Pisałem wyżej o trzech możliwych opcjach. Ale oczywiście pytanie o szczegóły.
Przede wszystkim nie wydaje mi się, że NASA całkowicie zignorowało kryteria, które sama ustaliła - a tak niektórzy sugerują. Nawet gdyby to była sprawa korupcji, to przecież nie mogła być tak grubymi nićmi szyta. Wiadomo, że w Stanach takie sprawy są bardzo pilnowane i to musiałoby się wydać.
Wygląda więc na to, że rzeczywiście były duże zastrzeżenia do SNC, jak wynika z oświadczenia - w zakresie "past performance". Inaczej komisja nie odważyłaby się na taki krok. Wynik zatem musiał być taki, że oferty Boeinga i SNC były sumarycznie zbliżone do siebie (jeśli sprawdzi się to, co mówi SNC).
Rzeczywiście, w tej sytuacji powiedzieć Boeingowi: sorry Winnetou, pomyliliśmy się - chyba się nie da. Więc co, rozdzielić pomiędzy wszystkich? Skoro NASA zdecydowała się zapreliminować 6,8 mld USD, a poszczególne kalkulacje były na:
- SpaceX - 2,6,
- SNC - 3,3
- Boeing - 4,2 mld USD,
można będzie rozdzielić 4,2 mld dane Boeingowi pomiędzy te dwie firmy - i tak dostałyby niewiele mniej niż SpaceX.
Z tym, że to i tak są pieniądze wirtualne - corocznie będą trwały walki polityczne w Kongresie o roczne porcje. Finalne pieniądze mogą okazać się znacznie niższe, bo na pewno nie wyższe (chyba że upadną Orion i SLS).
Trzeba też pamiętać, że to nie jest jeszcze właściwy kontrakt na loty na ISS. Tu chodzi o zakończenie wszystkich prac, w tym kilka łącznie lotów testowych. Kontrakty na loty z astronautami NASA będą później.