Polskie Forum Astronautyczne
Człowiek i Astronautyka => Media => Wątek zaczęty przez: axion w Stycznia 10, 2011, 20:13
-
Postanowiłem utworzyć wątek na temat polskiej nauki, w którym każdy z nas może podzielić się swoimi opiniami na jej temat. Wielokrotnie temat ten poruszany jest na naszym forum podczas dyskusji, lecz posty użytkowników, które są warte uwagi - zanikają pośród gąszczu innych postów. Być może niedługo doczekamy się specjalnego działu na forum.
Osobiście jak na razie nie jestem formalnie związany z tą dziedziną. Lecz moje dotychczasowe doświadczenia, zainteresowania i poglądy nie pozwalają mi przejść obojętnie obok zagadnienia nauki, czy to polskiej, czy każdej innej. Wszak ma to skutki w szarej codzienności, w zwykłym życiu i co istotne w naszym postrzeganiu świata.
Na początek chciałbym poruszyć temat, na który natknąłem się przeglądając dzisiejsze wydanie gazety "Rzeczpospolita". Pewnie mowa była też o tym w innych mediach, ale tymczasowo tylko takie medium miałem pod ręką. Mianowicie mowa jest (dość powierzchownie) o stanie polskiej nauki. To że polscy naukowcy publikują w międzynarodowych uznanych magazynach znacznie rzadziej od innych naukowców, że są rzadko cytowani i że patentują za mało wynalazków. Wszystko OK ale jaki jest wniosek? Otóż okazuje się, że polską naukę trzeba "urynkowić" - konkretniej zastosować mechanizmy prorynkowe. Zamieszczając takie neoliberalne, ignoranckie pretensje gazeta ta straciła w moich oczach na wartości. Udało mi się odnaleźć w internecie felieton (http://blog.rp.pl/gabryel/2011/01/09/polska-nauka-na-niewolnym-rynku/) pewnego pana, który swoim bełkocikiem nawiązuje do zagadnienia poruszanego na łamach gazety. Zastanawia mnie tylko ile osób jest w stanie nabrać się i połknąć haczyk, iż to akurat taki sposób jest lekiem na całe zło? Moim zdaniem jest to kolejne odstawienie tematu a nawet olanie problemu raz na zawsze. Nie wiem dokładnie na czym miałoby polegać wprowadzanie mechanizmów rynkowych w nauce. Przynajmniej nie jest to dla mnie równoznaczne z komercjalizacją opracowanych technologii za pomocą badań finansowanych z budżetu państwa. Może jakiś nowy rodzaj partnerstwa publiczno-prywatnego? Ale jeśli sytuacja ma być pozostawiona "niewidzialnej ręce rynku" to myślę, że niedługo dziedzina ta podzieli los zrujnowanego przemysłu państwowego oraz zacznie działać jak Wyższe Szkoły Zarządzania i Marketingu, które kształcą kolejne hordy dorobkiewiczów i snobów a nie ludzi myślących zdroworozsądkowo. Co ciekawe raport został przeprowadzony przez firmę Ernst & Young - to właśnie tylko do takich rzeczy są zdolni ludzie pokroju karierowiczów. Na dodatek napisała o nim gazeta, która na co dzień problematykę nauki ma w du... żym poważaniu. W mojej opinii, którą już wielokrotnie powtarzałem - nauka nie może w żadnym wypadku usługiwać ekonomii, to ekonomia ma służyć nauce!
-
Axionie,
to bardzo ważny temat i moim zdaniem nie da się go łatwo zaszufladkować i opisać.
Z naszej perspektywy to oczywiste, że ekonomia powinna służyć nauce czy technice. Ze strony tzw "dusigroszy" to powinno być odwrotnie. Ten "konflikt" ma miejsce na całym świecie - przykładowo nasza znajoma NASA raz po raz dostaje klapsy od wielu dekad, które uniemożliwiają jej na przeprowadzenie programów we właściwej formie.
Tutaj można nawet podać przykład pierwszej komisji Augustine z 1990 roku:
http://en.wikipedia.org/wiki/Advisory_Committee_on_the_Future_of_the_United_States_Space_Program
Oczywiście w Polsce wszystkie te sprawy są na znaaaacznie niższym poziomie (nakładów finansowych) oraz przepaść jakie je dzieli względem naszych oczekiwań. I pewnie jeszcze tak dłuuugo będzie. No chyba, że zamiast gazu z łupków zacznie płynąć platyna. :P
A jeśli pytacie mnie o wniosek z tego wszystkiego, to nie mam!
