Autor Wątek: Wiadomości naukowe  (Przeczytany 42744 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #45 dnia: Styczeń 03, 2021, 23:51 »
Bayer włącza się do produkcji kolejnej szczepionki
Michał Zieliński 7 stycznia

Rosną szanse na masową produkcję kolejnej szczepionki, która ma trafiać również do Polski. Firma CureVac z siedzibą w Tybindze łączy siły z gigantem chemicznym Bayer. Niemiecka szczepionka może się okazać lepsza od oferowanych przez konkurencję.

Preparat opracowany przez CureVac, podobnie jak używanej już w Polsce szczepionki Pfizer/BioNTech, wprowadza do organizmu nanocząsteczki kodu genetycznego wirusa, które mają nauczyć układ odpornościowy reakcji obronnej.

Szczepionka jeszcze jest w fazie testów, ale wszystko wskazuje na to, że będzie ją łatwiej przechowywać i transportować. Są dwa tego powody. Po pierwsze może być przechowywana w wyższej temperaturze, nawet przez dwa miesiące wystarczy jej pięć stopni powyżej zera.

Po drugie do każdego zastrzyku potrzebnych będzie najwyżej tylko dwanaście mikrogramów substancji.

Wyniki badań potwierdzają to czego się spodziewaliśmy, że w tym niskim obszarze dawek między 2 a 12 mikorgraów wywoła odpowiedź immunologiczną - mówiła niedawno w rozmowie z Grzegorzem Jasińskim kierująca badaniami w niemieckiej Tybindze Polka, doktor Mariola Fotin-Mleczek.

Dla porównania, dawka preparatu wytwarzanego przez Pfizer/BioNTech to trzydzieści mikrogramów. Dużo mniejsza objętość ułatwi dodatkowo transport i przechowywanie.

Sojusz CureVac z koncernem Bayer ma umożliwić produkcję na dużą skalę. Unijne władze już zamówiły ponad 400 milionów dawek tego preparatu.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/szczepienia-przeciw-covid19/news-bayer-wlacza-sie-do-produkcji-kolejnej-szczepionki,nId,4972517

System rozpoznaje nawet zamaskowane osoby. Ma bardzo wysoką skuteczność
OPRAC. KAROLINA MODZELEWSKA 7 I (10:58)

Nowa technologia rozpoznawania twarzy pozwala poprawnie identyfikować podróżnych noszących maski nawet w 96 proc. przypadków. To duży postęp, ponieważ algorytmy sprzed pandemii miały znacznie niższe wskaźniki, jeśli chodziło o zamaskowane osoby.

Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego Stanów Zjednoczonych przetestował technologię rozpoznawania twarzy, która, jak twierdzi organ, może dokładnie identyfikować zamaskowanych pasażerów linii lotniczych w 96 proc. przypadków. Jest to istotny postęp, ponieważ pandemia koronawirusa i konieczność noszenia masek sprawiły, że dostępne na rynku systemy rozpoznawania twarzy przestały być wystarczające.

Technologia na miarę pandemii COVID-19

Jak donosi portal Business Insider, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego opracował rozwiązanie o nazwie "West". Technologia jest zaawansowanym systemem biometrycznym, który skanuje twarz (skupiając się na ludzkich oczach) i porównuje próbki biometryczne danej osoby z rozbudowaną bazą danych.

System pozwalający na identyfikację osób z zakrytymi twarzami budzi wiele kontrowersji i niepokojów. Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego przekonuje jednak, że rozwiązanie ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa publicznego, ponieważ pozwoli monitorować podróżujących bez konieczności zdejmowania przez nich maseczek np. na lotniskach. To z kolei ma ogromne znaczenie dla innych podróżujących i personelu lotniskowego, który każdego dnia ma styczność z ogromną liczbą osób.

Dotychczasowe systemy rozpoznawania twarzy opracowane przed pandemią potrafiły rozpoznawać zamaskowane osoby w 50-80 proc. przypadków (w zależności od użytego rozwiązania). Jak informuje Business Insider, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego był prawnie zobligowany do opracowania zaktualizowanego systemu, ponieważ agencja ma obowiązek dbać o efektywność systemów biometrycznych dla pasażerów lotów międzynarodowych.

https://tech.wp.pl/system-rozpoznaje-nawet-zamaskowane-osoby-ma-bardzo-wysoka-skutecznosc-6594615257959200a

Szczepionka na COVID. Ekspert o zaakceptowanej przez UE szczepionce Moderny
MACIEJ DRZAŻDŻEWSKI 7 I

Instytucje europejskie zdecydowały o dopuszczeniu na unijny rynek kolejnej szczepionki na COVID. Wirtualna Polska porozmawiała wirusologiem doktorem Tomaszem Dzieciątkowskim m.in. o różnicach między szczepionkami Moderny i Pfizera.

Podjęte w środę decyzje Europejskiej Agencji Leków (EMA) i Komisji Europejskiej oznaczają, że na rynki krajów UE trafi kolejna szczepionka przeciwko koronawirusowi. Koncern farmaceutyczny Moderna jako drugi, po Pfizerze, ogłosił opracowanie preparatu, który w badaniach klinicznych wykazał ponad 90 procent skuteczności. Jest to również druga szczepionka, którą dopuszczono do użycia w Unii Europejskiej.

Wiemy już, że substancja Moderny trafi również do Polski w przyszłym tygodniu. O różnicach między zaakceptowanymi przez instytucje europejskie szczepionkami porozmawialiśmy z wirusologiem doktorem Tomaszem Dzieciątkowskim.

Koronawirus. Szczepionka Moderny niemal identyczna z preparatem Pfizera

Jak tłumaczy dr Dzieciątkowski szczepionki opracowane w laboratoriach Pfizera i Moderny są niemal takie same, jeśli chodzi o metodę opracowania. Obie są szczepionkami typu mRNA, w których wykorzystano fragment kodu genetycznego koronawirusa. Różnice dotyczą jednak kwestii logistycznych.

- Szczepionka Moderny praktycznie niczym nie rożni się od preparatu Pfizera. Różnice w składach tych substancji są tajemnicami handlowymi i o nich nic nie wiemy - powiedział ekspert w rozmowie z Wirtualną Polską. - Są oczywiście różnice dotyczące sposobu przechowywania substancji. Szczepionka Pfizera wymaga zamrażarek niskotemperaturowych, w których preparat można przechowywać w temperaturze poniżej -80 stopni Celsjusza. Szczepionka Moderny nie wymaga takiego sprzętu. Do jej przechowywania wystarczy zwykła zamrażarka, bo niepotrzebne są przy niej aż tak niskie wartości temperatur - tłumaczył.

Szczepionka na COVID. Co ze skutkami ubocznymi?

Wirusolog odpowiedział nam również na pytania o skutki uboczne, mogące wystąpić po przyjęciu preparatu Moderny. - W badaniach klinicznych wykazano objawy miejscowe, takie jak rumień w miejscu wkłucia. Pojawić mogą się również bóle mięśni i stawów, gorączka oraz bóle głowy - wyliczał Dzieciątkowski. Są to te same skutki uboczne, które wystąpić mogą u pacjenta po zaszczepieniu substancją Pfizera.

Po rozpoczęciu procesu szczepień na świecie, w mediach pojawiły się informacje o przypadkach wstrząsów anafilaktycznych u pacjentów, którzy również przy innych szczepieniach reagowali alergicznie. Ekspert uspokaja jednak, że w badaniach klinicznych nad szczepionką nie dochodziło do takich sytuacji.

- Nie wiadomo nic na temat pojawienia się wstrząsu anafilaktycznego u badanych. W badaniach klinicznych nad preparatem Moderny, jak i zresztą nad substancją Pfizera, nie było informacji o takich przypadkach - zaznaczył wirusolog.

Szczepionka na COVID. Czy więcej szczepionek może wywołać bałagan?

Szczepionka Moderny jest drugim preparatem, który zostanie użyty w Narodowym Programie Szczepień. Zapytaliśmy, czym może grozić podanie jednej osobie substancji przygotowanych przez różne firmy. Dr Dzieciątkowski uspokaja, że jeśli dojdzie do takich pomyłek, to będą to pojedyncze przypadki o niewielkich konsekwencjach.

- Taka sytuacja nie powinna być przyczyną dodatkowych skutków ubocznych. Może to natomiast oznaczać, że nie zostanie odpowiednio utrwalona odporność na koronawirusa. Nie powinno się tak jednak zdarzyć. Każdy pacjent zaszczepiony preparatem Pfizera otrzymuje kartę szczepienia, swoisty paszport, w którym znajdują się informacje o dacie przyjęcia pierwszej dawki oraz termin przyjęcia drugiej - podkreślił ekspert.

Szczepionka na COVID. Niedługo pojawić w UE pojawić mogą się kolejne szczepionki

Dr Tomasz Dzieciątkowski wyjaśnił nam również, na czym polega różnica między dostępnymi obecnie na rynku UE szczepionkami Moderny i Pfizera a preparatem koncernu AstraZeneca.

- W tej szczepione zastosowano zupełnie inną technologię. Została ona oparta o wektor adenowirusa szympansów, do którego włączono fragment materiału genetycznego koronawirusa, odpowiedzialny za kodowanie białka kolca. Natomiast podobnie jak szczepionki mRNA, preparat AstraZeneca niezdolny jest do wywołania u osoby zaszczepionej choroby COVID-19 - zapewnił ekspert w rozmowie z WP.

https://wiadomosci.wp.pl/szczepionka-na-covid-ekspert-o-zaakceptowanej-przez-ue-szczepionce-moderny-6594450452376352a

Czy po otrzymaniu pierwszej dawki nie można uprawiać sportu? Eksperci nie mają wątpliwości
Tatiana Kolesnychenko 7 I

Czy po zaszczepieniu się przeciw COVID-19 można uprawiać sport? Czy jednak warto zarezerwować sobie kilka dni odpoczynku? Takie pytania pojawiają się coraz częściej. Poprosiliśmy aktywnych lekarzy rodzinnych o rozwianie wątpliwości.

Szczepienia przeciw COVID-19 budzą wiele pytań, szczególnie wśród osób aktywnych fizycznie. Na forach dla sportowców, ale również amatorów np. biegania, co jakiś czas pojawia się wątpliwość, czy można trenować po przyjęciu szczepionki. Jak się okazuje, choć nie ma oficjalnych zaleceń, eksperci jednym głosem mówią, co należy zrobić po zaszczepieniu.

1. "Lepiej nie obciążać organizmu"

Dr Michał Domaszewski, lekarz rodzinny oraz autor bloga "dr Michał" zwraca uwagę, że producent szczepionki przeciw COVID-19 nie wymienił wśród przeciwwskazań uprawiania sportu, a już tym bardziej nie ma w badaniach klinicznych mowy o tym, że aktywność fizyczna może w jakikolwiek sposób wpływać na reakcję immunologiczną czy liczbę wytwarzanych przeciwciał we krwi.

- Wszystkie przeciwskazania do szczepionki są bardzo dokładnie i konkretnie wymienione w charakterystyce produktu leczniczego (ulotce preparatu - red). Nie ma tam wzmianki o aktywności fizycznej, więc zalecenie przerwy w treningach nie jest rekomendacją oficjalną - opowiada dr Domaszewski. - Nie zmienia to jednak faktu, że w przypadku przyjęcia jakiejkolwiek szczepionki, lepiej nie biec maratonu już następnego dnia. Po szczepieniu organizm jest zajęty wytwarzaniem przeciwciał, a spokój i wypoczynek będą temu sprzyjać - tłumaczy lekarz.

Dr Domaszewski podkreśla również, że osłabienie może być jednym z działań niepożądanych szczepionki, więc redukcja aktywności fizycznej może okazać się naturalnym procesem.

- Jest nawet takie nieoficjalne zalecenie, aby nie szczepić w jednym dniu całego personelu przychodni czy oddziałów szpitalnych, ponieważ jeśli większość lekarzy i pielęgniarek poczuje się źle, nie będzie komu zająć się pacjentami - opowiada dr Domaszewski.

2. Dr Sutkowski o bieganiu po szczepieniu na COVID-19

W podobny sposób wypowiada się również dr Michał Sutkowski, szef Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, który jest miłośnikiem biegania i ma na swoim koncie kilkadziesiąt maratonów.

- Nie ma wytycznych bezwzględnie zakazujących uprawiania sportu po szczepieniu. Jednak zalecałbym zrobienie sobie 1-3 dni przerwy, żeby dodatkowo nie obciążać organizm. Po tym czasie można wracać do swoich aktywności - opowiada lekarz.

Dr Sutkowski przyznaje, że sam z tego właśnie powodu co roku przyjmuje szczepionkę na grypę z lekkim opóźnieniem.

- Zawsze planuje swoje szczepienia, dopiero kiedy skończą się wszystkie najważniejsze zawody. Jako ostatni zazwyczaj mam Bieg Niepodległości, który co roku odbywa się 11 listopada. Dopiero wtedy szczepię się przeciw grypie i robię sobie kilka dni odpoczynku - opowiada dr Michał Sutkowski.

Zarówno dr Sukowski, jak i dr Domaszewski podkreślają, że ostateczną decyzję o treningach po szczepieniu przeciw COVID-19 warto podejmować przede wszystkim w zgodzie ze swoim ciałem.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepienia-na-covid-19-czy-potrzymaniu-pierwszej-dawki-nie-mozna-uprawiac-sportu

Koronawirus. Przełomowe leki na COVID-19. Zmniejszają ryzyko śmierci
Angelika Karpińska 08.01.2021 7:58

Leki przeciwzapalne podawane przez kroplówkę mogą zmniejszyć o jedną czwartą liczbę zgonów spowodowanych przez COVID-19 u najbardziej chorych pacjentów - twierdzą naukowcy, którzy przeprowadzili badanie na oddziałach intensywnej terapii w Wielkiej Brytanii.

Naukowcy odkryli, że dwa leki stosowane w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów mogą ratować życie pacjentów z COVID-19. Od piątku National Health Service w Wielkiej Brytanii zacznie stosować tocilizumab do leczenia pacjentów z koronawirusem od piątku.

Leki przeciwzapalne zmniejszają ryzyko zgonu na koronawirusa

Badania potwierdziły, że lek może zmniejszyć ryzyko śmierci na COVID-19 o 24 proc. Inny lek na zapalenie stawów, sarilumab, ma działać tak samo, nie tylko ratując życie, ale także skracając czas przebywania pacjentów na oddziale intensywnej terapii.

Cieszę się, że mogę dziś powiedzieć, że brytyjskie badania naukowe przyczyniły się do stworzenia większej liczby nowych terapii ratujących życie, które właśnie przeszły rygorystyczne testy kliniczne. Tocilizumab i sarilumab wkrótce będą na ustach wszystkich. Jak stwierdzono, leki zmniejszają ryzyko śmierci krytycznie chorych pacjentów o prawie jedną czwartą. Skróciły czas spędzony na intensywnej terapii aż o 10 dni. Te ratujące życie leki będą dostępne za pośrednictwem NHS ze skutkiem natychmiastowym, potencjalnie ratując tysiące istnień - powiedział premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson.

W badaniach wzięło udział 3900 pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19 z 15 krajów. Wyniki opierają się na analizie 803 osób z 6 krajów, z których 353 otrzymało tocilizumab, a 48 sarilumab. Śmiertelność wśród pacjentów, którym podano leki, wyniosła 27,3 proc., w porównaniu z 35,8 proc. pacjentów z grupy kontrolnej, którzy nie otrzymali leków.

Te wyniki to kolejny przełomowy krok do znalezienia wyjścia z tej pandemii, a po dodaniu do arsenału szczepionek i leków, które są już wdrażane, odegrają znaczącą rolę w pokonaniu tego wirusa - skomentował brytyjski minister zdrowia Matt Hancock.

https://www.o2.pl/informacje/koronawirus-przelomowe-leki-na-covid-19-zmniejszaja-ryzyko-smierci-6594915430333248a

Nowy szczep koronawirusa. Naukowcy znają źródło COVID-19
GGG 08.01.2021 9:45

Nowy szczep koronawirusa z Wielkiej Brytanii wywołał w Europie spore zamieszanie. Okazuje się, że Światowa Organizacja Zdrowia znalazła pacjenta zero.

Nowy szczep koronawirusa rozprzestrzenia się w Wielkiej Brytanii. Naukowcy ustalili osobę, u której mutacja pojawiła się jako pierwsza. Próbka została znaleziona 20 września u osoby, która mieszkała w pobliżu Cantebury w hrabstwie Kent. Informację potwierdziła Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).

Nowy zmutowany szczep ma 14 różnych mutacji. Te powodują, że wirus jest o 70% bardziej zaraźliwy. Eksperci uważają, że nowy wariant mógł powstać w wyniku mutacji wewnątrz osoby z "immunosupresją". Te mają ograniczoną zdolność zwalczania infekcji, zwykle z powodu własnej choroby lub stanu, jak np. choroba nowotworowa.

Nie wiadomo, jak wiele przypadków nowego szczepu wystąpiło w Wielkiej Brytanii. Doniesienia mówiły o pojedynczych pacjentach, u których choroba przedłużała się i u których powstał podobny wzór mutacji. Według doktora Jeffrey'a Barretta mutacja jest pierwszym przykładem nowego wariantu powstałego w ten sposób, który zaczął być szeroko rozpowszechniany.

Nowa mutacja koronawirusa

Eksperci zaznaczają, że nowy szczep rozprzestrzenił się bardzo szybko. Ministerstwo zdrowia Wielkiej Brytanii zdało sobie sprawę ze skali problemu, kiedy liczba przypadków nadal rosła w listopadzie, pomimo blokady na szczeblu krajowym. W Anglii wprowadzono niedawno trzecią blokadę, która ma potrwać do połowy lutego.

https://www.o2.pl/informacje/nowy-szczep-koronawirusa-naukowcy-znaja-zrodlo-covid-19-6594947788069664a
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2021, 20:19 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #46 dnia: Styczeń 04, 2021, 23:53 »
Optymalne sposoby leczenia koronawirusa? Powstał model... matematyczny
Opracowanie: Urszula Gwiazda 8 stycznia (07:48)

Naukowcy opracowali matematyczny model wskazujący na skuteczność różnych rodzajów leczenia, stosowanych u pacjentów, ze stwierdzonym koronawirusem. Pod uwagę wzięli wiek, stopień zaawansowania zakażenia oraz inne problemy ze zdrowiem.

Wnioski badaczy z Massachusetts General Hospital, Brigham and Women's Hospital w Bostonie oraz Uniwersytetu Cypryjskiego opublikowało pismo "Proceedings of the National Academy of Sciences".

TU ZNAJDZIESZ WYNIKI BADAŃ https://www.pnas.org/content/118/3/e2021642118

"Skuteczne kontrolowanie Covid-19 nie ogranicza się jedynie do powszechnych szczepień. Wymaga lepszego zrozumienia, dlaczego u części osób choroba przebiega bez widocznych objawów, jednak prowadzi do niewydolności narządów, a u innych do zgonu, a także tego, jakie rodzaje leczenia sprawdzają się najlepiej w poszczególnych grupach pacjentów"- podkreślają autorzy.

Badania wykazały, że u wszystkich pacjentów poziom wiremii (ilość wirusa w krwioobiegu) wzrasta na początku infekcji, jednak od 5 dnia może różnić się w zależności od poziomu limfocytów T, tj. komórek układu odpornościowego rozpoznających patogeny.

U pacjentów do 35. roku życia z prawidłowo funkcjonującym układem odpornościowym występuje wysoki poziom limfocytów T i ich działanie prowadzi do zmniejszenia ładunku wirusa oraz stanu zapalnego. Procesy zmniejszają ryzyko powstawania zakrzepów oraz przywracają poziom tlenu w płucach, sprzyjając ozdrowieniu.

Gorszy przebieg Covid-19 występuje u osób z wyższym poziomem stanu zapalnego w organizmie w momencie infekcji (są to m.in. pacjenci z cukrzycą, otyłością, nadciśnieniem tętniczym lub zaburzeniami pracy układu odpornościowego), a także osób, których układ odpornościowy jest w większym stopniu ukierunkowany na nieswoistą odpowiedź immunologiczną, a w mniejszym na odpowiedź swoistą (nabytą).

W ich przypadku do leczenia można włączyć preparaty ukierunkowane przeciwko cytokinom prozapalnym, a także środki blokujące układ renina-angiotensyna-aldosteron (obniżające ciśnienie tętnicze, które może wzrastać podczas infekcji).

Badacze sugerują, że optymalnym sposobem leczenia osób starszych powinno być podawanie na początku infekcji heparyny (leku przeciwzakrzepowego), a także leków zwiększających aktywność układu odpornościowego oraz deksametazonu (leku o działaniu przeciwzapalnym, przeciwalergicznym i immunosupresyjnym) na późniejszych etapach.

Ustalono także, że cięższy przebieg Covid-19 u mężczyzn związany jest z poziomem białka TMPRSS2, które pozwala na wnikanie wirusa i infekowanie zdrowych komórek. U kobiet poziom tego białka jest niższy niż u mężczyzn.
Źródło: RMF FM/PAP

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-optymalne-sposoby-leczenia-koronawirusa-powstal-model-matema,nId,4974102

Koronawirus. Przeszli COVID-19, dziś walczą z powikłaniami. Jak choroba zmieniła ich życie?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 6 I

Nawet ci, którzy przeszli zakażenie koronawiusem łagodnie przyznają, że choroba zmieniła ich życie i sposób patrzenia na świat. W najgorszej sytuacji są osoby dotknięte powikłaniami. Narzekają na utratę sił i problemy z oddychaniem. U części z nich dolegliwości utrzymują się przez wiele tygodni i nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy i kiedy miną.

1. Życie po COVID-19

Bożena Pieter zachorowała na COVID-19 pod koniec kwietnia. Zaczęło się nietypowo od bólu ucha i lekkiego drapania w gardle.

- Później czułam taki ucisk w klatce piersiowej, jakby serce przemieściło się do płuc. Do tego doszło takie dziwne uczucie, jakby coś trzęsło mi się w brzuchu. Później były też duszności, utrata smaku oraz węchu i to całkowita. Robiliśmy taki test z octem, próbowałam go wąchać, ale kompletnie nic nie czułam. W końcu z powodu duszności trafiłam do szpitala - opowiada pani Bożena.

Po trzech miesiącach od ozdrowienia nadal walczy z powikłaniami: ma zwapnienie płuc z guzkami pozapalnymi, zaburzenia tętna i problemy z pamięcią. Pani Bożena szybko się męczy, nawet niewielki spacer jest dla niej wyzwaniem. Zostały też problemy z oddychaniem. Czasami ma wrażenie, że się dusi.

- Raz obudziłam się z takim uczuciem, jakby organizm na chwilę przestał oddychać. Od tego czasu nie odzyskałam normalnego tętna. Jest bardzo obniżone. Trudno mi powiedzieć do kiedy były objawy zakażenia, a od kiedy są powikłania.

2. "Boję się jutra"

Po ponad trzech miesiącach w końcu wróciła do pracy, ale nadal nie może zapomnieć o chorobie. Jak sama mówi - nie ma czegoś takiego, jak opieka nad ozdrowieńcami, więc na własną rękę szukała lekarzy, którzy jej pomogą. Jest teraz pod opieką kardiologa i pulmonologa. Najgorsza w tym wszystkim jest niepewność, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy i czy w ogóle wróci do stanu sprzed choroby.

- Jak zachorowałam, to się nie bałam, ale teraz przyznaję, że boję się jutra. Nie mam pojęcia czy to mi przejdzie, czy się rozwinie. Lekarze też nie potrafią mi nic powiedzieć, bo dla nich to też jest nowa sytuacja. Byłam zupełnie zdrową osobą, miałam dobrą kondycję, a teraz mam problem z płucami, z sercem. To jest dla mnie szok - przyznaje zdruzgotana.

3. "Myślałam, że to są żarty, a teraz nie wiem, co będzie dalej"

Joanna Łobodzińska zachorowała w lipcu. Jeszcze zanim zrobiła test, była przekonana, że to koronawirus.

- Zaczęło mnie boleć gardło i to nie mijało, ten ból był dziwny, przemieszczał się w różne miejsca. Po 10 dniach zaczęłam mieć gorączkę, potem suchy kaszel i duszności. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak, bo zawsze miałam świetną odporność, praktycznie nie choruję, dlatego byłam przekonana, że to musi chodzić o koronawirusa.

Okazało się, że mimo charakterystycznych dolegliwości niełatwo było jej dostać skierowanie na test.

- Zadzwoniliśmy do lekarza rodzinnego, powiedział, że nie może mnie zdiagnozować i mam zadzwonić do sanepidu, tam z kolei powiedziano mi, że to lekarz musi mnie skierować na test. W końcu udało nam się załatwić badania w Chorzowie w szpitalu zakaźnym. Już wtedy miałam problemy z oddychaniem, nie czułam zapachu ani smaku. Chcieli mnie zostawić w szpitalu, ale nie chciałam ze względu na to, że mam małe dziecko, liczyłam, że jakoś to przetrzymam.

Lekarz powiedział im, że wynik będzie w ciągu 2 dni i że od momentu pobrania wymazu do czasu wyników - mają być na kwarantannie. Mieli też zgłosić się do sanepidu.

- Wyniki były po trzech dniach - pozytywne. Oboje z mężem byliśmy zakażeni, tyle że on przeszedł chorobę bezobjawowo. I żeby było ciekawiej, dopiero po dwóch dniach udało nam się dodzwonić do sanepidu, żeby zgłosić, że mamy pozytywne testy. Nikt wcześniej się z nami nie skontaktował. Gdy już się udało, panie chciały zaznaczyć, że dopiero zaczynamy kwarantannę, a my siedzieliśmy już w izolacji od 5 dni – opowiada pani Joanna.

- Na plus zaskoczyło mnie jedno: zainteresował się nami MOPS. Pytali, czy czegoś potrzebujemy, czy chcemy porozmawiać z psychologiem. To było bardzo pozytywne - dodaje.

Joanna Łobodzińska zachorowała na COVID-19 w lipcuJoanna Łobodzińska zachorowała na COVID-19 w lipcu (arch. prywatne)

4. "Koronawirus istnieje i może dopaść każdego"

Łącznie spędzili na kwarantannie miesiąc, dopiero wtedy testy dały negatywne wyniki u niej i u jej męża. Od choroby minęło półtora miesiąca. Mimo że COVID-19 miał u niej stosunkowo łagodny przebieg, nadal nie wróciła do pełni sił. Mało tego, teraz pojawiły się nowe dolegliwości, a pani Joanna boi się, że mogą to być powikłania po COVID-19.

- Wcześniej byłam w stanie jeździć na rowerze stacjonarnym przez godzinę, teraz męczy mnie 10 minut treningu. Do tego zaczęło mnie boleć serce. Jak wejdę po schodach, zaczyna mnie kłuć w sercu.

Kobieta czeka na wizytę u pulmonologa i kardiologa, żeby sprawdzić, czy nie doszło do uszkodzenia jakichś narządów. Dziś apeluje do wszystkich, którzy ignorują zagrożenie: "koronawirus istnieje i może dopaść każdego".

- Myślałam, że to są żarty, a teraz czuję, że nie jest dobrze, nie wiem, co będzie dalej. Zobaczymy, bo jestem przed wizytą. Powiem szczerze, że nawet moi znajomi nie wierzą, że chorowałam. Mówią: "Asia - ty sobie to wymyśliłaś". Jestem pierwszą osobą, którą znają, która miała koronawirusa. Osobom, które nie wierzą, mówię, że sami się muszą przekonać, jak to jest, bo ja też wcześniej byłam po stronie tych, którzy nie wierzyli, póki mnie to nie spotkało. Koronawirus to coś gorszego od grypy, on atakuje płuca tak, że ciężko jest nawet oddychać - mówi pani Joanna.

5. "Dla mnie nie sama choroba była kłopotem, tylko ludzie"

Anna Wierzycka zachorowała w sierpniu. Objawy były dość typowe: utrata smaku i węchu, spadek sił i opryszczka na ustach.

- Zanim dowiedziałam się, że jestem chora, byłam bardzo osłabiona. Wracałam z pracy i musiałam od razu odpocząć i momentalnie zasypiałam. Ciężko mi się oddychało, czułam, że coś jest nie tak – opowiada Anna Wierzycka.

- Kiedy okazało się, że test jest pozytywny, lekarz powiedział, żebym została w domu, odizolowała się od rodziny, dzieci i żebym odpoczywała. Stosowałam się do wszystkich zaleceń i w zasadzie prawie cały okres choroby przespałam. Miałam wrażenie, że coś dzieje się z moimi płucami, że są niewydolne, miałam mokre plecy. Męczyło mnie oddychanie, męczyła mnie rozmowa. Na szczęście nie zaraziłam nikogo ani w pracy, ani w domu, a tym bardziej rodziców, którzy są w grupie ryzyka – podkreśla.

Pani Anna przyznaje, że nie przechodziła zakażenia ciężko, nie wymagała hospitalizacji, ale mimo to nadal jest bardzo słaba i nie jest w stanie na razie wrócić do pracy. Problemem jest nawet krótki spacer.

- Wcześniej żyłam aktywnie, a teraz czuję ogromny dyskomfort. Zejście po schodach i wejście na 2 piętro jest już dla mnie ogromnym wysiłkiem. Czuję, że dopadło mnie chroniczne zmęczenie. Nawet rozmowa telefoniczna mnie męczy, muszę się potem położyć i odpocząć. Idę na krótki spacer, a czuję jakbym przebiegła 2 kilometry. Pozostała duża senność, osłabienie i kłucie w klatce piersiowej - wylicza.

Z perspektywy czasu przyznaje, że dużo gorsze niż sam COVID-19 było to, jak na wiadomość o jej chorobie reagowali niektórzy ludzie.

- Dla mnie nie sama choroba była kłopotem, tylko ludzie. Wspierała mnie rodzina, ale najbardziej zaskoczyli mnie niektórzy znajomi. Na przykład zadzwonił mój znajomy i mówi mi, że dałam sobie założyć kaganiec na twarz i jestem teraz na smyczy, że żadnego koronawirusa nie ma, jest to jakiś wymysł i przechodzę zwykłą grypę, więc to było bardzo przykre dla mnie. Dziękuję tym, którzy byli przy mnie i mnie wspierali, na szczęście tych ludzi było znacznie więcej - podkreśla pani Anna.

6. "Zyskaliśmy świadomość, że trzeba się cieszyć każdą chwilą"

Wojciech Małecki zachorował na początku marca. Testy dały pozytywne wyniki również u jego żony i 17-letniego syna, z kolei córka się nie zaraziła. Wspólnie spędzili w domowej izolacji aż 6 tygodni. Na szczęście choroba zarówno u niego, jak i u jego najbliższych miała łagodny przebieg.

- Wyglądało to, jak mocniejsze przeziębienie albo lekka grypa. Miałem bóle pleców, katar i ból głowy. Później pojawił się też zanik smaku i węchu i to trwało przez dwa miesiące. Pamiętam, jak po śniadaniu wielkanocnym otworzyliśmy jakieś dobre wino i wtedy odkryłem, że kompletnie nie czuję jego smaku - opowiada Wojciech Małecki. - Lekarze biorą mnie za pozytywny przykład dla wielu pacjentów, bo przyjmuje leki immunosupresyjne w związku łuszczycowym zapaleniem stawów, więc teoretycznie byłem w grupie ryzyka, ale okazało się, że wszystko jest ok. Nie mam też żadnych powikłań. Dla nich to jest bardzo budujące - mówi pan Wojciech.

Mężczyzna przyznaje również, że choroba w pewnym sensie zmieniła jego życie i sposób podejścia do świata.

- Po tej izolacji niesamowite było to, że drobne rzeczy mogą tak bardzo cieszyć - droga do sklepu, jazda autem na budowę i poczucie, że można! Syn powiedział nam, że to był dla niego jeden z lepszych okresów w życiu, bo byliśmy razem, wszyscy mieliśmy czas. Kupiliśmy używane playstation, spełniając marzenie, na które wcześniej nie było czasu – opowiada architekt. - Zyskaliśmy też taką świadomość, że trzeba się cieszyć każdą chwilą, bo nigdy nie wiadomo, jak to się ułoży. A zawodowo zauważyliśmy, że w pracowni można częściowo funkcjonować online, co też dobrze wpływa na organizację pracy całego zespołu - podsumowuje.

https://portal.abczdrowie.pl/przeszli-covid-19-dzis-walcza-z-powiklaniami

Prof. Zajkowska o skutkach ubocznych szczepionki: "nie mieliśmy żadnych poważnych odczynów" (WIDEO)

Profesor Joanna Zajkowska z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku była gościem programu "Newsroom" WP. Specjalistka opowiedziała o przyjęciu szczepionki przeciwko COVID-19 i wyjaśniła, jakie niepożądane odczyny poszczepienne są najbardziej niebezpieczne.

- W punkcie, w którym pracuję, na razie nie zaobserwowaliśmy żadnych odczynów. Natomiast moi koledzy skarżą się na miejscowy ból w miejscu podania szczepionki, który mija po jednym, dwóch dniach. Także nie mieliśmy żadnych poważnych odczynów - powiedziała specjalistka.

Profesor Zajkowska odniosła się również do statystyk z Ministerstwa Zdrowia, mówiących, że na ponad 190 tys. zaszczepionych osób, tylko 18 z nich doświadczyło skutków ubocznych.

- To nie jest dużo. Porównuję te statystyki w skali globalnej. To jest niewielki odsetek. To jest 5,5 na milion podanych szczepionek - wyjaśniła ekspertka.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-prof-zajkowska-o-skutkach-ubocznych-szczepionki-nie-mielismy-zadnych-powaznych-odczynow-wideo

Prof. Anna Boroń-Kaczmarska: nie wszystkie testy PCR wykrywają ten nowy wariant wirusa
Tatiana Kolesnychenko 8 I

Z nowego raportu resortu zdrowia wynika, że mamy prawie 9 tys. nowych zakażeń COVID-19. Czy utrzymująca się na wysokim poziomie liczba przypadków może oznaczać, że nowy wariant SARS-CoV-2, który zauważono w Wielkiej Brytanii, dotarł do Polski? - Żeby było jeszcze trudniej, nie wszystkie testy PCR wykrywają ten wariant wirusa - mówi prof. Anna Boroń-Kaczmarska, specjalistka chorób zakaźnych.

1. Zakażeń jest dużo, ale je kontrolujemy?
(...)

- Jest to niepokojący trend, świadczący o tym, że wirus nadal bardzo aktywnie "porusza" się w środowisku ludzi. Oznacza to również, że dotychczasowe działania z lockdownem włącznie, nie są wystarczające - opowiada prof. Anna Boroń-Kaczmarska, specjalistka chorób zakaźnych.

Prof. Boroń-Kaczmarska zwraca uwagę, że w ciągu ostatniej doby wykonano 50 tys. testów w kierunku SARS-CoV-2, co na polskie warunki jest dość dużą liczbą. Zdaniem ekspertki odsetek dodatnich testów wygląda korzystnie, ponieważ jeszcze w grudniu te liczby potrafiły sięgać 40-50 proc.

- Zgodnie z opracowaniami, jeżeli procent nowych zakażeń wykrytych w ciągu doby będzie poniżej 4, możemy mówić o kontroli epidemii - opowiada prof. Boroń-Kaczmarska.

W tym momencie wynosi 18 proc.

2. Mutacja koronawirusa. Nie każdy test wykrywa zakażenie?

Ekspertka również odniosła się do sytuacji w Wielkiej Brytanii, gdzie od początku stycznia odnotowywane są rekordowe liczby zakażeń. Dziennie SARS-CoV-2 jest wykrywane nawet u 50-60 tys. Brytyjczyków, a liczba zgonów przekroczyła tysiąc w ciągu doby.

