Wracając do tematu, myślę, że utrzymanie przez Rosję przez całą dekadę ciągłości wymian załóg ISS, bezproblemowe, poza jedynym nieudanym Sojuzem MS-10, jest wielkim sukcesem (ten nieudany start szybko jednak Rosjanie odrobili).
Wielokrotnie przywoływana tu zapaść rosyjskiego przemysłu kosmicznego jest niewątpliwym faktem, nie spowodowała jednak żadnych perturbacji jeśli idzie obsługę ISS. Nawet pogoda praktycznie nie miała wpływu na terminowość startów. To się nikomu więcej nie udało, zwłaszcza przez tak długi okres: od 2000 r. regularnie po dwa starty rocznie, od 2009 r. po cztery, a od 2018 po 3, cały czas dowożąc załogi do ISS. Inna sprawa, że niemal wyłącznie.
Ale gdyby nie Rosja, mielibyśmy w tej nastoletnich latach, poza opóźnioną końcówką STS-ów, w dziedzinie załogowej jedynie 3 chińskie loty. Nie mówiąc o tym, że po prostu nie byłoby już ISS, więc i nie byłby potrzebny Dragon ani Starliner, nie byłoby też SpaceX...