na jakąkolwiek chorobą przewlekłą, powinien zapisywać się na szczepienie.

80 tysięcy Polaków - to jest informacja z wczoraj wieczora - zostało zaszczepionych przeciwko koronawirusowi. Czy u was też się szczepią poza kolejnością celebryci?

Nie. U nas nie ma takiej możliwości, u nas wykonaliśmy szczepienia. Jeżeli chodzi o znane osoby, to byli to politycy, którzy są też lekarzami. Więc w ten sposób, jeżeli chcieliśmy promować szczepienia, to wykonaliśmy w ten sposób promocję szczepień, więc nie obeszliśmy grupy 0. Zostali zaszczepieni politycy-lekarze.

Tylko lekarze, tak? Dobrze, czyli na razie tylko lekarze. No ale wie pani o tym, że to się zdarzyło szpitalu WUM w Warszawie. W innych miastach w Polsce politycy lokalni, nie wiem czy lokalni celebryci również, zgłaszają się poza kolejnością do szczepień. Pani pozwoliłaby na takie rzeczy u siebie w szpitalu?

Uważam, że żadna szczepionka nie powinna być zmarnowana. W pierwszej kolejności szczepmy medyków, szczepmy pracowników szpitali, osoby, które bezpośrednio się narażają, a w sytuacji takiej, tak jak jest w rozporządzeniu napisane, jeżeli pod koniec dnia zostaje nam szczepionka, powinniśmy ją wykorzystać. Nie może być tak, że taka cenna rzecz, jaką jest szczepionka w momencie epidemii, ląduje w koszu, idzie do utylizacji.

Czy szczepionki przeznaczone do wykorzystania pewnego dnia - jeśli wieczorem okaże się, że nie są wykorzystane - one rzeczywiście lądują w koszu? One są niszczone?

Tak. Od przygotowania mamy 6 godzin na podanie. Jeżeli w ciągu 6 godzin ich nie wykorzystamy, musimy je wyrzucić. Więc czas jest ograniczony i uważam, że powinniśmy każdą szczepionkę wykorzystać.

No tak. Czyli rozumiem, że jest sytuacja nadzwyczajna. Rozumiem, że można przewidzieć, ilu pacjentów przyjmiemy i tyleż szczepionek przygotować.

Z jednej strony tak, a z drugiej strony patrzmy też na ciąg chłodniczy. Jeżeli chodzi o szczepionkę, przyjeżdża do nas rozmrożona. W związku z tym mamy 5 dni na jej wykorzystanie. Wczoraj mój szpital dostał 2000 dawek. Musimy je wykorzystać do soboty. Organizujemy szczepienia, zaczynamy szczepić medyków spoza naszego szpitala, bo nasz szpital już się wyszczepił, ponad 3000 osób już zaszczepiliśmy. Ale domyślamy się, że w sobotę możemy mieć nadmiar szczepionki i wtedy jak najbardziej wg rozporządzenia będziemy znowu starali się znaleźć osoby, które będą chciały się zaszczepić, np. z naszych pacjentów. Mamy bardzo małą liczbę, jesteśmy szpitalem jednoimiennym, więc wśród naszych rodzin. Będziemy dzwonić i prosić, żeby ktoś natychmiast przyjechał, bo mamy szczepionkę.

Czy to się może zdarzyć i nie będzie to skandal pt. "szukamy znajomych", tak?

Po prostu to jest sytuacja nadzwyczajna, gdzie nie możemy doprowadzić do tego, że szczepionka ląduje w koszu.

https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/poranna-rozmowa/news-dr-szarowska-szczepionka-na-covid-19-jest-cenna-nie-moze-lad,nId,4966620
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2021, 00:08 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #41 dnia: Grudzień 31, 2020, 21:56 »
Rekomendacja WHO ws. szczepionki Pfizer-BioNTech
Opracowanie: Magdalena Partyła 5 stycznia (21:01)

Pacjenci z Covid-19 powinni przyjąć dwie dawki nowej szczepionki na koronawirusa firm Pfizer-BioNTech w ciągu 21-28 dni - powiedział szef grupy doradczej ds. szczepień Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Alejandro Cravioto.

Dyskutowaliśmy i wyszliśmy z następującą rekomendacją: dwie dawki tej szczepionki w ciągu 21-28 dni - powiedział Cravioto, przewodniczący Strategicznej Grupy Doradczej WHO ds. Szczepień (SAGE) na konferencji prasowej online. Dodał, że SAGE nie zalecała szczepień podróżnym, chyba że byli w grupie bardzo wysokiego ryzyka, ze względu na bardzo ograniczoną obecnie podaż leków przeciw koronawirusowi.

Chociaż zdajemy sobie sprawę z braku danych dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności po (podaniu) jednej dawki po upływie trzech-czterech tygodni, przebadanej klinicznie, SAGE przewidziała dla krajów, w których występują wyjątkowe okoliczności związane z ograniczeniem podaży szczepionki (Pfizer), możliwość opóźnienia podania drugiej dawki o kilka tygodni w celu zmaksymalizowania liczby osób korzystających z pierwszej dawki - wyjaśnił Cravioto.

Myślę, że musimy być nieco otwarci na tego typu decyzje, które kraje muszą podejmować w zależności od ich własnej sytuacji epidemiologicznej - zauważył.

Ekspertka WHO w dziedzinie szczepień ochronnych dr Kate O'Brien powiedziała, że nie ma limitu na otrzymanie drugiej dawki szczepionki. Nawiązując do opóźnień w rozpoczęciu szczepień, wskazała: "Nikt nie spodziewał się, że to będzie łatwe, a my zaczynamy dostrzegać, gdzie są niedociągnięcia i gdzie musimy dokonać zmian".

Szefowa techniczna WHO ds. Covid-19 Maria Van Kerkhove oceniła, że nic nie wskazuje na to, aby odmiana koronawirusa zidentyfikowana w RPA była bardziej zakaźna niż ta, która szybko rozprzestrzenia się w Wielkiej Brytanii.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/szczepienia-przeciw-covid19/news-rekomendacja-who-ws-szczepionki-pfizer-biontech,nId,4968703

Powikłania po COVID-19. "Ich płuca wyglądają jak bulgocząca zupa". Dr Rasławska o problemach ozdrowieńców
Katarzyna Grzęda-Łozicka 5 I

Mają problem z oddychaniem, zapominają, jak nazywają się ich znajomi, tracą równowagę, a przejście kilku metrów jest dla nich jak maraton. Dr Krystyna Rasławska, zastępca dyrektora ds. lecznictwa szpitala MSWiA w Głuchołazach, zajmuje się ozdrowieńcami, którzy walczą z długotrwałymi skutkami COVID-19. Lekarka przyznaje, że po raz pierwszy widzi tak zniszczone przez chorobę płuca.

1. Powikłania po COVID-19. Płuca wyglądają jak bulgocząca zupa

Specjaliści z ośrodka w Głuchołazach od lat zajmują się rehabilitacją pacjentów z zaburzeniami oddechowymi. Teraz specjalizują się w leczeniu długofalowych skutków COVID-19. Jako pierwsi w kraju opracowali unikalny program rehabilitacji ozdrowieńców. Dr Krystyna Rasławska mówi wprost, że tak ogromnych zmian w płucach nie widzieli nigdy wcześniej.

- Właściwie każdy z naszych pacjentów ma w mniejszym lub większym stopniu zmiany pocovidowe w płucach. Jeśli mamy do czynienia z ograniczeniem w nabieraniu powietrza, to może to świadczyć o zmianach śródmiąższowych w płucach. W opisach zdjęć radiologicznych czytamy, że zmiany w płucach po COVID mają charakter matowej szyby, co w uproszczeniu może świadczyć o świeżości zmian śródmiąższowych. Nie wiemy jednak, w jakim to pójdzie kierunku. Musimy być gotowi na to, że będzie dochodzić do włóknienia, bliznowacenia i przebudowy tkanki płucnej. W tych zaawansowanych przypadkach płuca osób, które przeszły COVID na zdjęciu rentgenowskim są podobne do bulgoczącej zupy. To jest opis niemedyczny, ale pomaga uzmysłowić skalę problemu. Ciemne tło to zdrowy miąższ płuc, a na nim pojawiają się zmiany o różnym kształcie i strukturze - tłumaczy dr n. med. Krystyna Rasławska, zastępca dyrektora ds. lecznictwa szpitala MSWiA w Głuchołazach.

- W tej chwili środowisko specjalistów skłania się ku temu, żeby podejmować stosunkowo wcześnie decyzję o próbie leczenia farmakologicznego, takiego jakie stosujemy w znanych chorobach śródmiąższowych płuc, a które mogłoby uchronić przed pogłębieniem się tych zmian. W przeciwnym wypadku może dojść do zmian nieodwracalnych i wtedy nic już nie będziemy w stanie zrobić, a pacjent mając 50 lat stanie się inwalidą oddechowym - ostrzega lekarka.

Dr Rasławska przyznaję, że uszkodzenie układu oddechowego przez koronawirusa może, na zasadzie efektu domina, prowadzić do kolejnych problemów.

- Zaburzenia gazometryczne to niedotlenienie całego organizmu. Mamy wtedy do czynienia z hipoksją tkanek, a hipoksja tkanek to problem niewydolności wielonarządowej, m.in. spowolnienie procesów myślowych. Mgła mózgowa to też częsty objaw naszych pacjentów. Tak jak po udarach występują u nich pewne ubytki w pamięci. Pacjenci mówią, że brakuje im słów albo zapominają, jak ktoś ma na imię - wyjaśnia pulmonolog.



dr Krystyna Rasławskadr Krystyna Rasławska (arch. prywatne)

2. Z jakimi schorzeniami najczęściej zmagają się ozdrowieńcy?

Dr Rasławska przyznaje, że dopiero po wielu tygodniach, a nawet miesiącach mogą się pojawić zaburzenia świadczące o uszkodzeniu kolejnych organów przez koronawirusa.

- Jeśli chodzi o inne dolegliwości spoza układu oddechowego, pacjenci mają problemy z układem kostno-stawowym, z wydolnością mięśniową. Większość z nich w trakcie COVID, odczuwała ogromne zmęczenie, które bardzo długo się utrzymuje. Często słyszymy takie historie: "Biegałem w maratonach, ćwiczyłem, uprawiałem sporty, a teraz na nic nie mam siły", czyli utrzymuje się u nich taka męczliwość, która w zasadzie niczym nie jest wytłumaczalna. W tych przypadkach to przywracanie kondycji jest długoterminowe. Druga sprawa to problemy neurologiczne, zaburzenia równowagi, zawroty głowy, które również zdarzają się dość często. Pacjenci narzekają na bóle kostno-mięśniowe, również na bóle w klatce piersiowej, kłujące, uciskowe. To czasami wymaga weryfikacji w kierunku schorzeń kardiologicznych, czy nie ma zmian dławicowych - tłumaczy dr Rasławka.