Prof. Boroń-Kaczmarska zwraca uwagę, że mimo wprowadzonego lockdownu w tym kraju, ludzie niechętnie stosują się do środków ostrożności, a na londyńskich ulicach nie widać, aby ludzie masowo nosili maseczki. - Stąd wniosek, że przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, jeśli nie jest najważniejsze, to co najmniej bardzo ważne w walce z pandemią – podkreśla ekspertka.

Zdaniem ekspertki, za wzrost zakażeń w Wielkiej Brytanii również odpowiada nowy wariant genetyczny SARS-CoV-2.

- Nie powoduje on odmiennego przebiegu COVID-19, ale charakteryzuje większą zaraźliwością. Wynika to z niewielkiej zmiany w strukturze białka S koronawirusa, które odpowiada za wnikanie do komórek gospodarza - opowiada prof. Boroń-Kaczmarska. - Żeby było jeszcze trudniej, nie wszystkie testy PCR wykrywają ten wariant wirusa. Jakość badań ma tutaj bardzo duże znaczenie, ponieważ testy o skromniejszych możliwościach genetycznych po prostu nie wykryją zakażenia spowodowanego nowym wariantem SARS-CoV-2. Moim zdaniem ta mutacja jest już w Polsce – tłumaczy.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-prof-anna-boron-kaczmarska-tlumaczy-aktualna-sytuacje-epidemiologiczna

08 I 05:52 Ustalenia naukowców ws. koronawirusa w Wuhan

Tysiące mieszkańców chińskiego miasta Wuhan przechodziło zakażenie koronawirusem bezobjawowo - już po tym, jak ogłoszono, że epidemia w tym mieście jest pod kontrolą - donoszą naukowcy na łamach najnowszego wydania czasopisma PLOS Neglected Tropical Diseases.

Chińskie miasto Wuhan było pierwszym miejscem na świecie, w którym wykryto Covid-19. W okresie od grudnia 2019 r. do maja 2020 r. było źródłem blisko dwóch trzecich wszystkich przypadków tej choroby w Chinach. Liczba zachorowań osiągnęła tam szczyt w lutym 2020 r., a pod koniec kwietnia miasto uznano za wolne od Covid-19 (chociaż w późniejszych miesiącach pojawiły się małe skupiska zakażeń).

Teraz naukowcy z Wuhan University w Chinach ogłosili, że mimo ogłoszenia końca epidemii w mieście cały czas dochodziło do licznych zakażeń. Grupa kierowana przez prof. Xue-jie Yu przebadała ponad 60 tys. zdrowych mieszkańców Chin pod kątem obecności przeciwciał przeciwko SARS-CoV-2. Ich obecność w organizmie informuje, że dana osoba przeszła lub obecnie przechodzi infekcję. Dodatnie IgG wskazują na wcześniej przebyte zakażenie, podczas gdy przeciwciała IgM oznaczają, że trwa ona obecnie lub niedawno się zakończyła.

Jak mówią naukowcy, oznaczanie poziomu obu typów przeciwciał pozwala lepiej zrozumieć rozkład bezobjawowych przypadków w populacji w czasie.

Próbki pobierano od 63 107 osób w okresie od 6 marca do 3 maja 2020 r. Wszystkie badane osoby były wtedy zdrowe i przechodziły rutynowe badania przesiewowe przed powrotem do pracy.

Zauważono, że odsetek osób z dodatnimi przeciwciałami SARS-CoV-2 wśród mieszkańców Wuhan był znacznie wyższy niż w pozostałych regionach Chin (wynosi ok. 1,68 proc. w stosunku do średniej krajowej 0,38 proc.). Co więcej, dodatni wskaźnik IgM wynosił 0,46 proc.

Zdaniem naukowców oznacza to, że tysiące mieszkańców Wuhan zostało zakażonych bezobjawowo w okresie od marca do maja 2020 r., kiedy teoretycznie choroba została już zatrzymana i nie odnotowywano żadnych nowych przypadków.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-nowa-odmiana-koronawirusa-w-irlandii-szwecja-oglasza-prawo-p,nId,4974076
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2021, 20:27 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #47 dnia: Styczeń 04, 2021, 23:53 »
"To było dla nas zaskoczeniem". Koronawirus może uszkodzić mózg, nie wnikając do niego
Opracowanie: Magdalena Partyła 9 stycznia (07:44)

Koronawirus SARS-CoV-2 nie musi wniknąć bezpośrednio do mózgu, żeby doprowadzić do jego uszkodzenia - wynika z najnowszych badań specjalistów amerykańskich.

Okrycie to było dla nas kompletnym zaskoczeniem - twierdzi współautor badania dr Avindra Nath z Narodowego Instytutu Zaburzeń Neurologicznych i Udaru (NINDS) w USA. Na łamach "New England Journal of Medicine" informuje on, że badano mózgi 19 pacjentów zmarłych na Covid-19.

Autopsja polegała na przebadaniu głównie tkanek mózgowych znajdujących się w opuszce węchowej kontrolującej zmysł węchu oraz pnia mózgu, odpowiedzialnego za oddychanie i pracę serca. Jak stwierdzono, u 14 pacjentów zmarłych na Covid-19 doszło do uszkodzenia naczyń krwionośnych doprowadzających krew do tych obszarów mózgu. Polegały one na powstawaniu zakrzepów oraz przecieków krwi.

W miejscach naczyń, w których doszło do wycieku, powstał stan zapalny wywołany reakcją układu odpornościowego. Nie wykryto jednak obecności samego koronawirusa. Takie uszkodzenie mózgu zwykle związane są udarem mózgu oraz chorobami zapalnymi układu nerwowego. Nasze badania sugerują, że uszkodzenia te nie były bezpośrednio spowodowane przez wirusa SARS-CoV-2 - uważa dr Nath.

Jego zespół planuje przeprowadzenie badań wyjaśniających mechanizm, za pośrednictwem którego Covid-19 wywołuje uszkodzenia naczyń krwionośnych mózgu. Podejrzewa on, że mogą być z tym związane są utrzymujące się dłużej objawy choroby, występujące u niektórych pacjentów, takie jak zaburzenia poznawcze i zmęczenie.

Koronawirus SARS-CoV-2 potrafi wnikać do mózgu pokonując barierę krew-mózg. Wskazują na to wcześniejsze badania, jakie przeprowadzono na myszach. Patogen dokonuje tego za pośrednictwem białka S, znajdującego się w jego osłonie. W taki sam sposób wkrada się on do innych komórek, w tym górnego układu oddechowego i płuc.

W grudniu 2020 r. na łamach "Nature Neuroscience" informowali o tym prof. Wiliam A. Banks z University of Washington. Wcześniej w tym samym piśmie wskazywali na to specjaliści z Lewis Katz School of Medicine w Temple University.

Z badań tych wynika, że samo białko S koronawirusa potrafi pobudzić mózg do wydzielania cytokin i innych substancji zapalnych. Nie wiadomo jednak, czy białko to może oddzielać się tych patogenów.

Lepiej nie zadzierać z tym wirusem. Wiele wywoływanych przez niego skutków może być nasilonych, podtrzymywanych lub wręcz przez niego spowodowanych po przedostaniu się do mózgu, a efekty tego mogą się utrzymywać przez długi czas - ostrzega prof. Banks.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-to-bylo-dla-nas-zaskoczeniem-koronawirus-moze-uszkodzic-mozg,nId,4976373

Pfizer: Nasza szczepionka jest skuteczna przeciwko mutacjom koronawirusa
Opracowanie: Nicole Makarewicz  8 stycznia (09:05)

Szczepionka przeciwko Covid-19, opracowana przez amerykański koncern Pfizer i niemiecką firmę BioNTech jest też skuteczna wobec niedawno odkrytych w Wielkiej Brytanii i RPA mutacji koronawirusa - zapewniło kierownictwo koncernu w oparciu o wstępne studium badawcze.

Wstępne badania przeprowadzone przez ekspertów Pfizera i naukowców z Teksańskiego Uniwersytetu Branży Medycznej (University of Texas Medical Branch) wskazują, że szczepionka tej firmy "jest skuteczna w neutralizowaniu koronawirusa, również w tych przypadkach, gdy doszło do mutacji białka fuzyjnego, znanej jako wariant N501Y koronawirusa" - poinformował dziś w rozmowie z agencją Reutera dr Phil Dormitzer, wirusolog zatrudniony przez koncern Pfizer.

Dotyczy to również wariantu E484K, który został zidentyfikowany w RPA.

Dormitzer zaznaczył, że badania te mają charakter wstępny i nie zostały jeszcze poddane krytycznemu osądowi środowiska medycznego w literaturze naukowej, ale są optymistyczne. Oparto je na analizie krwi osób już zaszczepionych szczepionką Pfizer/BioNTech.

Niestety badania te nie uwzględniają wszystkich mutacji koronawirusa - podkreślił Dormitzer. Dodał, że w dotychczasowych pracach badawczych laboratorium naukowego Pfizera uwzględniono łącznie 16 wariantów koronawirusa, który odznacza się większą zdolnością zakażania niż koronawirus wyjściowy.

Jak dotąd przetestowaliśmy 16 różnych mutacji i żadna z nich nie zdołała oprzeć się naszej szczepionce, co jest oczywiście dobrą informacją. Niestety, nie oznacza to jeszcze, że w przypadku 17. mutacji szczepionka będzie równie skuteczna - podkreślił.

Zapewnił, że w ciągu najbliższych tygodni zostaną przebadane pod kątem skuteczności szczepionki wszystkie inne mutacje koronawirusa, jakie pojawiły się zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i RPA. Profesor Simon Clarke, zatrudniony jako docent na Uniwersytecie Reading powiedział w rozmowie z agencją Reutera, że "brytyjskie i południowoafrykańskie warianty koronawirusa mają wiele wspólnego, również w tym sensie, że tworzą liczne mutacje poprzez znaczące przekształcanie białka fuzyjnego, co zwiększa możliwość zakażania większej liczby osób".

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/szczepienia-przeciw-covid19/news-pfizer-nasza-szczepionka-jest-skuteczna-przeciwko-mutacjom-k,nId,4974152

Koronawirus. Kolejne badania potwierdzają późne skutki COVID-19
Deutsche Welle OPRAC. PIOTR BIAŁCZYK 9 I

Bóle mięśni, zmęczenie czy problemy psychiczne. Z badań wynika, że dwie trzecie osób, które przeszły ciężki COVID, odczuwa chorobę nawet pół roku po infekcji.

- Nasze badanie pokazuje, że większość pacjentów zwolnionych ze szpitala zmaga się z następstwami wirusa i potrzebuje dalszej pomocy. Chodzi zwłaszcza o osoby, które przechodziły ciężką infekcję - mówi jeden z autorów badania Bin Cao, wicedyrektor chińskiego Narodowego Centrum Badań Klinicznych nad Chorobami Układu Oddechowego.

Najczęściej występujące powikłania po chorobie to utrzymujące się miesiącami bóle mięśni, zmęczenie oraz stany lękowe czy depresja. Raport opublikowano w fachowym magazynie Lancet.

Naukowcy przebadali 1733 osoby, które między styczniem a majem ubiegłego roku przebywały z powodu zachorowania na COVID-19 w szpitalu w Wuhan w Chinach. Okazało się, że miesiące po opuszczeniu szpitala 76 procent uczestników badania wciąż skarżyło się na co najmniej jeden z symptomów choroby. Średnia wieku uczestników badania wynosiła 57 lat. Większości z nich podawano w szpitalu tlen.

Koronawirus. Zmęczenie i osłabienie

Na zmęczenie i bóle mięśni skarżyło się 63 procent badanych. 26 procent miało problemy ze snem, a 23 procent zmagało się ze stanami lękowymi i depresją. Z badań wynika, że problemy psychiczne częściej dotykały kobiet niż mężczyzn.

Badania laboratoryjne wykazały ponadto, że 13 procent pacjentów, u których podczas pobytu w szpitalu nie stwierdzono żadnych problemów z pracą nerek, wykazało obniżenie wydolności pracy tych narządów po przebyciu choroby. U osób, które przeszły wyjątkowo ciężką infekcję, stwierdzono też długotrwałe ograniczenie wydolności płuc i pogorszenie saturacji krwi tlenem.

Badanie chińskich naukowców pokrywa się z wynikami podobnych badań na temat przewlekłych dolegliwości pocovidowych. Eksperci zwracają jednak uwagę na kilka słabych punktów przedstawionego raportu.

Koronawirus. Potrzeba więcej danych

Problemem może być choćby fakt, że pominięto osoby, które miały tylko lekki przebieg choroby. - Może to zakłócać obraz późnych skutków infekcji - mówi Joerdis Frommhold z wydziału chorób dróg oddechowych kliniki w Heiligendamm w Niemczech.

Lekarka zwraca uwagę na fakt, że obok osób przechodzących ciężką infekcję oraz tych, którzy w ogóle nie zauważyli tego, że chorowali, istnieje jeszcze trzecia grupa. - To pacjenci z łagodnym przebiegiem, którzy być może trafili na krótko do szpitala, a którzy odczuwają symptomy dopiero po okresie jednego do trzech miesięcy - mówi.

Tak jak u pacjentów z ciężkim przebiegiem, Frommhold widzi u nich przede wszystkim zmęczenie i osłabienie mięśni. Zdarzają się jednak także pacjenci z problemami neurologicznymi, bólami stawów czy skarżący się na wypadanie włosów.

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-kolejne-badania-potwierdzaja-pozne-skutki-covid-19-6595424141306688a

Koronawirus. Lockdown wpływa na psychikę. Naukowcy apelują
MDO 09.01.2021 10:00

Od początku pandemii koronawirusa przewija się hasło "zostań w domu". Tymczasem naukowcy twierdzą, że rządzący nie powinni nawoływać do ograniczania wyjść na świeże powietrze.

Koronawirus wciąż się rozprzestrzenia. W związku z tym wprowadzono wiele restrykcji. Pojawiają się też apele, by unikać wychodzenia z domu.

Tymczasem naukowcy twierdzą, że zbyt długie przebywanie w domu nie jest najlepszym pomysłem. Uważają jednocześnie, że lepiej wychodzić na dwór.

Spędzanie większej ilości czasu na świeżym powietrzu z dala od urządzeń elektronicznych łagodzi stres psychiczny związany z pandemią COVID-19 - przypominają badacze, cytowani przez polsatnews.pl.

Koronawirus. Uczeni apelują

W kwietniu 2020 roku w Austrii przeprowadzono specjalne badanie. Jego wyniki wskazują na to, że poziom szczęścia w czasie pandemii jest wyższy, gdy przebywa się na świeżym powietrzu, zwłaszcza na łonie natury.

Przebywanie poza domem doprowadza też do zmniejszenia poziomu odczuwanej samotności. Poza tym badacze wykazali, że podczas korzystania z telefonów czy telewizorów poziom szczęścia spada.

https://www.o2.pl/informacje/koronawirus-lockdown-wplywa-na-psychike-naukowcy-apeluja-6595301458606880a

Koronawirus. Naukowcy ujawniają prawdę o nowej szczepionce na COVID-19
HNM 09.01.2021 8:22

Szczepionka, którą opracował Pfizer i BioNTech, jest skuteczna także wobec nowych szczepów koronawirusa, które pojawiają się na całym świecie - między innymi w Wielkiej Brytanii. Nowe badania zaskakują. Naukowcy podali, przy ilu szczepach szczepionka okazała się być niezawodna.

Szczepionka Pfizera jest niezwykle skuteczna, bo działa na nawet 16 szczepów SARS-CoV2, podaje TVN24. To nowe badania, które pokazały tak fascynuące wyniki, choć póki co nie zostały one jeszce osądowi środowisk eksperckich na najwyższych szczeblach.

Pomimo tego prawdopodobnie jest to tylko kwestia czasu. Badania pozwalają sądzić, że już niedługo tak właśnie postrzegana będzie oficjalnie szczepionka Pfizera - także w literaturze medycznej.

To, że szczepionka działa na 16 mutacji koronawirusa, jest fascynującą wiadomością. Koronawirus mutuje, co odnotowują naukowcy na całym świecie. Z nową, o wiele bardziej zaraźliwą odmianą szczepionki, walczy Wielka Brytania. Również w Brazylii czy w RPA pojawiły się nowe szczepy. Na ten moment spradzono skuteczność szczepionki m.in. właśnie na szczepie z Wielkiej Brytanii, a także z RPA.

Szczepionka Pfizera jest skuteczna w neutralizowaniu koronawirusa także w tych przypadkach, gdy nastąpiła mutacja białka fuzyjnego - mówi dr Phil Dormitzer, wirusolog, podaje agencja Reuters.

Przetestowaliśmy 16 różnych mutacji i żadna z nich nie zdołała oprzeć się naszej szczepionce - powiedzał także dr Dormitzer.

https://www.o2.pl/informacje/koronawirus-naukowcy-ujawniaja-prawde-o-nowej-szczepionce-na-covid-19-6595267877251872a
« Ostatnia zmiana: Styczeń 09, 2021, 23:45 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #48 dnia: Styczeń 05, 2021, 23:57 »
Prof. Szenborn: Większość dzieci przechodzi zakażenie koronawirusem bezobjawowo
Opracowanie: Magdalena Partyła 15 października (07:03)

Większość dzieci bezobjawowo przechodzi zakażenie koronawirusem - ocenia prof. Leszek Szenborn, kierownik Katedry i Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W Polsce hospitalizowanych było z SARS-CoV-2 ponad 500 dzieci.

Prof. Leszek Szenborn kieruje Kliniką Pediatrii i Chorób Infekcyjnych w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, w którym od początku epidemii przyjmowane są dzieci zakażone SARS-CoV-2 oraz z podejrzeniem zakażenia, jeśli wymagają hospitalizacji.

W 11 ośrodkach klinicznych w całej Polsce od 1 marca 2020 roku do końca września zgłoszono 560 hospitalizowanych przypadków Covid-19 u dzieci, które zostały potwierdzone dodatnim wynikiem badania PCR w kierunku SARS-CoV-2. My pediatrzy mamy dużo pracy w tych ośrodkach, bo przyjmujemy też pacjentów wymagających natychmiastowej diagnostyki i leczenia, a podejrzanych o zakażenie, dzieci z innymi chorobami i mające wynik dodatni. Na pewno jednak większość dzieci do 15 lat przechodzi zakażenie bezobjawowo - powiedział prof. Szenborn.

Dodał, że to wnioski zbieżne z obserwacjami innych ośrodków badawczych w Europie i na świecie.

Dzieci zakażone i hospitalizowane najczęściej nie mają ciężkich objawów choroby. O wiele rzadziej niż dorośli mają zapalenie płuc z niewydolnością oddechową. Takie przypadki były nieliczne w skali kraju. Większość dzieci zakaża się od dorosłych w domostwach i najczęściej ma objawy związane z wysoką gorączką oraz wymaga ustalenia właściwej przyczyny złego stanu i wdrożenia leczenia przeciwdrobnoustrojowego. Bardzo się staramy, aby jak najwięcej dzieci mogło szybko wrócić do domu i tam być poddana dziesięciodniowej izolacji - powiedział ekspert.

Zaznaczył, że w kilkudziesięciu przypadkach w Polsce odnotowano u dziecięcych pacjentów stan wielonarządowego zapalenia, który może być związany z epidemią Covid-19. Dodał, że zjawisko takie wystąpiło także w wielu innych krajach.

U niektórych z tych dzieci wykryto przeciwciała, potwierdzające wcześniejsze bezobjawowe zakażenie SARS Cov-2, inne pochodziły z ognisk, gdzie wcześniej lub jednocześnie z ich chorobą wykryto zakażenia, u mniejszości potwierdzono aktualne zakażenie - powiedział prof. Szenborn.

Ekspert podkreślił, że choć stan wielonarządowego zapalenia jest podobny do objawów choroby Kawasakiego, to jednak nie ma na razie dowodów, że wirus SARS-CoV-2 wywołuje tę chorobę.

Choroba Kawasakiego jest nam znana od lat. Choć jej czynnik etiologiczny nie jest określony, to ma ona wszystkie znamiona choroby zakaźnej. Stan wielonarządowego zapalenia związany czasowo z epidemią Covid przebiega z podobnymi objawami, dlatego tacy pacjenci trafiają do nas w celu pogłębienia diagnostyki i rozważenia potrzeby dożylnego podania immunoglobulin, co jest standardem w chorobie Kawasakiego - powiedział prof. Szenborn.

Ekspert podkreślił, że w "epoce Covid-19" znacząco spadła zachorowalność na wiele chorób zakaźnych wywoływanych przez różne wirusy i bakterie. Ma to związek z większym dystansem społecznym, zamknięciem szkół oraz większą higieną.

Spektakularnie spadła zapadalność na wiele chorób zakaźnych, takich jak biegunki, ospa wietrzna, wirusowe zapalenia dróg oddechowych i zapalenie wątroby typu A. Wiąże się to między innymi z noszeniem maseczek, częstszym myciem rąk. To pozytywny efekt pandemicznych restrykcji - podsumował prof. Szenborn.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-prof-szenborn-wiekszosc-dzieci-przechodzi-zakazenie-koronawi,nId,4794319

To trzecia epidemia koronawirusa, w której uczestniczy. Prof. Krzysztof Pyrć opowiada czym go zaskoczył SARS-CoV-2
Tatiana Kolesnychenko 16 X

- Każdy wirusolog wiedział, że nowe zagrożenie nadejdzie. Prognozowano nawet, że stanie się to w okolicach 2020 roku. Nie wiedzieliśmy tylko skąd dokładnie przyjdzie - mówi prof. Krzysztof Pyrć, jeden z czołowych polskich wirusologów. - Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 w końcu wygaśnie, ale po niej pojawi się kolejna - dodaje.

1. Pandemia była do przewidzenia

Prof. Krzysztof Pyrć od 20 lat prowadzi badania nad koronawirusami. To już trzecia pandemia koronawirusa, w której uczestniczy. Pierwszą spowodował wirus SARS-CoV, który pojawił się w 2002 roku w prowincji Guangdong w południowych Chinach. Druga zaczęła się w 2012 roku na Półwyspie Arabskim. Wywołał ją MERS-CoV (wirus bliskowschodniego zespołu oddechowego).

- Pojawienie się SARS-CoV-2 mnie nie zaskoczyło. Spodziewaliśmy się, że do tego dojdzie właśnie w okolicach 2020 roku. Jeśli spojrzymy na historię, to wyraźnie widać, że średnio co dziesięć lat pojawia się nowy, niebezpieczny koronawirus - opowiada prof. Krzysztof Pyrć w rozmowie z WP abcZdrowie. - Wiedzieliśmy więc, że nadejście kolejnego to tylko kwestia czasu. Nie wiadomo było jednak jaki patogen spowoduje zagrożenie i jak bardzo będzie ono poważne — dodaje profesor.

2. Co wiemy o koronawirusach?

Naukowcy wyróżniają cztery gatunki koronawirusów, którymi mogą zakażać się ludzie.

- Mają one bardzo nietypowe nazwy - 229E, NL63, OC43 oraz HKU1. Dwa ostatnie są blisko spokrewnione z SARS-CoV-2, który opowiada za obecną pandemię - wyjaśnia prof. Pyrć. - Te cztery koronawirusy są bardzo powszechne na całej planecie. Badania pokazują, że każdy człowiek na Ziemi przechodzi zakażenie wszystkimi czterema patogenami do ósmego roku życia - dodaje.

Na początku epidemii SARS-CoV-2 w Polce, wśród immunologów była popularna teoria, że Polacy łagodniej przechodzą zakażenie, niż Włosi czy Hiszpanie, ponieważ mają odporność krzyżową, która powstała na skutek wielokrotnego zakażania się koronawirusami właściwymi dla naszego regionu.

- Nie jest to prawdą, ponieważ nie ma czegoś takiego jak "koronawirusy właściwe dla regionu". Badaliśmy koronawirusy we Włoszech, Holandii i Hongkongu. Wszędzie występują te same cztery gatunki. Potwierdzają to wszystkie badania na świecie - mówi prof. Pyrć.

Eksperci szacują, że koronawirusy są odpowiedzialne za ok. 20 proc. wszystkich przeziębień, które występują w sezonie jesienno-zimowym.

Jako pierwsze, w latach 60. XX wieku, naukowcy odkryli patogeny 229E oraz OC43. Te dwa wirusy powodują przeziębienie o łagodnym charakterze, które samoistnie ustępuje po maksymalnie siedmiu dniach. Objawy zakażenia też są typowe: katar, lekka gorączka oraz czasami kaszel. Zdecydowanie ciężej zakażenie przechodzą dzieci oraz osoby w podeszłym wieku. U nich koronawirusy mogą wywołać zapalenie płuc, oskrzeli lub podgłośniowe zapalenie krtani.

Dopiero epidemia SARS, która w latach 2002-2003 spowodowała śmierć 774 osób, zachęciła naukowców do dalszych, szczegółowych badań na temat koronawirusów. Po kilku latach zidentyfikowano dwa kolejne ludzkie koronawirusy NL63 oraz HKU1. Oba pod względem klinicznym przypominają 229E oraz OC43, czyli nie są bardzo groźne dla człowieka.

Objawy zakażenia wszystkimi koronawirusami w początkowych stadiach są identyczne. Czy to oznacza, że jeśli pacjent jest zakażony jednym z nich, a robi test w kierunku SARS-CoV-2, może otrzymać wynik fałszywie dodatni?

- Zdecydowanie nie. Po pierwsze, przy opracowaniu testu najpierw badacze sprawdzają, czy jest reakcja na spokrewnione patogeny. Po drugie, mówimy o tej samej grupie wirusów, ale poszczególne gatunki bardzo się od siebie różnią na poziomie genomu. Kolokwialnie mówiąc - człowiek i banan mają więcej wspólnych genetycznych cech, niż dwa spokrewnione wirusy - tłumaczy prof. Pyrć.

3. Koronawirus zaskoczył naukowców

Mimo dużej wiedzy, jaką naukowcy mają na temat koronawirusów, SARS-CoV-2 zaskoczył wszystkich.

- Liczyliśmy, że nowy koronawirus będzie wykazywać taką samą sezonowość jak poprzednie i po prostu zniknie wraz z nadejściem ciepłych dni - mówi wirusolog.

SARS-CoV-2 wyróżniał się wysoką zdolnością do transmisji i stanowił znacznie większe zagrożenie (śmiertelność na poziomie 10 proc.). Chociaż obawiano się globalnej pandemii, wraz z nadejściem ciepłych dni częstość występowania znacząco się zmniejszyła, aby zupełnie zniknąć w czasie lata.

- Faktycznie w lecie SARS-CoV-2 stał się mniej efektywny, ale tego było za mało, aby całkowicie wyhamować pandemię. Okazało się, że nowy koronawirus jest odporny na wysokie temperatury i może przenosić się nawet przy wyższej wilgotności powietrza. To była niemiła niespodzianka - wyjaśnia ekspert.

4. Lepiej przygotować się na kolejną pandemię

Doświadczeni wirusolodzy obawiają się prognozowania, w jaki sposób dalej będzie się rozwijać SARS-CoV-2. Patrząc na poprzednie pandemie spowodowane koronawirusami, mówią wprost: nie wiadomo czego się spodziewać. Wszelkie dalekosiężne prognozy są obarczone dużym ryzykiem błędu.

Co do jednej rzeczy naukowcy jednak się zgadzają: nie jest to pierwsza i na pewno nie ostatnia pandemia. Wiele badań wskazuje, że im bardziej człowiek ingeruje w dziką przyrodę, tym większe ryzyko, że kolejny patogen pojawi się już w nadchodzących latach, a nie za dekadę.

- Pandemia SARS-CoV-2 w końcu wygaśnie albo samoistnie, albo dzięki szczepionce. Jednak powinniśmy mieć świadomość, że nadejdą kolejne epidemie lub pandemie. Doświadczenie pokazuje, że lepiej być do nich przygotowanym. Powinny być opracowane odpowiednie procedury, strategie szybkiego reagowania. Gdyby takie istniały wcześniej, być może teraz sytuacja na świecie wygadałaby inaczej — podsumowuje prof. Krzysztof Pyrć.

https://portal.abczdrowie.pl/to-trzecia-pandemia-z-koronawirusa-w-ktorej-uczestniczy-prof-krzysztof-pyrc-opowiada-czym-go-zaskoczyl-sars-cov-2

Koronawirus w Polsce. Prof. Pyrć: "Jeżeli nic nie zrobimy, to czeka nas lockdown"
Katarzyna Gałązkiewicz 11 X

Ministerstwo Zdrowia poinformowało o kolejnych nowych przypadkach zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 w kraju. Podano również liczbę zgonów z powodu COVID-19.

2. Prof. Pyrć: Teraz jest czas, aby podjąć działania

Profesor dr hab. Krzysztof Pyrć, specjalista w zakresie mikrobiologii i wirusologii, w rozmowie z WP abcZdrowie przyznał, że środkami zaradczymi, które mogą powstrzymać rozprzestrzenianie koronawirusa na szeroką skalę, są te podstawowe i najskuteczniejsze, czyli utrzymywanie dystansu, dezynfekcja rąk oraz noszenie maseczek w przestrzeni publicznej.

- Jeżeli chodzi o sytuację epidemiczną w kraju, to jest ona dosyć poważna i to jest czas na to, aby coś zrobić. Te podstawowe zasady, które wszyscy powtarzamy jak mantrę, czyli dystans, noszenie maseczek i higiena rąk są najskuteczniejsze. Przestrzeganie tych zasad będzie decydować o rozwoju pandemii. W tym momencie państwo nie ma narzędzi, takich jak np. szczepionki, które pozwoliłyby wdrożyć coś odgórnie. Jedyne, co teraz można zrobić, to przestrzegać obostrzeń i liczyć, że społeczeństwo będzie je traktować poważnie - twierdzi prof. Pyrć.

Mikrobiolog przypomniał, jak dochodzi do rozprzestrzeniania wirusa, i wskazał sposób, w jaki można ograniczyć jego transmisję.

- Do rozprzestrzeniania się tego wirusa dochodzi, kiedy ludzie się ze sobą spotykają albo przebywają w jednej przestrzeni. To jest główna ścieżka transmisji - więc jeżeli będziemy unikali tych bliższych kontaktów, które są obarczone ryzykiem zarażenia COVID-19, to wirus będzie się wolniej rozprzestrzeniał - wyjaśnia profesor.

- Najwięcej zakażeń jest głównie w pomieszczeniach zamkniętych, gdzie jest mały dystans. Są to wszelkie imprezy masowe i zgromadzenia w miejscach kultu. I to one sprzyjają transmisji tego wirusa, więc warto byłoby się zastanowić, jak ograniczyć tego typu wydarzenia na terenie całego kraju. Nie mówię tu o zamykaniu takich miejsc, lecz raczej wprowadzeniu pewnych ograniczeń - dodaje mikrobiolog.

3. Czy żółta strefa w całym kraju to dobry pomysł?

Krzysztof Pyrć zapytany o to, czy decyzja rządu dotycząca wprowadzenia żółtej strefy w całym kraju i obowiązujących w niej obostrzeń jest zasadna, jest pewien: - Zgadzam się z tym, że noszenie maseczek jest sposobem na to, aby ograniczyć transmisję wirusa, ale trzeba też pamiętać, że nie jest to panaceum. Jest to jeden z elementów, które składają się na skuteczną kontrolę zakażeń - zwłaszcza w pomieszczeniach zamkniętych. Na zatłoczonych ulicach maseczki mogą pomóc, natomiast nie można do tego przykładać aż tak dużej wagi i myśleć, że samo noszenie maseczek uchroni nas przed zarażeniem - twierdzi ekspert.

4. Konieczne obostrzenia w szkołach

Zdaniem wirusologa - póki co - szkoły nie powinny być zamknięte, ale powinny zostać w nich wprowadzone pewne zasady, które pomogą ograniczyć rozprzestrzenianie wirusa między dziećmi.

- Zamykanie szkół to jest bardzo szeroki temat. Trzeba pamiętać, że efekt zamknięcia szkół ma gigantyczny wpływ na społeczeństwo i gospodarkę. Przykładowo, jeśli lekarze mają dzieci, to nie będą w stanie leczyć pacjentów. To nie są proste decyzje, konsekwencje są znacznie poważniejsze, niż nam się czasem wydaje - wjaśnia lekarz.

Zespół profesora Pyrcia, współpracujący z Polską Akademią Nauk, wydał rekomendację, w której poinformował o konieczności wprowadzenia restrykcji w szkołach, które nie utrudnią ich funkcjonowania, ale umożliwią ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa na masową skalę.

- Moim daniem w szkołach powinny być wprowadzone pewne zasady, które zmniejszą ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. To są proste posunięcia - starsze dzieci powinny nosić maseczki oraz utrzymywać dystans. To nie zapobiegnie zakażeniom, ale ograniczy efekty - nie zamknie się placówki i pozwoli się jej funkcjonować dłużej. Jeżeli decyzje zostawimy na później i będziemy szli na tzw. żywioł, to konsekwencje takiego działania będą odwrotne od zamierzonych. Jeżeli nic się nie zrobi, to dążymy wprost do drugiego lockdownu - mówi prof. Pyrć.

Zdaniem wirusologa zamknięcie instytucji i miejsc, w których gromadzą się ludzie, byłoby wskazane wtedy, kiedy kraj znalazłby się w strefie czerwonej.

- Jeżeli stanie się tak, że będziemy w strefie czerwonej, warto było rozważyć zamknięcie szkół i innych miejsc, w których gromadzą się ludzie. Zwlekając, tylko przyspieszymy moment, kiedy trzeba będzie zamknąć znacznie większe obszary i regiony np. gospodarki - ostrzega mikrobiolog.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-11-pazdziernika

Walka z koronawirusem. Masz taką grupę krwi? Jesteś farciarzem
Aniela Siwek 15.10.2020 19:54

Najnowsze badania duńskich naukowców wykazały, że osoby z grupą krwi 0 są mniej narażone od pozostałych na zakażenie się koronawirusem, a także na ciężki przebieg COVID-19.

Według duńskich naukowców grupa krwi ma znaczenie przy zakażeniu koronawirusem. Badacze mają dowody potwierdzające teorię, jakoby osoby z grupą krwi 0 były mniej narażone na zakażenie od pozostałych. Ponadto jeśli już zachorują, będą przechodzić Covid-19 lżej.

Badania te ewidentnie sugerują, że osoby z grupą krwi 0 mogą być mniej narażone na zakażenie SARS-CoV-2 oraz ciężki przebieg COVID-19 – twierdzi dr Amesh Adalja z Johns Hopkins University Center for Health Security.

Eksperci nie są w stanie dokładnie wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Badania są we wczesnym stadium i postawione teraz tezy trzeba jeszcze potwierdzić.

Uroczystość Wszystkich Świętych w dobie pandemii. 82-letnia DJ Wika ma radę dla innych seniorów
W badaniu wzięły udział 7422 osoby, u których wykryto koronawirusa. 38,4 proc. z nich miało grupę krwi 0.

Badanie przeprowadzono także w Kanadzie. Z 95 pacjentów w stanie krytycznym spowodowanym COVID-19, większość miała grupę krwi A lub AB. Pacjenci z grupą krwi 0 nie potrzebowali respiratora, a ich stan był o wiele lepszy.

