Autor Wątek: [D] Kosmos dla nikogo  (Przeczytany 4001 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Orionid

  • Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 30359
  • Very easy - Harrison Schmitt
[D] Kosmos dla nikogo
« dnia: Grudnia 25, 2025, 08:32 »
Kosmos dla nikogo
Michał R. Wiśniewski, [dwutygodnik.com], Numer wydania 427, grudzień 2025

Odchodzący 2025 rok zapamiętam jako ten, w którym Polacy wrócili w kosmos. Symbolicznie, z liofilizowanym pierogiem. 25 czerwca 2025 roku o 8.31 Sławosz Uznański-Wiśniewski poleciał w kosmos

Po namyśle zdecydowałem się na niewinny żart. „Wielki dzień dla Wiśniewskich”, taki tekst wrzuciłem na Facebooka (wtedy jeszcze wrzucałem na Facebooka), wyświetlony na jednym z gotowych teł przedstawiających gwieździste niebo nad pustynią. Pasowało kolorem i klimatem. 25 czerwca 2025 roku o 8.31 Sławosz Uznański-Wiśniewski poleciał w kosmos, co oglądałem na żywo w telewizji, kiedy kończyłem pakować się na wakacje. Śledziłem start pełen obaw – jestem z pokolenia, którego kosmiczne marzenia skończyły się wraz z eksplozją Challengera. Ale Polak poleciał, doleciał, wrócił, nic się na szczęście nie stało.

W tamtym facebookowym żarcie było ukryte głupiutkie nawiązanie do „Doppelgängera” Naomi Klein. Oto dwóch Wiśniewskich (z dziwnymi słowiańskimi imionami!) leci na all-inclusive, jeden na orbitę, drugi do ciepłych krajów. Podobne są nawet pretensje i niepokoje (środowisko naturalne, kapitalizm, obecność Rosjan). Jeden będzie zasuwał, robiąc ważne eksperymenty, a drugi leniwie pluskał się w basenie. I może podczytywał sobie biografię tego pierwszego, największego z Polaków, wyjętą prosto z memów o „synu koleżanki twojej starej”, rozmyślając nad własną marnością i brakiem sukcesów.

Czy w jakimkolwiek wariancie multiwersum to ja mógłbym polecieć w kosmos zamiast mojego doppelgängera? Mało prawdopodobne, choć taka ścieżka kariery przecież przeszła mi kiedyś przez myśl. Nie chciałem być pilotem, ale w jakimś ilustrowanym magazynie było akurat zdjęcie: kask, kombinezon, rura. Wyciąłem je koślawo i nakleiłem na kartce, nie pamiętam, co na niej napisałem ani czy przystroiłem ją dziecięcymi rysunkami, jakimś koślawym samolotem narysowanym pogryzioną czerwoną kredką.

Czy w jakimkolwiek wariancie multiwersum to ja mógłbym polecieć w kosmos zamiast mojego doppelgängera?

Nie pamiętam też, jakie pomysły na swoją przyszłość miały inne przedszkolaki, ale pamiętam presję, żeby to było coś ciekawego, inspirującego. Nikt raczej nie zrobił pracy: „Chcę być robotnikiem jak mój ojciec”. Szumiący po nocach odległy kombinat Zakładów Chemicznych Police nie był tak fascynujący jak samolot generała Hermaszewskiego górujący nad Wołowem. Napisałem kiedyś, że marzenie o kosmosie to było zawsze coś bardzo dziecinnego. Teraz widzę jeszcze, że bardzo chłopackiego: czołgista, pilot, kosmonauta. Nie dlatego, że chłopcy mają jakąś wrodzoną skłonność do przemocy i podboju, ale dlatego, że w taką wtłacza się ich formę.

Ja akurat zawsze wolałem budować, tworzyć światy i systemy (dziś bym pewnie wszedł do „Minecrafta” i nie wyszedł). Przedszkolni koledzy w tym czasie organizowali drużyny czterech pancernych, co napotykało trudność logistyczną – konieczność zaproszenia jakiejś bawiącej się w dom dziewczynki do roli sanitariuszki Marusi. „Czy wiesz, jak to jest być dziewczyną w tym świecie?” – pytała w piosence Madonna. A czy wiesz, jak to jest być dziewczyną poza tym światem?