Lekarka zwraca uwagę na jeszcze jedną niepokojącą obserwację: spora grupa ozdrowieńców ma objawy zaburzeń gospodarki węglowodanowej.

- Obserwujemy, że młode osoby, które wcześniej nie miały zdiagnozowanej cukrzycy, zaczynają mieć podwyższone wskaźniki glikemii, podwyższony poziom glukozy we krwi. Pozostaje pytanie, czy mieli te problemy już wcześniej, ale nie zdawali sobie z nich sprawy, czy doszło np. do uszkodzenia trzustki pod wpływem choroby. To też jest możliwe. To jest dla nas wielka zagadka, jakie będą odległe powikłania, których jeszcze nie znamy, bo to będzie się ujawniało przez miesiące i najbliższe lata - przyznaje ekspert.

Lekarka alarmuje i ostrzega zwłaszcza młode osoby, żeby nie lekceważyły zagrożenia związanego z zakażeniem. Wiele z nich nawet w ciężkim stanie próbuje uniknąć szpitala, a konsekwencje tego mogą być tragiczne.

- Późne zgłaszanie się do szpitali w okresie ostrej infekcji młodych wynika z tego, że nie chcą się przyznać nawet przed samym sobą, że jest aż tak źle. To jest takie przeciąganie struny, niestety może to spowodować, że przegapią ten ostateczny moment. Później taki pacjent niestety umiera, bo są rozwinięte masywne zmiany w jego płucach i lekarze mają już bardzo ograniczone możliwości pomocy - ostrzega dr Rasławska.

3. Ośrodek rehabilitacji pacjentów po COVID w Głuchołazach

Do Głuchołazów przyjeżdżają ozdrowieńcy z całej Polski. Jednorazowo w ośrodku może przebywać 90 pacjentów. Po przyjęciu przechodzą testy sprawności, które oceniają stan wydolności ich organizmu i na tej podstawie są kwalifikowani do stosownego modelu rehabilitacji.

- Najbardziej charakterystyczną grupą są młodzi, aktywni mężczyźni, do tej pory byli aktywni umysłowo i fizycznie, uprawiali sporty, a teraz są przerażeni swoją niemocą. Mieliśmy pacjenta, który biegał 40-kilometrowe maratony, a teraz ma problem ze spacerem. U blisko 50 proc. pacjentów widzimy silny lęk i skłonności depresyjne, ciężko im się pogodzić z obecnym stanem - mówi dr Rasławska.

Lekarka przyznaje, że ozdrowieńcy, którzy do nich trafiają są bardzo zdeterminowani, żeby jak najszybciej wrócić do pełni sił. Pobyt w ośrodku trwa do 3 tygodni, ale później z reguły muszą kontynuować terapię.

- To nie jest tak, że po rehabilitacji u nas wszyscy pacjenci od razu wracają do normalnego funkcjonowania. Widzimy, że ta rehabilitacja jest bardzo skuteczna w zakresie poprawy komfortu życia, poprawy tolerancji wysiłku, redukcji duszności i innych dolegliwości, ale pewne rzeczy jeszcze wymagają leczenia i kontynuacji wyuczonych ćwiczeń w warunkach ambulatoryjnych - dodaje lekarka.

https://portal.abczdrowie.pl/powiklania-po-covid-19-ich-pluca-wygladaja-jak-gotujaca-zupa

Emilia Skirmuntt o nowej odmianie koronawirusa: Zmiany w wirusie nie powinny zagrozić skuteczności szczepionek
Opracowanie: Sara Bounaoui,Karol Pawłowicki,Marcin Zaborski 5 stycznia (18:02)

"Bardzo późno wprowadzono restytucje i nie zamknięto szkół, mimo że było wiadomo, że rośnie ilość infekcji. Niestety rząd nie słuchał naukowców, którzy przestrzegali" – mówiła w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Emilia Skirmntt z Uniwersytetu Oksfordzkiego, tłumacząc dlaczego Wielka Brytania tak źle radzi sobie z kolejną falą zachorowań na koronawirusa. Jak dodała, lockdown na Wyspach był konieczny, ponieważ „szpitale są już tak obciążone, że może dojść do upadku systemu ochrony zdrowia”. Wirusolog pytana o nową mutację koronawirusa, odkrytą w Wielkiej Brytanii przekonywała, że zmiany genetyczne, które zaobserwowano w wirusie nie powinny zagrozić skuteczności nowopowstałych szczepionek.

Marcin Zaborski, RMF FM: W Anglii kolejny lockdown, znów zakaz wychodzenia z domu bez ważnego powodu. Dlaczego Wielka Brytania ma tak duży problem z pandemią, z koronawirusem?

Emilia Skirmuntt: Tutaj po pierwsze, zostały wprowadzone bardzo późno restrykcje, jeżeli chodzi o tą drugą połowę roku. I nie zamknięto np. szkół, kiedy było wiadomo, że mimo wszystko ilość infekcji rośnie. I tutaj bardzo dużo osób próbowało, bardzo dużo naukowców, tak samo jak SAGE (brytyjska doradcza rada naukowa - red.), którzy są doradcami rządu, próbowali powiedzieć, że to nie jest najlepsza strategia i powinno się wprowadzić wcześniejszy lockdown. Niestety rząd nie posłuchał, no i teraz trzeba już było ten lockdown wprowadzić, ponieważ szpitale są na tyle obciążone, że może dojść do upadku służby zdrowia.

No tak. Ten sam Boris Johnson, premier Wielkiej Brytanii, który wcześniej nie słuchał, teraz musi przyznać, że w samej tylko Anglii liczba chorych w szpitalach jest o 40% wyższa niż w szczycie pierwszej fali pandemii. Ale przed świętami Bożego Narodzenia pojawiły informacje o nowym szczepie, nowej odmianie wirusa w Wielkiej Brytanii. Co wiemy teraz o tej odmianie na pewno? Oddzielmy mity od faktów. Np. czy na pewno jest to odmiana bardziej zaraźliwa niż ta, którą Brytyjczycy wcześniej poznali?

No właśnie po pierwsze, chciałabym powiedzieć, żebyśmy nie nazywali tego szczepem, bo nie możemy jeszcze nazwać tej odmiany szczepem. Możemy mówić o wariancie, możemy mówić o odmianie. Nie ma na tyle tutaj zmian genetycznych, żeby mówić o dużej zmienności, dużej odmienności od innych wariantów.

I to jest dobra informacja.

Tak, jak najbardziej, ponieważ to miejmy nadzieję też sprawi, że szczepionki, które mamy obecnie, nadal będą działać. Te zmiany nie są na tyle duże, żeby zagrozić szczepionkom. Przynajmniej wg naszych informacji w tej chwili badania nadal trwają, ale jak na razie wygląda na to, że nie jest to coś, co może im zagrozić.

Ale Boris Johnson mówił przed świętami, że mutacja, ta odmiana, może być do 70 proc. bardziej zakaźna niż wcześniej znana wersja wirusa. Potwierdza się?

To było bazowane na modelowaniu. I to co powiedział, było trochę przedwczesne. Teraz wiemy, że ta odmiana prawdopodobnie nie jest 70 proc. bardziej zakaźna. Może być do 50 proc., ale znowu - jest to tylko bazowane na modelowaniu. Na tym, co zaobserwowano w testach, w wymazach. Znowu nadal badania trwają. Prawdopodobnie będziemy mieć jakieś wstępne wyniki w ciągu tego tygodnia czy następnego, gdy będziemy mogli laboratoryjnie powiedzieć, czy faktycznie jest bardziej zakaźna. Jeżeli chodzi o wzrost zachorowań, to tak. Faktycznie, zaobserwowaliśmy większy wzrost zachorowań. Tylko że znowu mogło to być wywołane bardzo późnym lockdownem, ponieważ większość tych zachorowań była na południu Anglii, a południe Anglii - tam jest Londyn, bardzo duża populacja żyje tam na dość małym obszarze. Tego lockdownu tam nie było, ten wirus mógł po prostu - czy ta odmiana tego wirusa mogła po prostu się tam łatwiej rozprzestrzeniać.

A co widać w liczbie zgonów? Widać jakieś szczególne działanie tej nowej odmiany koronawirusa?

Nie. Jeżeli chodzi o to, to z tego, co widać, to nawet ta odmiana nie ma jakiegoś szczególnego wpływu na przebieg choroby czy na to, żeby ona była bardziej śmiertelna. Więc to też chyba jest dobra wiadomość.

Mogła pani albo będzie pani mogła wybrać szczepionkę, którą się pani będzie chciała zaszczepić? Czy to jest tak, że musi pani wybrać tę oxfordzką, bo nie ma innego wyjścia?

(śmiech) Nie, to nie jest tak, że muszę wybrać jakąś szczepionkę. Po prostu będę zaszczepiona tą szczepionką, która akurat będzie w szpitalu. Ja już jestem na liście. Mam być zaszczepiona właśnie w przyszłym tygodniu.

Ale Brytyjczycy mają na rynku dwie szczepionki w tym momencie, jest Pfizer, czyli ta szczepionka, którą także mamy w Polsce. No i jest szczepionka oksfordzka, od wczoraj podawana pacjentom. Tyle, że jest między nimi dość duża różnica, nie tylko w cenie, nie tylko w sposobie przechowywania, ale także w skuteczności. Ta oksfordzka daje mniejszą skuteczność niż ta druga.

To prawda. Przyznam, że nie wiem, którą szczepionką będę zaszczepiona. Jak na razie w szpitalach, z tego, co wiem, szczepi się szczepionką Pfizera i ja będę szczepiona w szpitalu, ponieważ szpitale oczywiście, jak już pan powiedział, jest różnica w przechowywaniu. Szczepionka Pfizera musi być przechowywana w bardzo niskich temperaturach, do -70, -80 stopni. No i takie warunki może zapewnić głównie szpital, bo oni mają takie zamrażarki. Jeżeli chodzi o szczepionkę oksfordzką, ona może być przechowywana w zwykłych lodówkach i tutaj centra szczepień, tak samo przychodnie, szczepią właśnie szczepionką oksfordzką.