-
Sytuacja z ekonomią i nauką jest trochę jak ze szpitalami - to szpitale są dla ludzi a nie ludzie dla szpitali. Nauka czy właśnie technika to nie tylko rozwiązywanie konkretnych problemów ale nauka to także aspekty poznawcze lub filozoficzne, których nie da przeliczyć się na pieniądze i tym bardziej nie da przewidzieć się ich konkretnych skutków. Stosując pojęcie ekonomii, nie jest to może zbytnio klarowne ale w dzisiejszych czasach podstawą ekonomii jest tzw. zysk. Ktoś może np. zaproponować budowę tunelu czasoprzestrzennego ale niestety koszty na to nie pozwolą. Jak to do cholery jest, że żyjąc w XXI wieku jesteśmy przywiązani do tak błahej, banalnej, bzdurnej i złudnej rzeczy jaką jest pieniądz? Ale najwięksi ekonomiści świata analizując poważne giełdowe inwestycje i notowania nawet przez ułamek sekundy nie pomyślą, że bawią się bezdennie sztucznym wyimaginowanym tworem i że ich garnitury, samochody, sygnety, perfumy to element wielkiej idiotycznej gry w której pogrążają się z sekundy na sekundę niczym zombie, tak prymitywne jak najdziksze plemienia. Ale nie, oni poświęcą temu całe swoje życie w nieustannym biegu z zawiązanymi oczami, dbając tylko i wyłącznie o własne tyłki. Muszą konkurować niczym zwierzęta w zabójczej bezsensownej grze, bo jedyne co chcą osiągnąć to więcej kasy i większe zyski, a potem jeszcze większe zyski - to jest błędne koło, jeśli to ma na tym polegać - to ja serdecznie dziękuje. Niech ktoś poleci na Marsa i tam spróbuje sobie coś kupić. Ludzie wydają się być tak ślepi, że gdyby przejrzeli na oczy to chyba rozsadziłoby im to mózg. Tylko więcej tańca z gwiazdami - tylko to się liczy dla niektórych, tylko po to powstał ten cały wszechświat a nasze mózgi służą jedynie do analizowania wyników meczów piłkarskich. Ten świat wydaje się tak kretyński w moim odczuciu, że aż dziw bierze że to wszystko wynika z doskonałych, eleganckich matematycznych praw fizyki. Może to tylko moje złudne postrzeganie? I jak tu nie zwariować? Na razie tyle.
-
Długo by gadać. I pewnie parę osób bym obraził, gdybym wyłożył kawę na ławę, czyli co myślę o współczesnym państwie polskim i wyznawanych przez nie "wartościach" - oraz o ludziach, którzy na lewo i prawo szafują "historią", "wiarą" i "biznesem", nijak się nie martwiąc kuriozalnie niskimi nakładami na naukę.
W każdym razie mimo miernoty w finansowaniu, mimo degradacji społecznej nauki, mimo nachalnej propagandy cudownie sprzecznych z naukowymi światopoglądów, jak na tak ekstremalne warunki polska nauka ma się zaskakująco dobrze. Mówię tu o najlepszych polskich instytucjach naukowych, w których małe zespoły za małe pieniądze potrafią robić rzeczy lepsze od robionych na Zachodzie przez duże zespoły z dużymi pieniędzmi. Z tymi ludźmi można dużo - i będzie można jeszcze więcej.
-
Długo by gadać. I pewnie parę osób bym obraził, gdybym wyłożył kawę na ławę, czyli co myślę o współczesnym państwie polskim i wyznawanych przez nie "wartościach" - oraz o ludziach, którzy na lewo i prawo szafują "historią", "wiarą" i "biznesem", nijak się nie martwiąc kuriozalnie niskimi nakładami na naukę.
Zachęcam do wyłożenia kawy na ławę - przecież o to chodzi. Po co się z tym kryć? Tym lepiej dla nas, jeśli pozwoli Pan nakreślić swoją wizję. Tutaj przynajmniej ma Pan zagwarantowanego już jednego (choć na tym się nie kończy) uważnego słuchacza.
-
Klik! (http://www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=stronaGlowna&dep=379194&data=&lang=PL&_CheckSum=-811742180)
Nie chce mi się teraz dociekać, co w tej informacji jest przekręcone, a co nie, ale możemy przez chwilę założyć, że PAP-owi udało się niewiele zepsuć - w końcu temat dotyczy statystyki, a to rzecz w kraju handlarzy w miarę popularna (przynajmniej gdy ograniczamy się do procentów i dodawania).
Przyczyny takiego a nie innego stanu rzeczy w polskiej nauce są, moim zdaniem, banalne. 4,4 mld złotych idzie w tym roku na naukę. Dla porównania, według szacunków SLD na katechizację w szkołach (państwowych) wydajemy 1 mld rocznie. Przy takich priorytetach państwa dość trudno oczekiwać, aby polska nauka jako całość reprezentowała sobą coś konkretnego. Pozwolę sobie więc mieć inne zdanie od autorytetów w linku. Moim zdaniem rozwalanie polskiej nauki zaczyna się wcale nie na uniwersytetach czy w instytutach badawczych, a znacznie wcześniej. Mniej więcej na etapie przedszkola.
-
Link do wspomnianego raportu: [link 1 (http://webapp01.ey.com.pl/EYP/WEB/eycom_download.nsf/resources/Produktywnosc_naukowa.pdf/$FILE/Produktywnosc_naukowa.pdf)]
Informacja na stronie Ernst&Young: [link 2 (http://www.ey.com/PL/pl/Industries/Government---Public-Sector/Raport-Konkurencyjnosc-badawcza)]
-
Sytuacja z ekonomią i nauką jest trochę jak ze szpitalami - to szpitale są dla ludzi a nie ludzie dla szpitali. Nauka czy właśnie technika to nie tylko rozwiązywanie konkretnych problemów ale nauka to także aspekty poznawcze lub filozoficzne, których nie da przeliczyć się na pieniądze i tym bardziej nie da przewidzieć się ich konkretnych skutków. Stosując pojęcie ekonomii, nie jest to może zbytnio klarowne ale w dzisiejszych czasach podstawą ekonomii jest tzw. zysk. Ktoś może np. zaproponować budowę tunelu czasoprzestrzennego ale niestety koszty na to nie pozwolą. Jak to do cholery jest, że żyjąc w XXI wieku jesteśmy przywiązani do tak błahej, banalnej, bzdurnej i złudnej rzeczy jaką jest pieniądz? Ale najwięksi ekonomiści świata analizując poważne giełdowe inwestycje i notowania nawet przez ułamek sekundy nie pomyślą, że bawią się bezdennie sztucznym wyimaginowanym tworem i że ich garnitury, samochody, sygnety, perfumy to element wielkiej idiotycznej gry w której pogrążają się z sekundy na sekundę niczym zombie, tak prymitywne jak najdziksze plemienia. Ale nie, oni poświęcą temu całe swoje życie w nieustannym biegu z zawiązanymi oczami, dbając tylko i wyłącznie o własne tyłki. Muszą konkurować niczym zwierzęta w zabójczej bezsensownej grze, bo jedyne co chcą osiągnąć to więcej kasy i większe zyski, a potem jeszcze większe zyski - to jest błędne koło, jeśli to ma na tym polegać - to ja serdecznie dziękuje. Niech ktoś poleci na Marsa i tam spróbuje sobie coś kupić. Ludzie wydają się być tak ślepi, że gdyby przejrzeli na oczy to chyba rozsadziłoby im to mózg. Tylko więcej tańca z gwiazdami - tylko to się liczy dla niektórych, tylko po to powstał ten cały wszechświat a nasze mózgi służą jedynie do analizowania wyników meczów piłkarskich. Ten świat wydaje się tak kretyński w moim odczuciu, że aż dziw bierze że to wszystko wynika z doskonałych, eleganckich matematycznych praw fizyki. Może to tylko moje złudne postrzeganie? I jak tu nie zwariować? Na razie tyle.
