Reasumując:
- program Artemis idzie do piachu (podobnie jak nonsensowny SLS)
- następuje "restart" programu, cokolwiek to oznacza dla kolejnej ale tw."planistów" i ponownie wszystkie oczka skupione są na modnym (nieosiągalnym) Marsie bo "tak chce Musk i tak wtóruje mu nic nie ogarniający w temacie Trump" (a że to totalnie nierealne na obecną dekadę a realne co najwyżej tylko w głowie Elona to co innego)
- tym samym tracimy logiczny, księżycowy etap jakim jest usamodzielnienie się człowieka w środowisku kosmicznym przed potencjalną eksploracją znacznie bardziej odległych ciał niebieskich
- tracimy kolejne, przynajmniej 10 lat jeśli nie więcej, (a za 10 lat loop - restart i znowu zmiana focusu).
- szlag trafia dotychczas już wyprodukowane i czekające na swoje kiedyś-nigdy loty modułów serwisowych i załogowych czyli kolejnych Orionów, lecą do lunaparków jako eksponaty-gadżety,
- Chińczycy nie muszą mieć już ciśnienia z pójściem "po swoje" czyli po Księżyc, przy okazji pozdrawiam mocno tych co niedawno i ciągle uparcie mówili, że Jankesi będą na Księżycu szybciej od Chińczyków

W sumie to bardzo cieszę się, Amerykanom potrzebny jest naprawdę srogi "strzał w papę". Jak lądował Change-3 to już była u nich namiastka pełnej histerii i aktów rozpaczy.
- tymczasem Liechtenstein dołącza do programu ACCORDS (!!!)

. B R A V O!