Zgodzę się, że technologia i metodologia podejscia związana ze Skycrane była przełomowa i jest to zdecydowanie największe jak do tej pory osiągnięcie w eksploracji powierzchniowej Marsa. W tamtą nowatorską metodę lądowania jednak wierzyłem od początku. Skycrane to jednak była duża, skomplikowana maszyna bazująca na silniczkach chemicznych, sprawdzonej wczesniej metodzie lądowania na tzw."ogniu". Jednakże w delikatne helikopterki nie uwierzę dopóty faktycznie nie sprawdzą się w warunkach marsjańskich. Moje obawy wiązą się z trzema czynnikami:
- delikatną, rozrzedzoną atmosferą, która wymaga albo o wiele wiekszej siły nosnej łopatek, albo też o wiele bardziej intensywnej ich pracy / rotacji itp. a to wymaga z kolei zarówno bardzo wydajnego i szybko ładującego się źródła zasilania, a RTG to przecież nie będzie.
- warunkami terenowymi - niby dla pojazdu powietrznego czy też powinienem powiedzieć - fruwającego - bez większego znaczenia, jednak lądowanie w takim terenie oznacza bardzo szybkie skanowanie terenu i podejmowanie natychmistowej decyzji co do najbezpieczniejszego miejsca na przystanek.
- bardzo rozbudowanej autonomii, która przy obecnej na Curiosity - i z racji sposobu przemieszczania się próbnika - wymaga o wiele bardziej zaawansowanego i bezbłędnego oprogramowania. W przypadku slamazarnego kołowca błąd w oprogramowaniu może go co najwyżej tymczasowo unieruchomić (pomijając instrumenty naukowe). W przypadku "powietrzniaka" najmniejszy błąd, który da o sobie znać zwłaszcza w fazie przemieszczania się - oznacza po prostu game over.
Oczywiscie w przypadku sukcesu - będzie to zielone swiatlło do skoku na zupełnie innym poziom eksploracji Marsa i byłaby to wspaniała sprawa.