Czy ja wiem, czy dziwna... Działali jako NGO, co miało wiele zalet - mieli poparcie państwa, wojsko bardzo ich wspomagało, organizowali duże zbiórki pieniędzy (chociaż ostatnia im już nie bardzo wyszła). Wszystko pod patriotycznym hasłem "Rumunia w kosmosie" - cel bardzo ambitny i nośny.
Rzeczywiście, nie bardzo potrafili zrealizować swoje pomysły, pewno zabrakło im też zdolnego projektanta z wizją. Same wizje to za mało - świadczą o tym kolejne wolty koncepcyjne.
Nareszcie udało im się zbudować coś, wprawdzie małego, ale działającego - drona. Aby uruchomić produkcję i komercję musieli zrezygnować ze statusu NGO. Popescu badał już wcześniej grunt w Stanach, pewno doszedł do wniosku, że ich produkt znajdzie tam popyt. No i decyzja dość oczywista.
Z tym, że ich fani w Rumunii, którzy wpłacali niekiedy duże pieniądze po to, by Rumunia była w kosmosie, poczują się oszukani. ARCA pewno rakiet Haas nie będzie już kontynuować, bo w Stanach konkurencja ich zmiecie - nie mając dobrej koncepcji konstrukcyjnej musieliby splajtować. Zatem będą robić jakieś drobniejsze rzeczy, rozpoczynając od dronów.
Szkoda, może nie samej firmy, bo może sobie poradzić, ale zwariowanej idei, która mogła porwać. Ale okazuje się, że w taki sposób w kosmos nie da się polecieć, o czym przekonali się też sympatyczni Duńczycy z Kopenhagi.