Jeśli masz grupę krwi inną niż 0, nie musisz wpadać w panikę. Z kolei jeśli masz grupę 0, nie oznacza to, że możesz swobodnie chodzić do restauracji i nie nosić maseczki – powiedział dr Torben Barington, jeden z badaczy biorących udział w eksperymencie.

Badanie przeprowadzono także w Kanadzie. Z 95 pacjentów w stanie krytycznym spowodowanym COVID-19, większość miała grupę krwi A lub AB. Pacjenci z grupą krwi 0 nie potrzebowali respiratora, a ich stan był o wiele lepszy.

Jeśli masz grupę krwi inną niż 0, nie musisz wpadać w panikę. Z kolei jeśli masz grupę 0, nie oznacza to, że możesz swobodnie chodzić do restauracji i nie nosić maseczki – powiedział dr Torben Barington, jeden z badaczy biorących udział w eksperymencie.

https://www.o2.pl/informacje/przebadali-7422-osoby-mowia-z-jaka-grupa-krwi-szanse-wygrania-z-covid-19-sa-wiesze-6564966530378368a

Koronawirus. WHO: remdesivir nie pomaga w leczeniu COVID-19
OPRAC. VIOLETTA BARAN 16 X

Lek przeciwwirusowy remdesivir "ma niewielki lub żaden wpływ na śmiertelność pacjentów hospitalizowanych" z powodu COVID-19 - oświadczyło w czwartek WHO. Podobną opinię wydało w przypadku trzech innych preparatów stosowanych w walce z epidemią koronawirusa.

Zdaniem WHO wszystko wskazuje na to, że remdesivir nie pomaga również zakażonym pacjentom szybciej wracać do zdrowia.

Do tej pory remdesivir był jedynym lekiem antywirusowym, który - jak się wydawało - pomagał w walce z koronawirusa. Był to też jedyny lek, który uzyskał zezwolenie na stosowanie w nagłych wypadkach przy terapii COVID-19, wydane przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków - przypomina CNN.

Badanie WHO objęło remdesivir i trzy inne leki: hydroksychlorochinę, lopinawir (znany także pod nazwą rytonawir) i interferon. Według WHO żaden z tych preparatów nie pomógł chorym dłużej żyć ani wcześniej wyjść ze szpitala.

Według WHO badanie pozwoliło zgromadzić wystarczająco dużo danych, by móc ocenić wpływ tych leków na śmiertelność chorych na COVID-19, odsetek chorych potrzebujących respiratora oraz długość pobytu w szpitalu.

"W przypadku każdego z leków objętego badaniem, wpływ na śmiertelność była rozczarowująco nieobiecująca" - czytamy w oświadczeniu WHO.

Wcześniejsze duże badanie przeprowadzone w USA wykazało, że remdesivir skraca czas powrotu do zdrowia o około jedną trzecią u ciężko chorych, hospitalizowanych dorosłych z COVID-19, ale niewiele pomaga osobom z łagodniejszym przebiegiem choroby.

Źródło: cnn.com
https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-who-remdesivir-nie-pomaga-w-leczeniu-covid-19-6565151054613152a
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2021, 21:32 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #48 dnia: Styczeń 05, 2021, 23:57 »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #49 dnia: Styczeń 06, 2021, 23:54 »
Grypa i COVID-19 u jednego pacjenta. Pierwszy przypadek superinfekcji na świecie
Ewa Rycerz 17 X

W czasie gdy w Polsce wysiłki służby zdrowia skierowane są na walkę z koronawirusem, lekarze z Meksyku alarmują o pierwszym pacjencie, który miał pozytywne wyniki zarówno badań na COVID-19, jak i na grypę. To pierwszy przypadek superinfekcji na świecie.

1. Grypa i COVID-19 w jednym czasie

Wiadomość o pierwszym pacjencie z podwójną infekcją podał na konferencji prasowej dyrektor generalny ds. epidemiologii w resorcie zdrowia, Jose Luis Alomia. COVID-19 i grypę AH1N1 stwierdzono u 54-letniej kobiety.

Jak podał Alomia, pierwsze objawy zakażenia koronawirusem pacjentka zauważyła pod koniec września 2020 r. Natychmiast udała się do lekarza, później przewieziono ją do szpitala w Meksyku. Kobieta była leczona onkologicznie, cierpi na przewlekłą chorobę płuc oraz schorzenie autoimmunologiczne i otyłość. Dlatego też lekarze zdecydowali o natychmiastowym wykonaniu panelowego testu w kierunku różnych wirusów.

Wyniki badania na COVID-19 przyszły pierwsze. Podczas oczekiwania na wyniki badań w kierunku pozostałych 16 wirusów, lekarze podjęli natychmiastowe leczenie. Postępy okazały się na tyle zadowalające, że między 5 a 6 października kobieta została wypisana do domu.

Po dwóch dniach znowu trafiła na oddział, z wysoką gorączką i złym samopoczuciem. 10 października do lekarzy dotarły wyniki badania panelowego, które wykazało, że kobieta przechodziła w tym samym czasie grypę.

2. Pierwszy taki pacjent na świecie

Jose Luis Alomia stwierdził, że 54-latka jest jedyną osobą, u której zdiagnozowano wirusa grypy i koronawirusa SARS-CoV-2 w jednym czasie. Wyniki pochodzą z jednej próbki.

Obecnie kobieta czuje się lepiej, jej stan jest stabilny, a samopoczucie coraz lepsze.

https://portal.abczdrowie.pl/grypa-i-covid-19-u-jednego-pacjenta-pierwszy-taki-przypadek-na-swiecie

Ponowne zachorowania na koronawirusa? To na razie nie jest główny problem
 18 października (06:36)

W literaturze medycznej opisano kilka przypadków ponownej infekcji wirusem SARS-CoV-2. Nie stanowią one jednak obecnie istotnego problemu z epidemiologicznego punktu widzenia - mówi prof. Robert Flisiak. Ostatni przypadek reinfekcji wirusem SARS-CoV-2 został opisany na łamach tygodnika "Lancet" 12 października.

U 25-letniego Amerykanina ze stanu Nevada doszło do ponownego zakażenia SARS-CoV-2 po 48 dniach od potwierdzenia testem pierwszej infekcji. Badania genetyczne wykazały, że ponownego zakażenia nie wywołał wirus odpowiedzialny za pierwszą infekcję. Co więcej, kolejne zakażenie było znacznie cięższe, a pacjent wymagał hospitalizacji i podłączenia do respiratora.

Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Robert Flisiak ocenia jednak, że reinfekcje koronawirusem - przynajmniej aktualnie - nie stanowią dużego problemu epidemiologicznego. Gdyby faktycznie było to problem, to przy tej liczbie zakażeń SARS-CoV-2 na świecie mielibyśmy już tysiące, setki tysięcy reinfekcji. A mamy pojedyncze potwierdzone przypadki - zauważył specjalista.

W komentarzu odredakcyjnym do publikacji w tygodniku "Lancet" Akiko Iwasaki z Yale University School of Medicine w New Haven zestawił 4 przypadki reinfekcji u pacjentów z Belgii, Ekwadoru, Hong Kongu oraz USA. Żaden z nich nie miał stwierdzonych zaburzeń odporności.

"Powstaje pytanie, dlaczego ci pacjenci nie odpowiedzieli na zakażenie"

Prof. Flisiak zwrócił jednak uwagę, że u pacjentów nie stwierdzono obecności przeciwciał po pierwszej infekcji - bądź też nie wykonano takiego badania. Powstaje pytanie, dlaczego ci pacjenci nie odpowiedzieli na zakażenie - skomentował specjalista.

W jego opinii do reinfekcji koronawirusem częściej może dochodzić u pacjentów z niedoborami odporności. W tej grupie osób nie można też wykluczyć przypadków wznowienia zakażenia, ponieważ w przypadku niedoboru odporności wirus może dłużej pozostawać w organizmie.

Niezależnie od tego częstość występowania reinfekcji jest znikoma w stosunku do olbrzymiej liczby zakażeń. I nawet jeśli liczba ponownych zakażeń jest niedoszacowana, to przyczyną tego jest przede wszystkim bezobjawowy przebieg. To oznacza, że za wyjątkiem sporadycznych przypadków reinfekcja przebiega łagodniej - powiedział prof. Flisiak.

Jak przypomniał, zgodnie z najnowszymi danymi - uzyskanymi w jednej z metaanaliz badań - ryzyko, że chory może rozprzestrzeniać wirusa SARS-CoV-2 po pięciu dniach od wystąpienia objawów jest znikome. Od osób z prawidłową odpornością można jeszcze wyhodować wirusa po 10 dniach od wystąpienia objawów, jednak ryzyko zakażenia już praktycznie nie istnieje. Od osób z deficytem odporności wirusa można wyhodować jeszcze po 20 dniach - tłumaczy.

Zgodnie z rozporządzeniem my traktujemy pacjentów, jako niezakaźnych po 13 dniach od wystąpienia objawów i po trzech dniach od ustąpienia objawów ze strony układu oddechowego (drugie kryterium) - zaznaczył prof. Flisiak.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-ponowne-zachorowania-na-koronawirusa-to-na-razie-nie-jest-gl,nId,4800241

Koronawirusem zainfekujemy się podczas krótkiej rozmowy. Prąd powietrza towarzyszący wypowiadaniu niektórych głosek niesie go z zawrotną prędkością
Monika Zieleniewska data publikacji: 18.10.2020, 18:39

(...) - Powinniśmy zdawać sobie sprawę z konsekwencji zwykłej rozmowy - mówi Howard Stone, profesor inżynierii mechanicznej i lotniczej w Princeton. - Aerozol utrzymuje się nie tylko wokół naszych głów, ale i kilka metrów dalej. Na pewno dalej niż bezpieczne 2 metry. (...)

Badania amerykańskich naukowców były prowadzone we wnętrzach o słabej wentylacji. A profesor Stone podkreśla jej znaczenie, zwłaszcza podczas dłuższej rozmowy.

Naukowcy twierdzą, że maseczki nie blokują całkowicie przepływu aerozoli. Odgrywają jednak kluczową rolę w zakłócaniu „strumieniowego” przepływu powietrza z ust mówiącego, uniemożliwiając szybki transport kropel na odległość większą niż 30 cm. (...)
https://www.medonet.pl/koronawirus/to-musisz-wiedziec,koronawirusem-zainfekujemy-sie-podczas-krotkiej-rozmowy--prad-powietrza-towarzyszacy-wypowiadaniu-niektorych-glosek-niesie-go-z-zawrotna-predkoscia,artykul,22748261.html

Brak smaku i węchu - jeden z głównych objawów koronawirusa. Jak radzą sobie osoby, które utraciły te zmysły?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 18 X

"Nie byłem w stanie rozróżnić tego, co jadłem". "Jadłem, bo musiałem przeżyć". "Wszystko smakowało tak samo". "Schudłam 15 kilo". Tak osoby, które przeszły COVID-19 opowiadają o dolegliwościach, których doświadczyły po raz pierwszy w życiu. Całkowita utrata smaku i węchu to jeden z charakterystycznych objawów zakażenia koronawiurusem, który dotyka nawet 70 proc. chorych.

1. Od 7 miesięcy nie odzyskał smaku i powonienia

Norbert Wrzesiński jest fizjoterapeutą. COVID-19 zdiagnozowano u niego w marcu. Choroba miała stosunkowo łagodny przebieg: przez jeden dzień miał wysoką gorączkę, a w nocy dreszcze. - To był początek zachorowań w Polsce. Wtedy niewiele mówiło się jeszcze o tych objawach. Nie miałem duszności ani kaszlu, tylko bardzo silny ból głowy - wspomina Norbert Wrzesiński.

Tydzień później stracił węch i smak. - To było dokładnie 15 marca. Teraz minie 7 miesięcy od tego momentu. Niestety to się utrzymuje do dzisiaj. Jest coraz lepiej, ale poprawa jest bardzo powolna. Mogę opisać to w ten sposób, że robię dwa kroki w przód i jeden w tył - opowiada.

- Po około 3 tygodniach węch i smak zaczęły powoli wracać, ale w bardzo niewielkim stopniu. Byłem w stanie rozróżniać smaki: słony, słodki i pikantny, czyli wiedziałem, że jem słodycze, że jem zupę, ale nie byłem w stanie rozróżnić, jaki to rodzaj zupy. Tak to wyglądało przez dłuższy czas.

Norbert jest czynnym sportowcem, od 20 lat trenuje koszykówkę. Do tej pory miał świetną kondycję i zero problemów ze zdrowiem, tym ciężej pogodzić mu się z tym, że powikłania po chorobie utrzymują się tak długo.

- Byłem na badaniach u dr. Chudzika i dowiedziałem się, że jestem rekordzistą, jeśli chodzi o długotrwałe zaburzenia smaku i węchu w Polsce. Czuję wszystkie intensywne zapachy, takie jak perfumy, gaz, kawę, ale np. mam kota i nie czuję zapachu z kuwety, tak samo, kiedy tankuję na stacji, nie czuję zapachu benzyny. Poza tym miałem też dużo innych powikłań: drętwienie nóg i rąk, przewlekłe zmęczenie, częste oddawanie moczu, zaburzenia hormonalno-metaboliczne. Powoli z tego wychodzę. Mam 29 lat, na papierze teoretycznie jestem zdrowym człowiekiem, ale nie czuje się w pełni zdrowy i to jest najgorsze - podkreśla Norbert.

Utrata smaku i węchu to jeden z charakterystycznych objawów, na które narzeka większość chorujących na COVID-19. Możesz zjeść w zasadzie wszystko, widzisz różnice tylko w strukturze pokarmów. Nic dziwnego, że wielu zakażonych koronawirusem narzeka na to, że przez chorobę kompletnie straciło apetyt, a nawet miało jadłowstręt.

- Nie byłem w stanie rozróżnić, co jadłem. To się wiązało z tym, że miałem wręcz takie odczucia depresyjne, bo jestem osobą, która czerpie dużą przyjemność z jedzenia. Nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo to jedzenie stymuluje nasz nastrój. Niestety miałem takie wrażenie, jakbym był trochę odcięty od świata. Jadłem, bo musiałem przeżyć - opowiada Norbert Wrzesiński.

Potencjalnie oznacza to, że takie osoby pozbawione węchu i smaku mogą się łatwo zatruć. Pan Norbert przyznaje, że jego zmysły były na tyle nieaktywne, że byłby w stanie wypić skwaśniałe mleko czy spleśniały sok.

- To rzeczywiście było problematyczne. Musiałem prosić o pomoc moją narzeczoną, na przykład, żeby sprawdziła, czy mleko jest świeże, bo nie wiem, czy się nie zatruję. Jeszcze większy był problem z brakiem wyczuwania gazu. Mam w domu kuchenkę gazową i raz zdarzyło się, że zostawiłem ją odkręconą i kompletnie nic nie poczułem. W ostatniej chwili przed wyjściem z domu, zobaczyłem, że jest niedokręcona.

2. Magda straciła węch i smak

Jak to jest na początku?

- Przez pierwsze trzy dni od utraty smaku i węchu, praktycznie nic nie jadłam, zero apetytu. Potem zaczęłam się zmuszać, ale absolutnie wszystko smakowało tak samo, a z natury jestem łakomczuchem - opowiada pani Magda, która miesiąc temu straciła węch i smak.

- W pierwszym tygodniu po utracie tych zmysłów miałam tak, że nie potrafiłam rozpoznać czy piję wodę, herbatę czy sok. Mogłam jeść czosnek jak cukierki i nic nie czułam, tylko lekko piekło mnie w język. Teraz czuję jakieś smaki, ale muszą być mocne, ale to nie jest tak, jak było kiedyś. Jeszcze gorzej jest z węchem. Mam małe dziecko i normalnie poczułabym, kiedy jego pielucha robi się pełna, a teraz nie - przyznaje młoda mama. - Tak długo to trwa, że zaczynam się bać, czy kiedykolwiek odzyskam zmysły.

3. Zamiast zachcianek - walka, by cokolwiek przełknąć

Klaudia Konieczna-Wolska zachorowała w połowie kwietnia. W jej przypadku dolegliwość była podwójnie dokuczliwa, bo była wtedy w 11. tygodniu ciąży.

- Pierwszego dnia miałam 39 stopni gorączki, czułam się jak przy silnym przeziębieniu. Od trzeciego dnia zaczęłam tracić najpierw węch, potem smak. Kompletnie nie czułam tego co jem, nic, zero. Mogłam zjeść wszystko. Przez ten tydzień schudłam 3 kilogramy. Zmuszałam się do jedzenia. Próbowaliśmy nawet z mężem jeść bardzo ostre rzeczy, których na co dzień nie jestem w stanie przełknąć, i mimo wszystko kompletnie nie czułam, że to jest pikantne - opowiada Klaudia.

Kobiety w ciąży mają zazwyczaj wyostrzony węch, tym ciężej poradzić sobie z sytuacją, kiedy z dnia na dzień zmysły zawodzą.

- Nagle z dnia na dzień z tego wyostrzonego węchu, ten zmysł kompletnie zanika i nie czujesz absolutnie nic, to samo było z apetytem. Na szczęście u mnie trwało to krótko, po pięciu dniach zmysły zaczęły wracać, ale ten czas strasznie mi się dłużył - wspomina. - Miałam szczegółowe badania prenatalne i lekarze powiedzieli, że nie widać żadnych odchyleń, ale w pełni będzie można to ocenić dopiero po porodzie - dodaje przyszła mama.

4. Małgorzata przez COVID schudła 15 kilogramów

- Zaczęło się od dziwnego kaszlu - to był poniedziałek. We wtorek pojawiło się 39 stopni gorączki, w środę doszedł katar. Gorączka była tak wysoka, że sięgała 40 stopni. Nie bardzo pamiętam, co działo się od środy do piątku. Powrót do sił zajął mi miesiąc - opowiada Małgorzata, która zachorowała na COVID-19 w kwietniu.

- Coś musiałam jeść, ale niewiele gotowałam, bo ciężko było mi coś doprawić, a jak doprawiłam, to mąż mówił np. że jest strasznie słone, a najśmieszniejsze jest to, że ja mogłam to jeść, bo nic nie czułam.

Po dwóch miesiącach odzyskała smak, węch nie wrócił do dziś, mimo że od zakażenia minęło ponad 6 i pół miesiąca.

- Na początku myślałam, że ani węchu, ani smaku już nie będę miała. Teraz mam smak, ale już nie taki jak przed wirusem. Bardzo ubolewam nad tym, że nie odzyskałam nadal węchu. Lekarz mówi, że jest szansa, że wszystko wróci do normy, ale każdy przypadek jest inny. Każe czekać - przyznaje kobieta z niepokojem.

Brak apetytu i ogromne osłabienie organizmu zrobiły swoje. Od czasu zakażenia schudła 15 kilogramów.

https://portal.abczdrowie.pl/brak-smaku-i-wechu-jeden-z-glownym-objawow-koronawirusa-jak-radza-sobie-osoby-ktore-utracily-te-zmysly?src01=gt57s

Koronawirus nie jest jedynym zagrożeniem? Naukowcy ostrzegają przed SADS-CoV.
Michał Skorupka 19 X

Koronawirus SADS-CoV, który atakuje świnie, może przenieść się na człowieka i namnażać w ludzkich komórkach - twierdzą naukowcy. Wirusa pochodzącego od nietoperzy wykryto w Chinach w 2016 roku. U świń wywołuje biegunkę i wymioty.

Naukowcy z University of North Carolina w Chapel Hill informują, że koronawirus SADS-CoV, który ostatnio zaniepokoił hodowców trzody chlewnej, potencjalnie może zacząć zarażać ludzi. Zdaniem badaczy, wirus ten pochodzi od nietoperzy i atakuje stada świń w Chinach. Po raz pierwszy wykryto go w 2016 roku.

Uczeni wyjaśniają, że SADS-CoV działa inaczej niż SARS-CoV-2. U świń powoduje choroby układu pokarmowego. Wywołuje m.in. silną biegunkę i wymioty. Szczególnie śmiertelny okazał się dla prosiąt.

Koronawirus SARS-CoV-2 należy do betakoronawirusów, natomiast SADS-CoV - do alfakoronawirusów. - Podczas gdy wielu naukowców skupia się na rozwijającym się zagrożeniu ze strony betakoronawirusów, takich jak SARS i MERS, alfakoronawirusy mogą okazać się równie ważnym, jeśli nie ważniejszym zmartwieniem ze względu na ich potencjał do szybkiego przenoszenia się między gatunkami - ostrzega prof. Ralph Baric.

Uczeni informują, że jak dotąd nie odkryto przypadków, w których SADS-CoV atakował ludzi, jednak przyznają, że epidemia SARS-CoV-2 każe pamiętać, że zwierzęce koronawirusy mogą przejść na człowieka.

Naukowcy przetestowali zdolność SADS-CoV do namnażania się w różnych komórkach. Okazało się, że wiele z nich jest wrażliwych. U ludzi są to m.in. komórki płuc i jelit. W przeciwieństwie do SARS-CoV-2 wirus SADS-CoV szybciej namnaża się właśnie w jelitach.

- SADS-CoV pochodzi od obecnych w nietoperzach wirusów HKU2. To zróżnicowana grupa wirusów obecnych w różnych częściach świata - wyjaśnia Caitlin Edwards. - Nie da się przewidzieć, czy wirus ten lub spokrewniony z nim obecny u nietoperzy szczep HKU2 może zacząć zakażać ludzi. Jednak liczna grupa gospodarzy SADS-CoV razem ze zdolnością do namnażania w komórkach ludzkich płuc oraz jelit pokazuje potencjalne ryzyko przyszłego pojawienia się choroby u ludzi i populacji zwierząt - wyjaśnia badaczka.

Potencjalny lek

Zespół naukowców przetestował również potencjalny lek - remdesivir. Wstępne wyniki badań wykazały, że może on być skuteczny w leczeniu infekcji wywołanej wirusem SADS-CoV.

- Obiecujące wyniki testów wskazują na potencjalną możliwość leczenia w przypadku, gdyby doszło do zakażania ludzi. Zalecamy, aby zarówno osoby pracujące ze świniami, jak i same stada świń były regularnie monitorowane pod względem obecności SADS-CoV. Pomoże to zapobiegać epidemiom i ogromnym stratom ekonomicznym - mówi Caitlin Edwards.

https://tech.wp.pl/koronawirus-nie-jest-jedynym-zagrozeniem-naukowcy-ostrzegaja-przed-sads-cov-6566278304541312a

Najnowsze badanie: Naukowcy wskazali czynnik, który sześciokrotnie zwiększa ryzyko śmierci z powodu koronawirusa
Katarzyna Grzęda-Łozicka 19 X

Naukowcy z Uniwersytetu z Liverpoolu ostrzegają przed jednoczesnym zachorowaniem na COVID-19 i grypę. Ich zdaniem, jeśli dojdzie do takiej superinfekcji, ryzyko zgonu chorego zwiększa się nawet sześciokrotnie.

1. Brytyjczycy ostrzegają przez superinfekcją. Zwiększa ryzyko zgonu

Brytyjscy naukowcy przeprowadzili eksperyment na myszach. Część zwierząt w warunkach laboratoryjnych została zakażona koronawirusem, część została kolejno zainfekowana dwoma wirusami: grypy i SARS-CoV-2. W drugiej grupie zaobserwowano zdecydowanie cięższy przebieg choroby.

Naukowcy odkryli, że sekwencyjne zakażenie wirusem grypy, a następnie SARS-CoV-2, powodowało objawy kliniczne, które były gorsze niż pojedyncze infekcje.

U myszy zakażonych oboma wirusami, wystąpiła zwiększona odpowiedź zapalna. Zdaniem autorów badania może to być kluczowy czynnik powodujący ciężką infekcję COVID-19 u ludzi, determinujący również zwiększone ryzyko zgonów u chorych pacjentów.

Naukowcy prowadzący eksperyment, uważają, że jednoczesne krążenie w organizmie kilku patogenów prowadzi do ich rywalizacji, a to odbija się na organizmie osoby zainfekowanej.

"Rośnie obawa o interakcje między SARS-CoV-2 a innymi infekcjami dróg oddechowych w nadchodzącym sezonie zimowym. Nasze badanie podkreśla pilną potrzebę utrzymania szczepień przeciw grypie" - mówi prof. James Stewart z Uniwersytetu w Liverpoolu, jeden z autorów badania.

2. Zarażenie grypą i koronawirusem zwiększa ryzyko zgonu pacjentów

Eksperymenty prowadzone na myszach są kontynuacją badania opublikowanego w Wielkiej Brytanii w zeszłym miesiącu, w którym stwierdzono, że u ludzi z koinfekcją ryzyko śmierci jest sześciokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej. W badaniu przeanalizowano historie pacjentów hospitalizowanych od stycznia do kwietnia.

Dr Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przyznaje, że jest możliwe jednoczesne zakażenia oboma patogenami, w takim przypadku przebieg choroby może być wyjątkowo ciężki. Ekspert tłumaczy, że ludzki układ odpornościowy nie jest w stanie toczyć prawidłowej walki z dwoma typami wirusa czy bakterii na raz. Dlatego u chorych współzakażonych mogą wystąpić zdecydowanie poważniejsze objawy COVID-19.

- Jeśli w organizmie napotkają się dwa patogeny, zwłaszcza grypy i koronawirusa, to objawy i przebieg choroby mogą mieć zdecydowanie cięższy charakter, niż mogliśmy obserwować dotychczas - ostrzega dr Tomasz Dzieciątkowski.

https://portal.abczdrowie.pl/najnowsze-badanie-naukowcy-wskazali-czynnik-ktory-szesciokrotnie-zwieksza-ryzyko-smierci-z-powodu-koronawirusa

https://tech.wp.pl/koronawirus-zwalczany-przez-mleko-karmiacych-matek-lekarze-testuja-nowa-metode-6565267367467680a

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-badania-na-paczkach-mrozonek-moga-byc-koronawirusy,nId,4802017
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2021, 00:51 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #50 dnia: Styczeń 06, 2021, 23:54 »
Pierwsze takie badanie: Naukowcy celowo zakażą ochotników koronawirusem
Opracowanie: Malwina Zaborowska 20 października (12:30)

Brytyjscy naukowcy przygotowują się do rozpoczęcia badania, w ramach którego zdrowi ochotnicy zostaną zakażeni koronawirusem. Ma to przyspieszyć opracowanie szczepionki. Będzie to pierwsze takie badanie w przypadku Covid-19.

Metoda wzbudza kontrowersje, ale jej zwolennicy mówią, że może przynieść wyniki szybciej niż standardowe badania.

Jeśli badania zostaną zatwierdzone przez organy regulacyjne i komisję ds. etyki, zaczną się w styczniu, a ich wyniki spodziewane są do maja 2021 roku - poinformował rząd. Badania będą prowadzone przez Imperial College London we współpracy z ministerstwem biznesu, Royal Free London NHS Foundation Trust - organem zarządzającym szpitalem Royal Free London, i hVivo, firmą, która zajmuje się prowadzeniem badań medycznych. Brytyjski rząd dofinansuje badania kwotą 33,6 mln funtów.

Celowe zakażanie wolontariuszy znanym patogenem ludzkim nigdy nie jest podejmowane lekkomyślnie. Jednak takie badania dają niezwykłą wiedzę o chorobie, nawet tak dobrze zbadanej jak Covid-19 - powiedział Peter Openshaw z Imperial College London, który ma współprowadzić badania.

Kto weźmie udział w badaniu?

W badaniu wezmą udział ochotnicy w wieku od 18 do 30 lat, którzy nie mają wcześniejszej historii lub objawów Covid-19, nie cierpią na żadne schorzenia ani nie mają znanych niekorzystnych czynników zwiększających ryzyko Covid-19, takich jak choroby serca, cukrzyca lub otyłość. W badaniu weźmie udział do 90 wolontariuszy.

Celem zespołu badawczego, który będzie używał kontrolowanych dawek wirusa, będzie początkowo odkrycie najmniejszej ilości wirusa, jaki jest potrzebny do wywołania Covid-19 w organizmie. Następnie naukowcy wykorzystają tę samą metodę do zbadania, w jaki sposób potencjalne szczepionki wywołują odpowiedź immunologiczną organizmu i jakie są potencjalne metody leczenia.

Bezpieczeństwo wolontariuszy - "priorytetem numer jeden"

Chris Chiu z Imperial College London powiedział, że badania mogą zwiększyć zrozumienie Covid-19 w wyjątkowy sposób i przyspieszyć rozwój wielu potencjalnych nowych terapii i szczepionek.

Naszym priorytetem numer jeden jest bezpieczeństwo wolontariuszy. Mój zespół od ponad 10 lat bezpiecznie prowadzi próby prowokacyjne w związku z innymi wirusami oddechowymi. Żadne badanie nie jest całkowicie wolne od ryzyka, ale partnerzy programu będą ciężko pracować, aby zapewnić, że ryzyko jest tak niskie, jak to tylko możliwe - zapewnił.

https://www.rmf24.pl/nauka/news-pierwsze-takie-badanie-naukowcy-celowo-zakaza-ochotnikow-kor,nId,4804221

Koronawirus w Polsce. Kolejność objawów COVID-19 u dzieci. Lekarze wyjaśniają, na co zwrócić uwagę
Katarzyna Grzęda-Łozicka 21 X

Rozpoznanie koronawirusa jest najtrudniejsze w przypadku dzieci. Mówią o tym sami lekarze. Zakażenie może u nich przejść bezobjawowo albo może przypominać lekkie przeziębienie z katarem i stanem podgorączkowym. Pediatrzy w rozmowie z WP Parenting wskazują najczęstsze objawy, które zauważyli u małych pacjentów z koronawirusem i radzą, jak rodzice powinni reagować.

1. W jakiej kolejność występują u dzieci objawy koronawirusa?

Eksperci podkreślają, że 80 proc. dzieci zakażonych koronawirusem ma objawy łagodne. W wielu przypadkach infekcja przebiega zupełnie bez żadnych dolegliwości.

Najczęstsze objawy zakażenia koronawirusem u dzieci:

gorączka lub stan podgorączkowy,
kaszel,
katar,
ból głowy,
ból mięśni,
biegunka,
wymioty,
wysypka,
utrata węchu i smaku.

- U dzieci zakażonych koronawirusem pojawiają się bóle głowy, bóle mięśni. Może wystąpić również katar i kaszel, czyli typowe objawy przeziębieniowe. Często dochodzą też wymioty i biegunka. U starszych dzieci zdarzają się zaburzenia smaku i węchu, młodsze nam o tym nie powiedzą. Niemowlęta po prostu przestają jeść. Może być tak, że w tych postaciach przeziębieniowych na początku występuje duża gorączka, a z kolei w cięższych przypadkach, kiedy rozwija się wirusowe zapalenie płuc, może być tylko stan podgorączkowy - opowiada dr Lidia Stopyra, pediatra, specjalistka chorób zakaźnych, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. S. Żeromskiego w Krakowie.

- Zdarzają się pacjenci z gorączką 39 stopni i kaszlem, ale bywają dzieci, które mają tylko stan podgorączkowy i katar. To powoduje, że w przypadku tych łagodnych infekcji rodzice często nie kontaktują się z lekarzem i nie mają świadomości, że to może być koronawirus. Takim ewidentnym objawem jest utrata węchu i smaku, ale u dzieci to nie jest częsty objaw. Miałem tylko 2 pacjentów, którzy mieli takie dolegliwości w przebiegu COVID-19. To powoduje, że postawienia diagnozy jest skrajnie trudne. Podczas wizyty na podstawie osłuchania pacjenta, czy zajrzenia w gardło nie da się stwierdzić zakażenia - opowiada dr Łukasz Durajski, lekarz pediatra, specjalista medycyny podróży.

Pediatrzy przyznają, że w przypadku dzieci nie da się wskazać kolejności, w której mogą pojawić się poszczególne objawy. Może wystąpić wyłącznie jedna z dolegliwości, dlatego jedynym sposobem na wykrycie infekcji jest test.

- Objawy w przypadku dzieci są bardzo nietypowe. Nie ma żadnej reguły, jeśli chodzi o kolejność ich występowania i natężenie. Nie dosyć, że nie wszystkie z nich mogą wystąpić, to mogą być w różnym nasileniu, a dodatkowo niestety występują one w niezależnej kolejności. Może wystąpić tylko jeden objaw albo wszystkie. To jest to kwestia indywidualna - tłumaczy dr Łukasz Durajski, lekarz pediatra.

- To, że większość przypadków jest bezobjawowa, wcale nie oznacza, że one nie zarażają innych. Doskonale wiemy, że dzieci są świetnym wektorem do przenoszenia koronawirusa - dodaje ekspert.

2. Co zrobić, kiedy dziecko zachoruje?

Dr Lidia Stopyra tłumaczy, że pediatrzy muszą teraz podchodzić do każdej infekcji u dzieci z założeniem, że może to być COVID-19, niezależnie czy dziecko ma ciężkie wirusowe zapalenie płuc, czy lekkie przeziębienie. Jak rozpoznać objawy i kiedy zwrócić się po pomoc do lekarza?

- Małe dziecko nie powie, że go boli głowa i mięśnie, tylko będzie marudziło. Niemowlę może wyglądać zupełnie dobrze albo będzie bardzo marudne. W tej sytuacji epidemiologicznej każde dziecko z przeziębieniem jest podejrzane o zakażenie koronawirusem. Cokolwiek się z dzieckiem dzieje, to może być COVID-19 i to jest wskazówką dla rodziców, żeby je obserwowali i izolowali - mówi dr Stopyra.

Pediatra radzi rodzicom, o ile dziecko jest w dobrym stanie, żeby dopiero po ok. dobie od pojawienia się objawów skontaktowali się z lekarzem pierwszego kontaktu przez teleporadę.

- W obecnej sytuacji epidemiologicznej, każda infekcja u dziecka jest podejrzana o COVID-19 i lekarz POZ powinien wydać skierowanie na wymaz. Lista punktów wymazowych jest na stronie NFZ. Sprawdzamy, gdzie jest najbliższy i robimy wymaz, ale trzeba się liczyć z tym, że oczekiwanie na badanie może trwać od 4 do 6 godzin - przyznaje dr Stopyra.

- Proszę sobie wyobrazić, że pani czeka na badania z gorączkującym dzieckiem przez 6 godzin. To powoduje, że wielu rodziców rezygnuje z tego badania, zwłaszcza jeśli sam rodzic jest dodatni. Na marginesie to też wpływa na to, że statystyki u dzieci są zaniżone - dodaje lekarka.

Po pobraniu wymazu od dziecka wracamy do domu i czekamy na wynik, pamiętając o izolacji dziecka: zakładamy, że potencjalnie może być zakażone.

- Wynik powinien przyjść smsem lub mailem, w zależności od tego, co podaliśmy w ankiecie w punkcie wymazowym. Jeśli wynik jest dodatni, to z automatu jest to zgłaszane do sanepidu, który powinien nałożyć na osobę dodatnią izolację. Równocześnie sanepid prowadzi dochodzenie epidemiczne i szuka osób z kontaktu. Po 8 dniach z opiekunem pacjenta powinien skontaktować się lekarz pierwszego kontaktu, który może tę izolację wydłużyć, ale nie może jej skrócić.

Zakażeni są kierowani na izolację, a w przypadku osób, które miały kontakt z osobą dodatnią - na kwarantannę. Kwarantanna kończy się po 10 dniach, pacjent jest z niej automatycznie zwalniany, nie trzeba robić żadnych wymazów, chyba że w trakcie rozwinęły się u niego objawy chorobowe.

- Niestety, znam przypadki, że sanepid nałożył kwarantannę np. po 9 dniach od kontaktu i jeżeli pacjenci wcześniej nie zastosowaliby samoizolacji, to mogliby chodzić i zakażać - przyznaje dr Stopyra.