Przeglądam internet i czytam np. że w produkcji szczepionki oksfordzkiej użyto komponentów wirusa, który powoduje przeziębienie u szympansów. Czytam dalej, a tam przeróżne wpisy, przedziwne wpisy, np. takie, że po przyjęciu szczepionki można zamienić się w małpę - wieszczą niektóre trolle internetowe.

 (śmiech) Nie da się ukryć...

Byłoby śmieszne, gdyby nie straszne jednocześnie.

Owszem, ale zapewniam, że nie ma takiej... Coś takiego na pewno się nie stanie.

Angielska agencja zdrowia publicznego pozwala w wyjątkowych przypadkach łączyć te szczepionki. Mieszać, czyli podać jedną dawkę jednej szczepionki, a z drugiej strony szczepionkę drugą. To jest bezpieczne rozwiązanie? To ma sens?

To ma sens. Jak pan powiedział, jest to tylko w specjalnych przypadkach, w których miejmy nadzieję nie będzie dużo. To będzie przypadek, kiedy np. nie wiadomo, jaką pierwszą szczepionkę podano. Albo w przypadku, jeżeli wiadomo, że osoba najprawdopodobniej... Głównie chodzi o to właśnie, że nie wiadomo, jaką pierwszą szczepionkę podano, jak np. osoba przyjechała z innego kraju i nie mamy tego zapisanego. Ale jeżeli chodzi o szczepionkę mRNA, to były takie badania na innych szczepionkach mRNA podczas testów klinicznych, które wykazały, że nawet podanie drugiej dawki innej szczepionki, ale na tę samą chorobę, nadal tutaj wywołuje tę odpowiedź układu immunologicznego, odpornościowego i tak. Jak najbardziej taka szczepionka powinna nadal być skuteczna.

Czy my dzisiaj wiemy, że ten jeden rodzaj szczepionki, który został przygotowany w różnych wariantach oczywiście teraz, to jest coś, co nam wystarczy? Czy będzie jak z grypą i ten wirus będzie się jednak zmieniał na tyle, że będziemy musieli przygotowywać co jakiś czas nowe warianty, nowe wersje tej szczepionki?

Teraz nie wiemy. Jak widzimy, teraz pojawiają się warianty, które mają jakąś zmienność genetyczną, one będą się pojawiać z czasem oczywiście. Im więcej ludzi zachoruje, tym więcej tych wariantów będziemy widzieć, bo tak działają wirusy. Ale czy powstanie wariant, który będzie w stanie jakoś uniknąć naszego układu odpornościowego po zaszczepieniu? Tego nie wiemy.

A wiemy, jak długo szczepionka będzie działać? Jak długo będzie nas chronić?

Nie. Tego też nie wiemy, dlatego właśnie to powinno być obserwowane w testach klinicznych, jeżeli te testy kliniczne mogą przebiegać przez kilkanaście lat.

https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/popoludniowa-rozmowa/news-emilia-skirmuntt-o-nowej-odmianie-koronawirusa-zmiany-w-wiru,nId,4968391
« Ostatnia zmiana: Styczeń 26, 2021, 05:12 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #42 dnia: Styczeń 01, 2021, 23:17 »
Szczepienie na COVID-19. WHO dopuszcza możliwość opóźnienia podania drugiej dawki
Tatiana Kolesnychenko 6 I

WHO poinformowało, że dopuszcza możliwość opóźnienia podania drugiej dawki szczepionki przeciw COVID-19. Nad tą kwestią od kilku dni debatują eksperci na całym świecie, ponieważ przy tak niewystarczających zapasach preparatu, podanie tylko jednej dawki mogłoby pozwolić na zaszczepienie dwa razy większej liczby osób. Jednak czy to pozwoli zmniejszyć liczbę zgonów z powodu COVID-19?

1. Jedna dawka lepsza niż dwie?

Taką strategię szczepień przyjęła już brytyjska Komisja ds. szczepień (JCVI). Uznano, że zaszczepienie jak największej liczby osób pierwszą dawką szczepionki przeciw COVID-19 powinno mieć priorytet przed podaniem drugiej dawki. Nieoficjalnie wiadomo, że również Niemcy rozważają wprowadzenie takich zaleceń.

Alejandro Cravioto, szef grupy doradczej ds. szczepień Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) przypomniał, że producent szczepionki COMIRNATY® zaleca, aby preparat był podawany w dwóch dawkach w odstępie 21-28 dni. Dopiero po przyjęciu drugiej dawki osoba zaszczepiona zyskuje nawet 95 proc. ochrony przed COVID-19. Jednak badania wskazują, że już po przyjęciu pierwszej dawki organizm zaczyna wytwarzać przeciwciała, które mogą stanowić ochronę przed rozwojem ciężkiej postaci choroby. Nie wiadomo jednak, jak trwała jest ta ochrona.

"Chociaż zdajemy sobie sprawę z braku danych dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności po (podaniu) jednej dawki po upływie trzech-czterech tygodni, przebadanej klinicznie, SAGE przewidziała dla krajów, w których występują wyjątkowe okoliczności związane z ograniczeniem podaży szczepionki (Pfizer), możliwość opóźnienia podania drugiej dawki o kilka tygodni w celu zmaksymalizowania liczby osób korzystających z pierwszej dawki" - powiedział Alejandro Cravioto.

Ekspert dodał też, że "musimy być otwarci na tego typu decyzje", które muszą podejmować kraje znajdujące się w ciężkiej sytuacji epidemiologicznej.

2. EMA jest sceptyczna

Zdaniem ekspertów podawanie jednej dawki szczepionki pozwoliłoby szybciej ograniczyć liczbę ciężkich przypadków COVID-19 oraz zmniejszyć śmiertelność z powodu tej choroby.

Europejska Agencja Leków (EMA) jest jednak sceptyczna wobec takiego rozwiązania. Górna granica przedziału czasowego między podawaniem dawek szczepionki nie jest wyraźnie określona. Jednak badanie kliniczne, które jest dowodem skuteczności preparatu, opiera się na tym, że dawki były podawane w odstępach od 19 do 42 dni. Z kolei, gdyby przerwa między szczepieniami wyniosła powyżej 6 miesięcy, byłaby niezgodna z przepisami i zostałaby uznana za tzw. działanie poza rejestracyjne (bez procesu autoryzacji). Wymagałaby również zmiany pozwolenia na dopuszczenie do obrotu oraz większej ilości danych klinicznych.

3. WHO o mutacji koronawirusa

Podczas konferencji prasowej WHO poruszono również temat mutacji koronawirusa. Jak wiadomo, przed paroma tygodniami w Wielkiej Brytanii wykryto nowy wariant wirusa, który otrzymał nazwę VUI 202012/01 (Variant Under Investigation, czyli wariant w trakcie badań). Cześć naukowców przypuszcza, że mutacja "porusza się" znacznie szybciej niż dominujący w Europie "stary" wariant. Do tej pory VUI 202012/01 wykryto na terytorium większości krajów zachodniej i północnej Europy.

Kilka dni temu Republika Południowej Afryki poinformowała, że w kraju wykryto nowy wariant koronawirusa SARS-CoV-2, który odpowiada za większą liczbę zakażeń, hospitalizacji i zgonów. Szczep, który został nazwany 501.V2 został już wykryty w Norwegii, więc prawdopodobnie można się spodziewać, że niebawem rozprzestrzeni się po całej Europie.

Maria Van Kerkhove, szefowa techniczna WHO ds. COVID-19 podkreśliła, że nic nie wskazuje na to, aby odmiana koronawirusa zidentyfikowana w RPA była bardziej zakaźna niż ta, która szybko rozprzestrzenia się w Wielkiej Brytanii.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepienie-na-covid-19-who-dopuszcza-mozliwosc-opoznienia-podania-drugiej-dawki-w-ten-sposob-zaszczepimy-wiecej-osob

Koronawirus. Sukces Izraela w szczepieniach! Na czym polega ich sekret?
Łukasz Maziewski 06.01.2021 12:34

Izrael to kraj, który znakomicie radzi sobie ze szczepieniami na koronawirusa. Podczas wiosennej i jesienno-zimowej fali notowali bardzo wiele przypadków choroby. Do dziś zaszczepili 15 proc. społeczeństwa! Dlaczego idzie im to tak sprawnie?

Niewielki Izrael ma znakomite wyniki w szczepieniach. Co sprawia, że w tym liczącym około 9 mln ludzi kraju akcja przebiega tak sprawnie? O komentarz poprosiliśmy Karolinę Minsts, Polkę od lat mieszkającą w Izraelu i autorkę bloga Israel Friendly.

Kilka kroków do sukcesu

Minsts przekonuje, że na sukces Izraela złożyło się kilka czynników. Pierwszym jest szybka reakcja na pojawienie się szczepionki. Władze Izraela podpisały umowę z firmą Pfizer w lipcu, przed zakończeniem badań szczepionki. Ale to nie wszystko. Drugą kwestią jest reakcja społeczeństwa.

Nie byłoby miliona zaszczepionych także bez współpracy Izraelczyków. Wszyscy moi znajomi, także rodzina, patrzyli na początku na szczepionki z rezerwą. Kampania w mediach i poczucie bliskiego przełomu doprowadziło do tego, że Izraelczycy tłumnie pognali do przychodni - mówi o2.pl Karolina Minsts.

Mints podkreśla także, że system zdrowia publicznego w tym kraju jest w części sprywatyzowany. Konkuruje ze sobą czterech dostawców usług medycznych. Każdy postarał się o szybkie przeszkolenie personelu, zamówienie dawek oraz o zapewnienie im odpowiednich warunków przechowywania. Z pewnością pomogły też, jak mówi Mints, dobre relacje z USA.

W tym momencie mamy na terenie całego kraju ponad 300 punktów szczepień. Nie tylko w przychodniach ale także w namiotach na placach i parkingach - mówi Polka.

Lekkie wyhamowanie

Mints podkreśla, że teraz Izrael czeka pewne wyhamowanie tempa szczepień, a kraj jest w przededniu decyzji o ponownym lockdownie. Izraelczycy czekają na kolejne dostawy szczepionki a muszą także zachować bazę dla osób oczekujących na drugą dawkę. Przy ponad milionie już zaszczepionych osób, będzie to wymagało dużej pracy.

https://www.o2.pl/informacje/koronawirus-sukces-izraela-w-szczepieniach-na-czym-polega-ich-sekret-6594277663767360a

Koronawirus. Jak długo utrzymuje się odporność?
OPRAC. EWELINA KWIATKOWSKA 6 I

Spekulacje na temat tego, czy ozdrowieńcy nabywają odporność na COVID-19 trwają od początku pandemii. Pismo "Science Immunology" opublikowało właśnie wyniki najnowszych badań na ten temat.