Czytam i zastanawiam się - ja to napisałem czy ktoś też podobnie myśli...
Tak jest axion - wyjąłeś mi to z ust.
-
Axionie, więc co ludzie powinni robić według Ciebie? Zajmować się tylko nauką, techniką, badaniami? Ignorować uczucia, rodzinę, emocje i prawo własności?
Nie nazywał bym ekonomii sztucznym, wyimaginowanym tworem. Tańca z gwiazdami na lodzie, będącego symbolem "głupoty popularnej" też nie należy lekceważyć. Ich siła jest wielka. Głupoty i zabobony to gigantyczna machineria o wielkiej mocy, która, trwa i jak dotąd gromadzi coraz więcej energii. To ona będzie na dłuższą metę stanowić napęd eksploracji, podboju i kolonizacji układu słonecznego. Jak? Miliardy ludzi będą musiały kupić sobie kolejną kapitalistyczną zabawkę jak dzisiaj samochód. Będą potrzebowały dostępu do "głupoty popularnej", za który zapłacą wielkie pieniądze. Niemożliwe? A wyobraź sobie budowę i użytkowanie Berge Stahl (http://en.wikipedia.org/wiki/MS_Berge_Stahl) patrząc z perspektywy Sumerów. Z dzisiejszej perspektywy transport setek ton rudy z drugiego końca świata po to by zrobić z niej rowerki dla dzieci sprzedawane na gwiazdkę jest czymś całkowicie "ekonomicznym", "logicznym" i "normalnym". Wyobraź więc sobie międzyplanetarny masowiec zbudowany przez "głupie święta". To możliwe, nie za 10 lat, nie za sto i nie za dwieście. Moim zdaniem eksploracja, podbój i w efekcie kolonizacja kosmosu to nie zadanie dla garstki postępowych i światłych jaką wydajesz się reprezentować. Nie skolonizujemy planet grupką naukowców i aktywistów, mówiących "po co nam pieniądze". To nie zadanie dla agencji kosmicznych. To nie zadanie dla narodów. To odyseja obliczona na całą ludzkość, na wiele tysięcy lat naprzód. Jeśli przedtem nie rozwalimy się nawzajem atomówkami, ludzkość tego dokona. Bo miliony mają od czasu do czasu ochotę się upić w klubie do dźwięków popu. I płacą za alkohol.
-
Znowu panowie zapominacie o zakresach stosowania. To nie jest tak, że ekonomia jest głupia. Ale to jest tak, że ekonomia jest głupia, gdy zajmuje się nią praktycznie całe społeczeństwo, które tym samym nie ma czasu na nic innego, ba, często istnienia tego "czegoś innego" nie jest w ogóle świadome. To nie jest też tak, że wiara w starca oceniającego ludzi i w zależności od ich ziemskich uczynków i swojego widzimisię gwarantującego im pośmiertne wygody lub męki jest głupia - ma na przykład dla wielu istotne znaczenie psychologiczne. Ale jeśli ta wiara promowana jest nachalnie na jedną jedyną, jeśli dominuje w społeczeństwie i deprecjonuje inne światopoglądy, a na dodatek żeruje ekonomicznie na innych, bardziej produktywnych obszarach ludzkiej działalności - to już jest czysta głupota, bo warunkiem rozwoju jest dynamika, różnorodność, otwarcie na świat (rozumiane w wielu aspektach).
Nie ma nauki bez religii i ekonomii. Te ostatnie, naturalnie, powinny występować nie w nauce, jak parę "mądrych" głów chce nam wmówić, a w odpowiednich miejscach w strukturze społecznej i w odpowiednich proporcjach. Problem ze współczesnym państwem polskim polega na tym, że te proporcje i miejsca zostały w ostatnim 20-leciu skrajnie zaburzone na korzyść tych czynników, o których wiadomo, że nie gwarantują rozwoju cywilizacyjnego, lecz jedynie zapewniają (i to też nie zawsze) utrzymanie status quo.
Co więcej, w efekcie działań z ostatnich lat dosłownie wymordowano jedno pokolenie polskich fizyków, chemików i matematyków. Nie ma ich. Tak zupełnie zwyczajnie nie istnieją. I już ich nie będzie, nawet gdyby teraz popłynął strumień złota. Jest więc pewne, że w polskiej nauce także za kolejnych 20 lat nie będzie mentorów, prowadzących swych młodszych kolegów. Innymi słowy, w III RP polską naukę uwalono mniej więcej do 2050 roku - dopiero wtedy (i przy wielce wątpliwym założeniu, że jakimś cudem banda politycznych oszołomów wpadnie teraz na pomysł promowania polskiej nauki) zacznie zanikać dziura pokoleniowa. Fajne? Któryś polski "medialny autorytet" może martwi ta nachalna propaganda ekonomiczna czy religijna? Ależ skąd...