3. Kiedy teleporada nie wystarczy? Pediatra ostrzega przez niemym zapaleniem płuc

Pediatrzy przypominają, że niepokój powinno wzbudzić nasilenie się któregoś z objawów u dziecka. W przypadku wysokiej gorączki, duszności, kaszlu napadowego rodzice powinni zgłosić się na bezpośrednią wizytę u pediatry. Teleporada nie wystarczy też w przypadku małych dzieci.

- Dzieci poniżej 2. roku życia nie mogą być oceniane przez teleporadę, nawet jeżeli rodzic mówi, że maluchowi nic się nie dzieje. W przypadku najmłodszych pacjentów zdarza się, że występują tzw. nieme zapalenia płuc, które mogą się objawić bezdechami w nocy - ostrzega dr Stopyra.

https://parenting.pl/kolejnosc-objawow-covid-19-u-dzieci-lekarze-wyjasniaja-na-co-zwrocic-uwage

Koronawirus utrzymuje się w pomieszczeniach mimo częstego wietrzenia. Nowe badania
MICHAŁ SKORUPKA 21 X

W sali z chorym na COVID-19, cząsteczki koronawirusa SARS-CoV-2 utrzymują się pomimo częstego wietrzenia - twierdzą hiszpańscy wirusolodzy. Nowe badanie zostało opublikowane na łamach czasopisma naukowego "Science of Total Environment".

W pomieszczeniach, w których przebywa osoba chora na COVID-19, cząsteczki wirusa utrzymują się nawet mimo częstego wietrzenia - informują naukowcy z Hiszpanii. Eksperci przeprowadzili badanie w salach szpitalnych, w których stworzono warunki bliskie do tych, w jakich przebywają pacjenci zakażeni koronawirusem SARS-CoV-2. Eksperyment zrealizował Instytut Badań Sanitarnych w Murcji (IMIB), w tamtejszym szpitalu Virgen de la Arrixaca.

Jeden z autorów badań, Esteban Orenes Pinero wyjaśnił, że doświadczenia zostały prowadzone w takich samych warunkach, w jakich przebywają osoby zakażone koronawirusem. Aby udowodnić, że ludzie przebywający w tej samej sali, co pacjenci chorzy na COVID-19, są bardzo narażeni na zakażenie wirusem SARS-CoV-2, w pomieszczeniach umieszczono niewielkich rozmiarów skrzynki, które absorbowały unoszące się w powietrzu cząsteczki.

Pinero wyjaśnił, że naukowcy co kilka minut wydzielali w formie aerozolu cząsteczki koronawirusa, aby symulować sytuację zbieżną ze szpitalną rzeczywistością. Jednocześnie co minutę do pomieszczenia wpuszczano świeże powietrze.

Wyniki badań

Okazało się, że koronawirus SARS-CoV-2 nie ustępuje z pomieszczenia, w którym przebywa zainfekowana osoba nawet wtedy, kiedy jest ono wietrzone co minutę. Hiszpańscy wirusolodzy poinformowali, że cząsteczki koronawirusa wydychane przez chore osoby mogą krążyć w powietrzu niczym rozmaite substancje wydzielane w formie aerozolu.

Autorzy badania zaobserwowali, że po wywietrzeniu pomieszczenia krążące w powietrzu cząsteczki wirusa SARS-CoV-2 najdłużej pozostają na materiałach takich jak kryształ oraz polipropylen.

- Badanie to, przeprowadzone w realnej scenerii, a nie w laboratorium, rzuca więcej światła na potencjał zakażania koronawirusem rozprzestrzeniającego się niczym aerozol - wyjaśnia Esteban Orenes Pinero.

Wyniki badań opublikowano na łamach czasopisma naukowego "Science of Total Environment".

https://tech.wp.pl/koronawirus-utrzymuje-sie-w-pomieszczeniach-mimo-czestego-wietrzenia-nowe-badania-6567007878498976a

Obowiązkowa szczepionka na Covid-19?
Michał Zieliński 21 października (06:09)

Opracowanie bezpiecznej i skutecznej szczepionki na koronawirusa, a potem wyprodukowanie i dystrybucja miliardów dawek, wcale nie musi oznaczać wybawienia od zarazy. Potrzebni są chętni do szczepienia. Ocenia się, że uzbrojenie w odporność powyżej 60 proc. ludności oznaczałoby zatrzymanie epidemii. Nowe badanie - przeprowadzone w 19 krajach - wskazuje, że gotowych zaszczepić się jest 70 proc., ale średnią zawyżają mieszkańcy Azji. W Europie i Ameryce Północnej jest więcej sceptyków, a do tego więcej osób wiekowych, zestresowanych i... pijących, które trudniej będzie uodpornić. Rządy i media przekonują do szczepień, ale pojawiają się kolejne dowody na to, że w tym niepewnym czasie, kruszy się zaufanie do wszelkich źródeł i środków przekazu. Rozwiązaniem może okazać się szczepienie przymusowe, które np. w Polsce wymagałoby zmian w prawie i - przynajmniej na razie - okazałoby się mocno niepopularne.

Trwa wyścig z czasem po szczepionkę na koronawirusa. O tym, że liczy się każdy dzień świadczyć może podjęta właśnie decyzja unijnych biurokratów, którzy godzą się na wyjątek w przepisach dotyczących obowiązku opisywania leków we wszystkich językach krajów Wspólnoty. Szczepionki będą mogły zatem trafić na wspólny rynek opisane wyłącznie po angielsku, chociaż w każdym kraju ma być dostarczona, niekoniecznie w opakowaniu, instrukcja w języku miejscowym.

Tymczasem pojawiają się wątpliwości wokół skuteczności programów szczepień. Pierwsza z nich dotyczy okoliczności, w których efektywność preparatów może być osłabiona. Drugi znak zapytania pojawia się wraz z pytaniem o to, czy jeśli szczepienia nie będą przymusowe, zechce się na nie zgodzić wystarczająca część populacji.

Wiele zachodnich koncernów prowadzi testy, które mają wykazać, że szczepionki są skuteczne i bezpieczne. Bez pełnych testów swoje preparaty stosują już Chińczycy i Rosjanie. Właśnie szef centrum badawczego przy ministerstwie zdrowia w Moskwie ostrzega, że u części szczepionych efekty mogą być mizerne. Takie osłabienie działania może dotyczyć osób wiekowych, pijących, nawet niewiele, ale regularnie, poddanych stresowi i przyjmujących leki przeciwzapalne. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tych kategoriach mieści się znaczna część populacji wielu krajów rozwiniętych.

Drugi potencjalny problem dotyczy powszechności szczepień. Dla skuteczności w skali całej populacji potrzeba, aby zaszczepiło się mniej więcej dwie trzecie ludności. Z niedawnego badania przeprowadzonego dla RMF FM wynika, że wśród Polaków jest tylko 46 proc. chętnych. Tymczasem nie tylko polskie przepisy nie dają możliwości zmuszenia wszystkich do zaszczepienia się. Opublikowane wczoraj wyniki ankiety zorganizowanej w 19 krajach wskazują, że w niektórych z nich też nie ma szans na wielu chętnych, by przyjąć szczepionkę. We wspomnianej Rosji na przykład taką chęć deklaruje nieco ponad połowa badanych. Niewiele więcej jest ich we Francji. W krajach azjatyckich wygląda to zupełnie inaczej. Tam odsetek gotowych na strzykawkę z antykowidem jest ponad 80 procent ludności.

Te międzynarodowe badania ankietowe były finansowane przez koncerny farmaceutyczne. Tworzenie i produkcja szczepionek jest dla nich wyjątkowo obiecująca. Szczepienia to w końcu jeden z najszybciej rozwijających się sektorów światowej gospodarki w XXI wieku. Jego wartość to już 50 mld dolarów rocznie, a w nadchodzących latach sprzedaż ma rosnąć szybciej niż do tej pory. Dla koncernów to zatem nie tylko kwestia poważnych dochodów, ale i prestiżu.

Na szczepionkę nie mogą się doczekać również rządy. Wczoraj zaszczepienie wszystkich - czyli miliarda 350 mln mieszkańców Indii - zapowiedział premier Narendra Modi. Murem za szczepionkami stoją też główne światowe media, a także internetowe platformy, które pełnią już rolę globalnych 'supermediów'. W zeszłym tygodniu Facebook ogłosił, że będzie usuwał apele o nieszczepienie się, wskazując na rosnący w siłę ruch tak zwanych antyszczepionkowców.

Facebook podobnie jak Twitter czy Google spotykają się tymczasem coraz częściej z zarzutami celowego wpływania na opinie użytkowników. W Stanach Zjednoczonych prezydent Donald Trump oskarżał te platformy o polityczne zaangażowanie. W zeszłym tygodniu - w szczycie trwającej kampanii wyborczej - Twitter przyznał, że kasuje wpisy, w których użytkownicy polecali sobie artykuł New York Post stawiający w niekorzystnym świetle kandydata demokratów Joe Bidena.

Natomiast wczoraj departament sprawiedliwości wraz z jedenastoma prokuratorami stanowymi złożył pozew antytrustowy przeciwko firmie Google. Według pozwu gigant wykorzystuje swoją dominującą pozycję rynkową, tłamsi konkurencję i wpływa na zachowania użytkowników.

Losy tego postępowania mogą mieć przełomowe znaczenie nie tylko dla przyszłości rynku, ale i proporcji wpływów pomiędzy strukturą państwa a wspomnianymi supermediami. O tym, że nie chodzi tu tylko o kampanię wyborczą może świadczyć fakt, że jedna z demokratycznych senatorek krytykuje pozew. Postuluje jeszcze silniejsze uderzenie i podzielenie giganta na mniejsze firmy.

https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/michal-zielinski/komentarze/news-obowiazkowa-szczepionka-na-covid-19,nId,4806121

https://portal.abczdrowie.pl/polscy-lekarze-badaja-powiklania-kardiologiczne-u-sportowcow-po-przejsciu-covid-19
« Ostatnia zmiana: Styczeń 10, 2021, 23:40 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #51 dnia: Styczeń 07, 2021, 23:56 »
Koronawirus. Przedział wiekowy zakażonych. Zaskakująco duży młodych osób wśród zakażonych w USA
Katarzyna Grzęda-Łozicka,  9 miesięcy temu

Koronawirus ma najcięższy przebieg u osób starszych, zwłaszcza po 70. roku życia. Przykład Stanów Zjednoczonych i Włoch jednak daje do myślenia. W obu krajach bardzo dużą grupę chorych stanowią ludzie młodzi między 20. a 54. rokiem życia.

1. USA: 40 proc. hospitalizowanych ma od 20 do 54 lat

Lekarze z różnych krajów apelują do młodych ludzi. Wprawdzie koronawirus jest najgroźniejszy dla osób starszych, ale w niektórych krajach widać też niepokojącą tendencję, która obniża tę granicę wieku. Stany Zjednoczone poinformowały, że blisko 20 proc. osób, które wymagały hospitalizacji w związku z zakażeniem to pacjenci między 20. a 44. rokiem życia.

Z analizy przeprowadzonej przez amerykańskie Centers for Disease Control and Prevention wynika, że młodzi ludzie w tzw. sile wieku stanowią niepokojąco duży odsetek zakażonych. Amerykanie przeanalizowali wiek zakażonych, bazując na danych dotyczących grupy 2500 pacjentów. Z analizy wynika, że 508 osób w poważnym stanie to byli ludzie między 20. a 44. rokiem życia, czyli jedna piąta badanych. 18 proc. chorych miało od 45 do 54 lat. Z kolei największą grupę, zgodnie z przypuszczeniami, stanowiły osoby starsze. 26 proc. zakażonych to byli pacjenci, którzy mieli od 65 do 84 lat.

W raporcie CDC szczególną uwagę poświęcono pacjentom, którzy byli w najcięższym stanie i trafili w związku z tym na OIOM. 12 proc. to były osoby między 20 a 44 rokiem życia. A 36 proc. chorzy, którzy mieli od 45 do 64 lat.

2. USA: Nie tylko starsi w grupie ryzyka

To rzuca na dotychczasowe założenia nowe światło. Po opublikowaniu tych analiz amerykańscy lekarze zaczęli apelować do młodych ludzi, przypominając o stosowaniu zasad bezpieczeństwa, które pomogą uchronić przez zakażeniem. Chociaż śmiertelność u 20- czy 30-latków jest statystycznie niewielka, choroba również u nich może mieć ciężki przebieg.

"To sugeruje, że mogli być nadal narażeni na kontakt z wirusem, ponieważ nie martwili się ryzykiem. Pojawiają się doniesienia z Francji i Włoch, że niektórzy młodzi ludzie ciężko przechodzą zakażenie i trafiają na OIOM" – ostrzega dr Deborah Birx, koordynatorka zespołu ds. koronawirusa przy Białym Domu.

W Chinach większość osób, u których choroba miała najcięższy przebieg były po 60. roku życia. Dane ze Stanów Zjednoczonych mogą świadczyć o tym, że ryzyko zakażenia u młodych osób jest większe niż wcześniej zakładano.

3. Nastolatkowie wśród ofiar śmiertelnych

W poniedziałek 23 marca z Panamy napłynęły informacje o śmierci 13-letniej dziewczynki zakażonej koronawirusem. To jedna z najmłodszych ofiar pandemii. Wiadomość wywołała na całym świecie fale spekulacji. Dzień wcześniej z kolei w Coventry w środkowej Anglii zmarł 18-latek, u którego zdiagnozowano zakażenie koronawirusem.

Lekarze mają nadzieje, że te dane będą dla wszystkich młodych ludzi sygnałem ostrzegawczym. To w tej grupie najczęściej zdarzają się przypadki łamania kwarantanny i spotkań w większych grupach. Autorzy raportu zaznaczają, że ich ustalenia mają pewne wady. W badaniu nie uwzględniono m.in. kwestii obciążenia chorobami współistniejącymi, które mogą wpływać na cięższy przebieg choroby.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-przedzial-wiekowy-zakazonych-zaskakujaco-duzy-mlodych-osob-wsrod-zakazonych-w-usa

Szczepionka Moderny. Analizujemy ulotkę do preparatu
Tatiana Kolesnychenko 10 I

Europejska Agencja Leków (EMA) dała zielone światło dla drugiej szczepionki na COVID-19. Co wiemy o preparacie firmy Moderna? Eksperci analizują ulotkę i zwracają uwagę na istotne szczegóły.

1. Szczepionka przeciw COVID-19 firmy Moderna. Wskazania

Komisja Europejska dopuściła do obrotu szczepionkę na COVID-19 opracowaną przez amerykańską firmę Moderna. Jednocześnie na stronie EMA została opublikowana charakterystyka produktu leczniczego, czyli ulotka do szczepionki. Poprosiliśmy ekspertów o przeanalizowanie informacji, zawartych w dokumencie.

Dr hab. Henryk Szymański, pediatra oraz członek Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, zwraca uwagę, na duże podobieństwa preparatu Moderny i szczepionki COMIRNATY®, która została opracowana przez firmę Pfizer i dopuszczona do obrotu w UE jako pierwsza.

- Przede wszystkim obie szczepionki są oparte na technologii mRNA, czyli mają podobny mechanizm działania oraz skuteczność (Pfizer: 95 proc., Moderna: 94,5 proc.) - opowiada dr Szymański.

Są jednak pewne drobne różnice. Przykładowo w przypadku Pfizera badania kliniczne były prowadzone w grupie osób od 16 roku życia i od tego wieku również jest zalecana szczepionka. Natomiast preparat Moderny może być podawany osobom, które ukończyły 18 lat.

Szczepionki amerykańskiego koncernu nie badano również w grupie kobiet w ciąży oraz matek karmiących piersią. Testy na zwierzętach nie wykazały bezpośredniego ani pośredniego szkodliwego wpływu na płód. Z tego względu producent zaleca, aby decyzja o szczepieniu była podejmowana na podstawie indywidualnej oceny korzyści i ryzyka. Innymi słowy: po konsultacji z lekarzem rodzinnym.

2. Przeciwskazania do szczepionki Moderna

Podobnie jak COMIRNATY®, szczepionka firmy Moderna jest podawana domięśniowo (w ramię) w dwóch dawkach w odstępie 28 dni. W obu przypadkach głównym przeciwskazaniem do podania szczepionki jest alergia na którykolwiek składnik preparatu.

Kategorycznie nie mogą jej przyjmować osoby, które w historii choroby miały wstrząs anafilaktyczny.

- Ostrożność powinni zachować pacjenci, będący w trakcie leczenia przeciwzakrzepowego lub z małopłytkowością czy innymi zaburzeniami krzepnięcia. Nie chodzi o reakcję na składniki szczepionki, tylko o sam fakt kłucia, który może spowodować wystąpienie krwiaka. Dlatego w przypadku niektórych pacjentów wskazana jest krótkotrwała modyfikacja leczenia - wyjaśnia dr Szymański.

Producenci zalecają również odłożyć szczepienie, jeśli pacjent gorączkuje lub wykazuje oznaki silnej infekcji. Jeśli jednak gorączka jest niska, a infekcja łagodna, nie powinno to opóźniać szczepienia.

W przypadku niektórych chorób odpowiedź immunologiczna na szczepionkę może być osłabiona. Chodzi o pacjentów z niedoborami odporności oraz będących w trakcie terapii immunosupresyjnej, czyli hamująca reakcje odpornościowe. Nie jest to jednak przeciwskazaniem do szczepienia.

3. Małe różnice - duże znaczenie

Dr Szymański zawraca uwagę, że szczepionki Pfizera i Moderny różnią się również technicznymi aspektami. W przypadku pierwszej szczepionki każda fiolka zawiera 6 dawek preparatu po 0,3 ml każda. Z kolei w fiolce firmy Moderna jest 10 dawek szczepionki po 0,5 ml każda.

Zdaniem dr n. med. Ewy Talarek, z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zaletą szczepionki firmy Moderna są mniej restrykcyjne warunki przechowywania. Wymaga ona temperatury od -25 do -15°C, a po rozmrożeniu może być przechowywana w temperaturze od 2 do 8°C przez 30 dni. Nie wymaga też rozpuszczenia. Dla porównania szczepionka COMIRNATY® musi być przechowywana w temperaturze od -70 do -90°C, po rozmrożeniu pozostaje stabilna w temperaturze 2-8°C tylko przez 120 godzin, czyli 5 dób. W dodatku musi być rozpuszczana w fizjologicznym roztworze soli. Więc pod tym względem preparatu produkcji firmy Moderna zapewne ułatwi organizację szczepień.

Wiadomo, że w przypadku szczepionki Pfizera krótki okres przechowywania wynika z braku substancji stabilizujących w składzie preparatu. Czy to oznacza, że szczepionka Moderny je zawiera?

- W szczepionce firmy Moderna jako "opakowanie" dla mRNA użyto innych nanocząsteczek lipidowych oraz niewielkie ilości substancji stabilizujących, stąd większa stabilność preparatu i mniej restrykcyjne warunki przechowywania – tłumaczy dr Talarek.

4. Skład szczepionki i interakcja z innymi lekami

Zgodnie z informacjami zawartymi w ulotce w skład preparatu firmy Moderna oprócz mRNA koronawirusa, wchodzą również:

Lipidy:
SM-102
glikol polietylenowy (PEG)
2000dimirystoiloglicerol
cholesterol
1,2-distearoilo-sn- glicero-3-fosfocholina

Dodatkowo:
trometamina
chlorowodorek trometaminy
kwas octowy
octanu sodu
sacharoza

Jednym składnikiem, na który zwracają uwagę eksperci, jest PEG, czyli glikol polietylenowy.

- Ten składnik jest również zawarty w szczepionce Pfizera. W składzie obu szczepionek jest to jedyna substancja, która może alergizować. Oprócz tego, jeżeli pacjent podczas wywiadu zgłosi silne uczulenie na polisorbat, który nie wchodzi w skład szczepionki, ale jest zbliżony budową do PEG, należy odstąpić od szczepienia - opowiada dr n. farm. Piotr Merks, przewodniczący Związków Zawodowych Pracowników Farmacji (ZZPF).

Dr Ewa Talarek podkreśla, że PEG jest składnikiem dość często stosowanym zarówno w preparatach kosmetycznych, jak i w leczniczych.

- Hipotetycznie ten związek może powodować anafilaksję. Nie wiadomo jednak, czy tylko PEG może być przyczyną wystąpienia u niektórych pacjentów wstrząsu anafilaktycznego po szczepieniu - wyjaśnia dr Talarek.

Moderna informuje, że nie przeprowadzono badań interakcji szczepionki z innymi lekami. Jednak jak podkreśla dr Szymański, wśród wymienionych składników o żadnym nie wiadomo, aby mógłby ingerować w metabolizm innych leków.

5. Działania niepożądane szczepionki Moderna

Z badań klinicznych, w których łącznie wzięło udział 30 351 osób, wynika, że najczęściej zgłaszanymi działaniami niepożądanymi były:

ból w miejscu wstrzyknięcia (92 proc.),
zmęczenie (70 proc.),
bóle głowy (64,7 proc.),
bóle mięśni (61,5 proc.),
bóle stawów (46,4 proc.), dreszcze (45,4 proc.),
nudności / wymioty (23 proc.),
obrzęk / tkliwość pach (19,8 proc.), gorączka (15,5 proc.),
obrzęk w miejscu wstrzyknięcia (14,7 proc.),
zaczerwienienie (10 proc.).

Działania niepożądane zwykle ustępowały w ciągu kilku dni.

Ciekawe, że w młodszych grupach wiekowych częstość występowania niektórych działań niepożądanych była większa, a miejscowe i ogólnoustrojowe działania niepożądane były zgłaszane częściej po drugiej dawce niż po pierwszej.

6. Jakie szczepionki będą stosowane w Polsce?

Eksperci oczekują, że kolejną szczepionką, która dostanie rejestrację w UE, będzie preparat firmy AstraZeneca i Uniwersytetu Oksfordzkiego. Prawdopodobnie w marcu w Polsce będą stosowane szczepionki od 5 różnych firm.

Łącznie Ministerstwo Zdrowia złożyło zamówienie na 62 mln dawek szczepionek przeciw COVID-19, których powinno wystarczyć na zaszczepienie 31 mln Polaków.

Szczepionki będą się różnić nie tylko producentem, ale i sposobem działania. Wśród szczepionki znajdą się preparaty oparte na supernowoczesnej technologii mRNA oraz na bardziej tradycyjnej metodzie wektorowej.

Co dzisiaj wiemy o szczepionkach przeciw COVID-19, które będą stosowane w Polsce?

Pfizer, USA / BioNTech, Niemcy - szczepionka mRNA ze skutecznością 95 proc. Badanie objęło 43,5 tys. osób. Szczepionka przeszła trzy fazy badań i jako jedyna otrzymała już rejestrację w UE. Do Polski trafi 16,74 mln dawek.

Moderna, USA - szczepionka mRNA ze skutecznością 94,4. proc. Badanie objęło 30,4 tys. osób. Szczepionka przeszła trzy fazy badań i otrzymała rejestrację w USA. Do Polski trafi 6,69 mln dawek.

CureVac, Niemcy - szczepionka mRNA. Producent rozpoczął drugą fazę badań, w której weźmie udział 35 tys. osób. Wyniki są spodziewane w marcu. KE zawarła z CureVac kontrakt na zakup do 405 milionów dawek, z czego do Polski trafi 5,65 mln dawek.

Astra Zeneca Uniwersytet Oksfordzki, Wielka Brytania - szczepionka wektorowa ze skutecznością 90 proc. Badanie objęło 20 tys. osób. Szczepionka przeszła trzecią fazę badań i niebawem dostanie rejestrację w Wielkiej Brytanii. Polska zmówiła 16 mln dawek preparatu.

Johnson&Johnson, USA - szczepionka wektorowa. Producent rozpoczął drugą fazę badań, w której weźmie udział 45 tys. osób. Wyniki są spodziewane pod koniec stycznia. Polska zamówiła 16,98 mln dawek szczepionki.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepionka-na-covid-19-analizujemy-ulotke-do-preparatu-firmy-moderna

Co się wydarzyło w Wuhan? Ujawniono akta szpitalne
ABA 10.01.2021 20:30

Według najnowszych raportów już we wrześniu w szpitalach w Wuhan pojawiali się pacjenci z tajemniczą chorobą przypominającą zapalenie płuc. Ze szpitalnych danych wynika, że przyjęto około 40 osób z objawami typowymi dla koronawirusa.

Koronawirus mógł się szerzyć w Wuhan trzy miesiące przed oficjalnym potwierdzeniem pierwszych przypadków. Ujawniono akta szpitalne, z których wynika, że ​​od końca września do początku grudnia 2019 roku w ośmiu szpitalach leczono pacjentów z nową, tajemniczą chorobą przypominającą zapalenie płuc.

Koronawirus szerzył się od 2019 roku

Akta wykazują, że 40 pacjentów miało objawy przypominające objawy COVID-19. Jak wynika z akt, co najmniej osiem osób zmarło w szpitalu.

Według niektórych ekspertów były to wczesne przypadki koronawirusa. To jednak zaprzecza oficjalnym raportom chińskiego rządu, który utrzymuje, że "grupa przypadków zapalenia płuc o nieznanej przyczynie" po raz pierwszy pojawiła się 31 grudnia 2019 r. w Wuhan.

Chiński rząd oficjalnie ogłosił nową epidemię 9 stycznia 2020 roku. Zapisy ze szpitali rzucają jednak nowe światło na całą sprawę. Eksperci utrzymują, że gdyby chińskie władze zareagowały szybciej, losy pandemii mogłyby się potoczyć inaczej.

Dokumenty zostały pozyskane przez Epoch Times, chińską gazetę z siedzibą w USA, która jest znana z krytyki chińskiego rządu. Akta zostały zbadane przez grupę ekspertów, którzy orzekli, że są autentyczne. Gilles Demaneuf, francuski naukowiec badający pochodzenie COVID-19, powiedział, że źródła Epoch Times są wiarygodne, jednak nie można przyjąć ze stuprocentową pewnością, że opisani pacjenci na pewno byli zakażeni nowym koronawirusem.

https://www.o2.pl/informacje/co-sie-wydarzylo-w-wuhan-ujawniono-akta-szpitalne-6595745980648352a
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2021, 01:16 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #52 dnia: Styczeń 07, 2021, 23:56 »
Koronawirus. Dlaczego na COVID-19 umierają też ludzie młodzi i bez żadnych chorób współistniejących?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 11 I

COVID-19 nie daje nikomu taryfy ulgowej. Żadna z grup wiekowych nie może czuć się zupełnie bezpieczna. Na koronawirusa umierają też ludzie młodzi - ostrzegają lekarze i zwracają uwagę na niepokojącą tendencję dotyczącą ciężkiego przebiegu choroby wśród osób młodych oraz potrzebę szczepień również w tej grupie.

1. Koronawirus groźny również dla młodych ludzi

Osoby starsze i obciążone chorobami współistniejącymi stanowią grupę najbardziej narażoną na ciężki przebieg zakażenia koronawirusem. Mniej wydolny układ odpornościowy seniorów gorzej radzi sobie w walce z chorobą. Na całym świecie coraz częściej mówi się jednak również o przypadkach osób zdrowych, młodych, które są w stanie ciężkim, a nawet umierają.

Dr Sanjay Gupta, główny korespondent medyczny CNN uważa, że podłoże ciężkiego przebiegu zakażenia może mieć uwarunkowania genetyczne związane m.in. z mutacjami w genie ACE2. Koronawirus wiąże się z tzw. receptorem ACE2, którego ilość w organizmie jest uzależniona od wieku (osoby młode mają go więcej).

"Zmiany w genie ACE2, które wpływają na receptor, mogą ułatwić lub utrudnić wirusowi dostanie się do komórek w płucach i sercu" - zaznacza dr Philip Murphy z Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych w czasopiśmie "Science Immunology".

Ekspert zauważa, że u niektórych młodych pacjentów zakażonych koronawirusem zanikowi uległ surfaktant płucny, czyli kompleks związków, który jest wytwarzany przez pęcherzyki płucne i umożliwia ich rozprężanie. To powoduje u chorych problemy oddechowe, które wymagają zastosowania specjalistycznej aparatury.

2. Groźny może być kontakt z wieloma osobami zakażonymi jednocześnie

Koronawirus atakuje przede wszystkim płuca, wywołując zapalenie tego organu. W najcięższych przypadkach u pacjentów zakażonych koronawirusem rozwija się ARDS (zespół ostrej niewydolności oddechowej - red.) i tzw. DAD – uogólnione zniszczenie pęcherzyków płucnych.

- Na pełnoobjawowe zapalenie płuc "covidowe" chorują głównie osoby starsze, ale musimy pamiętać, że wprawdzie w mniejszym stopniu, ale zapadają na nie też młodzi - zaznacza prof. Robert Mróz, pulmonolog z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Lekarz zwraca uwagę na jeszcze jedną zależność, którą zaobserwował w odniesieniu do młodych ludzi.

- Prawdopodobnie u osób młodych, u których dochodzi do śródmiąższowego zapalenia płuc wywołanego wirusem, mogło dojść do sytuacji, w której były one narażone na dużą ilość wirusa w stosunkowo krótkim czasie - dodaje.

Do takiej sytuacji może dojść np. kiedy dana osoba przebywa przez wiele godzin w pubie lub na meczu w bliskim kontakcie z kilkorgiem osób zarażonych.

- Może być tak, że jeżeli dochodzi do dużej ekspozycji na dużą ilość wirusa od wielu osób zarażonych, to u tych pacjentów dochodzi do nagłego i burzliwego przebiegu choroby. Gdyby to były sporadyczne kontakty z osobą zakażoną, to przebieg choroby byłby prawdopodobnie łagodniejszy. Większość młodych przechodzi COVID-19 łagodnie albo bezobjawowo wtedy, kiedy ich organizm ma czas na adaptację, na uruchomienie układu immunologicznego, czyli kiedy dochodzi do zakażenia, ale stosunkowo niewielką ilością wirusa. Wówczas organizm ma czas wytworzyć mechanizmy obronne - tłumaczy prof. Robert Mróz.

3. Koronawirus a burza cytokinowa

Część badaczy uważa, że odpowiedzi na to, jak przebiega u danego pacjenta zakażenie koronawirusem, należy szukać w jego układzie immunologicznym. U niektórych pacjentów po zakażeniu następuje nadekspresyjna reakcja układu odpornościowego, kóra może wywołać silny stan zapalny, paraliżując prawidłowe funkcjonowanie płuc i pozostałych narządów. Taka nadmierna reakcja układu immunologicznego jest nazywana burzą cytokinową.

- Wirus atakuje płuca, ale w sposób pośredni. On namnaża się w naszym organizmie, a następnie bardzo silnie aktywuje układ odpornościowy. I tak naprawdę giniemy z tego powodu, że układ immunologiczny działa zbyt silnie - zaznacza dr n. med. Paweł Grzesiowski, ekspert w dziedzinie immunologii i terapii zakażeń.

Z kolei dr Szczepan Cofta, pulmonolog i dyrektor Szpitala Klinicznego w Poznaniu, zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię - wiele osób, zwłaszcza młodych, nie wie o tym, że może być obciążona przez dodatkowe dysfunkcje, które mogą się ujawnić właśnie w momencie silnej infekcji wirusowej.

- Mechanizmy działania wirusa to wypadkowa zjadliwości wirusa i odporności własnej człowieka. Jest duża część osób, która ma pewne niedobory odporności, o których nie wie. Szacuje się, że ok. 60-70 proc. niedoborów odporności nie jest rozpoznawane - zaznacza dr Szczepan Cofta.

Odpowiednie odżywianie, odpoczynek, długi sen zwiększają wydolność organizmu w walce z koronawirusem. Nic jednak nie jest w stanie zastąpić szczepień ochronnych. - Skuteczność szczepionki Pfizera jest bardzo wysoka. Według doniesień jest to nawet 95 proc. Część osób na pewno nie zachoruje, a ta część, która zachoruje, będzie miała na pewno łagodniejszy przebieg choroby - podsumowuje dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-dlaczego-umieraja-tez-ludzie-mlodzi-i-bez-zadnych-chorob-dodatkowych


Do Polski może trafić nawet pięć szczepionek przeciw COVID-19. Czym się będą różnić? Którą wybrać?
Tatiana Kolesnychenko 11 I

Już pod koniec stycznia Europejska Agencja Leków (EMA) może dopuścić do obrotu kolejne szczepionki przeciw COVID-19. Łącznie do Polski trafi nawet pięć różnych preparatów, z czego cztery prawdopodobnie będą dostępne już w styczniu. Część szczepionek jest oparta na supernowoczesnej technologii, a część na już dobrze znanej metodzie wektorowej. Eksperci wyjaśniają, na czym polega zasadnicza różnica między szczepionkami.

1. Jakie szczepionki przeciw COVID-19 trafią do Polski?

W niedzielę 27 grudnia w całej Unii Europejskiej rozpoczął się program szczepień przeciwko COVID-19.

Łącznie Ministerstwo Zdrowia złożyło zamówienie na 62 mln dawek szczepionek przeciw COVID-19, których powinno wystarczyć na zaszczepienie 31 mln Polaków.

Szczepionki będą się różnić nie tylko producentem, ale i sposobem działania. Wśród szczepionki znajdą się preparaty oparte na supernowoczesnej technologii mRNA oraz na bardziej tradycyjnej metodzie wektorowej.

Co dzisiaj wiemy o szczepionkach przeciw COVID-19, które będą stosowane w Polsce?

Pfizer, USA / BioNTech, Niemcy - szczepionka mRNA ze skutecznością 95 proc. Badanie objęło 43,5 tys osób. Szczepionka przeszła trzy fazy badań i otrzymała już rejestrację w UE. Do Polski trafi 16,74 mln dawek.

Moderna, USA - szczepionka mRNA ze skutecznością 94,4. proc. Badanie objęło 30,4 tys. osób. Szczepionka przeszła trzy fazy badań i i otrzymała już rejestrację w UE. Do Polski trafi 6,69 mln dawek.

CureVac, Niemcy - szczepionka mRNA. Producent rozpoczął drugą fazę badań, w której weźmie udział 35 tys. osób. Wyniki są spodziewane w marcu. KE zawarła z CureVac kontrakt na zakup do 405 milionów dawek, z czego do Polski trafi 5,65 mln dawek.

Astra Zeneca Uniwersytet Oksfordzki, Wielka Brytania - szczepionka wektorowa ze skutecznością 90 proc. Badanie objęło 20 tys. osób. Szczepionka przeszła trzecią fazę badań i niebawem dostanie rejestrację w Wielkiej Brytanii. Polska zmówiła 16 mln dawek preparatu.

Johnson&Johnson, USA - szczepionka wektorowa. Producent rozpoczął drugą fazę badań, w której weźmie udział 45 tys. osób. Wyniki są spodziewane pod koniec stycznia. Polska zamówiła 16,98 mln dawek szczepionki.


2. Czym jest szczepionka RNA?

Jedną ze szczepionek przeciw COVID-19 dopuszczoną do obrotu na terenie Unii Europejskiej jest szczepionka Pfizer/BioNTec, która dostała nazwę COMIRNATY®. Rejestrację otrzymał też preparat firmy Moderna. Jak szacuje prof. Andrzej Horban, krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych oraz główny doradca premiera ds. COVID-19, już pod koniec stycznia aprobatę dostaną kolejne dwie szczepionki.

Im więcej dawek szczepionki będzie dostępnych, tym szybciej szczepienia staną się ogólnodostępne. Na tym etapie jednak nie wiadomo, czy Polacy będą mogli sami zadecydować, którą szczepionkę przyjąć.

