Zapomniany polski kosmonauta płk. Zenon Jankowski
W Głogowie na osiedlu im. Mikołaja Kopernika znajduje się ulica Kosmonautów Polskich. Dlaczego w jej nazwie użyto liczby mnogiej, skoro powszechnie znany jest tylko jeden polski zdobywca kosmosu Mirosław Hermaszewski?
Będąc kiedyś w Głogowie też na to zwróciłem uwagę. Nazwa bardzo odpowiednia, bo przecież mamy dwóch takich , którzy przeszli całkowicie cykl szkolenia i polityczna decyzja zaważyła , kto poleci.
Nie mówiąc już o tym , że w przypadku nazwy ulicy "Polskiego Kosmonauty" mogłaby się ona po jakimś czasie okazać nieaktualna

. Można też przy tej okazji wskazać na kilku kosmonautów mających polskie korzenie:
Aleksandr SieriebrowKarol BobkoScott ParazynskiJames Pawelczyk Christopher FergusonZenon Jankowski - poznaniak, który nie poleciał w KosmosRadosław Nawrot 27 czerwca 2008
Na jednej z filatelistycznych aukcji internetowych znajduję arkusik dwóch znaczków pocztowych. Polska 1,50 zł i Polska 6,90 zł z 1978 r. Z boku napis "Pierwszy Polak w Kosmosie". Na znaczku - poznaniak, płk Zenon Jankowski.
Zenon Jankowski mieszka do dziś w Poznaniu. Ma 70 lat. Kiedy dzwonię, by porozmawiać o tamtym niedoszłym locie w Kosmos, grzecznie acz stanowczo odmawia. - Nie chcę już do tego wracać - mówi.
- Mamy 30. rocznicę. Wszędzie będzie Mirosław Hermaszewski, wszyscy będą o nim mówić - namawiam.
- Niech mówią - odpowiada.
- Nie chciałby pan, aby i o panu mówiono?
- Nie.
O Hermaszewskim słyszeli chyba wszyscy. A o Zenonie Jankowskim? O tym, że to poznaniak mógł być pierwszym Polakiem w przestrzeni kosmicznej? Decyzja co do tego, że leci Hermaszewski, zapadła tuż przed lotem. - To nie była łatwa sytuacja. Obaj mieliśmy marzenia, obaj bardzo ciężko przez półtora roku pracowaliśmy - wspomina gen. Mirosław Hermaszewski w niedawnej rozmowie w "Dużym Formacie" i dodaje, że - jego zdaniem - decyzja zapadła w Warszawie. - Podjęli ją lekarze specjaliści, Komitet Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk i najpewniej minister obrony narodowej gen. Jaruzelski. Trudno jednak wyobrazić sobie, żeby w tak prestiżowej sprawie nie miał głosu pierwszy sekretarz Edward Gierek. Naturalnie, decyzję podejmowano na podstawie raportów o stanie naszego przygotowania, stanie zdrowia i sile motywacji. Radziecka komisja opiniująca nasze kandydatury napisała, że obaj spełniamy warunki niezbędne do wykonania lotu kosmicznego - mówi.
To chyba za mało powiedziane. W styczniu tego roku w piśmie "Focus" opublikowane zostały ciekawe informacje na temat testów na odporność pilotów na przeciążenie, jakie przez lata wykonywano w specjalnej wirówce w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej. "Przeciążenia wynoszące więcej niż 10 g można znieść najwyżej przez ułamki sekundy. Łatwo dochodzi wtedy do uszkodzenia narządów wewnętrznych, a zwłaszcza niedotlenionego mózgu. Gdy licznik pokazuje więcej niż 12 g, ustaje praca serca. Przy stałym przeciążeniu 35 g ludzkie ciało może zostać rozerwane." - czytamy, po czym dalej znajdujemy informację, iż raz tylko testowano pilota przy przeciążeniu 12 g. I pilot ten przeszedł ów test. Był nim Zenon Jankowski.
