Autor Wątek: Wiadomości naukowe I  (Przeczytany 1388 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #60 dnia: Kwiecień 04, 2020, 17:11 »
(60)  333-335

Hiszpania/ Eksperci: Koronawirus sprzyja chorobom skóry
10.04.2020 Marcin Zatyka (PAP)

Specjaliści ds. dermatologii z Hiszpanii, Włoch oraz Chin wskazują, że zakażenie koronawirusem może prowadzić do różnorodnych chorób skóry, informuje w piątek madrycki dziennik “El Mundo”.

“Eksperci wskazują, że z powodu zakażenia koronawirusem na skórze mogą pojawić się zmiany. U chorych na Covid-19 zaobserwowano już wykwity występujące przy pokrzywce, a także zmiany skórne podobne do rumienia wielopostaciowego czy odmrożeń” - napisał w piątek “El Mundo”.

Agresywny wpływ koronawirusa na skórę potwierdzają też naukowcy z Hiszpańskiej Akademii Dermatologii i Wenerologii (AEDV), która zebrała dane z badań przeprowadzanych m.in. we Włoszech oraz w Chinach. Wynika z nich, że u ponad 20 proc. chorych na Covid-19 zanotowano pojawienie się schorzeń skóry.

AEDV wskazuje, że z przeprowadzonych dotychczas badań wynika, że wpływ na pojawienie się schorzeń dermatologicznych mogą mieć również pośrednie czynniki, takie jak stres towarzyszący zachorowaniu na Covid-19.

Hiszpańscy dermatolodzy powołują się również na analizy prowadzone przez amerykańską fundację Lupus, reprezentującą pacjentów chorych na toczeń rumieniowaty, iż są oni bardziej podatni na zakażenie z powodu koronawirusem.

W czwartek “El Mundo” bazując na różnorodnych analizach medycznych dotyczących zakażenia koronawirusem napisał, że wskutek infekcji zaatakowane zostają ważne dla organizmu organy, a wielu pacjentów cierpi wskutek licznych powikłań.

Gazeta odnotowała, że infekcja z powodu koronawirusa może dotknąć chorobą również serce, mózg, nerki, a także układ oddechowy i trawienny.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81709%2Chiszpania-eksperci-koronawirus-sprzyja-chorobom-skory.html

Brak dowodów na to, że SARS-CoV-2 może przenosić się przez nasienie
11.04.2020 aktualizacja 11.04.2020©

U pacjentów zakażonych wirusem SARS-CoV-2 nie wykrywa się go w nasieniu i komórkach jąder – wynika z badania chińskich naukowców, które zamieszcza serwis medRxiv.

Jak podkreślają autorzy pracy, zrozumienie dróg szerzenia się infekcji wirusem SARS-CoV-2 jest kluczowym czynnikiem, który pozwoli ją kontrolować.

Infekcja wywoływana przez tego wirusa, określana jako COVID-19 daje objawy głównie ze strony układu oddechowego – suchy kaszel, duszności. Dzieje się tak, ponieważ wirus zakaża komórki nabłonka oddechowego i szerzy się głównie drogą kropelkową oraz poprzez fizyczny kontakt, również poprzez dotykanie powierzchni, na których się znajduje. Ponadto występujące u części pacjentów objawy ze strony układu pokarmowego (biegunki, nudności, wymioty), jak również obecność SARS-CoV-2 w próbkach kału, wskazują na możliwość infekcji drogą oralno-fekalną.

Ostatnio dwa badania wykazały, że wirus SARS-CoV-19 nie przenosi się drogą tzw. wertykalną czyli w czasie ciąży lub porodu z mamy chorej na COVID-19 na jej dziecko. Nie stwierdzono też, by przenosił się przez kobiece drogi płciowe.

Dotychczasowe badania nie dały jednoznacznych odpowiedzi na pytanie, czy SARS-CoV-2 może przenosić się drogą płciową wraz z męskim nasieniem. Wiadomo jednak, że konwertaza angiotensyny 2 (ACE2), z którą może łączyć się SARS-CoV-2 zakażając komórki, występuje obficie w jądrach mężczyzn. Zwiększa to prawdopodobieństwo, że jądra mogą być celem infekcji tym wirusem i może sprzyjać przenoszeniu się go przez męskie drogi płciowe (wykazano np., że wirusy Ebola i Zika przenoszą się w ten sposób).

Aby to sprawdzić, naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Nankinie (prowincja Jiangsu, Chiny) przeanalizowali dane zebrane w grupie 12 pacjentów z COVID-19 w wieku 22-38 lat, którzy wracali do zdrowia i od jednego chorego w wieku 67 lat, który zmarł na COVID-19 w ostrej fazie infekcji. Od 12 pacjentów pobrano do badania próbki nasienia w fazie powrotu do zdrowia, a u zmarłego pacjenta w celu pozyskania próbek wykonano biopsję jąder.

Obecność wirusa SARS-CoV-2 była sprawdzana w próbkach przy pomocy tzw. ilościowej reakcji łańcuchowej polimerazy w czasie rzeczywistym (real time-PCR) .

Okazało się, że u żadnego z pacjentów nie wykryto obecności materiału genetycznego SARS-CoV-2 w próbkach nasienia, bądź próbce pobranej z jąder zmarłego chorego.

Zdaniem autorów pracy wskazuje to, że mimo obecności ACE2 w jądrach wirus nie zakaża bezpośrednio jąder i ogólnie męskich narządów płciowych, nawet w ostrej fazie (w której zmarł 13. pacjent). Co więcej, mężczyźni nie mogą przenosić wirusa drogą płciową.

Jak przypominają badacze, u pacjentów z SARS-CoV-1, który wywołał epidemię w latach 2002-2003, stwierdzano przypadki powikłania w postaci zapalenia jąder, głównie w wyniku utrzymującej się wysokiej gorączki oraz zapoczątkowanej przez wirusa reakcji autoagresywnej w ciężkim przebiegu choroby. Dlatego nie można jednoznacznie stwierdzić, że zapalenie jąder było u tych pacjentów efektem bezpośredniego zakażenia jąder przez wirus SARS.

Naukowcy podkreślają, że ich praca ma kilka ograniczeń. Jest nim m.in. mała grupa przebadanych pacjentów. Dlatego w celu weryfikacji uzyskanych wyników konieczne są dalsze badania w większych grupach chorych. Ponadto próbki nasienia czy próbki pobrane z jąder powinny być sprawdzane na obecność wirusa SARS-CoV-2 w różnych fazach choroby (zwłaszcza w okresie jej inkubacji, czyli wylęgania się), co jednak nie jest łatwe w związku z koniecznością gromadzenia próbek.


Więcej - na stronie: https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.03.31.20042333v1.full.pdf (PAP)
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81680%2Cbrak-dowodow-na-ze-sars-cov-2-moze-przenosic-sie-przez-nasienie.html

Potencjalna szkodliwość chlorochiny i hydroksychlorochiny w leczeniu COVID-19
11.04.2020 Autor: Paweł Wernicki

Chlorochina i hydroksychlorochina są stosowane w leczeniu i zapobieganiu COVID-19, mimo słabych dowodów na ich skuteczność. Lekarze i pacjenci powinni być świadomi potencjalnie poważnych działań niepożądanych tych leków – wynika z badania przeglądowego na łamach Canadian Medical Association Journal (CMAJ).

„Lekarze i pacjenci powinni zdawać sobie sprawę z kilku rzadkich, ale potencjalnie zagrażających życiu działań niepożądanych chlorochiny i hydroksychlorochiny” - ostrzega dr David Juurlink z Oddziału Farmakologii Klinicznej i Toksykologii Sunnybrook Health Sciences Center.

Do potencjalnych działań niepożądanych należą zaburzenia rytmu serca, obniżenie poziomu cukru we krwi (hipoglikemia) czy objawy neuropsychiatryczne, takie jak pobudzenie, splątanie, omamy i paranoja. Możliwe są interakcje z innymi lekami, Problem stanowi również zmienność metaboliczna - niektóre osoby słabo metabolizują chlorochinę i hydroksychlorochinę, a niewielki procent metabolizuje je szybko, co wpływa na odpowiedź na leczenie.

Chlorochina i hydroksychlorochina są bardzo toksyczne w przypadku przedawkowania - mogą powodować drgawki, śpiączkę i zatrzymanie akcji serca.

Skutkiem pochopnego stosowania hydroksychlorochiny mogą być niedobory tego leku na rynku. Osoby które przyjmują hydroksychlorochinę w celu leczenia zaburzeń autoimmunologicznych (takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń i inne choroby przewlekłe), mogą mieć problemy z dostępem do tego leku.

Autorzy przeglądu badań zwracają uwagę na niską jakość dowodów sugerujących, że takie leczenie może być korzystne u pacjentów z COVID-19. Jak ostrzegają, możliwe jest, że leczenie to może pogorszyć przebieg choroby.

„Pomimo optymizmu (czasem nawet entuzjazmu) dla potencjału chlorochiny lub hydroksychlorochiny w leczeniu COVID-19, niewiele uwagi poświęcono możliwości, że leki mogą negatywnie wpływać na przebieg choroby”, mówi dr Juurlink. „Dlatego potrzebujemy lepszej bazy dowodów przed rutynowym stosowaniem tych leków w leczeniu pacjentów z COVID-19”.(PAP)

https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C81702%2Cpotencjalna-szkodliwosc-chlorochiny-i-hydroksychlorochiny-w-leczeniu-covid
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:07 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #61 dnia: Kwiecień 04, 2020, 17:12 »
(61)  336-338

WHO: nie wszyscy wyleczeni z Covid-19 mają przeciwciała i są odporni na kolejne infekcje
14.04.2020

Nie wszyscy wyleczeni z Covid-19 mają przeciwciała i są odporni na kolejne infekcje - oświadczyli w poniedziałek eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Ci, którzy mają wykrywalny poziom przeciwciał, powinni być chronieni, ale nie wiadomo, przez jaki czas.

„Jeśli chodzi o wyleczenie, a następnie ponowne zakażenie, uważam, że nie mamy na to odpowiedzi" - powiedział ekspert ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO, dr Mike Ryan, na konferencji prasowej w siedzibie głównej organizacji w Genewie. Ryan dodał, że naukowcy mogą dokonywać szacunków na podstawie odporności na inne koronawirusy, ale nawet te dane są dość ograniczone.

Wstępne badanie pacjentów w Szanghaju wykazało, że niektórzy nie mieli „wykrywalnych przeciwciał”, podczas gdy inni mieli ich bardzo wysoki poziom - podkreśliła epidemiolog WHO, dr Maria Van Kerkhove. Dodała, że to, czy pacjenci z wysokim poziomem przeciwciał są odporni na drugą infekcję, stanowi „osobne zagadnienie”.

Ponad 300 tys. osób z 1,87 mln potwierdzonych zakażonych na całym świecie wyzdrowiało - zauważyli przedstawiciele WHO, dodając, że potrzebują więcej danych, by zrozumieć odpowiedź immunologiczną wyleczonych i to, czy daje ona odporność i na jak długo.

Dyrektor generalny WHO, Tedros Adhanom Ghebreyesus, przestrzegł również w poniedziałek przed zniesieniem ograniczeń w przemieszczaniu się ludności i ponownym otwarciem firm, pomimo że prezydent USA Donald Trump czy gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo wyrazili nadzieję na ponowne otwarcie firm, gdy tylko będzie to możliwe.

„Chociaż Covid-19 przyspiesza bardzo szybko, to spowalnia znacznie wolniej” - podkreślił Tedros. "Oznacza to, że środki kontrolne należy znosić powoli i pod nadzorem” - dodał. Tedros zaapelował również o to, by decyzje dotyczące znoszenia ograniczeń były oparte przede wszystkim na trosce o ochronę życia ludzkiego.

Szef WHO wyraził przekonanie, że Stany Zjednoczone będą nadal finansować tę agendę ONZ, pomimo krytyki ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa.

"Wiem, że Trump wspiera (WHO - PAP) i mam nadzieję, że finansowanie WHO będzie kontynuowane" - powiedział Tedros. "Nasze relacje są bardzo dobre i mam nadzieję, że będzie tak dalej" - dodał.

Trump we wtorek oskarżył WHO o nadmierne zbliżenie z Chinami i wydawanie złych rekomendacji podczas początkowej fazy pandemii, szczególnie dotyczących niezamykania granic. Amerykański przywódca miał też grozić wycofaniem się swojego kraju z dalszego finansowania WHO.(PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81728%2Cwho-nie-wszyscy-wyleczeni-z-covid-19-maja-przeciwciala-i-sa-odporni-na

Badanie: bezsenność personelu medycznego częsta podczas epidemii COVID-19
15.04.2020 Autorka: Joanna Morga


Fot. EPA/Matteo Corner 08.04.2020

Ponad jedna trzecia personelu medycznego walczącego z epidemią COVID-19 w Chinach miała problemy z bezsennością – wynika z badania, które publikuje pismo „Frontiers in Psychiatry”. Co więcej, osoby te częściej miały też objawy depresji, lęku i stresu pourazowego.

Zdaniem autorów pracy dowodzi to, że epidemia COVID-19, wywoływana przez koronawirusa SARS-CoV-2, może stanowić również zagrożenie dla zdrowia psychicznego.

Naukowcy z Południowego Uniwersytetu Medycznego w Kantonie przeprowadzili badanie wśród 1563 pracowników służby zdrowia w okresie od 29 stycznia do 3 br., czyli w szczycie epidemii COVID-19 w Chinach. Wykorzystali w tym celu kwestionariusze wypełnianie przez personel medyczny online za pośrednictwem chińskiego komunikatora i portalu społecznościowego WeChat.

Okazało się, że aż 36 proc. (564 osoby) badanych miało w tym okresie objawy bezsenności. Jak przypominają autorzy pracy, wyniki te są zgodne z rezultatami, które uzyskano w trakcie poprzedniej epidemii wywołanej przez koronawirusa SARS-CoV-1 w latach 2002-2003. W tamtym czasie 37 proc. chińskich pielęgniarek opiekujących się pacjentami zakażonymi SARS doświadczało bezsenności.

W najnowszym badaniu pracownicy medyczni cierpiący na bezsenność mieli też znacznie częściej objawy depresji, w porównaniu z kolegami, którzy nie doświadczali bezsenności – odpowiednio 87 proc. i 31 proc. Podobne różnice procentowe między grupami stwierdzono też w przypadku występowania lęku czy stresu pourazowego.

Najważniejszym czynnikiem ryzyka wystąpienia bezsenności był wysoki wskaźnik niepewności odnośnie skutecznej kontroli zakażeń SARS-CoV-2 wśród personelu medycznego. Wśród pracowników medycznych cierpiących na bezsenność silna niepewność była 3,3 raza częstsza w porównaniu z grupą, która nie doświadczała problemów ze snem.

Pracownicy medyczni mający niższe wykształcenie również częściej cierpieli na bezsenność. Na przykład ryzyko bezsenności u osób z wykształceniem co najwyżej średnim było wyższe o 2,7 raza niż u osób ze stopniem doktora.

Jak podkreślają autorzy pracy, w czasie szczytu epidemii pracownicy służby zdrowia byli ogólnie narażeni na niewyobrażalny stres. Mieli bliski kontakt z pacjentami zakażonymi SARS-CoV-2, od których sami mogli się zarazić. Martwili się, czy nie zakażą swoich krewnych, bliskich i przyjaciół. Musieli nieustannie nosić stroje ochronne przez ponad 12 godzin na dobę. W tych warunkach personel medyczny czuje się wyczerpany fizycznie i psychicznie, dlatego jest bardziej narażony na bezsenność.

„Zazwyczaj bezsenność związana z przeżywanym stresem jest przejściowa i utrzymuje się jedynie przez kilka dni. Jednak, jeśli epidemia się przedłuża bezsenność może stopniowo przerodzić się w przewlekłą” - komentuje współautor pracy dr Bin Zhang.

Jego zdaniem konieczne jest przeprowadzenie długofalowego badania, które pozwoli monitorować objawy bezsenności wśród personelu medycznego walczącego z epidemią COVID-19. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81740%2Cbadanie-bezsennosc-personelu-medycznego-czesta-podczas-epidemii-covid-19

Badanie: objawy neurologiczne dość częste u pacjentów z COVID-19
15.04.2020


Fot. GIUSEPPE LAMI 10.04.2020

Ponad jedna trzecia chorych na COVID-19 ma objawy neurologiczne, w tym m.in. ze strony centralnego układu nerwowego, nawet tak ciężkie jak udar mózgu czy zaburzenia świadomości – wynika z badania, które publikuje pismo „JAMA Neurology”.

Częściej dotyczy to pacjentów z ciężej przebiegającą infekcją – w tej grupie objawy neurologiczne wystąpiły aż u 45 proc. chorych.

Naukowcy przeanalizowali dane medyczne zebrane między 16 stycznia a 19 lutego 2020 r. w grupie 214 pacjentów leczonych na COVID-19 w trzech filiach szpitala Środkowochińskiego Uniwersytetu Naukowo-Technicznego w Wuhan (Chiny). Były to trzy ośrodki wyznaczone przez chiński rząd do leczenia tej infekcji. Zakażenie SARS-CoV-2 potwierdzono u nich testem laboratoryjnym; wykonywano również badania krwi, testy oceniające funkcję nerek i wątroby, nasilenie stanu zapalnego, a także tomografię komputerową klatki piersiowej i głowy. W analizie uwzględniono wiek, płeć, choroby współistniejące pacjentów (takie jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, choroby układu sercowo-naczyniowego, choroby nowotworowe, przewlekła choroba nerek). Średnia wieku chorych wyniosła 52-53 lata. Nieco ponad 40 proc. z nich miało ciężki przebieg infekcji.

Występowanie objawów neurologicznych, o których informowali pacjenci, było weryfikowane przez dwóch niezależnych neurologów. Symptomy te podzielono na trzy kategorie: objawy ze strony centralnego układu nerwowego (zawroty i bóle głowy, zaburzenia świadomości, drgawki, zaburzenia koordynacji ruchowej, ostre niedokrwienie mózgu, w tym udar mózgu), objawy ze strony obwodowego układu nerwowego (zaburzenia smaku, węchu, zaburzenia widzenia, bóle neuropatyczne) oraz objawy uszkodzenia mięśni szkieletowych.

Spośród najbardziej typowych objawów u pacjentów występowały przeważnie: gorączka - niemal 62 proc. chorych, suchy kaszel – 50 proc. oraz brak apetytu - niemal 32 proc. Obecność symptomów neurologicznych stwierdzono aż u 36,4 proc. chorych, przy czym u blisko 25 proc. były to objawy ze strony centralnego układu nerwowego – najczęściej zawroty i bóle głowy, u 9 proc. objawy ze strony obwodowego układu nerwowego – zaburzenia smaku i węchu oraz u niemal 11 proc. uszkodzenie mięśni szkieletowych.

