Pewnie i się nieco pastwię

ale najzwyczajniej w świecie drażni mnie cwaniactwo albo zawracanie ludziom głowy nierealizowalnymi wizjami-idiotyzmami.
Musk to oczywiście kompletnie inna liga, ktoś komu warto kibicować, to po prostu poważny, namacalny, niebywale prężny przedsiębiorca, niewiarygodnie szybko popychający swoją firmę do przodu, wspierający swą bezprecedensową biznesową inicjatywę całą pasją, ktoś kto postawił niemal va banque na swój cel, jakim jest skomercjalizowanie minimum orbity.
Na drugim zaś końcu rysują się nam pierwsze (i nie ostatnie) firemki-bubelki, różni naprani "space-dziwacy" i zwykli bazarowi naciągacze, którzy w tzw."przemyśle kosmicznym" zwęszyli już swoją kosmiczną szansę na znalezienie kolejnego stada jeleni. I od takich trzeba po prostu stronić, bo wiadomo, że w takich przypadkach to latanie zawsze się skończy na świecie wirtualnym, zaś jakiekolwiek pieniądze na ten cel zostaną przeżarte na tzw."preliminary studies" i inne tego typu w tym przypadku zasłony dymne.