Odporność po przebyciu zakażenia COVID-19 była sprawą niejasną i powszechnie kwestionowaną. Udowodniono już, że liczba przeciwciał przeciw SARS-CoV-2 obecnych u ozdrowieńców zaczyna z czasem spadać.

W grudniu pojawiły się jednak pierwsze wyniki badań, z których wynikało, że u pacjentów, którzy przechodzili zakażenie w sposób łagodny, wytworzyły się limfocyty T pamięci, rozpoznające specyficzne białka wirusa - oraz limfocyty B pamięci, które odpowiadają za produkcję specyficznych przeciwciał przeciwko wirusowi.

Koronawirus. Nowe badania dotyczące odporności

Autorzy badania, którego wyniki opublikowano ostatnio na łamach "Science Immunology", odkryli nową zależność. Dowiedziono, że wspomniane limfocyty B pamięci, które posiadają zdolność rozpoznawania SARS-CoV-2, pozostają obecne u ozdrowieńców przez co najmniej 8 miesięcy.

Badanie prowadzone przez ośrodki naukowe w Australii pod kierunkiem prof. Menno van Zelma z Monash University potwierdziło także znaną już tezę, że liczba przeciwciał przeciw SARS-CoV-2 zaczyna spadać ok. 20 dnia po ustąpieniu objawów choroby. Nie oznacza to jednak, że ozdrowieńcy w ogóle nie posiadają odporności.

Poziom odporności zależy od liczby limfocytów B pamięci, a ta wzrasta aż do 150 dnia po przebyciu zakażenia i utrzymuje się co najmniej do 242 dni. - Te wyniki są istotne, ponieważ wskazują definitywnie, że pacjenci zakażeni wirusem wywołującym COVID-19 faktycznie zachowują odporność na wirusa i chorobę - ocenił prof. van Zelm.

Źródło: Tok.fm
https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-jak-dlugo-utrzymuje-sie-odpornosc-6594245202996000a

Koronawirus w Polsce. Stawianie baniek lekarskich na koronawirusa. Czy to bezpieczne?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 5 I

Bańki lekarskie są znane od lat. Ich stosowanie było kiedyś dość popularne w przypadku wszelkich schorzeń górnych dróg oddechowych. Przedłużająca się pandemia powoduje, że ludzie szukają wszelkich możliwych sposobów walki z koronawirusem i próbują również stawiania baniek. Pytamy ekspertów, czy to bezpieczne w przypadku COVID-19?

1. Stawianie baniek przy zakażeniu koronawirusem

Stawianie baniek to bardzo stara metoda leczenia stosowana przez nasze babcie, głównie podczas infekcji górnych dróg oddechowych. Jej zwolennicy uważają, że bańki pomagają również w przypadku nadciśnienia i reumatyzmu. Dziś stawianie baniek jest uznawane za jedną z metod medycyny alternatywnej, ale bańki wciąż mają swoich zwolenników.

- Leczenie bańkami opisano po raz pierwszy ok. 1000 r. p.n.e., do Europy trafiło w III w. p.n.e. i dotrwało do wieku dwudziestego. Zalecano je szczególnie w chorobach układu oddechowego, jednak do dzisiaj nie doczekaliśmy się żadnego obiektywnego dowodu na ich skuteczność. Bańki wytwarzają podciśnienie, w związku z powyższym powoduje to rozszerzenie naczyń oraz przemieszczanie toksycznych związków do tkanki podskórnej. Kiedyś uznawano, że tam, gdzie pod bańką robił się wielki siniak, to tam było rzeczywiście zapalenie i jego mediatory. W erze, kiedy dostępność do antybiotyków i opieki medycznej była mniejsza, bańki były powszechnie stosowane m.in. podczas zapaleń płuc, z braku alternatywy - mówi prof. Andrzej Fal, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w szpitalu MSWiA.

2. Eksperci ostrzegają przed leczeniem na własną rękę

Czy można stosować bańki w przypadku zakażenia koronawirusem? Opinie ekspertów w tej sprawie nie są jednoznaczne. Nie ma dowodów naukowych na ich skuteczność. Zdaniem prof. Fala: bańki, tak jak każdą inną metodę medycyny naturalnej można stosować jako wspomaganie organizmu w przypadku łagodnego przebiegu zakażenia koronawirusem, pamiętając, że dolegliwości towarzyszące COVID-19 trzeba zawsze konsultować z lekarzem.

- Na początku pandemii, wśród wielu doniesień o skuteczności metod medycyny naturalnej, pojawiły się także artykuły o wspomagającym działaniu baniek. Oczywiście z Chin. Przyznaję, że kiedyś rozważaliśmy nawet w szpitalu przeprowadzenie badania dotyczącego skuteczności baniek leczniczych. Oczywiście - jako leczenie wspomagające, a nie podstawowe. Proszę pamiętać, że bańki to był bardzo stary sposób stosowany zarówno w medycynie europejskiej, jak i tybetańskiej oraz chińskiej w walce z zapaleniami, szczególnie zapaleniami dróg oddechowych. Kto z naszego pokolenia nie pamięta takiej pani, która kiedyś przychodziła do domu stawiać bańki? To brzmi trochę jak znachorstwo, natomiast coś w tym rzeczywiście było. Tylko ważne ostrzeżenie: to nigdy nie może być stosowane zamiast podstawowego leczenia - ostrzega prof. Fal.

3. "To nie jest zwykłe przeziębienie, które można leczyć bańkami, tylko ciężka choroba"

Stawianie baniek wraca do łask jako jedna z najstarszych naturalnych metod leczenia, jednak zdaniem prof. Anny Boroń-Kaczmarskiej w przypadku koronawirusa to może być igranie z ogniem.

- W przypadku COVID-19 proponowałabym lepiej o nich zapomnieć, bo mogą spowodować więcej krzywdy niż korzyści. Bańka powoduje przekrwienie w określonym miejscu. To jest zawsze leczenie bodźcowe, czyli bardzo mocno pobudza układ odpornościowy, a przy COVID jest on już i tak pobudzony, bo taki jest mechanizm działania tego drobnoustroju. Może to nasilać burzę cytokinową i szybciej doprowadzić do pogorszenia stany ogólnego pacjenta - tłumaczy prof. Anna Boroń-Kaczmarska, specjalista chorób zakaźnych i zdrowia publicznego z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

- To nie jest zwykłe przeziębienie, które można leczyć bańkami, tylko ciężka choroba. Ciepło, leżenie, brak nadmiernej aktywności - to wystarczy, jeżeli ktoś choruje łagodnie. Jeżeli stan zaczyna być poważniejszy, pojawia się problem z oddychaniem, to pacjent powinien się zgłosić do lekarza. Nie liczmy na to, że to samo przejdzie - ostrzega profesor.

Ponadto stosowanie baniek jest wykluczone w przypadku osób cierpiących na choroby układu krążenia, schorzenia autoimmunologiczne i łuszczycę. Nie jest wskazane przy wysokiej gorączce i dusznościach.

4. "COVID to nie romansidło, tylko kino akcji"

Dr Michał Sutkowski apeluje o zdrowy rozsądek, bo COVID bywa zdradliwy, a stan chorych może się pogorszyć w błyskawicznym tempie.

- Nie miejmy złudzeń, jeżeli to jest pełnoobjawowy zespół COVID-19 żadne bańki, pijawki, suplementy nie pomogą. Nie mamy leku przyczynowego, ale jesteśmy w stanie leczyć pacjenta objawowo. W momencie, kiedy przebieg jest skąpoobjawowy, to można stosować bańki, ale zawsze po konsultacji z lekarzem. Dlaczego? Bo to jest bardzo podstępna choroba, zakażenie może przebiegać bardzo łagodnie, a potem nagle stan chorego się zaostrza. Pamiętajmy o tym - ostrzega dr Michał Sutkowski, lekarz rodzinny, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych, prodziekan Wydziału Medycznego ds. Rozwoju Uczelni Łazarskiego.

Lekarz przyznaje, że w ostatnich tygodniach nagminnym problemem jest to, że pacjenci próbują się leczyć na własną rękę, głównie, żeby uniknąć kwarantanny.

- Pacjent nie może być w izolacji, a rodzina w kwarantannie, więc nie robi testu. Niestety, to jest coraz powszechniejsze, że pacjenci dzwonią w drugim, trzecim tygodniu od pojawienia się pierwszych objawów i wtedy bardzo często zostaje już tylko hospitalizacja. To jest ten etap, że ci pacjenci się duszą, są mocno osłabieni, po wielu dniach wysokiej gorączki, z niską saturacją, z ciężkim zapaleniem płuc. Często dochodzi do tego aspekt zaostrzenia chorób dodatkowych: cukrzycy, niewydolności krążeniowej, POChP, które wzmagają zły przebieg COVID-19. Ci ludzie trafiają praktycznie z domu pod respirator. Takich przypadków jest coraz więcej - przyznaje dr Sutkowski.

- COVID to nie jest długie romansidło, to jest kino akcji i niestety, jak to w kinie, zakończenia bywają różne - dodaje lekarz.

https://portal.abczdrowie.pl/stawianie-baniek-na-koronawirusa-czy-to-bezpieczne
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2021, 23:47 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #43 dnia: Styczeń 02, 2021, 23:47 »
Szczepienie na COVID-19. Mimo zaszczepienia się wciąż jesteśmy narażeni na zakażenie SARS-CoV-2? Eksperci wyjaśniają
Tatiana Kolesnychenko 6 I

Włoska lekarka trafiła do szpitala z powodu zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2, mimo że wcześniej przyjęła szczepionkę przeciw COVID-19. Lekarz rodzinny dr Michał Sutkowski oraz wakcynolog dr Henryk Szymański tłumaczą, ile czasu musi upłynąć, zanim we krwi wytworzy się wystarczający poziom przeciwciał i dlaczego w przypadku niektórych osób szczepionka w ogóle nie będzie działać.

1. Zaszczepiona lekarka zakażona

60-letnia Antonella Franco jest szefową oddziału zakaźnego szpitala Umberto I w Syrakuzach na Sycylii. Tuż przed końcem roku lekarka wraz z innymi medykami udała się na szczepienie do jednostki w Palermo. Sześć dni po tym, jak Franco przyjęła pierwszą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19, test potwierdził zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2. Lekarka została hospitalizowana. Obecnie przebywa na oddziale, którym na co dzień kieruje.

Franco została zaszczepiona przy pomocy preparatu COMIRNATY®, który opracowały firmy Pfizer i BioNTech. Czy przypadek Włoszki oznacza, że mamy powody do zmartwienia? Dr Henryk Szymański, pediatra i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii oraz dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych uspakajają i jednogłośnie podkreślają, że w tej sytuacji nie ma nic nadzwyczajnego.