Zabawne w tym jest to, że ci nasi wspaniali politycy - proszę wybaczyć czasownik, nie przychodzi mi do głowy nic lepszego - pieprzą co chwilę kolejne głupoty, zajmują się kolejną historią, kolejnym wytykaniem jeden drugiemu braku w patriotyzmie czy religijności, a sami uwalają państwo polskie na wiele dziesięcioleci - bo o tym, jaki wpływ ma nauka na rozwój współczesnych społeczeństw, naprawdę nietrudno się przekonać, wystarczy popatrzeć, jak tę potraktowano w Japonii, Korei czy Chinach.
Bawi mnie więc szalenie, gdy nasi politycy z ław sejmowych jeden drugiemu zarzucają zdradę narodową, podczas gdy praktycznie wszystkich posłów i senatorów III RP należałoby postawić przed Trybunałem Stanu za to, co zrobili z czynnikiem decydującym o dynamice rozwoju kraju - czyli z nauką właśnie. Uwalić kraj na lekko licząc półwiecze i mieć przy tym tak doskonałe samopoczucie - ten poziom głupoty możliwy jest chyba tylko w Polsce.
-
Zgadzam się Jch, słuszne słowa i bardzo słuszne uwagi co do Chin i Japonii. Idąc dalej w tym temacie - interesuje mnie jakie są relacje między nauką za czasów "wstrętnej" (jako to wiele osób przedstawia) komuny a nauką po transformacji ustrojowej, po której liberałowie rozwalili cały kraj poprzez prywatyzacje. Czasy PRL-u znam tylko z opowieści. Budowa IPJ Świerk, wpłynęła ogromnie na rozwój miasta w którym mieszkam, powstała tutaj z jedna z najlepiej renomowanych szkół w Polsce kształcąca kadrę do pracy w reaktorze. Wyobrażacie sobie coś podobnego teraz?
Pozwolę sobie jeszcze tylko odpowiedzieć Jmvh. Nie zaprzeczam, że moje wizje są całkowicie utopistyczne i idealistyczne. To co piszę, są to tylko moje przemyślenia. Osobiście staram się wpisać w nurt tzw. transhumanizmu i wdrażać w życie działania zgodne z tym nurtem. Po prostu wszystko inne nie ma dla mnie żadnego sensu. Nie neguje Twoich uwag na temat ekonomii, masz dużo racji ale obawiam się, że taki rozwój sytuacji może doprowadzić do swoistego scenariusza filmu "Idiokracja".
Mogłoby się wydawać, że w moich poglądach istnieje pewnego rodzaju sprzeczność ale czy tak jest oceńcie sami. Uważam, że każde ludzkie działanie jest tylko i wyłącznie egoistycznym realizowaniem prywatnych interesów (czyli taką ekonomią nastawioną na zysk jednostki) lecz najlepiej realizuje się je w formie kolektywistycznej, kiedy wiele jednostek ma podobne interesy i działa zgodnie, wspólnie jakby jeden wielki mózg. Dlatego bardzo nie lubię organizacji w której "każdy sobie rzepkę skrobie" kosztem innych ale nie chciałbym też odgórnego przymusowego narzucania określonych działań dla wszystkich jednostek. Ale mimo wszystko sensowna wydaje mi się tylko ta druga możliwość, to naturalna kolej rzeczy ewolucji ludzkich społeczeństw. Choć i tak potoczy się ona własnym torem, nawet jeśli doprowadzi do kompletnego zidiocenia a świat zapełni się "nowoczesnymi jaskiniowcami".
Z kapitalistycznymi zabawkami jest mnóstwo problemów. Pod względem gospodarczym, ten system bardzo mi się nie podoba - chociaż zawdzięczam mu komputer podłączony do internetu, choć gdyby nie CERN i DARPA - to byłoby marnie. Ale wyobraź sobie, że znajduje się jakiś kapitalista, który np. wykupuje instytut badawczy zajmujący się zaawansowanymi technologiami, i przekształca go w fabrykę chipsów. Tak to mniej więcej wygląda w krótkowzrocznej kapitalistycznej kalkulacji. Właściciel firmy może przeznaczyć zysk firmy na dalszy rozwój albo zmarnotrawić jego część na imprezy, libacje alkoholowe, złote podłogi w swojej willi lub pomniki (takie jak w Świebodzinie). W kolektywistycznym zakładzie rządzonym mocną ręką, w którym realizuje się interes pewnego ogółu, dąży się do osiągnięcia konkretnego celu, a nie wypracowania zysku. Rozumiem, że obecna światowa kapitalistyczna gospodarka to naprawdę "big business" robiący wielkie wrażenie ale niewidzialna ręka rynku nie jest w stanie załatwić wszystkich problemów, zwłaszcza tych związanych z eksploracją kosmosu.
-
Nie neguje Twoich uwag na temat ekonomii, masz dużo racji ale obawiam się, że taki rozwój sytuacji może doprowadzić do swoistego scenariusza filmu "Idiokracja". (...) Ale wyobraź sobie, że znajduje się jakiś kapitalista, który np. wykupuje instytut badawczy zajmujący się zaawansowanymi technologiami, i przekształca go w fabrykę chipsów. Tak to mniej więcej wygląda w krótkowzrocznej kapitalistycznej kalkulacji. Właściciel firmy może przeznaczyć zysk firmy na dalszy rozwój albo zmarnotrawić jego część na imprezy, libacje alkoholowe, złote podłogi w swojej willi lub pomniki (takie jak w Świebodzinie). W kolektywistycznym zakładzie rządzonym mocną ręką, w którym realizuje się interes pewnego ogółu, dąży się do osiągnięcia konkretnego celu, a nie wypracowania zysku. Rozumiem, że obecna światowa kapitalistyczna gospodarka to naprawdę "big business" robiący wielkie wrażenie ale niewidzialna ręka rynku nie jest w stanie załatwić wszystkich problemów, zwłaszcza tych związanych z eksploracją kosmosu.
