Bajaczysko,
zawsze się znajdą jacyś ludzie, którzy będą kręcić nosem i mówić "ale" czy też "po co to wszystko". Moim zdaniem zawsze warto - dla 'referencji' wysłuchać takich ludzi i gdzieś w głowie zanotować komentarze - mogą być przydatne. Nie oznacza to jednak, że koniecznie trzeba porzucić swoje marzenia i wrócić do szarości.

Taki Clayton Anderson starał się kilka razy, zanim go przyjęto na szkolenie astronauty (MSS pewnie poda więcej przykładów).
Wracając do Twojego pomysłu - sądzę, że masz pewne (choć realistycznie - niewielkie, bo proces selekcji jest naprawdę ostry) szanse. W perspektywie najbliższych 10-15 lat możesz zostać:
- "typowym astronautą" z werbunku ESA czy NASA (do europejskiej ESA można składać wnioski, a czy Polak się dostanie do korpusu - to już inne pytanie

, choć astronauta z Danii z najnowszej grupy jest tutaj ciekawym punktem do rozmów),
- "komercyjnym astronautą" - kilka firm budujących swoje pojazdy wcześniej czy później będzie potrzebować ludzi je obsługujących
- "prywatnym astronautą" - po prostu zapłać za lot - wówczas będziesz turystą kosmicznym. Nie muszę dodawać, że to opcja dla tych, których rodzice są z Arabii Saudyjskiej.
- oraz, co celowo tutaj podam w oddzielnym punkcie - "suborbitalnym astronautą", czyli pilotem jakiegoś komercyjnego pojazdu suborbitalnego.
Do każdego z tych typów zawodów prowadzona będzie naprawdę ostra selekcja, w trakcie której medycy odkryją więcej o Tobie niż się sam spodziewałeś.

Niech liczby same za siebie powiedzą - na IAC 2012 w Neapolu byłem na prezentacji o selekcji nowych astronautów ESA. Z około 8400 nadesłanych aplikacji wybrano 22 kandydatów, z których ostatecznie wybrano 6 kandydatów na nowych europejskich astronautów. Większość z odrzuconych z przyczyn medycznych ludzi miało coś nie tak a to z ciśnieniem, a to z oczami, a to z błędnikiem - normalnie na Ziemi nawet się nie zauważa z tym problemów - kandydat na astronautę nie może charakteryzować się ryzykiem w wielu z tych dziedzin.
Osobiście wydaje mi się, że łatwiej zostać obrzydliwie bogatym przedsiębiorcą, którego stać na wycieczki w kosmos niż wpisać sobie do CV w polu zawód słowo "astronauta".