Jak przyznaje dr Henryk Szymański, pediatra oraz członek zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, gdyby osobiście dostał możliwość wyboru, zdecydowałby się na szczepionkę mRNA.

- Wynika to z prostego powodu - do tej pory szczepionki mRNA wykazują największą skuteczność. 95 proc. ochrony to naprawdę dużo. Dla przykładu skuteczność szczepień przeciw grypie wynosi 50 proc. - opowiada dr Szymański.

Szczepionki mRNA budzą najwięcej pytań, ponieważ ta nowoczesna technologia będzie stosowana po raz pierwszy na świecie. Nie oznacza to jednak, że jest to zupełna nowość. Pracę nad stworzeniem technologii mRNA trwały przez ostatnie dwie dekady i tylko dlatego szczepionki przeciw COVID-19 mogły powstać w tak rekordowo szybkim tempie.

- Te szczepionki zawierają fragment mRNA (rodzaj kwasu rybonukleinowego – red.), zsyntetyzowany metodami inżynierii genetycznej i zbliżony do materiału genetycznego wirusa. Komórki organizmu ludzkiego wykorzystują ten mRNA jako matrycę do produkcji białka "wirusowego" i wytwarzają odpowiedź immunologiczną w postaci swoistych przeciwciał – tłumaczy prof. Edyta Paradowska z Instytutu Biologii Medycznej PAN.

Ujmując to jeszcze prościej: szczepionka mRNA, w odróżnieniu od preparatów wyprodukowanych tradycyjną metodą, nie zawiera cząsteczek wirusa, na które występuje reakcja układu immunologicznego. Szczepionka mRNA jest syntetyczna i tylko dostarcza "instrukcję", a organizm sam zaczyna produkować białko S koronawirusa, a następnie wytwarzać przeciw niemu przeciwciała.

3. Szczepionki Moderny i Pfizera. Która lepsza?

21 grudnia Komisja Europejska zatwierdziła szczepionkę opracowaną przez firmę Pfizer, a do publicznej wiadomości została podana charakterystyka produktu, czyli ulotka do preparatu będąca ostateczną instrukcją obsługi.

Wynika z niej, że szczepionka COMIRNATY® jest przeznaczona dla osób od 16. roku życia, ponieważ dzieci i młodzież nie były ujęte w badaniach klinicznych. Jeśli chodzi o kobiety w ciąży oraz matki karmiące piersią, decyzja o szczepieniu powinna już być podejmowana na podstawie indywidualnej oceny korzyści i ryzyka. Innymi słowy, po konsultacji z lekarzem rodzinnym. Szczepionka jest podawana domięśniowo w dwóch dawkach (zastrzyk w ramię), w odstępie co najmniej 21 dni.

Jednym przeciwskazaniem do podania szczepionki jest alergia na którykolwiek składników preparatu. Kategorycznie nie mogą jej przyjmować osoby, które w historii choroby miały wstrząs anafilaktyczny.

Wśród słabych punktów COMIRNATY® eksperci wymieniają fakt, że szczepionka musi być przechowywana przy bardzo niskich temperaturach, nawet - 75 °C. Wynika to tego, że szczepionka nie zawiera stabilizatorów. Z kolei preparat firmy Moderna wymaga przechowywania w temperaturze - 20 °C, a po rozmrożeniu może być przechowywana w temperaturze 2-8°C przez 30 dni, co może znacznie ułatwiać logistykę.

Szczepionka Moderny również została dopuszczona do obrotu w UE. Z ulotki tej szczepionki wynika, że jest przeznaczona dla osób od 18. roku życia i jest podawana domięśniowo w dwóch dawkach w odstępie jednego miesiąca. Podobnie jak w przypadku szczepionki Pfizera, jednym przeciwskazaniem są reakcje alergiczne.

Analogicznie jak COMIRNATY®, preparat Moderny może wywoływać osłabioną odpowiedź immunologiczną w przypadku osób z obniżoną odpornością, w tym osób otrzymujących terapię immunosupresyjną. Skuteczność szczepionek oraz skutki uboczne, które mogą powodować, są niemal identyczne.

- Ciężko jest porównywać szczepionki Pfizera i Moderny, ponieważ obie są oparte na tej samej technologii, a więc działają w identyczny sposób. W badaniach klinicznych wykazano podobną i - co należy podkreślić - wysoką skuteczność. Jeśli chodzi o utrzymywanie się odporności poszczepiennej, jej ocena będzie możliwa dopiero po upływie czasu – mówi dr n. med. Ewa Talarek z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak podkreśla dr Talarek, w wyborze szczepionki przeciw COVID-19 najlepiej się kierować dostępnością. - Jeśli szczepionka zostaje dopuszczona na rynek, znaczy, że jest bezpieczna i skuteczna. Im szybciej się zaszczepimy, tym większe jest prawdopodobieństwo, że powstrzymamy epidemię koronawirusa - podkreśla.

4. Szczepionki wektorowe. Jak działają?

Wszystko wskazuje na to, że szczepionki wektorowe będą tak samo szeroko stosowane w Polsce, jak preparaty na bazie mRNA. Łącznie zamówiono około 33 mln dawek szczepionek opartych na tej metodzie.

Czym szczepionki wektorowe różnią się od mRNA?

- Mechanizm działania szczepionek mRNA oraz wektorowych jest identyczny i polega na treningu układu immunologicznego oraz stymulacji organizmu do produkcji przeciwciał. Różni się tylko sposób, w jaki jest dostarczane białko S koronawirusa. W przypadku szczepionek wektorowych mamy nieszkodliwego wirusa, które występuje w roli nośnika rozprowadzającego antygen w organizmie - tłumaczy dr Szymański.

Dr Ewa Talarek oraz dr Henryk Szymański jednym głosem podkreślają, że cząstka wirusa, którą zawiera szczepionka wektorowa, nie może spowodować zakażenia.

- Metoda wektorowa jest znana od dawna i stosowana choćby w przypadku niektórych szczepionek na grypę - podkreśla dr Szymański. Ta metoda była też bezpieczną i znacznie tańszą, dlatego wiele firm postanowiło wyprodukować właśnie szczepionki wektorowe. Na wektorze jest oparty rosyjski "Sputnik V" oraz chińska CoronaVac. W Europie będą dostępne wektorowe szczepionki Astra Zeneca oraz Johnson&Johnson.

Jako wektor w szczepionkach jest stosowany adenowirus, ponieważ łatwo wiąże się z nabłonkiem układu oddechowego. W przypadku szczepionki firmy Johnson&Johnson wykorzystano ludzki adenowirus, a koncern Astra Zeneca bazował na szympansim. Wciąż nie wiadomo, jaka będzie skuteczność szczepionki Johnson&Johnson. Natomiast pierwsze badania preparatu Astra Zeneca wykazały, że skuteczność wynosi 70 proc., ale po optymalizacji dawki szczepionki poziom ochrony podniesiono do 90 proc.

- Jest to mniej, niż w przypadku szczepionek mRNA, ale i tak warto pamiętać, że nawet 50 proc. ochrony już byłoby poziomem "zadowalającym" - podkreśla dr Szymański.

5. Etapy szczepień w Polsce

Rząd przewiduje cztery etapy szczepień w Polsce, które będą realizowane w miarę dostępności szczepionki.

Jako pierwszy już zaczął być realizowany "Etap 0", podczas którego będą szczepieni pracownicy ochrony zdrowia, pracownicy Domów Pomocy Społecznej i Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej oraz personel pomocniczy i administracyjny w placówkach medycznych, w tym stacjach sanitarno-epidemiologicznych.

W ramach "Etapu I" szczepienie będą mogli otrzymać pensjonariusze Domów Pomocy Społecznej oraz Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, osoby powyżej 60. roku życia (w kolejności od najstarszych) oraz służby mundurowe, w tym Wojsko Polskie, a także nauczyciele.

"Etap II" zakłada, że szczepione będą osoby poniżej 60. roku życia z tzw. grup ryzyka, czyli obciążeni chorobami przewlekłymi. Chodzi o choroby płuc, cukrzycę, nowotwory, otyłość. Na tym etapie również szczepienia otrzymają osoby bezpośrednio zapewniające funkcjonowanie podstawowej działalności państwa i narażone na zakażenie ze względu na częste kontakty społeczne. Chodzi więc o pracowników sektora infrastruktury krytycznej, dostaw wody, gazu, prądu, transportu publicznego, urzędników odpowiedzialnych za zwalczanie pandemii, pracowników wymiaru sprawiedliwości i funkcjonariuszy służb celno-skarbowych.

W "Etapie III" szczepienie otrzymają przedsiębiorcy i pracownicy sektorów zamkniętych na mocy rozporządzeń w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W tym etapie szczepione będą również pozostałe grupy osób dorosłych.

https://portal.abczdrowie.pl/do-polski-moze-trafic-nawet-5-szczepionek-przeciw-covid-19-czym-sie-beda-roznic
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2021, 01:23 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #53 dnia: Styczeń 07, 2021, 23:56 »
Trwają testy nowego leku na koronawirusa. Według badań ma 99 proc. skuteczności
PAP | data publikacji: 11.01.2021, 14:41

W Wielkiej Brytanii zaczęły się badania kliniczne nowego leku na koronawirusa. Preparat w formie sprayu do nosa, według pierwszych ustaleń, ma aż 99,9 proc. skuteczności. Środek produkuje kanadyjska firma.

Spray do nosa na koronawirusa

Zadaniem substancji jest zabijanie wirusa w górnych drogach oddechowych i zapobieganie inkubacji i rozprzestrzenianiu się patogenu do płuc. Preparat SaNOtize opiera się na tlenku azotu, substancji, która jest również produkowana w ludzkim ciele i ma właściwości przeciwdrobnoustrojowe - pisze agencja AP przypominając, że udowodniono bezpośrednie działanie tlenku azotu na wywołującego COVID-19 wirusa SARS-CoV-2.

Badania na uniwersytecie stanowym Utah wykazały skuteczność leku SaNOtize na poziomie 99,9 proc. Z kolei prowadzone na uniwersytecie stanowym Kolorado testy na gryzoniach potwierdziły redukcję o 95 proc. obecności koronawirusa w organizmie w pierwszym dniu po zakażeniu. W Kanadzie i w innych krajach trwają już badania kliniczne substancji.

- Należy się cieszyć z każdej próby leczenia koronawirusa. Fakt, że stosunkowy prosty spray do nosa może być skutecznym lekiem, jest dobrą wiadomością, zapewniającą znaczne wzmocnienie naszych środków walki z tą wyniszczającą chorobą - powiedział profesor neurologii i dyrektor instytutu badań chorób układu krążenia na Uniwersytecie Londyńskim dr Pankaj Sharma.

Znaczenie tlenku azotu w ludzkim organizmie i jego lecznicze właściwości zostały po raz pierwszy odkryte przez profesora Uniwersytetu Stanforda w USA, Ferida Murada, który m.in. za te badania otrzymał wraz z innymi osobami Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny w 1998 r.; Murad jest członkiem zarządu SaNOtize - przypomina AP.

- Tlenek azotu to niezwykle wszechstronna cząsteczka, która reguluje prawie wszystko w naszym organizmie. Dobrze udowodniono, że jego stosowanie jako leku jest bezpieczne, wykazano też jego efektywność w walce z różnymi wirusami, bakteriami i grzybami. (...) wierzę, że technologia SaNOtize jest bezpieczna i może być skuteczna w leczeniu infekcji, w tym COVID-19 - powiedział Murad.

Po pomyślnym ukończeniu prób klinicznych producenci leku mają zamiar wystąpić o warunkowe dopuszczenie substancji do użytku, najpierw w Kanadzie, a później w Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej.

- Należy o tym myśleć jako o efektywnej metodzie ochrony górnych dróg oddechowych, podobnej do dezynfekcji rąk, gdy chcemy chronić zewnętrzne części naszego ciała. Kiedy ludzie będą potencjalnie narażeni na zakażenie, użyją sprayu, by oczyścić swoje górne drogi oddechowe i zabić koronawirusa, nim ten spowoduje śmiertelną chorobę - opisał działanie substancji odpowiedzialny za badania kliniczne w całej Europie Rob Wilson.

https://www.medonet.pl/koronawirus-pytania-i-odpowiedzi/leczenie-koronawirusa,spray-do-nosa-zabijajacy-koronawirusa--ma-99-proc--skutecznosci,artykul,80974117.html

Koronawirus w Polsce. Duchowni bez przywileju szczepień w pierwszym terminie. Prof. Gut: powinni być zaszczepieni z nauczycielami
Katarzyna Gałązkiewicz 11 I

Księży, którzy sprawują posługę w Polsce, jest około 20 tys. Na każdego z nich przypada od 900 do nawet 1600 wiernych i w większości są to seniorzy. Mimo że duchowni jako nieliczni otwarcie deklarują chęć szczepień, nie zostali uwzględnieni wśród tych, którzy otrzymają wakcynę jako pierwsi. - Tak naprawdę wszyscy powinni zostać zaszczepieni w pierwszej grupie razem z nauczycielami - twierdzi wirusolog, prof. Włodzimierz Gut.

1. Prof. Gut: Tempo szczepień zależy przede wszystkim od dostaw szczepionek
(...)

- Liczba szczepień wykonywanych w Polsce i ich tempo zależy przede wszystkim od dostaw szczepionek. Porcje szczepionki i tak musimy podzielić na dwa, bo tą samą szczepionką trzeba podać drugą dawką - wyjaśnia profesor Gut i dodaje: - Na tym etapie na pewno znaczenia nie ma sceptyczne nastawienie części Polaków do szczepień. Niechęć będzie miała znaczenie dopiero w momencie masowych, populacyjnych szczepień - dodaje prof. Gut.

2. Księża pominięci. Duchownych nie ma w I grupie do przyjęcia szczepionki

Liczba osób sceptycznie nastawionych do przyjęcia szczepionki w Polsce jest wciąż bardzo duża. Profesor Gut zauważa jednak, że grupą, która otwarcie wyraża chęć do szczepień, są księża. Świadczących posługę jest w Polsce ponad 20 tysięcy, a na każdego z nich przypada od 900 do nawet 1600 wiernych i w większości są to seniorzy. Mimo to nie ma dla nich specjalnego miejsca w kolejce do szczepień. Duchowni z całej Polski podkreślają, że nie mają żadnych informacji o tym, kiedy będą mogli zostać zaszczepieni.

- Taki stosunek do szczepień, jaki mają księża, jest bardzo pożądany. I należy pamiętać, że niektórzy z nich zostaną zaszczepieni już w pierwszym etapie. Kapelan szpitalny zostanie potraktowany jako pracownik szpitala, a ksiądz, który uczy, w szkole jako nauczyciel. Ale oni należą do wyjątków. Tak naprawdę wszyscy powinni zostać zaszczepieni w pierwszej grupie razem z nauczycielami. Celem jest odporność stadna, ale to jest cel ostateczny. Na razie trzeba coś wybrać i konsekwentnie to realizować - dodaje profesor.

Kluczowy w sprawnym przebiegu szczepień jest jednak ściśle określony plan, którego zdaniem wirusologa, nie powinno się zmieniać.

- Jest jedna zasada, która obowiązuje. Jeżeli istnieje jakiś plan, to najgorszym sposobem jego realizacji jest nanoszenie poprawek. Jeśli każdy zacznie wymyślać coś innego i wprowadzać zmiany, to zrobi się totalne bezhołowie. Są 3 warianty szczepień. Zaczyna się od osób starszych - bo w ten sposób redukuje się liczbę zgonów. Kolejny wariant ma nie dopuścić do unieruchomienia służby zdrowia, dlatego w pierwszej kolejności szczepieni są pracownicy szpitali, a na końcu są ci, którzy wyrażą chęć szczepień. Jeżeli robilibyśmy wszystko na raz, powstałby ogromny chaos - wyjaśnia prof. Gut.

- Tak naprawdę wszyscy powinni zostać zaszczepieni w pierwszej grupie razem z nauczycielami. Celem jest odporność stadna, ale to jest cel ostateczny - twierdzi prof. Gut.- Tak naprawdę wszyscy powinni zostać zaszczepieni w pierwszej grupie razem z nauczycielami. Celem jest odporność stadna, ale to jest cel ostateczny - twierdzi prof. Gut.

Wirusolog przypomina, że koncepcja polska ma na celu przede wszystkim utrzymanie sprawności służby zdrowia i zachowanie płynności tych działań, które zostały opóźnione w wyniku COVID-19 i były powodem problemów ze służbą zdrowia.

- Jeżeli wprowadzimy zamęt i wskażemy koleje grupy, które należy zaszczepić w pierwszej kolejności, to po kolei zaczniemy mieć problemy w szpitalach. Pojawią się kłopoty z pacjentami onkologicznymi czy z chorobami przewlekłymi. Jakaś koncepcja musi być wybrana i należy ją realizować - twierdzi wirusolog.

3. Stosunek do szczepień wkrótce ulegnie zmianie?

Zdaniem Włodzimierza Guta stosunek grupy ludzi negatywnie nastawionych do szczepień zacznie się wkrótce zmieniać.

- Ta niechęć im wkrótce przejdzie. W momencie, kiedy zacznie się różnicowanie między populacją szczepioną i nieszczepioną - chociażby w dostępie do różnych rzeczy, to zmieni się pogląd na szczepionkę. Najbardziej będzie to zauważalne podczas wyjazdów zagranicznych - twierdzi wirusolog.

Kiedy większość ludzi będzie miała możliwość zaszczepienia się, poszczególne państwa będą egzekwowały wakcynę - twierdzi wirusolog.

- Co prawda przy takiej liczbie szczepień, jaką mamy obecnie, wprowadzenie jakichkolwiek przywilejów byłoby błędem. Ale wkrótce poszczególne kraje zadbają o siebie. Pierwszy wprowadzi taki obowiązek kraj, który zaszczepi największą liczbę osób - tego możemy być pewni. Wstęp bez szczepień będzie wiązał się z dwutygodniową kwarantanną i to będzie dla podróżujących problem - przypuszcza prof. Gut.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-duchowni-bez-przywileju-szczepien-w-pierwszym-terminie-prof-gut-powinni-byc-w-pierwszej-grupie

Nowy test na koronawirusa. Przeciwciała wykrywa w 12 sekund
Opracowanie: Joanna Potocka 11 stycznia (06:54)

Powstał oparty na nanomateriałach test, który wykrywa przeciwciała skierowane przeciw dwóm antygenom koronawirusa w czasie 10-12 sekund. W ten sposób może zidentyfikować infekcję, a także ocenić reakcję pacjenta na szczepienie.

Na łamach pisma "Advanced Materials" zespół z Carnegie Mellon University opisał test, który bardzo szybko wykrywa dwa przeciwciała związane z infekcją koronawirusem - skierowane przeciw białku spike S1 oraz przeciw należącej do niego tzw. domenie wiążącej receptor (RBD).

Wystarczy zaledwie 5 mikrolitrów krwi i czas od 10 do 12 sekund.

Wykrywane jest nawet ekstremalnie niskie stężenie przeciwciał.

Detekcja następuje w trakcie elektrochemicznej reakcji zachodzącej w ręcznym urządzeniu opartym na technologii mikroprzepływowej. Wyniki niemal natychmiast przesyłane są do smartfona.

Wykorzystaliśmy najnowsze osiągnięcia w dziedzinie materiałów i wytwarzania, np. trójwymiarowy druk nanocząstek, aby stworzyć urządzenie, które szybko wykrywa przeciwciała związane z Covid-19 - mówi prof. Rahul Panat, współautor wynalazku.

Z pomocą m.in. druku aerozolowego naukowcy stworzyli złote mikroelektrody o nierównej - i dzięki temu dużej powierzchni. To pozwoliło umiejscowić na nich znaczną ilość wirusowych antygenów. To zaś oznacza szybką i precyzyjną detekcję łączących się z antygenami przeciwciał.

Test ma znikomy poziom błędów, ponieważ łączenie przeciwciał z antygenami działa bardzo wybiórczo.

Można go wykorzystać nie tylko do wykrywania choroby.

Ponieważ nasza technika pozwala ocenić immunologiczną odpowiedź na szczepienie, może być bardzo przydatna w obecnym czasie - podkreśla prof. Panat.

Naukowcy zapewniają też, że technikę tę można zastosować do wykrywania przeciwciał związanych z infekcjami innymi wirusami, np. Ebola, HIV czy Zika.

Źródło:PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-nowy-test-na-koronawirusa-przeciwciala-wykrywa-w-12-sekund,nId,4979594

Puurs - niewielkie miasteczko w Belgii. To tutaj Pfizer/BioNTech produkuje szczepionkę przeciwko Covid-19
Katarzyna Szymańska-Borginon 11 stycznia (08:50)

Puurs - niewielkie, 17-tysięczne miasteczko w Belgii ratuje Europę. To tutaj firma Pfizer/BioNTech dzień i noc produkuje swoją szczepionkę przeciw Covid-19. To stąd wyruszają setki ciężarówek z tym preparatem do wszystkich krajów UE. Nasza dziennikarka Katarzyna Szymańska-Borginon odwiedziła to miejsce i rozmawiała z jego mieszkańcami.


To tutaj firma PfizerBioNTech dzień i noc produkuje swoją szczepionkę przeciw Covid-19 /Katarzyna Szymańska-Borginion /RMF FM

Puurs leży we flamandzkojęzycznej części Belgii niedaleko Antwerpii. O wyborze naszego miasta przez koncern, który produkuje szczepionki dla całej Unii, zdecydowało znakomite położenie miasta - mówi w rozmowie z dziennikarką RMF FM burmistrz Puurs Koen Van den Heuvel. Do portu w Antwerpii jest stąd 15 minut, a na międzynarodowe lotnisko w Zaventem - pół godziny.

Burmistrz wychwala także połączenie kolejowe z Antwerpią i sieć nowoczesnych autostrad, które także miały istotne znaczenie. Oczywiście - jego zdaniem - niezastąpieni są również pracowici mieszkańcy miasta i okolic.



Puurs leży we flamandzkojęzycznej części Belgii – niedaleko Antwerpii/Katarzyna Szymańska-Borginion /RMF FM

Miasteczko od czasu, gdy w grudniu Europejska Agencja Leków zatwierdziła szczepionkę "Comirnaty", odwiedzają dziennikarze z całego świata: od japońskiej czy chińskiej telewizji, po media z całej Europy.

Mieszkańcy są bardzo dumni, że to na terenie ich miasta znajduje się fabryka szczepionek, które mają zakończyć lockdown w całej Europie.

Oczywiście, że jestem dumna. To stawia nasze miasteczko w bardzo pozytywnym świetle. To bardzo przyjemne uczucie - mówi starsza kobieta. Wtóruje jej inna mieszkanka Puurs: Teraz jesteśmy znani. Wszyscy wiedzą, że jest takie miasto jak Puurs.

Pfizer/BioNTech zatrudnia w Puurs 3 300 osób. Tak więc prawie każdy albo w tym zakładzie pracuje albo zna kogoś zatrudnionego przy produkcji szczepionek. 

Stopa bezrobocia jest tu jedna z najniższych w Belgii, gdyż poza PfizerBioNTech swoje siedziby mają tu także Novaris, Alcon i wiele start-upów. Pfizer/BioNTech daje nam pracę, a teraz, gdy jest produkcja szczepionek przeciw Covid-19, to pracy jest jeszcze więcej - przyznaje młody mężczyzna.





Miasteczko od czasu, gdy w grudniu Europejska Agencja Leków zatwierdziła szczepionkę „Comirnaty”, odwiedzają dziennikarze z całego świata, od japońskiej czy chińskiej telewizji, po media z całej Europy/Katarzyna Szymańska-Borginion /RMF FM

W firmie jest dobra atmosfera, jest czysto, przytulnie, wszyscy dbają o siebie nawzajem. Jest fantastycznie - mówi jedna z pracownic firmy. Nieoficjalnie rozmówcy dziennikarki RMF FM przyznają, że zarobki też "są fantastyczne". Nie podają jednak konkretnych sum. Przyznają jedynie, że "zwłaszcza bardzo dobrze płatna jest praca na nocnej zmianie".

Firma pracuje non stop i ciągle wyjeżdżają stąd ciężarówki. Widzę to z okien mojego biura - mówi Danuta Peleman, Polka, która pracowała w firmie Upjohn, którą później przejął Pfizer.

Mieszkaniec Puurs pierwszym zaszczepionym w Belgii

Burmistrz przyznaje, że wiele osób pyta go czy nie załatwiłby na lewo jakiejś szczepionki, są nawet prośby o całą paletę szczepionek. My w Puurs jesteśmy uczciwi i nie robimy takich rzeczy - mówi burmistrz, przyznaje natomiast, że zadzwonił do ministra zdrowia, by to mieszkaniec domu seniora w jego miejscowości był pierwszym Belgiem zaszczepionym przeciw Covid-19. Został nim  96-letni Jos Hermans z domu spokojnej starości. Do ministra dzwoniło wielu burmistrzów z taką samą prośbą, ale nasza była najbardziej obiektywna, bo ten dom starości znajduje się bardzo blisko fabryki produkującej szczepionki. To był symbol - mówi burmistrz i dodaje: Teraz już szczepimy osoby w drugim domu seniora. Burmistrz jest także dumny z tego, że wszyscy są chętni do szczepień. Odmówiły tylko dwie osoby.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/szczepienia-przeciw-covid19/news-puurs-niewielkie-miasteczko-w-belgii-to-tutaj-pfizer-biontec,nId,4979589

Lekarze ponownie zbadali pacjentów, którzy przeszli koronawirusa. Na co się skarżą?
Grzegorz Jasiński11 stycznia (11:17)

Większość pacjentów hospitalizowanych z powodu Covid-19 pół roku później odczuwa jeszcze co najmniej jeden z objawów choroby - pisze czasopismo "Lancet" na podstawie badań pacjentów z epicentrum początku pandemii w chińskim mieście Wuhan. Badania 1733 pacjentów hospitalizowanych w okresie od stycznia do maja ubiegłego roku wykazały, że trzy czwarte z nich jeszcze pół roku później skarżyło się na przynajmniej jeden z objawów, najczęściej zmęczenie, osłabienie mięśni, czy kłopoty ze snem. Często towarzyszą im także objawy psychiatryczne, stany lękowe, czy depresja.

Opublikowane właśnie wyniki to pierwsza próba oceny długotrwałych skutków ciężkiego przebiegu zakażenia koronawirusem. O tym, że skutki te się utrzymują wiadomo już od połowy roku, z oczywistych względów jednak trudno było je do tej pory metodycznie ocenić.

Ponieważ Covid-19 to nowa choroba, dopiero teraz zaczynamy rozumieć jej długotrwałe skutki. Nasze analizy wskazują na to, że większość pacjentów odczuwa jej objawy jeszcze przez długi czas po opuszczeniu szpitala. Pacjenci ci wymagają w związku z tym dalszej opieki medycznej - mówi współautor pracy, prof. Bin Cao z National Center for Respiratory Medicine, China-Japan Friendship Hospital i Capital Medical University w Pekinie. Podkreśla przy tym, że tego typu badania powinny być teraz prowadzone systematycznie na coraz większej grupie ozdrowieńców.

Wrażenie zmęczenia i osłabione mięśnie

W pracy uwzględniono wyniki badań 1733 covidowych pacjentów, wypisanych ze szpitala Jin Yin-tan w Wuhanie w dniach od 7 stycznia do 29 maja 2020 roku. Średnia ich wieku wynosiła 57 lat. Osoby te były ponownie badane w terminie od 16 czerwca do 3 września 2020 roku, przeciętnie 186 dni po wypisaniu ze szpitala. Wszyscy badani przechodzili rozmowę z lekarzem, wypełniali kwestionariusze dotyczące odczuwanych objawów. Poddawano ich też rutynowym badaniom, testom laboratoryjnym i krótkiemu, 6-minutowemu testowi wydolności. W przypadku 390 pacjentów przeprowadzono dodatkowe badania płuc. Część miała też wykonywane badania pod kątem obecności przeciwciał.

76 proc. pacjentów wskazywało na utrzymywanie się co najmniej jednego z objawów. Odczucie zmęczenia i osłabienie mięśni zgłaszało 63 proc., kłopoty ze snem 26 proc., stany lękowe czy depresję 23 proc. Spośród 390 pacjentów poddanych badaniom sprawności płuc, aż 41 osób nie było w stanie ich przejść. U pozostałych często obserwowano utrzymujące się pogorszenie pracy, polegające na zmniejszeniu przepływu tlenu z płuc do krwi. Taki objaw dotyczył 56 proc. pacjentów, którzy podczas hospitalizacji byli podłączeni do respiratora, 29 proc. tych, którym podawano tlen w mniej inwazyjny sposób i 22 proc. tych, którzy nie potrzebowali tlenoterapii.

Test wydolności, w którym mierzono dystans, jaki dana osoba jest w stanie przejść w ciągu 6 minut, wykazywał większe osłabienie u pacjentów, którzy najciężej przechodzili Covid-19. Aż 29 proc. osób, które wymagały respiratora, miało wynik poniżej dolnej normy. W przypadku pacjentów niewymagających tlenoterapii, procent ten sięgał 24.

Autorzy pracy zwrócili też uwagę na widoczne w wynikach badań laboratoryjnych objawy uszkodzenia nerek. Dotyczyły one 13 proc. pacjentów, którzy przed hospitalizacją na Covid-19 nie mieli z nerkami żadnych problemów. U 94 pacjentów, którzy mieli wykonane w trakcie choroby badania przeciwciał, zaobserwowano przeciętny spadek ich poziomu o aż 52,5 proc. To może budzić obawy o możliwość ponownej infekcji.

Autorzy pracy przyznają, że liczba uwzględnionych przypadków pozwala jedynie wstępnie ocenić długotrwałe skutki Covid-19. Sposób prowadzenia badań i wywiadu nie pozwala na przykład na jednoznaczne powiązanie z Covidem ani zmniejszenia wydolności organizmu, ani osłabienia pracy płuc, nie było bowiem wyników badań tych samych pacjentów przed hospitalizacją. Nie była też możliwa ocena nasilenia objawów przez czas po opuszczeniu szpitala.

Wszystkie te aspekty sprawy powinny się wyjaśnić w trakcie badań na kolejnych grupach pacjentów i ozdrowieńców.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-lekarze-ponownie-zbadali-pacjentow-ktorzy-przeszli-koronawir,nId,4979769
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2021, 01:34 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #54 dnia: Styczeń 08, 2021, 23:54 »
Nanoszczepionką w koronawirusa
Grzegorz Jasiński 11 stycznia (15:49)

Nanoszczepionka przeciwko Covid-19 może być tanim i praktycznym uzupełnieniem programu szczepień, szczególnie w krajach o niższym poziomie zamożności - przekonują na łamach czasopisma "ACS Central Science" naukowcy ze Stanford University. Opracowany przez nich preparat jest tani w produkcji, łatwy do przechowywania i już jedna jego dawka wywołuje u badanych myszy silną reakcję odpornościową. Nanoszczepionka zawiera cząsteczki białka wirusa SARS-CoV-2 umocowane na cząsteczce ferrytyny - białka magazynującego w naszym organizmie żelazo.

Schemat nanoszczepionki, białka korony wirusa SARS-CoV-2 umocowane na cząsteczce ferrytyny/Duo Xu /Materiały prasowe

Podobnie jak w przypadku innych szczepionek preparat ze Stanford University ma wywoływać reakcję układu odpornościowego przeciwko białku koronawirusa SARS-CoV-2, które umożliwia mu wnikanie do komórek układu oddechowego człowieka. Inaczej natomiast niż w przypadku szczepionek produkowanych przez firmy Pfizer/BioNTech i Moderna nanoszczepionka nie prowadzi do wytwarzania tego białka w organizmie osoby zaszczepionej, ale podaje je bezpośrednio. Tyle że w dość szczególnej postaci.

Preparat zawiera wiele kopii białka, umocowanych na nanocząsteczce ferrytyny, białka normalnie występującego w organizmie. Każda nanocząsteczka ferrytyny prezentuje układowi odpornościowemu wiele cząsteczek białka koronawirusa, co powinno wywoływać - i, jak okazuje się w badaniach na zwierzętach, wywołuje - silną reakcję immunologiczną.

Kluczem do sukcesu jest opracowana przez autorów nanoszczepionki procedura tworzenia i oczyszczania eksponujących białko koronawirusa nanocząsteczek ferrytyny. Już po jednokrotnym ich podaniu organizm myszy wytwarzał liczbę przeciwciał dwukrotnie przekraczającą poziom obserwowany w osoczu ozdrowieńców i znacznie przewyższającą poziom, który u myszy pojawiał się po zaszczepieniu samymi cząsteczkami białka koronawirusa SARS-CoV-2. Drugie szczepienie, po upływie 21 dni, prowadziło u myszy do pojawienia się jeszcze wyższego poziomu przeciwciał, ale - zdaniem autorów pracy - nie było to konieczne.

W laboratorium biochemika prof. Petera S. Kima na Stanford University pracowano przed pandemią koronawirusa nad szczepionkami przeciwko HIV, eboli czy grypie. Po pojawieniu się SARS-CoV-2 naukowcy doszli do wniosku, że testowane przez nich metody mogą przydać się w walce z tym najnowszym zagrożeniem.

"Naszym celem było stworzenie szczepionki, której jedna dawka wystarczy, która nie wymaga zimnego łańcucha dostaw, która może być tania. Chcemy ją zaproponować krajom mniej zamożnym" - tłumaczy prof. Kim.

Wydaje się, że technologia produkcji nanoszczepionki pozwala zbilansować skuteczność szczepionek opartych na osłabionych wirusach z bezpieczeństwem i łatwością wytwarzania tych, które bazują tylko na białkach wirusa albo wręcz na materiale genetycznym, który pozwala organizmowi samodzielnie te białka wytwarzać.

Zaakceptowane już w Europie szczepionki koncernów Pfizer i Moderna można produkować nawet szybciej niż nanoszczepionkę, ale jest to znacznie bardziej kosztowne i wymaga kłopotliwej logistyki szczepień. Nanoszczepionka, jeśli pomyślnie przejdzie testy kliniczne, może być dla światowego programu szczepień cennym uzupełnieniem. Tym bardziej, że jej autorzy liczą na to, że w  liofilizowanej (odwodnionej) postaci da się ją przechowywać nawet w temperaturze pokojowej.

Autorzy pracy przyznają, że ich preparat czeka jeszcze na dopuszczenie do testów klinicznych, i nie wykluczają, że do czasu jego akceptacji pandemia SARS-CoV-2 może być już - dzięki innym szczepionkom - opanowana. Są jednak przekonani, że wprowadzana przez nich technologia, podobnie jak technologia mRNA, może być w przyszłości łatwo wykorzystana do tworzenia szczepionek przeciwko nowym wirusom.

Liczą też, że nanoszczepionki pozwolą w przyszłości zwalczyć choćby opierającego się dotychczasowym staraniom wirusa HIV.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/szczepienia-przeciw-covid19/news-nanoszczepionka-w-koronawirusa,nId,4979870

Covidowy dramat w kardiologii. Alarmujące dane
Grzegorz Jasiński 11 stycznia (20:00)

Pandemia koronawirusa doprowadziła na całym świecie do znacznego pogorszenia diagnostyki kardiologicznej i w związku z tym odpowiada za zwiększenie liczby zgonów z powodu chorób układu krążenia - informują w dwóch pracach na łamach czasopisma "Journal of the American College of Cardiology" naukowcy z Columbia University i Beth Israel Deaconess Medical Center (BIDMC). Ich analizy pokazały, że w szczycie pandemii liczba procedur diagnostycznych spadała o ponad połowę, a w niektórych miastach Stanów Zjednoczonych liczba zgonów z powodu chorób serca wzrastała nawet ponad dwukrotnie.

