Może się mylę, ale wydaje mi się że na księżycu nigdy nie będzie prawdziwych koloni. Warunki tam panujące jednak za bardzo odbiegają od ziemskich, Mars jest jednak o wile bardziej podobny do ziemi.
Zarówno Mars jak i Księżyc nie nadają się do życia, kropka. Jakiekolwiek osadnictwo odbywać się będzie w sztucznych środowiskach całkowicie odizolowanych od warunków panujących na tych światach.
Mimo że jestem entuzjastą nazwijmy to szeroko pojętego "podboju' przestrzeni kosmicznej to raczej zgadzam się z opinią że księżyc i z resztą również mars na dłuższą metę nie nadają się do życia. I nie chodzi mi o "odizolowane sztuczne środowisko" bo to jest oczywiste, i od budowy takich należy zacząć aby zakładać bazy naukowe, kopalnie, hotele... Ale nie kolonie, bo kolonia to całkowicie co innego.
Kolonia, przynajmniej dla mnie, to nie jest miejsce gdzie ludzie przyjeżdżają popracować, tylko rodzą się, żyją i umierają. Traktują to miejsce jak dom, a później może nawet ojczyznę. I tu dochodzimy do najważniejszego problemu, którym nie jest środowisko - habitat - ekosystem.
Problemem jest grawitacja. Niska grawitacja ma raczej znikomy wpływ na zdrowie - dla osoby wychowanej przy 1G.
Natomiast jeżeli ktoś się urodzi przy 1/6G i przeżyje całe życie.... jak to wpłynie na organizm

Co się będzie działo w 2, 3, ... n-tym pokoleniu

Nasza wiedza w tym kierunku jest zerowa. I te śmieszne (z tego punktu widzenia) eksperymenty z nieważkością na ISS tej wiedzy nie pogłębiają za mocno. Do tego potrzebne są badania na naczelnych, wielopokoleniowe badania... w tej 1/6 czy tam 1/3G...
Jestem pewien że zmiany które wystąpią w takim organizmie będą ogromne i nieodwracalne, ktoś urodzony przy 1/6G nigdy nie będzie mógł powrócić na ziemię i nic nie dadzą ćwiczenia na bieżni i tabletki z witaminami

jak to czasami jest opisane w literaturze s-f.
Zmiany fizjologiczne u poławiaczy pereł po kilku pokoleniach są ogromne, mimo że samo nurkowanie to tylko mały procent z 24h doby.
Jeżeli kiedyś gdzieś powstanie pierwsza kolonia, taka prawdziwa - to z założenia musi już być całkowicie samowystarczalna,
dokładnie w każdym aspekcie od produkcji żywności przez hutnictwo do mikroelektroniki, musi być na tyle duża aby zachować różnorodność genetyczną i być w stanie nie tyle przetrwać bez ziemi co rozwijać się bez pomocy ziemi.
Bo wycofanie się na ziemię, i likwidacja kolonii - będzie niemożliwa.
Bo po kilku pokoleniach powstanie nowa rasa człowieka, przy której różnice między europejczykiem, chińczykiem, czy murzynem to będą nic nie znaczące drobiazgi.
A więc moim zdaniem taka prawdziwa kolonia pozaziemska to taka odległa przyszłość że można ją potraktować znakiem równości np. z terraformowaniem marsa.
Znacznie prędzej widzę habitaty (być może ogromne habitaty) wybudowanie w otwartej przestrzeni gdzie wytworzenie 1G nie będzie problemem i gdzie nie wystąpi problem biletu w jedną stronę dla takiej hipotetycznej prawie-kolonii.