Autor Wątek: Kosmiczne artykuły  (Przeczytany 120118 razy)

0 użytkowników i 8 Gości przegląda ten wątek.

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #180 dnia: Października 30, 2016, 18:03 »
Materiał, który kurczy się od gorąca
30.10.2016

Wytworzony za pomocą drukarki 3D materiał o złożonej strukturze kurczy się wraz ze wzrostem temperatury – informuje pismo „Physical Review Letters”.

Większość materiałów zwiększa swoje wymiary podczas ogrzewania, co w przypadku konstrukcji narażonych na zmiany temperatur powoduje wiele problemów.
 
Jeśli dwa połączone ze sobą materiały rozszerzają się w różnym stopniu, ich ogrzewanie może prowadzić do zniekształceń i pękania. Dzieje się tak w przypadku budynków, mostów, elektroniki i wszelkich obiektów narażonych na znaczne zmiany temperatury. Dlatego uzyskanie materiału kurczącego się przy ogrzewaniu było bardzo pożądane.
 
Quiming Wang z University of Southern California w Los Angeles wraz ze współpracownikami uzyskał taki materiał za pomocą drukarki 3D, tworząc przestrzenną strukturę z dwóch materiałów, które rozszerzają się przy ogrzewaniu. Dzięki temu powstała struktura, która kurczy się pod wpływem ciepła.
 
Trik polega na umieszczeniu wewnątrz luźnej kratownicy materiału, który rozszerza się szybciej, zaś na zewnątrz - materiału rozszerzającego się wolniej. Wzrost temperatury takiego kompozytu sprawia, że wewnętrzny materiał rozszerza się do wewnątrz struktury, pociągają za sobą zewnętrzny. W rezultacie całość się kurczy.
 
Odpowiednio dobierając składowe można uzyskać w ten sposób kompozyty o z góry założonych właściwościach – na przykład plomby dentystyczne o takiej samej rozszerzalności, jak ząb, niepowodujące problemów w zetknięciu z gorącym płynem.
 
Można by również uzyskać odporne na zmiany temperatury układy elektroniczne czy satelity, które nie wibrują pod wpływem słonecznego gorącą.
 
Kolejnym potencjalnym zastosowaniem mogą być podstawki pod panele słoneczne. Pod wpływem promieniowania Słońca nagrzewana przez nie strona kurczyłaby się, odchylając panel ku Słońcu – jak w przypadku słonecznika. (PAP)

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,411829,material-ktory-kurczy-sie-od-goraca.html
https://www.newscientist.com/article/2110340-material-that-shrinks-in-heat-can-weather-extreme-temperatures/

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #181 dnia: Listopada 09, 2016, 10:33 »
Australijski radioteleskop rozpoczyna poszukiwania pozaziemskich cywilizacji
09.11.2016

We wtorek w Australii rozpoczął się nasłuch kosmosu w poszukiwaniu pozaziemskich cywilizacji. Do tego celu zostanie wykorzystany radioteleskop w Obserwatorium Parkes – poinformowała australijska agencja naukowa CSIRO.

64-metrowy australijski radioteleskop w Parkes dołączył do dwóch amerykańskich instrumentów (Green Bank Telescope oraz Automated Planet Finder) w ich zadaniu poszukiwania sygnałów od pozaziemskich cywilizacji.
 
„Te wielkie teleskopy są uszami planety Ziemia i teraz będą nasłuchiwać sygnałów od innych cywilizacji” - powiedział rosyjski miliarder Jurij Milner, fundator projektu Breakthrough Initiatives.
 
Rozpoczęta w 2015 roku inicjatywa Breakthrough Initiatives ma na celu poszukiwania pozaziemskich cywilizacji i jest podzielona na podprojekty: Breakthrough Listen – obserwacje nawet miliarda gwiazd w poszukiwaniu sygnałów radiowych lub laserowych, Breakthrough Message – wysłanie komunikatu z Ziemi do wybranych obiektów, Breakthrough Starshot – wysłanie do najbliższego układu planetarnego sondy kosmicznej, która będzie podróżować z prędkością 20 proc. prędkości światła (wymaga to opracowania w przyszłości odpowiedniej technologii). Pierwszy i trzeci z podprojektów uzyskały finansowanie po 100 milionów dolarów, a w drugim ufundowano nagrody za opracowanie odpowiedniego komunikatu do wysłania w kosmos.
 
Po 14 dniach testów, ogłoszono tzw. pierwsze światło w ramach Breakthrough Listen na radioteleskopie Parkes. Oznacza to, że wszystko działa poprawnie i można prowadzić obserwacje naukowe. Pierwszym obserwowanym obiektem była gwiazda Proxima Centauri, wokół której niedawno odkryto planetę o rozmiarach zbliżonych do Ziemi, krążącą w tzw. strefie życia, czyli obszarze wokół gwiazdy, w którym panują warunki umożliwiające występowanie na powierzchni planety wody w stanie ciekłym. Od Proximy Centauri dzieli nas dystans 4,2 lat świetlnych.
 
Mimo iż szanse, że na tej plancie wykształciło się inteligentne życie są minimalne, trzeba to jednak sprawdzić, skoro mamy tak blisko w kosmicznej skali – uważa dr Andrew Siemion, dyrektor Berkeley SETI Research Center i kierownik projektu naukowego Breakthrough Listen.
 
Naukowcy wskazują, że radioteleskop w Parkes jest świetnie usytuowany do obserwacji fragmentów nieba niedostępnych z północnej półkuli, szczególnie centrum Drogi Mlecznej.
 
Podczas prowadzenia obserwacji kosmosu będą poszukiwane nie tylko potencjalne sygnały od pozaziemskich cywilizacji, ale także sygnały od naturalnych procesów zachodzących we Wszechświecie. Projekt Breakthrough Listen otrzymał 25 proc. czasu obserwacyjnego radioteleskopu na najbliższe pięć lat. (PAP)

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,411932,australijski-radioteleskop-rozpoczyna-poszukiwania-pozaziemskich-cywilizacji.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #182 dnia: Listopada 09, 2016, 13:53 »
Biblioteka Watykańska przedłużyła współpracę z ESA ws. digitalizacji archiwów
09.11.2016

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) oraz Biblioteka Watykańska podpisały umowę przedłużającą współpracę w zakresie digitalizacji archiwów.

Biblioteka Watykańska od pięciu lat digitalizuje swoje archiwa książek korzystając z plików w formacie FITS. Format ten został opracowany przez NASA i ESA w latach 70. i jest używany w astronomii, np. do zapisu obrazów z kamer CCD. Skrót FITS to w rozwinięcie „flexible image transport system”. Obecnie format ten jest także oficjalnie zaaprobowany przez Międzynarodową Unię Astronomiczną.
 
Biblioteka Watykańska została założona w 1475 roku i jest jedną z najstarszych działających do tej pory bibliotek na świecie. Posiada dziesiątki tysięcy manuskryptów i kodeksów z czasów przed wynalezieniem druku. Niektóre z eksponatów mają nawet 1800 lat. Digitalizacja zasobów ma zwiększyć szanse na przetrwanie ich treści dla przyszłych pokoleń. Ma też ułatwić dostęp do nich naukowcom i innym zainteresowanym osobom.
 
