ZIEMIA JEST PLANETĄ (2)
Wychowałem się na tych obrazach. To też dzieła sztuki?Tak, to dzieła sztuki. Ogromnie mi się podoba, że NASA i inne agencje coraz większą wagę przywiązują do udostępniania obrazów z misji. Dzięki sondzie kosmicznej Juno zobaczyliśmy Jowisza jak nigdy przedtem – a obrazy te pochodzą z kamery szerokokątnej, która została tam zainstalowana jako dodatek. To nie jest superskomplikowane narzędzie badawcze, nie robi zdjęć wysokiej rozdzielczości, ale NASA dodała ją na pokład sondy, bo wie, że istoty ludzkie pragną zobaczyć. Tak samo było z sondą New Horizons i Plutonem czy Cassini i Saturnem.
Patrząc na wszystkie te miejsca, patrzymy też na siebie samych. Jeden z najpiękniejszych obrazów z sondy Cassini przedstawiał pierścienie Saturna, a pod nimi małą, niebieską kropkę: Ziemię.
Które z klasycznych zdjęć Ziemi z kosmosu jest dla Ciebie najważniejsze?„Wschód Ziemi”.
Zrobił je William Anders podczas lotu Apolla 8, 24 grudnia 1968 r.Dokładnie 50 lat temu ludzie po raz pierwszy byli świadkami tej niesamowitej sceny, gdy nasza planeta wschodzi ponad innym ciałem niebieskim. Zobaczyliśmy, że jesteśmy Ziemianami, żyjemy na planecie, chroni nas cienka, błękitna kreska atmosfery. Pytanie brzmi: gdzie chcemy być za kolejne 50 lat? Jak chcemy żyć w stulecie „Wschodu Ziemi”?
Niedawny szczyt klimatyczny COP24 posłużył polskiemu prezydentowi do trollowania świata: oświadczył, że węgla starczy nam na następne 200 lat. Czy gdy patrzyłaś z kosmosu na Ziemię, było Ci czasem smutno?Tak. Bo widać stamtąd, jak wszystko na Ziemi jest ze sobą powiązane. Nie ma czegoś takiego, jak druga strona planety. Planeta jest jedna, i czy to z perspektywy pływu oceanów, ruchu chmur czy obserwacji burz, Ziemia wygląda jak organizm sam w sobie. Jakby żyła.
Zdałam sobie z tego sprawę nocą, przyglądając się błyskawicom. Wychowywałam się na Florydzie, gdzie burz było mnóstwo. Myślałam sobie wtedy, że burza zaraz przejdzie. Ale nie, ona nie przechodzi. Gdy z kosmosu przyglądasz się wzorom błyskawic, widzisz, że burza znad Florydy przemieszcza się poprzez ocean nad Afrykę. Wygląda jak odpalające neurony, jak system nerwowy.
A smutek brał się stąd, że większość ludzi wciąż sądzi, iż istnieje jakaś druga strona planety, o której nie muszą myśleć. Że katastrofa, która dotyka dziesiątków tysięcy istnień ludzkich po drugiej stronie Ziemi, nie ma z nimi nic wspólnego. Patrzysz na to osłupiające, delikatne i żywe miejsce, które wszyscy ze sobą dzielimy, i uświadamiasz sobie, że większość tam na dole tego nie dostrzega. I że są tam rządy sądzące, iż węgiel jest odpowiedzią, podczas gdy wiemy, co robi z systemem podtrzymywania życia, od którego wszyscy zależymy – naszą planetą.
Ależ wystarczy temu po prostu zaprzeczyć.I to się właśnie dzieje. Nigdy nie byliśmy ze sobą tak bardzo połączeni. W dłoniach mamy urządzenia łączące nas z wiedzą całego świata. A równocześnie nie przyjmujemy do wiadomości, że wszystko, co nas otacza, jest ze sobą połączone. To forma wyparcia.
Sądzę, że dochodzimy do punktu zwrotnego. To dlatego „Wschód Ziemi” jest tak znamiennym symbolem. 50 lat temu zdaliśmy sobie sprawę, że żyjemy na planecie w kosmosie, która jest naszym systemem podtrzymywania życia. Chciałabym, żebyśmy po 50 latach przestali to wypierać. Musimy mówić o tym, jak Ziemia nas chroni. A dzieje się to dokładnie tak, jak na stacji kosmicznej, która naśladuje to, co Ziemia robi dla nas. Cienka metalowa powłoka wokół stacji jest jak błękitna linia atmosfery, która chroni naszą planetę i wszystko, co dobre: wodę, powietrze, energię, utrzymuje w jej obrębie.
