Piątego dnia po lądowaniu Iwan Wagner przejął kontrolę nad antropomorficznym robotem Marfa.
Kosmonauta pracował z androidem już krótko przed lotem kosmicznym, więc dobrze znał jego konstrukcję.
Został pierwszym kosmonautą, który ukończył pełny cykl badawczy.
Реабилитация в компании с роботом: космонавт Роскосмоса Иван Вагнер проходит послеполётные исследования в рамках НИР «Созвездие-ЛМО»29 апреля 2025





https://www.gctc.ru/main.php?id=71422)
Iwan Wagner, po zakończeniu lotu kosmicznego i przejściu rehabilitacji wyruszył w wyjątkową wyprawę kajakową, która odtwarza starożytną wodną trasę szlaku handlowego nowogrodczyków, łączącą Ładogę z Morzem Białym przez rzeki i jeziora.
W ciągu zaledwie 35 dni Iwan i jego brat Dmitrij Barabanow pokonali kajakiem odległość 1523 km.
Ich trasa wyglądała następująco: rzeka Wołchow – Jezioro Ładoga – rzeka Swir – Jezioro Onega – rzeka Wodła – rzeka Czerewa – Trakt Kenskij – Jezioro Wołockie – rzeka Wołoszewa – rzeka Poča – Jezioro Keno – rzeka Kena – rzeka Onega – przeciąg Emetski – rzeka Emca – rzeka Północna Dźwina – Morze Białe.
Podczas podróży bracia nie tylko sprawdzili swoją wytrzymałość, ale także bliżej poznali mieszkańców rosyjskiej północy i opowiedzieli o historycznych cechach charakterystycznych terenów, przez które przebiegała wyprawa.
W przededniu Światowego Dnia Turystyki, obchodzonego 27 września, został z kosmonautą przeprowadzony wywiad nt projektu „Szlak przodków”:
– Iwan, skąd wziął się pomysł zorganizowania tej wyprawy i co ona oznacza właśnie dla Ciebie?
– Pomysł podsunął mi mój ojciec: kiedyś opowiedział mi o książce historyka z Archangielska, Mikołaja Makarowa, zatytułowanej „Ziemia Plesiecka”, w której opisano całą trasę, którą od X wieku pokonywali mieszkańcy Nowogrodu, kierując się na północ, w stronę Morza Białego.
Od dzieciństwa zajmuję się turystyką wodną, dlatego zainteresowało mnie przejście trasą, którą, jak się okazuje, przemierzano już tysiąc lat temu.
I tak powoli zacząłem opracowywać plan.
W 2015 roku przestudiowałem mapy, wszystko zmierzyłem i zorientowałem się, ile mniej więcej czasu to może zająć, ile kilometrów trzeba będzie pokonać, po jakich rzekach i gdzie będą odcinki przenoszenia łodzi.
I przez około 10 lat nosiłem ten pomysł w głowie.
W zeszłym roku zadzwoniłem do brata, który również od dzieciństwa uprawia spływy, a ponadto ma doświadczenie w organizowaniu dużych zawodów, dlatego byłem pewien, że damy radę.
Na szczęście Dima szybko się zgodził, dzięki czemu udało nam się stworzyć silną załogę.
I tak w lipcu zeszłego roku rozpoczęły się aktywne przygotowania do tego projektu.
– Dlaczego zainteresowała Państwa właśnie trasa historyczna, a nie po prostu wyprawa po malowniczych miejscach?
– Od dzieciństwa kochałem historię, ale w pewnym momencie zacząłem zagłębiać się w nią bardziej świadomie.
W tym projekcie połączyły się zarówno geografia, jak i historia.
Dlatego zainteresowało mnie przemierzanie właśnie moich rodzinnych stron, wzdłuż rzek i jezior, oraz opowiadanie ich historii.
Podczas wyprawy sam dowiedziałem się wielu nowych rzeczy: na przykład na terenie, gdzie stoi wieś, w której dorastałem, oraz w okolicznych wioskach, już ponad 3 tysiące lat temu znajdowały się obozowiska lub starożytne osady.
Wyobrażacie sobie, że tam tętniło życie – to przecież wspaniałe!
Biegałem tam, kąpałem się przez całe dzieciństwo i nawet o tym nie myślałem.
– Przyzwyczailiśmy się do przemieszczania się z miasta do miasta samochodem, samolotem lub pociągiem. A Pan przybył do swojego rodzinnego Siewerooneżska drogą wodną. Być może z perspektywy wody miasto ukazuje się z zupełnie nowej strony?
– Właściwie to od dzieciństwa pływałem tam na tratwie i wiele razy widziałem swoją wioskę z wody.
Ciekawe jest tu raczej coś innego – dawniej to właśnie rzeki były drogami, zarówno latem, jak i zimą, kiedy po lodzie poruszano się na saniach.
Ludzie osiedlali się wzdłuż rzek, stawiali tam domy, budowali całe wioski.
Woda stanowiła cały system transportowy, dlatego najbardziej zaludnione miejsca w naszym kraju znajdują się wzdłuż rzek i jezior.
Obecnie nikt nie postrzega ich jako dróg, choć w latach 30. nawet Kanał Białomorsko-Bałtycki budowano właśnie wzdłuż tych tras.
Podczas wyprawy uświadomiliśmy sobie, że rzeki to system szlaków, wzdłuż których tętniło życie nie tylko ze względu na stosunki handlowe.