Dziś niewidzialna ręka rynku bardziej przeszkadza niż pomaga astronautyce (choć mamy sygnały zmian w tej materii), nie licząc satkomów na geo i im podobnych. Jest to biznes bardzo słabo lub wcale niedochodowy, trudno więc oczekiwać radosnego przytakiwania kapitalistów, to wciąż bardziej nauka, z jej wszystkimi problemami. Lecz po przekroczeniu pewnego współczynnika opłacalności kapitaliści będą inwestować w badania i technologie, tak jak dzisiaj Intel kombinuje nad eksperymentalnymi układami czy motoryzacyjni giganci nad samochodami koncepcyjnymi. Od tego momentu proces będzie ekonomicznie samopodtrzymywalny, energia koła zamachowego napędzanego idiotyzmami będzie przekazywana min. in. w ten sektor i zabawa ruszy z kopyta względem lat wcześniejszych. Od tego momentu nie będzie się trzeba martwić o przekształcenie VABu w wesołe miasteczko, bo biznesmeni będą dbać o własny tyłek i złote sygnety. To bardzo odległa przyszłość, i o taką chodziło mi w poprzednim poście.
"Idiokracja" to już chyba dawno jest, w naszym kraju i poza ;)
-
Cóż tu dużo dyskutować o polityce... wydaje się, że mamy dość podobne zdanie.
Do filmiku z YT (fragmentu filmu "dzień Świra") ilustrującego to, co się dzieje w zasadzie komentarz jest zbyteczny:
http://www.youtube.com/watch?v=Tb1XTIcqaa4
-
Nie ma co wierzyć w to, że aspekty wolnorynkowe mają wyłącznie zbawienny wpływ. Przepiękny przykład to Windows, najgorszy z możliwych systemów operacyjnych, który zdominował rynek i dziś jest jednym z najdroższych elementów typowego wyposażenia komputerowego (no bo który element w typowym domowym kompie kosztuje pięć stów?). I tak mamy procesory wielordzeniowe taktowane kilkoma gigaherzami, a ja na firmowym komputerze mam problem z elementarnym multitaskingiem - czekam po kilka sekund na otwarcie menu, bo właśnie Java w przeglądarce mi coś robi, jak tu więc założyć nowy katalog? Kuriozalne czasy uruchamiania i zamykania, działający z kilkusekundowym opóźnieniem schowek, bajzlowaty rejestr - oto efekt pracy systemu operacyjnego, który "cudowna ręka wolnego rynku" wypromowała na zwycięzcę. Lubię więc widzieć zakłopotanie wielbicieli wolnego rynku, gdy po ichnich zachwytach nad jedynie słusznym ustrojem (skąd ja to znam...) zadaję niewinne pytanie: "Jeśli wolny rynek jest taki cudowny i tak wspaniale działa w ekonomii, może mi kolega łaskawie wyjaśnić, jaka jest rola banku centralnego?".
Kłopot z życiem polega na tym, że nie ma w nim jednoznacznych, łatwych rozwiązań. A nawet jeśli są, to za chwilę mogą przestać być jednoznacznymi i łatwymi. Mądrość zaś polega na tym, żeby wiedzieć, kiedy dane narzędzie można stosować i z jaką siłą - a więc znać przestrzenny i czasowy zakresy stosowalności oraz umieć rozpoznać owe zakresy w środowisku. I tej mądrości we współczesnej Polsce ja za diabła nie widzę. No za diabła.
-
Jch, żeby była jasność, nie traktuje wolnego rynku jako recepty na wszystko. Przykłady analogiczne dla Windowsa mógłbym mnożyć, jednak dzięki wolnemu rynkowi w ogóle masz komputer. Tak samo za kilka stuleci problemy nie znikną, będą jedynie inne. Co do Polski - skomentował bym, gdyby było coś pozytywnego do skomentowania, bo komentowanie różnych alogicznych rzeczy zaczyna mi się powoli nudzić.
-
Kłopot z życiem polega na tym, że nie ma w nim jednoznacznych, łatwych rozwiązań. A nawet jeśli są, to za chwilę mogą przestać być jednoznacznymi i łatwymi.
To ważne stwierdzenie. Musimy na bieżąco rewidować naszą "mapę" wszechświata bo inaczej stracimy kontakt z rzeczywistością. Najciekawszą rzeczą jest, że każda ideologia, która zostanie wymyślona ma za zadanie wytłumaczyć nam "wszystko" i objąć sobą "wszystko". Przykłady znamy z historii. Np. kiedy powstał marksizm uważano, że już "wszystko" zostało wyjaśnione. Później pojawiła się Ayn Rand, która wyjaśniła nam "wszystko" za pomocą swojej filozofii obiektywistycznej. Nie możemy wiedzieć wszystkiego o wszystkim.