W zamkniętym obiegu, gdzie są oczyszczane i odzyskiwane. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to dziś wzorowe miejsce do życia?Otóż to: w kosmosie nie tylko pracujemy – my tam żyjemy. Z ludźmi z całego świata, w kulturowym tyglu i wśród relacji międzynarodowych. Cele wszystkich krajów biorących udział w misji składają się w jeden, w ramach wspólnej, pokojowej i efektywnej współpracy.
Dla mnie największym darem otrzymanym podczas pobytu na ISS były relacje, które tam się zawiera. Na każdym etapie misji było tam sześcioro ludzi, łącznie reprezentujących 15 krajów. Stanowiących jedną załogę. Moim dowódcą był Giennadij Padałka – nie był dowódcą rosyjskiej części stacji, nie było osobnego dowódcy amerykańskiego czy europejskiego. Załoga jest jedna, tak jak stacja.
Tak więc sześcioro ludzi w kosmosie i dziesiątki tysięcy specjalistów w agencjach z całego świata współpracują pokojowo nad czymś, co jest prawdopodobnie najbardziej skomplikowanym przedsięwzięciem, na jakie poważyła się ludzkość. To absolutnie najlepszy model tego, jak powinniśmy ze sobą żyć i współpracować jako załoga statku kosmicznego „Ziemia”. Tyle że na to, jak na razie, nie wymyśliliśmy zasad ani procedur.
Brzmi to skrajnie idealistycznie. A zdarzają się tam konflikty? O zasoby, o przestrzeń albo dlatego, że dużo ludzi stłoczonych jest w jednym, ciasnym miejscu?Z naszą załogą ćwiczyliśmy na Ziemi na tyle długo, żeby się zorientować, kto np. budzi się w złym humorze, więc przez 10 minut wystarczy nie zwracać na niego uwagi. Tak samo postępuje się w rodzinie. Trzeba się zawczasu zorientować w tej międzyludzkiej dynamice i zdecydować, jak sobie z tym poradzić. Na stacji kosmicznej są różnice polityczne dotyczące priorytetów misji, różnice między agencjami czy nawet członkami załogi, ale wszyscy ustanawiamy tam tzw. zasady zaangażowania – jak sobie będziemy z tym radzić – które każdy akceptuje. I to działa.
„Idealistyczne” to dobre słowo. To utopijna wizja funkcjonowania ludzkości. Ale musimy skorzystać z takich przykładów jak ISS i zasady funkcjonowania na orbicie, żeby rozwiązać największe wyzwania czekające nas tu, na Ziemi. Tymczasem mnóstwo ludzi nawet nie wie, że stacja kosmiczna istnieje. A powinni – bo wszystko, co jej dotyczy, dotyczy też życia tu, na dole.
Dla mnie sztuka jest sposobem budzenia zaangażowania tym tematem u ludzi, którzy w przeciwnym razie nawet nie pomyśleliby o kosmosie. „Hej, ten obraz namalowałam na podstawie zdjęcia, które zrobiłam w kosmosie, gdy byłam w tym dziwnym miejscu zwanym ISS. Wiesz, że wraz z 14 innymi krajami żyjemy tam od 20 lat i wspólnie pracujemy? Wow, czy to nie super wzór dla tego, co powinniśmy robić tutaj, na Ziemi?”.
Ekscytują nas perspektywy lotu na Marsa czy księżyce Jowisza i Saturna. Ale czy mamy moralne prawo eksplorować inne światy, skoro tak traktujemy nasz?Gdy chodzi o lot na Marsa, są dwa podejścia. Pierwsze reprezentują eskapiści, którzy twierdzą, że do tego stopnia spapraliśmy sprawę na Ziemi, że trzeba się ewakuować na Marsa.
Drugi obóz, którego czuję się członkinią, to ci przekonani, że jesteśmy właśnie w miejscu, w którym musimy wymyślić, jak ocalić Ziemię.