Zarówno ESA, jak i Biblioteka Watykańska, napotykają podobne problemy związane z archiwizacją danych i ich udostępnianiem i mogą skorzystać na wzajemnej wymianie doświadczeń w tej dziedzinie. Zastosowanie formatu FITS ma pozwolić na lepsze zachowanie zgodności cyfrowych kopii z oryginałami. W formacie FITS instrukcja na temat czytania i przetwarzania zapisanych danych znajduje się na początku, przed zapisanymi danymi. W przyszłości komputery zapewne będą inne niż obecnie, ale odpowiednie odtworzenie danych będzie możliwe na podstawie informacji zapisanych w nagłówkach plików w sposób czytelny dla człowieka.
 
Europejska Agencja Kosmiczna planuje używanie formatu FITS do dawnych oraz przyszłych danych satelitarnych. (PAP)

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,411930,biblioteka-watykanska-przedluzyla-wspolprace-z-esa-ws-digitalizacji-archiwow.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #183 dnia: Listopada 10, 2016, 08:29 »
Amerykański satelita przebudził się po 46 latach
PONIEDZIAŁEK, 07 LISTOPADA 2016, 12:01

Niedawno portal Vintage News poinformował, że amerykański eksperymentalny satelita LES1, z którym utracono kontakt w 1967 roku, ponowie nadaje sygnał radiowy. Amerykańscy eksperci wciąż nie wiedzą jak to jest to możliwe.
 
LES1 (Lincoln Experimental Satellite) to niewielki amerykański wojskowy satelita eksperymentalny – wielkości małego samochodu – opracowany i zbudowany przez Laboratorium im. Abrahama Lincolna przy Massachusetts Institute of Technology (MIT). Służył on do testowania urządzeń i technologii łączności satelitarnej. Był pierwszym z serii ośmiu statków LES wystrzeliwanych w latach 1965-1976.

LES 1 poleciał w kosmos 11 lutego 1965. Pracował w paśmie X (ok. 8 GHz). Pomimo, że nie osiągnął zaplanowanej orbity, pomyślnie przetestował wiele urządzeń i technologii telekomunikacyjnych, w tym m.in. pierwsze satelitarne nadajniki nie wykorzystujące lamp próżniowych.

Z satelitą stracono kontakt w roku 1967. Od tamtej pory uznawany był za zagubionego. I było tak, aż do początku 2013 roku, kiedy zaczął ponownie nadawać sygnał radiowy. Wtedy to radioamator Phil Williams z North Cornwall w Wielkiej Brytanii odebrał na częstotliwości 237 MHz sygnały telemetryczne z satelity LES 1. Informacja o „przebudzeniu się” satelity odbiła się szerokim echem w mediach na całym świecie. Dziennikarze nadali satelicie przydomki „zombi” lub „duch”.

Esksperci nie wiedzą, co spowodowało, że satelita wznowił wysyłanie sygnałów radiowych. Według nich panele słoneczne, które dostarczały energię satelicie, już dawno powinny ulec dezintegracji. Zatem coś innego musiało spowodować ponowną transmisję na paśmie 237 MHz. Ale na pytanie, co to miałoby by być, eksperci nie potrafią odpowiedzieć. Przypuszczają, że być może zniszczenie akumulatorów i uszkodzenie innych podzespołów spowodowało ponowne uruchomienie nadajnika.

Wiadomo, że satelita się obraca, a sygnał z jego nadajnika zanika co 4 sekundy. W tym czasie jego panele słoneczne są zasłonięte są przez silnik. Z tego powodu Phil Williams upiera się, że to właśnie napięcie z baterii słonecznych spowodowało „przebudzenie” satelity.

Niezależnie od tego, jaka w końcu zostanie znaleziona odpowiedź na pytanie „co doprowadziło do przebudzenia satelity LES1”, cała ta historia dowodzi, że urządzenia zbudowane przez człowieka na 12 lat przed startem misji Voyager i na długo przed erą mikroprocesorów, są nadal zdolne do pracy w nieprzyjaznym kosmicznym środowisku.

(PG)
Źródło : http://www.space24.pl/486065,amerykanski-satelita-przebudzil-sie-po-46-latach
https://www.thevintagenews.com/2016/10/31/abandoned-in-space-in-1967-a-us-satellite-has-started-transmitting-again/

Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #183 dnia: Listopada 10, 2016, 08:29 »

Offline ekoplaneta

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 8800
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #184 dnia: Listopada 10, 2016, 11:03 »
Ciekawa historia, zasługująca na oddzielny wątek  :)
Albo wcześniej sygnału nikt nie odbierał, pomimo, że satelita wciąż nadawał.
Albo ktoś go zreperował. X 37 albo Chińczycy albo ..... zielone ludziki....
 :D

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #185 dnia: Listopada 16, 2016, 00:23 »
W Szczecinie zaproponowano budowę obserwatorium astronomicznego
15.11.2016

Pomysł na budowę w Szczecinie obserwatorium astronomicznego i planetarium, mających służyć celom edukacyjnym, zaprezentowano podczas konferencji dla nauczycieli, która odbyła się w Zachodniopomorskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli.

Szczeciński Astrolab będzie jednych z projektów, na które mieszkańcy miasta będą mogli głosować za kilka tygodni w ramach Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego 2017.
 
Podczas konferencji „Edukacja astronomiczna dla dzieci i młodzieży”, która odbyła się w Szczecinie w ubiegłym tygodniu, nauczyciele przedstawili prowadzoną przez siebie działalność edukacyjną związaną z astronomią. Wśród prelegentów byli także przedstawiciele Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA) oraz Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO), którzy omówili możliwości, jakie oferują te instytucje w kontekście zajęć z młodzieżą szkolną. W szczególności POLSA rozważa ufundowanie teleskopów astronomicznych od 100 do 200 placówkom szkolnym. Z kolei ESO udostępnia nieodpłatnie m.in. różnorodne materiały multimedialne przydatne podczas prowadzenia zajęć szkolnych i kółek zainteresowań.
 
Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii (PTMA) przedstawiło pomysł na budowę edukacyjnego centrum dla mieszkańców miasta. Ośrodek o nazwie Astrolab – Szczecińskie Centrum Edukacji Astronomicznej ma obejmować obserwatorium astronomiczne i planetarium. Ma być wyposażony w kopułę z teleskopem, astrokamerą, zestawem filtrów astrofotograficznych i fotometrycznych oraz w przenośny teleskop oraz teleskop słoneczny. W budynku ma znajdować się także sala komputerowa do prowadzenia zajęć kółek zainteresowań oraz planetarium z widownią na 30-40 osób. Astrolab uzyskałby także dostęp do zdalnie sterowanego teleskopu w Chile lub w Hiszpanii. Działalność placówki skierowana byłaby do dzieci i młodzieży szkolnej, ale korzystać z niej mogliby też wszyscy mieszkańcy, w ramach otwartych obserwacji nieba oraz popołudniowych i wieczornych seansów w planetarium. Ośrodek organizowałby także prelekcje i konferencje związane z tematyką astronomiczną. Szczegóły na temat projektu można znaleźć na stronie internetowej http://astrolab.szczecin.pl.
 
Projekt Astrolab zostanie zrealizowany, jeśli uzyska odpowiednie poparcie w głosowaniu mieszkańców za kilka tygodni. Na wszystkie projekty, które zdobędą największe uznanie szczecinian, miasto przeznaczy łącznie 7 milionów złotych.
 