Pandemia Covid-19 zakłóciła opiekę zdrowotną na całym świecie, prowadząc do opóźnienia zarówno zabiegów operacyjnych, jak i procedur diagnostycznych. Walka z chorobami serca, najpoważniejszą przyczyną zgonów na świecie, szczególnie silnie zależy od wczesnej diagnostyki i wyboru właściwej metody terapii. Opóźnienia mogą tu prowadzić do poważnego zwiększenia liczby przedwczesnych zgonów. W opublikowanej dziś pracy naukowcy z Columbia University przedstawiają analizę możliwej skali takich opóźnień.

Wyniki opierają się na deklaracjach 909 centrów diagnostycznych ze 108 krajów. Okazuje się, że całkowita liczba kardiologicznych procedur diagnostycznych spadła w nich w marcu 2020 roku w porównaniu do marca 2019 roku o 42 proc. i w kwietniu 2020 roku w porównaniu do marca 2019 roku o 64 proc. W konkretnych przypadkach spadki sięgały: dla przezklatkowej echokardiografii - 59 proc., przezprzełykowej echokardiografii - 76 proc., testów wysiłkowych - 78 proc. angiografii - 55 proc. W przypadku krajów o niższym poziomie rozwoju i niższych środkach przeznaczanych na opiekę zdrowotną, spadki te były jeszcze o ponad 20 punktów procentowych większe.

Wyniki naszych badań dają poważne powody do zaniepokojenia z punktu widzenia długotrwałych, niekorzystnych skutków dla opieki kardiologicznej - podkreśla pierwszy autor pracy, prof. Andrew J. Einstein z Columbia University Irving Medical Center. Wskazuje to na istotną potrzebę podjęcia działań na rzecz zapewnienia dostępu do diagnostyki kardiologicznej w przypadku przyszłych pandemii, szczególnie w krajach mniej zamożnych - tłumaczy.

W samych Stanach Zjednoczonych pandemia Covid-19 kosztowała życie 360 tysięcy zakażonych koronawirusem pacjentów. Podobnie, jak na całym świecie, liczba rzeczywistych ofiar jest jednak znacznie większa. Badacze z BIDMC publikują dane wskazujące na to, jak istotny był wzrost zgonów związanych z chorobami układu krążenia. Porównali oni dane National Center for Health Statistics dotyczące zgonów z porównywalnych okresów sprzed pandemii i z minionego roku.

Okazało się, że liczba zgonów związanych z chorobą niedokrwienną serca wzrosła w USA w pandemii średnio o 11 proc., zaś związanych z nadciśnieniem o 17 proc. Te efekty nie rozkładały się oczywiście równomiernie. Najsilniej obserwowano je w poważnie dotkniętych pandemią stanach Nowy Jork, New Jersey, Michigan i Illinois. W samym mieście Nowy Jork w najtrudniejszych tygodniach pandemii liczba zgonów z powodu choroby niedokrwiennej serca wzrosła aż o 139 proc., zaś z powodu nadciśnienia o 164 proc. Te wzrosty nie były automatyczne, w poważnie dotkniętych pandemią stanach Massachusetts i Luizjanie praktycznie w ogóle ich nie obserwowano.

Nasze ustalenia wskazują na to, że pandemia mogła mieć istotny, pośredni wpływ na stan zdrowia pacjentów kardiologicznych. Prawdopodobnie miało na to wpływ unikanie wizyt w szpitalach ze względu na obawy przed zakażeniem koronawirusem, odkładanie procedur planowych i ogólnie zwiększone obciążenie placówek opieki zdrowotnej - mówi pierwszy autor tej pracy, doktor Rishi K. Wadhera z BIDMC. Władze powinny zachęcać pacjentów, by w razie jakiegokolwiek pogorszenia ich stanu, zwracali się o właściwą pomoc  - podkreśla.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-covidowy-dramat-w-kardiologii-alarmujace-dane,nId,4980088

ABM uruchamia badanie dotyczące skuteczności amantadyny
11 Stycznia 2021, 13:46 Beata Pieniążek-Osińska

Za kilka tygodni poznamy wyniki badań nad amantadyną. Agencja Badań Medycznych w odpowiedzi na zlecenie Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego sfinansowała badanie dotyczące zastosowanie amantadyny w zapobieganiu progresji i leczeniu objawów COVID-19. Badanie ma na celu potwierdzić, czy napływające doniesienia o skuteczności wykorzystania substancji stosowanej dotychczas w leczeniu Parkinsona zapobiega również rozwojowi COVID-19.

– Jako Agencja Badań Medycznych powinniśmy dostarczyć Polakom obiektywnej wiedzy, w celu zakończenia dyskusji na temat słuszności stosowania amantadyny w przebiegu COVID-19 w oparciu o twarde dowody naukowe. O to właśnie poprosił nas minister Niedzielski. Badanie, które uruchamiamy w ciągu kilku tygodni da nam odpowiedź, czy amantadyna rzeczywiście działa – podsumowuje Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.

Sam pomysł badania nad amantadyną wywodzi się z lubelskiego ośrodka, który w pierwszej fazie pandemii zgłosił się do Agencji Badań Medycznych. Wówczas nie było jeszcze przesłanek, aby go podjąć. Amantadyna, która była w latach 1996-2009 szeroko używana w profilaktyce i leczeniu wirusowej grypy typu A, obecnie jest stosowana jedynie jako lek neurologiczny i podawana pacjentom z chorobą Parkinsona lub stwardnieniem rozsianym.

Przeprowadzone wiosną 2020 badanie wykazało, że żaden z pacjentów przyjmujących amantadynę z powyższych wskazań, u których stwierdzono zarażenie wirusem SARS-CoV-2, nie rozwinął ciężkich objawów choroby. Podobnych obserwacji u pacjentów z chorobą Parkinsona dokonała także grupa z Cambridge University, która postuluje konieczność przeprowadzenia szerszych badań klinicznych w tym zakresie.

Jak podkreśla lider projektu – prof. Konrad Rejdak (Kierownik Katedry I Kliniki Neurologii; Uniwersytet Medyczny w Lublinie) - "analizując mechanizm działania leku sądzimy, że amantadyna może być skuteczna w zapobieganiu rozwojowi COVID-19 w kierunku ostrej niewydolności oddechowej także poprzez działanie na ośrodkowy układ nerwowy". Warunkiem skuteczności amantadyny w COVID-19 jest jednak stosowanie tego leku we wczesnej fazie procesu chorobowego, t.j. przed rozwinięciem ostrej niewydolności oddechowej (ARDS).

Projekt realizuje siedem ogólnopolskich ośrodków: Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie; Uniwersytet Medyczny w Lublinie, Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie, Uniwersyteckie Centrum Kliniczne; Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, Kliniczny Szpital Wojewódzki Nr 2 im. Św. Jadwigi Królowej w Rzeszowie, Pracownia Medycyny Rodzinnej; Kolegium Nauk Medycznych. Uniwersytet Rzeszowski, Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr. Władysława Biegańskiego, Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Grudziądzu oraz Samodzielny Publiczny Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej w Wyszkowie.

Wykazanie skuteczności i bezpieczeństwa leczenia amantadyną w poprawie stanu klinicznego u pacjentów z rozpoznanym COVID-19 ma potencjalnie wielkie znaczenie w walce ze skutkami pandemii. W przypadku gdy okaże się, że lek nie wpływa istotnie na przebieg i ciężkość ostrej fazy infekcji to nadal ważny będzie wpływ na nasilenie i przebieg powikłań neurologicznych, które są bardzo częste i utrzymują się długo po przebyciu infekcji.

Źródło: ABM
https://www.politykazdrowotna.com/69024,abm-uruchamia-badanie-dotyczace-skutecznosci-amantadyny

Koronawirus w Polsce. Dr Afelt: "Przy efektywnym szczepieniu w ciagu 6 miesięcy będziemy w stanie wrócić do normalności"
Katarzyna Grzęda-Łozicka 12 I

Eksperci ostrzegają przed widmem trzeciej fali, która mogłaby mieć rozmiary podobne do tego, co działo się w Polsce jesienią. Zakażonych przybywa w całej Europie, coraz trudniejsza sytuacja jest m.in. w Czechach i na Słowacji. Minister zdrowia potwierdził, że do Polski dotarł tzw. czeski wariant koronawirusa.

1. "Gdyby nie było obostrzeń, trzecia fala zaczęłaby narastać od drugiej połowy stycznia"

We wtorek 12 stycznia resort zdrowia opublikował nowy raport, z którego wynika, że w ciągu ostatniej doby 5 569 osób otrzymało pozytywny wynik testów laboratoryjnych w kierunku SARS-CoV-2. Zmarło 326 zakażonych koronawirusem, w tym 233 z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami.

Eksperci wskazują na poluzowanie obostrzeń w okresie przedświątecznym i spotkania świąteczno-noworoczne. To one mogą przyczynić się do rozwoju trzeciej fali koronawirusa w Polsce. Sytuacja na razie wydaje się stabilna. Na 32 tys. przygotowanych miejsc w szpitalach dla zakażonych koronawirusem zajętych jest ponad 16,8 tys.

- Gdyby nie było ograniczeń i obostrzeń, trzecia fala zaczęłaby narastać od drugiej połowy stycznia. Należałoby się spodziewać, że będzie rozpędzona w okolicach początku lutego. Jeżeli bierzemy pod uwagę obostrzenia i faktycznie przestrzegamy tych obostrzeń, mamy szansę, żeby odsunąć w czasie tę trzecią falę. Z danych o liczbie pacjentów w szpitalach, również tych wymagających respiratorów, jasno wynika, że poziom okupowania szpitali i OIOM-ów jest od kilku tygodni stały. Oznacza to, że wirus dosyć intensywnie eksploruje społeczność, może nie tak intensywnie jak to miało miejsce jesienią, bo wtedy faktycznie epidemia była rozpędzona - tłumaczy dr Aneta Afelt z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego.

- Miejmy nadzieję, że w oczekiwaniu na szczepionkę będziemy w stanie wytrwać w naszej odpowiedzialności, aby tej szczepionki doczekać bez wzbudzenia trzeciej fali. To byłoby naprawdę bardzo groźne - ostrzega dr Afelt.

2. Przyrosty zakażeń w 3 fali mogą wzrosnąć do liczb notowanych w Polsce jesienią

Jak dużo może być zachorowań? Dużo zależy od postawy społeczeństwa. Specjaliści wskazują, że trzecia fala powinna przypominać wzrost zakażeń obserwowany jesienią. Stąd na razie trudno oczekiwać, że w najbliższych tygodniach będą znoszone kolejne restrykcje.

- Trzema różnymi podejściami przez trzy duże grupy modelujące w Polsce, zostały uzyskane bardzo podobne wyniki pokazujące ryzyko nadejścia trzeciej fali. Podejrzewamy, że byłaby to fala podobna do fali jesiennej - wyjaśnia dr Afelt.

Ekspertka wyjaśnia, że wysokość fali zakażeń jest uzależniona przede wszystkim od tzw. społecznego usieciowienia, czyli tego, jaką mamy kulturę życia społecznego. Liczba zakażeń w różnych rejonach kraju różni się, widać to było wyraźnie podczas drugiej fali zachorowań.

- I tu jest sytuacja bardzo niebezpieczna dlatego, że nie jesteśmy w stanie bez dobrego monitoringu kontrolować tego, w których regionach ten wirus namnaża się szybciej, w których regionach ma otwartą strukturę, a które regiony są już po pierwszej eksploracji - mówi dr Afelt.

3. Odporność populacyjną otrzymamy za 6,5 roku?

Najnowsze dane wskazują, że zajmujemy 19. miejsce na świecie pod względem odsetka mieszkańców, którzy przyjęli szczepionkę. Na pierwszym miejscu wciąż króluje Izrael - 21,38 na 100 mieszkańców. Drugie miejsce zajmują Zjednoczone Emiraty Arabskie, a trzecie Bahrajn.



(https://ourworldindata.org/covid-vaccinations)

Do tej pory w Polsce wykonano ponad 250 tys. szczepień. Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk deklaruje, że do końca marca szczepionkę ma przyjąć w sumie 3 mln Polaków.

Michał Rogalski, twórca bazy danych o koronawirusie w Polsce wyliczył, że jeżeli utrzymamy takie tempo szczepień, odporność populacyjną otrzymamy za 6,5 roku. Przypomina, że żeby "wykorzystać 6 mln dawek szczepionki do końca marca, trzeba będzie licząc od dzisiaj szczepić średnio 75 tys. osób dziennie". Na razie dziennie szczepimy średnio 21,7 tys. osób, wyjątek stanowi ubiegła doba, kiedy zaszczepiliśmy prawie 55 tys. Polaków.

Żeby zgodnie z rządowym planem wykorzystać 6 mln dawek szczepionki do końca marca, trzeba będzie licząc od dzisiaj szczepić średnio 75 tys. osób dziennie.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko dni robocze, wyjdzie średnio 103 tys. szczepień dziennie.


Cytuj
Na razie mamy średnio 21,7 tys.
— Michał Rogalski (@micalrg) January 11, 2021

4. "W ciągu 6 miesięcy będziemy w stanie wrócić do normalności"

Dr Aneta Afelt uspokaja i tłumaczy, że pierwszy etap szczepienia medyków jest też etapem testowania samego systemu. Ośrodki, które nie mają doświadczenia w szczepieniu, potrzebują czasu, żeby nauczyć się szczepić efektywnie.

- Pamiętajmy, że kiedy szczepiliśmy Polaków na ospę prawdziwą system działał bardzo wydolnie. Nie ma powodu, żeby teraz było inaczej. Tylko musimy zaczekać chwilę, żeby system się rozpędził. Zakładamy scenariusz, że przy tej liczbie osób, które już w Polsce miały kontakt z wirusem i przy efektywnym szczepieniu, w ciągu 6 miesięcy będziemy w stanie wrócić do normalności. Jest jeden warunek: każdy z nas musi pójść na szczepienie zgodnie z harmonogramem szczepień. To da nam powrót do normalności - podkreśla dr Afelt.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-w-polsce-kiedy-osiagniemy-odpornosc-populacyjna-przy-tym-tempie-szczepien
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2021, 23:50 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #55 dnia: Styczeń 08, 2021, 23:54 »
Szczepienia na COVID-19. Wystarczy jedna dawka? Prof. Flisiak: Nie zgadzamy się na takie rozwiązanie
Tatiana Kolesnychenko 11 I

Chętnych jest wielu, a szczepionek bardzo mało. Na całym świecie toczy się dyskusja, czy połowiczna odporność po jednej dawce szczepionki, ale u większej liczby osób, szybciej powstrzyma pandemię niż pełna odporność u mniejszej grupy osób. Profesor Rober Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wyjaśnia, dlaczego taka strategia szczepień może okazać się błędem.

1. Jedna dawka czy dwie dawki?

Dyskusję tę zapoczątkowała Wielka Brytania, która obecnie boryka się z największą od początku epidemii koronawirusa falą zakażeń. Na początku stycznia odnotowywano tu 50-60 tys. zakażeń oraz ponad tysiąc zgonów z powodu COVID-19 w ciągu doby. Choć w Wielkiej Brytanii zatwierdzono już trzy szczepionki przeciw COVID-19 (Pfizer, Moderna, AstraZeneca), dostępnych dawek wciąż jest za mało, aby szczepienia mogły wpłynąć na odwrót epidemii.

Jak wiadomo, wszystkie opracowane do tej pory szczepionki składają się z dwóch dawek, które powinny być podawane w odstępie 3-4 tygodni. Reakcja immunologiczna wytwarza się już po pierwszym zastrzyku, ale pełna ochrona przed COVID-19, szacowana na 90-95 proc., pojawia się dopiero po drugiej dawce. Skąd więc pomysł, aby stosować tylko 1 dawkę szczepionki? Zdaniem niektórych ekspertów istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoba, która otrzyma jedną dawkę szczepionki, może się zakazić koronawirusem i rozwinąć objawy COVID-19, ale będą one łagodne. W ten sposób można byłoby szybko zmniejszyć liczbę zgonów z powodu COVID-19 i odciążyć ochronę zdrowia.

Brytyjska Komisja ds. szczepień (JCVI) uznała więc, że zaszczepienie jak największej liczby osób pierwszą dawką szczepionki przeciw COVID-19 powinno mieć priorytet przed podaniem drugiej dawki. Tym samym zezwolono na opóźnienie podania drugiej dawki o 12 tygodni.

Kilka dni temu również WHO poinformowało, że dopuszcza możliwość opóźnienia podania drugiej dawki szczepionki przeciw COVID-19. Nieoficjalnie wiadomo, że Niemcy, którzy są "prymusem" szczepień w UE, również rozważają wprowadzenie takich zaleceń.

2. "Nie zgadzamy się na stosowanie tej strategii w Polsce"

Prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku jest sceptycznie nastawiony do takiej strategii szczepień. Zdaniem profesora zasadność takiego postępowania nie została potwierdzona żadnymi badaniami, a skuteczność szczepionki po jednej dawce jest znacznie niższa niż po dwóch.

Według obliczeń Brytyjczyków - po jednej dawce preparatu pacjenci zyskują 60-70 proc. ochrony przed COVID-19, ale już z raportu Amerykańskiej Agencji Leków (FDA) wynika, że skuteczność szczepionki po pierwszej dawce wynosi tylko 52 proc.

- Warto zwrócić uwagę, że są to tylko szacunki i obliczenia. Te liczby nie zostały potwierdzone w badaniach klinicznych, więc nie możemy mieć pełnej gwarancji, że odporność będzie kształtować się na takim właśnie poziomie. Nie wiemy też, jak długo będzie się utrzymywać - opowiada prof. Flisiak. - Dlatego nie popieram takiej strategii w Polsce. Brytyjczycy podejmują ryzyko, ponieważ mają dramatyczną sytuację epidemiologiczną, a co do rekomendacji WHO... Cóż, w ostatnim roku Światowa Organizacja Zdrowia podjęła wiele pochopnych lub wręcz błędnych decyzji, dlatego do jej zaleceń, jeśli nie są podparte dowodami naukowymi, trzeba podchodzić z pewną rezerwą - podkreśla profesor.

3. Liczy się jakość

Zdaniem prof. Roberta Flisiaka, podając jedną dawkę, tracimy "cały zysk" ze szczepienia.

- Uzyskujemy szczepienie większej liczby osób, ale kosztem znacznie niższej skuteczności - podkreśla prof. Flisiak. - Nawet jeśli druga dawka szczepionki zostanie podana po upływie 12 tygodni, nie wiadomo, czy wówczas wytworzy się tak samo wysoki poziom ochrony jak przypadku postępowania zalecanego pierwotnie przez producenta. Po prostu takiego schematu nie badano - dodaje.

Sceptyczna wobec takiego rozwiązana jest również Europejska Agencja Leków (EMA). Górna granica przedziału czasowego między podawaniem dawek szczepionki nie jest wyraźnie określona. Jednak badanie kliniczne, które jest dowodem skuteczności preparatu, opiera się na tym, że dawki były podawane w odstępach od 19 do 42 dni.

- Moim zdaniem, żeby zmniejszyć liczbę zgonów z powodu COVID-19, powinniśmy konsekwentnie szczepić osoby w wieku 60+, ponieważ w pozostałych grupach wiekowych śmiertelność jest znikoma. To pozwoli odblokować ochronę zdrowia i uratuje wiele istnień. Natomiast zejście ze sprawdzonej i zbadanej ścieżki może spowodować tylko chaos - konkluduje prof. Robert Flisiak.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepienie-na-covid-19-wystarczy-jedna-dawka-prof-flisiak-nie-zgadzamy-sie-na-takie-rozwiazanie

Co w przypadku, kiedy zachorujemy na COVID-19 po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 12 I

Czy jest możliwe zakażenie koronawirusem po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki? Co w przypadku, kiedy objawy COVID-19 pojawią się po szczepieniu? Czy trzeba będzie powtarzać cały proces? Eksperci w rozmowie z WP abcZdrowie rozwiewają wątpliwości.

1. Zachorowanie na COVID-19 po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki

Dzień po zaszczepieniu przeciwko COVID-19, jeden z lekarzy zaczął gorączkować. Dzień później okazało się, że ma dodatni wynik testu i jest zakażony koronawirusem. Immunolog i pediatra dr Paweł Grzesiowski stawia pytanie, co z takimi osobami: czy i kiedy będą mogły przyjąć drugą dawkę szczepionki?

Takich przypadków wraz z kolejnymi zaszczepionymi osobami będzie więcej. Z jednej strony część osób może w pierwszym etapie choroby nie mieć objawów, więc zostanie zakwalifikowana do szczepienia, część może się zakazić już po zaszczepieniu.

Dr Tomasz Dzieciątkowski przypomina, że odporność na zakażenie koronawirusem nie pojawia się automatycznie po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki.

- Trzeba wyraźnie powiedzieć, że jest możliwe, że w ciągu dwóch tygodni od momentu zaszczepienia, zwłaszcza pierwszą dawką, nie będzie wykształcona pełna odporność na koronawirusa. Odporność poszczepienna nie działa na zasadzie włączenia światła - to trwa. Nasz układ odpornościowy jest bardzo skuteczną maszynerią, ale mimo wszystko ma pewną bezwładność i to wykształcenie odporności poszczepiennej trwa mniej więcej 10-14 dni. W związku z tym, jeżeli akurat jesteśmy przykładowo zaszczepieni 11 stycznia i cztery dni później mamy kontakt z osobą zakażoną, to nie znaczy, że my mamy już ochronę. Ta ochrona będzie się kształtowała przez następne 2 tygodnie - tłumaczy dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Szacuje się, że po przyjęciu pierwszej dawki uzyskujemy ochronę przed zakażeniem na poziomie 70 proc.

- Trzeba jeszcze odróżnić objawy, które mogą wystąpić w wyniku zakażenia koronawirusem od ewentualnych niepożądanych odczynów poszczepiennych, które mogą się pojawić po szczepieniu. Może się zdarzyć, że po podaniu pierwszej dawki szczepionki dojdzie do zakażenia i wystąpienia objawów COVID-19. To nie ma żadnego związku z przyjętą szczepionką, bo szczepionki mRNA, które teraz są na rynku, nie mają jakiegokolwiek elementu zakaźnego, więc ich mechanizm działania wyklucza w 100 proc., że to one mogły spowodować zakażenie - mówi dr Ewa Augustynowicz z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - PZH Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru.

2. Co jeśli zachorujemy na COVID-19 po przyjęciu pierwszej dawki szczepionki?

Przeciwskazaniem do szczepienia są stany gorączkowe i objawy infekcji - żaden lekarz nie zakwalifikuje takiej osoby do zaszczepienia.

- Żeby podać kolejną dawkę, pacjent musi być również zakwalifikowany do szczepienia. Potrzebne jest ustabilizowanie stanu jego zdrowia, ale przechorowanie COVID-19 absolutnie nie jest przeciwskazaniem do zaszczepienia, trzeba to tylko zrobić po ustąpieniu objawów choroby - tłumaczy dr Augustynowicz.

W związku z tym wiele zależy od przebiegu choroby, jeżeli objawy będą się utrzymywały dłużej, może być konieczne powtórzenie pierwszego szczepienia.

- Szczepienie powinno się odbyć co najmniej dwa tygodnie po ustąpieniu objawów COVID-19. W tym wypadku szczepionka Moderny jest trochę bardziej elastyczna, bo drugą dawkę podajemy po 28 dniach, natomiast w przypadku Pfizera po 21. Jednak jeżeli objawy będą się utrzymywały dłużej, może się okazać, że konieczne będzie rozpoczęcie schematu szczepień od nowa - wyjaśnia dr Dzieciątkowski.

3. Testy przed szczepieniem?

Wirusolog prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska uważa, że w przypadku zachorowania na COVID-19 po podaniu pierwszej dawki szczepionki decydująca będzie rozmowa z lekarzem kwalifikującym. To on oceni czy nie ma przeciwwskazań do szczepienia, czy ze względu na istniejące jeszcze objawy infekcji przyjęcie drugiej dawki należy jednak odroczyć. Jej zdaniem wykonywanie testów przed przyjęciem szczepionki nie rozwiąże problemu.

- Uważam, że wykonywanie testów przed szczepieniem jest zbyteczne. Przeprowadzenie testu antygenowego w przypadku braku objawów chorobowych nie ma sensu, gdyż nie wykaże on obecności wirusa. Podobnie wykonywanie testu genetycznego jest bezcelowe, bo wyniki uzyskujemy po kilku dniach, w ciągu których możemy się zakazić - wyjaśnia prof. prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, wirusolog z Instytutu Nauk Biologicznych Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepsieniepanikuj-co-w-przypadku-kiedy-zachorujemy-na-covid-19-po-przyjeciu-pierwszej-dawki-szczepionki

Koronawirus. U 47-latki zdiagnozowano 18 mutacji wirusa SARS-CoV-2
OPRAC. SYLWIA BAGIŃSKA 12 I

W Rosji u 47-letniej kobiety wykryto w ciągu 4 miesięcy 18 mutacji koronawirusa. Według ekspertów wirus SARS-CoV-2 mutował, gdyż długo znajdował się w osłabionym organizmie pacjentki.

Kobieta, u której potwierdzono 18 mutacji koronawirusa, wcześniej miała zdiagnozowanego chłoniaka. Wirusem SARS-CoV-2 zaraziła się w szpitalu w trakcie chemioterapii. Pierwszy pozytywny test na koronawirusa wyszedł u niej w kwietniu 2020 roku. Testy obecność wirusa SARS-CoV-2 w organizmie wykazywały aż do września.

Eksperci zbadali genom koronawirusa w próbkach pacjenta, od którego najprawdopodobniej zaraziła się chora kobieta. W ten sposób prześledzili mutacje, które później koronawirus przechodził w organizmie pacjentki. 2 z 18 mutacji był takie, jak te, które wykryto wśród norek w Danii.

Według Konstantina Krutowskiego, profesora uniwersytetu w Getyndze, naukowcy udowodnili, że w tym przypadku duża liczba mutacji zaszła w efekcie długiej obecność koronawirusa w jednym organizmie.

Rosja. U chorej potwierdzono 18 mutacji koronawirusa

Podobnie było w przypadku nowej mutacji wirusa SARS-CoV-2 z Wielkiej Brytanii. Wtedy także przepuszczano, że koronawirus zmutował w trakcie długiej obecności u pacjenta z małą odpornością - wyjaśnil Krutkowski.

Profesor podkreślił jednak, że na podstawie jednego przypadku, nie można wyciągać wniosków dotyczących mutacji, która stałaby się rosyjskim wariantem wirusa podobnym do tego, którego wykryto w Wielkiej Brytanii.

Te nietypowe zakażenie koronawriusem zostało opisane w dzienniku "Izwiestija". Redakcja powołała się na przypadek, który został przedstawiony w materiale naukowym.

Do tej pory w Rosji potwierdzono jeden przypadek zakażenia "brytyjską" mutacją koronawirusa. Zdiagnozowano go u pacjenta, który niedawno wrócił z Londynu. W grudniu 2020 roku rosyjskie władze zawiesiły połączenia lotnicze z Wielką Brytanią. We wtorek ten zakaz został przedłużony do 1 lutego (włącznie).

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-u-47-latki-zdiagnozowano-18-mutacji-wirusa-sars-cov-2-6596405906041728a

USA. Dwa goryle w ZOO w San Diego chore na COVID-19
OPRAC. MONIKA SIKORSKA 12 I

W San Diego w Kalifornii odnotowano pierwszy przypadek przeniesienia SARS-CoV-2 na małpy człekokształtne. Gubernator Kalifornii, Gavin Newsom poinformował 11 stycznia, że dwa goryle w ogrodzie zoologicznym w San Diego w USA uzyskały pozytywny wynik testu na koronawirusa.

Jak tłumaczy gubernator Kalifornii, Gavin Newsom, źródło zakażenia goryli koronawirusem nie zostało jeszcze ustalone. Nie wiadomo, czy wirus przeniósł się między zwierzętami, czy z ludzi na małpy. Istnieje jednak podejrzenie, że podopiecznych zoo zaraził jeden z opiekunów, który COVID-19 przechodził bezobjawowo.

USA - goryle zakażone koronawirusem

Decyzja o przeprowadzeniu testów na obecność koronawirusa została podjęta po tym, jak u zwierząt zaobserwowano objawy charakterystyczne dla COVID-19. Jak podaje agencja PAP, pracownicy ogrodu zoologicznego zapewniają, że na terenie ogrodu zoologicznego przestrzegane były restrykcje epidemiczne.

Dyrekcja ZOO w San Diego wydała oświadczenie, w którym zapewnia, że goryle zakażone koronawirusem czują się dobrze, a jedynym dającym się zwierzętom we znaki symptomem chorobowym jest duszący kaszel.

USA - zoo z chorymi gorylami zostało objęte kwarantanną

"Wyniki testu potwierdzają obecność SARS-CoV-2 u niektórych goryli i nie wykluczają obecności wirusa u innych zwierząt. Ta część zoo jest objęta kwarantanną. Mamy nadzieję na całkowite wyzdrowienie zwierząt" - zapewnia dyrekcja zoo w opublikowanym oświadczeniu.

Goryle nie są jedynymi zwierzętami, u których zdiagnozowano obecność koronawirusa. Wcześniej wykryto go m.in u kilku lwów i tygrysów w zoo w Nowym Jorku oraz czterech lwów w zoo w Barcelonie. Pojawiał się także u zwierząt domowych.

https://turystyka.wp.pl/usa-dwa-goryle-w-zoo-w-san-diego-chore-na-covid-10-6596428745550816a

Goryle zakażone koronawirusem. Mają duszący kaszel
MDO 12.01.2021 9:06

Wykryto pierwsze przypadki zakażeń koronawirusem wśród goryli. Infekcje zdiagnozowano u zwierząt przebywających w Safari Park w pobliżu San Diego w Kalifornii.

O zakażeniach goryli powiedziała agencji Associated Press dyrektor Safari Parku Lisa Peterson. Wyjawiła, że wykryto osiem takich przypadków. Niektóre goryle mają kaszel.

Najprawdopodobniej goryle zakaziły się od pracownika testu. Wiadomo, że on też miał dodatni wynik testu na koronawirusa, ale jego infekcja przebiegała bezobjawowo.

Koronawirus u goryli. Pierwsze takie przypadki

Są to pierwsze przypadki zakażenia goryli - zarówno w USA, jak i prawdopodobnie na całym świecie.

Podano, że goryle przetestowano z wykorzystaniem ich odchodów. Nie jest wykluczone, że COVID-19 mają też inne zwierzęta przebywające w Safari Parku.

Póki co goryle nie są leczone w specjalny sposób. Zwierzętom podaje się jedynie witaminy, płyny i pożywienie.

https://www.o2.pl/informacje/goryle-zakazone-koronawirusem-maja-duszacy-kaszel-6596333576317824a
« Ostatnia zmiana: Styczeń 13, 2021, 01:13 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #56 dnia: Styczeń 09, 2021, 23:51 »
Koronawirus. Aspiryna łagodzi ciężki przebieg i zmniejsza ryzyko śmierci hospitalizowanych na COVID-19? Nowe badania
Katarzyna Gałązkiewicz, Tatiana Kolesnychenko 11 I

Wyniki nowego badania przeprowadzonego przez naukowców z University of Maryland School of Medicine sugerują, że hospitalizowani pacjenci z koronawirusem SARS-CoV-2, którzy codziennie przyjmowali aspirynę w celu leczenia chorób układu sercowo-naczyniowego, byli mniej narażeni na ciężki przebieg choroby oraz ryzyko zgonu niż ci, którzy jej nie przyjmowali.

1. Koronawirus a aspiryna

Badanie opublikowane na łamach czasopisma medycznego "Anesthesia and Analgesia" sugeruje, że pacjenci, którzy przyjmowali aspirynę, byli mniej narażeni na powikłania związane z koronawirusem SARS-CoV-2. Spadła też konieczność przyjmowania pacjentów na oddziały intensywnej terapii, bo rzadziej wymagali oni podłączenia do respiratora.

Zespół badaczy pod przewodnictwem dr. Jonathana H. Chowa przyjrzał się dokumentacji medycznej około 412 pacjentów hospitalizowanych z powodu powikłań związanych z COVID-19. Średni wiek pacjentów wynosił 55 lat. Wszyscy pacjenci, którzy wzięli udział w badaniu, byli leczeni w University of Maryland Medical Center w Baltimore oraz w trzech innych szpitalach na wschodnim wybrzeżu. Analiza obejmowała pacjentów hospitalizowanych w okresie od marca do lipca 2020 r.

2. Wpływ aspiryny na COVID-19

W badaniu uwzględniono wszystkie pozostałe schorzenia pacjentów, takie jak nadciśnienie, cukrzyca, choroba nerek i inne, a także wiek, płeć, wskaźnik masy ciała i rasę. 314 pacjentów (76,3 proc.) nie otrzymywało aspiryny, prawie jedna czwarta pacjentów (23,7 proc.) przyjmowała kwas acetylosalicylowy w okresie siedmiu dni przed przyjęciem do szpitala albo 24 godziny po przyjęciu.

Po przeprowadzonej analizie naukowcy doszli do wniosku, że osoby, które otrzymywały aspirynę, były o 43 proc. mniej narażone na przyjęcie na oddział intensywnej terapii, o 44 proc. rzadziej wymagały podłączenia respiratora, a prawdopodobieństwo śmierci było u nich mniejsze aż o 47 proc.

"Pacjenci z grupy przyjmującej aspirynę nie doświadczyli znaczącego wzrostu niepożądanego działania leku, takiego jak obfite krwawienie" - poinformowali autorzy badań i przypomnieli, że codzienne stosowanie małej dawki aspiryny, zalecanej często osobom, które wcześniej przeszły zawał serca lub udar, po to, aby zapobiec przyszłym zakrzepom krwi, może zwiększyć ryzyko "poważnego krwawienia lub choroby wrzodowej".

3. Wnioski z analizy wymagają dalszych badań

Naukowcy wysuwają hipotezę, że leki rozrzedzające krew i środki przeciwzakrzepowe mogą zapobiec powikłaniom po ciężkim przebiegu COVID-19. Aspiryna może złagodzić stan zapalny, "oczyścić" płytki krwi i zmniejszyć ryzyko krzepnięcia krwi. Badania laboratoryjne sugerują, że kwas acetylosalicylowy może mieć także działanie przeciwwirusowe i uszkadzać wirusy DNA i RNA, w tym różne ludzkie koronawirusy.

Główny autor badania, dr Jonathan Chow, adiunkt anestezjologii na University of Maryland School of Medicine, podkreślił jednak, że postawione hipotezy muszą zostać potwierdzone przez kolejne badania.

"Jeśli nasze odkrycie zostanie potwierdzone, aspiryna stanie się pierwszym szeroko dostępnym lekiem dostępnym bez recepty, zmniejszającym śmiertelność pacjentów z COVID-19" - przypuszcza dr Chow.

4. Prof. Boroń-Kaczmarska: Aspiryna tylko dla pacjentów bez chorób współistniejących

Jak wraca uwagę prof. Anna Boroń-Kaczmarska, specjalistka chorób zakaźnych, rozrzedzające krew właściwości aspiryny zostały udokumentowane relatywnie późno. Przez lata uważano, że jest to lek pośrednio przeciwwirusowy.

