Mnie przeraża przedstawienie tego projektu w tej postaci:
Cel misji Mars One nie jest żaden fantastyczny tylko konkretny, zakłada realne lądowanie ludzi na Marsie w roku 2025 i założenie tam osady ludzkiej – kolonii, jej rozbudowę celem przyjęcia następnych grup przybywających co 2 lata. Misja nie zakłada powrotu ludzi na Ziemię, ponieważ będzie to niepotrzebne. Zamiast tego przewiduje się stworzenie tam społeczności, która będzie samowystarczalna. Będą tam zakładane rodziny, będą rodzić się dzieci. Powstaną tam tak jak w każdym mieście sklepy, biura, szkoły, szpitale infrastruktura i wszelkie inne obiekty niezbędne do funkcjonowania i zaspokajania wszelkich potrzeb tamtejszym mieszkańcom. Powstanie tam nowy dom, nowe życie. Powrót na Ziemię nie będzie potrzebny. Może w przyszłości w celach turystycznych.
Przecież gdyby wszystkie agencje kosmiczne podchodziły do misji kosmicznych z taką nonszalancją, to cmentarze byłyby pełne ochotników, nie wspominając o tych, co nadal by orbitowali wokół Ziemi. Jestem w stanie zgodzić się takim profilem misji w jedną stronę - ok, co mi tam, w końcu to nie ja będę leciał, jak ktoś chce to czemu nie. Ale już dalej pojawiają się elementy, które graniczą z fantastyką naukową, ponieważ nie ma dla nich żadnych sensownych danych.
Przewiduje się powstanie tam społeczności, która będzie samowystarczalna. Ok. Kiedy? Bo moim zdaniem za jakieś kilkadziesiąt do kilkuset lat. I uważam, że jestem optymistą. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że wzrost populacji kolonii oznacza również wzrost stojących przed nią wymagań i to w całym zakresie. Dlatego taka kolonia nie będzie rajem na ziemi. Będzie wymagała kontroli populacji na takim poziomie, że to co się dzieje w Chinach będzie przy tym niewinne jak amerykańskie harcerki sprzedające ciasteczka.
Ale idźmy dalej. Będą tam zakładane rodziny, będą się rodzić dzieci. O ile z tym pierwszym mogę się zgodzić, to już z drugim nie bardzo. A to z tej prostej przyczyny, że do tej pory nie wiadomo, czy rozwój zarodkowy w ogóle jest możliwy w grawitacji marsjańskiej. W mikrograwitacji na pewni nie - to akurat badano. Wizja odważna, ale tylko wizja. Jeszcze.
Powstaną tam sklepy, biura, szkoły, szpitale, infrastuktura... Sklepy? Może. Choć istnienie sklepów zakłada, że będzie tam funkcjonował obieg pieniądza, a to już z samej definicji może wywołać całą masę problemów, które w zamkniętej populacji wrogiego środowiska urosną do poziomu niewyobrażalnego nawet dla każdego mieszkańca Ziemi. Biura? Biura oznaczają istnienie gospodarki. Co Mars może produkować czego Ziemia nie może? Ok, może to być gospodarka lokalna w całości odizolowana od Ziemi. Tylko czy będzie wtedy samowystarczalna? Mocno wątpię, zwłaszcza z technologicznego punktu widzenia - Ziemia zawsze będzie bardziej innowacyjna technologicznie. To przecież nawet nie jest sprawa nauki tylko prostej statystyki. Szkoły? Szkoły oznaczają, że populacja notuje przyrost, co wcale nie jest pewne. Szpitale? Skąd wezmą się fachowcy? Przylecą z Ziemi? Wszyscy? A co z takim prozaicznym elementem jak wyposażenie szpitali? Przecież tego nie da się zbudować na Marsie, bo wymaga zakładów zaawansowanych technologicznie z dostępem do całej gamy chemikaliów i urządzeń. A leki? Skąd? Z marsjańskich skał?
Nie podoba mi się to zupełnie. Marzenia można mieć piękne, ale marzenia nie poddane weryfikacji rzeczywistości to mówiąc brutalnie prosta droga do trumny.