Ale wiemy równocześnie, że przeżycie rodzaju ludzkiego opiera się na jego obecności nie tylko w tym jednym miejscu we wszechświecie. Musimy się rozprzestrzenić, żeby przetrwać. Wrócimy więc na Księżyc. Skorzystamy z Księżyca, żeby polecieć na Marsa. Wymyślimy, jak ruszyć w podróż międzygwiezdną. Ale robiąc to wszystko, musimy zadbać o system podtrzymywania naszego życia na Ziemi, dopóki za miliardy lat nie wchłonie jej Słońce. Nie chodzi o opuszczenie Ziemi, którą zmarnowaliśmy. Chodzi o to, że dysponujemy już wszelkimi technologiami, by sprostać wyzwaniom na tej planecie, a następnie zabrać ze sobą tę wiedzę, zamieszkać w innych światach i zbudować tam swoje systemy podtrzymywania życia. I nie musieć odrabiać tam tych samych lekcji, które mamy zadane tutaj.
Czy te technologie są dla wszystkich? Nie tylko dla miłego, czystego Zachodu eksportującego cały brud do Trzeciego Świata?To naprawdę coś dla wszystkich. Pracowałam przy programach na rzecz czystej wody, dostarczania energii i łączności w regionach Afryki, które uznałbyś za najdalszy możliwy Trzeci Świat, i które długo walczyły choćby o dostęp do wody. Dziś działa tam infrastruktura, której byśmy wszyscy na Zachodzie pozazdrościli. Systemy oczyszczania wody dostępne na skinienie, energia słoneczna i wiatrowa, reaktory biogazowe, generujące elektryczność z metanu ze ścieków. Chciałabym takich technologii u siebie.
Od 1972 r. misje załogowe nie poleciały nigdzie dalej niż na niską orbitę Ziemi. Na razie nie pali nam się w kosmos – trzeba by wytłumaczyć podatnikom, po co nam to.Jeszcze polecimy, obiecuję. Jest wola, żeby założyć stałą bazę na Księżycu, i to w ramach współpracy międzynarodowej – nie będzie tak, żeby tylko Chiny samotnie siedziały po jego niewidocznej stronie. Dokona się to za sprawą współpracy międzynarodowej w rozwoju technologii ponad dzisiejszy poziom, a następnie za sprawą współdzielenia jej i stworzenia takiego modelu biznesowego po stronie prywatnej, żeby coraz więcej ludzi widziało w podróżach kosmicznych wartość. Bo, powtórzę raz jeszcze, loty w kosmos związane są z jakością życia na Ziemi. Czeka nas skok, na który wszyscy od dawna czekamy.
Inaczej utkniemy?Jest taki cytat: ktoś powiedział, że dinozaury nie miały programu kosmicznego.
Jest też inny cytat: astronauta Apolla 14 Edgar Mitchell opisał wrażenie, jakie zrobił na nim widok Ziemi z kosmosu, następująco: „Chciałoby się złapać jakiegoś polityka za kołnierz, zawlec go tam, te ćwierć miliona mil, i powiedzieć: popatrz na to, sukinsynu”.I chyba każdy z nas to powtarza. ©℗
NICOLE STOTT (ur. 1962) jest astronautką, inżynierem, aquanautką, pilotką, malarką i edukatorką. W NASA pracowała 27 lat. W kosmos latała dwukrotnie (w 2009 i 2011 r.), na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) spędziła 91 dni. Latała na pokładach wahadłowców Atlantis i Discovery (brała udział w ostatnim locie tego promu 24 lutego – 9 marca 2011 r.). Odbyła również przeszło sześciogodzinny spacer kosmiczny. W 2006 r. członkini podwodnej misji NEEMO 9, w ramach której spędziła 18 dni w podwodnym habitacie NASA Aquarius. Brała także udział w pracach nad wyborem komercyjnego partnera do budowy nowego amerykańskiego statku załogowego. Od 2015 r. na emeryturze, zajmuje się popularyzacją astronautyki i tworzy. Na zdjęciu – na pokładzie stacji ISS z namalowanymi przez siebie pierwszymi w historii orbitalnymi akwarelami.Dziękujemy Uniwersytetowi Śląskiemu za pomoc w zorganizowaniu wywiadu.
Źródło:
https://www.tygodnikpowszechny.pl/ziemia-jest-planeta-157839