Poszło lepiej, niż przy pierwszym locie Falcona.
Test udowodnił, że rakieta z kilkudziesięcioma silnikami w jednym stopniu jest w stanie latać. Dotychczas były to rozważania teoretyczne - że redundancja, kompensacja ciągu itd. - ale równie dobrze wibracje powodowane przez utratę silników mogły uszkodzić instalację paliwową lub silniki sąsiednie, tak jak w przypadku N1.
Dopiero po tym teście mamy pewność, że któryś z kolejnych egzemplarzy będzie w stanie dolecieć na orbitę.
Pozostaje test odzysku, chociaż przynajmniej w przypadku pierwszego stopnia lądowanie w stylu Falcona 9 (bez łapania przez wieżę) też jest już sprawdzone.
Start oglądałem w dżungli, podczas intensywnego deszczu, na smartfonie trzymanym pod ręcznikiem
