W dzisiejszej GW jest tekst na stronie 17 autora Piotra Cieślińskiego pt. "Astronauta stracił głos w kosmosie":
https://wyborcza.pl/7,75400,32692320,nagle-stracil-glos-w-kosmosie-lekarze-wciaz-glowia-sie-nad.html"Lekarze wciąż głowią się nad tym co mu się stało...
Astronauta NASA ujawnia. Problem uderzył jak nagły piorun
„To przyszło zupełnie znikąd, stało się niesamowicie szybko" - mówi Fincke w wywiadzie dla Associated Press, udzielonym w Centrum Kosmicznym im. Johnsona w Houston. Problem miał uderzyć jak "nagły piorun".
„Koledzy od razu widzieli, że jestem w opałach" – wspomina. W ciągu kilku sekund cała szóstka zebrała się wokół niego.
Epizod trwał około 20 minut, a potem astronauta odzyskał głos i poczuł się już dobrze.
Twierdzi, że do dziś nic mu nie dolega, a podobna sytuacja nigdy wcześniej ani później mu się nie przytrafiła.
Lekarze wykluczyli zawał serca. Fincke zaznaczył też, że się nie zadławił. Poza tym, jak mówi, „wszystkie opcje są na stole". Lekarze podejrzewają, że organizm mógł zbuntować się po setkach dni spędzonych w stanie nieważkości.
Wiadomo, że kiedy doszło do incydentu, bardzo przydał się pokładowy ultrasonograf. Po powrocie na Ziemię Fincke przeszedł też mnóstwo kolejnych badań. NASA przekopuje teraz dokumentację medyczną innych astronautów, szukając jakichkolwiek podobnych przypadków, do których mogło dojść w kosmosie.
Fincke przyznał, że nie może zdradzić bliższych szczegółów na temat swojego stanu zdrowia i przeprowadzonych badań. Wyjaśnił, że NASA chce mieć pewność, iż inni astronauci nie będą się martwić o swoją prywatność medyczną w razie podobnych zdarzeń.
Szef NASA kazał mu przestać przepraszać
Fincke pod koniec zeszłego miesiąca sam ujawnił, że to on był tym „chorym astronautą", z powodu którego trzeba było przeprowadzić pierwszą ewakuację medyczną z ISS. Zrobił to, by uciąć spekulacje krążące w mediach.
Wciąż jest mu głupio, że przez jego chorobę odwołano spacer kosmiczny - miał to być jego dziesiąty raz poza stacją, a dla jego koleżanki z załogi, Zeny Cardman, debiut. Przez tę sytuację ona i dwóch pozostałych członków ekipy musieli wrócić na Ziemię wcześniej. Wrócili do domu 15 stycznia, ponad miesiąc przed terminem. Prosto z lądowiska Fincke trafił do szpitala.
„Zawsze miałem końskie zdrowie, więc to był dla wszystkich ogromny szok" – mówi.
„To nie twoja wina. To po prostu kosmos" – zapewniali go koledzy. „Nikogo nie zawiodłeś". Przestał wszystkich przepraszać dopiero wtedy, gdy nowy administrator NASA, Jared Isaacman, kazał mu z tym skończyć.
Weteran NASA
Mike Fincke to jeden z najbardziej doświadczonych astronautów. Spędził poza Ziemią łącznie 549 dni, co daje mu czwarte miejsce wśród amerykańskich rekordzistów. Jest emerytowanym pułkownikiem Sił Powietrznych USA i inżynierem z dyplomami prestiżowego MIT oraz Stanforda.
Latał rosyjskimi Sojuzami, amerykańskimi wahadłowcami, a ostatnio kapsułami SpaceX.
Brał udział w dziewięciu spacerach kosmicznych, spędzając w otwartej przestrzeni łącznie ponad 48 godzin. Co ciekawe, jako jeden z niewielu Amerykanów aż sześciokrotnie wychodził w przestrzeń w rosyjskich skafandrach typu Orłan.
Prywatnie Mike jest niepoprawnym optymistą i popularyzatorem nauki. Wystąpił gościnnie w serialu "Star Trek: Enterprise" oraz w wielu filmach dokumentalnych. Nawet po niebezpiecznym incydencie medycznym i wymuszonej ewakuacji nie myśli o kosmicznej emeryturze,
Wciąż ma nadzieję, że pewnego dnia jeszcze wróci na orbitę.
Polecam do porannej lektury!