Warto wspomnieć, iż w październiku ogłoszono wyniki głosowania w budżecie obywatelskim na rok 2017 w innej miejscowości – Giżycku. Tam pomysł budowy obserwatorium astronomicznego uzyskał najwięcej głosów spośród wszystkich propozycji. Szacunkowa wartość giżyckiego projektu budowy miejskiego, szkolnego obserwatorium astronomicznego wynosi 50 tysięcy złotych. Projekt poparło prawie 20 tysięcy osób.
 
W ostatnich latach w kilku miastach w Polsce powstały lub są w trakcie budowy obserwatoria astronomiczne finansowane w ramach budżetów obywatelskich lub z innych środków samorządowych. Przykładami są Radom czy Koszalin.
 
PAP - Nauka w Polsce

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,412008,w-szczecinie-zaproponowano-budowe-obserwatorium-astronomicznego.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #186 dnia: Grudnia 04, 2016, 09:33 »
Uruchomiono nowe obserwatorium astronomiczne w Wielkopolsce
PIĄTEK, 02 GRUDNIA 2016, 9:41

Na terenie Ośrodka Edukacji Przyrodniczej w Chalinie (woj. wielkopolskie) powstało nowoczesne obserwatorium astronomiczne, które będzie sporą atrakcją turystyczną oraz centrum edukacji astronomicznej. Inwestycja kosztowała ok. 280 tys. zł.

Pojezierze Międzychodzko-Sierakowskie i Puszcza Notecka to najlepsze miejsce do oglądania gwiazd w Wielkopolsce. Od roku 2014 istnieje tutaj Ostoja Ciemnego Nieba, której inicjatorem był Pan Tomasz Zaraś z Izdebna.

Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego, do którego należy Ośrodek Edukacji Przyrodniczej w Chalinie, zakończył niedawno inwestycję wartą 280 tys. zł. W ramach realizowanego w OEP w Chalinie projektu na terenie gminy Sieraków zostało wybudowane nowoczesne obserwatorium astronomiczne,które będzie ciekawą atrakcję turystyczną oraz lokalnym centrum edukacji astronomicznej, przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Projekt ten ma w założeniu inwestorów poszerzyć ofertę edukacyjną Ośrodka Edukacji Przyrodniczej w Chalinie oraz przyczynić się do promocji Ostoi Ciemnego Nieba Chalin-Izdebno.

Kluczowym elementem całego obserwatorium jest 14-calowy teleskop w układzie Ritchey-Chretiena, któryzapewni możliwość tworzenia niezwykłych zdjęć astrofotograficznych oraz posłuży do prowadzenia zajęć z astrofografii. W skład wyposażenia obserwatorium weszły także m.in.: teleskop GSO RC 14'' na montażu EQ8; kamera SBIG ST8300; filtry UBVRI, Ha, OIII; focuser; stacja pogodowa; kamera All Sky; CCTV oraz kamera internetowa z rybim okiem oraz zestaw teleskopów, lornetek i okularów do pokazów nieba.

Przetarg na wybudowanie Obserwatorium wygrała firma Krusz-system sp. z o.o. z siedzibą w Sierakowie, która zaproponowała kwotę 280 tys. zł za realizację zamówienia. Wyniki przetargu ogłoszono 6 września br., a termin ukończenia budowy ustalono na 10 grudnia br. Budowę Obserwatorium udało się zakończyć dwa tygodnie przed planowanym terminem.

Wyposażenie Obserwatorium jest kupowane w sklepach ze sprzętem astronomicznym w całej Europie. Nad zakupami od około miesiąca opiekę sprawuje pan Jacek Pala.

Nad projektem od strony naukowej czuwają pracownicy Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza (dalej OA UAM) w Poznaniu: dr Anna Marciniak, dr Wojciech Borczyk oraz dr Krzysztof Kamiński, który m.in. pomaga przy wyborze sprzętu, który zostanie zakupiony oraz przeprowadzi jego kalibrację i testy w najbliższym czasie.

Projekt jest już na finiszu i do końca roku nowe obserwatorium powinno być w pełni sprawne. OA UAM zamierza dalej współpracować z Chalinem. W ramach tej współpracy od czasu do czasu mają się odbywać w OEP w Chalinie zajęcia ze studentami, a być może również praktyki letnie. OA UAM planuje również wykorzystywać Obserwatorium do badań naukowych. Prawdopodobnie będą to zdalne obserwacje przez Internet. Szczegóły współpracy pomiędzy OA UAM i OEP w Chalinie zostaną dopiero ustalone. 

W codziennej działalności Obserwatorium w większym stopniu mają być zaangażowane osoby lokalne, głównie miłośnicy astronomii z pobliskich miejscowości.

(PG)
Źródło: http://www.space24.pl/501999,uruchomiono-nowe-obserwatorium-astronomiczne-w-wielkopolsce

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #187 dnia: Grudnia 05, 2016, 20:56 »
Polak z NASA: po misji Rosetta przyszedł czas na badania Tytana
05.12.2016

Po zakończeniu misji Rosetta przyszedł czas na badania Tytana. Ten księżyc Saturna to bardzo ciekawe miejsce, na którym mogło rozwinąć się życie - mówi PAP Artur Chmielewski, pracujący w NASA polski inżynier - manager zakończonej już misji Rosetta.

Artur Chmielewski to polski inżynier, pracujący w kalifornijskim ośrodku NASA - Jet Propulsion Laboratory (JPL). W rozmowie z PAP manager zakończonej niedawno misji Rosetta, której zadaniem było wejście na orbitę wokół jądra komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko i osadzenie na jego powierzchni lądownika, opowiada o planowanej przez NASA misji na Tytana, hollywoodzkim "Armagedonie" oraz komiksach swojego taty - słynnego rysownika Papcia Chmiela, czyli Henryka Jerzego Chmielewskiego.
 
PAP: Pana droga do NASA była chyba dość nietypowa, bo wiodła m.in. przez ... fabrykę samochodów Forda.
 
Artur Chmielewski: Gdy miałem 18 lat, ukończyłem Liceum Królowej Jadwigi w Warszawie. W ramach mojego projektu maturalnego zbudowałem laser, którym zainteresował się profesor z Uniwersytetu w Michigan. Dzięki temu udało mi się złożyć wniosek o wizę i paszport. Udało mi się zdobyć obydwa, co w tamtych czasach zdarzało się bardzo rzadko, i wyjechać do USA na studia. O pracy w NASA marzyłem zawsze, więc jak tylko skończyłem studia, to jeździłem na rozmowy o pracę do kalifornijskiego JPL. To laboratorium NASA odpowiada za budowę robotów, które wysyłamy do badania Układu Słonecznego. W JPL bardzo trudno jest jednak dostać pracę, gdy jest się absolwentem tylko czteroletnich studiów.
 
Michigan jest kolebką przemysłu motoryzacyjnego, więc jeszcze podczas studiów pracowałem w wielu miejscach, związanych z tą branżą m.in. u Forda. To okazało się bardzo przydatne, bo gdy przyjechałem do JPL, to akurat nie było ofert dotyczących pracy w przestrzeni kosmicznej. NASA dostała jednak polecenie od rządu, aby zbudować samochód, który miał wykorzystywać technologie kosmiczne. Bardzo im się spodobałem, bo byłem akurat jedyną osobą, która wiedziała co nieco o samochodach.
 