Objawy neurologiczne były znacznie częstsze u pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19 – w tej grupie występowały u 45,5 proc. chorych, podczas gdy wśród pacjentów z łagodniejszym przebiegiem odsetek ten wyniósł ok. 30 proc. W grupie z ciężkim przebiegiem COVID-19 częściej pojawiały się też poważne objawy neurologiczne, takie jak niedokrwienny udar mózgu (u 5 chorych) oraz udar krwotoczny (1 pacjent, który zmarł później z powodu niewydolności oddechowej), zaburzenia świadomości (13 pacjentów) oraz uszkodzenie mięśni szkieletowych (17 chorych). U jednego chorego wystąpiły też drgawki.

Większość objawów neurologicznych występowała na wczesnym etapie rozwoju infekcji – tj. w ciągu jednego do dwóch dni. Spośród sześciu pacjentów z zaburzeniami krążenia mózgowego (udarem niedokrwiennym lub krwotocznym) dwóch przybyło na szpitalną izbę przyjęć z powodu nagłego wystąpienia porażenia mięśni jednej połowy ciała (hemiplegia, inaczej porażenie połowicze). Chorzy ci nie mieli jednak żadnych innych typowych objawów COVID-19. Później test wykazał jednak zakażenie SARS-CoV-2.

U niektórych pacjentów z gorączką i bólem głowy, których przyjęto na oddział neurologiczny, rutynowy test nie wykazał infekcji SARS-CoV-2, podobnie jak tomografia komputerowa płuc. Jednak kilka dni później dostali oni objawów typowych dla COVID-19, a wyniki testu na obecność materiału genetycznego wirusa potwierdziły zakażenie.

Zdaniem autorów pracy wyniki te wskazują, że podczas epidemii COVID-19 lekarze powinni zwracać uwagę na objawy neurologiczne u zgłaszających się pacjentów i diagnozować ich w kierunku infekcji SARS-CoV-2. Zapobiegnie to opóźnieniom i błędom diagnostycznym, a dzięki temu ograniczy szerzenie się choroby. Co więcej, trzeba mieć świadomość, że u pacjentów z cięższym przebiegiem COVID-19 nagłe pogorszenie stanu zdrowia może mieć związek z wystąpieniem tak poważnego zdarzenia neurologicznego, jakim jest udar mózgu. Może to przyczynić się do szybszego zgonu chorego, podkreślają naukowcy.

Badacze podkreślają też, że wirus SARS-CoV-2 może infekować nie tylko układ oddechowy, ale też układ nerwowy i mięśnie szkieletowe. Jak przypominają, białko ACE2, za pośrednictwem którego koronawirus zakaża komórki, jest obecne również w układzie nerwowym i w mięśniach szkieletowych. Wyniki autopsji pacjentów, którzy zmarli na COVID-19 dowiodły, że tkanka ich mózgu była obrzęknięta, a część neuronów uległa degeneracji. Uszkodzenie tkanki nerwowej potwierdzono wcześniej u pacjentów zakażonych koronawirusem SARS-CoV-1 oraz MERS-CoV, a materiał genetyczny SARS-CoV-1 wykrywano w płynie mózgowo-rdzeniowym pacjentów oraz w ich mózgu podczas autopsji.

Najnowsze badanie nie pozwala jednak odpowiedzieć na pytanie, czy odnotowane objawy neurologiczne u chorych były spowodowane bezpośrednio przez wirusa (tj. infekcję układu nerwowego czy mięśni szkieletowych) lub pośrednio poprzez zaburzenia oddechowe typowe dla COVID-19, czy też uszkodzenie innych narządów, jak wątroba i nerki. Dlatego potrzebne są dalsze prace, które pomogą to zweryfikować.


Źródło: https://jamanetwork.com/journals/jamaneurology/fullarticle/2764549?guestAccessKey=4acaca6e-7090-4008-acf2-54ded1321cfe&utm_source=For_The_Media&utm_medium=referral&utm_campaign=ftm_links&u (PAP)
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81764%2Cbadanie-objawy-neurologiczne-dosc-czeste-u-pacjentow-z-covid-19.html
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:08 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #62 dnia: Kwiecień 04, 2020, 17:38 »
(62)  339-341

Główny epidemiolog Szwecji: nie sądzę, by Covid-19 kiedykolwiek zniknął
16.04.2020 Oskar Górzyński

Główny epidemiolog Szwecji Anders Tegnell ocenił, że koronawirus prawdopodobnie nigdy nie zostanie pokonany. Dodał, że kraje, które myślą, że pozbędą się wirusa obniżając liczbę przypadków do zera są w błędzie.

Tegnell wziął w środę wieczorem udział w wirtualnej dyskusji amerykańskiego think tanku German Marshall Fund, w której wyjaśniał wyjątkowo liberalne podejście Szwecji do epidemii koronawirusa. W przeciwieństwie do większości krajów Europy, Szwecja nie zamknęła sklepów i lokali usługowych, a jedynie szkoły.

Jak stwierdził ekspert uznawany za architekta szwedzkiej strategii, brak formalnych restrykcji nie oznacza, że życie w Szwecji toczy się jak dawniej: ulice szwedzkich miast są puste, w Sztokholmie poziom ruchu ulicznego jest 10 razy mniejszy od normalnego, a ludzie słuchają się zaleceń władz i służb sanitarnych, aby zostać w domu i unikać kontaktów.

"To miało duży efekt" - przekonywał Tegnell, dodając, że Szwecja nie zanotowała lawinowego wzrostu zachorowań i przeciążenia służby zdrowia. Ekspert przyznał, że jednym polem, na którym Szwecja poniosła porażkę jest opieka nad starszymi. Tym tłumaczył znacznie wyższą niż w krajach sąsiednich liczbę ofiar śmiertelnych epidemii - o ile w Danii liczba zmarłych wynosi 309, w Szwecji zarejestrowano już ponad 1,2 tys. zgonów.

Według Tegnella, ponad połowa ofiar śmiertelnych epidemii w Szwecji to pensjonariusze domów opieki, gdzie - jak stwierdził - nie były przestrzegane standardy higieny i opieki. Jak jednak dodał, jest to wynik zaniedbań ośrodków, a nie błąd szwedzkiej strategii.

"Nie sądzę, by ten wirus kiedykolwiek zniknął" - powiedział Tegnell w środę wieczorem podczas dyskusji think tanku German Marshall Fund. "Wydaje się, że niektóre kraje prowadzą politykę opartą na założeniu, że jeśli wyeliminują wszystkie przypadki zachorowań w kraju, pozbędą się wirusa na zawsze. Nie sądzę, by tak było" - dodał.

Epidemiolog przyznał, że nadal nie wiadomo, jak długo osoby po przebytej chorobie zachowują odporność na wirusa - jeśli w ogóle ją mają. Tegnell przewiduje, że Covid-19 może w przyszłości powodować coroczne epidemie, tak jak sezonowa grypa.

Jak dodał, wciąż nie jest jasne, jaka jest śmiertelność wirusa i czy rzeczywiście jest ona wyższa od wirusa grypy.

"To jest kwestia, nad którą będziemy debatować latami" - stwierdził Tegnell. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81781%2Cglowny-epidemiolog-szwecji-nie-sadze-covid-19-kiedykolwiek-zniknal.html

Chiny zaprzeczają, by koronawirus był produktem laboratorium w Wuhan
16.04.2020

Rzecznik MSZ Chin odrzucił w czwartek sugestie, że Covid-19 mógł mieć swój początek w laboratorium w Wuhan. To reakcja na doniesienia o tym, że dyplomaci USA zgłaszali wątpliwości co do bezpieczeństwa ośrodka, gdzie prowadzono badania nad koronawirusami.

We wtorek "Washington Post" doniósł o dwóch depeszach wysłanych przez amerykańskich dyplomatów, którzy na początku 2018 roku złożyli wizytę w laboratorium Wuhańskiego Instytutu Wirusologii. Instytut posiada najwyższy międzynarodowy poziom bezpieczeństwa BSL-4.

Mimo że wizyta odbyła się na zaproszenie chińskich władz, Amerykanie mieli być na tyle zaniepokojeni bezpieczeństwem i sposobem zarządzania ośrodka, że wysłali do Waszyngtonu dwie depesze na ten temat.

Jak napisał waszyngtoński dziennik, oficjele USA mieli domagać się w nich poświęcenia większej uwagi wuhańskiemu laboratorium ze względu na wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa. Mieli też ostrzec, że prowadzone w ośrodku badania nad koronawirusami u nietoperzy stanowią ryzyko wybuchu pandemii podobnej do SARS w 2003 roku.

Artykuł wywołał falę spekulacji w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump pytany w środę o to czy do pierwszego zakażenia koronawirusem doszło w laboratorium w Wuhan odparł, że "coraz więcej o tym się słyszy". Zapewnił, że władze Stanów Zjednoczonych "prowadzą bardzo dogłębne śledztwo". Z kolei przewodniczący kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA generał Mark Milley oświadczył, że koronawirus prawdopodobnie powstał z przyczyn naturalnych, ale nie ma co do tego pewności.

W czwartek do sprawy odniósł się rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian. Cytowany przez agencję Reuters dyplomata powołał się na Światową Organizację Zdrowia, która stwierdziła, że nie ma dowodów na to, by wirus został stworzony w laboratorium. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,81788,chiny-zaprzeczaja-koronawirus-byl-produktem-laboratorium-w-wuhan.html

Brytyjski Biobank zgromadził 0,5 mln próbek DNA koronawirusa, by lepiej walczyć z epidemią
16.04.2020 Autor: Zbigniew Wojtasiński

UK Biobank zgromadził ogromną liczbę próbek DNA koronawirusa SARS-CoV-2, pobranych pod ponad 500 tys. osób z całego świata. Dzięki temu będzie można lepiej poznać ten patogen i jego zmienność. Dostęp do nich ma już ponad 15 tys. naukowców – informuje „BBC News”.

Ten zbiór dla badaczy jest jak „kopalnia złota” – powiedział prof. Roy Collins, jeden z brytyjskich ekspertów zajmujących się badaniem tego patogenu. Jest on przekonany, że jest UK Biobank szybko umożliwi dokonanie bardzo ważnych odkryć.

Np. badania DNA koronawirusa, pochodzącego od różnych osób z wielu miejsc na Ziemi, powinny wyjaśnić, jak się on zmienia i czy faktycznie jest już kilka jego odmian różniących się genetycznie. Ma to kluczowe znacznie w walce z epidemią.

Z dotychczasowych danych wynika, że co piąta zakażona osoba odczuwa poważniejsze dolegliwości, a umiera od 0,5 do 1 proc. chorych na Covid-19. Bardzo ważne jest ustalenie, dlaczego tak jest, bo może mieć to związek z patogenami, które są bardziej agresywne. Są osoby bez chorób towarzyszących, w ogólnie dobrym stanie zdrowia, a mimo to ciężko przechodzą chorobę.

Ten problem analizuje prof. Jean-Laurent Casanova z Rockefeller University w Nowym Jorku. Zamierza on przebadać DNA koronawirusów, jakimi zarazili się pacjenci przed 50. rokiem życia, bez chorób towarzyszących, którzy mimo to wymagali leczenia na oddziale intensywnej terapii. „Szukamy danych o tych pacjentach na całym świecie, niemal w każdym kraju” – powiedział specjalista.

Z dotychczasowych badań różnych zakażeń - takich jak grypa - wynika, że najczęściej powodem ciężkiego przebiegu choroby jest infekcja wywołana przez bardziej groźną odmianę patogenu lub defekt w układzie immunologicznych chorego, który ujawnił się podczas danego zakażenia. „To mogą być wrodzone, niewielkie błędy w odporności ujawniające się w przypadku jednego konkretnego zakażenia” – podkreśla prof. Casanova.

Dr Kari Stefansson z Islandii podejrzewa, że różne reakcje organizmu pacjentów na SARS-CoV-2 bardziej jednak związane są z konkretną sekwencją genetyczną patogenu, którym zostali zainfekowani. Specjalista powołuje się na dotychczasowe badania w tym kraju sugerujące, że niektóre odmiany tego wirusa są bardziej agresywne. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81790%2Cbrytyjski-biobank-zgromadzil-05-mln-probek-dna-koronawirusa-lepiej-walczyc-z
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:08 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #63 dnia: Kwiecień 05, 2020, 09:10 »
(63)  342-344

Holandia/ Badania krwiodawców sugerują, że 3 proc. ludności to nosiciele koronawirusa
17.04.2020

U około 3 proc. holenderskich krwiodawców wykryto w trakcie badań przeciwciała koronawirusa - poinformowały w czwartek tamtejsze władze sanitarne. Sugeruje to, że nosiciele koronawirusa stanowią podobny odsetek całej ludności Holandii.

Wyniki badań przedstawił w trakcie parlamentarnej debaty szef Krajowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Środowiska (RIVM) Jaap van Dissel. "Studium to wskazuje, że około 3 proc. (17-milionowej) ludności Holandii wytworzyło przeciwciała koronawirusa. Można z tego obliczyć, że chodzi o kilkaset tysięcy osób" - powiedział.

W Holandii zarejestrowano dotąd nieco ponad 28 tys. potwierdzonych przypadków zarażenia się koronawirusem, ale testy przeprowadzano tylko u osób ciężko chorych oraz u pracowników placówek medycznych.

Służba krwiodawstwa Sanguin ogłosiła 19 marca rozpoczęcie badania 10 tys. próbek tygodniowo. Potem jednak zastrzegła, że wyniki udostępni wyłącznie RIVM. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81795%2Cholandia-badania-krwiodawcow-sugeruja-ze-3-proc-ludnosci-nosiciele

W europejskich miastach zanieczyszczenie powietrza spadło o połowę
17.04.2020


Fot. EPA/YOAN VALAT 04.04.2020

Zdjęcia satelitarne wykazały, że w wielu europejskich miastach ze względu na ograniczenia związane z epidemią koronawirusa zanieczyszczenie powietrza dwutlenkiem azotu spadło o około połowę - podała w czwartek Europejska Agencja Kosmiczna (ESA).

Zdjęcia wykonane przez europejskiego satelitę Sentinel-5P dowodzą, że od 13 marca do 13 kwietnia, w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, stężenie dwutlenku azotu w Paryżu spadło o 54 proc., w Rzymie o 49 proc., w Madrycie o 48, a w Mediolanie o 47 proc.

Dwutlenek azotu jest wytwarzany przez samochody, elektrownie i inne zakłady przemysłowe; ma bardzo niekorzystny wpływ na ludzki organizm i powoduje choroby układu oddechowego - poinformowała ESA w swoim komunikacie.

Badania nad wpływem spowolnienia gospodarczego, związanego z pandemią, na środowisko prowadzi Królewski Holenderski Instytut Meteorologiczny (KNMI), który zamierza wykorzystać dane dotyczące okresu kwarantanny do dalszych analiz zanieczyszczenia powietrza. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81800%2Cw-europejskich-miastach-zanieczyszczenie-powietrza-spadlo-o-polowe.html

Brazylia/Minister nauki: mamy lek na Covid-19; pierwsze testy na chorych w maju
17.04.2020 Marcin Zatyka (PAP)

Minister nauki i technologii Brazylii Marcos Pontes powiedział, że naukowcy z tego kraju opracowali skuteczny w 94 proc. lek przeciw Covid-19. Preparat, który ma być testowany w maju, powstał w laboratorium w Sao Paulo.

Szef brazylijskiego resortu nauki i technologii powiedział w środę, że podczas badań in vitro nowy środek farmakologiczny wykazał 94-proc. skuteczność w zwalczaniu koronawirusa. Stwierdził też, że zdaniem naukowców środek ten powoduje występowanie bardzo niewielu skutków ubocznych. Słowa ministra cytuje m.in. serwis internetowy Euronews.

Według przedstawiciela administracji prezydenta Jaira Bolsonaro, cytowanego m.in. przez brazylijską stację TV Record, w najbliższych dniach ruszą pierwsze testy nowego preparatu na osobach chorych na Covid-19.

“Badania dotyczące nowego leku będą prowadzone w siedmiu szpitalach naszego kraju na łącznej grupie 500 osób zainfekowanych koronawirusem” - powiedział Marcos Pontes.

Brazylijski minister stwierdził, że do czasu rozpoczęcia testów nie może ujawnić nazwy preparatu. “W ten sposób unikniemy niepotrzebnego w tej chwili wyścigu po ten środek” - dodał.

Pontes stwierdził, że pierwsze testy nad nowym lekiem mogłyby ruszyć już w połowie maja. Trwałyby co najmniej cztery tygodnie.

W Brazylii do czwartku na Covid-19 zmarło 1760 osób i potwierdzono ponad 29 tys. przypadków zakażenia koronawirusem.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81805%2Cbrazyliaminister-nauki-mamy-lek-na-covid-19-pierwsze-testy-na-chorych-w-maju
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:09 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #63 dnia: Kwiecień 05, 2020, 09:10 »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #64 dnia: Kwiecień 05, 2020, 22:08 »
(64)  345-347

BBC: nie ma dowodów, że SARS-CoV-2 powstał w laboratorium lub stamtąd się wymknął
17.04.2020  Autor: Zbigniew Wojtasiński

Coraz częściej pojawiają się ostatnio podejrzenia, wysunięte m.in. przez rząd amerykański, że koronawirus powstał lub wymknął się z laboratorium w Wuhan w Chinach. Nie ma jednak na to żadnych dowodów – przekonuje BBC News.

W Instytucie Wirologii w Wuhan, gdzie w grudniu 2019 r. doszło do wybuchu pandemii Covid-19, znajduje się laboratorium zajmujące się badaniem patogenów, o najwyższym, czwartym stopniu zabezpieczenia. Pojawiły się jednak podejrzenia, że nie przestrzegano tam odpowiednich procedur bezpieczeństwa. Pisał o tym „Washington Post” powołując się na źródła dyplomatyczne, z których miało wynikać, że dyplomaci amerykańscy sygnalizowali to już w 2018 r.

BBC twierdzi jednak, że nie ma żadnych dowodów na to, że koronawirus SARS-CoV-2 przypadkowo wymknął się z laboratorium Instytutu Wirologii lub innego ośrodka w Wuhan. Stacja powołuje się na opinię dr Filippę Lentzos, ekspertkę ds. biobezpieczeństwa z King’s College Londyn.

Jej zdaniem, nic nie wskazuje na to, że w Wuhan były prowadzone jakiekolwiek badania nad koronawirusem SARS-CoV-2. Owszem, zajmowano się koronawirusami pochodzącymi od nietoperzy, ale innego typu zarazkami. Badania te wykonywano oficjalnie, nie są one żadną tajemnicą i nie były zaskoczeniem, ponieważ wcześniej, na początku XXI w. analizowano koronawirusa SARS, który wywołał w Azji epidemię w grudniu 2002 r.

Nic też nie wskazuje na to, że wirus SARS-CoV-2 został uzyskany dzięki manipulacjom genetycznym. Taką opinię zawarto już w raporcie amerykańskim z marca 2020 r. po opublikowaniu składu genetycznego tego patogenu. „Porównując sekwencję genomu badanego drobnoustroju z innymi koronawirusami, możemy potwierdzić, że SARS-CoV-2 powstał w wyniku naturalnych procesów” – oświadczył współautor tego opracowania Kristian Andersen z ośrodka Scripps Research.

