Zrobicie jak chcecie, ale muszę Leszku zauważyć,ze warunki Twojego eksperymentu nie oddają sytuacji ze swobodnym balonem. Dmuchałes na gondolę przyczepiona do zakotwiczonej linki. Z kolei to, co obserwujesz na zdjeciach startowych, to początkowa faza lotu, kiedy istotnie pozioma prędkość balonu różni się od prędkosci poziomego wiatru. Ale to zanika bardzo szybko i w końcu balon jest unoszony przez strumień powietrza. Jedyną siła, dzialająca w poziomie jest tarcie, czy raczej opór aerodynamiczny, który zanika do zera wraz z różnicą prędkości -to kwestia najbardziej elementarnej fizyki. Popatrz np. jak się zachowuja balony załogowe w powietrzu [nie przy starcie czy ladowaniu]-dostojnie dryfują w powietrzu. Jeśli popatrzysz na sekwencje zdjęć z aparatów montowanych w balonach bezzałogowych, jak nasz, to o ile zdjęcia sa robione przez cały lot [tak było np. w locieie Cygnus2], widac wyraźnie,ze zakłocenia w połozeniu horyzontu w kadrze w zasadzie [pomijam możliwosc jakiś przypadkowych turbulencji] dotycza tylko krótkiego czasu po starcie i po peknieciu/odcieciu balonu... Z reszta w tej kwestii niech rozstrzygnie praktyk, czyli kolega Copernicus.
Co do odcinacza to z tego co wiem, wiekszość konstruktorów robi własnie tak, jak proponuje Leszek, czyli układ i zasilanie w gondoli,a spirala na szczycie spadochronu, połączona kablem. To ma przenieść tylko kilka amper, spirala ma się rozżarzyć, nie spalić. Przewód nie musi być gruby. Istotnym problemem jest mocowanie spirali -lutowanie można wykluczyć. Trzeba chyba wykorzystać metalowe zaciski [z wtyków?] do łączenia drobnych przewodów w układach elektrycznych, może takie plastikowe listwy-złączki z metalowym zaciskiem na śrubkę, czy raczej odcięty fragment takowej. Mozliwych rozwiązań jest cała masa. Można np. rozseparować na pół cm jakąś plastikowa przekładką zaizolowane końce przewodu, by nie groziło zwarcie, a kolejne pół cm wyżej po prostu 2 kawałkami blaszki zacisnać razem odpowiednie końce przewodu i spirali.
Pozdrawiam
-J.