PAP: Już jako doświadczony inżynier JPL był pan managerem słynnej misji Rosetta. Kierował pan zespołem NASA, ale współpracował też z europejskimi naukowcami pracującymi przy Rosetcie dla ESA. Czy praca amerykańskiego i europejskiego zespołu się czymś różniła?
 
A.Ch.: Jako manager zarządzałem całą częścią sponsorowaną przez NASA. W sumie w misji uczestniczyło jednak 12 krajów. Rzeczywiście bardzo dużo nauczyłem się z tego doświadczenia, bo kultura pracy czy zebrań w Europejskiej Agencji Kosmicznej jest zupełnie inna niż w USA. W NASA jesteśmy dla siebie w pracy bardzo brutalni. Zadajemy bardzo ostre pytania, dochodzimy do sedna sprawy, szukamy przyczyn problemów. Dla ESA pracuje wiele krajów, dlatego pracuje się tam bardzo ostrożnie. Patrzy się raczej na najlepszą sytuację, jaka może się zdarzać w misji. W NASA szukamy tej najgorszej i zastanawiamy się, jak z niej wyjść, by być przygotowanym na najbardziej pesymistyczny scenariusz. To trochę inne podejście do pracy. Z tego punktu widzenia bardzo dużo się dzięki tej misji nauczyłem.
 
PAP: Misja Rosetta zakończyła się we wrześniu 2016 roku. Jakie będzie pana następne zadanie w NASA?
 
A.Ch.: Przerzucam się już na następną misję. Jednym z ciekawych miejsc, na które chcemy polecieć, jest księżyc Saturna - Tytan. Jest to bardzo duży księżyc, ma dość dobrą grawitację, gęstą atmosferę i dwa oceany. W oceanie pod powierzchnią znajduje się woda, a w tym na powierzchni - ciekły metan i sporo związków chemicznych, które są potrzebne do powstania życia. Przypuszczamy, że gdyby jakaś asteroida uderzyła w Tytana, woda z tego podziemnego oceanu zaczęłaby się mieszać ze związkami chemicznymi, to mogłoby powstać życie. To życie mogłoby się rozwinąć w tym podpowierzchniowym oceanie, bo jest przykryty pokrywą, która ochroni go przed promieniowaniem kosmicznym. Także jest to prawdopodobne miejsce, w którym mogłoby rozwinąć się życie. Jednym z ważniejszych zadań NASA jest właśnie szukanie życia w kosmosie. Teraz szukamy rozwiązania i projektujemy misję, zastanawiamy się, czy mamy tam spuścić łódź, łódź podwodną, czy coś powinno chodzić po dnie i szukać życia. Jeszcze nie wiemy, w którym kierunku pójdziemy.
 
PAP: NASA jest legendarną instytucją. Co trzeba zrobić, aby zdobyć tam pracę i jakie cechy - poza wiedzą i umiejętnościami - posiadać?
 
A.Ch.: Nasze misje są coraz trudniejsze. Nie wystarczy już polecieć na Merkurego czy wylądować na Księżycu. Chcemy pokonywać coraz większe odległości; robić zdjęcia planet oddalonych od nas lata świetlne. Potrzeba nam więc świeżych pomysłów, nowych rozwiązań. W związku z tym teraz nie tylko zatrudniamy ekspertów z jednej dziedziny, ale lubimy, gdy ktoś studiuje informatykę, a jednocześnie historię; neurobiologię i inżynierię materiałową. Chcąc pracować dla NASA warto mieć różnorodne doświadczenia i zainteresowania.
 
Warto mieć też stalowe nerwy. Lądowanie na Marsie np. sondy z łazikiem Curiosity trwa siedem minut - tyle czasu upływa między momentem wejścia w atmosferę, a lądowaniem. Nazywamy to siedmioma minutami terroru. Jeśli w tych siedmiu minutach spali się jeden opornik, to traci się miliard dolarów i siedem lat życia. Stres jest więc niesamowity. W dodatku sygnał z Marsa dociera do nas po 8-18 minutach, tyle trzeba na niego czekać. Jednak gdy on już przyjdzie i okazuje się, że sonda jest cała, to nawet strzelenie zwycięskiej bramki z karnego w ostatniej minucie Mistrzostw Świata jest nieporównywalne do szczęścia i ulgi, których doznajemy!
 
Niestety ciągle największym ryzykiem lotów kosmicznych jest błąd operatora. Bardzo więc uważamy na to, aby ludzie, którzy dla nas pracują byli zadowoleni, zrelaksowani, nie byli przepracowani i zestresowani. Są nawet takie przepisy, że przed wystrzeleniem rakiety nie można pracować dłużej niż 12 godzin. W USA w ogóle ważna jest atmosfera pracy, dużą wagę przykłada się do dobrej komunikacji między ludźmi. Ludzie, którzy pracują nad jednym projektem, powinni mieć swoje biurka w odległości nie większej niż 15 metrów. Psychologowie stwierdzili, że jeśli ta odległość jest większa, to pracownikom nie chce się wstać z miejsca i porozmawiać. A jeśli nie ma tych osobistych związków między ludźmi, to projekt nigdy nie jest tak dobry, jak mógłby być.
 
PAP: Pracując dla NASA miał pan też do czynienia z Hollywood, np. jako konsultant w filmie "Armagedon". NASA ratuje w nim naszą planetę przed wielką asteroidą, która zmierza ku Ziemi. Jak wspomina pan pracę z filmowcami i rezultat swojej pracy jako konsultanta?
 
A.Ch.: Niestety, nie jestem z tego dumny. Mówiłem filmowcom, że rozwiązanie, które oni zaprojektowali: wstawienie bomby atomowej w asteroidę, to najgorsza rzecz, jaką mogą zrobić. Wtedy mają tysiąc pocisków, które będą spadały na Ziemię jak deszcz. Nie ma wtedy możliwości ucieczki. Proponowałem inne rozwiązania, ale one nie były tak spektakularne i nie wyglądały tak dobrze w filmie. Dlatego niezbyt chętnie oglądam takie produkcje. Nie lubię, gdy Hollywood nagina prawa fizyki, żeby pasowały do scenariusza. W naszym centrum JPL do swoich filmów przygotowywali się też zresztą Jodie Foster do filmu "Kontakt" czy Matt Damon przed "Marsjaninem". Aktorzy często przychodzą na nasze zebrania, żeby nauczyć się "jak wyglądać na naukowca”.
 
PAP: Kiedy pana tata "Papcio Chmiel" narysował trzecią księgę Tytusa, Romka i A'Tomka, której Tytus zostaje kosmonautą, miał pan 11 lat. Czy to jest pana ulubiona księga i czy może zainspirował pan swojego tatę do narysowania kosmicznej przygody Tytusa?
 
A.Ch.: Bardziej prawdopodobne, że w ten sposób ja zainteresowałem się kosmosem. Ale tak prawdę mówiąc moja ulubiona księga Tytusa to każda, która teraz się ukazuje. Tata za każdym razem powtarza, że ta księga będzie jego ostatnią. A jednak, choć ma już 93 lata, to ciągle planuje następne. Najnowsza dotyczy hymnu polskiego, a już jestem ciekaw, co tata wymyśli następnym razem. To znów będzie moja ulubiona książeczka, bo wymyślanie kolejnych przygód Tytusa wydłuża mu życie.
 