Również eksperci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wielokrotnie powtarzali, że nie ma żadnych dowodów, by SARS-CoV-2 mógł zostać zmodyfikowany w laboratorium. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81822%2Cbbc-nie-ma-dowodow-ze-sars-cov-2-powstal-w-laboratorium-lub-stamtad-sie

Covid-19/ W Europie ponad 1 mln zachorowań, na świecie – 2,2 mln
17.04.2020 aktualizacja Autor: Zbigniew Wojtasiński

Europa jest wciąż w oku cyklonu epidemii Covid-19, jak to określił Hans Kluge z WHO. Na nasz kontynent przypada ponad 1 mln zachorowań, czyli prawie połowa wszystkich przypadków na świecie. W sumie od wybuchu pandemii zachorowało ponad 2,2 mln osób, a tempo jej rozwoju w wielu krajach nadal jest wysokie.

Według najnowszych danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), najbardziej dotkniętym pandemią krajem są Stany Zjednoczone. Odnotowano tam w sumie ponad 680 tys. zachorowań i prawie 35 tys. zgonów. W USA jest ponadtrzykrotnie więcej przypadków niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie. Spośród wszystkich aglomeracji najwięcej zachorowań jest w stanie Nowy Jork. Zarejestrowano tam ponad 226 tys. zakażeń i ponad 16 tys. zgonów.

Najwięcej zachorowań nadal jest jednak w Europie. Na nasz kontynent przypada ponad 1 mln zachorowań, czyli prawie połowa wszystkich przypadków tej choroby. „Europa – powiedział dyrektor WHO na region europejski Hans Kluge - nadal jest w oku cyklonu pandemii Covid-19".

Na naszym kontynencie najwięcej zakażeń jest w Hiszpanii (ponad 185 tys.), Włoszech (170 tys.), Francji (ponad 165 tys.), Niemczech (około 140 tys.) oraz Wielkiej Brytanii (ponad 103 tys.) Najwięcej zgonów na zarejestrowano we Włoszech (ponad 22 tys. ), Hiszpanii (około 20 tys.), Francji (18 tys.) i Wielkiej Brytanii (14 tys.). W Polsce według Ministerstwa Zdrowia liczba wszystkich przypadków przekroczyła 8,2 tys., odnotowano też 318 zgonów.

WHO zwraca uwagę, że od ogłoszenia pandemii 11 marca br. w wielu krajach i regionach tempo jej rozwoju wciąż jest wysokie. Pierwsze 100 tys. zachorowań od wybuchu pandemii w grudniu 2019 r. odnotowano po upływie trzech miesięcy. Po przekroczeniu 500 tys. przypadków wystarczył zaledwie tydzień, żeby liczba zachorowań się podwoiła do 1 mln. Po kolejnych tygodniu było już 1,5 mln infekcji wywołanych przez koronawirusa SARS-CoV-2. Wzrost zakażeń z 1 mln pod koniec marca do 2 mln nastąpił po upływie około dwóch tygodni niemal w połowie kwietnia.

Liczba faktycznych zachorowań oraz zgonów na całym świecie może być jednak jeszcze większa niż podają to oficjalne dane. Chińskie władze przyznały, że bilans zmarłych na Covid-19 w Wuhan, gdzie wybuchła pandemia, jest o połowę większy niż wcześnie informowano. Zmarło tam nie około 1,3 tys. chorych, lecz – prawie 3,9 tys. Tłumaczy się to tym, że nie uwzględniono chorych, którzy zmarli w domu, a nie w szpitalu.

Oficjalnie w Chinach zachorowało w sumie ponad 82 tys. osób, ale do „potwierdzonych przypadków” nie zalicza się tych, u których test potwierdził zakażenie, ale nie mieli oni objawów Covid-19. Nie uwzględniono zatem bezobjawowych przypadków choroby. USA z tego powodu oskarżyły Chiny, że ukrywały faktyczne dane dotyczące epidemii, co wprowadziły świat w błąd co do jej rozmiarów i tempa rozwoju.

Pocieszające jest, że w niektórych krajach europejskich słabnie ostatnio tempo wzrostu nowych zachorowań. Tak jest w Hiszpanii i Włoszech oraz Niemczech, a częściowo także i w Wielkiej Brytanii i Francji.

Na całym świecie odnotowano już prawi 150 tys. zgonów z powodu Coviud-19, ale jest też ponad 550 tys. ozdrowieńców. Aktywnych zakażeń jest prawie 1,5 mln. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,81810,covid-19-w-europie-ponad-1-mln-zachorowan-na-swiecie-22-mln.html

AFP: „odporność populacyjna” na SARS-CoV-2 może być mrzonką
20.04.2020 Autor: Zbigniew Wojtasiński

Osoby, które przeszły Covid-19, nie muszą być odporne na kolejną infekcję. Wciąż są w tej sprawie wątpliwości - twierdzą eksperci WHO. To oznacza, że tzw. odporność populacyjna na SARS-CoV-2 może być mrzonką. Wówczas jedyną nadzieją - mówią eksperci cytowani przez AFP - byłoby opracowanie skutecznej szczepionki.

W walce z pandemią powiększanie się „odporności populacyjnej” w poszczególnych krajach i regionach ma kluczowe znaczenie. Im więcej osób będzie odpornych na koronawirusa SARS-CoV-2, tym większe są szanse na to, że będzie ona wygasać. Niestety, nie ma wciąż pewności czy osoby, które przeszły zakażenie, objawowo lub bezobjawowo, są odporne na kolejną infekcję. Oznaczałoby to, że nawet po kilku miesiącach mogą się zarazić po raz wtóry.

Niektóre zakażenia dają trwałą odporność na chorobę, nawet na całe życie. Tak jest w przypadku odry. Przeciwko grypie trzeba jednak szczepić się co roku z powody ciągłej mutacji wirusów, wywołujących tę chorobę. W przypadku SARS-CoV-2 jest wciąż wiele niewiadomych.

Przyznaje to Michael Ryan, dyrektor ds. nadzwyczajnych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). „Wydawałoby się, że możemy liczyć na ochronę przynajmniej przez pewien czas, ale w przypadku tego wirusa trudno to określić, można jedynie bazować na zachowaniach innych koronawirusów” – powiedział na jednej z konferencji prasowych.

Przykładowo SARS, który wywołał epidemię w grudniu 2002 r. i zabił prawie 800 osób, na ogół dawał zakażonym osobom ochronę przed ponownym zakażeniem przez około trzy lata – twierdzi prof. Francois Ballaou, dyrektor Instytutu Genetyki University College Londyn.

Jednak w przypadku Covid-19 może to być krótszy okres. Wiadomo na razie, że potrzeba około trzech tygodni od zakażenia, żeby organizm wytworzył wystarczającą ilość przeciwciał przeciwko SARS-CoV-2. „Nawet jednak jeśli się tak stanie, odporność może się utrzymać zaledwie przez kilka miesięcy” - ostrzega w rozmowie z AFP immunolog z Marsylii prof. Eric Vivier.

W Chinach przeprowadzono eksperyment na rezusach - z którego wynika, że małpy były odporne na ponowne zakażenie SARS-CoV-2. Jednak badania te prowadzono jedynie przez miesiąc, tymczasem potrzebny jest znacznie dłuższy czas obserwacji.

Prof. Ballaou zwraca uwagę, że koronawirus ten może wywoływać „chroniczną infekcję”, czyli taką, która nie znika, jest bezobjawowa i może się utrzymywać przez długi czas. Tak jest w przypadku zakażeń wywoływanych przez herpeswirusy. W takim przypadku testy na obecność tego patogenu mogą być fałszywie negatywne: sugerują, że nie ma zakażenia, podczas gdy wirus nadal ukrywa się w organizmie.

Obecność przeciwciał we krwi u osoby, która została zakażona lub chorowała na Covid-19, też o niczym nie świadczy. Zwraca na to uwagę ekspert WHO Maria Van Kerhove: nie ma pewności czy odpowiednio zareagują one, gdy dojdzie do ponowne kontaktu z koronawirusami.

Dr Frederic Tangy z Instytutu Pasteura w Paryżu ostrzega, że wytworzone wcześniej przeciwciała w razie kolejnej infekcji mogą nawet pogorszyć przebieg choroby. Zaobserwowano bowiem, że poważniejsze objawy Covid-19 pojawiają się dopiero wtedy, gdy w organizmie chorego zostaną już wytworzone przeciwciała.

Jeśli nawet w organizmie powstają przeciwciała, to które z nich bardziej chronią przed ponowną infekcją: te wytworzone przez pacjentów, którzy ciężko przeszli chorobę i ledwo przeżyli - czy raczej tych, którzy mieli jedynie łagodne objawy lub nie mieli nich w ogóle?

Te wszystkie wątpliwości sprawiają, że eksperci zaczynają powątpiewać w powstanie tzw. odporności populacyjnej, dzięki której epidemia zwykle wygasa. Ocenia się, że w przypadku koronawirusa odpornych na ten patogen powinno być co najmniej 60-70 proc. społeczeństwa, żeby powstała odpowiednia bariera dla rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2. Jeśli tak nie będzie, jedyną szansą na opanowanie pandemii byłoby opracowanie i masowe zastosowanie skutecznej szczepionki. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,81855,afp-odpornosc-populacyjna-na-sars-cov-2-moze-byc-mrzonka.html
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:09 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #65 dnia: Kwiecień 05, 2020, 23:20 »
(65)  348-350

Nowy lek przeciwwirusowy ogranicza szerzenie się grypy
21.04.2020 aktualizacja Autor: Paweł Wernicki

Zwalczający wirusa grypy baloksawir zmniejsza także ryzyko zakażenia przez chorego innych osób – informuje pismo „PLOS Pathogens”.

Baloksawir (nazwa handlowa Xofluza) jest pierwszym od prawie 20 lat zatwierdzonym lekiem na grypę z nowym mechanizmem działania. Od roku 2018 jest stosowany w leczeniu grypy w Japonii, USA i kilku innych krajach.

Naukowcy z australijskiego Peter Doherty Institute (joint venture University of Melbourne i Royal Melbourne Hospital) oraz Imperial College London badali na modelu zwierzęcym, czy baloksawir może zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa grypy w warunkach naśladujących warunki domowe (kontakt pośredni i bezpośredni). Porównali także jego skuteczność ze starszym, powszechnie stosowanym przeciwwirusowym oseltamiwirem (nazwa handlowa Tamiflu).

Badania przeprowadzono na fretkach - uważanych za najlepszy model zwierzęcy do oceny grypy. Przebieg choroby wygląda u nich podobnie jak u ludzi, i mogą być zainfekowane takimi samymi wirusami.

Baloksawir niemal natychmiast zmniejszał przenoszenie wirusa grypy w każdych występujących w eksperymencie warunkach, podczas gdy oseltamiwir nie ograniczał przenoszenia grypy na inne fretki.

Zdaniem pierwszego autora, doktora Leo Yi Yang Lee, uzyskane wyniki mogą mieć przełomowe znaczenie.„Nasze badania dostarczają dowodów, że baloksawir może mieć dramatyczny podwójny efekt: pojedyncza dawka skraca czas trwania grypy, jednocześnie zmniejszając ryzyko przekazania wirusa innym” - powiedział Lee. – „To bardzo ważne, ponieważ obecne leki przeciwwirusowe tylko leczą grypę u zainfekowanego pacjenta. Jeśli chcesz ograniczyć rozprzestrzenianie się grypy na innych, osoby będące w bliskim kontakcie muszą same przyjmować leki przeciwwirusowe, aby zapobiec infekcji”.

Jak zaznaczyła prof. Wendy Barclay z Imperial College of London, jeśli wyniki badań potwierdzą się w przypadku ludzi, odkrycie może zmienić zasady postępowania dotyczące powstrzymywanie epidemii grypy, szczególnie wśród grup szczególnie wrażliwych.

„Wiemy, że grypa może mieć poważne skutki dla osób z osłabionym układem odpornościowym, na przykład w placówkach opieki i szpitalach, w których znalezienie innych sposobów na zmniejszenie transmisji jest niezbędne” - powiedziała prof. Barclay.

Obecnie prowadzone jest pierwsze tego rodzaju badanie kliniczne w celu przetestowania skuteczności baloksawiru w zmniejszaniu transmisji poprzez leczenie osób zakażonych grypą i monitorowanie zakażeń u osób z tego samego gospodarstwa domowego.

„Jeśli dalsze badania okażą się udane, baloksawir może radykalnie zmienić sposób radzenia sobie z epidemiami grypy sezonowej i grypy pandemicznej w przyszłości” – zaznaczyła prof. Barclay. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81839%2Cnowy-lek-przeciwwirusowy-ogranicza-szerzenie-sie-grypy.html

Covid-19/ Wstępne wyniki badań nad lekiem remdesivir pod koniec kwietnia
21.04.2020 Autor: Zbigniew Wojtasiński

Najwcześniej pod koniec kwietnia będą znane oficjalnie wyniki badań klinicznych nad lekiem antywirusowym o nazwie remdesivir przydatnym w leczeniu Covid-19 – informuje na swej stronie producent preparatu firma Gilead Sciences. Z pierwszych doniesień wynika, że wyraźnie przyśpiesza on zwalczenie choroby przez pacjenta. Na razie jednak dostępne są jedynie szczątkowe dane.

Serwis STAT News poinformował niedawno o przedwstępnych wynikach jednego zaledwie badania klinicznego trzeciej fazy, prowadzonego przez specjalistów University of Chicago (USA) z udziałem 125 pacjentów. Wynika z niego, że lek antywirusowy o nazwie remdesivir przyśpiesza wychodzenie chorych z Covid-19. Wcześniej ustępują takie objawy tej choroby jak gorączka i zaburzenia układu oddechowego. Niemal wszyscy leczeni chorzy mogli opuścić szpital po upływie tygodnia.

Producent tego preparatu amerykański koncern farmaceutyczny Gilead Sciences zastrzega jednak, że są to jedynie nieoficjalne wyniki tego badania, zresztą jedne z wielu innych, jakie są nad tym lekiem prowadzone na świecie. STAT News opublikował je na podstawie zapisu wideo, w którym o przebiegu badań klinicznych wypowiadali się eksperci chicagowskiej uczelni, głównie prof. Kathleen Mullane.

Firma podkreśla jednak, że nie należy analizować danych klinicznych zanim badania nie zostaną zakończone przynajmniej we wstępnej fazie. Również uniwersytet w Chicago opublikował na swej stronie internetowej oświadczenie, w którym podkreśla, że „częściowe dane z prowadzonych wciąż badań są z definicji niekompletne i nigdy nie powinny służyć do wyciągania wniosków”. Prof. Kathleen Mullane już nie wypowiada się w tej sprawie.

Clinical Trials Arena, informujący o badaniach na lekami na świecie, pisze na swej stronie internetowej, że uczelnia w Chicago jest jednym ze 152 ośrodków na świecie, w których prowadzone są badania nad lekiem remdesivir u pacjentów z Covid-19. Część z nich, najbardziej zaawansowanych, w trzeciej fazie badań, zostanie opublikowana pod koniec kwietnia, a kolejne - w maju 2020 r.

Gilead Sciences informuje, że badania trzeciej fazy od marca 2020 r. prowadzone są w kilku ośrodkach i obejmą w sumie około 1000 dorosłych chorych z Covid-19. Jedne z nich dotyczą pacjentów z poważnymi objawami choroby i dotyczą dawkowania leku w cyklu pięcio- i dziesięciodniowym. Kolejne badania kliniczne prowadzone są wśród pacjentów z dolegliwościami umiarkowanymi i tym samym dawkowaniem preparatu.

Remdesivir testowany jest w wielu krajach, zarówno w USA, Chinach i Europie na różnych etapach badań klinicznych. Zajmuje się nimi m.in. Narodowy Instytut Zdrowia (NIH) w USA, jak i INSERM we Francji. Jego główne działanie polega na blokowaniu powstawania nowych kopii wirusa, w tym wypadku SARS-CoV-2.

Lek ten opracowano w celu leczenia gorączki krwotocznej wywołanej przez wirusa eboli. Badania kliniczne jednak wstrzymano, gdy się okazało, że jest mało skuteczny w blokowaniu tego patogenu. Okazało się jednak, że ma silniejsze działanie przeciwwirusowe w przypadku koronawirusów, takich jak SARS i MERS. Zaczęto go zatem testować również przeciwko SARS-CoV-2.

Lekarze nie mogą jednak stosować tego leku poza wskazaniami, bo nie został jeszcze zarejestrowany. Prowadzone obecnie badania mają wykazać, że jest zarówno skuteczny, jak i – co równie ważne - bezpieczny w użyciu. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81857%2Ccovid-19-wstepne-wyniki-badan-nad-lekiem-remdesivir-pod-koniec-kwietnia.html

UE/KE uruchomiła platformę danych o Covid-19 dla naukowców
21.04.2020 Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

Komisja Europejska uruchomiła w poniedziałek europejską platformę danych dotyczących Covid-19, aby umożliwić szybkie gromadzenie i udostępnianie danych naukowych związanych z koronawirusem.

"Naukowcy z całego świata wypracowali już bogatą wiedzę na temat koronawirusa. Ale żaden badacz, laboratorium ani kraj nie jest w stanie znaleźć rozwiązania samodzielnie. Dlatego chcemy pomóc naukowcom w dostępie do danych i dzieleniu się nimi z innymi" - powiedziała w nagraniu wideo przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Nowa platforma ma być miejscem, w którym naukowcy z całego świata będą mogli gromadzić i udostępniać zbiory danych dotyczących sekwencji DNA, struktur białka, danych z badań przedklinicznych i klinicznych, a także danych epidemiologicznych dotyczących koronawirusa.

Inicjatywa powstała z udziałem Europejskiego Laboratorium Biologii Molekularnej Europejskiego Instytutu Bioinformatyki (EMBL-EBI), organizacji Elixir, a także państw członkowskich oraz innych partnerów.

"Spodziewamy się przesłania tysięcy sekwencji DNA i dziesiątek tysięcy artykułów badawczych w ciągu kilku dni" - podkreśliła von der Leyen.

Platforma jest priorytetowym projektem pilotażowym, który ma zrealizować cele europejskiej chmury dla otwartej nauki. Opiera się ona na sieciach współpracy między EMBL-EBI a krajowymi publicznymi jednostkami zajmującymi się danymi dotyczącymi zdrowia.

Unijni ministrowie ds. badań naukowych, który obradowali na początku kwietnia, poparli 10 działań w ramach planu walki z koronawirusem. Oprócz uruchomionej w poniedziałek europejskiej platformy danych dotyczących Covid-19 "27" koordynuje finansowanie i rozszerzanie ogólnoeuropejskich badań klinicznych, działa też na rzecz zwiększania wsparcia dla innowacyjnych przedsiębiorstw.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81867%2Cueke-uruchomila-platforme-danych-o-covid-19-dla-naukowcow.html
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:09 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #66 dnia: Kwiecień 06, 2020, 19:35 »
(66)  351-353

WHO: Nie można na razie określić pochodzenia koronawirusa
21.04.2020

Precyzyjne określenie pochodzenia nowego koronawirusa nie jest na razie możliwe - powiedział we wtorek Takeshi Kasai, rzecznik Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w regionie zachodniego Pacyfiku. Dostępne informacje wskazują na pochodzenie zwierzęce patogenu - dodał.