Kosmos dla dziewczynek

W planetarnych romansach występowały zwykle skąpo odziane księżniczki Marsa, rozkochujące w sobie Johnów Carterów i kapitanów Kirków. Pulpowa fantastyka umiłowała sobie obcisłe skafandry uwypuklające kształty i krągłości, jak Psyche z francuskiej animacji „Był sobie kosmos” czy heroiny z anime. Słynny kosmiczny striptiz Jane Fondy w roli „Barbarelli” (reż. Roger Vadim, 1967) odtworzyła Kylie Minogue w teledysku „Put Yourself in My Place” z 1994 roku. Podobno udawanie nieważkości było doświadczeniem fizycznie wyczerpującym.

Pomysł kręcenia pornosa w przestrzeni kosmicznej doskonale wykorzystał Jacek Sawaszkiewicz w tryptyku „Na tle kosmicznej otchłani” – propozycję występu w „Kosmicznym paroksyzmie” dostaje tam emerytowany kapitan kosmolotu, kompletna antyteza harcerza z lemowskich „Przygód pilota Pirxa”. Kosmos u Sawaszkiewicza jest psychologiczną udręką, horrorem erotycznym i obyczajowym, a przemoc seksualna zostaje ukazana w sposób dosłowny, a nie tylko metaforyczny, jak w „Obcym” Ridleya Scotta.




16 czerwca 1963 roku ZSRR wysłał w kosmos pierwszą kobietę, Walentinę Tierieszkową (nie sprawdzajcie, co z niej wyrosło). Amerykanie odpowiedzieli już po dwóch latach, wypuszczając lalkę Barbie ubraną w skafander. Na prawdziwy lot przyszło czekać dwie dekady. 18 czerwca 1983 roku Sally Ride stała się trzecią kobietą, która wyprawiła się poza Ziemię (na pokładzie promu Challenger), rok przed nią lot odbyła Swietłana Sawicka. Ride została wymieniona z nazwiska w wyliczance „We Didn’t Start the Fire” Billy’ego Joela, o Walentynie piosenkę nagrały Alibabki. Z dzisiejszego punktu widzenia nieco upupiającą („pierwsza w świecie podniebna miss”), ale w dzieciństwie tego tak nie odbierałem, może dlatego, że traktowanie dziewczyn i kobiet jako gorszego rodzaju człowieka było wówczas powszechne i przezroczyste.

W planetarnych romansach występowały zwykle skąpo odziane księżniczki Marsa

Sally Ride zmarła na raka w 2012 roku, a w roku 2019 firma Mattel wyprodukowała lalkę Barbie z jej podobizną. Historia zatoczyła koło. Natomiast w roku 2025 kosmiczną wycieczkę odbyła załoga złożona z samych kobiet, ale wyczyn ten nie okazał się wielkim zwycięstwem feminizmu – wręcz przeciwnie, wyprawa, w której udział brała piosenkarka Katy Perry, spotkała się z powszechną krytyką, bo została zorganizowana przez firmę Jeffa Bezosa, właściciela Amazonu.


Kosmos dla bogaczy

14 kwietnia 2025 roku „z kosmosu na Ziemię wróciła grupa sześciu kobiet, w tym Katy Perry (…) oraz była prezenterka Fox News i filantropka Lauren Sánchez, narzeczona medialnego pieska Donalda Trumpa, Jeffa Bezosa (…). Szkoda, że nie poleciały prosto w samo serce Słońca” – tak w felietonie w „Guardianie” skomentował wycieczkę satyryk Stewart Lee. „Te sześć uległych kobiet wysłano w kosmos jako kosztowną akcję PR dla komercyjnych ambicji Bezosa w dziedzinie lotów kosmicznych, choć Perry twierdziła, że tak naprawdę chodziło o «odnalezienie miłości do samej siebie» i «poczucie boskiej kobiecości». Powiedzcie to wszystkim kobietom na świecie, które są karane przez politykę kumpla Bezosa, Trumpa. Śpiewająca idiotka”.

Mocne słowa. Rozumiem krytykowanie liberalnej wersji feminizmu z pozycji soc- czy ekofeminizmu („Spójrzcie na stan świata i pomyślcie, ile zasobów zużyto, żeby wysłać te kobiety w kosmos. Po co?” – pytała modelka i aktywistka Emily Ratajkowski), ale dużo komentariackiej nienawiści wobec Perry wzięło się z tego, że jest kobietą. Że zabrała ze sobą stokrotkę (symbolizującą córkę Daisy) i że po przekroczeniu ziemskiej granicy zaśpiewała „What a Wonderful World”. Zresztą podobnie oberwało się rok wcześniej „setnej kobiecie w kosmosie”, Emily Calandrelli.