Artur Chmielewski był gościem piątej edycji konferencji Science: Polish Perspectives, która odbyła się w Oksfordzie. Serwis PAP - Nauka w Polsce był patronem medialnym spotkania.
 
Rozmawiała Ewelina Krajczyńska (PAP)
 PAP - Nauka w Polsce
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,412235,polak-z-nasa-po-misji-rosetta-przyszedl-czas-na-badania-tytana.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #188 dnia: Grudnia 07, 2016, 09:53 »
Naukowcy zbadali odręczne zapiski z księgozbioru Kopernika
07.12.2016

Ponad pół tysiąca odręcznych zapisków wykonanych na marginesach ksiąg przez Mikołaja Kopernika odnaleziono w zbiorach biblioteki seminarium duchownego "Hosianum" w Olsztynie. Zdigitalizowane druki z notatkami wielkiego astronoma będą wkrótce dostępne w sieci.

O tym, że księgi z zapiskami, które według badaczy pozostawił Kopernik, będzie można niedługo oglądać na internetowej stronie Warmińskiej Biblioteki Cyfrowej poinformowano podczas konferencji naukowej zorganizowanej przez Bibliotekę Wyższego Seminarium Duchownego Metropolii Warmińskiej "Hosianum". Podsumowała ona projekt współfinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, samorząd woj. warmińsko-mazurskiego i miasta Olsztyna. Polegał on na konserwacji ksiąg z notatkami Kopernika oraz odczytaniu, przetłumaczeniu i zbadaniu tych zapisków.
 
Jak powiedział dyrektor Warmińskiej Biblioteki Cyfrowej ks. Tomasz Garwoliński, dotychczas zidentyfikowano 523 odręczne zapiski w 10 drukowanych dziełach, które wchodziły w skład dawnego księgozbioru Kopernika.
 
Zapiski astronoma na marginesach ksiąg znajdujących się w zbiorach "Hosianum" odkryła prof. Teresa Borawska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pierwsze wyniki swoich prac opublikowała w 2009 r., ale o odkryciu stało się głośno dopiero cztery lata później. Teraz prowadzono dalsze, interdyscyplinarne prace nad identyfikacją tych zapisków.
 
"Badając sporządzone przez Kopernika notatki znacznie łatwiej możemy podważyć ich autentyczność, niż ją potwierdzić. Toteż nigdy nie będziemy mieli stuprocentowej pewności przez kogo zostały skreślone" - napisała prof. Borawska w wystąpieniu odczytanym podczas konferencji. (...)

Źródło: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,412291,naukowcy-zbadali-odreczne-zapiski-z-ksiegozbioru-kopernika.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #189 dnia: Grudnia 14, 2016, 10:57 »
Dni stają się dłuższe wolniej niż myślano
10.12.2016

Wbrew wcześniejszym szacunkom doba będzie o minutę dłuższa nie za 2,6 - ale dopiero za 3,3 miliona lat – informuje pismo "Proceedings of the Royal Society A”. W ciągu ostatnich 2700 lat dni wydłużały się średnio o 1,8 milisekundy (tysięcznej części sekundy) co stulecie.

Wcześniejsze badania oparte na obliczeniach dotyczących wpływu sił pływowych wywieranych przez Księżyc na Ziemię wskazywały, że doba wydłuża się szybciej – około 2,3 milisekundy na stulecie. Gdyby naprawdę tak było, dodatkowa minuta pojawiłaby się już za 2,6 miliona lat.
 
"To bardzo powolny proces" – powiedział AFP jeden z głównych autorów badań - Leslie Morrison, emerytowany astronom z Royal Greenwich Observatory w Wielkiej Brytanii. - "Szacunki są przybliżone, ponieważ siły geofizyczne działające podczas obrotu Ziemi nie muszą być stałe w tak długim okresie. Wpływ zdarzeń takich jak zlodowacenia może zakłócać proste ekstrapolacje".
 
Aby obliczyć dokładny czas zaćmień Słońca i Księżyca oglądanych z powierzchni naszej planety, Morrison i jego zespół wykorzystali teorie grawitacyjne dotyczące ruchu Ziemi dookoła Słońca oraz Księżyca dookoła Ziemi.
 
Następnie obliczyli, z jakich punktów na Ziemi zaćmienia byłyby widoczne i porównali wyniki z obserwacjami zaćmień, jakich dokonywali starożytni Babilończycy, Chińczycy, Grecy, Arabowie oraz średniowieczni Europejczycy. Na przykład dane babilońskie odczytane zostały przez ekspertów z tabliczek klinowych przechowywanych w British Museum.
 
Analiza wykazała niezgodności pomiędzy przewidywanym a rzeczywistym miejscem obserwacji zaćmień. Niezgodności te są miarą zmian tempa obrotu Ziemi od roku 720 przed naszą erą, gdy starożytne cywilizacje dokonały pierwszych zapisów danych dotyczących zaćmień.
 
Jak wyjaśniają autorzy, na obrót Ziemi wpływają takie zjawiska, jak spowalniający ją Księżyc, zmiany kształtu związane z topnieniem lodów, oddziaływania elektromagnetyczne pomiędzy płaszczem Ziemi a jej jądrem oraz zmiany średniego poziomu morza.
 
Coraz wolniejszy ruch Ziemi sprawia, że bardzo precyzyjne zegary muszą a być co kilka lat dostrajane, by zachować synchronizację z ruchem obrotowym naszej planety.(PAP)
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,412340,dni-staja-sie-dluzsze-wolniej-niz-myslano.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #190 dnia: Grudnia 22, 2016, 08:12 »
Ukazał się „Almanach Astronomiczny na rok 2017”
21.12.2016

Polskie Towarzystwo Astronomiczne (PTA) wydało bezpłatną publikację zawierającą dane na temat różnorodnych zjawisk astronomicznych w 2017 roku. Almanach jest dostępny w wersji elektronicznej w portalu Uranii, a także na urządzenia mobilne.

Almanach astronomiczny ma wieloletnią tradycję. Wywodzi się od „Kalendarza astronomicznego” wydawanego w latach 1992-2008 przez Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii (PTMA). Kontynuacją kalendarza był właśnie almanach, ukazujący się od 2008 roku. W roku 2015 wydawcą almanachu zostało Polskie Towarzystwo Astronomiczne, organizacja zrzeszająca zawodowych astronomów.
 
Edycja almanachu na rok 2017 liczy 274 strony zawierające różnego rodzaju tabele, zestawienia, wykresy, mapki i opisy do nich. Zakres zjawisk, dla których zawarto efemerydy jest bardzo szeroki. Publikacja jest przydatna zarówno osobom chcącym przykładowo sprawdzić, o której godzinie wejdzie dana planeta, jak i specjalistom w tej dziedzinie, obserwującym ciała niebieskie przy bardziej naukowym podejściu.
 