Kasai odpowiedział w ten sposób podczas wtorkowej konferencji prasowej na pytanie dotyczące mnożących się spekulacji dotyczących źródła pandemii koronawirusa.

Prezydent USA Donald Trump i jego stronnicy sugerowali, że wirus mógł "uciec" z laboratorium instytutu wirusologii w chińskim mieście Wuhan, gdzie prowadzono m.in. badania nad koronawirusami u nietoperzy. MSZ Chin dementował te plotki, powołując się na stanowisko WHO mówiące, że nie ma dowodów, by wirus był syntetycznie stworzony.

Kasai powiedział, że dotychczasowo zebrane informacje sugerują, że źródłem wirusa są zwierzęta.

Ostrzegł też we wtorek, że dopóki wirus krąży po świecie, żadne państwo nie jest bezpieczne. Dlatego ewentualne łagodzenie restrykcji przez państwa musi być ostrożne i stopniowe, a obywatele muszą być przygotowani na "nowy styl życia" - dodał.

"Przynajmniej do czasu opracowania szczepionki albo bardzo skutecznego sposobu leczenia, ten proces musi stać się naszą nową normalnością" - powiedział przedstawiciel WHO. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81870%2Cwho-nie-mozna-na-razie-okreslic-pochodzenia-koronawirusa.html

Hiszpania/ Ekspertka: jakość powietrza może być związana z podatnością na Covid-19
22.04.2020 Marcin Zatyka (PAP)


Fot. EPA/CHEMA MOYA 11.04.2020

Zamieszkiwanie obszarów o większym zanieczyszczeniu powietrza związane jest z większą podatnością na choroby krążenia i oddychania, a te dolegliwości podnoszą ryzyko zachorowania na Covid-19 - stwierdziła w rozmowie z hiszpańskim dziennikiem "El Mundo" amerykańska badaczka Rachel Nethery.

Nethery to jedna z autorek badania przeprowadzonego przez Uniwersytet Harvarda, z którego wynika, że wysokie skażenie powietrza może być związane z większą liczbą zgonów wskutek Covid-19. Rozmówczyni "El Mundo" na amerykańskiej uczelni specjalizuje się w biostatystyce i analizie danych związanych z wpływem środowiska na wskaźnik zachorowalności.

Amerykańska badaczka stwierdziła, że zamieszkiwanie obszarów charakteryzujących się większym zanieczyszczeniem powietrza już samo w sobie związane jest z większą podatnością na choroby krążenia i oddychania.

“Te dolegliwości tymczasem podnoszą ryzyko dla organizmu podczas zachorowania na Covid-19” - wyjaśniła Nethery.

Specjalistka wskazała na konieczność przeprowadzenia dodatkowych badań nad przypadkami zgonów w USA oraz w innych częściach Europy.

“Wysokie zanieczyszczenie środowiska może być po części odpowiedzią na wysoką śmiertelność z powodu Covid-19 w rejonie Madrytu oraz w Lombardii, ale wciąż potrzebujemy kolejnych studiów dotyczących skażenia atmosferycznego w Europie i jego wpływu na konsekwencje tej choroby” - dodała.

Nethery powiedziała, że w prowadzonym przez jej zespół badaniu odnotowano, że wysokie zanieczyszczenie powietrza w aglomeracji Madrytu oraz we włoskiej Lombardii mogło mieć związek z najwyższym w Europie poziomem śmiertelności mieszkańców tych regionów na Covid-19.

Badaczka wskazała, że zjawisko wysokiej śmiertelności osób zamieszkujących obszary o wysokim stopniu zanieczyszczenia powietrza potwierdziło się również w realiach amerykańskich.

“Udowodniliśmy już, że populacja zamieszkująca w ostatnich 15-20 latach takie tereny w USA ma wyraźnie większy stopień śmiertelności osób chorych na Covid-19 niż na obszarach o niższym skażeniu powietrza” - powiedziała Nethery.

W badaniu eksperci z Harvardu współpracowali z dwoma innymi amerykańskimi ośrodkami naukowymi: uniwersytetami Georgetown oraz Karoliny Północnej.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81869%2Chiszpania-ekspertka-jakosc-powietrza-moze-byc-zwiazana-z-podatnoscia-na

Dwutlenek azotu może pogarszać rokowania w Covid-19
22.04.2020 Autor: Paweł Wernicki

Podwyższony poziom dwutlenku azotu w powietrzu może być związany z wyższą liczbą zgonów z powodu Covid-19 - informuje pismo ”Science of the Total Environment”.

Taki związek sugerują naukowcy z Martin Luther Universitat Halle-Wittenberg (MLU) w oparciu o dane satelitarne dotyczące zanieczyszczenia powietrza i prądów powietrznych oraz potwierdzone zgony związane z Covid-19. W regionach o stale wysokim poziomie zanieczyszczenia odnotowano znacznie więcej zgonów niż w innych regionach.

Dwutlenek azotu występuje w zanieczyszczonym przez transport i przemysł powietrzu i odpowiada za charakterystyczną barwę smogu. W temperaturze pokojowej jest brunatnym, silnie toksycznym gazem o ostrym zapachu przypominającym zapach gazowego chloru. Jego obecność w powietrzu wywiera drażniące działanie na drogi oddechowe człowieka. Powoduje też podrażnienie oczu oraz kaszel. Jego właściwości utleniające sprawiają, że Fe2+ zawarte w hemoglobinie utlenia się do Fe3+, w efekcie czego hemoglobina traci zdolność do przenoszenia tlenu. Od wielu lat wiadomo, że dwutlenek azotu powoduje wiele rodzajów chorób układu oddechowego i sercowo-naczyniowego u ludzi.

„Ponieważ nowy koronawirus wpływa również na drogi oddechowe, uzasadnione jest założenie, że może istnieć korelacja między zanieczyszczeniem powietrza a liczbą zgonów z powodu Covid-19” - mówi dr Yaron Ogen z Institute of Geosciences and Geography at MLU. Do tej pory brakowało jednak wiarygodnych danych.

W swoim najnowszym badaniu naukowcy z MLU połączyli trzy zestawy danych. Poziomy regionalnego zanieczyszczenia dwutlenkiem azotu zmierzył satelita Sentinel 5P Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), który stale monitoruje zanieczyszczenie powietrza. Na podstawie tych danych opracowano globalny przegląd regionów, w których występuje duże i długotrwałe zanieczyszczenie dwutlenkiem azotu. „Spojrzałem na wartości dla stycznia i lutego tego roku, zanim wybuchły epidemie Covid-19 Europie” - wyjaśnia Ogen.

Połączył te dane z danymi amerykańskiej agencji pogodowej NOAA dotyczącymi pionowych przepływów powietrza. Jeśli powietrze jest w ruchu, zanieczyszczenia w pobliżu ziemi są bardziej rozproszone, natomiast gdy powietrze ma tendencje do pozostawania blisko ziemi, ludzie wdychają zanieczyszczenia w większych ilościach, co prowadzi do problemów zdrowotnych. Korzystając z tych danych, badacz był w stanie zidentyfikować na całym świecie miejsca o wysokim poziomie zanieczyszczenia powietrza i jednocześnie niskim poziomie ruchu powietrza.

Następnie porównał te dane z danymi dotyczącymi zgonów związanych z Covid-19, w szczególności analizując dane z Włoch, Francji, Hiszpanii i Niemiec. Okazało się, że regiony o dużej liczbie ofiar śmiertelnych miały również szczególnie wysoki poziom dwutlenku azotu i szczególnie małą pionową wymianę powietrza.

„Gdy spojrzymy na północ Włoch, okolicę Madrytu i na przykład prowincję Hubei w Chinach, wszystkie one mają coś wspólnego: są otoczone górami. Dzięki temu istnieje większe prawdopodobieństwo, że powietrze w tych regionach jest nieruchome i poziomy zanieczyszczenia są wyższe" - kontynuuje Ogen. Zaletą jego analizy jest to, że opiera się na poszczególnych regionach, a nie tylko krajach. „Mimo że możemy uzyskać średnią krajową wartość zanieczyszczenia powietrza, liczba ta może się znacznie różnić w zależności od regionu i dlatego nie może być wiarygodnym wskaźnikiem” - wskazuje Ogen.

Naukowiec podejrzewa, że utrzymujące się zanieczyszczenie powietrza w dotkniętych regionach mogło doprowadzić do ogólnego gorszego stanu zdrowia osób tam mieszkających, czyniąc je szczególnie podatnymi na wirusa.

„Jednak moje badania na ten temat są tylko wstępną wskazówką, że może istnieć korelacja między poziomem zanieczyszczenia powietrza, ruchem powietrza i nasileniem przebiegu wybuchów wyładowań koronowych” - mówi Ogen. Korelację tę należy teraz zbadać w odniesieniu do innych regionów i umieścić w szerszym kontekście.(PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81865%2Cdwutlenek-azotu-moze-pogarszac-rokowania-w-covid-19.html
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:10 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #67 dnia: Kwiecień 06, 2020, 23:42 »
(67)  354-356

Włochy/ W szpitalu w Rzymie wyizolowano koronawirusa we łzach pacjentki
22.04.2020

Naukowcy ze szpitala zakaźnego w Rzymie wyizolowali koronawirusa z łez pacjentki- poinformowano na łamach naukowego pisma Annals of Internal Medicine. Według badaczy oczy są nie tylko miejscem, przez które dostaje się wirus, ale i potencjalnym źrodłem zakażeń.

Tego odkrycia dokonano w szpitalu Spallanzani w Wiecznym Mieście, który jako pierwsza placówka we Włoszech zajęła się pacjentami zakażonymi wirusem. Była to w styczniu para chińskich turystów z miasta Wuhan, epicentrum epidemii, która przybyła do Włoch w celach turytycznych. Przypomina się, że szpital Spallanzani jest od początku na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem.

Naukowcy z tej prestiżowej placówki pobrali próbkę łez od przebywającej tam pacjentki z Covid-19 , u której stwierdzono jeden z typowych objawów choroby, czyli zapalenie spojówek. Na podstawie badań stwierdzono, że wirus może replikować się nie tylko w układzie oddechowym, ale także w spojówkach.

W publikacji podkreślono, że ustalenie to ma bardzo ważne znaczenie z punktu widzenia zdrowia publicznego. O wynikach prac rzymskich lekarzy została powiadomiona Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).

Jak wyjaśniła badaczka z rzymskiego szpitala Concetta Castilletti, odkrycie to wskazuje na konieczność stosowania dodatkowych środków ochrony w takich sytuacjach, jak badania okulistyczne, które dotąd uważano za relatywnie bezpieczne, jeśli chodzi o ryzyko zakażenia tym wirusem.

Także w szpitalu Spallanzani na początku lutego został wyizolowany koronawirus, co wtedy uznano za wiadomość o znaczeniu „globalnym”. Włochy to pierwszy kraj w Europie, w którym to się udało.(PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81901%2Cwlochy-w-szpitalu-w-rzymie-wyizolowano-koronawirusa-we-lzach-pacjentki.html

W kwietniu cztery szczepionki przeciwko Covid-19 testowane będą na ludziach
22.04.2020 Autor: Zbigniew Wojtasiński

Jeszcze w kwietniu co najmniej cztery szczepionki przeciwko Covid-19 testowane będą na ludziach. Od czwartku badania kliniczne rozpoczynają specjaliści brytyjscy, a pod koniec tego miesiąca nad innym preparatem będą one prowadzone w Australii. Wcześniej podobne prace zainicjowano w USA i Chinach.

Jak informowały media amerykańskie, pierwsze badania kliniczne nad szczepionką przeciwko zakażeniom wywołanym przez koronawirusa SASRS-CoV-2 w marcu 2020 r. zainicjowali badacze Kaiser Permanente w Seattle. Preparat nie ma jeszcze nazwy, oznaczono go jedynie symbolami mRNA-1273. Te badania na razie wydają się być najbardziej zaawansowane.

Najmniej wiadomo o pracach prowadzonych w Chinach, poza tym, że prowadzone są na pierwszych ochotnikach. Jest to pierwsza faza testów, podobnie jak badań w USA. Faza ta ma przede wszystkim wykazać, że szczepionka jest bezpieczna. Badanie te potrwają co najmniej kilka miesięcy, jeśli wypadną pozytywnie, wtedy rozpocznie się druga faza testów. Ta ma z kolei wykazać czy preparat jest skuteczny i w jakich dawkach należy go podawać.

Specjaliści z Oxford University zapowiedzieli, że w czwartek oficjalnie rozpoczną badania na ludziach nad własną szczepionką. BBC informuje, że jeszcze we wrześniu chcą oni uzyskać pierwszą dużą partię - miliona dawek tego preparatu, by szybko rozpocząć kolejną fazę testów, a potem rozpocząć szczepienia. Badania te sponsoruje rząd brytyjski, podobnie jak prace nad inną szczepionką, jakie prowadzą badacze Imperial College Londyn. Są one jednak nieco mniej zaawansowane.

W Australii dobiegają końca badania na zwierzętach (fretkach) i jeszcze w kwietniu 2020 r. szczepionka ma być podawana pierwszym ochotnikom.

Według „New Scientist” w kwietniu w USA rozpoczną się badania kliniczne prowadzone przez amerykańską firmę Inovio. Wcześniej prowadziła już ona badania nad preparatem chroniącym przed innym koronawirusem, wywołującym MERS. Firma ta zamierza uzyskać 1 mln dawek szczepionki w grudniu 2020 r.

Podobne badania prowadzone są przez inne firmy farmaceutyczne, takie jak Sanofi i GSK, które od lat specjalizują się w różnego typu szczepionkach. Ich wyniki mamy poznać już wkrótce.

Cechą wspólną różnego rodzaju testowanych szczepionek jest to, że po podaniu mają wywołać reakcję odpornościową przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2. Na ogół zawierają one białko tego drobnoustroju lub fragmenty jego materiału genetycznego.

Specjaliści z Oxfordu testują preparat z materiałem genetycznym koronawirusa umieszczonym w „opakowaniu” innego nieszkodliwego wirusa atakującego szympansy. Taki spreparowany drobnoustrój ma być bezpieczny i zdolny do zaktywowania reakcji immunologicznej. Szczepionkę z materiałem genetycznym testują także specjaliści Inovio. Działanie tych preparatów polega na tym, że po podaniu w organizmie wytwarzane jest białko koronawirusa pobudzające produkcję przeciwciał.

Specjaliści zapewniają, że tego typu szczepionki genetyczne są bezpieczniejsze od tradycyjnych, stabilne, skuteczne już w małych dawkach i – co ważne – tańsze w produkcji masowej. Nie wiadomo jednak kiedy będą dostępne.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu, pierwsze szczepionki mogłyby się pojawić jeszcze pod koniec 2020 r. Najbardziej prawdopodobne jest, że szczepienia na większą skalę rozpoczną się wiosną lub w połowie 2021 r.

Szczepionki nie dla wszystkich będą dostępne od razu. Już teraz planuje się, że w pierwszej fazie będą szczepieni pracownicy opieki medycznej i domów pomocy społecznej, najbardziej narażeni na zakażenie koronawirusem. W kolejnym etapie preparaty otrzymają osoby starsze, szczególnie podatne na powikłania Covid-19 i zgony.

Eksperci podkreślają, że szczepionki muszą być przede wszystkim bezpieczne. Nawet jeśli powodowałyby niewiele powikłań, to przy masowej skali ich zastosowania może to być poważny problem medyczny. Z drugiej strony, bez masowych szczepień najprawdopodobniej nie uda się opanować pandemii. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81905%2Cw-kwietniu-cztery-szczepionki-przeciwko-covid-19-testowane-beda-na-ludziach

Eksperci: czeka nas druga, jeszcze silniejsza fala zakażeń jesienią i zimą
23.04.2020 Autor: Zbigniew Wojtasiński


Fot. EPA/MOHAMED MESSARA 17.04.2020

Świat nie uporał się jeszcze z pandemią Covid-19, tymczasem eksperci ostrzegają, że czeka nas jeszcze druga fala zakażeń, najprawdopodobniej jesienią i zimą. Dyrektor amerykańskiego Centrum Kontroli Chorób (CDC) twierdzi, że drugi atak może być groźniejszy - z powodu nałożenia się zakażeń koronawirusem na grypę sezonową.

Szef CDC dr Robert Redfield ostrzegł przed takim scenariuszem w rozmowie z „Washington Post”. Powiedział, że Stanom Zjednoczonym grozi kolejna fala zakażeń wywołanych przez koronawirusa SARS-CoV-2. „Ten atak na nasz kraj, jaki nastąpi zimą, może być jeszcze trudniejszy od tego, z którym zmagamy się obecnie” – podkreślił.

Skomplikowaną sytuację epidemiologiczną może pogorszyć występującą co roku jesienią i zimą grupa sezonowa. „Przed nami grypa sezonowa i epidemia wywołana przez koronawirusa w tym samym czasie” – stwierdził dr Redfield.

Takiego scenariusza również w naszym kraju obawia się wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. „Byłoby to bardzo niepokojące i złe, ponieważ jak wiemy, co roku grypa także w Polsce zbiera swoje śmiertelne żniwo. Skumulowanie tych dwóch chorób byłoby bardzo złe” – powiedział w minioną sobotę podczas konferencji prasowej.

Eksperci zwracają uwagę, że grypa występuje w zasadzie przez cały rok, a nasila się znacznie jesienią i zimą. W Polsce najwięcej zachorowań jest zwykle między styczniem i marcem. Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia-PZH w Warszawie wynika, że w ostatnich latach średnio było u nas 4 mln infekcji wywołanych przez grypę i zakażenia grypopodobne.

Drugiej fali zakażeń Covid-19 obawia się również prof. Herman Goossens, mikrobiolog Uniwersytetu w Antwerpii. Jego zdaniem może ona pojawić się już we wrześniu lub październiku. Jego obawy wynikają z tego, że niewielka jest wciąż odporność populacyjna na koronawirusa SARS-CoV-2.