-
Tak się zastanawiam nad relacjami między nauką a przemysłem (socjalistycznym). I wyciągam wnioski, że w Polsce zrujnowane zostało jedno i drugie. Wyliczanka (tylko kilka przykładów): Zakłady Radiowe Kasprzaka w Warszawie, Centrum Łączności Satelitarnej w Psarach, zakłady Waryńskiego, zakłady Cegielskiego, Polskie Zakłady Optyczne, Polskie Zakłady Lotnicze, zakłady mechaniczne Ursus, polskie koleje, huty, stocznie, kopalnie, energetyka jądrowa (Żarnowiec) - wszystko rozwalone, mniej lub bardziej wysprzedane, sprywatyzowane. Niech się kilka razy zastanowią ci wszyscy, którzy tak lubią posługiwać się określeniem "państwowy moloch" w negatywnym zabarwieniu. W miejscu dawnych "molochów" powstały banki, w których to znajdują zatrudnienie kretyńscy karierowicze po Wyższych Szkołach Przedsiębiorczości - w których można uzyskać tytuł magistra w dwa lata. A przemysł upadł do tego stopnia, że nie ma nawet pracy dla przysłowiowego "robola". Wszystkie prywatne szkoły biznesu doprowadziły do tego, że wyższe studia zostały sprowadzone do miana wyścigu za papierkiem w celu zdobycia posadki w jakimś "business center". Dziś młody człowiek kończący szkołę średnią (np. technikum) ma możliwość pracy gdzie? W McDonaldzie, przy roznoszeniu ulotek, w telemarketingu, w biedaszybach? Szkoda słów jak nisko upadliśmy ale przynajmniej mamy kapitalizm... (facepalm). Nie każdy przecież może skończyć (prawdziwe) wyższe studia (np. nie ma takiej możliwości intelektualnej) i zostać naukowcem, inżynierem. Co mają robić zwykli, prości ludzie? Do cholery jasnej, teraz każdy musi być "przedsiębiorczy" i "promować swój wizerunek". Za "wstrętnej" komuny istniał obowiązek pracy lub nauki.
Idąc dalej - czy ktoś z Was słyszał o grupie stu polskich fizyków współpracujących z Rosją nad planami budowy atomowych okrętów podwodnych w Polsce w czasach PRL? Z czego mi wiadomo do dziś ta informacja jest na swój sposób "tajna" albo to zwykła plotka (choć nie sądzę).
-
Tak, zdeprecjonowanie wykształcenia niesie fatalne skutki. W ogóle jeśli chodzi o poziom społeczeństwa, doskonałym obrazem przemian ostatnich lat jest to, co się stało z tzw. klasą robotniczą. Otóż robotnicy z czasów socrealu byli jacy byli, ale część z nich miała przynajmniej ambicje i chęć awansu społecznego poprzez poprawę wykształcenia. Teraz? Mam znajomego, sporej klasy indywidualista. Niestety kryzys swoje zrobił i w swojej dziedzinie nie mógł wyżyć, zatrudnił się więc do sezonowej roboty z jakimiś robotnikami budowlanymi. W ogóle nie umiał nawiązać z tymi ludźmi kontaktu (dla jasności: sam skończył socrealistyczne technikum, a nie żaden uniwerek, i w życiu wykonywał wiele fizycznych zawodów, od roznoszenia mleka po dźwiganie towarów w stoczni, więc co nieco o poziomie dawnych robotników wie). Facet był normalnie przerażony. Kasa, piwo, laska do wyra oraz "kurwa" i "ja pierdolę" co drugie słowo - oto cały obszar możliwości i zainteresowań intelektualnych współczesnej polskiej klasy robotniczej (moderatora proszę o nieusuwanie słów wulgarnych, one są bardzo dokładnym odzwierciedleniem obecnego stanu klasy robotniczej; alternatywnie proszę je potraktować jako cytat z wyrafinowanego dzieła intelektualnego III RP pt. "Dzień świra").
Ale zastanówmy się, czy z dzisiejszego punktu widzenia to źle? Przecież wykształceni ludzie z wyobraźnią to ostatnia rzecz, której potrzebuje bogobojny kraj handlarzy.
-
Pracuję na Uniwersytecie we Wrocławiu. I mam też parę doświadczeń. Ogólnie na studia nadaje się tylko jakieś 1/3 wszystkich studentów. U mnie jest trochę lepiej, bo więcej pasjonatów jest. Ale większość chyba nie wie co na uczelni robi.
Jest bardzo dużo czynników które ów stan psują. Ostatnio do facepalmu doprowadził mnie cytat studentki że ona ma wyższe wykształcenie - bo ma licencjat.
Nie mówie że na Uniwerki same nerdy powinny iść, ale proszę, niech choć ciut samodzielnego myślenia będzie. A nie, że mi pół sali podnosi rękę jak spytałem czy wierzą w duchy etc.
-
Aż mi teraz wstyd przez to co studiuję ;]. Właściwie to nie od dziś. Chcę tylko dociągnąć jeszcze przez jeden rok do inżyniera i mam nadzieje rozpocząć drugi, wymarzony kierunek :). Często wydaje mi się to mało prawdopodobne (niestety chodzi głownie o kasę), to jednak postaram się aby mi się udało, inaczej bym sobie chyba nie darował do końca życia.
Też byłem zbaraniałym licealistą ale jednak ta pasja siedziała we mnie od dziecka. Brakowało tylko iskry. Nawet w szkole tej iskry nie było. Być może głupio się tłumaczę przed samym sobą zwalając wszystko na szkołę. Ale wydaje mi się słuszne by to właśnie szkoła budziła w młodych ludziach pasje.
Jeśli już piszę o pasjach to muszę nadmienić, że nawet teraz wśród znajomych rzadko kiedy widać jakąś konkretną. Bardzo niewielu ją posiada, chyba że mówimy o czymś masowym np. ''siłka'' ;]. Dziwi mnie to zjawisko. Niedługo przestane odróżniać ludzi :P wszyscy czasem wydają się być tacy sami.