"Almanach ma w zamierzeniu obejmować całokształt problematyki obserwacyjnej. Pełni także funkcje kalendarza. Jest przydatnym narzędziem dla wszystkich osób, które ciekawią zjawiska astronomiczne widoczne na niebie. Zarówno te, które można określić jako najbardziej powszechne w naszym codziennym życiu, jak wschody i zachody Słońca, aż po obserwowane przez osoby pasjonujące się poszczególnymi działami astronomii obserwacyjnej, jak np. zakrycia gwiazd przez planetoidy" -tłumaczy dr Tomasz Ściężor z Politechniki Krakowskiej, autor almanachu.
 
W almanachu zawarto m.in. wschody i zachody Słońca na każdy dzień, wschody i zachody oraz fazy Księżyca, wschody i zachody planet, dane dla planet karłowatych i jaśniejszych planetoid, informacje o najjaśniejszych kometach, spis wszystkich znanych rojów meteorów, informacje o zaćmieniach Słońca i Księżyca. Są też wykresy przydatne przy obserwacjach księżyców planet, a także dane dla obserwatorów gwiazd zmiennych, czy momenty zakryć gwiazd przez Księżyc i planetoidy dla 12 miast Polski. Jest też rozdział przydatny przy określaniu zanieczyszczenia świetlnego w naszej okolicy, a nawet atlas Księżyca.
 
„Almanach Astronomiczny na rok 2017” jest dostępny bezpłatnie do pobrania w portalu Uranii (www.urania.edu.pl/almanach) , w wersji jako jeden plik PDF lub podzielony na poszczególne sekcje. Publikacja znajduje się także w zasobach Google Play, co ułatwia korzystanie z niej przez użytkowników urządzeń mobilnych, szczególnie w przypadku smartfonów i tabletów z zainstalowanym systemem operacyjnym Android.
 
PAP - Nauka w Polsce
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,412450,ukazal-sie-almanach-astronomiczny-na-rok-2017.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #191 dnia: Grudnia 25, 2016, 14:32 »
Astronom: Wenus, Wega i Capella – pierwsze gwiazdki wigilijne
24.12.2016

W tym roku pierwszą gwiazdką wigilijną będzie planeta Wenus, a spośród gwiazd jako pierwsze niedługo po zachodzie słońca widoczne na niebie powinny być Wega oraz Capella - powiedział PAP astronom Tomasz Kisiel, szef Planetarium EC1 w Łodzi.

Zgodnie z polską tradycją kolację wigilijną powinno rozpoczynać się, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka. Symbolizuje ona Gwiazdę Betlejemską, która według Biblii zwiastowała narodziny Jezusa Chrystusa.
 
Jak powiedział PAP astronom Tomasz Kisiel, w tym roku pierwszą gwiazdką nie będzie gwiazda a planeta Wenus, która na zachodnim horyzoncie może być widoczna jeszcze przed zachodem słońca. „Ona świeci w tym momencie tak jasno, że za dnia, wiedząc w które miejsce dokładnie patrzeć, da się ją dostrzec” - zaznaczył. Po zachodzie słońca będzie ona wyraźnie widoczna jako pierwszy obiekt bardzo jasno przebijający z ciemnoniebieskiego nieba.

„Jest to planeta, która co roku wypada w troszkę innym miejscu Układu Słonecznego w związku z czym co roku inaczej jest ustawiona względem Słońca i nie zawsze jest ona pierwszą gwiazdką” - dodał szef Planetarium EC1.
 
Według niego pierwszymi gwiazdami, które pojawią się na wigilijnymi niebie niedługo po zachodzie słońca będą Wega i Capella (Koza); obie mają przybliżoną jasność.
 
„Wega jest to gwiazda jeszcze gwiazdozbioru letniego Lutni, a Capella to najjaśniejsza gwiazda gwiazdozbioru Woźnicy. Jest to gwiazdozbiór nieba zimowego, dlatego te dwie gwiazdy widoczne są niemal po przeciwnych stronach nieba. Obie zauważymy nieco na południe od linii wschód-zachód. Wega będzie widoczna w połowie nieba po stronie zachodniej, natomiast Capella po wschodniej stronie nieba mniej więcej w 1/3 odległości od horyzontu do zenitu” - wyjaśnił astronom.
 
"Wega jest nieco jaśniejszą gwiazdą niż Capella natomiast będzie miała do pokonania jaśniejszą łunę zachodzącego słońca, dlatego na ciemniejszym niebie po wschodniej stronie może się zdarzyć, że Capella będzie widoczna nieco wcześniej, mimo że jest trochę słabszą gwiazdą” - dodał Kisiel.
 
W ocenie astronoma, z Gwiazdą Betlejemska opisaną w Nowym Testamencie jest taki problem, że nikt dobrze nie opisał, jak ona tak naprawdę wyglądała. „W związku z czym posługujemy się w bardzo dużym stopniu domysłami i spekulacjami. Badając te obiekty, które mogą się pojawić i przez jakiś czas być nietypowo widoczne na niebie, możemy zaproponować kilka teorii. Jedna z nich mówi, że mogła to być któraś z jasnych komet. Oprócz komety mogła być to ewentualnie gwiazda supernowa lub gwiazda nowa, która raz na kilkadziesiąt, kilkaset lat pojawia się na ziemskim niebie. Mogła to być też koniunkcja planet” - przyznał.
 
„Historycy przypuszczają, że Trzej Królowie to byli mędrcy z Babilonu, a wiemy, że Babilończycy zajmowali się badaniem nieba dosyć dokładnie i szczegółowo” - podkreślił. Zdaniem astronoma z teorią o komecie jest jeden problem, bowiem komety zazwyczaj przepowiadały nieszczęścia, wojny, katastrofy. „Narodziny Jezusa, syna Boga raczej nie są zdarzeniem tego typu, w związku z czym jest trochę wątpliwe, żeby akurat tak kometa została zinterpretowana” - dodał Kisiel.
 
PAP - Nauka w Polsce
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,412490,astronom-wenus-wega-i-capella--pierwsze-gwiazdki-wigilijne.html

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #192 dnia: Grudnia 28, 2016, 22:26 »
NASA’s next stop—Mars or the Moon?

John Grunsfeld and Paul Spudis argue for and against Mars and the Moon.
ERIC BERGER - 12/22/2016, 4:00 PM

HOUSTON—Possessed of slight build and modest height, John Grunsfeld is not an imposing man. But this appearance belies a brilliant mind and a considerable resume. A quarter-century ago, Grunsfeld worked as a physicist at the California Institute of Technology, studying X-ray and gamma ray astronomy, before becoming an astronaut. He flew in space five times and made three trips to the Hubble Space Telescope where he performed eight spacewalks to repair and upgrade the iconic instrument.

In 2012, Grunsfeld assumed responsibility for all of NASA’s science missions. He oversaw the dramatic landing of Curiosity on the surface of Mars, and he was in charge during the exploration of Pluto. He wrangled the James Webb Space Telescope toward the launch pad, and he plotted a pair of ambitious flights to Jupiter’s moon Europa.

On a gray day in early December, I met Grunsfeld—who left NASA earlier this year—at a Starbucks across the street from Johnson Space Center. In the shadow of the buildings where he spent nearly 20 years training to fly in space, we spoke for two hours about all areas of spaceflight, from the intriguing oceans of Europa to human destinations.

Still, the conversation kept circling back to Mars. The Red Planet captivates Grunsfeld, and, from inside NASA, he attempted to steer the massive US spaceflight enterprise toward landing humans there by the 2030s. Although he had some success, Grunsfeld realizes that NASA's fragile, tentative plan for a human mission to Mars may soon unravel.