Ocenia się, że w przypadku takiego zakażenia, jak Covid-19, odporność grupowa powinna sięgnąć co najmniej 60-70 proc., żeby zahamować rozwój epidemii. Tymczasem z badań w wielu krajach wynika, że jak na razie rozwija się ona bardzo wolno. Według belgijskiego specjalisty w Hiszpanii, Włoszech, Holandii i Austrii nie przekroczyła ona nawet 5 proc.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że od wybuchu pandemii Covid-19 w grudniu 2019 r. na całym świecie doszło już do prawie 2,6 mln zakażeń i około 180 tys. zgonów. Są też liczne wyzdrowienia: jest już 701,5 tys. ozdrowieńców. Aktywnych zakażeń, czyli występujących obecnie, jest 1,7 mln. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81898%2Ceksperci-czeka-nas-druga-jeszcze-silniejsza-fala-zakazen-jesienia-i-zima
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:10 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #68 dnia: Kwiecień 09, 2020, 20:35 »
(68)  357-359

Niewydolność płuc w COVID-19 nie przypomina choroby himalaistów - wyczynowców
23.04.2020 Autor: Paweł Wernicki


Fot. EPA/GIUSEPPE LAMI 10.04.2020

Wbrew rozpowszechnianym na internetowych forach medycznych opiniom ostra niewydolność oddechowa, do jakiej może dochodzić w przebiegu COVID-19, nie przypomina skutków wysokościowego obrzęku płuc (HAPE) – przestrzegają doświadczeni specjaliści na łamach pisma „High Altitude Medicine & Biology”.

Autorami artykułu są dr Andrew M.Luksa z University of Washington w Seattle oraz jego współpracownicy z Himalayan Rescue Association, Intermountain Medical Center (Salt Lake City, UT), University of Utah, Salt Lake City, St. Mary`s Medical Center, San Francisco (Kalifornia), VA Puget Sound Health Care System, Seattle i University of Colorado Anschutz Medical Campus (Aurora).

Wysokościowy obrzęk płuc (High Altitude Pulmonary Edema – w skrócie HAPE) - to druga po urazach przyczyna śmierci w wysokich górach (powyżej 3000 metrów). Na skutek nadmiernego ciśnienia w naczyniach krwionośnych płuc pęcherzyki płucne niektórych przebywających na dużej wysokości osób wypełniają się płynem. HAPE częściej występuje u zdrowych i sprawnych wspinaczy, których rozpiera nadmiar energii i zamiast spokojnie się aklimatyzować, próbują maksymalnego wysiłku w pierwszych dniach na dużej wysokości.

Główne objawy to kłopoty z oddychaniem, przyspieszony oddech, duszność podczas odpoczynku, wilgotny kaszel z odpluwaniem podbarwionej krwią wydzieliny, uczucie bulgotania w płucach, sine usta, język i paznokcie, apatia i obawa o własne życie. Nieleczony HAPE kończy się zatrzymaniem oddechu i śmiercią, czemu można zapobiec sprowadzając chorego niżej, stosując przenośną komorę ciśnieniową (worek hiperbaryczny) lub podając tlen i leki, na przykład moczopędny acetazolamid czy rozszerzającą naczynia nitrendypinę lub …sildenafil, bardziej znany jako Viagra.

Natomiast zespół ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) to zagrażający życiu stan, w którym płuca nie mogą pracować prawidłowo. Spowodowany jest urazem ściany naczyń włosowatych z powodu choroby lub obrażeń fizycznych. Ściana naczynia przecieka, co prowadzi do nagromadzenia płynu i ostatecznie zapadnięcia się pęcherzyków powietrznych. Płuca tracą zdolność wymiany tlenu i dwutlenku węgla. Leczenie opiera się na kontrolowaniu poziomu płynów i zastosowaniu wentylacji mechanicznej za pomocą respiratora lub też pozaustrojowego utlenowania krwi (ECMO). Jak dotąd nie opracowano skutecznego leczenia farmakologicznego ARDS. Może ono spowodować zgon w wyniku niewydolności wielonarządowej. Prawdopodobieństwo zgonu z powodu ARDS jest największe u osób w podeszłym wieku i osób z innymi chorobami.

Wypowiadający się na łamach „High Altitude Medicine & Biology” naukowcy wskazują, że ARDS w COVID-19 występuje w wyniku spowodowanej przez wirusa reakcji zapalnej, podczas gdy HAPE nie występuje na skutek stanu zapalnego, ale raczej w wyniku nadmiernego i nierównomiernego niedotlenienia z powodu zwężenia naczyń płucnych. Zrozumienie różnych mechanizmów HAPE i ARDS ma zasadnicze znaczenie dla postępowania z pacjentem, ponieważ leczenie każdej z tych patologii będzie zupełnie inne. Do przezwyciężenia stanu zapalnego w COVID-19 może być konieczne długotrwałe leczenie podtrzymujące, w tym wentylacja mechaniczna.

"Niezwykle ważne jest, aby nie porównywać tych dwóch chorób tylko dlatego, że mają one pewne podobieństwa w obrazie radiologicznym płuc (obustronne zacienienia) i powodują hipoksemię (niską zawartość tlenu we krwi). Można to powiedzieć o wielu innych ostrych stanach dotyczących płuc. Każde postrzegane powiązanie HAPE z COVID 19 uszkodzenie płuc mogłoby mieć szkodliwe konsekwencje, gdyby te same leki przydatne w HAPE były wypróbowane u osób z niewydolnością oddechową związaną z COVID-19" - przestrzega dr Erik R. Swenson, redaktor naczelny pisma oraz profesor medycyny z University of Washington.(PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81891%2Cniewydolnosc-pluc-w-covid-19-nie-przypomina-choroby-himalaistow-wyczynowcow

Hiszpania/ Lekarze: młodym osobom z Covid-19 towarzyszą zmiany na skórze stóp
23.04.2020 Marcin Zatyka (PAP)

Pacjentom chorym na Covid-19 bardzo często towarzyszą zmiany na skórze stóp. Problemy dermatologiczne u zakażonych koronawirusem dotyczą przede wszystkim młodych osób – twierdzą hiszpańscy lekarze, z którymi rozmawiał madrycki dziennik “El Pais” oraz radio Cope.

Według specjalistów problemy dermatologiczne są prawdopodobnie objawem zachorowania na Covid-19. Wskazują oni na liczne przypadki “purpurowych zmian” na skórze stóp.

W opublikowanym na stronie hiszpańskiej izby podologów (CGCOP) oświadczeniu napisano, że zmiany dermatologiczne na stopach są bardzo powszechne u dzieci oraz nastolatków zainfekowanych koronawirusem.

“W większości przypadków purpurowe zmiany na skórze nie są groźne. (…) Ich pojawienie się oraz zaobserwowanie podwyższenia temperatury ciała oraz kaszlu może świadczyć o zakażeniu” - ostrzegła izba.

Także przewodnicząca hiszpańskiego Stowarzyszenia Pielęgniarstwa Pediatrycznego (AEP) Isabel Morales potwierdziła przypadki zmian dermatologicznych na stopach młodych pacjentów, określając je jako “małe, swędzące plamy”.

“Są to zazwyczaj niewielkie rany, a ich występowanie stwierdziliśmy już u wielu dzieci chorych na Covid-19” - dodała Morales, wskazując, że często pojawieniu się zmian dermatologicznych towarzyszy biegunka.

Tymczasem jak ustaliło radio Cope stosunkowo powszechnym symptomem zakażenia koronawirusem jest też utrata węchu oraz smaku. Madrycka rozgłośnia szacuje, że na zaburzenie to cierpi średnio 80 proc. osób chorych na Covid-19.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81920%2Chiszpania-lekarze-mlodym-osobom-z-covid-19-towarzysza-zmiany-na-skorze-stop

WHO: wirus pozostanie z nami na długi czas
23.04.2020

Szef Światowej Organizację Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus oświadczył w środę, że wiele krajów w Afryce i Ameryce Łacińskiej jest dopiero na "wstępnym etapie epidemii". "Nie łudźmy się, czeka nas długa droga. Wirus pozostanie z nami na długi czas" - dodał.

"Większość krajów jest na wczesnym etapie epidemii, a te spośród nich, w których zaczęła się ona wcześnie, obserwują ponowny wzrost przypadków (zakażeń)" - oznajmił Tedros.

Dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych dr Mike Ryan ostrzegł przed przedwczesnym znoszeniem ograniczeń dotyczących podróży, co może spowodować dalszy rozwój epidemii i zaapelował o "ostrożne zarządzanie ryzykiem".

Szef WHO odniósł się też do oskarżeń USA o niewłaściwe postępowanie jego organizacji na początku epidemii. "Ogłosiliśmy stan międzynarodowego zagrożenia we właściwym momencie i reszta świata miała wystraczająco dużo czasu na reakcję; (w tym czasie) były tylko 82 przypadki (zakażeń) poza Chinami" - podkreślił.

USA ocenią, czy WHO jest zarządzana we właściwy sposób - powiedział w środę tymczasowy dyrektor amerykańskiej agencji ds. rozwoju międzynarodowego USAID John Barsa.

W połowie kwietnia prezydent USA Donald Trump polecił swej administracji wstrzymać wpłacanie składek na WHO do czasu wyjaśnienia, jaką rolę organizacja ta odegrała w "niewłaściwym zarządzaniu i ukrywaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa". Zarzucił też WHO, która jest agendą ONZ, że "jej liczne błędy przyczyniły się do tak wielu przypadków śmierci".

W obronie WHO wypowiedzieli się m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Kanady Justin Trudeau. Spór o ocenę tej organizacji był prawdopodobnie powodem dla którego po niedawnej wideokonferencji przywódców państw G7 nie wydano wspólnego oświadczenia, a komunikat Białego Domu nie pokrywał się z oświadczeniami Pałacu Elizejskiego czy rzecznika Merkel.

Tedros odpowiedział na krytykę Waszyngtonu, podkreślając, że koronawirus wykorzystywany jest do celów politycznych.

Stany Zjednoczone są największym płatnikiem, jeśli chodzi o finansowanie WHO przez poszczególne kraje. W tym roku USA mają przekazać na Światową Organizacje Zdrowia blisko 116 mln dolarów. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81919%2Cwho-wirus-pozostanie-z-nami-na-dlugi-czas.html
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:11 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #69 dnia: Kwiecień 10, 2020, 05:49 »
(69)  360-362

Eksperci: Covid-19 to nie tylko choroba płuc, powoduje zakrzepy i udary
24.04.2020 Autor: Zbigniew Wojtasiński

Covid-19 to nie tylko choroba płuc, zwiększa również krzepliwość krwi, powoduje zakrzepy i niedokrwienne udary mózgu, nawet u ludzi młodych – ostrzegają specjaliści amerykańscy. Jednak Amerykańskie Towarzystwo Hematologiczne (ASH) jest powściągliwe i nie wydało jeszcze w tej sprawie żadnych zaleceń.

Pierwsze sugestie, że Covid-19 może zwiększać krzepliwość krwi w organizmie zakażonej osoby pojawiły się już pod koniec marca 2020 r. Wskazywały na to obserwacje w Chinach i we Włoszech, o czym informowało pismo „Journal of Trauma and Acute Care Surgery”.

Zauważono, że jedną z głównych przyczyn zgonu z powodu tej choroby jest wykrzepianie się krwi w różnych narządach, jednak szczególnie w płucach. Zaproponowano wtedy leczenie przeciwkrzepliwe z wykorzystaniem tkankowego aktywatora plazminogenu (tPA), leku od dawna stosowanego m.in. u chorych z udarem mózgu.

Sugestie te potwierdzają specjaliści Mount Sinai Hospital w Nowym Jorku. Reuters informuje, że powstawanie zakrzepów zauważono w wielu narządach osób chorych na Covid-19. Z tego powodu w płucach pacjentów podłączonych do respiratora dochodziło do niedokrwienia tego narządu. Nie są one sztywne jak w przypadku zapalenia płuc, lecz wydają się być napompowane na skutek niedokrwienia.

Do szpitali przyjmowani są chorzy z udarem niedokrwiennym mózgu w młodym wieku, poniżej 49. roku życia, wielu zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2. „Udar był u nich pierwszym objawem choroby” – twierdzi prof. J. Mocco, neurochirurg z Mount Sinai.

„Być może, jeśli zapobiegniemy krzepnięciu krwi, sprawimy, że przebieg choroby będzie łagodniejszy” – twierdzi dr David Reich ze szpitala Mount Sinai. Coraz więcej specjalistów amerykańskich włącza leczenie przeciwzakrzepowe u chorych z Covid-19, zanim jeszcze pojawią się objawy powstawania zakrzepów.

Podobne są obserwacje w innych szpitalach amerykańskich, w Thomas Jefferson University Hospital w Filadelfii oraz w Beth Israel Deaconess Medical Center w Bostonie. W szpitalu bostońskim od początku kwietnia u pacjentów stosowane jest leczenie przeciwzakrzepowe z użyciem tkankowego aktywatora plazminogenu.

Lekarze zastrzegają, że większa krzepliwość krwi u pacjentów z Covid-19 nie jest związana z tym, że są oni unieruchomieni w łóżku. Tak się zdarza u chorych po operacjach, szczególnie po zabiegach ortopedycznych. Jednak w przypadku tej choroby dochodzi do tego wcześniej, niż można byłoby tego oczekiwać. W Mount Sinai na oddziale intensywnej terapii zamiast tPA stosuje się heparynę, inny podobnie działający lek, podawany profilaktycznie.

Jednak Amerykańskie Towarzystwo Hematologiczne (ASH) jest wciąż powściągliwe w tej sprawie. Nie wydało żadnych zaleceń i twierdzi, że korzyści takiego przeciwzakrzepowego leczenia „obecnie nie są znane”. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81943%2Ceksperci-covid-19-nie-tylko-choroba-pluc-powoduje-zakrzepy-i-udary.html

W. Brytania/ Ruszyły pierwsze w Europie testy na ludziach szczepionki na Covid-19
24.04.2020 Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Pierwsze w Europie testy kliniczne na ludziach szczepionki przeciw koronawirusowi rozpoczęły się w czwartek w Oxfordzie. Dawkę szczepionki wstrzyknięto dwojgu pierwszym z ponad 800 ochotników, którzy zgłosili się do badania.

Jak wyjaśnia stacja BBC, połowa z nich otrzyma szczepionkę przeciw Covid-19, a połowa szczepionkę kontrolną, która chroni przed zapaleniem opon mózgowych, ale nie przed koronawirusem. Badani nie będą wiedzieć, którą ze szczepionek otrzymają.

"Jestem naukowcem, więc chciałam spróbować wspierać proces naukowy, gdzie tylko mogę" - powiedziała BBC Elisa Granato, jedna z dwóch pierwszych osób, które otrzymały zastrzyk.

Szczepionka została opracowana w mniej niż trzy miesiące na Uniwersytecie w Oxfordzie. "Osobiście mam wysoki poziom wiary w tę szczepionkę. Oczywiście, musimy ją przetestować i uzyskać dane od ludzi. Musimy pokazać, że ona działa i powstrzymuje przed zakażeniem koronawirusem, zanim użyjemy szczepionki w szerszej populacji" - powiedziała Sarah Gilbert, profesor wakcynologii w Instytucie Jennera na Uniwersytecie w Oxfordzie.

Szczepionka stworzona jest na podstawie osłabionej wersji zwykłego wirusa przeziębienia (znanego jako adenowirusy) od szympansów, który został zmodyfikowany tak, że nie może się rozwijać u ludzi.

Zespół z Oxfordu opracował już szczepionkę przeciwko MERS, który również powodowany jest przez koronawirusy, stosując to samo podejście - i miało to obiecujące wyniki w badaniach klinicznych.

Sposobem, w jaki naukowcy uzyskają wiedzę, czy szczepionka na Covid-19 działa, jest porównanie liczby osób zakażonych koronawirusem w nadchodzących miesiącach w dwóch grupach testowych. Jednak jeśli liczba zachorowań w Wielkiej Brytanii gwałtownie spadnie, może to być problemem z punktu widzenia testów, bo dane mogą być niewystarczające.

Dlatego priorytetowo do udziału w testach są traktowani pracownicy służby zdrowia, ponieważ są oni bardziej narażeni na kontakt z wirusem niż inni. Szersze badanie, obejmujące około 5 tys. ochotników, rozpocznie się w najbliższych miesiącach i nie będzie w nim limitu wieku.

Wolontariusze biorący udział w testach będą uważnie monitorowani w najbliższych miesiącach. Ostrzeżono ich, że niektórzy mogą mieć bóle rąk, głowy lub gorączkę w ciągu pierwszych kilku dni po szczepieniu. A także, że istnieje teoretyczne ryzyko, iż szczepionka może wywołać poważną reakcję na koronawirusa, co miało miejsce w niektórych początkowych testach na zwierzętach w przypadku szczepionki na SARS. Jednak zespół z Oxfordu twierdzi, że ryzyko wywołania przez szczepionkę wzmocnionej reakcji jest minimalne.

Tamtejsi naukowcy mają nadzieję, że do września będzie gotowy milion dawek, a następnie, jeśli szczepionka okaże się skuteczna, będzie możliwe radykalne zwiększenie produkcji.

Równolegle badania prowadzi zespół z Imperial College London, który ma nadzieję, że testy na ludziach swojej szczepionki rozpocznie w czerwcu.

Oba zespoły naukowców otrzymały na badania po 20 mln funtów z budżetu. Minister zdrowia Matt Hancock obiecał we wtorek, że brytyjski rząd będzie w pełni wspierał oba zespoły.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81958%2Cw-brytania-ruszyly-pierwsze-w-europie-testy-na-ludziach-szczepionki-na-covid

Holandia/ Koronawirus wykorzystuje komórki w nosie, by wywołać infekcje
24.04.2020 Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

Koronawirus prawdopodobnie wykorzystuje dwa konkretne typy komórek w nosie jako bramę do ludzkiego ciała. Naukowcy z Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Groningen (UMCG) do takich wniosków doszli wspólnie z kolegami z Wielkiej Brytanii i Francji - informuje "De Telegraaf".

Naukowcy odkryli, że komórki kubkowe i rzęski w nosie, które zawierają wiele tzw. informacyjnego RNA (mRNA), są wykorzystywane przez wirus SARS-CoV-2 do szybkiego rozprzestrzeniania się po całym ciele.

„Po raz pierwszy te specyficzne komórki w nosie zostały skojarzone z wirusem, który powoduje Covid-19” - poinformowali biolog Martijn Nawijn i pulmonolog Maarten van den Berge z UMCG, cytowany przez dziennik. „Lokalizacja tych komórek na powierzchni wnętrza nosa czyni je łatwo dostępnymi dla wirusa” - dodali.

Naukowcy opublikowali nowe informacje w "Nature Medicine". Mają nadzieję, że nowa wiedza na temat wirusa może pomóc w opracowaniu metod leczenia, które mogą ograniczyć jego przenoszenie.

Od początku pandemii Covid-19 w Holandii stwierdzono 34134 przypadków infekcji. Rzeczywista liczba zakażeń jest wyższa - jak podaje instytut - ponieważ nie wszystkie osoby z objawami poddawane są testom. Łącznie epidemia pochłonęła już w tym kraju 4177 ofiar śmiertelnych.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,81964,holandia-koronawirus-wykorzystuje-komorki-w-nosie-wywolac-infekcje.html
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:11 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #70 dnia: Kwiecień 10, 2020, 11:22 »
(70)  363-365

Dzięki ściekom można prowadzić testy COVID-19 na wielką skalę
24.04.2020

Wirusa SARS–CoV 2, podobnie jak inne niebezpieczne patogeny i czynniki chemiczne, można monitorować dzięki metodzie znanej jako epidemiologia ścieków (WBE) – informuje pismo "Science of the Total Environment”.