- Aspiryna jest bardzo starym i znakomitym lekiem, który dzisiaj nie jest doceniany. Uważa się, że obok antybiotyków i sterydów, aspiryna jest jednym z najważniejszych odkryć ubiegłego stulecia - opowiada prof. Anna Boroń-Kaczmarska.

- Aspiryna wykazuje wiele właściwości terapeutycznych, w tym również zespołowe działanie. Przez wiele lat uważano, że aspiryna ogranicza nasilenie objawów chorobowych w przypadku ostrych infekcji wirusowych. Przez lata stosowano ją w leczeniu grypy, ponieważ obniża gorączkę, zmniejsza odczyny zapalne i tkankowe, działa przeciwbólowo. Te wszystkie działania również są pożądane w przypadku leczenia zakażenia SARS-CoV-2 - podkreśla prof. Boroń-Kaczmarska.

Obecnie lekarze przepisują osobom z łagodnymi objawami COVID-19, które nie wymagają hospitalizacji, paracetamol bądź ibuprofen. Czy są skuteczniejsze od aspiryny?

- Dzisiaj na rynku farmaceutycznym jest wiele leków dostępnych bez recepty, które mają działanie podobne do aspiryny. Ciężko jest stwierdzić, czy któryś z tych leków ma przewagę, czy nie. Moim zdaniem pacjenci z COVID-19 mogą być leczeni aspiryną, jednak dotyczy to tylko osób, które nie są obciążone dodatkowymi chorobami. Aspiryna przyjmowana w dawce większej niż podstawowa, terapeutyczna, może spowodować zmniejszenie krzepliwości krwi, czyli mówiąc krótko, może spowodować krwawienie z dziąseł albo z nosa. Znane są przypadki osób, które namiętnie stosowały aspirynę i u których doszło do krwawienia żołądka. Dlatego uważam, że aspiryna niekoniecznie powinna być lekiem podstawowym w zakażeniu wirusem SARS-CoV-2 - ostrzega ekspertka.

https://portal.abczdrowie.pl/koronawirus-aspiryna-zmniejsza-ciezki-przebieg-i-smiertelnosc-hospitalizowanych-na-covid-19-nowe-badania

Zespół WHO poleci do Wuhanu. Będzie badać genezę koronawirusa
Opracowanie: Adam Zygiel 12 stycznia (10:22)

Międzynarodowy zespół ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), który ma zbadać genezę koronawirusa, poleci do Wuhanu - ogłosiło chińskie MSZ. WHO zapewnia, że celem śledztwa nie jest poszukiwanie winnych wybuchu pandemii.

Eksperci WHO polecą w czwartek z Singapuru do Wuhanu - oświadczył rzecznik MSZ Zhao Lijan na rutynowym briefingu prasowym w Pekinie.

W Wuhanie pod koniec 2019 roku odnotowano pierwsze zachorowania na Covid-19. Krytycy zarzucali chińskim władzom próby ukrycia epidemii w jej początkowym stadium oraz utrudniania śledztwa dotyczącego genezy koronawirusa.

Dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych Mike Ryan zapewnił w poniedziałek, że misja 10-osobowego zespołu ekspertów w Chinach to sprawa nauki, a nie polityki. Zrozumienie źródeł choroby nie polega na znalezieniu kogoś, kogo można obwinić - powiedział na konferencji prasowej w Genewie.

Wyjaśnił, że chodzi o poszukiwanie naukowych odpowiedzi na temat tego, jak koronawirus przekroczył barierę gatunkową i przeniósł się ze zwierząt na ludzi. Zrozumienie tego punktu styczności jest absolutnie konieczne. Szukamy odpowiedzi, a nie winowajców i ludzi, których można by obarczyć odpowiedzialnością - zaznaczył, cytowany przez agencję AFP.

Zdaniem ekspertów zrozumienie, w jaki sposób wirus przeniósł się na człowieka, jest kluczowe, by zapobiegać przyszłym pandemiom. Pierwotnie zespół WHO miał rozpocząć pracę w Wuhanie na początku stycznia, ale misja opóźniła się z powodu braku pozwolenia na wjazd od chińskich władz.

Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus zapewnił w poniedziałek, że międzynarodowi eksperci będą mieli możliwość przeprowadzenia śledztwa w sprawie genezy wirusa wywołującego Covid-19 wspólnie z naukowcami chińskimi.

Komunistyczne władze w Pekinie promują narrację, zgodnie z którą pierwsze przypadki Covid-19 zdiagnozowano wprawdzie w Wuhanie, ale sam wirus niekoniecznie pochodzi z tego miasta. Chińskie media nagłaśniały przypadki infekcji, do których doszło rzekomo poprzez kontakt z mrożoną żywnością, i sugerowały, że sprowadzane z zagranicy mrożonki mogły być również przyczyną epidemii w Wuhanie.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-zespol-who-poleci-do-wuhanu-bedzie-badac-geneze-koronawirusa,nId,4981843

Koronawirus był już wcześniej. Naukowcy publikują niepokojące dane
12 I

Włoscy naukowcy podali, że udało im się zlokalizować nowego "pacjenta zero" w tym kraju. To 25-letnia kobieta, która zakażona koronawirusem miała być już w listopadzie 2019 roku. Dotychczas sądzono, że pierwszy przypadek koronawirusa dotyczył 4-letniego chłopca, który w grudniu 2019 roku został przyjęty do szpitala z gorączką i dusznościami. Jednak eksperci nie zaprzestali swoich poszukiwań. Ponieważ jednym z pierwszych objawów zakażenia koronawirusem było zapalenie skóry, eksperci poszukiwali nietypowych chorób tego narządu, które pojawiły się przed wybuchem pandemii. Dotarli do biopsji 25-letniej kobiety, która na początku listopada zgłosiła się do lekarza z dziwnymi, czerwonymi blaszkami, jakie pojawiły się na jej skórze. Wtedy nikt nie podejrzewał koronawirusa, jednak teraz badacze są pewni, że Włoszka mogła być pacjentką zero w pandemii koronawirusa w ich kraju.
https://wideo.wp.pl/koronawirus-byl-juz-wczesniej-naukowcy-publikuja-niepokojace-dane-6596380676008065v

Leczenie osoczem ozdrowieńców: Dostaliśmy z Brukseli blisko 800 tysięcy euro
Katarzyna Szymańska-Borginon 12 stycznia (17:04)

Osiem polskich centrów krwiodawstwa otrzymało od Komisji Europejskiej 760 tysięcy euro na inwestycje związane z pobieraniem osocza od dawców, którzy przeszli Covid-19 – dowiedziała się brukselska korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon. Polska jest jednym z 14 krajów Unii Europejskiej, które dostały takie unijne granty.

Komisja Europejska wybrała 24 projekty, w ramach których opracowane zostaną nowe lub rozbudowane już istniejące programy pobierania osocza od dawców, którzy przeszli covid.

W sumie do wykorzystania jest na ten cel 36 mln euro.

Pieniądze pochodzą z instrumentu wsparcia w sytuacjach nadzwyczajnych, a przeznaczone mogą zostać np. na zakup zestawów do pobierania osocza czy urządzeń do jego magazynowania, testowania i charakteryzowania.

Osocze ozdrowieńców w unijnych projektach: Terapia chorych na Covid-19, prace nad lekiem

Leczenie osoczem ozdrowieńców polega na przetoczeniu go chorym na Covid-19, by zwiększyć ich odporność i zdolność do zwalczania choroby.

Unijne projekty dopuszczają również dostarczanie osocza branży farmaceutycznej, która wykorzysta przeciwciała do stworzenia leku na covid.

Komisja Europejska podkreśla, że wyniki wstępnych badań są obiecujące.

Po pierwsze, częstotliwość występowania działań niepożądanych jest niska.

Po drugie, dotychczasowe badania wskazują, że wczesna transfuzja osocza od dawców z wysokim stężeniem przeciwciał jest najskuteczniejsza w zmniejszaniu śmiertelności wśród chorych na Covid-19.

Oznacza to - jak podkreśla Komisja Europejska - że powinniśmy pozyskiwać jak największą liczbę dawców, by zapewnić pacjentom dostęp do przeciwciał w wysokim stężeniu.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/europa/news-leczenie-osoczem-ozdrowiencow-dostalismy-z-brukseli-blisko-8,nId,4982219

Szczepienia na COVID-19 a choroby przewlekłe
Katarzyna Grzęda-Łozicka, Tatiana Kolesnychenko 12 I

Eksperci uważają, że osoby z chorobami przewlekłymi powinny bezwzględnie zaszczepić się na COVID-19. Jednak nie każdy pacjent będzie mógł to zrobić. - Takie osoby powinny najpierw wyrównać, ustabilizować swoje choroby - podkreśla dr Sutkowski.

1. Szczepionka na COVID-19 a choroby przewlekłe

Najwięcej ciężkich powikłań przy zakażeniu koronawirusem jest notowanych wśród osób starszych i z chorobami współistniejącymi. Wśród zmarłych z powodu COVID-19 aż jedna trzecia to pacjenci chorujący na cukrzycę.

- Choroby współistniejące są pilnym wskazaniem do szczepienia. Pacjenci z chorobami przewlekłymi mają do wyboru dwie opcje: szczepienie albo kontakt z koronawirusem, który z dużym prawdopodobieństwem może skończyć się dla nich tragicznie - mówi dr Łukasz Durajski, lekarz, rezydent pediatrii, ekspert medycyny podróży.

Podobnego zdania jest wirusolog dr Tomasz Dzieciątkowski, który sam jest diabetykiem i jak przyznaje, zaszczepił się w pierwszym możliwym terminie.

- Nie bałem się. Bardziej obawiałbym się konsekwencji COVID-19 dla mnie, niż potencjalnych powikłań poszczepiennych - mówi dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Polskie Towarzystwo Onkologiczne przypomina, że również pacjenci onkologiczni są bardziej narażeni na cięższy przebieg zakażenia COVID-19. Ryzyko wzrasta zwłaszcza w przypadku nowotworów złośliwych układu krwiotwórczego, płuc oraz nowotworów w stanie rozsiewu. Wskaźnik śmiertelności wśród chorujących na nowotwory wynosi od 5 do 61 proc. - tak wynika z danych z rejestru "COVID-19 and Cancer Consortium".

- Osoby cierpiące na choroby współistniejące powinny się zaszczepić, zwłaszcza pacjenci onkologiczni, którzy już mają osłabioną odpowiedź odpornościową i samą chorobą, i terapią. Wyobraźmy sobie, co się stanie w organizmie takiej osoby, kiedy dotrze do niej wirus, który może wywołać ciężką chorobę. Byłoby to dla takiej osoby szalonym obciążeniem – mówi prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, wirusolog z Instytutu Nauk Biologicznych Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie.

Dr Dzieciątkowski przyznaje, że nie przeprowadzono formalnych badań klinicznych szczepionki w grupie pacjentów obciążonych ciężkimi chorobami, jak np. nowotwory, ponieważ ich leczenie potencjalnie mogłoby wpływać na wyniki obserwacji.

- Badania szczepionek prowadzone są na dorosłych, maksymalnie zdrowych ochotnikach. Jeżeli chodzi o diabetyków, czy pacjentów z nadciśnieniem, proszę pamiętać, że grupy badane przez Astra Zeneca, Pfizera czy Modernę, obejmowały również seniorów. Czy jeżeli badano seniorów nikt z nich nie miał cukrzycy, czy nadciśnienia tętniczego? - pyta wirusolog.

Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska tłumaczy, że celem działania szczepionki jest wzbudzenie odpowiedzi układu odpornościowego wyłącznie w stosunku do tego fragmentu białka wirusa, które powstanie w komórce.

- Nie ma przeciwwskazań do szczepienia osób chorujących na choroby przewlekłe. W opisie szczepionki wspomniane są grupy, które nie były badane podczas fazy klinicznej. Były to kobiety w ciąży, kobiety karmiące oraz dzieci poniżej 16. roku życia. Wśród badanych były za to osoby, które chorowały na choroby autoimmunologiczne lub były zakażone wirusem HIV. Nie obserwowano, żeby szczepionka powodowała u nich jakiekolwiek zmiany przebiegu choroby. Jedynie u osób zakażonych wirusem HIV, który obniża odporność, obserwowano słabszą odpowiedź na szczepionkę - wyjaśnia prof. Szuster-Ciesielska.

2. Nie każdy z chorobami przewlekłymi zostanie zaszczepiony?

Lekarze przyznają, że najwięcej pytań dostają w sprawie etapu drugiego Narodowego Programu Szczepień, podczas którego szczepienie będą mogły otrzymać osoby poniżej 60. roku życia, obciążone chorobami przewlekłymi. Choć resort zdrowia opublikował listę chorób, uprawniających do szczepienia przeciw COVID-19 w ramach "Etapu II", wciąż wiele kwestii pozostaje niewyjaśnionych. Przykładowo, co z pacjentami, u których choroba jest w remisji? Czy takie osoby też mogą zostać zakwalifikowane do szczepień?

- Pacjent może mieć diagnozę, ale już nie chorować. Diagnoza postawiona wiele lat temu nie tożsama z aktualnym rozpoznaniem choroby. Uważam, że w takich spornych przypadkach ostateczną decyzję o kierowaniu na szczepienie powinien podejmować lekarz rodzinny, który zna pacjenta i może ocenić ryzyko - mówi dr Michał Sutkowski, szef Warszawskich Lekarzy Rodzinnycha. - Nie da się wszystkich niuansów określić w wytycznych - dodaje.

Dr Sutkowski przyznaje, że szczepionki zostały stworzone z myślą o osobach z chorobami przewlekłymi. Jednak zanim pacjenci podejdą do szczepień, powinni wcześniej skonsultować się ze swoim lekarzem prowadzącym.

- W przypadku każdego szczepienia zaostrzenie choroby podstawowej jest przeciwskazaniem. Przykładowo, gdyby do mojego gabinetu zgłosiła się osoba, która miałby rozregulowana cukrzycę, z glikemią na poziomie 400-500 mg/dl, nie zleciłbym jej szczepienia. To samo dotyczy osób z kryzą nadciśnieniową - opowiada lekarz. - Niestety, w Polsce nawet bardzo powszechne choroby nie są dobrze leczone. Powiedziałbym nawet, że większość pacjentów przewlekle chorych jest źle leczona. Takie osoby powinny najpierw wyrównać, ustabilizować swoje choroby, a dopiero później szczepić się przeciw COVID-19 - podkreśla dr Michał Sutkowski.

Oto opublikowana przez Ministerstwo Zdrowia lista chorób współistniejących, które będą kwalifikować do szczepienia przeciw COVID-19:

przewlekłe choroby nerek,
deficyty neurologiczne (np. demencja),
choroby płuc,
choroby nowotworowe,
cukrzyca,
przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP),
choroby naczyń mózgowych,
nadciśnienie tętnicze,
niedobory odporności,
choroby układu sercowo-naczyniowego,
przewlekłe choroby wątroby,
otyłość,
choroby związane z uzależnieniem od nikotyny,
astma oskrzelowa,
talasemia,
mukowiscydoza,
anemia sierpowata.

Do szczepień będą również uprawnione osoby, które są w trakcie diagnostyki lub leczenia, wymagającego wielokrotnego lub ciągłego kontaktu z placówkami ochrony zdrowia.

Lista chorób przewlekłych została zarekomendowana przez Radę Medyczną.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepsieniepanikuj-szczepienia-a-choroby-wspolistniejace-czy-cukrzyca-albo-nowotwory-sa-przeciwskazaniem
« Ostatnia zmiana: Styczeń 13, 2021, 23:53 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #57 dnia: Styczeń 09, 2021, 23:51 »
WHO: Drugi rok pandemii może być trudniejszy
Opracowanie: Malwina Zaborowska 13 stycznia (20:58)

Drugi rok pandemii Covid-19 może być trudniejszy niż pierwszy, biorąc pod uwagę sposób rozprzestrzeniania się koronawirusa, szczególnie na półkuli północnej, gdzie krążą bardziej zakaźne warianty - oświadczyła Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).

Wejście w drugi rok pandemii może być jeszcze trudniejsze, biorąc pod uwagę dynamikę transmisji - powiedział dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych Mike Ryan.

Dodał, że według najnowszych danych w zeszłym tygodniu na całym świecie zgłoszono około pięciu milionów zakażeń koronawirusem, co oznacza wzrost w porównaniu z dwoma wcześniejszymi tygodniami.

Po feriach zimowych w niektórych krajach sytuacja znacznie się pogorszy, a dopiero potem zacznie się poprawiać - powiedziała Maria Van Kerkhove, kierownik techniczny WHO ds. Covid-19.

Obecnie, według danych Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa z Baltimore, na całym świecie koronawirusem zakaziło się 91 838 572 osób, zmarło 1 968 343.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-who-drugi-rok-pandemii-moze-byc-trudniejszy,nId,4984799

Powikłania po COVID-19 mogą trwać nawet pół roku. Nowe badanie
Katarzyna Grzęda-Łozicka 13 I

Naukowcy ostrzegają przed długotrwałymi powikłaniami po przejściu COVID-19. Potwierdzają to kolejne badania opublikowane w czasopiśmie "The Lancet". Aż 76 proc. chorujących pół roku po przejściu choroby odczuwa, co najmniej jedną z dolegliwości wywołanych przez zakażenie koronawirusem.

1. Odległe powikłania po COVID-19

Osoby, które ciężko przechodziły chorobę, mogą zmagać się uciążliwymi dolegliwościami przez wiele miesięcy. Część naukowców mówi wprost o tzw. symptomie "long COVID-19". Badania opublikowane w prestiżowym czasopiśmie naukowym "The Lancet" to potwierdzają, wskazując, że powikłania po przejściu zakażenia koronawirusem mogą trwać dłużej niż 6 miesięcy.

Naukowcy objęli obserwacją grupę 1733 pacjentów (średnia wieku 57 lat), którzy byli leczeni w szpitalu Jinyintan w Wuhan z powodu COVID-19 między styczniem a majem 2020 r. Lekarze monitorowali ich stan zdrowia przez kilka miesięcy po wyzdrowieniu, pytali o samopoczucie, wykonywali badania i sprawdzali ich wydolność. Okazało się, że aż 76 proc. ankietowanych zgłaszało co najmniej jeden zdrowotny problem, który utrzymuje się po blisko pół roku od wyzdrowienia.

63 proc. wskazywało na chroniczne zmęczenie i osłabienie. Co czwarty narzekał na bezsenność lub problemy ze snem, a 23 proc. na stany lękowe i depresyjne.

"COVID-19 jest nową chorobą, dopiero zaczynamy poznawać niektóre z jego długofalowych konsekwencji zdrowotnych. Nasza analiza wskazuje, że większość pacjentów po opuszczeniu szpitala zmaga się z jakimiś skutkami choroby i że wymagają oni opieki po wypisie, zwłaszcza ci, którzy ciężko przechodzili infekcję" - mówił prof. Bin Cao, jeden z autorów badań z National Center for Respiratory Medicine.

2. Groźne zmiany w płucach u ozdrowieńców

Naukowcy zauważyli, że osoby, które najciężej przechodziły COVID-19 miały też gorsze wyniki testów sprawności fizycznej. W tym wypadku nie byli jednak w stanie porównać wyników badań z ich kondycją sprzed choroby.

Najbardziej alarmujące były badania dotyczące układu oddechowego. U wielu ozdrowieńców, stwierdzono na podstawie tomografii, utrzymujące się zmiany w płucach lub obniżoną funkcję płuc .

U części badanych zauważano również powikłania dotyczące nerek. U 13 proc. pojawiły się problemy z nerkami.

3. Po pół roku poziom przeciwciał spadł o 52 proc.

Podobnie wnioski wyciągnęli wcześniej Brytyjczycy z The Royal College of Radiologists, którzy analizowali dolegliwości zgłaszane przez pacjentów, którzy formalnie zostali uznani za ozdrowieńców. Z ich obserwacji wynikało, że aż 70 proc. osób, którzy z powodu COVID-19 wymagali hospitalizacji, po wyzdrowieniu nadal zmagało się z uciążliwymi objawami, takimi jak: duszności, kaszel, zmęczenie, ból głowy. U wielu pacjentów zmiany pocovidowe trwały nawet 7 miesięcy.

Autorzy badań opublikowanych w "The Lancet" zwracają uwagę jeszcze na jedną obserwację. U 94 chorych badano poziom przeciwciał w czasie ciężkich dolegliwości i po upływie pół roku od wyzdrowienia. U większości z nim po tym czasie poziom przeciwciał spadł o 52,5 proc.

https://portal.abczdrowie.pl/powiklania-po-covid-19-moga-trwac-nawet-pol-roku-nowe-badanie

Czeska mutacja COVID-19 w Polsce? Czesi: taka mutacja nie istnieje
ESO 13.01.2021 9:40

Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski przekazał, że w Polsce rozprzestrzenia się czeska wersja koronawirusa. Na słowa ministra odpowiedziała już ambasada Czech w Polsce, która... o czeskim wariancie koronawirusa nic nie wie.

Podczas konferencji prasowej, która odbyła się w poniedziałek, minister zdrowia Adam Niedzielski w odpowiedzi na pytania dziennikarzy przekazał, że jak dotąd w Polsce nie wykryto brytyjskiego szczepu koronawirusa. Minister stwierdził natomiast, że wystąpił tzw. wariant czeski koronawirusa.

Doniesień ministra zdrowia nie potwierdza jednak żadna czeska instytucja zajmująca badaniami i śledzeniem rozwoju pandemii koronawirusa. Co więcej, informacji o pojawieniu się "czeskiej mutacji" COVID-19 zaprzeczyła ambasada Czech w Polsce.

W Republice Czeskiej nie zaobserwowano rzekomej „czeskiej mutacji” koronawirusa COVID-19. (...) W Czechach żadna kompetentna instytucja nie potwierdziła pojawienia się jakiejkolwiek mutacji koronawirusa COVID-19. Ministerstwo Zdrowia RCz poinformowało w swoim oświadczeniu dla internetowego serwisu informacyjnego Seznam Zprávy, że jak dotąd na terytorium Czech nie odnotowano żadnej takiej mutacji - czytamy na profilu ambasady czeskiej.

W komunikacie ambasady zaznaczono, że informacjom Adama Niedzielskiego zaprzecza również krajowy epidemiolog Czech.

Również Jan Kynčl, kierownik Wydziału Epidemiologicznego Chorób Zakaźnych Państwowego Instytutu Zdrowia, potwierdził, iż nie posiada informacji, by coś takiego jak "czeska mutacja" koronawirusa istniało - przekazała ambasada Czech w Polsce.

https://www.o2.pl/informacje/czeska-mutacja-covid-19-w-polsce-czesi-taka-mutacja-nie-istnieje-6596711051697120a

Reakcje po szczepieniu na COVID-19. Jakie jest ryzyko powikłań?
Katarzyna Grzęda-Łozicka 13 I

Jakie dolegliwości zgłaszają osoby zaszczepione? Narzekają na ból ręki, zaczerwienienie w miejscu wkłucia, niektórzy mają gorączkę. Dolegliwości mijają maksymalnie po 3 dniach. Zdarzały się jednak poważniejsze powikłania. Do tej pory odnotowano w Polsce 50 przypadków niepożądanych odczynów poszczepiennych, z czego 41 miało charakter łagodny - czyli zaczerwienienie oraz krótkotrwała bolesność w miejscu wkłucia. Niestety odnotowano też 9 poważniejszych przypadków, a 1 osoba trafiła do szpitala. Lekarze uspokajają - w porównaniu z liczbą podanych szczepionek, liczba odnotowywanych powikłań jest bardzo niska - również w skali globalnej.

1. Relacje osób, które zostały zaszczepione. Mówią o bólu w miejscu podania szczepionki

Agata Rauszer-Szopa, specjalista neurolog, która od marca ubiegłego roku pracuje na oddziale covidowym, przyjęła pierwszą dawkę szczepionki 30 grudnia.

- Samo szczepienie było bezbolesne, natomiast ok. 2 godz. po nim zaczęłam odczuwać ból w miejscu wkłucia. Takie objawy utrzymywały się przez tydzień i ustąpiły samoistnie. Nie miałam ani gorączki, ani bólu mięśniowego, ani bólu głowy, ani też zaburzeń węchu. Czuję się świetnie i czekam na drugą dawkę zaplanowaną na 20 stycznia - opowiada Agata Rauszer-Szopa w rozmowie z WP abcZdrowie.

- Po upływie 8-12 godzin pojawiło się uczucie zmęczenia jak po przetrenowaniu na siłowni. To nawet nie był ból mięśnia, tylko uczucie ciężkości ramienia i tyle - to z kolei relacja wirusologa dr. Tomasza Dzieciątkowskiego.

- Przed szczepieniem została przeprowadzona szczegółowa ankieta na temat mojego zdrowia, alergii. Szczepienie trwa bardzo krótko, przy szczepieniu był obecny lekarz. W tym dniu oraz następnego odczuwałam lekką bolesność w miejscu wkłucia. Poza tym nie doświadczyłam żadnych innych objawów - mówi Magdalena Cedzyńska z Narodowego Instytutu Onkologii.

- Dobrze zniosłem szczepienie. Mam porównanie do takich ciężkich szczepionek jak wścieklizna, czy żółta febra, a po tym szczepieniu w nocy czułem ból ramienia i to była jedyna dolegliwość. Od szczepienia minął tydzień, czuję się dobrze - tłumaczy dr Łukasz Durajski, lekarz, rezydent pediatrii, ekspert medycyny podróży.

2. Jakie dolegliwości mogą wystąpić po podaniu szczepionki przeciw COVID-19?

Gorączka, zaczerwienienie, ból w miejscu ukłucia, ból głowy, osłabienie - to reakcje, które mogą się pojawić po przyjęciu szczepionki. Eksperci tłumaczą, że są to naturalne mechanizmy reakcji naszego organizmu na szczepionkę. Reakcja układu odpornościowego może wiązać się z wystąpieniem tzw. odczynów poszczepiennych.

- Te dwie szczepionki mRNA, które mamy dopuszczone do obrotu ze względu na skład i mechanizm działania mają porównywalny profil bezpieczeństwa. Na podstawie badań klinicznych szacuje się, że u ponad 80 proc. osób zaszczepionych może wystąpić ból w miejscu wstrzyknięcia, u ponad 60 proc. zmęczenie, u ponad 50 proc. ból głowy, u ponad 50 proc. bóle mięśni, u ponad 30 proc. dreszcze i bóle stawów. Po szczepieniu czasami mogą wystąpić nudności, wymioty. Gorączka może dotknąć ok. 10-20 proc. szczepionych. To są objawy, które w krótkim czasie mijają. Utrzymują się maksymalnie 3 dni - wyjaśnia dr Ewa Augustynowicz z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - PZH Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru.

3. Niepożądane odczyny poszczepienne. W Polsce zgłoszono 50 przypadków NOP

Na stronie poświęconej szczepieniom jest publikowany szczegółowy raport dotyczący odnotowanych do tej pory powikłań.

Od pierwszego dnia szczepień, czyli 27 grudnia 2020, do Państwowej Inspekcji Sanitarnej zgłoszono 50 niepożądanych odczynów poszczepiennych. 41 miało charakter łagodny, czyli zaczerwienienie oraz krótkotrwała bolesność w miejscu wkłucia. W 9 przypadkach doszło do poważniejszych powikłań.

Jedna z zaszczepionych osób dwukrotnie straciła przytomność. W trzech przypadkach wystąpiły tachykardia i bladość powiek. U jednego z pacjentów doszło do drętwienia, obrzęku języka, trudności z przełykaniem śliny i duszności. U innej zaszczepionej osoby wystąpił epizod hypnotyczno-hyporeaktywny, osłabienie, uczucie nudności, zawroty głowy i spadek ciśnienia tętniczego do 90/60. Tylko u jednej z zaszczepionych dotąd osób doszło do bardzo poważnych powikłań (osłabienie, bladość powłok, potliwość, pogorszenie kontaktu). Mężczyzna trafił do szpitala, ale wiadomo, że miał liczne choroby współistniejące.

Lekarze przypominają, że w porównaniu z liczbą podanych szczepionek, liczba odnotowywanych powikłań jest bardzo niska - również w skali globalnej.

- Jeśli chodzi o wystąpienie niepożądanych reakcji, mamy historię pacjentki, która w USA dostała szczepionkę Moderny i dostała drgawek. Jest też historia śmierci lekarza, który dostał małopłytkowości i wewnętrznego krwawienia. Jest też opisane porażenie nerwu twarzowego u pacjenta 32 dni po szczepionce, nie była to reakcja natychmiastowa. Na razie nie ma pewności, że te przypadki mają bezpośredni związek ze szczepieniem. Poza tym nie mamy innych przypadków ciężkich odczynów poszczepiennych, poza wstrząsem anafilaktycznym. Ale reakcja anafilaktyczna występuje natychmiast po podaniu szczepionki, wtedy dostajemy adrenalinę i to wystarczy. W związku z tym nie ma się czego się bać - przekonuje dr Łukasz Durajski.

4. Reakcja anafilaktyczna po przyjęciu szczepionki

Wiadomo, że po podaniu szczepionek zarówno Pfizera, jak i Moderny może dojść do reakcji anafilaktycznej.

- Dane z nadzoru nad bezpieczeństwem szczepionek mRNA podawanych w ramach programu szczepień realizowanego w różnych krajach wskazują, że reakcja anafilaktyczna może występować, częściej niż po podaniu innych szczepionek. Dotychczasowe dane wskazują, że to jest jedna reakcja anafilaktyczna na 100 tys. podawanych dawek szczepionki. A więc wciąż to bardzo rzadko występujące działanie niepożądane - wyjaśnia dr Ewa Augustynowicz.

Zdaniem ekspertki z Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru PZH ten aspekt powinien być szczególnie mocno uwzględniany w czasie kwalifikacji do szczepienia. Pacjent powinien zgłosić lekarzowi, czy w przeszłości wystąpiły u niego ciężkie reakcje alergiczne w jakiejkolwiek sytuacji.

- Nie podajemy szczepionki przeciw COVID-19, jeżeli pacjent jest uczulony na polietyleno glikol (PEG) lub już po podaniu pierwszej dawki szczepionki przeciw COVID-19 wystąpiła reakcja anafilaktyczna. Pozostałe sytuacje powinny być rozpatrywane indywidualnie. W świetle dostępnych danych wydaje się, że nawet wcześniejsze ciężkie reakcje alergiczne na pokarm, na leki, na alergeny wziewne, czy lateks nie są przeciwskazaniem do podania szczepionki mRNA. U tych osób jest możliwość szczepienia, ale z zachowaniem szczególnych środków ostrożności - tłumaczy dr Augustynowicz.

https://portal.abczdrowie.pl/szczepsieniepanikuj-reakcje-po-szczepieniu-jakie-jest-ryzyko-powiklan

https://parenting.pl/jerzy-owsiak-o-psychiatrii-dzieciecej-w-polsce-ludzie-nie-wyobrazaja-sobie-jak-jest-zle
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2021, 00:54 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #58 dnia: Styczeń 10, 2021, 23:46 »
Prof. Joanna Zajkowska: Liczba raportowanych przypadków daje nam złudne poczucie bezpieczeństwa
Opracowanie:
Jonasz Jasnorzewski,Sara Bounaoui,Marcin Zaborski 13 stycznia (18:02)

„Liczba raportowanych przypadków daje nam złudne poczucie bezpieczeństwa, bo większość osób nie zgłasza się na badania. Jestem przekonana, że przypadków jest więcej. Specjaliści prognozują, że nawet dwa, trzy razy więcej” – mówiła w Popołudniowej rozmowie w RMF FM prof. Joanna Zajkowska, podlaski wojewódzki konsultant do spraw epidemiologii z Uniwersyteckiego Szpitalu Klinicznego w Białymstoku. Jak dodaje, „Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób sygnalizuje, że istnieje realne ryzyko rozprzestrzeniania się nowych wariantów koronawirusa”.


prof. Joanna Zajkowska, podlaski wojewódzki konsultant do spraw epidemiologii z Uniwersyteckiego Szpitalu Klinicznego w Białymstoku/Rafał Guz /PAP

Marcin Zaborski, RMF FM: Ciemna, podlaska puszcza, takie podlaskie gęste knieje czy jednak polana, nad którą przebija się na niebie powoli słońce. Co pani widzi, patrząc na wykresy, statystyki, dane pokazujące ile mamy dziennie zakażeń koronawirusem w Polsce? Tam są powody, żeby obostrzenia, restrykcje i zakazy epidemiczne obowiązywały przez kolejne tygodnie, a może nawet miesiące?

Prof. Joanna Zajkowska: Podlasie, muszę powiedzieć, jest dość oszczędzane przez epidemię, w porównaniu z innymi regionami kraju. Ale to wynika pewnie z braku dużych miast i takich dużych aglomeracji, transportu masowego w postaci metra, tramwaju.

No tak, dlatego zapytałem o dane dotyczące całej Polski. Czy te wykresy dają nadzieję na to, że za chwilę będziemy luzować gospodarkę, odmrażać życie społeczne, czy wciąż to jest etap, na którym musimy trzymać się zakazów?

Chciałabym, żeby tak było. Natomiast komunikaty, które pojawiają się na stronie ECDC, to jest Europejskie Centrum Kontroli Nad Chorobami Zakaźnymi sygnalizuje, że jednak istnieje realne ryzyko rozszerzania się nowych wariantów wirusa. I o tym świadczy też sytuacja w Wielkiej Brytanii czy w krajach sąsiednich, gdzie nasi sąsiedzi zaostrzają te restrykcje, a nie poluzowują.

My mamy mniej notowanych przypadków, jak porównamy to chociażby tydzień do tygodnia. Ale mimo, że mamy obostrzenia, wciąż liczba zgonów jest bardzo wysoka. Dlaczego tak się dzieje?

Ja muszę powiedzieć, że wydaje mi się, że liczba raportowanych przypadków daje nam złudne poczucie bezpieczeństwa. Dlatego, że wiele osób, które deklarują się, że przechorowały, bądź chorują, nie zgłaszają się na badania. Dlatego, że jest to dosyć kłopotliwe, bo konsekwencją jest izolacja.

Nie chcą dać się zamknąć w domu.

Dokładnie.

Czyli jeśli mamy 9 tys. przypadków dzisiaj, to to wcale tak nie wygląda doskonale, fantastycznie i to nie jest taka świetlana przyszłość przed nami?

Jestem przekonana, że ich jest znacznie więcej.

Ale ta liczba "znacznie" to jest 2 razy więcej, pani zdaniem, 3 razy więcej?

Specjaliści prognozują, że 2-3 razy co najmniej.

Jako epidemiolog widzi pani sens utrzymywania dzisiaj tych wszystkich obostrzeń i zakazów w całej Polsce, czy jednak pomyślałaby pani o tym, o czym mówiła pani chociażby w listopadzie, żeby podchodzić do sprawy regionalnie? Podlasie np., jak pani mówi, oszczędzone przez koronawirusa w miarę, może być tutaj doskonałym przykładem.

Na pewno sytuacja epidemiczna jest zupełnie inna w regionach mniej zaludnionych niż tam, gdzie mamy duże aglomeracje, więc można je elastycznie dopasowywać.

Pytanie, dlaczego w takim razie te obostrzenia są wszędzie, a nie dostosowujemy tego regionalnie?

Trudno mi powiedzieć. Ta sytuacja też się zmienia dynamicznie. Wybuchają nowe ogniska, ona jest bardzo taka zmienna. Myślę, że tutaj, jako epidemiologowi, brakuje mi pewnych danych, brakuje mi pewnych narzędzi do śledzenia tej epidemii i do jakichś takich bardziej precyzyjnych prognoz.

