Ale heca!
Kolega wyciągnął mnie na zorzowo-turystyczne Lofoty. Siedzieliśmy tedy za kółkiem polarnym 3-4 noce (licząc tę na promie z Bodo), a 15 marca rankiem zbieraliśmy się w drogę powrotną z rozpaczą w sercach, wiedząc o nadlatującym CME. Zaliczyliśmy 3 słabiutkie zorze w międzyczasie (najlepszą haniebnie przespałem)

W sobotę 16-go po południu byłem w domciu w Lublinie, gdzie właśnie skończył się nagły atak zimy. Odkładając odkopanie auta z garażu do wiosny, zrezygnowałem z niedzielnego wyjazdu na kometę... Ta zorza spod Lublina w wykonaniu młodego kolegi z forum astropolis, była efektem wypadu na kometę PANNSTARS... A Ty gryź człowieku palce z zazdrości!

Nic to! We wrześniu jak nic nie nawali znowu Szwecja... A kometę zaliczyłem dzisiaj na razie z miasta -garaż wciąż pewnie pod śniegiem, jutro "muszę się zgenerować"

Pozdrawiam
-J.
P.S. A Lofoty piękne! Z książki kucharskiej: wrzucić Wysokie Tatry do Atlantyku, okrasić domkami rybackich wiosek, doprawić Golfsztromem oraz zorzą polarną -i gotowe!