Jednym z głównych wyzwań dla systemu opieki zdrowotnej jest przeprowadzanie testów na obecność koronawirusa SARS–CoV 2 na wystarczająco dużą skalę.

Próbki ścieków mogą posłużyć jako źródło istotnych wskazówek na temat zdrowia zamieszkujących dany teren ludzi. Takim badaniom służy nowa metoda analiz, tzw. WBE.

Zdaniem Rolfa Haldena i Olgi Hart - naukowców z Arizona State University - WBE potencjalnie mogłaby określać poziomy zakażenia koronawirusem zarówno w skali lokalnej, jak i globalnej. WBE daje także nadzieję na monitorowanie w czasie rzeczywistym epidemii chorób, opornych drobnoustrojów, poziomów zażywania narkotyków lub wskaźników zdrowotnych cukrzycy, otyłości i innych chorób - sugerują naukowcy.

Jak podkreślają autorzy badań, nowe podejście pozwala na prowadzeni badań znacznie taniej w porównaniu z konwencjonalnym testowaniem i nadzorem epidemiologicznym, co może mieć szczególne znaczenie w przypadku uboższych krajów.

"Nasze wyniki pokazują, że wyłączne poleganie na testowaniu poszczególnych osób jest zbyt powolne, nieopłacalne kosztowo i najczęściej niepraktyczne, biorąc pod uwagę naszą obecną zdolność testowania" - zaznacza Halden. - "Jednak gdy poprzedza je badanie ścieków całej populacji, zadanie staje się mniej zniechęcające i łatwiejsze do przeprowadzenia".

Obecnie w USA działa największa krajowa i międzynarodowa sieć WBE i repozytorium próbek, znane jako Human Health Observatory (HHO) w ASU. Ostatnio do grupy wskaźników zdrowotnych, podlegających ciągłemu śledzeniu przez HHO od maja 2008 r., dodano SARS-CoV-2.

Technika opracowana przez Haldena ma wysoką czułość - może wykryć pojedynczą zakażoną osobę pośród od stu - do 2 milionów osób. Aby to osiągnąć, próbki ścieków bada się pod kątem obecności fragmentów kwasu nukleinowego wirusa SARS-CoV-2. Genomy RNA są amplifikowane w procesie znanym jako ilościowa reakcja łańcuchowa polimerazy (RT qPCR).

Najpierw za pomocą enzymu odwrotnej transkryptazy dokonuje się transkrypcji RNA koronawirusa na komplementarny DNA (cDNA), a następnie amplifikuje (powiela) powstałe DNA w celu poprawy jego wykrywania. Do potwierdzenia obecności wirusa w próbkach ścieków służą techniki sekwencjonowania.

Z pomocą RT qPCR powinno być możliwe wykrywanie nowego koronawirusa z wysoką czułością – co najmniej u 1 na 114 osób, natomiast w optymalnych warunkach - 1 pozytywny przypadek wśród 2 milionów niezainfekowanych.

„Możemy za jednym razem monitorować całą społeczność pod kątem obecności nowego koronawirusa” - powiedział Hart. - „Istnieją jednak kompromisy. Aby uzyskać najlepsze wyniki i uniknąć utraty informacji, chcemy dokonywać pomiarów blisko ognisk występowania wirusa i brać pod uwagę temperaturę i rozcieńczenie ścieków przy szacowaniu liczby zainfekowanych”.

Wstępne wyniki badań wskazują, że aby zapewnić odpowiednią precyzję, należy przeprowadzić staranną kalibrację. Metod jest szczególnie wrażliwa na kluczowe zmienne, w tym temperaturę sezonową, średni czas przepływu do kanalizacji, wskaźniki degradacji biomarkerów, dane demograficzne społeczności i zużycie wody na osobę.

Szacunki oparte na danych z Europy i Ameryki Północnej sugerują, że każda osoba zarażona SARS-CoV-2 wydala dziennie do ścieków miliony, jeśli nie miliardy genomów wirusa. Przekłada się to na od 0,15 do 141,5 mln genomów wirusowych na litr wytworzonych ścieków.

Oprócz ograniczenia przenoszenia wirusa oraz liczby zgonów wynikających z zakażenia SARS-CoV-2, dokładniejsze dane dotyczące całej populacji zapewniają inne korzyści społeczne. Znając ogniska wirusa, można lepiej ukierunkować zasoby pomocne w ochronie wrażliwych populacji za pomocą środków dystansowania społecznego, łagodząc ograniczenia w regionach wolnych od wirusów i minimalizując zakłócenia gospodarcze i społeczne.

W USA około 70 proc. populacji może zostać poddane badaniom przesiewowym pod kątem SARS-CoV-2 poprzez monitorowanie 15 014 oczyszczalni ścieków w kraju, przy szacowanym koszcie odczynników wynoszącym 225 000 USD.

Po zidentyfikowaniu regionalnych lub globalnych ognisk wirusa dzięki WBE, można testować poszczególne osoby za pomocą metod klinicznych. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81961%2Cdzieki-sciekom-mozna-prowadzic-testy-covid-19-na-wielka-skale.html

"FT": na świecie faktyczna liczba zgonów z powodu koronawirusa może być o 60 proc. wyższa
27.04.2020 Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Liczba zgonów z powodu koronawirusa na całym świecie może być nawet o 60 proc. wyższa niż wynika to z oficjalnych statystyk, szacuje w poniedziałek brytyjski dziennik "Financial Times".

"FT" porównał liczbę zgonów z różnych przyczyn w marcu i kwietniu 2020 r. w 14 krajach ze średnią za ten sam okres w latach 2015-2019.

We wszystkich analizowanych krajach z wyjątkiem Danii łączna liczba zgonów w marcu i kwietniu tego roku jest znacznie wyższa niż we wczesniejszych latach, a tej różnicy nie tłumaczą oficjalne statystyki śmierci spowodowanych z powodu koronawirusa. Stąd wniosek, że wiele zgonów nastąpiło na skutek Covid-19, ale nie uwzględniono ich w statystykach poszczególnych krajów.

Jak pisze gazeta, w tych 14 państwach - wyłącznie zachodnioeuropejskich - oficjalne statystyki w tym okresie (marzec - kwiecień 2020 r.) wykazały 77 tys. zgonów z powodu koronawirusa, podczas gdy ogólna liczba zgonów zwiększyła się o 122 tys. w stosunku do średniej za ten okres dla ostatnich pięciu lat.

Według "FT", gdyby na całym świecie liczba zgonów byłaby zaniżona w takim samym stopniu, faktyczny globalny bilans epidemii wynosiłby 318 tys., zamiast obecnych ponad 200 tys.

"FT" zastrzega, że niektóre z tych 122 tys. zgonów powyżej średniej mogą być wynikiem innych przyczyn niż Covid-19, ponieważ ludzie częściej teraz unikają szpitali z powodu pozostałych dolegliwości. Ale zwraca uwagę, że nadmierna śmiertelność najgwałtowniej wzrosła w tych miejscach, które najmocniej zostały dotknięte epidemią, co sugeruje, że większość z tych zgonów jest bezpośrednio związana z wirusem.

Dodatkowe zgony są najbardziej widoczne na tych obszarach miejskich, które stały się największymi ogniskami koronawirusa. W północnowłoskim regionie Lombardia, będącym epicentrum epidemii w Europie, w oficjalnych statystykach w prawie 1700 gminach, dla których dostępne są dane, odnotowano ponad 13 tys. zgonów. Jest to wzrost o 155 proc. w stosunku do średniej historycznej i o wiele wyższy niż 4348 oficjalnie potwierdzonych zgonów z powodu Covid-19 w tym regionie. Region otaczający włoskie miasto Bergamo odnotował największy na świecie wzrost liczby zgonów - 464 proc. powyżej normalnego poziomu, następnie są Nowy Jork z 200-procentowym wzrostem i Madryt ze 161-procentowym wzrostem.

Jak wskazuje "FT", niedoszacowanie liczby zgonów z powodu Covid-19 jest jeszcze większym problemem w krajach rozwijających się. W ekwadorskiej prowincji Guayas między 1 marca a 15 kwietnia odnotowano oficjalnie jedynie 245 zgonów z tego powodu, ale dane dotyczące łącznej liczby zgonów pokazują, że w tym okresie zmarło o około 10 200 osób więcej niż w innych latach, co jest wzrostem o 350 proc. W stolicy Indonezji, Dżakarcie, dane dotyczące pogrzebów pokazują wzrost o 1400 w stosunku do średniej historycznej w analogicznym okresie - to 15 razy więcej niż oficjalna statystyka mówiąca o 90 zgonach z powodu Covid-19 w tym czasie.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81985%2Cft-na-swiecie-faktyczna-liczba-zgonow-z-powodu-koronawirusa-moze-byc-o-60

“El Mundo”: szczepionka przeciwko koronawirusowi najwcześniej na wiosnę 2021 r.
27.04.2020

Najwcześniej na wiosnę 2021 r. należy spodziewać się pojawienia na rynku szczepionki przeciwko koronawirusowi - twierdzi w poniedziałek hiszpański dziennik “El Mundo”.

Wydawana w Madrycie gazeta zauważa, że nad szczepionką przeciwko infekcji SARS-CoV-2 pracuje obecnie na całym świecie ponad 70 zespołów naukowych.

“El Mundo” odnotowuje, że potrzeba pokonania pandemii wyzwoliła niespotykane dotychczas w historii działania i tempo pracy nad opracowaniem szczepionki. Zaznacza, że jeśli w ciągu najbliższego roku powstanie tego typu preparat, będzie to rekord czasu prac nad opracowaniem szczepionki. Przypomina, że średnio działania naukowców nad tego typu preparatami prowadzone są przez 10 lat.

Dziennik podkreśla, że dotychczas tylko pięciu zespołom naukowym udało się rozpocząć badania z udziałem ludzi nad szczepionką przeciwko zakażeniu koronawirusem. Przypomina, że w ostatnim tygodniu zielone światło na badania kliniczne dostała wspólna ekipa naukowa niemieckiej firmy BioNTech i amerykańskiego koncernu Pfizer.

Wśród czterech pozostałych zespołów pracujących nad szczepionką jest, jak wylicza gazeta, chińska spółka CanSino Biologics, która współpracuje z medyczną akademią wojskową armii ChRL, a także Instytut Jennera na angielskim Uniwersytecie Oksfordzkim i dwie grupy naukowe z USA. Pierwsza bazuje na współpracy firmy Moderna Therapeutics z Krajowym Instytutem Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID), a druga opiera się na kooperacji spółki Inovio Pharmaceuticals oraz Fundacji Billa i Melindy Gatesów.

“El Mundo” odnotowuje, że dotychczas najbardziej zaawansowana w pracach nad szczepionką przeciwko zakażeniu SARS-CoV-2 jest ekipa z Chin. Zespół ten, jako jedyny, pozytywnie przeszedł już pierwszą fazę testów klinicznych. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81992%2Cel-mundo-szczepionka-przeciwko-koronawirusowi-najwczesniej-na-wiosne-2021-r
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:12 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #71 dnia: Kwiecień 11, 2020, 09:23 »
(71)  366-368

W. Brytania/ Alert w związku ze stanem zapalnym u dzieci, być może związanym z Covid-19
27.04.2020 Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)

Brytyjska służba zdrowia wysłała do lekarzy pierwszego kontaktu alert w związku z gwałtownym wzrostem liczby dzieci przyjętych na oddziały intensywnej terapii z powodu stanu zapalnego, który może mieć związek z koronawirusem - podały w poniedziałek brytyjskie media.

"Rośnie obawa, że u dzieci w Wielkiej Brytanii pojawia się związany z (COVID-19) zespół zapalny - lub że może występować inny, jeszcze niezidentyfikowany, patogen zakaźny, związany z tymi przypadkami. W ciągu ostatnich trzech tygodni w całym Londynie, a także w innych regionach Wielkiej Brytanii, nastąpił wyraźny wzrost liczby dzieci w każdym wieku, prezentujących wielosystemowy stan zapalny wymagający intensywnej opieki" - napisano w ostrzeżeniu. Alert został wysłany przez oddział NHS, publicznej służby zdrowia, w północnym Londynie, a następnie przesłany dalej przez towarzystwo intensywnej terapii pediatrycznej (PICS).

Jak opisuje m.in. "Daily Mail", dzieci z nowym zespołem często cierpią na bóle brzucha, zapalenie mięśnia sercowego i "objawy żołądkowo-jelitowe", do których mogą należeć wymioty i biegunka. Lekarze porównali ten niewyjaśniony stan z zespołem wstrząsu toksycznego i chorobą Kawasakiego, które łącznie powodują szkodliwe obrzęki wewnętrzne, gorączkę i problemy z oddychaniem - wszystkie te objawy są charakterystyczne dla Covid-19.

Jednak u niektórych dzieci, u których wystąpiła choroba, wyniki testów na obecność koronawirusa były negatywne, co dodatkowo komplikuje postawioną diagnozę i rodzi podejrzenia, że za chorobą może stać inny patogen.

Urzędnicy NHS nie mają jeszcze jasności co do tego, jakie są objawy - mimo iż pediatrzy proszą, aby przedstawić wyraźniejszy obraz, aby mogli pozostać czujni.

Nie jest jasne, ile dzieci miało zespół zapalny, ani czy któreś z nich zmarło z tego powodu. Niejasne jest również, w jakim wieku są dzieci tym dotknięte lub czy w Wielkiej Brytanii występują jakieś skupiska przypadków.

Jak pisze "Daily Mail", według jednego z cenionych pediatrów, wśród lekarzy uważa się, że dotychczas dotknęło to tylko "garstkę" dzieci. Przyznał on jednak, że stan ten może być spowodowany przez przez patogen inny, niż koronawirus.

NHS nadal wymienia tylko tylko podwyższoną temperaturę i kaszel jako jako główne objawy COVID-19, mimo że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) twierdzi, że może on powodować też biegunkę oraz bóle, a w niektórych przypadkach wskazywana jest utrata zmysłu smaku i węchu u pacjentów.

Dzieci stanowią bardzo niewielki odsetek poważnie chorych na Covid-19. Według stanu na niedzielę, tylko dziewięć osób poniżej 19. roku życia zmarło w szpitalach Anglii po uzyskaniu pozytywnego wyniku testu na koronawirusa, spośród łącznej liczby 18420 zgłoszonych zgonów. Stanowi to ok. 0,05 procent.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81990%2Cw-brytania-alert-w-zwiazku-ze-stanem-zapalnym-u-dzieci-byc-moze-zwiazanym-z

Ekspert: wyniki badań w USA nad lekiem na Covid-19 - w połowie maja
27.04.2020 Autor: Zbigniew Wojtasiński

Najwcześniej w połowie maja znane będą wyniki badań nad obiecującym lekiem na Covid-19, jakie w USA prowadzone są z inicjatywy Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych. Zakończone niedawno podobne badania w Chinach rozczarowały, jednak o niczym jeszcze nie przesądzają – twierdzą eksperci. Lek ten testowany jest też w Polsce.

Wszyscy czekają na wyniki najbardziej wiarygodnych, czyli tzw. randomizowanych badań klinicznych, prowadzonych w USA. Prof. Andre Kalil z University of Nebraska Medical Center, który kieruje tymi pracami, powiedział Reutersowi, że zakończyła się pierwsza faza tych testów, a ich wyniki będą znane w połowie maja. Chodzi o lek antywirusowy o nazwie remdesivir firmy Gilead Sciences.

STAT News poinformował niedawno o przedwstępnych wynikach jednego zaledwie badania klinicznego trzeciej fazy, prowadzonego nad tym lekiem przez specjalistów University of Chicago z udziałem 125 pacjentów. Wynika z niego, że przyśpiesza on wychodzenie chorych z Covid-19. Wcześniej ustępują takie objawy tej choroby jak gorączka i zaburzenia układu oddechowego. Niemal wszyscy leczeni chorzy mogli opuścić szpital po upływie tygodnia.

Są to jednak nieoficjalne wyniki testów. STAT News opublikował je na podstawie zapisu wideo, w którym o przebiegu badań klinicznych wypowiadali się eksperci chicagowskiej uczelni, głównie prof. Kathleen Mullane. Poza tym uczelnia w Chicago jest jednym ze 152 ośrodków na świecie, w których prowadzone są badania nad lekiem remdesivir u pacjentów z Covid-19.

Przed kilkoma dniami opublikowano wyniki badań klinicznych tego leku, jakie przeprowadzono w Chinach. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) przerwano je, ponieważ nie wykazywały, by jego użycie poprawiało stan chorych. Inne badania są jednak bardziej obiecujące.

W Houston Methodist Hospital lek od 23 marca 2020 r. zastosowano u 41 pacjentów z ciężkim przebiegiem Covid-19. Żaden z nich nie zmarł, a połowa została już wypisana ze szpitala. Próby te mają jednak tę wadę, że nie porównywano tej grupy chorych z innymi, u których z podobnymi przebiegiem choroby leku tego nie zastosowano.

Z tzw. podwójną ślepą próbą prowadzone są inne badania kliniczne. Polegają one na tym, że porównuje się pacjentów, którzy otrzymali lek - z tymi, którym go nie podano, ale są w podobnym stanie choroby. Te obserwacje prowadzone są z inicjatywy Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych w USA (firma Gilead dostarcza bezpłatnie lek). Preparat podawany jest chorym z ciężkim i umiarkowanym przebiegiem Covid-19. Prof. Kalil na razie odmawia wszelkich wstępnych komentarzy na ten temat.

Dr Rajesh Gandhi z Massachusetts General Hospital w Bostonie zwraca uwagę, że większość chorych z Covid-19 powraca do zdrowia, nie wymagając leczenia lub otrzymując je w nieznacznym zakresie. To jednak utrudnia ocenę skuteczności działania remdesiviru. Dlatego trzeba poznać wyniki większej liczby badań klinicznych, żeby ocenić jego przydatność. Wiele zależy też od tego, na jakim etapie choroby podawany jest ten lek. Podejrzewa, że się, że lepsze efekty uzyskuje się, gdy otrzymują go chorzy w początkowym stadium jej rozwoju.

Preparat testowany jest też w Polsce. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu badania prowadzi prof. Krzysztof Simon. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że jeśli uzyskane wyniki będą korzystne, lek zaczną stosować inne szpitale: w Poznaniu, Warszawie i Łodzi. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81991%2Cekspert-wyniki-badan-w-usa-nad-lekiem-na-covid-19-w-polowie-maja.html

Mowa może być istotnym źródłem transmisji koronawirusa
29.04.2020


Fot. EPA/Peter Foley 15.04.2020

Kropelki śliny emitowane podczas mowy mogą być wręcz głównym źródłem przenoszenia się koronawirusa SARS-CoV-2, a noszenie maseczek znacznie ogranicza ich emisję – wskazuje badanie przeprowadzone przez naukowców z USA, które zamieszcza serwis MedRxiv.