“I think all anybody has right now is faith that we’ll reach Mars,” Grunsfeld acknowledged. “Right now, it is just a dream.”

A few days later, and a few miles down the perpetually congested NASA Parkway that skirts the southern flank of Johnson Space Center, I met another eminent scientist for lunch. An academic through and through, Paul Spudis lacks the adventurer-astronaut credentials of Grunsfeld, but he has a formidable scientific mind. And Spudis, inspired to specialize in lunar geology while watching the Apollo 15 astronauts explore the lunar surface, is also a formidable advocate for human exploration—of the Moon.

Over a hamburger and dark beer at Boondoggles Pub, Spudis spoke about why he believes humans must return to the Moon before going deeper into the Solar System. As Spudis has outlined in a new book, The Value of the Moon, the Moon is nearby, scientifically interesting, and useful. Moreover, he argues, it is precisely because NASA has chased after ephemeral Mars dreams for the better part of the last half century that humans have remained confined to low-Earth orbit since the end of Apollo.

Both men agree on one point: with NASA’s limited funds, even before possible cuts under a Trump administration, the space agency can’t do both. Sending astronauts to the Moon and establishing a colony would push human exploration of Mars into the second half of this century. Alternatively, making a direct push toward Mars would preclude any meaningful human exploration of the Moon.

A choice must be made. For the last six years, NASA has continued developing a deep space capsule, Orion, as well as begun construction on a large new rocket, the Space Launch System, as the foundation of an exploration program. NASA has promoted a “Journey to Mars,” but in reality the space agency has taken no definitive steps to preclude either a Moon or Mars pathway. That decision will have to be made soon. Within the next four years or so, the space agency must start designing and building specific hardware, for landing and living on either the Moon or Mars.

Which should it be?


The case for Mars


The aerospace community rarely agrees on anything, but pretty much everyone accepts that the next “mountain” for human explorers to climb involves astronauts to the fourth planet in the Solar System. Although it is a poor substitute for Earth—conditions on Mars are less hospitable than at Earth's South Pole during winter—Mars is the closest, best alternative humanity has to our world.

There are essentially three potential rationales for sending humans to Mars now. One is geopolitical. During the Cold War, the United States landed on the Moon to demonstrate technological superiority over the Soviet Union. A Mars landing would send such a statement with regard to Russia or China in the coming decades. However, unlike the 1960s and the race to the Moon, no other country today aspires to land on Mars. In fact, no other agency besides NASA has even successfully landed a rover on Mars.

A second rationale is colonization. Elon Musk and SpaceX espouse this idea, as do many in the “new space” community. Earth, they say, needs a backup plan, and Mars offers the most suitable location in the Solar System for humans to eke out a living. Over time, with its limited atmosphere and water resources, Mars could become marginally habitable. However, NASA has expressed no formal interest in colonization. Any plan NASA supports will bring astronauts home.

Science offers the final reason to go to Mars. This explains why NASA has increasingly talked about “finding life” elsewhere in the Solar System, or on exoplanets, in the next two decades. Robots can do interesting science on Mars, Grunsfeld said, but they cannot replace the field work done by astrobiologists or other specialists working in situ.

“My passionate interest is in where we came from, where we’re going, and are we alone,” Grunsfeld said. “Mars, 3.8 billion years ago, was a happening place. It was in an orbit where it was cold at the mountaintops, with snowy peaks, and river deltas running into large lakes. Mars was habitable at the same time life began on Earth. All the right ingredients were there. As life took hold here, did the same thing happen on Mars? And, if so, have any of those microbes survived today?”

Curiosity’s exploration of Gale Crater during the last four years has raised a number of questions begging for follow-up exploration, Grunsfeld said. For example, while driving over sediments and rocks last summer, the rover measured a huge rise in methane. That could be of geophysical origin or produced by microbes below ground.

Most importantly, advocates say, Mars represents the next big leap for human civilization. If our evolutionary goal over the next 1,000 years is to find another Earth-like world in the neighborhood of Earth’s Solar System and develop the technologies and skills to send humans there, Mars represents the first step toward such a grand journey.

“Technically, if we decided that we, as a nation, wanted to go to Mars, we could go in a decade,” Grunsfeld said. “I also think that we could do a Mars orbit mission well within our current budget. Mostly, it’s not a budget problem. It’s a will problem.”


The case against Mars


Indeed, Mars is a will problem. Because no compelling geopolitical reason exists for NASA to send humans to Mars, it merits limited discussion among the nation's strategic interests. For all of NASA’s talk about a “Journey to Mars” during the last six years, President Obama invested scant political capital into the idea. He was more concerned with Earth science and the development of the commercial space industry. These are laudable goals, but in the big picture of human exploration of deep space, Obama largely punted to Congress.

Members of Congress, in turn, were more interested in programs that provided jobs for the here-and-now. Congress wanted planning rooms and factory floors for the SLS rocket and Orion spacecraft. To pay for these programs, Congress slashed spending on space technology that would have provided the breakthroughs to land humans on Mars.

As for the president-elect? The first time Trump was asked about a journey to Mars, he responded that he was more interested in filling potholes.

In his book, Spudis offers an explanation for the political platitudes toward Mars from Obama and Congress during the last six years: “The dirty little secret is that most politicians love human Mars missions not because they have any desire or interest in doing them, but because it is an excellent and proven way to keep the space community pacified by selecting a goal that is so far into the future that no one will be held accountable for its continuing non-achievement.”

In recent years, some public momentum has built up for humans to Mars, both through NASA’s #JourneyToMars drumbeating and through popular movies like The Martian, National Geographic’s new series Mars, and Elon Musk’s plans to colonize the planet. But this popular sentiment has yet to translate into concrete actions in Washington DC.

Unless the Trump administration makes a strong commitment to Mars exploration, this iteration of sending humans to the Red Planet may well die just like previous attempts during the last 50 years. The #JourneyToMars will be the victim of budgets and a lack of sustained will. Mars is just too far away, too technically challenging, and too expensive for half measures.


The case for the Moon


If Mars is a dream, the Moon is more tangible. Even so, more than 44 years have passed since Eugene Cernan stepped off the surface of the Moon, and no one has returned since. Despite being a resounding success for America, the Apollo program failed to create a lasting, sustained presence in deep space for humanity.

Spudis laments that, because NASA went to the Moon in the 1960s, much of the United States no longer sees it as a “sexy” destination. Indeed, President Obama in 2010 said as much by remarking of the Moon, “We’ve been there before.” The reality is that the Apollo astronauts, with their six, short forays to the Moon, literally only scratched its surface and found a cold, dead world bereft of resources. Since then, however, robotic exploration of the Moon has revealed that Earth’s companion likely harbors large reservoirs of water ice in the permanently shaded craters at its poles.

As a practical destination, the Moon offers several advantages over Mars, Spudis said. It’s only about three days away and accessible via several different orbital approaches. Because of this, lunar missions can be staged and assembled in a variety of orbits, either close to Earth or the Moon, as well as the stable L1 and L2 points in the Earth-Moon system.

