Ad.1 - w momencie uderzenia o ziemie mogło sie to troche wymieszać. Rozmiar tego czegoś oraz kołnierz wyraźnie wskazują na kawałek silnika. Zbiorniki metanu i helu były mniejsze (bo musiały zmieścić sie w skrzydłach), co widać na zdjeciach.
Czy mógłbyś zaznaczyć na zdjęciu strzałką gdzie jest to, o czym piszesz ?
A smierć trzech ludzi z uwagi na krańcowe pogwałcenie zasad bezpieczeństwa (2007) wskazuje na kulturę firmy której celem jest osiaganie celów bez dbałości o bezpieczeństwo.
Ludzie którzy zginęli w 2007 roku byli tam prawdopodobnie na własne życzenie, po prostu chcieli obserwować test. Nikt im nie powiedział, że to może być niebezpieczne... Nie wiązałbym tego z chciwością firmy, raczej z brakiem wiedzy inżynierów. Z drugiej strony, gdyby firma zatrudniła osoby naprawdę znające się na N2O, wypadku pewnie by nie było. W każdym razie nie byłoby ofiar.
Nieszczęście polegało na tym, że nikt z osób odpowiedzialnych za przeprowadzenie testu (tych na osłoniętym stanowisku kontrolnym) nie wygonił pracowników pozostałych w pobliżu stanowiska testowego - dali im tylko znać, by odeszli za ogrodzenie. A potem uruchomili test wiedząc, że przy stanowisku (10m od aparatury) są ludzie.
Wynika to najprawdopodobniej z tego, że przeprowadzający test z niebezpieczeństwa wybuchu nie zdawali sobie kompletnie sprawy. Brali pod uwagę tylko ewentualność że np. coś się rozszczelni, urwie, pęknie, stąd ostrzeżenie ludzi na stanowisku by przeszli poza ogrodzenie (a nawet i tego nie wszyscy posłuchali). Dystans circa 10m i ogrodzenie z łańcuchów nie mogło ich to niestety uchronić przed skutkami wybuchu... Generalnie, atmosfera pikniku.
I jeszcze ciekawa prezentacja: http://www.spl.ch/publication/SPL_Papers/N2O_safety_e.pdf
Ciekawe. Szczególnie niepokojąco brzmi "Unknown voodo" ze strony 9.... Cóż, wydaje się, że w pewnych aplikacjach użycie N2O jest dobrze opanowane (może nie występują w tych zastosowaniach jakieś parametry czy warunki szczególnie zwiększające ryzyko), a standardy bezpieczeństwa dopracowane. W innych zastosowaniach, jak użycie w silnikach rakietowych, N2O wciąż potrafi zaskoczyć, a firmy wkraczające na ten mało zbadany teren wydają się mieć mało kompetentnych inżynierów. Może dlatego, że Ci bardziej kompetentni odmówili pracy uważając, że projekt jest zbyt ryzykowny ? Wzięto więc "optymistów" lub takich, którzy problemów nie widzieli i zadania się podjęli ?
Managerowie projektów mają tendencje do słuchania tych ludzi, którzy problemów nie widzą, a nie tych którzy o nich mówią. Vide kierownictwo NASA i narada z udziałem inżynierów przed startem Challengera. Problemy są zagrożeniem dla projektu, a usunięcie z pola widzenia osób mówiących o problemach usuwa w ich mniemaniu problem. Chyba nigdy w życiu nie zadają sobie pytania "a co jeśli?". Pewnie gdyby sobie zadawali, nie byliby tak "skutecznymi" managerami, zatrzymali się gdzieś niżej w hierarchii i nie kierowali projektem...