Po Flight 13 można zauważyć wyraźną zmianę tonu – nie ma już dyskusji, czy Starship jest wykonalny, tylko jak szybko stanie się systemem operacyjnym.
Eric Berger od dawna uchodzi za jednego z najlepiej poinformowanych dziennikarzy zajmujących się SpaceX. Jeszcze przed Flight 13 pisał, że cały amerykański sektor kosmiczny czeka na dojrzałość Starshipa, ponieważ od niego zależą plany NASA, wojska USA i komercyjnych operatorów.
Po ostatnim locie jego komentarze można streścić następująco:
Najważniejsze było wykonanie użytecznej misji, a nie samo przetrwanie lotu.
Wyniesienie satelitów Starlink oznacza przejście od czysto eksperymentalnych testów do demonstracji realnych zdolności systemu.
Nadal uważa, że największym wyzwaniem pozostaje szybka wielokrotność użycia, a nie osiąganie pojedynczych sukcesów.
Berger zwraca też uwagę, że SpaceX coraz częściej testuje elementy, które będą potrzebne w codziennej eksploatacji, a nie tylko "czy rakieta poleci".
Tim Dodd patrzy przede wszystkim oczami inżyniera.
Podczas transmisji i komentarzy po locie szczególnie podkreślał:
niezwykle dobrą pracę osłony termicznej,
bardzo spokojne wejście statku w atmosferę,
udany restart Raptora w przestrzeni kosmicznej,
wysoką jakość danych telemetrycznych.
Jednocześnie zauważył, że:
"Booster nadal jest najsłabszym ogniwem."
To praktycznie powtarza opinię większości inżynierów.
Tim od dawna mówi, że prawdziwy przełom nastąpi dopiero wtedy, gdy SpaceX zacznie odzyskiwać boostery rutynowo, a nie okazjonalnie.
Chris Bergin (NASASpaceflight)
Chris Bergin od lat śledzi rozwój Starbase niemal codziennie.
Po Flight 13 zwraca uwagę głównie na tempo programu.
Według niego:
produkcja rakiet przestała być ograniczeniem,
infrastruktura Starbase rozwija się niezwykle szybko,
największym ograniczeniem stają się testy i certyfikacja.
Bergin często powtarza, że Starbase zaczyna przypominać fabrykę samolotów, a nie tradycyjny kosmodrom.
Stephen Clark
Stephen Clark skupia się bardziej na znaczeniu programu dla całej branży.
Po Flight 13 podkreślał:
pierwsze rozmieszczenie satelitów Starlink V3,
coraz większą dojrzałość Starshipa,
znaczenie programu dla Artemis i przyszłych misji NASA.
Co łączy wszystkich?
To jest chyba najbardziej interesujące.
Jeszcze po Flight 7–10 wielu komentatorów zastanawiało się:
"Czy Starship w ogóle będzie działał?"
Dzisiaj pytania brzmią raczej:
"Kiedy będzie można łapać statek wieżą?"
"Kiedy ruszy tankowanie na orbicie?"
"Kiedy loty będą odbywać się co miesiąc?"
To ogromna zmiana w sposobie oceniania programu.
Ciekawa obserwacja
Najbardziej zaskoczyło mnie, że nikt z czołowych komentatorów nie uznał problemów boostera za porażkę misji.
Wręcz przeciwnie – dominuje pogląd, że:
Starship (górny stopień) wykonał najważniejsze zadania:
dostarczył i uwolnił satelity,
poprawnie wszedł w atmosferę,
wykonał bardzo kontrolowane wodowanie;
natomiast problemy z boosterem są postrzegane jako ostatni duży element wymagający dopracowania, a nie dowód na fundamentalne problemy programu.
Moim zdaniem szczególnie wymowna jest zmiana nastawienia u Erica Bergera. Przez lata był on wobec harmonogramów Elona Muska dość sceptyczny, natomiast obecnie coraz częściej pisze o Starshipie jako o systemie, który wydaje się nieuchronnie zmierzać do operacyjności. Nadal zachowuje ostrożność co do terminów, ale w jego analizach znacznie rzadziej pojawia się pytanie „czy to się uda?”, a częściej „jak szybko uda się osiągnąć pełną wielokrotność użycia?”. To dobrze oddaje zmianę nastrojów wśród obserwatorów programu.