Ma taki sam sens jak przysłowia typu "kwiecień plecień, przeplata trochę zimy, trochę lata". Wiemy, że w wakacje może być słonecznie albo burzowo, a w jesień wietrznie tudzież deszczowo. I na tym się kończy przewidywanie na dłuższe okresy

. Ktoś to nazwał efektem motyla: nie da się przewidzieć pogody na dalsze terminy, zupełnie tak jakby trzepot skrzydeł motyla w Warszawie miał wpływ na przesuwanie się niżów i wyżów nad Wielką Brytanią

Nawet, tak popularne w telewizyjnych pogodynkach, prognozy pogody na tydzień do przodu są trafne akurat jak się poszczęści synoptykowi.
Myślę, że nie ma sensu planować terminu startu względem pogody skoro i tak jej nie przewidzimy. Wiosna była super terminem do startu, bo dosyć łatwo można trafnie przewidzieć pogodę - jest dosyć stabilna. Natomiast w lato różnie bywa i zespół meteo na pewno miałby co robić. Ale od czego jest drugi termin?

Najwyżej nastąpiłby scrub.
Tak więc, streszczając sprawy meteo: proponuję pominąć teraz kwestie prognozy pogody dla miejsca startu (powróćmy do nich na kilka dni przed startem H2), a skupić się na opracowaniu modelu do przewidywania trajektorii lotu balonu. Ale nie ja tu rządzę, to tylko luźne propozycje