Spójrzmy na stan świata – faktycznie to nie czas na kosmiczne wyprawy. Ale kiedy był właściwy czas? ZSRR potrafiło wysłać w kosmos człowieka, ale nie potrafiło zapewnić godziwego życia obywatelom. Ameryka nie była lepsza, co uwiecznił w swoim wierszu Gil Scott-Heron:

Szczur ugryzł moją siostrę Nell
A białas na Księżycu
Twarz i ramiona spuchły jej
A białas na Księżycu
Nie mam kasy na lekarza
Bo białas na Księżycu
I za dziesięć lat wciąż będę spłacał
Gdy białas na Księżycu

Poety nie przekonał prezydent Kennedy, sprzedający kosmiczne marzenia jako realizację amerykańskiego snu i ducha. Dziś jeszcze trudniej to sprzedać – gdy nas będą gryzły zmutowane szczury, Elon Musk będzie siedział na Marsie. A masy naiwniaków wierzą, że zabierze ich ze sobą (powstał o nich piękny film „Mickey 17” koreańskiego kronikarza kapitalizmu Bong Joon Ho).

Faktycznie to nie czas na kosmiczne wyprawy. Ale kiedy był właściwy czas?


Kosmos dla Polaków

Podobne pytania dotyczą tego, po co wydawać pieniądze na polskie misje kosmiczne. Czy to ambicja warta zachodu? Nie wiem, z mojej nerdowskiej perspektywy warta jest więcej niż sponsorowanie piłkarskich patałachów, ale może tak mówi moje wewnętrzne dziecko delegowane do kiblowania na bramce.

Sławosz Uznański-Wiśniewski wystąpił w roli polskiego ambasadora. Nasz człowiek w kosmosie zabrał na stację ISS bryłkę soli z Wieliczki (to bardzo turystyczne) i skarby kultury: rękopis „Mazurka As-dur” Chopina czy polskie litery – ą, ć, ę, ł, ń, ó, ś, ź, ż – wydrukowane w 3D. Miał też oryginalną naszywkę Mirosława Hermaszewskiego. Jak typowy polski turysta z dawnych lat, zabrał też ze sobą kanapki, tzn. liofilizowane pierogi i zupę pomidorową. „Astropierogi” trafiły do Żabek, więc każdy mógł poczuć się jak astronauta.

Sławosz Uznański-Wiśniewski, jak typowy polski turysta, zabrał ze sobą kanapki

W dzieciństwie sen o kosmosie realizowałem, rysując komiksy wzorowane na „Jazonie z Gwiezdnego Patrolu” i zajadając się, „jak kosmonauci”, słodkim skondensowanym mlekiem z tubki, produkowanym przez Okręgową Spółdzielnię Mleczarską w Kamieniu Pomorskim. Te fantazje przeszły mi, gdy zająłem się przyziemnie komputerami. Gry wideo i podbój przestrzeni są zresztą związane nierozerwalnie – pierwszą poważną grą był przecież „Spacewar!” z 1962 roku, symulator kosmicznej potyczki inspirowany pulpową fantastyką.

Polaka w kosmosie można spotkać więc w grach wideo, takich jak „The Alters” 11bit studios. Pokazuje ona podbój kosmosu w podobny sposób jak „Mickey 17” – oto samotny rozbitek musi żonglować lichymi zasobami, żeby przeżyć, a w zarządzaniu kosmiczną stacją pomaga mu grupa jego własnych klonów. Pojawiają się nawet astropierogi!

Podobną atmosferę nieprzyjaznej obcej ziemi eksplorował narracyjny „The Invincible” Starward Industries, inspirowany powieścią „Niezwyciężony” Stanisława Lema. Wbrew marynistycznym inklinacjom prozy wielkiego pisarza bohaterką stała się tam astrobiolożka.

Polaka w kosmosie można spotkać w grach wideo, takich jak „The Alters” 11bit studios

Mozół podboju ukazuje z kolei gra indie „Occupy Mars” Pyramid Games, symulator budowy bazy marsjańskiej dla totalnych nerdów. Tytuł kojarzyć się może z planami Elona Muska, ale twórca zapewnia, że wymyślił go niezależnie. Polak potrafi!


