Małe odświeżenie. W czasie dniu transportu promu Discovery z Florydy do Waszyngtonu Wayne Hale krótko zaanonsował, że teraz - gdy wahadłowiec jest już prawie bezpieczny w Smithsonian - może powiedzieć jak blisko było do utraty tej maszyny w 2005 roku. Wpis pojawił się już na blogu i możemy tam przeczytać
kolejną niesamowitą historię, właściwie to przerażającą...
Hale opisuje w tym wpisie historię Return to Flight Discovery, skupiając się na dwóch (spośród trzech - tak, uznając kolejny lot Discovery w 2006 roku także z RTF) powrotach tych maszyn do służby.
Radek pisał w wątku o transporcie Discovery:
Oww, ależ Hale przywalił! Nie mogę się doczekać przeczytania pełnej informacji:
@WayneHale
"Now that Discovery is safely delivered to the Smithsonian, I think I am free to write up how we almost lost her in 2005. Blog post soon."
Być może chodziło o wznowienie lotów po staracie Columbii? Ale ze zdania powyżej wynika, że nie...
Czy zatem o coś czego nie wiemy?!
Podczas startu STS-114 - jedynej misji, jaką wykonał Discovery w 2005 roku - 5 sekund po separacji SRB od zbiornika ET oderwał się spory kawałek pianki (o wielkości ok. 80 cm x 35 cm) o masie ok. 0,5 tej, która spowodowała katastrofę Columbii. Ale było to już w dość rzadkiej atmosferze, kawałek nie uderzył w prom i raczej nie stanowił zagrożenia.
Wcześniej - ok. minutę po starcie - od samego promu oderwał się kawałek osłony termicznej z klapy przedniego podwozia, czyli miejsca, które przy wchodzeniu w atmosferę ulega bardzo dużemu nagrzaniu. Ale był to mały kawałek - niecałe 4 cm. To też raczej nie zagrażało misji.
Natomiast dwie i pół minuty po starcie kawałek pianki izolacyjnej ET uderzył w prawe skrzydło orbitera.
Na podstawie masy piany i prędkości względem orbitera NASA oszacowała, że uderzenie miało 1/10 siły potrzebnej do uszkodzenia skrzydła. Z resztą późniejsze oględziny niczego złego na skrzydle nie znalazły.
Więc?
Też jestem ciekaw.
I generalnie tak - chodziło o ten duży kawałek pianki. To zdarzenie nie powinno mieć miejsca. W zasadzie można stwierdzić, że po katastrofie Columbii, a następnie 2,5 roku testów, analiz oraz dochodzenia przyczyn zajścia katastrofy, NASA tak naprawdę nie zrozumiała czemu do niej doszło. Mimo to pozwolono wystartować Discovery, uznając że wdrożone rozwiązania okażą się wystarczające aby zapobiec podobnym tragicznym wydarzeniom jak to w 2003 roku. Wdrożonymi rozwiązaniami były np: zbudowane ramię OBSS do prześwietlenia powłoki termicznej maszyny na orbicie, specjalne narzędzia oraz zapasowe płytki do instalacji w razie konieczności przeprowadzenia prac naprawczych. Ponadto rozpisano procedury związane z zatrzymaniem załogi promu kosmicznego na Stacji ISS, gdyby ten odniósł tak wielkie szkody, iż powrót na Ziemię nie byłby możliwy. W końcu stwierdzono także, iż to błędy w technice nakładania pianki izolacyjnej na zbiornik przez ludzi w zakładzie Michoud były jedną z przyczyn zajścia katastrofy Columbii. Pracownicy z Michoud żyli przez 3 lata ze świadomością, że to pośrednio także przez ich niedoskonałą pracę doszło do śmierci 7 astronautów.
Historia Wayne'a opowiada o tym jak dostał telefon, w momencie powrotu do domu (do dziecka które w tym samym dniu ucierpiało w wypadku drogowym), z informacją, iż analizy nagrań wykazały oddzielenie dużego fragmentu pianki ze zbiornika. Pomimo lat pracy nad zrozumieniem problemu sytuacja powtórzyła się, i prawdopodobnie była analogiczna do tej, która wydarzyła się z Columbią podczas startu. W momencie czytania tekstu czuć dosłownie emocje autora. Cały wysiłek poszedł na marne, a niebawem trzeba będzie przekazać załodze Discovery, innym menedżerom NASA oraz milionom ludzi, iż doszło do podobnej sytuacji, w jakiej utracono niecałe 3 lata wcześniej Columbię...
Ostatecznie badania za pomocą OBSS - tak jak pisał Radek - wykazały brak uszkodzeń powłoki. Była to chwila ulgi. Wtedy też zaczęto ponownie szukać przyczyn oddzielenia fragmentu pianki. Jeśli dobrze zrozumiałem tekst to doszukano się odpowiedzi na pytania w zasadzie dzięki szczęściu i "pomocy samego Boga". Po raz pierwszy w historii NASA wysłała jeden z przygotowywanych zbiorników ET z powrotem do zakładów produkcyjnych w poszukiwaniu odpowiedzi na inny problem (problem z sensorami ECO w czasie próbnego tankowania). Po miesiącu Hale został wezwany do Nowego Orleanu - pokazano mu zdjęcia rentgenowskie z prześwietlonego zbiornika i ujawnione mikro pęknięcia, które to okazały się kolejnym czynnikiem powodującym odrywanie się pianki izolacyjnej - to był ten właściwy powód utraty Columbii. A było to już po zakończeniu misji RTF Discovery. Mikro pęknięcia powstawały na skutek oddziaływania cykli termicznych (w czasie tankowania/wytankowywania paliwa) na kilka warstw pianki. Później - z tego co pamiętam - ograniczono ilość warstw.
Hale niedługo potem oficjalnie przeprosił ludzi pracujących w Michoud.