Jak przypominają autorzy pracy, z badań wynika, że źródłem nawet 50-80 proc. przypadków COVID-19 mogą być osoby zakażone wirusem, ale nie mające (jeszcze bądź wcale) objawów. Co więcej, u osób bez objawów miano cząstek wirusa (czyli liczba cząstek wirusa w jednostce objętości) może być w nosie i gardle tak samo wysokie, jak u pacjentów z objawami COVID-19. Również w ślinie osób bezobjawowych stwierdzano wysoki poziom cząstek SARS-CoV-2.

Dlatego emisja kropelek śliny podczas mowy (a nie kaszlu, który u osób bez objawów nie występuje) może być głównym źródłem przenoszenia wirusa, oceniają naukowcy. Wprawdzie są one mniejsze niż te, które są emitowane podczas kaszlu czy kichania, jednak wystarczająco duże, by przenosić różne mikroorganizmy chorobotwórcze, powodujące infekcje oddechowe (jak wirus odry, grypy, czy prątki gruźlicy). Ponadto, wiele badań wykazało, że podczas mowy wydalamy znacznie więcej kropelek, niż podczas kaszlu.

Zespół pod kierunkiem dr. Philipa Anfinruda z Narodowych Instytutów Zdrowia w Bethesda (USA) przeprowadził doświadczenie polegające na przepuszczaniu płaskiej wiązki laserowej przez pudełko (wolne od cząstek kurzu), do którego wnętrza mówiła osoba uczestnicząca w doświadczeniu. Umożliwiło to detekcję kropelek śliny podczas mowy.

Okazało się, że w ciągu 16,6 milisekundy osoba mówiąca emitowała 360 kropelek. Wymówienie krótkiego zdania „Bądź zdrów” (po angielsku „Stay healthy”) wiązało się z emisją tysięcy kropelek niewidocznych gołym okiem. A im głośniej mówiła dana osoba tym więcej kropelek emitowała.

Jak tłumaczą badacze, kropelki śliny emitowane podczas mowy mogą przenosić wirusa bezpośrednio – jeśli druga osoba wdycha kropelki pochodzące od osoby mówiącej, bądź drogą pośrednią - gdy spadną na powierzchnię, z której zostaną następnie przeniesione na śluzówki na dłoniach.

Naukowcy wykazali ponadto, że zwykła maska na twarz znacznie ograniczyła wydalanie kropelek śliny podczas mowy – żadne z wypowiadanych w masce słów nie powodowało widocznego wzrostu liczby kropelek w powietrzu wewnątrz pudełka.

Zdaniem autorów pracy te wstępne wyniki wymagają jeszcze weryfikacji, ale sugerują, że mowa może być faktycznie głównym źródłem transmisji koronawirusa. Dlatego mogą one pomóc podejmować właściwe decyzje dotyczące przeciwdziałania szerzenia się pandemii.

Jeśli kolejne badania potwierdzą, że kropelki emitowane podczas mowy są głównym źródłem transmisji SARS-CoV-2, to noszenie jakiejkolwiek zasłony ust w przestrzeni publicznej przez wszystkich, a także ścisłe przestrzeganie reguły dotyczącej zachowania dystansu między ludźmi i mycia rąk, mogą znacznie ograniczyć roznoszenie koronawirusa i pomóc kontrolować rozwój pandemii do czasu opracowania szczepionki przeciw SARS-CoV-2, podsumowują badacze.


Źródło: https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.04.02.20051177v1.full.pdf. (PAP)
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82017%2Cmowa-moze-byc-istotnym-zrodlem-transmisji-koronawirusa.html
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:12 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #72 dnia: Kwiecień 11, 2020, 10:20 »
(72)  369-371

Liczba ozdrowieńców z Covid-19 zbliża się do miliona
29.04.2020  Autor: Zbigniew Wojtasiński

Wkrótce na świecie będzie już 1 mln tzw. ozdrowieńców - czyli osób, które wyzdrowiały z choroby Covid-19 – wynika z najnowszych danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wszystkich zachorowań od wybuchu epidemii jest prawie 3,2 mln.

Zwiększa się liczba osób, które wyzdrowiały z choroby Covid-19. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na świecie jest 962 tys. ozdrowieńców. U zdecydowanej większości pacjentów - bo aż 97 proc. - choroba ma przebieg łagodny lub umiarkowany. Jedynie u 3 proc. zakażonych jest lub była w stanie poważnym albo wręcz krytycznym.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski powiedział w środę na konferencji prasowej, że w Polsce więcej osób zdrowieje, niż ulega zakażeniu. Obecnie z powodu zakażenia koronawirusem Covid-19 hospitalizowanych jest prawie 3 tys. pacjentów, ale jednocześnie ponad 3 tys. wyzdrowiało.

Do zdrowia powracają nawet osoby w bardzo zaawansowanym wieku, nawet stulatkowie. Niedawno w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie z Covid-19 wyzdrowiał 100-letni Stanisław Bigos, partyzant i strażak.

Niestety zdarza się, że z powodu zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 umierają ludzie młodzi, nawet nastolatki. Przed kilkoma dniami Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że najmłodsza jak dotąd ofiara tej choroby w naszym kraju miała zaledwie 18 lat. Był to mężczyzna z Kędzierzyna-Kola cierpiący na choroby współistniejące, takie jak mózgowe porażenie dziecięce oraz padaczka. Jego stan był ciężki już w chwili przyjęcia do szpitala.

Prof. Adam Antczak z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi powiedział PAP, że ozdrowieńców uznaje się osoby, które nie wykazują już objawów choroby i dwoma testami molekularnymi potwierdzono, że nie mają koronawirusa SARS-CoV-2.

Według WHO od wybuchu epidemii w Chinach w grudniu 2019 r. wszystkich zachorowań jest na świecie prawie 3,2 mln. Zmarło dotąd 220 tys. chorych. Na całym świecie obecnie aktywne są prawie 2 mln przypadków zakażenia. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82028%2Cliczba-ozdrowiencow-z-covid-19-zbliza-sie-do-miliona.html

WHO: wciąż nie wiemy, jaką rolę w transmisji koronawirusa mają dzieci
30.04.2020 aktualizacja 30.04.2020©

Eksperci europejskiego oddziału WHO w czwartek sceptycznie odnieśli się do badań sugerujących, że dzieci w mniejszym stopniu przenoszą koronawirusa i rzadziej ulegają infekcjom. WHO apeluje też do krajów, by nie zaniedbywały szczepienia dzieci z powodu pandemii.

Podczas wideokonferencji prasowej eksperci europejskiego biura WHO sceptycznie odpowiedzieli na pytanie o badania m.in. w Szwajcarii i w Holandii, których wyniki mogą sugerować, że małe dzieci znacznie rzadziej doznają infekcji koronawirusa i zakażają nim dorosłych. Na podstawie tych badań władze Szwajcarii zniosły rekomendacje odradzające kontakty między dziećmi i seniorami.

Prof. Adam Finn z WHO ocenił, że jest zdecydowanie za wcześnie, by wyciągać kategoryczne wnioski na podstawie pojedynczych badań, zwłaszcza w świetle sprzecznych sygnałów z różnych krajów.

"Jedyne, co obecnie wiemy na pewno, to, że zdecydowana większość dzieci, z nielicznymi wyjątkami, przechodzi chorobę łagodnie. Wciąż nie wiemy jednak, jaką rolę odgrywają dzieci w transmisji wirusa" - wskazał Finn. Dodał, że istnieją wprawdzie badania prowadzone np. w Australii, które sugerują, że dzieci w mniejszym stopniu przenoszą wirusa na osoby dorosłe, jednak są to tylko "wstępne dane i (do tego) niezbyt przekonujące".

Jak stwierdził Finn, państwa są zmuszone podejmować decyzje na temat ponownego otwarcia szkół w warunkach braku pewnej wiedzy na temat wirusa, dlatego powinny zachować daleko idącą ostrożność.

Według regionalnego dyrektora WHO w Europie Hansa Kluge około połowa krajów Europy zaczęła znoszenie restrykcji. Kluge zaapelował do państw, by jednym z głównych kryteriów przy podejmowaniu decyzji było zapewnienie, by system opieki zdrowotnej mógł funkcjonować na dwóch płaszczyznach, zapewniając opiekę nie tylko chorym na Covid-19, ale też cierpiącym na inne schorzenia.

Dyrektor WHO podkreślił wagę utrzymania normalnego terminarza szczepień. Jak dodał, z powodu zaniedbania kluczowych szczepień, około 6 tys. osób, głównie dzieci, zachorowało w Europie na odrę. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82041%2Cwho-wciaz-nie-wiemy-jaka-role-w-transmisji-koronawirusa-maja-dzieci.html

COVID-19 zabija więcej mężczyzn niż kobiet; przyczyna może leżeć w układzie odporności
30.04.2020

Wśród ofiar choroby COVID-19 wywoływanej przez nowego koronawirusa ok. 60 proc. stanowią mężczyźni. Odpowiedzialne za to mogą być różnice w funkcjonowaniu układu odporności u obu płci – wynika z badań, które cytuje serwis ScienceNews.

O tym, że większy odsetek pacjentów ciężko przechodzących COVID-19 i umierających z jego powodu stanowią mężczyźni, informowały już pierwsze raporty pochodzące z Chin. Różnice te są jednak najlepiej widoczne w krajach, które podają dane w podziale na płeć. We Włoszech na dzień 20 kwietnia 64 proc. zgonów przypadało na mężczyzn, w Hiszpanii w dniu 21 kwietnia odsetek ten wynosił 59 proc., a w Niemczech 21 kwietnia 58 proc. W Nowym Jorku, który ma najwyższą śmiertelność z powodu COVID-19 w USA, na dzień 21 kwietnia 60 proc. zgonów stwierdzono wśród mężczyzn (ogólne dane z USA nie są dzielone ze względu na płeć).

Amerykańskie Centra ds. Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) oceniają, że za różnice te może w pewnym stopniu odpowiadać fakt, iż panowie częściej niż kobiety mają inne problemy zdrowotne, zwiększające ryzyko zgonu na COVID-19, w tym nadciśnienie tętnicze czy cukrzycę typu 2.

Inna możliwą przyczyną mogą być różnice w funkcjonowaniu układu odporności u kobiet i mężczyzn, za które odpowiadają czynniki genetyczne oraz hormony płciowe. Ogólnie z literatury naukowej wynika, że odpowiedź układu odporności na zakażenie jest silniejsza u kobiet, co czyni je mniej podatnymi na zakażenia wirusowe (choć może to przebiegać inaczej u poszczególnych osób). Jednocześnie silniej reagujący układ odporności wiąże się z częstszym występowaniem wśród pań chorób autoimmunologicznych, takich jak stwardnienie rozsiane, a mniej reaktywny układ odporności u panów naraża ich na częstsze występowanie różnych nowotworów złośliwych.

Zdaniem Sabry Klein, wirologa z Johns Hopkins University Bloomberg School of Public Health (Baltimore, USA), silniejsza reakcja układu immunologicznego kobiet na infekcję dotyczy zarówno odporności wrodzonej, jak i nabytej. Wrodzona odporność stanowi pierwszą linię obony przez mikroorganizmami chorobotwórczymi, w tym wirusami, podczas gdy odporność nabyta, bardziej specyficzna, rozwija się nieco później w odpowiedzi na kontakt z danymi patogenem, co ma związek z tym, że do produkcji specyficznych przeciwciał obronnych potrzebny jest czas.

Również żeński hormon płciowy estrogen ma wpływ na funkcjonowanie mechanizmów odporności wrodzonej i nabytej. Reguluje on aktywność wielu genów kodujących białka uczestniczące w pracy układu odporności. Może na przykład pobudzać produkcję interferonów - podkreśla Klein. Hormon ten wpływa również na niektóre geny, które regulują odpowiedź limfocytów B, produkujących przeciwciała.

Klein podkreśla, że wszystkie dane na ten temat pochodzą z badań dotyczących innych zakażeń wirusowych i nie były dotychczas weryfikowane w kontekście infekcji koronawirusem SARS-CoV-2. Dostarczają one jednak pewnych wskazówek, ocenia badaczka. Jedną z ważniejszych prac jest ta, która dotyczy badań nad myszami zakażonymi wirusem SARS-CoV-1 (wywołał epidemię w 2002-2003 r.) i wykazuje wiele podobieństw z SARS-CoV-2. Wiadomo, że śmiertelność wśród mężczyzn z powodu infekcji SARS-CoV-1 również była wyższa niż wśród kobiet.

Zdaniem współautora badania na myszach Stanley`a Perlmana, wirologa z University of Iowa (USA) badanie różnic płciowych u gryzoni jest o tyle wygodne, że eliminuje czynniki mogące mieć związek z zachowaniami typowymi dla płci. Wśród przyczyn odpowiedzialnych za różnice w ciężkości COVID-19 między płciami w Chinach podawano m.in. to, że chińscy mężczyźni palą więcej niż kobiety. Doświadczenia na myszach pozwalają pominąć takie różnice.

W badaniach na myszach zespół Perlmana porównywał przebieg infekcji odpowiednikiem SARS-CoV-1, który zakaża ludzi. Okazało się, że wśród myszy w średnim wieku (w 8. - 9. miesiącu życia) wszystkie samce ginęły w ciągu ośmiu dni od zakażenia, podczas gdy wśród samic stwierdzono jedynie 10 proc. zgonów do 12. dnia od infekcji. Co więcej, u samców obserwowano wyższy poziom cząstek wirusa w płucach niż u samic, co sugeruje, że mechanizm usuwania wirusa z organizmu był u nich mniej wydajny. Ponadto, reakcja zapalna, nie mająca wpływu na pozbywanie się infekcji, przedłużała się u myszy płci męskiej.

Jednak, gdy naukowcy usuwali samicom myszy jajniki, by zapobiec produkcji estrogenu, około 85 proc. z nich ostatecznie ginęło w wyniku zakażenia wirusem SARS, w porównaniu z ok. 20 procentami samic, którym zachowano jajniki. Według Perlmana samice pozbawione estrogenu były równie wrażliwe na zakażenie koronawirusem, jak samce. Dlatego badacz uważa, że estrogen w dużym stopniu odpowiada za różnice śmiertelności z powodu SARS między płciami. Wyniki tej pracy zostały opublikowane na łamach pisma „Journal of Immunology” w 2017 r.

Zarówno Klein, jak i Perlman planują prowadzić badania nad różnicami w reakcji na COVID-19 w zależności od płci. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82046%2Ccovid-19-zabija-wiecej-mezczyzn-niz-kobiet-przyczyna-moze-lezec-w-ukladzie
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:13 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #73 dnia: Kwiecień 11, 2020, 15:20 »
(73)  372-374

Chiny/ Badanie: koronawirus może ukrywać się głęboko w płucach
30.04.2020 Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)

Chińscy badacze ustalili, że koronawirus może wciąż ukrywać się głęboko w płucach pacjentów uznanych za wyleczonych i wypisywanych ze szpitali; nie jest wtedy możliwy do wykrycia zwykłymi metodami – podał w czwartek dziennik „South China Morning Post”.

„Nasze opracowanie daje pierwsze patologiczne dowody na pozostałości wirusa w płucach pacjenta (u którego testy dały wynik ujemny) trzy razy z rzędu” - napisali autorzy badania, przeprowadzonego pod kierunkiem Biana Xiuwu z Uniwersytetu Medycznego Armii w mieście Chongqing. Odkrycie opublikowano we wtorek w czasopiśmie „Cell Research”, który prezentuje badania poddane naukowej recenzji.

Wnioski oparto na sekcji zwłok 78-letniej kobiety, która zmarła po tym, jak uznano ją za wyleczoną z Covid-19. Kobieta została przyjęta do szpitala w Chongqingu 27 stycznia po upadku. Tam stwierdzono u niej zakażenie koronawirusem, a następnie rozwinęły się u niej objawy Covid-19.

Pacjentka otrzymała leki przeciwwirusowe, a 13 lutego uznaną ją za gotową do wyjścia ze szpitala, ponieważ trzy badania próbek pobranych z jej nosa i gardła dały wynik ujemny. Jej stan znacznie się poprawił, co stwierdzono w badaniu tomografii komputerowej. Jednak następnego dnia akcja serca kobiety zatrzymała się i pacjentka zmarła.

W czasie sekcji zwłok śladów koronawirusa nie znaleziono w wątrobie, sercu, jelitach, skórze ani szpiku kostnym zmarłej. Patogen wykryto natomiast w tkance głęboko w jej płucach. Badanie próbek pod mikroskopem elektronowym wykazało, że znajdują się tam całe wirusy otoczone charakterystycznymi, przypominającymi koronę osłonkami – podał „SCMP”.

Ukryte w płucach wirusy nie powodowały widocznych objawów. W tkance płuc stwierdzono uszkodzenia typowe dla zakażeń wirusowych, ale brak patogenu w innych częściach ciała utrudniał jego wykrycie, ponieważ używane na szeroką skalę testy nie opierają się na próbkach pobranych głęboko z płuc.

Naukowcy starają się ustalić, dlaczego u części pacjentów uznanych za wyleczonych i zwalnianych z kwarantanny ponownie wykrywa się wirusa. W Korei Płd. do czwartku odnotowano 305 takich przypadków. Zdarzały się one również między innymi w Chinach kontynentalnych, Makau, Hongkongu, Wietnamie, na Filipinach i na Tajwanie. W mieście Kanton na południu Chin służby medyczne informowały, że dotyczyło to ok. 14 proc. pacjentów wypisanych ze szpitali.

Część badaczy spekulowała, że dodatnie wyniki po wyleczeniu mogły być skutkiem błędów w badaniach. Południowokoreańskie służby medyczne sądzą natomiast, że testy wykrywały w organizmach takich osób pozostałości wirusa, które nie są zaraźliwe.

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82040%2Cchiny-badanie-koronawirus-moze-ukrywac-sie-gleboko-w-plucach.html

Badania: lek antywirusowy remdesivir przeciwko COVID-19 jednak skuteczny
01.05.2020 Autor: Zbigniew Wojtasiński

Zachęcająco wypadły wstępne wyniki prowadzonych w USA i innych krajach świata badań klinicznych nad lekiem antywirusowym remdesivir w leczeniu chorych z COVID-19 – wynika z przekazanych oficjalnie danych Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych. Może on wkrótce stać się standardem w leczeniu tego schorzenia. Lek ten testowany jest też w Polsce.

Amerykańscy eksperci zastrzegają, że wciąż są to jedynie wstępne wyniki badań klinicznych, pełne będą znane w ciągu dwóch tygodni, jednak zdecydowano się je upublicznić. Wynika, z nich, że lek o nazwie remdesivir firmy Gilaed Sciences o 31 proc. skraca powrót do zdrowia chorych w porównaniu do placebo, czyli z 15 do 11 dni.

Dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych prof. Anthony Fauci powiedział w relacji Reutersa, że wyniki tych badań są „wysoce znaczące”. „To naprawdę bardzo ważne” – podkreślił podczas konferencji w Białym Domu. Dodał też, że lek ten może stać się standardem w leczeniu COVID-19. Z producentem leku prowadzone są już rozmowy, by jak najszybciej można było dostarczać go do szpitali.

