Pendereccy i wszystko gra – rozmowa z Krzysztofem PendereckimLiliana Śnieg-Czaplewska | Listopad 18, 2013
KRZYSZTOF PENDERECKI o miłości, poświęceniu, pasji, muzyce i drzewach(...)
Co to znaczy, że mogło się nie udać? Na początku lat 60. miał już pan uznanie, był twórcą sonoryzmu, potrójnym laureatem w Konkursie Młodych Kompozytorów Związku Kompozytorów Polskich itd.– „Pasja” to była monumentalna kompozycja powstająca chyba ze trzy lata i szczególny moment w moim życiu. W 1962 r. dostałem zamówienie radia w Kolonii na napisanie „Pasji” na 750-lecie katedry w Münsterze. Bardzo dla mnie ważne zamówienie – klucz do całej mojej kariery, a jak się później okazało, sam utwór niezależnie ode mnie też zrobił wielką karierę. Prawda była taka, że nie miałem przygotowania, by w ogóle się podjąć tej pracy! Nigdy wcześniej nie komponowałem takich utworów, choć zawsze chciałem. A poza „Stabat Mater” Szymanowskiego nie było ich w Polsce; żaden z moich pedagogów też nie mógł mi w tym pomóc, bo sami nie umieli. Wcześniej skomponowałem tylko „Psalmy Dawida”, za które w 1959 r. dostałem nagrodę ZKP, i „Stabat Mater” z 1962 r. – hit przez wiele lat w muzyce na chór a cappella. Całą tę „Pasję” musiałem więc wymyślić sam, od początku do końca.(...)
A pan profesor co wtedy robił?– Głównie komponowałem. A od 17 lat, jak wiadomo, Elżbieta jest menedżerem i organizatorem festiwalu beethovenowskiego, który przez pierwsze siedem lat odbywał się w Krakowie, a od 10 jest organizowany w Warszawie.
Dzięki żonie ma pan profesor z głowy wszystkie kłopoty dnia codziennego.
– Do tego stopnia, że teraz już nie odpowiadam na żadną korespondencję, faksy ani mejle. Rzadko odbieram telefony, tylko w ostateczności. (...)
Rodzina była w komplecie 13 grudnia roku pamiętnego?– Nie. Stan wojenny zastał nas poza krajem, ale dzieci chodziły do szkoły w Polsce. To wtedy święta Bożego Narodzenia pierwszy raz spędziliśmy poza domem. Najpierw w lutym na zwiad przyjechała do Polski żona, pod koniec lutego 1982 r. wróciłem ja. (...)
Gdzie tak naprawdę jest pana profesora miejsce na ziemi?– Gniazdo rodzinne jest tu, w Krakowie, gdzie mieszkamy od 1971 r. – to już tradycja. Ale i Lusławice kupione w 1974 r., przez sześć lat remontowane, uważam za moje miejsce na ziemi. Więc i tu, i tu. A w Lusławicach jest arboretum – jedno z najbogatszych w Europie Wschodniej. Mamy podział: dla żony najważniejszy jest Kraków, bo urodziła się w mieście, choć Lusławice kocha. A ja się urodziłem w małym miasteczku, w Dębicy, gdzie przed wojną żyło raptem 5-6 tys. mieszkańców. Dla mnie powrót do Lusławic to powrót do korzeni. (...)
https://www.tygodnikprzeglad.pl/pendereccy-wszystko-gra-rozmowa-krzysztofem-pendereckim/