- Niewykluczone, że w momencie szczepienia lekarka już była zakażona koronawirusem, tylko trwał okres inkubacji wirusa - tłumaczy dr Henryk Szymański. - Natomiast samo szczepienie w żaden sposób nie mogło być przyczyną zakażenia, ponieważ COMIRNATY® jest szczepionką mRNA i nie zawiera fragmentów wirusa - odpowiada wakcynolog.

2. Jak kształtuje się odporność poszczepienna?

Jak podkreśla dr Michał Sutkowski, szczepienie przeciw COVID-19 składa się z dwóch dawek, które powinny być podawane w odstępie od 3 do 12 tygodni.

- Dopiero po siedmiu dniach od przyjęcia drugiej dawki szczepionki zyskujemy pełną odporność. Skuteczność COMIRNATY® wynosi 95 proc. - wyjaśnia dr Sutkowski.

Jednak już pierwsza dawka szczepionki wywołuje odpowiedź immunologiczną organizmu.

- Z raportu Amerykańskiej Agencji Leków (FDA) wynika, że skuteczność szczepionki po pierwszej dawce wynosi około 52 proc. Oznacza to, że w przerwie między przyjmowaniem dawek szczepionki możemy się zarazić koronawirusem i przechodzić COVID-19, ale to ryzyko jest o połowę mniejsze - opowiada dr Sutkowski.

Według FDA, przeciwciała zaczynają pojawiać się we krwi po około 12 dniach od przyjęcia pierwszej dawki szczepionki. Więc w przypadku Antonelli Franco doszło do zakażenia, zanim organizm zdążył wytworzyć reakcję immunologiczną na szczepionkę.

3. Pierwsza dawka ważniejsza?

Od kilku dni w Europie toczy się spór na temat tego, czy konieczne jest masowe podawanie dwóch dawek szczepionki. Bowiem przy tak niewystarczających zapasach preparatu, podanie tylko jednej dawki mogłoby pozwolić na zaszczepienie dwa razy większej liczby osób, które w ten sposób zyskałyby częściową ochronę przed COVID-19. Zdaniem dr Henryka Szymańskiego nawet jeśli osoba, która przyjmie jedną dawkę COMIRNATY® zakazi się SARS-CoV-2, będzie miała znacznie większe szanse na łagodny przebieg choroby. Innymi słowy, podawanie tylko jednej dawki szczepionki mogłoby pomóc ograniczyć liczbę zgonów z powodu COVID-19.

Taką właśnie strategię szczepień zaleca brytyjska Komisja ds. szczepień (JCVI). Ostatnio podjęła ona decyzję, że zaszczepienie jak największej liczby osób pierwszą dawką szczepionki przeciw COVID-19 powinno mieć priorytet przed podaniem drugiej dawki. Nieoficjalnie wiadomo, że również Niemcy rozważają wprowadzenie takich zaleceń.

Europejska Agencja Leków (EMA) jest jednak sceptyczna wobec takiego rozwiązania. Górna granica przedziału czasowego między podawaniem dawek szczepionki nie jest wyraźnie określona. Jednak badanie kliniczne, które jest dowodem skuteczności preparatu, opiera się na tym, że dawki były podawane w odstępach od 19 do 42 dni. Z kolei gdyby przerwa między szczepieniami wyniosła powyżej 6 miesięcy, byłaby niezgodna z przepisami i zostałaby uznana za tzw. działanie poza rejestracyjne (bez procesu autoryzacji). Wymagałaby również zmiany pozwolenia na dopuszczenie do obrotu oraz zebrania większej ilości danych klinicznych.

4. W jakich przypadkach szczepionka nie działa nawet po drugiej dawce?

Dr Michał Sutkowski zwraca uwagę, że w przypadku niektórych osób nawet przyjęcie zalecanych dwóch dawek szczepionki nie gwarantuje ochrony przed COVID-19.

- Możemy się zakazić SARS-CoV-2 nawet po przyjęciu dwóch dawek szczepionki, jeżeli mamy nieszczęście być w tych 5 proc., na których szczepionka nie działa - opowiada dr Sutkowski.

- Żadna ze szczepionek nie gwarantuje 100 proc. ochrony, ponieważ zawsze są osoby, które po prostu nie odpowiadają na szczepienia - opowiada dr Henryk Szymański.

Takie osoby są nazywane w medycynie non-responders. Mają tak uwarunkowane antygeny MHC, że nie pozwalają one pobudzić się układowi immunologicznemu. Szacuje się, że takie przypadki zdarzają się raz na ok.100 tys.

- Wynika to z indywidualnych cech i struktury układu odpornościowego, ale dokładne mechanizmy nie są znane. Podobnie jest z różnicą w przechodzeniu COVID-19. Czasami z powodu tej choroby umierają młodzi i zdrowi, a kiedy indziej schorowane osoby w podeszłym wieku potrafią przejść zakażenie łagodnie. Prawdopodobnie wszystko zależy od uwarunkowań genetycznych - wyjaśnia dr Henryk Szymański.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepienie-na-covid-19-mimo-zastrzyku-wciaz-jestesmy-narazeni-na-zakazenie-sars-cov-2-wyjasniaja-lekarze

Szczepionka Moderny wkrótce ma być zatwierdzona w UE. Co o niej wiemy?
Opracowanie: Nicole Makarewicz 6 stycznia (07:20)

Rozważana obecnie do zatwierdzenia w UE szczepionka przeciwko Covid-19 firmy Moderna, podobnie jak autoryzowany wcześniej preparat Pfizer-BioNTech, jest szczepionką RNA, wymaga podania dwóch dawek, ale jest znacznie dogodniejsza w transporcie i przechowywaniu. Jej skuteczność wydaje się zaś podobnie wysoka, ok. 95 proc.

W środę ma się zebrać po raz kolejny komitet ekspertów Europejskiej Agencji Leków (EMA), by omówić sprawę zatwierdzenia szczepionki przeciwko Covid-19 firmy Moderna. Jak dotąd szczepionka Pfizer/BioNTech jest jedyną dopuszczoną do obrotu w UE. Nosi nazwę Comirnaty. Wykazała skuteczność na poziomie 95 proc. w badaniach klinicznych.

Zarówno szczepionka opracowana przez Pfizera, jak i preparat firmy Moderna są szczepionkami RNA.

Jak działa szczepionka RNA?

Jak wyjaśniał w rozmowie z PAP dr hab. Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, szczepionki RNA to preparaty wykorzystujące krótki odcinek RNA, który koduje odpowiednie białko, w tym przypadku białko szczytowe S koronawirusa, które pełni kluczową rolę w mechanizmie zakażania komórek.

Obie szczepionki nie zawierają całego unieczynnionego czy osłabionego wirusa, dlatego ich podanie nie może prowadzić do zakażenia tym wirusem.

Obydwie szczepionki podawane są domięśniowo w dwóch dawkach. W przypadku preparatu Moderny druga dawka podawana jest po 28 dniach, a Pfizer-BioNTech - po trzech tygodniach.

Szczepionka Moderny przez długi czas zachowuje stabilność w temperaturze minus 20 st. C, dlatego w odróżnieniu od szczepionki Pfizer-BioNTech do transportu i przechowywania nie wymaga specjalnych urządzeń chłodniczych czy suchego lodu - wystarczy zwykła zamrażarka. Co więcej, po rozmrożeniu preparat zachowuje stabilność przez okres 30 dni w temperaturze od 2 do 8 st. C, czyli można go przechowywać w zwykłej lodówce do miesiąca bez utraty właściwości.

Bardzo ułatwia to planowanie i realizację szczepień. Szczepionka Pfizera wymaga w czasie transportu i przechowywania temperatury minus 70 st. C, co znacznie ogranicza możliwość dystrybucji, jest też pakowana w większe opakowania zbiorcze.

Nie ma mowy o zmianie DNA

Z technologią mRNA wiąże się duże nadzieje - jest szansa, że pozwoli ona stworzyć skuteczne szczepionki przeciwko różnym chorobom. Szczepionki przeciwko Covid-19 są pierwszymi szczepionkami mRNA, jaki dopuszczono do użytku u ludzi - na razie w trybie ratunkowym. Jednak technologia rozwijała się już od wielu lat.

Jak tłumaczył dr Rzymski, "początkowo problem ze szczepionkami RNA polegał na tym, że wprowadzony odcinek RNA był niestabilny. Postęp technologiczny ostatnich lat pozwolił poradzić sobie z nim. Szczepionka Moderny wykorzystuje odcinek matrycowego RNA, który umieszczono w otoczce zbudowanej z czterech nanolipidów. Chronią one kwas nukleinowy przed szybką degradacją i zwiększają efektywność dostarczania go do komórek".

Gdy mRNA trafi do komórki, ulega translacji. Translacja to proces przepisania sekwencji zasad azotowych w RNA na łańcuch aminokwasowy tworzący białko. Odbywa się on poza jądrem komórki, na rybosomach. RNA wprowadzone do komórki nie jest w stanie przedostać się do jej jądra - co oznacza, że w żaden sposób nie połączy się z DNA chromosomów. Dlatego szczepionka nie ma możliwości modyfikowania genomu.

Badania nad szczepionką Moderny

Podczas badań klinicznych szczepionki Moderna, wśród 30 tys. uczestników badań 95 uległo zakażeniu wirusem SARS-CoV-2, z czego 90 to osoby, które zamiast szczepionki otrzymały placebo.

Badanie nie wykazało znaczących skutków ubocznych szczepionki, z których większość była "łagodna lub umiarkowana". Najczęstszym efektem ubocznym po pierwszej dawce był ból w miejscu wykonania zastrzyku (2,7 proc.), zaś po drugiej - zmęczenie (9,7 proc.), ból mięśni (8,9 proc.), ból stawów (5,2 proc.) i ból głowy (4,5 proc.). Jak podaje firma, objawy te "były generalnie krótkotrwałe". Co ciekawe, objawy uboczne występowały częściej wśród młodszych pacjentów.

Jak można przeczytać na stronie producenta, Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła awaryjne użycie szczepionki dla osób w wieku 18 lat i starszych. Przed zaszczepieniem należy poinformować dostawcę usług szczepienia o wszystkich schorzeniach i stanach, w tym: alergii, gorączce, zaburzeniach krzepliwości krwi i przyjmowaniu leków przeciwzakrzepowych, obniżonej odporności lub przyjmowaniu leków wpływających na układ odpornościowy, ciąży lub planowanej ciąży, karmieniu piersią lub zaszczepieniu inną szczepionką przeciwko Covid-19. Szczepionki Moderna przeciwko Covid-19 nie należy przyjmować, jeżeli wystąpiła poważna reakcja alergiczna po otrzymaniu poprzedniej dawki tej szczepionki lub wystąpiła poważna reakcja alergiczna na dowolny składnik tej szczepionki.