Według ekspertów cytowanych przez BBC, remdesivir nie jest „cudowną pigułką”, ale jeśli wstępne wyniki badań się potwierdzą, może on przynieść „fantastyczne rezultaty”. Dzięki niemu niektórym chorym będzie można uratować życie, skrócić rekonwalescencję oraz zmniejszyć obciążenie szpitali.

Nie ma jednak pewności, w jakim stopniu lek ten jest w stanie ratować życie chorych. Z badań klinicznych, którymi objęto ponad 1000 osób wynika, że śmiertelność chorych, którzy go otrzymali nie przekraczała 8 proc., a tych leczonych jedynie z użyciem, placebo – 11,6 proc. To niewielka statystycznie różnica.

Nie wiadomo też, którzy pacjenci mogą z tego leku skorzystać, młodsi czy raczej starsi wiekiem, a także na jakim etapie choroby najlepiej go stosować. Na te pytania mogą jednak dać odpowiedzieć pełne wyniki badań, które prawdopodobnie będą znane w pierwszej połowie maja.

Preparat testowany jest też w Polsce. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu badania prowadzi prof. Krzysztof Simon. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że jeśli uzyskane wyniki będą korzystne, lek zaczną stosować inne szpitale: w Poznaniu, Warszawie i Łodzi. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82055%2Cbadania-lek-antywirusowy-remdesivir-przeciwko-covid-19-jednak-skuteczny.html

Niedobory witaminy D mogą być częste u pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19
01.05.2020

Niedobory witaminy D mogą być częste u chorych z ciężkim przebiegiem COVID-19 i mają silny związek z problemami zdrowotnymi, które zwiększają ryzyko zgonu u tych pacjentów, np. zaburzeniami krzepnięcia krwi oraz obniżoną odpornością – wynika z pracy, którą publikuje serwis naukowcy MedRxiv.

Przebieg COVID-19, choroby wywoływanej przez nowego koronawirusa SARS-CoV-2, jest bardzo zróżnicowany. W przybliżeniu u 80-85 proc. pacjentów jej objawy są łagodne lub w ogóle ich brak. Jednak pozostałe 15-20 proc. przechodzi chorobę ciężko i wymaga pobytu w szpitalu, wielu z nich na oddziałach intensywnej terapii (ICU). Przyczyny tych różnic nie są do końca poznane.

Zdaniem autorów pracy kilka obserwacji wskazuje, że niedobory witaminy D mogą w istotny sposób wpływać na ciężki przebieg COVID-19. Na przykład w stanie Luizjana (USA) aż 70 proc. zgonów z powodu tej choroby odnotowano wśród Afroamerykanów, choć stanowią oni jedynie 32 proc. populacji tego stanu. Jak wiadomo, ze względu na ciemną pigmentację skóry w tej grupie mieszkańców USA powszechne są niedobory witaminy D (dotyczą 80-90 proc. populacji Afroamerykanów, i nieco ponad 41 proc. ogólnej populacji). Z kolei w Bostonie wszyscy mieszkańcy schroniska dla bezdomnych (147 osób) przeszli COVID-19 bezobjawowo. Osoby bezdomne są wprawdzie w gorszym stanie zdrowia i są gorzej odżywione, ale ze względu na częste przebywanie na zewnątrz i ekspozycję na promienie słoneczne, które odpowiadają za produkcję witaminy D w skórze, mogą mieć wyższy poziom tego związku w organizmie.

Co więcej, wśród znanych obecnie czynników ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 znajdują się: nadciśnienie tętnicze, otyłość, cukrzyca, płeć męska, podeszły wiek, zaburzenia krzepnięcia krwi, obniżona odporność - zarówno wrodzona, jak i nabyta. A wszystkie one są ściśle powiązane z niedoborami witaminy D.

Dlatego naukowcy pod kierunkiem Franka H. Lau`a z Louisiana State University Health Sciences Center w Nowym Orleanie (Luizjana, USA) sprawdzili związek między niedoborami tej witaminy wśród pacjentów z COVID-19 przyjętych do uniwersyteckiego centrum medycznego a ciężkim przebiegiem choroby. Przeanalizowano dane medyczne pacjentów z okresu od 27 marca do 21 kwietnia 2020 r. i zidentyfikowano grupę 20 osób, dla których dostępne były dane na temat poziomu witaminy D we krwi (a dokładnie jej aktywnego metabolitu 25-hydroksycholerkalcyferolu). Niedobory witaminy D stwierdzano przy poziomie poniżej 30 nanogramów na mililitr.

Z badanej grupy 65 proc. wymagało pobytu na oddziale intensywnej terapii. Jak wyliczyli badacze, blisko 85 proc. tych właśnie chorych miało niedobory witaminy D, podczas gdy wśród chorych na COVID-19 nie wymagających pobytu na ICU odsetek ten wyniósł 57 proc. Niedobór tej witaminy stwierdzono u wszystkich chorych poniżej 75 r. życia, z czego blisko 65 proc. miało krytycznie niski poziom witaminy D, tj. poniżej 20 ng na mililitr. W grupie przebywającej na oddziale intensywnej terapii częste były zaburzenia krzepnięcia, a u ponad 92 proc. stwierdzono znacznie obniżoną aktywność układu odporności (na podstawie istotnie obniżonej ilości limfocytów we krwi).

Zdaniem autorów pracy to badanie, choć przeprowadzone w małej grupie chorych na COVID-19, sugeruje istnienie silnej zależności pomiędzy niedoborami witaminy D a ciężkim przebiegiem choroby wywołanej przez nowego koronawirusa. Dlatego naukowcy wskazują na konieczność przeprowadzenia szerzej zakrojonych badań odnośnie występowania niedoborów witaminy D u pacjentów z COVID-19.

Jak sugerują, niedobory witaminy D mogą wpływać na cięższy przebieg COVID-19 przede wszystkim dlatego, że prowadzą do zaburzeń w pracy układu odporności i zwiększają ryzyko zaburzeń krzepnięcia krwi. Na przykład amerykańskie badanie przeprowadzone wśród ponad 14 tys. osób wykazało, że niedobór witaminy D o blisko 60 proc. zwiększa ryzyko ostrej infekcji wirusowej. Praca na ten temat ukazała się w marcu 2015 r. na łamach pisma „Nutrients”. Z kolei zaburzenia krzepnięcia są bardzo częste u pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19. W Wuhan w Chinach występowały one u ponad 71 proc. osób, które zmarły z powodu tej infekcji i u 0,6 proc. tych, które ją przeżyły.

Naukowcy przypominają zarazem, że suplementacja witaminą D nie przyniosła wcześniej spodziewanych korzystnych efektów w profilaktyce zachorowań na grypę. Ich zdaniem w przypadku COVID-19 może być jednak inaczej, ze względu to, że chorobie towarzyszą właśnie znaczne zaburzenia krzepnięcia krwi.


Więcej o badaniu można przeczytać tutaj: https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.04.24.20075838v1.full.pdf
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,82042,niedobory-witaminy-d-moga-byc-czeste-u-pacjentow-z-ciezkim-przebiegiem-covid
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:14 wysłana przez Orionid »

Offline Orionid

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 21901
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #74 dnia: Kwiecień 16, 2020, 07:40 »
(74)  375-377

Nowa metoda odkażania pozwala na wielokrotne używanie skutecznych maseczek N95
02.05.2020 Autor: Paweł Wernicki


Fot. Adobe Stock

Dzięki metodzie odkażania opracowanej przez amerykańskich chirurgów zapewniające optymalną ochronę maseczki typu N95 mogą być używane nawet dwudziestokrotnie przez tę samą osobę - informuje „Journal of the American College of Surgeons”.

Pandemia COVID-19 ogromnie zwiększyła zapotrzebowanie na maseczki ochronne, zwłaszcza na uważane za najlepsze - maseczki klasy N95. Jak wykazała ankieta przeprowadzona przez Association for Professionals in Infection Control and Epidemiology, pod koniec marca 2020 niemal połowa placówek służby zdrowia zgłaszała niedobory lub całkowity brak maseczek N95. Dlatego Centers for Disease Control and Prevention (CDC) zaleciły strategię oszczędzania osobistego wyposażenia ochronnego, w tym odkażania i ponownego użycia masek N95.

Udoskonaloną metodę dezynfekcji za pomocą oparów nadtlenku wodoru (wody utlenionej) opracowali zatrudnieni w szpitalach BJC HealthCare chirurdzy z St. Louis we współpracy z naukowcami z Washington University School of Medicine. Samą procedurę dezynfekcji nadtlenkiem wodoru po raz pierwszy przetestowali naukowcy z Duke University w roku 2016. Unikalną modyfikacją jest jednak system identyfikacji, który umożliwia szpitalowi zwrócenie oczyszczonej maseczki za każdym razem tej samej osobie. Zdaniem autorów takie podejście zwiększyło akceptację pracowników dla ponownego wykorzystywania maseczek N95 i pomogło zapewnić odpowiednie dopasowanie zwróconej maseczki.

Jak wspomina jedna z twórczyń metody, dr Shaina Eckhouse z Washington University School of Medicine w St. Louis, pod koniec marca, przed rozpoczęciem programu, szpital Barnes-Jewish miał zapas maseczek N95 na mniej więcej tydzień i brak szans na nowe dostawy.

Wprowadzony wówczas na oddziale ratunkowym szpitala Barnes-Jewish proces dezynfekcji rozpoczyna się pod koniec zmiany. Pracownik służby zdrowia zdejmuje swoją maskę N95 w niesterylnym pomieszczeniu gospodarczym i umieszcza ją w torebce do sterylizacji, po jednej stronie wykonanej z przepuszczającego powietrze włókna polietylenowego. Po drugiej stronie zapieczętowanej torebki pracownik zapisuje swoje imię i nazwisko lub numer identyfikacyjny, szpital, oddział, lokalizację jednostki i wkłada torebkę do pojemnika.

Wyznaczony pracownik noszący odpowiednią odzież ochronną zbiera pojemniki dwa razy dziennie i przenosi je do specjalnie zaprojektowanego i zamkniętego pomieszczenia do dezynfekcji. Tam torebki są układane (uporządkowane według jednostek klinicznych) na drucianych stojakach, przepuszczającą powietrze stroną do góry. Generator pary nadtlenku wodoru, który uniwersytet w Waszyngtonie posiadał już wcześniej do odkażania sprzętu, wypełnia pomieszczenie oparami.

Po 4,5 godz. dezynfekcji pracownik przenosi stojaki z maseczkami do innego pomieszczenia, w którym znajduje się wentylator do usuwania nadtlenku wodoru. Maski pozostają tam, dopóki czujniki nie zarejestrują odczytu zerowego. Woreczki są zwracane do odpowiednich jednostek w odkażonym pojemniku, kończąc proces, który zajmuje około siedmiu godzin.

Dzięki temu pracownicy służby zdrowia mogą nosić maseczkę do trzech tygodni (wcześniejsze badania wykazały, że ponad dwudziestokrotna dezynfekcja maseczki może pogorszyć jej dopasowanie).

Program dezynfekcji maseczek w ciągu zaledwie dwóch tygodni od momentu zastosowania rozszerzył się na dodatkowe oddziały kliniczne i inne szpitale w ramach tego samego systemu. Szpitale mają teraz wystarczającą liczbę masek, aby przetrwać tygodnie. Jak zaznaczyła dr Eckhouse, także inne szpitale borykające się z niedoborami maseczek mogą odtworzyć program dezynfekcji, jeśli zgromadzą odpowiedni zespół ekspertów w dziedzinie zdrowia i bezpieczeństwa środowiska, medycyny i zarządzania obiektem. (PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82047%2Cnowa-metoda-odkazania-pozwala-na-wielokrotne-uzywanie-skutecznych-maseczek

Badanie: dzięki pandemii COVID-19 łatwiej uniknąć grypy
02.05.2020 Autor: Paweł Wernicki

Japońskie badania sugerują, że działania podjęte w związku z pandemią COVID-19 mogą ograniczyć liczbę zachorowań na grypę i inne choroby zakaźne - informuje pismo „JAMA”.

Kwarantanna, dystansowanie społeczne, zamykanie szkół, restauracji i innych miejsc publicznych a także częste i dokładne mycie rąk oraz noszenie maseczek to środki zapobiegawcze podjęte w większości państw zmagających się pandemią COVID-19.

Jak sugerują wyniki badań naukowców z University of Tokyo oraz japońskiego Disease Control and Prevention Center, ubocznym skutkiem walki z koronawirusem SARS-CoV-2 może być ograniczenie liczby zachorowań na grypę sezonową.

Podobnie jak COVID-19, grypa przenosi się za pośrednictwem kropelek cieczy pochodzących z ust czy nosa chorego. Z czasem wirus przenoszony jest na ręce i powierzchnię przedmiotów.

Mycie rąk ciepłą wodą z mydłem i odkażanie powierzchni za pomocą antyseptycznych płynów pozwalają zniszczyć wirusa. Przed pandemią mycie rąk nie było powszechnym zjawiskiem – na przykład brytyjskie badania wykazywały, że po skorzystaniu z publicznej toalety ręce myło tylko 32 proc. mężczyzn i 64 proc. kobiet. Natomiast przeprowadzone w marcu 2020 r. badanie wskazuje, że 83 proc. ankietowanych myje obecnie ręce bardziej regularnie.

Wiadomo, że dzieci w wieku szkolnym to grupa szczególnie często chorująca na grypę. Z jednej strony są mniej odporne, z drugiej w szkołach mają wiele okazji do ulegania zakażeniom. Gdy szkoły są zamknięte, zakażeń jest mniej.

Duże znaczenie może mieć także dystansowanie społeczne – za bezpieczny dystans uznaje się około 2 metry. Taka odległość zmniejsza ryzyko wdychania wirusa, emitowanego przez osoby zakażone podczas kaszlu, kichania czy mówienia.

Stwierdzenie, na ile rzeczywiście zmniejszyła się liczba zachorowań na grypę nie będzie łatwe, ponieważ objawy grypy mogą przypominać objawy innych infekcji, poza tym odnotowywane są tylko przypadki osób zgłaszających się z objawami choroby do placówek opieki zdrowotnej. Tak czy inaczej, w drugim tygodniu lutego br. liczba zgłoszonych w Japonii zachorowań na grypę była niższa aż o 60 proc. w porównaniu z tym samym tygodniem roku 2019.

Jak wynika z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego, w Polsce pomiędzy 16 a 22 kwietnia 2018 roku chorych na grypę było prawie 90 tys. osób, w roku 2019 – 68 tysięcy, a w 2020 roku – 24 tysiące.

Również cotygodniowe raporty European Centre for Disease Control and Prevention wskazują na spadek zachorowań na grypę w porównaniu z poprzednimi latami. Możliwe jednak, że jest to zjawisko związane z mniejszą liczbą oznaczeń obecności wirusa, co wynika z ogromnego obciążenia systemu opieki zdrowotnej COVID-19 oraz tego, że obawiający się zakażenia koronawirusem ludzie niechętnie odwiedzają lekarza rodzinnego czy szpital. Nie wiadomo, czy będzie mniej powikłań i zgonów z powodu grypy – potrzeba więcej danych.(PAP)

https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82050%2Cbadanie-dzieki-pandemii-covid-19-latwiej-uniknac-grypy.html

Mężczyźni ponad dwa razy bardziej zagrożeni śmiercią z powodu COVID-19
03.05.2020

Obie płcie są tak samo narażone na infekcję, ale mężczyźni umierają ponad dwukrotnie częściej - wynika z nowych badań. Może to wynikać z obecnej u nich, większej liczby komórkowych białek, które wirus wykorzystuje.

Jak podkreślają autorzy nowej pracy opublikowanej na łamach „Frontiers in Public Health”, nadal do końca nie wiadomo, dlaczego jedni chorują na COVID-19 ciężej, niż inni. Choć większość zarażonych ma jedynie łagodne objawy, poznanie czynników ryzyka powikłań pomoże chronić społeczeństwo i szczególnie zagrożone osoby.

Znane czynniki zwiększające zagrożenie ciężkim przebiegiem choroby to starszy wiek i obecność innych schorzeń. Nowe badanie potwierdza jednak, że choć kobiety i mężczyźni chorują równie często, to mężczyźni statystycznie ciężej przechodzą chorobę i częściej umierają.

"Już wcześniej, w styczniu zauważyliśmy, że liczba mężczyzn umierających z powodu COVID-19 wydaje się być wyższa, niż liczba kobiet. To zrodziło pytanie: czy mężczyźni są bardziej narażeni na infekcję i zgon na COVID-19? Odkryliśmy, że nikt nie sprawdzał tych różnic między płciami u pacjentów z COVID-19, więc rozpoczęliśmy badania" - opowiada Jin-Kui Yang z chińskiego Beijing Tongren Hospital.

Analiza ponad tysiąca przypadków potwierdziła, że starsze osoby oraz te z pewnymi schorzeniami przechodzą infekcję ciężej - i częściej umierają.

Wiek i liczba zakażonych kobiet okazała się podobna, ale mężczyźni przechodzili zakażenie ciężej.

Okazało się przy tym, że ponad 70 proc. zgonów dotyczyło mężczyzn. To oznacza, że umierają oni prawie 2,5 raza częściej, niż kobiety.

Naukowcy przeanalizowali także dane na temat ponad 500 pacjentów z SARS, z 2003 roku. Dostrzegli podobny trend - ze znacznie większą liczbą zgonów wśród mężczyzn.

Wirus powodujący COVID-19 jest tymczasem podobny do tego, który wywołał epidemię SARS w 2003 roku. W organizmie przyłącza się on do tych samych białek (ACE2) obecnych na komórkach. Liczba tych białek wydaje się być wyższa u mężczyzn, a także u pacjentów z chorobami układu krążenia i cukrzycą. Te schorzenia sprzyjają właśnie cięższej postaci COVID-19.

Badacze podkreślają jednak, że potrzebne są dalsze badania, aby zdefiniować zaobserwowaną przyczynę różnic między płciami.

Liczba przeanalizowanych przypadków była przy tym stosunkowo nieduża. Potrzebne są także dalsze analizy dotyczące większych grup chorych.

Jak twierdzą naukowcy, uzyskane wyniki, to pierwsze wstępne dane wskazujące na większe zagrożenie dotyczące mężczyzn. Mają one jednak niemałe znaczenie dla opieki nad pacjentami. „Według naszych zaleceń, potrzebne może być zapewnienie starszym mężczyznom dodatkowej pomocy i szybkiego dostępu do oddziałów intensywnej terapii” - mówi dr Yang.


Więcej informacji  https://www.eurekalert.org/pub_releases/2020-04/f-css042420.php
https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fpubh.2020.00152/full
https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C82045%2Cmezczyzni-ponad-dwa-razy-bardziej-zagrozeni-smiercia-z-powodu-covid-19.html
« Ostatnia zmiana: Luty 11, 2022, 08:14 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Wiadomości naukowe
« Odpowiedź #74 dnia: Kwiecień 16, 2020, 07:40 »