Na przykład płynęliśmy w górę rzeki Vodle i przed wsią Kubowo musieliśmy pokonać długi i trudny do obejścia próg: było ciężko, ponieważ było tam wiele kamieni, skał, a wszystko porastał las.
A wyżej znajduje się wieś i teraz rozumiemy dlaczego: najprawdopodobniej mieszkali tam ludzie, którzy właśnie pracowali przy holowaniu łodzi, budowali drogę i dbali o nią.
Oto, czym interesująca jest nasza wyprawa – to nowe spojrzenie na codzienne rzeczy.
– Skoro mowa o przenoskach, czasami trzeba było nieść kajak na plecach. Opowiadał Pan, że na przenosce w Emetsku zamiast zaplanowanych 10 km musieli Państwo pokonać aż 15 km w poszukiwaniu wygodniejszej trasy. Jak nie poddać się i nie stracić ducha w takiej sytuacji, skoro liczyli Państwo na to, że pokonają tę trasę szybciej?
– Rozumiem, że są plany, a jest też rzeczywistość, i mogą się one od siebie różnić.
W rzeczywistości przeszliśmy tylko 2 km więcej: zanim znaleźliśmy wyjście na potrzebną nam leśną ścieżkę, nieco zboczyliśmy z drogi leśnej w bok, zorientowaliśmy się, że idziemy nie w tę stronę i zawróciliśmy.
Pozostałe 13 km pokonaliśmy bez problemów, po prostu dodatkowe kilometry wynikły z tego, że nie dało się iść prosto przez las: raz trzeba było wspinać się na pagórek, innym razem schodzić w dół do bagna.
– Wyprawa obfitowała w wrażenia, na przykład na cyplu „Nos Diabłów” obserwowaliście „krwawy” księżyc. A jakie jeszcze niezapomniane chwile miały miejsce podczas waszej wędrówki?
– Obserwowanie „krwawego” księżyca było naprawdę interesujące.
To miejsce jest bardzo starożytne, niektóre rysunki mają około 5–6 tysięcy lat.
Sam krajobraz jest bardzo piękny: przylądek „Nos Diabła”, jezioro i jeszcze kilka przylądków rozmieszczonych niczym wysepki.
Zaraz po zachodzie słońca pojawił się czerwony Księżyc: nie zawsze pojawia się on dokładnie naprzeciwko Słońca.
Ogólnie rzecz biorąc, było tam bardzo wiele interesujących miejsc.
Bardzo podobało mi się w Wielkim Nowogrodzie, zwłaszcza muzeum ludowej architektury drewnianej „Witosławlice”.
Również twierdza w Starej Ładodze jest bardzo piękna, zwłaszcza gdy podpływa się do niej z wody – otwiera się widok na klasztor męski, a nieco dalej widać wieże twierdzy Staroładogskiej.
Stara Ładoga to miejsce, w którym rodziła się państwowość na Rusi.
Najstarsze znaleziska pochodzą stamtąd z lat 750 n.e. – twierdzy wtedy jeszcze nie było, ale osady już istniały.
Było to miasto, w którym mieszkali i nawiązywali stosunki handlowe zarówno plemiona ugrofińskie, jak i Warangowie oraz Słowianie, dlatego nie dziwi fakt, że dzięki takiej wymianie kulturowej powstawały tam coraz większe osady.
Niedaleko Starej Ładogi znajdowała się najstarsza twierdza kamienno-ziemna – Lubszanska.
Oznacza to, że znajdował się tam wał obmurowany kamieniem, a na nim stał drewniany palisadowy mur obronny.
Szerokość wału wynosiła kilka metrów, a wysokość sięgała 2–3 metrów.
Sama twierdza powstała tam, jak wynika z wykopalisk, na przełomie VII i VIII wieku.
Jest o pół wieku starsza od Starej Ładogi.
– Mówił Pan o tym, że ekspedycja dała możliwość nie tylko lepszego poznania historii tych miejsc, ale także pokazania potencjału turystycznego regionu. Jakie miejsca poleciłby Pan odwiedzić?
– Oczywiście obwody nowogrodzki i leningradzki to miejsca przyciągające turystów, podobnie jak Karelia.
Natomiast do obwodu archangielskiego ludzie jeżdżą rzadziej, choć mamy tu wiele do zobaczenia, dlatego właśnie chcieliśmy „wyeksponować” te miejsca.
Na przykład Kenozierie – Park Narodowy Kenozerski, który znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Poleciłbym również spływ rzekami Onega i Emca – to bardzo malownicze miejsca, a także rzeką Wodla, która nie jest znana szerokiej publiczności.
No i prawdopodobnie Północną Dwińską – rzekę o wysokich brzegach i pięknych widokach.
– Czy ma Pan w planach jakieś nowe wyprawy? Może nowe kierunki lub środki transportu?
– Na razie się nad tym zastanawiam, ale najprawdopodobniej kierunek również będzie północny, tylko że być może nowymi szlakami wodnymi.
Można też wybrać inną jednostkę pływającą.
Pomysłów jest wiele, ale ich realizacja wymaga czasu, ponieważ jest to bardzo pracochłonny proces, choć efekt jest tego wart.
Путь предков глазами героя: путешествие космонавта Ивана Вагнера из Великого Новгорода к Белому морю27 сентября 2025
https://www.gctc.ru/main.php?id=7310