Clearly, no life exists on the Moon, and it is not as scientifically rich as another planet. But Spudis says the Moon nevertheless has considerable scientific value. The Moon’s regolith contains a record of Solar System activity during at least the last four billion years, and it has much to tell us about the variability of the Sun during its lifetime. The hard vacuum and extreme thermal environment of the Moon also offer a unique venue for material science experiments.

Finally, and perhaps most importantly, Spudis says, the Moon has utility both as a source of rocket fuel and for geopolitical reasons. The discovery of water ice at its poles offers the potential to create an outpost near one or more of these areas. Because of the Moon’s orbital geometry, the orientation of its spin is nearly perpendicular to the plane of the ecliptic. (By contrast, Earth has an obliquity of 23.4 degrees, resulting in our four seasons.) This means that, at the Moon’s poles, some areas within the craters remain permanently shadowed, whereas, just a few kilometers away, slight rises in the lunar surface receive sunlight 90 percent or more of the time.

For Spudis, this represents a goldmine. He envisions a lunar colony, built in a sunny area near a pole, to provide a near continual source of solar power. From these outposts, battery-operated rovers could wheel into nearby shadowed craters, harvest icy regolith, and return to processors to boil off water for use as rocket fuel, in the form of liquid hydrogen and oxygen.

Much of Spudis’ book and recent technical papers (such as this one) provide details for how such an enterprise might work. He begins with robotic landers to scout and set up a base of operations, followed by human activity. Using Orion, the Space Launch System, and commercially available vehicles, Spudis and Tony Lavoie, a systems engineer, produced a 16-year outline of lunar activities. Their outline includes the first human mission in 12 years, as well as eight subsequent human flights. The total cost? $87.7 billion. At the end of 16 years, their lunar outpost would have the capability to produce 300 metric tons of water per year. That water would be used as fuel for return missions to Earth and, eventually, for human missions to Mars and beyond.

The Moon also has value as a strategic asset. China, in particular, has signaled its intent to send a fleet of robots and, eventually, taikonauts to the lunar surface. Indeed, the Moon increasingly appears to represent the “high ground” in battle for geopolitical supremacy between the United States and China. A Chinese spacecraft returning from the Moon could approach US spy satellites at geostationary orbit without being seen (something similar happened in 2011, with China’s Chang’e 2 mission). Will Americans be content with sending a handful of astronauts to Mars, while China colonizes the Moon over our heads?


The case against the Moon


Is any of this lunar activity practical? In our interview, Grunsfeld expressed skepticism about both the availability of the lunar ice and the ability to harvest it from the permanently shadowed areas. Lunar shadows get down to about 40 Kelvin, or just 40 Celsius degrees above absolute zero.

“Even if there were blocks of ice underneath a thin layer of lunar regolith, how are you going to get at it?” Grunsfeld said. “I’ve heard people say we’re just going to send astronauts down in spacesuits with shovels. Well, it’s so cold there you can’t heat any conceivable spacesuit enough to operate there. Any mistake you make, any power interruption, [astronauts would] freeze solid.”

Spudis replied that he doesn’t anticipate sending humans into these “cold traps,” but rather robots only. The Voyager spacecraft, he noted, is currently operating at a temperature colder than 40 Kelvin. The “cold” problem can be solved by piping heat around the vehicle. Warmth can be moved from areas that need to dissipate heat to where it’s needed to keep the rover operational. “I think that’s a solved problem,” Spudis said. “The coldness is vastly overrated as a hazard.”

Another concern Grunsfeld expressed had to do with processing facilities. Present-day chemical engineering plants that produce liquid oxygen and hydrogen propellant cost millions and millions of dollars to build, and that’s within the Earth’s benign environment. Transporting those facilities to the Moon, operating them in relatively cold temperatures and a hard vacuum, and contending with persistent lunar dust represent a significant engineering challenge.

“I wouldn’t even say the engineering for that is in its infancy,” Grunsfeld said. “And the cost of trying to build that kind of chemical engineering plant in the next 10 or 20 years on the Moon far exceeds the cost of launching propellant off the surface of the Earth by a factor of perhaps 1,000. Now that doesn’t mean we shouldn’t aspire to that, but I think we’re closer to being 1,000 years away from colonies on the Moon than 100 years.”

Spudis disputes this, of course. Assuming the feedstock is icy regolith, he said the collected material could be heated in a relatively simple facility powered by solar energy to produce water vapor. From this, other volatiles such as carbon monoxide and ammonia could be fractionally distilled out. Pure ice might then be stored in large blocks on the surface of the Moon. Over the course of a decade or so, Spudis envisions the emplacement of eight processors. Each processor would weigh about half a ton and would be used to electrolyze the water ice, separate it, and then refrigerate it into rocket propellant. He’s convinced this can be done within his $87 billion budget in less than two decades.


Can we just go somewhere?


John Grunsfeld and Paul Spudis are two very smart people who have spent the majority of their adult lives working in science, spaceflight, and space policy. They’ve looked at the tools available to NASA and its international partners and considered the politics. Yet each came to dramatically different conclusions about the best way forward for NASA and the US human spaceflight enterprise. Each represents a distinct camp within the broader spaceflight community—Mars or the Moon.

This debate has riven the spaceflight enterprise for decades. As a nation, we are barreling toward the time when it should finally be settled. If not, government programs will continue to founder in low-Earth orbit for decades to come.

“The question of Moon or Mars, that is a national decision,” Grunsfeld said. “In a sense, I’m fine with either, but we’ve got to decide. We can’t be wishy-washy and say, well, we want to go to Mars, but then build a lunar architecture, and then we’ll kind of hope that it also works for Mars. That just won’t work.”

After Apollo, NASA eventually settled on the space shuttle, which naturally led into the International Space Station. Shuttle development began around 1970, and the station will fly through at least 2024. The last major spaceflight direction NASA stuck to, then, will have a lifetime of 55 years, and perhaps longer.

The space agency’s next major exploration program could last the better part of half a century, too. So we ought to choose wisely. The Moon is closer and offers potential utility as a refueling station in space. Mars harbors more intrigue in the search for life and represents the Solar System’s best bet for a second home. But we’re going nowhere without a final choice—followed by investment and commitment. Absent this from the Trump administration and Congress, NASA will continue to find itself adrift.

http://arstechnica.com/science/2016/12/time-to-choose-between-the-moon-and-mars-or-nasa-isnt-going-anywhere/

Offline kanarkusmaximus

  • Administrator
  • *****
  • Wiadomości: 24235
  • Ja z tym nie mam nic wspólnego!
    • Kosmonauta.net
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #193 dnia: Grudnia 28, 2016, 23:47 »
Pewnie apogeum kłótni Mars vs Księżyc przypadnie na początku przyszłego roku. Ciekawe, że planetoidy bliskie Ziemi w ogóle nie są tutaj omawiane - chyba jednak to ARM nie ma zbyt wielu fanów. :P

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 29923
  • Very easy - Harrison Schmitt
Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #194 dnia: Grudnia 31, 2016, 17:41 »
Trochę kosmicznych i niekosmicznych artykułów z 2016

12 Air & Space Stories From 2016 You Need To Read

Some of our favorite aviation and space stories of the year.


http://www.airspacemag.com/daily-planet/12-air-space-stories-from-2016-need-read-180961382/





Polskie Forum Astronautyczne

Odp: Kosmiczne artykuły
« Odpowiedź #194 dnia: Grudnia 31, 2016, 17:41 »