Ale patrząc w przyszłość, pani profesor, jest pani w stanie jakkolwiek przewidzieć, jaki będzie efekt powrotu najmłodszych dzieci do szkół, z punktu widzenia epidemiologicznego właśnie?

Tu też muszę powiedzieć, że toczą się dyskusje. Stanowisko ECDC, do którego chętnie sięgam, które opiera się na badaniach z różnych krajów nie sugeruje, że to dzieci akurat napędzają epidemię, że zachorowania wśród dzieci i wśród nauczycieli są odbiciem tego, co się dzieje w lokalnej społeczności.

Tak, ale pamięta pani ministra zdrowia Niedzielskiego, który w październiku mówił, przyznał to wprost, że szkoły są rozsadnikiem epidemii. No bo kiedy dzieci są w szkole to jest dużo więcej interakcji społecznych. Chociażby ktoś te dzieci musi przeprowadzić do szkoły i je ze szkoły odebrać bardzo często.

Tak, ale poprawa sytuacji epidemicznej powinna wynikać właśnie z poprawy sytuacji w tych populacji, czyli w tych społecznościach, w których jest transmitowany wirus, ponieważ wśród dzieci, jeżeli będą chorować rodzice, będą chorowały także dzieci.

Pani profesor, jaka część personelu waszego szpitala w Białymstoku zaszczepiła się antycovidową szczepionką?

Muszę powiedzieć, że bardzo duża część. Część personelu jeszcze wyczekuje, dlatego że dużo osób z naszego personelu przechorowało covid. I tutaj trzeba odczekać co najmniej te 4 tygodnie. W związku z tym jest taka troszkę postaw wyczekującą. Ale muszę powiedzieć, że znakomita większość...

"Znakomita większość" to w procentach, tak licząc mniej więcej, jaką da nam liczbę?

 Myślę, że około 80 proc.

To rzeczywiście dużo, bo są szpitale, w których 50 proc. załogi zdecydowało się na szczepienia. I to są także szpitale uniwersyteckie. I tu się zastanawiam, jak to jest możliwe, że w takich środowiskach, no naukowych, jakby nie było, ta niechęć do szczepień jest jednak duża?

Ja myślę, że nie jest to wyrazem niechęci do szczepień, tylko po prostu odczekania też okresu po przechorowaniu. Albo pewnego takiego wyczekiwania. Nie jest to zdeklarowana niechęć. Ja obserwuję z przyjemnością, rzeczywiście coraz większą akceptację i coraz większe zrozumienie, po pierwsze, potrzeby szczepień i działania tych szczepionek, bo niektóre są dosyć skomplikowane. I takiej akceptacji.

Ale na co ci lekarze wyczekują? Czy czego wyczekują? Na co czekają, nie chcąc teraz się dać zaszczepić? Poza tymi, którzy przechorowali i muszą kilka tygodni odczekać.

No, może jak zareagują koledzy? Czy to rzeczywiście nic się nie dzieje? Może czekają na swoją kolej, bo to też etapami jest, tak że nie wszystko oddziały jednocześnie się szczepią.

A myśli pani, że to buduje zaufanie do całego procesu szczepień, kiedy my, pacjenci patrzymy na lekarzy, którzy wyczekują, bo chcą zobaczyć, co się stanie z tymi, którzy się zdecydowali zaszczepić?

Ale, jak powiedziałam ,u nas znakomitą większość, jeżeli już nie jest zaszczepiona, to deklaruje chęć szczepień. Więc sytuacja jest naprawdę niezła, przynajmniej w naszym ośrodku medycznym.

No, w pani ośrodku pewnie tak, ale są takie, w których nawet 1/4, czy maksymalnie 1/4 personelu zgłosiła się do szczepień. Tu już tak dobrze to nie wygląda.

Ja myślę, że te akcje edukacyjne i informacja, w tej chwili mamy bardzo dokładne informacje, tzw. charakterystyki produktu leczniczego, czyli bardzo szczegółowe informacje o tych szczepionkach, które są, do których można sięgnąć, przeanalizować sobie, one jednak są przekonywujące. Ponieważ dostęp do tych materiałów jednak był uwalniany, producenci udostępnili dosyć późno, tuż przed wprowadzeniem tych szczepionek, w związku z tym myślę, że ta informacja jednak jest w tej chwili powielana, można do nich sięgnąć i zmienia postawę, nastawienie do tych szczepionek.

Kilka tygodni temu pani przeszła zakażenie. Podyskutowałaby pani dzisiaj z kimś, kto mówi, że covid to jest taka przyjemna w zasadzie choroba?

Trudne pytanie. Muszę powiedzieć, że ja szczęśliwie dobrze przeszłam tę chorobę. Natomiast pracuję w oddziale covidowym i smutno jest, jeżeli mamy zgony, jeżeli mamy ciężkie przebiegi, jeżeli oddajemy pacjentów na intensywną terapie, śledzimy potem ich losy i to rokowanie jest czasami bardzo złe. Więc myślę, że też osoby, które już straciły kogoś też zmieniają swoją postawę nastawienie do samej choroby.

https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/popoludniowa-rozmowa/news-prof-joanna-zajkowska-liczba-raportowanych-przypadkow-daje-n,nId,4984476

Koronawirus. Niepokojące informacje dla ozdrowieńców COVID-19
Anna Piątkowska-Borek 14.01.2021 9:32

Brytyjscy naukowcy przeprowadzili badania dotyczące możliwości ponownego zakażenia koronawirusem u ozdrowieńców oraz dalszej transmisji wirusa przez te osoby. Wyniki mogą niepokoić.

Koronawirus. Na jak długo ozdrowieńcy są odporni?

W Wielkiej Brytanii przeprowadzono badania dotyczące ozdrowieńców, którzy już przeszli COVID-19. Ile utrzymuje się u nich odporność? I czy mogą przenosić zakażenie wirusem SARS-CoV-2?

Wyniki badań są jednoznaczne: ozdrowieńcy są odporni na COVID-19 przez kilka miesięcy. Oznacza to, że osoby, które zaraziły się koronawirusem na początku pandemii, przestały być już odporne. Badania przeprowadzone przez Public Health England opisuje "Rzeczpospolita".

Brytyjscy naukowcy przebadali 6614 osób, które przeszły COVID-19. Wśród nich powtórne zakażenie koronawirusem wykryto u 44. Jak podkreśla prof. Susan Hopkins z Public Health England, większość osób jest odpornych na reinfekcję, ale ochrona ta nie jest całkowita i nie wiadomo, jak długo dokładnie się utrzymuje.

Ozdrowieńcy mogą zarażać

Badania, które cytuje "Rz", pokazały, że ozdrowieńcy mogą też zarażać innych.

Kluczowe jest to, że uważamy, iż osoby takie nadal mogą transmitować wirusa - podała prof. Susan Hopkins.

https://www.o2.pl/informacje/koronawirus-niepokojace-informacje-dla-ozdrowiencow-covid-19-6597061398371200a

Cud w szpitalu. Dziecko przeżyło niemożliwe
GGG 14.01.2021 7:27

W jednym ze szpitali w Pittsburghu wydarzył się zdaniem lekarzy cud. Roczne dziecko przeżyło zakażenie koronawirusem i przeszczep wątroby w ciągu dwóch miesięcy.


Kasen Donerlson

Niesamowitą historię chłopca przedstawił portal New York Post. Kasen Donerlson urodził się 14 stycznia 2020 roku. Chłopiec miał ogromną żółtaczkę i nie przybierał na wadze. W marcu rozpoznano u niego atrezję dróg żółciowych, która polega na ich nieprawidłowym rozwoju.

Kasen przeszedł cały proces leczenia. Pomimo to w lipcu podjęto decyzję, że chłopiec z Syracuse w stanie Nowy Jork będzie potrzebować przeszczepu wątroby, aby przeżyć. Został umieszczony na liście oczekujących na nowy organ. Niestety jego stan nieustannie się pogarszał. 21 listopada obudził się bardzo rozpalony. Po przewiezieniu go do szpitala okazało się, że jest zakażony koronawirusem.

Będąc całkowicie szczerym, od razu pomyślałam o śmierci - powiedziała matka chłopca.

Rodzice Kasena obawiali się, że ten nie przeżyje zakażenia. Infekcja opóźniła jego kwalifikację do otrzymania nowej wątroby o jeden miesiąc. Na szczęście chłopiec pokonał koronawirusa. 2 stycznia znaleziono dla niego dawcę wątroby. Operacja się udała i dziecko przeżyło. Matka przyznała, że po zabiegu pierwszy raz zobaczyła u swojego syna białe, a nie żółte oczy. Rodzina prowadzi zbiórkę na leczenie rekonwalescenta. Jak dotąd uzbierali już 15 tysięcy dolarów.

https://www.o2.pl/informacje/cud-w-szpitalu-dziecko-przezylo-niemozliwe-6597035805166464a

Koronawirus. Eksperci WHO wpuszczeni do Wuhanu
Opracowanie: Nicole Makarewicz 14 stycznia (06:46)

Międzynarodowy zespół ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), powołany dla zbadania źródeł pandemii przybył do Wuhanu w Chinach, gdzie przed rokiem rozpoczęła się epidemia koronawirusa - podała w czwartek państwowa telewizja w Chinach.

Grupa ekspertów spędzi w Wuhanie blisko miesiąc, z czego dwa tygodnie zostaną poświęcone na obowiązkową kwarantannę gości - podano.

Pierwotnie kilkunastoosobowy zespół WHO miał udać się do Chin na początku stycznia, by przeanalizować pierwsze wykryte przypadki zakażeń koronawirusem. Wizyta opóźniła się jednak z powodu braku zezwolenia władz w Pekinie, co chińskie MSZ określiło jako nieporozumienie.

Pierwsze przypadki Covid-19 wykryto pod koniec 2019 roku w mieście Wuhan w środkowych Chinach. Władze ChRL były krytykowane za działania w początkowej fazie kryzysu, w tym próby ukrycia epidemii i karanie osób, które usiłowały ostrzegać przed szerzącym się koronawirusem.

Państwa oskarżają Chiny o zaniedbania

Władze USA wzywały do przeprowadzenia pod kierunkiem WHO przejrzystego dochodzenia w sprawie pochodzenia koronawirusa i krytykowały uzgodnione warunki, zgodnie z którymi wstępne czynności badawcze wykonali naukowcy chińscy - podała agencja Reutera.

Chińscy urzędnicy promują narrację, zgodnie z którą Covid-19 zdiagnozowano po raz pierwszy w Wuhanie, ale sam wirus niekoniecznie pochodzi z tego miasta. Chińskie MSZ oceniało, że istnieje "coraz więcej badań" wskazujących, że patogen był wcześniej obecny w innych miejscach świata.

Państwowe chińskie media nagłaśniały natomiast przypadki zakażeń, do których doszło rzekomo w wyniku kontaktu z zainfekowaną mrożoną żywnością. Sugerowały przy tym, że pierwsze wykryte ognisko w Wuhanie również mogło być wywołane przez mrożonki sprowadzane z zagranicy.

W Chinach wirus jest pod kontrolą

Największa fala zakażeń koronawirusem minęła w Chinach kontynentalnych w marcu 2020 roku, ale od tamtej pory w kraju pojawiały się mniejsze ogniska pandemii. Władze stanowczo na nie reagowały, wprowadzając lokalne restrykcje i organizując masowe testy przesiewowe.

Państwowa komisja zdrowia ChRL poinformowała w czwartek o 138 nowych przypadkach zakażenia koronawirusem. Jest to największy dobowy przyrost zakażeń od 10 miesięcy. W Pekinie powiadomiono też o pierwszym od połowy maja zgonie z powodu Covid-19.

Pierwsza i jedyna jak dotąd duża fala zakażeń w Chinach minęła w marcu ubiegłego roku i od tamtej pory koronawirus pozostaje tam zasadniczo pod kontrolą. W kraju pojawiają się jednak mniejsze ogniska choroby, a władze stanowczo na nie reagują, stosując lokalne restrykcje i poddając mieszkańców masowym testom.

Mimo ostatniego wzrostu zakażeń, całkowity ich bilans jest stosunkowo skromny i wynosi aktualnie 87 844. Liczba wszystkich zgonów z powodu Covid-19 sięga 4635.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-koronawirus-eksperci-who-wpuszczeni-do-wuhanu,nId,4986206

Przejście Covid-19 daje odporność na co najmniej kilka miesięcy
Opracowanie: Joanna Potocka 14 stycznia (15:53)

Osoby, które miały Covid-19, najprawdopodobniej pozostaną odporne na ponowne zakażenie przez co najmniej pięć miesięcy. Część osób, nawet mając przeciwciała, może nadal przenosić wirusa. Tak wynika z badania opublikowanego w Wielkiej Brytanii.

W ramach badania prowadzonego przez rządową agencję Public Health England (PHE) prawie 21 tys. pracowników służby zdrowia było od czerwca do listopada 2020 roku regularnie testowanych pod kątem tego, czy w danym momencie mieli koronawirusa oraz czy mieli przeciwciała, które wskazywałyby, że mieli go w przeszłości.

Spośród tych, którzy nie mieli przeciwciał, infekcję stwierdzono w okresie badania u 318 osób, natomiast wśród tych, którzy je mieli wykryto 44 potencjalne reinfekcje, z czego dwie określono jako prawdopodobne, a 42 - jako możliwe.

Według naukowców prowadzących badanie oznacza to, że osoby, które już przeszły Covid-19 mają o 83 proc. mniejsze ryzyko zachorowania niż te, które jeszcze nie chorowały.

Prof. Susan Hopkins, która prowadziła badanie, powiedziała, że wyniki są obiecujące, gdyż sugerują, że odporność trwa dłużej niż niektórzy się obawiali, ale ochrona nie jest absolutna.

Jak dodała, dotyczyło to w szczególności niektórych osób ponownie zarażonych, które miały wysoki poziom wirusa - nawet bez objawów - i mogły go przenosić na innych.

Teraz wiemy, że większość tych, którzy mieli wirusa i rozwinęli przeciwciała, jest chroniona przed ponownym zakażeniem, ale nie jest to całkowita ochrona i nie wiemy jeszcze, jak długo trwa - powiedziała Hopkins. Oznacza to, że nawet jeśli ktoś uważa, że miał już chorobę i jest chroniony, jest bardzo mało prawdopodobne, że dojdzie do ciężkiego rozwoju infekcji, ale nadal istnieje ryzyko nabawienia się jej i przeniesienia na innych - dodała.

Naukowcy będą nadal monitorować pracowników służby zdrowia przez 12 miesięcy, aby sprawdzić, jak długo trwa odporność. Będą również uważnie przyglądać się przypadkom nowego wariantu koronawirusa - który nie był rozpowszechniony w czasie pierwszego badania - i obserwować odporność uczestników, którzy otrzymują szczepionkę.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/komentarze-ekspertow/news-przejscie-covid-19-daje-odpornosc-na-co-najmniej-kilka-miesi,nId,4986622

"Haarec": Gorączka, bóle mięśni, dreszcze. Po drugiej dawce szczepionki przeciw Covid-19 - więcej objawów
Opracowanie: Malwina Zaborowska 14 I

"Po otrzymaniu drugiej dawki szczepionki przeciw Covid-19 organizm wyposażony jest już w przeciwciała, co zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia objawów - takich jak zmęczenie, bóle głowy i mięśni, dreszcze, a czasem i gorączka" - pisze izraelski dziennik "Haarec".

Wraz z rozpoczęciem w Izraelu w niedzielę podawania ostatniej z wymaganych dwóch dawek szczepionki wyprodukowanej przez firmy Pfizer i BioNTech, osoby zaszczepione wykazują częstsze, a w niektórych przypadkach silniejsze, skutki uboczne niż po pierwszej dawce. Zgodnie z wynikami amerykańskich badań klinicznych, przywołanych przez gazetę, druga dawka szczepionki częściej wywołuje reakcje fizjologiczne i jest to spodziewany efekt końcowego etapu budowania obrony immunologicznej przeciwko wirusowi.

Po otrzymaniu pierwszej dawki około 0,1 proc. osób zgłosiło łagodne objawy, w większości krótkotrwałe i znane z przyjmowania wielu innych szczepionek: miejscowy ból lub podrażnienie w miejscu zastrzyku czy tymczasowe ograniczenie ruchu ramienia. Według danych firmy Pfizer po podaniu drugiej dawki skutki również są łagodne i przemijające, zwykle pojawiają się dzień do dwóch dni po otrzymaniu zastrzyku. Należą do nich ból w miejscu zastrzyku, zmęczenie, ból głowy, bóle mięśni i stawów, dreszcze oraz czasami gorączka.

Reakcje po otrzymaniu drugiej dawki szczepionki są spodziewane i nie są niepożądane - wyjaśnia prof. Jonathan Gershoni, badacz szczepionek i wirusów na Uniwersytecie Telawiwskim, cytowany przez "Haarec".

Po podaniu pierwszej dawki preparatu układ immunologiczny uczy się rozpoznawać białko szczytowe koronawirusa. Jest to złożony proces, który trwa od około 10 dni do dwóch tygodni i podczas którego układ poznaje wszystkie niuanse wirusa i uczy się, co jest przeciwko niemu skuteczne - pisze dziennik.

Ta informacja jest zdeponowana w naszej pamięci immunologicznej i następnym razem, gdy napotkamy wirusa, nie ma potrzeby przeprowadzania całego procesu uczenia się. System wytwarza dokładną, szybką i silną odpowiedź immunologiczną - mówi Gershoni.

Źródło: RMF FM/PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-haarec-goraczka-bole-miesni-dreszcze-po-drugiej-dawce-szczep,nId,4986895
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2021, 23:40 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21740
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #59 dnia: Styczeń 10, 2021, 23:46 »
Zmarł ochotnik biorący udział w testach szczepionki na koronawirusa
Opracowanie: Magdalena Partyła 21 X

W Brazylii zmarł ochotnik biorący udział w badaniach klinicznych szczepionki przeciw koronawirusowi, przygotowywanej przez koncern AstraZeneca i Uniwersytet Oksfordzki - poinformowały władze. Badania są bezpieczne i będą kontynuowane - ogłosiła brytyjska uczelnia.

Brazylijski urząd ds. zdrowia nie podał dalszych szczegółów, powołując się na tajemnicę lekarską.

"Po dokładnym zbadaniu tego przypadku w Brazylii nie mamy żadnych obaw o bezpieczeństwo badań klinicznych; zarówno brazylijski regulator, jak i niezależna komisja zaleciły kontynuację testów" - przekazano w oświadczeniu Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Dziennik "O Globo" poinformował, powołując się na anonimowe źródła, że zmarły uczestnik badań nie otrzymał dawki szczepionki a placebo. Informuje o tym również agencja Bloomberga.

Badania wstrzymano we wrześniu

Trzecia faza badań klinicznych nad szczepionką rozwijaną przez brytyjsko-szwedzki koncern oraz brytyjską uczelnię, w której biorą udział tysiące ochotników, została wstrzymana we wrześniu, gdy wykryto poważną chorobę u jednego z uczestników. Od tego czasu testy zostały wznowione w Wielkiej Brytanii, RPA, Brazylii i Indiach.

Rząd federalny Brazylii planuje nabyć szczepionkę od AstraZeneca i produkować ją w centrum badań biomedycznych w Rio de Janeiro. Przygotowywana przez koncern szczepionka jest jednym z najbardziej obiecujących projektów spośród wielu rozwijanych na świecie preparatów przeciw Covid-19.

Brazylia jest jednym z najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa państw świata. Wirusem SARS-CoV-2 zakaziło się tam ponad 5,2 mln osób, z których ponad 154 tys. zmarło.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-zmarl-ochotnik-bioracy-udzial-w-testach-szczepionki-na-koron,nId,4807491

https://wiadomosci.wp.pl/koronawirus-brazylia-zmarl-ochotnik-ktory-bral-udzial-w-testach-szczepionki-6567266389236384a
https://www.o2.pl/informacje/nie-zyje-28-letni-lekarz-bral-udzial-w-testach-szczepionki-na-koronawirusa-6567297358191232a

Badanie: Maseczki i dystans społeczny o tysiąc razy obniżają siłę koronawirusa
Opracowanie: Magdalena Partyła 21 października

Właściwe użycie maseczek i przestrzeganie dystansu społecznego obniża o 1000 razy siłę koronawirusa w razie kontaktu z nim - ustalili włoscy naukowcy ze szpitala koło Werony. Tym tłumaczą lżejszy przebieg Covid-19 w okresie obowiązywania restrykcji.

Rezultaty badań klinicznych, przeprowadzonych w szpitalu Sacro Cuore Don Calabria w miejscowości Negrar na północy Włoch, zostały opublikowane we włoskich mediach. Zamieszczono je też w międzynarodowym piśmie naukowym "Clinical Microbiology and Infection".

Analizie poddano 373 przypadki Covid-19, stwierdzone na pogotowiu między 1 marca, a końcem maja. U każdego pacjenta w testach zbadano poziom wiremii, czyli ilość wirusa - wyjaśniły koordynatorki badań Dora Buonfrate i Chiara Piubelli, cytowane przez agencję ADNKronos.

Jak dodały, następnie monitorowano każdego pod kątem tego, jak ciężki był przebieg i objawy choroby wywołanej przez koronawirusa.

Badaczki podkreśliły, że z prac tych wynika, że wraz z obniżeniem się szerzenia SARS-CoV-2 dzięki stosowanym środkom ochrony równolegle obniżyła się o 1000 razy siła wirusa wykrytego u pacjentów.

Jak zaznaczono, chorzy przywiezieni do szpitala w maju, a więc w okresie niskiego narażenia na zakażenie z powodu lockdownu i restrykcji oraz nakazu stosowania środków ochrony, byli w kontakcie z mniejszą "dawką" wirusa i mieli go mniej w organizmie w porównaniu z pacjentami hospitalizowanymi w marcu.

To dzięki temu - według naukowców - osoby zakażone późną wiosną, gdy obowiązywały ścisłe restrykcje, miały lżejszy przebieg Covid-19 i występowało u nich mniejsze prawdopodobieństwo powikłań. Dzięki temu spadł wtedy odsetek chorych na oddziale intensywnej terapii.

To zdaniem badaczy najdobitniej wskazuje, jak istotne jest rygorystyczne przestrzeganie nakazu noszenia maseczek i dystansu społecznego.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-badanie-maseczki-i-dystans-spoleczny-o-tysiac-razy-obnizaja-,nId,4807365

Jak długo nosiciel zakaża innych? Naukowcy o koronawirusie
22 października (10:44)

Przy łagodnych objawach, SARS-CoV-2 można przekazać innym przez czas nie dłuższy niż około 10 dni, ale przy ciężkim przebiegu - nawet przez 20 dni. Tak wynika z analizy kilkudziesięciu badań na ten temat przeprowadzonej przez naukowców z USA.

Przy łagodnych objawach, SARS-CoV-2 można przekazać innym przez czas nie dłuższy niż około 10 dni, ale przy ciężkim przebiegu - nawet przez 20 dni. Tak wynika z analizy kilkudziesięciu badań na ten temat przeprowadzonej przez naukowców z USA.

Naukowcy z Naukowcy z Oregon Health & Science University (OHSU) przejrzeli 77 badań, aby określić, jak długo zakażone koronawirusem osoby zakażają innych. 59 z uwzględnionych badań nich było opublikowanych w recenzowanych pismach.

Według analizy opisanej na łamach pisma "Infection Control and Hospital Epidemiology" osoby z łagodnymi objawami zarażają nie dłużej niż ok. 10 dni, a przechodzące chorobę ciężko - nawet do 20 dni.

Mimo że ludzie mogą przekazywać wirusa przez dłuższy czas, badania, które przeanalizowaliśmy pokazały, że żywy wirus wskazujący na zakażalność był wykrywany tylko do 9 dni u ludzi z łagodnymi objawami
- podkreśla prof. Monica Sikka z OHSU.

Rezultaty te zgadzają się z obecnymi zaleceniami amerykańskich Centers for Disease Control and Prevention odnośnie czasu, jaki zainfekowane osoby powinny spędzić w izolacji - zwracają uwagę autorzy.

Wykrycie wirusowego RNA może nie być skorelowane z zakażalnością, ponieważ dostępne dane na temat kultur wirusowych wskazują na krótszy czas rozprzestrzeniania wirusa. Potrzebne są dodatkowe dane, aby określić czas przekazywania aktywnego wirusa i skutki dla ryzyka transmisji choroby - twierdzą autorzy opracowania.

Choć pozytywne wyniki testów opartych na metodzie PCR mogą się utrzymywać przez dłuższy czas, dane odnośnie wirusowych kultur wskazują, że wirus jest zwykle aktywny krócej - dodają.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/fakty/news-jak-dlugo-nosiciel-zakaza-innych-naukowcy-o-koronawirusie,nId,4808966

Dążenie do "odporności stadnej" to dobre rozwiązanie? Ekspert odpowiada
Opracowanie: Monika Kamińska 22 października (11:12)

Nie wiemy jeszcze, jak długo utrzymuje się odporność po kontakcie z wirusem SARS-CoV-2 - mówi wirusolog prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska. Jej zdaniem celowe działania dla wytworzenia tzw. odporności stadnej, niosą ryzyko wyższego odsetka zgonów.

Jeszcze nie wiemy, jak długo utrzymuje się odpowiedź odpornościowa organizmu po kontakcie tym wirusem. Jest to niezmiernie istotne nie tylko dla osób, które chorowały na COVID-19, ale także osób, które przeszły infekcję bezobjawowo. Czy takie osoby mogą się czuć bezpiecznie?

- prof. Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Przypomniała, że opublikowano informacje o kilku przypadkach osób, które po przechorowaniu COVID-19 zakaziły się kolejny raz wirusem. Jedna z tych osób zmarła, inne w czasie drugiego zachorowania miały cięższe albo łagodniejsze objawy.

Nie ma reguły, jak będzie wyglądał przebieg choroby i natężenia objawów po drugim kontakcie z tym wirusem
- zaznaczyła.

W Polsce co najmniej pięć odmian SARS-CoV-2

Profesor podkreśliła, że w każdym z tych przypadków wykazano, że nie był to identyczny wirus, różnił się nieco pod względem materiału genetycznego.

Można więc przypuszczać, że ta odporność, która się pojawia po pierwszym kontakcie, nie zawsze będzie skuteczna przy powtórnym zetknięciu się z wirusem - powiedziała. Wirusolog przypomniała, że koronawirusy często ulegają modyfikacjom genetycznym, w każdym organizmie wirus się wielokrotnie replikuje i może podlegać zmianom decydującym o jego "rozpoznawalności" przez układ odpornościowy.

W Polsce zaobserwowano jak dotąd przynajmniej pięć odmian SARS-CoV-2, przy czym na razie nie są widoczne różnice w tempie zakażania i natężenia objawów chorobowych - zaznaczyła.

Odporność stadna - tarcza dla osób starszych?

Prof. Szuster-Ciesielska krytycznie ocenia dyskutowaną ostatnio w mediach koncepcję wypracowania tzw. odporności stadnej - polegającą na zwiększaniu ochrony osób starszych i wrażliwych na śmiertelne powikłania po infekcji koronawirusem i równoczesnemu dopuszczeniu do zarażenia młodych, którzy przechodzą infekcję bez objawów chorobowych lub skąpoobjawowo. Wytworzone w organizmach młodych ludzi przeciwciała mogą stanowić "tarczę" dla osób słabszych.

Jestem krytycznie nastawiona do tego typu stanowiska. Potwierdzam opinie WHO, że nie tędy droga. Nie należy świadomie dążyć do budowania odporności populacyjnej. Jest to narażanie społeczeństwa na wyższy odsetek zgonów -  powiedziała.

Profesor wskazała, że również u młodszych osób zakażonych koronawirusem występują ciężkie objawy chorobowe i zdarzają się także przypadki śmiertelne wśród młodych ludzi, którzy nie cierpieli na żadne dodatkowe choroby i opisywane były jako osoby zdrowe.

Uważam, że należy w taki sposób kontrolować przebieg epidemii, aby wszystkim osobom, które tego wymagają, zapewnić dostęp do opieki medycznej - dodała prof. Szuster-Ciesielska.

Podkreśliła, że wirus SARS-CoV-2 jeszcze nie jest do końca poznany i wciąż trwają badania dotyczące m.in. tego, jak długo może się on utrzymywać w środowisku i być wciąż zdolnym do zakażania.

Opublikowane ostatnio badania wskazują, że SARS-CoV-2 może utrzymać swą zakaźność na banknotach i telefonach komórkowych nawet do 28 dni. Koronawirus potrafi przetrwać na dłoniach do 9 godzin, a więc 5 razy dłużej niż w przypadku wirusa grypy. Dlatego mycie i dezynfekcja rąk są tak kluczowe dla zatrzymania transmisji wirusa - zaznaczyła profesor.

Wirusy były, są i będą

Wiadomo, że do zakażeń dochodzi drogą kropelkową, ale najnowsze badania wyraźnie wskazują, że zakazić się można nie tylko przy bezpośrednim, bliskim kontakcie, ale też na dalszą odległość, gdyż wirus obecny jest w wydychanym aerozolu podczas mówienia czy śpiewania. Stąd prawidłowe noszenie maseczek jest tak istotne w zapobieganiu zakażeniu. 

Prof. Szuster-Ciesielska podkreśliła, że wirusy były, są i będą, a niektóre na dobre zagościły w populacji człowieka, jak np. wirusy grypy, odry, czy różyczki - z tymi wirusami można walczyć za pomocą szczepień.

Jej zdaniem wzrastająca gęstość zaludnienia planety, zmiany klimatyczne, spowodowane także działalnością człowieka, przyczyniają się do rozszerzania zasięgu występowania wirusów przenoszonych np. ze zwierząt na ludzi. Wycinka drzew i wylesianie planety - w ocenie prof. Szuster-Ciesielskiej - powoduje, że człowiek wkracza na terytoria sobie dotąd nieznane, gdzie np. przebywają zwierzęta przenoszące wirusy groźne dla człowieka.

Jak dodała, były już w historii przypadki pandemii - np. grypa hiszpanka, grypa azjatycka - kiedy człowieka zaatakował wirus odzwierzęcy. Według prof. Szuster-Ciesielskiej istnieją poważne i uzasadnione podejrzenia, że obecny koronawirus nie opuści populacji człowieka.

Skoro tak doskonale się zadomowił, to będzie nas atakował. I wszystko wskazuje na to, że nie będzie to wirus sezonowy

Rozwiązaniem tego problemu byłoby szczepienie, ale - jak podkreśliła profesor - nie wiadomo jeszcze, czy i kiedy będzie to można robić, jak skuteczna to będzie szczepionka, czyli jak długo po zaszczepieniu utrzyma się w organizmie odporność w postaci przeciwciał i komórek, czy to będzie jedna dawka szczepionki chroniąca przez długi czas, czy konieczne będą dawki przypominające. Możliwe jest także modyfikowanie szczepionek w odpowiedzi na zmieniającego się wirusa (jak w przypadku wirusa grypy). Odpowiedzi na te wątpliwości pokaże przyszłość - zaznaczyła prof. Szuster-Ciesielska.

Źródło: PAP
https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-dazenie-do-odpornosci-stadnej-to-dobre-rozwiazanie-ekspert-o,nId,4808993

Naukowcy odkrywają drugi „klucz" do wysokiej zaraźliwości ​​nowego koronawirusa
OPRAC. KAROLINA MODZELEWSKA 23 X

Naukowcy z Uniwersytetu Technicznego w Monachium w Niemczech i Uniwersytetu Helsińskiego w Finlandii przeprowadzili badanie, w ramach którego odkryto, że receptor zwany neuropiliną-1 zapewnia nowemu koronawirusowi przewagę w infekowaniu naszych tkanek.

Neuropiliną-1 jest białkiem występującym stosunkowo obficie w komórkach wyściełających jamę nosową. Za jego sprawą wirus łatwo wnika do naszego organizmu, rozwija się i umożliwia zarażanie innych osób.

Naukowcy wciąż starają się lepiej poznać koronawirusa

W tym roku odkryto już, że receptor zwany enzymem konwertującym angiotensynę 2 (ACE2) pomaga koronawirusowi w wiązaniu się z powierzchnią komórek, podczas gdy enzym zwany transbłonową proteazą serynową typu II (TMPRSS2) jest kluczowy dla jego wniknięcia do organizmu.

Wyniki dotychczasowych badań wyjaśniają, dlaczego oba koronawirusy (SARS-CoV oraz SARS CoV-2) sieją spustoszenie w wielu tkankach naszego ciała. Nie wspominają jednak, co sprawia, że jeden z wirusów rozprzestrzenia się znacznie łatwiej. Odpowiedzi na to pytanie postanowili poszukać naukowcy z Uniwersytetu Technicznego w Monachium i Uniwersytetu Helsińskiego. Wyniki swoich analiz opublikowali na łamach czasopisma naukowego "Science".

- Punktem wyjścia naszego badania było pytanie, dlaczego SARS-CoV, koronawirus, który doprowadził do znacznie mniejszej epidemii w 2003 r., oraz SARS-CoV-2, rozprzestrzeniają się w tak różny sposób, nawet jeśli używają tego samego głównego receptora ACE2 – powiedział wirusolog z Uniwersytetu Helsińskiego Ravi Ojha.

Ważne odkrycie w walce z koronawirusem

Odpowiedź udało się znaleźć m.in. dzięki porównaniu dwóch genomów wirusów. SARS-CoV-2 wychwycił sekwencje odpowiedzialne za wytwarzanie kłującego szeregu „haczyków”, podobnie jak te używane przez inne groźne patogeny do chwytania tkanek żywiciela.

- W porównaniu ze swoim starszym krewnym, nowy koronawirus uzyskał "dodatkowy element" na powierzchniowych białkach, który znajduje się również w kolcach wielu niszczycielskich ludzkich wirusów, w tym między innymi Eboli, HIV i wysoce patogennych szczepów ptasiej grypy - informował Olli Vapalahti, wirusolog z Uniwersytetu Helsińskiego.

Autorzy badania skonsultowali uzyskane wyniki z badaczami z całego świata i zdecydowali, że skupią się na neuropilinie-1. Receptor ten służy wielu wirusom do chwytania i "trzymania" komórek gospodarza tak długo, aż uda mu się wedrzeć do organizmu.

Białka ułatwiające dostęp wirusom do organizmu

W celu potwierdzenia uzyskanych wniosków, badacze wykorzystali przeciwciała monoklonalne specjalnie wyselekcjonowane do blokowania dostępu do neuropiliny-1. Okazało się, że „pseudowirusy” z białkami SARS-CoV-2 (wykorzystywane do oglądania wirusów wnikających do komórek bez martwienia się o problemy z replikacją), miały problemy z dostaniem się do organizmu, gdy neuropilina-1 została zablokowana.

Naukowcy planują dalsze badania, aby dokładniej poznać rolę neuropiliny-1 w przypadku zakażeń SARS-CoV-2 i przedostawania się wirusa do układu nerwowego. Obecnie testują działanie nowych cząsteczek, które zostały specjalnie zaprojektowane w celu przerwania połączenia między wirusem a neuropiliną.

https://tech.wp.pl/naukowcy-odkrywaja-drugi-klucz-do-wysokiej-zarazliwosci-nowego-koronawirusa-6567756356246208a

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/najnowsze-fakty/news-ciezki-przebieg-choroby-covid-19-od-czego-zalezy,nId,4811323
« Ostatnia zmiana: Styczeń 15, 2021, 01:47 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #59 dnia: Styczeń 10, 2021, 23:46 »