Ale z dronem to ciekawy pomysł. Taki zmodyfikowany na marsjańskie warunki, ciekawe czy dałby radę?. A dlaczego łaziki do obserwacji (nie mówię o grzebaniu w Marsie), a nie drony. Nie zakopywałyby się. Szybciej przemieszczały. Nie przegrzewałyby się. A jakie foty oglądalibyśmy.
Nie bardzo. Zastanów się, jaki jest budżet energetyczny i źródła zasilania, które ma łazik. A jaka moc jest potrzebna do kontrolowanego lotu w stosunku do energii potrzebnej do jazdy pojazdu lądowego o tej samej lub nawet większej masie, zwłaszcza poruszającego się wolniej od żółwia. Fizyce nie podskoczysz...
Poza tym pomyśl o tym, że rozwiązanie aeromobilne (dron) jest proste w realizacji dla badań teledetekcyjnych powierzchni (a to częściowo łatwiej robić z orbity czy balonu). Natomiast jakiekolwiek badania powierzchni in situ przy pomocy aparatu latającego wymagałyby wielokrotnych lądowań i startów. Samo ryzyko związane z tymi operacjami w urozmaiconym terenie, przy 100% autonomii bez kontroli człowieka w czasie rzeczywistym przekreślałoby w dużej mierze sens takiej misji. Łatwiej i bezpieczniej zrobić to pojazdem naziemnym, chociaż tempo żółwie -praktyczna prędkość eksploracji łazika wynika nie tylko z ograniczonego zasilania, ale także z konserwatywnych procedur bezpieczeństwa lokomocji. Łazik sam analizuje teren i prowadzi nawigację, ale przez ograniczony czas i przy okresowej "taktycznej" kontroli z Ziemi. Nawet gdyby miał napęd o mocy pozwalającej gnać na złamanie karku, to nie może, boby gdzieś się przewrócił, połamał, zakopał. Ale to wiesz przecież. Spróbuj sobie to wyobrazić dla drona...
Pozdrawiam
-J.