Co zatem zadecydowało o wyborze Hermaszewskiego? Polityka, znajomości? Dziś trudno to powiedzieć. Mówiło się o lepszych wynikach Hermaszewskiego (choć krótko przed lotem zranił się on w kolano, a wcześniej wycinano mu zdrowe migdałki), o jego lepszej znajomości języka rosyjskiego, większej medialności, o trudnym charakterze płk Jankowskiego, którym zraził on Rosjan. Wszystkim tym hipotezom zaprzecza jednak Hermaszewski, choć sam mówi, że nie zna powodów decyzji, którą podjęto tuż przed lotem. - Nie zapadała przy mnie - zaznacza.
Skrupulatny pedant, który wszystko sprawdzał po kilka razy, a swoje rzeczy zawsze składał w kosteczkę - tak Jankowskiego opisuje Bohdan Świątkiewicz w książce "Polak w Kosmosie". Hermaszewski miał być przy poznaniaku prawdziwym romantykiem. Czy to te cechy nie spodobały się Rosjanom? A może nieodpowiedni był jego partner ze strony radzieckiej? Hermaszewski poleciał w Kosmos z doświadczonym radzieckim kosmonautą, Białorusinem Piotrem Klimukiem. Partner Jankowskiego Witalij Kubasow w odróżnieniu od Klimuka, nie był wojskowym, lecz cywilnym specjalistą kosmicznym i inżynierem pokładowym. Kubasowowi nie brakowało jednak doświadczenia - miał lecieć w Kosmos po raz trzeci. Pierwszy raz był na orbicie już w październiku 1969 r., na statku Sojuz 6.
Zenon Jankowski przeszedł pełen cykl szkoleniowy, tak jak Hermaszewski. 27 czerwca 1978 r. był tak samo przygotowany do lotu w Kosmos, jak on. To ta dwójka Polaków została wyłoniona na samym końcu selekcji licznego grona polskich pilotów, którzy uczestniczyli w programie Interkosmos. Jeszcze w 1976 r. było 17 kandydatów. Po testach i badaniach w Mrągowie i Zakopanem zostało pięciu, z czego Andrzeja Bugałę odsunięto, gdyż był za wysoki. Zostali: Henryk Hałka z Lubelszczyzny, Tadeusz Kuziora z Tarnowa, Zenon Jankowski z Poznania i Mirosław Hermaszewski. W październiku 1976 r., już w Gwiezdnym Miasteczku w ZSRR do ostatecznego szkolenia skierowano tylko tę ostatnią dwójkę. Przeszli ciężkie testy. W książce "Polak w Kosmosie" Jankowski opowiada, jak tylko podczas prób awaryjnego opuszczania kapsuły zanurzonej w Morzu Czarnym, kiedy to liczył się czas wydostania się z klaustrofobicznej klitki, stracił na wadze 2 kg.
Gdy Telewizja Polska zrobiła materiał o przygotowaniach Polaków, cenzura go cofnęła. - Na orbitę poleci tylko jeden, jeszcze nie wiadomo, który. Nie wolno zatem pokazywać twarzy żadnego - argumentował szef Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego.
O tym, że Jankowski do ostatniej chwili był poważnym kandydatem na pierwszego Polaka w Kosmosie, świadczy też ... znaczek pocztowy! Poczta Polska wydała w 1978 r. arkusik z okazji lotu pierwszego Polaka w Kosmos. Ponieważ do końca nie było wiadomo, kto poleci, znaczek powstał w dwóch wersjach. Wersję z Jankowskim potem komisyjnie zniszczono. - Nie do końca - mówi jednak Michał Jankowski, warszawski filatelista. - Część tych znaczków wylądowała w Stanach Zjednoczonych. Centrala Handlu Zagranicznego miała podpisaną umowę z amerykańskim dystrybutorem. Na jej mocy miała mu dostarczać wydawane znaczki w pierwszym dniu obiegu. A ponieważ nie było wiadomo, która z wersji będzie w obiegu, wysłano obie. To było jakieś 800 arkusików. - Trzeba doliczyć jeszcze ok. 20 sztuk, które wysłano do akceptacji i przez to oficjalnie znalazły się w obiegu - mówi Jeremi Melnik z Polskiego Związku Filatelistów. - Nie wiadomo, ile ich wydostało się np. z drukarni - dodaje Michał Jankowski.
Tylko na tych znaczkach poznaniak przetrwał jako "Pierwszy Polak w Kosmosie".
http://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,5405329,Poznaniak__ktory_nie_polecial_w_Kosmos.html
