Napisze jeszcze raz, nie ma co liczyc na loty statkow ala apollo na Ksiezyc, to se ne wrati, to jest za kosztowne i zbyt ryzykowne. Nawet zakladajac, ze na Ksiezyc poleci nadmuchiwana baza;-) A co do Marsa, za taka misje mozna uznac lot na ktorys z jego Ksiezycw, o czym przeciez pisalem, czytaj ze zrozumieniem.
Adam, bez urazy, ale wg. mnie brniesz dalej
Twój wybieg z księżycami Marsa to (nie tylko wg. mnie) tylko desperacka próba ratowania kiepskiej argumentacji. Spróbuj proszę uzasadnić sens wysyłania ludzi wyłącznie na Phobosa i Deimosa, skoro oczywistym celem eksploracji pozostaje powierzchnia planety. Co oni tam będą robić, łazikami sterować? Bez sensu!!!!! Zamiast wyrzucać miliardy w błoto i narażać ludzi, lepiej już wysłać większe, bardziej autonomiczne roboty bezpośrednio z Ziemi...
Wracając do dylematu Mars vs Księżyc:
Jasne, że np. Amerykanie nie będą dublować Apolla (choć Chińczycy -czemu nie?) i lądować na Księżycu na parę dni w kopii LM z końca lat 60-tych. Również w wypadku pierwszej misji marsjańskiej pobyt na planecie będzie dłuższy (rzędu miesięcy nawet), tak ze względu na, hmm, ekonomię badawczą, jak i okna startowe do powrotu na Ziemię. Tylko problem nie w tym, że będziesz tam tydzień, miesiąc czy rok. Nie w tym, że powiedzmy pakujemy astronautów w skorupę 20m^3 zamiast 4m^3 itp.
Jakikolwiek profil misji przyjmiesz, podstawowa różnica polega jednak na tym, że z Księżyca możesz ściągnąć ludzi w kilka dni, a z Marsa w rok. To samo dotyczy lotu i ewentualnego zaopatrzenia "tam". To samo z siebie narzuca
całkowicie nieporównywalne wymagania sprzętowe, na procedury rutynowe i awaryjne, redundancję, zasoby materiałowe. Wpłynie to w oczywisty sposób na wielkość całkowitego payload-u ekspediowanego w podróż w ramach misji załogowej, o czym pisałem wcześniej, odnosząc się bezpośrednio do Twojej argumentacji. Ale sama budowa takich systemów stanowi również poważny problem inżynieryjny sam w sobie. Oba te czynniki zupełnie przekreślają sens Twojej argumentacji (wg. mnie),a jeśli je pominiemy lub "twórczo" próbujemy obejść, dochodzimy do nonsensów w rodzaju Mars One. Pozwolę sobie na koniec zmodyfikować analogię z wieśniakiem i górą: otóż zapomniałeś dodać, że w tym konkretnym przypadku ów przejazd do cywilizacji odbywać się będzie przez bezdroża na pustyni (niech to będzie pustynia Takla-Makan, a góra w Kunlunie czy innym Tybecie), nie 100, a 500 czy 1000km, tym samym nasz bohater musi na sam przejazd mieć zapasy porównywalne lub większe z potrzebnymi do zdobycia góry, a pojazd do takiej przejażdżki musi też być specjalnie przystosowany i wyposażony, bo w razie awarii w trasie delikwent będzie martwy w 3 dni i nikt mu nie pomoże. Tym samym problem dotarcia do góry staje się takim samym wyzwaniem jak zdobywanie szczytu...
Pozdrawiam
-J.