Co jest w szczepionce?

Szczepionka Moderna przeciw Covid-19 zawiera następujące składniki: matrycowy kwas rybonukleinowy (mRNA), lipidy (SM-102, glikol polietylenowy [PEG] 2000 dimyristoyl glycerol [DMG], cholesterol oraz 1,2-distearoyl-sn-glycero-3-phosphocholine [DSPC]), trometaminę, chlorowodorek trometaminy, kwas octowy (ocet), octan sodu i sacharozę (czyli zwykły cukier).

W grudniu firma Moderna zapowiedziała, że rozpocznie badania klinicznej drugiej i trzeciej fazy własnej szczepionki przeciwko Covid-19 wśród nastolatków - w USA byłyby to 3 tys. zdrowych ochotników w wieku 12-18 lat. Badania mają ocenić bezpieczeństwo i skuteczność preparatu oznaczonego symbolem mRNA-1273. Wyniki testów mają być znane wiosną 2021 r.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/szczepienia-przeciw-covid19/news-szczepionka-moderny-wkrotce-ma-byc-zatwierdzona-w-ue-co-o-ni,nId,4970079

Kolejny objaw "długiego ogona COVID-19". Kobiety obserwują niepokojące zmiany
Monika Mikołajska data publikacji: 06.01.2021, 18:56

Coraz więcej osób na świecie doświadcza objawów tzw. "długiego ogona COVID-19". Dolegliwości pojawiają się jeszcze długo po pokonaniu koronawirusa i jak na razie nie wiadomo, dlaczego. Okazuje się też, że stan ten wywołuje "destrukcyjne zmiany" w przebiegu miesiączek, co negatywnie wpływa na całe życie tych kobiet. Co zaobserwowały?

"Długi ogon COVID-19" - objawy

Oprócz trwającej wciąż pandemii koronawirusa, naukowcy zaczynają dostrzegać kolejny problem, któremu trzeba będzie stawić czoła. Coraz wyraźniej widać bowiem, że są osoby, które pokonały COVID-19, ale nie powróciły do zdrowia, a powikłania, które się pojawiły, mogą trwać wiele miesięcy, może nawet lat, uniemożliwiając normalne życie.

Kilka tygodni temu dr Anthony Fauci, czołowy ekspert w dziedzinie chorób zakaźnych w USA, szacuje, że problem może dotyczyć od 10 do 30 proc. osób zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2. Wiele z nich to ludzie młodzi, którzy wcześniej nie mieli problemów ze zdrowiem. Co więcej ciężkość przebiegu infekcji koronawirusem nie wydaje się tu być czynnikiem decydującym.

Najczęstszym trwałym objawem występującym u młodych i wcześniej zdrowych ludzi, którzy przeszli COVID-19 jest wyniszczające zmęczenie, przypominające CFS - zespół chronicznego zmęczenia. Ozdrowieńcy skarżą się też na duszność wysiłkową (duszność pojawiającą się podczas ćwiczeń lub ruchu), dezorientację, problemy z pamięcią i komunikacją, nietypowe odczucia skórne (mrowienie, kłucie, uczucie chłodu, pieczenie, drętwienie) bez wyraźnej przyczyny fizycznej. Może się również pojawić zespół stresu pourazowego, zaburzenia lękowe, depresja, bezsenność. Niektórzy mogą doświadczać majaczeń.

Pojawia się też coraz więcej głosów kobiet, które pokonały COVID-19, a teraz obserwują niepokojące zmiany przebiegu miesiączek. Serwis Medical News Today opisał przypadki kilku z nich (imiona zostały zmienione).

"Moje cykle zmieniły się natychmiast, gdy zachorowałam na COVID-19"

Większość kobiet, z którymi kontaktował się MNT, twierdziły, że ludzi odkąd zachorowały na COVID-19, doświadczają nieregularnych miesiączek, niezwykłego krzepnięcia krwi miesiączkowej, zaostrzenia objawów zespołu napięcia przedmiesiączkowego (PMS).

- Moje cykle miesiączkowe zmieniły się natychmiast, gdy zachorowałam na COVID-19. Po dwóch tygodniach mojej walki z koronawirusem miałam dostać okres, ale tak się nie stało. W kolejnym miesiącu również. W ciągu kolejnych ośmiu miesięcy, miałam tylko pięć okresów - opowiadała Róża.

- U mnie okresy zmieniły się pod względem częstotliwości, czasu trwania, intensywności i poziomu odczuwanego podczas ich trwania bólu. Przed miesiączką doświadczam również nawrotów objawów COVID-19 - ekstremalnego zmęczenia, bólów mięśni, które całkowicie blokują moje ciało - zwierzała się Edith.

Ból mięśni podczas COVID-19. "Był tak silny, że nie byłam w stanie się dotknąć"

Jean, która od wielu lat przyjmuje tabletki antykoncepcyjne, martwi się, że jej miesiączki powracają - mimo że nadal stosuje pigułki. - Od 10 lat biorę tabletki antykoncepcyjne. W tym okresie nie miałam miesiączek (...) Odkąd zachorowałam, regularnie dostaję okres, mam też mnóstwo zakrzepów. Ten ostatni symptom zaobserwowało też kilka innych kobiet.

"Czuję, że mam PMS przez cały czas"

Większość kobiet, z którymi rozmawiał MNT, przyznaje, że objawy "długiego COVID" i zmiany w cyklach menstruacyjnych, wpłynęły na jakość ich życia.

- Powodem, dla którego zaczęłam antykoncepcję, były niezwykle bolesne miesiączki i inne wyniszczające objawy PMS. Teraz symptomy te wróciły, choć nie w takim nasileniu, jak przed zastosowaniem antykoncepcji - mówi Jean. Edith opowiedziała o znaczącym emocjonalnym wpływie tych zmian: - Czuję, że mam PMS przez cały czas. COVID-19 również uczynił mnie bardziej wrażliwą emocjonalnie. Zdaję sobie sprawę z emocjonalnych huśtawek, których teraz doświadczam, a których wcześniej nie miałam.

Rose doświadcza wielu wyniszczających objawów tuż przed wystąpieniem miesiączki: - W dniach poprzedzających miesiączkę trudniej mi oddychać, pojawiają się migreny z aurą, w czubkach palców czuję ostry ból, bolą mnie też stawy - opowiada.

Do tych problemów dochodzi kolejny. Wszystkie kobiety, z którymi rozmawiał MNT przyznały, że gdy swoimi obserwacjami i obawami podzieliły się ze swoimi lekarzami, nie otrzymały wsparcia czy wyjaśnień lub były ono niewielkie. - Mój ginekolog mówi tylko, że jest to spowodowane stresem, przez który przechodzi mój organizm z powodu COVID-19 - mówi Jean. Bianca przyznaje wprost, że ze względu na opór lekarzy, prowadzi własne badania nad długotrwałym COVID i samoleczeniem, co, jak przyznaje, może być niebezpieczne.

Niektóre kobiety przyznają, że nie mają wystarczającego zaufania do systemu opieki zdrowotnej i nawet nie próbują szukać pomocy w kwestiach przerwanych miesiączek lub innych objawów "długiego ogona COVID-19". - Nie odważyłam się omawiać więcej moich problemów z lekarzem rodzinnym, ponieważ zawsze je odrzuca - mówiła jedna z pań. Szczęście w tej kwestii miała Rose, która, jak sama mówi, w końcu znalazła zespół lekarzy, którzy jej wierzą.

Wszyscy wciąż uczymy się, w jaki sposób COVID-19 wpływa na organizm i jakie są tego skutki. Jean chciałaby jednak, aby badacze i lekarze "byli bardziej zainteresowani długim COVID - zarówno na poziomie ogólnym, jak i wpływie choroby na cykle menstruacyjne".

"Długi ogon COVID-19" i jego wpływ na miesiączki. Opinia lekarzy

Jak na razie lekarze nie mają jasności co do podłoża zmian miesiączkowych występujących w trakcie i po COVID-19. Wysunięto jednak kilka hipotez.

- Wiadomo, że sam stres powoduje nieregularne miesiączki poprzez zaburzenie na osi podwzgórze-przysadka-jajnik. Widzimy to u osób, które doświadczają innych chorób przewlekłych, silnego stresu, lęku i/ lub PTSD (zespół stresu pourazowego - przyp red.) - tłumaczy dr Linda Fan z Yale School of Medicine w New Haven.

W opinii dr Fan możliwe jest, że nowy koronawirus wpływa na żeńskie narządy rozrodcze. - Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że skutki oddziaływania SARS-CoV-2 na inne narządy ​​mają negatywny wpływ również na funkcjonowanie jajników - mówi. Jak jednak zaznacza, dotychczasowe obserwacje nie wskazują na zmiany w płodności.

Dr Valinda Nwadike, ginekolog-położnik, zauważa, że (w oparciu o niepotwierdzone dowody) zmiany w cyklu miesiączkowym mogą zależeć "od długości i ciężkości COVID-19". - Niektóre pacjentki doświadczają cięższych cykli, u innych są one bardziej skąpe. Ale to, co jej zdaniem zwracało uwagę, to powrót do normalnych cykli, gdy objawy COVID-19 łagodnieją i zanikają.

- Jeden lub dwa opóźnione lub zmienione okresy nie powinny wywoływać zbytniego niepokoju - uspokaja dr Fan. Lekarka zachęca też kobiety po COVID-19, które doświadczają zmian miesiączkowych do rozmowy z lekarzami i wykonania dodatkowych badań, jeśli to konieczne (w tym morfologii krwi w celu sprawdzenia anemii, możliwej ciąży lub czynności tarczycy). Dr Fun zaleca też prowadzenie szczegółowego rejestru zmian związanych z menstruacją.

https://www.medonet.pl/koronawirus,koronawirus--dlugi-ogon-covid-19---kolejny-objaw--zmiany-miesiaczkowe,artykul,70044087.html
« Ostatnia zmiana: Styczeń 08, 2021, 02:37 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 18715
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #44 dnia: Styczeń 03, 2021, 23:51 »
Szczepienia na COVID-19. Zmarła 48 godz. po przyjęciu szczepionki
Ewa Rycerz 5 I

Nie żyje 41-letnia kobieta, która przyjęła szczepionkę przeciwko COVID-19. Sonia Acevedo zmarła dwa dni po przyjęciu pierwszej dawki preparatu firmy Pfizer&BioTech. Sprawę chce wyjaśnić rodzina. "Muszę po prostu wiedzieć, co doprowadziło do śmierci mojej córki" - mówi ojciec kobiety.

