JSz - chodzi tutaj też o trochę co innego. Wraz z ilością lotów średni koszt jednego startu dąży do sumy kosztów zmiennych związanych bezpośrednio z jednym startem i kosztów stałych nagromadzonych pomiędzy startami, inaczej mówiąc stopniowo tracą na znaczeniu kwoty poniesione na rozwój technologii, projektowanie, prototypy, testy, certyfikacje, etc. Ilość lotów w wypadku COTS nie pozwala na taką amortyzację w dłuższej perspektywie czasowej, choć moim zdaniem nie jest to całkowicie trafny argument. Po pierwsze, COTS powstawał w latach Kąstelejszyn, mniej lub bardziej zakładającym szybką deorbitację ISS, uniemożliwiającą jakikolwiek spadek cen. Dzisiaj jest to kwestia bardziej otwarta, ISS sobie polata, acz nie wiadomo ile. Po drugie, powinniśmy się trzymać tego, co zostało określone, zapisane na papierze, rozpatrywać kwestie pod kątem wymagań jakie tym firmom postawiono, jak np. wspominane x lotów dające w sumie 20 ton ładunku. Nieprecyzyjność danych jest tu dużym utrudnieniem (chociażby to paliwo Dragona). Acz warto zauważyć, te pi razy oko 20 ton to jedna-dwie misje STS.
Inna sprawa: prywaciarze z COTS wnieśli tak czy inaczej pewną wartość dodaną do Amerykańskiego (i przez to światowego) biznesu kosmicznego, chociażby w wymiarze dwóch systemów nośnych różnych klas.