-
Chciałbym podkreślić jedną rzecz. Otóż z powyższych uwag nie należy wnioskować, że każdy młody człowiek jest dzisiaj idiotą nastawionym wyłącznie na kasę. To absolutnie nie jest prawda. Problem (a raczej jego część) leży w tym, że bardzo wielu młodych, otwartych na świat ludzi nie inspiruje się do robienia niczego ponad to, czego oczekuje otoczenie. Nie przekonuje się ich, że forsa z handlu to nie wszystko. W efekcie na kierunkach kluczowych dla rozwoju cywilizacyjnego i technologicznego (matematyka, fizyka, chemia) jest dziś bardzo mało ludzi, a ci, którzy tam trafiają, są fatalnie przygotowani od strony merytorycznej z uwagi na fakt, że cały proces szkolenia do etapu liceum włącznie został dopasowany do wymogów intelektualnych - nazwijmy to - "klasy ekonomicznej".
Nie wiem, czy na tym forum pisałem o pewnym dość interesującym spostrzeżeniu, zresztą dość popularnym wśród antropologów. Jeśli tak, wybaczcie, ale warto powtórzyć. Otóż czym się różnią szympansie dzieci od ludzkich? No cóż, większą dynamiką rozwoju i inteligencją, na ogół. Jak to się więc dzieje, że to nie szympansy rozwinęły cywilizację naukowo-techniczną? Przyczyn jest wiele, ale jedną z najważniejszych jest fakt, że wydłużone dzieciństwo u ludzi doprowadziło do utrwalenia cech dziecięcych - owej szczeniackiej otwartości na świat - w wieku dorosłym (przynajmniej u niektórych osobników). Tymczasem dorosłe szympanse są zainteresowane tylko trzema rzeczami: wiodącą rolą w stadzie, żarciem i samicą do pokrycia. Teraz, okiem antropologa, proponuję się rozejrzeć po znajomych i popatrzeć, ilu z nich wykazuje w wieku dorosłym te cechy, które zadecydowały o tym, że ludzie stali się ludźmi.
Człowiek jest zwierzęciem o gigantycznych zdolnościach adaptacyjnych. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko to, że kształt środowiska faktycznie decyduje o tym, jacy ludzie będą w nim żyli. Jak wygląda środowisko dzisiejszej Polski, doskonale widać.
Na zakończenie chciałbym dedykować tym, którzy zaglądają na fora takie jak to, pewien cytat. Otóż któregoś razu rozmawiałem - w zasadzie prywatnie - ze znanym fizykiem, prof. Czesławem Radzewiczem. Padło wówczas z jego ust piękne stwierdzenie, na tyle piękne, że sądzę, iż profesor wybaczy mi upublicznienie:
"W nowej rzeczywistości Polacy zgubili szacunek dla ludzi, którzy niekoniecznie chcą zarabiać krocie, za to chcą realizować swoje marzenia."'
-
Jeśli już piszę o pasjach to muszę nadmienić, że nawet teraz wśród znajomych rzadko kiedy widać jakąś konkretną. Bardzo niewielu ją posiada, chyba że mówimy o czymś masowym np. ''siłka'' ;].
Również zauważyłem podobne zjawisko. Czasami zastanawiam się nawet czy człowiek z którym rozmawiam zdaje sobie sprawę z tego, że ziemia jest okrągła. Co dopiero spróbować podjąć jakiś temat np. astronomii lub fizyki. Skutkuje to najczęściej dziwnym spojrzeniem spode łba i uznaniem za dziwaka, który nie lubi "rżnąć w gałę". O dziwo w dzisiejszych czasach stwarza się ku temu coraz korzystniejsze warunki poprzez organizację durnego Euro 2012 dla kiboli (przepraszam nie umiem inaczej nazwać) i rząd piłkarzyków budujący na potęgę orliki. Jak widać są to ważniejsze sprawy niż poprawa poziomu edukacji i nauki.
Wracając do tematu przemysłu. Zapewne zdajecie sobie sprawę, że rozwalenie np. takiego jednego "molocha" pociąga za sobą całą lawinę skutków - automatycznie padają pozostałe, które były ściśle powiązane z tym pierwszym, a później kolejne. Ludzie tracą pracę, potem zaczyna się bieda. A od tego już tylko krok do przestępczości i chuliganerii. Żeby człowiek mógł się czymś pasjonować musi mieć najpierw zapewnione podstawowe warunki bytowania. W tym obszarze konieczna jest interwencja państwa ale nie stricte opiekuńcza lecz potrzebne jest "złapanie za łeb" poprzez organizację miejsc pracy - czego to bardzo nie lubią wszelkiej maści liberałkowie. Podobne działania Chiny mają zapisane w swojej konstytucji, na dodatek realizują Koncepcję Naukowego Rozwoju. Japonia swoje osiągnięcia zawdzięcza powołaniu specjalnego Ministerstwa Gospodarki, Handlu i Przemysłu - MITI.
-
Bardzo ciekawa wiadomość: W Krakowie ruszył atomowy wzorzec czasu dla jednego z najdokładniejszych zegarów świata (http://www.nltk.home.pl/dlaprasy,wiecej,0x83f54k84d6jl3.html).
Źródło: Narodowe Laboratorium Technologii Kwantowych
Jak na moje oko to naprawdę duże osiągnięcie, wyróżniające się na tle pozostałych.
-
Tam brały udział zespoły z USA, Kanady i Polski. Reszta świata olała temat. Dlaczego? Bo u nich zdolni ludzie nie muszą pałętać się po świecie, aby ich doceniono. Dostają świetną pracę u siebie. A u nas nie. Dlaczego? Sami wyciągnijcie wnioski. Nie chcę dawać tutaj ostrych komentarzy politycznych, bo to nie miejsce.