Kosmos dla każdego

„Drogie Polki i Polacy, dziś robimy ogromny krok ku przyszłości Polski. Polski opartej na nauce. Niech ta misja będzie początkiem epoki, w której nasza odwaga i nieustępliwość kształtują nowoczesną Polskę. Dla nas i dla wszystkich pokoleń. Kosmos zawsze jednoczył ludzi, zabieram dziś z Ziemi cząstkę każdego z Was. Waszej siły i waszej nadziei, waszego zaufania” – powiedział Sławosz Uznański-Wiśniewski z orbity. Może po to lata się w kosmos, żeby odpowiednio wybrzmiały słowa. Słowa nic nie ważą, chyba że w nieważkości. „W kosmosie nie jestem sam, reprezentuję was wszystkich. Dziękuję za wasze zaufanie. Kosmos dla wszystkich. Space for everyone”.

Wracam do tych słów po kilku miesiącach i nadal mnie one wzruszają; to ten przedziwny rodzaj emocji dotykającej mistyki, którego paradoksalnie może dostarczyć jedynie rzeczywistość materialna. Jak cud narodzin, daję wiarę w ludzkość, która – może i popełniając błędy – będzie trwać w sztafecie pokoleń i technicznym progresie. Podobno jak się widzi Ziemię z kosmosu, taką „małą niebieską kropkę”, człowieka ogarnia niezwykłe wzruszenie (cudownie pokazał to film anime „Royal Space Force: The Wings of Honnêamise” z 1987 roku). Nie potrafię więc nabijać się z Katy Perry, tak jak nie nabijałem się z doświadczenia Williama Shatnera, startrekowego Kirka, dogłębnie wstrząśniętego kosmiczną wycieczką.

Do słów polskiego astronauty wracam po kilku miesiącach i nadal mnie one wzruszają

W żeńskiej załodze Blue Origin znalazła się zresztą nie tylko „głupia piosenkarka” i „narzeczona oligarchy”, ale również aktywistka Amanda Nguyen. W 2014 roku założyła Rise, organizację non profit mającą chronić prawa osób, które doświadczyły napaści seksualnej i gwałtu. Nguyen bazowała na własnych doświadczeniach. Wcześniej miała inny pomysł na siebie – była stażystką w NASA, planowała badać menstruację w kosmosie i zostać astronautką. Lot Blue Origin pozwolił jej zrealizować to marzenie. Została pierwszą Wietnamką w kosmosie. Zakładam, że Stewart Lee o tym nie doczytał. Ważna nauczka dla każdego rozpędzonego felietonisty.

W 2022 roku obejrzałem wystawę „Cosmos Discovery” w warszawskim Muzeum Nowa Praga, przedstawiającą podbój kosmosu jako starcie między USA i ZSRR. Polskę reprezentował na niej model satelity naukowego Lem (fajna nazwa, ciekawe, kto na to wpadł) i skafander Hermaszewskiego. Tymczasem w listopadzie 2025 roku w czasie delegacji prasowej w Szanghaju wpadliśmy z koleżeństwem w „pułapkę na turystów” – zanim zapakowano nas w podziemną kolejkę łączącą brzegi miasta, zostaliśmy wysłani do muzeum podboju kosmosu. Były tam modele chińskich rakiet, skafander taikonauty, można też było zrobić sobie zdjęcie w makiecie chińskiej stacji kosmicznej, schludnej i nowoczesnej niczym sprzęt AGD Xiaomi – nic dziwnego, że chińskie dzieciaki marzą o kosmosie.

A ja myślę, że to dobre marzenie. Trzeba je tylko odebrać nacjonalistom i miliarderom. Kosmos dla każdego. Ku chwale ludzkości!


Michał R. Wiśniewski

Ur. 1979, pisarz, publicysta, popularyzator japońskiej popkultury i fantastyki w Polsce. Nominowany do Nagrody Conrada za debiut roku. Publikował m.in. w „Polityce”, „Gazecie Wyborczej”, „Nowej Fantastyce”, „Pixelu”. Autor powieści „Jetlag” (2014), „God Hates Poland” (2015) i „Hello World” (2017) oraz non-fiction „Wszyscy jesteśmy cyborgami. Jak internet zmienił Polskę” (2019). Były bloger (mrw.blox.pl), obecnie posiada stronę domową jetlag.com.pl. Stale współpracuje z „Dwutygodnikiem”.
https://www.dwutygodnik.com/artykul/12250-kosmos-dla-nikogo.html
« Ostatnia zmiana: Września 11, 2026, 03:09 wysłana przez Orionid »

Polskie Forum Astronautyczne

[D] Kosmos dla nikogo
« dnia: Grudnia 25, 2025, 08:32 »