1. Przyjęła szczepionkę. Nie żyje

41-letnia Sonia Acevedo mieszkała w Portugalii. Pracowała w służbie zdrowia, była więc objęta jedną z pierwszych transz szczepionek. Preparat przyjęła 30 grudnia 2020 r., wcześniej nie wykazywała żadnych objawów chorobowych, nie cierpiała na schorzenia przewlekłe.

Po przyjęciu szczepionki kobieta wróciła do domu. Następnego dnia odwiedziła ojca, z którym zjadła wspólny posiłek. Według relacji Abilio Acevedo, kobieta czuła się dobrze. Nie skarżyła się na złe samopoczucie. "Nic jej nie było. Nie miała żadnych problemów zdrowotnych. Przyjęła szczepionkę na COVID-19, ale nie miała żadnych powikłań - przyznaje ojciec 41-latki.

Sonia Acevedo mieszkała z rodziną w Maia, niedaleko Porto, ale zmarła w domu swojego partnera w Trofa. Jej córka przyznała, że kobieta skarżyła się jedynie na typowy dyskomfort spowodowany zastrzykiem.

Kobietę znaleziono martwą w Nowy Rok, 48 godz. po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki. Nie nie wskazywało ani na obecność osób trzecich, ani na doznanie nietypowego odczynu poszczepiennego. Dlatego jej śmierć budzi w rodzinie ogromny żal.

2. Sprawa trafiła na policję

Sprawą śmierci 41-latki zajmuje się policja. W ustaleniu przyczyny zgonu pomóc ma sekcja zwłok kobiety, obecnie nie ma dowodów na to, by śmierć spowodowało przyjęcie szczepionki.

O sprawie zostało poinformowane także portugalskie Ministerstwo Zdrowia. Instytucja podaje, że do tej pory nie otrzymała żadnych poważnych obaw dotyczących niebezpieczeństwa związanego z przyjęciem szczepionki.

Preparat firmy Pfizer&BioTech został zaakceptowany przez wiele krajów europejskich jako pierwszy. Według badań daje 95 proc. skuteczność po zaszczepieniu.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepienia-na-covid-19-zmarla-48-godz-po-przyjeciu-szczepionki

Koronawirus w Polsce. Moderna zaczyna testy szczepionki na młodzieży. "To potrzebne badania" - mówi prof. Szuster-Ciesielska
Ewa Rycerz 4 tygodnie temu

Koncern Moderna rozpoczyna badania szczepionki przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2 na młodzieży. - To kolejny, niezbędny do poszerzenia naszej wiedzy o preparacie etap badań - mówi prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, wirusolog.

1. Koncerny testują szczepionkę na młodzieży

Epidemia koronawirusa, choć nieco się ustabilizowała, nadal stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia i życia. Nadzieję na poprawę sytuacji epidemicznej eksperci upatrują w szczepionce. Preparat ma być dostępny w Polsce w pierwszej połowie 2021 r. Według obecnych danych będzie to jednak szczepionka przeznaczona tylko dla osób dorosłych, powyżej 16 r.ż. Dzieje się tak, ponieważ koncerny produkujące szczepionki nie przebadały swoich preparatów na dzieciach i młodzieży. Tego typu badania dopiero trwają. Prowadzą je dwie firmy: Pfizer oraz Moderna.

- Testowanie szczepionki z udziałem dzieci w wieku 12-17 lat to kolejny etap badań bezpieczeństwa i skuteczności preparatu. Takie badania zaczęła już firma Pfizer. Szczepionka tej firmy dla dzieci niczym nie różni się od tej dla dorosłych. Opóźnienie badań na dzieciach wynika z faktu, że firmy chciały szybko wprowadzić na rynek preparat dla dorosłych - podkreśla dr Paweł Grzesiowski, immunolog i pediatra.

Ekspert podkreśla, że badania pediatryczne zawsze mają wyższe wymagania, a w związku z tym trwają dłużej. - Badania tego typu muszą być wykonywane na znacznie większych grupach, ponadto wymagają dodatkowych procedur bezpieczeństwa i zwykle nie jest podawane placebo - dodaje ekspert.

Chodzi o to, by zminimalizować ryzyko wystąpienia powikłań poszczepiennych po przyjęciu placebo. W czasie badań nad szczepionką dla dzieci sprawdzana jest także odpowiedź układu immunologicznego osób poddanych szczepieniom oraz poszukiwana optymalna dawka. Następnie ocenia się skuteczność i bezpieczeństwo pod kątem wystąpienia niepożądanych odczynów poszczepiennych oraz korelację preparatu z innymi, już wcześniej przyjętymi szczepieniami.

2. Szczepionka po przechorowaniu koronawirusa? "To bezpieczne"

Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, wirusolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie podkreśla, że badania na młodszej populacji są niezbędne. Można też przypuszczać, że kolejnym krokiem będą badania na dzieciach.

- Skoro firma Moderna rozpoczęła badania nad szczepionką dla młodzieży, to oznacza, że otrzymała na to pozwolenie. Na razie nie wiemy jednak, czy preparat będzie miał tę samą dawkę materiału genetycznego, czy mniejszą. Do ustalenia tego potrzebne są właśnie te badania - wyjaśnia Szuster-Ciesielska.

Dzieci zazwyczaj przechodzą zakażenie SARS-CoV-2 bezobjawowo lub skąpoobjawowo, lecz eksperci zauważają, że coraz częściej dochodzi u nich do wystąpienia zespołu pocowidowego i występowawnia wieloukładowego zespołu zapalnego (PIMS).

- Nie ma jednak przeciwwskazań, aby osoby, które przeszły COVID-19 poddały się szczepieniu. CDC sugeruje takie postępowanie w celu wzmocnienia odpowiedzi, szczególnie u osób, które przeszły łagodną formę COVID-19 i w związku z tym mogą mieć niższy poziom ochrony. Dodatkowym uzasadnieniem jest możliwość, co prawda rzadka, ponownej infekcji - informuje prof. Szuster Ciesielska.

Firma Moderna ma przetestować szczepionkę na 30 tys. chętnych osób w wieku 12-17 lat. - Zgodnie z międzynarodowymi procedurami badania leków, to reprezentatywna grupa - podkreśla dr Paweł Grzesiowski.

Polski rząd zdecydował się na zakup 40 mln dawek preparatu, który wyprodukuje 5 firm.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-moderna-zaczyna-testy-szczepionki-na-mlodziezy-to-potrzebne-badania-mowi-prof-szuster-ciesielska

Badania nad szczepionką przeciwko Covid-19 trwały 10 lat
Opracowanie: Magdalena Opyd 7 stycznia (11:49)

Szczepionkę mRNA przeciwko COVID-19 opracowano w wyjątkowo szybkim tempie w 2020 r., ale badania nad jej technologią trwały ponad 10 lat – wyjaśniają polscy eksperci. Pierwsze podanie mRNA do organizmu pacjenta odbyło się już w 2009 r.

Biała księga

Grupa polskich ekspertów pod kierunkiem prof. Andrzeja M. Fala z Collegium Medicum Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Szpitala MSWiA w Warszawie opracowała białą księgę na temat szczepień przeciwko COPVID-19. Wyjaśniają w niej m.in., w jaki sposób doszło do rejestracji szczepionki mRNA chroniącej przed zakażeniem koronawirusem. Specjaliści podkreślają, że w wielu firmach od ponad 10 lat trwają badania kliniczne nad szczepionkami mRNA. Są to preparaty, w których wykorzystuje się kwas rybonukleinowy kodujący informację o danym białku. W przypadku szczepionki mRNA przeciw COVID-19 jest to białko S znajdujące się w osłonie koronawirusa SARS-CoV-2.

Pierwsze badania nad szczepionką

Początkowo tę technologię próbowano wykorzystać do opracowania leków przydatnych w leczeniu nowotworów złośliwych i niektórych rzadkich chorób genetycznych, ale testowano ją także w badaniach nad szczepionkami przeciwko innym wirusom.

"To wszystko tłumaczy dlaczego tak szybko doczekaliśmy się pierwszych szczepionek przeciwko SARS-CoV-2 i dlaczego to szczepionki mRNA wygrywają ten wyścig, ale daje też nadzieję, że spowodowane pandemią przyśpieszenie prac nad tą technologią przełoży się w najbliższym czasie na postępy w leczeniu chorób innych niż COVID-19" -twierdzą autorzy białej księgi.

Pierwsze udane badania z użyciem mRNA jako "fabryki białek" przeprowadzono już w 1990 r. Naukowcy z Uniwersytetu Wisconsin w USA oznajmili wtedy, że przy użyciu mRNA zmusili komórki myszy do produkcji białka. Długo jednak nie udawało się wykorzystać tej metody w opracowaniu leków i szczepionek u ludzi. Powodem było to, że obce mRNA natychmiast wywołuje silną reakcję odpornościową organizmu, która je niszczy. Wtedy przełomowego odkrycia dokonała przebywająca w USA węgierska badaczka Katalin Kariko.

Przełom w badaniach

Specjalistka wspólnie z Drew Weissmanem, immunologiem z uniwersytetu w Bostonie, wykazała, że można oszukać układ odpornościowy człowieka. Okazało się, że wystarczy w mRNA wymienić jeden jego fragment (zbudowany z tzw. nukleotydów), by układ immunologiczny go tolerował. Zmiana taka nie ma jednocześnie wpływu na działanie samego mRNA. Było to przełomowe odkrycie w badaniach na wykorzystaniem tej technologii. Ogłoszono je w 2005 r.

Patent na wykorzystanie technologii mRNA został sprzedany, w jego posiadanie weszły takie firmy jak niemiecka BioNTech oraz amerykańska Moderna. Początkowo próbowano ją wykorzystać do produkcji nowych leków, kiedy jednak wybuchła pandemia COVID-19 okazało się, że znakomicie się nadaje do produkcji szczepionki przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2. Najlepiej do tego przygotowane były firmy BioNTech i Moderna.

