Ciekawie nasz Wszechświat by wyglądał, gdyby taka była prędkość światła. W zasadzie wszystko w radiokomunikacji by miało jakieś opóźnienie. Z pewnością Łunochod byłby niemożliwy do osiągnięcia.
Na bonus - Voyagery pewnie by były już miesiąc świetlny od Ziemi. 
Tak sobie przez chwilę wyobraziłem, jak to faktycznie by było. Z punktu widzenia Słońca i Ziemi niewiele by to zmieniało, gdyż co za różnica, czy widzimy Słońce ośmiominutowe czy ośmiogodzinne.

Księżyc też byłby taki sam - minuta niewiele zmienia. Zupełnie inaczej wyglądałoby niebo w nocy, byłyby widoczne zupełnie inne gwiazdy (te, które już od bardzo dawna nie istnieją), docierałyby do nas obrazy wczesnego wszechświata, nie bardzo wiem jak by to wyglądało. Ale dla życia na Ziemi nie miałoby to żadnego znaczenia, przez miliony lat życie rozwijałoby się dokładnie tak samo jak się rozwijało. No - może w procesie ewolucji - wykształciłoby się coś, co (pomimo i tak ogromnej prędkości) byłoby w stanie wychwycić jakieś różnice.
Największe różnice widzielibyśmy obecnie - komunikacja z 60 krotnie mniejszą prędkością. To fala radiowa biegnąca z Polski do Meksyku w 2 sekundy, a z Gdańska do Krakowa w 100 ms! Komunikacja poprzez satelity na orbicie geostacjonarnej byłaby opóźniona o ponad 14 sekund (jedną stronę tylko!). To pół minuty na odpowiedź...
Voyager 1 byłby w odległości 42 dni świetlnych (to nawet troszkę więcej niż jak pisał Kanarkusmaximus), a wszelkie odpowiedzi do satelity na jego sygnały docierałyby po prawie 3 miesiącach.
Ale przecież mogłoby to wszystko zupełnie inaczej wyglądać. Gdyby największą możliwą prędkością była prędkość światła, to wiele reakcji fizycznych, zderzeń cząstek odbywałoby się przy dużo mniejszej prędkości, promieniowanie α, β czy γ byłoby zupełnie inne, wobec czego świat jaki znamy by prawdopodobnie nie istniał. A co by było to nawet nie podejmuję się dywagować...