To nie tak, wini. Widzisz, ja dostrzegam możliwość, że prognozowane koszty rozwoju i realizacji misji marsjańskiej mogą dzięki innowacyjnym koncepcjom spaść drastycznie w stosunku do starych szacunków. W tym zakresie zgadzam się (częściowo) z Tobą i kanarkiem. Dla mnie to właśnie jest część tego innowacyjnego impulsu ze strony SpaceX i im podobnych, który może otworzyć klimat na faktyczną realizacje takiego programu, o czym pisałem. Tylko nadal będzie to zbyt duży bagaż finansowy jak na możliwości jednej firmy, nawet bardzo dochodowej.
Nadal będą to miliardy, a nie setki milionów USD. Bez znacznego zaangażowania finansowego państwa, tak jak to było w przypadku Apolla -nierealne. Nie mówimy przecież o miliardach na inwestycje, które w przewidywalnym zakresie przyniosą zysk, tak jak owe 300mln wydane na opracowanie rakiety nośnej. Mowa o bezzwrotnym przedsięwzięciu eksploracyjnym na ogromną skalę, z którego ewentualne komercyjne korzyści będą czysto pośrednie (analogicznie do tych z programu Apollo), bardzo rozłożone w czasie i po różnych podmiotach, niekoniecznie tylko tych zaangażowanych a nawet w ogóle związanych z samą realizacją konkretnego programu kosmicznego.
Ważne wydaje mi się jedno zagadnienie: SpaceX przy całej swoje innowacyjności nie zaczynała od zera. Za ich sukcesem stoi kilkadziesiat lat rozwoju silników rakietowych i rakiet nośnych. Oni mieli "tylko" do osiągniecia konkretny cel, czyli zmodyfikowanie/rozwój istniejących technologii tak, aby dzięki nowemu podejściu zoptymalizować ich działanie w celu drastycznej poprawy ekonomii wynoszenia ładunków orbitalnych. Innymi słowy, jako zrobić coś już poznanego inaczej. To załatwia masę spraw na starcie (nic nie ujmując przełomowym dokonaniom Spacex!). Po prostu przez pewne rzeczy nie trzeba się przekopywać, bo zrobiono to dawno z lepszym lub gorszym skutkiem, co pozwala zaoszczędzić masę czasu i środków. Bo wiesz, czego nie robić na pewno i co ewentualnie warto zrobić inaczej niż poprzednicy.
W przypadku programu Apollo (wraz z prekursorami) kiedyś czy marsjańskiego dziś i jutro jest zupełnie inaczej. Wiele kluczowych problemów technicznych jest od strony praktycznej realizacji na poziomie zerowym -studia teoretyczne, jakieś demonstratory technologii (i to niedojrzałe -w mniejszej skali). Tutaj czeka nas R&D prawie całości, a nie tylko fragmentów. To oznacza koszta, których nie da się uniknąć i czas, który skromne finasowanie będzie tylko wydłużać. Dlatego aż tak tanio i szybko, jak z opracowaniem Falconów, już nie będzie.
Przypomnę przykład, którego używałem tu na forum do upadłego: kwestia niwelacji skutków mikrograwitacji w locie dłuższym niż 1-1.5 roku. Najbardziej obiecujące z punktu widzenia konstrukcji statku o rozsądnych gabarytach jest nie zapewnienie sztucznej grawitacji w całej kapsule załogowej (co wymaga konstrukcji obrotowej o promieniu rzędu 100m), ale okresowe "zdrowotne" kondycjonowanie astronautów w kilkumetrowych wirówkach. Kuszące rozwiązanie, tylko tę metodę trzeba najpierw przetestować w kosmosie na ludziach, nie ma drogi na skróty. Stan badań owego tematu na tym poziomie zaawansowania wynosi zero.
Samo sprawdzenie tego tylko pojedynczego zagadnienia wymaga wyniesienia w kosmos (na ISS) sporej gabarytowo infrastruktury (moduł z odpowiednim wyposażeniem), czyli zajmie parę lat pracy (a nikt jeszcze nie zaczął, niewątpliwie przyda się współpraca z Bigelowem w tej i nie tylko kwestii...). A takich krytycznych dla wysłania ludzi na Marsa barier jest z pewnością więcej. "Jakiś habitat" do lotu na Marsa, w którym ludzie przeżyją bezpiecznie ze 2 lata, to temat rzeka i wciąż terra incognita. Tanio i szybko nie będzie!
Pozdrawiam
-J.