Szczepionka przeciwko Covid-19

Biała księga polskich specjalistów "Szczepienia przeciw COVID-19. Innowacyjne technologie i efektywność" przypomina, że pierwsze wstrzyknięcie mRNA do organizmu człowieka odbyło się już w 2009 r. Wtedy jednak badanie to polegało na wykorzystaniu tej technologii do leczenia pacjentów chorych na czerniaka z przerzutami. Na początku 2020 r. postanowiono zastosować mRNA w szczepionkach przeciwko COVID-19.

mRNA w sposób naturalny wykorzystywane jest w komórkach do produkcji białek. Przenosi informację o danym białku do rybosomów, gdzie białko jest wytwarzane. Kiedy spełni swoją rolę i białko powstanie, mRNA ulega degradacji w komórkach za pośrednictwem enzymów nazywanych rybonukleazami. W wyniku tego procesu powstają nukleotydy wykorzystywane przez komórkę. Z kolei mRNA znika, pozostaje jedynie kodowanego przez niego białko.

Bezpieczna technologia

Autorzy białej księgi w podsumowaniu zapewniają, że technologia ta nie grozi uszkodzeniem DNA (kwasu deoksyrybonukleinowego), bo mRNA nie wnika do jądra komórkowego (w którym jest DNA). Dociera jedynie do znajdujących się w cytoplazmie komórki rybosomów, w których wytwarzane są białka. mRNA po spełnieniu swej roli szybko ulega degradacji do nieszkodliwych, naturalnych składników. Do wytworzenia efektu terapeutycznego wystarczy niewielka ilość szczepionki (zawierającej mRNA), zaledwie 30 mikrogramów. To 100 tys. razy mniej niż jest cukru na łyżeczce herbaty.


Punlikacja "Szczepienia przeciw COVID-19. Innowacyjne technologie i efektywność" dostępna jest na stronie www.naukaprzeciwpandemii.pl
Źródło: PAP
https://twojezdrowie.rmf24.pl/choroby/koronawirus-covid-19/news-badania-nad-szczepionka-przeciwko-covid-19-trwaly-10-lat,nId,4971962

Czym się różnią szczepionki przeciw Covid-19? (Moderna i BioNTech i Pfizer)
Marlena Chudzio 7 stycznia (12:23)

Obie szczepionki - firm Moderna oraz BioNTech i Pfizer - dostępne na europejskim rynku wykorzystują metodę opartą na mRNA wirusa. Choć ich działanie jest podobne, to sposób postępowania z oboma preparatami jest inny. Różnice dotyczą czasu szczepienia, temperatury, w której mogą być trzymane substancje i okresu ich przechowywania.

Jak działają szczepionki?

Obie firmy (Moderna oraz BioNTech i Pfizer) wykorzystały w badaniach nad szczepionką metodę opartą na mRNA wirusa. Zwykle szczepionka zawiera fragment wirusa (atenuowany, czyli niezaraźliwy), w tym przypadku wykorzystano fragment mRNA, zawierający informację o białku wirusa, które organizm musi zneutralizować.

Ten rodzaj szczepionki zawiera część instrukcji, na podstawie których organizm produkuje nieszkodliwe fragmenty wirusa, które są wykorzystywane do wytworzenia reakcji immunologicznej w celu uniknięcia choroby lub jej zwalczenia.

Po podaniu szczepionki danej osobie, komórki w jej ciele zapoznają się z otrzymanymi instrukcjami genetycznymi i wytwarzają białko szczytowe - białko na zewnętrznej powierzchni wirusa, które pozwala wirusowi dostać się do komórek organizmu i wywołać chorobę. Układ odpornościowy danej osoby rozpoznaje, że to obce białko nie powinno znajdować się w organizmie i reaguje na nie, wytwarzając naturalną ochronę: przeciwciała i limfocyty T. Dzięki temu, jeśli faktycznie będziemy mieli kontakt z wirusem, nasz organizm rozpozna obce białko i zacznie produkować przeciwciała, które uniemożliwią namnażanie się wirusa i ochronią nas przed chorobą.

Czym się różni szczepionka Moderny od tej BioNTech i Pfizer?

Szczepionki różnią się jednak pod względem sposobu ich przechowywania i dystrybucji. Preparat firmy Moderna może być przechowywany w wyższej temperaturze. Wystarczy -15 stopni Celsjusza. W przypadku preparatu firmy Pfizer - musi być to -70 stopni. Kolejna różnica dotyczy tego, co dzieje się po rozmrożeniu szczepionki. W przypadku zatwierdzonej właśnie szczepionki firmy Moderna - można ją przechowywać w lodówce przez miesiąc. Stosowany teraz preparat firmy Pfizer trzeba wykorzystać w ciągu maksymalnie pięciu dni.

Jest także różnica ze strony pacjenta. W przypadku preparatu firmy Pfizer między podaniem pierwszej i drugiej dawki muszą minąć trzy tygodnie. A w przypadku szczepionki firmy Moderna - cztery.

Najważniejsze różnice między szczepionkami Moderna i BioNTech i Pfizer

                                              Moderna                        BioNTech i Pfizer
Temperatura przechowywania   - 15 stopni Celsjusza        poniżej – 70 stopni Celsjusza
Czas przechowywania po rozmrożeniu   miesiąc                5 dni
Podanie drugiej dawki   po 4 tygodniach                                po 3 tygodniach

Pochodzenie szczepionek

Pierwszym preparatem dopuszczonym na europejski rynek była szczepionka firmy Pfizer. W środę Komisja Europejska zdecydowała o dopuszczeniu do obrotu szczepionki przeciwko Covid-19 firmy Moderna - poinformowała przewodnicząca KE Ursula von der Leyen. Nowa szczepionka otrzymała pozytywną opinię naukową od Europejskiej Agencji Leków (EMA), przygotowaną w oparciu o dogłębną analizę bezpieczeństwa, skuteczności i jakości tej szczepionki.

Moderna dostarczy w okresie od pierwszego do trzeciego kwartału 2021 r. łącznie 160 mln dawek szczepionki. Przedsiębiorstwa BioNTech i Pfizer, producenci pierwszej szczepionki, która została dopuszczona do obrotu w UE - co miało miejsce 21 grudnia 2020 r. - dostarczą łącznie 300 mln dawek.

Moderna to amerykańskie przedsiębiorstwo biotechnologiczne, założone w 2010 roku, którego siedziba mieści się w Cambridge w Massachusetts.

BioNTech SE - niemieckie przedsiębiorstwo biotechnologiczne założone w 2008 roku, działa na polu immunoterapii i zajmuje się opracowywaniem metod leczenia w walce z rakiem. Z kolei Pfizer Inc. to koncern farmaceutyczny z siedzibą w Nowym Jorku. Założony w 1849 roku przez Amerykanów niemieckiego pochodzenia.

Rodzaje szczepionek

Wśród opracowywanych rodzajów szczepionek przeciw COVID-19 stosowane są technologie dobrze znane i od lat stosowane na rynku, jak szczepionki podjednostkowe z adiuwantami, preparaty zawierające osłabionego wirusa, szczepionki z cząstkami wirusopodobnymi oraz innowacyjne technologie, wcześniej niestosowane jeszcze u ludzi na szerszą skalę lub stosowane w ograniczonym zakresie, tj. szczepionki zawierające mRNA koronawirusa SARS-CoV-2 oraz szczepionki wektorowe. Nad szczepionką mRNA oprócz wymienionych pracuje jeszcze firma CurVac.

Szczepionki wektorowe składają się z niezdolnego do replikacji wirusa (np. adenowirusa zwierzęcego), do którego wbudowany jest gen kodujący informację genetyczną o syntezie białka S (kolca) SARS-CoV-2. Na tym wzorcu oparty jest preparat firmy Astra Zeneca, który powstał we współpracy z Uniwersytetem Oksfordzkim i szczepionka firmy Johnson&Johnson. Szczepionka podjednostkowa zawiera oczyszczone białko S (kolca) SARS-CoV-2 lub fragment białka. Opracowuje ją firma Sanofi-GSK.



/szczepienia.pzh.gov.pl /Materiały prasowe
Źródło: RMF/PAP
https://twojezdrowie.rmf24.pl/choroby/koronawirus-covid-19/news-czym-sie-roznia-szczepionki-przeciw-covid-19-moderna-i-biont,nId,4971944

WHO: Nie ma dowodów na odporność nowych szczepów koronawirusa na szczepionki
7 stycznia (14:27)

"Nie ma jak dotąd żadnych dowodów wskazujących na to, że brytyjska i południowoafrykańska mutacja koronawirusa jest odporna na dostępne szczepionki" - stwierdził dr Siddartha Datta z europejskiego oddziału Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Datta odniósł się w ten sposób podczas konferencji prasowej do doniesień o obawach naukowców dotyczących nowych, bardziej zaraźliwych szczepów SARS-CoV-2. Jak stwierdził, trwające badania nad brytyjskim wariantem są "obiecujące" jeśli chodzi o skuteczność szczepionek. Dodał, że wariant wykryty w Republice Południowej Afryki nie został na razie dokładnie zbadany, ale jak dotąd nie ma dowodów, by był bardziej odporny.

Jednocześnie szef WHO Europe Henri Kluge wezwał kraje Europy, by zrobiły wszystko co tylko możliwe, by ograniczyć cyrkulację nowych szczepów, a także poświęciły więcej uwagi i wysiłków w kierunku sekwencjonowania kodu genetycznego wirusa - tak, by nowe mutacje można było wykrywać na jak najwcześniejszym etapie.

W odpowiedzi na pytanie, eksperci organizacji skomentowali również decyzję władz Wielkiej Brytanii o odłożeniu podawania pacjentom drugiej dawki szczepionki przeciw Covid-19 w celu zapewnienia pewnej ochrony dla maksymalnej liczby osób.

Jak stwierdził Datta, takie "pragmatyczne" podejście jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę niską dostępność szczepionek i kryzysową sytuację. Jednocześnie podkreślił, że naukowcy nie dysponują na razie danymi, mówiącymi jaki wpływ na bezpieczeństwo i skuteczność szczepionki może mieć odsunięcie podawania drugiej dawki. Podczas badań klinicznych sprawdzano jedynie jej skuteczność po podaniu dwóch dawek w odstępie ok. 3 tygodni. Datta zachęcił jednocześnie do prowadzenia nowych badań w tym zakresie.

Ważne jest, by taka decyzja [o odłożeniu drugiej dawki - PAP] była bezpiecznym kompromisem między ograniczoną w tym momencie produkcją szczepionek a koniecznością zapewnienia ochrony jak największej liczbie ludzi - dodał szef WHO Europe Henri Kluge.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-who-nie-ma-dowodow-na-odpornosc-nowych-szczepow-koronawirusa,nId,4972095
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2021, 23:55 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #44 dnia: Styczeń 03, 2021, 23:51 »