IMHO naiwnością było oczekiwać próby startu we wczorajszych warunkach w ostatniej godzinie przed wystrzałem, gdzie niebo było zasnute ciężkimi ciemnymi chmurami i burzowymi warunkami na trasie ewentualnych wodowań awaryjnych. Tyle lat przygotowań, nie jedna obsuwa, wreszcie punkt T-0 oddalony już tylko o parę godzin, i ryzykować dla przedsiębiorstwa może nie nokautujący, ale prawie nokautujący cios z powodu utraty załogi w sytuacji, gdy rakieta i statek są w pełni gotowe i można ponownie próbować już za 3 dni zamiast 3 lata - to by musiała być NASA przed startem Challengera, a nie SpaceX by tak chojrakować przed swoim najważniejszym jak dotąd zadaniem z ludzką stawką w grze.