Ja tylko bym powtórzył apel, który daje wszędzie, aby nasi zdolni naukowcy najlepsze pomysły/rozwiązania o zastosowaniach militarnych zachowali w głowach na czas próby, który może nadejść wcześniej niż się spodziewamy. Teraz ujawnione natychmiast wypłynął za granicę.
-
Eeee, Trafiony, jest wiele studenckich konkursów na całym świecie. Jest wiele też różnych programów studenckich, które nie od razu muszą mieć związek z łazikami marsjańskimi.
URC2011 jest po prostu znane u nas dzięki działalności Mars Society Polska. W innych krajach Mars Society nie jest tak aktywne - aktywne są inne organizacje. Nie każdy, kto chce się wykazać, od razu musi myśleć o Marsie...
Ja to bardziej widzę tak, niż kwestie polityczne i perspektywy pracy po studiach. To jest moim zdaniem sprawa drugorzędna.
-
Niestety u nas bywa z tym różnie, z nawet niespecjalnie. Mało się o tym mówi, ale czasem.
Tak mi się od ręki przypomniał coś takiego. Tak z 8 lat temu okazyjnie rozmawiałem z polskim naukowcem, jakiś doktor z politechniki. Miał znakomity pomysł na elektrownię hybrydową. Wiatrowa, ale wspomagana przez disel na oleju rzepakowym, aby podawała stałą potrzebną akurat moc. On opracował i opatentował część mechaniczną tego rozwiązania. Jeździł z tym do Warszawy, jakiś biznes próbował wokół tego pomysłu uruchomić. I co? Cisza. Pewnie kiedyś to kupimy z zagranicy. A pomysł był znakomity, bo wyobraźmy sobie wielkie pole rzepaku, a w środku wiatraki, obok przetwórnia robiąca z rzepaku olej. Wszystko gra znakomicie, koszty transportu żadne, nikt nie płacze że mu wiatraki przeszkadzają, i podajemy moc potrzebną na daną chwilę. Tylko zdaje się, że chodziło o to, że .... Niemcy chcą się pozbyć swoich starych wiatraków, które obecnie są do Polski sprowadzane masowo.
Więc bez złudzeń, żyjemy w kraju takim w jakim żyjemy, lepiej się nie obudzić w lekkim szoku.
-
Moim zdaniem, te posty nie mają nic wspólnego z URC2011. Jest gdzieś wątek o nazwie "polska nauka" - może tam lepiej to zamieścić?
Nie rozpływajmy tematów, wplatając w nie sprawy nie do końca związane z tematem. Inaczej poziom upadnie.
-
A wiem że to nie na temat, ale nie mogę się powstrzymać. Podobno to wielkie złoże gazu pod Kutnem było już dawno rozpracowane. czekało na swojego właściciela, zagranicznego oczywiście. Wszyscy czekamy na swojego właściciela, zagranicznego oczywiście. Tylko my nie mamy wysp i Akropolu do sprzedania.
-
Moim zdaniem, te posty nie mają nic wspólnego z URC2011. Jest gdzieś wątek o nazwie "polska nauka" - może tam lepiej to zamieścić?
Nie rozpływajmy tematów, wplatając w nie sprawy nie do końca związane z tematem. Inaczej poziom upadnie.
Proponuję przenieść. Ja nie potrafię.
-
Przeniesiony i scalony. :) Proszę bardzo.
-
A wiem że to nie na temat, ale nie mogę się powstrzymać. Podobno to wielkie złoże gazu pod Kutnem było już dawno rozpracowane. czekało na swojego właściciela, zagranicznego oczywiście. Wszyscy czekamy na swojego właściciela, zagranicznego oczywiście. Tylko my nie mamy wysp i Akropolu do sprzedania.
Dla formalnosci w trosce o nie powielanie glupot. Nie da sie zloza sprzedac, mozna sprzedac prawo do wydobycia za okreslona kwote i na okreslony czas.
-
A wiem że to nie na temat, ale nie mogę się powstrzymać. Podobno to wielkie złoże gazu pod Kutnem było już dawno rozpracowane. czekało na swojego właściciela, zagranicznego oczywiście. Wszyscy czekamy na swojego właściciela, zagranicznego oczywiście. Tylko my nie mamy wysp i Akropolu do sprzedania.
Dla formalnosci w trosce o nie powielanie glupot. Nie da sie zloza sprzedac, mozna sprzedac prawo do wydobycia za okreslona kwote i na okreslony czas.
Myślę że nie warto wchodzić w subtelności prawne. Nawet jeżeli nie jest to formalnie własność, to prawo do wydobycia przez lat kilkadziesiąt (jakieś mam takie podejrzenie, że te umowy będą na tak długo, a opłaty nie będą wysokie) nie robi istotnej różnicy. Ważne kto będzie z tego czerpał zyski, a kto dostarczy tylko tanią siłę roboczą. Zresztą zobaczymy, dotychczasowa praktyka pokazuje, że siła telefonu z ambasady jest u nas przemożna, nasi politycy i urzędnicy stają na baczność.
-
Moim zdaniem można mówić o rozwoju polskiej nauki dopiero wtedy, jak rozwinie się polska edukacja, która jest zacofana myślowo i technologicznie, dlatego nie potrafi edukować młodych ludzi na odpowiednim poziomie. Właśnie szykuje małe opracowanko tematu :)
-
Właśnie szykuje małe opracowanko tematu :)
Brzmi ciekawie! :) Gdy będzie gotowe, nie zapomnij i na tym forum o tym napisać - z pewnością wiele osób z chęcią przeczyta to opracowanie.